Pandemia! Covid-19 trzęsie światem - Slavoj Zizek - ebook

Pandemia! Covid-19 trzęsie światem ebook

Slavoj Zizek

3,6

17 osób interesuje się tą książką

Opis

Kiedy bezprecedensowa, globalna epidemia ogarnia świat, kto mógłby lepiej niż słoweński turbofilozof Slavoj Žižek odkryć jej głębsze znaczenia, zachwycić się jej niepojętymi paradoksami i przewidzieć głębię konsekwencji, a wszystko to w sposób, który wywoła u ciebie zadyszkę i siódme poty?

Żyjemy w czasach, kiedy największym aktem miłości jest trzymać się z dala od przedmiotu uczuć. Kiedy rządy znane z bezlitosnych cięć w wydatkach publicznych potrafią nagle wyciągnąć z rękawa biliony. Kiedy papier toaletowy staje się towarem cennym niczym diamenty. I kiedy, zdaniem Žižka, nowa forma komunizmu może być jedynym sposobem uniknięcia drogi do globalnego barbarzyństwa.

Pisząc ze zwykłą swadą i zamiłowaniem do analogii z kultury popularnej (na stronach książki ramię w ramię występują Quentin Tarantino i H.G. Wells obok Hegla i Marksa), Žižek przedstawia zwięzły i prowokacyjny obraz kryzysu, który rozszerzając się, pochłania nas wszystkich

„Imponujące… Žižek w swojej najlepszej formie”.
The Guardian

„Žižek nie pozostawia żadnego zjawiska społecznego ani kulturowego bez wyjaśnienia i jest mistrzem sprzecznych z intuicją obserwacji”.
The New Yorker

„ Žižek gonna Žižek, na dobre i na złe. Nikt nie napisze książki szybciej niż on. Książki, która was przekona albo nie przekona, która zainspiruje, wkurzy, da do myślenia – najpewniej wszystko naraz, jak to u Žižka, jak to w porządnej syntezie”
dr Piotr Stankiewicz, filozof, autor „Sztuki życia według stoików” i „My fajnopolacy”

Książka wzywająca czytelników do pogodzenia się z przygodnością epidemii, nie hamuje oczy ­ wiście mitotwórczych procesów – dostarcza jednak przeciw nim czegoś w rodzaju «intelektualnej tarczy»”.
Jakub Majmurek, publicysta „Dwutygodnik”

 

SLAVOJ ŽIŽEK to jeden z najbardziej produktywnych i znanych filozofów oraz teoretyków kultury w dzisiejszym świecie. Jego pomysłowe, prowokacyjne dzieła łączą metafizykę heglowską, psychoanalizę Lacana i dialektykę marksistowską, podważając konwencjonalną wiedzę i przyjęte pewniki, zarówno lewicowe, jak i prawicowe.

Autor przekazuje całość swojego honorarium na rzecz Lekarzy bez Granic.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 92

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Slavoj Žižek

Pandemia! Covid-19 trzęsie światem

Tytuł oryginału: Pandemic! Covid-19 Shakes The World

Przekład: Jowita Maksymowicz-Hamann

Konsultacja merytoryczna: dr Piotr Stankiewicz

© 2020 Slavoj Žižek

Cover design by Antara Ghosh

© 2020 for the Polish edition and translation Grupa Wydawnicza Relacja sp. z o.o.

All rights reserved

Redakcja i korekta: Kamila Wrzesińska

Adaptacja okładki i skład: Ewelina Malinowska

ISBN 978-83-66577-35-0

Wydawnictwo Relacja

ul. Łowicka 25 lok. P-3

02-502 Warszawa

www.relacja.net

Michaelowi Sorkinowi – wiem, że nie ma go już wśród nas, ale nie godzę się w to uwierzyć

WstępNOLI ME TANGERE

1.WSZYSCY JEDZIEMYNA TYM SAMYM WÓZKU

Li Wenliang, lekarz, który jako pierwszy odkrył obecną epidemię koronawirusa i został ocenzurowany przez władze, był prawdziwym bohaterem naszych czasów, był kimś w rodzaju chińskiej Chelsea Manning czy Edwarda Snowdena, nic więc dziwnego, że jego śmierć wywołała szeroko rozpowszechniony gniew. Tę przewidywalną reakcję na sposób radzenia sobie z epidemią przez państwo chińskie najlepiej odzwierciedla komentarz dziennikarki z Hongkongu, Verny Yu: „Gdyby Chiny ceniły sobie wolność wypowiedzi, do żadnego kryzysu związanego z koronawirusem by nie doszło. Jeżeli wolność słowa i inne podstawowe prawa obywateli chińskich nie będą przestrzegane, takie kryzysy będą się tylko powtarzać… Prawa człowieka w Chinach być może zdają się nie dotyczyć reszty świata, ale jak zaobserwowaliśmy podczas tego kryzysu, kiedy Chiny niszczą wolność swoich obywateli, może dojść do katastrofy. Już najwyższy czas, by społeczność międzynarodowa potraktowała tę sprawę bardziej poważnie1.

To prawda, można powiedzieć, że cały sposób funkcjonowania państwa chińskiego jest sprzeczny ze starym mottem Mao – „Zaufaj ludziom!”. Rząd kieruje się raczej założeniem, że NIE należy ludziom ufać: ludzi powinno się kochać, chronić, opiekować się nimi, kontrolować… ale nie ufać. Ten brak zaufania to ukoronowanie takiej samej postawy, przyjmowanej przez władze chińskie, kiedy zajmują się reakcją na protesty ekologiczne czy problemami zdrowotnymi pracowników. Władze chińskie coraz częściej uciekają się do pewnej konkretnej procedury: dana osoba (aktywista ekologiczny, marksistowski student, szef Interpolu, kaznodzieja religijny, wydawca z Hongkongu, a nawet popularna aktorka filmowa) po prostu znika na kilka tygodni, po czym ponownie pojawia się na arenie publicznej obciążona konkretnymi zarzutami, a przedłużony okres ciszy niesie za sobą pewien kluczowy przekaz: władza działa w sposób nieprzenikniony, w którym niczego nie trzeba udowadniać. Gdy ten podstawowy komunikat zostanie przekazany, argumentacja prawna znajduje się na dalekim drugim miejscu. Niemniej jednak przypadek znikających studentów marksistowskich jest szczególny: podczas gdy wszystkie zniknięcia dotyczą osób, których działalność można w jakiś sposób określić jako zagrożenie dla państwa, znikający marksistowscy studenci legitymizują swoją krytyczną działalność poprzez odniesienie do samej ideologii urzędowej.

Wśród przywódców partii tak paniczną reakcję oczywiście wołało widmo samoorganizującej się ­sieci, wyłaniającej się za pośrednictwem bezpośrednich, horyzontalnych powiązań między grupami studentów oraz pracowników, a opartej na marksizmie, cieszącej się sympatią niektórych starych kadr partyjnych, a nawet części armii. Sieć taka bezpośrednio podkopuje zasadność rządów partii i ujawnia ich oszukańczy charakter. Nic dziwnego więc, że w ostatnich latach rząd zamknął wiele „maoistowskich” stron internetowych i zakazał działalności marksistowskich grup dyskusyjnych na uniwersytetach. Obecnie w Chinach najbardziej niebezpieczna jest poważna wiara we własną, oficjalną ideologię państwową. Chiny płacą teraz cenę za takie stanowisko:

Epidemia koronawirusa może rozprzestrzenić się na około dwie trzecie populacji światowej, jeśli nie uda się jej opanować”, twierdzi wiodący epidemiolog z dziedziny zdrowia publicznego Hongkongu, Gabriel Leung. „Ludzie potrzebowali wiary i zaufania do własnego rządu, podczas gdy społeczność naukowa rozpracowywała niewiadome otaczające tę nową epidemię”, mówi, „a oczywiście kiedy wchodzą w to jeszcze media społecznościowe, fake newsy i prawdziwe informacje, a zaufanie jest zerowe, to jak z taką epidemią walczyć? Potrzeba jeszcze więcej zaufania, dodatkowego poczucia solidarności, dodatkowego poczucia dobrej woli, a wszystko to całkowicie już się zużyło2.

W zdrowym społeczeństwie powinien istnieć więcej niż jeden głos, powiedział doktor Li ze szpitalnego łóżka tuż przed śmiercią, ale ta pilna potrzeba słyszalności innych głosów niekoniecznie oznacza demokrację wielopartyjną w stylu zachodnim, po prostu wymaga otwartej przestrzeni na cyrkulację krytycznych reakcji obywatelskich. Głównym argumentem przeciwko założeniu, że państwo musi kontrolować plotki, by zapobiec panice, jest fakt, że sama ta kontrola rozpowszechnia brak zaufania, a tym samym tworzy jeszcze więcej teorii spiskowych. Tylko wzajemne zaufanie między zwykłymi ludźmi a państwem może temu zapobiec.

Silne państwo w czasach epidemii jest potrzebne, ponieważ działania na wielką skalę, takie jak kwarantanny, muszą być prowadzone z wojskową dyscypliną. Chiny były w stanie poddać kwarantannie dziesiątki milionów osób. Wydaje się mało prawdopodobne, żeby w obliczu epidemii w takiej samej skali Stany Zjednoczone były w stanie narzucić takie same środki. Nietrudno wyobrazić sobie, że duże grupy libertarian, uzbrojonych i podejrzewających, że kwarantanna to spisek rządowy, próbowałyby wydostać się siłą. Czy można więc było zapobiec epidemii dzięki większej wolności słowa, czy też Chiny zostały zmuszone do poświęcenia swobód obywatelskich w prowincji Hubei, by uratować świat? W pewnym sensie prawdą są obydwie alternatywy. A co gorsze, nie ma prostego sposobu na oddzielenie „dobrej” wolności słowa od „złych” plotek. Kiedy głosy krytyczne skarżą się, że „prawda zawsze będzie traktowana jak plotka” przez władze chińskie, należy dodać, że oficjalne media i ogromne królestwo informacji cyfrowych już są pełne plotek.

Rażącego przykładu tego zjawiska dostarczyła jedna z głównych narodowych rosyjskich sieci telewizyjnych, Program 1, która w swoim głównym wieczornym progra­mie informacyjnym, Wriemia, uruchomiła regularny fragment poświęcony teoriom spiskowym. Styl reportażu jest niejednoznaczny: pozornie obala on teorie spiskowe, jednocześnie pozostawiając widza z wrażeniem, że zawierają one ziarno prawdy. Główny przekaz głoszący, że mroczne zachodnie elity, a w szczególności USA, są w jakiś sposób ostatecznie winne epidemii koronawirusa, jest w ten sposób rozpowszechniany jako wątpliwa plotka: coś zbyt szalonego, by było prawdą, ale w sumie, kto wie…3? Zawieszenie faktycznej prawdy o dziwo nie likwiduje jej symbolicznej skuteczności. Do tego musimy też przyznać, że czasem nieujawnienie opinii publicznej całej prawdy może rzeczywiście zapobiec fali paniki, która mogłaby doprowadzić do zwiększenia liczby ofiar. Na tym poziomie problemu nie da się rozwiązać – jedynym wyjściem jest wzajemne zaufanie ludzi i aparatów państwowych, a tego właśnie najbardziej dotkliwie brakuje w Chinach.

W miarę rozwoju światowej epidemii musimy mieć świadomość, że mechanizmy rynkowe nie wystarczą, by zapobiec wystąpieniu chaosu i głodu. Działania, które większości z nas wydają się dziś „komunistyczne”, koniecznie trzeba wziąć pod uwagę na poziomie globalnym: koordynacja produkcji i dystrybucji będzie musiała odbywać się poza obrębem rynku. Należałoby tu przypomnieć irlandzki głód ziemniaczany w latach czterdziestych XIX wieku, który spustoszył Irlandię, a miliony osób zmarły lub musiały wyemigrować. Państwo brytyjskie zachowało zaufanie do mechanizmów rynkowych, wciąż eksportując żywność z Irlandii, kiedy to ogromna liczba osób już cierpiała. Musimy mieć nadzieję, że podobnie brutalne rozwiązanie nie jest już dziś akceptowalne.

Obecną epidemię koronawirusa można odczytać jako odwróconą wersję Wojny światów H.G. Wellsa (1897). Jest to historia o tym, jak po podbiciu Ziemi przez Marsjan zrozpaczony bohater-narrator odkrywa, że wszyscy oni zostali zabici przez atak ziemskich patogenów, na które nie byli odporni: „Zabici po wyczerpaniu przez ludzi wszelkich środków obrony. Zabici przez stworzonka najmarniejsze ze wszystkich, jakie Bóg w mądrości Swojej osiedlił na ziemi4”. Warto zauważyć, że zdaniem Wellsa fabuła narodziła się podczas dyskusji z jego bratem, Frankiem, na temat katastrofalnego wpływu Brytyjczyków na pierwotne ludy Tasmanii. Co by się stało, zastanawiał się, gdyby Marsjanie zrobili Wielkiej Brytanii to, co Brytyjczycy Tasmańczykom? Tym ostatnim brakowało jednak zabójczych patogenów, aby pokonać najeźdźców5. Być może epidemia, która grozi zdziesiątkowaniem ludzkości, powinna zostać potraktowana jak odwrócenie opowieści Wellsa: „marsjańscy najeźdźcy”, bezlitośnie wykorzystujący i niszczący życie na ziemi, to my sami, ludzkość, a po tym, jak wszystkie sztuczki wysoce rozwiniętych naczelnych do obrony przed nami zawiodły, grożą nam teraz „stworzonka najmarniejsze ze wszystkich, jakie Bóg w mądrości Swojej osiedlił na ziemi”, głupie wirusy, które tylko ślepo się rozmnażają – i mutują.

Powinniśmy oczywiście szczegółowo przeanalizować warunki społeczne, które umożliwiły rozwój epidemii koronawirusa. Pomyśl tylko: w obecnym, pełnym wzajemnych powiązań świecie Brytyjczyk spotka kogoś w Singapurze, wróci do Anglii, po czym pojedzie na narty do Francji, zarażając tam cztery kolejne osoby… W kolejce na przesłuchanie czekają ci sami podejrzani co zwykle: globalizacja, rynek kapitalistyczny czy też przemijalność bogactwa. Powinniśmy jednak oprzeć się pokusie traktowania obecnej epidemii jako zjawiska o jakimś głębszym znaczeniu: okrutnej, ale sprawiedliwej kary dla ludzkości za bezwzględny wyzysk innych form życia na Ziemi. Jeśli szukamy takiego ukrytego przekazu, pozostajemy w epoce przednowoczesnej – traktujemy nasz wszechświat jako partnera w komunikacji. Nawet jeśli zagrożone jest samo nasze przetrwanie, jest coś uspokajającego w fakcie, że jesteśmy karani, wszechświat (a nawet Ktoś) wchodzi z nami w interakcję. W jakiś głęboki sposób coś znaczymy. Rzeczą naprawdę trudną do zaakceptowania jest fakt, że obecna epidemia to wynik naturalnej przypadkowości zdarzeń w najczystszej postaci, że po prostu się przydarzyła i nie kryje się w niej żadne głębsze znaczenie. W szerszym porządku rzeczy jesteśmy tylko jednym z gatunków, bez szczególnego znaczenia.

W reakcji na zagrożenie epidemią koronawirusa premier Izraela, Benjamin Netanyahu, natychmiast zaoferował władzom Palestyny pomoc i koordynację działań – nie z dobroci i ludzkiej troski, ale z powodu prostego faktu, że nie da się tam oddzielić Żydów i Palestyńczyków – jeśli jedna grupa zostanie dotknięta chorobą, druga w sposób nieunikniony też ucierpi. Tak wygląda rzeczywistość, którą powinniśmy przełożyć na politykę – pora porzucić motto „Ameryka (czy ktokolwiek inny) na pierwszym miejscu”. Jak ujął to ponad pół wieku temu Martin Luther King: „Może i przypłynęliśmy tu różnymi statkami, ale teraz jedziemy na tym samym wózku”.

2.DLACZEGO CIĄGLEJESTEŚMY ZMĘCZENI?

Epidemia koronawirusa pokazuje nam dwie sprzeczne figury, które dominują w naszym codziennym życiu: osoby takie jak personel medyczny i opiekuńczy, przepracowany do granic wyczerpania, i osoby, które nie mają nic do roboty, bo przymusowo lub dobrowolnie przebywają w zamknięciu własnego domu. Jako osoba należąca do tej drugiej kategorii czuję się zobowiązany wykorzystać tę kłopotliwą sytuację, by zaproponować krótką refleksję nad różnymi sposobami męczenia się. Zignoruję tu oczywisty paradoks związany z faktem, że męczy nas sam przymus bezczynności, ale chciałbym zacząć od Byung-Chul Hana, który systematycznie relacjonuje, jak i dlaczego żyjemy w „wypalonym społeczeństwie”6. Oto krótkie podsumowanie arcydzieła Byung-Chul Hana o tej samej nazwie, bezwstydnie, ale z wdzięcznością zacytowane za Wikipedią:

Napędzani potrzebą wytrwania i ­nieponiesienia porażki, jak również dążeniem do efektywności, stajemy się jednocześnie sprawcami i ofiarnikami, i wkraczamy w wir wyznaczania granic, wyzyskiwania samych siebie i upadku. Kiedy produkcja jest niematerialna, każdy jest właścicielem środków produkcji – siebie samego lub samej siebie. System neoliberalny nie jest już systemem klasowym we właściwym znaczeniu tego słowa. Nie składa się z klas antagonistycznych względem siebie. To właśnie tłumaczy stabilność systemu”. Han uważa, że ludzie stają się samowyzyskiwaczami: „Dzisiaj każdy jest samowyzyskującym się robotnikiem we własnym zakładzie. Człowiek jest teraz jednocześnie panem i niewolnikiem. Nawet walka klas przeistoczyła się w wewnętrzną walkę z samym sobą”. Jednostka stała się, jak to nazywa Han, „niewolnikiem osiągnięć”; nie wierzy, że jest podporządkowanym czemuś „poddanym”, lecz uważa się raczej za „projekt: wciąż się przekształcając i wymyślając na nowo”, co „sprowadza się do pewnej formy przymusu i ograniczenia – a w rzeczywistości do skuteczniejszej wersji uprzedmiotowienia i zniewolenia. Jako projekt uznający się za wolny od ograniczeń zewnętrznych i obcych, nasze ja poddaje