Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 394 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Piętno - Sierra Cartwright

On chce, by całkowicie poddała się jego woli. Ona się boi, że już nigdy nie będzie pragnąć niczego innego.

Gdy Sofia McBride po raz pierwszy spotyka silnego i zdecydowanego Cade’a Donovana, słyszy ostrzeżenie, by zachowała dystans. Choć wie, że powinna posłuchać tej rady, jest oszołomiona siłą, z jaką przyciąga ją ten onieśmielający mężczyzna.

Wie, że powinna trzymać się od niego z daleka, ale pomimo starań nie potrafi się oprzeć jego erotycznym żądaniom. Im bardziej jest usidlona, tym lepiej zdaje sobie sprawę, że wcale nie chce uciekać.

Przez całe swoje życie Cade Donovan, tajemniczy właściciel ogromnego rancza, wybierał kobiety, które nie oczekiwały od niego zbyt wiele. Jednak gdy burza więzi go w domu wraz z Sofią, zupełnie inną od dotychczasowych miłostek Cade’a, która nie ma w zwyczaju przyjmować odmowy, jego zasady zdają się na nic.

Cade pragnie wszystkiego, co Sofia ma do zaoferowania, lecz szybko odkrywa, że jej uroda skrywa determinację, której nie brał pod uwagę. Jej niezależna natura sprawi, że Cade pozbędzie się swoich demonów i przejdzie drogę, która zmieni ich oboje na zawsze.

Opinie o ebooku Piętno - Sierra Cartwright

Fragment ebooka Piętno - Sierra Cartwright

Tytuł oryginału: Brand

Copyright © by Sierra Cartwright, 2015

Originally published in the English language as Brand by Totally Bound Publishing

a subsidiary of Totally Entwined Group Limited, Lincoln.

Published in Poland by arrangement with Prava i prevodi Literary Agency,

and Bonnier Zaffre, London.

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Agnieszka Śmiechowska-Kłoczko

Redakcja: Joanna Ginter/eKorekta24.pl

Korekta: Dorota Ring/Melanż, Maria Talar

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Katarzyna Ewa Legendź

Zdjęcie na okładce: juhy13/GettyImages

ISBN: 978-83-8053-184-0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej:

Rozdział pierwszy

– To pieprzony zimny drań. Seksowny, pieprzony zimny drań. Ale i tak drań.

– Kto? – spytała Sofia McBride, zerkając znad notatek na swoją asystentkę.

– Cade Donovan.

Sofia podążyła wzrokiem za jej spojrzeniem. Nie była typem kobiety, której z byle powodu miękną kolana, ale…

Stał przy biurku recepcjonistki obok wejścia do country clubu, ubrany w świetnie skrojony czarny smoking, który podkreślał jego szerokie ramiona i wąską talię. Zamiast klasycznej muszki miał pod szyją seksowną muchę w westernowym stylu. Jego misternie wykonane skórzane kowbojki były wypolerowane na wysoki połysk, a na głowie znajdował się czarny kowbojski kapelusz.

Nawet z tej odległości Sofia zauważyła też jego zawadiacką kozią bródkę.

Co prawda nigdy wcześniej go nie spotkała, ale dorastała w Corpus Christi, mieście leżącym niecałe osiemdziesiąt kilometrów od rancza Running Wind. Słyszała więc o wybrykach Donovana, który ze względu na nazwisko należał do miejscowej arystokracji; o szybkich samochodach, ujeżdżaniu byków, kobietach – o tym wszystkim, co mogli sobie kupić członkowie klasy uprzywilejowanej.

Na jego widok ciekła jej ślinka. Jeśli wziąć pod uwagę to, jak bardzo był atrakcyjny, bez wątpienia w pełni zasłużył na swoją reputację.

Recepcjonistka wskazała dłonią salę Bayou, gdzie Sofia i Avery robiły ostatnie przygotowania przed przyjęciem weselnym Lary i Connora Donovanów. Cade dotknął ronda kapelusza gestem pełnym staroświeckiego uroku.

– Idzie tu – zauważyła niepotrzebnie Avery.

– A ty musisz już lecieć.

– A może zamienimy się pracą na dziś wieczór? – zasugerowała Avery. – Mogłabyś pojechać na bal nafciarzy, a ja bym tu została.

– Nie ma mowy. – Odpowiedź Sofii nie miała nic wspólnego z Cade’em; chodziło o jej przyjaciółkę Larę, która niedawno weszła do rodziny Donovanów.

Choć na dzisiejszym przyjęciu miało być tylko kilkaset osób, a country club był wymarzonym miejscem na imprezy, Sofia chciała osobiście wszystkiego dopilnować ze względu na swoją przyjaciółkę.

– Ale, ale… to jest Cade Donovan – perswadowała Avery, wydymając dolną wargę.

Owszem, a Sofia chciała go poznać. Tydzień temu była na kolacji z Larą, która wspomniała, że Connor był domem, czyli stroną dominującą w związku BDSM. Teraz była ciekawa, czy pozostali bracia również.

– Zajmę się nim.

– Nigdy nie potrafiłaś się dzielić, szefowo.

– Idź sobie.

– Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, czegokolwiek…

– Powodzenia z panią Davis. – Sofia naprawdę potrzebowała szczególnych zdolności komunikacyjnych Avery na balu nafciarzy: pięćset osób na liście gości, a do tego jeszcze prasa.

Zoe, siostra Sofii, odwiedziła dziś hotel w centrum Houston, w którym miał się odbyć bal, by dopilnować przygotowań do tego trudnego wydarzenia. Pani Davis, przewodnicząca komitetu organizującego bal, była niezwykle wymagająca i do ostatniej chwili bez przerwy dokonywała zmian w planie imprezy. W przeciwieństwie do Sofii Avery umiała powiedzieć „nie”, sprawiając jednocześnie, że klient był zadowolony.

– Jesteś okrutną, okrutną szefową.

– Może poznasz tam bogatego barona naftowego.

– Racja – zgodziła się asystentka z bezczelnym uśmiechem.

Avery miała dwadzieścia dziewięć lat i postanowiła, że gdy skończy trzydziestkę, będzie już mężatką. Miała powodzenie, ale nie zamierzała zadowolić się pierwszym lepszym; chciała za męża kogoś, kto ubierałby ją w drogie buty i co miesiąc zapewniał odpowiednio gruby portfel, by mogła do nich dopasować równie kosztowną garderobę.

Avery zebrała swoje rzeczy i skierowała się do tylnego wyjścia przez kuchnię.

Sofia wyprostowała ramiona i wyszła na powitanie Cade’a, który zatrzymał się przy drzwiach sali. Utkwił w niej spojrzenie. Patrzył bez mrugnięcia okiem, bez ruchu. Badał ją wzrokiem, jakby była jedyną osobą na ziemi.

Jednocześnie wprawiało ją to w zakłopotanie i upajało.

Nagle poczuła, że jej zmysłowa czarna spódnica jest nieco zbyt obcisła, a skórzane szpilki – odrobinę za wysokie. Mimo to zmobilizowała cały swój profesjonalizm, którego w tej chwili zupełnie nie czuła.

– Panie Donovan. – Obdarzyła go najbardziej promiennym ze swoich uśmiechów. – Nazywam się Sofia McBride. Jestem przyjaciółką Lary i koordynatorką dzisiejszego przyjęcia.

– A ja jestem za wcześnie – odparł, wyciągając rękę na powitanie.

Uścisnęła ją, bo tak nakazywała jej grzeczność. Jego dłoń była ogromna w porównaniu z dłonią Sofii.

Zaczęła ją absorbować obecność Donovana. Pachniał wyprawioną skórą i siłą. Był wyjątkowo wysoki, miał mocno zarysowaną szczękę i nos, który chyba był kiedyś złamany, być może więcej niż raz.

Musiała wysoko zadrzeć głowę, by spojrzeć mu w oczy, a kiedy to zrobiła, zauważyła, że miały zimny odcień spiżu. Jego postawa świadczyła o pewności siebie graniczącej z arogancją. Najwyraźniej władza była dla niego równie naturalna jak drogi smoking.

Powietrze wokół Cade’a zdawało się buzować i Sofia czuła się, jakby wciągał ją jakiś potężny wir.

Gdy tydzień temu spotkała się z Larą, przyjaciółka wyznała, że jest z Connorem w związku o charakterze BDSM. Ta nowina odebrała Sofii mowę. Co prawda coś o tym czytała i widziała kilka filmów na ten temat, ale nadal wiedziała tylko tyle, że seks jest perwersyjny. Nigdy wcześniej nie znała nikogo, kto by się tym zajmował.

Gdy minął pierwszy szok, zaczęła zadawać pytania. Lara odpowiadała rzeczowo, podając dość informacji, by ją zaintrygować. Kiedy tamtego wieczoru Sofia wróciła do domu, włączyła komputer i wyszukała więcej materiałów w sieci. Niektóre z nich ją odrzucały, ale myśl o byciu związaną pojawiała się ostatnio w jej fantazjach.

Teraz gorączkowo zastanawiała się, czy i Cade interesował się BDSM, i nie mogła pozbyć się natrętnej wizji, w której leżała na jego kolanach, a on dawał jej klapsy.

Drżąc lekko – na wpół z lęku, na wpół z ciekawości – cofnęła rękę.

– Dopinamy ostatnie szczegóły przed przyjazdem Lary i Connora – powiedziała, zapewne zupełnie niepotrzebnie.

Para pobrała się kilka tygodni wcześniej, więc plan wieczoru był trochę nietypowy. O piątej rodzina miała się zebrać do wspólnego zdjęcia, koktajl był zaplanowany na szóstą, a kolacja na siódmą.

– Czy mogę jakoś pomóc?

Jego propozycja zaskoczyła Sofię.

– Dziękuję, ale sądzę, że dajemy sobie radę.

– Jeśli będzie pani czegoś potrzebowała, czegokolwiek, proszę dać mi znać.

Zastanawiała się, czy tylko jej się zdawało, czy rzeczywiście położył nacisk na słowie „czegokolwiek”.

Sofia usłyszała wesołe słowa powitania, które rzuciła fotografka wchodząca właśnie do country clubu. Była jej wdzięczna za przerwanie tej sytuacji.

– Obok restauracji jest bar. Może wolałby pan tam zaczekać?

W kącikach jego ust pojawiło się coś na kształt uśmiechu, który zamiast złagodzić wyraz jego twarzy, uczynił go jeszcze bardziej niebezpiecznym.

– Próbuje się mnie pani pozbyć, panno McBride?

Tak. Ten człowiek odbierał jej wszelką odwagę.

– Ja tylko dbam o pańską wygodę.

– Czy mogę zamówić coś dla pani, kiedy tam będę?

– Dziękuję – odparła, potrząsając głową. – Nie piję w pracy.

– Zawsze przestrzega pani zasad?

Choć powiedział to lekkim tonem, pytanie zabrzmiało poważnie.

– Lubię zasady – odparła.

– Doprawdy?

– Pomagają mi utrzymać porządek w życiu.

– I to dobrze?

– A nie?

Sofia sama nie wiedziała, dlaczego w ogóle prowadzi tę konwersację, odkrywając się przed obcym człowiekiem.

– Czy kiedyś kusiło panią, by powiedzieć: „do diabła z tym wszystkim” i czerpać z życia pełnymi garściami?

– W interesach owszem.

– A w innych sprawach?

– Nie – odparła, choć czuła, że w tej chwili właśnie to robi.

Fotografka położyła plecak na krześle i ruszyła w ich stronę, przerywając im rozmowę.

Sofia przedstawiła ich sobie, a potem przeprosiła i odeszła, by przywitać się z didżejem i wskazać mu miejsce, w którym mógł rozłożyć swój sprzęt.

W ciągu następnych dziesięciu minut przybywali kolejni członkowie rodziny Donovanów, a wśród nich również Connor i Lara, którzy odciągnęli Sofię na bok.

– Potrzebujemy twojej pomocy – powiedziała Lara.

– Co tylko chcecie.

– Jakieś dziesięć minut temu Julien Bonds poinformował nas, że będzie na przyjęciu. Przyjaźnią się z Connorem od lat.

Na liście gości widniał ciąg ważnych teksańskich nazwisk, w tym jedno należące do senatora, ale Julien Bonds? Geniusz tego człowieka był owiany legendą. Aby kupić jego najnowsze urządzenie podczas otwarcia nowego sklepu, czekała w kolejce kilka godzin, a on pojawił się na imprezie tylko na chwilę. Wyszedł o dziesięć minut za wcześnie, by miała szansę go spotkać.

Mniej więcej dwa lata temu napisała do jego firmy z prośbą o stworzenie aplikacji, która pozwoliłaby jej robić bardziej imponujące prezentacje biznesowe. Z zaskoczeniem odebrała odpowiedź od jednego z inżynierów Bondsa. W ciągu dwóch tygodni dwa spośród jej ulubionych programów zostały w pełni zintegrowane. Miało to fenomenalny wpływ na odniesiony przez jej firmę sukces i Sofia zawsze pragnęła powiedzieć o tym Bondsowi.

– Prosił, by nie było żadnych zdjęć – kontynuowała Lara.

– Rozumiem – odparła Sofia, zdając sobie sprawę, jakie to wyzwanie wobec faktu, że prawie każdy z gości będzie miał przy sobie telefon komórkowy. – Możemy zapewnić, że Heather nie zrobi żadnych oficjalnych zdjęć. Ale czy macie jakiś pomysł, jak wpłynąć na resztę gości?

– Miałam nadzieję, że ty coś wymyślisz.

– Tego się obawiałam.

Zwłaszcza że sama chciała mieć z nim zdjęcie. Skinęła jednak głową z pewnością siebie, której nie czuła.

– Pojawi się nie wcześniej niż o dziewiątej.

Sofia zerknęła do planu imprezy. Do tego czasu goście będą już od kilku godzin spożywać alkohol.

– Ktoś z nim przyjedzie?

Lara i Connor wymienili spojrzenia.

– Mam na myśli ochronę – uściśliła Sofia. – Albo świtę – dodała, pamiętając, że na otwarciu sklepu był cały czas otoczony ludźmi. – Będziemy gościć więcej osób?

– Z tego, co wiem, to nie – odparł Connor.

– Możecie się dowiedzieć? – poprosiła Sofia, wiedząc, że najlepszą ochronę przed zdjęciami stanowią ludzie zasłaniający widok.

Connor odszedł na bok, by zadzwonić.

– Jak się miewasz? – zagadnęła Sofia.

– Dobrze. Jestem szczęśliwa. I zdenerwowana – odpowiedziała Lara na jednym oddechu.

– Pozwól, że dziś ja będę się martwić za ciebie – powiedziała Sofia, dodając Larze otuchy uściskiem dłoni. – Ty masz się cieszyć tym wieczorem. Będę w pobliżu, gdybyś czegoś potrzebowała.

Lara rozjaśniła się w uśmiechu.

– Wyglądasz pięknie. Idealna pani Donovan. – Lara promieniowała wyrafinowaną elegancją w swojej krótkiej, dopasowanej sukience z kremowej koronki. – Najwyraźniej małżeństwo nadal ci służy.

– Bardziej, niż mogłabym sobie wyobrazić – zgodziła się przyjaciółka, rumieniąc się i dotykając palcami olśniewającej złotej obróżki na szyi.

Kaskada diamentów opadała poniżej naszyjnika, by zagłębić się w dołek u nasady jej szyi. Z ich wcześniejszej rozmowy Sofia wiedziała, że to było coś więcej niż biżuteria. Obroża była widocznym symbolem tego, że Lara przyjęła rolę uległej w związku z mężem.

Sofia nie do końca to wszystko rozumiała, ale nie mogła zaprzeczyć, że Lara zdawała się szczęśliwa i zadowolona jak nigdy wcześniej. Lara sama nie umiała odpowiedzieć przyjaciółce, czy było tak ze względu na samo małżeństwo, zdolności biznesowe męża, czy może z powodu roli uległej. Po wypiciu lampki wina stwierdziła, że zapewne spowodowała to kombinacja wszystkich tych rzeczy.

– To istna karuzela. Bez ciebie nie dałabym sobie rady – powiedziała Lara.

– Nie pozwoliłabym ci, nawet gdybyś próbowała – odparła Sofia. – Proszę, daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.

Connor wrócił do nich i lekko dotknął ramienia żony.

– Julien przywiezie ze sobą dwoje ludzi – oznajmił. – I jeśli dobrze zrozumiałem, to wpadnie tylko na chwilę. Przyjeżdża głównie po to, by się ponapawać swoim sukcesem, bo uważa, że przyczynił się do naszego małżeństwa, a poza tym uwielbia czuć się jak geniusz.

– To prawda? Że przyczynił się do zaistnienia waszego związku?

– Dobry z niego przyjaciel, który daje dobre rady – odparł Connor.

– Porozmawiam z didżejem. Myślę, że będzie w stanie zagrać piosenkę, która wyciągnie ludzi na parkiet. Może twista. Poza tym skontaktuję się z personelem country clubu oraz z ochroną i zobaczę, co jeszcze możemy zrobić. Może moglibyśmy wprowadzić go tylnym wejściem i zatrzymać na patio albo coś w tym rodzaju.

– Na pewno dasz sobie z tym radę. – W głosie Connora nie było śladu wątpliwości.

Sofia poprosiła o kontakt do któregoś z ludzi Juliena.

– Zrobię wszystko, co w mojej mocy – obiecała.

Fotografka dała sygnał, że jest gotowa, by zrobić młodej parze zdjęcia, więc Lara i Connor przeprosili Sofię i odeszli.

Gdy byli zajęci, Sofia ruszyła na poszukiwanie pracowników ochrony country clubu. Zgodzili się z nią, że wprowadzenie Bondsa wraz z osobami towarzyszącymi przez patio to najrozsądniejsze rozwiązanie, i zaproponowali, by sama rzuciła okiem na to miejsce.

Następnie przywitała kolejnych członków rodziny, potwierdziła zmiany w planie wieczoru z didżejem i poprosiła go o pomoc w odwróceniu uwagi gości.

– Żaden problem – zapewnił ją. – Możemy zadziałać z oświetleniem i ogłosić, że do dyspozycji gości jest budka fotograficzna i możliwość nagrania życzeń dla młodej pary na wideo.

– I dlatego właśnie lubię z tobą pracować, Marvin.

– To przez ten głos – powiedział, obniżając tembr tak, że brzmiał jak miód spływający po wyszczerbionym ostrzu noża.

– Powinieneś mieć własną audycję radiową. Nocną, w jakiejś romansowej całodobowej stacji.

– Mam odpowiednią aparycję.

– Zarzucasz przynętę.

– Owszem – odparł, wzruszając ramionami.

– Może się złapię. Przystojny z ciebie facet.

Nadął się i poprawił krawat. A następnie, jako prawdziwy profesjonalista, wprowadził poprawki do swoich notatek i odszedł do innych zajęć.

Przed opuszczeniem sali Sofia nie mogła się oprzeć pokusie, by rzucić okiem na Cade’a. Choć stał obok swych przystojnych braci, nie całkiem do nich pasował. Jego uśmiech nie był tak szczery jak pozostałych, a dodatkowo wyróżniały go westernowy smoking i kapelusz. Poza tym był wyższy, szerszy, bardziej… Uważała się za osobę pragmatyczną, ale jedyne słowo, jakie jej teraz przychodziło na myśl, to „zadumany”.

Potrząsnęła głową i poszła sprawdzić, czy wszystko jest przygotowane na otwarcie bufetu koktajlowego w osobnej sali.

Muzycy byli już na scenie i stroili instrumenty. Dwaj kelnerzy stali za szwedzkim stołem. Menedżer bankietowy potwierdził, że przekąski będą serwowane w ustalonym czasie. Wszystkie półmiski i dekoracje wyglądały idealnie.

Na koniec ruszyła obejrzeć patio.

W tej chwili było tam zbyt gorąco i wilgotno, by odczuwać przyjemność z przebywania na zewnątrz. Dach podtrzymywały belki, z których zwisały wiatraki obracające się leniwie w gęstym powietrzu.

Jednak później światła znad zatoki, widok na centrum Houston i chłodniejsze powietrze sprawią, że będzie to idealne miejsce na spotkanie.

Poprosiła barmankę o wodę gazowaną, ciesząc się ostatnimi minutami spokoju, na jakie mogła liczyć w ciągu kolejnych kilku godzin.

– Z cytryną czy z limonką?

– Z limonką, dziękuję.

Ze szklanką w dłoni obeszła wokół patio. Znalazła tam boczną bramę, prowadzącą do budynku, i żwirową ścieżkę, przy której pracowało kilku brukarzy. Wyglądało na to, że będzie to najlepsza droga, by wprowadzić Juliena na przyjęcie, ograniczając związane z tym zamieszanie do minimum.

Zatrzymała się w głębi patio przy wielkiej palmie w donicy. Gdyby poprosiła kilku silnych mężczyzn o pomoc, mogliby przestawić największe rośliny tak, by zasłaniały widok na część patio.

Z wnętrza budynku wyszedł Cade i bez wahania skierował się w stronę baru.

Sofia przekonywała się, że nie szedł za nią, ale nie miała pewności, czy rzeczywiście tak było.

Barmanka owinęła serwetką butelkę piwa i podała Cade’owi.

Sofia obserwowała, jak mężczyzna wkłada banknot do słoika na napiwki. Sądząc po szeroko otwartych oczach barmanki, napiwek był sowity. Gdyby jeszcze go nie lubiła, polubiłaby go w tym momencie.

Odwrócił się w jej stronę.

Wszelkie wątpliwości co do tego, czy przyszedł tu za nią, w jednej chwili zniknęły. Pozostał jednak na miejscu.

Poczuła żar i podniecenie, które uniosło ją jak fala. Nie powinien jej pociągać, ale mimo to cholernie pociągał.

Może jednak powinna była zająć się balem nafciarzy i zostawić Cade’a Avery. Natychmiast odgoniła tę myśl. Choć tak bardzo ją onieśmielał, jednocześnie czuła się przez niego usidlona. Intuicja podpowiadała jej, by uciekać, póki jeszcze może. Jednak ciało odmówiło wykonania rozkazów, jakie wydawał jej umysł.

Objęła szklankę obiema dłońmi, patrząc, jak podchodzi.

– Mogłem zamówić pani wodę – odezwał się, wskazując jej napój.

– Sądzę, że jako organizatorka imprezy to ja powinnam dopilnować, by pan miał wszystko, czego potrzebuje.

– Obowiązkiem mężczyzny jest dbać, by potrzeby kobiety były zaspokojone.

Nie powiedział niczego prowokacyjnego, więc czemu tak na niego reagowała?

– Dziękuję. Jednak przywykłam sama o siebie dbać.

Zauważyła, że zerknął na jej lewą dłoń.

– Z wyboru?

– To wścibskie pytanie, panie Donovan.

– Zgadza się.

Jednak nie odpuścił. Wręcz przeciwnie, zdawał się szczerze zainteresowany bliższym poznaniem Sofii. Ile czasu minęło, od kiedy zdarzyło jej się to ostatnio? Miesiące? Może lata? Wtedy nagle zrozumiała, że tak naprawdę nigdy żaden mężczyzna nie był w stosunku do niej tak dociekliwy, a po prztyczku w nos każdy raczej się wycofywał. Na tle innych mężczyzn, których spotkała, ten był wyjątkowy. I właśnie to, bardziej niż cokolwiek innego, sprawiło, że powiedziała:

– Moja mama została opuszczona przez mojego ojca alkoholika, kiedy byłam bardzo mała.

Drgnął.

– Musiałam się opiekować młodszą siostrą, a gdy tylko byłam dość duża, pomagałam matce piec ciasta i torty dla miejscowych restauracji. Czasem była na nogach przez całą noc. Naprawdę nie mam pojęcia, jak jej się to udawało. Kilka lat później wyszła ponownie za mąż za cudownego człowieka, ale ja wcześniej przyswoiłam parę gorzkich lekcji i nigdy ich nie zapomniałam. Potem dostałam stypendium i poszłam do szkoły. I harowałam do upadłego, by wykupić biznes mamy i go rozwinąć. – Poczuła gdzieś w środku drażniącą irytację. – Zatem trudno tu mówić o wyborze. Zrobiłam to, do czego zmusiło mnie życie.

– Wygląda na to, że zrobiła pani kawał dobrej roboty – powiedział, nie odwracając od niej spojrzenia. Zamiast tego uniósł butelkę piwa w milczącym toaście.

– Dorastałam w Corpus Christi – dodała. – Znam pańską reputację.

– A jednak nadal pani ze mną rozmawia.

– Słyszałam też dobre rzeczy.

– To dla mnie zaskoczenie.

– Pochodzimy z zupełnie różnych sfer.

– Doprawdy?

W jego głosie pojawiła się nowa nuta. Może to ból?

Czuła jego aprobatę i jego własny życiowy niepokój. Może dlatego miała wrażenie, że coś z niej ulatuje. Gotowość do walki? Chęć wyjaśniania, usprawiedliwiania, obrony warunków, w jakich dorastała? Cade Donovan spędził z nią zaledwie chwilę, a już miał na nią taki wpływ.

Rozmowę przerwał sygnał esemesa. Sofia odstawiła szklankę na niewysoki murek i wyjęła z kieszeni żakietu telefon. Zgadywała, że wiadomość pochodziła od menedżera country clubu.

– Obowiązki wzywają? – spytał Cade.

– Obawiam się, że tak.

– Mam nadzieję, że jeszcze się dziś spotkamy.

Nie odpowiedziała. Jego słowa brzmiały raczej jak obietnica, a nie stwierdzenie, i w głębi serca miała nadzieję, że mówił poważnie. Chciała spędzić więcej czasu z tym najmroczniejszym i najbardziej tajemniczym z braci Donovanów.

Wszedł do budynku. Sofia zaś wróciła do rzeczywistości i poprosiła menedżera, by spotkał się z nią na patio. Kiedy się zjawił, przedstawiła mu swoje sugestie. Menedżer skinął głową i wezwał grupę pracowników, którzy przywieźli ze sobą wózek towarowy. Wspólnymi siłami ustawili wielkie donice tak, aby rośliny wydzieliły ustronny zakątek w pobliżu bramy.

Sofia była zadowolona z rezultatu. Poinformowała o planie najpierw ludzi Juliena, a później Connora. W tym wszystkim nie podobało jej się tylko to, że znów nie będzie miała szansy spotkać nieuchwytnego Juliena Bondsa ani zdobyć jego autografu na pokrowcu swojego telefonu. Cóż mogłoby być lepszego niż jego podpis pod logotypem firmy Bonds?

***

Tuż przed dziewiątą otrzymała informację, że przyjechał samochód Juliena.

Dała sygnał didżejowi, który w odpowiedzi kiwnął głową, i wyszła na zewnątrz, by powitać przybywających.

Muskularny facet – ochroniarz, sądząc po słuchawce w uchu – rozejrzał się szybko dookoła, skinął Sofii głową i powiedział coś do mikrofonu przypiętego do klapy marynarki.

Chwilę później nowi goście spotkali się z Larą i Connorem w zaimprowizowanym miejscu na patio.

Ochroniarz zajął miejsce między barem a roślinami. Sofia nie mogłaby być bardziej zadowolona ze swojego planu.

Zamawiając kolejną szklankę wody, usłyszała śmiech Lary, i nie mogąc się oprzeć, rzuciła okiem w tamtym kierunku.

Julien miał na sobie luźną marynarkę, białą koszulę i wąski krawat zawiązany na swobodny węzeł. Sportowe buty – jego znak rozpoznawczy – były w paskudnym odcieniu fuksji, nie licząc jaskrawożółtych sznurowadeł. Wyglądało to, jakby wprowadził swoje obuwie na wyższy poziom badziewia, a mimo to potrafił zachować styl sportowej elegancji, z którego był znany.

Obok niego stała wysoka, smukła blondynka, której włosy spływały kaskadą do połowy pleców. Miała na sobie jaskrawoniebieską rozkloszowaną sukienkę, która skojarzyła się Sofii z Marilyn Monroe.

Sofia nie słyszała, aby Julien się z kimś spotykał, ale sposób, w jaki obejmował ją ramieniem i w jaki ona się do niego tuliła, wskazywał na to, że było to coś więcej niż zwykła znajomość.

Odebrała swoją wodę i odwróciła się na czas, by zobaczyć Erin zmierzającą w stronę wydzielonego zakątka.

Sofia nie zatrzymywała siostry pana młodego i skinęła głową pracownikowi ochrony, by wiedział, że należy ją przepuścić.

– Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, proszę dać mi znać – powiedziała mu.

Potaknął bez słowa.

Sofia weszła do budynku i stanęła pod ścianą w głębi, by obserwować zabawę. Na parkiecie było więcej osób niż zwykle, popisujących się tańcem i robiących sobie zdjęcia. Nie wiedziała, jak udaje im się robić obie te rzeczy naraz.

Nie minęły dwie minuty, a Erin wróciła z wymuszonym uśmiechem na twarzy i lekko opuszczonymi ramionami. Sofia pomyślała, że może mogłaby coś dla niej zrobić, ale kobieta ruszyła prosto do wyjścia.

Poza tym incydentem wizyta Juliena przeszła nadspodziewanie gładko. Sofia odetchnęła jednak dopiero, gdy menedżer dał jej znać, że limuzyna z Bondsem i jego ludźmi właśnie odjechała.

W ciągu kolejnych godzin Sofia kilka razy zauważyła, że Cade się jej przygląda. Musiała się zmuszać, aby skupić się na pracy, zamiast rozmyślać o tym, jakie zwariowane reakcje wywoływał w niej ten człowiek.

***

– Kiedy twoja kolej?

Przyjęcie dobiegało końca, dźwięki muzyki wylewały się na zewnątrz country clubu, a Cade odchylił do tyłu swój kowbojski kapelusz, by spojrzeć na młodszą siostrę. Tak naprawdę była to jego przyrodnia siostra, choć żarliwa lojalność Erin kazałaby się jej oburzyć na takie rozróżnienie. Dla niej, podobnie jak dla przyrodnich braci Cade’a – Connora i Nathana – byli rodziną, i koniec.

Cade kochał swoje rodzeństwo, ale najbardziej Erin. Już jako dzieciak była dla niego utrapieniem, prześladując go swoją adoracją i miłością, nawet gdy tego nie pragnął lub na to nie zasługiwał.

– Moja kolej? – powtórzył, grając na zwłokę.

– Nie udawaj tępaka. Kiedy ty się ożenisz?

– To się nie stanie – odparł, choć wiedział, że siostra będzie drążyć temat.

Erin martwiła się, że Cade żyje samotnie na ranczu. Według niej były tam tylko bydło, konie, jelenie i dzicz południowego Teksasu. Nie miało dla niej znaczenia, że zatrudniał dziesiątki ludzi i z wieloma z nich spotykał się codziennie. Ponadto podróżował częściej, niż miał na to ochotę. Jeździł do Corpus Christi co najmniej raz w tygodniu, prawie co miesiąc latał do Houston na biznesowe spotkania rodzinne i sporo czasu spędzał w pobliskim miasteczku Waltham.

– Może chociaż wreszcie się z kimś spotykasz? – naciskała.

– Przecież znasz odpowiedź.

– Nie tracę nadziei.

Śmierć ojca wypaliła na nim piętno, zniszczyła poczucie tożsamości w sposób, którego nadal nie potrafił pojąć. Zdawało się, że tamto wydarzenie wysokim murem oddzieliło dawnego Cade’a od obecnego. Jako nastolatek i dwudziestoparolatek był nieco lekkomyślny. Szeptano o nim, że nie zasługuje na swoje przywileje, i to go dręczyło. Postanowił uciszyć te głosy i udowodnić, że jest coś wart. Żył ostro, chciał, by o nim słyszano; ryzykował niepotrzebnie, najpierw na rodeo, później na wyścigach motocyklowych, a w końcu też samochodowych.

Gdy Jeffrey Donovan spoczął w grobie, Cade postanowił, że stanie się lepszym człowiekiem, że spełni pokładane w nim nadzieje. Rzucił się w wir pracy i obowiązków, pozwalając, by pochłaniały go bez reszty w jego walce o odkupienie.

Odciął się od wszystkiego, co mogłoby go rozpraszać, również od randek. Swego czasu był aktywnym członkiem miejscowej społeczności BDSM. Jednak ostatnio niespecjalnie interesował się kobietami – przynajmniej do momentu, gdy wszedł przez te drzwi i zobaczył seksowną, zgrabną Sofię McBride. Pociąg do niej wstrząsnął Cade’em i wcale nie był on pewien, czy mu się to podobało. Do diabła, minęły co najmniej trzy miesiące, odkąd był na imprezie BDSM, a jeszcze dłużej od czasu, gdy ostatnio gościł na ranczu uległą.

Pokuta to straszna suka.

Otrząsnął się z melancholii, gdy zdał sobie sprawę, że Erin dotknęła pocieszająco jego nadgarstka. Ten wieczór ma być celebracją miłości, małżeństwa, przyszłości. Nie chciał tego psuć.

– A jak u ciebie? – zagadnął, zmieniając obiekt zainteresowania.

– Ja? Czy się z kimś spotykam? Żartujesz sobie? – Zabrała dłoń. – Mam zbyt dużo pracy. Pomagam Julie rozkręcić sklep gorseciarski w Kemah i staram się znaleźć kogoś do poprowadzenia fundacji. Jedno i drugie weszło w decydującą fazę, ale…

– Jesteś wyczerpana – zgadł.

– Godziny pracy są długie – odparła, wzruszając ramionami.

Jako kierownik działu HR w Donovan Worldwide Erin nie miała łatwego zadania. Obsadzanie wysokich stanowisk było w najlepszym wypadku trudne, a decyzja ich ciotki, która postanowiła więcej czasu spędzać z młodym kochankiem, dodatkowo komplikowała sprawy. Fundacja Donovanów od zawsze była prowadzona przez członka rodziny, ale teraz po raz pierwszy będą musieli obsadzić to stanowisko kimś z zewnątrz.

Ponadto, mimo obiekcji ze strony najmłodszego brata, Erin pomagała koleżance w otwarciu sklepu z fantazyjną bielizną. Gdy wspólniczka przyznała, że brakuje jej pieniędzy na inwestycję, Erin pomogła jej również finansowo. Zawsze podejmowała wyzwanie – nieważne, jak duże.

– Jak tam plany obchodów stulecia? – spytała, zmieniając temat rozmowy z życia osobistego brata na taki, którego Cade nie znosił tylko odrobinę mniej.

Ranczo Running Wind, które znajdowało się w rękach rodziny od pięciu pokoleń, miało jesienią obchodzić stulecie istnienia. Cade mógłby zignorować rocznicę, ale jego dziadek, Pułkownik, niedawno ogłosił, że chce, aby rodzina urządziła galę i zaprosiła sąsiadów, przyjaciół, dostawców oraz partnerów biznesowych. Wielu z nich nigdy nie odwiedziło rancza. Inni pamiętali czasy, gdy Pułkownik i Panna Libby wydawali wielkie przyjęcia – ostatnie jakieś ćwierć wieku temu. Dla Cade’a był to problem; choć wcale tego nie pragnął, wiedział, że spełni rodzinny obowiązek.

– Moja matka powiedziała, że muszę osobiście przetestować firmy gastronomiczne.

– Znakomity pomysł – odparła Erin z szerokim uśmiechem.

– Nie rozumiem, dlaczego sama nie mogła się tym zająć.

– Naprawdę spodziewasz się, że Stormy weźmie na siebie winę, jeśli jedzenie okaże się paskudne?

– Słuszna uwaga.

Przy Erin potrafił swobodnie mówić o swojej matce, choć ani Connor, ani Nathan nigdy nie powiedzieli o niej złego słowa. Z drugiej jednak strony, żaden z nich nigdy nie poruszał tematu jej zaangażowania w prowadzenie biznesu. Pułkownik przez trzydzieści lat powiedział do niej najwyżej sto słów, a Stormy twierdziła, że jej to pasuje. Gdy zaszła w ciążę z ojcem Cade’a, zaoferowano jej znaczącą sumę za to, by ulotniła się po cichu. Nie była jednak typem kobiety, która zgodziłaby się na coś takiego, poza tym ojciec się w niej zakochał.

– Sprawdziłeś już kogoś?

– W mieście otwarto nową piekarnię niedaleko apteki. Zajrzałem tam.

– I?

Nigdy nie czuł się bardziej bezradny. Gdyby dać mu do naprawy skomplikowaną maszynę lub młodego byka do piętnowania, wiedziałby, co zrobić. Ale gdy dwie kobiety zaczęły z uśmiechem prezentować mu jedzenie i przerzucać strony katalogu ze zdjęciami wesel i urodzin, stawiać przed nim maleńkie talerzyki z dziwacznymi potrawami, poczuł się przytłoczony i zagubiony.

– Babeczki z grillowanymi skrzydełkami?

– Były dobre?

– Nie mam pojęcia. Nie zdobyłem się na to, by wgryźć się w lukier. Jak, do cholery, je się coś takiego?

– Podejrzewam, że chodziło o to, żeby przekąska była jednocześnie słodka i wytrawna.

– Babeczki powinny być słodkie.

– Świat nie jest tylko czarno-biały, braciszku.

– Mam zasady, Erin.

Erin wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.

– Rozumiem. Babeczki mają być słodkie, a kobiety ostre?

– Nie powinnaś przypadkiem dręczyć kogoś innego? – przekomarzał się.

– Poważnie, Cade, nie masz dość czasu, by zorganizować tę imprezę. Potrzebujesz firmy, która to dla ciebie zrobi: zaproszenia, dekoracje…

– Dekoracje?

– Oczywiście. Flagi. Proporczyki. Może pamiątki, które goście będą mogli zabrać do domów, na przykład jako fajną ozdobę bożonarodzeniową.

Zamrugał.

– Kwiaty – kontynuowała. – I rozrywki. Może zespół muzyczny? Muzyka na żywo zawsze się sprawdza. Ludzie przyjdą nawet specjalnie dla niej. A, jeszcze dmuchany zamek dla dzieciaków. I maszyny do margarity. Zostało ci tylko kilka miesięcy.

Do tej pory sądził, że będzie potrzebował około dziesięciu minut, by to wszystko ogarnąć. Planował rzucić trochę kotletów na grilla, uwędzić trochę bekonu, może postawić kilku pracowników przy ruszcie i upiec prosiaka… Ale grymas na twarzy Erin mówił mu, że jego plan poważnie rozmijał się z oczekiwaniami.

– Rozesłałeś już informację o imprezie, by ludzie mogli zarezerwować sobie ten termin?

– Do kogo?

– Poważnie? – Przewróciła oczami. – Poproś dziadka i babcię o ich listę gości. I Connora. A jeszcze lepiej poproś i Connora, i Thompsona. Thompson jest dobry w organizowaniu. Będzie też wiedział, kto jest kim. Nie zapomnij o Nathanie. Moja matka też może chcieć zaprosić kilkoro znajomych.

Nie pomyślał o tym. To miało sens. Choć nie znał Angeli zbyt dobrze, to przecież była żoną jego ojca.

– Chcesz, bym ją o to poprosiła?

– Dzięki, nie trzeba. Sam to zrobię – powiedział i dodał w myślach: „albo znajdę kogoś innego”.

– Też chciałabym zaprosić paru ludzi. I musimy skontaktować się z kuzynami. Dziadek będzie najodpowiedniejszą osobą do tego zadania.

– Jesteś pewna, że wszyscy ci ludzie muszą przyjść?

– Jeśli o kimkolwiek zapomnisz, będzie cię to prześladowało aż po grób. Nieważne, co potem powiesz, kogo będziesz przepraszał; zostanie to odebrane jako osobisty afront. Jeśli chcesz, możesz mi to zostawić. W którymś momencie będziemy zapewne musieli ustalić jakiś limit gości.

– Może setka? – spytał z nadzieją.

Skrzywiła się.

– Miałam na myśli raczej tysiąc.

– Ludzi?

– I koni.

Poczuł, jak ogarnia go panika.

– Co?

– Ludzi, Cade. Tysiąc osób. Proszę, powiedz, że przynajmniej ustaliłeś datę – nalegała.

– Myślałem o październiku, może listopadzie. Pewnie nie…

– Oj, cholera, nie. Nie ma szans. Mogę ci pomóc kogoś znaleźć, ale nie dam rady zajmować się wszystkim z daleka.

– A może Panna Libby? – Podobno ich babka wydawała najlepsze przyjęcia w południowym Teksasie, a wiele z nich odbywało się na ranczu.

– Minęło zbyt wiele lat. Może udzielić ci wskazówek, ale nie zna już nowych firm w okolicy rancza.

– A twoja matka? – spytał z desperacją.

– Też za daleko. Nie zaszkodzi, jeśli spotkasz się z nimi, ale może osoba, której zlecisz zorganizowanie imprezy, będzie chciała zrobić to osobiście.

– Rozumiem.

– Postaram się na początku przyszłego tygodnia przysłać do ciebie na rozmowę parę osób.

Pokiwał głową. Łatwiej było zatrzymać pędzący pociąg niż Erin. Tym razem jednak był jej wdzięczny.

– Poradzisz sobie.

Wolałby wdrapać się na grzbiet ryczącego trzystukilowego byka, niż zmagać się z listą gości.

Usłyszeli, jak didżej ogłasza, że czas na tańce country, więc Erin przeprosiła go i spiesznie udała się na salę.

Cade ruszył do baru i zamówił drugie tego wieczoru piwo. Inni goście chętniej sięgali po kieliszek szampana, ale on wolał pić santo – pełny, ciężki napój, który bardziej pasował do jego osobowości.

Z powodu upału i późnowiosennej wilgoci na zewnątrz nie było zbyt wielu gości. Cade powędrował do odległego zakątka ogrodu i oparł się o mur. W każdym tłumie zawsze szukał cichego miejsca.

Teraz, gdy po toastach i obowiązkowych zdjęciach impreza rozkręciła się na całego, mógł wreszcie poluzować muchę i rozpiąć górny guzik swojej westernowej koszuli. Pociągnął długi łyk piwa i zerknął w stronę clubu.

Jego nowa szwagierka również brała udział w tańcach. Nie był pewien, jak dokładnie wygląda promienność, ale Lara bez wątpienia była bliska osiągnięcia jej pełni. Ona i Connor pobrali się po cichu kilka tygodni wcześniej. Poznał ją dopiero wczoraj, ale od razu zrozumiał, dlaczego tak pociągała jego brata. Była inteligentna, piękna i elegancka – idealna partnerka dla głowy imperium Donovanów. Connor był całkowicie zadurzony, jak można było wnioskować z faktu, że nie potrafił w obecności Lary trzymać przy sobie rąk. Gdy na chwilę wychodziła z pokoju, śledził ją wzrokiem i natychmiast gubił wątek rozmowy.

Do momentu gdy zobaczył tych dwoje razem, Cade podchodził do miłości dość sceptycznie. Dla niego była to emocja, która pozbawia ludzi zdrowego rozsądku i która bywa mroczna, destrukcyjna.

Cade nie wątpił, że jego ojciec kochał matkę, ale nie był dość silny, by powiedzieć własnemu ojcu, że ma się odpierdolić i pozwolić mu być z kobietą, którą kochał. Zamiast tego poślubił Angelę Meyer, która była bez wątpienia wspaniała, jak można było sądzić po jego przyrodnim rodzeństwie, jednak Cade widział, jak Jeffrey patrzył na Stormy aż do dnia, w którym zginął.

Miłość do mężczyzny, którego nie mogła mieć, trzymała Stormy w klatce – i było tak aż do zeszłego roku, kiedy wreszcie poszła na randkę.

Widok Connora odrobinę otworzył Cade’owi (zmęczone w tej chwili) oczy.

Kilka minut później dołączył do niego Connor z szampanem w dłoni i głupkowatym uśmiechem na twarzy.

– Gratulacje – powiedział Cade.

– Cieszę się, że udało ci się przyjechać.

– Za nic nie chciałbym tego przegapić – odparł.

Rozmawiał z Connorem po tym, jak Lara zaproponowała bratu ratowanie jej rodzinnego przedsiębiorstwa poprzez małżeństwo. Cade zaofiarował wsparcie i doradził bratu ostrożność. Jako głowa Donovan Worldwide Connor poświęcił wiele. Nie miał czasu na podróżowanie, naukę, randki. Nigdy jednak na to nie narzekał – po prostu robił to, co do niego należało. I nigdy za nic nie winił Cade’a.

– Wyglądasz… na szczęśliwego.

– Bo jestem – odparł Connor, szczerząc się jak idiota.

– Za długie lata razem. – Cade uniósł butelkę i stuknął o kieliszek Connora.

– Wracasz rano?

– Planowałem wyruszyć zaraz po śniadaniu. Będę miał wtedy przynajmniej pół dnia na pracę.

Cade nie musiał dodawać nic więcej. Connor rozumiał go w tym względzie lepiej niż ktokolwiek inny z rodziny – jego potrzebę samotności, włóczenia się w poszukiwaniu uzdrowienia udręczonej duszy. Ich dziadek, zachowujący się raczej jak generał, a nie pułkownik, na co wskazywałby przydomek, nalegał, by Cade spędzał więcej czasu z rodziną, a usprawiedliwianie nieobecności brata na spotkaniach spadło na Connora. Cade bardzo to doceniał.

– Powiedziano mi, że powinienem poprosić cię o listę gości na obchody stulecia.

– To wymaga namysłu. Postaram się pamiętać, by poprosić o to Thompsona.

– Sam się z nim skontaktuję. W końcu od dziś, przynajmniej teoretycznie, zaczyna się wasz miesiąc miodowy. Thompson jest tu, prawda?

– Gdzieś się kręci. Ale zaczekaj do poniedziałku. Dziś ma wolne.

– Zapomniałem.

– Przekleństwo Donovanów.

Cade pokiwał głową. Ojciec zawsze powtarzał, że nie wolno im zawieść. I nikt nie chciał być tym, który sprawi zawód poprzednim pięciu pokoleniom.

– Skoro mówimy o pracy…

– Powinienem był się domyślić.

– Kiedy wrócisz z miesiąca miodowego, chciałbym z tobą przedyskutować parę pomysłów związanych z ranczem.

– O czym myślisz?

– Wspominałeś coś o tym, że jesteśmy na przyjęciu?

Obaj wzruszyli ramionami.

Connor zerknął do środka, najwyraźniej chcąc się upewnić, że jego żona jest zajęta.

– Mów szybko.

– Zastanawiam się nad ograniczoną ofertą turystyczną. Może sezonową.

Connor wziął łyk szampana i spojrzał na Cade’a.

– Na jakim obszarze?

– Tylko w sektorze pierwszym.

– To twoja część. Nie musisz wszystkiego ze mną konsultować, chyba że jesteś ciekaw mojego zdania.

– To również twoje dziedzictwo. Ale są z tym związane sprawy finansowe. Może będą z tego pieniądze. A może same straty.

– Jakie byłyby korzyści?

– Więcej ludzi będzie się mogło cieszyć tymi terenami. Powstaną stanowiska pracy dla ludzi z miasteczka. Rozważam spływy rzeką, jazdę konną i tym podobne atrakcje. Jeśli będzie to przynosić pieniądze, będziemy mogli rozważyć rozszerzenie obszaru chronionego na cały sektor pierwszy.

– A wady?

– Ponieważ tam mieszkam, będę musiał się pogodzić z częściową utratą prywatności. Wzrost kosztów ubezpieczenia. Wpływ na środowisko naturalne, to na pewno. Będziemy potrzebować parkingu, toalet, busów lub innego sposobu, by obwozić ludzi po terenie – wyliczał Cade. Ranczo oferowało już polowania, wędkarstwo i obserwowanie ptaków, ale wszystko to odbywało się w południowym krańcu terenu. – Jest pewnie tuzin innych kwestii, o których nie pomyślałem.

Connor skinął głową.

– Konsultowałeś sprawę z Ricardem?

Ricardo był swego rodzaju brygadzistą, który zarządzał ludźmi w tej części rancza. Lepiej niż ktokolwiek inny znał pułapki, jakie mogły się tam pojawić.

– To miał być kolejny krok.

– Dobry plan. Zatem niech się skontaktuje z Nathanem. Nathan może przygotować studium wykonalności i analizę kosztów.

– Nie masz nic przeciwko, że go o to poproszę?

– A czemu, do cholery, miałbym mieć coś przeciwko?

– Ma masę prawdziwej roboty do wykonania dla Donovan Worldwide. To będzie go rozpraszać.

Oczy Connora, tak podobne do oczu brata, zwęziły się niebezpiecznie.

– Nie zmuszaj mnie, bym pięścią wbił ci rozum do głowy przy całej rodzinie. – W głosie Connora zgrzytały odłamki lodu.

– Nadal jestem większy od ciebie – przypomniał mu Cade.

– Ale ja jestem bardziej wkurwiony. A ty od dawna się o to prosisz. Co najmniej od pięciu lat.

Cade pociągnął długi łyk piwa. Connor miał rację. Coś pierwotnego i paskudnego gryzło go od środka. Poczucie winy. Gniew na niesprawiedliwość wydarzeń. Jakaś jego część chciała, by Connor wziął zamach. Może to przyniosłoby mu wreszcie ulgę.

Wolnym krokiem podszedł do nich Nathan.

Napięcie między Cade’em i Connorem wrzało tuż pod gładką powierzchnią dobrych manier.

– Prywatna imprezka? – zagadnął Nathan.

– Świętujemy braterską miłość – odparł Connor. – Dołączysz do rozróby?

– Cholera. Nie mieliśmy porządnej bijatyki od jak dawna? Od siedmiu, ośmiu lat?

Cade pamiętał tamtą nieszczęsną letnią noc w Corpus Christi. Była połowa sierpnia, trzydzieści stopni Celsjusza, dziewięćdziesięcioprocentowa wilgotność, powietrze duszące jak mokry wełniany koc. Nic się nie ruszało oprócz grzechotników i emocji.

– O co się kłócimy? – spytał Nathan z zainteresowaniem.

– O to samo, co ostatnio – odparł Connor.

– Mniej więcej – zgodził się Cade.

Wtedy przed laty Cade był jeszcze w college’u, a Connor właśnie skończył szkołę średnią. Choć ojciec nalegał, by Cade zdobył porządne wykształcenie, jasne było, że to Connor odziedziczy większość rodzinnej fortuny i udziałów. Cade nie miał nic przeciwko temu. W końcu nie miał ochoty przeprowadzać się do Houston. Lubił swoje życie takie, jakie było. Do szczęścia potrzebował tylko rodeo, swoich niedorzecznie szybkich samochodów i motorów oraz garażu, by przy nich majstrować.

Żaden z nich wtedy nie wiedział, że to będzie ich ostatnie spotkanie za życia ojca. Cała czwórka spędziła dzień na ranczu. Ojciec, Jeffrey, opowiedział im historię majątku, podzielił się swoimi wspomnieniami i marzeniami, jakie żywił wobec tej ziemi. Wszyscy synowie słyszeli w jego głosie wyraźną nutę żalu. Kochał ranczo i dręczyło go, że nie może mu poświęcić czasu.

Connor powiedział wtedy, że Cade może urzeczywistnić te plany i marzenia. Cade, czując się jak outsider, którym był, nie pragnął czegoś, co słusznie należało się jego bratu. Powiedział zatem, że zaraz po dyplomie zamierza iść własną drogą.

Wieczorem Connor odszukał go, nazwał cieniasem, który zbyt łatwo się poddaje, i powiedział, że ciążą na nim te same obowiązki, co na każdym innym Donovanie.

Cade przez całe życie słyszał szepty, że jest bękartem, oszustem.

Frustrowało go to. Ciągle mówiono mu, że powinien się bardziej starać i zacząć zachowywać jak członek rodziny. Poczuł wściekłość i to on wymierzył pierwszy cios.

Connor upadł na ziemię, ale zdołał chwycić brata za kostkę i zbić go z nóg. Cade był może większy od Connora i miał większą wprawę w barowych i ulicznych bójkach, ale został zaskoczony, i Connor to wykorzystał. Okładał Cade’a pięściami do momentu, gdy wszedł Nathan i go odciągnął, a potem stanął między braćmi i czekał, aż napięcie opadnie.

– Wolałbym nie rozlać ani kropli tego znakomitego wina, ale jeśli zajdzie konieczność… – odezwał się Nathan, odstawiając kieliszek na pobliski stolik. – Po czyjej jestem stronie? A może mam tylko was rozdzielić?

– Twój wybór, braciszku – powiedział Connor do Cade’a. – Możesz nadal być osłem albo zdejmiesz klapki z oczu i zrozumiesz wreszcie, że nikt nie ma nic przeciwko temu, że jesteś właścicielem sektora pierwszego. – Zmrużył oczy i dodał: – Oraz domu. Jeśli chcesz go spalić do gołej ziemi, sprzedać albo zamienić w burdel, twoje prawo. Nie jesteś nam nic winien.

– Burdel? – wtrącił Nathan. – Wreszcie jakaś myśl warta uwagi.

– Czy to ci się podoba, czy nie, jesteśmy braćmi – ciągnął Connor z naciskiem. Ani on, ani Cade nawet nie spojrzeli na Nathana. – Jeśli masz pomysł na własny biznes, na pewno powinniśmy być pierwszymi ludźmi, do których udasz się po radę, studium opłacalności, pomoc w finansowaniu. Od tego jest rodzina.

Cade wiedział, że Erin, Nathan i Connor tak właśnie robili, ale on większość czasu spędzał w samotności. Zawsze tak było.

– To jak będzie, Cade? – spytał Connor, odstawiając kieliszek. – Przyjmiesz pomoc? Czy wolisz pozostać dupkiem z popieprzoną wizją rzeczywistości w głowie?

Z wnętrza klubu dobiegały ich odgłosy zabawy i śmiech, lecz napięcie między nimi nie opadało. Cade nie miał wątpliwości, że Connor mówi poważnie. Walczyłby o każdego członka rodziny, nawet jeśli Cade uważał, że na to nie zasłużył. Poza tym potrafił się bić. Pewnie przyłożyłby mu od razu w żołądek i w szczękę. Cade był szybki i duży. Obaj mogli czerpać energię z pokładów złości. Ale Cade zasadniczo nie bił się tak ostro i nie był pewien, czy chciałby wracać na ranczo z przestawioną szczęką.

Ostatecznie to Nathan, jak zwykle, rozładował sytuację.

– Mam nowiutką marynarkę. Byłoby mi przykro, gdyby moje napięte bicepsy rozdarły rękawy.

– Twoje bicepsy? – powtórzył Cade, czując, jak napięcie powoli go opuszcza, choć Connor nadal wyglądał na wkurzonego.

– Trzymam formę, by rozkładać na łopatki pomysły, które według innych zarobią miliony dolarów – odparł Nathan.

Faktycznie był w tym cholernie dobry. Miał nie tylko dość cierpliwości, by przekopać się przez najdrobniejsze szczegóły, ale też szósty zmysł, dzięki któremu oceniał pozycję firmy na rynku.

– Potrzeba talentu, by oddzielić ziarno od plew.

– Prawda – zgodził się Connor.

– Zostaw to mnie – ciągnął Nathan. – Możesz wysłać mi maila albo sam do ciebie przyjadę.

Mijały sekundy.

– Tak będzie najlepiej. Od dawna mnie nie odwiedzałeś – zgodził się Cade.

Napięcie zniknęło z twarzy Connora, ucisk, jaki Cade czuł w brzuchu, zaczął się rozluźniać. Był dostatecznie inteligentny, by zdawać sobie sprawę, że nie zasługiwał na rodzinę, która akceptowała go z taką miłością.

– Napiszę do ciebie w poniedziałek i ustalimy datę – powiedział Nathan. – Może zostanę na parę dni.

– Pokój czeka. – A raczej całe skrzydło; gdyby jednak pragnął więcej prywatności, miał do dyspozycji trzy domki gościnne na terenie posiadłości. Osiemdziesiąt lat temu rozmiar domu miał sens, ale teraz było to w większej części muzeum.

Niezależnie od tego, co stanowił testament i co mówił Connor, Cade uważał, że dom należał do reszty rodzeństwa w równym stopniu jak do niego.

– Może Lara i ja też przyjedziemy – rzucił swobodnie Connor, jakby Cade nie był przed chwilą na granicy zerwania z nim wszelkich relacji. – Julien, gdy wpadł tu na chwilę, wspomniał, że chciałby pojeździć konno.

– Bonds sadza swój cenny tyłek na konia?

– Nie do pomyślenia – dodał Nathan.

Connor wzruszył ramionami.

– Będzie mile widziany. Przygotuję domek gościnny.

Ranczo miało własny krótki pas startowy i lądowisko dla helikopterów, dzięki czemu nawet prawdziwy odludek mógł się tam łatwo i niepostrzeżenie dostać.

Gdy Cade zobaczył, że w ich kierunku zmierzają Lara i Erin, opuściły go resztki napięcia. Dłoń Erin była mocno zaciśnięta wokół nadgarstka Sofii.

No proszę. Ten wieczór zapowiadał się z każdą chwilą coraz lepiej.

Rozdział drugi

Nathan odsunął się na bok, by zrobić miejsce dla dam.

– Przepraszamy, że przeszkadzamy – odezwała się Lara bez śladu skruchy w głosie. – Cade, chciałabym, byś poznał moją przyjaciółkę, Sofię McBride. Jest właścicielką Encore, firmy eventowej, która zorganizowała dzisiejsze przyjęcie. Dwustu gości, trzy tygodnie, genialny rezultat.

– Już się znamy.

– Naprawdę? – Lara zmarszczyła brwi.

Cade omiótł Sofię spojrzeniem.

– Dobrze dba o wszystkich gości – powiedział.

– Dziękuję, dziękuję – odezwała się Sofia, kłaniając się lekko, prawdopodobnie po to, by ukryć rumieniec zakłopotania, który pojawił się na jej policzkach.

Zastanawiał się, czy ktokolwiek z towarzystwa zauważył, jak unika nawiązania z nim kontaktu wzrokowego. Bez wątpienia wywarł na niej równie silne wrażenie, jak ona na nim.

Od chwili, gdy zobaczył ją po raz pierwszy, ta drobna osóbka o kobiecej figurze przykuwała jego uwagę. I tak było nadal.

Miała na sobie żakiet narzucony na streczową białą bluzkę i czarną spódnicę do kompletu, która opinała jej biodra i uda w taki sposób, że pragnął jej dotykać. Pomimo upału na nogach miała pończochy, a jego męski umysł krążył wokół pytania, czy były one przypięte do pasa. W pantoflach na bardzo wysokich szpilkach i tak sięgała mu zaledwie do brody.

Mgliście uświadamiał sobie, że Lara nadal coś mówiła, więc zmusił się, by się skupić na rozmowie.

– Encore Events specjalizują się w organizowaniu imprez niemożliwych do zorganizowania, co możemy podziwiać dzisiejszego wieczoru.

Nie odrywał oczu od Sofii, choć ona jeszcze na niego nie spojrzała.

– A co najlepsze – kontynuowała Lara – mają kilka oddziałów w Teksasie, w tym jeden w Corpus Christi. Wszystkie wasze problemy z obchodami stulecia są niniejszym rozwiązane.

Wreszcie dotarło do niego, o co chodzi. Otworzył się przed nim bezmiar możliwości. Sofia wspomniała, że pochodzi z Corpus Christi, ale nie mówiła, że ma tam biuro.

– Resztę zostawiam wam – powiedziała Lara, trącając Connora łokciem.

– Racja – zgodził się Connor. – Chyba pójdę zatańczyć z żoną.

– Czy to oznacza, że nie będziemy się bić? – upewnił się Nathan.

– To oznacza, że powinieneś się ewakuować – podpowiedział Connor. – Chyba że chcesz dać się wciągnąć w dyskusje na temat ptifurek i doboru kolorów.

– Hej, ja oszczędziłam ci takich rozmów – powiedziała Lara.

– Jestem za to winien Sofii dozgonną wdzięczność.

Lara obdarzyła go promiennym uśmiechem.

– Możesz podziękować mi później. Na osobności – dodała.

Musnął palcem w dół jej szyi, a potem przesunął po kaskadzie brylantów poniżej obróżki. Przez chwilę wydawało się, że tych dwoje zapomniało o całym świecie.

Nathan odchrząknął. Connor potrzebował jednak kolejnych kilku sekund, by wreszcie cofnąć dłoń i przestać się gapić na własną żonę.

Jakby nigdy nic Erin przerwała ciszę, mówiąc:

– Cade będzie od was potrzebował listy gości, których chcecie zaprosić na obchody stulecia.

Nathan zazgrzytał zębami.

– Do końca tygodnia – dodała, rzucając mu piorunujące spojrzenie.

– Nie jest jeszcze za późno, by puścić z dymem chałupę – powiedział Nathan do Cade’a.

Erin wymierzyła mu cios pięścią w biceps.

– Cholera.

– Ciesz się, że biję jak dziewczyna.

– Chryste. Co to ma być? Chodzisz na lekcje boksu?

– Zdawało mi się, że mówiłeś, że zacząłeś ćwiczyć – rzucił lekko Cade.

– Bolało tylko dlatego, że mam zakwasy po sztandze, którą machałem dziś rano – odparł Nathan, masując biceps.

– Mhm – mruknęła Erin.

Chwilę później Lara i rodzeństwo Cade’a wrócili do sali, a on został sam na sam z Sofią. Uniósł kciukiem rondo kapelusza, by mógł się jej lepiej przyjrzeć. Blask pobliskiej lampy tworzył miedziane refleksy w jej mahoniowych włosach. Były zaplecione w jakiś skomplikowany warkocz, który pragnął rozpuścić.

Teraz w rozproszonym świetle zauważył, że jej piwne oczy były usiane złotymi iskierkami.

Niezwykłe i pociągające.

– Erin i Lara wspomniały, że planuje pan obchody stulecia rancza tej jesieni – zagadnęła. – I podobno pod żadnym pozorem nie wolno podawać babeczek ze skrzydełkami wśród deserów.

– To prawda. Wygląda na to, że planowanie przyjęcia nie mieści się w moim zwykłym zakresie obowiązków, a właśnie dowiedziałem się, że już dawno powinienem był rozesłać informację o imprezie, by goście mogli zarezerwować sobie datę.

– Możemy to zrobić. – Skinęła głową. – Możemy też przejąć tyle obowiązków organizacyjnych, ile będzie chciał pan nam przekazać. Mam uniwersalną listę rzeczy, które należy wziąć pod uwagę. Mogę ją panu przesłać. Będzie pan mógł wtedy podjąć decyzję, czym chce się pan zająć osobiście, a co woli komuś zlecić. Jeśli sam chciałby pan koordynować całość, znajdzie pan tam listę dostawców, którzy mogą się panu przydać.

– Na przykład firmy cateringowe?

– Oczywiście. I to takie, którym nigdy nie przyszłoby na myśl, by umieścić w menu babeczki ze skrzydełkami z grilla – odparła z szerokim uśmiechem.

Sofia miała jednocześnie lekki i profesjonalny styl, co bardzo mu odpowiadało.

– Ale przedstawię też propozycje rozrywek, muzyki, ekip filmowych i tak dalej.

– Dlaczego więc miałbym pani płacić? – spytał.

– Dla świętego spokoju. Domyślam się, że jest wiele rzeczy, które robi pan lepiej niż ktokolwiek inny na tej planecie, i dlatego właśnie nie ma pan czasu, by być jeszcze organizatorem imprezy. To byłoby marnowanie pańskiego czasu i energii. Dlaczego miałby się pan zastanawiać, czy firma cateringowa zadbała o wystarczająca liczbę krzeseł dla gości lub rozłożyła dość serwetek, by wystarczyło i do obiadu, i do deserów? Prawda jest taka, że nie ma pan pojęcia, o ilu sprawach trzeba pomyśleć. Ponieważ jest pan teraz członkiem rodziny Lary, z radością udzielę panu wskazówek, ale wiem, jak duże jest ranczo. Na pewno pochłania wiele energii. Nie ma pan czasu na organizację tej imprezy. No i nie chce się pan budzić po nocach, myśląc o szczegółach.

Wiele rzeczy nie pozwalało mu spać po nocach. Teraz mógł dodać do tej listy tę uwodzicielską kobietę.

– Oczywiście może pan też wybrać inną firmę eventową, ale prawda jest taka, że w całym południowym Teksasie niewiele jest firm tak dużych jak Encore. I tak po większość sprzętu zgłoszą się do nas. A pan zapłaci wtedy wyższe narzuty.

Podobało mu się jej biznesowe podejście.

– To cholernie dobra mowa sprzedażowa.

– To nie jest mowa sprzedażowa. Szczerze mówiąc, nie potrzebujemy w tej chwili tego zlecenia i zgaduję, że ze względu na odległość, na fakt, że obchody nie były pańskim pomysłem, limit czasowy i brak listy gości, praca z panem będzie jak wrzód na dupie. Dostatecznie bolesny, bym wpisała do umowy „dodatkową opłatę za ból tyłka”.

– Zawsze jest pani taka dosadna?

– Już okazał się pan wścibski. Dlaczego nie mielibyśmy walić prawdę prosto z mostu?

– W sumie racja.

– Poza tym wolę słowo „bezpośrednia” niż „dosadna”. Ale zgadłam, prawda?

– Że praca ze mną powoduje ból dupy?

– Jak powiedziałam wcześniej, słyszałam o pańskiej reputacji. Podobno nie jest łatwo z panem pracować. Podobno jest pan wymagający i pamiętliwy.

Nagle poczuł, że jego ego nabawiło się kilku siniaków.

– Powiedziała pani, że słyszała również dobre rzeczy.

– To były te dobre rzeczy.

Skrzywił się.

– Myślę, że onieśmiela pan niektórych ludzi.

– Ale nie panią?

Zawahała się przez moment.

– Na poziomie osobistym owszem.

Jej szczerość zrobiła na nim wrażenie.

Odetchnęła i kontynuowała:

– Ale w interesach nie boję się pana.

– Przemawia przez panią pewność siebie czy brak rozwagi?

– Pewność. Nie pozostawiam spraw przypadkowi. Co tydzień organizujemy jednocześnie wiele imprez, na przykład firmowe rejsy po zatoce połączone z kolacją, coroczne rodeo oraz wszystkie największe imprezy w Corpus Christi. A to oznacza, że utrzymujemy kontakty z dostawcami towarów i usług w całej okolicy. Pracujemy z nimi i znamy ich mocne strony. A co ważniejsze, wiemy, których lepiej unikać. Mam świadomość, które części kontraktu można negocjować. Mogę nawet załatwić panu ludzi, którzy mają już ten termin zarezerwowany.

– Impreza będzie dopiero na jesieni.

– Wesela są często organizowane z rocznym wyprzedzeniem. Już ma pan co najmniej pół roku opóźnienia.

– Serio?

– Ja jednak potrafię nadrobić stracony czas i mam dobre układy z miejscowymi muzykami, takimi jak grupa Matthew Martina.

Nawet on o nich słyszał. Grali country and western i ostatnio zdobyli prestiżową nagrodę, a teraz byli w samym środku tournée po całych Stanach.

– Może ich pani ściągnąć?

– Jeśli pan ich chce, tak. Dla mnie zmienią plany. Mogę przedstawić panu nieprzekraczalny budżet, dzięki czemu my będziemy płacili wszystkim podwykonawcom, a pan będzie musiał wypisać tylko dwa czeki: jeden jako zaliczkę i drugi po zakończeniu obchodów.

Rozejrzał się i skinął w stronę budynków country clubu.

– Zawsze dostarcza pani usługi tej jakości?

– Encore dostarcza, owszem. Nie biorę udziału we wszystkich wydarzeniach. Mamy znakomicie wyszkolonych pracowników, więc zwykle uczestniczę tylko w tych bardziej skomplikowanych zleceniach.

Podobało mu się to.

– Wystawiacie faktury z dłuższym terminem płatności?

– Unikamy tego. Nasi najlepsi klienci dostają maksymalnie trzy dni.

– A zatem niech będą trzy dni. Jakieś zniżki w razie natychmiastowej zapłaty?

– Nigdy.

Uniósł brew, ale Sofia była nieugięta.

– Jesteście drodzy?

– Bardzo.

Jej odpowiedź była tak szybka, że był pewien, co odpowie na następne pytanie, jeszcze zanim je zadał.

– A jesteście tego warci?

– Każdego grosza.

– Podoba mi się pani styl – powiedział, wyjmując wizytówkę i podając jej.

Wsunęła ją do kieszeni, nie czytając.

– Będę w Corpus Christi w najbliższy wtorek i środę. Chciałby się pan umówić na spotkanie? Chętnie zobaczyłabym ranczo, obiekty i wszystko, co może nam się przydać, by móc przedstawić panu jakieś pomysły. Wiem, że jest pan zajęty, więc wystarczy, jeśli mógłby pan przydzielić mi kogoś, kto mnie oprowadzi. Ale jeśli planuje pan nas wynająć, to im szybciej podpiszemy umowę, tym lepiej.

Gdy czegoś chciał, zdobywał to. To samo zdecydowanie widział w postawie Sofii i podziwiał ją za to.

– Wtorek po południu mi pasuje.

– O trzeciej? Na ranczu?

– Proszę się ze mną skontaktować, a wyślę pani szczegółowe instrukcje. Jeszcze jedno. Powiedziała pani, że zwykle sama zajmuje się tymi bardziej skomplikowanymi zleceniami.

Skinęła głową.

– Chcę, żeby pani osobiście zajęła się moim zleceniem.

– Oczywiście.

– Gdy będę dzwonił, chcę, żeby pani osobiście odbierała telefon – doprecyzował. – Nie asystentka. Chcę, by pani sama wybrała dostawców i dopilnowała, by jedzenie było idealne.

– Nie tak załatwiamy sprawy – odparła, wygładzając dłonią spódnicę. – Zwykle dzielę czas między trzy biura, a mieszkam niedaleko Houston.

– Do czego pani zmierza?

– Już teraz powoduje pan ból tyłka, panie Donovan. Zapewniam, że Encore to bardzo profesjonalny zespół. Nasza menedżerka projektów z biura w Corpus Christi jest wspaniała, a kierownik pracuje z nami od powstania firmy. Z radością będę sprawdzać postępy na naszym cotygodniowym spotkaniu, ponadto codziennie otrzymuję raporty i oczywiście pojawię się na obchodach osobiście. Dobrze się panem zajmiemy.

Skrzyżował ręce na piersi.

– Czy nie wyraziłem dość jasno swoich oczekiwań?

Wypuściła powietrze i spojrzała mu w oczy.

– Zrozumiałam, co pan powiedział. Ale to wymaganie nie ma sensownego uzasadnienia. Nie mamy tego w swojej ofercie.

– Zatem proszę rozszerzyć ofertę.

– Panie Donovan…

– Cade.

– Może potrzebujesz mniejszej firmy – kontynuowała. – Takiej, która dysponuje czasem, by spełnić twoje wymagania.

Nie odrywał od niej wzroku.

– Sądzę, że wyraziłem się jasno. Chcę ciebie, Sofio.

Zapadła pełna napięcia cisza. W końcu Sofia wypuściła powietrze z płuc i powiedziała:

– Jeśli miałabym osobiście dopilnować wszystkiego, będzie cię to znacznie więcej kosztowało.

– Zawsze chętnie płacę za doskonałość. – Wyciągnął dłoń. – To jak? Umowa stoi?

– Dopiero, kiedy podpiszemy papiery. – Zrobiła unik.

– Ale mamy umowę ustną, według której będziemy dalej działać.

– Nie musimy tego pieczętować uściskiem dłoni.

– Może wolę robić interesy w staroświeckim stylu? – powiedział, choć chciał się raczej dowiedzieć, czy jej dotyk będzie tak miękki i kobiecy, jak sobie wyobrażał.

Przyglądała mu się przez chwilę.

– Praca z tobą to będzie przyjemność.

– Czuję, że będę tego żałować – odparła.

– Prawdopodobnie – zgodził się niefrasobliwie.

Podała mu rękę. Poczuł jej ciepło i miękkość.

Wstrzymała oddech, gdy lekko ścisnął jej dłoń, i spojrzała na niego przez swoje niemożliwie długie, ciemne rzęsy.

Zamrugała, a następnie cofnęła dłoń.

Ze środka budynku dobiegły ich dźwięki ballady country and western. Znał tę piosenkę z radia, potrafił też podegrać parę akordów na gitarze. A ponieważ jest coś takiego w weselach, w byciu samotnym, gdy wszyscy inni są w parach, i ponieważ był wieczór, a obok w blasku gwiazd stała kusząca, piękna kobieta, a on potrzebował wymówki, by pobyć z nią jeszcze chwilę, zapytał:

– Tańczysz?

– Uwielbiam. Ale rzadko mam okazję. Ryzyko zawodowe.

– Dbasz o to, by impreza była udana, ale sama się nie bawisz.

– Właśnie.

– Zatańcz ze mną.

Otworzyła usta. Widział, że ją zaskoczył.

– Ale… – Zerknęła do tyłu przez ramię, a potem spojrzała znów na niego. – Jestem w pracy.

– Znam tu szefa.

– Racja.

Nie mógł oderwać oczu od jej ust pociągniętych uwodzicielsko czerwoną szminką.

– To tylko trzy minuty. Najwyżej cztery.

– Też racja.

– Poza tym chcesz tego.

– Ja… – Zaczerpnęła tchu.

Cade zerknął na jej lewą dłoń.

– Ustaliliśmy już, że nie ma żadnego pana McBride’a i że nie masz zbyt wielu okazji, by zaszaleć.

Zawahała się, starając się dobrać słowa. Bez wątpienia zauważyła, jak na nią patrzył, i zdawała sobie sprawę, że mogła zareagować na różne sposoby. Mogła go spławić albo skorzystać z okazji, jaką jej proponował.

Odgarnęła niesforny kosmyk z twarzy.