Wydawca: Goneta Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 62 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pan wróż - Anna Szczęsna

Pan wróż” to urocza historia o poszukiwaniu zaginionego Anioła Stróża. Jego brak powoduje napór nieszczęść na Adę – główną bohaterkę. Ada nie wie, dlaczego potyka się na byle czym, rozstaje z narzeczonym, ma kłopoty w pracy i ginie jej ukochana kotka. Przyjaciółka namawia ją na wizytę u wróżki, która okazuje się… postawnym mężczyzną. Wróż, zwany Durszlakiem, wie wszystko, bo podpowiada mu duch jego mamuńci, dla innych niewidoczny. Durszlak pod wpływem rodzicielki zmusza też i Adę do poszukiwania jej Anioła Stróża. Podczas tych poszukiwań spotykają wiele dziwnych postaci nie z tego świata, a anioły wyglądają jak zwykli ludzie, bo skrzydła są już obecnie démodé.

Język jest wartki, tekst czyta się jednym tchem.

Anna Szczęsna — urodzona we Włocławku, absolwentka Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Obecnie mieszka w Warszawie.

Każdą wolną chwilę spędza z książkami. Z pisaniem łączy ją długoletni i odrobinę krwawy romans, który zaowocował horrorami opublikowanymi w antologiach: Trupojad („Z miłości do ciała”), Białe szepty („Malarz koszmarów”), City 1 („Stacja na zawsze”), a także opowiadaniem „Tipsy, urok i miotła w promocji”, wyróżnionym w konkursie literackim o zabarwieniu humorystycznym zatytułowanym Literatura na miotle.

Opinie o ebooku Pan wróż - Anna Szczęsna

Fragment ebooka Pan wróż - Anna Szczęsna

Pan Wróż

Anna Szczęsna

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 m 45

02-103 Warszawa

Korekta: Katarzyna Kwiatkowska

katadr@interia.pl

Okładka: Agnieszka Walczak

agnieszka.walczak89@gmail.com

Redakcja: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

ISBN: 978-83-62041-58-9

Wydanie I

Warszawa, marzec 2012

Tekst w całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, w tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany w postaci cyfrowej zarówno w Internecie, jak i w sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Od redakcji:

„Pan wróż” to urocza historia o poszukiwaniu zaginionego Anioła Stróża. Jego brak powoduje napór nieszczęść na Adę – główną bohaterkę. Ada nie wie, dlaczego potyka się na byle czym, rozstaje z narzeczonym, ma kłopoty w pracy i ginie jej ukochana kotka. Przyjaciółka namawia ją na wizytę u wróżki, która okazuje się… postawnym mężczyzną. Wróż, zwany Durszlakiem, wie wszystko, bo podpowiada mu duch jego mamuńci, dla innych niewidoczny. Durszlak pod wpływem rodzicielki zmusza też i Adę do poszukiwania jej Anioła Stróża. Podczas tych poszukiwań spotykają wiele dziwnych postaci nie z tego świata, a anioły wyglądają jak zwykli ludzie, bo skrzydła są już obecnie démodé.

Język jest wartki, tekst czyta się jednym tchem.

Anna Szczęsna — urodzona we Włocławku, absolwentka Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Obecnie mieszka w Warszawie.

Każdą wolną chwilę spędza z książkami. Z pisaniem łączy ją długoletni i odrobinę krwawy romans, który zaowocował horrorami opublikowanymi w antologiach: Trupojad („Z miłości do ciała”), Białe szepty („Malarz koszmarów”), City 1 („Stacja na zawsze”), a także opowiadaniem „Tipsy, urok i miotła w promocji”, wyróżnionym w konkursie literackim o zabarwieniu humorystycznym zatytułowanym Literatura na miotle.

Witajcie w magicznym Toruniu Anny Szczęsnej. Mieście, w którym wszystko może się zdarzyć i wiele się dzieje. Zapnijcie więc pasy i przygotujcie się na spotkanie z duchem kotki, utalentowaną wokalnie Śmiercią czy Kolekcjonerem Zwłok. Zaprawdę, powiadam Wam— WARTO!!!

Kazimierz Kyrcz Jr.

Był środek lata. Mimo upału rozpuszczającego mózg starówka tonęła w powodzi brzęczącego tłumu turystów. Wilgotne od potu masy pochłaniały niezliczone ilości lodów i zimnego, spienionego piwa. Turyści zawładnęli każdym, nawet najmniejszym skrawkiem zacienionej przestrzeni. Podpierali ściany starych kamienic, sapali i szczerzyli zęby do pamiątkowych fotografii. Ulica Szeroka, wbrew swojej nazwie, jakby skurczyła się pod wpływem gorąca. Opanowana przez sprzedawców pamiątek, ulicznych grajków i wycieczki żądne wrażeń, stała się nieprzyjazna dla każdego, kto miał tu do załatwienia jakiś interes.

Poirytowana Ada co chwilę potykała się i o kogoś ocierała. Od ciągłego przepraszania zaschło jej w gardle. Sukienka, którą przed wyjściem starannie wyprasowała, zaczęła przyklejać się do pleców. Kosmyki czerwonych włosów wymknęły się spod opaski i nieproszone wpadały do oczu. Skręcając w Mostową, zerknęła w witrynę sklepową i cicho zaklęła. Nienawidziła tak wyglądać, nienawidziła tak się czuć. Latem wychodziła tylko po zmroku. Gdyby nie namowy Marty, nigdy by tu nie przyszła. Po co dała się w to wciągnąć?

Przystanęła w bocznej uliczce. Rozprostowała kartkę, którą cały czas trzymała w dłoni. Wyblakły tusz i rozmoczony papier sprawiły, że adres zamienił się w niewyraźną plamę, ale po wytężeniu pamięci i wzroku nabrała pewności, że dotarła do celu. Poprawiła włosy i wygładziła sukienkę. Kiedy stanęła przed wejściem, zawahała się. A może skoczyć do kina? Tam przynajmniej była klimatyzacja. Westchnęła, mijając plakat ze skośnooką zmorą. Maraton z azjatyckimi horrorami kusił. Musiała być jednak twarda, to nie był czas na przyjemności.

Kamienica, której szukała, wyglądała jakby miała się lada moment przewrócić. Nagie cegły, krzywe okna i pokruszone dachówki polujące na nieuważnego przechodnia.

— To idiotyczne. Niech to już mam za sobą — powiedziała do siebie i weszła do środka.

Kiedy zaczęła wspinać się po schodach, na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka. Przez niewielkie, gęsto upstrzone przez muchy okno wpadała tylko blada smużka światła i głaskała liść rachitycznej paprotki, którą ktoś wyjątkowo uwięził w pękniętej doniczce.

Dwuskrzydłowe drzwi z mosiężną klamką nie pasowały do ciasnej i ciemnej klatki. Nie było na nich żadnej tabliczki z nazwiskiem, tylko numer mieszkania.

Zadzwoniła.

Najpierw usłyszała głuche uderzenie, potem stłumione przekleństwo. Nie zdążyła pomyśleć, czy aby się nie wycofać, gdy stanął przed nią mężczyzna. Wielki jak góra, szeroki jak szafa, z wypolerowaną łysiną i wąsami godnymi przywódcy motocyklowego gangu z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Wzrok Ady przesunął się dwa razy po tym indywiduum, nim wydusiła:

— Przepraszam, chyba się pomyliłam. Nie wiesz... yhy... nie wie pan, gdzie jest gabinet wróżki Elwiry?

Poczuła się głupio, zadając to pytanie.

— Dobrze pani trafiła, zapraszam.

Zdawało się, że nie zauważył jej zmieszania. Po prostu cofnął się o krok, otworzył szerzej drzwi i gestem zaprosił do środka. Czy nie powinna uciec? Odczuła nagłą chęć runięcia w dół byle jak najszybciej znaleźć się na ulicy pełnej ludzi. W myślach jednak zobaczyła triumfującą minę Marty i to ją zastopowało. Nie da jej tej satysfakcji! Wyzywając przyjaciółkę od najgorszych, przekroczyła próg mieszkania i stanęła w wąskim i długim przedpokoju.

— Czy była pani umówiona?

— Tak, przyjaciółka…

— A tak, pamiętam. Pani Marta o pani wspominała — spojrzał na jej czerwone włosy. — Dobrze kojarzę, prawda? Proszę wejść. Może coś chłodnego do picia? — zaproponował zadziwiająco delikatnym, niemal kobiecym głosem.

— Poproszę.

Zniknął, pozostawiając ją oszołomioną w przytłaczająco jasnym pokoju. Nigdy wcześniej nie była u wróżki, ale to wszystko tutaj w żaden sposób nie przystawało do wyobrażeń Ady. Po pierwsze, według niej, wróżka powinna być kobietą, chociaż to zakrawało na dyskryminację. No dobrze, niech będzie facet, ale gdzie kot, szklana kula i atmosfera pełna tajemnicy i skupienia?

Rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu. Drewniany, okrągły stolik z koronkową serwetą, na ścianie tapeta w kwieciste szlaczki, obraz Matki Boskiej ze świecącą aureolą, na półce kilka zniszczonych romansów w cukierkowych okładkach, a pod stopami wytarty dywan. Podeszła do okna i odetchnęła głęboko. Gorące powietrze tylko podrażniło gardło. Zamarzyła o oczyszczającej burzy. Obiecała sobie, że po tym wszystkim pójdzie nad Wisłę, na szklankę soku jabłkowego.

— Zapraszam tutaj!!

Falset z głębi mieszkania sprowadził ją na ziemię.

Bez trudu trafiła do większego pokoju. Ciężkie zasłony i północna strona chroniły wnętrze przed upałem. Było przyjemnie chłodno, a Ada bez zachęty sięgnęła po szklankę ozdobioną plasterkiem cytryny. Zabrzęczał lód. Dopiero po orzeźwiającym pierwszym łyku ponownie spojrzała na mężczyznę. Spraną koszulkę z nadrukiem „Iron Maiden” zastąpił indyjską tuniką, a łysinę przykrył olbrzymim turbanem, skręconym z tego samego, zgniłozielonego materiału co zasłony.

— Piękne kolczyki — wyrwało się jej na widok olbrzymich pereł z Jablonexu.

— Och…, dziękuję, proszę usiąść.

Palcami musnął ozdobę i zarumienił się, potem wskazał sofę pokrytą aksamitną kapą.

— Hmm, czy jest pan… asystentem wróżki Elwiry?

Nie mogła się powstrzymać.

— Pani Marta nie uprzedziła? To ja jestem wróżką Elwirą.

— Aaaahaaaaaaa….

— A teraz proszę oddać mi szklankę i zrelaksować się.

— To będzie trudne.

— Ależ nie, bierzemy głęboki oddech, pani Ado, zgadza się?

— Tak, Ada jestem, miło mi.

Wyciągnęła rękę, na którą jedynie syknął i zmarszczył krzaczaste brwi. Nie pozostało jej nic innego jak się skupić.

Siedział naprzeciwko z zamkniętymi oczami, a ona nie mogła oderwać wzroku od uśmiechających się długich, czarnych włosów w jego nosie. W dodatku irytująco głośno tykał gdzieś zegar, a zza okna dobiegał płacz dziecka i szczekanie psa.

— Przepraszam, że przeszkadzam, ale ile będzie kosztowała ta wizyta? — zapytała, wytrącając wróżbiarza z równowagi.

Poczerwieniał i wysapał:

— 50 zł, jeśli wszystko pójdzie gładko, to znaczy jeśli przekaz kart będzie jasny. Czy ma pani jeszcze jakieś pytania? Wolałbym przejść do rzeczy.

— Proszę mówić mi Ada. Tak właściwie to nie jestem pewna, czy potrzebuję pana pomocy. Gdzie się pan uczył wróżenia?

— To dar. Odziedziczyłem go po mamie. U nas to rodzinne.

— Oooo, a to ciekawe. A tata też miał ten dar?

— Nie, tylko mama. Po niej przejąłem ten interes i stałych klientów. Bardzo proszę się zdecydować: rozkładamy karty czy nie?

— Marta mówiła coś o kuli — zaczęła podejrzliwie, ale na widok drgających wąsów spokorniała.

Między nią a wróżką Elwirą stał niski, indyjski stolik, którego blat podtrzymywał słoń. Nie mogąc się oprzeć, jednym okiem przyglądała się zdobieniom na nogach rzeźby. Do momentu gdy zaterkotała talia kart. Przed nosem Ady pojawił się wachlarz.

— Proszę wybrać trzy dowolne.

Bez