Paryzyna. Parisina - George Gordon Byron - ebook

Paryzyna. Parisina ebook

George Gordon Byron

0,0
6,00 zł

lub
Opis

Utwór opowiada taką oto historię: Za panowania Mikołaja III d’Este, pana Ferrary, Modeny i Reggio tragiczny wypadek zbroczył krwią mury Ferrary. W skutku doniesienia jednego ze służących, książę panujący sam się przekonał o kazirodczych miłostkach żony swojej, Paryzyny, z jego naturalnym synem, Hugonem, pięknym i walecznym młodzieńcem. Ścięto ich z wyroku ojca i męża zhańbionego, który sromotę swoją na jaw wystawił i śmierć ich przeżył.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 42




George Gordon Byron

 

Paryzyna

Parisina

 

Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

A dual Polish-English language edition.

 

przełożył Franciszek Dzierżykraj Morawski 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Giuseppe Bertini (1825-1898), Parisina (1854),

licencja public domain, źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Giuseppe_Bertini_Parisina.jpg

https://en.wikipedia.org/wiki/File:Giuseppe_Bertini_Parisina.jpg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law,

including all related and neighboring rights.

 

Tekst wg edycji:

 

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7639-114-4 

 

 

 

PARYZYNA.

 Poema to oparte jest na zdarzeniu przytoczonem przez Gibbona w Starożytnościach domu Brunświckiego. Lękam się, aby przesadzona delikatność czytelników nowszych czasów nie uznała podobnych treści za niewłaściwe dla poezji. Greccy dramatycy i niektórzy z dawnych celniejszych autorów angielskich innego byli zdania. Niedawno temu, Alfieri i Szyller okazali się z przekonaniem mojem zgodni. Wyciąg, który tu przytaczam, przywodzi czyny, na których moję oparłem osnowę. Imię Mikołaja III zastąpiłem imieniem Azona, jako z tokiem wiersza zgodniejszem.

 »Za panowania Mikołaja III tragiczny wypadek zbroczył krwią mury Ferrary. W skutku doniesienia jednego z służących, książę panujący sam się przekonał o kazirodnych miłostkach żony swojej, Paryzyny, z synem jego naturalnym, Hugonem, pięknym i walecznym młodzieńcem. Ścięto ich za wyrokiem ojca i męża obrażonego, który hańbę swoję na jaw wystawił i śmierć ich przeżył. Wielce był nieszczęśliwym, jeśli winni byli, a jeśli niewinni, nieszczęście jego tem okropniejsze było. Ale czy wina ich była istotną, czy nie, nigdy usprawiedliwiać nie mogę tak strasznego wyroku, wydanego przez ojca«. (Gibbon, Pisma różne, tom III).

I

 Oto godzina, gdy z pośród drzew cienia

Najuroczniejsze słowik leje pienia,

Gdzie tysiąc zaklęć miłosnej osnowy

Zdają cichemi rozpływać się słowy.

        Głośniej zdrój płynie, wiatr milej szeleści,

Dźwiękiem ich ucho samotne się pieści,

Każdy kwiat lekko wonna skrapia rosa,

Pierwszemi gwiazdy iskrzą się niebiosa,

Wszystko ciemniejszą przybiera osłonę,

        I błękit wody i drzewo zielone, —

A na lazurze to światło pół mgliste,

Tak mile ciemne i tak ciemno-czyste,

Co po skonaniu dnia jeszcze jaśnieje,

Gdy księżyc wschodzi, a zorza blednieje.

II

         Ale nie zdroje spadające nęcą

Z złotych jej gmachów małżonkę książęcą;

Nie nato nocnym powierza się cieniom,

Aby gwiaździstym dziwić się sklepieniom.

Do gajów Esta Paryzyna wchodzi,

        Ale nie kwiatów woń ją tam przywodzi:

Słucha i czeka — nie słowiczych jęków,

Choć równie słodkich oczekuje dźwięków.

Ktoś się w gęstwinę śmiałą wciska nogą, —

Lica jej bledną, serce bije trwogą...

        Wtem ciche słowo wsuwa się miłośnie,

Wraca rumieniec i pierś szczęściem rośnie;

Chwila już tylko — jedna chwilka mała,

Ujrzy kochanka... Stało się, ujrzała.

III

 I czemże dla nich świat, ziemia, niebiosy,

        I wszyscy ludzie, wszystkie zmiany, losy!

Martwi, jakgdyby już byli zmarłemi,

Na wszystko wkoło — nad niemi — pod niemi,

Jakgdyby wszystko już znikło w tej chwili,

I oni tylko wzajem w sobie żyli.

        Ileż to ognia w ich westchnieniach pała!

Ach! gdyby radość ta zwolnieć nie miała,

Wkrótceby, szczęścia zniszczone nadmiarem,

Serca ich własnym spłonęły pożarem. —

Mogliż, sen marząc tak ognisty, luby,

        Pomnieć na zbrodnię lub lękać się zguby;

Któżby w tej burzy, tej uczuć nawale,

Hamował wrzące namiętności fale?

Któż wówczas myśli, jak czas ten przelotny? —

Przecież już uszedł, i uszedł niezwrotny.

        Tak się to człowiek ze snu szczęścia cuci,

Wprzód nim się dowie, że już mu nie wróci.

IV

 Smętnem się, rzewnem żegnają obliczem

Z minionej winy miejscem tajemniczem.

Mają nadzieję — przyrzekli, że wrócą,

        Przecież jak wiecznym rozdziałem się smucą.

Ileż to westchnień i uścisków długich...

Jak jedne usta przyrosły do drugich

Wówczas, gdy pełnem światłem blask księżyca

Z grożących niebios na jej spada lica,

        A każda gwiazda, świadek jej niewiary,

Zda się ją winić i przyzywać kary.

Ten nawał westchnień, ten uścisk tak czuły,

Silnie do miejsca zbrodni ich przykuły.

Lecz już czas nagli i rozstać się muszą:

        Z drżącą więc, ciężką rozchodzą się duszą,

Skryty dreszcz trwogi krew ich lodem ścina,

I pierwszy zbrodnię już karać zaczyna.

V

 Hugo na łoże samotne się schronił,

Skąd tęskną myślą za kochanką gonił;

        I ona także swe niewierne skronie

Na ufnem męża złożyła już łonie.

Lecz jakaż sen jej kłóci tajemnica,

Jakaż to burza uczuć barwi lica?

Cicho się sennem odzywa imieniem,

        Którego we dnie wyrzecby nie śmiała,

Miłosnem męża przyciska ramieniem,

Do serca, które nie dla niego pała.

Zrywa się Azo, uściskiem zbudzony, —

Poi go widok sennych marzeń żony;

        Jakże się mile tą pieszczotą łudzi,

Która w nim tyle dawnych wspomnień budzi,

Jakże rozrzewnia go ta miłość tkliwa,

Która się nawet i w snach jej odzywa.

VI

 Lekko do swego przytula ją łona,

        Sennym się słowom przysłuchuje w ciszy...

Lecz skąd ta nagła bladość, dreszcz Azona?

Rzekłbyś, że trąbę archanielską słyszy...

Mniej ona strasznym grzmotem go przeniknie,

Kiedy nad jego grobowcem zaryknie,

        I gdy na całą wieczność zbudzonego,

Przed niebios, ziemi wezwie go Sędziego! —

Jeden dźwięk cichy sennego wyrazu

Całe mu szczęście rozproszył odrazu,

Jedno to imię świadczy zbyt dowodnie

        I jego hańbę i małżonki zbrodnię.

Czyjeż to imię? — Jak gdy groźne wały

Nagle w wzburzonym zagrzmią oceanie,

I tak rozbitkiem uderzą o skały,

Że gdy raz padnie, już nigdy nie wstanie:

        Taką to sromu i hańby nawałą

Imię to wstrzęsło jego istność całą.

Czyjeż to imię? — Ach! krew się w nim ścina...

Imię Hugona, imię jego syna,

Syna