Wydawca: Bernardinum Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 260 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pastores nr 65 - Opracowanie zbiorowe

Żyjemy w epoce zachwytu nad nowością – świat na naszych oczach zmienia się w szalonym tempie, a my przyzwyczailiśmy się do tego tak bardzo, iż zaczynamy się denerwować, gdy ów „postęp” zaczyna nieco zwalniać. Możemy traktować ów współczesny kult zmiany jako ćwiczenie z eschatologii – czyż Apokalipsa nie zawiera zapowiedzi: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5)? Zarazem samo pragnienie nieustannej zmiany także może stać się groźnym przyzwyczajeniem, które nie pozwala docenić wartości tego, czym dysponujemy "tu i teraz".

 

1. Banalizacja jest cichym zabójcą miłości. A skoro chrześcijaństwo jest religią miłości, to w najlepiej pojętym interesie chrześcijan leży odróżnianie fatalnej „rutyny wiary” od poczucia bliskości, od zażyłości kochających się osób. Warto zrobić remanent swoich relacji, zarówno tych naturalnych, jak i nadprzyrodzonych, by nie wpaść w pułapkę zbyt prostych schematów (W. Giertych OP, ks. M. Warowny, ks. M. S. Wróbel).

2. W doświadczeniach, jakie dopuszcza w naszym życiu Opatrzność, dopatrywać się możemy działania anioła mściciela, specjalisty od burzenia schematów, które bywają dla nas luksusowym więzieniem. Gdy walą się fundamenty, pozostaje wierność, przeżywana jako mistyczne, hiobowe doświadczenie trwania bez żadnych punktów oparcia (A. M. Faszczowa). Gdy „z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień” (Rz 8,36), prócz szukania sprawiedliwości próbujemy odnaleźć na nowo paschalny wymiar swojego życia (kard. Béchara Boutros Raï).

3. Chrześcijaństwo polega zatem także na pielęgnowaniu w sobie zdrowego niepokoju wiary – nieustannie poszukujemy Boga, który ukrywa się przed nami po to tylko, by dać nam radość odnajdowania Go na nowo (M. Mikołajczak). W ten sposób uczymy się boskiego stylu bycia, bo przecież polega on na pełnym pasji poszukiwaniu człowieka – począwszy od Adama ukrytego w rajskich zaroślach, a skończywszy na Łazarzu odnalezionym i wybudzonym ze snu śmierci (ks. P. Mazurkiewicz).

4. Niełatwo zidentyfikować księdza rutyniarza, gdy zamieszka on w naszym stylu bycia i posługiwania. Trzeba regularnego diagnozowania stanu swojej wiary (ks. T. Huk, A. Rusak), trzeba wysiłku odkrywania na nowo wartości sprawdzonych podpórek kapłańskiego życia, w tym tak niebanalnie banalnych jak brewiarz (ks. D. Ostrowski). Z pomocą w odświeżaniu naszej tożsamości przychodzą także święci księża, których świadectwo obnaża bylejakość niektórych naszych codziennych wyborów (ks. I. Soler). Warto także posłuchać wołania tych, którym posługujemy na co dzień: pragną oni, by nasze przepowiadanie było pełne mocy i Ducha (ks. T. Horak), oraz doceniają – czasem bardziej niż święci szafarze – wartość sakramentalnych znaków, zwłaszcza Eucharystii (M. Zachara MIC).

Bóg Abrahama, Ojciec Jezusa Chrystusa, jest Bogiem, który nie pozwoli się oswoić. „O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24,44). Niech lektura „Pastores” pomoże nam czuwać!

 

KS. WOJCIECH BARTKOWICZ

Opinie o ebooku Pastores nr 65 - Opracowanie zbiorowe

Fragment ebooka Pastores nr 65 - Opracowanie zbiorowe

Od Redakcji

KS. WOJCIECH BARTKOWICZ

Artykuły

WOJCIECH GIERTYCH OP, Trzeci brat z przypowieści

KS. MACIEJ WAROWNY, Tatuś – imię Boga dojrzałych chrześcijan

KS. MIROSŁAW STANISŁAW WRÓBEL, Kult Ojca

KS. STANISŁAW DYK, Przestrzeń dla Ducha Świętego w kaznodziejstwie

AGATA RUSAK, Stały monitoring, czyli żeby ważne sprawy nie powszedniały

MAŁGORZATA MIKOŁAJCZAK, „Kto szuka Cię, już znalazł Ciebie...”

KARD. BÉCHARA BOUTROS RAÏ, Dramat chrześcijan na Bliskim Wschodzie

Nasza rozmowa

Po co księżom rekolekcje? Rozmowa z KS. TADEUSZEM HUKIEM

Nasza modlitwa

ANNA M. FASZCZOWA, Wierność mimo ciemności

KS. PIOTR MAZURKIEWICZ, Łazarz znakiem przywróconego życia

Nad nauczaniem Kościoła

KARD. GERHARD LUDWIG MÜLLER, Etyka a prawo

KS. TOMASZ HORAK, Kto nam kradnie misyjny entuzjazm?

Z życia Kościoła

MACIEJ ZACHARA MIC, Komunia święta pod obiema postaciami

ANDRZEJ KERNER, Przy ulicy św. Piotra 1a

KS. IGNACY SOLER, Bł. bp Álvaro del Portillo – kim jest kapłan?

Pytania i odpowiedzi

KS. DOMINIK OSTROWSKI, Brewiarz – rzecz wielka i niewielka

Świadectwa

Na nowo opasany i prowadzony

Wspólnota radosnych biedaków

W mieście obłożonym klątwą

Niepowtarzalne DNA

Camino zapisane w sercu

Lektury

Kultura

Ogłoszenia

To Our Readers

Contents

Drodzy Czytelnicy!

Żyjemy w epoce zachwytu nad nowością – świat na naszych oczach zmienia się w szalonym tempie, a my przyzwyczailiśmy się do tego tak bardzo, iż zaczynamy się denerwować, gdy ów „postęp” zaczyna nieco zwalniać. Możemy traktować ów współczesny kult zmiany jako ćwiczenie z eschatologii – czyż Apokalipsa nie zawiera zapowiedzi: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5)? Zarazem samo pragnienie nieustannej zmiany także może stać się groźnym przyzwyczajeniem, które nie pozwala docenić wartości tego, czym dysponujemy „tu i teraz”.

1. Banalizacja jest cichym zabójcą miłości. A skoro chrześcijaństwo jest religią miłości, to w najlepiej pojętym interesie chrześcijan leży odróżnianie fatalnej „rutyny wiary” od poczucia bliskości, od zażyłości kochających się osób. Warto zrobić remanent swoich relacji, zarówno tych naturalnych, jak i nadprzyrodzonych, by nie wpaść w pułapkę zbyt prostych schematów (W. Giertych OP, ks. M. Warowny, ks. M. S. Wróbel).

2. W doświadczeniach, jakie dopuszcza w naszym życiu Opatrzność, dopatrywać się możemy działania anioła mściciela, specjalisty od burzenia schematów, które bywają dla nas luksusowym więzieniem. Gdy walą się fundamenty, pozostaje wierność, przeżywana jako mistyczne, hiobowe doświadczenie trwania bez żadnych punktów oparcia (A. M. Faszczowa). Gdy „z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień” (Rz 8,36), prócz szukania sprawiedliwości próbujemy odnaleźć na nowo paschalny wymiar swojego życia (kard. Béchara Boutros Raï).

3. Chrześcijaństwo polega zatem także na pielęgnowaniu w sobie zdrowego niepokoju wiary – nieustannie poszukujemy Boga, który ukrywa się przed nami po to tylko, by dać nam radość odnajdowania Go na nowo (M. Mikołajczak). W ten sposób uczymy się boskiego stylu bycia, bo przecież polega on na pełnym pasji poszukiwaniu człowieka – począwszy od Adama ukrytego w rajskich zaroślach, a skończywszy na Łazarzu odnalezionym i wybudzonym ze snu śmierci (ks. P. Mazurkiewicz).

4. Niełatwo zidentyfikować księdza rutyniarza, gdy zamieszka on w naszym stylu bycia i posługiwania. Trzeba regularnego diagnozowania stanu swojej wiary (ks. T. Huk, A. Rusak), trzeba wysiłku odkrywania na nowo wartości sprawdzonych podpórek kapłańskiego życia, w tym tak niebanalnie banalnych jak brewiarz (ks. D. Ostrowski). Z pomocą w odświeżaniu naszej tożsamości przychodzą także święci księża, których świadectwo obnaża bylejakość niektórych naszych codziennych wyborów (ks. I. Soler). Warto także posłuchać wołania tych, którym posługujemy na co dzień: pragną oni, by nasze kaznodziejstwo było pełne mocy i Ducha (ks. S. Dyk, ks. T. Horak), oraz doceniają – czasem bardziej niż święci szafarze – wartość sakramentalnych znaków, zwłaszcza Eucharystii (M. Zachara MIC).

Bóg Abrahama, Ojciec Jezusa Chrystusa, jest Bogiem, który nie pozwoli się oswoić. „O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24,44). Niech lektura „Pastores” pomoże nam czuwać!1

KS. WOJCIECH BARTKOWICZ

1. W całym numerze stosujemy następujące skróty: DP – Sobór Watykański II, Dekret o posłudze i życiu prezbiterów Presbyterorum ordinis; EG – Franciszek, adhortacja Evangelii gaudium; EN – Paweł VI, adhortacja Evangelii nuntiandi; KK – Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium; KKK – Katechizm Kościoła Katolickiego; KL – Sobór Watykański II, Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium; KO – Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym Dei verbum; LF – Franciszek, encyklika Lumen fidei; MD – Jan Paweł II, list Mulieris dignitatem; OWMR – Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego; TMA – Jan Paweł II, list Tertio millennio adveniente.

WOJCIECH GIERTYCH OP

Trzeci brat z przypowieści

Syn marnotrawny był człowiekiem – według dzisiejszych standardów – otwartym. Nie widział swej przyszłości w ciasnych ramkach instytucji, jaką był klan rodzinny. Był ciekaw świata, chciał przygód, nowości, świeżych inicjatyw w życiu. Zwrócił się więc do ojca z żądaniem: „daj mi część własności, która na mnie przypada” (Łk 15,12), i gdy otrzymał swoją należność, ruszył w świat.

Można jego postawę porównać do stanowiska ludów pogańskich. Mają one tylko mgliste, wywnioskowane przez naturalny rozum pojęcie o Bogu. Traktują dary, jakie im przypadły, jako należność opatrzności i mając je w garści, próbują się urządzić w świecie, jak tylko umieją, licząc na własne siły, talenty, a niekiedy i chytrość. Marnotrawny z przypowieści świadomie zdystansował się wobec swego ojca, w przekonaniu, że jego własny talent i życiowa zaradność oraz należna własność są wystarczającym moralnym i materialnym wyposażeniem. Mając pieniądz i twórczą zdolność, poczuł się dorosły, niepotrzebujący ojcowskich rad i pouczeń. Pewnie gdzieś w jego psychice tkwiło to, co wcześniej od ojca słyszał, ale teraz miał zamiar wszystko to „przerobić” po swojemu, nie licząc się z mądrością ojca.

Starszy brat z przypowieści tylko na pozór wydaje się być człowiekiem lepszym. Zdawało mu się, że to on ma właściwy stosunek do ojca, bo nigdy wprost nie stawiał żądań. Na razie trwał przy ognisku domowym i z wielkim poczuciem sprawiedliwości spełniał swe obowiązki. Wykonywał prace domowe, dostawał za nie słuszne wynagrodzenie i w ogóle pod każdym względem był „w porządku”.

Można jego postawę porównać do narodu wybranego, który był dumny ze swej drobiazgowej wierności wobec litery Prawa. W swej uczciwości starszy brat był nieugięty, sztywny, zamknięty w sobie. On też, choć w bardziej ukryty sposób, zdystansował się wobec ojca i w ogóle nie był tego świadom. Myślał, że z racji swej wierności trwa przy ojcu, ale też nieopatrznie deformował swoje odniesienie do niego. On również narzucał ojcu swoje myślenie, a ojcowskie oczekiwania przerabiał w swoim umyśle na własną ciasną miarę.

Mamy świadomość, że Jezus mówi w tej przypowieści o swoim Ojcu i pozwala nam zobaczyć nas samych w roli Jego synów – mniej lub bardziej i na różny sposób marnotrawnych. Przypowieść Jezusowa ukazuje nam jeszcze trzeciego brata – tego, którego często nie zauważamy. On nie postawił się na równi z Ojcem, żeby Mu cokolwiek dyktować lub domagać się jakiejś należności. On zamiast tego „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,7). To On się śnił marnotrawnemu, gdy ten w biedzie karmił świnie i cierpiał z głodu. On, jako przedłużenie oczu, rąk i serca Ojca, spełniał Jego polecenia. On przyjął powracającego marnotrawnego, umył mu nogi i ubrał go w świeże szaty. Pełniąc rolę sługi, trzeci brat zastawił stół z okazji powrotu marnotrawnego. To on spotkał się ze starszym bratem i starał się, zresztą nieskutecznie, wytłumaczyć mu sens domowej radości oraz piękno ojcowskiego serca. Trzeci brat miał serce ufne i otwarte wobec serca Ojca. Jego wola była wobec Niego całkowicie dyspozycyjna (J 4,34). On zgodnie z prawdą mógł powiedzieć: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30).

Błąd dwóch braci polegał na tym, że obaj starali się przykrawać więź z Ojcem do własnych pomysłów. Każdy z nich dokonywał pewnej manipulacji i nie jest istotne, czy działo się to świadomie, czy nieświadomie. Obaj chcieli swoją miarę narzucić Ojcu, dlatego okazali się zamknięci na żar Jego serca. Droga powrotu do Ojca, w postawie czystej, ufnej, otwartej na Jego serce i prowadzenie, była dla obu trudna. Droga marnotrawnego, która wiodła przez życiowe pomyłki i bolesne przejścia, okazała się bardziej bezpośrednia. On szybciej trafił do serca Ojca, choć przecież nie tak wyobrażał sobie powrót do domu. Gdy się doświadcza własnej biedy, gdy ewidentna własna głupota wymusza pokorę, wtedy szybciej można się wczuć w bicie Ojcowskiego serca, chociaż nawet w tym przypadku marnotrawny prawie do samego końca snuł domysły, jak to on się z Ojcem spotka, jakie gesty pokutne uczyni, żeby się wkupić na nowo w Jego łaski. Nie mieściło mu się w głowie, że Ojciec nie chciał słuchać jego pełnych kajania przemówień, bo nigdy nie przestał go kochać. I jeden, i drugi brat musiał w końcu dać się zaskoczyć przez ogrom Ojcowskiego miłosierdzia.

Oczyszczenia serca starszego brata pewnie musiały być głębsze i bardziej bolesne, aby także on otworzył się na Ojcowską tajemnicę. Jak i kiedy to następuje, tego przypowieść nam nie mówi, podobnie jak Ewangelia nie podaje, kiedy serce Izraela otworzy się na Jezusa.

Przypowieść odczytana z uwagą skupioną na trzecim, ukrytym bracie zachęca do przyjrzenia się wszelkim ukrytym manipulacjom, które przesłaniają Ojca i deformują odniesienie do Niego. Ten, kto wysuwa własne pomysły wobec Ojca, kto stara się Go dostosować do swojej wydumanej, zaplanowanej lub nieświadomej miary i nie pozwala się zaskoczyć, „wypada” z dziecięcej postawy wobec Ojca, ponieważ ustawia swego rodzaju zaporę. Taki człowiek staje się niewrażliwy na Ojca, gdyż własne projekty okazują się ważniejsze od tajemniczej drogi wiodącej do Niego. Dla takiego człowieka Bóg może być Pierwszą Przyczyną, Celem Ostatecznym, Stwórcą Świata, Źródłem Ładu lub Sędzią, ale to, że jest Ojcem, jakoś umyka jego uwadze. Filozoficznie poprawnym, ogólnym definicjom Boga czy też prawdom katechizmowym może towarzyszyć niewrażliwość na żywe Ojcostwo Boga, a zatem także niewrażliwość na wyjątkową, całkowicie dyspozycyjną wobec Ojca misję Syna.

Boża tajemnica

Apostoł Paweł miał żywą świadomość Bożej tajemnicy, ukrytej mądrości, która musi być przyjęta wiarą, wykracza bowiem poza racjonalną pojemność naturalnego umysłu, poza to, co oko widzi, ucho słyszy i serce pojmuje (1 Kor 2,7-9). Zasadniczym aspektem tej tajemnicy jest Boże wybranie, darmo dane i przez nikogo niezasłużone, jako uprzednie wobec stworzenia świata, a więc uprzednie również wobec człowieczego zaistnienia, grzechu i nawrócenia. Ten tajemniczy Boży zamysł zmierza do tego, abyśmy wszyscy żyli w prawdziwie synowskiej więzi z Ojcem (Ef 1,4-5). Wszyscy są przeznaczeni do tego, „by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Św. Paweł wiarą rozpoznał, że dane mu było ogłoszenie, czym jest „wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu” (Ef 3,9), i że ten boski plan przekracza horyzont ludzkiej mądrości, a więc również horyzont filozofii, i to nie tylko błędnej, sofistycznej, ale również dobrej filozofii, ponieważ chodzi o to, żeby człowiek nie przyznawał ostatniego słowa własnym rozumowaniom i odkryciom prawdy, ale by sięgał dalej i kierował się wiarą, która zapewnia kontakt z żywym Bogiem. Trzeba zaś, by wiara „opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1 Kor 2,5). Dzięki żywej wierze człowiek przestaje kierować się wyłącznie swoimi kalkulacjami i daje się poprowadzić jak dziecko. Jedynie „ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8,14). To, że człowiek niesie w sobie żywą świadomość własnych grzechów i pomyłek, wcale go nie przekreśla i nie wyklucza z Bożego prowadzenia. Może on, jak marnotrawny, zdać się na ojcowskie miłosierdzie, ponieważ w Chrystusie „mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością, przez wiarę w Niego” (Ef 3,12).

Św. Paweł zatem uczy, że nie są decydujące ludzkie filozofie i ideologie, argumenty, nawet te wydedukowane z prawa naturalnego, pomysły odnośnie do tego, co jest stosowne, świadome czy nieświadome manipulacje redukujące Bożą drogę do własnego pojmowania aktualności, socjologiczne, medialne lub polityczne oceny potrzeb duszpasterskich. Decydująca jest Boża tajemnica, odsłonięta w Chrystusie. Im czystsza jest dyspozycyjność wobec Ducha Świętego i Jego prowadzenia, tym głębsze może być zjednoczenie wiarą z Chrystusem. Poprzez Niego i Jego dzieło odkupieńcze może dojść do prawdziwego spotkania dziecka z Ojcem. Warto jednak stale pamiętać, że więź z Ojcem nie jest nigdy nagrodą i odległym punktem docelowym. Jest ona od początku przez Ojca zamierzona. „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy” (Łk 15,31). Tyle tylko, że ten, kto jest zaaferowany własnymi pomysłami, przykrawaniem Boga do swojej miary, ogromu Ojcowskiego serca nie rozpoznaje.

Deformacje Bożego światła

Niebezpieczeństwo zatrzymania się na własnych ograniczonych pomysłach, które przesłaniają tajemniczą drogę Bożą, bardziej zagraża tym, co żyją w tradycyjnej obyczajowości religijnej. Ten, kto startuje z życiowego pogubienia, kto boleśnie doświadcza swoich ograniczeń, łatwiej może w swej biedzie zajęczeć i po omacku znaleźć miłosierne ramiona Ojca. Ten zaś, kto żyje zwyczajnie, kto jest pewny siebie, kogo niesie otaczająca go religijna obyczajowość, może w ogóle nie zauważyć, jak bardzo Boga sobie oswoił, jak mechanicznie pojawia się w nim odruch ignorowania Bożych sygnałów, ponieważ on już wszystko wie, wie, czego Bóg wymaga i na te wymagania odpowiada. Słowa mówiące o Bogu stały się dla niego żargonem, mową-trawą, która właściwie nic nie znaczy lub ma znaczenie jedynie fasadowe i pozbawione głębi.

Nie tylko wielkie ideologie jak hitleryzm czy komunizm przesłaniają żywego Boga. Także dzisiejsze ideologie, występujące bardziej w formie soft, jak ideologia gender czy ideologie moralnego libertynizmu i seksualnego hedonizmu, są stawianiem ludzkich projektów ponad Bożą tajemnicą. Ale są też inne formy manipulacji przyklejające się do życia religijnego, takie jak wysuwa nie na pierwszy plan określonych opcji politycznych lub zmierzanie przede wszystkim do życiowego sukcesu, nawet w ramach instytucji Kościoła. Najgroźniejsze są różne małe ideologie, codzienne kompromisy z niezbyt ewangelicznymi postawami oraz ucieczki przed zaskoczeniem przez Boga, ponieważ pewniejsze zdaje się być schronienie w tym, co się zawsze robiło, w utrwalony obyczaj, nawet jeśli wartości, które ten obyczaj miał nieść, już dawno poszły w zapomnienie, a pozostała sama forma obyczaju. Często w sposobie funkcjonowania i w obyczajach zakonów i duchowieństwa jest trwanie przy ustalonych trybach działania, we wręcz biurokratycznej rutynie, bez refleksji, bez korygowania siebie, bez autentyzmu, ponieważ „zawsze tak było”, a może tylko dlatego, że utrwalony obyczaj pozwala na różne małe ucieczki, deformacje i niewierności, które – jak to się mówi – „przecież nikomu nie przeszkadzają”, w sumie jednak oddalają od Bożej tajemnicy.

Każde pokolenie i każdy człowiek musi odziedziczone pojęcie świętości oraz swoją drogę do Boga oczyszczać. Musi czuwać nad tym, by wyzwalać się z rutyny, z niebezpieczeństwa spowszednienia. Trzeba rozpoznawać codzienne herezje, i to nie tyle herezje w sensie socjologicznym, czyli jako określone grupy społeczne działające na sposób sekciarski, ale herezje ukryte, deformujące otwartość na żywego Boga, ponieważ generują one nawyki myślowe i działania, w których kryje się niewierność, wypaczenie, zagubienie tego, co istotne. Wypaczenia te widać bardziej w przyjmowaniu postaw skrajnych. W krajach anglosaskich zmieniono święto Wszystkich Świętych All Hallows w Halloween, a kult św. Mikołaja potwornie zbanalizowano. Powszechnie święta Bożego Narodzenia przerabia się w seans zakupów. Media zapraszają do deformacji szacunku i posłuszeństwa wobec Papieża, gdy przywiązują nadzwyczajne znaczenie do butów, jakie nosi, do samochodu czy autobusu, jakimi jeździ, i do jego zwyczajnych gestów. Czy do tego ma się sprowadzać otwartość na papieską misję uświęcania, utwierdzania w wierze, głoszenia prawdy objawionej i kierowania Kościołem? A nadawanie liturgiom rangi happeningu, w którym najważniejsze zdaje się być spotkanie towarzyskie i zrobione zdjęcia, jak to czasem bywa przy pierwszej Komunii dzieci, ślubach, czy święceniach kapłańskich i prymicjach? Wszystko to stanowi zewnętrzny przejaw przesunięcia akcentów, w którym o istocie się zapomina lub traktuje się ją jako oczywistą, a więc niewymagającą uważnej troski i wewnętrznego skupienia. Trzeba zatem przyglądać się wewnętrznym nastawieniom, które Boga oswajają, traktują na sposób mechaniczny i rutynowy i przez to uniemożliwiają trwanie w zachwycie i w eucharystycznej wdzięczności wobec niezbadanych Bożych dróg. Każdy w swoim rozliczaniu się wobec Boga musi ciągle sprawdzać, czy nie utworzył sobie jakichś bożków, które sprawiają, że niknie wyczulenie na podszept Ducha Świętego, prowadzący do czystej wiary skoncentrowanej na Chrystusie, i przez Niego do serca naszego wspólnego Ojca.

Droga trzeciego brata

Droga Kościoła to droga trzeciego brata z przypowieści. Chrystus musi być w centrum wszystkiego, ażeby wciąż mogło się urzeczywistniać zjednoczenie z Nim i Jego Misterium Paschalnym. Dokonuje się to poprzez modlitwę, będącą czynnym wyrazem wiary ożywionej miłością, a więc wiary zmierzającej ku Chrystusowi i otwierającej na dar łaski Ducha Świętego. Wtedy pochodzące od Boga intuicje, tajemnicze, wymagające, a zarazem naznaczone mocą Bożą, są rzeczywiście wpuszczane w sferę myślenia, działania, odczuwania, podejmowania decyzji, nakierowywania swoich nawyków, a także pogłębiania i odnawiania zastanych obyczajów. Decydująca jest tutaj systematyczna adoracja, pod warunkiem, że czas spędzany przed Najświętszym Sakramentem nie będzie tylko chwilą psychicznego odprężenia czy błądzenia gdzieś myślami. Podczas adoracji chodzi bowiem nie o to, żeby wiele myśleć, ale o to, żeby wiele kochać. Niech człowiek modlący się wierzy w moc swojej wiary, która ustanawia kontakt z żywym Bogiem i otwiera na strumienie niewidzialnej, nieodczuwalnej zmysłami, ale realnej łaski! W modlitwie adoracyjnej realizuje się zdawanie się na Boga, i to zdawanie się jest wymagające, ponieważ łaska, na którą człowiek się zdaje, mobilizuje do tego, by nią żyć, by ją zapraszać do codziennych sytuacji i odniesień. Miłość Boża, rozlana w sercu przez Ducha Świętego (Rz 5,5), mobilizuje, przynagla do ofiarności, która jest odpowiedzią na ofiarność Boga i poszerzaniem przestrzeni dla Bożego działania. Bóg potrzebuje oddanych Mu rąk, serc i inicjatyw, aby to czułe miłosierdzie, z jakim się spotkał marnotrawny, ponownie się ujawniło tu i teraz, gdzie Bóg nas postawił.

Trzeci brat z przypowieści podjął powierzoną Mu misję i objawił miłość Ojca do samego końca, do śmierci na krzyżu. Misterium Paschalne nie jest tylko dziełem Jezusa – jest dziełem całej Trójcy Świętej, ponieważ w ofierze Jezusa, w Jego całkowitym darze z siebie odsłoniła się miłość Ojca. Miłość ta okazała się potężniejsza niż grzech i śmierć, dlatego ma wartość zbawczą. Ale w jakimś sensie można także powiedzieć, że Misterium Paschalne jest również naszym dziełem, ponieważ my swoim udziałem w Eucharystii przywołujemy owoce tego boskiego daru. Taki jest sens ofiary Mszy świętej. Poprzez posługę celebransa Chrystus nadal ofiaruje się Ojcu w sposób realny, choć bezkrwawy na ołtarzach Kościoła. Droga Kościoła wpisuje się w czystą ofiarność sługi z przypowieści i jest przedłużeniem Jego słów i gestów. Dlatego w Kościele nie głosi się słów własnych, będących wynikiem osobistych przemyśleń i pomysłów głoszącego. Głosi się Boże słowo, otrzymane i przekazywane w Kościele od czasów apostolskich. Trzeba, oczywiście, tę przekazywaną treść wyjaśniać i pokazywać, jak ją realizować w naszych czasach; trzeba ukazywać, jak ona wpisuje się naszą kulturę i ją przetwarza. Zawsze jednak dobrze jest pamiętać, że głosi się nie siebie i swoją oryginalność, tylko słowo zbawcze, święte pouczenie, mające zasadnicze źródło w tych tajemniczych prawdach, które Bóg sam nam odsłonił, i to najpełniej we Wcielonym Słowie, w Chrystusie. Trwanie przy łaskach płynących z Misterium Paschalnego i przy ich opisie danym w Objawieniu oraz stosowanie tychże łask w codziennej czynnej miłości, nawet niekiedy trudnej, naznaczonej cierpieniem, jest „dopełnianiem braków udręk Chrystusa, dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Oczywiście, nie oznacza to, że dar Jezusa, dany w ofierze krzyża, był niepełny. Ten dar ma wartość nieskończoną, ale my ten dar przedłużamy, wnosząc swój wkład w życie Kościoła. Troska o to, żeby być przedłużeniem misji trzeciego brata z przypowieści, jest wymagająca: przedłużenie to ma być ofiarne, czyli także twórcze w swej ofiarności, a jednocześnie czyste, wolne od narośli deformujących je pomysłów.

Im prawdziwiej żyjemy autentycznym darem Bożym, tym większa jest owocność wewnętrznej dynamiki Kościoła. Wszelkie oswajanie Boga do poziomu rutyny, wszelkie redukowanie tchnienia łaski do miary czysto ludzkich aspiracji, do naszej oceny jej stosowności na nasze czasy, wszelkie wysuwanie na pierwsze miejsce własnych pomysłów jest de facto zatruwaniem Bożej mocy. Uświadomienie sobie tego jest ważne nie tylko po to, aby nie dochodziło do promowania błędnych ścieżek. Jest ważne również przy podejmowaniu dobrych dzieł, wtedy, gdy się je podejmuje tylko dlatego, że są nasze. Nie tylko złe, ale również dobre inicjatywy muszą przejść przez kryterium krzyża Chrystusowego. Nie należy traktować własnych inicjatyw duszpasterskich i pomysłów na poprawienie świata i Kościoła jako swoich małych imperiów, które się buduje, niby na chwałę Bożą, a właściwie na własną chwałę. Zdarzają się sytuacje, gdzie wydawałoby się, że należy wybudować kościół czy otworzyć nową misję lub wyjść z nowatorską inicjatywą duszpasterską, ale Duch Święty nie posyła danej osoby do tego dzieła albo zwleka ze stworzeniem dogodnych warunków. I ten, kto się do dzieła rwie, może rwie się w niewłaściwy sposób, bo mu zależy na sukcesie albo kieruje się czysto naturalnym altruizmem. Na tym też polega przesłanianie mocy Bożej własną małą ideologią.

Oczyszczające niespodzianki

Wzrost Kościoła dokonuje się w sposób tajemniczy i droga każdego wierzącego jest naznaczona Bożą tajemnicą. Trzeba się na tę tajemnicę zgadzać. Oznacza to zgodę na Boże niespodzianki, na niekiedy długie okresy czekania, na zupełnie niespodziewane oczyszczające próby, które wymuszają dyspozycyjność wobec Boga oraz ufną dziecięcą zależność wobec Niego, nie sparaliżowaną pamięcią o własnej grzeszności, ale liczącą na Jego miłosierdzie. Czym ostatecznie jest nasze powołanie, dowiadujemy się nie u progu życia, ale na łożu śmierci. Dopiero wtedy poznajemy, które chwile w życiu były najważniejsze, najbardziej przeżywane w całkowitym oddaniu się Bogu. I może te ostatnie chwile u progu przejścia do wieczności okażą się najważniejsze.

W drodze duchowej ku Bogu konieczne są oczyszczenia, które uwalniają od dyktowanych Bogu pomysłów i pozwalają na otwarcie się na poruszenia serca Ojca. Oczyszczenia te są zarówno nasze, gdy sami zauważamy konieczność poprawy, jak i doznawane, niejako wymuszane przez Boga, któremu mamy się biernie i ufnie poddać. Widać, że pomimo różnych postanowień te same problemy powracają. A ile jest w tych postanowieniach pychy? Ile liczenia na własne siły? O wiele ważniejsze są zatem te oczyszczenia, które spadają na nas niespodziewanie.

Boże prowadzenie dokonuje się przez przeróżne próby, które pozostawiają człowieka w biedzie, w lęku wywołanym dostrzeżeniem własnej nieudolności i bezsensowności swoich pomysłów. Bóg wiedzie prosto po krzywych ścieżkach ludzkich; krzywizny te mogą przerażać, ale właśnie w chwilach takich nocy trzeba wyrywać się ufnie do Ojca. To ze względu na trud tegoż oczyszczenia sam Jezus wkłada nam w usta słowa: „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego” (por. Mt 6,13). Bóg nas nie kusi, ale dopuszcza, a nawet prowadzi do sytuacji, które są dla nas próbą, a ta wymusza głębsze nawrócenie i uwolnienie od własnych deformujących pomysłów. To doświadczenie jest trudne, niekiedy bolesne, ponieważ wypalana jest w nim ludzka pycha. Albo w tym momencie w człowieku dojdzie do głębszego otwarcia się na samego Boga, albo podejmie on głupie kroki, które doprowadzą go do życiowej ruiny. Podczas takich duchowych nocy trzeba mocno trzymać się Boga, aby uwolnić się od złego i nie popaść w rozpacz. Przez takie okresy próby przechodzą wszyscy, i świeccy, i duchowni, i przechodzi przez nie Kościół. Ileż było w okresie Soboru Watykańskiego II prób odnowy, korekt życia Kościoła, i ile było w tym wszystkim pychy i nadziei na natychmiastową wiosnę? Przyszedł jednak czas, kiedy to Bóg sam dopuścił rozmaite próby i zaczął wymuszać głębsze nawrócenie. Po kolei, różne Kościoły lokalne, każdy według swojego rytmu, a także Kościół powszechny przechodzą przez tego rodzaju próby. I albo dokonamy gruntownej przemiany, uwalniając się od swoich deformacji Bożych dróg i głębiej zawierzymy Bogu, albo też będziemy długo trwać w bolesnym kryzysie.

WOJCIECH GIERTYCH OP (ur. 1951), Teolog Domu Papieskiego, wykładowca w Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza „Angelicum” w Rzymie. Opublikował m.in. książki: Rachunek sumienia teologii moralnej, Bóg źródłem prawa – Ewangelia, Izrael, natura, Islam, Odtruwanie łaski, Fides et actio, Rozruch wiary i Jak żyć łaską. Płodność Boża w czynach ludzkich.

KS. MACIEJ WAROWNY

Tatuś – imię Bogadojrzałych chrześcijan

W kluczowym momencie swej misji, świadom konieczności krzyża, Jezus zwraca się do Boga, nazywając Go Abba – „Drogi Ojcze”, „Tatusiu”. Tylko jeden raz pojawia się ten tytuł w ustach Jezusa, ale nie przeszkadza to św. Pawłowi nauczać, że chrześcijanie, w mocy Ducha Świętego, także wołają do Boga: Abba, Ojcze! (Rz 8,15; Ga 4,6). To najbardziej intymne imię Boga pojawia się w Ewangelii w kontekście ostatecznego zmagania o wypełnienie woli Ojca: „Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie” (Mk 14,36). Jezus realizuje wolę Ojca, którą streszcza zdanie z polemiki z Żydami: „aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne” (J 6,40; por. 3,15 n.). W swej Ewangelii Jan wielokrotnie podkreśla, że tylko wiara w Jezusa daje życie wieczne. A na pytanie, czym jest życie wieczne, znajdujemy taką odpowiedź: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17,3).

Pełnienie woli Boga jest kluczowym wymiarem misji Jezusa i powinno stanowić przedmiot najwyższej troski dla każdego wierzącego. Poznawanie Boga i Jezusa jest więc nieodzownym obowiązkiem każdego ochrzczonego. Drogą poznawania nie są studia, ale żywa wiara, która winna nieustannie wzrastać, wiara chrzcielna bowiem jest wyłącznie „zaczątkiem, który ma się rozwijać” (KKK, 1253). Znać Boga to przylgnąć do Niego całym sobą: rozumem, wolą, uczuciami (KKK, 176). Ta dynamika jest zapisana w dialogu poprzedzającym chrzest: „O co prosisz Kościół Boży? O wiarę! Co ci daje wiara? Życie wieczne!”. Przyglądając się Jezusowi i Jego relacji do Ojca, która owocuje wypowiedzeniem najczulszego imienia Boga w najtrudniejszym momencie, odnajdujemy konieczne elementy wzrostu i dojrzewania naszej wiary. Zaś w opozycji do poznania Boga napotykamy faryzeizm, który jest iluzją znajomości Boga (J 7,28; 8,19.55; 15,21; 16,3; 17,25).

Bóg Jezusa – Bóg faryzeuszów

„Boga nikt nigdy nie widział; Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1,18). I choć Jan pragnie nam mówić o Jezusie, który objawia Ojca, to jego zdanie ma wartość uniwersalną. Do czasu ukazania się Słowa Wcielonego Bóg jest poznawany wyłącznie dzięki tym, którzy o Nim nauczają, choć sami nigdy Go nie widzieli. Są to przywódcy religijni lub wybrani przez Boga charyzmatycy. W czasach Jezusa to elity złożone z faryzeuszów, saduceuszów, uczonych w Piśmie oraz kapłanów dominują nad głosem Jana Chrzciciela. To elity, wyjaśniając Pisma i przykazania oraz sprawując kult, tworzą wyobrażenie, jaki jest Bóg. Jednak w praktyce sercem swoim są daleko od poznania Boga (Mt 13,15); ich wyznawanie wiary stało się wyłącznie zewnętrznym aktem (Mt 15,8).

Rozpoczynając swoją działalność poprzez nauczanie „nizin religijnych” oraz grup napiętnowanych społecznie, Jezus nie może uniknąć konfliktu z elitami. Popularność Jego nauki oraz znaki, które jej towarzyszą, rodzą zazdrość. Dlatego głoszenie prawdy o Bogu staje się równocześnie podważaniem utrwalonych stereotypów. W Ewangelii Mateusza to Kazanie na Górze otwiera „polemikę naprawy obrazu Boga” serią bulwersujących błogosławieństw, które burzą obraz Boga jako Dawcy ziemskiego powodzenia. Klamrą zamykającą jest zaś siedem przekleństw, które w całości skierowane są przeciw ówczesnym elitom i ukazują naturę faryzejskiego grzechu (Mt 23). Jezus przychodzi nie po to, żeby zmieniać Prawo (Mt 5,17), ale by dokonać przemiany serca człowieka (Mt 12,34; 15,18 n.; 18,35; Mk 3,5). Drogą do niej jest przyjęcie słowa Bożego, które dla swej owocności nie potrzebuje spektakularnych, zewnętrznych manifestacji (Mt 6,4.6.18), ale musi zamieszkiwać serce człowieka (Łk 8,12.15).

Bóg oczekuje, iż człowiek będzie pełnił Jego wolę (Mt 7,21; 12,50; 21,31) na wzór Syna Bożego, który przyszedł, aby wypełnić wolę Ojca (J 4,34; 6,38; 9,31). Poznając Jezusa, wprost poznajemy Ojca i otrzymujemy życie wieczne (J 6,40; 12,44 nn.). Aby poznanie prawdy o Bogu było możliwe, Jezus zmienia paradygmat, którym faryzeusze interpretują Prawo: „słyszeliście, że powiedziano, a Ja wam powiadam...”. Ale służy temu nie tylko nauczanie ukazujące sens Prawa. Cuda, zwłaszcza te czynione w szabat, są znakami Boga bliskiego człowiekowi, Boga, który przed udzieleniem łaski nie upewnia się, czy aby wszystkie formalności zostały dobrze wypełnione. Jezusowe cuda objawiają Boga, który z własnej inicjatywy dotyka ludzkiej słabości i grzechu. Kłóci się to z faryzejską interpretacją, według której to człowiek, zachowując Prawo, staje się godny takiej interwencji.

Ojciec, objawione imię Boga

W rozmowie z Nikodemem Jezus deklaruje cel swojej misji: „aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3,15). Wiara w Syna jest wiarą w Jego nauczanie i staje się wiarą w Ojca, który Go posłał (J 5,24). Syn jest jedyną drogą do poznania Ojca (J 6,46 n.; 14,9), a pełnia komunii z Jezusem, spożywanie Jego Ciała i picie Jego Krwi jest gwarancją życia wiecznego (J 6,54). To Syn pozwala nam poznać Ojca. Grecki termin ginosko („znać”) nie oznacza wyłącznie wiedzy intelektualnej, ale osobistą relację oraz poznawanie poprzez doświadczenie. Jan najczęściej ze wszystkich Ewangelistów używa słowa „ojciec”. Pojawia się ono 112 razy w jego Ewangelii, z tego tylko 10 razy nie odnosi się do Boga. Najczęściej jest na ustach Jezusa, który w ten sposób nazywa Boga.

Jezus ukazuje ścisłą więź łączącą Go z Ojcem. Wypędzając przekupniów, nazywa świątynię Jego domem. Rozmawiając z Samarytanką, mówi o oddawaniu Mu czci. W ustach Jezusa słowo „Ojciec” staje się imieniem własnym Boga. Ale nie jest to wyłącznie zewnętrzna zmiana, nowe słowo wprowadzone do użytku religijnego. Za tym imieniem Boga kryje się osobista, zażyła relacja. Dostrzegają to faryzeusze i są zgorszeni taką poufałością, dla nich bowiem oznacza ona stawianie się na równi z Bogiem (J 5,17 n.). I chociaż już w Starym Testamencie Bóg nazywany jest Ojcem (Iz 63,16; 64,7), to bulwersującą nowością jest takie ukazanie wiary w Boga, iż jej konieczną konsekwencją staje się uznanie i miłowanie Jezusa, który wyszedł od Ojca i Go objawia (J 8,39-42; 17,6.26). Nauka o Bożym ojcostwie staje się dla faryzeuszów skandalem i powodem oskarżenia Jezusa (Mt 26,63 n.; 27,43).

Faryzeusze nie mogą uwierzyć w Jezusa jako Syna, który szuka chwały Ojca, gdyż używają religii do budowania własnej pozycji społecznej (J 5,44). Odbieranie chwały „od siebie wzajemnie” znajduje swoje szczegółowe wyjaśnienie w serii wspomnianych już przekleństw z 23. rozdziału Mateuszowej Ewangelii. Antytezą dla faryzeizmu jest wspólnota uczniów, która ma żyć miłością Ojca. Ostatnia Wieczerza i Modlitwa arcykapłańska Jezusa (J 13-17) ukazują szczególny wymiar znajomości Ojca. Jest nim wzajemna miłość i jedność wspólnoty uczniów, których modelem jest relacja Ojca i Syna. Te dwa elementy konstytutywne wspólnoty Kościoła są nieodzownym warunkiem skuteczności jego misji. Jak dzięki Synowi uczniowie poznają Ojca, tak samo dzięki wspólnocie żyjącej miłością i jednością świat rozpoznaje Chrystusa jako posłanego od Boga Zbawiciela oraz odkrywa Boga, który miłuje swe dzieci tą samą miłością, którą miłuje Syna (J 10,30; 13,34 n.; 17,11.20-26).

Znać Ojca to pełnić Jego wolę

Kazanie na Górze zawiera dwa fundamentalne teksty odnoszące się do pełnienia woli Ojca. Jest to modlitwa „Ojcze nasz” oraz przestroga przed hipokryzją budowaną aktami pozornej pobożności. Bóg pragnie, byśmy pełnili Jego wolę. Ci, którzy nie czynili woli Ojca, usłyszą: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7,23). Pełnienie woli Boga jest owocem świadomej i zaangażowanej odpowiedzi na Boże wezwanie, nawet jeśli ta odpowiedź nie jest natychmiastowa i musiała dojrzeć w zmaganiu z egoizmem czy hipokryzją (Mt 21,31; Łk 15,17 n.). Szczere pragnienie pełnienia woli Boga jest gwarancją niezawodnego poznania, że Jezus jest Jego Synem, który przynosi nam prawdę o Ojcu (J 7,17). Znać Chrystusa i wierzyć w Niego jest więc najważniejszym przesłaniem chrześcijaństwa (J 6,40).

Wszystko, co Chrystus czyni w swoim ziemskim życiu, podoba się Ojcu. Zachęcany przez uczniów do spożycia posiłku, odpowiada: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4,34). To Ojciec pociąga do Syna tych, którzy przychodzą do Niego, i dlatego Jezus ich przyjmuje. Jezus nie dokonuje własnych wyborów, uwzględniając jakieś dodatkowe kryteria, gdyż przychodzi pełnić nie własną wolę, ale Ojca (J 6,38). Czyny Jezusa są zależne wyłącznie od woli Ojca. „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał” (J 5,30). Dlatego kryterium sprawiedliwości w Nowym Testamencie nie jest Prawo czy jego interpretacja, ale odniesienie do woli Boga. Szczytem tak rozumianej sprawiedliwości jest modlitwa w Ogrójcu. W obliczu męki Jezus przede wszystkim pragnie wypełnić wolę Ojca (Mt 26,42). Tożsamość chrześcijańska jest także owocem pełnienia woli Boga. Z wypełniania jej rodzi się największa zażyłość z Chrystusem, porównana do najmocniejszych więzi rodzinnych (Mt 12,50) lub je przerastająca (Mt 10,37). Pełnienie woli Boga jest równoznaczne ze słuchaniem słowa Bożego i wypełnianiem go (Łk 8,21). Nie akty pobożności, wypowiadane proroctwa czy dokonywane cuda otwierają bramy Królestwa, ale pełnienie woli Ojca (Mt 7,21 n.). Życie pierwszych chrześcijan było przeniknięte pragnieniem pełnienia woli Boga. Św. Paweł został wybrany, aby poznać wolę Boga (Dz 22,14), a jego głoszenie Dobrej Nowiny poganom było odpowiedzią na poznanie tej woli (Ga 1,15 nn.). Ideałem życia wiary jest bycie „niewolnikiem Chrystusa, który z duszy pełni wolę Bożą” (por. Ef 6,6). Jedynie pełnienie woli Boga jest gwarancją życia wiecznego (1 J 2,17).

Wola Boża jedynym kryterium chrześcijańskiego życia

Życie według woli