Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie - David Kertzer - ebook
Opis

Trudno o bardziej odmienne postaci: Pius XI spędził większość życia pochylony nad średniowiecznymi manuskryptami. Benito Mussolini był zanurzonym w teraźniejszości podżegaczem, awanturnikiem i antyklerykałem. Istniały jednak i podobieństwa. Obaj mieli wybuchowy temperament, obaj domagali się bezwarunkowego posłuszeństwa i wywoływali u swoich podwładnych strach, obaj uważali komunizm za zagrożenie. I z czasem docenili znaczenie współpracy.

„Papież i Mussolini” to opowieść o dwóch ludziach, którzy w tym samym 1922 roku sięgnęli po władzę i zmienili bieg XX wieku. Kiedy w 2006 roku otwarto tajne archiwa Watykanu, a cenne źródła ujrzały światło dzienne, możliwe było wreszcie wyjaśnienie, co połączyło te dwie postaci i jakie były tego skutki. Obrazu dopełniają grube teczki faszystowskiej policji, dokumentujące tajemnice i skandale opisane w raportach donosicieli działających za murami Watykanu.

Analiza źródeł niezbędnych do napisania niniejszej książki zajęła autorowi siedem lat. Przejrzał dwadzieścia pięć tysięcy stron dokumentów. Przebrnął przez niezliczone tomy odtajnionej korespondencji włoskich, francuskich, brytyjskich, amerykańskich i niemieckich dyplomatów, przeczytał dzienniki i pamiętniki. I jak sam przyznał – opracowanie tych wszystkich materiałów i „rozwiązanie starych łamigłówek było zadaniem wprost porywającym”.

„Czy Kościół rzeczywiście pozwalał Mussoliniemu na prześladowania Żydów? Autor powołuje się na źródła, z których wynika, że Pius XI żałował swojego cichego sojuszu z „duce”. „Papież i Mussolini” to ważna książka historyczna, przedstawiająca portery dwóch przywódców dzierżących rząd dusz.” Gilbert Taylor, „Booklist”

David Kertzer ma nosa do ciekawych historii, instynkt reportera i potrafi słuchać. Z niezwykłą skrupulatnością, ale i pisarskim talentem dokumentuje współpracę pomiędzy Piusem XI a faszystowskim przywódcą. Współpracę będącą ponurym sojuszem Watykanu z totalitarnym rządem ufundowanym na korupcji i przemocy.”  Joseph J. Ellis

„Siła tej opowieści jest równie imponująca jak zachowana w niej moralna wrażliwość. Kertzer stworzył fascynujące portrety dwóch wybuchowych i często irracjonalnie postępujących przywódców. Jego książka odkrywa przed czytelnikiem zawiłe drogi, którymi podążały myśli bohaterów, oraz zdumiewające sposoby nadużywania władzy.” „The Guardian”

„„Papież i Mussolini” jest ukoronowaniem ciężkiej pracy Davida Kertzera. Autor starannie i wymownie opisuje bolesną porażkę, którą Watykan poniósł w najważniejszym moralnym teście. Książka Kertzera to historia napisana w imię sprawiedliwości.” James Carroll

„Autor nie oszczędził Kościoła, który długo konformistycznie tłumaczył swoje związki z faszystowskim reżimem Mussoliniego. Pisząc o szokującej działalności Watykanu, Kertzer jest bezkompromisowy i nieustępliwy. Ujawnia niewygodne fakty dotyczące kolaboracji Watykanu ze złem.” „Kirkus Reviews”

„Kertzer podąża własną ścieżką, z odwagą prowadząc badania i tworząc jednocześnie świetną i wciągającą opowieść.” „America. The National Catholic Review”

„„Papież i Mussolini” to książka od początku do końca przykuwająca uwagę i pełna dobrze udokumentowanych szczegółów. Nikt nie mógłby opowiedzieć tej skomplikowanej historii lepiej niż David Kertzer.” Jack Miles

„„Papież i Mussolini” to książka całkowicie zasługująca na określenia „przełomowa”, „odważna” i „fascynująca”. Kertzer odrzuca dotychczasowy sposób pisania o Piusie XI i przywódcy faszystów. Ich wzajemny stosunek nie zasadzał się na wrogości, ale na współzależności. Wnioski, do których dochodzi Kertzer, są niepodważalne i oparte na rzetelnych, głębokich badaniach doświadczonego naukowca, a przy tym wspaniale opisane. To bogata w szczegóły, kunsztowna, świeża, fascynująca i pouczająca lektura.” prof. Kevin Madigan

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 853

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


W serii ukazały się:

Christian Ingrao Czarni myśliwi. Brygada Dirlewangera

Christopher R. Browning Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów

Gao Ertai W poszukiwaniu ojczyzny. Wspomnienia z chińskiego obozu pracy

Jael Neeman Byliśmy przyszłością

Božidar Jezernik Naga Wyspa. Gułag Tity

Frank Dikötter Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958–1962

Huszang Asadi Listy do mojego oprawcy. Miłość, rewolucja i irańskie więzienie

Szimon Peres, David Landau Ben Gurion. Żywot polityczny

Christian Ingrao Wierzyć i niszczyć. Intelektualiści w machinie wojennejSS

Julius Margolin Podróż do krainy zeków

Patrick Montague Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady

Calder Walton Imperium tajemnic. Brytyjski wywiad, zimna wojna i upadek imperium

Piotr Osęka My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia ’68

Wendy Lower Furie Hitlera. Niemki na froncie wschodnim

John Dinges Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech ­kontynentach

Jacques de Saint Victor Niewidoczna siła. Mafia w społeczeństwach demokratycznych

Gary J. Bass Telegram konsula Blooda. Nixon, Kissinger i zapomniane ludobójstwo

Götz Aly Obciążeni. „Eutanazja” w nazistowskich Niemczech

Ben Urwand Kolaboracja. Pakt Hollywoodu z Hitlerem

Dennis E. Showalter Pancerz i krew. Bitwa pod Kurskiem

Gerald Steinacher Zbiegli naziści. Jak hitlerowscy zbrodniarze uciekli przed sprawiedliwością (wyd. 2)

Frederick Taylor Wypędzanie ducha Hitlera. Okupacja i denazyfikacja Niemiec

Adam Hochschild Pogrzebać kajdany. Wizjonerzy i buntownicy w walce o zniesienie niewolnictwa

Arthur Allen Fantastyczne laboratorium doktora Weigla. Lwowscy uczeni, tyfus i walka z Niemcami

Następna książka w serii:

Frank Dikötter Tragedia wyzwolenia. Historia rewolucji chińskiej 1945–1957

David I. Kertzer

Papież i Mussolini

Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie

Przełożył Jan Dzierzgowski

Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału angielskiego The Pope and Mussolini: The Secret History of Pius XI and the Rise of Fascism in Europe

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Bettmann / Getty Images

Copyright © by David I. Kertzer, 2014

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2016

Copyright © for the Polish translation by Jan Dzierzgowski, 2016

Redakcja Wojciech Górnaś / redaktornia.com

Indeks Ewa Polańska / d2d.pl

Korekta Ewa Polańska / d2d.pl, Jadwiga Makowiec / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Alicja Listwan / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-365-0

WYDAWNICTWO CZARNE Sp. z o.o.

czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Wołowiec 2016

Wydanie I

Dla trzech Niedźwiadków, Sama, Jacka i Charliego, nipotini straordinari, od Zaide’a

Osoby

BALBO ITALO (1896–1940) – zawadiacki boss faszystów w Ferrarze. W roku 1922 był jednym z przywódców Marszu na Rzym. W 1933 roku prezydent Roosevelt odznaczył go Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym, gdy Balbo na czele dywizjonu liczącego dwadzieścia cztery hydroplany odbył lot z Włoch do Stanów Zjednoczonych. Bohaterskie wyczyny przyniosły mu wielką sławę po obu stronach Atlantyku, lecz jednocześnie wzbudziły zazdrość Mussoliniego.

BAUDRILLART ALFRED (1859–1942) – uczony, wieloletni rektor Katolickiego Uniwersytetu Paryskiego. W 1921 roku mianowany biskupem, czternaście lat później – kardynałem. Jego dziennik stanowi niezwykle cenne źródło historyczne. Baudrillart obawiał się przede wszystkim intryg w otoczeniu schorowanego Piusa XI, kiedy Mussolini zacieśniał sojusz z Hitlerem.

BENEDYKTXV (Giacomo della Chiesa) (1854–1922) – potomek arystokratycznego rodu z Genui, w roku 1907 mianowany arcybiskupem Bolonii. Mimo mało dostojnej aparycji w roku 1914 wybrano go na następcę Piusa X. Rozwiązał kościelną siatkę szpiegów i nie kontynuo­wał zaciekłej kampanii swego poprzednika, skierowanej przeciwko wszystkiemu, co kojarzone z nowoczesnością. Nie udało mu się natomiast odegrać roli rozjemcy podczas Wielkiej Wojny.

BORGONGINI­-DUCA FRANCESCO (1884–1954) – urodzony w Rzymie, od 1921 roku sekretarz Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła, jeden z dwóch zastępców watykańskiego sekretarza stanu. Choć całe życie spędził w Wiecznym Mieście, zajmował się sprawami międzynarodowymi. W roku 1929 Pius XI mianował go pierwszym watykańskim nuncjuszem we Włoszech. Borgongini piastował to stanowisko przez następne dwie dekady. Człowiek wierny, ale mało obyty w świecie; często był obiektem kpin Mussoliniego.

BUFFARINI GUIDI GUIDO (1895–1945) – w roku 1923 wybrany z ramienia partii faszystowskiej na stanowisko prefekta Pizy. Dekadę później Mussolini uczynił go podsekretarzem do spraw policji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Skorumpowany despota; z biegiem lat rósł w siłę, podczas gdy Mussolini coraz większą uwagę poświęcał podbijaniu kolejnych terytoriów.

CACCIA DOMINIONI CAMILLO (1877–1946) – w 1921 roku mianowany majordomem przez papieża Benedykta XV. Achille Rattiego, przyszłego Piusa XI, znał jeszcze z Mediolanu. Pius zatrzymał go na stanowisku i powierzył mu obowiązki sekretarza. To właśnie Caccia układał kalendarz papieskich spotkań. Jego życie erotyczne było tajemnicą poliszynela w Watykanie i w kręgach faszystowskiej policji.

CERRETTI BONAVENTURA (1872–1933) – jeden z najwybitniejszych watykańskich dyplomatów, nuncjusz apostolski we Francji. W roku 1926 mianowany kardynałem. Krytykował porozumienie między papieżem i Mussolinim. Obraził się na Piusa XI, gdy ten nie powierzył mu w roku 1930 funkcji sekretarza stanu.

CIANO GALEAZZO (1903–1944) – syn ministra, w roku 1930 ożenił się z najstarszą córką Mussoliniego, Eddą. Bawidamek, zdecydowanie niecieszący się sympatią Rachele, swej teściowej. Szybko za to stał się faworytem ducego, ku niezadowoleniu wielu faszystowskich dygnitarzy. Przez krótki czas minister prasy i propagandy; w 1936 roku Mussolini zaszokował świat dyplomacji, powierzając Cianowi stanowisko ministra spraw zagranicznych.

COUGHLIN CHARLES (1891–1979) – urodzony w Kanadzie, tam też przyjął święcenia kapłańskie. Jako proboszcz w Detroit prowadził program radiowy, którego słuchały w latach trzydziestych dziesiątki milionów Amerykanów. Początkowo popierał Franklina Roosevelta i jego program reform socjalnych, później jednak wykonał ostry zwrot w prawo i oskarżał prezydenta o bycie komu­nistycznym agentem. Apologeta antysemickiej polityki Hitlera, sojusznik Mussoliniego.

DE VECCHI CESARE (1884–1959) – turyński monarchista, jeden z czterech przywódców Marszu na Rzym. Pierwszy ambasador Włoch przy Stolicy Apostolskiej w latach 1929–1935. Człowiek arogancki, małostkowy, tępawy, z charakterystycznym cudacznym wąsem, powszechnie wyśmiewany – również przez Mussoliniego. Choć często ściągał na siebie gniew Piusa XI, ten darzył go pewną sympatią.

GASPARRI PIETRO (1852–1934) – potomek ubogiej rodziny pasterzy ze środkowych Włoch, specjalista w zakresie prawa kanonicznego, jeden z najbardziej wpływowych watykańskich dyplomatów. Pełnił funkcję sekretarza stanu za pontyfikatu Benedykta XV i Piusa XI. Serdeczne poczucie humoru maskowało jego niepospolity instynkt polityczny.

GÖRING HERMANN (1893–1946) – jeden z najbliższych ludzi Hitlera, założyciel Gestapo. Piastował wiele wysokich stanowisk we władzach Trzeciej Rzeszy. Mussolini uważał go z początku za pomyleńca.

GRANDI DINO (1895–1988) – podsekretarz spraw wewnętrznych, w latach 1929–1932 minister spraw zagranicznych w rządzie Mussoliniego. Z początku zagorzały faszysta, jednak wskutek wieloletniego pobytu w Londynie, gdzie przebywał jako włoski ambasador, niechętnie odnosił się do sojuszu Mussoliniego z Trzecią Rzeszą.

HITLER ADOLF (1889–1945) – przez wiele lat trzymał w swym monachijskim gabinecie popiersie Benito Mussoliniego. Kiedy w 1933 roku został kanclerzem, zabiegał w Watykanie o poparcie Kościoła. Papież traktował Hitlera podejrzliwie, lecz z początku wyrażał uznanie dla jego antykomunistycznych poglądów.

LEDÓCHOWSKI WŁODZIMIERZ (1866–1942) – syn polskiego księcia, bratanek kardynała. W roku 1915 wybrany na generała Towarzystwa Jezusowego; piastował to stanowisko do śmierci. Zajadły antysemita, zwolennik faszyzmu. Mussolini nieraz zwracał się do niego o pomoc.

MONTINI GIOVANNI (1897–1978) – w roku 1922 podjął pracę w watykańskim sekretariacie stanu. Jedenaście lat później Pius XI odwołał go z funkcji kapelana sekcji uniwersyteckiej Akcji Katolickiej. Od 1937 roku podsekretarz stanu Stolicy Apostolskiej. W roku 1963 wybrany na tron Piotrowy; przyjął imię Paweł VI.

MUNDELEIN GEORGE (1872–1939) – arcybiskup Chicago, od 1924 roku kardynał. Za jego czasów Kościół pozyskał w Ameryce wielu wyznawców. Był przyjacielem i politycznym sojusznikiem Franklina Roosevelta. Jego krytyka pod adresem Hitlera wygłoszona w 1937 roku wywołała wzburzenie w Trzeciej Rzeszy.

MUSSOLINI ARNALDO (1885–1931) – w dzieciństwie spał razem z bratem na worku wypełnionym liśćmi kukurydzy. W 1922 roku przejął po Benicie stanowisko redaktora naczelnego gazety „Il Popolo d’Italia”. Gorliwy katolik. Mussolini co wieczór telefonował do Arnalda; tylko jego darzył zaufaniem.

MUSSOLINI BENITO (1883–1945) – urodzony w biednej rodzinie w regionie Romania, epicentrum włoskiego anarchizmu i socjalizmu. Na początku XX wieku jeden z najważniejszych działaczy socjalistycznych, redaktor naczelny pisma „Avanti!”, wychodzącego w Mediolanie. Podczas Wielkiej Wojny zerwał z lewicą. W 1919 roku utworzył ruch faszystowski. Choć w młodości zaciekle krytykował Kościół, z czasem zaczął doceniać znaczenie strategicznego sojuszu z Watykanem.

MUSSOLINI EDDA (1910–1995) – najstarsza córka Mussoliniego, ulubienica ojca, bardzo zresztą do niego podobna pod względem charakteru. Uparta, porywcza, obdarzona wybuchowym temperamentem. Uwielbiała jazdę konną i szybkie samochody. Ustatkowała się nieco po tym, jak w 1930 roku wyszła za mąż za Galeazzo Ciana.

MUSSOLINI RACHELE (1890–1979) – pochodziła z ubogiej chłopskiej rodziny, mieszkała w sąsiedztwie Mussolinich. W wieku ośmiu lat zakończyła naukę szkolną i poszła na służbę. Mussolini zakochał się w blondwłosej, niebieskookiej Rachele, kiedy jej matka nawiązała romans z jego ojcem. Edda Mussolini pisała po latach: „W naszej rodzinie matka dzierżyła władzę”. Rachele nie brakowało silnej woli, była jednak kobietą prostą, półanalfabetką. Źle się czuła w świecie bogaczy i ludzi ustosunkowanych. Kościół i księża zawsze budzili w niej głęboką awersję.

ORSENIGO CESARE (1873–1946) – człowiek o ograniczonej inteligencji i ciasnych horyzontach. Mediolański ksiądz, którego Pius XI mianował w 1922 roku nuncjuszem apostolskim w Holandii. Trzy lata później został nuncjuszem na Węgrzech, a w roku 1930 zastąpił Eugenio Pacellego w Niemczech, choć w kręgach watykańskiej dyplomacji znalazłoby się wielu znacznie odpowiedniejszych kandydatów.

PACELLI EUGENIO (1876–1958) – słabowity, lecz niezwykle inteligentny potomek rzymskiej rodziny, od pokoleń powiązanej z papiestwem. Krótko po przyjęciu święceń kapłańskich podjął pracę w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Od 1917 roku nuncjusz w Monachium, a następnie w Berlinie; łącznie spędził w Niemczech dwanaście lat. W 1929 roku mianowany kardynałem. Rok później zastąpił Pietro Gasparriego na stanowisku sekretarza stanu. Był człowiekiem ostrożnym i łagodnym w obyciu; z władczym, gniewliwym Piusem XI łączyły go nader osobliwe stosunki. Po śmierci papieża w 1939 roku konklawe wybrało go na tron Piotrowy; przyjął imię Pius XII.

PACELLI FRANCESCO (1872–1935) – starszy brat Eugenia. Poszedł w ślady ojca i został jednym z najważniejszych watykańskich prawników. W 1926 roku Pius XI zlecił mu podjęcie tajnych negocjacji z rządem faszystowskim, aby położyć kres panującej od 1861 roku wzajemnej wrogości Włoch i Stolicy Apostolskiej.

PETACCI CLARA (1912–1945) – córka watykańskiego lekarza, atrakcyjna, zielonooka dziewczyna o kręconych włosach. W wieku dwudziestu czterech lat nawiązała romans z Mussolinim, starszym od niej o blisko trzy dekady. Żyła czekaniem, aż duce wezwie ją do gniazdka miłosnego w Pałacu Weneckim. Pozostawiła po sobie tysiące stron dzienników, stanowiących niezwykłe źródło na temat Mussoliniego.

PIGNATTI BONIFACIO (1877–1957) – syn księcia, poważany dyplomata, ambasador Włoch we Francji. W 1935 roku zastąpił Cesare De Vecchiego na stanowisku ambasadora przy Stolicy Apostolskiej. Po dojściu faszystów do władzy, podobnie jak większość członków ówczesnej służby dyplomatycznej, bez wahania zadeklarował lojalność wobec nowego reżimu.

PIUSXI (Achille Ratti, 1857–1939) – syn kierownika przędzalni jedwabiu, urodzony w małym miasteczku na północ od Mediolanu. Już w dzieciństwie postanowił zostać księdzem. W wieku dwudziestu pięciu lat wykładał w mediolańskim seminarium, krótko potem podjął pracę w Bibliotece Ambrozjańskiej i z czasem doszedł do stanowiska jej prefekta. W roku 1914 mianowany prefektem Biblioteki Watykańskiej. Spodziewał się, że jego kariera na tym się zakończy, lecz cztery lata później papież Benedykt XV nieoczekiwanie wybrał go na swego emisariusza w Polsce, gdzie spodziewano się akurat najazdu Armii Czerwonej. Wydarzenia wojny polsko­-bolszewickiej zaszczepiły Rattiemu nienawiść do komunizmu. W roku 1921 wrócił do Rzymu, otrzymał tytuł kardynała i archidiecezję mediolańską. Krótko po objęciu urzędu, w lutym 1922 roku, po czternastu turach głosowań konklawe wybrało go na nowego papieża.

PIZZARDO GIUSEPPE (1877–1970) – urodzony nieopodal Genui, krótko po przyjęciu święceń kapłańskich podjął pracę w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Rzym opuścił tylko raz, gdy przez trzy lata (1909–1912) służył w nuncjaturze w Monachium. W 1921 roku mianowany zastępcą sekretarza stanu, w 1929 roku objął stanowisko sekretarza Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła i piastował je do 1937 roku, kiedy został kardynałem. W latach 1923–1939 był też kapelanem Akcji Katolickiej (zdymisjonował go Pius XII, krótko po objęciu władzy w Kościele) i często wchodził w konflikty z antyklerykalnym skrzydłem ruchu faszystowskiego. Faworyt Piusa XI, nielubiany jednak w Watykanie; szeptano, że zawdzięcza wpływy amerykańskim pieniądzom.

ROSA ENRICOSJ (1870–1938) – od 1905 redaktor w jezuickim periodyku „La Civiltà Cattolica” uchodzącym w powszechnej opinii za nieformalny organ prasowy Stolicy Apostolskiej. Dziesięć lat później mianowany redaktorem naczelnym. Bliski doradca Piusa XI, na jego polecenie objaśniał nauczanie Kościoła w kwestii żydowskiej. Z początku nieprzychylnie nastawiony do faszyzmu, później, na polecenie Watykanu, apelował na łamach pisma, aby katolicy zachowali wiarę w ducego.

SARFATTI MARGHERITA (1880–1961) – urodzona w rodzinie bogatych weneckich Żydów. Miłośniczka literatury i sztuki. W wieku osiemnastu lat wyszła za żydowskiego prawnika i przeprowadziła się z mężem do Mediolanu. Tam zaangażowała się w działalność ruchu socjalistycznego i poznała Benito Mussoliniego. Kiedy w 1917 roku przyszły dyktator wrócił z frontu, stali się nierozłączną parą. Przez dziesięć lat Mussolini często zwracał się do Sarfatti o radę, lecz pod koniec lat dwudziestych przestała go pociągać.

SPELLMAN FRANCIS (1889–1967) – syn irlandzkich imigrantów, w roku 1925 został pierwszym amerykańskim księdzem w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Zaprzyjaźnił się z Francesco Borgonginim i Eugenio Pacellim. W 1939 roku mianowany arcybiskupem Nowego Jorku.

STARACE ACHILLE (1889–1945) – jeden z nielicznych ludzi z południa Włoch w gronie faszystowskich dygnitarzy. Od 1931 roku sekretarz Narodowej Partii Faszystowskiej. Mistrz bezguścia, człowiek pozbawiony inteligencji i wyrafinowania, pochlebca, który zbudował kult Mussoliniego.

TACCHI VENTURI PIETROSJ (1861–1956) – przyszedł na świat w zamożnej rodzinie w środkowych Włoszech, studiował w rzymskim seminarium duchownym, wstąpił do zakonu jezuitów. Kiedy na początku 1923 roku Pius XI i Mussolini uznali, że potrzebują tajnego posłańca, wybór padł właśnie na niego. W ciągu następnych szesnastu lat przeszło sto razy spotkał się z Mussolinim, by przekazywać mu prośby i listy papieża.

TARDINI DOMENICO (1881–1961) – rzymianin, przez większość życia pracował w watykańskim sekretariacie stanu. W 1929 roku mianowany podsekretarzem Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła, od 1935 roku podsekretarz stanu, od 1937 – sekretarz Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła. Preferował drogę środka; winą za spięcia z reżimem faszystowskim obarczał przeważnie nie Mussoliniego, lecz antyklerykałów z jego otoczenia.

WIKTOR EMANUEL III (1869–1947) – wstąpił na tron w roku 1900, po tym jak zamordowano jego ojca. Nigdy nie czuł się dobrze w roli monarchy. Powszechnie wyśmiewany z powodu mikrej postury, człowiek inteligentny, mający dobre rozeznanie w sytuacji politycznej, ale słaby i strachliwy. Dwa razy w tygodniu Mussolini wkładał cylinder na głowę i udawał się do Pałacu Kwirynalskiego, by król mógł złożyć podpis pod nowymi dekretami i ustawami. Wiktor Emanuel nigdy nie sprzeciwiał się swojemu premierowi. Było to co prawda małżeństwo z rozsądku, lecz nieobyty duce i maleńki król znaleźli z czasem wspólny język. Łączyły ich między innymi niechęć do ludzi oraz instynktowny antyklerykalizm.

Lista czasopism i organizacji

Czasopisma

„L’AVVENIRE D’ITALIA” – założona pod koniec XIX wieku z błogosławieństwem papieża Leona XIII. Jedyna prawdziwie ogólnokrajowa gazeta katolicka za rządów faszystowskich.

„LA CIVILTÀ CATTOLICA” – periodyk wydawany przez kolegium redakcyjne księży jezuitów. Powstał w roku 1850 na polecenie papieża Piusa IX, krótko po jego powrocie do Rzymu po rewolucji z lat 1848–1849. Redaktora naczelnego mianuje sam papież. Każdy numer („La Civiltà Cattolica” ukazuje się dwa razy w miesiącu) jest przed publikacją cenzurowany przez watykański sekretariat stanu. W kręgach katolickich pismo uchodzi za tubę papieża w sprawach bieżących.

„L’OSSERVATORE ROMANO” – watykański dziennik wydawany od 1861 roku. Ściśle nadzorowany przez papieża, formalnie jednak nie ma statusu oficjalnego organu prasowego Stolicy Apostolskiej. Odkąd Mussolini wprowadził dyktaturę, „L’Osservatore Romano” był jedyną gazetą niepodlegającą cenzurze rządowej, aczkolwiek jeśli publikowała artykuły nie po myśli ducego, konfiskowano cały nakład. Donosiła o co ważniejszych spotkaniach z udziałem papieża, informowała o działalności Kościoła. „La Civiltà Cattolica” tymczasem prezentowała znacznie bardziej pogłębione analizy polityczne; zawierała też dział recenzji literackich i przegląd najważniejszych wydarzeń w kraju i za granicą, istotnych z punktu widzenia katolicyzmu.

„IL POPOLO D’ITALIA” – gazeta założona przez Benito Mussoliniego w roku 1914, krótko po wydaleniu go z Włoskiej Partii Socjalistycznej. Pięć lat później stała się tubą ruchu faszystowskiego. Gdy w 1922 roku Mussolini objął władzę, przekazał redakcję swemu bratu Arnaldowi. Po śmierci Arnalda w 1931 roku redaktorem został jego syn Vito.

Organizacje

AKCJA KATOLICKA – założony w roku 1905 przez Piusa X ruch katolickiego laikatu. W latach dwudziestych w ramach Akcji Katolickiej istniały odrębne organizacje męskie i żeńskie, chłopięce i dziewczęce oraz akademickie. Na czele Akcji Katolickiej stała osoba świecka powołana przez papieża, Watykan wyznaczał też duchownego nadzorującego działania ruchu. Niższe szczeble struktury istniały na poziomie diecezji i parafii. Mussolini odnosił się do ruchu z nieufnością; była to jedyna organizacja masowa, której nie kontrolował. Natomiast Pius XI, znany jako „papież Akcji Katolickiej”, uważał ją za najważniejsze narzędzie chrystianizacji włoskiego społeczeństwa.

NARODOWA PARTIA FASZYSTOWSKA (Partito Nazionale Fascista, PNF) – powołana do życia w roku 1921 z inicjatywy Benito Mussoliniego, który przekształcił luźny ruch polityczny i zbieraninę agresywnych bojówek w partię z prawdziwego zdarzenia. Z czasem Mussolini odszedł od antyklerykalnych i antymonarchicznych korzeni faszyzmu i dokonał ostrego zwrotu na prawo. W pierwszych latach u władzy miał trudności z utrzymaniem w ryzach niektórych wysoko postawionych działaczy. Po roku 1928 PNF stała się jedyną legalną partią w kraju.

OPERA NAZIONALE BALILLA (ONB) – narodowa organizacja młodzieżowa utworzona w roku 1926 przez faszystowskie władze celem indoktrynacji dzieci i młodzieży. W ramach ONB obowiązywał podział ze względu na wiek oraz płeć. Mali chłopcy (8–13 lat) byli nazywani Balilla, starsi (14–18 lat) – Avanguardisti. Sekcje żeńskie nazywały się Piccole italiane oraz Giovani italiane. ONB stanowiła poważną konkurencję dla katolickich organizacji młodzieżowych, rozwiązanych zresztą przez rząd. W końcu wszystkim lokalnym oddziałom młodzieżówki przypisano księdza kapelana; wychowanie religijne sprzęgło się z wychowaniem faszystowskim i paramilitarnym drylem.

ŚWIĘTE OFICJUM, inaczej Inkwizycja Rzymska – utworzona w roku 1542 przez papieża Pawła III jako Święta Kongregacja Inkwizycji Rzymskiej i Powszechnej w celu walki z reformacją. Odpowiedzialna za nadzór nad przestrzeganiem kościelnej doktryny i wyplenianie herezji. Na jej czele stał papież; zgodnie z przyjętym zwyczajem sekretarz Świętego Oficjum odbywał z nim regularne spotkania.

WŁOSKA PARTIA LUDOWA (Partito Popolare Italiano, PPI) – partia katolicka utworzona w roku 1919 za aprobatą Benedykta XV. Na jej czele stał sycylijski ksiądz Luigi Sturzo. W wyborach parlamentarnych w 1921 roku PPI uzyskała przeszło dwadzieścia procent mandatów. Stanowiła opozycję dla faszystowskiej dyktatury, lecz znacznie straciła na znaczeniu, gdy Pius XI poparł Mussoliniego. Partię rozwiązano w roku 1926. W późniejszych latach duce podejrzewał, że jej niedobitki próbują potajemnie przejąć kontrolę nad Akcją Katolicką.

WŁOSKA PARTIA SOCJALISTYCZNA (Partito Socialista Italiano, PSI) – powstała w roku 1892, najważniejsza siła na lewicy. Główne ośrodki poparcia mieściły się na północy i w centrum kraju. Dzieliła się na skrzydło reformistyczne i rewolucyjne – do tego drugiego należał młody Benito Mussolini. W roku 1912 doszło do rozłamu, przeprowadzono czystki w szeregach reformistów. Największy sukces partia osiągnęła w roku 1919, kiedy w wyborach powszechnych uzyskała blisko jedną trzecią głosów i zdobyła władzę w wielu miastach. W roku 1921 grupa rozłamowców założyła Włoską Partię Komunistyczną. Rok później, po kolejnej secesji, powstała Zjednoczona Partia Socjalistyczna. Jej przywódca Giacomo ­Matteotti zginął zamordowany przez faszystowskich bandytów. W roku 1926 Mussolini zdelegalizował PSI i całe jej polityczne potomstwo.

Prolog

Rzym, 1939

Papież Pius XI niedomagał. Rok wcześniej prawie zabiła go niewydolność krążenia. Teraz błagał Boga, by dał mu jeszcze kilka dni życia. Siedział przy biurku w swym watykańskim gabinecie, odziany w białą szatę. Obok, oparta o ścianę, spoczywała jego laska. Na biurku leżał stary, nadżarty rdzą kompas oraz barometr, pamiątki z dawno minionych czasów wspinaczek na najwyższe szczyty włoskich Alp. W jednej z szuflad znajdował się kamerton. Papież już od lat go nie wyjmował. Był dumny ze swojego talentu wokalnego, toteż ćwiczył, ilekroć nadarzała się okazja – ale zawsze w samotności. Tego dnia, pewien, że zbliża się kres, otwierał każdą szufladę po kolei i ostatni raz porządkował papiery.

Pius XI przez lata cieszył się dobrym zdrowiem. Dziwowano się, jak wiele brał na siebie obowiązków. Zawsze żądał, aby szczegółowo informowano go o wszystkim, co działo się w Watykanie. Osobiście podejmował co ważniejsze decyzje. Jednak obecnie każdy dzień stanowił wyzwanie, każdy krok powodował straszliwy ból. Nocami papież nie mógł zasnąć. Żylaki w nogach nie dawały mu spokoju, astma poważnie utrudniała oddychanie. Ale najgorsze było uczucie, że sprawy poszły zupełnie nie po jego myśli.

Za dnia słońce wlewało się do gabinetu przez trzy okna wychodzące na plac Świętego Piotra, teraz jednak panował mrok. Mała lampka na biurku rzucała żółte światło na leżące przed papieżem kartki. Pius XI liczył, że Pan miał dla niego, pasterza katolickiej trzody, jeszcze jedno zadanie i nie bez powodu zachował go przy życiu. Nie umrze, póki nie powie tego, co musi zostać powiedziane.

Niedawno wezwał do Rzymu wszystkich włoskich biskupów, aby wysłuchali jego ostatniego przesłania. Spotkanie miało się odbyć za półtora tygodnia, 11 lutego 1939 roku, w bazylice Świętego Piotra. Tego dnia przypadała dziesiąta rocznica podpisania traktatów laterańskich, historycznego porozumienia zawartego przez Piusa XI z Mussolinim, które doprowadziło do pojednania Włoch i Watykanu po wielu dekadach wzajemnej wrogości i sprawiło, że po sześćdziesięciu ośmiu latach zniknął rozdział państwa i Kościoła. Zaczęła się nowa epoka. Kościół stał się ochoczym sojusznikiem faszystowskiego rządu.

Siedemnaście lat wcześniej, w 1922 roku, Achille Ratti, dopiero co mianowany kardynałem, został ku powszechnemu zaskoczeniu następcą papieża Benedykta XV. Przyjął imię Pius XI. W tym samym roku, kiedy w kraju szalała przemoc, Benito Mussolini, trzydziestodziewięcioletni przywódca faszystów, objął urząd premiera. Od tego czasu obaj stali się od siebie zależni. Dyktator potrzebował papieża, aby ten zapewnił poparcie katolików dla reżimu i dostarczył mu moralnej legitymizacji. Papież liczył, że Mussolini przywróci Kościołowi władzę we Włoszech. Ale teraz Pius siedział przy biurku z piórem w dłoni i rozmyślając o wszystkich tych latach, czuł wyłącznie żal. Dał się wyprowadzić w pole. Mussolini zaczął się uważać za boga. Do tego zbratał się z Hitlerem. Papież nienawidził Hitlera za jego ataki na Kościół w Niemczech i za szerzenie własnej, pogańskiej religii. Wciąż wracały bolesne wspomnienia z triumfalnej procesji Führera podczas ubiegłorocznej wizyty w Rzymie, pośród morza czerwono­-czarnych nazistowskich flag.

Dwa miesiące później Mussolini zaszokował świat deklaracją, że Włosi zaliczają się do wyższych ras. Choć Żydzi mieszkali w Rzymie jeszcze przed narodzinami Jezusa, teraz zostali uznani za obcych i szkodników. Papież wpadł w popłoch. Na jednej z audiencji zapytał, czemu włoski przywódca za wszelką cenę pragnie naśladować Führera. Mussolini był wściekły. Nic nie gniewało go tak bardzo jak bycie nazywanym pachołkiem Hitlera. Ludzie z najbliższego kręgu papieża natychmiast pospieszyli, by naprawić wyrządzone szkody. Uważali, że Piusowi na starość braknie rozwagi. Ponadto woleli autorytarny reżim od demokracji i bali się, że Kościół utraci liczne przywileje otrzymane od Mussoliniego. Papież popsuł już stosunki z nazistowskimi przywódcami. Co będzie, jeśli zaszkodzi relacjom Watykanu z faszystowskim rządem we Włoszech?

W swojej kancelarii na drugim brzegu Tybru Mussolini miotał przekleństwa pod adresem Piusa. To, że Włosi w ogóle jeszcze chodzili na msze, było zasługą wyłącznie ducego. Gdyby nie on, antyklerykałowie grasowaliby po ulicach, rabowali kościoły i siłą wlewali księżom do gardeł olej rycynowy. Księża uczyli religii w szkołach publicznych, a w każdej klasie wisiał krucyfiks, bo tak kazał Mussolini. Ponadto państwo szczodrze wspierało Kościół finansowo – a wszystko po to, by utrzymywać symbiozę między faszystowskim rządem a Watykanem.

Wieczorem 31 stycznia Pius długo nie kładł się spać. Przygotowywał swoje przemówienie do biskupów. Niegdyś był człowiekiem krzepkim, o wydatnym torsie, „papieżem alpinistą”, lecz z czasem jego ciało wyniszczyły choroby. Zapadłą twarz pokrywały teraz głębokie zmarszczki. Mimo to wszyscy, którzy go znali, wiedzieli, jak bardzo zależy mu na wygłoszeniu mowy. Nie chciał umrzeć, póki nie ostrzeże biskupów, że wszędzie, nawet w komnatach Kościoła, kryją się faszystowscy szpiedzy. Pragnął wykorzystać swą ostatnią szansę, aby oznajmić, co myśli o przejęciu przez Mussoliniego nazistowskiej ideologii rasowej.

Jednak na tydzień przed planowanym przemówieniem opuściły papieża resztki sił. Nie mógł już utrzymać się na nogach, nie dawał rady wstać z łóżka. Sekretarz stanu kardynał Eugenio Pacelli, druga osoba w państwie, błagał o odłożenie spotkania z biskupami. Papież nie chciał o tym słyszeć. Polecił, aby w watykańskiej gazecie napisano, że cieszy się dobrym zdrowiem. 8 lutego ogarnęły go obawy, że nie zdoła w ciągu trzech dni dojść do siebie i wygłosić przemówienia. Nakazał więc, by w watykańskiej drukarni sporządzono po jednej kopii dla każdego biskupa. Następnej nocy jego stan się pogorszył. W pierwszych godzinach 10 lutego oddychał z wielkim trudem. Sanitariusze założyli mu maskę tlenową, ostrożnie, aby nie strącić mu z głowy białej piuski. O czwartej nad ranem posłali po kardynała Pacellego. Sekretarz stanu pospieszył do papieskiej komnaty i ukląkł przy prostym, żelaznym łóżku, by się pomodlić. Oczy zaczerwieniły mu się od łez.

Pius XI słabł z każdą chwilą. Wkrótce wydał ostatnie tchnienie. Bóg nie wysłuchał jego prośby. Biskupi ujrzeli papieża nie w bazylice Świętego Piotra, lecz nieopodal, w kaplicy Sykstyńskiej. Tam właśnie, popołudniem 10 lutego, jego wyniszczone ciało złożono na katafalku. Ludzie, którzy znali papieża z dawnych dni, ledwo go rozpoznawali, jak gdyby kto inny spoczywał pod freskami Michała Anioła, odziany w papieską sutannę z białego jedwabiu i czerwone aksamitne camauro obszyte gronostajem.

Mussolini przyjął wieść o śmierci papieża pomrukiem ulgi. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał odwołać następnej schadzki z Clarą Petacci, swą zielonooką kochanką. Pozostawało tylko jedno zmartwienie. Na przestrzeni lat duce umieścił w Watykanie swą siatkę szpiegów i zawsze chętnie zapoznawał się z ich doniesieniami. Przez ostatnie kilka dni szpiedzy informowali, że papież zamierza wygłosić ostre przemówienie w rocznicę podpisania traktatów laterańskich, krytykujące antysemicką kampanię Mussoliniego i zacieśnianie stosunków z Führerem. Gdyby tekst przemówienia wyciekł na zewnątrz jako profetyczne papieskie ostrzeżenie zza grobu, oznaczałoby to poważne kłopoty.

Dyktator wiedział, że jest ktoś, kto może mu pomóc. Skontaktował się z kardynałem Pacellim, który jako kamerling miał pieczę nad spuścizną Piusa, w tym nad odręcznymi notatkami pozostawionymi na jego biurku oraz świeżo wydrukowanym tekstem przemówienia, przeznaczonym do rozdania biskupom. Mussolini chciał, aby wszystkie egzemplarze zniszczono.

Wierzył, że Pacelli spełni jego prośbę. Kardynał pochodził z wpływowej rzymskiej rodziny, od wielu pokoleń powiązanej ze Stolicą Apostolską Przez ostatnie miesiące żył w strachu, że papież popsuje stosunki z Mussolinim. A przecież stawka była tak wysoka. Owszem, wiele zawdzięczał Piusowi XI. To właśnie Pius mianował go sekretarzem stanu i poparł w niejednej sprawie. Jednak w pierwszej kolejności Pacelli czuł się odpowiedzialny za dobro Kościoła. Rozkazał więc opróżnić biurko papieża i skonfiskował wszystkie egzemplarze przemówienia.

Trzy tygodnie później kardynałowie zebrali się na konklawe. Potężny tłum na placu Świętego Piotra niecierpliwie wyczekiwał ich decyzji. Gdy z komina nad kaplicą Sykstyńską dobył się biały dym, zapanowało radosne podniecenie.

– Habemus papam – ogłosił kardynał protodiakon z balkonu nad wejściem do bazyliki. Chwilę później na balkon wyszedł nowy papież, wysoki, w okularach, odziany w białe papieskie szaty, w wysadzanej klejnotami tiarze na głowie. Eugenio Pacelli przyjął imię Pius XII na cześć człowieka, przy którego łóżku tak niedawno wylewał łzy.

I Papież i dyktator

1

Nowy papież

Pod Spiżową Bramą zgromadził się tłumek witający oklaskami czarne automobile, które jeden za drugim znikały za średniowiecznymi murami. Kardynałowie, czy to w podzięce, czy po prostu z nawyku, błogosławili zebranych z tylnych siedzeń. Po obu stronach bramy czuwali żołnierze Gwardii Szwajcarskiej w arlekinowych uniformach. Każdy salutował kardynałom, unosząc do lśniącego hełmu dłoń w białej rękawiczce.

A potem, kiedy już ostatni z kardynałów znalazł przydzielony mu pokój w Pałacu Apostolskim, sześciu urzędników przeszło po długich, zimnych korytarzach, pobrzękując dzwonkami i wołając: Extra omnes!, by wszystkie osoby postronne opuściły pałac. Książę Chigi, mistrz ceremonii, zamknął ciężkie drzwi od zewnątrz. Kardynał Pietro Gasparri, kamerling, zaryglował je od środka. Zapieczętowano okna. Był czwartek, 2 lutego 1922 roku. Drzwi miały zostać ponownie otwarte dopiero po wyborze nowego papieża.

Uporczywy kaszel zaczął niepokoić Benedykta XV zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Benedykt był człowiekiem słabowitym, drobnej postury (w Watykanie nazywano go piccolo), od dzieciństwa utykał, lecz nie wszedł jeszcze w wiek starczy, a przez siedem lat pontyfikatu cieszył się raczej solidnym zdrowiem. Jednak zapalenie oskrzeli szybko przeszło w zapalenie płuc. Sześćdziesięcioośmioletni Benedykt przyjął sakrament namaszczenia chorych. Następnego popołudnia stracił przytomność. Zmarł rankiem 22 stycznia1.

Benedykt XV – Giacomo della Chiesa – został papieżem po śmierci miłego, lecz surowego Piusa X w 1914 roku, na samym początku Wielkiej Wojny. Był to zaskakujący wybór. Della Chiesa odebrał nominację kardynalską ledwie trzy miesiące przed konklawe. Urodził się w arystokratycznej, lecz niezamożnej rodzinie. Choć cieszył się szacunkiem ze względu na swą inteligencję i roztropność, mało kto dopatrzyłby się w nim przyszłego Ojca Świętego. Zachowywał się dostojnie, miał dworskie maniery – a także ziemistą cerę, wiecznie zmierzwione włosy i za duże zęby. Jego rysy – nos, usta i oczy – oraz ramiona wydawały się nieco przekrzywione2.

W młodości pracował w watykańskim sekretariacie stanu, czyli urzędzie odpowiedzialnym za stosunki Stolicy Apostolskiej z rządami innych państw. Stopniowo awansował w hierarchii, aż w roku 1907 powierzono mu stanowisko arcybiskupa Bolonii. Według niektórych za tym, że della Chiesa opuścił Watykan, stał kardynał Rafael Merry del Val, sekretarz stanu Piusa X i główny sojusznik w jego krucjacie przeciwko postępowi. Pius X chciał, aby Kościół za wszelką cenę trzymał się swych odwiecznych zasad i tradycji. Szczególny wstręt budziła w nim idea jednostkowych swobód i wolności religijnych, a także heretyckie postulaty rozdziału państwa i Kościoła oraz uznania przez świat wiary prawd naukowych. Della Chiesa uchodził za zbyt umiarkowanego. Merry del Val wolał trzymać go z dala od ośrodka władzy3.

W dziesiątej turze głosowania podczas konklawe della Chiesa uzyskał – ledwo – dwie trzecie wymaganych głosów. Jeden z popleczników Merry’ego del Vala, kardynał Gaetano de Lai, upokorzył nowego papieża, żądając sprawdzenia jego kartki, by upewnić się, że nie zagłosował sam na siebie.

Pius X umarł w burzliwym okresie. Ale śmierć jego następcy w roku 1922 przypadła na jeszcze bardziej niespokojne czasy. Obawiano się, że w każdej chwili w kraju może wybuchnąć rewolucja – nie wiadomo tylko, czy socjalistyczna, czy faszystowska. Elity miały nadzieję, że Wielka Wojna zjednoczy podzielone społeczeństwo i zapewni rządzącym legitymizację. Tak się jednak nie stało. Zginęło przeszło milion Włochów, jeszcze więcej odniosło rany. Żołnierze przechodzący do cywila na próżno szukali pracy, natomiast przywódcy polityczni nie potrafili znaleźć wyjścia z kryzysu.

Włoska Partia Socjalistyczna (PSI), która od kilku dziesięcioleci rosła w siłę, liczyła, że społeczny gniew przyniesie jej zwycięstwo. W Turynie, Mediolanie i Genui strajkujący robotnicy okupowali fabryki. Protesty chłopskie zagrażały starej klasie obszarników. Niewiele wcześniej, w roku 1917, w Rosji carski ustrój legł w gruzach, a władzę objęli bolszewicy. Włoska lewica, podniecona przykładem wschodnich towarzyszy, marzyła o rządach proletariatu4.

Ale socjaliści musieli stawić czoła okrutnemu zagrożeniu. Krótko po wojnie Benito Mussolini, dawniej sam odgrywający ważną rolę w PSI, stanął na czele nowego ruchu. Bazą społeczną faszystów byli rozgoryczeni weterani wojenni. Wkrótce w miastach w całym kraju zaczęły powstawać faszystowskie bojówki. Pierwsi członkowie, podobnie jak Mussolini, wywodzili się z lewicy i podobnie jak on żywili nienawiść do Kościoła i księży. Przywódca ruchu szybko jednak zrezygnował z wyklinania duchownych i spekulantów wojennych. Zamiast tego zwrócił się przeciwko socjalistom. Zarzucił im, że nie chcieli przystąpienia Włoch do wojny. Wkrótce do grona jego zwolenników dołączyli przedstawiciele skrajnej prawicy.

Na północy i w środkowej części kraju faszystowscy bojówkarze, odziani w czarne koszule, regularnie urządzali wypady na prowincję, żeby palić świetlice PSI, redakcje lewicowych gazet i kluby prowadzone przez związki zawodowe. Mussolini nie miał większej kontroli nad owymi squadristi, którym przewodzili lokalni faszystowscy herszci zwani ras. Od 1919 roku przez kolejne trzy lata nasilały się ataki na działaczy PSI. Socjalistów bito i wlewano im do gardeł olej rycynowy. Squadristi czerpali z tego szczególną przyjemność – rycyna powodowała wymioty, a także (co szczególnie upokarzające) silną biegunkę. Burmistrzowie i radni należący do PSI uciekali w panice, pozostawiając ogromne połacie Włoch pod kontrolą faszystowskich zbirów5.

Ofiarami „wypraw karnych” padali też członkowie katolickiej Włoskiej Partii Ludowej (PPI). Stanowiła ona względnie nowe narzędzie polityczne katolików. Fakt, że Watykan poparł pomysł jej utworzenia, nie miał precedensu. W roku 1861 Wiktor Emanuel II z dynastii sabaudzkiej powołał do istnienia Zjednoczone Królestwo Włoch, obejmujące większą część Półwyspu Apenińskiego. Pośród ziem zajętych na skutek rebelii lub podboju znajdowały się też terytoria od dawna rządzone przez papieży. Państwo Kościelne władało odtąd tylko Rzymem i jego okolicami. A i to nie na długo. W 1870 roku włoska armia zajęła Wieczne Miasto i ogłosiła je stolicą kraju. Papież Pius IX zaszył się w Watykanie i przyrzekł nie opuszczać jego murów, póki Państwo Kościelne nie odzyska dawnych ziem. Ekskomunikował króla i zabronił katolikom głosować w wyborach oraz ubiegać się o miejsce w parlamencie. Miał nadzieję, że inne kraje poprą postulat przywrócenia Rzymu pod panowanie Stolicy Apostolskiej. Jednak z upływem lat perspektywa ta stawała się coraz mniej prawdopodobna. Tymczasem rosło nowe zagrożenie ze strony ruchu socjalistycznego. Od połowy XIX wieku, czyli od czasów Piusa IX, papieże raz po raz potępiali socjalizm. W 1891 roku, w słynnej encyklice Rerum novarum Leon XIII oskarżał socjalistów o podburzanie biednych przeciwko bogatym i stanowczo potępiał pomysł zniesienia własności prywatnej. U zarania XX stulecia Watykan toczył wręcz otwartą wojnę z lewicą.

Wtedy też nastąpiło we Włoszech upowszechnienie prawa wyborczego. Zakaz udziału w głosowaniach wydany przez papieża był nie do utrzymania. Zanosiło się na to, że socjaliści obejmą władzę. W listopadzie 1918 roku Luigi Sturzo, ksiądz z Sycylii, spotkał się z watykańskim sekretarzem stanu kardynałem Pietro Gasparrim, aby omówić plany utworzenia katolickiej partii politycznej o umiarkowanie postępowym programie, zdolnej odciągnąć część chłopów i robotników od socjalizmu. Powołano ją z błogosławieństwem Benedykta XV na początku roku 1919. Trzy lata później zaliczała się do największych ugrupowań w kraju6.

Konklawe w 1922 roku szybko przerodziło się w starcie dwóch frakcji. Zelanti, „nieustępliwi”, z nostalgią wspominali czasy Piusa X i marzyli, że Kościół znów podejmie krucjatę przeciwko modernizacji. Po przeciwnej stronie znaleźli się kardynałowie umiarkowani, zwani „politykami”, pragnący kontynuować względnie liberalną i postępową strategię ­Benedykta XV. Sekretarz stanu Piusa X, Rafael Merry del Val, przewodził pierwszej grupie. Na czele drugiej stał Pietro Gasparri, sekretarz stanu Benedykta. Szykowała się zaciekła bitwa o to, w jakim kierunku Kościół katolicki będzie podążał w XX wieku. Dramatyzmu sytuacji dodawał też fakt, że nikt nie umiał przewidzieć wyniku konklawe. Wydawało się wątpliwe, by któraś ze stron mogła uzyskać wymagane dwie trzecie głosów. Nie było też oczywistego kompromisowego kandydata7.

Kardynał Gasparri nosił przydomek pecoraio – pasterz. W dniu rozpoczęcia konklawe liczył sobie sześćdziesiąt dziewięć lat. Pochodził z małej wioski w środkowych Włoszech. Przezwisko, które skądinąd uwielbiał, nie miało budzić skojarzeń z duszpasterzem, lecz z chłopskim prostaczkiem, parweniuszem wśród wytwornych watykańskich hierarchów. Gdy był mały, każdej wiosny jego rodzina pędziła owce na górskie pastwiska. Jesienią wracał w dolinę. Nauki pobierał w parafii u miejscowego proboszcza. Wykazywał się bystrym umysłem; gdy dorósł, wstąpił do seminarium duchownego, lecz w odróżnieniu od większości watykańskich dyplomatów nie studiował w Rzymie w Papieskiej Akademii Kościelnej, przyjmującej głównie arystokratów.

Był niski i pulchny. Sprawiał wrażenie, jak gdyby poruszając się, nie odrywał stóp od ziemi. Jego ubiór „świadczył o zdumiewającej wręcz indyferencji wobec schludności”. Gasparri cieszył się jednak powszechną sympatią w kręgach dyplomatycznych: brak elegancji nadrabiał serdecznością. Kiedy mówił, wymachiwał rękami. W oczach zawsze miał iskierki i często się śmiał. Czerwona piuska nieustannie zsuwała mu się z głowy. Uważał się za człowieka obdarzonego chłopskim sprytem, intuicją i odwagą, skorego do ciężkiej pracy. Wielu podzielało tę opinię. „Jego czarne oczy zdradzały niemałą inteligencję”, pisał jeden z dyplomatów akredytowanych w Watykanie8.

Wieczorem 2 lutego 1922 roku pięćdziesięciu trzech kardynałów zasiadło w kaplicy Sykstyńskiej i zaczęło się konklawe. Brakowało dwóch purpuratów ze Stanów Zjednoczonych – znajdowali się na statku gdzieś pośrodku Atlantyku. Włosi w liczbie trzydziestu jeden stanowili większość; nowy papież musiał uzyskać poparcie sporej części tej grupy.

Na ołtarzu stały potężny krzyż i sześć płonących świec. Podczas wszystkich głosowań do ołtarza podchodził każdy kardynał po kolei (wedle starszeństwa), klękał, modlił się przez chwilę i wygłaszał krótką formułkę po łacinie, przysięgając, że wskaże kandydata, którego – jak uważa – Bóg pragnie widzieć na tronie Piotrowym. Następnie oddawał złożoną kartkę z nazwiskiem, robił znak krzyża i wracał na swoje miejsce.

Codziennie rano i po południu przeprowadzano po dwa głosowania. Trzej kardynałowie liczyli głosy. W ciągu następnych dni cały rytuał powtórzono czternaście razy. Raz tylko wybuchło małe zamieszanie, ale z błahego powodu: kardynał z Dominikany potrącił stolik i rozlał sobie atrament z kałamarza na białą sutannę9.

Wskazano w sumie dwunastu kandydatów. Drugiego dnia Merry del Val otrzymał siedemnaście głosów (był to jego najlepszy wynik). W szóstym głosowaniu Gasparri dostał dwadzieścia cztery głosy, lecz w głosowaniu siódmym i ósmym nie przybył mu ani jeden. Tymczasem na zewnątrz pęczniał oczekujący tłum rzymian – wierzących i ciekawskich. „Pewne jest tylko jedno: nikt nic nie wie”, pisał francuski dziennik „Le Figaro”10.

W nocy po ósmym głosowaniu kardynał Gasparri nie zmrużył oka. Wiedział już, że nigdy nie zostanie papieżem. Następnego dnia, zanim elektorzy zajęli miejsca w kaplicy, udał się do Achille Rattiego. Ratti otrzymał nominację kardynalską ledwie kilka miesięcy wcześniej. Nie posiadał się więc ze zdumienia, kiedy Gasparri powiedział mu, że zamierza zachęcić swoich zwolenników, by zagłosowali właśnie na niego.

Ratti przyszedł na świat w 1857 roku w miasteczku Desio w katolickiej Brianzy na południe od Mediolanu, gdzie jego ojciec kierował przędzalnią jedwabiu. Matka, głęboko wierząca katoliczka, była kobietą surową i stanowczą, jedną z tych, które powinny zarządzać czymś znacznie większym niż tylko dom. W późniejszych latach Ratti często wspominał ją z czułością i szacunkiem. Nigdy natomiast nie mówił o ojcu. W tamtym okresie Desio i Mediolan stanowiły część Austro­-Węgier. Rattiemu utkwiło w głowie wspomnienie z czasu, gdy miał dwa latka i usłyszał od ojca, że wojska francuskie i sabaudzkie prowadzą w okolicy bitwę z Austriakami11. Ledwie kilka tygodni później zbieranina księstw i królestw na Półwyspie Apenińskim przeistoczyła się w nowe państwo: Włochy.

W Desio nie było szkoły, dziesięcioletni Achille został więc wysłany do wuja, proboszcza w miasteczku Asso niedaleko jeziora Como. Na plebanii życie płynęło przyjemnie, zwłaszcza że często wpadali w odwiedziny jowialni okoliczni księża. Achille postanowił, że sam również przywdzieje sutannę i pójdzie do seminarium.

Każde wakacje spędzał nie u rodziców, ale u wuja. W seminarium panowała ścisła dyscyplina. Trzeba było okazywać księżom bezwarunkowe posłuszeństwo i stosować się do wszystkich reguł. Achille, pilny uczeń, dobrze czuł się w tym świecie12. Koledzy nazywali go „starym malutkim”, z reguły bowiem wolał spędzać czas na samotnych rozmyślaniach niż na zabawach z rówieśnikami13.

W roku 1875 wstąpił do seminarium w Mediolanie, by przygotować się do kapłaństwa. Pochłaniał jedną książkę za drugą, nie tylko włos­ką klasykę – na przykład Dantego – lecz również literaturę brytyjską i amerykańską. Tak bardzo przejął się losem Jima, zbiegłego niewolnika towarzyszącego Huckowi Finnowi w przygodach, że koledzy nadali mu przydomek l’africano. Przezwisko się nie przyjęło, lecz Achille czerpał z niego dumę i powtarzał kolegom, że pewnego dnia zostanie misjonarzem w Afryce. Jego ulubionym autorem był wybitny mediolański pisarz Alessandro Manzoni. Wiele lat później, już po wyborze Rattiego na papieża, zdarzyło się, że papieski mistrz ceremonii wszedł do gabinetu Ojca Świętego i zgodnie z obyczajem ukląkł, czekając na polecenia. Ratti tymczasem przechadzał się po pokoju, czytając na głos fragment powieści Manzoniego Narzeczeni. Upłynęło dwadzieścia minut, nim przerwał i zauważył klęczącego księdza. Przeprosił, lecz dodał z uśmiechem:

– Oto proza, której należy słuchać na kolanach, monsignore!14

Po czterech latach w Mediolanie Ratti przeniósł się do Rzymu, by tam kontynuować naukę. Od przeszło tysiąclecia Rzymem rządzili papieże, teraz jednak miasto stało się nową stolicą zjednoczonego państwa włoskiego.

Ratti miał sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu, potężny tors i rzednące jasne włosy. W tamtym czasie nosił już okrągłe okulary, które później stały się jego znakiem rozpoznawczym. Na jego widok każdy od razu wiedział, że ma do czynienia z młodym uczonym. W grudniu 1879 roku został wyświęcony na księdza w ogromnej bazylice Świętego Jana na Lateranie. W Wiecznym Mieście mieszkał jeszcze trzy lata, studiując na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, gdzie wszystkie wykłady – prowadzone przez jezuitów – odbywały się po łacinie.

W roku 1882 wrócił do Mediolanu i wkrótce objął stanowisko profesora homiletyki i teologii w miejskim seminarium. Choć zajmował się kazaniami, nie grzeszył elokwencją. Przywiązywał zbyt dużą wagę do tego, aby zawsze być właściwie zrozumianym, toteż mówił powoli, z mozołem dobierał słowa, często poprawiał samego siebie15. Nie błyszczał w towarzystwie. Dużo lepiej czuł się wśród książek niż wśród ludzi. Znał nie tylko łacinę, ale również grekę, francuski i niemiecki. Po sześciu latach został asystentem w mediolańskiej Bibliotece Am­brozjańskiej. Tamtejsza kolekcja starych manuskryptów nie miała sobie równych w całym świecie; zawierała takie skarby jak Kodeks Atlantycki Leonarda da Vinci.

Ratti był nie tylko molem książkowym. W młodości zapałał entuzjazmem do wspinaczki górskiej i wstąpił do mediolańskiego oddziału klubu alpinistycznego. Każdej zimy wraz z towarzyszem, również księdzem, czytali wszystko, co tylko wpadło im w ręce, na temat szczytów, które zamierzali zdobyć następnego lata. Uważali, że staranne planowanie to podstawa. Między 1885 a 1911 rokiem Ratti sto razy wspinał się w Alpach, za każdym razem na wysokości ponad dwóch tysięcy pięciuset metrów16. Mroźne powietrze, potęga alpejskich klifów i rozciągający się w dole wspaniały pejzaż ukazywały mu chwałę boskiego stworzenia17.

W roku 1907 umarł prefekt Biblioteki Ambrozjańskiej i Ratti, wówczas pięćdziesięcioletni, został jego następcą. Cztery lata później bibliotekarz Świętego Kościoła Rzymskiego uznał, że czas znaleźć nowego prefekta Biblioteki Watykańskiej. Achille Ratti był oczywistym kandydatem na to stanowisko. Wiadomość o jego nominacji trafiła na łamy mediolańskich gazet. Na fotografii towarzyszącej jednemu z artykułów widzimy łysiejącego prałata, lecz najbardziej rzucającą się w oczy cechą aparycji Rattiego pozostały małe okulary w okrągłych oprawkach. Okulary te, w połączeniu z poważnym, melancholijnym wręcz wyrazem twarzy, nadawały mu wygląd posępnego kościelnego intelektualisty. Mimo to po ojcowsku opiekował się pracownikami biblioteki. Podczas Wielkiej Wojny, aby pomóc ich rodzinom, wystarał się u Benedykta XV o zgodę na przekształcenie dziedzińca biblioteki w ogród warzywny. Ilekroć któryś z pracowników chorował, osobiście przynosił mu do domu słodycze lub butelkę dobrego wina18.

Ratti sądził, że do końca życia będzie pracował w bibliotece. Gdyby tak się potoczyły sprawy, nigdy nie zostałby kandydatem na tron Piotrowy. Ale w marcu 1918 roku otrzymał zaskakujące polecenie: Benedykt XV kazał mu się udać do Warszawy w roli osobistego wysłannika papieża. Do dziś nie wiadomo, czemu właśnie Rattiego wybrano do tego delikatnego zadania. Nie miał żadnego doświadczenia w dyplomacji ani wiedzy na temat Polski, choć kardynałowie Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła mylnie sądzili, że włada polszczyzną19. Sześćdziesięciojednoletni duchowny był pełen obaw co do nowej misji, lecz w maju posłusznie wyruszył w drogę. Powiedziano mu, że pobyt za granicą potrwa najwyżej kilka miesięcy. Przez ten czas miał sporządzić raport o sytuacji w Polsce przeznaczony dla papieża.

Kiedy Ratti przybył do Warszawy, Wielka Wojna dobiegała końca, a Polacy przygotowywali się do odzyskania niepodległości i zjednoczenia kraju. Ratti musiał wykazywać się wielkim taktem, gdyż sytuacja polityczna była nadzwyczaj niepewna, a granice nowego państwa nie zostały jeszcze wytyczone.

Podczas podróży po kraju często wysłuchiwał narzekań miejscowych księży na znienawidzonych Żydów, uważanych za wrogów katolickiej Polski. We Włoszech Żydzi stanowili ledwie promil populacji, lecz w Polsce żydowskie pochodzenie miał co dziesiąty obywatel. Włoscy Żydzi, w większości dobrze zasymilowani, nie budzili niepokoju Rattiego, który skądinąd dziesięć lat wcześniej uczył się hebrajskiego u naczelnego rabina Mediolanu20. Zdawał sobie jednak sprawę, że Watykan spogląda na nich mniej przychylnym okiem.

Kościół od dawien dawna demonizował Żydów. Początki tego sięgają pierwszych lat chrześcijaństwa. W roku 1555 papież Paweł IV wydał bullę Cum nimis absurdum, na mocy której wszyscy Żydzi zamieszkujący terytoria kontrolowane przez Watykan musieli osiedlić się w gettach za karę, że odrzucili nauczanie Jezusa i go zamordowali, przez co Bóg skazał ich na „wieczne niewolnictwo”. Ograniczono im prawo kontaktu z chrześcijanami i pozwolono wykonywać tylko najprostsze zawody. Dopiero w 1870 roku, kiedy Włosi zdobyli Rzym, Żydzi mogli opuścić tamtejsze getto21.

Przez ostatnie dwie dekady XIX wieku „La Civiltà Cattolica”, jezuicki dwutygodnik ściśle nadzorowany przez Watykan, bezlitośnie atakował Żydów. Periodyk nie był przeznaczony dla mas, lecz dla katolickich elit opiniotwórczych, wydawców gazet i duchownych stojących wyżej w kościelnej hierarchii. Przekazywał stanowisko Watykanu w najważniejszych sprawach bieżących. Achille Ratti, jako prefekt Biblioteki Ambrozjańskiej, z pewnością uważnie czytał każdy numer.

„Żydzi – przestrzegano w jednym z dziesiątków artykułów na ten temat – wiecznie pozostają nieposłusznymi dziećmi, upartymi, brudnymi złodziejami, kłamcami, ignorantami, szkodnikami, istną zarazą. […] Zdołali położyć ręce […] na całym publicznym majątku […] i przejęli pełną kontrolę nie tylko nad pieniędzmi, […] lecz także nad stanowieniem prawa w krajach, w których mogą piastować urzędy”. Jak podkreślała „La Civiltà Cattolica”, Kościół od dawna domagał się separacji Żydów i chrześcijan. W przeciwnym razie ci drudzy mogliby stać się żydowskimi niewolnikami. „Jakże się łudzą i mylą ci, którzy twierdzą, że judaizm to tylko religia […] a nie rasa i naród!” Żydzi byli nazywani szkodliwym ciałem obcym. Pisano, że nigdy nie dochowają lojalności krajowi, w którym mieszkają: będą knuli i spiskowali, aby wykorzystać szczodrość tych, którzy w swej naiwności przyznają im równe prawa22. Antysemicką krucjatę pismo kontynuowało również po objęciu przez Rattiego tronu papieskiego. Obwiniało wówczas Żydów o rewolucję październikową i w alarmistycznym tonie ostrzegało przed ogólno­światowym żydowskim spiskiem23.

Ratti wywodził się z Kościoła, w którym podobne poglądy były głęboko zakorzenione. Nic dziwnego, że polski antysemityzm trafił mu do przekonania. Tamtejsze katolickie elity miały pretensję do Żydów za opowiedzenie się po stronie niemieckich najeźdźców podczas wojny oraz za trudnienie się lichwą. Jednak największą wagę Ratti przywiązywał do oskarżeń o szerzenie bolszewizmu24. W październiku 1918 roku pisał, że panujące w kraju niepokoje społeczne to „wina partii ekstremistycznych, dążących do zdestabilizowania sytuacji: socjalistów­-anarchistów, bolszewików […] oraz Żydów”25. Przez Polskę przetoczyła się wówczas fala pogromów. Mordowano Żydów, palono ich domy. Benedykt XV, bardziej sceptyczny co do istnienia antysemickiego spisku niż jego poprzednicy, poprosił swego wysłannika o dowiedzenie się, czy historie o pogromach są prawdą. Ratti odpowiedział, że trudno to ustalić. Podkreślał jednak, że Żydzi stanowią element niebezpieczny. Choć Polacy są wiernymi katolikami, „wielu z nich ulec może wpływowi złych sił, które tylko na to czyhają”. I otwarcie nazwał owe „złe siły”: „Wielkie, bodaj największe, i fatalne wpływy mają tu Żydzi”26.

Jesienią 1919 roku Watykan oficjalnie nawiązał stosunki z państwem polskim. Ratti został mianowany nuncjuszem. Następnego lata na terytorium Polski wkroczyła Armia Czerwona. Rosjanie dotarli aż pod Warszawę. Mężczyźni, kobiety i dzieci sięgnęli po broń, by walczyć za swoje miasto. Wielu cudzoziemców uciekło, ale Ratti zdecydował się pozostać. 15 sierpnia polskie wojska przypuściły kontrofensywę. Cywile długo czekali w strachu, aż w końcu przyszła wiadomość, że udało się odeprzeć bolszewickie jednostki. Dla Rattiego było to niezwykle traumatyczne przeżycie. Do śmierci żywił przekonanie, że zachodnie demokracje nie uświadamiają sobie powagi komunistycznego zagrożenia27.

W 1921 roku Benedykt XV wezwał Rattiego z powrotem do Włoch i mianował arcybiskupem Mediolanu. Ratti przez większość życia pracował w bibliotece. Brakowało mu doświadczenia duszpasterskiego. Nominacja była raczej nagrodą za sprawne wykonanie misji w Polsce i za posłuszeństwo wobec Kościoła28. Drugą nagrodę stanowiła czapka kardynalska, należna zgodnie z tradycją głowie największej i najzamożniejszej archidiecezji we Włoszech29.

W połowie konklawe zelanti zdali sobie sprawę, że ani Merry del Val, ani żaden inny ich kandydat nie uzyska wymaganej większości. Oni również postanowili potajemnie spotkać się z Achille Rattim. Najwyraźniej uznali, że Ratti, jako osoba, która nie jest kojarzona z żadną frakcją, dobrze nada się na kandydata kompromisowego i że łatwo będzie nim sterować (zwłaszcza jeśli uzna swoje zwycięstwo za ich zasługę), gdyż brak mu doświadczenia w kościelnej hierarchii. Kardynał de Lai, stojący na czele kongregacji odpowiedzialnej za powoływanie biskupów, złożył Rattiemu propozycję w imieniu dwunastu elektorów ze swojego skrzydła.

– Poprzemy Waszą Eminencję – oświadczył – jeśli Wasza Eminencja obieca, że nie mianuje kardynała Gasparriego sekretarzem stanu.

– Modlę się, aby spośród tak wielu kardynałów godnych tego zaszczytu Duch Święty wybrał kogo innego – odparł Ratti. – Jeśli jednak ja zasiądę na tronie papieskim, kardynał Gasparri pozostanie sekretarzem stanu30.

Nie jest pewne, czy Ratti już wcześniej obiecał to Gasparriemu, aczkolwiek najprawdopodobniej tak właśnie było. Arcybiskup Mediolanu nie znał się na watykańskiej polityce, toteż zapewne chciał pomocy doświadczonego dyplomaty. A może był sprytniejszy, niż się komukolwiek zdawało, i potrzebował Gasparriego, by ten chronił go przed zelanti.

– Wasza Eminencja popełnia poważny błąd – ostrzegł de Lai.

– Jeślibym został wybrany, nie byłaby to, niestety, moja jedyna pomyłka, lecz z pewnością pierwsza.

W dwunastym głosowaniu, ostatnim, które odbyło się trzeciego dnia, dwudziestu siedmiu elektorów poparło arcybiskupa Mediolanu31. Nazajutrz kardynałowie ponownie zebrali się w kaplicy Sykstyńskiej. O dziesiątej zaczęli trzynastą rundę. Ta również nie przyniosła rozstrzygnięcia. Dopiero w następnym głosowaniu Achille Ratti uzyskał wymaganą większość.

Pięćdziesięciu dwóch elektorów ustawiło się w kręgach wokół wstrząśniętego kardynała. Ratti siedział wyprostowany na krześle. Spuścił głowę, jak gdyby na jego ramionach spoczął ogromny ciężar. Protodiakon zadał ceremonialne pytanie głosem tak potężnym, że nawet przygłuchy starzec zdołałby je usłyszeć:

– Czy przyjmujesz kanoniczny wybór na Najwyższego Kapłana?

Ratti nie odpowiedział od razu. Niektórzy elektorzy zaczęli się niecierpliwie wiercić. Po dwóch minutach uniósł głowę i drżącym głosem rzekł po łacinie:

– Choć jestem dogłębnie świadom, żem niegodny… – zaczął.

Kościół miał nowego papieża32.

Tymczasem na dworzec na drugim brzegu Tybru zajechał pociąg z Neapolu. Podróżowało nim dwóch amerykańskich kardynałów, William O’Connell z Bostonu i Dennis Dougherty z Filadelfii. Przepłynęli ocean na pokładzie statku Woodrow Wilson, czym prędzej wsiedli w pociąg, lecz przybyli za późno. O’Connell był mocno rozczarowany, gdyż w ogromnym stopniu zawdzięczał karierę kardynałowi Merry’emu del Valowi. Gdyby poparli go wraz z Doughertym, sprawy mogłyby się potoczyć inaczej. Co gorsza, dokładnie to samo wydarzyło się siedem i pół roku wcześniej, po śmierci Piusa X. Amerykanom nie dano wówczas żadnego dodatkowego czasu na podróż i kiedy O’Connell zjawił się w Rzymie, nowy papież objął już urząd33.

Rattiego zaprowadzono z kaplicy Sykstyńskiej do komnaty, w której pierwszy raz przywdział białe papieskie szaty. Przygotowano trzy komplety w trzech różnych rozmiarach. Średni okazał się pasować doskonale. Ratti nałożył białą sutannę, białe jedwabne skarpety oraz czerwone pantofle i czerwony aksamitny mucet obszyty gronostajem. Na głowie umieścił czerwone camauro, naciągnięte na uszy. Potem wrócił do kaplicy Sykstyńskiej i stanął przy tronie przed ołtarzem. Kardynałowie uklękli. Następnie każdy po kolei przystąpił do papieża, ucałował jego stopę i poprosił o błogosławieństwo. Ratti, który niegdyś tak uwielbiał wspinaczkę górską, miał teraz pójść w ślady poprzedników i pozostać w klaustrofobicznym schronieniu Watykanu34.

[^] Achille Ratti, arcybiskup Mediolanu, 1921

Świat z zaciekawieniem śledził konklawe. Szczególnie interesowali się nim Włosi – katolicy stanowili w Italii dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludności. Na wybór papieża czekało też dwieście sześćdziesiąt milionów katolików z innych państw35.

Na placu Świętego Piotra już od kilku dni gromadziły się tłumy. Wszyscy wpatrywali się w komin, z którego dobywał się dym ze spalonych kart do głosowania, oznajmiający wybór nowego papieża36. Przez ostatnie cztery dni trzynaście razy z komina uniósł się czarny dym. Naraz, około południa, wierni moknący w deszczu zaczęli w podnieceniu wskazywać palcami białą smużkę nad kaplicą Sykstyńską. Trzy kwadranse później na głównym balkonie pojawił się kardynał protodiakon. Stanął przed tłumem i powoli uniósł rękę.

– Habemus papam – oznajmił.

Achille Ratti przyjął imię Pius XI, na cześć dwóch poprzedników: ­Piusa IX, który był papieżem jego młodości, oraz Piusa X, który mianował go prefektem Biblioteki Watykańskiej37. Zaledwie kilka lat wcześniej Ratti zarządzał małym zespołem bibliotekarzy. Teraz powierzono mu odpowiedzialność za losy trzystu milionów katolików z całego świata.

Rozradowana chmara ludzi zaczęła się przeciskać ku drzwiom bazyliki Świętego Piotra. Od 1870 roku, kiedy włoskie wojska zajęły Rzym, papieże pozostawali „więźniami Watykanu”. Żaden z nich nie przestępował bram, nie podchodził nawet do okien wychodzących na zewnątrz. Od czasów Piusa IX błogosławieństw wiernym udzielano tylko w bazylice.

Uwagę tłumu przyciągnął zaskakujący fakt. Na balkon wyszli żołnierze Gwardii Szwajcarskiej i zawiesili czerwoną tkaninę z herbem papieskim. Potem pojawił się Pius XI. Ludzie zebrani na placu uklękli. I wtedy włoscy żołnierze pilnujący bezpieczeństwa oddali papieżowi hołd ramię w ramię z watykańskimi gwardzistami38. Była to niezwykła chwila. W kraju, w którym szerzyła się przemoc, w którym rządził chaos, w mieście ogarniętym paniką, na moment zapanował pokój. Nim jednak rok 1922 dobiegł końca, nowy papież musiał zmierzyć się z decyzją o kolosalnym znaczeniu.

2

Marsz na Rzym

Predappio, miasteczko w Romanii, w którym na świat przyszedł ­Benito Mussolini, leży nie więcej niż trzysta pięćdziesiąt kilometrów od rodzinnego domu Achille Rattiego w Lombardii, lecz dzieciństwo obu mężów upłynęło nader odmiennie. Nie była to kwestia majątku Rattich, ale ich konserwatyzmu i religijności, jakże różnych od buntowniczego ducha Romanii, który rozpalał przodków Mussoliniego. Pierwsi czcili świętych i papieży, drudzy – awanturników i rewolucjonistów.

Mussolini urodził się w 1883 roku, kiedy Achille Ratti miał dwadzieścia sześć lat i należał już do stanu duchownego. Romania stanowiła w owych latach epicentrum włoskiego anarchizmu i socjalizmu. Ojciec Benita, Alessandro, z zawodu kowal, z zadziornym zapałem głosił swoje rewolucyjne credo. Syna nazwał na cześć Benito Juareza, biednego Indianina, który został prezydentem Meksyku, siał postrach wśród europejskich kolonizatorów i zwalczał Kościół. Młodszy brat przyszłego dyktatora nosił imię Arnaldo, na cześć Arnolda z Brescii – ten ksiądz i powstaniec w 1146 roku doprowadził do wypędzenia papieża z Rzymu, a skończył na szafocie. Rosa, nieszczęsna żona Alessandra, nie podzielała jego politycznej żarliwości. Regularnie uczęszczała do kościoła i uczyła w miejscowej szkole podstawowej. Każdego wieczoru, kiedy kładła synów do snu, czyniła nad nimi znak krzyża39.

Rodzina gnieździła się w dwuizbowym mieszkaniu, do którego wchodziło się przez salę lekcyjną matki. Benito i Arnaldo nocowali w kuchni na żelaznym łóżku, które wykuł ich ojciec. Za materac służył płócienny wór wypełniony liśćmi kukurydzy. Rodzice i siostra chłopców, Edvige, zajmowali sypialnię.

Małżeństwo Alessandra i Rosy było bardzo burzliwe. Alessandro brał sobie liczne kochanki, często wracał do domu pijany z knajpy i bił żonę. Ale przynajmniej jedną kłótnię udało się jej wygrać. Na jej życzenie, kiedy Benito skończył dziesięć lat, trafił do pobliskiej szkoły prowadzonej przez salezjanów. Niedługo tam wytrzymał: podczas kłótni z rówieśnikiem wyciągnął nóż i dźgnął chłopca w rękę. Salezjanie natychmiast go wyrzucili. I później Benito był skory do bitki, lecz że los obdarzył go bystrym umysłem, zdołał ukończyć szkołę średnią. W roku 1901 podjął pracę jako nauczyciel na zastępstwo. Jedną z pierwszych posad stracił, gdy wyszło na jaw, że ma romans z zamężną kobietą.

Nie mogąc znaleźć zatrudnienia, wyjechał do Szwajcarii. Łatwo odnalazł się w tamtejszym światku socjalistów i anarchistów. Lubił słuchać, kiedy z podnieceniem rozmawiali o nadchodzącej rewolucji. Wkrótce zainteresowała się nim szwajcarska policja. W jej aktach zachował się opis młodego Benita: metr sześćdziesiąt siedem wzrostu, krępy, brązowe włosy i broda, pociągła, blada twarz, ciemne włosy, wyrazisty nos, duże usta40.

W Lozannie w roku 1904 Mussolini zgodził się uczestniczyć w debacie z miejscowym pastorem na temat istnienia Boga. Z początku próbował zrobić na publiczności wrażenie, rzucając najrozmaitsze cytaty, od Galileusza po Robespierre’a. W końcu wszedł na stół, wyciągnął zegarek kieszonkowy i zakrzyknął, że jeśli Bóg istnieje, niech udowodni to, zabijając go w ciągu następnych pięciu minut. W tym samym roku ukazała się pierwsza publikacja Mussoliniego, zatytułowana Boga nie ma, atak na Kościół; przykładowo, księży nazywał w niej „czarnymi mikrobami, czyniącymi równie wiele szkód jak prątki gruźlicy”41.

Mussolini uwielbiał politykę i polemiki. Poświęcał im cały swój czas. W roku 1910 zamieszkał w Forlì, niedaleko rodzinnej miejscowości w Romanii, i piastował stanowisko redaktora miejscowego socjalistycznego tygodnika oraz sekretarza lokalnego oddziału Włoskiej Partii Socjalistycznej. Spróbował też swych sił w literaturze, publikując śmiałą powieść Kochanka kardynała42.

W pierwszych latach kariery politycznej Mussolini był niezwykłą postacią, na wpół lewicowym awanturnikiem, na wpół donżuanem. Nosił wąsy (pozbył się ich dopiero dekadę później). Nie stronił od burd, skandali i prowokacji, zawsze potrafił znaleźć się w centrum uwagi. Niejeden wolałby z nim trzymać niż mieć go przeciwko sobie. Poza tym już wówczas jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech było zimne spojrzenie, zarazem onieśmielające i fascynujące, porywające słuchaczy. W roku 1910 lokalny aktywista związkowy pisał: „Przyjrzał mi się, unosząc brwi, odsłaniając białka oczu, jak gdyby chłonął wzrokiem jakiś odległy, ruchomy punkt w krajobrazie. Wydawał się zamyślony, niczym apostoł”43.

W 1912 roku Mussolini, niespełna trzydziestoletni, objął jedno z najważniejszych stanowisk w PSI, został mianowicie redaktorem naczelnym ogólnokrajowej gazety „Avanti!” wychodzącej w Mediolanie. Z prowincjonalnego Forlì przeniósł się do tętniącej życiem stolicy finansowej i kulturalnej kraju.

Mussolini publicysta zawzięcie zwalczał frakcję reformatorską w PSI. Nieustannie podkreślał, że tylko działalność rewolucyjna, a nie parlamentarne rozgrywki, pozwoli ustanowić w kraju nowy ład. Kiedy w roku 1913 na południe od Rzymu podczas demonstracji siedmiu chłopów zginęło z rąk policji, domagał się odwetu: „Śmierć dla tych, którzy mordują przedstawicieli ludu! Niech żyje rewolucja!”, wołał na wiecu w Mediolanie. W swej gazecie pisał zaś: „Wznieśmy okrzyk wojenny! Ci, którzy dopuścili się masakry, wiedzą, że nie ujdą z życiem”44.

Rok później wybuchła wojna w Europie. Włoscy socjaliści nazywali ją dziełem imperialistycznych podżegaczy i kapitalistów, pragnących wykorzystać robotników jako mięso armatnie. Proletariusze wszystkich krajów winni się łączyć, a nie mordować w imię Boga czy ojczyzny. Jednak Mussolini, ku zaskoczeniu swych towarzyszy, opublikował artykuł, w którym kwestionował słuszność postulatów zachowania przez Włochy neutralności. Pacyfizm nie leżał w jego naturze. Wzdrygał się na myśl, że Italia mogłaby się tylko przyglądać, kiedy narody Europy będą toczyć śmiertelną walkę. Trudno powiedzieć, czy liczył, że zdoła przeciągnąć socjalistyczną brać na swoją stronę. W każdym razie szybko okazało się, jak wielki popełnił błąd. Niecały miesiąc po ukazaniu się tekstu Mussoliniego wyrzucono z redakcji „Avanti!” i z partii.

W następnych latach z socjalisty przeistoczył się w największego wroga lewicy. Dawni towarzysze nie potrafili tego pojąć i wyklinali go za zdradę ideałów. Zachował rewolucyjną niechęć do demokracji parlamentarnej, wciąż pociągała go perspektywa wykorzystania przemocy w walce o władzę, lecz odrzucał marksistowską ideologię. Z końcem Wielkiej Wojny w kraju zapanował chaos. Wytworzyła się polityczna pustka i on właśnie zamierzał ją zapełnić. Zawsze wszak był zainteresowany przede wszystkim samym sobą i niezachwianie wierzył, że zdoła zajść na szczyt. Teraz ukazała mu się nowa ścieżka prowadząca ku spełnieniu marzeń.

W roku 1910 Mussoliniemu urodziło się pierwsze dziecko, córka Edda. Matką była jego kochanka, Rachele Guidi, którą później poślubił. W roku 1914 zajmowali dwuizbowe zapchlone mieszkanko w Forlì. Życie miłosne Benita było jednak tak bujne, że przez wiele dekad krążyły plotki, iż Rachele nie była matką Eddy. Sama Edda, nie bez irytacji, skomentowała po latach popularną pogłoskę, jakoby w rzeczywistości powiła ją Angelica Balabanoff, rosyjska socjalistka żydowskiego pochodzenia (późniejsza sekretarz Kominternu), która zamieszkała we Włoszech i została kochanką oraz polityczną mentorką Mussoliniego. „Znając moją matkę – pisała Edda w pamiętnikach – mogę zapewnić, że gdybym była córką Balabanoff, nie zaopiekowałaby się mną choćby przez pięć minut”45.

Rachele pochodziła z ubogiej chłopskiej rodziny. Poznała Benita, gdy miała siedem lat, on zaś zastępował swoją matkę w miejscowej szkole podstawowej. Rachele nie wykazywała większego talentu do nauki. Zresztą kiedy skończyła osiem lat, umarł jej ojciec i musiała podjąć pracę jako służąca. Choć z wiekiem nabrała korpulentnej figury, w młodości była atrakcyjną, niską blondwłosą dziewczyną o niebieskich oczach.

Rachele sądziła, że Edda jest pierwszym dzieckiem Mussoliniego, lecz parę miesięcy przed jej przyjściem na świat kelnerka z pobliskiej kawiarni urodziła mu synka, nazwanego po ojcu. Chłopczyk umarł w dzieciństwie, lecz nie był ostatnim nieślubnym potomkiem przyszłego dyktatora46. Trudno pojąć, jak Mussolini znajdował czas na karierę dziennikarską, na politykę i na swoje liczne romanse. Jego kobiety ogromnie się od siebie różniły. W roku 1913 urodziło się dziecko (nigdy go nie uznał), które miał z inną rosyjską Żydówką, poznaną kilka lat wcześniej47. W tym samym roku uległ urokowi trzydziestodwuletniej Ledy Rafanelli, jednej z najbardziej znanych postaci światka mediolańskich anarchistów. Rafanelli spędziła w młodości parę miesięcy w Egipcie i nawróciła się na islam. Mussolini wykradał się popołudniami z redakcji i odwiedzał jej pachnące kadzidłem mieszkanie, gdzie goście musieli siedzieć na podłodze. Miłosna przygoda trwała do jesieni 1914 roku. Wiele dekad później Rafanelli opublikowała czterdzieści listów, które młody Mussolini napisał do niej w tych gorących miesiącach48.

W listopadzie 1915 roku Mussoliniemu urodził się kolejny syn imieniem Benito. Matka chłopca, Ida Dalser, wprost wielbiła Benito seniora. Uważała się za jego prawdziwą towarzyszkę życia i być może właśnie dlatego Mussolini zdecydował się poślubić Rachele. Pospieszna ceremonia odbyła się w grudniu, choć przyszły dyktator przebywał wówczas w szpitalu, gdzie leczył się z tyfusu. Kiedy przestał odpowiadać Idzie na listy, kobieta zdobyła nakaz sądowy i zajęła jego meble. Następnie ułożyła z nich stos w swoim pokoju hotelowym i podpaliła49.

Jeszcze w listopadzie 1914 roku, zaraz po wydaleniu z redakcji „Avanti!”, Mussolini ogłosił, że zamierza założyć własną gazetę, „Il Popolo d’Italia” (Lud Włoski)50. Pieniądze na rozruch dostał od przemysłowców, którzy liczyli na duże zyski, gdyby kraj przystąpił do wojny. Przez następne trzydzieści lat „Il Popolo d’Italia” była tubą Mussoliniego51.

Mniej więcej w tym samym czasie zabrał się do organizowania fasci d’azione rivoluzionaria, rewolucyjnych związków lub też – jak je okreś­lał – „stowarzyszeń wywrotowców”. Opowiadały się one za udziałem Włoch w wojnie i obaleniem monarchii52. Pierwsze spotkanie odbyło się w styczniu 1915 roku, na kwartał przed tym, jak Włochy dołączyły do wojny po stronie Wielkiej Brytanii i Francji.

Mussolini został powołany do wojska i wysłany na górski front w północno­-wschodniej części kraju. 23 lutego 1917 roku jego służba dobiegła końca: pocisk moździerzowy, który zamierzał odpalić, eksplodował w lufie, zabijając pięciu towarzyszy z oddziału i raniąc przyszłego dyktatora odłamkami. Mimo operacji – a może właśnie z jej powodu – wdało się zakażenie. Mussolini jednak wylizał się z ran i wkrótce wrócił do Mediolanu. Tam czekała już najważniejsza z jego kochanek i politycznych sojuszniczek.

Margherita Sarfatti urodziła się w 1880 roku w bogatej rodzinie wenec­kich Żydów. Odebrała nauki w domu, pod opieką guwernerów. W wieku czternastu lat władała francuskim, niemieckim i angielskim. Czytała filozofów, studiowała krytykę sztuki, literaturę wprost uwielbiała. Była atrakcyjna, miała zielone oczy i rude włosy. Kiedy skończyła osiemnaście lat, poślubiła żydowskiego prawnika, starszego od niej niemal dwukrotnie.