Pieśń o Rolandzie - Joseph Bedier - ebook + audiobook

Pieśń o Rolandzie ebook

Joseph Bédier

0,0

Opis

Pieśń o Rolandzie” to najstarszy znany francuski epos rycerski który został opracowany i przetłumaczony na współczesną francuszczyznę przez Josepha Bédiera.

Utwór datowany jest na XI wiek, a znany jest z anglo-normandzkiego rękopisu oksfordzkiego z 1170. Autor jest nieznany, jedyną wzmianką o nim jest adnotacja na końcu rękopisu wspominająca osobę o imieniu Turold.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 132

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS



Wydawnictwo Avia Artis

2021

ISBN: 978-83-8226-345-9
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Od tłumacza

Pieśń o Rolandzie jest najstarszym i najpiękniejszym poematem z cyklu o czynach Karola Wielkiego (chansons de geste); jest zarazem najstarszą epopeją francuską. I nietylko francuską: pierwszą epopeją ery pochrystusowej. Poemat ten, zrodzony z drobnego epizodu wojen Karola w Hiszpanji, wyolbrzymił ten epizod, podniósł go, a stopniowo i przeobraził jego charakter, antycypując niejako późniejsze wojny krzyżowe.

 Zdarzenie, które miało się stać natchnieniem poetów przez tyle wieków i w tylu krajach, spełniło się dnia 15 sierpnia 778 r. Karol Wielki wracał z Hiszpanji, gdzie odniósł połowiczne zwycięstwo. Korzystając z niezgody władców, chciał oswobodzić kraj od Saracenów; ale nie udało mu się przekroczyć rzeki Ebro, znalazł odpór pod murami Saragossy. Odłożywszy tedy zamiar do szczęśliwszej pory, wracał do stolicy swej w Akwizgranie, który ówcześni kronikarze mieszczą we Francji.  Tylną straż pochodu sprawował Roland, naczelnik marchji bretońskiej, na czele najdzielniejszego rycerstwa. Armja, opuszczając Hiszpanję, ciągnęła przez Pireneje. W chwili gdy główne korpusy już wyszły z gór, a tylna straż znajdowała się w ciasnym przesmyku, naraz wypadło z gór mnóstwo uzbrojonych ludzi. Byli to gaskońscy czy baskijscy górale, zwabieni nadzieją łupu. Wparli Rolanda i jego ludzi w dolinę, i wymordowali wszystkich; poczem rozprószyli się, tak że Karol, wróciwszy, nie miał na kim pomścić klęski.  Zdarzenie to opowiada kronikarz Eginhard w swoim ŻywocieKarola Wielkiego; znajduje się ono i w innych współczesnych kronikach. Eginhard raczej stara się rzecz pomniejszyć; ale trzeba przypuszczać, że klęska musiała być znaczna, skoro dała materjał tylu pieśniom i podaniom. Jakbądź się rzeczy miały, wszystkie legendy wyszły z tych ośmiu słów kroniki Eginharda: In quo praelio Hruolandus, Britannici limitis praefectus, interficitur.  Aby upiększyć swój przedmiot, legenda połączyła różne fakty, jak najazd Saracenów w roku 793 i dwa bunty Gaskończyków w latach 812 i 824. Wprowadzenie w grę Saracenów dało zdarzeniu charakter walki o wiarę, przeciwstawiło sobie dwa światy, pogański i chrześcijański, czyniąc z Rolanda obrońcę krzyża. Aby dać wypadkom dramatyczniejszy przebieg, stworzyła legenda postać zdrajcy Ganelona, postarała się o karę na winnych. Zarazem, stopniowo, poemat nasiąkał pojęciami i obyczajami feudalnemi, które tymczasem rozpowszechniły się we Francji.  Zrazu — współcześnie niemal z wydarzeniem — wyraziła się legenda rolandowa w pieśniach, które się zresztą nie zachowały. Uczeni spierają się o to, czy te pieśni miały charakter epiczny czy też charakter lirycznej kantyleny. Dwa te rodzaje były od siebie zupełnie różne: pieśni, krótkie i łatwe, śpiewał cały lud; poematy epiczne recytowali zawodowi rybałci. Śpiewacy tacy wędrowali z miejsca na miejsce; uciesznemi skokami oraz grą na instrumencie zwabiali ludność na plac, gdzie się produkowali. Czasami możny pan zapraszał takiego rybałta do zamku, gdzie ów recytował swój poemat, przegrywając sobie grubym smykiem na skrzypkach. Był to więc rodzaj melodeklamacji. Wobec tego, że sztuka czytania była nawet wśród rycerstwa mało rozpowszechniona, zjawienie się rybałta — truwera — było pożądaną rozrywką.  Prawdopodobnie najpierw istniały pieśni ludowe o Rolandzie, później zaś dopiero poematy epiczne. Dawniej przypuszczali uczeni, że epos jest połączeniem pieśni; dzisiejsze zapatrywania nauki są odmienne: poeta mógł czerpać z pieśni natchnienie, ale napisać musiał swój poemat sam.  Pierwsze poematy epiczne o Rolandzie mogły urodzić się pod koniec wieku X, albo z początkiem wieku XI; ale te się nie zachowały. Najstarszy, jaki jest znany, powstał zapewne w okresie czasu po podboju Anglji przez Normanów (1066), a przed pierwszą wojną krzyżową (1096). Jestto t. zw. rękopis oksfordzki, ponieważ znajduje się w Oxfordzie w Anglji.  Rękopis ten jest kopją, sporządzoną w jakieś sto lat po powstaniu poematu, a zarazem w sto lat po podboju Anglji, około r. 1170. Rzecz spisana jest w czystym języku francuskim, ale takim, jakim mówiono podówczas w Anglji. Poemat liczy w tej wersji około 4000 wierszy; podpisany jest Turoldus. Czy to jest imię autora, czy kopisty — niewiadomo. Kim był poeta, Paryżaninem, Frankiem czy Normanem — w jakim języku, w jakim dialekcie spisał swój poemat — też niewiadomo, bo rękopis oksfordzki może być już przekładem z inego dialektu. Za normandzkiem pochodzeniem autora świadczyłaby rola, jaką gra w poemacie miejscowość Mont-Saint-Michel, oraz fakt zstąpienia św. Michała w momencie gdy Roland umiera.  Rękopis ten wydał pierwszy raz Francisque Michel w r. 1837, i trafił na dobry moment: na dobę Romantyzmu i jego entuzjazmu dla średniowiecza. Pieśń o Rolandzie obudziła zachwyt. Od tego czasu, wydano tekst Pieśni o Rolandzie wiele razy, kombinując jednak przeważnie rękopis oksfordzki z innemi późniejszemi wersjami, konfrontując go zwłaszcza z drugim z kolei najstarszym rękopisem, t. zw. weneckim.  Rękopis wenecki, jest to również kopja, znaleziona w Wenecji, sporządzona gdzieś w latach 1230—40, najwyraźniej przez Włocha, niezbyt poprawnie władającego francuzczyzną. Wersja tego rękopisu jest w części identyczna z rękopisem oksfordzkim, w części już upstrzona późniejszemi dodatkami. Z biegiem lat bowiem, każdy prawie truwer przekształcał, modernizował poemat, tak co do formy, jak co do treści. W miarę jak się rozwijała sztuka czytania, asonans ustępował staranniejszemu rymowi; mnożyły się epizody, charaktery przeobrażały się; pewna dworność i miękkość jawiła się w miejsce pierwotnej surowości. Takich późniejszych wersyj istnieje kilka.  Niebawem poemat o Rolandzie rozpoczął swoją wędrówkę po całej Europie. W połowie XII wieku, ksiądz Conrad przełożył go na niemiecki. W XIII w. powstaje poemat o Rolandzie w Anglji; w XIII i XIV wieku przeróbki w Holandji, Skandynawji, Islandji. Przeszczepiony w XV wieku do Danji, zyskuje ogromne powodzenie, Roland staje się popularną postacią ludową. Zarazem, jako obrońca krzyża, staje się wszędzie rodzajem świętego, popularyzowanym przez kler na odpustach. We Włoszech, posągi Rolanda i Oliwiera zdobią portal katedry w Weronie; powstają tam powieści o Rolandzie prozą, wierszem; aż wreszcie Ariosto, w r. 1516, uczyni go bohaterem swego Orlando furioso. Ale ten poemat daleko odbiegł od pierwotnej surowej legendy; ubarwiony miłością, zazdrością, mnóstwem romantycznych przygód, przesłonił dawnego średniowiecznego Rolanda. Do Polski dostał się Roland ariostowy dzięki przekładowi Piotra Kochanowskiego.  Charakterystyczne jest, że w owej dobie renesansu, Francja — oczarowana odkryciem starożytnego świata Grecji i Rzymu — na długo zapomniała o Rolandzie, tak jak wogóle zapomniała o swej poezji narodowej. Dopiero przypomnieli sobie o nim romantycy, kiedy — jak wspomniałem — nawrót do średniowiecza zeszedł się z wydaniem oksfordzkiego rękopisu.  Łatwo pojąć, że dokoła Pieśni o Rolandzie powstała ogromna literatura naukowa. Spiętrzono całe góry erudycji, spierając się o każdą literę. Istnieje szereg wydań. Wydania te były przeważnie eklektyczne: uwzględniały wszystkie wersje, stapiając je w jedno. Natomiast Józef Bédier — dobrze znany polskim czytelnikom jako niezrównany rekonstruktor poematu o Tristanie i Izoldzie — postąpił sobie z Pieśnią o Rolandzie odmiennie. Wychodząc z założenia, że naloty późniejszych wersyj były przeważnie zepsuciem pierwotnego poematu, wziął poprostu dawny rękopis oksfordzki w jego czystości i wydał go w nowej francuzczyźnie. To wydanie Bédiera wziąłem za podstawę polskiego przekładu, dając, tak jak Bédier, przekład prozą. (Oryginał pisany jest strofami o nierównej długości o dość luźnej rytmice, z asonansem zamiast rymu. Dopiero późniejsze wersje operują już bardziej prawidłowym rymem).  W dobie nowego zachwytu Pieśnią o Rolandzie, entuzjaści francuscy porównywali ją z Iljadą... Sądzę, że takie zestawienia raczej szkodzą niż pomagają. Pieśń o Rolandzie ma swoje inne piękno, niby owe grubo ciosane figury kamienne w portalach średniowiecznych kościołów. Prymitywność psychologiczna tem silniejszy daje akcent słowom i czynom działających osób. Motywy raczej ubogie, powtarzające się — np. opisy walk — niemal wedle jednej formuły; ale raz po raz autor, zapomocą epicznych powtórzeń, w których czuć już kunszt poety, umie wydobyć wyborne efekty. Surowy ideał moralny nie pozbawia bohaterów ich ludzkości. Szczególnie uderza w tem twardem życiu miękkość i tkliwość rycerzy wobec towarzyszów broni, przywodząca na myśl jakiegoś Sheriffa czy Remarque'a.  Bo też dziś, tuż po wielkiej wojnie, w epoce instynktownego czy świadomego pacyfizmu, dziwne robi wrażenie ta lektura. Staje się niemal aktualna. Mam w ręku francuskie krytyczne wydanie Pieśni o Rolandzie, opracowane — jak widać z pewnych rysów — tuż po wojnie francusko-pruskiej r. 1870. Wstęp uczonego wydawcy kończy się słowami:  „Czemże jest ostatecznie Pieśń o Rolandzie, jeżeli nic powieścią o wielkiej klęsce Francji, którą Francja chlubnie pomściła?  „Klęska! Właśnieśmy ją przebyli. Ale potrafimy ją kiedyś naprawić jakiemś pięknem i wielkiem zwycięstwem. Niepodobna zaiste, aby miała zginąć owa Francja z Pieśni o Rolandzie, owa Francja mimo wszystko tak chrześcijańska“.  Tak pisze uczony filolog i członek Instytutu, po r. 1870. W istocie, w myśl jego życzeń, pomściła Francja ową klęskę pięknem i wielkiem zwycięstwem. I teraz z kolei może Niemcy zagrzewają się do zemsty legendą o Karolu Wielkim, który wszak był i germańskim herosem, a Akwizgran tak dalece przestał być francuskiem miastem, że nawet najśmielszy członek Instytutu paryskiego nie rości dziś sobie do niego pretensji. I mimowoli przychodzi nam refleksja, że cały szkopuł w tem, że wszystkie narody Europy są bitne i dzielne, i chrześcijańskie, i że, gdy przyjdzie do mobilizacji, wszystkie mają za sobą Boga...  Wzamian, czytając Pieśń o Rolandzie, dzisiejszy człowiek wrażliwy jest na różne drobne szczegóły, które, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, uchodziły niepostrzeżenie. Naprzykład taka strofa:  „Cesarz wraca na swoją kwaterę. Przybył do miasta Galne; hrabia Roland zdobył je i zniszczył: od tego dnia, sto lat stało pustką“...  Biedne miasto Galne... Co ono zawiniło? Jak Einstein spojrzał na teorję ciążenia oczami spadającego newtonowskiego jabłka, tak dzisiejszy człowiek patrzy na czyny chrobrego Rolanda oczami... miasta Galne. Ten jeden „biuletyn“ głębiej mu zapadnie w serce, niż wiele razy powtarzający się chlubny zwrot o rycerzu, który przeciął drugiego rycerza przez hełm czaszkę, głowę, zęby, tułów, aż do siodła, „nie czyniąc mu poza tem nic złego“.  I rzecz znamienna! Mimo że tak świeżo cała Europa była terenem bohaterstw, wobec których bledną czyny Karolowe; bohaterstw, w których lada urzędnik czy uczony, oderwany od swego biurka, musiał się stać Rolandem, — poezja pozostała chłodna na to wszystko: zbuntowała się. Aby zaś nie pozostać bez swego Rolanda, wzięła sobie — Amundsena. Może dlatego, że klientem „rybałtów“ nie są dziś chrobrzy i krwawi rycerze, ale pracowici mieszkańcy miasta Galne...

Warszawa, grudzień 1931.

Pieśń o Rolandzie

I

 Król Karol, cesarz nasz Wielki, siedem pełnych lat zostawał w Hiszpanji, aż po samo morze zdobył tę pyszną ziemię. Niemasz zamku któryby mu się ostał; niemasz muru któryby był cały, niemasz miasta, krom Saragossy stojącej na górze. Włada tam król Marsyl, nie miłujący Boga: Mahometowi służy, do Apolina się modli. Nie ustrzeże się nieszczęścia.

II

 Król Marsyl jest w Saragossie. Przechadza się w sadzie, w cieniu. Kładzie się na ganku z błękitnego marmuru, więcej niż dwadzieścia tysięcy ludu jest wkoło niego. Woła swoje diuki i swoje hrabie: „Słuchajcie, panowie, co za klęska na nas spadła. Cesarz Karol przybył tu ze słodkiej Francji, aby nas pognębić. Nie mam wojska, aby mu wydać bitwę; ludzie moi nie są mocni stawić mu czoła. Radźcie mi, doradcy mądrzy, i chrońcie mnie od śmierci i wstydu“! Żaden poganin nie odpowiedział słowa, prócz Blankandryna z walfundzkiego kasztelu.

III

 Tenci Blankandryn najmędrszy był śród pogan; męstwem swem dzielny rycerz; rozumem dobry rajca swego pana. Rzecze królowi: „Nie przerażaj się, królu! Prześlij Karolowi, dumnemu, hardemu władcy, słowa powolnej służby i wielkiej przyjaźni. Dasz mu niedźwiedzie i lwy i psy; i siedemset wielbłądów i tysiąc wypierzonych sokołów; czterysta mułów ładownych złotem i srebrem, i pięćdziesiąt wozów z których on złoży tabor; i daj mu szczerego złota tyle, aby mógł hojnie opłacić swoich najemników. Przekaż mu, że dość długo wojował już w tej ziemi; że powinienby wracać do Francji, do Akwizgranu, że pośpieszysz tam za nim na święty Michał, że przyjmiesz tam prawo chrześcijan i zostaniesz jego wiernym lennikiem. A zechce zakładników, to poślij mu ich, dziesięciu albo dwudziestu, aby go natchnąć ufnością. Poślijmy mu synów naszych żon; ja poślę mego, choćby miał i zginąć. Lepiej by tam potracili swoje głowy, a my żebyśmy nie stracili naszej swobody i państwa, i nie przyszli do torby żebraczej“.

IV

 Blankandryn mówił: „Na tę moją prawicę, i na tę brodę którą wiatr kołysze mi na piersi, wnet ujrzycie jak francuskie woje stąd odchodzą. Pójdą Frankowie do Francji: to ich ziemia. Kiedy wrócą każdy do swej najdroższej dziedziny, a Karol do Akwizgranu, do swojej kaplicy, będzie tam odbywał na święty Michał uroczyste roki. Przyjdzie święto, dzień upłynie: o nas ani słychu. Dumny jest ów król, a serce ma okrutne: każe uciąć głowy zakładnikom. Lepiej-ci jest, aby oni stradali głowy, a my abyśmy nie stracili naszej pięknej Hiszpanji i nie cierpieli niedoli i klęski!“ Poganie rzekli: „Może i prawdę gada“!

V

 Król Marsyl zwołał radę. Zawołał Klaryna Balagierskiego, Estamaryna i jego para Eudropa, i Pryjamona i Garlana brodacza, i Masznera i stryja jego Mahona, i Żynera i Malbjena z za morza, i Blankandryna, iżby im powiedział swoją myśl. Dziesięciu najchytrzejszych odwołał na stronę. „Pójdziecie, barony, do Karola wielkiego. Jest pod Kordową, którą oblega. Będziecie mieli w rękach gałązki oliwne, co oznacza pokój i pokorę. Jeśli chytrością swoją wyjednacie dla mnie zgodę, dam wam złota i srebra co wlezie, i ziem i lenna ile sami zechcecie“. A poganie na to: „Oto mamy zadość“.

VI

 Król Marsyl zamknął radę. Powiada swoim ludziom: „Pójdziecie, panowie. Będziecie nieśli w rękach gałązki oliwne, i powiecie królowi Karolowi Wielkiemu, aby, przez Boga swego, zlitował się nademną: że nie upłynie ani miesiąc, jak doń pośpieszę z tysiącem moich lenników; i przyjmę zakon chrześcijański i zostanę jego wasalem z całą miłością i wiarą. Jeśli chce zakładników, wierę dostanie ich“. Blankandryn rzekł: „W ten sposób uzyskacie dobrą zgodę“.

VII

 Marsyl kazał przywieść dziesięć białych mulic, które mu był przysłał król Sycylji. Wędzidła na nich złote, siodła wykładane srebrem. Posły wsiadają na nie, trzymają w rękach gałązki oliwne. Śpieszą do Karola, który trzyma Francję w swem lennie. Karol nie ustrzeże się przed nimi; oszukają go.

VIII

 Cesarz weseli się, rad jest z siebie. Zdobył Kordowę, mury zrównał z ziemią, zwalił kamienne wieże. Znaczny łup wzięło jego rycerstwo; złoto, srebro, szacowne zbroje. Nie został w mieście ani jeden poganin: wszyscy ubici albo ochrzczeni. Cesarz siedzi w wielkim sadzie; koło niego Roland i Oliwier, diuk Samson i Anzeis hardy, Godfryd andegaweński, sokolnik królewski; i byli tam jeszcze Geryn i Gerjer, i z nimi tylu innych: jest ich ze słodkiej Francji piętnaście tysięcy. Na białych jedwabnych dywanach zasiedli rycerze; dla rozrywki, najstarsi i najmędrsi grają w warcaby i w szachy, a płocha młódź bije się w szable. Pod sosną, wpodle krzaku głogu, ustawiono tron, cały z szczerego złota: tam siedzi król, władnący słodką Francją. Broda jego jest biała, a twarz rumiana; ciało piękne, postać dumna: ktoby go szukał, temu nie trzeba go wskazywać. I posłowie zsiedli z mułów i pokłonili mu się we czci i miłości.

IX

 Pierwszy przemawia Blankandryn. Rzecze królowi: „Witaj imieniem Boga wspaniałego, którego winniśmy ubóstwiać! Słysz, co ci przekazuje król Marsyl, chrobry rycerz. Dobrze się przepytał o wiarę, która zbawia: toteż chce ci dać swoich bogactw w bród, niedźwiedzie i lwy, i charty na smyczy, i siedemset wielbłądów, i tysiąc wypierzonych sokołów, i czterysta mułów objuczonych złotem i srebrem, i pięćdziesiąt wozów, z których uczynisz tabor, naładowanych tyloma grzywnami szczerego złota, że będziesz niem mógł dobrze zapłacić swoich zaciężnych. Dosyć już długo bawiłeś w tym kraju; godzi ci się już wracać do Francji, do Akwizgranu. Tam on podąży za tobą, tak ci uręcza, panie mój“. Cesarz wznosi ręce do Boga, spuszcza głowę i zaczyna dumać.

X

 Cesarz trwa ze spuszczoną głową. Nigdy słowo jego nie było nagle; taki ma obyczaj, iż mówi tylko wedle swej woli. Skoro się wreszcie wyprostował, twarz jego pełna była dumy. Rzecze do posłów: „Bardzoście dobrze powiedzieli. Ale król Marsyl jest moim wielkim wrogiem. Jakąż mogę mieć rękojmię słów, któreście rzekli? — Przez zakładniki, rzekł Saracen, których będziesz miał albo dziesięciu, albo piętnastu, albo dwudziestu. Oddam własnego syna, choćby miał zginąć, a sądzę że dostaniesz i jeszcze godniejszych. Kiedy się znajdziesz w swym cesarskim pałacu, na wielkie święto świętego Michała, pan mój przybędzie do ciebie, on sam ci to uręcza. Tam, w twoich kąpielach, które Bóg uczynił dla ciebie, chce zostać chrześcijaninem“. Karol odpowiada: „Może jeszcze być zbawiony“.

XI

 Zachód był piękny, słońce jasne. Karol kazał odwieść do stajni dziesięć mułów. W sadzie kazał ustawić namiot. Tam podjął dziesięciu posłów; dwunastu rękodajnych troszczy się o ich usługę. Wytrwali tam całą noc, aż nastał jasny dzień. O wczesnym ranku cesarz wstał, wysłuchał mszy i jutrzni. Udał się pod sosnę, wzywa swoich baronów na radę; we wszystkiem co czyni, chce mieć francuskich panów za doradców.

XII

 Cesarz idzie pod sosnę, wzywa na radę swoich baronów: Ogiera diuka i Turpina arcybiskupa; Ryszarda Starego i bratanka jego Henryka; i walecznego hrabiego Gaskonji; Acelina, Tybota rejmskiego i krewniaka jego Milona. Przybyli także Gerjer i Geryn, i z nimi hrabia Roland i Oliwjer, waleczny i szlachetny; i Franków z Francji więcej jest niż tysiąc; i Ganelon przybył, ten, który dopuścił się zdrady. Wówczas zaczyna się ona rada, która tak obróciła się na złe.

XIII

 „Baronowie moi, rzekł cesarz