Paryż z marzeń - Dani Collins - ebook
Opis

Natalie Adams wcześnie straciła całą bliską rodzinę, a teraz samotnie wychowuje pięcioletnią córkę. Odpowiedzialność – za dziecko, za dom, za pracę – to jej dewiza życiowa. Jednak gdy wyjeżdża służbowo do Paryża, pragnie choć przez chwilę poczuć się wolna. Poznaje Aleksandra Makricostę, współwłaściciela hoteli, dla którego pracuje, i nie zastanawia się długo, gdy on próbuje ją uwieść. Zawsze skrycie marzyła o szalonym romansie. Tyle że ich spotkanie okazuje się dużo ważniejsze niż przygoda na jedną noc i wszystko zaczyna się komplikować…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 152

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dani Collins

Paryż z marzeń

Tłumaczenie: Pola Sobaś-Mikołajczyk

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Roześmiała się tak perliście, że Aleksander Makricosta odwrócił się od włoskiej piękności i sprawdził, skąd dobiega ten śmiech. Urzekł go ten spontaniczny i kobiecy wybuch radości, już nie dziewczęcy i bardzo seksowny, ale nie wulgarny.

Krótkie i równo obcięte blond włosy tamtej kobiety kołysały się nad ramionami. Miała cerę o jasnym, świetlistym odcieniu. Ciekawe, jak pachniała. Może letnimi owocami? Jej twarz miała uroczy profil, a sylwetce nie brakowało apetycznych krągłości. Wciśniętych w uniform personelu sieci Makricosta.

A niech to!

Przyjrzał się jej ubraniu. To nie była przepisowa ołówkowa spódniczka i lekki czerwony żakiet obowiązujący w paryskim hotelu, więc mógł mieć cień nadziei, że się myli.

Niestety, jednak był to strój pracownic z Kanady. Jeśli dobrze pamiętał ‒ uniform z Makricosta Elite w Montrealu, a raczej się nie mylił, bo przecież to on nadzorował wszystko, co było związane z marketingiem rodzinnej sieci hoteli, w tym także decyzje, jak mają wyglądać stroje robocze. Wcale się z tego odkrycia nie ucieszył. Ta kobieta bardzo go zaintrygowała. To było do niego niepodobne. Rzadko się zastanawiał, kim może być wypatrzona przez niego kobieta. Zwłaszcza że ktoś już obok siedział i szeptał mu do ucha.

– Bello? Co się stało?

– Wydawało mi się, że zobaczyłem kogoś znajomego – skłamał.

Tamta kobieta komuś potakiwała, kokieteryjnie kręcąc kosmykiem włosów. Wyczytał z ruchu jej ust, że mówiła o jakimś mejlu. Zaciekawiło go, do kogo tak świecą się jej oczy, więc się odchylił i…

Gideon!

Wprawdzie jego szwagier nie prowokował tamtej kobiety, ale Aleks i tak był wściekły. Jego siostra Adara wiele przeszła, gdy sekretarka Gideona zwierzyła jej się, że ma romans z jej mężem. Nie będzie siedział tu bezczynnie, podczas gdy jakaś młoda siksa próbuje wyrwać męża jego siostry.

– A jednak to znajomy – stwierdził ponuro. – Przepraszam na chwilę.

Zanim jednak przeszedł przez korytarz, Gideon i tamta kobieta zdążyli skończyć rozmowę. Ona energicznym krokiem poszła w stronę recepcji, a Gideon podniósł wzrok akurat, żeby uchwycić spojrzenie szwagra. Stężały mu rysy.

– Dobrze, że się widzimy – stwierdził Gideon. – Chciałem, żebyśmy porozmawiali przed twoim wyjazdem. Chodzi o urodziny Adary. Przyleć na nie.

Gideon naprawdę robił wszystko, aby uszczęśliwić żonę. Mało brakowało, a Aleksander związałby się z tamtą sekretarką, żeby uratować małżeństwo siostry. Jednak Gideon zajął się tym sam. Zwolnił swoją asystentkę, zanim doszło do czegoś więcej niż fałszywe oskarżenia. Wbrew podejrzeniom Adary mąż nigdy jej nie zdradził.

Po tym wszystkim, co przeszła, Aleksander nie życzył jej już żadnych problemów. Kłopot w tym, że była irytująco szczęśliwa! I wciąż starała się go wciągnąć do tego obrazka. Cała ta sytuacja z ich braćmi, ich dziećmi, mnóstwem tajemnic, które przed nim skrywano… Aleksander już nie chciał drążyć tego tematu, więc znów się zainteresował blondynką, która mogła zagrozić szczęściu jego siostry, i postanowił się upewnić, że nie wypróbowała na Gideonie żadnych sztuczek.

To mu pójdzie łatwiej niż spełnianie jego próśb.

– Wpisałem to do kalendarza. Spróbuję się pojawić – spławił go delikatnie.

Gideon skrzyżował ramiona. Przeszywający wzrok przypominał o tym, że jeszcze niedawno był marynarzem.

– Jest jakiś powód, dla którego nie możesz się postarać?

Gideon należał do rodziny już od kilku lat, więc powinien się domyślić, dlaczego perspektywa rodzinnej imprezy była dla Aleksandra kusząca jak ból trzonowca.

– Zrobię, co się da.

– Doprawdy? – Gideon zadrwił cierpko.

Aleksander od razu sobie przypomniał o najważniejszym powodzie, dla którego nie przepadał za rodzinnymi zjazdami: „Co ty robisz ze swoim życiem?”, „Potrzymaj małego”, „Prawda, że uroczy?”, „Kiedy przestaniesz się uganiać za spódniczkami i wreszcie się ustatkujesz?”.

Nie wystarczy, że się zaangażował w rodzinny biznes, gdy Adara zaszła w ciążę? W końcu zrobił to tylko dla niej i Thea. Dawniej może i miał dość elastyczny czas pracy, ale może by ktoś w końcu zauważył, że teraz jest tu bez przerwy i jak trzeba, to haruje jak wół. Oni mogą się bawić w dom z maluchami. On nie ma zamiaru statusieć. Zresztą byłby z niego fatalny ojciec, więc niech wszyscy się od niego odczepią.

Spojrzał z irytacją ma włoską gwiazdkę wpatrującą się na niego jak spaniel, który usłyszał brzęk kluczyków. Ale choć interesująca odmiana w łóżku dobrze by mu teraz zrobiła, jakoś nie miał ochoty iść z nią na górę. Ta blondyna zamieszała mu w głowie.

Może nie wdałby się w sprzeczkę z Gideonem, gdyby pogawędka szwagra z tamtą kobietą nie podziałała na Aleksandra jak zastrzyk adrenaliny. Nie był aż tak niedojrzały, żeby nie wiedzieć, że problem tkwi w czymś innym. Ostatnio wpadał w gniew za każdym razem, gdy egzekwowano od niego wypełnianie obowiązków rodzinnych.

Zwykle zmieniał się wtedy w kochanka, a nie rozrabiakę.

Zmuszał się do tego, by agresja nie odebrała mu jasności umysłu, bo wiedział, jak skończył jego ojciec. Ale ogarniała go furia za każdym razem, gdy przypominał sobie, że jego jedyna prawdziwa rodzina, czyli brat i siostra… Że tych dwoje ludzi, którym bezgranicznie ufał, ukrywali przed nim istnienie najstarszego brata.

Nie ufali mu? Dlaczego trzymali to w sekrecie? Przez to zniszczyli łączącą ich więź. Gdyby nie tłumił emocji, wybuchłby jak grzyb atomowy. W głębi jego duszy czaiło się coś mrocznego.

Minął ciekawskie spojrzenia w recepcji, przeszedł do biur i znalazł blond Kanadyjkę przy komputerze, nad którym pochylał się kierownik hotelu. Facet nie patrzył na ekran, tylko wpatrywał się w miejsce, w którym jej piersi wypełniały materiał bluzki.

– Musimy porozmawiać – powiedział Aleksander.

Natalie podniosła wzrok i od razu uległa urokowi Aleksandra Makricosty, choć słyszała o nim tyle złego. Widywała go już wcześniej, ale nie z tak bliska. Jego ciemnobrązowe oczy jeszcze nigdy nie wbiły jej w krzesło i nie przewierciły jej guzików. Był niesamowicie przystojny. Bez porównania z jego starszym bratem Theo, nieco podobnym, ale niezwracającym na siebie uwagi. Theo miał jednak więcej ogłady i pamiętał każdy numer i nazwisko.

Mężczyzny, który teraz stał zaledwie trzy metry od niej, nie można było zignorować. Wszyscy wiedzieli, że miał powodzenie u kobiet i że mało go obchodziły takie drobiazgi jak przepisy i procedury. Choć wychował się w Ameryce, był Grekiem o śródziemnomorskim typie urody i cerze o odcień ciemniejszej od pszenicy. Ubierał się jak obywatel świata; dziś włożył spodnie szyte na miarę i kamizelkę narzuconą na koszulę podkreślającą szerokie ramiona i wąską talię. Wyglądał jak gangster z czasów prohibicji.

Czyste zło. Od stóp do głów diabeł wcielony.

Spojrzeli sobie w oczy. Uniósł brew, jakby wyzywał ją na pojedynek. Zdecydowanie różnił się od wszystkich mężczyzn, których znała. Widać, że zna się na ludziach. To straszne, że ona jest aż tak przewidywalna.

Miej się na baczności, Natalie. Pamiętaj, że jesteś matką.

Z trudem wstała od biurka i zwróciła się do monsieur Renaulda. Policzki palił jej rumieniec.

– Będę u siebie, proszę zadzwonić, gdy panowie skończą. Miło mi było pana poznać, panie Makricosta – powiedziała, kierując się w stronę drzwi.

– To z panią chciałem porozmawiać, pani… – wyciągnął do niej rękę.

Zamarła z wrażenia, więc dopiero po chwili uścisnęła mu dłoń.

– Adams – dokończyła zdezorientowana. – Ze mną? Jest pan pewien?

Z kim mógł ją pomylić?

– Tak, jestem pewien. Chodźmy do pani biura.

Wyszli na korytarz. Szła przodem, czując, że gotuje się od środka. Współpracownicy, z którymi dzieliła biuro, byli na lunchu. Zwykle o tej porze dzwoniła do córki przez internet. Zoey świetnie się bawiła u babci i w ogóle nie tęskniła, ale Natalie i tak czuła się podle. Pewnie znów by uroniła kilka łez po rozmowie. Ona usychała z tęsknoty. W tym małym i zatęchłym biurze ze smugami na szybach bywało strasznie pusto.

Kiedy Makricosta zamknął za sobą drzwi, poczuła, jakby nagle uciekł stamtąd cały tlen.

– Nie jestem pewna, czy…

– Zostaw mojego szwagra w spokoju – powiedział ostrym tonem.

– Co takiego…?! – Spadło to na nią jak grom z jasnego nieba. Kompletnie ją zamurowało. – Mam zostawić Gideona w spokoju? To znaczy… pana Vozarasa? – bełkotała.

– Tak, Gideona – potwierdził, ale wypowiedział to słowo z drwiną w głosie, jakby Natalie nie miała prawa mówić do jego szwagra po imieniu.

– Dlaczego pan myśli, że coś nas łączy? – Była w takim szoku, że nawet nie zwróciła mu uwagi, że ją obraża.

– Wcale tak nie myślę. Znam go i znam swoją siostrę, ale widziałem, jak pani z nim flirtowała i wypytywała o jego mejla. Albo się pani od niego odczepi, albo stąd wyleci.

– Pokazywał mi zdjęcie syna! I chodziło o mejla z pracy! – Twarz jej płonęła. W końcu dotarło do niej, o co się ją oskarża – Nie latam za żonatymi facetami! Jak pan w ogóle może coś takiego sugerować! Zwłaszcza że to dzięki Adarze dostałam tę szansę. Tylko dlatego rozmawialiśmy. Przekazała mi przez niego jedną rzecz do mojego raportu. Życzyłam im, żeby ich syn szybko wyzdrowiał z przeziębienia i obejrzałam jego zdjęcie, jak wszedł do lodówki.

Przez twarz Aleksandra przebiegł grymas pogardy, co ją jeszcze bardziej rozsierdziło.

– Panu się wydaje, że kim pan jest? Jak pan może coś takiego wygadywać? Słyszałam o panu takie rzeczy, że naprawdę nie rozumiem, jakim prawem wtyka pan nos w moje życie.

To go ubodło, ale była już zbyt wściekła, żeby się zatrzymać.

– Przesadziłam? Nie uważa pan, że ktoś, kto pana zna dopiero od kilku sekund, nie powinien pana osądzać? A może tylko panu przysługuje ten przywilej?

Okej, tego już było za wiele. Znów zalała ją fala gorąca. W końcu zamknęła usta i skrzyżowała ramiona. Po chwili ochłonęła i zebrała się na odwagę.

– Zwolni mnie pan? – spytała przez zaciśnięte zęby.

– Za co? – wypalił z nietęgą miną.

– No właśnie! – od razu jej się wymsknęło, choć próbowała się powstrzymać. Była już tak zdenerwowana i zażenowana, że nie mogła na niego patrzeć. Lubiła tę pracę. Potrzebowała jej. Przecież przyjechała tu, żeby wzmocnić swoją pozycję. Liczyła na bardziej odpowiedzialne zadania i podwyżkę. A teraz ryzykowała wszystko. Co ją podkusiło, żeby się tak zachować? Poczucie winy? Bo oczywiście trochę się podkochiwała w mężu Adary, ale on ewidentnie ubóstwiał swoją żonę i dziecko, więc wspierał je, jak tylko mógł. Każda kobieta marzy właśnie o czymś takim, ale to nie znaczy, że Natalie mogłaby to komuś odebrać.

– Jak masz na imię? – spytał.

– Natalie, a co? – Wbiła w niego wzrok przekonana, że on zaraz wykręci numer do działu HR. Do licha, naprawdę był przystojny. I wcale nie było widać, że go poniosło. Właściwie to wyglądał, jakby sobie z niej żartował.

– Co cię tu przygnało, Natalie? To znaczy do Paryża. Co ci zleciła Adara? Co to za raport?

Teraz się popisze. A myślała, że dzięki temu wdrapie się szczebelek wyżej. Chyba może sobie o tym pomarzyć.

– Jestem w zespole aktualizującym oprogramowanie. – Trudno jej było teraz opanować drżenie głosu. Postanowiła się streszczać. – Szkolę obsługę i usuwam błędy. Przedtem robiłam to w Tuluzie. Zostanę tydzień w Paryżu, a potem lecę do Lyonu.

– Jesteś maniaczką komputerową? – Powątpiewanie w jego głosie irytowało ją niemal równie mocno jak ta etykietka.

– Ty też nie wyglądasz na geniusza marketingu – odgryzła się w tym samym stylu.

Przestań! ‒ pomyślała. Ale ten gość działał jej na nerwy!

– Zawsze możesz o to kogoś zapytać – spokojnie zripostował. – Chociaż chyba już to zrobiłaś. Obsługujesz wszystkie nasze hotele w Europie?

– Nie. Tylko angielskie i francuskie. Nie mogę być poza domem dłużej niż trzy tygodnie.

Jeśli ją wyleje, to i tak nie umrą z Zoey z głodu. To ją odrobinę uspokoiło. Nawet nie będzie musiała sprzedawać domu, zresztą zawsze może się wprowadzić do byłej teściowej. Zoey pewnie by się nawet ucieszyła. Naprawdę lubi tę farmę. Natalie nie mogła się doczekać, kiedy skończą się te trzy tygodnie. A to, co się teraz dzieje, to tylko drobny incydent, który w ogóle nie zaszkodzi jej w karierze. Ani się obejrzy, jak sobie z nim poradzi.

– Zawsze chciałam podróżować, więc… – Postanowiła się trzymać suchych faktów. – Chcemy skończyć implementację do końca tego roku. Jest od tego cały zespół. Jedna osoba nie dałaby rady.

– Czyli przyjechałaś zwiedzać i pracować. A nie romansować. To chcesz mi powiedzieć?

– Tak. – Gdzieś z głębi jej podświadomości wypłynęła kolejna fala gorąca. – Oczywiście, że przyleciałam tu pracować.

Może i przemknęło jej przez myśl, że ta podróż jest też szansą na przygodę z dala od przepięknych oczu córki, ale o tym co najwyżej fantazjowała sobie nocami. Mogła się tu przez chwilę zachowywać jak wyzwolona singielka, a nie jak samotna matka z mnóstwem rachunków do zapłacenia i żalem do byłego męża. W sumie chętnie umówiłaby się na spotkanie z kimś, kogo normalnie nie ma szans poznać.

Ale on nie musiał o tym wszystkim wiedzieć.

Ciągle bolały ją rozpalone policzki. Trudno było mu patrzeć prosto w oczy i udawać, że nigdy nawet nie przyszedł jej do głowy pełnokrwisty romans, zwłaszcza gdy się widziało te drwiące ogniki w kącikach jego oczu.

– Nawet gdybym szukała romansu, to przecież nie podrywałabym właściciela firmy, w której pracuję, prawda?

– Naprawdę? Może zjedzmy razem kolację i o tym porozmawiamy.

Poczuła nagły skurcz serca, jakby zderzyła się ze ścianą. Czyli to się tak robi… Mogła w końcu zobaczyć, na czym polega sztuka randkowania i niezobowiązujących spotkań. Zawsze myślała, że to trudne, a jemu poszło jak z płatka. Ćwiczenie czyni mistrza, pomyślała z przekąsem.

Miałaby się z nim spotkać? Nie ma mowy. Jej serce waliło jak oszalałe, także dlatego że… no cóż, wystarczyło na niego spojrzeć. Wyglądał bosko i na pewno miał przygody na całym mieście.

Gdyby tylko wiedziała, jak uciec z tego dusznego biura zagraconego pustymi szafkami!

Jakimś cudem udało jej się opanować.

– To ma być jakiś test? Wiem, że Theo… Tak, wyobraź sobie, że używamy waszych imion! Wiem, że Theo się ożenił z byłą pokojówką, ale wiadomo, że to był wyjątek. Ja nie mam takich ambicji. Możesz się czuć bezpiecznie. Reszta mężczyzn z twojej rodziny też.

Skrzyżowała ramiona i uznała temat za zamknięty.

A on skrzyżował swoje.

– To było zabawne – stwierdził.

– Mówię serio.

– Wiem, ale dlatego tak śmiesznie ci wyszło. Nazwanie małżeństwa z którymś z nas ambicją to czysta histeria.

Wcale się przy tym nie śmiał. Wystarczyło, że się drwiąco uśmiechnął. Zwróciła uwagę na kształt jego ust. Dolna warga była pełniejsza od górnej, ale górna wręcz prosiła, żeby ją pocałować. Przedłużeniem kącików jego ust były krótkie, głębokie bruzdy, jakby życie otaczających go śmiertelników dostarczało mu mnóstwo rozrywki.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Natalie, zjedz ze mną kolację. Natalie – powtórzył niskim tonem.

Zawahała się. A on to zauważył. Jakżeby inaczej. W końcu był wirtuozem podrywu. Co się dzieje ze wszystkimi katastrofami naturalnymi, gdy są najbardziej potrzebne? Właśnie teraz powinna się rozstąpić ziemia i pochłonąć Natalie na wieki.

– Firma nie pochwala flirtów pomiędzy współpracownikami. ‒ Była z siebie dumna, że udało jej się znaleźć wymówkę i wypowiedzieć ją pewnym głosem. – Przepraszam, że odniósł pan wrażenie, że romansuję z Gideonem, ale tak się składa, że wiem, jakie tu panują zasady, i nie złamałabym ich, nawet gdyby był kawalerem. Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, naprawdę muszę wracać do pracy.

– Przepraszasz mnie za to, co zrobiłem? To chyba będzie początek pięknej przyjaźni. No chodź! To tylko kolacja. Taka na przeprosiny. – Położył dłoń na piersi. A właściwie na obłędnej klatce piersiowej. Wyglądał, jakby dużo ćwiczył. I to bez przerwy. – Co jest złego w tym, że przełożony zaprasza podwładną spoza miasta na obiad? To się nazywa „budowanie zespołu” – kusił.

– Naprawdę? – Nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Myślała, że to zwyczajny playboy, a jemu się udało zmienić flirt w rzekome spotkanie służbowe.

Kiedy się roześmiała, twarz Aleksandra złagodniała. Pojawiło się na niej zainteresowanie i coś nie do końca sprecyzowanego, jakby właśnie zmieniał o niej zdanie. Pomyślała wtedy, że w tym pojedynku na żarty może mu jednak dotrzymać kroku. A to poddało jej pomysł, któremu, choć się starała, jakoś nie mogła się oprzeć.

– Bardzo mi to pochlebia ‒ powiedziała szybko, żeby się nie zorientował jak bardzo. – Ale znam dziewczyny, z którymi się pan umawiał, i wiem, że ja i one to zupełnie inna liga. Ja nie mam tyle klasy. Co zresztą jest kolejnym powodem, dla którego nigdy bym nie polowała na pana szwagra. Dziękuję więc za tę niezwykle interesującą rozmowę, a teraz muszę wracać do pracy. Nie chcę, żeby mnie ktoś stąd wyrzucił – dodała uszczypliwie.

– Nie masz tyle klasy? – powtórzył, marszcząc czoło, jakby znów ją skanował od stóp do głów, przez co aż stanęła na baczność. Wszystko już ją bolało od oszalałego pulsowania krwi w żyłach.

Przez wyjazdem z Montrealu prawie nie jadła i ćwiczyła jak szalona, żeby mieć pewność, że nie będzie miała sobie nic do zarzucenia, jeśli zauważy ją ktoś z kierownictwa albo jakiś przystojny Francuz. A mimo to drżała z niepewności.

Spojrzał jej w oczy i zobaczyła w nich wyraźne pożądanie. Poczuła miły dreszcz. Wprawdzie nie była to pewność siebie, ale nie był to już też lęk. Było to coś rozkosznego i mimowolnego, wielkie i przerażające „tak, proszę”.

– Natalie, jesteś klasą samą dla siebie. A może szukasz wymówek, żeby nie zranić moich uczuć? Choć to by mnie trochę zdziwiło. Nie wyglądasz na kogoś, kto by się przejmował takimi rzeczami. Nie mówiąc już o tych wszystkich uszczypliwościach, które tu sobie serwujemy.

Zdusiła śmiech.

– Ma pan rację, panie Makricosta…

– …Aleksander – poprawił.

– Aleksander. – Starała się zachowywać tak, jakby nie robiło to na niej wrażenia albo jakby ją bawiło, ale imię Aleksander wypowiedziane z amerykańskim akcentem brzmiało bardzo podniecająco. – Ja nie mam takiego tempa jak ty. Gdybym wierzyła, że jest to zaproszenie tylko na kolację, byłabym zachwycona – powiedziała ze spojrzeniem „nawet nie myśl, że mnie oszukasz”. – Wszyscy tutaj mają rodziny, więc szybko wracają do domu, a czasem miło byłoby dla odmiany nie jeść samemu. Ale wiem, że to żart. A może chcesz mnie ukarać za to, że byłam szczera?

To go zdziwiło.

– Dlaczego myślisz, że nie chcę z tobą wyjść? Jesteś piękna, dowcipna i pięknie się śmiejesz.

Zabrzmiało to tak bezpośrednio, że serce zaczęło jej bić mocniej. Znów zażartowała, żeby się nie domyślił, jak bardzo ją wzruszył ten prosty komplement.

– Sądzisz, że taki śmiech dobrze brzmiałby w łóżku? – prowokowała.

Parsknął i uśmiechnął się z podziwem. Po czym oczy rozbłysły mu od pożądania i zaczął ją niemal rozbierać wzrokiem.

– Zamówię dla nas samochód. Będzie o siódmej przed wejściem.

Tytuł oryginału: Seduced into the Greek’s World

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2015 by Dani Collins

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3028-5

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.