Wydawca: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia ebook

Maria Beisert

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia - Maria Beisert

Książka ta stanowi przede wszystkim owoc badań naukowych nad etiologią niezwykle złożonego zjawiska pedofilii. Z otrzymanych wyników – wpisanych w kontekst zarówno własnej społeczno-rozwojowej koncepcji rozwoju zaburzenia, jak i licznych teorii i ustaleń wypracowanych w ostatnich latach przez specjalistów na całym świecie – wyłaniają się dwa nowe modele, przydatne zwłaszcza w pracy terapeutycznej: wyjaśniają one etiologię pedofilii rodzinnej i pozarodzinnej będącej skutkiem współdziałania szeregu czynników biologicznych, psychologicznych i środowiskowych, które występują w wielu różnych konfiguracjach.

Ponadto niniejsza książka stanowi ważny głos w debacie społecznej o pedofilii – jest wyrazem sprzeciwu wobec tolerowania patologii, przez którą cierpią wszyscy, zwłaszcza zaś ofiara i sprawca, oraz wobec promowania niedobrej, choć nierzadko „atrakcyjnej”, wizji ludzkiej seksualności w dobie zmian, które dotyczą pozycji kobiet, mężczyzn i dzieci we współczesnym świecie.

Opinie o ebooku Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia - Maria Beisert

Fragment ebooka Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia - Maria Beisert

PE­DO­FI­LIA

Pu­bli­ka­cja czę­ścio­wo do­fi­nan­so­wa­na z fun­du­szy po­cho­dzą­cych z gran­tu ba­daw­cze­go NN106261133 pt. Pe­do­fi­lia: ge­ne­za i me­cha­nizm po­wsta­nia za­bu­rze­nia (kie­row­nik pro­jek­tu: M. Be­isert) przy­zna­ne­go przez Mi­ni­ster­stwo Na­uki i Szkol­nic­twa Wyż­sze­go

Co­py­ri­ght © by Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne, So­pot 2011.

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Książ­ka ani żad­na jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wa­na ani w ża­den spo­sób re­pro­du­ko­wa­na lub od­czy­ty­wa­na w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu bez pi­sem­nej zgo­dy Gdań­skie­go Wy­daw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­ne­go.

Wy­da­nie pierw­sze

Re­dak­tor pro­wa­dzą­cy: Pa­try­cja Pa­cy­niak

Re­dak­cja po­lo­ni­stycz­na: Ka­ta­rzy­na Ro­jek

Ko­rek­ta: Pa­try­cja Pa­cy­niak

Skład: Mi­ro­sław Toj­za

Pro­jekt okład­ki: Mo­ni­ka Pol­lak

Zdję­cie na okład­ce: 123RF/PIC­SEL

ISBN 978-83-7489-458-6

Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 So­pot

tel./faks 58 551 61 04

e-mail:gwp@gwp.plwww.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Pa­mię­ci mo­ich Ro­dzi­ców Ali­ny i Al­fon­sa Be­iser­tów

Wstęp

Słowa, któ­re kie­ru­ję do Czy­tel­ni­ka we Wstę­pie, sta­no­wią re­flek­sję oso­bi­stą, skon­stru­owa­ną na od­ręb­nych za­sa­dach niż tekst na­uko­wy. Są bo­wiem oka­zją do przed­sta­wie­nia źró­deł in­spi­ra­cji i przy­czyn po­wsta­nia ni­niej­szej książ­ki, za­sad jej kon­struk­cji oraz spo­so­bu jej ewen­tu­al­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia.

De­cy­zja o po­świę­ce­niu kil­ku lat pra­cy zja­wi­sku na­le­żą­ce­mu do krę­gu pa­to­lo­gii spo­łecz­nej wy­ni­kła z chę­ci wzię­cia udzia­łu w spo­łecz­nym dys­kur­sie na te­mat jego źró­deł, roz­po­wszech­nie­nia i skut­ków oraz z chę­ci prze­ciw­sta­wie­nia się nie­do­brej wi­zji ludz­kiej sek­su­al­no­ści, ja­ką­kol­wiek atrak­cyj­ną po­stać by przy­bra­ła. Zdro­wie sek­su­al­ne trak­tu­ję jako waż­ną war­tość oso­bi­stą i spo­łecz­ną, dla któ­rej ochro­ny po­trzeb­ne są sca­lo­ne, trwa­łe i po­zba­wio­ne po­pu­li­stycz­nych po­su­nięć wy­sił­ki. Pe­do­fi­lia jest zja­wi­skiem nie­no­wym, róż­nie na prze­strze­ni cza­su wa­lo­ry­zo­wa­nym, o fa­lo­wym roz­po­wszech­nie­niu i na­ra­żo­nym na nie­spój­ną spo­łecz­ną re­ak­cję. Trud­no pod­da­je się ba­da­niom, po­nie­waż mo­ty­wa­cję do ukry­wa­nia praw­dzi­wych roz­mia­rów prze­ja­wia­ją wszy­scy: prze­stęp­cy, któ­rzy za­in­te­re­so­wa­ni są jej mar­gi­na­li­zo­wa­niem, oraz ci, któ­rzy – ogar­nię­ci ob­se­sją wal­ki z de­mo­nem sek­su­al­no­ści – sto­su­ją sza­cun­ki nad­mia­ro­we. Na prze­szko­dzie wy­wa­żo­ne­mu dys­kur­so­wi stoi po­nad­to roz­bież­ność mię­dzy wie­dzą pro­fe­sjo­nal­ną a po­tocz­ną oraz mię­dzy ochro­ną waż­nych za­sad a zy­skiem li­czo­nym w pie­nią­dzu, wskaź­ni­ku oglą­dal­no­ści czy po­czyt­no­ści.

O tych kil­ku za­gad­nie­niach za­mie­rzam wspo­mnieć we Wstę­pie.

Pe­do­fi­lia wy­wo­łu­je dys­ku­sje i po­la­ry­zu­je po­sta­wy spo­łecz­ne. W sy­tu­acjach pu­blicz­nych po­zor­nie wszy­scy są prze­ciw pe­do­fi­lom i wy­ra­ża­ją obu­rze­nie przy oka­zji wy­wo­ły­wa­nia te­ma­tu. Fak­tycz­nie spo­łe­czeń­stwo – nie wy­łą­cza­jąc pro­fe­sjo­na­li­stów – dzie­li się, jak już wspo­mnia­łam, dość wy­raź­nie na dwie róż­no­rod­ne gru­py. Czy wo­bec tego ist­nie­je moż­li­wość po­szu­ki­wa­nia sta­no­wi­ska wy­wa­żo­ne­go, któ­re po­zwa­la pre­cy­zyj­nie – wy­łą­cza­jąc lęki i uprze­dze­nia – zdia­gno­zo­wać, czym pe­do­fi­lia jest, a za co jej uznać nie moż­na? Wy­sił­ki te po­dej­mu­ją z do­brym skut­kiem or­ga­ni­za­cje na­uko­we i spo­łecz­ne, usta­wo daw­cy, oso­by po­wszech­nie uzna­ne za au­to­ry­te­ty. Stąd też wy­ni­ka pierw­sza na­czel­na za­sa­da trak­to­wa­nia pe­do­fi­lii, jaką przy­ję­łam w tej książ­ce – pe­do­fi­lia na­le­ży do pa­to­lo­gii sek­su­al­nej. Jest zja­wi­skiem oce­nia­nym ne­ga­tyw­nie, po­nie­waż szko­dzi zdro­wiu i na­ru­sza do­bro­stan osób – wszyst­kich uczest­ni­ków kon­tak­tu sek­su­al­ne­go. Pod­kre­ślam to wy­raź­nie: szko­dzi wszyst­kim, czy­li i dziec­ku – co oczy­wi­ste – i do­ro­słe­mu – co oczy­wi­ste rów­nież, choć dla nie­któ­rych pe­do­fi­lów trud­ne do za­ak­cep­to­wa­nia i uzna­nia. Na­czel­ną war­to­ścią, któ­ra słu­ży jed­no­cze­śnie jako kry­te­rium oce­ny kon­tak­tu sek­su­al­ne­go, jest rów­ność obu part­ne­rów spra­wia­ją­ca, że in­te­rak­cja ta jest po­zba­wio­na (a przy­najm­niej ma na to szan­sę) eks­plo­ata­cji i prze­mo­cy. Je­śli po­zy­cja jed­nej ze stron – jak­kol­wiek wy­ko­rzy­sta­na – daje jej prze­wa­gę in­te­lek­tu­al­ną, emo­cjo­nal­ną czy fi­zycz­ną, kon­takt tra­ci ce­chy kon­tak­tu rów­nych. Do­ro­słe­go uczy trak­to­wać dziec­ko jak obiekt słu­żą­cy za­spo­ko­je­niu po­trze­by sek­su­al­nej oso­by do­ro­słej, bez zwra­ca­nia uwa­gi na to, że sta­dium roz­wo­ju sek­su­al­ne­go dziec­ka znacz­nie róż­ni się od mo­men­tu, któ­ry w roz­wo­ju osią­gnął do­ro­sły. Ta roz­bież­ność, ta róż­ni­ca – poza nie­bez­pie­czeń­stwem ma­ni­pu­la­cji – unie­moż­li­wia dziec­ku re­ali­zo­wa­nie po­trze­by sek­su­al­nej zgod­nie z ryt­mem roz­wo­jo­wym. Opi­sa­ny sku­tek – ist­nie­ją­cy nie­za­leż­nie od in­nych kon­se­kwen­cji kon­tak­tu z do­ro­słym – sta­no­wi o ne­ga­tyw­nej na­tu­rze kon­tak­tów sek­su­al­nych dziec­ko – do­ro­sły. Wkro­cze­nie do­ro­słe­go z wszyst­ki­mi atry­bu­ta­mi, któ­re nie­sie do­ro­słość, w li­nię roz­wo­ju sek­su­al­ne­go dziec­ka sta­no­wi o jej za­kłó­ce­niu. Go­to­wość roz­wo­jo­wa dziec­ka na re­ali­za­cję sek­su­al­ną zgod­ną z jego wie­kiem obej­mu­je, obok od­po­wied­nie­go dla wie­ku re­per­tu­aru za­cho­wań, rów­nież od­po­wied­ni, czy­li zbli­żo­ny wie­ko­wo, obiekt. Daje to szan­sę na rze­czy­wi­ste za­spo­ko­je­nie po­trzeb obu uczest­ni­ków tej in­te­rak­cji – za­spo­ko­je­nie, któ­re zgod­ne jest z eta­pem roz­wo­ju oboj­ga dzie­ci czy do­ra­sta­ją­cych. Stąd kon­stru­ując nor­my roz­wo­jo­we po­zwa­la­ją­ce oce­nić na­tu­rę za­cho­wań sek­su­al­nych dziec­ka, zwra­ca się uwa­gę na zbli­żo­ny wiek ich uczest­ni­ków jako na waż­ny wskaź­nik zgod­no­ści z nor­mą. Ce­lo­wo abs­tra­hu­ję tu­taj od oma­wia­nia moż­li­wych bli­skich i da­le­kich ne­ga­tyw­nych skut­ków kon­tak­tu sek­su­al­ne­go dziec­ka z do­ro­słym. Kon­se­kwen­cje te bo­wiem mogą, ale nie mu­szą, wy­stą­pić. Dla ar­gu­men­to­wa­nia szko­dli­wo­ści tego kon­tak­tu ich po­ja­wie­nie się ma je­dy­nie sta­tus ar­gu­men­tu uzu­peł­nia­ją­ce­go, pod­kre­śla­ją­ce­go do­dat­ko­wą szko­dli­wość za­cho­wań pe­do­fil­nych. Dys­ku­sja zwią­za­na z na­tu­rą, ro­dza­jem i wa­run­ka­mi wy­stą­pie­nia tych kon­se­kwen­cji od­wo­łu­je się je­dy­nie do ce­chy pod­sta­wo­wej, de­cy­du­ją­cej o sa­mej ne­ga­tyw­nej na­tu­rze pe­do­fi­lii, czy­li do za­kłó­ce­nia li­nii roz­wo­ju sek­su­al­ne­go dziec­ka przez obec­ność do­ro­słe­go.

Z po­dob­ną uwa­gą trak­tu­ję szko­dli­wość kon­tak­tów pe­do­fil­nych dla osób do­ro­słych. Tak­że im, po­dob­nie jak dzie­ciom, kon­tak­ty te nie po­zwa­la­ją doj­rzeć. Po­dej­mu­jąc ak­tyw­ność z kimś z de­fi­ni­cji słab­szym, do­ro­sły – poza tym, że ex def­mi­tio­ne czy­ni krzyw­dę dziec­ku – nie po­zwa­la so­bie na kon­takt opar­ty na wza­jem­no­ści. Kon­takt, w któ­rym wy­ma­ga­nia obu stron dają oka­zję do by­cia za­spo­ko­jo­nym i do za­spo­ka­ja­nia w kon­fron­ta­cji z wy­ma­ga­nia­mi ko­goś rów­ne­go so­bie. Te dwa ele­men­ty – krzyw­da czy­nio­na słab­sze­mu i szko­da czy­nio­na so­bie – de­cy­du­ją o nie­moż­no­ści za­li­cze­nia pe­do­fi­lii do nor­my. Bu­do­wa­nie wła­sne­go za­spo­ko­je­nia sek­su­al­ne­go na od­bie­ra­niu ta­kiej moż­li­wo­ści part­ne­ro­wi nie może być uzna­ne za osią­ga­nie do­bro­sta­nu i zdro­wia w sze­ro­kim tego sło­wa zna­cze­niu. Za­gad­nie­nia szcze­gó­ło­we, de­fi­ni­cyj­ne, wska­zu­ją­ce na róż­ni­cę mię­dzy prze­ży­wa­ny­mi przez pe­do­fi­lów sta­na­mi i ich za­cho­wa­nia­mi omó­wi­łam w roz­dzia­le 1, po­świę­co­nym im w ca­ło­ści. W tym miej­scu je­dy­nie sy­gna­li­zu­ję jed­no­znacz­nie, na ja­kiej za­sa­dzie na­czel­nej opar­łam swo­je opra­co­wa­nie, gdyż jej przy­ję­cie de­ter­mi­nu­je spo­sób two­rze­nia pro­jek­tu ba­daw­cze­go i opra­co­wy­wa­nie da­nych.

Dru­gą istot­ną kwe­stię, któ­ra nur­tu­je spo­łe­czeń­stwo w związ­ku z pe­do­fi­lią, sta­no­wi po­szu­ki­wa­nie od­po­wie­dzi na py­ta­nie o przy­czy­ny jej po­wsta­nia. Wie­lość opcji oscy­lu­ją­cych mię­dzy esen­cja­li­zmem bio­lo­gicz­nym a kon­struk­ty­wi­zmem spo­łecz­nym pro­wa­dzi je­dy­nie do wnio­sku o nie­jed­no­rod­nej na­tu­rze zja­wi­ska i bra­ku pro­stych roz­strzy­gnięć. Tym­cza­sem ani py­ta­nie nie jest bła­he, ani od­po­wiedź nie jest po­zba­wio­na kon­se­kwen­cji. Je­śli bo­wiem ist­nie­je do­sta­tecz­na licz­ba do­wo­dów na wro­dzo­ny cha­rak­ter za­bu­rzeń pre­fe­ren­cji sek­su­al­nych (do któ­rych na­le­ży pe­do­fi­lia), to od­po­wie­dzi do­ty­czą­cych spo­so­bu trak­to­wa­nia osób nią do­tknię­tych i ich le­cze­nia na­le­ży szu­kać w ob­sza­rze nauk me­dycz­nych. Je­śli jed­nak się oka­zu­je, że za po­wsta­nie i roz­wój pe­do­fi­lii od­po­wia­da sze­ro­ko uję­ta so­cja­li­za­cja, to pro­ces oce­ny zja­wi­ska i jego trak­to­wa­nie po­zo­sta­je do­me­ną nauk spo­łecz­nych. Z bra­ku wy­star­cza­ją­cych do­wo­dów na wyż­szość któ­rej­kol­wiek z opcji więk­szość ba­da­czy przyj­mu­je za punkt wyj­ścia po­dej­ście mie­sza­ne. Za­kła­da ono, że pe­do­fi­lia jest zja­wi­skiem o na­tu­rze zło­żo­nej, nie­jed­no­li­tej, a wie­lość moż­li­wych me­cha­ni­zmów jej po­wsta­nia ra­czej czy­ni bez­owoc­ny­mi wy­sił­ki wy­ja­śnia­nia jej za po­mo­cą teo­rii jed­no­czyn­ni­ko­wych – tym bar­dziej że ko­lej­ne py­ta­nie do­ty­czą­ce pe­do­fi­lii, wią­żą­ce się z jej wy­stę­po­wa­niem i roz­po­wszech­nie­niem, nie do­star­cza da­nych roz­strzy­ga­ją­cych, a ra­czej od­po­wiedź kom­pli­ku­je.

W pu­blicz­nych dys­ku­sjach pod­no­szo­na jest czę­sto spra­wa tak zwa­nej me­dial­nej na­tu­ry pe­do­fi­lii. W prost­szym wy­da­niu kwe­stia spro­wa­dza się do py­ta­nia o to, czy pe­do­fi­lia ist­nia­ła za­wsze i czy to­wa­rzy­szą­ce jej na prze­ło­mie wie­ku XX i XXI za­in­te­re­so­wa­nie jest spo­wo­do­wa­ne na­głym jej wzro­stem, czy też sta­no­wi efekt mody, a w tym wy­pad­ku ten­den­cji do bez­kry­tycz­nej ame­ry­ka­ni­za­cji ży­cia spo­łecz­ne­go w Pol­sce. Czę­stość po­dej­mo­wa­nia te­ma­tu pe­do­fi­lii ma swo­je po­wo­dy, a czę­stość jej wy­stę­po­wa­nia – swo­je. Do tych ostat­nich na­le­żą: zmia­na po­zy­cji ko­biet i męż­czyzn we współ­cze­snym świe­cie, przy­zna­nie dziec­ku praw do spe­cjal­nej ochro­ny oraz brak spój­no­ści po­li­ty­ki spo­łecz­nej.

Ra­dy­kal­na zmia­na po­zy­cji męż­czy­zny w Eu­ro­pie Za­chod­niej u schył­ku XX wie­ku spo­wo­do­wa­ła ko­niecz­ność no­we­go jej okre­śla­nia w prze­strze­ni pu­blicz­nej i w prze­strze­ni in­tym­nej. Sam fakt przy­na­leż­no­ści do płci mę­skiej nie sta­no­wi już ele­men­tu prze­wa­gi i nie jest po­wo­dem do zaj­mo­wa­nia uprzy­wi­le­jo­wa­nej po­zy­cji. Zmu­sza tym sa­mym do jej po­szu­ki­wa­nia. Li­nia ży­cia męż­czy­zny i li­nia ży­cia ko­bie­ty za­czy­na­ją się opie­rać na au­to­kre­acji w wyż­szym stop­niu niż w tra­dy­cyj­nych spo­łecz­no­ściach pa­triar­chal­nych, w któ­rych były wy­zna­cza­ne przez płeć bio­lo­gicz­ną. Zmia­na ta wy­wo­łu­je rów­nież ewo­lu­cję w spo­so­bie uj­mo­wa­nia sek­su­al­no­ści ko­bie­ty i męż­czy­zny, pod­kre­śla­jąc ich od­ręb­ność i rów­no­waż­ność. Odej­ście od an­dro­cen­try­zmu skut­ku­je py­ta­niem o to, kto znaj­du­je się w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, lub in­a­czej: gdzie, sko­ro nie w cen­trum uwa­gi, znaj­du­je się męż­czy­zna. Z oso­by o nie­pod­wa­żal­nej prze­wa­dze, też do­świad­cza­nej w trak­cie kon­tak­tu sek­su­al­ne­go, męż­czy­zna ma szan­sę stać się part­ne­rem w re­la­cji sek­su­al­nej i po­za­sek­su­al­nej, z ca­łym do­bro­dziej­stwem i cię­ża­rem tego ukła­du. Part­ner­stwo ozna­cza kon­fron­ta­cję z po­trze­bą sek­su­al­ną ko­bie­ty oraz utra­tę po­zy­cji de­cy­den­ta. Ozna­cza też moż­li­wość by­cia za­spo­ko­jo­nym, uzy­ska­nia za­in­te­re­so­wa­nia i wspar­cia, dzie­le­nia od­po­wie­dzial­no­ści za ja­kość współ­ży­cia. Zmia­na nie jest ła­twa ani dla ko­biet, ani dla męż­czyzn. Stąd nie­chęć, nie­moż­ność lub opór przed jej do­ko­na­niem może skut­ko­wać po­szu­ki­wa­niem kon­tak­tów sek­su­al­nych z oso­ba­mi, któ­rych po­zy­cja jest po­rów­ny­wal­na z pod­po­rząd­ko­wa­ną do­tych­czas po­zy­cją ko­bie­ty – czy­li z oso­ba­mi ule­gły­mi, za­leż­ny­mi, nie­świa­do­my­mi swo­ich po­trzeb, nie­dy­spo­nu­ją­cy­mi pra­wem do obro­ny. W ten spo­sób wy­zwa­nia współ­cze­sno­ści w po­łą­cze­niu z nie­moż­no­ścią po­rzu­ce­nia po­glą­du o związ­ku płci mę­skiej z uprzy­wi­le­jo­wa­niem mogą pro­wa­dzić męż­czy­znę do włą­cza­nia się w ak­tyw­ność sek­su­al­ną z dziec­kiem.

Czyn­ni­kiem prze­ciw­dzia­ła­ją­cym z ko­lei opi­sa­nym wy­żej tren­dom jest zmia­na po­zy­cji dziec­ka. Kie­dy pe­da­go­gi­ka wie­ku XX za­czę­ła spo­strze­gać dziec­ko jako peł­no­praw­ną jed­nost­kę, jego pra­wa, inne niż pra­wa czło­wie­ka do­ro­słe­go, za­czę­ły pod­le­gać spe­cy­ficz­nej ochro­nie. Z osób bli­skich – naj­czę­ściej ro­dzi­ców – obo­wią­zek dba­nia o do­bro dziec­ka roz­sze­rzo­no na wszyst­kich do­ro­słych, a na­wet na spe­cjal­nie po­wo­ła­ne w tym celu in­sty­tu­cje. Wie­dza o roz­wo­ju sek­su­al­nym czło­wie­ka, przy­zna­jąc dziec­ku pra­wo do od­ręb­ne­go niż u do­ro­słe­go do­świad­cza­nia i prze­ja­wia­nia sek­su­al­no­ści, od­kry­ła rów­nież jego pra­wo do roz­wo­ju nie­za­kłó­co­ne­go nie­wła­ści­wą in­ge­ren­cją do­ro­słych. Więk­sza chęć ochra­nia­nia dzie­ci wy­ni­kła tak­że ze zna­jo­mo­ści zna­cze­nia dzie­ciń­stwa i jego wpły­wu na przy­szłe ży­cie czło­wie­ka. Wszyst­kie te czyn­ni­ki łącz­nie spo­wo­do­wa­ły, że zda­rze­nia krzyw­dzą­ce dziec­ko – a za ta­kie uzna­je się ak­tyw­ność sek­su­al­ną z do­ro­słym – spo­ty­ka­ją się obec­nie w więk­szo­ści wy­pad­ków z ne­ga­tyw­ną oce­ną oraz po­wo­du­ją sku­tecz­ną in­ter­wen­cję. Pod­no­si ona i licz­bę ujaw­nio­nych przy­pad­ków wy­ko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­ne­go dzie­ci, i licz­bę ujaw­nio­nych przy­pad­ków pe­do­fi­lii.

Trud­no okre­ślić pro­por­cję, z jaką wy­mie­nio­ne tu czyn­ni­ki od­po­wia­daj ą za ro sną­cy wskaź­nik za­cho­wań pe­do­fil­nych. Trud­no – tym bar­dziej że w grę wcho­dzi po­wód ko­lej­ny, a mia­no­wi­cie: nie­spój­ność po­li­ty­ki spo­łecz­nej upra­wia­nej w sto­sun­ku do pe­do­fi­lii, a wła­ści­wie w sto­sun­ku do wszyst­kich człon­ków spo­łe­czeń­stwa. Jest to czyn­nik istot­ny, po­nie­waż stwa­rza gra­ni­ce dla oby­wa­te­li, któ­rzy mu­szą kon­tro­lo­wać swo­je za­cho­wa­nia sek­su­al­ne i pod­da­wać je re­stryk­cyj­nym ogra­ni­cze­niom. Z punk­tu wi­dze­nia in­sty­tu­cji spo­łecz­nych waż­ny ele­ment od­po­wie­dzial­ny za sku­tecz­ność norm sta­no­wi spój­ność two­rzą­cych ich pod­sta­wę za­sad i war­to­ści. W sy­tu­acji wy­sy­ła­nia ko­mu­ni­ka­tów sprzecz­nych (jed­no­cze­snej za­chę­ty do ochro­ny i na­ru­sza­nia tych sa­mych war­to­ści) nie moż­na ocze­ki­wać, że oso­by, do któ­rych te ko­mu­ni­ka­ty są skie­ro­wa­ne, sprzecz­ność za­uwa­żą, zin­ter­pre­tu­ją i po­dej­mą dzia­ła­nia zgod­ne z jed­nym ty­pem ko­mu­ni­ka­tów, igno­ru­jąc dru­gi. A taką ten­den­cję do pro­mo­wa­nia nie­spój­no­ści roz­po­zna­ję we współ­cze­snej po­li­ty­ce spo­łecz­nej w Pol­sce. Z jed­nej stro­ny spo­łe­czeń­stwo dzię­ki uczo­nym, dzien­ni­ka­rzom, a w koń­cu usta­wo­daw­cy do­wia­du­je się, że ist­nie­ją pew­ne po­wszech­nie ce­nio­ne war­to­ści, w któ­rych ochro­nę an­ga­żu­ją się in­sty­tu­cje i jed­nost­ki. Na­le­żą do nich pra­wo do roz­wo­ju wol­ne­go od de­pra­wa­cji i de­mo­ra­li­za­cji, oby­cza­jo­wość płcio­wa, oby­czaj­ność spo­łecz­na, do­bro mo­ral­ne dziec­ka, jego wol­ność, w tym wol­ność sek­su­al­na. Na ich stra­ży stoi sys­tem praw­ny ra­zem ze środ­ka­mi przy­mu­su. Z dru­giej stro­ny me­dia, pro­pa­gu­jąc re­spek­to­wa­nie wy­mie­nio­nych tu war­to­ści, do­pusz­cza­ją się zja­wi­ska okre­śla­ne­go mia­nem sek­su­ali­za­cji ży­cia spo­łecz­ne­go, a w oma­wia­nym ob­sza­rze – sek­su­ali­za­cji oso­by dziec­ka. Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal As­so­cia­tion (2010) opra­co­wa­ło wskaź­ni­ki sek­su­ali­za­cji jed­nost­ki, do któ­rych na­le­żą: uza­leż­nia­nie war­to­ści jed­nost­ki od tego, na ile jej oso­ba sta­no­wi bo­dziec sek­su­al­ny, utoż­sa­mia­nie atrak­cyj­no­ści fi­zycz­nej z atrak­cyj­no­ścią sek­su­al­ną, in­stru­men­ta­li­za­cja (spo­strze­ga­nie oso­by wy­łącz­nie jako na­rzę­dzia za­spo­ka­ja­nia po­trzeb sek­su­al­nych), na­rzu­ca­nie sek­su­al­no­ści oraz – co istot­ne w przy­pad­ku dziec­ka – przy­pi­sy­wa­nie mu cech sek­su­al­nych wła­ści­wych dla osób na wyż­szym po­zio­mie roz­wo­ju sek­su­al­ne­go. Wy­mie­nio­ne wskaź­ni­ki sek­su­ali­za­cji oso­by dziec­ka wi­docz­ne są w jego me­dial­nych wi­ze­run­kach, co we­dług nie­któ­rych ba­da­czy (Bar­tlett, 2008) może pro­wa­dzić do nie­świa­do­me­go spo­strze­ga­nia go jako obiek­tu sek­su­al­ne­go. Do­dat­ko­we nie­bez­pie­czeń­stwo wy­ni­ka z ko­mer­cyj­ne­go pod­ło­ża tego pro­ce­su. Wi­ze­run­ki sek­su­ali­zo­wa­nych dzie­ci są do­star­cza­ne spo­łe­czeń­stwu w pierw­szej ko­lej­no­ści przez re­kla­my okre­ślo­nych pro­duk­tów skie­ro­wa­ne do wy­bra­nych grup wie­ko­wych. W związ­ku z ko­mer­cyj­nym cha­rak­te­rem tego pro­ce­su część ba­da­czy (Egan i Haw­kes, 2008) okre­śla go mia­nem pe­do­fi­lii kor­po­ra­cyj­nej.

Od­czy­ty­wa­nie po­dwój­nych i sprzecz­nych sy­gna­łów pły­ną­cych z me­diów stwa­rza sy­tu­ację nie­bez­piecz­ną. Ist­nie­je bo­wiem nie­bez­pie­czeń­stwo ak­cen­to­wa­nia tyl­ko jed­nej gru­py da­nych i ry­zy­ko in­ter­pre­to­wa­nia ich w ka­te­go­riach przy­zwo­le­nia na uzna­nie dziec­ka za obiekt za­spo­ka­ja­nia po­trze­by sek­su­al­nej do­ro­słych. Ko­li­zja dwóch ty­pów war­to­ści (ochro­na zdro­wia i pod­nie­sie­nie zy­sku) wy­ni­ka wy­raź­nie z bra­ku spój­no­ści w po­li­ty­ce spo­łecz­nej. Czyn­nik ten – mimo że nie po­tra­fię przy­to­czyć pol­skich wy­ni­ków ba­dań nad wpły­wem sek­su­ali­za­cji wi­ze­run­ku dziec­ka na wzrost za­cho­wań pe­do­fil­nych, a dys­po­nu­ję je­dy­nie in­for­ma­cja­mi kli­nicz­ny­mi – waży w sy­tu­acji ni­skiej kon­tro­li we­wnętrz­nej czy w sy­tu­acji prze­ży­wa­nia sprzecz­nych mo­ty­wów przez po­ten­cjal­ne­go spraw­cę. Uwa­żam, że na­le­ży brać go po­waż­nie pod uwa­gę przy ana­li­zie czyn­ni­ków ry­zy­ka pe­do­fi­lii.

Moż­na więc pod­su­mo­wać, że prze­mia­ny w po­sta­wach wo­bec sek­su­al­no­ści czło­wie­ka i ukry­te w nich ry­zy­ko pa­to­lo­gii sta­no­wi­ły moje źró­dło in­spi­ra­cji. Głów­nie jed­nak prze­pro­wa­dzi­łam ba­da­nia po to, by wy­ra­zić nie­zgo­dę na to­le­ro­wa­nie pa­to­lo­gii i wziąć udział w pro­ce­sie zmia­ny. Nie uwa­żam, że wy­ko­rzy­sty­wa­nie pe­do­fi­lii dla ce­lów me­dial­nych czy po­li­tycz­nych zmniej­szy cier­pie­nie ofiar i spraw­ców. Naj­le­piej obu stro­nom słu­ży zwy­kła, rze­tel­na wie­dza, na któ­rej moż­na bu­do­wać pro­gra­my le­cze­nia.

Kon­struk­cję książ­ki opar­łam na dwóch pro­stych za­sa­dach: uży­tecz­no­ści i zro­zu­mia­ło­ści. Po­dzie­li­łam jej treść na osiem roz­dzia­łów, któ­re czy­ta­ne ko­lej­no po­win­ny do­pro­wa­dzić do uzy­ska­nia od­po­wie­dzi na py­ta­nie o me­cha­nizm po­wsta­nia i roz­wo­ju pe­do­fi­lii – zja­wi­ska zło­żo­ne­go, spo­wo­do­wa­ne­go licz­ny­mi uwa­run­ko­wa­nia­mi. Dla­te­go dwa pierw­sze roz­dzia­ły ogól­ne i roz­dział ostat­ni – pod­su­mo­wu­ją­cy – sta­no­wią swo­istą ramę teo­re­tycz­ną dla roz­dzia­łów szcze­gó­ło­wych. Poza tym każ­dy sta­no­wi za­mknię­tą i od­ręb­ną ca­łość, skon­cen­tro­wa­ną na uzy­ska­niu od­po­wie­dzi na kon­kret­ne py­ta­nie, głów­nie na py­ta­nie o zwią­zek mię­dzy wy­bra­nym ty­pem uwa­run­ko­wań a pe­do­fi­lią. Ilu­stru­je to krót­ki prze­gląd za­war­to­ści tre­ścio­wej.

Roz­dział i za­wie­ra usta­le­nia de­fi­ni­cyj­ne: wska­zu­je na ist­nie­nie róż­nic mię­dzy od­mien­ny­mi spo­so­ba­mi (kli­nicz­ny­mi, praw­ni­czy­mi, spo­łecz­ny­mi) de­fi­nio­wa­nia pe­do­fi­lii oraz przed­sta­wia wy­ja­śnie­nie, skąd róż­ni­ce te po­cho­dzą i do cze­go pro­wa­dzą. Ten­den­cja do po­sze­rza­nia de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii – głów­ny kie­ru­nek dzia­łań usta­wo­daw­cy i kli­ni­cy­stów – po­wo­du­je pe­na­li­za­cję co­raz więk­szej gru­py za­cho­wań, zwięk­sza­jąc jed­no­cze­śnie ochro­nę osób do­tknię­tych skut­ka­mi pa­to­lo­gii.

Roz­dział 2 zbie­ra w je­den upo­rząd­ko­wa­ny sys­tem teo­rie wy­ja­śnia­ją­ce ge­ne­zę pe­do­fi­lii: opie­ra się na for­mal­nej trój­po­zio­mo­wej kla­sy­fi­ka­cji teo­rii, dzie­lą­cej spo­so­by wy­ja­śnia­nia zja­wi­ska na wie­lo­czyn­ni­ko­we (po­ziom I), jed­no­czyn­ni­ko­we (po­ziom II) i szcze­gó­ło­we (po­ziom III), a tak­że za­wie­ra do­kład­ne omó­wie­nie naj­waż­niej­szych czte­rech teo­rii zin­te­gro­wa­nych oraz wie­lu teo­rii jed­no­czyn­ni­ko­wych, przy­dat­nych jako uzu­peł­nie­nie i kon­kre­ty­za­cja tych pierw­szych. Pod­kre­śla mno­gość ist­nie­ją­cych wy­ja­śnień oraz zwra­ca uwa­gę na róż­ną ich przy­dat­ność w pro ce sie ba da­nia przy­czyn pe­do­fi­lii i w pro­ce­sie opra­co­wy­wa­nia sku­tecz­nej te­ra­pii.

Roz­dział 3 przed­sta­wia za­ło­że­nia pro­jek­tu ba­dań nad etio­lo­gią pe­do­fi­lii. Otwie­ra go krót­ki opis wła­snej, spo­łecz­no-roz­wo­jo­wej kon­cep­cji po­wsta­nia pe­do­fi­lii, sta­no­wią­cej pod­sta­wę for­mu­ło­wa­nia hi­po­tez ba­daw­czych. Znaj­du­je się w nim tak­że cha­rak­te­ry­sty­ka gru­py ba­daw­czej, zło­żo­nej z 248 męż­czyzn osa­dzo­nych w za­kła­dach kar­nych za prze­stęp­stwa z art. 200 ko­dek­su kar­ne­go oraz/lub z in­nych ar­ty­ku­łów, głów­nie art. 197 oraz art. 201, wraz z opi­sem pro­ce­du­ry ba­daw­czej i li­stą za­sto­so­wa­nych w ba­da­niach wła­snych na­rzę­dzi.

Roz­dział 4, za­li­cza­ny – wraz z trze­ma na­stęp­ny­mi – do roz­dzia­łów szcze­gó­ło­wych, po­świę­co­ny jest wro­dzo­nym uwa­run­ko­wa­niom pe­do­fi­lii, ma­ją­cym źró­dło w teo­riach bio­lo­gicz­nych. Zgro­ma­dzo­no tam in­for­ma­cje o wy­ni­kach ba­dań nad neu­ro­hor­mo­nal­ny­mi ko­re­la­ta­mi za­bu­rzeń sek­su­al­nych, któ­re sta­ły się pod­sta­wą do for­mu­ło­wa­nia hi­po­tez na te­mat związ­ków ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej spraw­ców z funk­cjo­no­wa­niem ich ukła­du do­pa­mi­ner­gicz­ne­go, se­ro­to­ni­ner­gicz­ne­go i no­ra­dre­ner­gicz­ne­go. Omó­wio­no w nim i zin­ter­pre­to­wa­no re­la­cje mię­dzy wy­bra­ny­mi ce­cha­mi tem­pe­ra­men­tu i cha­rak­te­ru spraw­ców a ich za­cho­wa­nia­mi sek­su­al­ny­mi, ze szcze­gól­nym pod­kre­śle­niem zna­cze­nia do­pa­mi­ny dla ich prze­bie­gu.

Roz­dział 5 pre­zen­tu­je tre­ści zwią­za­ne z wpły­wem so­cja­li­za­cji do­ko­nu­ją­cej się w ro­dzi­nie na kształ­to­wa­nie się sek­su­al­no­ści czło­wie­ka. Przed­sta­wio­ne tam tezy wy­wo­dzą się z teo­rii roz­wo­jo­wych (przy­wią­za­nia) i spo­łecz­ne­go ucze­nia, pod­kre­śla­ją­cych zna­cze­nie śro­do­wi­ska w po­wsta­niu pe­do­fi­lii. Omo­wio­no tak­że do­wo­dy em­pi­rycz­ne po­pie­ra­ją­ce za­pre­zen­to­wa­ne tezy oraz wy­ni­ki ba­dań wła­snych nad zna­cze­niem przy­wią­za­nia i po­staw ro­dzi­ciel­skich w etio­lo­gii pe­do­fi­lii. Oka­za­ło się, że wcze­sne re­la­cje z opie­ku­nem roz­wi­ja­ne po­przez póź­niej­sze jego po­sta­wy wią­żą się z ty­pem re­la­cji sek­su­al­nych po­dej­mo­wa­nych przez dziec­ko w do­ro­sło­ści.

Roz­dział 6 zaj­mu­je się wpły­wem kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych na kształ­to­wa­nie się za­bu­rzo­nych wzor­ców za­cho­wań sek­su­al­nych. Pod­sta­wą sta­ły się tu­taj twier­dze­nia teo­rii ucze­nia i teo­rii stre­su, za­kła­da­ją­ce, że ak­tyw­ność sek­su­al­na do­ro­słe­go z dziec­kiem jest efek­tem de­fi­cy­tu waż­nych kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych – de­fi­cy­tu ma­ją­ce­go pier­wot­ne źró­dło w za­bu­rzo­nych re­la­cjach ro­dzin­nych (omó­wio­nych w roz­dzia­le po­przed­nim). Roz­dział 6 za­wie­ra wy­ni­ki ba­dań nad ni­skim po­zio­mem umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych spraw­ców, ta­kich jak em­pa­tia, aser­tyw­ność, in­tym­ność, sty­le ra­dze­nia so­bie ze stre­sem, i nad zna­cze­niem tych umie­jęt­no­ści w po­wsta­niu pe­do­fi­lii.

Roz­dział 7 opi­su­je prze­bieg roz­wo­ju sek­su­al­ne­go męż­czyzn po­dej­mu­ją­cych za­cho­wa­nia sek­su­al­ne z dziec­kiem. Jego tre­ścią jest pró­ba od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy męż­czyź­ni ci roz­wi­ja­ją się in­a­czej, a w szcze­gól­no­ści: czy krzyw­dzą in­nych, po­nie­waż sami kie­dyś byli krzyw­dze­ni. Wy­ni­ki ba­dań wła­snych, skon­cen­tro­wa­nych naj­pierw na we­ry­fi­ka­cji hi­po­te­zy abu­sed abu­ser, do­wio­dły, że 48% ska­za­nych było wy­ko­rzy­sty­wa­nych sek­su­al­nie w dzie­ciń­stwie, lecz nie do­star­czy­ły jed­no­cze­śnie prze­ko­nu­ją­ce­go wy­ja­śnie­nia związ­ku tego fak­tu z obec­nym spraw­stwem. Wy­ni­ki dal­sze jed­nak wska­za­ły, że wcze­sny roz­wój sek­su­al­ny spraw­ców miał za­bu­rzo­ny cha­rak­ter i że za­bu­rze­nia te wią­żą się z ak­tyw­no­ścią sek­su­al­ną spraw­ców w ży­ciu do­ro­słym.

Roz­dział 8 sta­no­wi pod­su­mo­wa­nie ba­dań: opi­su­je ogól­ne me­cha­ni­zmy po­wsta­nia pe­do­fi­lii oraz zbie­ra in­for­ma­cje przy­dat­ne dla two­rze­nia me­tod le­cze­nia pe­do­fi­lów. Prze­pro­wa­dzo­ne ba­da­nia wy­ka­za­ły bo­wiem, że tra­dy­cyj­ne pro­gra­my, zwłasz­cza wy­wo­dzą­ce się z pa­ra­dyg­ma­tu be­ha­wio­ral­no-po­znaw­cze­go, mogą w spo­sób nie­prze­wi­dzia­ny uczyć kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych, któ­re zwrot­nie pod­no­szą nie­bez­pie­czeń­stwo za­sto­so­wa­nia przez ska­za­nych prze­mo­cy sek­su­al­nej w przy­szło­ści. Roz­dział 8 za­my­ka książ­kę wnio­skiem o nie­jed­no­rod­nej na­tu­rze pe­do­fi­lii i o ko­niecz­no­ści trak­to­wa­nia jej jako zja­wi­ska roz­wi­ja­ją­ce­go się we­dług sche­ma­tu róż­nych ście­żek. Po­zwa­la to zro­zu­mieć, że w gru­pie pe­do­fi­lów miesz­czą się oso­by o róż­nych ce­chach oso­bo­wo­ści, róż­nym spo­so­bie dzia­ła­nia i róż­nej zdol­no­ści ste­ro­wa­nia swo­ją sek­su­al­no­ścią.

Książ­ka ta jest wy­ni­kiem zjed­no­czo­ne­go wy­sił­ku wie­lu osób. W za­kła­dach kar­nych ba­da­nia prze­pro­wa­dza­li na­stę­pu­ją­cy stu­den­ci In­sty­tu­tu Psy­cho­lo­gii Uni­wer­sy­te­tu Ada­ma Mic­kie­wi­cza w Po­zna­niu – uczest­ni­cy mo­je­go se­mi­na­rium ma­gi­ster­skie­go w la­tach 2008-2010: Agniesz­ka Ba­siń­ska, Mar­ta Bla­dosz, Mar­ta Bła­chut, Ka­ta­rzy­na Bo­gu­sie­wicz, Anna Droś, Blan­dy­na Gał­ła, Anna Gra­biń­ska, Mar­ty­na Ja­nic­ka, Han­na Ka­spe­rek, Aga­ta Kaź­mier­ska, Ar­tur Król, Mar­ta La­soc­ka, Mag­da­le­na Le­śnie­row­ska, Ju­sty­na Lit­ke, Ma­ria Mał­kie­wicz, Ju­sty­na Mi­ter, Ju­dy­ta Mły­nar­czyk, Pau­li­na Mu­sie­lak, Alek­san­dra No­sek, Ka­ta­rzy­na Pe­ichert, Aga­ta Pe­trych, Mał­go­rza­ta Ra­taj­czyk, Iga Smek­ta­ła, Ju­sty­na Stra­szew­ska, Fi­lip Szum­ski, Da­ria To­ma­szew­ska, Łu­kasz Wań­ski, Alek­san­dra Wen­ne, Mar­ce­li­na We­st­phall, Okta­wia Weyd­mann, Ad­ria­na Wit, Anna Za­wi­stow­ska, El­wi­ra Żur­kie­wicz. Więk­szość z nich pra­co­wa­ła z ogrom­nym za­pa­łem, nie tyl­ko wy­peł­nia­jąc obo­wiąz­ki stu­den­ta, ale an­ga­żu­jąc się po stro­nie tych, któ­rzy chcą zro­zu­mieć i zmie­nić świat. Dzię­ku­ję im tą dro­gą raz jesz­cze.

Moją wdzięcz­ność i uzna­nie wy­ra­żam przede wszyst­kim ko­le­gom i współ­pra­cow­ni­kom psy­cho­lo­gom, któ­rzy żad­nych for­mal­nych zo­bo­wią­zań wzglę­dem ba­da­nych ani wzglę­dem mnie nie mie­li. Ich nie­oce­nio­na po­moc i chęć uczest­ni­cze­nia w cie­ka­wym za­da­niu po­zwo­li­ła zre­ali­zo­wać ten pro­jekt przy bar­dzo skrom­nych fun­du­szach. Do gru­py tej na­le­że­li: Ka­ro­li­na Ha­lem­ba, Ali­cja Ka­pa­ła, Jo­an­na Kemp­ka, Mag­da­le­na Ko­by­łec­ka, Edy­ta Laur­man-Ja­rzą­bek, Prze­my­sław Mar­ci­nek, Ma­ri­ka No­wic­ka, Anna Ro­szyk, Ra­fał Rut­kow­ski, Syl­wia Saw­czuk-Sła­biń­ska, Woj­ciech Sro­ka i Krzysz­tof Tryk­sza.

Dzię­ku­ję rów­nież za po­moc wszyst­kim pra­cow­ni­kom za­kła­dów kar­nych wy­mie­nio­nych w roz­dzia­le 3, a Cen­tral­ne­mu Za­rzą­do­wi Służ­by Wię­zien­nej – za ze­zwo­le­nie na prze­pro­wa­dze­nie ba­dań i udział w spo­rzą­dza­niu ewi­den­cji ska­za­nych.

Licz­ne trud­no­ści me­ry­to­rycz­ne i or­ga­ni­za­cyj­ne zmo­głam dzię­ki, naj­pierw moim stu­den­tom, a te­raz nie­oce­nio­nym dok­to­ran­tom, An­nie Ro­szyk i Fi­li­po­wi Szum­skie­mu – współ­pra­cow­ni­kom mło­dym, zdol­nym i cier­pli­wym, któ­rzy słu­ży­li mi fa­cho­wą po­mo­cą za­wsze, gdy była taka po­trze­ba. Ich – nie wa­ham się po­wie­dzieć – rze­tel­na wie­dza i za­an­ga­żo­wa­nie znacz­nie pod­nio­sły ja­kość tej pra­cy. Dla­te­go chcę swo­jej wdzięcz­no­ści nadać pi­sem­ny kształt. Dr Ma­rze­nie Za­krzew­skiej wy­ra­żam nie­ustan­ny po­dziw za za­an­ga­żo­wa­nie w po­szu­ki­wa­nie no­wych roz­wią­zań sta­rych me­to­do­lo­gicz­nych pro­ble­mów i cią­głą go­to­wość do me­to­do­lo­gicz­nych kon­sul­ta­cji. Tra­dy­cyj­nie do­dam, że udział wszyst­kich wy­mie­nio­nych osób w po­wsta­niu książ­ki nie obej­mu­je za­war­tych w niej błę­dów, ogra­ni­czeń i uchy­bień, za któ­re za­wsze od­po­wia­dam sama.

1Dyskusja wokół definicji pedofilii

1.1. Ro­dza­je de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii

Wśród ba­da­czy zja­wi­ska pe­do­fi­lii trwa oży­wio­na dys­ku­sja na te­mat za­kre­su jego de­fi­ni­cji, jej typu oraz jej ele­men­tów skła­do­wych. Mno­gość dy­le­ma­tów, któ­ra się z tym wią­że, wska­zu­je na ran­gę za­gad­nie­nia. De­fi­ni­cja wpły­wa bo­wiem na dia­gno­zę roz­po­wszech­nie­nia zja­wi­ska i oce­nę tren­dów oraz wy­zna­cza spo­sób re­ago­wa­nia na nie (sank­cje, le­cze­nie, pre­wen­cja).

Do ana­li­zy i na uży­tek ni­niej­sze­go opra­co­wa­nia do­bra­no tyl­ko nie­któ­re pro­po­zy­cje de­fi­ni­cyj­ne, kie­ru­jąc się dwo­ma kry­te­ria­mi: po­wszech­no­ścią i kom­plet­no­ścią.

„Pe­do­fi­lia” jest po­ję­ciem sze­ro­kim. Naj­ogól­niej mó­wiąc, opi­su­je ono zja­wi­sko po­le­ga­ją­ce na re­la­cji sek­su­al­nej do­ro­słe­go z dziec­kiem.

Po­słu­gi­wa­nie się ter­mi­nem „pe­do­fi­lia” – mimo po­zor­nej oczy­wi­sto­ści jego zna­cze­nia – jest jed­nak po­wo­dem licz­nych nie­po­ro­zu­mień, przede wszyst­kim mię­dzy kli­ni­cy­sta­mi (psy­cho­lo­ga­mi, le­ka­rza­mi) a praw­ni­ka­mi. Usta­le­nia de­fi­ni­cyj­ne kom­pli­ku­je fakt, że w dys­ku­sji nad za­war­to­ścią i za­kre­sem po­ję­cia bio­rą udział rów­nież kom­pe­tent­ni przed­sta­wi­cie­le in­nych za­wo­dów (np. dzien­ni­ka­rze, pe­da­go­dzy, so­cjo­lo­dzy), za­chę­ca­jąc spo­łe­czeń­stwo do zaj­mo­wa­nia sta­no­wi­ska w tej kwe­stii. De­fi­ni­cjom pro­fe­sjo­nal­nym to­wa­rzy­szą więc de­fi­ni­cje spo­łecz­ne, któ­rych obec­ność nie może być lek­ce­wa­żo­na przez ba­da­czy. Isto­tą róż­ni­cy w uj­mo­wa­niu po­ję­cia „pe­do­fi­lia” jest fakt, że w pierw­szym – kli­nicz­nym – ro­zu­mie­niu od­no­si się ono do we­wnętrz­nej dys­po­zy­cji czło­wie­ka, zwy­kle prze­ja­wia­ją­cej się w jego dzia­ła­niu, na­to­miast w dru­gim – praw­ni­czym – do okre­ślo­ne­go zda­rze­nia. W trze­cim – po­tocz­nym – zna­cze­niu jest to pew­na for­ma (zwy­kle dra­stycz­na) ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej oso­by do­ro­słej.

Wska­za­ne nie­po­ro­zu­mie­nia de­fi­ni­cyj­ne spra­wia­ją, że ko­niecz­ne sta­je się prze­ana­li­zo­wa­nie na wstę­pie dwóch ty­pów za­gad­nień. Po pierw­sze, omó­wie­nie róż­nych ro­dza­jów de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii i wska­za­nie na kon­se­kwen­cje wy­ni­kłe z ich ist­nie­nia. Po dru­gie, upo­rząd­ko­wa­nie za­leż­no­ści mię­dzy po­ję­ciem pe­do­fi­lii a po­ję­cia­mi opi­su­ją­cy­mi zja­wi­ska po­dob­ne, któ­rych isto­tą jest rów­nież an­ga­żo­wa­nie dzie­ci w ak­tyw­ność sek­su­al­ną.

W li­te­ra­tu­rze przed­mio­tu po­świę­co­nej pe­do­fi­lii funk­cjo­nu­ją – jak sy­gna­li­zo­wa­no – trzy ro­dza­je de­fi­ni­cji: kli­nicz­ne, praw­ni­cze i spo­łecz­ne. Każ­dy z nich opi­su­je to samo zja­wi­sko z nie­co in­nej per­spek­ty­wy ze wzglę­du na róż­ne cele sta­wia­ne przez ba­da­czy w pro­ce­sie de­fi­nio­wa­nia.

1.1.1. De­fi­ni­cje kli­nicz­ne pe­do­fi­lii

Dla kli­ni­cy­sty pe­do­fi­lia sta­no­wi zja­wi­sko z ob­sza­ru psy­cho­pa­to­lo­gii (Hall i Hall, 2007), po­nie­waż uzna­wa­na jest za jed­ną z po­sta­ci pa­ra­fi­lii. Oba sło­wa – „pa­ra­fi­lia” i „pe­do­fi­lia” – wy­wo­dzą się z ję­zy­ka grec­kie­go, a zna­jo­mość ich pier­wot­ne­go zna­cze­nia po­ma­ga w for­mu­ło­wa­niu de­fi­ni­cji zja­wi­ska. Pa­ra­fi­lia – ze wzglę­du na to, że sta­no­wi zbit­kę dwóch wy­ra­zów (para – obok, phi­lia – skłon­ność, mi­łość) – może być tłu­ma­czo­na do­słow­nie jako nie­wła­ści­wa, po­zo­sta­ją­ca poza nor­mą (dosł… obok nor­my) for­ma mi­ło­ści. To sto­sun­ko­wo nowy ter­min, wpro­wa­dzo­ny do sek­su­olo­gii – jak twier­dzi Giu­sep­pe Ma­ria Lo Duca – przez Frie­dri­cha Sa­lo­mo­na Kraus­sa (Imie­liń­ski, 1990). Przy­jął się naj­pierw w sek­sia­trii ame­ry­kań­skiej, a na­stęp­nie zo­stał wpro­wa­dzo­ny do pi­śmien­nic­twa eu­ro­pej­skie­go. O jego ran­dze świad­czy fakt, że w DSM-IIIzmie­nio­no kla­sy­fi­ka­cję dia­gno­stycz­ną w ten spo­sób, iż w miej­sce de­wia­cji wpro­wa­dzo­no po­ję­cie pa­ra­fi­lii. DSM-IV utrzy­mu­je ten trend, de­fi­niu­jąc pa­ra­fi­lie jako „upo­rczy­we wzor­ce za­cho­wań sek­su­al­nych, w któ­rych osią­gnię­cie peł­nej sa­tys­fak­cji sek­su­al­nej jest uza­leż­nio­ne od po­ja­wie­nia się spe­cy­ficz­nych przed­mio­tów, ry­tu­ałów czy sy­tu­acji” (Car­son, But­cher i Mi­ne­ka, 2003, s. 629-630). Po­dob­nie (rów­nież od­wo­łu­jąc się do pro­po­zy­cji DSM-IV) w ob­sza­rze pa­to­lo­gii umiesz­cza wszel­kie pa­ra­fi­lie (w tym tak­że pe­do­fi­lię) Mar­tin Se­lig­man, uzna­jąc, iż są nimi „za­in­te­re­so­wa­nia sek­su­al­ne […] tak bar­dzo za­bu­rzo­ne, że upo­śle­dza­ją zdol­ność utrzy­ma­nia afek­tyw­no-ero­tycz­ne­go związ­ku mię­dzy ludź­mi” (Se­lig­man, Wal­ker i Ro­sen­han, 2003, s. 585). Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że pa­ra­fi­lia trak­to­wa­na jest tu jako cho­ro­ba – jako ka­te­go­ria za­bu­rzeń ży­cia sek­su­al­ne­go. Przy­wo­ła­nie tego fak­tu ma klu­czo­we zna­cze­nie ze wzglę­du na pró­by sy­tu­owa­nia pe­do­fi­lii, czy­li jed­nej z po­sta­ci pa­ra­fi­lii, wśród zja­wisk miesz­czą­cych się w gra­ni­cach nor­my. Pro­stym za­bie­giem, któ­ry ma na celu jego ukry­cie, jest po­słu­gi­wa­nie się do­słow­nym tłu­ma­cze­niem sło­wa „pe­do­fi­lia” – mi­łość do dzie­ci (z grec­kie­go: pa­idos – dziec­ko, phi­leo - lu­bię), bez wska­za­nia, do ja­kie­go ro­dza­ju zja­wisk (pa­ra­fi­lii) ten ter­min się od­no­si (www.pl.pu­el­lu­la.com/ma­lyk­sia­ze). Tym­cza­sem źró­dło­słów pa­ra­fi­lii wska­zu­je na to, że pe­do­fi­lia ozna­cza taką po­stać pa­ra­fi­lii, w któ­rej obiek­tem tej nie­wła­ści­wej for­my mi­ło­ści jest dziec­ko.

De­fi­ni­cje kli­nicz­ne – co do­ty­czy rów­nież de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii – two­rzo­ne są po to, by na pod­sta­wie jak naj­lep­sze­go opi­su zja­wi­ska po­sta­wić traf­ną dia­gno­zę. Po­cho­dzą zwy­kle z dwóch źró­deł: od tak zwa­nych au­to­ry­te­tów, czy­li ba­da­czy zaj­mu­ją­cych się za­gad­nie­niem (np. Fin­kel­hor i Ara­ji, 1986), oraz od or­ga­ni­za­cji (spe­cjal­nie w tym celu de­sy­gno­wa­nych, np. World He­alth Or­ga­ni­za­tion – WHO czy Ame­ri­can Psy­chia­tric As­so­cia­tion).

W pierw­szym przy­pad­ku de­fi­ni­cje for­mu­łu­ją zna­ni ba­da­cze, któ­rzy wy­ja­śnia­jąc zja­wi­sko (i zwy­kle po­słu­gu­jąc się da­ny­mi em­pi­rycz­ny­mi uzy­ska­ny­mi z ba­da­nia pe­do­fi­lów), za­czy­na­ją od pod­ję­cia de­cy­zji co do jego za­war­to­ści i za­kre­su. Cho­dzi tu o oso­by zna­ne, któ­rych zna­czą­cy do­ro­bek na­uko­wy le­gi­ty­mi­zu­je ich wy­sił­ki two­rze­nia de­fi­ni­cji, zwy­kle o cha­rak­te­rze pro­jek­tu­ją­cym. Na przy­kład Ron Lan­ge­vin (1990) uwa­ża, że „pe­do­fi­lia” jest ter­mi­nem czę­sto sto­so­wa­nym w od­nie­sie­niu do zbio­ru ano­ma­lii sek­su­al­nych po­le­ga­ją­cych na an­ga­żo­wa­niu dzie­ci jako sek­su­al­nych part­ne­rów do­ro­słych, zwy­kle męż­czyzn. Męż­czyzn tych od­róż­nia od in­nych sil­niej­sze re­ago­wa­nie pod­nie­ce­niem na dziec­ko niż na oso­bę do­ro­słą. Do tak sze­ro­ko za­ry­so­wa­ne­go za­kre­su po­ję­cia au­tor włą­cza re­ak­cje sek­su­al­ne do­ro­słe­go nie­za­leż­ne od płci dziec­ka i od typu ak­tyw­no­ści pod­ję­tej wo­bec nie­go: pre­fe­ro­wa­ne lub za­stęp­cze, jed­no­ra­zo­we lub trwa­łe. Rów­nie sze­ro­ko de­fi­niu­ją pe­do­fi­lię Da­vid Fin­kel­hor i Sha­ron Ara­ji (1986), uzna­jąc, że jest nią każ­dy kon­takt sek­su­al­ny do­ro­słe­go z dziec­kiem, nie­za­leż­nie od mo­ty­wu. Ma to miej­sce wte­dy, gdy do­ro­sły jest świa­do­my swo­je­go sek­su­al­ne­go za­in­te­re­so­wa­nia dzieć­mi przed okre­sem doj­rze­wa­nia. O wy­stę­po­wa­niu pe­do­fi­lii moż­na wnio­sko­wać na pod­sta­wie jed­ne­go z dwóch ty­pów za­cho­wań: do­ro­sły ma kon­tak­ty sek­su­al­ne z dziec­kiem (do­ty­ka dziec­ka lub zmu­sza do sek­su­al­ne­go do­ty­ka­nia do­ro­słe­go) lub ma­stur­bu­je się, uży­wa­jąc fan­ta­zji z ob­ra­zem dziec­ka. Pe­do­fi­lia ozna­cza więc w tym przy­pad­ku każ­dy kon­takt sek­su­al­ny z dziec­kiem (na­wet o cha­rak­te­rze prze­mi­ja­ją­cym), któ­ry może przy­bie­rać dwie for­my: rze­czy­wi­stą lub wy­obra­że­nio­wą. Po­dob­ny­mi de­fi­ni­cja­mi po­słu­gu­je się Ro­bert C. Car­son, uzna­jąc, że: „Pe­do­fi­lia – to pa­ra­fi­lia, w któ­rej pre­fe­ro­wa­nym lub wy­łącz­nym part­ne­rem sek­su­al­nym oso­by do­ro­słej jest dziec­ko przed okre­sem po­kwi­ta­nia” (Car­son i in., 2003, s. 653).

W Pol­sce zna­ni au­to­rzy prac z za­kre­su sek­su­olo­gii rów­nież pro­po­nu­ją swo­je de­fi­ni­cje. Zbi­gniew Lew-Sta­ro­wicz (2000, s. 127) uzna­je, że „pe­do­fi­lia […] jest to czę­sto spo­ty­ka­na pa­ra­fi­lia po­le­ga­ją­ca na osią­ga­niu sa­tys­fak­cji sek­su­al­nej w kon­tak­tach z dzieć­mi”, zaś Ka­zi­mierz Imie­liń­ski (1990, t. 1, s. 193) twier­dzi, że „pe­do­fi­lia […] jest od­chy­le­niem sek­su­al­nym prze­ja­wia­ją­cym się w skłon­no­ści do prak­tyk sek­su­al­nych z dzieć­mi”. Ana­li­za tych pro­po­zy­cji de­fi­ni­cyj­nych wy­ka­zu­je znacz­ny sto­pień ich po­do­bień­stwa zwią­za­ne­go z kla­sy­fi­ka­cją zja­wi­ska (przy­na­leż­ność do pa­to­lo­gii), jego isto­tą (sek­su­al­ne za­in­te­re­so­wa­nie do­ro­słe­go dziec­kiem) oraz po­zio­mem ogól­no­ści (nie­wiel­ka licz­ba cech szcze­gó­ło­wych).

Oprócz au­to­ry­te­tów dru­gie źró­dło de­fi­ni­cji kli­nicz­nych pe­do­fi­lii sta­no­wią sys­te­my kla­sy­fi­ka­cyj­ne DSM-IVi ICD-10. Oma­wia­ne zja­wi­sko – trak­to­wa­ne w obu sys­te­mach jako pa­to­lo­gia (pa­ra­fi­lia lub za­bu­rzo­na pre­fe­ren­cja sek­su­al­na) – jest de­fi­nio­wa­ne po­przez po­da­nie kry­te­riów dia­gno­stycz­nych.

DSM-IVsta­no­wi, że isto­tą ta­kiej pa­ra­fi­lii jak pe­do­fi­lia (ozna­czo­na w tej kla­sy­fi­ka­cji ko­dem 302.2) jest an­ga­żo­wa­nie dzie­ci (przed okre­sem doj­rze­wa­nia) w ak­tyw­ność sek­su­al­ną przez do­ro­słych. Do­kład­nie zaś sfor­mu­ło­wa­ne kry­te­ria dia­gno­stycz­ne brzmią na­stę­pu­ją­co:

A. Po­ja­wia­ją­ce się przez przy­najm­niej sześć mie­się­cy, po­wra­ca­ją­ce, sil­nie pod­nie­ca­ją­ce fan­ta­zje sek­su­al­ne, im­pul­sy sek­su­al­ne lub za­cho­wa­nia do­ty­czą­ce ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej z dziec­kiem lub dzieć­mi, któ­re nie wkro­czy­ły jesz­cze w okres do­ra­sta­nia (ogól­nie przed trzy­na­stym ro­kiem ży­cia).

B. Fan­ta­zje, im­pul­sy lub za­cho­wa­nia po­wo­du­ją­ce kli­nicz­nie zna­czą­cy dys­kom­fort lub upo­śle­dze­nie w spo­łecz­nym, za­wo­do­wym lub in­nym ob­sza­rze funk­cjo­no­wa­nia.

C. Oso­ba ma przy­najm­niej szes­na­ście lat i jest co naj­mniej pięć lat star­sza niż dziec­ko lub dzie­ci z kry­te­rium A. Uwa­ga: nie do­ty­czy osób w póź­nym okre­sie do­ra­sta­nia bę­dą­cych w re­la­cji z dwu­na­sto – lub trzy­na­sto­lat­kiem (za: Se­lig­man, Wal­ker i Ro­sen­han, 2003, s. 592).

Z ko­lei w ICD-10 pe­do­fi­lia to „pre­fe­ren­cja sek­su­al­na oso­by do­ro­słej w sto­sun­ku do dzie­ci, zwy­kle w wie­ku przed­po­kwi­ta­nio­wym lub we wcze­snym okre­sie po­kwi­ta­nia” (Pu­żyń­ski i Wciór­ka, 2000, s. 183). Aby moż­na było zdia­gno­zo­wać wy­stą­pie­nie pe­do­fi­lii, oso­ba dia­gno­zo­wa­na musi speł­niać kry­te­ria ogól­ne dla za­bu­rzeń pre­fe­ren­cji sek­su­al­nych (F65) oraz kry­te­ria spe­cy­ficz­ne dla szcze­gól­nej po­sta­ci tego za­bu­rze­nia, ja­kim jest pe­do­fi­lia. Kry­te­ria ogól­ne brzmią na­stę­pu­ją­co:

G.1. Oso­ba do­świad­cza po­wta­rza­ją­ce­go się, na­si­lo­ne­go po­pę­du i wy­obra­żeń sek­su­al­nych do­ty­czą­cych nie­zwy­kłych przed­mio­tów lub dzia­łań.

G.2. Oso­ba za­rów­no re­ali­zu­je ten po­pęd, jak i od­czu­wa z tego po­wo­du wy­raź­ne cier­pie­nie.

G.3. Pre­fe­ren­cja wy­stę­pu­je od co naj­mniej 6 mie­się­cy (Pu­żyń­ski i Wciór­ka, 1998, s. 124).

Z ko­lei kry­te­ria spe­cy­ficz­ne dla pe­do­fi­lii (F65.4) brzmią:

B. Utrwa­lo­na lub do­mi­nu­ją­ca skłon­ność do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej z dziec­kiem lub dzieć­mi w wie­ku przed po­kwi­ta­niem.

C. Oso­ba ma co naj­mniej 16 lat i jest co naj­mniej 5 lat star­sza od dziec­ka lub dzie­ci z kry­te­rium B (Pu­żyń­ski i Wciór­ka, 1998, s. 125).

Jak wi­dać, kry­te­ria dia­gno­stycz­ne za­war­te w DSM-IV i ICD-10 są po­dob­ne. Istot­ną róż­ni­cę sta­no­wi ko­niecz­ność re­ali­za­cji po­pę­du (G.2) w ICD-10. Dru­ga róż­ni­ca zaś do­ty­czy cier­pie­nia. DSM-IV za­kła­da bo­wiem, że do po­sta­wie­nia dia­gno­zy nie jest ko­niecz­ne do­świad­cza­nie dys­kom­for­tu przez spraw­ców, po­nie­waż dla wie­lu z nich pe­do­fi­la ma cha­rak­ter ego­syn­to­nicz­ny, a ele­ment cier­pie­nia nie jest w ich dzia­ła­niach i fan­ta­zjach obec­ny. Obie de­fi­ni­cje po­słu­gu­ją się in­ny­mi za­bie­ga­mi for­mal­ny­mi przy de­fi­nio­wa­niu nie­któ­rych kry­te­riów dia­gno­stycz­nych (APA, 2000).

Po­rów­na­nie obu ty­pów de­fi­ni­cji kli­nicz­nych wska­zu­je za­rów­no na zna­czą­ce po­do­bień­stwa (głów­nie co do isto­ty de­fi­nio­wa­ne­go zja­wi­ska), jak i róż­ni­ce mię­dzy nimi zwią­za­ne ze szcze­gó­ło­wy­mi ce­cha­mi po­zwa­la­ją­cy­mi kon­kret­ną oso­bę za­li­czyć do gru­py za­bu­rzo­nych lub ją z niej wy­klu­czyć. Ten wnio­sek jest po­chod­ną róż­nic w spo­so­bie for­mu­ło­wa­nia de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii w ogó­le. Fin­kel­hor i Ara­ji (1986), pró­bu­jąc roz­wią­zać tę trud­ność de­fi­ni­cyj­ną, wpro­wa­dza­ją roz­róż­nie­nie na de­fi­ni­cje wy­łą­cza­ją­ce (exc­lu­si­ve) i włą­cza­ją­ce (in­c­lu­si­ve lubno­ne­xc­lu­si­ve). De­fi­ni­cje włą­cza­ją­ce są for­mu­ło­wa­ne w taki spo­sób, by ich kry­te­ria ob­ję­ły wszel­kie przy­pad­ki da­ne­go za­cho­wa­nia (w tym wy­pad­ku pe­do­fil­ne­go). De­fi­ni­cje wy­łą­cza­ją­ce na­to­miast mają na celu wy­bra­nie spo­śród ca­łej gru­py osób za­in­te­re­so­wa­nych sek­su­al­nie dzieć­mi tyl­ko te jed­nost­ki, któ­re speł­nia­ją ści­śle okre­ślo­ne wa­run­ki. W tym zna­cze­niu de­fi­ni­cje au­tor­skie zda­ją się mieć ra­czej cha­rak­ter de­fi­ni­cji włą­cza­ją­cych, a kry­te­ria dia­gno­stycz­ne for­mu­łu­ją de­fi­ni­cje wy­łą­cza­ją­ce. Przy­ję­cie ta­kie­go ge­ne­ra­li­zu­ją­ce­go sta­no­wi­ska nie by­ło­by jed­nak wła­ści­we, po­nie­waż do­kład­niej­sza ana­li­za obu ty­pów de­fi­ni­cji kli­nicz­nych do tego nie upraw­nia.

Ana­li­za de­fi­ni­cji kli­nicz­nych, do­ko­na­na ze wzglę­du na ich za­kres i kom­plet­ność, po­zwa­la w spo­sób ja­sny okre­ślić, ja­kie ele­men­ty po­win­ny wcho­dzić w skład de­fi­nio­wa­ne­go po­ję­cia pe­do­fi­lii. Na­le­żą do nich: okre­śle­nie isto­ty zja­wi­ska sta­no­wią­cej pod­sta­wę do od­róż­nie­nia go od in­nych zja­wisk, okre­śle­nie oso­by ofia­ry oraz okre­śle­nie oso­by spraw­cy, a tak­że ewen­tu­al­nie spo­so­bu jego dzia­ła­nia.

Isto­tą pe­do­fi­lii jest re­la­cja sek­su­al­na do­ro­słe­go z dziec­kiem. Naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­ne dla więk­szo­ści ana­li­zo­wa­nych de­fi­ni­cji kli­nicz­nych oka­zu­je się wska­zy­wa­nie na to, że pe­do­fi­lia wią­że się z pew­ną wła­ści­wo­ścią czło­wie­ka. Opis, że ktoś ma za­bu­rze­nia pre­fe­ren­cji czy jest do­tknię­ty pa­ra­fi­lią, pod­kre­śla, iż cho­dzi o pe­wien stan (a może le­piej: skłon­ność, wła­ści­wość) czło­wie­ka, któ­ry znaj­du­je wy­raz (co może mieć miej­sce, ale nie musi) w czy­nie. W obu ty­pach de­fi­ni­cji kli­nicz­nych kon­takt może mieć cha­rak­ter wy­łącz­nie re­al­ny (np. prak­ty­ka sek­su­al­na z dziec­kiem, za­cho­wa­nie) lub też tyl­ko wy­obra­że­nio­wy (fan­ta­zje). Sfor­mu­ło­wa­nia za­war­te w pod­ręcz­ni­kach dia­gno­stycz­nych wprost tę moż­li­wość za­kła­da­ją, a nie­któ­re de­fi­ni­cje au­tor­skie za­wie­ra­ją okre­śle­nia na tyle ogól­ne (by­cie part­ne­rem sek­su­al­nym do­ro­słe­go, pre­fe­ro­wa­nym part­ne­rem jest dziec­ko), że ta­kiej moż­li­wo­ści nie wy­klu­cza­ją.

Spraw­ca pe­do­fi­lii jest oso­bą do­ro­słą. Więk­szość przy­to­czo­nych de­fi­ni­cji au­tor­skich wy­ra­ża ten wa­ru­nek wprost, a nie­któ­re po­zwa­la­ją go wy­pro­wa­dzić z kon­tek­stu (Imie­liń­ski, 1990; Lew-Sta­ro­wicz, 2000), nie mó­wiąc jed­no­cze­śnie nic na te­mat jego wskaź­ni­ków. Ce­chy de­fi­ni­cji wy­łą­cza­ją­cych moż­na przy­pi­sać w tym miej­scu obu sys­te­mom kla­sy­fi­ka­cyj­nym, któ­re sta­no­wią, że do­ro­słość wią­że się z dwo­ma kry­te­ria­mi: wie­kiem spraw­cy (wyż­szym niż 16 lat) i/lub róż­ni­cą wie­ku (nie więk­sza niż 5 lat na ko­rzyść spraw­cy). Opi­sy kli­nicz­ne i ko­men­ta­rze do obu sys­te­mów ostrze­ga­ją jed­nak przed dia­gno­zo­wa­niem pe­do­fi­lii u osób w póź­nym wie­ku do­ra­sta­nia (Pu­żyń­ski i Wciór­ka, 2000; APA, 2000). Po­nad­to we­dług ICD-10 do roz­po­zna­nia nie upo­waż­nia po­je­dyn­cze wy­da­rze­nie, zwłasz­cza gdy spraw­ca jest w okre­sie do­ra­sta­nia, po­nie­waż nie ozna­cza ono sta­łej lub prze­wa­ża­ją­cej ten­den­cji. De­fi­ni­cje kli­nicz­ne nie wią­żą pe­do­fi­lii z płcią w tym sen­sie, że nie wy­klu­cza­ją z niej ko­biet. W ko­men­ta­rzach po­ja­wia­ją się je­dy­nie uwa­gi o ni­skiej fre­kwen­cji pe­do­fi­lii wśród ko­biet (Pu­żyń­ski i Wciór­ka, 2000), co po­twier­dza­ją sta­no­wi­ska zna­nych au­to­rów zaj­mu­ją­cych się tą kwe­stią (Sa­ra­djian, 1996; Ford, 2006).

Ofia­rą pe­do­fi­lii we wszyst­kich de­fi­ni­cjach jest dziec­ko. Żad­na z przy­to­czo­nych de­fi­ni­cji au­tor­skich nie po­da­je gra­nic wie­ko­wych, ale z sa­me­go brzmie­nia lub z in­ter­pre­ta­cji tek­stów, z któ­rych ob­ja­śnie­nia te po­cho­dzą, wy­ni­ka, że cho­dzi o oso­bę, u któ­rej nie po­ja­wi­ły się ozna­ki doj­rze­wa­nia. Za kry­te­rium de­fi­ni­cyj­ne uzna­je się więc sto­pień doj­rza­ło­ści fi­zycz­nej, a nie okre­ślo­ny wiek dziec­ka (Car­son i in., 2003). Więk­szość przy­to­czo­nych de­fi­ni­cji au­tor­skich ogra­ni­cza się do uży­cia ter­mi­nu „dziec­ko”, co po­zwa­la na trak­to­wa­nie ich jako de­fi­ni­cji włą­cza­ją­cych.

Spo­sób de­fi­nio­wa­nia dziec­ka j est ele­men­tem klu­czo­wym w kli­nicz­nym (i nie tyl­ko) uj­mo­wa­niu pe­do­fi­lii. W tym kon­tek­ście zno­wu daje o so­bie znać spór zwią­za­ny z róż­nym ro­zu­mie­niem tego ter­mi­nu. Dziec­ko, z punk­tu wi­dze­nia bio­lo­gii, jest to jed­nost­ka w wie­ku przed­po­kwi­ta­nio­wym – oso­ba, u któ­rej nie po­ja­wi­ły się ozna­ki doj­rze­wa­nia. Wy­cho­dząc z tego za­ło­że­nia, na­le­ży stwier­dzić, że wszy­scy ci, u któ­rych ozna­ki doj­rze­wa­nia wy­stę­pu­ją (w sta­dium po­cząt­ko­wym czy za­awan­so­wa­nym), nie są dzieć­mi, a więc nie speł­nia­ją pod­sta­wo­we­go wa­run­ku ko­niecz­ne­go dla de­fi­nio­wa­nia pe­do­fi­lii. Tym­cza­sem wie­lu twór­ców de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii, wska­zu­jąc na nie­wła­ści­wość po­dej­mo­wa­nia kon­tak­tów sek­su­al­nych z dzieć­mi, nie przyj­mu­je wy­łącz­nie kry­te­rium bio­lo­gicz­ne­go. Ar­bi­tral­nie okre­śla­jąc gra­ni­cę wie­ku by­cia dziec­kiem, za­li­cza­ją do tej ka­te­go­rii oso­by z wy­stę­pu­ją­cy­mi już nie­kie­dy ce­cha­mi doj­rza­ło­ści płcio­wej, je­śli za ta­kie przy­jąć zdol­ność do re­pro­duk­cji (Seto, 2004).

Wy­bo­ry okre­ślo­nej gra­ni­cy wie­ku by­wa­ją czę­sto dys­ku­to­wa­ne i pod­wa­ża­ne jako nie­ja­sne kry­te­rium. Do­wol­ność i ar­bi­tral­ność ta­kich de­cy­zji de­za­wu­ują au­to­rzy, któ­rzy uwa­ża­ją, że od­zwier­cie­dla ono je­dy­nie po­wszech­ne (prze­wa­ża­ją­ce) war­to­ści, po­sta­wy i uprze­dze­nia (Sand­fort, Bron­ger­sma i Na­ers­sen, 1990), a nie jest efek­tem rze­tel­nych ana­liz. Uwa­ża­ją oni, że po­wo­dem wy­klu­cza­nia pe­do­fi­lii z ob­sza­ru nor­my są tyl­ko na­ci­ski spo­łecz­no­ści opre­syj­nie trak­tu­ją­cej sek­su­al­ność. Tym­cza­sem iden­ty­fi­ka­cja pe­do­fi­lii jako za­bu­rze­nia po­win­na być re­zul­ta­tem ocen do­ko­ny­wa­nych na wie­lu dy­men­sjach, włą­cza­jąc czę­stość wy­stę­po­wa­nia, nor­my kul­tu­ro­we i pa­to­lo­gię bio­lo­gicz­ną. Au­to­rzy ci do­ma­ga­ją się po­nad­to, by pa­to­lo­gia bio­lo­gicz­na była de­fi­nio­wa­na jako ta­kie za­kłó­ce­nie bio­lo­gicz­nych pro­ce­sów i me­cha­ni­zmów, któ­re sta­no­wi prze­szko­dę w pro­ce­sie do­ko­ny­wa­nia na­tu­ral­nej se­lek­cji. Na przy­kład Je­ro­me C. Wa­ke­field (1992) za­li­cza pe­do­fi­lię do tej szer­szej gru­py za­bu­rzeń psy­chicz­nych, któ­rych isto­tą jest brak za­in­te­re­so­wa­nia oso­ba­mi zdol­ny­mi do re­pro­duk­cji (np. doj­rza­ły­mi oso­ba­mi płci prze­ciw­nej). Po­słu­gi­wa­nie się zdol­no­ścią do speł­nie­nia funk­cji bio­lo­gicz­nej (pro­kre­acyj­nej) jako ce­chą okre­śla­ją­ca doj­rza­łość obiek­tu sek­su­al­ne­go rze­czy­wi­ście daje obiek­tyw­ne pod­sta­wy do od­róż­nia­nia osób doj­rza­łych od nie­doj­rza­łych oraz osób, któ­re po­szu­ku­ją part­ne­rów doj­rza­łych (czy­li po­sia­da­ją­cych wska­za­ną ce­chę), od tych, któ­re po­szu­ku­ją part­ne­rów nie­po­sia­da­ją­cych tej ce­chy, czy­li nie­zdol­nych do re­pro­duk­cji (w tym wy­pad­ku ze wzglę­du na ni­ski wiek). Ta­kie roz­róż­nie­nie ma wy­raź­ne kon­se­kwen­cje. Nie wska­zu­je bo­wiem, na ile pre­fe­ro­wa­nie jako part­ne­rów sek­su­al­nych osób nie­zdol­nych do re­pro­duk­cji wy­ni­ka z za­bu­rzeń bio­lo­gicz­nych, a na ile – z za­bu­rzeń in­ne­go typu. Daje tyl­ko po­zor­nie pro­ste i prak­tycz­ne kry­te­rium dia­gno­stycz­ne (okre­śle­nie, czy oso­ba jest zdol­na do re­pro­duk­cji) oraz – pa­ra­dok­sal­nie – może pod­no­sić wiek gra­nicz­ny dla pe­do­fi­lii, gdyż ob­ja­wy po­kwi­ta­nia nie są toż­sa­me ze zdol­no­ścią do re­pro­duk­cji, któ­ra zwy­kle wy­stę­pu­je póź­niej.

Ana­li­za tej dys­ku­sji wska­zu­je przede wszyst­kim na wy­stę­po­wa­nie dwóch sprzecz­nych kie­run­ków my­śle­nia o pe­do­fi­lii, z któ­rych każ­dy sta­ra się zna­czą­co wpły­wać na de­cy­zje kli­nicz­ne i de­fi­ni­cje praw­ni­cze. Oso­by re­pre­zen­to­wa­ne przez ta­kie or­ga­ni­za­cje jak The North Ame­ri­can Man/Boy Love As­so­cia­tion czy Pa­idi­ka oraz po­zo­sta­ją­ce w mniej­szo­ści na­ci­ska­ją na po­słu­gi­wa­nie się wy­łącz­nie kry­te­rium bio­lo­gicz­nym przy de­fi­nio­wa­niu dziec­ka. Śro­do­wi­ska re­pre­zen­to­wa­ne przez au­to­ry­te­ty w dzie­dzi­nie psy­cho­lo­gii i sek­su­olo­gii opo­wia­da­ją się z ko­lei za łą­cze­niem kil­ku kry­te­riów, co zwy­kle skut­ku­je pod­wyż­sze­niem wie­ku uzna­wa­nia oso­by chro­nio­nej za dziec­ko.

Jed­nak­że cza­sa­mi in­for­ma­cja po­śred­nia, po­cho­dzą­ca z de­fi­ni­cji in­nych, po­krew­nych po­jęć wska­zu­je na od­mien­ne ten­den­cje. Na przy­kład Fin­kel­hor, opi­su­jąc, na czym po­le­ga sek­su­al­na wik­ty­mi­za­cja, stwier­dza, że „jest to wcią­ga­nie w ak­tyw­ność sek­su­al­ną dzie­ci w wie­ku po­ni­żej 13 roku ży­cia z oso­ba­mi star­szy­mi od nich o co naj­mniej 5 lat oraz dzie­ci w wie­ku 13-16 lat z oso­ba­mi co naj­mniej 10 lat star­szy­mi” (Fin­kel­hor, 1984, za: Gla­ser i Frosh, 1995, s. 18). Pró­bu­jąc w ten spo­sób po­łą­czyć dwie spra­wy – okre­śla­nie kry­te­riów istot­nych dla de­fi­nio­wa­nia oso­by ofia­ry i spraw­cy – au­tor pro­po­nu­je bar­dzo sze­ro­ką in­ter­pre­ta­cję po­ję­cia dziec­ka. Wno­sić więc na­le­ży, że od­dzie­la jego de­fi­ni­cję opar­tą na ce­chach bio­lo­gicz­nych, obej­mu­jąc nią oso­by przed doj­rze­wa­niem, od de­fi­ni­cji opar­tej na in­nych kry­te­riach, na przy­kład nie­doj­rza­ło­ści emo­cjo­nal­nej czy spo­łecz­nej. Cel, ja­kim jest praw­do­po­dob­nie dą­że­nie do ob­ję­cia ochro­ną jak naj­szer­szej gru­py osób w róż­ny spo­sób nie­doj­rza­łych, sta­no­wi po­wód do roz­sze­rze­nia kry­te­rium, po­nie­waż uży­cie sa­me­go kry­te­rium bio­lo­gicz­ne­go nie sta­no­wi­ło­by do­sta­tecz­ne­go za­bez­pie­cze­nia. W li­te­ra­tu­rze przed­mio­tu (Imie­liń­ski, 1990; Lew-Sta­ro­wicz, 2000; Hall i Hall, 2007) dla pod­kre­śle­nia, że oma­wia­ny ter­min nie jest pre­cy­zyj­ny, po­ja­wia­ją się okre­śle­nia do­kład­niej­sze, wią­żą­ce pre­fe­ren­cję sek­su­al­ną do­ro­słe­go z wie­kiem dziec­ka. Stąd uży­wa­nie ta­kich okre­śleń, jak in­fan­to­fi­lia (za­in­te­re­so­wa­nie sek­su­al­ne dziec­kiem po­ni­żej 5. r.ż.) czy efe­bo­fi­lia (za­in­te­re­so­wa­nie sek­su­al­ne dziec­kiem we wcze­snym wie­ku po­kwi­ta­nio­wym mię­dzy 13. a 15. r.ż.). Inne rów­nie czę­sto po­ja­wia­ją­ce się okre­śle­nia, na przy­kład ko­ro­fi­lia czy par­te­no­fi­lia, mają mniej­sze zna­cze­nie w dys­ku­sji nad de­fi­ni­cją pe­do­fi­lii, po­nie­waż do­ty­czą płci dzie­ci i spraw­ców lub spe­cy­ficz­nych cech ofiar (dzie­wic­two). Roz­róż­nie­nie mię­dzy efe­bo­fi­lią a pe­do­fi­lią, do­tych­czas nie­obec­ne w pod­ręcz­ni­kach dia­gno­stycz­nych, sta­no­wi przed­miot licz­nych dys­ku­sji wśród ba­da­czy i obiekt po­stu­lo­wa­nych zmian wpro­wa­dzo­nych do DSM-V1.

Ak­tyw­ność sek­su­al­na, czy też spo­sób dzia­ła­nia spraw­cy jest rów­nież jed­nym z kon­sty­tu­tyw­nych ele­men­tów de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii. Uj­mo­wa­nie go ro­dzi sze­reg pro­ble­mów. Pierw­szy z nich do­ty­czy za­kre­su po­ję­cia oraz kry­te­riów od­róż­nia­nia za­cho­wań, któ­re się w nim miesz­czą, od tych, któ­re poza nie wy­kra­cza­ją.

Do po­pu­lar­nych roz­wią­zań na­le­ży po­słu­gi­wa­nie się de­fi­ni­cja­mi funk­cjo­nal­ny­mi, któ­re w spo­sób ogól­ny wska­zu­ją, że przed­mio­tem wy­ko­rzy­sta­nia jest ak­tyw­ność sek­su­al­na do­ro­słe­go zmie­rza­ją­ca do za­spo­ko­je­nia po­trzeb oso­by do­ro­słej. Brak spe­cy­fi­ka­cji po­zwa­la wów­czas ob­jąć bar­dzo sze­ro­ki zbiór za­cho­wań spraw­cy, o ile speł­nia­ją one wska­za­ną funk­cję. Sta­no­wi to za­le­tę oma­wia­ne­go typu de­fi­ni­cji, po­nie­waż nie ma nie­bez­pie­czeń­stwa po­mi­ja­nia za­cho­wań nie­ty­po­wych czy nie­prze­wi­dzia­nych przez ka­zu­isty­kę. Wadą jest ko­niecz­ność okre­śle­nia za­mia­ru, z ja­kim dzia­łał spraw­ca, i oso­by, któ­rej ten za­miar do­ty­czył. Naj­bar­dziej ogól­ny spo­sób opi­su ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej i roz­wią­za­nia pro­ble­mu okre­śla­nia za­mia­ru spraw­cy pro­po­nu­ją Fin­kel­hor i Ara­ji (1986). Cha­rak­te­ry­zu­jąc isto­tę pe­do­fi­lii, od­ry­wa­ją akt sek­su­al­ny od mo­ty­wu sek­su­al­ne­go. Są zda­nia, że dzia­ła­nie, któ­re ma cha­rak­ter sek­su­al­ny (np. do­tyk na­rzą­dów płcio­wych dziec­ka), może być rów­nież pod­ję­te z mo­ty­wów po­za­sek­su­al­nych (np. emo­cjo­nal­nych), nie tra­cąc cech oma­wia­ne­go za­cho­wa­nia. Po­dob­nie ak­tyw­ność sek­su­al­na nie musi za­spo­ka­jać po­trzeb do­ro­słe­go spraw­cy, ale może za­spo­ka­jać w ogó­le po­trze­by in­nej oso­by do­ro­słej, na przy­kład ko­rzy­sta­ją­cej z por­no­gra­fii dzie­cię­cej.

Roz­wią­za­nia te re­zy­gnu­ją z wy­łą­czeń, a więc ze wska­zy­wa­nia, ja­kie dzia­ła­nia i ja­kie oko­licz­no­ści wy­klu­cza­ją pe­do­fi­lię, mimo że za­cho­wa­nie może mieć jej ze­wnętrz­ne zna­mio­na. Cho­dzi tu na przy­kład o dzia­ła­nia lecz­ni­cze, edu­ka­cyj­ne czy pie­lę­gna­cyj­ne. Za­kła­da­ją one bo­wiem nie tyl­ko brak mo­ty­wu sek­su­al­ne­go, ale ist­nie­nie in­nej – po­zy­tyw­nej – po­bud­ki po­stę­po­wa­nia do­ro­słe­go, któ­re­go ce­lem nie jest za­spo­ka­ja­nie po­trzeb oso­by do­ro­słej. Opie­ra­nie de­fi­ni­cji na mo­ty­wie dzia­łań do­ro­słe­go, mimo teo­re­tycz­ne­go uza­sad­nie­nia, utrud­nia jej ope­ra­cjo­na­li­za­cję. De­cy­du­ją o tym trud­no­ści dia­gno­zo­wa­nia mo­ty­wów, zwłasz­cza w sy­tu­acjach ni­skiej men­ta­li­za­cji po­trze­by sek­su­al­nej, gdy spraw­ca mie­sza świa­do­me i nie­świa­do­me mo­ty­wy oraz włą­cza me­cha­ni­zmy obron­ne. De­fi­ni­cje za­war­te w pod­ręcz­ni­kach dia­gno­stycz­nych wska­zu­ją na re­ali­za­cję przez spraw­cę kon­kret­ne­go za­mia­ru, po­nie­waż mó­wią o po­pę­dzie sek­su­al­nym, fan­ta­zjach sek­su­al­nych, im­pul­sach sek­su­al­nych, wska­zu­jąc, że mo­tyw sek­su­al­ny po­wi­nien wy­stą­pić. W ten spo­sób nie wy­klu­cza­ją sy­tu­acji dzia­ła­nia po­li­mo­ty­wa­cyj­ne­go, ale i nie za­kła­da­ją dzia­ła­nia z wy­klu­cze­niem mo­ty­wu sek­su­al­ne­go.

In­nym spo­so­bem okre­śla­nia ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej po­słu­gu­ją się de­fi­ni­cje szcze­gó­ło­we. Za­wie­ra­ją one wy­li­cze­nie form ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej; są bar­dziej jed­no­znacz­ne niż de­fi­ni­cje ogól­ne, ale gro­żą nie­bez­pie­czeń­stwem wy­klu­cze­nia za­cho­wań nie­znaj­du­ją­cych się na da­nej li­ście.

Sto­so­wa­nie roz­wią­zań po­śred­nich po­zwa­la unik­nąć wad roz­wią­zań skraj­nych (de­fi­ni­cji zbyt ogól­nych i zbyt szcze­gó­ło­wych). Do roz­wią­zań po­śred­nich na­le­żą de­fi­ni­cje (np. pro­po­zy­cja WHO) okre­śla­ją­ce, ja­ki­mi ce­cha­mi po­win­na się cha­rak­te­ry­zo­wać ak­tyw­ność sek­su­al­na, aby sta­ła się wy­ko­rzy­sta­niem sek­su­al­nym (np. nie­zgod­na z nor­ma­mi, nie­zro­zu­mia­ła dla dziec­ka, nie­do­sto­so­wa­na do jego stop­nia roz­wo­ju). Ce­chy te mogą być trak­to­wa­ne jako kry­te­ria oce­ny kon­kret­nych za­cho­wań, któ­rych do­pu­ścił się spraw­ca. Ten spo­sób uła­twia ope­ra­cjo­na­li­za­cję de­fi­nio­wa­ne­go po­ję­cia. Sa­mo­dziel­ne sto­so­wa­nie ta­kich roz­wią­zań mo­gło­by jed­nak do­pro­wa­dzić do zbyt du­żej do­wol­no­ści in­ter­pre­ta­cji, dla­te­go zda­rza się, że kon­kret­ne de­fi­ni­cje od­sy­ła­ją ba­da­czy do do­dat­ko­wych kry­te­riów (np. nor­my praw­ne, wy­kład­nie pra­wa, opra­co­wa­nia teo­re­tycz­ne).

De­fi­ni­cje kli­nicz­ne zwy­kle okre­śla­ją ro­dzaj ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej spraw­cy ogól­nie, nie pre­cy­zu­jąc, na czym do­kład­nie po­le­ga­ją dane prak­ty­ki czy za­cho­wa­nia. Kry­te­ria dia­gno­stycz­ne po­zwa­la­ją roz­po­zna­wać pe­do­fi­lię na­wet w sy­tu­acjach, gdy jego ak­tyw­ność spro­wa­dza się do po­słu­gi­wa­nia się wi­ze­run­kiem dziec­ka (wy­obra­że­niem lub przed­sta­wie­niem), dla­te­go nic nie stoi na prze­szko­dzie, by sto­so­wać in­ter­pre­ta­cję roz­sze­rza­ją­cą. Wte­dy do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej bę­dzie moż­na za­li­czyć wszel­kie for­my dzia­ła­nia spraw­cy (z kon­tak­tem fi­zycz­nym lub bez). Ka­zu­istycz­ne wy­li­cza­nie wy­kra­cza poza ramy de­fi­ni­cji, tym bar­dziej że do­bre kla­sy­fi­ka­cje re­al­nych form dzia­łań spraw­cy po­ja­wia­ją się w li­te­ra­tu­rze ob­cej (Fal­ler, 1990) i w pi­śmien­nic­twie pol­skim (Lew-Sta­ro­wicz, 1992; Be­isert, 2008a). Stąd w de­fi­ni­cjach kli­nicz­nych za­war­tych w pod­ręcz­ni­kach dia­gno­stycz­nych okre­śle­nie ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej jest spój­ne ze spo­so­bem de­fi­nio­wa­nia isto­ty pe­do­fi­lii, któ­ra do­ty­czy sta­nu spraw­cy uze­wnętrz­nia­ją­ce­go się w za­cho­wa­niach i/lub po­zo­sta­ją­ce­go na po­zio­mie in­trap­sy­chicz­nym.

Dru­gim waż­nym pro­ble­mem, jaki po­wsta­je pod­czas de­fi­nio­wa­nia ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej do­ro­słe­go z dziec­kiem, jest ko­niecz­ność okre­śle­nia, jak do­cho­dzi do jej po­wsta­nia. Mó­wiąc kon­kret­nie, trze­ba roz­strzy­gnąć, czy na­le­żą do niej tak­że for­my nie­an­ga­żu­ją­ce do­ty­ku. Roz­wią­za­nie przy­ję­te przez pod­ręcz­ni­ki dia­gno­stycz­ne roz­strzy­ga tę kwe­stię na po­zio­mie teo­re­tycz­nym, po­nie­waż je­śli w ogó­le do dia­gno­zo­wa­nia pe­do­fi­lii nie jest ko­niecz­ne za­cho­wa­nie, to nie jest ko­niecz­ny tak­że okre­ślo­ny spo­sób (do­ty­ko­wy) re­ali­za­cji tego za­cho­wa­nia. Ta­kie de­fi­nio­wa­nie prze­są­dza o bar­dzo sze­ro­kim uję­ciu oma­wia­ne­go za­gad­nie­nia. Pro­blem do­ty­czy jed­nak oce­ny dróg re­ali­za­cji, gdy za­cho­wa­nia spraw­cy już zo­sta­ną uru­cho­mio­ne.

Star­sze i wą­skie de­fi­ni­cje włą­cza­ły do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej tyl­ko te za­cho­wa­nia, w któ­rych do­cho­dzi­ło do bez­po­śred­nie­go do­ty­ku cia­ła ofia­ry (na­gie­go lub za­sło­nię­te­go) przez spraw­cę. De­cy­zję tę uza­sad­nia­no więk­szą in­wa­zyj­no­ścią form do­ty­ko­wych i bra­kiem szko­dli­wo­ści form bez­do­ty­ko­wych. Uwa­ża­no, że sko­ro te dru­gie nie na­ru­sza­ją gra­nic cia­ła, nie po­wo­du­ją szkód fi­zycz­nych, a więc nie nio­są uchwyt­ne­go ry­zy­ka za­bu­rzeń roz­wo­jo­wych. Now­sze opra­co­wa­nia i wy­wo­dzą­ce się z nich de­fi­ni­cje trak­tu­ją jako pe­do­fi­lię tak­że te za­cho­wa­nia spraw­cy, w któ­rych do­cho­dzi do za­spo­ko­je­nia po­trze­by sek­su­al­nej oso­by do­ro­słej bez ja­kie­go­kol­wiek kon­tak­tu do­ty­ko­we­go z dziec­kiem. Cho­dzi tu głów­nie o za­spo­ko­je­nie dro­gą wzro­ko­wą i słu­cho­wą (np. eks­po­no­wa­nie przez do­ro­słe­go na­rzą­dów płcio­wych dziec­ku, po­ka­zy­wa­nie dziec­ku por­no­gra­fii, zmu­sza­nie dziec­ka do przy­słu­chi­wa­nia się ob­sce­nicz­nym wy­po­wie­dziom). Za za­li­cze­niem form bez­do­ty­ko­wych do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej prze­ma­wia kil­ka ar­gu­men­tów. Każ­da ak­tyw­ność sek­su­al­na an­ga­żu­je wszyst­kie zmy­sły, a nie tyl­ko zmysł do­ty­ku. W cy­klu re­ak­cji sek­su­al­nych oprócz nie­go bio­rą udział wzrok, słuch, smak i węch, przy czym sto­pień ich za­an­ga­żo­wa­nia za­le­ży od fazy cy­klu i in­dy­wi­du­al­nych pre­fe­ren­cji uczest­ni­ków. Nie ma więc po­wo­du do wy­łą­cza­nia pew­nych za­cho­wań sek­su­al­nych i nie­za­li­cza­nia ich do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej tyl­ko dla­te­go, że do po­bu­dze­nia do­cho­dzi dro­gą wzro­ko­wą czy słu­cho­wą. Za ak­tyw­ność sek­su­al­ną uzna­wa­ne jest na przy­kład po­bu­dza­nie oso­by uczest­ni­czą­cej w ak­cie sek­su­al­nym za po­mo­cą eks­po­no­wa­nia na­rzą­dów płcio­wych part­ne­ra. Wy­ko­na­nie tej sa­mej czyn­no­ści wo­bec nie­od­po­wied­nie­go obiek­tu (dziec­ka) nie od­bie­ra jej ce­chy ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej, a je­dy­nie kwa­li­fi­ku­je jako nie­wła­ści­wą ze wzglę­du na typ obiek­tu. Je­śli o oce­nie da­ne­go dzia­ła­nia de­cy­du­je roz­bież­ność wie­ku i po­zy­cji uczest­ni­ków (do­ro­sły – dziec­ko), to po­ja­wie­nie się tej ce­chy jest wy­star­cza­ją­cym wa­run­kiem do za­kwa­li­fi­ko­wa­nia za­cho­wa­nia do gru­py za­cho­wań pe­do­fil­nych. Oce­na dro­gi zmy­sło­wej do uzy­ska­nia po­bu­dze­nia nie ma związ­ku z oma­wia­nym kry­te­rium.

Czę­stym ar­gu­men­tem za zróż­ni­co­wa­ną oce­ną do­ty­ko­wych i bez­do­ty­ko­wych dzia­łań spraw­cy jest wska­zy­wa­nie na róż­ni­ce w in­ten­syw­no­ści róż­nych form ak­tyw­no­ści i – co za tym idzie – na róż­ni­ce w wy­wo­ły­wa­nych przez nie kon­se­kwen­cjach. Ro­zu­mo­wa­nie to opie­ra się na za­ło­że­niu, że po­bu­dza­nie kon­tak­to­re­cep­to­rów (do­tyk) jest czyn­no­ścią bar­dziej in­wa­zyj­ną niż po­bu­dza­nie przez te­le­re­cep­to­ry (wzrok, węch), któ­re wy­ma­ga­ją po­zo­sta­wa­nia w pew­nej od­le­gło­ści od ofia­ry. W isto­cie bli­skość fi­zycz­na może w więk­szym stop­niu za­bu­rzać po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, a do­tyk – wy­wo­ły­wać szko­dy fi­zycz­ne, któ­rych nie jest w sta­nie spo­wo­do­wać ob­raz czy dźwięk. Ten ar­gu­ment ma dużą wagę, po­nie­waż tyl­ko do­tyk (poza sy­tu­acja­mi szcze­gól­ny­mi) wy­wo­łu­je uszko­dze­nie fi­zycz­ne. Z fak­tu, że po­bu­dza­nie wzro­ko­we nie wy­wo­łu­je skut­ków fi­zycz­nych, nie moż­na jed­nak wy­pro­wa­dzać wnio­sków, iż nie wy­wo­łu­je ono szkód w ogó­le, w tym tak­że szkód psy­chicz­nych. Więk­szość kon­tak­tów do­ty­ko­wych (np. do­tyk za­kry­tych pier­si) rów­nież może nie po­wo­do­wać szkód fi­zycz­nych, nie tra­cąc z tego po­wo­du cech pa­to­lo­gii. De­fi­ni­cja ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej do­ro­słe­go z dziec­kiem nie sta­no­wi, że na­le­żą do niej tyl­ko te za­cho­wa­nia, któ­re zo­sta­wi­ły ne­ga­tyw­ne na­stęp­stwa. Sko­ro więc nie ma wa­run­ku uza­leż­nia­ją­ce­go de­fi­nio­wa­ne za­cho­wa­nie od wy­wo­ły­wa­nych przez nie skut­ków, nie ma po­wo­du, by wy­łą­czać z nie­go te za­cho­wa­nia, któ­re nie wy­wo­łu­ją pew­ne­go ro­dza­ju skut­ków (fi­zycz­nych), czy też te, o któ­rych cza­sa­mi się są­dzi, że nie wy­wo­łu­ją żad­nych ne­ga­tyw­nych skut­ków.

Moż­na się spie­rać co do wagi róż­nych szkód, czy wręcz co do ist­nie­nia w ogó­le ne­ga­tyw­nych kon­se­kwen­cji dzia­łań spraw­cy. Sko­ro jed­nak ba­da­nia wy­ka­za­ły, że poza na­stęp­stwa­mi fi­zycz­ny­mi ist­nie­je ry­zy­ko po­wsta­nia na­stępstw psy­chicz­nych, nie ma pod­staw do stwier­dze­nia, że wy­wo­łu­je je je­dy­nie do­tyk, nie­za­leż­nie od ro­dza­ju, na­tę­że­nia i kon­tek­stu, w ja­kim się po­ja­wia (Ken­dall-Tac­ket, Wil­liams i Fin­kel­hor, 1993). Co wię­cej, ba­da­nia nad związ­kiem róż­nych form za­cho­wa­nia spraw­cy i nad ich skut­ka­mi dają pod­sta­wy do wnio­sku o ist­nie­niu za­leż­no­ści mię­dzy ura­zem a za­cho­wa­niem z do­ko­na­ną pe­ne­tra­cją. Ta szcze­gól­nie na­ru­sza­ją­ca gra­ni­ce cia­ła for­ma ak­tyw­no­ści przez swo­ją in­wa­zyj­ność i wy­wo­ły­wa­ne do­zna­nia (ból, cier­pie­nie) wy­róż­nia się wśród in­nych ro­dza­jów ak­tyw­no­ści. Te dru­gie zaś, nie­za­leż­nie od tego, czy za­wie­ra­ły kon­takt do­ty­ko­wy, czy też nie, wpły­wa­ły w po­dob­nym stop­niu na ry­zy­ko po­wsta­nia ura­zu. Na tej pod­sta­wie moż­na wnio­sko­wać, że ist­nie­je moż­li­wość zróż­ni­co­wa­nia szkód, ale po­dział ten nie prze­bie­ga zgod­nie z li­nią po­dzia­łu na kon­tak­ty do­ty­ko­we i bez­do­ty­ko­we. Sko­ro za­cho­wa­nia nie­za­wie­ra­ją­ce do­ty­ku też speł­nia­ją swo­ją funk­cję dla spraw­cy i też nio­są ze sobą ry­zy­ko dla ofia­ry, to zni­ka przy­czy­na, dla któ­rej za­słu­gi­wa­ły­by na wy­łą­cze­nie ze zbio­ru za­cho­wań wy­ko­rzy­stu­ją­cych.

Pod­su­mo­wu­jąc: prze­pro­wa­dzo­na tu ana­li­za kil­ku pro­po­zy­cji de­fi­ni­cji kli­nicz­nych wska­zu­je, że na­le­żą one do de­fi­ni­cji włą­cza­ją­cych i wy­łą­cza­ją­cych, przy czym ce­chy tych pierw­szych przy­pi­sy­wa­ne są głów­nie de­fi­ni­cjom po­cho­dzą­cym od au­to­ry­te­tów (ba­da­czy, teo­re­ty­ków), a ce­chy tych dru­gich – de­fi­ni­cjom sfor­mu­ło­wa­nym w kla­sy­fi­ka­cjach dia­gno­stycz­nych.

1.1.2. De­fi­ni­cje praw­ni­cze pe­do­fi­lii

De­fi­ni­cje praw­ni­cze są od­dziel­ną ka­te­go­rią de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii. W na­ukach praw­nych ter­min „pe­do­fi­lia” ozna­cza okre­ślo­ne prze­stęp­stwo prze­ciw­ko wol­no­ści sek­su­al­nej ma­ło­let­nie­go – czyn z art. 200 no­we­go pol­skie­go ko­dek­su kar­ne­go z 6 czerw­ca 1997 roku (z mocą obo­wią­zu­ją­cą od 1 wrze­śnia 1998 roku; Dz. U. Nr 88, poz. 553 z późn. zm.), znaj­du­ją­cy się w roz­dzia­le XXV Prze­stęp­stwa prze­ciw­ko wol­no­ści sek­su­al­nej i oby­czaj­no­ści. Prze­pi­sy za­war­te w art. 200 k.k. po no­we­li­za­cji w 2004 (Usta­wa z dnia 18 mar­ca 2004 r.

o zmia­nie usta­wy – Ko­deks kar­ny, usta­wy – Ko­deks po­stę­po­wa­nia kar­ne­go oraz usta­wy – Ko­deks wy­kro­czeń; Dz. U. Nr 69, poz. 626) i 2005 roku (na mocy Usta­wy z dnia 27 lip­ca 2005 r. o zmia­nie usta­wy – Ko­deks kar­ny, usta­wy – Ko­deks po­stę­po­wa­nia kar­ne­go i usta­wy – Ko­deks kar­ny wy­ko­naw­czy; Dz. U. Nr 163, poz. 1363) sta­no­wią:

§ 1. Kto ob­cu­je płcio­wo z ma­ło­let­nim po­ni­żej lat 15 lub do­pusz­cza się wo­bec ta­kiej oso­by in­nej czyn­no­ści sek­su­al­nej lub do­pro­wa­dza ją do pod­da­nia się ta­kim czyn­no­ściom albo do ich wy­ko­na­nia, pod­le­ga ka­rze po­zba­wie­nia wol­no­ści od lat 2 do 12.

§ 2. Tej sa­mej ka­rze pod­le­ga, kto w celu za­spo­ko­je­nia sek­su­al­ne­go pre­zen­tu­je ma­ło­let­nie­mu po­ni­żej lat 15 wy­ko­na­nie czyn­no­ści sek­su­al­nej.

„Prze­stęp­stwo pe­do­fi­lii” od­no­si się więc do okre­ślo­ne­go zda­rze­nia, a nie do sa­mej dys­po­zy­cji czy sta­nu oso­by po­peł­nia­ją­cej czyn. Na mocy usta­wy z 5 li­sto­pa­da 2009 roku (o zmia­nie usta­wy – Ko­deks kar­ny, usta­wy – Ko­deks po­stę­po­wa­nia kar­ne­go, usta­wy – Ko­deks kar­ny wy­ko­naw­czy, usta­wy – Ko­deks kar­ny skar­bo­wy oraz nie­któ­rych in­nych ustaw; Dz. U. Nr 206, poz. 1589) do ko­dek­su kar­ne­go zo­sta­ły wpro­wa­dzo­ne nowe prze­stęp­stwa zwią­za­ne z pe­do­fi­lią, w ję­zy­ku praw­ni­czym okre­śla­ne jako „kon­takt z ma­ło­let­nim” lub „gro­oming” (art. 200a k.k.) oraz „pro­pa­go­wa­nie pe­do­fi­lii” (art. 200b k.k.).

Praw­ni­cza de­fi­ni­cja pe­do­fi­lii okre­ślo­na w prze­pi­sach ko­dek­su kar­ne­go oraz od­two­rzo­na na pod­sta­wie ko­men­ta­rzy i glos rów­nież po­win­na opi­sy­wać isto­tę zja­wi­ska i za­wie­rać trzy ele­men­ty: wska­za­nie cech opi­su­ją­cych ofia­rę, spraw­cę oraz czyn­ność, czy­li ro­dzaj ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej do­ro­słe­go z dziec­kiem.

Isto­tą pe­do­fi­lii jest czyn za­bro­nio­ny, po­le­ga­ją­cy na ob­co­wa­niu sek­su­al­nym do­ro­słe­go lub po­dej­mo­wa­niu in­nych czyn­no­ści sek­su­al­nych z ma­ło­let­nim po­ni­żej 15 lat.

Ofia­rą w ro­zu­mie­niu prze­pi­sów za­war­tych w art. 200 k.k. jest ma­ło­let­ni po­ni­żej 15 lat, nie­za­leż­nie od tego, czy jest dla spraw­cy obcy, czy jest po­łą­czo­ny z nim wię­za­mi krwi, czy tyl­ko po­zo­sta­je pod fak­tycz­nym jego wpły­wem przy­po­mi­na­ją­cym wła­dzę ro­dzi­ciel­ską. Roz­wią­za­nie to wska­zu­je, że usta­wo­daw­ca nie sko­rzy­stał z bio­lo­gicz­nej de­fi­ni­cji dziec­ka, a przy­jął de­fi­ni­cję szer­szą. Pod­sta­wą dla ta­kiej de­cy­zji jest zróż­ni­co­wa­nie roz­wo­jo­we dzie­ci przed okre­sem do­ra­sta­nia i w jego trak­cie. Ma­ło­let­ni do 15. r.ż. (abs­tra­hu­jąc od róż­nic wy­stę­pu­ją­cych w ca­łym tym prze­dzia­le cza­so­wym) jest nie­doj­rza­ły po­znaw­czo, emo­cjo­nal­nie i fi­zycz­nie2, stąd ko­niecz­ność udzie­le­nia mu spe­cjal­nej ochro­ny. Z ta­kie­go za­ło­że­nia wy­szedł usta­wo­daw­ca (Zoll, 1999) i ta­kie po­dej­ście spo­ty­ka się rów­nież z ak­cep­ta­cją róż­nych au­to­rów (Wa­ry­lew­ski, 2001; Fi­lar, 2004). Za­kre­śle­nie gra­ni­cy doj­rza­ło­ści w ten spo­sób po­wo­du­je uzna­nie, że ce­chy bio­lo­gicz­ne­go dziec­ka nie są ani je­dy­nym, ani naj­waż­niej­szym kry­te­rium oce­ny doj­rza­ło­ści3. Po­sta­wę usta­wo­daw­cy okre­śla, zda­niem Ja­ro­sła­wa Wa­ry­lew­skie­go, samo uży­cie sło­wa „ma­ło­let­ni” za­miast „nie­let­ni”, co od­zwier­cie­dla do­dat­ko­wo zmia­ny, ja­kie nie­sie ze sobą w tym za­kre­sie nowy ko­deks kar­ny. Uza­sad­nia to brzmie­nie art. 200 § 1 k.k., w któ­rym po­ja­wi­ło się zna­mię „ma­ło­let­ni po­ni­żej lat 15”.

Wpływ na ta­kie de­fi­nio­wa­nie ofia­ry czy­nu pe­do­fil­ne­go wy­war­ły rów­nież ro­dza­je dóbr, któ­re zda­niem usta­wo­daw­cy po­win­ny pod­le­gać ochro­nie. Od­twa­rza­jąc ten za­miar z wy­po­wie­dzi róż­nych au­to­rów, na­le­ży uznać, że usta­wo­daw­ca miał na celu ochro­nę kil­ku ele­men­tów. Przede wszyst­kim cho­dzi­ło o ochro­nę roz­wo­ju dziec­ka (fi­zycz­ne­go i psy­chicz­ne­go), któ­ry po­wi­nien prze­bie­gać w spo­sób nie­za­kłó­co­ny – o ochro­nę pra­wa do roz­wo­ju wol­ne­go od de­pra­wa­cji i de­mo­ra­li­za­cji. Wska­zy­wa­no też na inne do­bra chro­nio­ne, ta­kie jak oby­cza­jo­wość płcio­wa, oby­czaj­ność spo­łecz­na, do­bro mo­ral­ne dziec­ka, wol­ność dziec­ka oraz jego wol­ność sek­su­al­na i oby­czaj­ność (Wa­ry­lew­ski, 2001 Fi­lar, 2004).

Kon­se­kwen­cje trak­to­wa­nia ofia­ry jako dziec­ka, czy­li oso­by nie­do­ro­słej, są bar­dzo po­waż­ne. Do­ty­czą one trzech sfer: bra­ku wy­mo­gu speł­nie­nia ja­kich­kol­wiek do­dat­ko­wych wa­run­ków po stro­nie ofia­ry, bra­ku wpły­wu ofia­ry na sy­tu­ację oraz bra­ku od­po­wie­dzial­no­ści. Ma­ło­let­ni nie musi speł­niać żad­nych do­dat­ko­wych kry­te­riów (poza osią­gnię­ciem okre­ślo­ne­go wie­ku), by być uzna­nym za ofia­rę dzia­łań do­ro­słe­go spraw­cy do­pusz­cza­ją­ce­go się czy­nu pe­do­fil­ne­go. Poza oce­ną po­zo­sta­je rze­czy­wi­sta zdol­ność ofia­ry do ro­zu­mie­nia wła­sne­go po­ło­że­nia i de­cy­do­wa­nia o so­bie, a tak­że jej wy­gląd czy in­for­ma­cje, któ­rych udzie­la­ła spraw­cy4.

Z fak­tu, że ofia­ra nie jest do­sta­tecz­nie doj­rza­ła do roz­po­zna­nia sy­tu­acji, wy­ni­ka brak wpły­wu jej dzia­łań na oce­nę dzia­łań spraw­cy. Krót­ko mó­wiąc, pro­wo­ka­cja, zgo­da lub jej brak, za­chę­ta, brak obro­ny czy na­wet wpro­wa­dze­nie spraw­cy w błąd5 nie po­wo­du­ją zmia­ny kwa­li­fi­ka­cji czy­nu z wy­ko­rzy­sta­nia na do­bro­wol­ny kon­takt sek­su­al­ny. Rów­nież świa­do­mość by­cia ofia­rą wy­ko­rzy­sta­nia nie jest ele­men­tem ko­niecz­nym dla wej­ścia w rolę ofia­ry. Kla­sycz­ny przy­kład sta­no­wi wy­ko­rzy­sta­nie sek­su­al­ne przez do­ro­słe­go po po­zba­wie­niu dziec­ka przy­tom­no­ści (upo­je­nie al­ko­ho­lem, po­da­nie nar­ko­ty­ków), czy też po­słu­gi­wa­nie się jego oso­bą bez jego wie­dzy (np. fil­mo­wa­nie dziec­ka w to­a­le­cie za po­mo­cą ukry­tej ka­me­ry).

Zgod­nie z za­mia­rem chro­nie­nia wy­mie­nio­nych dóbr w obec­nie obo­wią­zu­ją­cym ko­dek­sie kar­nym, po­dob­nie jak w ko­dy­fi­ka­cji z 1932 roku6, przy­ję­to, że ma­ło­let­ni po­ni­żej 15 lat, tak jak oso­ba nie­po­czy­tal­na, po­zba­wio­ny jest zdol­no­ści do wy­ra­że­nia praw­nie sku­tecz­nej zgo­dy na współ­ży­cie oraz inne for­my ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej. Jest to ak­cep­ta­cja swe­go ro­dza­ju fik­cji praw­nej, na­wet w przy­pad­ku wy­stą­pie­nia fak­tycz­nej zgo­dy ma­ło­let­nie­go, że do czy­nów ta­kich do­cho­dzi za­wsze wbrew jego woli. Sy­tu­acja ta ma zna­cze­nie szcze­gól­nie wte­dy, gdy ma­ło­let­ni sam za­chę­ca i na­ma­wia do po­dej­mo­wa­nia z nim ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej, a na­wet kie­dy trak­tu­je ją za­rob­ko­wo. Kon­se­kwen­cją tych roz­wią­zań jest brak od­po­wie­dzial­no­ści ofia­ry za bra­nie udzia­łu w ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej z oso­bą do­ro­słą. In­ny­mi sło­wy, nie­za­leż­nie od za­cho­wa­nia ofia­ry roz­kład od­po­wie­dzial­no­ści i winy po­zo­sta­je nie­zmien­ny7.

Przed­sta­wio­ne roz­wią­za­nia wy­pły­wa­ją z ko­niecz­no­ści ochra­nia­nia dziec­ka i ob­cią­ża­nia od­po­wie­dzial­no­ścią tyl­ko tego uczest­ni­ka in­te­rak­cji, któ­ry z ra­cji swo­je­go sta­nu jest zdol­ny i zo­bo­wią­za­ny do po­no­sze­nia tej od­po­wie­dzial­no­ści. Z przy­to­czo­nych de­fi­ni­cji wy­raź­nie wy­ni­ka dys­pro­por­cja w po­zy­cji ofia­ry i spraw­cy, a tak­że w stop­niu ochro­ny obu uczest­ni­ków czy­nu.

Spraw­cą może być każ­dy czło­wiek, nie­za­leż­nie od płci i wie­ku. W pi­śmien­nic­twie po­ja­wia­ją się py­ta­nia, czy oso­ba, któ­ra nie ukoń­czy­ła 17. r.ż., a więc nie po­no­si od­po­wie­dzial­no­ści kar­nej, może od­po­wia­dać za po­peł­nie­nie prze­stęp­stwa pe­do­fi­lii. Wa­ry­lew­ski (2001) uwa­ża, że spraw­cą może być każ­dy, a nie tyl­ko jed­nost­ka, któ­ra ukoń­czy­ła 17 lat, po­nie­waż wo­bec nie­let­nie­go na­le­ży do­pu­ścić moż­li­wość za­sto­so­wa­nia usta­wy z 26 paź­dzier­ni­ka 1982 roku o po­stę­po­wa­niu w spra­wach nie­let­nich (Dz. U. z 2010 r. Nr 33 poz. 178 z późn. zm.)8. W tej kwe­stii de­fi­ni­cja spraw­cy w ro­zu­mie­niu art. 200 k.k. i kli­nicz­na de­fi­ni­cja pe­do­fi­lii nie idą z sobą w pa­rze. Z punk­tu wi­dze­nia kli­ni­cy­sty okre­śle­nie, że ktoś do­pu­ścił się pe­do­fi­lii, po­nie­waż za­an­ga­żo­wał się w ak­tyw­ność sek­su­al­ną z dziec­kiem po­ni­żej 15. r.ż., sa­me­mu nie osią­gnąw­szy tego wie­ku, nie mia­ło­by sen­su. Dia­gno­za pe­do­fi­lii może być po­sta­wio­na tyl­ko oso­bie do­ro­słej, acz­kol­wiek za­le­ce­nia wy­stę­pu­ją­ce w ICD-10 i DSM-IV za­chę­ca­ją do ostroż­ne­go dia­gno­zo­wa­nia osób na­wet w póź­nym wie­ku do­ra­sta­nia.

Spor­ną kwe­stią wy­da­je się w ta­kim ra­zie oce­na kon­tak­tów sek­su­al­nych osób, z któ­rych jed­na nie skoń­czy­ła 15 lat, a dru­ga jest od niej nie­wie­le (np. rok czy dwa lata) star­sza – kon­tak­tów do­ko­ny­wa­nych przy wza­jem­nym przy­zwo­le­niu i z ocho­tą. Zgod­nie z li­te­ral­ną in­ter­pre­ta­cją prze­pi­su za­war­te­go w art. 200 § 1 k.k. do­szło do prze­stęp­stwa, któ­re­go do­pu­ści­ła się (nie­za­leż­nie od tego, ja­kiej jest płci) oso­ba star­sza. Kwa­li­fi­ko­wa­nie spra­wy w ka­te­go­riach czy­nu za­bro­nio­ne­go jest nie­wąt­pli­we, ale do oce­ny po­zo­sta­je jesz­cze kwe­stia spo­łecz­nej szko­dli­wo­ści czy­nu. W tym celu przy­dat­na oka­że się in­ter­pre­ta­cja za­mia­ru usta­wo­daw­cy, a przede wszyst­kim ra­tio usta­no­wio­ne­go za­ka­zu.

Prze­stęp­stwo z art. 200 § 1 k.k. nie jest prze­stęp­stwem kie­run­ko­wym. Ozna­cza to, że mimo iż na­le­ży ono do gru­py prze­stępstw sek­su­al­nych, spraw­ca nie musi dzia­łać wy­łącz­nie z tak zwa­nych mo­ty­wów sek­su­al­nych (czy­li w celu po­bu­dze­nia lub za­spo­ko­je­nia po­pę­du płcio­we­go), a na­wet może w ogó­le nie mieć mo­ty­wu sek­su­al­ne­go. Oczy­wi­ście musi mieć za­miar, ale wy­star­czy, że ten obej­mu­je okre­ślo­ne czyn­no­ści. Samo wy­stą­pie­nie za­mia­ru nie de­cy­du­je o by­cie prze­stęp­stwa. Ozna­cza to, że spraw­ca może dzia­łać, kie­ru­jąc się tak zwa­ną mo­ty­wa­cją mie­sza­ną. Uwa­ga ta nie do­ty­czy już art. 200 § 2 k.k., w któ­rym wy­raź­nie wska­za­no sek­su­al­ny mo­tyw spraw­cy.

Kwe­stie de­fi­ni­cyj­ne zwią­za­ne z oso­bą spraw­cy obej­mu­ją nie tyl­ko wska­za­nie, kim on jest, ale tak­że spo­sób jego dzia­ła­nia. No­we­li­za­cja ko­dek­su kar­ne­go, czy­li usta­wa z 18 mar­ca 2004 roku, któ­ra za­sad­ni­czo zmie­ni­ła brzmie­nie art. 200 k.k., wpro­wa­dzi­ła do prze­pi­sów zeń wy­ni­ka­ją­cych dwa róż­ne okre­śle­nia: „do­pro­wa­dza” i „do­pusz­cza” za­miast – jak w wer­sji po­przed­niej – tyl­ko jed­ne­go okre­śle­nia: „do­pro­wa­dza”. Funk­cjo­nu­ją­ce obec­nie dwa po­ję­cia stwa­rza­ją szer­sze moż­li­wo­ści in­ter­pre­ta­cyj­ne, czy­li zwięk­sza­ją za­kres de­fi­nio­wa­nia prze­stęp­stwa pe­do­fi­lii. Okre­śle­nie „do­pro­wa­dza”, zgod­nie ze spo­so­bem in­ter­pre­to­wa­nia go przez Ma­ria­na Fi­la­ra (2004), opi­su­je dwie ce­chy: spo­sób dzia­ła­nia spraw­cy i jego udział we włą­cze­niu dziec­ka w ak­tyw­ność sek­su­al­ną. „Do­pro­wa­dza­nie” nie po­cią­ga za sobą wła­sno­ręcz­no­ści czy­nu i nie opi­su­je sze­ro­kich moż­li­wo­ści po­stę­po­wa­nia ofia­ry. Je­śli bo­wiem spraw­ca skła­nia ko­goś do pod­da­nia się in­nej czyn­no­ści sek­su­al­nej, ta nie musi mieć na celu za­spo­ko­je­nia jego oso­by. Oma­wia­ne okre­śle­nie umoż­li­wia więc od­dzie­le­nie roli dwóch osób: tej, któ­ra do czy­nu do­pro­wa­dza, ale się go nie do­pusz­cza, i tej, któ­ra się go do­pu­ści­ła wo­bec ofia­ry, nie­ko­niecz­nie ją do czy­nu do­pro­wa­dza­jąc. Choć – jak są­dzi za­sad­nie Fi­lar (2004) – w prak­ty­ce zwy­kle obie te role od­gry­wa jed­na oso­ba, pre­cy­zja de­fi­nio­wa­nia prze­ma­wia za roz­wią­za­niem przy­ję­tym w 2004 roku. Oprócz tego ter­min „do­pro­wa­dza” za­kła­da, że czyn­ną stro­ną w in­te­rak­cji sek­su­al­nej jest spraw­ca, a ofia­ra po­zo­sta­je oso­bą bier­ną, a nie ak­tyw­nym kre­ato­rem i ini­cja­to­rem dzia­łań. W tym wy­pad­ku rów­nież, acz­kol­wiek opis sy­tu­acji zgod­ny jest z cha­rak­te­ry­sty­ką więk­szo­ści prze­stępstw tego typu, to na­le­ży wziąć pod uwa­gę, że nie­któ­re czy­ny pe­do­fil­ne za­wie­ra­ją in­te­rak­cję, w któ­rej oso­ba ofia­ry ini­cju­je i pro­wo­ku­je czyn­no­ści sek­su­al­ne, ak­tyw­nie za­chę­ca­jąc do nich do­ro­słe­go spraw­cę. Taki spo­sób dzia­ła­nia mógł­by nie speł­niać wa­run­ków za­war­tych w ter­mi­nie „do­pro­wa­dza” za­kła­da­ją­cym bier­ność ofia­ry. Do­da­nie i uży­cie ter­mi­nu „do­pusz­cza się” zmie­nia jed­nak cha­rak­te­ry­zo­wa­nie pe­do­fi­lii i za­kres de­fi­ni­cji. Wpro­wa­dze­nie zna­mie­nia „do­pusz­cza się” ozna­cza, że cho­dzi o prze­stęp­stwo wła­sno­ręcz­ne, na­to­miast spo­sób za­cho­wa­nia ofia­ry nie musi być bier­ny. Je­śli więc ofia­ra bę­dzie czyn­nie (ini­cjo­wa­nie czy­nu, na­kła­nia­nie, per­swa­do­wa­nie) zmie­rzać do ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej, to rów­nież zna­mię czy­nu zo­sta­nie wy­peł­nio­ne. Uży­cie obu ter­mi­nów w jed­nym ar­ty­ku­le znacz­nie po­sze­rza za­tem spo­sób de­fi­nio­wa­nia prze­stęp­stwa pe­do­fi­lii – po­nie­waż bar­dzo po­sze­rza ro­zu­mie­nie roli ma­ło­let­niej ofia­ry, unie­za­leż­nia­jąc po­peł­nie­nie prze­stęp­stwa od spo­so­bu jej za­cho­wa­nia – a tak­że krąg osób uzna­nych za spraw­ców. W naj­now­szym ko­dek­sie kar­nym pol­ski usta­wo­daw­ca in­a­czej trak­tu­je spo­sób dzia­ła­nia spraw­cy pe­do­fi­lii, a in­a­czej – spraw­cy ka­zi­rodz­twa. Ar­ty­kuł 200 k.k. do­ty­czy spraw­cy, któ­ry do­pro­wa­dza ofia­rę do okre­ślo­nych czyn­no­ści sek­su­al­nych lub do­pusz­cza się ich wo­bec niej. Jak już wspo­mnia­no, sze­ro­kie uję­cie z ko­dek­su kar­ne­go nie wy­ma­ga, aby czyn opi­sa­ny w art. 200 k.k. miał ce­chę wła­sno­ręcz­no­ści. W art. 201 k.k. usta­wo­daw­ca jed­nak wy­ma­ga, by spraw­ca sam pod­jął czyn­ność, co wy­ni­ka ze zna­cze­nia cza­sow­ni­ka „do­pusz­cza się” (Fi­lar, 2004). Nie po­gar­sza to sy­tu­acji dziec­ka wy­ko­rzy­sty­wa­ne­go sek­su­al­nie przez wy­mie­nio­ne­go w usta­wie krew­ne­go, choć zmie­nia sy­tu­ację spraw­cy.

W tym miej­scu in­ten­cje usta­wo­daw­cy ukie­run­ko­wa­ne są na zwięk­sze­nie ochro­ny ma­ło­let­nich, po­sze­rze­nie za­kre­su de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii i tym sa­mym na zbli­że­nie jej za­kre­su do de­fi­ni­cji kli­nicz­nej.

Ak­tyw­ność sek­su­al­na spraw­cy po­win­na być do­kład­nie okre­ślo­na tak­że w de­fi­ni­cjach praw­ni­czych. Usta­wo­daw­ca prze­wi­dział dwie ka­te­go­rie czy­nów: ob­co­wa­nie płcio­we i inną czyn­ność sek­su­al­ną (oraz czyn­no­ści sek­su­al­ne). Zgod­nie z wy­kład­nią (Gór­niok, Hoc i Przy­jem­ski, 1999; Zoll, 1999) za­war­tą w ko­men­ta­rzach i opra­co­wa­niach teo­re­tycz­nych (Wa­ry­lew­ski, 2001; Fi­lar, 2004) ob­co­wa­nie płcio­we (ter­min szer­szy niż spół­ko­wa­nie) obej­mu­je za­kre­sem przed­mio­to­wym kon­tak­ty ge­ni­tal­ne he­te­ro­sek­su­al­ne (spół­ko­wa­nie po­le­ga­ją­ce na wpro­wa­dze­niu człon­ka do po­chwy) oraz su­ro­ga­ty ta­kie­go spół­ko­wa­nia trak­to­wa­ne przez spraw­cę jako jego ekwi­wa­len­ty. Cho­dzi tu o za­cho­wa­nia sek­su­al­ne po­le­ga­ją­ce na bez­po­śred­nim po­łą­cze­niu czę­ści cia­ła uczest­ni­ków kon­tak­tu sek­su­al­ne­go, mimo że nie są to wy­łącz­nie czę­ści płcio­we (np. wpro­wa­dza­nie człon­ka do ust czy do od­by­tu). W po­ję­ciu „ob­co­wa­nie płcio­we” za­war­ty jest ele­ment pe­ne­tra­cji cia­ła jed­ne­go z uczest­ni­ków przez dru­gie­go, nie­za­leż­nie od tego, ja­kich na­tu­ral­nych otwo­rów cia­ła pe­ne­tra­cja ta do­ty­czy9.

Z ko­lei „inna czyn­ność sek­su­al­na” jest po­ję­ciem szer­szym, ozna­cza­ją­cym ja­ki­kol­wiek kon­takt cia­ła spraw­cy i ofia­ry ma­ją­cy cha­rak­ter sek­su­al­ny. Wa­ry­lew­ski (2001, s. 144-145) uzna­je, że: „»inne czyn­no­ści sek­su­al­ne« w ro­zu­mie­niu art. 197 § 2. 3 k.k. (a tak­że w ro­zu­mie­niu art. 198 i 199 oraz art. 200 § 1 k.k.) to ta­kie za­cho­wa­nia, nie miesz­czą­ce się w po­ję­ciu »ob­co­wa­nia płcio­we­go«, któ­re: 1) zwią­za­ne są z sze­ro­ko ro­zu­mia­nym ży­ciem płcio­wym czło­wie­ka i po­le­ga­ją na kon­tak­cie fi­zycz­nym spraw­cy albo in­nej oso­by z po­krzyw­dzo­nym lub 2) mają cha­rak­ter sek­su­al­ny i po­le­ga­ją na fi­zycz­nym bądź przy­najm­niej in­te­lek­tu­al­nym za­an­ga­żo­wa­niu po­krzyw­dzo­ne­go”. Po­dob­ne ro­zu­mie­nie wspo­mnia­ne­go po­ję­cia po­ja­wia się w glo­sie do uchwa­ły Sądu Naj­wyż­sze­go z 19 maja 1994 roku, IKZP 17/99, tego sa­me­go au­to­ra. Wa­ry­lew­ski stwier­dza tam, oma­wia­jąc po­szcze­gól­ne ele­men­ty de­fi­ni­cji, że spraw­ca po­przez dzia­ła­nie zmie­rza naj­czę­ściej do po­bu­dze­nia lub za­spo­ko­je­nia swo­je­go po­pę­du płcio­we­go; nie wy­klu­cza się jed­nak w dzia­ła­niu spraw­cy – jak wska­za­no wy­żej – in­nych mo­ty­wów współ­wy­stę­pu­ją­cych. Inna czyn­ność sek­su­al­na może po­le­gać rów­nież na kon­tak­cie bez­do­ty­ko­wym, choć w dok­try­nie praw­nej po­ja­wia­ły się na ten te­mat róż­ne wy­po­wie­dzi Ja­ro­sław Wa­ry­lew­ski (2001) i Vio­let­ta Ko­nar­ska-Wrzo­sek (1999) jed­no­znacz­nie przy­zna­ją, że ele­ment cie­le­sny (kon­takt do­ty­ko­wy spraw­cy z cia­łem dziec­ka) nie jest ko­niecz­ny. Nie ozna­cza to jed­nak, że Wa­ry­lew­ski wszyst­kie czyn­no­ści, w któ­rych kon­takt taki za­cho­dzi, trak­tu­je jako zna­mio­na in­nej czyn­no­ści sek­su­al­nej. Jako przy­kład au­tor ten po­da­je chwy­ce­nie ofia­ry przez spraw­cę za udo czy łyd­kę, a tak­że przy­tu­la­nie się do ofia­ry czy ocie­ra­nie o nią. Nie­ste­ty, Wa­ry­lew­ski nie wy­ja­śnia, dla­cze­go zwłasz­cza te dwie ostat­nie czyn­no­ści – na­le­żą­ce prze­cież do za­cho­wań fro­te­ry­stycz­nych – gdy za­cho­wa­ne zo­sta­ną dwa wa­run­ki przy­to­czo­nej de­fi­ni­cji, nie wcho­dzą w jej za­kres. Ten po­gląd czę­ścio­wo tyl­ko ko­re­spon­du­je z orze­cze­niem Sądu Naj­wyż­sze­go za­war­tym w uchwa­le z dnia 19 maja 1999 roku. Sąd Naj­wyż­szy (1999) uznał, że: „»Inna czyn­ność sek­su­al­na«, w ro­zu­mie­niu art. 200 § 1 k.k. (a tak­że w ro­zu­mie­niu art. 197 § 2 k.k. oraz art. 198 i 199 k.k.), to ta­kie za­cho­wa­nie, nie­miesz­czą­ce się w po­ję­ciu »ob­co­wa­nia płcio­we­go«, któ­re zwią­za­ne jest z sze­ro­ko ro­zu­mia­nym ży­ciem płcio­wym czło­wie­ka, po­le­ga­ją­ce na kon­tak­cie cie­le­snym spraw­cy z po­krzyw­dzo­nym lub przy­najm­niej na cie­le­snym i ma­ją­cym cha­rak­ter sek­su­al­ny za­an­ga­żo­wa­niu ofia­ry”. Treść glo­sy apro­bu­ją­cej z pew­ny­mi za­strze­że­nia­mi za­wie­ra wy­żej wy­ra­żo­ne sta­no­wi­sko Wa­ry­lew­skie­go.

Inny po­gląd re­pre­zen­tu­je Fi­lar (2008), któ­ry uwa­ża, że kon­takt cie­le­sny (ro­zu­mia­ny jak naj­sze­rzej) jest nie­zbęd­nym wa­run­kiem uzna­nia, że mia­ła miej­sce czyn­ność sek­su­al­na (czy­li dla bytu prze­stęp­stwa z art. 200 § 1 k.k.). Wy­łą­czył z tego zbio­ru czyn­no­ści, w trak­cie któ­rych dziec­ko jest po­bu­dza­ne za po­mo­cą bodź­ców wzro­ko­wych (zmu­sza­nie dziec­ka do uczest­ni­cze­nia w ak­tach eks­hi­bi­cjo­ni­zmu) czy słu­cho­wych (wy­po­wie­dzi o tre­ści ob­sce­nicz­nej). Uwa­ga ta nie do­ty­czy art. 200 § 2 k.k., gdzie kon­takt cie­le­sny ofia­ry ze spraw­cą nie jest wy­ma­ga­ny, ale czyn­ność po­win­na być po­strze­gal­na przez ma­ło­let­nie­go i pre­zen­to­wa­na „na żywo”. Sąd Naj­wyż­szy na­to­miast w cy­to­wa­nym wy­żej orze­cze­niu uwa­ża, „iż o tym, czy dana czyn­ność jest, czy też nie jest »czyn­no­ścią sek­su­al­ną«, de­cy­do­wać mogą tak­że, a w nie­któ­rych przy­pad­kach przede wszyst­kim, oce­ny kul­tu­ro­we”..

Kon­klu­du­jąc, na­le­ży za­uwa­żyć, że de­fi­ni­cje praw­ni­cze opi­su­ją kon­kret­ny czyn lub kon­kret­ne czy­ny okre­śla­ne mia­nem pe­do­fi­lii. Ze­sta­wie­nie trzech omó­wio­nych re­gu­la­cji praw­nych Cho­dzi tu o ze­sta­wie­nie re­gu­la­cji za­war­tych w trzech ak­tach praw­nych: Usta­wie z dnia 6 czerw­ca 1997 roku – Ko­deks kar­ny, Usta­wie z dnia 27 lip­ca 2005 roku o zmia­nie usta­wy – Ko­deks kar­ny usta­wy – Ko­deks po­stę­po­wa­nia kar­ne­go i usta­wy – Ko­deks kar­ny wy­ko­naw­czy orazUsta­wie z dnia 5 li­sto­pa­da 2009 roku o zmia­nie usta­wy – Ko­deks kar­ny usta­wy – Ko­deks po­stę­po­wa­nia kar­ne­go, usta­wy – Ko­deks kar­ny wy­ko­naw­czy usta­wy – Ko­deks kar­ny skar­bo­wy oraz nie­któ­rych in­nych ustaw. Re­gu­la­cje te zwięk­sza­ją ochro­nę ofia­ry. No­we­li­za­cja z 27 lip­ca 2005 roku po­sze­rza de­fi­ni­cję pe­do­fi­lii o czy­ny bez­do­ty­ko­we, do­pusz­cza­jąc wart. 200 § 2 k.k. sfor­mu­ło­wa­nie, któ­re wska­zu­je, że czyn­ność sek­su­al­na może mieć taki cha­rak­ter, oraz zwięk­sza sank­cję za pe­do­fi­lię. No­we­li­za­cja z 5 li­sto­pa­da 2009 roku wpro­wa­dza do ko­dek­su kar­ne­go nowe prze­stęp­stwa zwią­za­ne z pe­do­fi­lią: prze­stęp­stwo zgwał­ce­nia pe­do­fil­skie­go, kon­tak­tu z ma­ło­let­nim lub gro­omin­gu i pro­pa­go­wa­nia pe­do­fi­lii.

świad­czy wy­raź­nie o wy­stę­po­wa­niu ten­den­cji do po­sze­rza­nia de­fi­ni­cji tego prze­stęp­stwa. O za­leż­no­ściach mię­dzy tymi dwie­ma ka­te­go­ria­mi de­fi­ni­cji (kli­nicz­nych i praw­ni­czych) trak­to­wać bę­dzie dys­ku­sja koń­czą­ca roz­dział.

1.1.3. De­fi­ni­cje spo­łecz­ne pe­do­fi­lii

De­fi­ni­cje spo­łecz­ne pe­do­fi­lii wska­zu­ją na to, jak zwy­kli oby­wa­te­le od­bie­ra­ją i uj­mu­ją to zja­wi­sko. Dro­ga po­wsta­wa­nia tych de­fi­ni­cji jest zu­peł­nie inna niż pro­ce­du­ra uru­cha­mia­na przez in­sty­tu­cje i ba­da­czy, dla­te­go na­le­ży ocze­ki­wać, że za­rów­no za­kres, jak i treść róż­nić się będą od po­przed­nio oma­wia­nych. Nie­licz­ne prze­pro­wa­dzo­ne w Pol­sce ba­da­nia w tej dzie­dzi­nie sta­no­wią dość skrom­ny ma­te­riał upraw­nia­ją­cy do wnio­sko­wa­nia.

Ba­da­nia Ewy Za­wadz­kiej i To­ma­sza Ka­ro­nia (2002, za: Saj­kow­ska, 2004) wy­ka­za­ły, że re­spon­den­ci pro­sze­ni o de­fi­nio­wa­nie róż­nych ele­men­tów ter­mi­nu „pe­do­fi­lia” sami po­słu­gi­wa­li się po­ję­cia­mi nie­pre­cy­zyj­ny­mi, o du­żym po­zio­mie ogól­no­ści10.

Jako ofia­rę po­strze­ga­no dziec­ko lub na­sto­lat­ka, lecz bez wska­za­nia gra­nic wie­ku czy cech bio­lo­gicz­nych. Wy­mie­nia­no jed­nak (zresz­tą za­sad­nie i zgod­nie z po­wszech­nie zna­ny­mi wy­ni­ka­mi ba­dań przy­wo­ły­wa­ny­mi przez nie­któ­rych au­to­rów; np. Imie­liń­ski, 1990) pew­ne ce­chy cen­tral­ne ofiar, ta­kie jak: sa­mot­ność, opusz­cze­nie, za­nie­dba­nie.

W opi­sie spraw­cy prze­wa­ża­ły dwie ten­den­cje. Po pierw­sze, po­ja­wia­ły się ter­mi­ny zwią­za­ne z de­wia­cją, pa­to­lo­gią, cho­ro­bą psy­chicz­ną oraz przy­pi­sy­wa­nie spraw­stwa oso­bom ob­cym, spo­za ro­dzi­ny. Po dru­gie, z oce­ną in­ten­cji (za­mia­ru) spraw­cy wią­za­no oce­nę czy­nu. Z tego wzglę­du nie uda­ło się zde­fi­nio­wać czy­nu (za­cho­wa­nia spraw­cy), sko­ro za­le­ży on od trud­no dia­gno­zo­wal­ne­go pro­ce­su we­wnętrz­ne­go. Dla tych enig­ma­tycz­nych wy­ni­ków Mo­ni­ka Saj­kow­ska (2004) po­szu­ki­wa­ła wy­ja­śnień, wska­zu­jąc – za­sad­nie – na rolę pra­sy w roz­po­wszech­nia­niu wie­dzy o wy­ko­rzy­sty­wa­niu sek­su­al­nym dzie­ci. Za­uwa­żyć tu moż­na po­now­nie dwie wy­raź­ne ten­den­cje ostat­nie­go dzie­się­cio­le­cia: wzrost licz­by in­for­ma­cji pra­so­wych i eks­po­no­wa­nie naj­bar­dziej su­ro­wych form wy­ko­rzy­sta­nia. Po­dob­ne me­dial­ne prze­ka­zy sprzy­jać będą po­wsta­wa­niu wą­skich de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii. Sko­ro bo­wiem czy­tel­nik spo­ty­ka się głów­nie z ta­ki­mi for­ma­mi czy­nów, jak współ­ży­cie sek­su­al­ne oso­by do­ro­słej z dziec­kiem, wie­lo­krot­ne i do­ko­ny­wa­ne pod przy­mu­sem, to uzna­je, że po­win­ny one wy­czer­py­wać za­kres po­ję­cia pe­do­fi­lii, czy­li czy­nu za­bro­nio­ne­go, zwłasz­cza gdy (a tak było w 80% opi­sy­wa­nych spraw) opi­so­wi to­wa­rzy­szy in­for­ma­cja o aresz­to­wa­niu czy uwię­zie­niu spraw­cy. Wą­skie­mu uj­mo­wa­niu pe­do­fi­lii w de­fi­ni­cjach spo­łecz­nych sprzy­jać będą po­nad­to me­cha­ni­zmy obron­ne, uru­cha­mia­ne u re­spon­den­tów. Pe­do­fi­lia, co pod­kre­śla wie­lu au­to­rów (Seto, 2001; Sal­ter, 2005), jest po­wszech­nie oce­nia­na ne­ga­tyw­nie i dla­te­go lu­dzie (w tym tak­że pro­fe­sjo­na­li­ści) bro­nią się przed uzna­niem, że sta­no­wi ona zja­wi­sko wy­stę­pu­ją­ce w każ­dym, a więc i w ich wła­snym, śro­do­wi­sku. Wy­ra­zem tej ten­den­cji w oma­wia­nych ba­da­niach było za­wę­ża­nie przez re­spon­den­tów po­ję­cia spraw­cy, w szcze­gól­no­ści po­przez wy­pro­wa­dze­nie go poza gro­no naj­bliż­szych. Lęk przed przy­zna­niem, że we­wnątrz ro­dzi­ny – czy­li we­wnątrz naj­bar­dziej po­zy­tyw­nie oce­nia­nych struk­tur – może po­ja­wić się pa­to­lo­gia (a wte­dy do­ty­czy­ła­by każ­de­go, kto żyje w ro­dzi­nie), do­pro­wa­dził do po­ja­wie­nia się wy­po­wie­dzi ewi­dent­nie sprzecz­nych z wie­lo­ma wy­ni­ka­mi ba­dań em­pi­rycz­nych11.

Za­sta­na­wia­jąc się nad rolą pra­sy w kre­owa­niu zja­wi­ska pe­do­fi­lii i wpły­wa­niu na spo­sób jego de­fi­nio­wa­nia oraz ana­li­zu­jąc treść prze­ka­zów, Saj­kow­ska stwier­dzi­ła, że hi­sto­rie re­la­cjo­no­wa­ne w la­tach 2001-2002 do­ty­czy­ły głów­nie pe­do­fi­lii wśród księ­ży, ko­mer­cyj­ne­go wy­ko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­ne­go dzie­ci oraz uży­wa­nia in­ter­ne­tu przez pe­do­fi­lów. Wska­za­ła też na opis hi­sto­rii oskar­żeń kil­ku pro­mi­nent­nych osób (dy­ry­gent chó­ru, ksiądz, psy­cho­te­ra­peu­ta) w 2004 roku.

Czy ta­kie prze­ka­zy me­dial­ne przy­no­szą wy­mier­ne re­zul­ta­ty i wy­wie­ra­ją wpływ na zmia­ny de­fi­ni­cji spo­łecz­nych? Czę­ścio­wej od­po­wie­dzi na to py­ta­nie do­star­czy­ły wy­ni­ki póź­niej­szych ba­dań. Ka­ro­li­na Le­wan­dow­ska (2007) sta­ra­ła się zre­kon­stru­ować spo­łecz­ny wi­ze­ru­nek spraw­ców prze­stępstw sek­su­al­nych wo­bec dzie­ci i dzię­ki temu do­star­czy­ła wie­lu in­for­ma­cji o po­szcze­gól­nych ele­men­tach istot­nych w de­fi­nio­wa­niu pe­do­fi­lii. Przede wszyst­kim spraw­ca był de­fi­nio­wa­ny jako męż­czy­zna, star­szy, pra­cu­ją­cy w za­wo­dach da­ją­cych mu ła­twy do­stęp do dzie­ci, ra­czej za­moż­ny (pro­mi­nent­ny), o zróż­ni­co­wa­nym wy­kształ­ce­niu i – co zna­czą­ce – czę­ściej zna­ny (krew­ny, są­siad) niż nie­zna­ny dziec­ku. Dzia­ła­nia spraw­cy oce­nia­no głów­nie jako świa­do­me krzyw­dze­nie dziec­ka spo­wo­do­wa­ne dą­że­niem do za­spo­ko­je­nia po­pę­du płcio­we­go, w trak­cie któ­re­go męż­czy­zna wy­ko­rzy­stu­je sze­ro­ki wa­chlarz stra­te­gii ma­ją­cych skło­nić dziec­ko do pod­da­nia się pro­po­no­wa­nym czyn­no­ściom. Okre­śle­nie ich ty­pów (czy­li w ję­zy­ku praw­ni­czym: zna­mion czy­nu, a w de­fi­ni­cjach kli­nicz­nych: ro­dza­ju ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej z dziec­kiem) przy­nio­sło dość nie­ocze­ki­wa­ny re­zul­tat. Ba­da­ni wy­mie­nia­li jako czyn­no­ści pe­do­fil­ne bar­dzo wie­le róż­no­rod­nych za­cho­wań i prak­tyk do­ty­ko­wych i bez­do­ty­ko­wych, z ni­skim i wy­so­kim stop­niem su­ro­wo­ści. De­fi­nio­wa­li rów­nież dzia­ła­nia spraw­cy przez wy­klu­cza­nie, czy­li wska­zy­wa­nie, co do nich nie na­le­ży, oraz pod­kre­śla­li zna­cze­nie kon­tek­stu przy ich kwa­li­fi­ka­cji. Cy­to­wa­ne ba­da­nia, nie­ste­ty, ze wzglę­du na brak istot­nych in­for­ma­cji me­to­do­lo­gicz­nych (do­ty­czą­cych ro­dza­ju ana­li­zy sta­ty­stycz­nej i jej wy­ni­ków) mogą być po­trak­to­wa­ne jako sy­gnał wska­zu­ją­cy na pew­ne tren­dy, a nie do­star­cza­ją pod­sta­wy do wnio­sko­wa­nia o zja­wi­sku. Na pod­sta­wie zgro­ma­dzo­nych da­nych moż­na ewen­tu­al­nie prze­wi­dy­wać, że in­for­ma­cja me­dial­na (ba­da­ni wska­zy­wa­li me­dia jako źró­dło wie­dzy o zja­wi­sku) ma wpływ na zmia­ny w spo­so­bie de­fi­nio­wa­nia pe­do­fi­lii w kie­run­ku po­sze­rza­nia de­fi­ni­cji. Świad­czy o tym bar­dzo ob­szer­ne opi­sy­wa­nie ak­tyw­no­ści spraw­cy (co kil­ka lat temu nie mia­ło miej­sca), a tak­że włą­cza­nie bli­skich i zna­jo­mych ofiar do krę­gu po­ten­cjal­nych spraw­ców. Róż­ni­co­wa­nie we­wnątrz gru­py spraw­ców wska­zu­je rów­nież na zmia­nę w spo­so­bie my­śle­nia o nich. Cie­ka­we, ale wy­kra­cza­ją­ce poza ramy dys­ku­sji o de­fi­ni­cji, są wy­po­wie­dzi na te­mat ge­ne­zy pe­do­fi­lii, spo­so­bu trak­to­wa­nia spraw­ców i ich le­cze­nia.

W cy­to­wa­nych ba­da­niach są jed­nak rów­nież in­for­ma­cje, któ­re mogą su­ge­ro­wać, ja­kie ele­men­ty po stro­nie re­spon­den­tów two­rzą­cych de­fi­ni­cje spo­łecz­ne mają na nie wpływ. W da­nych ze­bra­nych za­rów­no przez Saj­kow­ską, jak i przez Le­wan­dow­ską po­ja­wia­ją się nie­zmien­nie me­cha­ni­zmy obro­ny przed pa­to­lo­gią. Ba­da­ni są sta­le prze­ko­na­ni o tym, że ona ich sa­mych nie do­ty­czy, tyle tyl­ko, że – w za­leż­no­ści od źró­dła – dla utwier­dze­nia się w tym prze­ko­na­niu uży­wa­ją in­nych za­bie­gów. Ewi­dent­nie zwięk­sza­ją­ca się wie­dza re­spon­den­tów nie po­zwa­la im na sto­so­wa­nie pry­mi­tyw­nych stra­te­gii. Dla­te­go eli­mi­nu­ją pe­do­fi­lię ze swo­je­go śro­do­wi­ska, wska­zu­jąc na spraw­ców jako na oso­by waż­ne i zna­czą­ce, o po­zio­mie wy­kształ­ce­nia od­mien­nym od wła­sne­go.

Sy­gna­li­zo­wa­na przez wy­ni­ki ba­dań ten­den­cja do po­sze­rza­nia gra­nic spo­łecz­nych de­fi­ni­cji pe­do­fi­lii za­le­ży wy­raź­nie od po­li­ty­ki edu­ka­cyj­nej. Po­waż­nym i nie­zmien­nym ar­gu­men­tem za ogra­ni­cza­niem za­kre­su de­fi­ni­cji po­zo­sta­je jed­nak lęk re­spon­den­tów przed pa­to­lo­gią i dą­że­nie do wy­klu­cze­nia jej z wła­sne­go ży­cia.

Kon­klu­du­jąc: de­fi­ni­cje spo­łecz­ne mają cha­rak­ter de­fi­ni­cji wą­skich, a w po­rów­na­niu do praw­ni­czych i kli­nicz­nych oka­zu­ją się wprost naj­węż­sze. Za­leż­ność tę ilu­stru­je ry­ci­na 1.1.

Ry­ci­na 1.1. Za­leż­ność mię­dzy za­kre­sa­mi po­ję­cia „pe­do­fi­lia” uj­mo­wa­ny­mi z trzech per­spek­tyw: kli­nicz­nej, praw­ni­czej i spo­łecz­nej

Źró­dło: opra­co­wa­nie wła­sne.

1.2. Pe­do­fi­lia a zja­wi­ska po­krew­ne

W opra­co­wa­niach do­ty­czą­cych włą­cza­nia dziec­ka w ak­tyw­ność sek­su­al­ną osób do – ro­słych oprócz ter­mi­nu „pe­do­fi­lia” uży­wa się ta­kich okre­śleń, jak: agre­sja sek­su­al­na, prze­moc sek­su­al­na (se­xu­al of­fen­ding)