Pięć Pestek Pomarańczy - Arthur Conan Doyle - ebook + audiobook

Pięć Pestek Pomarańczy ebook i audiobook

Arthur Conan Doyle

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Burzliwej wrześniowej nocy do mieszkania przy Baker Street puka młody John Openshaw. W kopercie ze znakiem „K. K. K." otrzymał pięć suchych pestek pomarańczy – ten sam tajemniczy sygnał, który wcześniej poprzedził śmierć jego stryja, a potem ojca. Obie zgony uznano za nieszczęśliwe wypadki. Openshaw wie jednak, że jest następny.

 

Holmes ma niewiele godzin, by rozwikłać szlak ciągnący się od pól Florydy po londyńskie doki i powstrzymać zemstę, która przebyła ocean. „Pięć pestek pomarańczy" to jedno z najmroczniejszych opowiadań Arthura Conana Doyle'a – opowieść o dawnej winie, nieubłaganym przeznaczeniu i porażce, której wielki detektyw nigdy sobie nie wybaczył.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 34

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 43 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jarosław Wrona

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Przygody Sherlocka Holmesa

Pięć Pestek Pomarańczy

Arthur Conan Doyle

Przetłumaczył Adam F.

Przeglądam swoje zapiski inotatki oprzygodach Sherlocka Holmesa zlat 1882-1890 iuderza mnie tu tyle tak niezwykłych iciekawych wypadków, że trudno mi wybrać najlepsze. Zresztą niektóre są znane już zdzienników, ainne nie dają sposobności do okazania właśnie tych zdolności, którymi mój przyjaciel tak wielce się odznaczał. Wniektórych wypadkach nie dopisała nawet jego sztuka, więc opowiadanie ich nie opłaciłoby się; inne wreszcie zostały tylko częściowo wyświetlone, tak że rozwiązanie ich polega więcej na przypuszczeniu iprawdopodobieństwie niż na pewnym logicznym dowodzie, który Sherlock Holmes tak bardzo lubił. Jeden ztych ostatnich wypadków kryminalnych był atoli wswych szczegółach tak ciekawy, atak straszny wswych skutkach, że chciałbym go opowiedzieć, choć wiele punktów zostało niewyjaśnionych iprawdopodobnie nigdy się nie wyjaśnią.

Rok 1887 był szczególnie bogaty wzajmujące wypadki, które sobie wgłównych zarysach pozapisywałem. Znajduję tu między innymi zapiski ooszukańczej bandzie żebraków, którzy schodzili się wpiwnicach pewnego składu mebli na wykwintne uczty, następnie owypadkach, które pozostawały wzwiązku zzatonięciem angielskiego żaglowca „Sophy Anderson”, odziwnych przejściach Grice Patersonów na wyspie Uffa, awreszcie ootruciu wCamberwell. Wtym ostatnim wypadku Sherlock Holmes zdołał, nakręcając zegarek zmarłego, dowieść, że został on nakręcony przed dwiema godzinami, azatem że nieboszczyk udał się wtedy na spoczynek – szczegół, który do wyjaśnienia sprawy okazał się niezmiernie ważny. Do wszystkich tych wypadków wrócę jeszcze nieco później, ale żaden wswym przebiegu nie jest tak znamienny, jak ten, który teraz postanowiłem opisać.

Było to wostatnich dniach września. Burze jesienne szalały zniezwykłą mocą. Od rana już wył wiatr, adeszcz siekł wszyby tak silnie, że na chwilę byliśmy oderwani od zwykłych swych zajęć iwidzieliśmy się zmuszeni nawet wśród tego olbrzymiego, ręką ludzką zbudowanego Londynu uznać potęgę tych sił przyrody, które mimo sztucznej ochrony cywilizacji srożą się na ludzkości iryczą jak dzikie zwierzęta wklatce.

Z nastaniem wieczoru burza stawała się coraz gwałtowniejsza, aw kominie wiatr jęczał iwzdychał jak dziecię płaczące. Sherlock Holmes siedział znudzony przy piecu iznaczył okładki swych aktów kryminalnych, ja zaś tymczasem zagłębiłem się wznakomitym romansie morskim Clarka Russella. Szalejąca burza dostrajała się zupełnie do tekstu izdawało mi się chwilami, że słyszę wchlupotaniu deszczu przeciągły szum fal morskich. Żona moja wyjechała wodwiedziny do swej matki, zająłem więc znowu dawne swe mieszkanie przy Baker Street.

– Słyszysz? – rzekłem nagle, spoglądając na mego przyjaciela – ktoś dzwonił. Kto by to mógł być? Może który ztwych przyjaciół?

– Prócz ciebie, Watson, nie mam żadnego; zresztą nikogo do siebie nie zapraszam – odpowiedział.

– Jest to więc prawdopodobnie jakiś klient.

– Jeżeli tak jest rzeczywiście, to sprawa musi być niezmiernie ważna. Drobnostka zpewnością nie przyprowadziłaby tego człowieka tutaj przy takiej pogodzie io takiej porze. Ale jest to prawdopodobnie stara ciotka gospodyni.

Sherlock Holmes mylił się. Dały się słyszeć kroki na schodach, aż wreszcie zapukał ktoś do drzwi. Holmes odsunął natychmiast długą swą ręką lampę od siebie tak, że skierował światło jej na puste krzesło, na którym musiał gość usiąść.

– Proszę – zawołał następnie.

Do pokoju wszedł młody człowiek wwieku około 22 lat, dobrze zbudowany, przyzwoicie odziany, akażdy ruch jego wskazywał na pewną zręczność ielegancję. Ociekający wodą parasol wjego ręku idługi błyszczący płaszcz gumowy dawały świadectwo ostanie pogody, której się nie obawiał. Olśniony światłem niespokojnie się obejrzał; twarz jego była blada, aoczy miały ten szczególny wyraz, właściwy ludziom trapionym wielką troską.

– Muszę przede wszystkim przeprosić – powiedział izałożył złoty cwikier – lecz prawdopodobnie nie przeszkadzam. Proszę mi wybaczyć, że ślady niepogody wniosłem do pańskiego zacisznego pokoju.

– Niech pan da płaszcz iparasol – prosił Holmes – przy piecu to szybko wyschnie. Pan przychodzi zpołudniowego zachodu, jak widzę.

– Tak, zHorsham.

– Mieszanina gliny iwapna na końcach pańskich trzewików to potwierdza.

– Przyszedłem prosić oradę.

– Chętnie jej panu udzielę.

– Lecz także opomoc.

– Tej nie zawsze tak łatwo użyczyć.

– Słyszałem opanu, panie Holmesie. Major Prendergast opowiadał mi, jak go pan uratował od skandalu wklubie Tankerville.

– Rzeczywiście, został niesłusznie oskarżony ofałszywą grę wkarty.

– Powiedział mi, że pan wszystko umie wykryć.

– To za wiele powiedział.

– Że nigdy nie da się pan uwieść wpole.

– Owszem! Wydarzyło mi się to cztery razy – trzy razy od mężczyzn, araz od kobiety.

– Ale czymże to jest wporównaniu zpańskimi powodzeniami?

– Rzeczywiście miałem po większej części powodzenie.

– Sądzę więc, że iw moim wypadku będzie je pan miał.