Panowanie w powietrzu. Przypuszczalne formy przyszłej wojny oraz ostatnie artykuły - Giulio Douhet - ebook

Panowanie w powietrzu. Przypuszczalne formy przyszłej wojny oraz ostatnie artykuły ebook

Giulio Douhet

0,0
49,90 zł

lub
Opis

Oddajemy w ręce czytelników nowe, pełne wydanie prac generała Giulio Douheta, teoretyka którego prace wywarły (i wciąż wywierają) ważki wpływ na rozwój doktrynalny lotnictwa wojskowego. Można by rzec, że są kamieniem węgielnym, fundamentem na którym budowały kolejne pokolenia lotników. Bez znajomości dzieł gen. Douheta, po raz pierwszy przetłumaczonych na język polski bezpośrednio z włoskiego oryginału, trudno zrozumieć procesy, które doprowadziły do pojawienia się lotnictwa takiego, jakim je dziś znamy

Ze wstępu gen. bryg. (rez.) pil. dr Zenona Smutniaka:

Teoria, która została potwierdzona przez doświadczenia kolejnych wojen, wypełnia strony niniejszej pracy. Jeżeli dodamy do tego niezwykłą przejrzystość prowadzonej analizy i trafność formułowanych wniosków, daje to czytelnikowi, nawet nieobeznanemu w tematyce lotniczej, możliwość swobodnego korzystania z materiału źródłowego jakim jest książka „Panowanie w powietrzu” autorstwa Giulio Douheta.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 651




Tytuł oryginału:Il dominio dell’aria. Probabli aspetti della guerra futura e gli ultimi scritti
Tłumaczenie:Magdalena Skierczyńska
Redakcja:Tadeusz Zawadzki
Współpraca redakcyjna i korekta:Zofia Kozik
Projekt graficzny serii i okładki:Teresa Oleszczuk
DTP:Piotr Hibner, Tadeusz Zawadzki
Tłumaczenie polskie copyright © 2013 by Magdalena Skierczyńska Copyright © 2013 by Tetragon sp. z o.o.
Fotografia na okładce i na stronie tytułowej: Bombowiec Savoia-Marchetti S.M.81 włoskiego korpusu ekspedycyjnego w eskorcie myśliwców Fiat C.R.32 w czasie wojny domowej w Hiszpanii (http://it.wikipedia.org)
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
Wydawca: Wydawnictwo Tetragon Sp. z o.o. 00-836 Warszawa, ul. Żelazna 41 lok. 21 e-mail:[email protected]
Książki można zamówić na:www.tetragon.com.pl
ISBN 978-83-63374-69-3
Konwersja:eLitera s.c.
.

Książki Wydawnictwa Tetragon

Seria „Monografie”:

Jarosław Centek, Reichsheer ery Seeckta (1921–1926)

Jarosław Centek, Korpus Gwardii w bitwie pod Gorlicami

Waldemar Rezmer, Operacyjna służba sztabów Wojska Polskiego w 1939 roku

Robert Citino, Ewolucja taktyki Blitzkriegu. Niemcy bronią się przed Polską 1918–1939

Przemysław Benken, Ap Bac 1963

Przemysław Benken, Hamburger Hill 1969

Emile Allehaut, Walka piechoty. Studium ilustrowane konkretnymi wypadkami z wojny 1914–1918 roku

William Balck, Rozwój taktyki w ciągu Wielkiej Wojny

Frédéric-Georges Herr, Artyleria. jaka była, jaka jest i jaka powinna być

Pascal-Marie-Henri Lucas, Rozwój myśli taktycznej we Francji i w Niemczech podczas wojny 1914−1918 r.

Giulio Douhet, Panowanie w powietrzu. Przypuszczalne formy przyszłej wojny oraz ostatnie artykuły

Kamil Anduła, 1. Warszawska Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte

Klemens Nussbaum, Historia złudzenia. Żydzi w Armii Polskiej w ZSRR 1943–1945

Juliusz S. Tym, Pancerni i ułani generała Andersa. Broń pancerna i kawaleria pancerna Polskich Sił Zbrojnych na Środkowym Wschodzie i we Włoszech 1941–1946

Juliusz S. Tym, Szkolić…, Doskonalić…, Być w gotowości do…

Juliusz S. Tym, Wielkopolska Brygada Kawalerii w kampanii 1939 roku

Juliusz S. Tym, Najnowocześniejsza armia II Rzeczypospolitej. Rzecz o motoryzacji wojska Polskich Sił Zbrojnych

Łukasz Przybyło, Doktryny wojnne. Historia i ocena

Seria „Morska”:

Michał Glock, Flota Czerwona na Morzu Czarnym, t. 1: Wielka improwizacja 1941–1942

Michał Glock, Flota Czerwona na Morzu Czarnym, t. 2: Wymęczone zwycięstwo 1943–1944

Michał Glock, Flotylla Kaspijska 1722–1945. Zarys dziejów

Krzysztof Kubiak, Rajd na St. Nazaire. Między strategią a taktyką

Krzysztof Kubiak, W rytmie monsunu. Indyjsko-pakistańska rywalizacja na morzu 1947–1971

Ziw Almog, 13 Flotylla. Komandosi izraelskiej marynarki wojennej na Morzu Czerwonym 1967–1973

Seria „Żołnierze”:

Piotr Jaźwiński, Koń, koniak i kobiety. Tradycje i zwyczaje oficerów kawalerii II Rzeczpospolitej

Erich Ludendorff, Moje wojenne wspomnienia, cz. 1: 1914–1916

Erich Ludendorff, Moje wojenne wspomnienia, cz. 2: sierpień 1916–1917

Erich Ludendorff, Moje wojenne wspomnienia, cz. 3: sierpień 1917–październik 1918

Teodor Cetys, Z Warszawy do Warszawy. Zapiski cichociemnego

Paweł Sztama, Generał August Emil Fieldorf – biografia wojskowa

Awigdor Kahalani, Wyżyny odwagi

Seria „Dokumenty i Relacje”:

Andrzej Wesołowski (red.), Obrona Lwowa. Tom 1: Dokumenty 1–16 września

Andrzej Wesołowski (red.), Obrona Lwowa. Tom 2: Dokumenty 17–22 września

Andrzej Wesołowski (red.), 14. Wielkopolska Dywizja Piechoty. Relacje i wspomnienia

Giulio Douhet(AN)

.

Wstęp do wydania polskiego 2013

Nowe idee, w dowolnej dziedzinie, dopóki nie zostaną potwierdzone „przez życie” i nie staną się niekwestionowanymi kanonami ludzkiej wiedzy, mają swoich zwolenników i oponentów. Oponenci to z zasady ludzie, interesy których nowa idea narusza, mający równocześnie status specjalistów w tej dziedzinie lub ci, którzy nie mają własnego zdania i nie potrafią wzbić się ponad horyzont percepcji, kreowany przez tych pierwszych.

Kiedy 17 grudnia 1903 roku bracia Wright wykonali pierwszy, 12-sekundowy, lot na aparacie własnej konstrukcji (by w 1905 roku osiągnąć wynik 39 minut), a pięć lat później zaprezentowali swój wynalazek w Europie oraz w armii Stanów Zjednoczonych, trzeba było być nie lada jasnowidzem ażeby w 1910 roku napisać: ...nam, którzy posiadamy tylko wojska lądowe i marynarki, musi z pewnością wydawać się dziwne, że powietrze stanie się polem bitwy nie mniej istotnym od lądu czy morza. Jednakże do tej myśli musimy się przyzwyczajać, począwszy od zaraz i od zaraz przygotować się do nowych bitew... Wojska lądowe i marynarka nie powinny więc postrzegać samolotów jako środków wsparcia, które mogą być przydatne w pewnych określonych sytuacjach, nie: wojska lądowe i marynarka muszą natomiast widzieć w samolotach narodziny trzeciego brata, młodszego, lecz nie mniej istotnego dla wielkiej rodziny wojennej[1]. Ażeby zrozumieć wagę idei zawartych w pracy Giulio Douheta Panowanie w powietrzu (1921 r.) należy cofnąć się do czasów, w których ta praca powstała. Natomiast dla oceny jej przydatności możemy wykorzystać doświadczenia, jakie zostały zebrane w dziedzinie bojowego użycia lotnictwa od tamtych czasów do dzisiaj.

Na wojnie, wtedy, królowały dwa rodzaje sił zbrojnych – marynarka wojenna i wojska lądowe. W zależności od położenia geograficznego państwa lub jego interesów narodowych, ważniejszym był jeden lub drugi rodzaj sił. Oba przekonane były o swojej misji i niezastąpioności. Oba zabiegały o budżet. Tymczasem pojawiła się praca, której autor próbował przekonać czytelników, że siły powietrzne mogą być rozstrzygającym czynnikiem przyszłej, zwycięskiej wojny; że należy tworzyć armię powietrzną. To wyglądało na prowokację. Status quo zostało naruszone. Bo jak można porównać jakiś rachityczny aparat latający z np. pancernikiem? Pojawiły się natychmiast (i pojawiają do dziś) słowa krytyki o utopijności takiego pomysłu i wybiórcze traktowanie doświadczeń następnych konfliktów. Oponenci nie chcą widzieć istoty idei lub wręcz wypaczają myśli Douehta. Nie chcą zauważyć istotnych faktów.

Najgroźniejszą bronią I wojny światowej był gaz trujący. Jak zauważa autor: Atak, w czasie którego zastosowano gaz trujący 25 kwietnia 1915 r., określono jako najokrutniejszy epizod wojny światowej (s. 149). Nie przez przypadek autor rozważa użycie gazu jako środka bojowego, a samolotu jako jego nosiciela. Bomby wybuchowe powodują wstępne zniszczenia, zapalające – wywołują zarzewia ognia, chemiczne – uniemożliwiają ludności opanowania ognia (s. 28) oraz Samolot stanowi środek, za pomocą którego można rozpraszać wielkie ilości substancji trujących, dosięgać armii i wyludniać całe obszary. Wojna chemiczna odnajduje w samolocie środek do osiągnięcia przerażających skutków na olbrzymich obszarach (s. 150). Tak samolot jak i gazy trujące były „najnowszymi wymysłami ludzkości” w I wojnie światowej – środkami o niespotykanej dotychczas sile niszczenia. Dzisiaj, taką niszczycielską siłę posiada broń jądrowa i z nią należałoby kojarzyć teorię Douheta. Pierwszy przypadek zastosowania tej teorii mieliśmy w Hiroszimie i Nagasaki w 1945 roku. Aktualnie istnieją jeszcze nowocześniejsze bomby.

Niesłusznie zarzucano autorowi, że planuje rozegrać przyszłą wojnę tylko przy pomocy sił powietrznych: Gdybym twierdził, że Armia Powietrzna miałaby stać się jedynym czynnikiem zwycięstwa, musiałbym prosić, zgodnie z logiką, o rozwiązanie wojsk lądowych i marynarki wojennej... W wojnie francusko-marokańskiej lotnictwo nie było jedynym czynnikiem zwycięstwa. Powiem więcej – nie będzie nim również podczas przyszłych wojen. Jednakże pomiędzy „jedynym czynnikiem zwycięstwa” a „decydującym czynnikiem zwycięstwa” istnieje spora różnica i lotnictwo mogło być z powodzeniem rozstrzygającym czynnikiem zwycięstwa w wojnie francusko-marokańskiej, nie będąc przy tym czynnikiem jedynym (s. 205).

Douhet postuluje budowę samodzielnych sił powietrznych z samolotami bombowymi i samolotami pola walki, a zaniechania użycia lotnictwa do roli pomocniczej dwu pozostałym rodzajom sił zbrojnych. Dzisiaj żaden dowódca nie rozpocznie operacji wojskowej nie mając zapewnionego panowania w powietrzu, do czego wielokrotnie w swoich pracach nawołuje Douhet. Wówczas nie było to takie oczywiste, a było wręcz niezrozumiałą mrzonką. Rozwiązania te nie znajdowały, niestety, zrozumienia także w polskiej myśli tamtego okresu. W tym samym 1921 roku, z książką Douheta, została opublikowana praca płk. Stanisława Jasińskiego. Autor nie zgadzał się z Douhetem w ważności zdobycia panowania w powietrzu. Uważał, że wystarczy osiągnięcie przewagi w powietrzu w ważnych rejonach[2]. W wojskowych dokumentach doktrynalnych pojawiły się też zapisy będące w sprzeczności z sugestiami Douheta – lotnictwo w czasie wojny musi przede wszystkim pracować dla zapewnienia wywiadu i łączności[3]. Jak wiemy z historii wojny obronnej 1939 roku, lotnictwo zostało rozczłonkowane i przydzielone do poszczególnych armii.

Praca Douheta zawiera, także ważne wnioski natury politycznej, które bardzo szybko zostały zweryfikowane. Mamy teraz do czynienia z ciekawą sprawą: Ententa w celu zabezpieczenia się przed możliwym odwetem ze strony Niemiec postawiła ten kraj w sytuacji, która w stanowczy sposób skieruje go na drogę pewnego odwetu. Niemcy pozbawione możliwości zbrojenia się na lądzie i morzu zostaną zmuszone do uzbrojenia sił powietrznych (s. 36).

Teoria, która została potwierdzona przez doświadczenia kolejnych wojen, wypełnia strony niniejszej pracy. Jeżeli dodamy do tego niezwykłą przejrzystość prowadzonej analizy i trafność formułowanych wniosków, daje to czytelnikowi, nawet nieobeznanemu w tematyce lotniczej, możliwość swobodnego korzystania z materiału źródłowego jakim jest książka Panowanie w powietrzu autorstwa Giulio Douheta.

gen. bryg. (rez.) pil. dr Zenon Smutniak

Wstęp

Dobrze się stało, że „Le Vie dell’Aria”[1] przygotowały publikację monografii z zakresu lotnictwa nieodżałowanego gen. Douheta, Panowanie w powietrzu, prawdopodobne aspekty przyszłej wojny oraz ostatnie dwa szkice opublikowane w „Rivista Aeronautica”[2].

Chodzi tu o dzieła dziś już niespotykane, a których znaczenie edukacyjne, wojskowe i historyczne jest wszystkim znane.

Pisma te są cennym dokumentem świadczącym o geniuszu włoskiej myśli na polu badań w dziedzinie wojskowości; ich aktualność jest immanentna, jak o tym świadczy wciąż rosnące wokół nich zainteresowanie zarówno we Włoszech, jak i za granicą.

Problem przyszłej wojny jest poważną kwestią, która interesuje wszystkich i która nie powinna być zarezerwowana jedynie dla zawodowych wojskowych, ale zająć polityków, inżynierów, badaczy i naukowców. Jednakże powinien on również zainteresować szeroką opinię publiczną, gdyż to właśnie ludność jest pierwszym i ostatnim aktorem współczesnych wojen. Zatęchły sentymentalizm antymilitarystyczny jest najbardziej niebezpiecznym sprzymierzeńcem wojny i jej okrutnych konsekwencji: należy nauczyć postrzegania rzeczywistości w sposób obiektywny; to jedyna możliwość, by zrozumieć fakty historyczne i czegoś się na ich podstawie nauczyć.

Douhet był pierwszym, który próbował zobaczyć, czym będzie wojna przyszłości: on doskonale zrozumiał, że użycie Armii Powietrznej zmieniło charakter wojny, do jakiego człowiek był przyzwyczajony przez tysiące lat. Dlatego nieostrożnie i niebezpiecznie jest nie brać pod uwagę nowego czynnika i nie zrewidować na czas systemów i mentalności.

Jestem dumny z tego, że go wspierałem i że otworzyłem przed nim wrota naszego „Rivista Aeronautica”.

Duża część społeczeństwa, również wśród klasy rządzącej, nie docenia wagi lotnictwa. A możliwości bojowe lotnictwa są nieograniczone i nawoływanie do ich analizowania jest świadectwem przezorności i wielkiej mądrości.

Niestety, nie rejestrujemy jeszcze wzmożonego zainteresowania wspomnianymi badaniami.

Zasługą Douheta pozostaje fakt, że jako pierwszy zwrócił uwagę wszystkich na kwestię wojny powietrznej, jednak jeszcze większą zasługą jest to, iż nauczył, jak należy analizować współczesną taktykę wojskową umysłem wolnym od akademickich uprzedzeń i zdroworozsądkowo. Pisarz Douhet z racji przyjętego stylu, wolnego od niepotrzebnej retoryki, języka czystego i eleganckiego, jasnego wyrażania myśli, wywodzi się z wielkiej tradycji włoskich pisarzy, których cechuje zdrowy realizm, a ten uczy zimnego i trzeźwego wejrzenia w gmatwaninę ludzkich spraw i pasji. Wyrobić sobie zdanie na temat ważnych problemów nurtujących narody, zwalczać poglądy przeciętne, jak i te zbyt ogólnikowe, gdyż są one zawsze zgubne, oto przestroga i nauka, jakie należy wyciągnąć z dzieła Douheta.

Młodzi na stronach autorstwa Douheta znajdą odpowiedź na swoją udrękę poszukiwań i zgłębiania wiedzy: drążąc kwestie wspomniane przez tego szlachetnego pisarza wojskowego, którego wewnętrzna pasja miała charakter ludzki i narodowy, nauczą się lepiej rozumieć czasy, w których żyją, i stać się ludźmi naszej ery, ery Mussoliniego, która była wrogiem przesądów i złudzeń.

Italo Balbo[3]

Rzym, styczeń 1932 – X[4]

Prototyp gigantycznego, jak na swoje czasy, bombowca Caproni Ca.90, 1929 r.(AN/http://commons.wikimedia.org)

Jedna z licznych w okresie międzywojennym wizualizacji wojny powietrznej

 KSIĘGA

PIERWSZA

CZĘŚĆ PIERWSZA

Nowa forma wojny

Rozdział I. Nowe środki techniczne

Udostępnienie człowiekowi przez lotnictwo nowego obszaru działania, obszaru powietrza, siłą rzeczy doprowadziło do walki również w powietrzu, albowiem wszędzie tam, gdzie dwoje ludzi się spotyka, tam walka staje się nieunikniona.

I rzeczywiście, zanim lotnictwo zostało w jakikolwiek sposób rozpowszechnione w praktyce cywilnej, było szeroko wykorzystywane dla celów wojennych, do czego szczególnie przyczynił się wybuch Wielkiej Wojny, który przypadł w okresie, gdy raczkujące lotnictwo szukało jeszcze swojej drogi.

Fakt dysponowania niemalże z dnia na dzień nowym środkiem bojowym, o nie do końca jeszcze zdefiniowanym charakterze i o cechach całkowicie odbiegających od wszystkich pozostałych środków bojowych, musiał niezawodnie wzbudzić (jak zresztą się stało) niepewność co do jego wykorzystania.

W nowym środku bojowym widziano przede wszystkim coś, co mogłoby się przydać do usprawnienia innych, już istniejących środków bojowych, i przez dłuższy czas nie dopuszczano nawet możliwości walki powietrznej.

Z uwagi na to, że samolot wznosi się wysoko w powietrze i przemieszcza z dużą prędkością, jednym z pierwszych pomysłów, jakie się pojawiły, było wykorzystanie go jako środka do przeprowadzania obserwacji terenu oraz rozpoznania. Potem pojawił się pomysł, aby wykorzystać go do korygowania ognia artyleryjskiego. Z góry nie tylko dobrze widać, ale i łatwo trafiać, a poza tym samolot może przelatywać nad linią wroga, toteż pomyślano o tym, by wykorzystać go do uderzenia w przeciwnika na jego linii frontu i za nią. Jednakże do tych działań nigdy nie przywiązywano większej wagi m.in. dlatego, że początkowo samoloty, które były najczęściej wykorzystywane, mogły transportować tylko niewielki ładunek środków ataku.

Z uwagi na potrzebę reakcji na wszelkie działania przedsięwzięte przez nieprzyjaciela zaszła konieczność przeciwstawienia się działaniom lotniczym nieprzyjaciela – w ten sposób stworzono obronę przeciwlotniczą oraz tak zwane lotnictwo myśliwskie.

Stopniowo, aby zadośćuczynić potrzebom lotnictwa, trzeba było zwiększyć siły powietrzne. Potrzeby owe pojawiły się w czasie trwania wojny, która odznaczała się wszelkimi cechami Wielkiej Wojny, dlatego rozwój lotnictwa był szybki i burzliwy, lecz nie zawsze logicznie uporządkowany. Potwierdzało to fakt, że w dalszym ciągu hołdowano koncepcji, iż głównym zadaniem samolotów winno być ułatwianie i uzupełnianie środków bojowych na lądzie i morzu.

W niektórych krajach prowadzących działania wojenne dopiero pod koniec Wielkiej Wojny pojawił się pomysł powierzenia siłom powietrznym samodzielnych zadań wojennych, uznając ich udział za potrzebny i korzystny. Jednakże ten pomysł nie został wdrożony w sposób zdecydowany przez żaden z krajów – może dlatego, że wojna skończyła się, zanim były gotowe odpowiednie środki?

Teraz ten pomysł się odradza i wydaje umacniać. W rzeczywistości odpowiada on logicznej koncepcji funkcjonującej na zasadzie analogii. Człowiek żyje przede wszystkim na powierzchni ziemi, ale zaczął walczyć również nad nią. Nie wiemy, czy już w momencie, gdy zaczął pływać po morzu, zaczął on traktować środki wykorzystywane do morskiej żeglugi jako środki bojowe, które byłyby w stanie wesprzeć i uzupełnić naziemne środki wojenne; wiemy jedynie, że od bardzo dawna prowadzi się niezależne działania wojenne na morzu, choć w koordynacji z tymi na lądzie. Przestworza w jeszcze większym stopniu niż morza są związane z ziemią, dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć założenia, że mogą one stanowić obszar walki o takim samym znaczeniu jak ląd.

Wojska lądowe, choć walczą na lądzie, posiadają środki pływające i mogą je wykorzystać dla ułatwienia i uzupełnienia swoich operacji. Nie znaczy to, że marynarka jest zdolna wypełniać swoje zadania bojowe jedynie przy użyciu własnych środków, zadania, w których wojska lądowe nie będą uczestniczyć w żaden sposób. Marynarka zaś, o ile walczy na morzu, posiada środki lądowe i może ich użyć dla usprawnienia i wzmocnienia własnych operacji, ale to nie wyklucza, że wojska lądowe mogą wypełniać zadania wojenne przy użyciu wyłącznie własnych środków, a marynarka w żaden sposób nie będzie w nich uczestniczyła. Analogicznie wojska lądowe i marynarka mogą posiadać samoloty będące w stanie usprawnić i wzmocnić ich własne operacje, lecz to nie może wykluczyć a priori faktu, że możliwe jest – z potrzeby czy konieczności – stworzenie sił powietrznych będących w stanie wypełniać zadania bojowe wyłącznie za pomocą własnych środków, zadania, w których ani wojska lądowe, ani marynarka nie będą w stanie w żaden sposób udzielić pomocy.

Logika wskazuje, że w takim przypadku siły powietrzne winny pozostawać wobec wojsk lądowych i marynarki w identycznej relacji, w jakiej pozostają w stosunku do siebie wojska lądowe i marynarka.

Oczywiście wojska lądowe i marynarka, czyli ten, który walczy na lądzie, i ten, który walczy na morzu, winny działać, mając na względzie jeden cel: zwycięstwo. Dlatego muszą działać zgodnie, ale nie w stosunku podległości jedne wobec drugich. Zależność jednej broni od drugiej zmniejszałaby jedynie swobodę działania którejś ze stron, a co za tym idzie – jej skuteczność. Analogicznie: kto walczy w powietrzu, musi uzgadniać swe działania z siłami na lądzie czy morzu, ale nie powinien być im podległy.

Już na wstępie pragnę wspomnieć o problemie, o którym w ostatnim czasie jest głośno, a którego olbrzymie znaczenie zamierzam teraz udowodnić. Wraz z końcem wojny znikła nagła potrzeba uzyskania szybkich, nawet minimalnych wyników. Teraz należy zatem przyjąć zupełnie odmienny sposób działania, co oznacza pracę nad sposobem uzyskania maksimum wyników przy zastosowaniu minimum nakładów.

Obrona państwa musi zostać tak przygotowana, by stworzyć warunki, które pozwoliłyby, możliwie bez trudu, stawić czoło ewentualnemu przyszłemu konfliktowi. Aby przygotowania okazały się skuteczne, konieczne jest, by zagwarantowane środki odzwierciedlały charakter i formę, jakie przybiorą przyszłe konflikty zbrojne. Zatem podstawą przygotowań zdolnych do zagwarantowania państwu naprawdę skutecznej obrony jest uwzględnienie charakteru i formy przyszłych wojen.

Aktualne formy społeczne doprowadziły do wojen o charakterze masowym, czyli takich, które angażują całe narody. Ponieważ jednak ewolucja społeczna zdecydowanie podąża swoją drogą, łatwo przewidzieć – w granicach wyznaczonych możliwością ludzkich zdolności przewidywania – że charakter ewentualnych przyszłych konfliktów pozostanie zdecydowanie ogólnonarodowy.

Zatem można, pozostając w wąskich granicach ludzkich przewidywań, z całą pewnością stwierdzić, że forma ewentualnych przyszłych konfliktów zbrojnych zmieni się radykalnie.

Forma wojny – a jest to forma, która interesuje głównie ludzi wojny – uzależniona jest od środków technicznych, jakimi się dysponuje. Wiadomo już, jaki wpływ na formę wojny miało wprowadzenie broni palnej. A przecież broń palna nie była niczym innym jak ulepszeniem broni miotającej, wykorzystującej elastyczność twardych materiałów (łuki, balisty, katapulty itd.). Sami widzieliśmy, jaki wpływ na formę wojny lądowej miało wprowadzenie broni ultraszybkostrzelnej małego kalibru w połączeniu z zasiekami z drutu kolczastego, a na formę wojny morskiej – wykorzystanie okrętów podwodnych[5]. Byliśmy też przy wprowadzeniu do działań wojennych dwóch innych, zupełnie nowych środków: broni powietrznej oraz broni chemicznej (środki trujące). W kwestii tych dwóch ostatnich typów broni, jako że były dopiero w początkowej fazie wprowadzania i posiadały cechy zupełnie inne od cech pozostałych rodzajów broni, nie mogliśmy jeszcze wyrobić sobie dokładnie zdania na temat wpływu, jaki mają one na formę prowadzenia wojny.

Oczywiście ten wpływ będzie olbrzymi, a ja nie zawaham się stwierdzić, że zupełnie wywróci on znane dotąd zasady prowadzenia wojny. Te dwie nowe bronie uzupełniają się wzajemnie. Chemia, po dostarczeniu skutecznych środków wybuchowych, jest obecnie w stanie dostarczyć trucizny o zatrważającej mocy i o skuteczności przewyższającej środki wybuchowe mające największą siłę, bakteriologia zaś może dostarczyć jeszcze straszniejszych trucizn. Wystarczy pomyśleć, jaką siłą rażenia dysponowałby ten kraj, którego bakteriolodzy wynaleźliby sposób wywołania śmiertelnej epidemii w kraju wroga i jednocześnie surowicy dla uodpornienia swoich obywateli.

Oprócz środków wybuchowych również trucizny chemiczne i bakteriologiczne mogą zostać przetransportowane przez flotę powietrzną nad dowolne miejsce znajdujące się na terenie wroga, rozsiewając po jego kraju śmierć i zniszczenie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę obecne możliwości – które przyszłość może jedynie udoskonalić (uczynić wciąż bardziej skutecznymi) – winniśmy bezwarunkowo zdać sobie sprawę, że doświadczenie wynikające z rozegrania Wielkiej Wojny może nam posłużyć jedynie jako bardzo odległy punkt orientacyjny, ale nigdy jako podstawa, na której należałoby prowadzić przygotowania do obrony państwa, przygotowania, jakie należy poczynić, mając na względzie wyłącznie przyszłe potrzeby.

Należy również brać pod uwagę, że obecna sytuacja sprzyja intensywnym badaniom i szerokiemu zastosowaniu tych nowych broni o niespotykanej dotychczas skuteczności. Owa sytuacja odpowiada tej, w jakiej postawione zostały Niemcy.

Niemcy zostały rozbrojone ze starej broni i zabrania się im utrzymywania sił zbrojnych starego typu. Ten kraj, który z trudem będzie mógł pogodzić się z pozycją słabszego, kieruje się potrzebą poszukiwania środków dla przeprowadzenia odwetu poza tymi, które zostały mu odebrane bądź zakazane. Niemcy cieszą się światowym prymatem zarówno na polu chemiczno-bakteriologicznym, jak i mechanicznym. Pojawiają się symptomy, na podstawie których można wnioskować, iż Niemcy już o tym myślą. Można przewidzieć, że przy tej intensywności i zaangażowaniu w pracę, jakie je cechują, uda im się udoskonalić nową broń w swoich pracowniach naukowych i doświadczalnych, znaczy tam, gdzie jakakolwiek kontrola – jeżeli w ogóle tego typu kontrole mogłyby być kiedykolwiek skuteczne – jest daremna.

Faktem jest, że niezależnie od tego, ile mogą dokonać Niemcy, nie można odmówić wartości nowej broni i nie wziąć pod uwagę jej walorów przy umacnianiu obrony państwa. Jednakże dla dokonania słusznej oceny należy przede wszystkim wyrobić sobie możliwie dokładne i trafne zdanie w kwestii owej wartości – i to zarówno tej absolutnej, jak i tej rozpatrywanej w odniesieniu do broni lądowej i morskiej.

Taki jest właśnie podstawowy cel tego szkicu.

Rozdział II. Nowe możliwości

Dopóki człowiek pozostawał przywiązany do powierzchni ziemi, zmuszony był rozwijać wszelką działalność na tejże powierzchni, dostosowując się do niej. Podczas wojny zakładało się, że będą następowały przemieszczenia wojsk, dlatego była ona ściśle uwarunkowana powierzchnią ziemi, która narzuciła jej swoje warunki i określiła podstawowe właściwości.

Powierzchnia ziemi z powodu nierówności terenu stwarza różne przeszkody, które w mniejszym lub większym stopniu utrudniają przemieszczanie się. Człowiek musiał się do tej sytuacji dostosować, dlatego poruszał się głównie wzdłuż wygodniejszych szlaków, oddziałując jednocześnie swoją długą i ciężką pracą na rzecz ułatwienia tranzytu na obszarach o trudniejszych do pokonania szlakach. I tak pomału i stopniowo cała powierzchnia ziemi pokrywała się siecią łatwych do przejścia tras, oddalonych od obszarów trudnych lub niemożliwych do pokonania.

Jednolita powierzchnia morza na całym swym obszarze w jednakowym stopniu umożliwia poruszanie się po nim, lecz będąc ograniczona brzegami, pozwala połączyć za pomocą wybranych linii jedynie punkty na nich się znajdujące. Szlaki morskie często muszą przebiegać przez określone punkty lub prowadzić wzdłuż długich tras okalających wybrzeże.

Działania wojenne można syntetycznie zdefiniować jako działanie dwóch przeciwstawnych sobie woli. Z jednej strony ktoś zamierza zająć konkretny obszar na powierzchni lądu, z drugiej – ktoś przeciwstawić się zajęciu przez przeciwnika tegoż obszaru.

Napastnik posuwa się, korzystając z łatwiejszych szlaków prowadzących go do obszaru, który zamierza zająć; obrońca stara się powstrzymać ów marsz i dlatego rozmieszcza zwykle swoje wojsko w poprzek szlaków, którymi przemieszcza się przeciwnik, by powstrzymać jego napór. Aby łatwiej móc stawić opór przeciwnikowi, stara się rozstawić swoje wojska tam, gdzie sprzyjają mu warunki terenowe, tj. na liniach najtrudniejszych do pokonania przeszkód. Owe linie są naturalne i zależą od właściwie niezmiennej formy terenu. A są one tak samo stałe jak wciąż niezmiennie te same pozostają obszary najbogatsze i najbardziej urodzajne, w związku z czym najbardziej pożądane przez ludność innych narodów. Może dlatego okazuje się, że pewne rejony wydają się naznaczone przez los, stając się przez wszystkie epoki sceną bitew.

Ponieważ wszystko musiało odbywać się na lądzie, wojna nie mogła być niczym innym jak ruchem i zderzeniem linii frontów wyznaczonych na tymże lądzie. Aby zwyciężyć, tzn. aby posuwać się w kierunku wybranego obszaru, należało przełamać pewną linię i otworzyć sobie przez nią przejście. Powoli, stopniowo, w miarę jak wojna pochłaniała wszystkie zasoby walczących narodów, państwa prowadzące wojnę zaczęły przerzucać wszystkie swoje siły na linie frontu, coraz bardziej je wydłużając, aż podczas Wielkiej Wojny długość frontu została maksymalnie rozciągnięta na całym terenie, zamykając każde możliwe przejście.

Poza tymi liniami frontu, w pewnej od nich odległości wyznaczonej maksymalnym zasięgiem broni palnej, wojna nie była w stanie wywrzeć żadnych skutków w sposób bezpośredni. Tej odległości nie mógł pokonać żaden atak nieprzyjaciela, w związku z czym życie mogło się tam toczyć zupełnie bezpiecznie i we względnym spokoju. Pole walki było ściśle ograniczone: walczący stanowili odrębną kategorię ludności, zorganizowaną i przeszkoloną do tego celu: istniał nawet podział prawny na walczących i niewalczących. I tak podczas Wielkiej Wojny – choć dotykała ona głęboko całych narodów – gdy mniejsza część obywateli walczyła i umierała, większa żyła i pracowała, aby dostarczyć owej mniejszości środków do walki. Działo się tak dlatego, że niemożliwe było przekroczenie linii wroga bez jej wcześniejszego przerwania.

Jednakże teraz to wszystko traci rację bytu, gdyż jest już możliwe przekroczenie linii wroga bez wcześniejszego jej przerwania.

Samolot posiada takie możliwości. Porusza się on w atmosferze, która rozciąga się nad całą powierzchnią Ziemi i jest ośrodkiem w pełni jednorodnym. Działania samolotu nie są zatem uzależnione od ukształtowania terenu, może on z równą łatwością poruszać się we wszystkich kierunkach. Nie dotyczą go ani nierówności terenu, ani ukształtowanie linii brzegowej, która ogranicza szlaki morskie, a ponieważ może się przemieszczać pomiędzy dwoma dowolnymi punktami po linii prostej (czyli najkrótszej trasie), to jest w stanie przemieszczać się też po niezliczenie różnych i dowolnie wybranych szlakach. Wszystko, co człowiek może zrobić na lądzie, nie dotyczy samolotu, który jest w stanie przemierzać trzeci wymiar. Wszystko, co od początku ludzkości nakładało na wojnę swoje warunki i określało jej podstawowe cechy, nie ma żadnego wpływu na działania powietrzne.

Za ich sprawą wojna odciśnie swoje bezpośrednie piętno nawet poza najdalszym zasięgiem broni palnej użytej na lądzie, na odległość setek kilometrów na całej powierzchni lądu i morza nieprzyjaciela. Nie istnieją już obszary, gdzie życie mogłoby się toczyć w pełni bezpiecznie i we względnym spokoju. Pole walki już nie będzie ograniczone: wyznaczą je jedynie granice walczących krajów: wszyscy stają się wojownikami, gdyż wszyscy są narażeni na bezpośrednie ataki wroga: już nie będzie istniał podział na walczących i niewalczących.

Zadaniem linii frontu rozmieszczonych na lądzie nie jest już ochrona tego, co znajduje się na ich tyłach: zwycięstwo na lądzie nie chroni zwycięskiego narodu przed atakami powietrznymi nieprzyjaciela, dopóki zwycięstwo nie doprowadzi – poprzez faktyczne zajęcie terytorium wroga – do zniszczenia tego, co jest kluczowe dla funkcjonowania sił powietrznych wroga.

To wszystko musi nieuchronnie doprowadzić do głębokiej zmiany formy prowadzenia wojny, ponieważ podstawowe jej cechy zostały radykalnie przeobrażone, a intuicja podpowiada, w jaki sposób dalszy postęp lotnictwa, zarówno pod względem technicznym, jak i jego zastosowania, spowoduje późniejsze obniżenie skuteczności broni przystosowanej do walki na lądzie. Ta broń będzie bowiem wykorzystywana w coraz bardziej niekorzystnych warunkach do wykonania jej podstawowego zadania, jakim jest obrona i zabezpieczenie kraju.

Brutalny, lecz niezaprzeczalny fakt, który winniśmy sobie uzmysłowić i który powinien nami wstrząsnąć, jest następujący: najsilniejsza armia zgrupowana w Alpach i najsilniejsza marynarka pływająca po naszych morzach przy obecnym poziomie techniki lotniczej nie mogłyby w razie konfliktu uniemożliwić odpowiednio przygotowanemu wrogowi zniszczenia Rzymu, Mediolanu, Wenecji czy jakiegokolwiek innego spośród naszych stu miast, jeśli takie byłyby jego zamiary.

Rozdział III. Przewrót

Wielka Wojna trwała długo, doprowadzając do niemal całkowitego wyczerpania kraje biorące w niej bezpośredni udział, i dotyczy to zarówno zwycięzców, jak i zwyciężonych.

Podobne zjawisko ma swoje źródło w przyczynie technicznej: w udoskonaleniu broni palnej, które w wyjątkowy sposób podniosło wartości obronne, w drugiej zaś kolejności w przyczynie, którą określiłbym jako duchową, a wynikającą z późnego zrozumienia korzyści wynikających ze zdobytej możliwości obronnej związanej właśnie z udoskonaleniem broni palnej.

Doktryna ofensywna wszędzie święciła swoje triumfy w sposób absolutny, do tego stopnia, że podkreślano korzyści wynikające z działań ofensywnych, zapominając o tym, iż aby podjąć natarcie, należy przede wszystkim dysponować niezbędnymi środkami do jego prowadzenia. Na temat działań obronnych mówiło się niby przypadkiem i z ciężkim sercem. To doprowadziło do przekonania, iż zwiększona moc broni palnej miałaby sprzyjać natarciu, co stanowiło powszechną opinię. Było wręcz odwrotnie; czyste rozumowanie mogłoby do tej prawdy doprowadzić, a doświadczenie wojenne wyraźnie to udowodniło.

Prawda jest następująca: wszelkie udoskonalenie broni palnej prowadzi do zwiększenia przewagi działań obronnych.

Działania obronne pozwalają na dłużej zachować zdolność bojową własnych sił zbrojnych, stwarzając im jednocześnie warunki do podniesienia skuteczności działań: jest to więc działanie, które sprzyja zachowaniu i podwyższeniu zdolności działania własnej broni. Można w takim razie zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, że im skuteczniejsza jest broń, tym większego znaczenia nabierają środki przeznaczone do zabezpieczania jej sprawności i sprzyjające pełnemu rozwinięciu jej mocy.

Dzieje się tak dlatego, że przedsięwzięcia obronne, nabierając niezmiernie istotnej wagi, nigdy wcześniej, jak podczas Wielkiej Wojny, nie znalazły tak szerokiego i kompleksowego zastosowania. I dla potwierdzenia tego faktu wystarczy zdać sobie sprawę, że rozlokowanie linii obronnej, co stanowiło przez dłuższy czas o spójności linii frontu podczas ostatniej wojny, miałoby wartość bliską zeru, gdyby piechota i artyleria były uzbrojone jak za czasów Gustawa Adolfa.

Jednakże działania obronne z racji wzrostu skuteczności broni palnej brały górę nad natarciem nie tylko w rozumieniu bezwzględnym, ale i względnym. Załóżmy, że żołnierz znajduje się w okopach, przed którymi są zasieki, i że nacierający dla przebycia odległości szturmowej potrzebuje minuty. Jeżeli obie strony uzbrojone są w karabiny ładowane od wylotu, o szybkostrzelności jednego strzału na minutę, to aby mieć absolutną pewność dotarcia do okopów, gdzie broni się tylko jeden żołnierz, wystarczy zaatakować siłą dwóch żołnierzy, ponieważ podczas ataku obrońca nie zastrzeli więcej niż jednego żołnierza. Lecz jeśli obie strony uzbrojone są w karabiny zdolne wystrzelić 30 pocisków na minutę, to aby mieć tę samą pewność – muszą zaatakować siłą 31 żołnierzy. Nie ma znaczenia siła ognia, z jaką ci żołnierze mogliby zaatakować przed szturmem, skoro okopy należycie chronią obrońców.

W pierwszym przypadku na jednego obrońcę przypada jeden napastnik: w drugim – 30, wyłącznie dlatego, że użyta broń jest trzydzieści razy skuteczniejsza.

Zatem zwiększona skuteczność broni wymusza potrzebę wprowadzenia większej rozpiętości sił pomiędzy ofensywą a obroną, aby móc stworzyć warunki do przełamania równowagi i doprowadzenia do zwycięstwa, czyli utrudnienia przebiegu natarcia. Wynika to z faktu, że natarcie dla osiągnięcia celu musi dysponować większymi siłami niż siły wroga – ułatwiając jednocześnie obronę tym, którzy się bronią.

Istotnie, podczas poprzedniej wojny olbrzymia skuteczność broni małego kalibru pozwoliła obronie na dopuszczenie nacierającego wroga na bardzo bliską odległość. Dopiero wtedy można go było zatrzymać, zmuszając tym samym – po wykonaniu jeszcze paru kroków, które dzieliły go od celu – do prowadzenia działań nie tyle przeciw ludziom, ile poprzez oddziaływanie na teren przygotowany pod obronę, z (kosztownym i uciążliwym) wykorzystaniem artylerii wszelkiego kalibru do zupełnego załamania linii obrony. Z tego oto powodu nigdy, jak podczas Wielkiej Wojny, ofensywa nie okazała się równie trudna, okrutna i kosztowna.

Twierdzenie, że wzrost skuteczności broni wzmacniał obronę, nie jest zaprzeczeniem bezdyskusyjnej zasady, w myśl której jedynie ofensywa może przynieść zwycięstwo. Oznacza to, że ofensywa z racji zwiększenia skuteczności broni palnej winna dysponować znaczną przewagą sił.

O tym przekonano się późno. Był to powód, dla którego podczas Wielkiej Wojny przeprowadzano natarcia bez wyposażenia ich w odpowiednie środki. Tego typu operacje zaczepne nie udawały się lub też udawały się jedynie połowicznie. Doprowadziło to do osłabienia wojsk i przedłużyło wojnę w związku z koniecznością organizowania za każdym razem olbrzymich ilości sił i środków koniecznych do uzupełnienia braków.

Pewne jest, że gdyby wojska były uzbrojone w karabiny i w działa ładowane od wylotu, nie mielibyśmy ani okopów z betonu zbrojonego, ani zasieków z drutu kolczastego, a Wielka Wojna zostałaby rozstrzygnięta w ciągu kilku miesięcy.

Niestety, olbrzymia siła broni zderzyła się z jeszcze mocniejszą obroną i na niej prysła, nim więc zdołano ją skruszyć i otworzyć drogę do wroga, rutynowo podejmowano wielokrotne próby złamania oporu.

Uratowało to Ententę, gdyż dało czas na uzupełnienie, a nawet stworzenie wojsk ex novo, ale doprowadziło do niemal całkowitego wyczerpania zwycięzców i zwyciężonych.

Niemcy prowadząc przygotowania do wojny, wzięli pod uwagę wartość, jaką zyskałaby obrona za sprawą podniesienia skuteczności broni palnej. Przyjęli oni koncepcję wojny w swej najbardziej zaczepnej formie, zaopatrzyli się w najodpowiedniejszą broń (działa kalibru 305 mm i 420 mm), by jak najszybciej oczyścić sobie drogę z przeszkód w postaci istniejących stałych fortyfikacji, i rozpoczęli walkę, prowadząc zdecydowane natarcie. Jednak w momencie gdy okoliczności zmusiły ich do obrony na froncie francuskim, zastosowali tak kompleksowy system urządzeń obronnych, że zaskoczyło to przeciwników. Był bowiem dobrze przemyślany i zaplanowany.

Niemcy podczas swoich przygotowań do wojny musiały liczyć się z sytuacją, w której byłyby zmuszone stawić czoła kilku wrogom naraz oraz z przewagą, jaką można by w tym przypadku uzyskać, stosując organizację obronną pozwalającą im na wykorzystanie minimalnej części własnych sił do powstrzymania wroga, by ich maksimum rzucić do ataku w inne miejsce. Przeanalizowały więc taką sytuację i wdrożyły w życie, w czasie gdy zmusiły je do tego okoliczności, udowadniając, w jaki sposób należy walczyć bez odrzucania wartości zarówno obrony samej w sobie, jak i w połączeniu z natarciem. To wszystko pomimo zdecydowanego przekonania, że zwyciężyć można jedynie dzięki ofensywie.

Duże zmasowanie sił niezbędnych przy natarciu, którego celem było przełamanie równowagi, utrudniając działania zaczepne, pośrednio je ułatwiało, gdyż pozwalało maksymalnie uszczuplić stan na własnych liniach obrony, aby móc zgromadzić największą ilość wojska w rejonie planowanego natarcia. Cała strategia Niemców sprowadzała się do tego, aby powstrzymać niewielkimi, dobrze rozlokowanymi siłami obrony część sił wroga po to, by zaatakować resztę wojsk zmasowanymi siłami; ten manewr udawał im się często i przez długi czas.

Ententa zaskoczona popełniła błąd – widząc, że pomimo swego ewidentnego braku przygotowania udało jej się zatrzymać niemieckie natarcie na serce Francji, nabrała przekonania o możliwości swego stosunkowo łatwego zwycięstwa, w konsekwencji nie zrobiła natychmiast wszystkiego, co powinna była zrobić, a co zmuszona była zrobić później. W obszarze czysto wojskowym zrozumiano z opóźnieniem nowe potrzeby, jakie dyktowała wojna, czego skutkiem była seria nieskutecznych ataków wyczerpujących dopiero co zgromadzone środki i oddalając w czasie stworzenie przewagi sił potrzebnych do zdecydowanego przechylenia szali zwycięstwa na stronę Ententy.

Zniszczenia dokonane w wyniku Wielkiej Wojny osiągnęły olbrzymie rozmiary. Narody wytrzymały je dlatego, że wojna ta trwała długo, mogły więc przez dłuższy czas nadrabiać straty materialne i moralne, rzucając na wielkie pole walki wszystkich swoich ludzi. Nigdy nie zadano śmiertelnego ciosu, szerokiej i głębokiej rany, z której krew broczy strumieniami bez możności jej zatamowania, zapowiadając nieuniknioną śmierć. To były rany zadawane sukcesywnie, lecz względnie lekkie, mające dość czasu, by się zabliźnić. I choć rany owe pozostawiały coraz bardziej udręczone ciała, to pozwalały jednak zachować nadzieję na przeżycie i nabranie sił, które wystarczały, by zadać anemicznemu wrogowi ostatni, decydujący cios, ostatnie ukłucie szpilki mogące wytoczyć z nieprzyjaciela ostatnią kroplę krwi. W rzeczywistości ostateczne rozstrzygnięcie było wynikiem bitew mniej krwawych od tych bitew, które w trakcie wojny zakończyły się skromnym wynikiem. Oczywiście, wystarczyłaby połowa zniszczeń spowodowanych Wielką Wojną, gdyby doszło do nich w ciągu trzech miesięcy; jedna czwarta, gdyby doszło do nich w przeciągu ośmiu dni.

Wyjątkowa forma, jaką przybrała Wielka Wojna, była więc głównie spowodowana udoskonaleniem broni palnej dokonanym w ciągu ostatnich dziesięcioleci. I tak w przypadku, gdyby nie zaistniały nowe fakty, przy założeniu, że postępu nie można zatrzymać, forma przyszłej wojny powinna w ogólnym zarysie odpowiadać poprzedniej, z tym wyjątkiem, że jej cechy będą mocniej zaakcentowane. Zatem można byłoby założyć jeszcze większy wzrost możliwości obronnych, a co za tym idzie, również większą trudność w przełamaniu równowagi sił, co jest warunkiem koniecznym do uzyskania zwycięstwa.

Gdyby tak było, znaleźlibyśmy się w doskonałym położeniu, posiadając obronną granicę i nie mając ambicji dokonywania podbojów. Moglibyśmy zatem przy użyciu bardzo ograniczonych sił i środków zagwarantować obronę naszego terytorium nawet przed atakami znacznie przeważających sił wroga, zachowując przy tym całkowitą pewność, że starczy czasu na przygotowania mające na celu stawienie czoła dodatkowym wymaganiom narzucanym przez konflikt.

Jednak tak nie jest, gdyż nowa broń, jak się o tym przekonamy, diametralnie zmienia stan rzeczy, ponieważ podkreśla doskonale przewagę działań zaczepnych, obniżając lub wręcz anulując walory obrony i jednocześnie odbierając stronie nieprzygotowanej czas oraz środki na jej zorganizowanie. Żaden pancerz nie przeciwstawi się nowej broni, która może szybko i niespodziewanie uderzyć w samo serce wroga, zadając mu śmiertelny cios.

Wobec takiego przewrotu, który ułatwia decyzję o rozpoczęciu walki – co czyni wybuch konfliktu bardziej prawdopodobnym, gdyż wojnę łatwiej będzie prowadzić narodom o skłonnościach najeźdźcy, które nie wiedzą, co to wahanie ani skrucha – należy zatrzymać się w zadumie i zadać sobie pytanie szczerze, ale i z niepokojem: jaką drogą podążać, by zagwarantować naprawdę skuteczną obronę narodową?

Rozdział IV. Broń zaczepna

Samolot ze względu na swoją niezależność od rzeźby terenu oraz na prędkość przewyższa zaletami jakikolwiek inny pojazd – jest bronią par excellance zaczepną.

Największym atutem postawy zaczepnej jest posiadanie inicjatywy operacyjnej, inicjatywy, która znajduje swój wyraz w wolnym wyborze punktu natarcia i w możliwości przerzucenia do owego punktu swoich zmasowanych sił. W tym samym czasie wróg pozostający w defensywie, nie będąc pewnym celu ataku, zmuszony jest do zgrupowania swoich wojsk we wszystkich punktach możliwych do zaatakowania, zakładając ich przerzucenie natychmiast po rozpoznaniu zamiarów przeciwnika do punktu faktycznego natarcia. Na tym głównie polega taktyka i strategia wojny.

Obecnie stało się jasne, że większe możliwości zaczepne posiada ten, kto jest w stanie łatwiej i szybciej dokonać zmasowania wojsk, przerzucając je do wybranego punktu na terytorium wroga. Gdy wojna angażowała niewielkie, zwrotne i lekkie siły, wówczas oferowała duże pole do rozgrywek taktycznych i strategicznych, lecz pole owych rozgrywek wciąż się zacieśniało wobec wzrostu liczby wojska biorącego udział w wojnie. Tym oto sposobem w Wielkiej Wojnie, przy olbrzymim wzroście masy wojsk, niezwykle powolnych i ogromnie ciężkich, walka taktyczna i strategiczna zostały zredukowane do minimum, a wojna ograniczyła się do brutalnego i bezpośredniego zderzenia wrogich sobie sił.

Samolot przemieszcza się w dowolnym kierunku z taką samą łatwością i z większą prędkością niż jakikolwiek inny środek lokomocji. Samolot znajdujący się w punkcie A zagraża w tym samym stopniu wszystkim punktom znajdującym się na powierzchni okręgu o środku w punkcie A i promieniu o długości jego zasięgu. Ten promień może wynosić setki kilometrów. Samoloty rozsiane po powierzchni tegoż okręgu mogą zaatakować równocześnie, mając A za punkt wyjścia.

Z tego powodu siły powietrzne zagrażają w równym stopniu całemu terytorium znajdującemu się w promieniu ich działania, mogą bowiem przemieścić się nad punkt, który zamierzają zaatakować, startując z miejsc bardzo od siebie oddalonych, mogą wielką siłą nadlecieć nad obrany cel z prędkością przewyższającą prędkość wszelkich innych znanych środków. Zatem są siłami doskonale przystosowanymi do operacji zaczepnych. Do ostatniej chwili pozostawiają przeciwnika w całkowitej niepewności co do celu, jaki zamierzają zaatakować. Kiedy zaś dojdzie do ataku, nie pozostawiają obrońcom czasu na przegrupowanie posiłków na miejsce ataku, gdyż sam jego przebieg jest błyskawiczny, ponieważ polega na zrzuceniu masy bomb na wybrany cel.

Zdolność do prowadzenia operacji zaczepnych przez samolot jest tak duża, że jej konsekwencje same w sobie wydają się absurdalne: dla obrony przed atakiem z powietrza potrzeba więcej sił niźli do przeprowadzenia samego nalotu.

W przypadku gdy nieprzyjaciel posiada powietrzne siły rażenia wielkości X, to siły te, nawet gdy są rozproszone na jego terytorium, mogą działać w taki sposób, że koncentrują swe działania (według własnego uznania) na kilku celach usytuowanych na naszym terytorium lub na naszym morzu, w granicach wyznaczonych swoim zasięgiem. Załóżmy, na przykład, że tych celów jest dwadzieścia. Dla obrony przed tym, co może zdziałać siła X, jesteśmy zmuszeni do rozmieszczenia w bliskości każdego z owych przypuszczalnych dwudziestu celów odpowiadającą jej siłę obrony.

Wykorzystując samoloty obrony dla każdego z tych dwudziestu celów, musimy użyć sił lotnictwa zdolnych do pokonania sił powietrznych X. Wielkość tych sił będzie co najmniej równa siłom X. Tak więc potrzeba nam dla obrony co najmniej dwadzieścia razy większej siły od tej, którą przeciwnik dysponuje przy ataku. Wniosek absurdalny z racji tego, że samolot nie nadaje się do celów obronnych, zaliczając się do broni wybitnie zaczepnych.

Podczas poprzedniej wojny nagłe pojawienie się nowego środka bojowego nie pozwoliło na trafne wyciągnięcie wniosków w zakresie obrony. Atakowi z powietrza starano się w sposób instynktowny i empiryczny przeciwstawić obronę przeciwlotniczą działającą zarówno z powietrza, jak i z ziemi; tak narodziły się artyleria przeciwlotnicza, eskadry obrony powietrznej kraju (squadriglie da difesa) i myśliwskie.

Jednakże doświadczenie wykazało, że wszystkie te środki były niezdolne do wykonania operacji, do których zostały powołane, pomimo że ataki powietrzne, jakie nastąpiły w czasie poprzedniej wojny, miały niewielkie znaczenie, gdyż nie były prowadzone w powiązaniu z innymi operacjami i przeprowadzano je bez wytyczenia jasnej i precyzyjnej koncepcji dowodzenia.

Za każdym razem, kiedy powietrzne operacje zaczepne przeprowadzano w sposób konsekwentny, osiągały swój cel: Wenecja była atakowana od początku do końca wojny, Treviso zostało prawie zupełnie zniszczone na naszych oczach, Padwę musiało opuścić Naczelne Dowództwo. To samo działo się poza granicami Włoch – u aliantów i wrogów.

Pomimo najbardziej skomplikowanych systemów ostrzegania, kiedy nadlatywał nieprzyjaciel, eskadrom obronnym, jeśli nie były w powietrzu – a nie mogły pozostawać bez przerwy w powietrzu – z trudem udawało się wzlecieć na czas: artyleria strzelała, ale nie trafiała inaczej, jak tylko przez przypadek, tak jak przez przypadek można trafić w jaskółkę pociskiem karabinowym. Zmotoryzowana artyleria przeciwlotnicza pędziła po drogach, ścigając samoloty swobodnie przecinające nieboskłon, zachowując się niemal tak samo jak cyklista, który stara się na rowerze dogonić lecącego gołębia pocztowego. Pociski artyleryjskie na opadającej części toru stawały się pociskami spadającymi na własny teren, a wszystko sprowadzało się do niepotrzebnego marnotrawstwa środków i pocisków. Niekiedy działo się tak w przypadku jedynie podejrzenia o możliwy atak.

Ileż dział miesiącami czy też latami stało z lufami skierowanymi w niebo w nerwowym wyczekiwaniu na nieprzyjaciela, który mógłby się pojawić? Ileż samolotów obrony zaangażowało na własne cele zarówno ludzi, jak i środki, nie mając ani razu okazji do podjęcia obrony? Ileż ludzi spokojnie spało po długim i bezskutecznym przepatrywaniu nieba?

Nie wiem, czy kiedykolwiek podliczono wszystkie środki i wszystkich ludzi, którzy zostali zaangażowani do obrony przeciwlotniczej rozsianej na terytorium naszego kraju, ale pewne jest, że cały zasób środków i ludzi był znaczny, niepotrzebny, a środki wszelkiego rodzaju tak rozdystrybuowane mogłyby z korzyścią zostać inaczej wykorzystane.

Takie rozproszenie, wbrew podstawowym zasadom wojennym, i ten brak wykorzystania przeczące wszelkim ekonomicznym zasadom wojny miały swoje źródła, jak wspomniałem, w dezorientacji wynikającej z niespodziewanego pojawienia się środków ataku powietrznego, co zaowocowało błędną koncepcją obrony.

W przypadku gdy wściekły pies zagraża wiosce, jej mieszkańcy nie stają każdy w drzwiach własnego domu z kijem w ręku, gotowi, by zabić zwierzę w momencie, gdy się pojawi. Tego typu postępowanie – oprócz oderwania rolnika od pracy – nic by nie dało i zupełnie nie zabezpieczyłoby mieszkańców, ponieważ pomimo kija trzymanego w pogotowiu pies mógłby kogoś ugryźć. Wieśniacy tak nie robią – trzech, czterech, dziesięciu najbardziej energicznych idzie na poszukiwania psa do jego kryjówki i go zabija.

Nie ma innego sposobu, by zapobiec najazdom lotnictwa wroga, jak tylko poprzez zniszczenie jego sił powietrznych.

Jest oczywiste, i to od dawna, że nie broni się wybrzeży przed atakami z morza, rozmieszczając wzdłuż brzegów okręty i działa, lecz zabezpiecza się je, opanowując morze, to znaczy uniemożliwiając wrogowi pływanie po nim.

Powierzchnia ziemi dla oceanu, jakim jest atmosfera, znaczy tyle samo co wybrzeże dla lądu. Zasada jest dokładnie ta sama, dlatego powierzchni ziemi – rozumianej jako lądy i morza – nie zabezpiecza się przed atakami lotniczymi wroga przez rozmieszczenie na całej jej powierzchni dział i samolotów, lecz poprzez uniemożliwienie nieprzyjacielowi lotów, czyli zdobycie panowania w powietrzu.

To jest założenie słuszne, logiczne i racjonalne, które winno funkcjonować również w kategoriach zwykłej obrony: uniemożliwić nieprzyjacielowi loty, tzn. nie dopuścić go do prowadzenia żadnych operacji w powietrzu i z powietrza.

Zdobycie panowania w powietrzu zakłada działanie pozytywne, czyli zaczepne: działanie, które bardziej odpowiada charakterowi broni powietrznej, niezdolnej do pełnienia funkcji obronnej.

Rozdział V. Skala zniszczeń wywołanych nalotami

Zanim przejdziemy do analizy kwestii dotyczącej znaczenia panowania w powietrzu, winniśmy wyrobić sobie zdanie na temat skali nalotów, jakich mogą dokonać siły powietrzne. Kwestię tę może po części przybliżyć doświadczenie Wielkiej Wojny.

Bomby lotnicze nie potrzebują tak dużej ilości metalu jak pociski artyleryjskie, gdyż muszą tylko spadać. Podczas gdy dla pocisków zawierających materiał wybuchowy zawartość metalu winna być proporcjonalnie większa w stosunku do wewnętrznego ładunku (dla uzyskania dobrych efektów wybuchu), to w tych zawierających mieszaninę zapalną lub substancje trujące ilość metalu może zostać zredukowana do minimum. Możemy założyć, że średnio metal będzie stanowił 50% całego ciężaru.

Do wyprodukowania bomb lotniczych niepotrzebne są ani metale wysokogatunkowe, ani też wysoce precyzyjna obróbka – w przeciwieństwie do ładunku. Wskazane jest, aby materiał wybuchowy, zapalający czy trujący charakteryzował się największą skutecznością, dlatego w tym kierunku winny być prowadzone wszelkie poszukiwania.

Atak bombowy z powietrza z pewnością nie może się równać precyzji strzału artyleryjskiego; lecz to nie ma znaczenia, gdyż taka precyzja nie jest konieczna.

Za wyjątkiem szczególnych przypadków cele artylerii są celami przygotowanymi na wytrzymanie ataków tejże artylerii, w przeciwieństwie do celów powietrznych ataków bombowych.

Cele ataków lotniczych powinny być zawsze duże: małe cele mają niewielkie znaczenie i zwykle nie zasługują na to, by się nimi zajmować.

Kryterium, jakie powinno przyświecać atakom bombowym z powietrza, winno być następujące: bombardowanie powinno kompletnie zniszczyć upatrzony cel, tak by do zniszczenia jednego celu potrzebny był wyłącznie jeden nalot. Dotarcie nad cel jest operacją, która zawsze niesie określone ryzyko, na które najlepiej wystawić się tylko raz, a zupełna likwidacja upatrzonego celu oprócz zniszczeń materialnych powoduje również uszczerbek moralny, mogący mieć niepożądane skutki. Wystarczy pomyśleć, jak zachowałaby się cywilna ludność, w momencie kiedy rozeszłaby się informacja o tym, że te miejscowości, które stały się celem ataków wroga, zostały kompletnie zniszczone i żaden z ich mieszkańców nie zdołał się uratować.

Zatem celami ataków lotniczych będą obszary o określonej powierzchni, na których znajdować się będą m.in. zabudowania, domy, fabryki oraz ludność.

Do zniszczenia tych celów należy wykorzystać trzy następujące rodzaje bomb: burzące, zapalające i chemiczne, w odpowiednio skuteczny sposób. Bomby wybuchowe powodują wstępne zniszczenia, zapalające – wywołują zarzewia ognia, chemiczne – uniemożliwiają ludności opanowania ognia.

Działanie ładunków chemicznych winno być tak pomyślane, by utrzymywało się przez długi czas, całymi dniami, co można osiągnąć zarówno dzięki jakości użytych materiałów, jak i wykorzystaniu pocisków o różnym stopniu opóźnienia zapłonu. W taki sposób nawet przy użyciu ograniczonych ilości bomb burzących i zapalających można spowodować całkowite zniszczenie dużych zamieszkanych połaci, uniemożliwiając na dłuższy czas przejazd przez te tereny, co może być przydatne, kiedy atak ma na celu przerwanie szlaków komunikacyjnych.

I tak dla zorientowania się w skali zniszczeń przyjmijmy, że promień obszaru rażenia 100 kg substancji czynnej będzie równy 25 m. Takie założenie jest do przyjęcia przy obecnym stanie rzeczy. Zatem dla zwiększenia pola rażenia materiału aktywnego do powierzchni o średnicy 500 m potrzeba 100×100 kg tej substancji, czyli 10 t. A 10 t substancji czynnej wymaga 10 t metalu. Dziś istnieją samoloty, które swobodnie mogą załadować 2 t ładunku, czyli przy użyciu 10 takich samolotów można przetransportować ilość bomb potrzebną do całkowitego zniszczenia wszystkiego, co znajduje się na powierzchni o średnicy 500 m. Wystarczyłoby w tym celu przeszkolić dziesięciosamolotowe eskadry w zrzucaniu swojego ładunku bomb na opisanym obszarze, w sposób możliwie najbardziej równomierny.

Stąd rodzi się koncepcja potencjału jednostki bombowej. Jednostka bombowa musi posiadać potencjał całkowitego zniszczenia celu o określonej powierzchni. Według mnie wielkość owej określonej powierzchni powinna być równa okręgowi o średnicy 500 m. Jeśli przedstawione założenia byłyby poprawne, to jednostka bombowa powinna składać się z 10 samolotów mogących przetransportować po 2 t bomb każdy. W każdym razie dokładne dane mogą zostać ustalone w toku doświadczeń.

Jak już wcześniej zaznaczyłem, tak pomyślana eskadra winna zostać przeszkolona w kwestii zrzutu ładunku bomb w sposób najbardziej równomierny na powierzchni o średnicy 500 m, ze średniej wysokości, np. z 3000 m. Żądany rozrzut można osiągnąć, zwiększając przy zastosowaniu sztucznych środków (zmiana elementów celowania) naturalną elipsę rozrzutu bomb uzyskiwaną przez eskadrę.

W przypadku celów łatwiejszych do zniszczenia obszar rażenia może się zwiększyć poprzez dokonanie zrzutu z większej wysokości, a w przypadku celów trudniejszych do zniszczenia obszar mógłby się zmniejszyć, jeśli zrzutu dokona się z niższej wysokości. To są jednak sprawy drugorzędne; rzecz polega na tym, że przyjmując tę zasadę, jednostka bombowa nie przedstawia już sobą niejasnej i nieokreślonej mocy ofensywnej. Wręcz przeciwnie, przedstawia dokładną i określoną siłę ofensywną – moc całkowitego zniszczenia wszystkiego, co znajduje się na powierzchni o średnicy 500 m.

W przypadku gdy obrany cel ma mniejszą powierzchnię – a będzie to cel bardzo ważny z innych względów – zostanie on w pełni wpisany w obręb obszaru zniszczeń i wobec konieczności jego likwidacji nie będzie miało znaczenia, jeśli kilka bomb uderzy poza cel. Kiedy zaś owa powierzchnia będzie większa, cały obszar przewidziany do zniszczenia zostanie wpisany w powierzchnię zniszczenia. Jeśliby zaplanowano zniszczenie wszystkiego, co znajduje się na powierzchni o średnicy 1000 m, wystarczyłoby podzielić cel na obszary i wysłać cztery eskadry; dziewięć – jeśli powierzchnia do zniszczenia miałaby 1500 m średnicy; 16 – gdyby miała 2000 itd.

To mogłoby się zdarzyć jedynie w przypadku ataku na gęsto zaludnione ośrodki, gdzie z racji psychologicznych następstw ataku nie trzeba wysyłać dużej liczby eskadr dla uzyskania pożądanego efektu.

Wyobraźmy sobie, co by się działo w tak dużych ośrodkach jak Londyn, Paryż, Rzym, gdyby w centrum tych miast zostały zniszczone jeden, dwa, trzy obszary o średnicy 500 m. Dysponując tysiącem wspomnianych bombowców (mamy je już teraz i nie jest to kwestia przyszłości) oraz zapasami niezbędnymi do utrzymania w gotowości bojowej tysiąca samolotów, jak również uzupełniając na bieżąco straty, można utworzyć 100 eskadr. Wykorzystanie codziennie 50 eskadr stanowi siłę, która jej posiadaczowi daje codziennie możliwość całkowitego zniszczenia 50 miast położonych w zasięgu działania wspomnianych eskadr, co dzisiaj oznacza zasięg 200 lub 300 km za linią frontu lądowego.

Rząd wielkości tego potencjału ofensywnego jest tak ogromny, że przekracza wszelki potencjał zaczepny wszystkich pozostałych znanych środków bojowych, których skuteczność w tym zestawieniu staje się znikoma.

Tego typu potencjał ofensywny, o którym piętnaście lat temu nikt nie mógł nawet marzyć, wzrasta z każdym dniem, gdyż duże samoloty szybko są doskonalone, a skuteczność materiałów wybuchowych, zapalających i przede wszystkim chemicznych wciąż się zwiększa.

Wobec tego typu potencjału ofensywnego co mogłyby zrobić wojska lądowe, kiedy ich linie komunikacyjne zostałyby przerwane, magazyny spalone, ośrodki produkcyjne i zaopatrzeniowe zniszczone? Co mogłaby zrobić flota, która nie czułaby się już bezpiecznie we własnych portach, jej bazy zostałyby spalone, arsenały i flota transportowa zniszczone? Jak mogliby ludzie pracować i żyć w kraju ciągle narażonym na niebezpieczeństwo, przytłoczeni brutalnym koszmarem grożącego zniszczenia masowego? Zaiste, należy szczególnie mieć na uwadze, co następuje: atak powietrzny przeprowadza się nie tylko na cele mające słabą obronę materialną, ale o równie słabej wytrzymałości psychicznej. O ile pułk jest jeszcze zdolny do oporu w zniszczonym okopie, po stracie dwóch trzecich swoich żołnierzy, o tyle robotnicy, którzy widzą, że ich praca została wstrzymana na skutek zniszczenia jednego wydziału maszyn, rozchodzi się nawet przy minimalnych stratach.

Wszystko to należy brać pod uwagę, jeśli chce się wyrobić pojęcie – nie twierdzę, że dokładne, lecz przybliżone – na temat skali zniszczeń, jakich jest w stanie dokonać dzisiaj lotnictwo.

Zatem zdobycie panowania w powietrzu oznacza możliwość przeprowadzania wobec wroga operacji ofensywnych o takiej sile rażenia, która przewyższa wszystkie wymyślone przez człowieka. Panowanie w powietrzu oznacza posiadanie zdolności odcięcia wojska i floty nieprzyjaciela od ich baz, uniemożliwiając im nie tylko walkę, ale i życie, oznacza zabezpieczenie w sposób pewny i absolutny całego terytorium własnego kraju i morza od tychże ataków, utrzymanie sprawnej armii i floty, umożliwienie własnemu narodowi w pełni spokojnego życia i pracy. Jednym słowem oznacza: zwyciężyć.

Zostać pokonanym w powietrzu, czyli nie móc latać, oznacza zostać odciętym od własnego wojska i floty, patrzeć, jak zarówno jedno, jak i drugie nie jest w stanie działać, pozostając na łasce wroga, bez żadnej możliwości obrony. Oznacza być narażonym na najgorsze ataki nieprzyjaciela, które może on przypuścić gdziekolwiek z największą łatwością, ponosząc jednocześnie minimalne ryzyko; oznacza być pokonanym i zmuszonym do przyjęcia każdego warunku, jaki wróg zechciałby narzucić.

Takie jest znaczenie panowania w powietrzu.

Uwaga I. Gmina miasta Treviso opublikowała broszurkę zatytułowaną Męczeństwo Treviso, która może w doskonały sposób zilustrować to, co powiedziałem. Na miasto, na obszar nieprzekraczający kilometra kwadratowego, zostało zrzuconych ok. 1500 bomb podczas 32 nalotów, począwszy od kwietnia 1916 r. do końca października 1918 r. Zakładając, że średnia waga każdej bomby wynosiła 50 kg – a była z pewnością mniejsza – to razem zrzucono 75 t bomb na Treviso.

Biorąc pod uwagę moje przybliżone wyliczenia, to ponieważ średnica Treviso jest o kilometr większa, potrzebne byłyby cztery eskadry po 10 samolotów każda, czyli 40 samolotów, zatem 80 t bomb.

Oglądając w Męczeństwie Treviso mapę z zaznaczonymi miejscami uderzenia bomb i fotografie zniszczeń, szybko można sobie uzmysłowić, że gdyby 75–80 t bomb zostało zrzuconych tego samego dnia, przy zachowaniu odpowiedniej proporcji bomb burzących, zapalających i chemicznych, to Treviso zostałoby zupełnie zniszczone i niewielu mieszkańców by ocalało.

Tym, co pomimo groźnych ran pozwoliło przetrwać Treviso oraz wysiedlić mieszkańców – w efekcie czego podczas pierwszych bombardowań zginęło tylko 30 mieszkańców, a 50 zostało rannych – był fakt, że w każdym nalocie zrzucano średnio tylko 50 bomb, a pomiędzy zrzuceniem każdej kolejnej bomby pozostawało tyle czasu, by pozwolić ludności na ugaszenie pożarów.

Obrona przeciwlotnicza wykazała się tylko jedną pozytywną inicjatywą – sporządzeniem wykazu miejsc, gdzie uderzyły bomby. Należy podkreślić, że naloty trwały do końca października 1918 r., tzn. do dnia rozejmu, pomimo że – szczególnie w ostatnim okresie – twierdziliśmy, iż panujemy w powietrzu.

Uwaga II. Angielska marynarka wojenna, która obecnie jest najsilniejszą flotą na świecie, liczy sobie 30 okrętów liniowych o ogólnym tonażu równym 792 496 t. Ciężar salwy marynarki angielskiej (oddając jeden strzał z każdego swojego działa) wynosi 194 931 kg, czyli ok. 195 t. Wniosek z tego, że średnia salwa pokładowa każdego okrętu wojennego wynosi 6,5 t.

Jedna eskadra złożona z 10 samolotów, każdy z 2 t bomb na pokładzie, podczas jednego lotu może zrzucić 20 t pocisków, czyli nieco więcej niż przeciętna salwa pokładowa trzech angielskich okrętów.

Flota powietrzna licząca 1000 samolotów, z których każdy zabiera 2 t ładunku, może zrzucić podczas jednego lotu 2000 t bomb, czyli nieco więcej niż to, co może wystrzelić cała angielska flota, oddając 10 salw ze wszystkich swoich dział.

Koszt tysiąca samolotów o nośności 2 t, nawet przy założeniu, że każdy z nich mógłby kosztować milion, wyniesie miliard, tzn. mniej więcej tyle co koszt jednego dreadnoughta.

Angielska marynarka nie może oddawać swoich salw inaczej, jak tylko przeciw innej flocie, która jest przygotowana do ich odparcia i do odpowiedzi na nie, lub przeciw celom znajdującym się wzdłuż wybrzeża. Flota powietrzna jest natomiast w stanie zrzucić swój ładunek bomb na cele, które w żaden sposób nie będą mogły się bronić, w żaden sposób nie będą w stanie wytrzymać ataku bombowego i które mogą się znajdować na lądzie i na morzu.

Można przewidzieć, że już niedługo zostaną skonstruowane samoloty mogące przewozić ładunek o ciężarze powyżej 10 t, tzn. ładunek bomb taki sam lub większy niż ten, którym dysponuje drednot.

W ewentualnym pojedynku pomiędzy drednotem i samolotami dużej mocy drednot straci większość swoich środków zaczepnych, ponieważ jego największe działa nie mogą (byłoby to daremne) oddawać strzałów z działem wycelowanym prostopadle, podczas gdy samoloty mogą strzelać w ten sposób bez przeszkód, nie licząc już przewagi wynikającej z ich większej prędkości. Doświadczenia przeprowadzone ostatnio w Ameryce i we Francji przyniosły, wydaje się, ostatecznie przekonujące wyniki.

Niezależnie od tego liczby przytoczone w tej uwadze mają na celu wyrobienie jasnego zdania na temat skali zniszczeń dokonywanych przez naloty oraz prostych środków potrzebnych do uzyskania skali zniszczeń o takim zasięgu.

Rozdział VI. Panowanie w powietrzu

Panowanie w powietrzu oznacza uniemożliwienie latania nieprzyjacielowi, przy zachowaniu tej możliwości dla siebie. Istnieją samoloty zdolne przetransportować mniejsze lub większe ilości bomb. Skonstruowanie odpowiedniej ilości takich samolotów nie wymaga wyjątkowych środków. Substancja aktywna – burząca, zapalająca i chemiczna – produkowana jest na bieżąco. Łatwo jest utworzyć flotę powietrzną zdolną zrzucić wiele setek ton podobnych substancji aktywnych. Rozmiary szkód wyrządzonych przez ataki lotnicze zarówno pod względem materialnym, jak i psychologicznym są większe aniżeli wszystkie inne znane środki rażenia.

Kto będzie panował w powietrzu i dysponował odpowiednią mocą ofensywną, ten, z jednej strony, będzie zabezpieczał całe swoje terytorium, wraz z własnym morzem, przed atakami wroga i odbierze przeciwnikowi możliwość jakiejkolwiek akcji wsparcia (udział samolotów w akcjach na lądzie i morzu), z drugiej – będzie w stanie prowadzić działania zaczepne, wobec których wróg okaże się bezradny. Stosując tego typu działania zaczepne, będzie mógł odciąć armię i marynarkę wroga od ich baz oraz dokonywać w kraju przeciwnika wszelkiego rodzaju zniszczeń, zdolnych w krótkim czasie złamać opór materialny i moralny.

To wszystko wchodzi w zakres możliwości teraźniejszych, nie przyszłych. I właśnie dzisiejsze możliwości stanowią o tym, że zdobycie panowania oznacza zwyciężyć, a zostać pokonanym w powietrzu oznacza zostać zwyciężonym i zmuszonym do przyjęcia wszelkich warunków, jakie wróg zechciałby narzucić.

Taki jest wniosek, do którego doszliśmy, opierając się na rzetelnych i aktualnych danych przy zachowaniu logicznego i ścisłego toku rozumowania.

Logiczne jest, że skoro wniosek ten prowadzi do konsekwencji o charakterze wysoce praktycznym, ale absolutnie sprzecznym z powszechnie przyjętym sposobem myślenia, to winniśmy się przy nim zatrzymać jeszcze chwilę, zanim przejdziemy dalej.

Intuicja nam podpowiada, że wykorzystanie środka, który pozwoli człowiekowi wyswobodzić się z oków lądu, doprowadzi do nowych konsekwencji nieobciążonych żadnymi tradycjami, sprzecznych nawet z tym, co było nierozerwalnie związane z powierzchnią ziemi.

Z drugiej strony, skoro wychodząc od faktów obiektywnych i pewnych, dokonując logicznego, wręcz matematycznego, rozumowania, dochodzi się do sformułowania określonych wniosków, to te wnioski należy przyjąć, nawet gdy są oryginalne i stoją w sprzeczności z dotychczasowymi wzorcami myślenia lub z tradycjami wynikającymi z innych faktów, równie obiektywnych i pewnych, ale zupełnie innej natury. W przeciwnym bowiem razie zaprzecza się rozumowi ludzkiemu.

W ten sposób postępuje rolnik, który upiera się przy uprawie swojego pola, tak jak robili to jego ojcowie, pomimo że widzi, iż użycie nawozów sztucznych i maszyn podwaja lub potraja wydajność gleby. Taka zapamiętałość w tradycji nie przynosi innych rezultatów jak tylko takie, że będzie on przegrywał z konkurencją.

Dwanaście lat temu, kiedy pierwsze samoloty jeszcze nie latały, a zaczynały zaledwie trzepotać skrzydłami, mówiłem o zaletach i znaczeniu panowania w powietrzu. Od tamtej pory starałem się podkreślić znaczenie nowej broni. Mówiłem, że broń powietrzna winna być uważana za trzecią siostrę wojsk lądowych i marynarki wojennej; powiedziałem, że zobaczymy jeszcze tysiące samolotów i że będziemy mieli ministerstwa lotnictwa. Powiedziałem, że sterowiec musi skapitulować wobec nowego środka komunikacji, który z pewnością zdobędzie pierwszeństwo. I wszystko, co wówczas powiedziałem, sprawdzało się stopniowo i dokładnie.

Nie bawiłem się w przepowiednie. Ograniczyłem się jedynie do analizy nowego problemu i do przemyśleń nad faktami, nie ociągałem się z przedstawieniem wniosków, jakie wysnułem z moich rozważań, pomimo tego, że wówczas mogły zostać odebrane – tak jak zresztą się stało – jako paradoksalne. Miałem matematyczną pewność, iż fakty przyznają mi kiedyś rację. Być może ta pewność zrodziła się we mnie z racji mojego pozytywistycznego światopoglądu, który rozwinął się na bazie zainteresowań naukami ścisłymi.

Od kiedy człowiek, opierając się na żelaznej logice obliczeń, był w stanie udowodnić istnienie nieznanej dotąd planety, dostarczając astronomowi danych potrzebnych do jej odkrycia, kiedy w drodze matematycznego rozumowania doszło do odkrycia fal elektromagnetycznych, co z kolei dostarczyło Hertzowi danych potrzebnych do ich uwidocznienia w drodze doświadczeń – należy uwierzyć w moc ludzkiego umysłu, podobnie jak to czynili astronom, który odnalazł na niebie Neptuna[6], i Hertz, który dokładał starań, by iskra przeskoczyła w otwartym obwodzie. O ileż bardziej niezrozumiałe były owe prawdy od tych, które ja głosiłem.

Teraz proszę moich czytelników, by sami zechcieli rozważyć moje wywody (wszak temat na to zasługuje) i wyciągnąć własne ścisłe i jasne wnioski.

Zadanie wyklucza rozwiązanie przy zastosowaniu półśrodków. Albo tak, albo nie! Uważam, co następuje: należy zmienić zupełnie kierunek przy planowaniu Obrony Narodowej, gdyż forma ewentualnych konfliktów zbrojnych będzie w przyszłości zupełnie odmienna od minionych wojen.

Twierdzę, co następuje: Wielka Wojna stanowi szczególny punkt na krzywej przedstawiającej ewolucję form prowadzenia wojen; od tego momentu owa krzywa zmienia całkowicie kierunek pod wpływem czynników zupełnie nowych i zupełnie odmiennych od tych, które do tej pory ją kształtowały; dlatego przeszłość nie uczy nas niczego na przyszłość, dlatego owa przyszłość musi zostać stworzona od nowa.

Twierdzę, co następuje: jeżeli nie weźmie się tego pod uwagę, to ojczyzna zostanie narażona na wiele wyrzeczeń dla umocnienia swojej obrony, wyrzeczenia te okażą się nieprzydatne lub o minimalnym znaczeniu, gdyż środki obrony nie będą nadawać się do tego celu.

By móc zlekceważyć moje przewidywania, należy zaprzeczyć tym twierdzeniom.

Pytam więc: prawdą jest czy nie, że najsilniejsze wojsko zgrupowane w Alpach i najsilniejsza marynarka wojenna pływająca po naszych morzach nie mogłyby przedsięwziąć niczego na tyle skutecznego, aby uniemożliwić wrogowi, przygotowanemu do osiągnięcia swojego celu, odcięcie naszej armii i naszych eskadr od ich połączeń komunikacyjnych i wprowadzenia zamętu i terroru w całych Włoszech?

Na to pytanie należy odpowiedzieć: to nieprawda, jeśli ma się zamiar wykorzystać odpowiednie środki, oprócz wojsk lądowych i marynarki, w celu zapobieżenia tym możliwym działaniom ze strony naszego ewentualnego wroga. Na to pytanie już dawno temu odpowiedziałem: to prawda; z tego też powodu zająłem się tym problemem i przeanalizowałem go, a u jego podstaw leżą nowe formy i nowe środki stosowane przy prowadzeniu wojny.

Uwaga. W 1909 r. pisałem:

Nam, którzy żyliśmy do tej pory nieuchronnie związani z powierzchnią ziemi; nam, którzy uśmiechaliśmy się niemal z pożałowaniem na widok wysiłków kilku prekursorów, o których myśleliśmy, że gonią za mrzonkami, podczas gdy byli jasnowidzami; nam, którzy posiadamy tylko wojska lądowe i marynarki, musi z pewnością wydawać się dziwne, że powietrze stanie się polem bitwy nie mniej istotnym od lądu czy morza. Jednakże do tej myśli musimy się przyzwyczajać, począwszy od zaraz i od zaraz przygotować się do nowych bitew.

Jeżeli mogą istnieć kraje nieoblewane morską falą, nie mogą istnieć takie, które nie byłyby muskane pieszczotą powietrza; będziemy więc w przyszłości mieli trzy różne i określone sfery walki, zamiast dwóch: na każdym z nich walka, choć prowadzona przy użyciu różnych środków, winna być skierowana na jeden cel, a ten cel zawsze będzie taki sam: zwyciężyć.

Obecnie mamy pełną świadomość tego, jak istotne jest panowanie na morzu; niedługo nie mniej istotne będzie zdobycie panowania w powietrzu, ponieważ tylko gwarantując sobie panowanie w powietrzu, i tylko wtedy, będziemy mogli czerpać ze wszystkich korzyści, które sprowadzają się do zdania: z góry jest dobra widoczność i trafia się łatwiej. Z tych korzyści nie będziemy mogli w pełni czerpać, dopóki nie zmusimy przeciwnika do pozostania na lądzie.

Będzie zatem prowadzona zacięta walka o panowanie w powietrzu. I dlatego kraje cywilizowane będą przygotowywać i gromadzić odpowiednie środki; a ponieważ w każdej bitwie, przy porównywalnych środkach bojowych po obu stronach, o wygranej stanowi ilość, tak jak działo się w przypadku wojsk lądowych i marynarki wojennej, tak też się stanie w przypadku lotnictwa. Niekończący się wyścig wstrzymany jedynie ograniczeniami o charakterze ekonomicznym, a w efekcie tego nieuniknionego wyścigu lotnictwo powoli będzie rosło w siłę i znaczenie.

Wojska lądowe i marynarka nie powinny więc postrzegać samolotów jako środków wsparcia, które mogą być przydatne w pewnych określonych sytuacjach, nie: wojska lądowe i marynarka muszą natomiast widzieć w samolotach narodziny trzeciego brata, młodszego, lecz nie mniej istotnego dla wielkiej rodziny wojennej[7].

Dzisiaj, po Wielkiej Wojnie, nie zmienię ani jednego słowa z tego, co napisałem jedenaście lat temu: czas potwierdził moje przemyślenia, pomimo że pojęcie panowania w powietrzu nie zdobyło jeszcze w pełni uznania.

Nie jestem temu winny, a pojęcie to obecnie, co było nieuchronne, szybko zdobywa uznanie. Szczególnie poza granicami Włoch.

Rozdział VII. Skrajne wnioski

Zdobyć panowanie w powietrzu znaczy zwyciężyć, a zostać pokonanym w powietrzu oznacza zostać zwyciężonym i zmuszonym do przyjęcia każdego warunku, jaki wróg zechciałby nam narzucić.

Powyższe stwierdzenie, które dla mnie jest oczywistością, będzie stawało się coraz bardziej wiarygodne w oczach czytelnika, w miarę jak będzie zapoznawał się z tym opracowaniem, które przechodząc od ogółu do szczegółu, wyjaśni wszystko w sposób wyczerpujący.

Z tego twierdzenia można natychmiast wyciągnąć pierwszy wniosek:

Dla zapewnienia Obrony Narodowej jest konieczne i wystarczające spełnić, w razie konfliktu, warunki niezbędne do uzyskania panowania w powietrzu.

Z czego nieuchronnie wynika drugi wniosek:

Wszystko to, co naród jest w stanie zrobić dla zapewnienia sobie obrony, winno być skierowane na zdobycie takich środków, które w przypadku konfliktu zbrojnego okażą się przydatne dla uzyskania panowania w powietrzu.

Każdy wysiłek, wszelka energia, których człowiek nie wykorzysta do osiągnięcia tego podstawowego celu, stanowić będą o stracie jednej możliwości więcej w walce o uzyskanie panowania w powietrzu i o zyskaniu jednej możliwości więcej do tego, aby zostać pokonanym w razie konfliktu zbrojnego. Każde odwrócenie uwagi od podstawowego celu jest błędem.

W celu zapewnienia sobie panowania w powietrzu, czyli uniemożliwienia wrogowi latania, należy pozbawić go wszelkich środków koniecznych do latania, zarówno tych będących właśnie w powietrzu, jak i tych znajdujących się w swoich bazach czy zakładach produkcyjnych: czyli wszędzie tam, gdzie mogą się znajdować lub być konstruowane.

Takie dzieło zniszczenia nie może zostać przeprowadzone inaczej, jak tylko w powietrzu lub na terenie kraju wroga, czyli może zostać przeprowadzone jedynie za sprawą samolotów. Lądowe i morskie środki bojowe nie mogą dokonać w żaden sposób podobnego dzieła zniszczenia. Czyli:

Panowanie w powietrzu nie może zostać osiągnięte inaczej, jak tylko za sprawą odpowiedniej siły lotnictwa.

Zestawiając ten aksjomat z pierwszym wnioskiem, wcześniej wspomnianym, możemy wyciągnąć następującą naukę o podstawowym praktycznym znaczeniu:

Obrona Narodowa nie może być zapewniona inaczej, jak tylko dzięki siłom lotnictwa zdolnego, w razie konfliktu zbrojnego, do zdobycia panowania w powietrzu.

Wniosek ten stoi w całkowitej sprzeczności z aktualną koncepcją Obrony Narodowej i stawia broń lotniczą na pierwszym miejscu. Jednakże, aby mu zaprzeczyć, należałoby zaprzeczyć znaczeniu panowania w powietrzu.

Owa sprzeczność z całą przeszłością jest niepokojąca, ale opanowanie przestrzeni powietrznej ze strony człowieka jest faktem, który musi wzbudzić niepokój.

Jest to, jak już wspominałem, całkowite przewartościowanie dotychczasowych wartości wobec wartości nowej i niewyobrażalnej. Siły lądowe i morskie panowały do tej pory, a ich panowanie było niezaprzeczalne; przestrzeń powietrzna była dla człowieka zamknięta. Nie istnieje żaden powód, który a priori mógłby wykluczyć fakt, że broń powietrzna mogłaby przeważyć nad lądową i morską. Analizując te wzajemne relacje, dochodzi się do wniosku, że przeznaczeniem broni powietrznej jest przewaga nad tą lądową i morską: te ostatnie z powodu ich ograniczonych możliwości ofensywnych i zasięgu działania tracą w porównaniu z lotnictwem, którego możliwości zaczepne i zasięg działania są nieporównywalnie większe.

Jak już wspomniałem, znajdujemy się w szczególnym punkcie na krzywej, która wyznacza ewolucję form prowadzenia wojny; od tego momentu krzywa nagle skręca w innym kierunku, przerywając wszelką ciągłość.

Z tego powodu, jeśli będziemy starali się posuwać, odchodząc jak najmniej od zasad do tej pory stosowanych, to oddalimy się od rzeczywistości i bardzo szybko znajdziemy się całkowicie poza nią. Aby podążać za rzeczywistością, musimy, jak ona, zdecydowanie zmienić kierunek.

W chwili gdy fakty, rozumowanie i sumienie mówią nam, że walory przyznawane wojskom lądowym i marynarce kurczą się wobec tych reprezentowanych przez lotnictwo, dokonamy dzieła bezużytecznego, wręcz wbrew realnej skuteczności Obrony Narodowej, jeśli na polu praktycznym przyznamy wojskom lądowym i marynarce wartości nieodpowiadające prawdzie.

Oczywiście, ponieważ natura non facit saltum (natura nie czyni skoków), a tym bardziej nie robi ich człowiek, nie wymagam, by z dnia na dzień wprowadzić radykalne zmiany: rozwiązać wojska lądowe i marynarkę, żeby utrzymać i rozbudować wyłącznie siły lotnictwa.

Na razie proszę jedynie o to, by zaczęto przyznawać lotnictwu znaczenie, na które zasługuje (a we Włoszech jeszcze nam do tego daleko), oraz by przyjęto następującą koncepcję o średnim i przejściowym charakterze:

Zmierzać do stopniowego zmniejszania sił lądowych i morskich i do stopniowego powiększania sił powietrznych będących w stanie zdobyć panowanie w powietrzu.