Pięścią w szklany sufit - Katarzyna Niezgoda - ebook
Opis

Dlaczego kobiety nie awansują? Bo nie chcą! Katarzyna Niezgoda razem z doktoratem napisała książkę o wszystkich powodach, które zamykaja kobietom drogę do sukcesu. Może trudno w to uwierzyć, ale większość z nich bierze się… z ich własnej głowy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 135

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Okładka

Strona tytułowa

Książkę dedykuję mojej Mamie Ninie

WSTĘP

Wiele osób prosi mnie, żebym podzieliła się swoimi doświadczeniami zawodowymi. Bardzo często jestem zapraszana na różne kobiece spotkania, panele dyskusyjne czy konferencje poświęcone kobietom w biznesie, podczas których opowiadam swoją historię. Miałam już dużo wystąpień na temat tego, jak zostałam wiceprezesem w wieku dwudziestu kilku lat, jak przez lata pracowałam w branżach, w których byłam jedną z niewielu kobiet na menadżerskim stanowisku, wreszcie jak założyłam własną firmę headhunterską. I ciągle jestem zapraszana na kolejne. Wielu ludzi przychodzi też do mnie czy dzwoni prywatnie – gratulują mi tego, co osiągnęłam, proszą o rady, bycie ich mentorem. Postanowiłam zatem podzielić się moim doświadczeniem z szerszym gronem kobiet, tym razem Czytelniczek. Pomyślałam, że skoro wywołują mnie przed szereg, mimo że ja o to nie zabiegam, a nawet unikam tego, to może trzeba tę moją popularność wykorzystać i zrobić coś pożytecznego?

Od ponad 20 lat pracuję w biznesie, tylko dwa lata byłam szefem ekskluzywnej firmy odzieżowej, a większość osób kojarzy mnie z branżą mody. Przez wiele lat miałam sukcesy zawodowe, pracując w działach HR, w bankowości, ale nikt o nich nie słyszał. Wszystko się zmieniło, kiedy moje nazwisko zaczęło się pojawiać w mediach. Udzieliłam kilku wywiadów, pojawiłam się na paru bankietach i machina ruszyła. Wszyscy się dowiedzieli, że jest taka kobieta, która zajmuje się zarządzaniem i ma sukcesy. Wystąpienia publiczne na początku były dla mnie stresujące, ale zrozumiałam, że one są po prostu wpisane w poważny biznes. Zrobiono ze mnie osobę publiczną trochę wbrew mojej woli i to też jest cena, jaką płacę za sukcesy zawodowe. Przyzwyczaiłam się do tego, że co roku pojawiają się w mediach moje zdjęcia z plaży, a długość mojej sukienki czasem wzbudza większe zainteresowanie niż to, co mam do powiedzenia. A jedni chwalą, inni hejtują. Trudno, pogodziłam się z tym, chociaż to bywa mało przyjemne. Teraz postanowiłam wykorzystać swoją rozpoznawalność medialną, aby podzielić się z innymi spostrzeżeniami o biznesie w kobiecych rękach.

Często ludzie pytają mnie, czy kobietom trudniej jest zrobić karierę w biznesie, o ten przysłowiowy „szklany sufit” nad naszą głową. Na początku takie pytania trochę mnie dziwiły, bo ja sama nigdy nie doświadczyłam dyskryminacji, nie miałam wrażenia, że jest mi trudniej jako kobiecie.

Mama powtarzała mi od dziecka, że muszę być niezależna od innych i zawsze o tym pamiętałam. Moja samodzielność i pracowitość pozwoliły mi osiągnąć sukces i myślę, że nie było to dla mnie bardzo trudne, chociaż też zapłaciłam za niego swoją cenę.

To, że jestem kobietą, absolutnie nie miało wpływu na to, co robiłam, gdzie i jak pracowałam. Nigdy nie stosowano w stosunku do mnie tego kryterium, że skoro jestem dziewczyną, to mogę sobie nie dać rady, bo jestem mniej racjonalna, bardziej emocjonalna. Mnie to nie dotyczyło, więc nawet trudno mi mówić, czy było mi łatwiej czy trudniej jako kobiecie. Na szczęście świadomość tego problemu jest coraz większa w naszym społeczeństwie. Jest on szeroko dyskutowany i nagłaśniany poprzez różne organizacje i ruchy kobiece. Pomagają odważne wypowiedzi ekspertów, a także same kobiety, które zaczęły się dopominać o swoje. Liczby mówią same za siebie – to kobiety w większości kończą studia wyższe i podyplomowe, to kobiety w Polsce zakładają przedsiębiorstwa, i niestety to kobiety nadal mniej zarabiają i rzadziej awansują niż mężczyźni. One same świetnie sobie dają radę, ale środowisko nie zawsze daje im możliwości rozwoju zawodowego. Sądzę, że to wszystko wymaga naszej solidarności i determinacji. Jeżeli jesteś profesjonalistką, dobrze pracujesz, rozwijasz się, to prędzej czy później ten sukces osiągniesz. Tylko nie czekaj na niego biernie! Trzeba mieć swoje cele i odwagę ich realizowania. Nic samo się nie zrobi. Oczywiście nie od razu, bo wszystko wymaga czasu. Również ta książka nie mogła powstać kilka lat temu, bo ja nie byłam jeszcze na nią gotowa, nie miałam takich doświadczeń, jakie mam teraz. Dzielę się nimi z Tobą. Jaka jest moja recepta na sukces? Ciężka praca. Ale w biznesie liczy się także odrobina szczęścia i nie ma co ukrywać, że jest inaczej. Jednak kiedy jesteśmy dobrze przygotowane, mamy „odrobione wszystkie lekcje”, łatwiej nam temu szczęściu pomóc i osiągnąć to, co chcemy.

Tego Wam życzę.

Katarzyna Niezgoda

CO MNIE UKSZTAŁTOWAŁO

Nie można żyć, naśladując kogoś innego. Oznacza to życie pozbawione wszelkich prawdziwych emocji.

Billie Holiday, piosenkarka

Zastanów się, jaka jest Twoja historia i wyciągnij z niej wnioski. Wszystko, co przeżyłaś, ma wpływ na to, kim jesteś i jak żyjesz. Ale też ostateczna decyzja, jaka będziesz i jak będziesz żyć, należy do Ciebie.

Niezależnie od tego, kim jesteś, skąd pochodzisz, czy rodzina Cię wspierała, czy miałaś trudne dzieciństwo, czy byłaś w szkole piątkową uczennicą czy nie – możesz osiągnąć bardzo dużo. Przyjrzyj się swojej historii, bo to, jak Cię wychowywano, na ile mogłaś być samodzielna i decydować o różnych rzeczach, ma wpływ na to, jakim jesteś pracownikiem i jak podejmujesz decyzje w pracy. Jakie masz predyspozycje do tego, aby osiągnąć sukces. Rodzina nie zawsze jest wsparciem, ale przeciwności losu budują.

Moje dzieciństwo było na tyle skomplikowane, że właściwie wykasowałam je ze swoich wspomnień. Do czasu pójścia do szkoły pamiętam tylko swoje piąte urodziny. Wyprawiła je dla mnie ukochana ciocia, która nigdy o mnie nie zapominała.

Z czasów szkolnych w moich wspomnieniach zachowałam przyjaciół z klasy. Do tej pory się przyjaźnimy, co jest naprawdę niesamowite, bo pochodziliśmy z tak różnych domów. Jednak kiedy próbuję przypomnieć sobie moją rodzinę w tamtym czasie, mam przed oczami tylko czarną dziurę. Byłam dzieckiem, które nie chodziło na żadne tańce, balet, dodatkowe zajęcia. Jedyną rzeczą, jaką zafundowała mi mama, były prywatne lekcje angielskiego. Ale poza tym nic, włącznie z tym, że dostałam kilka rowerów, ale nie miał kto mnie nauczyć na nich jeździć. I do tej pory nie umiem. Pamiętam za to doskonale harcerstwo. Zajmowało mi ono połowę wakacji. I było szkołą mądrej samodzielności, ale też miejscem, do którego się przynależało. Bycie częścią harcerskiej społeczności było dla mnie ważnym i budującym doświadczeniem.

Byłam zwyczajną dziewczyną. Jedynaczką, którą do pewnego wieku bardzo się opiekowano. Rodzice mnie kochali, czułam się akceptowana. Kiedy się rozwiedli, wychowywała mnie mama, która wyszła potem powtórnie za mąż i wyjechała. Miałam mieszkać z ojcem, ale po dwóch tygodniach doszliśmy do wniosku, że to jest niemożliwe, bo nigdy nie mieszkaliśmy razem.

Dlatego bardzo szybko się usamodzielniłam. Miałam 15 lat i mieszkałam już sama. Musiałam się sama uczyć, pilnować się i sama o siebie zadbać. Dużo energii mnie kosztowało udawanie w szkole, że mieszkam z rodzicami, a po latach się dowiedziałam, że wszyscy wiedzieli, jak jest naprawdę. Ponieważ zachowywałam się porządnie i uczyłam się, miałam święty spokój. Musiałam dbać o zapłacenie rachunków, o to, żeby było coś do jedzenia, ale miałam spokój i ceniłam go bardziej niż burzliwy temperament mojej mamy czy ojca.

Najlepszą uczennicą byłam tylko w szkole podstawowej. Później uznałam, że można skończyć szkołę, nie marnując czasu na siedzenie nad książkami. Wystarczyło, żeby dostać się na studia. Na studiach też byłam raczej trójkową, a nie piątkową studentką, ale od drugiego roku równolegle z nauką już pracowałam.

Od dziecka ćwiczyłam umiejętności przywódcze, bo byłam w harcerstwie, jeździłam na obozy, miałam swój zastęp, a potem swoją drużynę. Prowadziłam kolonie, jak tylko skończyłam 18 lat. Musiałam organizować zajęcia dla grupy znudzonych dzieciaków i ciągle zastanawiam się, jak mi się wtedy udało. Uratowało mnie to, że lubię coś robić z ludźmi. Godzić charaktery, wyciągać z nich to, co najlepsze. Dlatego i dzisiaj udaje mi się zarządzać sytuacjami pozornie bez wyjścia. To, co robimy już od dzieciństwa − kształtuje nas. Mnie zawsze pomagała zdolność adaptacji do środowiska. Zdobyłam też umiejętności przetrwania w trudnych warunkach i to także okazało się przydatne w pracy. Nie zawsze było różowo, ja również przechodziłam w pracy ciężkie chwile. Ciążyła też na mnie bardzo duża odpowiedzialność wiążąca się z decyzjami dotyczącymi ludzi i musiałam wielokrotnie zasypywać góry popiołem. Ale mój ukształtowany przez niełatwe dzieciństwo charakter pozwalał mi podnosić się po porażkach i iść do przodu, nie rozpamiętując tego, co się wydarzyło. Ale jednak wyciągając niezbędne wnioski.

Bezcenną nauką były pierwsze płatne zajęcia. Pierwsze pieniądze zarobiłam na początku studiów. Zbierałam truskawki w Szwecji. Pracowało się od 5 rano w kaloszach, w krzakach, mieszkaliśmy w bardzo obskurnych domkach – to był horror. W dodatku Szwecja była bardzo droga, zupełnie nie na kieszeń studentki zbierającej truskawki. Zatem warunki były naprawdę problematyczne. Któregoś dnia strasznie zmokłam i było mi tak zimno, że do przyjaciółki, z którą przyjechałam do tej pracy na trzy miesiące, powiedziałam: „Ja już tych truskawek więcej nie będę zbierać. Trzeba poszukać nowej pracy”. Chodziłyśmy więc od knajpy do knajpy i w końcu znalazłyśmy pracę w hotelu. Sprzątałyśmy pokoje. Właściciel strasznie się przejął losem biednych studentek z Polski. Założył nam konta, regularnie płacił. Rezultat tego wyjazdu był taki, że dostałyśmy propozycję pracy w tamtejszym urzędzie pomocy społecznej jako tłumaczki. I może byśmy zostały w tej Szwecji na stałe, gdyby nie zaległy egzamin...

Jak moja rodzina się dowiedziała, że pojechałam do Szwecji zbierać truskawki, babcia wezwała mnie do siebie, żeby zapytać, czego mi brakuje. A ja na to: „Teraz już niczego, dałam radę”. Zarobiłam na malutkie mieszkanie. Niestety dużo wydałam na ciuchy. Wszystkim też kupiłam prezenty. Pamiętałam, jak mama mówiła mi o przesądzie, który każe pierwszą pensję wydać na podarki. Za kolejną pierwszą pensję w mojej już prawdziwej nowej pracy kupiłam sobie kostium… marki Deni Cler, w której po latach zostałam dyrektorem generalnym.

Pielęgnuj swoje marzenia – bo to właśnie Ty

Nie ograniczaj siebie. Jesteś wszystkim, co masz.

Janis Joplin, piosenkarka

W powiedzeniu „Uważaj, o co prosisz” jest sporo prawdy. Czasem marzenia się spełniają, a nas to w ogóle nie cieszy. A czasami życie szykuje dla nas inny scenariusz, niż ten, który sobie wymarzyłyśmy, i on okazuje się dla nas najlepszy.

Kiedy byłam dziewczynką, chciałam mieć rodzinę, męża i domek z ogródkiem. I kiedy zastanawiałam się, na jakie studia mam pójść, to pomyślałam, że pójdę na prawo, bo tam na pewno szybko znajdę męża. Kiedy dostałam się na studia, od razu poszłam do pracy i zupełnie o moim fantastycznym projekcie zapomniałam. Chyba byłam jedną z pierwszych dziewczyn, które zaczęły pracować na cały etat. Byliśmy na drugim roku, moi znajomi w tym czasie się bawili, żenili... Wszystkie dziewczyny szukały sobie facetów, a ja o tym nawet nie myślałam. I kiedyś, już pod koniec studiów, jedna naprawdę cudowna koleżanka mówi tak: „Wiesz, bo my się tak o ciebie martwimy, no ty jednak rzadko bywasz na zajęciach, egzaminy zdajesz na końcu i co będzie z twoją karierą zawodową?”. Wysłali do mnie delegację całą z pytaniem, czy ja na pewno mam zamiar te studia skończyć. No i po latach życie pokazało, że sytuacja się odwróciła. Koleżanki, które zdawały egzaminy w terminach zerowych, wyszły za mąż, ale to ja zostałam szefową przed trzydziestką. Za mąż zresztą też wyszłam. Ale nie to okazało się moim sposobem na życie.

Strona redakcyjna

Copyright for the Polish Edition

© 2017 Edipresse Polska SA

Copyright © 2017 by Katarzyna Niezgoda

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor kreatywna projektu: Magda Mazur

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk, Beata Gontarska

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51);

Barbara Tekiel (tel. 22 584 25 73);

Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: bok@edipresse.pl

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

Książka pod redakcją Marty Sadkowskiej

Redaktor: Magdalena Łyczko

Redakcja językowa: Beata Saracyn

Korekta: Lidia Karpińska

Projekt I i IV okładki: Paweł Palikot

Zdjęcie na I i IV okładce: Tamara Pieńko

Skład i łamanie: Monika Zając

Pozostałe grafiki: Shutterstock

Wydawca dziękuje Wilanów Business Park za użyczenie wnętrz do sesji Autorki.

ISBN: 978-83-8117-248-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.