Piastowie. Walka o tron 1138–1320 - Tomasz Targański - ebook + audiobook

Piastowie. Walka o tron 1138–1320 ebook

Targański Tomasz

0,0
39,99 zł

lub
Opis

Kiedy przenikliwy dźwięk kościelnych dzwonów obwieścił poddanym śmierć księcia Bolesława Krzywoustego, w Polsce nastały czasy, o których średniowieczni kronikarze pisali, że „Chrystus i jego święci spali”. Krążące po ówczesnej Europie widmo wielkiego bezkrólewia budziło uzasadnioną trwogę, zwiastując nadejście ery bezprawia i chaosu.

Dzieje Polski doby rozbicia dzielnicowego to historia skłóconej rodziny. Piastowscy epigoni, synowie i wnukowie tych, którzy pamiętali jeszcze zjednoczone królestwo, rzucili się sobie do gardeł. Książęta wydzierali sobie ziemię ojców, synowie występowali przeciw rodzicom, bracia przeciw braciom, wygnani seniorowie rodu z kolei skazani zostali po Europie jako szukający sławy rycerze. Początek wszystkiemu dała zaś braterska waśń zakończona zbrodnią. Dawny królewski ród Piastów rozpadł się na wrogie sobie klany, przy czym każdy z nich rozgrywał własną partię szachów. Przekonani o swojej wyższości Piastowie wielkopolscy; pragmatyczni, ale snujący dalekosiężne plany Piastowie śląscy oraz ambitni, a zarazem nieprzewidywalni Piastowie kujawscy. Wszyscy oni przez niemal dwa stulecia wszczynali niszczycielskie wojny, zdradzali przyjaciół i podawali rękę wrogom, nie cofając się przed niczym.

Taka właśnie, czarna legenda rozbicia dzielnicowego to jednak tylko połowa prawdy. W istocie było ono przełomowym momentem w naszych dziejach, wymagający zresztą gruntownej rewizji. Właśnie wtedy pojawiają się bowiem idee patriae – ojczyzny, i rei publicae – rzeczy pospolitej. Polska przestaje być prywatną własnością Piastów, którzy wypuszczonego z rąk steru władzy nigdy już nie odzyskali. Historia o tym, kto i jak im go odebrał, również będzie ważną częścią tej opowieści.

Książka zabiera czytelnika za kulisy XIII–wiecznej polityki, pokazuje tajniki i narzędzia sprawowania władzy: od brutalnej siły, poprzez relikwie męczenników, klątwy, zafałszowane kroniki, na zrabowanych koronach kończąc. Przy okazji na światło dzienne wydobyci zostają pozostający dotąd w cieniu mniej znani uczestnicy walki o tron: Kościół i jego biskupi, komesowie i dostojnicy z możnych rodów, papiescy legaci i inkwizytorzy, rosnące w siłę miasta oraz pozbawione pana rycerstwo, rozbójnicy i renegaci. Wszystko to mieszało się w polskim tyglu, a ogień pod nim wciąż podsycali czescy Przemyślidzi, niemieccy cesarze, ruscy kniaziowie, a nawet mongolscy koczownicy.

Na kartach książki ożywają również nigdy nie zrealizowane scenariusze wydarzeń, które mogły pchnąć historię Polski na inne tory. Pojawiają się sceny koronacji Bolesława Krzywoustego na króla, Henryka Pobożnego triumfującego w bitwie pod Legnicą, Wacława III uchodzącego sztyletom zamachowców i dającego nowe życie unii polsko–czeskiej. Jest to zarazem próba odpowiedzi na dręczące nas do dziś pytania o możliwość uniknięcia rozbicia dzielnicowego, szans zjednoczenia królestwa przez Piastów śląskich oraz możliwości upadku dynastii i dalszych losów Polski uwikłanej w odwieczny wybór między modernizacyjnym marszem na Zachód a obawą przed utratą własnej tożsamości.

Tomasz Targański – historyk, dziennikarz, autor artykułów o tematyce historycznej i popularnonaukowej oraz licznych wywiadów. Współpracuje m.in. z „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym” oraz „Newsweekiem”. Publikował również w „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Nowej Europie Wschodniej”. Studiował historię i dziennikarstwo na Uniwersytecie Wrocławskim. W swoich artykułach reinterpretuje znane wydarzenia historyczne, poszukując aktualnych odniesień i nowych punktów widzenia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 408

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



© Copyright by Wydawnictwo Astra s.c., Kraków 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone. Poza uczciwym, osobistym korzystaniem w celu nauki, badań, analizy albo oceny, przewidzianym w Ustawie o Prawach Autorskich, Projektowych i Patentowych z 1988 r., żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w bazach danych ani transmitowana w żadnej postaci ani żadnymi środkami przekazu – elektronicznie, elektrycznie, chemicznie, mechanicznie, optycznie, przez fotokopie ani w żaden inny sposób – bez uprzedniej, pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

Koncepcja: Tomasz Targański Jacek Małkowski Marcin Kośka

Redakcja: Barbara Faron

Konsultacja merytoryczna: mgr Monika Michalska

Grafika na okładce: Studio et cura

Wydanie I Kraków 2018

ISBN 978-83-66625-09-9

Wydawnictwo Astra 31-026 Kraków ul. Radziwiłłowska 26/2 tel. 12 292 07 30

www.wydawnictwo-astra.plwww.facebook.com/[email protected]

Prowadzimy sprzedaż wysyłkowąwww.wydawnictwo-astra.pl

Potomkowie Krzywoustego

Królewski ród Piastów był o krok od zakończenia swojego żywota, kiedy los obdarował księcia Bolesława nadspodziewanie licznym potomstwem. Szczęście dynastii okazać się miało nieszczęściem dla kraju, jako że ambitny ojciec doszedł do władzy po trupach i wychował synów na swoje podobieństwo. Przed śmiercią podjął jeszcze próbę uniknięcia rzezi w łonie rodziny, ale jego ostatnia wola została obalona. Dziedzice tego dumnego niegdyś królestwa zwrócili się przeciw sobie, a kraj wkroczył w erę wielkiego bezkrólewia.

Wikimedia Commons/Stanmar

Władysław Wygnaniec – jako najstarszy syn Bolesława wyrastał w przekonaniu, że scheda po ojcu należy się wyłącznie jemu. Intrygi ambitnej żony oraz ułomny charakter kosztowały go utratę władzy. Poprzysiągłszy braciom zemstę, do końca życia starał się odzyskać ojcowiznę.

Wikimedia Commons/Stanmar

Bolesław Kędzierzawy – rzadki wśród Piastów przypadek księcia, który wolał zarządzać swoim mieniem, niż czyhać na cudze. Hojny i sprawiedliwy w stosunku do braci. Starał się utrzymać ich w zgodzie przeciw wygnanemu Władysławowi.

Wikimedia Commons/Julo

Mieszko Stary – konieczność dzielenia się władzą z rodzeństwem odbierał jako osobistą obelgę. Całą życiową energię poświęcił marzeniu o sprawowaniu prymatu pośród braci, gdzie władca byłby tylko jeden. Rządził twardą ręką, ale surowością zraził sobie poddanych, a nawet synów, co wkrótce przypłacił wygnaniem.

Wikimedia Commons/Stanmar

Henryk Sandomierski – piastowski błędny rycerz. Szlachetny samotnik i odmieniec, który nie dbał o tytuły ani o ziemię. Za młodu oddany jako zakładnik na dwór cesarski, gdzie dał się poznać jako niestrudzony krzyżowiec. Po powrocie do kraju Henryk nie znalazł wśród braci zrozumienia – jego smutny koniec spotkał się więc z westchnieniem ulgi.

Wikimedia Commons/Stanmar

Kazimierz Sprawiedliwy – pogrobowiec Bolesława Krzywoustego. Lekceważony przez braci przez lata pozostawał pod opieką władczej matki. Później, nawet jako książę Krakowa, nie mógł wyzwolić się spod wpływu innych. Kościelna legenda kazała widzieć w nim ideał władcy, ale skandaliczne okoliczności śmierci dowiodły, że daleko mu było do wzoru świętości.

Tablice genealogiczne w książce mają postać skróconą.

Piastowie śląscy

Potomkowie wygnanego Władysława. Wciąż paliła ich gorycz za niesprawiedliwość, jakiej założyciel rodu doznał z rąk braci. Za sprawą pochodzenia byli najbardziej osobnymi przedstawicielami Piastów. Jako otwarci na świat i wszelkie nowinki kosmopolici budzili też uzasadnioną zazdrość. Osiedliwszy się na Śląsku, uczynili go swoją twierdzą, czym zasłużyli na miano pierwszych w całej dynastii gospodarzy. Dali się poznać jako niestrudzeni trzebiciele puszcz, założyciele niezliczonych miast i osad, a zarazem budowniczowie kamiennych fortec.

Wikimedia Commons/Poznaniak

Henryk Brodaty – jako polityk obdarzony cechami męża stanu nie gardził najmniejszym sukcesem. Wola księcia była prawem, a los poddanych zależał wyłącznie od jego chcieć lub nie chcieć. Rozpoczynając kolonizację ubogich puszczańskich obszarów, położył gospodarcze fundamenty pod potęgę swego domu i całego Śląska. W pewnym momencie, za sprawą ascetycznych obyczajów swojej żony Jadwigi, zaczął żyć jak mnich.

Wikimedia Commons/Arianus

Bolesław Rogatka – czarna owca rodu i największy ze wszystkich Piastów diabeł. Doprowadził swoje księstwo do ruiny, a odziedziczoną po ojcu ziemię oddawał za długi. Wyklęty przez Kościół i zapomniany przez braci utracił wszystko, co miał. Jak mówi legenda, pod koniec życia można go było spotkać tułającego się po śląskich traktach w towarzystwie jednego jedynego grajka.

Wikimedia Commons/Mathiasrex

Henryk Prawy – pierwszy wśród śląskich Piastów światowiec. Łączył w sobie cechy rycerza i poety. Chojny dla przyjaciół i wspaniałomyślny wobec wrogów. Z drugiej strony, kiedy nikt nie patrzył, kazał rabować świątynie, porywać oraz więzić kuzynów, a nieposłusznego mu biskupa ogniem i mieczem przepędził ze swoich ziem. Jego ambicje sięgały królewskiej korony, ale na drodze do celu stanęła trucizna zamachowca.

Piastowie wielkopolscy

Jako potomkowie dumnego Mieszka Starego nie wierzyli, by prawo rządzenia królestwem mogło należeć się komuś innemu niż im. Tak jak nie było mowy o Polsce bez Wielkopolski, tak żaden Piast nie mógł myśleć o koronie bez Gniezna. Dlatego uzurpacja Krakowa i ambicje rządzących nim książąt tkwiły w ich boku niczym cierń. Z czasem świetność domu wielkopolskiego straciła dawny blask, gałąź rodowa usychała, a tamtejsi Piastowie zamiast patrzeć w przyszłość, coraz bardziej żyli chwałą minionych dni.

Wikimedia Commons/Stanmar

Władysław Laskonogi– odznaczał się majestatyczną posturą, a zarazem gorącą wiarą we wróżby, przepowiednie i wszelkie przesądy. W politycznych kalkulacjach wielokrotnie dawał się wyprzedzać innym, dlatego też władza to wpadała, to znów wymykała mu się z rąk. Najlepsze lata życia strawił, tocząc zażartą wojnę domową ze swoim bratankiem. Ostatecznie jednak zgubił go nie tyle brak intuicji politycznej, ile popędliwość wobec płci przeciwnej.

Wikimedia Commons/Georgiana Diana

Władysław Odonic– buntownik i rebeliant. Wszystkie ziemie i godności, które w życiu posiadł, musiał wywalczyć własnymi rękoma, co nadało jego charakterowi bezwzględne i drapieżne rysy. Niezmierzona ambicja i chęć rewanżu za lekceważenie, z jakim spotykał się ze strony potężniejszych członków rodu, popchnęła go do zbrodni, która wywróciła do góry nogami porządek polityczny kraju.

Wikimedia Commons/Stanmar

Przemysł II– wychowywał się z mieczem w dłoni, walcząc przeciw Brandenburczykom, Pomorzanom, a przede wszystkim własnym kuzynom. Cieniem na rycerskiej sławie księcia kładła się jednak tajemnicza śmierć żony, która zginęła bez śladu na poznańskim dworze. Jako pierwszy od ponad dwóch wieków Piast sięgnął po koronę. Jego śmierć w wyniku morderstwa wstrząsnęła krajem, kończąc zarazem żywot wielkopolskiej linii rodu.

Piastowie mazowieccy

Wszyscy potomkowie Konrada Mazowieckiego dorastali w poczuciu krzywdy z powodu przegranej przez założyciela ich linii walki o Kraków. Zepchnięci na kresy ówczesnej cywilizacji, wciąż narażeni byli na niszczycielskie najazdy Prusów, Litwinów, a później Krzyżaków. Szybko nauczyli się jednak korzystać z ich posiłków przeciw innym Piastowiczom. Z czasem ich linia rozrosła się ponad miarę, zmuszając dumnych książąt do gospodarowania na coraz mniejszych spłachetkach ziemi. Wszelkie inicjatywy zjednoczeniowe przyjmowali niechętnie, jako że najwyżej cenili niezależność i poczucie odrębności.

Wikimedia Commons/Poznaniak

Konrad Mazowiecki – jako najmłodszy syn księcia zwierzchniego całej Polski nigdy nie pogodził się z losem władcy peryferyjnego Mazowsza. Zarówno w swoim księstwie, jak i w domu sprawował władzę absolutną. Posądzanych o wybujałe ambicje wojewodów kazał ścinać bez mrugnięcia okiem. Ponieważ jego gniew nie znał granic, cały płocki dwór żył w ciągłym strachu przed diabelskim szałem, który wstępował w księcia domagającego się daniny krwi.

Wikimedia Commons/Arianus

SiemowitI – po śmierci ojca wdał się w długotrwałą wojnę z braćmi o podział spadku. Książę musiał pogodzić się z utratą części ojcowizny, ale spór między nimi nigdy nie wygasł. Gnębiony przez najazdy pogańskich Jaćwingów zawarł pakt z diabłem i stał się sojusznikiem Krzyżaków w ich wyprawach na pogan. Zginął zdradzony przez własnych dworzan z rąk litewskich najeźdźców.

Wikimedia Commons/Arthunter

Bolesław Jerzy II – jedyny przedstawiciel dynastii Piastów, który objął tron w księstwie halicko-wołyńskim. Swój sukces zawdzięczał wyjątkowo licznym związkom małżeńskim, jakie mazowieccy książęta zawierali z domem Rurykowiczów. Przyjeżdżając do Wołynia, trafił w gniazdowisko żmij. Niechętni mu ruscy bojarzy, wykorzystując sprawdzone wcześniej sposoby, upewnili się, że nie będzie rządził zbyt długo.

Piastowie małopolscy

Wywodzili się od Kazimierza Sprawiedliwego, który objął tron krakowski z woli tamtejszych dostojników. Zarówno założyciel linii, jak i jego potomkowie nie wyzwolili się już spod ich wpływu. Niepewni swojego panowania zawsze musieli się liczyć z możliwością buntu. Reszta Piastów zazdrościła im tytułu książąt zwierzchnich, dlatego nie mieli wśród kuzynów wielu przyjaciół. Bóg poskąpił im również męskich potomków, co dało początek walkom o „opiekę” nad małoletnimi książętami, a samą małopolską linię rodu doprowadziło do zniknięcia z kart historii.

Wikimedia Commons/Poznaniak

Leszek Biały – od najmłodszych lat pozostawał w cieniu władczej matki oraz współrządzących z nią regentów. Obejmując w końcu ster władzy, dowiódł jednak, że tytuł seniora należał mu się słusznie: prowadził wyprawy na Ruś i przeciw Prusom. Wedle legendy tak bardzo upodobał sobie piwo, że brak tego trunku w Ziemi Świętej odwiódł go od pomysłu udziału w wyprawie krzyżowej.

Wikimedia Commons/Stanmar

Bolesław Wstydliwy – decydujący wpływ na jego życie miały kobiety. Po śmierci ojca matka dokonywała cudów, by obronić małoletniego księcia przed zakusami potężniejszych kuzynów. Kosztem osobistych upokorzeń zapewniła mu nie tylko objęcie władzy w Krakowie, lecz także rękę księżniczki z potężnego rodu. Wskutek przeżyć w wieku dziecięcym książę wyrósł na człowieka uległego i zahukanego.

Wikimedia Commons/Kawaart

Święta Kinga – przed małżeństwem z Bolesławem nosiła imię Kunegunda i jako córka króla Węgier była kobietą o niezwykle szerokich horyzontach. Bajecznych rozmiarów posag, który przywiozła do Polski, pozwolił jej pozyskać niezbędnych w nowym domu sojuszników. Jako księżna aranżowała małżeństwa swoich sióstr, rozszerzając wpływy Węgier w Polsce. Złożywszy śluby czystości, przypieczętowała los małopolskiej linii rodu.

Piastowie kujawscy

Jako władcy na dorobku, a zarazem przedstawiciele najmłodszej linii królewskiego szczepu Piastów wyrastali w przekonaniu, że świat jest przeciw nim. Zaciekle walcząc o każdą, najmniejszą nawet piędź ziemi, zasłużyli sobie na opinię władców wiarołomnych i bezwzględnych. Ich zaprzysięgłymi wrogami byli mazowieccy kuzyni, ale ambicje książąt kujawskich wiodły ku Krakowowi. Wykorzystując wojny między potężniejszymi piastowskimi liniami, dowiedli, że żadne progi – włączając w to Wawel – nie są dla nich za wysokie.

Wikimedia Commons/Mathiasrex

Kazimierz konradowic – młodszy syn Konrada Mazowieckiego odziedziczył po ojcu temperament oraz żądzę władzy. Zapoczątkował linię Piastów kujawskich, wykrajając sobie księstwo z należnej bratu części ojcowizny. Rabowanie i zagarnianie cudzego mienia weszło mu w krew na tyle, że wyzbył się wszelkich skrupułów. Porwania na tle politycznym uczynił swoją ulubioną bronią – nie wyrzekł się jej nawet w obliczu kościelnej klątwy.

Wikimedia Commons/Stanmar

Leszek Czarny – książę o kruczoczarnych włosach i śniadej cerze, specjalizował się w wojnach z nieobliczalnymi przeciwnikami – Mongołami oraz Jaćwingami. Śmiałość na polu bitwy nie szła jednak w parze z odwagą wobec kobiet – Leszek wolał otaczać się mężczyznami, co stało się powodem głośnego w całym kraju skandalu. Pomówiony przez żonę, Gryfinę, o zawstydzającą niemoc leczył się, spożywając sproszkowane węże i jaszczurki.

Wikimedia Commons/Ausir

Władysław Łokietek – zaczynał jako ubogi książę na Brześciu Kujawskim i nic nie wskazywało, by miał odegrać jakąkolwiek większą rolę. Jego niepozorne ciało zamieszkiwała jednak siła woli człowieka gotowego zdeptać wszystko, co stanie mu na drodze. Napędzany ambicjami przetrwał wygnanie, przeżył wszystkich oponentów i odradzał się po każdej klęsce.

Polska w 1102 roku

Polska w 1138 roku

Polska w 1320 roku

Słowo wstępne

Sposób postrzegania przeszłości zależny jest nieuchronnie od sympatii i antypatii. W historii każdego kraju istnieją zatem momenty mniej lub bardziej lubiane, a epoki cieszące się niesłabnącą popularnością sąsiadują z czasami niemal całkowicie zapomnianymi. W tym sensie okres rozbicia dzielnicowego jawi się jako jeden z największych przegranych w historii Polski, na dobre bowiem zaciążyło nad nim przekonanie, że był to czas upadku. Ani rozpadające się na coraz mniejsze dzielnice państwo, ani dynastia złożona z kłótliwych książąt o rzekomo ograniczonych horyzontach nie budziły sympatii wśród miłośników historii i jej popularyzatorów.

Czasy rozbicia – traktowane jako mało chwalebny okres przejściowy między latami świetności państwa Mieszka I i Bolesława Chrobrego a odrodzonym królestwem Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego – stanowią tymczasem epokę bujnego rozkwitu dynastii Piastów. Różnorodność tradycji, jakie pozostawiły po sobie małopolska, wielkopolska, śląska, mazowiecka czy kujawska linia rodu, odcisnęła niezatarty ślad na dziejach Polski, wyróżniając je na tle dziejów innych państw.

Zanim czytelnik przystąpi do lektury, wypada zaznaczyć, że intencją autora nie było przedstawienie całościowej historii rozbicia dzielnicowego. Książka nie jest też dziełem naukowym ani podręcznikiem. Należy ją raczej traktować jako próbę eseistycznego uchwycenia zagadnień kluczowych dla zrozumienia tamtych czasów. To, co wydarzyło się między śmiercią Bolesława Krzywoustego w 1138 roku a koronacją Łokietka w 1320 roku – niemal dwieście lat historii Polski – zostało przedstawione w formie dziesięciu rozdziałów, omawiających najważniejsze problemy z punktu widzenia podzielonego kraju.

Pretekstem do pochylenia się nad różnymi kwestiami – począwszy od pozycji Piastów i pytania o ich ewentualnych konkurentów, poprzez zaangażowanie Kościoła w życie polityczne, spory biskupów z książętami, wojny międzydzielnicowe, na pozycji kobiet w hierarchii władzy skończywszy – będą głośne epizody, przedstawione na początku każdego rozdziału w formie literackiej scenki. Mają one, możliwie blisko trzymając się realiów epoki, wypełnić lukę między informacjami zawartymi w kronikach a tym, czego annaliści nie mogli napisać lub co nie budziło ich zainteresowania. Ułożone chronologicznie scenki – odtwarzające okoliczności oślepienia Zbigniewa, brata Krzywoustego, słynnego zjazdu w Łęczycy, bitwy pod Mozgawą, morderstwa Leszka Białego w Gąsawie, pokuty Bolesława Rogatki, sporu Gryfiny z Leszkiem Czarnym oraz koronacji Władysława Łokietka – składają się na obrazkową historię rozbicia dzielnicowego.

Centralnym zagadnieniem, przewijającym się przez wszystkie części książki, jest oczywiście samo rozbicie dzielnicowe wraz z jego krótko- i długoterminowymi skutkami. Na tle stosunków europejskich dezintegracja polityczna nie była w średniowieczu zjawiskiem wyjątkowym. Od połowy XI wieku monarchie patrymonialne zaczynały rozpadać się na coraz mniejsze organizmy. Kraj, traktowany jako osobisty majątek władcy, był dzielony między jego męskich dziedziców, a ambicje konkurujących ze sobą książąt, wspieranych przez formujące się rody możnowładcze, prowadziły do krwawych wojen o władzę. Ten właśnie scenariusz był realizowany zarówno w Czechach, jak i na Rusi Kijowskiej.

Okresy osłabienia, a chwilami nawet całkowitego zaniku władzy centralnej boleśnie dotykały również państwa Europy Zachodniej. W Anglii po śmierci króla Henryka I w 1135 roku doszło do faktycznego podziału państwa. Wyrazem anarchii, jaka wówczas nastała, była prawie dwudziestoletnia wojna domowa między siostrzeńcem zmarłego króla, Stefanem z Blois, a jego córką Matyldą.

Opisywane w książce wydarzenia rozpoczynają się na długo przed śmiercią Bolesława Krzywoustego w 1138 roku, którą tradycyjnie uznaje się za początek okresu rozbicia. W centrum konfliktu, narastającego w Polsce na przełomie XI i XII wieku, był spór o władzę między synami księcia Władysława Hermana: wspomnianym Bolesławem oraz Zbigniewem. Zakończona krwawym finałem wojna w decydujący sposób wpłynęła na późniejszą decyzję Krzywoustego o podziale kraju.

Fakt, że los obdarował go tak licznym męskim potomstwem, wymagał zastosowania nadzwyczajnych środków. Ustawa sukcesyjna, zwana również testamentem Krzywoustego, do dziś uznawana za przyczynę wszystkich nieszczęść, jakie spadały na Polskę przez kolejnych dwieście lat, była desperacką próbą ratowania kraju przed wojną domową. Seniorat, ustanawiający władzę najstarszego z braci nad pozostałymi członkami rodu, miał burzliwe dzieje. Synowie Bolesława nie zawsze zgodnie współpracowali, ale prestiż księcia zwierzchniego wciąż wiele znaczył.

Wraz ze śmiercią Mieszka Starego w 1202 roku odeszło pokolenie dziedziców Krzywoustego. Na arenę dziejów wstąpili zaś ich następcy, dając początek generacji silnych książąt dzielnicowych pokroju Henryka Brodatego, Leszka Białego czy Konrada Mazowieckiego. Każdy z nich przyczynił się do stopniowego osłabienia instytucji senioratu, który z chwilą morderstwa Leszka Białego w 1227 roku oficjalnie przestał istnieć.

Znaczącym etapem w dziejach rozbicia dzielnicowego była próba zjednoczenia Polski pod przywództwem Henryków śląskich. Ich niedoszła „monarchia” składała się z terytorium Śląska, części Wielkopolski oraz Małopolski i przez kilka lat była najpotężniejszym organizmem politycznym w kraju. Bitwa z Mongołami pod Legnicą w 1241 roku, zakończona śmiercią Henryka Pobożnego, położyła jednak kres marzeniom o odnowieniu monarchii.

Przez kolejnych kilka dekad, przypadających na połowę XIII wieku, rozdrobnienie polityczne znajdowało się w pełnym rozkwicie. Poszczególne linie rodu Piastów stale się rozrastały, wraz z nimi powiększała się liczba księstw, a idea obejmującej cały kraj silnej władzy centralnej wydawała się należeć do zamierzchłej przeszłości. Równocześnie w Polsce zachodziły procesy, które wkrótce odegrają decydującą rolę w zjednoczeniu. Wielkie znaczenie miał między innymi rozwój kultu Świętego Stanisława oraz związana z nim przepowiednia, że na wzór zrośniętych członków skazanego na śmierć biskupa zrośnie się także rozczłonkowany kraj. Kraków – jako miejsce pochówku świętego i główny ośrodek jego kultu, a zarazem siedziba książąt zwierzchnich – nabierał tym samym znaczenia politycznego, jako naturalna stolica przyszłego królestwa.

Drugie, równie silne centrum zjednoczeniowe wykształciło się w Wielkopolsce. Doniosłość kultu Świętego Wojciecha i prestiż arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, jako stolicy polskiego Kościoła, utorowały wywodzącemu się z Piastów wielkopolskich Przemysłowi II drogę do korony w 1295 roku.

Wkrótce okazało się, że chętnych do tytułu króla Polski jest więcej, a swoje roszczenia do korony zgłosili czescy Przemyślidzi. Po zamordowaniu Przemysła II w Rogoźnie Wacław II ogłosił się jego następcą i w 1300 roku został w Gnieźnie koronowany na króla. Na głównego przeciwnika wpływów czeskich w Polsce wyrósł wówczas Władysław Łokietek. Nieustępliwy książę długo walczył o zdobycie poparcia wielkopolskich oraz małopolskich dostojników. Zwieńczeniem tych starań była koronacja królewska w katedrze wawelskiej w 1320 roku, symbolicznie zamykająca okres rozbicia dzielnicowego.

Czasy podziału kraju, a następnie próby jego zjednoczenia z pewnością wymagają nowej, wszechstronnej interpretacji ze strony historyków. Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja samych Piastów: z punktu widzenia rodzimej dynastii rozbicie było okresem rozkwitu. Rozkwit ten miał oczywiście niezwykle burzliwe tło, wypełnione bratobójczymi wojnami i licznymi zbrodniami, a zarazem stanowi on niepowtarzalną okazję, by przyjrzeć się Piastom w różnych odsłonach. Każda linia po swojemu dostosowywała się do nowej rzeczywistości, mierząc się z ponadczasowymi pytaniami o sposób zachowania własnej tożsamości, przy jednoczesnym nadążaniu za zmieniającym się światem.

Także z perspektywy państwa okres rozbicia nie był wyłącznie czasem upadku. Choć Polska poniosła znaczące straty terytorialne, a jej prestiż na arenie międzynarodowej zmalał, zachodzące wewnątrz kraju zmiany miały fundamentalne znaczenie. Przeformułowaniu uległa idea samej monarchii i rządzących nią praw, dystans dzielący Piastów od ich poddanych uległ skróceniu i kształtowały się nowe praktyki polityczne, a ten, kto nie zdołał dostosować się do nowych warunków, wypadał z gry.

Dyktatorskie rządzenie wiedzą o przeszłości zalicza się do znanych i w gorzej niż smutny sposób skutecznych środków kierowania teraźniejszością.

— Paweł Jasienica „Rozważania o wojnie domowej”

Bolesław Krzywousty i Zbigniew (pośrodku) na obrazie Jana Matejki Przyjęcie Żydów (1096), XIX wiek.Wikimedia Commons/Mathiasrex

Polska roku Pańskiego 1112

Leżał skrępowany twarzą do ziemi. Było wilgotno. Zapach stęchlizny wskazywał na to, że jest w jakimś lochu. Nie słyszał głosów innych ludzi, a od kamiennych bloków odbijał się jedynie dźwięk łańcuchów. Oczy miał zawiązane, nie widział więc, kto go karmi ani co się z nim dzieje.

Godziny płynęły powoli. Ile czasu tu spędził? Noc? Dwie? Wciąż wspominał chwilę, w której wrócił na swoją ziemię zwiedziony braterską obietnicą, że włos mu z głowy nie spadnie. Kazał dąć w trąby i rozwinąć sztandary. Niesiono przed nim obnażony miecz. Być może zwiodła go pycha, bo będąc pokonanym, zachowywał się jak zwycięzca? Dlaczego nie przewidział, że zdradzi go własna krew? W jego rodzinie brat był przecież bratu wilkiem. Książęta z rodu Piasta krewnych nie potrzebowali…

Sprawca jego niewoli podglądał więźnia ukradkiem. Zagryzając wargi, wykrzywiał je w nerwowym grymasie, co nadawało jego chłopięcej wciąż twarzy zacięty wyraz. Miotał się między marzeniem o wielkości, przepowiedzianym mu przez matkę, a wspomnieniami płockiego dworu, kiedy brat był dlań wzorem i uczył go, jak utrzymać się w siodle albo podchodzić jelenie. Jeśli miał iść w ślady sławnych przodków, o których słuchał od piastunów, okrutny los musiał się ziścić. Rzucane przez ich ojca zaklęcia, by rządzili zgodnie, uznawał za rojenia słabego starca. Władza była w końcu niepodzielna, jak jeden był Bóg i jedno słońce na niebie.

Drewniane drzwi zaskrzypiały, a z półsnu wyrwały go zdyszane oddechy ludzkich piersi. Para mocnych ramion poderwała więźnia z ziemi i ścisnęła mu głowę jak w imadle. Pomyślał o sznurze, który zaciśnie się zaraz na jego gardle albo o ostrzu zanurzającym się między żebrami. Zamiast tego czyjeś palce rozwarły mu powieki, a ostatnie co zapamiętał, to metaliczny chłód żelaza przywierający do ciepłego oczodołu. Instynktownie rozwarł usta i dopiero po chwili w celi rozległo się jakby głębokie, przeciągłe stęknięcie. Ciało rozluźniło się i nastąpiła cisza.

Nagle wszystko się zmieniło. Wcześniej był synem wielkiego księcia, władcą połowy Polski i stronnikiem cesarza, a teraz stał się przebranym w łachmany bękartem z przepaską na oczach skrywającą kalectwo.

Rozdział 1

Kain i Abel z rodu Piasta

Wydarzenia, o których mowa, rozegrały się około 1112 roku, wyznaczając finał dramatycznej rywalizacji między Bolesławem i Zbigniewem, synami księcia Władysława Hermana. Od tamtej chwili oślepiony Zbigniew przestał się liczyć w walce o władzę, a jego brat mógł sobie podporządkować cały kraj, który trzymał w żelaznym uścisku przez kolejne ćwierć wieku. Bolesław nie poprzestał zresztą na okaleczeniu brata. Później stosował tę karę również wobec innych przeciwników politycznych.

Nie inaczej postąpił w 1003 roku jego przodek i imiennik Bolesław Chrobry, który zaprosił do siebie księcia czeskiego Bolesława Rudego, po czym kazał go uwięzić i oślepić. Eliminując w ten sposób kandydata do tronu w Pradze, Chrobry ogłosił się wkrótce księciem Czech. W średniowiecznej Europie bratobójstwo w łonie dynastii panującej nie było niczym niezwykłym. Polska również nie odbiegała od „normy”. Nie na darmo Paweł Jasienica porównywał Piastów do królów Anglii, pisząc, że ci ostatni „od diabła się wywodzili i z diabłów wcielonych się składali”1.

Podobnie z rywalami do tronu obchodzili się nasi sąsiedzi. Powieść minionych lat tak opisuje karę, na jaką książę kijowski Świętopełk II skazał księcia trembowelskiego Wasylka Rościsławowicza: „I przystąpił Torczyn, imieniem Berendy, owczarz Światopełkowy, dzierżąc nóż i chcąc uderzyć w oko, i chybił oko i przeciął mu lice, i jest rana ta na Wasylku i teraz. I potem uderzył go w oko, i wyjął źrenice, i potem w drugie oko, i wyjął drugą źrenicę. I był on w tym czasie jak martwy”2. Powyższe wypadki musiały wywrzeć na autorze Powieści... silne wrażenie, skoro zrelacjonował je tak szczegółowo. Jeśli zaś chodzi o wykonywanie tej okrutnej kary, istniały na to dwa sposoby. Pierwszy polegał na wypaleniu źrenicy rozgrzanym do czerwoności prętem lub końcówką miecza. W drugim przypadku stosowano nie mniej brutalną metodę „wydarcia oczu” za pomocą specjalnych cęgów. Zmuszano skazańca, aby otworzył oczy, a gdy stawiał opór, wyrywano mu gałki oczne wraz z powiekami.

Przypadek oślepienia Zbigniewa – choć drastyczny – nie miał jednak nic wspólnego z sadyzmem. Nie był również aktem zemsty dokonanej w przypływie szału. Bolesław kierował się zimną kalkulacją oraz średniowiecznym wyobrażeniem na temat zasłużonej kary. Aby zrozumieć jej moralny wymiar, należy się odwołać do realiów epoki, w której żyli obaj bracia. W wiekach średnich wygląd i cechy fizyczne miały ogromne znaczenie – zwłaszcza dla warstwy panującej. Ideał średniowiecznego władcy odnosił się zarówno do przymiotów charakteru, jak i do cech fizycznych, więc wszelkie ułomności ciała stanowiły przeszkodę w sprawowaniu władzy i były argumentem w sporze politycznym. Jeśli pretendent w walce o władzę został pokonany i oślepiony, to średniowieczna praktyka polityczna nakazywała uznać jego roszczenia za bezprawne. Stąd tak wielkie znaczenie wzroku, którego odebranie uważano za karę boską.

W praktyce średniowiecznej oślepienie było jednym z najbardziej skutecznych sposobów na trwałe wyeliminowanie kontrkandydata z gry o władzę. Historia zna jednak odstępstwa od tej reguły. W Królestwie Węgier, rządzonym przez waleczną dynastię Arpadów, doszło do wypadków bliźniaczo podobnych do sprawy Zbigniewa. Król Koloman, aby zapewnić sukcesję swojemu synowi, kazał wyłupić oczy własnemu bratu Almosowi i jego synowi Beli. Co ciekawe, do kaźni doszło około 1115 roku, niedługo po pobycie na Węgrzech księcia Bolesława, odbywającego pokutną pielgrzymkę do grobu Świętego Idziego w Somogyvár. Nie wiadomo, czy Koloman i Bolesław, którzy byli bliskimi sojusznikami, rozmawiali wówczas o tym, jak Piast postąpił z własnym bratem. Trudno jednak uwierzyć, aby sprawa Zbigniewa została przemilczana, tym bardziej że czyn Bolesława zyskał rozgłos wśród naszych sąsiadów.

Oślepienie księcia Almosa i jego syna Beli. Ilustracja z węgierskiej Kroniki ilustrowanej, XIV wiek.Wikimedia Commons/Tabularius

Tak czy inaczej Koloman, pod pretekstem wykrycia rzekomego spisku, kazał uwięzić Almosa i jego syna, oślepić ich, a potem wykastrować. Na szczęście tej ostatniej kaźni udało się uniknąć. Człowiek, który miał pozbawić młodego Belę męskości, nie ośmielił się ponoć okaleczyć osoby z królewskiego rodu. Zamiast tego, jak podaje węgierska Kronika ilustrowana, wykastrował psa, i to jego jądra odesłał Kolomanowi w dowód, że wykonał zadanie. Przez kolejne kilkanaście lat Bela żył w ukryciu w klasztorze Benedyktynów w Pécsvárad. Jego los odmienił się w 1131 roku, gdy po śmierci następcy Kolomana, króla Stefana II, mógł wstąpić na tron.

Koronacja okaleczonego członka dynastii była w średniowieczu czymś niespotykanym. Mimo to Bela, który otrzymał przydomek „Ślepy”, rządził Madziarami przez kolejnych dziesięć lat. Niewątpliwie miał wiele szczęścia – bez porównania więcej niż nieszczęsny Zbigniew.

Zbrodnia i kara

Losy Bolesława i Zbigniewa od najwcześniejszych lat splotły się w tragicznym uścisku. Zbigniew do dziś pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych, a przez to mało znanych przedstawicieli piastowskiej dynastii. Określenia: „znajda”, „bękart”, „bastard”, „intruz”, „wichrzyciel” to tylko niektóre z epitetów, jakimi obdarzyła go polska historiografia. Kronikarze i historycy umyślnie przedstawiali Zbigniewa jako notorycznego buntownika i zdrajcę zagrażającego „trwałości państwa”. Robili to, zapominając, że był on pełnoprawnym (choć pochodzącym z niedynastycznego związku) członkiem rodu panującego oraz współrządcą kraju.

Bolesław z kolei przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych Piastów. Gall zwany Anonimem nazwał go „Synem Marsa”, natomiast mistrz Wincenty Kadłubek pisał: „Tygrysa syn, lew srogi, smok ziejący ogniem, piorunowy grot”. Ten rażący brak równowagi w ocenie obu książąt to w dużej mierze wynik starej mądrości, że historia jest opowieścią pisaną przez zwycięzców. Skoro Bolesław wyszedł z bratobójczej wojny jako triumfator, kronikarze zwykle brali jego stronę. Ponadto Gall pisał kronikę na dworze Krzywoustego, konsekwentnie pomijając wszelkie niewygodne dla swojego chlebodawcy sprawki.

Bracia od samego początku nie byli traktowani równo. Urodzony między 1070 a 1073 rokiem Zbigniew żył naznaczony piętnem inności, a imię, które nosił, nigdy przedtem nie pojawiło się wśród Piastów. Jego pochodzenie jest starosłowiańskie; „Zbigniew” (lub Zbygniew) oznacza tego, który zbyt często się gniewa lub tego, który powinien pozbyć się gniewu. Badacze przypuszczają, że imię to znamionowało syna, który nie pochodził ze związku dynastycznego, a co za tym idzie – nie miał praw do dziedziczenia po ojcu. Gall Anonim nazywał Zbigniewa „zrodzonym z nałożnicy”. Z kolei w Kronice wielkopolskiej, w wersji Sędziwoja z Czechła, pojawiła się informacja, że jego matka pochodziła z Prawdziców – rodu rycerskiego mieszkającego na Mazowszu, a więc w dzielnicy, w której Władysław Herman spędził większość swojego życia. Niedynastyczne pochodzenie wybranki księcia mogło mieć decydujący wpływ na to, że ich związek nie został pobłogosławiony przez Kościół. Warto przy tym dodać, że w ówczesnej Polsce ślubny ceremoniał kościelny nie był jeszcze powszechny; nie zależała również od niego legalność potomstwa. Stąd też pierworodny syn, nawet z takiego nieoficjalnego małżeństwa, w świetle piastowskiego obyczaju był prawowitym członkiem rodziny książęcej, ze wszystkimi należnymi mu przywilejami dynastycznymi.

Z kolei „Bolesław” to wśród Piastów imię szczególne. Przed Krzywoustym nosili je polscy królowie: Bolesław I zwany Chrobrym oraz Bolesław II nazywany Śmiałym. Obaj zostawili po sobie sławę wielkich wodzów i zdobywców, choć nie zawsze roztropnych polityków. Bolesław Śmiały – stryj Krzywoustego – po morderstwie biskupa krakowskiego Stanisława w 1079 roku stracił tron i musiał uchodzić na Węgry. Ojciec Bolesława, Władysław Herman, został wyniesiony do władzy przez przeciwników brata, wśród których prym wiódł niejaki Sieciech, o którym będzie jeszcze mowa. Najprawdopodobniej właśnie wtedy nieznana bliżej matka Zbigniewa została odprawiona, a Władysław Herman wziął ślub z Judytą, córką Wratysława, przyszłego króla Czech. Małżeństwo było układem na wskroś politycznym – nowy polski książę zyskiwał dzięki niemu ważnego sojusznika na południu.

Niewiele można powiedzieć – a raczej zgoła nic – na temat wyglądu Zbigniewa. Józef Ignacy Kraszewski na kartach swojej powieści Królewscy synowie opisał go jako młodzieńca „niezgrabnego […] z twarzą długą, bladą, odstraszającą, na której malowała się zwierzęca niemal radość jakaś rozszalała”3. Z kolei Jan Matejko na obrazie Przyjęcie Żydów z 1889 roku ukazał Zbigniewa jako rosłego mężczyznę o ciemnej karnacji i przebiegłym spojrzeniu.

Interesujące cechy fizyczne można za to przypisać Bolesławowi. Na podstawie badań szczątków kostnych Krzywoustego z katedry płockiej wiadomo, że nie był on wzorem jasnowłosego Słowianina – obdarzony średnim wzrostem, cerę miał śniadą, a włosy ciemne. Wygląd mógł odziedziczyć po domniemanej prababce Greczynce, czyli Annie Porfirogenetce, siostrze cesarza Bizancjum Bazylego II.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że śmierć towarzyszyła Bolesławowi właściwie od kołyski. Niedługo po jego narodzinach, datowanych na rok 1086, zamordowano Mieszka – syna Bolesława Śmiałego, któremu Herman zezwolił na powrót do kraju z wygnania na Węgrzech. W chwili, kiedy narodził się mały Bolesław – prawowity syn, Mieszko stał się rywalem, którego tolerować było niepodobna.

Młody Mieszko zginął – najprawdopodobniej otruty – w Krakowie. Gall Anonim napisał: „powiadają mianowicie, że jacyś wrogowie z obawy, by krzywdy ojca nie pomścił, trucizną zgładzili tak pięknie zapowiadającego się chłopca”4. Spory o to, czy inspiratorem zbrodni był Władysław Herman, trwają do dziś. Nie sposób jednoznacznie o tym przesądzić, choć – jak wiadomo – Piastom daleko było do miana kochającej się rodziny...

Po usunięciu Mieszka na drodze Bolesława do sukcesji stał już tylko Zbigniew. Wkrótce dwór Władysława Hermana w Płocku okazał się zbyt mały dla dwóch dorastających książąt. Zbigniewa odesłano więc do klasztoru w Kwedlinburgu. Decyzja o umieszczeniu go za klasztornymi murami nosi wszelkie znamiona wygnania, a dorastający książę bez wątpienia mógł się czuć zdradzony przez ojca, w którego otoczeniu spędził większą część dotychczasowego życia.

Los przeznaczonego nagle do stanu duchownego Zbigniewa zdecydowanie kontrastuje z tym, co wiadomo o młodych latach Bolesława. Według informacji źródłowych już jako chłopiec, pod okiem swojego opiekuna Sieciecha, chodził na wyprawy wojenne, między innymi na Pomorze, gdzie „takimi siłami obległ gród Międzyrzecze i z taką gwałtownością doń szturmował, że w kilku dniach zmusił jego załogę do poddania się”5.

Wkrótce jednak i do Zbigniewa uśmiechnęło się szczęście. Był to czas, kiedy między księciem czeskim Brzetysławem II a Władysławem Hermanem zaognił się konflikt o Śląsk. Gdy polski książę odmówił płacenia Pradze trybutu z tej prowincji, Brzetysław zaplanował wyprawę i aby nadać swoim roszczeniom większą wagę, wystąpił w roli obrońcy praw Zbigniewa. Ponadto Czesi od jakiegoś już czasu oferowali schronienie emigrantom politycznym, przeciwnikom rządów Hermana i jego wszechwładnego palatyna Sieciecha. Jak pisze Gall, utrzymywana przez Brzetysława opozycja „z czeską chytrością wynajęła jakichś ludzi, którzy po kryjomu wydobyli Zbigniewa z klasztoru”6. W 1093 roku ze Zbigniewem na czele ruszyli oni na Śląsk, do Wrocławia. Tam po ich stronie opowiedzieli się komes wrocławski Magnus oraz część rycerstwa.

Nie ma wątpliwości, że w Polsce zaczął się wówczas kształtować obóz polityczny, niezadowolony z rosnącej pozycji Sieciecha i ulegającego mu Hermana. Przez najbliższe lata ludzie ci mieli wykorzystywać ambicje juniorów – Zbigniewa, a wkrótce także Bolesława – przeciw ojcu. Targi o podział państwa trwały do 1099 roku i zakończyły się podzieleniem kraju, z zachowaniem przez Hermana władzy zwierzchniej. Zbigniew otrzymał Wielkopolskę, Bolesław zaś Śląsk. Ojciec natomiast zachował dla siebie Małopolskę i Mazowsze. Największym jednak sukcesem zbuntowanych książąt było definitywne odsunięcie palatyna Sieciecha od spraw państwa. Bracia stali się współrządcami kraju.

Punktem granicznym, wyznaczającym koniec ich przymierza, była śmierć Hermana, która nastąpiła w Płocku 4 czerwca 1102 roku. Już wtedy stosunki między Zbigniewem i Bolesławem nie układały się najlepiej. Jeśli wierzyć Gallowi, „zanim jeszcze pochowali ojca, doszło między nimi do wielkiego sporu o podział skarbów i królestwa”7. Przed zakończeniem okresu żałoby bracia skoczyli sobie do gardeł. Obaj chętnie sięgali po wsparcie z zagranicy. Bolesław, żeniąc się ze Zbysławą, córką Świętopełka II, wielkiego księcia kijowskiego, zapewnił sobie pokój od Wschodu i dodatkowo zawarł przymierze z Kolomanem węgierskim. Czesi z kolei wspierali Zbigniewa. Bardziej energiczny Bolesław, wykorzystując popularność swoich wypraw przeciw pogańskim Pomorzanom, stopniowo odbierał bratu poparcie wśród rycerstwa. Do 1107 roku pozbawił go władzy wszędzie poza Mazowszem, a następnie wygnał z kraju.

Przedstawienie Bolesława Krzywoustego z Kroniki sarmacji europejskiej, XVI wiek.Wikimedia Commons/Mathiasrex

Zbigniew nie dał jednak za wygraną. Przyparty do muru, odwołał się do siły w tej części Europy decydującej – króla niemieckiego Henryka V. Z punktu widzenia władcy Niemiec udzielenie poparcia wygnańcowi było niezwykle korzystne, dawało mu bowiem widoki na zyskanie wpływów politycznych nad Wisłą. Zanim wyruszył w pole, wysłał do Bolesława posłów z żądaniem przywrócenia podziału kraju między braci, rocznego trybutu oraz trzystu rycerzy. Przyjęcie tych warunków oznaczałoby uznanie zwierzchnictwa Henryka. Odpowiedź Krzywoustego była krótka, całkowicie odmowna i kończyła się słowami: „Bacz zatem, komu grozisz: jeśli zaczniesz wojnę, znajdziesz ją”8. Wielka ekspedycja króla Niemiec przeciw Polsce wyruszyła latem 1109 roku. Główne uderzenie spadło na Śląsk. Henrykowi nie udało się zdobyć ani Głogowa, ani Wrocławia, i wkrótce, nękany nieustannymi atakami podjazdowymi wojsk Bolesława, wycofał się z Polski.

Zbigniew tymczasem udał się na dwór czeski i wspierany przez gospodarzy, prowadził stamtąd wypady na Śląsk. Bolesław nie pozostał dłużny i dwukrotnie wyprawił się na Czechy. W 1110 roku zwyciężył w bitwie pod Trutiną. Na trwałe opanowanie Pragi nie miał jednak siły, więc przeszedł na drogę dyplomacji. Na mocy układu zawartego między Krzywoustym a Władysławem czeskim postanowiono, że Zbigniew wróci do kraju, gdzie otrzyma odpowiednie uposażenie. Pojednaniu towarzyszyć musiała przysięga wierności złożona bratu przez księcia Bolesława, na co wskazuje czeski kronikarz Kosmas. Przysięga miała wymiar sakralny i najpewniej została złożona w kościele.

O dramatycznych wydarzeniach, jakie nastąpiły w 1112 roku, niewiele wiadomo. Z oczywistych względów najmniej informacji przekazał Gall, który sugerował, że „za podszeptem ludzi głupich”9 powracający do ojczyzny Zbigniew sprowokował zuchwałością zwycięskiego Bolesława. Ten zaś „uniesiony zapalczywością popełnił jakiś występek”10. Eufemizm ten jest bardziej niż dwuznaczny, zwłaszcza że owa „zapalczywość” kosztowała Zbigniewa życie. Nieco więcej informacji o okolicznościach, w jakich miało dojść do zbrodni, przekazał Kosmas. Czeski kronikarz nie miał wątpliwości, że Bolesław wszystko zaplanował i przysięgą wierności uśpił czujność Zbigniewa po to, by go zgładzić.

Opis orszaku Zbigniewa udającego się do Bolesława oraz zawarte w nim charakterystyczne elementy, jak niesienie przed księciem miecza (który to zaszczyt przysługiwał tylko panującym) czy obecność muzykantów prowadzą do wniosku, że pojednanie miało uroczysty charakter, a Zbigniew nie spodziewał się losu, jaki miał go spotkać. Późniejsi zwolennicy Bolesława uznali, że ten właśnie triumfalny wjazd wygnańca w granice Polski sprowokował Krzywoustego do zbrodni.

Niespodziewana kaźń na bracie wywołała oburzenie w kraju oraz rozjątrzyła sprzyjających Zbigniewowi możnych i duchownych. Złamanie przysięgi nawet wobec wroga było godne potępienia. W średniowieczu krzywoprzysięstwo przyrównywano do bluźnierstwa dokonanego w obliczu Boga, co bez wątpienia podważało autorytet władcy. Nad Bolesławem zawisła groźba buntu, jakiego doświadczył król Bolesław Śmiały po zgładzeniu biskupa Stanisława. Aby do niego nie dopuścić, książę musiał odprawić surową pokutę: przywdział włosienicę, przez czterdzieści dni pościł, dawał kościołom bogate dary, wybrał się na pielgrzymkę do opactwa Świętego Idziego w Somogyvár na Węgrzech, a wracając, oddał cześć relikwiom Świętego Wojciecha w Gnieźnie. Ostentacyjna pokuta była z jednej strony spektaklem obliczonym na ukazanie księcia szerokim kręgom poddanych jako pokutnika i wykreowanie jego korzystnego wizerunku. Z drugiej zaś stanowiła rodzaj ubezpieczenia: nawet przy największym wzburzeniu nie wypadało napadać czy podejmować wrogich działań wobec księcia odbywającego akt pokuty – bezbronnego, przebywającego w otoczeniu duchowieństwa. Bolesław, jak na polityka przystało, poszedł więc do polskiej Canossy i... uniknął losu stryja.

Tamte wypadki długo jeszcze odbijały się echem w dziejach Polski, a ich oddźwięk odnaleźć można w przydomku Bolesława. Najstarsi kronikarze, Gall czy mistrz Wincenty Kadłubek, milczą na temat pochodzenia miana „Krzywousty”. Nic dziwnego. Nie wypadało oficjalnie używać określenia nawiązującego do fizycznej ułomności władcy, jeśli na przykład nie była ona wynikiem ran odniesionych na polu bitwy lub na polowaniu. Wcześniej uważano, powtarzając za Janem Długoszem, że Bolesław został nazwany „Krzywoustym” z uwagi na złośliwy wrzód, który jeszcze w dzieciństwie wykrzywił mu usta. Pewnym potwierdzeniem tej tezy było odkrycie w podziemiach katedry płockiej w latach siedemdziesiątych XX wieku purpurowej trumny ze szczątkami kilkunastu osób, różnej płci i wieku. Jak dowiodły późniejsze badania, były to szczątki szesnastu mężczyzn i jednej kobiety. Miały to być kości Piastów, chowanych przez wieki w płockiej świątyni. Największą sensację wzbudziła dobrze zachowana czaszka mężczyzny, z wyraźną deformacją w postaci znacznego stopnia asymetrii twarzy. Biegli specjaliści z zakresu medycyny określili ją jako „hipoplazję kłykcia stawowego żuchwy”11, która najpewniej powstała wskutek komplikacji podczas porodu. Część badaczy od razu uznała, że krzywousta czaszka musiała należeć do Bolesława. Nie dało się jednak tego dowieść ze stuprocentową pewnością. To z kolei skłoniło innych naukowców do przyjęcia tezy o moralnym, nie zaś fizycznym pochodzeniu określenia „Krzywousty”. Wskazują oni, że oślepienie brata było nie tylko ciężkim grzechem, ale przede wszystkim aktem krzywoprzysięstwa. Bolesław złamał zaprzysiężone warunki pojednania ze Zbigniewem, gdy pogwałcił gwarancje bezpieczeństwa, jakie musiał mu dać przy wjeździe do Polski, i za ten czyn nadano mu mało pochlebny przydomek.

Dalsze losy Zbigniewa otacza tajemnica. Nie wiadomo, czy przeżył oślepienie. Gall co prawda pisze, że Bolesław uczynił zadość swojej zbrodni i pogodził się z bratem, ale jest też prawdopodobne, że wspomniał o tym, aby wybielić swojego patrona. Nieco światła na dalsze losy oślepionego księcia rzuca nekrolog klasztoru benedyktyńskiego w Lubiniu, w którym odnotowano śmierć mnicha imieniem Zbigniew. W historiografii funkcjonuje również teza o rzekomym małżeństwie i potomstwie księcia. Informacja przekazana przez Kronikę wielkopolską nie zyskała jednak uznania historyków, chociaż została z powodzeniem wykorzystana przez Zygmunta Krasińskiego w jego młodzieńczej powieści Władysław Herman i jego dwór.

Między wojną a podziałem

Usuwając Zbigniewa, Bolesław postąpił niehonorowo, ale osiągnął cel polityczny. Po raz pierwszy w życiu nie miał rywali wewnątrz własnego rodu. Chociaż liczył wówczas zaledwie dwadzieścia sześć lat, większą część dorosłego życia spędził na walce o władzę. W rzeczywistości od 1079 roku, czyli od wygnania z kraju Bolesława Śmiałego, do 1112 roku, a więc do momentu oślepienia Zbigniewa, w Polsce toczyła się niemal nieustanna wojna domowa, którą właśnie udało mu się zakończyć. Niemniej zbrodnia, jakiej dopuścił się wobec brata, i pamięć o długotrwałym konflikcie w łonie dynastii w decydujący sposób wpłynęły na jego późniejszą decyzję o podziale kraju.

Kolejne dwadzieścia pięć lat rządów Krzywoustego było ważnym okresem dla Polski, a osobowość księcia, który charyzmą przyćmiewał wszystkich mu współczesnych, kształtowała sytuację w kraju. Bolesław nie spoczywał ani na chwilę, wciąż gonił za nowymi zdobyczami, wyglądając przeciwnika, którego mógłby pokonać. Jak meteor przemierzał kraj wzdłuż i wszerz, od Bałtyku po Karpaty, a jego niespożyta energia nie przestaje zadziwiać nawet dzisiaj. W ciągu zaledwie pięciu dni potrafił przejść z całą armią, prowadząc ją przez moczary i bezdroża, spod Głogowa na samo wybrzeże, a potem, szóstego dnia, uderzyć z nią na Kołobrzeg. Wojownikiem i wodzem był znakomitym. Przypisuje mu się udział w czterdziestu siedmiu potyczkach i bitwach. Nie ma też powodu, by wątpić w osobistą odwagę Bolesława – według Galla podczas jednej tylko wyprawy wojennej otrzymał on tyle uderzeń w pancerz i szyszak, że „ciało jego pełne kontuzji przez wiele dni dawało świadectwo odebranych ciosów”12.

Książę z pewnością słabości nie tolerował. W 1132 roku, podczas niefortunnej interwencji na Węgrzech, jego wojska doznały porażki w starciu ze znacznie silniejszym przeciwnikiem nad rzeką Sajó. W trakcie bitwy zdezerterował pewien polski dostojnik. Po powrocie do kraju Bolesław przesłał tchórzliwemu rycerzowi trzy dary: kądziel, wrzeciono i skórki zajęcze. Kądziel oznaczała niewiastę, wrzeciono – łgarza, a zając – tchórza. Poniżony nieszczęśnik ukręcił sznur z konopi i powiesił się na nim13.

Pozostałości opactwa św. Idziego w Somogyvár, gdzie udał się Bolesław, aby odpokutować zbrodnię na bracie.Wikimedia Commons/Csanády

Niespożyta energia księcia powodowała jednocześnie zagrożenie dla ciągłości dynastii. Głównej linii Piastów groziło wówczas wymarcie – jedynym dziedzicem Krzywoustego był urodzony około 1105 roku Władysław. Jego matka – księżniczka ruska Zbysława – zmarła, zanim chłopiec ukończył dziesięć lat. Bolesław zawarł więc nowe małżeństwo z Salomeą, córką hrabiego Bergu. Los szybko obdarzył go potomkiem – w 1115 bądź 1116 roku na świat przyszedł Leszek. Ten moment miał ogromne znaczenie dla późniejszych wydarzeń, zwłaszcza dla sprawy sukcesji. Krzywousty dostrzegł, jak historia zatacza koło. W piastowskim gnieździe po raz kolejny pojawiło się dwóch braci z różnych matek – kandydatów do władzy w państwie. Książę wiedział, że musi ustalić porządek dziedziczenia, aby Władysław i Leszek uniknęli losu, jaki stał się udziałem jego i Zbigniewa. I tutaj prawdopodobnie należy szukać genezy aktu sukcesyjnego zwanego testamentem Krzywoustego.

Najpewniej już wtedy, około 1116 lub 1117 roku, Krzywousty ogłosił przedstawicielom największych rodów oraz duchowieństwu swoją wolę, zgodnie z którą każdy z jego synów otrzyma w przyszłości w zarząd własną dzielnicę i żaden nie zostanie wydziedziczony. Stanie się tak pod jednym wszakże warunkiem – najstarszy będzie księciem zwierzchnim. Decyzję księcia ogłoszono zapewne na wiecu rycerstwa, a możni mieli zaprzysiąc, że starszy, a potem zawsze najstarszy w rodzie, będzie przez nich uznany za władcę zwierzchniego (princepsa). Autorem tezy o pierwszej próbie ustanowienia zasady senioratu na wiecu bożonarodzeniowym w 1117 roku jest prof. Janusz Bieniak, który powiązał wspomniane wydarzenia z buntem wojewody Skarbimira, jaki wybuchł najpewniej na początku 1118 roku. Odmawiając zaprzysiężenia postanowień księcia, Skarbimir – do tej pory jego wierny stronnik – nie godził się na ograniczenie wpływu możnych na obsadzenie polskiego tronu. Konflikt wojewody z Bolesławem miał gwałtowny przebieg i jeszcze będzie o nim mowa.

W późniejszych latach sytuacja Bolesława skomplikowała się jeszcze bardziej. Los obdarował go bowiem licznym potomstwem – z dwóch małżeństw doczekał w sumie siedmiu synów i co najmniej pięciu córek (z małżeństwa z Salomeą). Spośród chłopców aż pięciu – Władysław (późniejszy Wygnaniec), Bolesław (późniejszy Kędzierzawy), Mieszko (zwany później Starym), Henryk (Sandomierski) oraz Kazimierz (Sprawiedliwy) – osiągnęło wiek dojrzały, przez co stali się oni częścią politycznej układanki. Warto również dodać, że żaden Piast przed Bolesławem nie pomyślał o uregulowaniu kwestii sukcesji. Nie pomyślał, ponieważ żaden z nich nie miał tylu męskich potomków. Dotychczasowa praktyka sukcesyjna wewnątrz rodu panującego wynikała z pojmowania państwa jako prywatnej własności dynastii. Karol Maleczyński w biografii Bolesława Krzywoustego pisze, że „w ówczesnym rozumieniu sprawę sukcesji na tron traktowano, jakby to był spadek osoby prywatnej, która w myśl zwyczajowego prawa spadkowego nie mogła nikogo z najbliższych krewnych pominąć przy spadkobraniu”14. Zwyczaj ten ograniczał się więc do wyznaczenia książęcym braciom dzielnic, ale skoro żaden nie przeżył seniora, państwo zachowywało spójność i w całości przekazywano je następcy. W przypadku swoich synów Bolesław nie mógł liczyć na takie rozwiązanie, stąd pojawiła się potrzeba ustalenia jasnych reguł sukcesji.

W całej ówczesnej Europie sprawa następstwa tronu nastręczała panującym kłopotów. Zasada senioratu od dawna i z powodzeniem funkcjonowała w Czechach. W 1055 roku Brzetysław postanowił, że każdy kolejny najstarszy przedstawiciel rodu Przemyślidów automatycznie będzie otrzymywał tytuł księcia praskiego, czyli zwierzchnika potencjalnych juniorów. Tym ostatnim z kolei wyznaczano dzielnice na tyle małe (z reguły na Morawach), że jedność państwa nie była zagrożona. Co ciekawe, testament Brzetysława przewidywał pewną rolę w wyznaczaniu następcy dla innych uczestników życia politycznego, wywodzących się spoza dynastii panującej. Do elekcji zostały częściowo dopuszczone rosnące w siłę rody rycerskie podobnie jak w królestwie niemieckim, gdzie – mimo dziedziczności tronu – elekcji władcy dokonywali książęta elektorzy. Na Rusi z kolei zasadę senioratu wprowadził książę Jarosław Mądry. Zgodnie z nią seniorem był każdy kolejny książę kijowski. Obalono ją jednak bardzo szybko, podczas zjazdu książąt w Lubeczu w 1097 roku – od tego momentu w każdej dzielnicy miała dziedzicznie panować jedna linia rodu. W efekcie w ciągu jednego stulecia Ruś rozpadła się na kilkadziesiąt księstw, rządzonych przez tyle samo skonfliktowanych ze sobą linii Rurykowiczów. Zwierzchność wielkiego księcia kijowskiego stała się wyłącznie nominalna15.

Śmierć Bolesława Krzywoustego ukazana na obrazie Józefa Peszki, XIX wiek.Wikimedia Commons/Mareczko

Słabość polityki sukcesyjnej sąsiadów musiała być znana Bolesławowi. Aby jego postanowienia miały szansę przetrwać próbę czasu, postarał się przede wszystkim o to, by dokument został sporządzony na piśmie (choć do dziś historycy mają na ten temat różne opinie) i miał charakter publiczny. Dodatkowo, dla podniesienia prestiżu swoich decyzji, książę zadbał o poparcie Stolicy Apostolskiej i przesłał tekst ustawy sukcesyjnej do Watykanu (samo pismo niestety się nie zachowało). Po trzecie wreszcie, w ostatnich dniach życia książę polecił przedstawicielom największych rodów zaprzysiąc postanowienia testamentu. W ten sposób ustanowił ich współtwórcami i opiekunami swojego dzieła. Teza o ogłoszeniu aktu sukcesyjnego na łożu śmierci została w naszej historii spopularyzowana przez Wincentego Kadłubka: „Gdy poczuł, że [los] żąda już od niego śmiertelnej powinności, poleca spisać dokumenty testamentowe”16.

Wkrótce po tych wydarzeniach, 28 października 1138 roku, Bolesław zmarł. Miał wówczas pięćdziesiąt dwa lata. Jego śmierć odbiła się w Europie szerokim echem. Odnotowały ją liczne źródła, zarówno polskie, jak i niemieckie, w których podkreślano zasługi Krzywoustego dla sprawy chrześcijaństwa.

Wiadomo z pewnością, że ustawa sukcesyjna, znana jako testament Krzywoustego, wprowadzała zasadę senioratu, według której władza zwierzchnia i stolica w Krakowie miały zawsze należeć do najstarszego w rodzie. Zasięg terytorialny dzielnic, ich liczba oraz to, na jakich zasadach mieli je dzierżyć synowie Bolesława, nadal pozostaje przedmiotem sporów i interpretacji historyków. Poza dyskusją pozostaje fakt, że Władysław, jako pierworodny syn i senior jednocześnie, otrzymał Kraków, Śląsk oraz niedawno zdobyte Pomorze. Bolesław miał dostać Mazowsze, Mieszkowi przypadła Wielkopolska, księżnej Salomei natomiast, choć nadal jest to kwestia podlegająca dyskusji, jako oprawę wdowią wydzielono ziemie łęczycką oraz sieradzką (stanowiła ona również uposażenie jej małoletnich synów: Henryka i Kazimierza).

Senior skupiał ponadto w swoich rękach całą politykę zagraniczną oraz posiadał inne przywileje przysługujące monarchom, między innymi prawo bicia monety, władzę sądowniczą (przynajmniej w sprawach najważniejszych), opiekę nad Kościołem. Przypuszczalnie według statutu w Polsce miały istnieć tylko cztery dzielnice i nie było w nim mowy o ich dzieleniu. Teza, że w wyznaczonych synom Bolesława dzielnicach miała obowiązywać zasada primogenitury, czyli dziedziczenia ojcowizny przez najstarszego potomka, wciąż jest przedmiotem dyskusji. O ile nie wiadomo, czy taki właśnie był zamysł Krzywoustego, o tyle z perspektywy czasu wydaje się to jedynym logicznym sposobem na utrzymanie jedności kraju. To, że działania Piastów poszły w zgoła odmiennym kierunku, jest zupełnie inną sprawą. Jej wyjaśnienie będzie zresztą celem kolejnych rozdziałów.

Czy istniało jakieś wyjście, które uchroniłoby Polskę przed chaosem rozdrobnienia? Drogą do ocalenia mogło być wskrzeszenie królestwa i ustanowienie primogenitury. Według tego scenariusza Krzywousty musiałby koronować się na króla i wyznaczyć na swojego następcę Władysława Wygnańca. Z różnych względów, o których będzie jeszcze mowa17, nie mógł tego uczynić. Przede wszystkim nie chciał zaogniać stosunków z Cesarstwem, zwłaszcza że miał wówczas przeszło pięćdziesiąt lat i stał nad grobem, a kraj był wyczerpany nieustannymi wojnami z Pomorzanami, Rusią, Węgrami i Czechami. Koronacja mogła również wywołać wzburzenie wśród możnych rodów, tak jak stało się to za czasów Mieszka II i Bolesława Śmiałego. Dziedziczenie władzy przez jednego przedstawiciela dynastii mogło się też nie spodobać młodszym książętom. Mając zatem wybór między pewną wojną domową i prawdopodobną interwencją cesarską a mniejszym złem w postaci niedoskonałego systemu senioratu – książę wybrał to ostatnie rozwiązanie.

Historia niesprawiedliwie obeszła się z Bolesławem. Osądzony jako ten, który bezmyślnie podzielił Polskę, powinien być raczej zapamiętany jako władca, który próbował ratować ją przed rozdrobnieniem i chciał narzucić – w ramach istniejących warunków – jakiś ład, który mógłby przetrwać próbę czasu. Szczerze wierzył, że uda się uniknąć kolejnej piastowskiej rzezi. Niestety, srodze się pomylił.

1 P. Jasienica, Polska Piastów, Warszawa 1986, s. 373.
2Powieść minionych lat, przeł. i oprac. F. Sielicki, Wrocław 1999, s. 205.
3 J.I. Kraszewski, Królewscy synowie, Kraków 1877, t. 1, s. 32.
4 Gall Anonim, Kronika polska, Wrocław 2003, s. 55.
5 Ibidem, s. 76.
6 Ibidem, s. 66.
7 Ibidem, s. 86.
8 Ibidem, s. 129.
9 Ibidem, s. 155.
10 Ibidem, s. 157.
11 E. Kowalczyk, Krzywousty – skaza fizyczna czy moralna?, „Kwartalnik Historyczny” 1994, 1, przyp. 71, s. 14.
12 Gall Anonim, op. cit., s. 100.
13 C. Niewiadomska, Legendy, podania i obrazki historyczne. Bolesław Śmiały, Krzywousty i jego synowie, Warszawa 1921, s. 11.
14 K. Maleczyński, Bolesław Krzywousty, Wrocław 1975, s. 320.
15 Ibidem, s. 321.
16 W. Kadłubek, Kronika polska,
http://biblioteka.kijowski.pl/sredniowiecze/, s. 159.
17 Zob. Rozdroża historii, s. 360.

Oślepienie Piotra Włostowica, miedzioryt Gottlieba Boettgera, XIX wiek.Wikimedia Commons/David Beneš

Polska roku Pańskiego 1145

Brama przyczajonego u stóp Ślęży grodu zwanego Górką zaskrzypiała, a zmęczony podróżą Dobek wszedł za mury. Legendarna góra, śląski Olimp, i wszystko, co się wokół niej znajdowało, należały do Piotra Włosta, wojewody, palatyna, który od niemal trzydziestu lat wiernie służył księciu Bolesławowi. Kiedy zaś ten zmarł, przysiągł stać u boku najstarszego z jego synów.

Starzy ludzie mawiali, że góra, którą uczynił siedzibą swego rodu, powstała podczas wojny aniołów z demonami, albo że gdzieś w jej wnętrzu znajdują się wrota do samych piekieł. Włost, jako człowiek z natury tajemniczy, nie miał zamiaru rozwiewać tych ani innych legend. Do tych „innych” należała zaś opowieść o źródłach jego pozycji i bogactwa, które zdobył ponoć podczas zamorskiej wyprawy księcia Bolesława. Echa dawnych powiązań z nordyckimi jarlami odzywały się w przezwisku „Dunin” – chociaż częściej był on określany jako Piotr Włostowic. Nie było też tajemnicą, o czym dawno temu usłyszał z ust ojca, że ich pradziad ramię w ramię z księciem Mieszkiem chwytał niewolników, by sprzedać ich w Pradze za srebrne dirhemy. Oto prawdziwy fundament potęgi jego rodu, nie zaś duński skarb, którego zresztą nigdy nie było.

Uprzedzony o przybyciu Dobka Włost wyczekiwał na niego do późna. Niemiecki rycerz, towarzyszący księżnej Agnieszce, odkąd przed laty wydano ją za księcia Władysława, poprzednią noc spędził we Wrocławiu, a podróż pod Ślężę, nawet w wolnym tempie, powinna zająć mu raptem kilka godzin. Mimo to przybył w nocy, kiedy palatyn już spał. Dobek nie czekał ranka, tylko pobudził sługi Włosta i kazał prowadzić się przed oblicze pana, ponieważ, jak twierdził, ma dla niego ważną nowinę od samego księcia. Towarzyszyło mu dwóch przybocznych, do których wypowiadał krótkie i ostre słowa w mowie niemieckiej. Stanął przed drzwiami komnaty palatyna i prosząc o wybaczenie za najście, zawołał, że książę Władysław oczekuje go z samego rana we wrocławskim zamku.

Piotr nie spał. Już wcześniej zbudził go odgłos koni wprowadzanych na podwórze. Słuchał przynagleń Dobka, ale nie odezwał się jeszcze słowem. Zawahał się na moment, mając w pamięci ostatnie, burzliwe spotkanie z księciem. Był jednak u siebie w domu i jakżeby wyglądał, chowając się przed gościem w komnacie? Kiedy odsunął żelazną sztabę i otworzywszy drzwi, spojrzał w oczy Dobka, wnet odgadł, po co ów tu przybył. Teraz wypadki potoczyły się szybko. Piotr był już w sile wieku, ale zdołał odskoczyć od drzwi i rzucić się w głąb komnaty po miecz. Wtem na kark spadł mu jakby wielki ciężar, a oczy spowiła ciemność.

Ocknął się na grzbiecie konia, z rękoma związanymi powrozem. Spodziewał się, że trafi przed oblicze księcia. Teraz wspominał ostatni raz, kiedy się widzieli, tamto nieopatrzne zdanie, które wypowiedział o Agnieszce, i niepohamowaną złość na twarzy Władysława. Czy dlatego się tu znalazł? A może jego los dokonał się jeszcze wcześniej, kiedy napomniał księcia, że wszczynając wojnę z braćmi, działa przeciw ojcowskiej woli? Mimo wszystko myśl o Władysławie dodawała Włostowi pewności siebie. Znał go od dziecka i z pewnością potrafił przemówić mu do rozumu.

Jego nadzieje prysły, kiedy wjechali za bramę wrocławskiego zamku, a Dobek i przytrzymujący go drabowie sprowadzili go do podziemi. W celi czekała na niego ona. Błękit jej oczu odznaczał się od alabastrowej skóry. Z ust zaś płynęły słowa, których nie rozumiał. Urodzona na cesarskim dworze księżna Agnieszka nigdy nie nauczyła się języka swojego męża. Rzucony na kolana podniósł głowę, a ich spojrzenia się spotkały. Oczy miała zimne, ale krótki, nerwowy oddech zdradzał targające nią emocje. To zemsta – przemknęło przez myśl Włosta. Księżna zbliżyła się, kładąc dłonie na skroniach palatyna. Jej kciuki delikatnie przymknęły mu powieki. Chciał coś powiedzieć, wykrzyczeć, że srodze pożałuje samowoli, ale w tej chwili poczuł mocne szarpnięcie za włosy, a czyjeś palce zaczęły rozwierać mu usta.

Rozdział 2

Piastów wygubić, czyli wyjście z cienia

Piotr Włost, zwany Włostowicem, był jedną z najznaczniejszych ofiar cichej wojny domowej, jaka toczyła się nad Wisłą przez niemal cały XII wiek. Historia Polski z wolna przestawała być historią jednej dynastii, a na horyzoncie pojawił się nowy typ człowieka, symbolizującego przejście od jedynowładztwa do monarchii stanowej, która miała się dopiero narodzić. Tacy jak on nie chcieli być już pionkami w rękach Piastów i chwytali się wszelkich sposobów, by ograniczyć ich samowolę. Ostatnim władcą, który poczynał sobie z poddanymi według własnej woli, był Bolesław Śmiały. Wyrok, jakiego dokonał na biskupie Stanisławie, stał się jednak znakiem dla wzrastających w siłę elit.

Pierwszym człowiekiem spoza dynastii, który próbował nieco zmniejszyć dystans dzielący Piastów od reszty społeczeństwa, był niejaki Sieciech. Na arenie dziejów pojawił się on jako inspirator buntu przeciw Bolesławowi Śmiałemu w 1079 roku. On też pomógł zdobyć władzę, a być może nawet „wypchnął” do niej Władysława Hermana, po czym przytłoczył go swoją ambicją i energią, nawiązał nad wyraz bliskie stosunki z jego żoną, a kiedy na horyzoncie pojawili się książęcy synowie – Zbigniew i Bolesław – postanowił się ich po kolei pozbyć. Pierworodny Zbigniew, jak wiadomo, został oddalony z dworu i ku uciesze Sieciecha umieszczony w klasztorze daleko poza granicami kraju. Bolesław zaś, od momentu przyjścia na świat będący jedyną nadzieją na przetrwanie dynastii, znalazł się niestety zbyt blisko Sieciechowych szponów. Palatyn wymieniany jest w źródłach jako „opiekun” księcia. Chociaż brzmi to dość niewinnie, w zależności od konfiguracji politycznej pozostawanie czyimś podopiecznym mogło być równoznaczne z byciem zakładnikiem…

Sieciech był wybitnym przedstawicielem polskiej elity politycznej końca XI wieku. Jego niezwykle wysoka pozycja skłania do namysłu nad pytaniem, czy ktoś spoza dynastii faktycznie mógł myśleć o przejęciu pełni władzy w kraju. Albo, idąc o krok dalej – czy można wyobrazić sobie Polskę, w której Piastowie przestaliby odgrywać rolę decydującą? Piastowie byli, jak nazywał ich Gall, „panami przyrodzonymi” polskich ziem. Ich pozycji w kraju nie był w stanie zaszkodzić zmieniający się system rządów ani utrata królewskiej korony. Również poza granicami Polski nikt nie kwestionował prawa Piastów do władzy. Choć czasem zmuszeni byli uznać zależność od Cesarstwa czy papiestwa, a nawet zaakceptować utratę tej czy innej prowincji, nie musieli obawiać się uzurpacji. Z tego punktu widzenia dla Polski Piastów po prostu nie było alternatywy1.

Tymczasem, jeśli szukać kandydata na pierwszego przedstawiciela polskiego społeczeństwa, który nie wywodziłby się z dynastii Piastów, ale dążył do zapewnienia sobie głosu w sprawach państwa, oczywistym wyborem jest właśnie Sieciech. Według Andrzeja Nowaka „nasza historia osądziła go surowo, jako protoplastę zgubnej magnaterii, pchającej w imię własnej prywaty kraj w objęcia bezrządu”2. Czarną legendę wojewoda zawdzięcza przede wszystkim Gallowi, którego kronika spisana została z inspiracji jego zaprzysięgłych wrogów. Kronikarz nie obszedł się z Sieciechem łaskawie. Na kartach swojego dzieła oskarża go o chciwość, okrucieństwo oraz dopuszczanie się czynów „nie do zniesienia”. Im więcej władzy miał wojewoda w swoich rękach, tym straszniejsze zamiary przypisuje mu Gall. Najcięższym z wysuniętych przeciw niemu oskarżeń było zaś dążenie do zamordowania synów Hermana i przejęcia władzy w kraju. Właśnie zamach na prawo Piastów do panowania nad Polską miał czynić z niego zdrajcę. Czy był nim w rzeczywistości?