Pan Samochodzik i jego autor - Piotr Łopuszański - ebook
Opis

Opowieść o Zbigniewie Nienackim i serii powieści o przygo­dach Pana Samochodzika, o różnicach w poszczególnych wyda­niach, o ilustracjach, filmach, a także o... błędach popełnionych przez Nienackiego w trakcie pisania książek
o swym bohaterze. W tej opowieści jest także próba odtworzenia życiorysu Tomasza N.N., dziennikarza z łódzkiej gazety, a następnie historyka sztuki i pracownika Ministerstwa Kultury i Sztuki, zarazem detektywa i poszukiwacza przygód. W niniejszej książce opisane zostały miejsca, w których rozgrywają się przygody z poszczególnych powieści, kobiety, z którymi się spotykał Pan Samochodzik podczas swoich wypraw, a także odkryte przez detektywa skarby.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 621

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


PIOTR ŁOPUSZAŃSKI

PAN SAMOCHODZIK I JEGO AUTOR

o książkach Zbigniewa Nienackiego dla młodzieży

© Copyright by Piotr Łopuszański, 2009

© Copyright by Wydawnictwo Nowy Świat, 2009

Redakcja: Anna Chrzanowska

Projekt okładki: Agnieszka Herman

ISBN 978-83-7386-329-3

ebook ISBN 978-83-7386-841-0

Wydanie I

Warszawa 2009

Wydawnictwo Nowy Świat

ul. Kopernika 30, 00-336 Warszawa

tel. 22 826 25 43

faks 22 826 25 47

www.nowy-swiat.pl

Wstęp

Powieści Zbigniewa Nienackiego o przygodach Pana Samochodzika są do dziś niezwykle popularne i stanowią rzadki przykład sukcesu pisarskiego. Nienacki był mistrzem atrakcyjnej fabuły. Napisał serię dwunastu książek opisujących przygody Pana Tomasza oraz trzy inne, ukończone wcześniej, z bohaterem bardzo podobnym do Pana Samochodzika. Prośby czytelników skłoniły pisarza w latach 90. do dopisania nowych przygód polskiego Holmesa i Bonda w jednej osobie. W sumie ukazało się siedemnaście powieści Zbigniewa Nienackiego dla młodzieży. Pomysły realizowane w powieściach są różnorodne, nigdy się nie powtarzają, chociaż pewne elementy są znane, typowe i przez czytelników lubiane (na przykład zawiązanie intrygi, zabawne sceny z dyrektorem Marczakiem, pościgi). Zarówno dramaturgia, jak i sceneria wydarzeń zmieniają się wraz z kolejnymi tomami.

Do napisania pracy o serii książek Nienackiego o Panu Samochodziku skłoniła mnie popularność tych powieści, o której świadczy fakt, że w antykwariatach dawne wydania „Samochodzików” znikają jak świeże bułeczki oraz kontynuowanie serii (w czerwcu 2006 roku ukazał się 90 tom) przez kilkoro innych autorów.

Pracę o Panu Samochodziku i jego autorze Zbigniewie Nienackim (właściwe nazwisko Nowicki) pragnę rozpocząć od kilku słów osobistych. Po raz pierwszy zetknąłem się z powieścią Nienackiego w roku 1976, gdy miałem dziesięć lat. Była to książka Nowe przygody Pana Samochodzika, jej drugie wydanie (ukazało się w wydawnictwie Pojezierze), z piękną granatową okładką i mapą północnej części Jezioraka (akcja powieści rozgrywa się właśnie nad Jeziorakiem). Od tego czasu pokochałem to jezioro i całe Pojezierze Iławskie, wielokrotnie tam byłem, gdyż koniecznie musiałem zobaczyć miejsca znane mi z powieści. Z czasem poznałem Iławę, Siemiany, Jerzwałd, wyspy na Jezioraku, okoliczne lasy oraz miejscowości: Makowo, Kamieniec, Szymbark, Jaśkowo, Boreczno, Miłomłyn, Ostródę, Zalewo i wiele innych.

Tytuły innych powieści poznałem z przypisu znajdującego się w Nowych przygodach... Sięgnąłem do początku serii o Panu Samochodziku. W ten sposób przeczytałem cztery początkowe tomy cyklu. Potem przyszła kolej na lekturę Pana Samochodzika i Winnetou, Pana Samochodzika i tajemnicę tajemnic orazPana Samochodzika i Fantomasa.

W roku 1978 na łamach „Świata Młodych” ukazała się w odcinkach powieść Pan Samochodzik i złota rękawica. Edycja książkowa pojawiła się rok później. W tym samym 1978 roku po raz pierwszy przyjechałem do Iławy i oglądałem Wielką Żuławę oraz grodzisko „słowiańskie” zbudowane dla potrzeb filmu Gniazdo. Na wyspę wchodziło się wówczas po drewnianym moście. Niestety kilka lat później most zlikwidowano. Nad Jeziorak przyjeżdżałem w latach 80. i 90. Po raz kolejny byłem w Iławie, Siemianach i Jerzwałdzie latem 2005 roku.

Wielokrotnie czytałem wszystkie książki cyklu o przygodach Pana Samochodzika. Nawet gdy stałem się człowiekiem dorosłym, gdy zająłem się poważną pracą publicystyczną, gdy sam pisałem książki, bywało, że dla relaksu sięgałem po którąś z przygód słynnego poszukiwacza skarbów. Miejsca opisane w powieściach Zbigniewa Nienackiego konfrontowałem z rzeczywistością, byłem kilkakrotnie na przykład w Malborku, Ziemi Chełmińskiej (w poszukiwaniu Kortumowa), w Nieborowie czy we Fromborku.

Polska literatura dla młodzieży przeżywała w latach 60., i mniej więcej do połowy lat 70., okres świetności. Przemiana z powieści propagandowej w literaturę o wielu wymiarach i wartościach, nie tylko poznawczych i obyczajowych, ale też przygodowych, zaczęła się po przełomie 1956 roku, lecz jeszcze nieśmiało przełamywała narzucone przez władze PRL schematy. Wystarczy przypomnieć, że w Tajemnicy zielonej pieczęci Hanny Ożogowskiej (wydanej w 1959 roku), której akcja toczyła się w 1957 roku, pojawiają się jeszcze w krytycznym aspekcie bikiniarze, to jest modnie ubrani młodzi ludzie. Odwoływano się do przeszłości (Skarb pradziadka Ewy Kołaczkowskiej z roku 1957 czy Kto mi dał skrzydła Janiny Porazińskiej z 1958 roku), nawiązywano do literatury sensacyjnej i postaci detektywa Sherlocka Holmesa (Chemiczne przygody Sherlocka Holmesa Wacława Gołębowicza z 1958 roku). Nieco inaczej pod koniec lat 60. nawiązał do postaci tego detektywa Juliusz Jerzy Herlinger w cyklu książek popularnonaukowych o mister Hopkinsie, wnuku Holmesa.

W latach 60. pojawiło się wiele bardzo interesujących powieści przygodowych: na przykład Adama Bahdaja Wakacje z duchami (1962), Uwaga! Czarny parasol (1963), Podróż za jeden uśmiech (1964) czyKapelusz za 100 tysięcy (1966). Hanna Ożogowska opublikowała między innymi powieści Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek (1961), Głowa na tranzystorach (1968), Za minutę pierwsza miłość (1972). Ponadto w 1962 roku ukazała się książka Ewy Lach Kosmohikanie, Ryszarda Liskowackiego Związek Sprawiedliwych, w 1965 świetne Porwanie Baltazara Gąbki Stanisława Pagaczewskiego, w 1966 roku nieco propagandowy, ale ciekawy Długi, deszczowy tydzień Jerzego Broszkiewicza, w 1968 niewznawiane od dawna Niezwykłe wakacje ABC Stanisławy Platówny iKryptonim „Czarna Morwa” Ewy Lach.

W tym okresie Edmund Niziurski przedstawił kilka powieści. Do najbardziej interesujących należały Sposób na Alcybiadesa (1964) oraz tytułowe opowiadanie ze zbioru Jutro klasówka (1966). Inne utwory: Awantura w Niekłaju (1962) czySiódme wtajemniczenie (1969) odbiegają poziomem od wspomnianych wcześniej. Warto wspomnieć, że w Awanturze w Niekłaju pisarz dość nachalnie powołał się na obchody rocznicy Grunwaldu (w 1960 roku). Autor długo nie był w stanie powtórzyć sukcesu Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa (1959). Dopiero w 1970 roku ukazała się powieść (ze świetnymi ilustracjami Andrzeja Czeczota) Klub włóczykijów, czyli 13 przygód stryja Dionizego i jego ekipy, gdzie występują postaci wspomniane w tamtej książce, między innymi Pirydion, Wieńczysław Nieszczególny i Bogumił Kadryll.

W następnym roku sukcesem okazała się powieść Niziurskiego Naprzód, Wspaniali! W latach 70. jeszcze interesujące były Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego (1975), mimo dość niejasnego zakończenia oraz Awantury kosmiczne (1978), których akcja rozgrywa się w 1975 roku.

W latach 60. Aleksander Minkowski publikował powieści o ewidentnej wymowie propagandowej (na przykład bohater Kosmicznego sekretu Lutego buduje urządzenie do porozumiewania się z kosmitami i łączność chce nawiązać 22 lipca 1967 roku, w rocznicę PKWN!). Podróż na wyspę Borneo (1968), oprócz warstwy obyczajowej i problemu konfliktu wśród młodzieży, jest atakiem na warstwę dorobkiewiczów i zarazem pochwałą Lenina. Dopiero w latach 70. powieści Minkowskiego stają się ciekawsze, o żywej fabule, z dobrze zarysowanymi postaciami. W 1971 roku wyszła powieść Ząb Napoleona o poszukiwaniu skarbu napoleońskiego w domu babki narratora mieszkającej w miasteczku Róże. W 1972 roku ukazało się ciekawe opowiadanie Artur, w tym samym roku poczytna powieść Szaleństwo Majki Skowron (w roku 1976 sfilmowana przez Stanisława Jędrykę). W roku 1974 Minkowski opublikował powieść Błękitni z latającego talerza i była to jego ostatnia ciekawa książka dla młodzieży. Minkowski ukazywał na ogół konflikt jednostki z grupą, a także pierwsze uczucia między nastolatkami.

W latach 60. wydawnictwo Nasza Księgarnia zapoczątkowało serię „Biblioteka Klubu 7 Przygód”, w której ukazywały się nowe książki przygodowe dla młodzieży (Mariana Brandysa Śladami Stasia i Nel, Adama Bahdaja Podróż za jeden uśmiech, Hanny Ożogowskiej Głowa na tranzystorach, Aleksandra Minkowskiego Klub Siedmiu i Nasturcja i Lew oraz inne). W tej serii ukazały się kolejne „Samochodziki” począwszy od Wyspy Złoczyńców. W latach 70. seria była kontynuowana. Pojawiały się tu także utwory zagranicznych pisarzy, na przykład Edmunda Wallace’a Hildicka Wzywam czterech tropicieli. W tym czasie w Bibliotece Klubu 7 Przygód ukazały się między innymi:Za minutę pierwsza miłość Hanny Ożogowskiej, Mr Di Jerzego Broszkiewicza, Błękitni z latającego talerza Aleksandra Minkowskiego, Telefon zaufania Stanisławy Platówny i wiele innych.

W latach 70. popularną serią Naszej Księgarni, Wydawnictwa Poznańskiego i Czytelnika była „Biblioteka Młodych”. Tu ukazywały się wznowienia książek wyłącznie polskich autorów. Seria ta została pomyślana jako forma uczczenia 30-lecia PRL i dlatego cechą wspólną wszystkich tomów był fakt, że zostały napisane w Ludowej Polsce – o czym informowała nota w każdej książce serii. W 1973 roku ukazała się tu powieść Jerzego Broszkiewicza Ci z dziesiątego tysiąca, w 1975 roku Aleksandra Minkowskiego Szaleństwo Majki Skowron, 1977 roku Sposób na Alcybiadesa Edmunda Niziurskiego, a w roku następnym Tadeusza Łopalewskiego Przesławna peregrynacja Tomasza Wolskiego. W 1979 roku wyszło w tej serii wznowienie Głowy na tranzystorach Hanny Ożogowskiej i powieści Romeo, Julia i błąd Szeryfa Ewy Lach. Trzy powieści Nienackiego ukazały się w serii Biblioteka Młodych: Pan Samochodzik i templariusze (1974), Księga strachów (1976) iPan Samochodzik i zagadki Fromborka (1977).

Lata 70. to kontynuacja sukcesów literatury młodzieżowej z poprzedniej dekady. W 1972 roku wznowiona została powieść Klub Kosmohikanów Ewy Lach oraz 1975 wyszła Misja profesora Gąbki Pagaczewskiego, Stanisław Kowalewski wydał bardzo interesującą Nie ma ceny na miód akacjowy (1973), a później dwuczęściowy cykl przygód asystentów wuja Antoniego (obie części łącznie ukazały się w 1979 pod tytułem Zaufajcie wujowi Antoniemu. Andrzej Perepeczko opisał przygody w czasie rejsu statkiem do Afryki (Dzika Mrówka i tam-tamy, 1977).

W połowie dekady ekipa Gierka i Jaroszewicza doprowadziła do załamania się gospodarki i dawał się już odczuć początek kryzysu ekonomicznego. Polska miała ogromne zadłużenie, które spłacamy nadal, brakowało towarów w sklepach, wprowadzono kartki na cukier, ograniczono sprzedaż mięsa. Coraz trudniej było pisarzom prezentować rzeczywistość jako pozytywne tło dla fabuły i skutek mądrości dorosłych. Zauważmy, że konflikt młodzieży ze światem dorosłych (na przykład u Minkowskiego) to nierozumny bunt przeciw pozytywnym wartościom społecznym. Gdy w Panu Samochodziku i Winnetou pojawił się spór: zachować stare drzewa czy je wyciąć, argumentem za wycinką były „plany wyrębu”. Nikt nie kwestionował samej idei gospodarki planowej, gdyż była podstawą ustroju komunistycznego. Trzeba było wyciąć piękne stare drzewa, bowiem kopalnie żądały kopalniaka – jak pisał Nienacki. Nie starano się wymyśleć innej, ekologicznej metody zabezpieczenia górotworów, lecz stosowano archaiczną metodę podpierania skał drewnianymi stemplami. Dlatego tak wiele starych drzew wycinano. Teraz ścina się drzewa w związku z ogromnym wzrostem nakładów prasy i zapotrzebowań papierni. Sporo drzew wycina się, żeby przerobić drewno na palety dla supermarketów.

W drugiej połowie lat 70. wielu pisarzy coraz bardziej dostrzegało fakt, że realia epoki późnego Gierka to okres kryzysu gospodarczego. Brakowało towarów, przed sklepami rosły kolejki zdesperowanych ludzi. Nie był to najlepszy okres do pokazywania niezafałszowanej rzeczywistości. Realia tego czasu stały w sprzeczności z propagandą sukcesu. W powieściach dla młodzieży trudno było znaleźć pozytywne aspekty, które można było przedstawić czytelnikom jako wzór. System upadał. Wkrótce miały wybuchnąć strajki i powstać Solidarność.

Coraz częściej pisarze odnosili się więc do świata fikcyjnego (opowieści Wojtyszki, Broszkiewicza, jeden z tomów serii o Panu Samochodziku). Pierwszą wyraźną cezurą jest zatem połowa lat 70. – jako data akcji utworów. Wtedy urywają się fabuły powieści Nienackiego oraz wspomnianych wcześniej autorów. Wyjątkiem są książki Małgorzaty Musierowicz, której Szósta klepka (1977) zapoczątkowała cykl powieści obyczajowych, kontynuowany w latach 80. i 90. Pojawiają się tu kolejki przed sklepami, braki w zaopatrzeniu z powodu wolnej soboty itd. U Broszkiewicza (Bracia Koszmarek, magister i ja z 1980 roku) mowa jest o zatruciu środowiska i cudownym sposobie poprawienia jakości powietrza nad Krakowem. Równie cudowny sposób poprawy powietrza w Krakowie znalazł się w ostatniej części przygód profesora Gąbki (Stanisław Pagaczewski Gąbka i latające talerze).

Edmund Niziurski w pisanej w 1977 roku powieści Szkolny lud, Okulla i ja (wydanej w 1982 roku) wprowadził natomiast elementy wymagane przez propagandę ekipy Gierka. Mamy więc nową organizację harcerską o nazwie Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej. Gdy książka pojawiła się na rynku, młodzi czytelnicy mieli już za sobą doświadczenie Solidarności, konfrontacji władz z dziesięciomilionowym związkiem, strajkami, marszem głodowym w Łodzi, wreszcie z wprowadzonym 13 grudnia 1981 roku stanem wojennym, który był rozpaczliwą obroną interesów władz komunistycznych. Powieść Niziurskiego po 5 latach była anachronicznym reliktem epoki późnego Gierka. W tym czasie Niziurski już zrezygnował z działalności w PZPR.

Niezwykle ważną datą w dziejach nie tylko literatury młodzieżowej, ale całej kultury był rok 1981. Gdy po euforii okresu Solidarności wprowadzono stan wojenny, wielu pisarzy zawiesiło działalność twórczą, inni oddali legitymacje partyjne. Wielu z nich po dłuższej przerwie zaczęło pisać powieści science-fiction (na przykład Niziurski, Nienacki), oderwane od smutnych realiów okresu rządów Jaruzelskiego. Warto przypomnieć, że po wprowadzeniu stanu wojennego zamknięto redakcje czasopism, zlikwidowano popularne w latach wcześniejszych programy radiowe i telewizyjne (na przykład Zwierzyniec, Kobrę czy radiowe 60 minut na godzinę i Radiokurier).

Po roku 1982 właściwie nie powstały już żadne wartościowe utwory pokazujące polską rzeczywistość lat 80. Wydarzenia były zbyt brutalne, aby pisarze poradzili sobie z ich opisem. Małgorzata Musierowicz w powieści Opium w rosole poniosła spektakularną klęskę. Nie umiała nabrać dystansu do opisywanej przez siebie rzeczywistości. Dopiero powieść rozgrywająca się w 1988 roku (Brulion Be. Be.) jest ciekawym przedstawieniem schyłku komunizmu w Polsce. Jest to wyjątek. Nie ma też ciekawych książek dla młodzieży o latach 80. pisanych dziś z perspektywy czasu. Autorzy powieści pisanych w okresie rządów Jaruzelskiego, na przykład Joanna Chmielewska czy Edmund Niziurski, nie byli tak często wydawani, jak w latach poprzednich. Skarby Chmielewskiej ukazały się w 1988 roku i były klęską pisarki. Następna – udana jej książka – to 2/3 sukcesu wydana w 1991 roku. Niziurski pisał w tym czasie powieści science-fiction. Wrócił na ziemię dopiero w latach 90. Niektórzy pisali do szuflady i dopiero w III RP publikowali swoje utwory z tamtego czasu. Niestety dziesięcioletnia przerwa to dla kultury katastrofa porównywalna z wojną. Nie było możliwe odrobić tego straconego czasu na przykład w TVP, radiu czy prasie. Wielu twórców wyemigrowało, niektórym złamano kariery. To też są straty stanu wojennego, straty, o których się na ogół nie mówi.

Dopiero lata 90. przyniosły kontynuacje dawnej stylistyki i tematów. Pojawiły się książki pisarzy o długim stażu: Niziurskiego, Musierowicz, Chmielewskiej. Edmund Niziurski napisał wtedy Przygody Bąbla i Syfona (1993), czyPięć melonów na rękę (1997), które, mimo próby nawiązania do nowej obyczajowości, są dalekim odbiciem dawnej świetności. Podobnie Nowe przygody Marka Piegusa (1997), które w zamiarze autora miały być próbą przypomnienia dawnego bohatera i dawnego sukcesu, okazały się literacką porażką.

Pokolenie, do którego należę, a więc osób urodzonych w drugiej połowie lat 60., poznało przygody pana Tomasza w połowie lat 70. Czytaliśmy wtedy książki Adama Bahdaja, na przykład Uwaga! Czarny parasol, Kapelusz za 100 tysięcy, Wakacje z duchami. Wielką poczytnością cieszyły się powieści Edmunda Niziurskiego, zwłaszcza Niewiarygodne przygody Marka Piegusa, Klub włóczykijów, Naprzód, Wspaniali! czyOsobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego oraz powieść, która ukazała się pod koniec lat 70. Awantury kosmiczne (dziś znane jako Klejnoty śmierci).

Pamiętam swoje lektury z tamtych czasów: Skarb pradziadka Ewy Kołaczkowskiej, Długi deszczowy tydzień Jerzego Broszkiewicza, powieści Aleksandra Minkowskiego Ząb Napoleona, Błękitni z latającego talerza, Ewy Lach Kryptonim Czarna Morwa, Przygrywka, Hanny Ożogowskiej Głowa na tranzystorach i Za minutę pierwsza miłość. Bardzo podobały mi się książeczki Åke Holmberga Latający detektyw i Detektyw na pustyni o detektywie wykorzystującym latający dywan. W 1979 roku przeczytałem Nawiedzony dom Joanny Chmielewskiej.

Moje pokolenie wychowało się też na serii komiksów Tytus, Romek i A’Tomek, z której najbardziej ulubione księgi to I, VII, VIII i XII. Do kanonu powiedzonek przeszły cytaty z tego komiksu (na przykład: Czyżby nie było ograniczenia prędkości dla lektyk? alboMusisz więcej pracować głową czyU nas to wszystko nazywa się kapuśniak na świńskim ryju). Kto czytał, ten wie, o co chodzi i jest „uczłowieczony”. Drugim sztandarowym komiksem naszej młodości był Kajko i Kokosz. Czytaliśmy go w „Świecie Młodych” oraz w „Relaksie”. Spośród książek dla młodszych czytelników dużym wzięciem cieszyły się Dzieci z Bullerbyn, Piotruś zuch czyPorwanie Baltazara Gąbki. Czytaliśmy też klasykę polskiej młodzieżowej literatury sensacyjnej, zwłaszcza Szatana z VII klasy Makuszyńskiego. Dziewczęta wolały zapewne inne książki, bardziej psychologiczne.

Dużą rolę odgrywały książki popularyzujące wiedzę: astronomię, wynalazki, historię cywilizacji. Nasza Księgarnia wydawała tego typu książki i cieszyły się one ogromnym powodzeniem. Wśród autorów takich pozycji byli Juliusz Jerzy Herlinger, Marek Płużański, Maria Ziółkowska i inni. Szkoda, że dziś się ich nie wznawia oraz że polscy autorzy nie piszą tego typu książek. Wydawcy wolą importować amerykańskie publikacje, które nie są dopasowane do polskiej wrażliwości, mentalności i ignorują polski wkład w dzieje kultury czy nauki.

Większość książek, które moje pokolenie czytało, zawierało element sensacyjny, przygodowy i edukacyjny. Osobiście nie lubiłem książek o Indianach, natomiast fascynowały mnie powieści detektywistyczne. Jedną z ważniejszych pozycji zajmowały książki o Panu Samochodziku. Z kart jego powieści przebijało pragnienie przeżycia przygód, umiłowanie przyrody i zabytków kultury. Pisarz umiejętnie posłużył się formą powieści sensacyjno-przygodowej i wzbudził w wielu czytelnikach zainteresowanie skarbami i zabytkami oraz chęć przeżycia prawdziwej przygody nad jeziorami czy w lasach mazurskich.

Dziś kolejne pokolenie sięga po wznowienia książek pisanych kilkadziesiąt lat temu. Niektórzy autorzy i wydawcy starają się uwspółcześniać realia (na przykład Niziurski), inni drukują w dawnych wersjach. Wiele spraw, problemów czy realiów należy do przeszłości. To, co było szczytem nowoczesności w latach 60. czy 70. dziś jest anachronizmem lub starociem. Nie ma ORMO, nie ma różnych towarów istniejących tylko w czasach PRL, nie ma Gromadzkich Rad Narodowych, milicji, Wojsk Ochrony Pogranicza. Zmieniła się numeracja dróg, przynależność danej miejscowości do jakiegoś województwa (w ciągu kilkudziesięciu lat kilkakrotnie). Książki dla młodzieży, w których te szczegóły zostały przedstawione, dziś albo trzeba zmieniać, albo też, zostawiając dawne nazwy i konkrety, dać jakieś objaśnienie w przypisach. Osobiście wolę tę drugą metodę.

Zmieniły się obyczaje. Dawniej zachowanie młodzieży było łagodniejsze, a dorośli mieli większy autorytet. Działania szkoły można uznać za bardziej represyjne, więcej też wymagano od młodzieży. Matura to był naprawdę egzamin z wiedzy i dojrzałości. Dziś jest inaczej.

Powieść Zbigniewa Nienackiego Wyspa Złoczyńców w 2004 roku trafiła na listę 50 pozycji „Kanonu Książek dla Dzieci i Młodzieży” Porozumienia Wydawców, wyłonionych w plebiscycie czytelników i wybranych przez krytyków. Do listy i wyboru można mieć wiele zastrzeżeń. Wyspa Złoczyńców jako pierwsza z serii przygód Tomasza, posiadacza wspaniałego wehikułu, ma sporo zalet, jak początek opowieści o wehikule czy tajemnicę, którą (jeszcze) redaktor Tomasz rozwiązuje. Jednakże powieść mocno się już zestarzała. Nie ma czerwonego harcerstwa, istnieje wiele samochodów rozwijających prędkość porównywalną z szybkością wehikułu. Wreszcie nieaktualna jest ocena roli arystokracji w czasie II wojny światowej i działań Armii Czerwonej. Najważniejsza jest jednak obecność zbrodni w fabule książki. Mowa jest tu przecież o zabójstwie Pluty, członka bandy, na naszych oczach ginie też Skałbana. To nie jest książka, która powinna znaleźć się w kanonie. O wiele lepszą pozycją byłby tom Pan Samochodzik i templariusze czyPan Samochodzik i Fantomas.

Dobór lektur w kanonie budzi zdziwienie. Są cenne powieści w rodzaju Dzieci z Bullerbyn, Pana Kleksa Brzechwy czy Bromby... Wojtyszki. Jest świetna powieść Małgorzaty Musierowicz Szósta klepka, ale brak książek Adama Bahdaja, Hanny Ożogowskiej, Krystyny Boglar, Ewy Lach i Aleksandra Minkowskiego. Nie ma powieści Holmberga o detektywie Swentonie i jego latającym dywanie, nie ma Robinsona Cruzoe, nie ma W 80 dni dookoła świata, natomiast są też nieznane czytelnikom pozycje wzięte zdaje się z listy krytyków, na przykład Rukhszena Khan The Roses in my Carpets, Momo, Kirot szelo roim Ofry Gelbart-Avni, Księga straszliwej niegrzeczności Iana Whybrowa, Jeż Katarzyny Kotowskiej. Nie ma Plastusiowego pamiętnika Marii Kownackiej, Skarbu pradziadka Ewy Kołaczkowskiej, powieści Stanisława Kowalewskiego, biografii Kopernika, Gdy odbijamy od portu Miry Jaworczakowej, książek Juliusza Jerzego Herlingera, a nawet Szatana z 7 klasy Kornela Makuszyńskiego. Tak więc w kanonie brak pozycji, które młodzież z chęcią czytała i czyta, a są pozycje nieznane lub słabe w rodzaju Cyryl, gdzie jesteś Woroszylskiego. Autorzy wyboru co prawda umieścili na liście powieść Niziurskiego, wznawianą wielokrotnie, w dodatku przez lata lekturę szkolną, Sposób na Alcybiadesa. Szkoda, że nie wybrali Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa. Można też było dać pouczającą opowieść turystyczno-sensacyjną Klub włóczykijów. W związku z tym myślę, że taki kanon należałoby ułożyć od nowa, uwzględniając na przykład pozycje z dawnej serii „Biblioteki Klubu 7 przygód” (pomijając zdeaktualizowane) i serii „Biblioteki Młodych”czy „Klubu Złotego Liścia” Naszej Księgarni, oraz nowsze powieści dla młodzieży. Warto byłoby dodać książki popularnonaukowe, na przykład Herlingera, Płużańskiego, świetną książkę Skąd my to mamy Ziółkowskiej itd.

Ostatnio powraca moda na przedmioty z PRL-u i książki o tamtych czasach – o towarach i obyczajach (kolejkach, wczasach pracowniczych), bohaterach popkultury lat 60. i 70. Panuje jakaś nostalgia, nie za systemem zniewolenia cenzurą czy nachalną propagandą, ale za pewną estetyką, za zachowaniami, filmami, książkami i komiksami. Pan Samochodzik, Tytus... czyKajko i Kokosz to dobre przykłady wznowień książek sprzed kilkudziesięciu lat.

Na pomysł napisania książki o serii powieści na temat przygód Pana Samochodzika wpadłem wiosną 2002 roku. Postanowiłem omówić dzieje bohatera młodości mojego i kolejnych pokoleń czytelników, pokazać autora cyklu oraz miejsca, w których rozgrywa się fabuła kolejnych części cyklu. Wtedy też zacząłem porządkować gromadzone od lat materiały, zacząłem systematycznie już czytać powieści Nienackiego, dawne recenzje w czasopismach i wywiady z pisarzem. Przygotowywanie materiałów trwało do 2006 roku, a ich uzupełnianie do lutego 2008 roku. Niniejsza książka jest więc rezultatem wnikliwych badań nad książkami o panu Tomaszu. Zapoznałem się z wieloma wydaniami tych powieści, porównałem różnice między kolejnymi edycjami. Moim pragnieniem jest nie tylko analizować wątki, typy bohaterów, ale też przypomnieć dorosłym czytelnikom ich lektury z młodości i pozwolić im wrócić do świata przygody.

Piotr Łopuszański

Rozdział I. Słynne początki

Niemal każdy z miłośników powieści o przygodach Pana Samochodzika zna słynne początkowe zdania ulubionych książek i wie, z których tomów cyklu pochodzą te cytaty:

Nie trzeba szukać przygody. Nie znajdzie się jej, choćby pojechało się aż na koniec świata, przez siedem rzek i za siedem gór. Nie zjawi się, choćby czekało się na nią dzień i noc, prowokując ją i nastawiając na nią pułapki. (Wyspa Złoczyńców)

Pod koniec czerwca, w samo południe, gwałtownie zaterkotał dzwonek przy moich drzwiach. (Pan Samochodzik i templariusze)

Tajemnicze i groźne wydarzenia, a przede wszystkim udział w nich osób dość znanych w pewnych kręgach, skłoniły mnie do pominięcia kilku nieistotnych szczegółów z tej pełnej niebezpieczeństw historii. (Księga strachów)

Na kilka dni przed zakończeniem roku szkolnego przyszedł do mnie Baśka. (Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic)

To miały być prawdziwe wakacje. Bez rozwiązywania zagadek historycznych, bez przygód i tropienia przestępców, godzących w skarby kultury narodowej. (Pan Samochodzik i Winnetou)

Powieści przygodowe Zbigniewa Nienackiego od pierwszego zdania wciągają w akcję, prezentują problem, ujawniają czas i miejsce akcji – na przykład Nowe przygody Pana Samochodzika zaczynają się słowami: Na początku lipca w pachnącej skwaśniałym piwem gospodzie ludowej „Nad Jeziorakiem” zebrało się bardzo liczne towarzystwo. Mamy więc czas (początek lipca) i miejsce (gospoda ludowa nad jeziorem znanym z atlasu geograficznego czy mapy). Podobny chwyt Nienacki zastosował w swojej pierwszej książce, Uroczysku: Na Uroczysko zabrał mnie Nemsta swoją nowiutką „Ifą” w słoneczne, upalne popołudnie. W zmienionej wersji brzmi to pierwsze zdanie nieco inaczej, jeśli ktoś zatem zna „Samochodziki” na przykład z edycji Warmii, to nieco się zdziwi cytatami i biografią Tomasza. W niniejszej książce posługuję się cytatami i realiami z pierwszych wydań „Samochodzików”. Przez lata pisarz zmieniał swoje powieści, usuwał daty i różne realia, dopisywał fragmenty. Szczegóły omawiam w rozdziale Różnice w wydaniach.

W Księdze strachów informacje pojawiają się natychmiast po cytowanym wyżej wstępie: Historia ta zaczęła się dla mnie pod koniec lipca, gdy z obozu harcerskiego powrócili do miasta trzej młodzi przyjaciele: Wilhelm Tell, Sokole Oko i Wiewiórka. Podobnie, po teoretycznych rozważaniach na temat przygód, autor od razu przeszedł do właściwej akcji na pierwszych stronach Wyspy Złoczyńców: Zadziwiająca przygoda, jaką przeżyłem na Wyspie Złoczyńców, zapukała do mnie pod koniec czerwca 1961 roku.

Również w jednej z ostatnich opowieści cyklu Pan Samochodzik i nieuchwytny Kolekcjoner pisarz rozpoczął akcję według dawnego schematu: Pod koniec czerwca otrzymałem list od mojej siostry, Ewy, mieszkającej w Łodzi...

W Skarbie Atanaryka Nienacki najpierw wyjaśnił, kim są Goci i co o nich opowiadają kronikarze. Ta wstępna część powieści nosi tytuł Wtajemniczenie. Rozdział pierwszy zaczął się od wyjaśnień teoretycznych, jak powstaje fabuła książki: Najpierw zjawia się TEMAT. Potem bohater wykłóca się z naczelnym o urlop, robi przegląd sprzętu turystycznego. Rozpoczyna się PRZYGODA. Jako dziennikarz narrator miesza rzeczywistość z fantazją i sam już nie wie nawet, co jest prawdą, a co fikcją, czyli „lipą” – jak to określał brat Tomasza, Paweł, człek bardzo jeszcze młody, lecz zgorzkniały i niechętny światu. Dopiero po dłuższym „wykładzie” o swoich wcześniejszych wyprawach, Tomasz opowiada bratu o skarbie Atanaryka, który czeka na odkrycie.

Kilkakrotnie pisarz odwlekał właściwe rozpoczęcie akcji, pokazując istotę sprawy, lecz nie wprowadzając jeszcze głównego bohatera. Taki fałszywy początek znajduje się w dwóch powieściach napisanych dla Wydawnictwa Łódzkiego: Niesamowity dwór i Pan Samochodzik i Fantomas. Być może taki był pomysł redaktorów wydawnictwa. W Niesamowitym dworze Antek i Zosia wracają do domu z próby w szkolnym kółku teatralnym i widzą światełko w opuszczonym starym dworze, w Panu Samochodziku i Fantomasie zaś Yvonne i Robert odtwarzają dla turystów w zamku inscenizację w stylu „światło i dźwięk” i słyszą z taśmy głos Fantomasa. Pan Samochodzik pojawia się później i od tej pory on staje się narratorem opowieści.

Rozdział pierwszy Niesamowitego dworu rozpoczyna się od słów: Pod koniec listopada 1967 roku wezwano mnie do Departamentu Muzeów i Ochrony Zabytków w Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie. Z Panem Samochodzikiem chciała mówić wysoko postawiona osoba. Tą osobą okazał się dyrektor Marczak. W tej powieści po raz pierwszy spotykamy się z dyrektorem i jego departamentem. W kolejnych tomach serii Marczak stanie się bezpośrednim przełożonym Tomasza.

Powieść Pan Samochodzik i zagadki Fromborka zaczyna się następująco: Powróciłem z Francji, gdzie spędziłem miesiąc urlopu. I zaledwie przystąpiłem do swych zwykłych zajęć w Ministerstwie Kultury i Sztuki, gdy wezwał mnie do siebie dyrektor Marczak, mój bezpośredni zwierzchnik. Po tych słowach następuje krótka historia pracy Tomasza od okresu amatorskiego rozwiązywania zagadek historycznych i poszukiwania skarbów kultury, przez pracę kustosza muzeum, do czasów przeniesienia do Warszawy i podjęcia pracy w ministerstwie. Potem następuje wyjaśnienie, że przez cały lipiec Tomasz był z Karen Petersen we Francji, gdzie rozwiązywał tajemnice jednego z zamków nad Loarą (wówczas pisarz nie wiedział, że w następnej książce Pan Samochodzik i Fantomas Karen nie wystąpi). Ale oto powróciłem już do kraju. Był pierwszy sierpnia i pierwszy dzień mojej pracy po urlopie. Pan Samochodzik udaje się do dyrektora Marczaka, od którego otrzymuje zadanie. Chwyt ten przypomina nieco fabułę filmów z Jamesem Bondem, w którym agent 007 otrzymywał od swego zwierzchnika nową i niebezpieczną misję.

Schemat zawiązania intrygi jest dość często powtarzany przez pisarza. Oto Tomasz dowiaduje się o sprawie z listu lub artykułu w gazecie (Pan Samochodzik i templariusze, Pan Samochodzik i zagadki Fromborka, Pan Samochodzik i Fantomas, Pan Samochodzik i Niewidzialni).

Inny sposób otrzymania wiadomości to polecenie służbowe od dyrektora Marczaka (Niesamowity dwór, Pan Samochodzik i zagadki Fromborka, Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic), informacja od milicji (Nowe przygody Pana Samochodzika), harcerzy (Księga strachów) lub od znajomego (Wyspa Złoczyńców). Oczywiście omawiam tu pierwsze wydania powieści, gdyż w trakcie prac nad edycjami zbiorowymi ujednolicono zarówno historię pana Tomasza, jak i sposób uzyskiwania przez niego wiadomości o zagadce. Na przykład w nowszych wydaniach Wyspy Złoczyńców Tomasz nie jedzie rozwiązać zagadki na prośbę przyjaciela, pracownika muzeum, lecz w ramach wykonywania swoich obowiązków w Ministerstwie Kultury i Sztuki, choć w pierwotnej wersji powieści był dziennikarzem.

Książki Nienackiego, które nie należały początkowo do cyklu, również rozpoczynają się od jakiejś niespodziewanie i nagle pojawiającej się informacji: Przyczyną wszystkiego stała się mała, zadrukowana kartka, którą w kwietniu 1958 roku znalazłem na podłodze w swoim pokoju (Pozwolenie na przywóz lwa). Pisarz zawsze stara się czytelnika zaciekawić, pokazać odrobinę sensacyjnego materiału, choćby tylko w warstwie słownej, a następnie to zainteresowanie podsycając i nie wyjaśniając istoty zagadki od razu, prowadzić czytelnika meandrami, okraszając akcję wtrętami historycznymi, ciekawostkami niezwiązanymi z głównym tematem, pokazując osobowość bohaterów.

Czasami Nienacki urozmaica tok narracji, dokonując inwersji czasowej, na przykład pierwszy rozdział opisuje akcję z lata, drugi cofa czas wydarzeń do zimy, gdy sprawa po raz pierwszy pojawiła się przed panem Tomaszem, by w trzecim powrócić do przerwanej opowieści z lipca (Nowe przygody Pana Samochodzika). Podobnie pisarz postąpił w książce Pan Samochodzik i złota rękawica, ale tu na przemian opisywał wydarzenia z lata i z zimy. W tej powieści Nienacki pominął jednak ważne wydarzenie: odkrycie domu poety, gdyż wówczas wydałoby się, że rejs nie ma na celu odnalezienia poety. Kompozycja książki miała więc ukryć przed czytelnikiem rzeczywisty rozwój wydarzeń. Wprowadziła chaos i posłużyła nieczystej grze z czytelnikiem. Pomysł, by Samochodzik wiosną odkrył dom poszukiwanego poety nie był dobry, gdyż podważył wiarygodność całej narracji. Niestety z zasadą fair play wobec innych bohaterów książki, jak i nas, odbiorców, wygrała inna zasada, mianowicie, że Pan Samochodzik zawsze musi zwyciężyć.

Gdy pisarz już zachęcił czytelników atrakcyjnym początkiem, przechodził do rozwinięcia swego pomysłu. W Panu Samochodziku i tajemnicy tajemnic wstęp do książki to spotkanie z Baśką i omówienie z nim trasy wędrówki harcerzy po Bieszczadach. Baśka chce wędrować górskimi szlakami, pełnymi niebezpieczeństw i pięknych widoków na połoninach. Pan Tomasz sugeruje odwiedzenie dolin i miejscowości, chce bowiem, aby chłopiec pomógł mu odnaleźć trop gangu przemytników ikon. Rozdział pierwszy mówi właśnie o przemycie ikon z Polski do Austrii i sprzedaży w Wiedniu, co wywołało zły humor dyrektora Marczaka. W tym rozdziale mowa także o psie, który otrzymał Pan Samochodzik. Streszczenia wszystkich powieści cyklu znajdują się w osobnym rozdziale. Teraz zajmijmy się ciekawszymi lub osobliwszymi zakończeniami książek.

... i zakończenia

Pierwszą swą powieść, Uroczysko, Zbigniew Nienacki kończy klasycznym happy endem: Zdobyliśmy bezcenne skarby diabła Kuwasy. Każdy z nas powracał z Uroczyska szczodrze obdarzony jakimś bogactwem. Archeologom darował Kuwasa łupy obfite – stare garnki, broń, denary, srebrne naczynia i wysadzany klejnotami relikwiarz.

A ja?

Objąłem mocno siedzącą obok mnie dziewczynę. Na mą dłoń spłynęły jej piękne włosy o jesiennej barwie starego złota. Złota ze skarbca Kuwasy, które mnie przypadło w udziale. Potem jeszcze następują słowa od autora, który wyjaśnia, gdzie szukać Uroczyska i Opornej, gdzie jest kolegiata i skąd zaczerpnął przytoczoną w książce legendę.

Zakończenie Wyspy Złoczyńców zawiera wyjaśnienie wszystkich niejasnych okoliczności związanych z historią skarbu Dunina i bandy Barabasza. Tomasz z Hanką wędrują po wyspie i odtwarzają przebieg wydarzeń. Jednak prawdziwe zakończenie nie dotyczy krwawej historii morderstwa, śmierci Skałbany i odnalezionego skarbu.

W czasie wakacji nad Wisłą Tomasz poznał studentkę antropologii nazywaną przez kolegów Zaliczką. Ponieważ nocował z dala od ludzi, uznała, że jest człowiekiem romantycznym. Później Zaliczka rozczarowała się postawą Tomasza, a nawet, pod wpływem sugestii niejakiego pana Karola, nabrała przekonania, że Tomasz jest podejrzanym osobnikiem. Jego zaś drażniła naiwność Zaliczki, która doprowadziła do tego, że nieświadomie pomogła przestępcom. Zakończenie Wyspy Złoczyńców nawiązuje do początku znajomości Tomasza z Zaliczką:

Na rozstaju dróg, gdzie stał pochylony krzyż, zobaczyłem rosnące przy drodze niebieskie, małe kwiatki. Były skromne, nie pachniały, ale miały piękny kolor. Narwałem ich dość dużo i ułożyłem w bukiecik. Po przyjeździe do obozu antropologów wręczyłem bukiet Zaliczce.

– Pan jest jednak romantyczny! – zawołała rozpromieniona. – Pan jest jednak naprawdę romantyczny.

Pan Samochodzik i templariusze kończą się opisem spotkania Tomasza, Karen i kapitana Petersena w ogródku kawiarni Hotelu Europejskiego w Warszawie. Pan Samochodzik wyznał dziewczynie, że odnalazł skarb templariuszy lub przynajmniej jego część. Karen postanowiła latem następnego roku znowu przyjechać do Polski i zgłębiać tajemnice templariuszy. Tomasz się zgodził. Kapitan Petersen miał zamiar szukać koło Argentyny łodzi podwodnej kapitana Helmuta z ładunkiem drogocenności. Do zebranych dołączyła pani Anka, dziennikarka, która oznajmiła, że naczelny zaaprobował cykl jej artykułów o poszukiwaczach skarbów. Pan Samochodzik złapał się za głowę:

– Boże drogi! A ja miałem taką nadzieję, że zostaną odrzucone. Wyobrażam sobie, jak strasznie zostaliśmy przez panią opisani...

– Niech pan będzie spokojny. Tylko Kozłowski i jego koleżka znajdą powody do niezadowolenia – zaśmiała się.

My także zawtórowaliśmy jej śmiechem. I wtedy zrozumieliśmy, że stanowimy już grupkę dobrych przyjaciół. W niedawnej przeszłości było między nami sporo konfliktów, które sprawiły nam mnóstwo kłopotów. Lecz przecież cała mądrość polega na tym, aby umieć wyciągnąć wnioski z dobrych i złych doświadczeń.

Zakończenie Nowych przygód Pana Samochodzika przynosi opis pułapki na Ornitologa i drugi wariant ucieczki przestępców, moim zdaniem na siłę dopisany, żeby to Pan Samochodzik mógł okazać się odkrywcą zrabowanych zbiorów z zatopionej ciężarówki.

Gdy oczom zebranych ukazały się kolie bursztynowe, naszyjniki, bransolety, złota zastawa z muzeum w E. jeden z turystów nie krył zdumienia:

– Skąd... on to wszystko... wyłowił? – wyjąkał pan Anatol.

– Z jeziora – odrzekłem.

– Na spinning? – zapytał naiwnie pan Anatol.

Zapamiętałem ogromny wybuch śmiechu, jakim powitaliśmy te słowa rycerza spinningu.

Właściwie śmiech tu nie był na miejscu, ale jako śmieszną chciał pisarz widzieć tę scenkę.

Natomiast koniec przygody we Fromborku wiąże się z zabawną sytuacją. Dyrektor Marczak wysłuchał w pokoju Tomasza audycji czy raczej nagrania z chwili obrabowania schowka przez Baturę i jego wspólnika, ściślej rzecz biorąc, usłyszał, jak przestępcy zamieniają rubiny na fałszywe kamienie. Gdy Marczak z Tomaszem i magistrem Pietruszką udaje się do schowka oświadcza, że kamienie są fałszywe. Pietruszka mu zaprzecza i twierdzi, że rubiny są prawdziwe. Marczak nie przyjmuje tego do wiadomości i powtarza, że są fałszywe, bo Batura je podmienił. Pan Samochodzik mówi ku zaskoczeniu Marczaka i Batury, że rubiny są prawdziwe.

Tomasz wyjaśnił, że podmienił prawdziwe rubiny na fałszywe, a teraz złoczyńcy ponownie zamienili kamienie. Marczak wprowadził poprawkę do protokołu odkrycia, ale rzekł Tomaszowi:

– Uratował pan swoją skórę, bo nic ze skrytki nie zginęło. Ale nie mogę panu darować, że zrobił pan ze mnie błazna, który nie potrafił rozpoznać prawdziwych rubinów.

Wówczas Pan Samochodzik przywołał podobną wypowiedź Marczaka, gdy zamiast srebrnych kielichów, które Pietruszka odkrył (podrzuconych przez Baturę), Tomasz pokazał wspaniałe złote kielichy wysadzane kamieniami szlachetnymi. Wtedy Marczak wyjaśnił „pomyłkę” tym, że w krypcie było ciemno i przy bliższych oględzinach srebrne kielichy okazały się złote i wysadzane kamieniami.

Pan Tomasz znajduje okazję, by się odpłacić dyrektorowi.

Wskazałem świecę palącą się w ręku kościelnego:

– Tu jest mroczno, panie dyrektorze. Można powiedzieć, że w tej piwnicy jest nawet bardzo ciemno. I nietrudno o pomyłkę, prawda?

W każdym zakończeniu kolejnego tomu serii Tomasz musi mieć rację, zawsze wygrywa i jest górą, nie tylko wobec przeciwników, ale też wobec poczciwego Marczaka.

Ostatnia scena Pana Samochodzika i Winnetou to obraz pożegnania. Tomasz z milady (Sosnową Igiełką) rozstają się z Winnetou. Odjeżdżają do Warszawy. Jednak Pan Samochodzik nie skierował wehikułu na drogę do stolicy, lecz do kanału.

– Dokąd płyniemy? Przecież mieliśmy jechać do Warszawy – stwierdziła Sosnowa Igiełka.

– Dostaniemy się do Warszawy przez jeziora mazurskie, milady.

– Ależ ja na to nie wyraziłam zgody – zauważyła dystyngowanie.

– Słusznie. Ale czy biała squaw o imieniu Sosnowa Igiełka nie wyraziła kiedyś ochoty, aby ktoś porwał ją tak naprawdę? Więc to właśnie się stało. Howgh.

Mamy tu (jak w całej powieści) nawiązanie do literatury indiańskiej, do słownictwa z tego typu książek. Tomasz wykorzystuje marzenia dziewczyny, wyrażone w połowie książki, aby ją ktoś porwał. I sam staje się porywaczem. Warto dodać, że w Panu Samochodziku i złotej rękawicy walczy z porywaczami, a aktorki, nawet na wyraźną jej prośbę, poznać nie chce.

Pan Samochodzik i złota rękawica ma kilka zakończeń. W rozdziale dwunastym jest ceremonia przy grobie ludowego poety, jest informacja o odkryciu domku i grobu poety przez Tomasza i niechęci uczestników rejsu, gdy się o tym dowiedzieli, jest wreszcie scena porwania Tomasza i uwięzienia. Po perypetiach z tym związanych następuje wejście do krypty w kościele i przyłapanie Batury na próbie włamania. Potem jest ostatnie pożegnanie z Rogerem Moorem.

Zakończenie powieści opowiada o otwarciu sarkofagów w Słupsku i sprawie otwarcia trumny w Iławie. Dochodzi do ostatniego spotkania z Baturą, który uczestniczy w badaniu szczątków pochowanego rycerza i jego złotej rękawicy. Historią o złotej rękawicy z Iławy kończy pisarz swą książkę i dodaje: Przypomnijcie ją sobie, gdy będziecie odwiedzać Iławę i zobaczycie na wzgórzu wysoką wieżę starego kościoła.

Zbigniew Nienacki uznał, że takie zakończenie opowieści nie wystarczy, toteż opisał scenkę, która przypomina początek książki. Na Wielkiej Żuławie kończy się turnus, Tomasz zastanawia się, jak wykorzystać resztę urlopu. Wtedy na przystań w Iławie przychodzi dziewczyna w haftowanej bluzce i spódnicy w słoneczniki. Bajeczka, bo to ona powróciła do Tomasza, chce płynąc daleko, jak najdalej.

– [...] Dawniej chciałam płynąć tylko na wyspę, a teraz dalej i dalej, jak najdalej.

– Od czego?

– Od przygód – oświadczyła.

Roześmiałem się.

– W porządku, Bajeczko. Mam nadzieję, że nie czeka nas już żadna przygoda.

Zbigniew Nienacki czasem kończył swoje powieści dziwnie. Wprowadzał bez powodu nowe wątki albo sugerował, że coś jeszcze się będzie działo, gdy nic takiego nie następuje. Oto zakończenie Pana Samochodzika i tajemnicy tajemnic: Tomasz otrzymuje list od doktora W., dawnego właściciela Prota. Pan Samochodzik patrzy na psa z nowym zainteresowaniem. I tu książka mogłaby się kończyć. Ale nie. Pisarz niepotrzebnie wprowadza nowy wątek, prowadzący donikąd:

Raptem Protazy zastrzygł uszami i cichutko warknął. A zaraz potem usłyszałem dzwonek u drzwi.

Po chwili w mym mieszkaniu zjawił się bardzo dziwny jegomość, który opowiedział mi bardzo dziwną historię... Nie bardzo wiemy, co autor miał na myśli.

W zakończeniu Pana Samochodzika i Niewidzialnych narrator opisuje dalsze losy Moniki i Kędziorka. Dodaje, że dyrektor Marczak chce przyjąć nowego pracownika, ale nie może znaleźć odpowiedniego kandydata.

I pojawia się ostatnie zdanie: Ale właśnie dziś wniesiono drugie biurko do mego pokoju... I co? I nic. Nie wiemy, kto został współpracownikiem Tomasza. Następny tom serii Pan Samochodzik i złota rękawica wcale się nie odnosi do tej sprawy.

Drugie biurko i nowa pracownica departamentu, Florentyna, sekretarka Tomasza, pojawia się dopiero w Panu Samochodziku i człowieku z UFO. Z powieści dowiadujemy się, że etat nie był obsadzony przez dwa lata, a zarazem akcja powieści rozgrywa się w tym samym czasie, co akcja Pana Samochodzika i Niewidzialnych.

W zakończeniu tej najdziwniejszej książki serii narrator pisze, że nie wie, czy naprawdę przeżył opisane przygody, czy też była to gra wyobraźni. Dodaje od razu: Ale przecież mieszka ze mną wielki dog arlekin o imieniu Robin. Chodzimy razem na spacery w okolice Starego Miasta w Warszawie oraz na Wisłostradę. Narrator opowiedział swą historię pewnemu człowiekowi. Wysłuchał on jej z uwagą i doradził, żeby napisać książkę o Ralfie Dawsonie i Robinie.

Oto i ta książka. Kreślę jej ostatnie zdanie i patrzę na leżącego u mych stóp wielkiego, łaciatego doga. Za chwilę wstanę od maszyny do pisania i pójdę z nim na spacer. Na bardzo długi spacer... Tak kończy się dwunasty tom serii, wydany w połowie lat 80. Można było sądzić, że Zbigniew Nienacki już nigdy nie zasiądzie do maszyny i nie napisze kolejnej, trzynastej, powieści tej serii. Zrobił to dopiero u progu nowej dekady. Nie jest to jednak jego wyłączne dzieło. Dopomógł mu były redaktor Wydawnictwa Pojezierze Jerzy Ignaciuk (który zredagował między innymi w serii Pan Samochodzik i... z lat 80. Wyspę Złoczyńców i Nowe przygody Pana Samochodzika).

A teraz leży przed Wami książka innego rodzaju. Tytułem nawiązuje do serii Nienackiego, ale dotyczy samego Pana Samochodzika i jego twórcy. Jest to opowieść o tym, jaki był Zbigniew Nowicki, znany jako Nienacki, jakie książki napisał, jakiego bohatera stworzył i jakie przygody Pan Samochodzik przeżył przez lata ukazywania się powieści. Dla ułatwienia dodajemy spis wszystkich wydań powieści Zbigniewa Nienackiego wraz z wznowieniami oraz leksykon postaci występujących w serii przygód o Tomaszu i jego wehikule. Może ta książka będzie wstępem do Waszej przygody...

Rozdział II. Autor

Zbigniew Nienacki to pseudonim literacki pisarza i publicysty Zbigniewa Tomasza Nowickiego, urodzonego w Nowy Rok 1929 roku w Łodzi. Jego ojciec, Jan Nowicki, był przed wojną dyrektorem tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego imienia Mikołaja Kopernika. W wywiadzie dla Erwina Kruka („Gazeta Olsztyńska” 1973, nr 125) pisarz powiedział, że jego ojciec był archiwistą i miał dużą bibliotekę. Matka Cecylia z Daneckich pracowała jako nauczycielka języka polskiego i plastyki.

Gdy Zbigniew miał 10 lat, wybuchła wojna. Rodzina została w 1940 roku wysiedlona z Łodzi do Słupi Skierniewickiej koło Lipiec Reymontowskich. Nieopodal znajduje się wieś Janisławice, o której Nowicki [Używam nazwiska Nowicki omawiając pierwszy okres życia pisarza, tj. zanim przyjmie pseudonim „Nienacki” – przyp. aut.] wspomniał w debiutanckiej powieści Uroczysko.

W Słupi chłopiec trudnił się pracą fizyczną: pasł krowy, kopał kartofle, pomagał przy żniwach. W wieku 13–14 lat czytał wzięte z biblioteki ojca Winnetou Maya i rzekomo... Wstęp do psychoanalizy Freuda. Pierwsza lektura Maya zaowocowała 30 lat później powieścią Pan Samochodzik i Winnetou, druga przyniosła po latach postać Piotrusia-Psychologa z Pana Samochodzika i złotej rękawicy.

Po wojnie szesnastoletni Zbigniew rozpoczął naukę w liceum ogólnokształcącym nr 3 w Łodzi. Niektóre kompendia podawały, że mieściło się ono przy ulicy Sienkiewicza. Przyjaciel z lat licealnych Tadeusz Gierymski podaje, że liceum mieściło się przy ulicy Piotrkowskiej numer 277. Na stronie internetowej liceum Żeromskiego znajduje się informacja o historii szkoły. Otóż w 1947 roku połączono liceum ze szkołą dla dziewcząt i utworzono III Gimnazjum i Liceum Koedukacyjne im. Stefana Żeromskiego. Budynek liceum znajdował się przy ulicy Roosvelta 11/13 (przed wojną Pierackiego), a w 1947 roku przeniesiony został na ulicę Piotrkowską pod numer 187. Wychowawczynią Zbyszka była Wanda Kwaskowska. Gmach liceum mieścił się w kamienicy z cegły. Do tej samej klasy razem z Nowickim i Gierymskim uczęszczał późniejszy historyk, znawca XVII wieku, Adam Kersten. W roku 1948 szkołę przeniesiono na ulicę Łęczycką 23 i przemieniono na jedenastolatkę (do roku 1966).

W tym czasie Zbyszek Nowicki mieszkał przy ulicy Przybyszewskiego. Interesował się literaturą i próbował sił zarówno w poezji, jak i prozie. W 1946 roku napisał pierwszą książkę dla młodzieży Związek Poszukiwaczy Skarbów. Drukowana w odcinkach w tygodniku „Przyjaciel” (na przełomie 1946 i 1947 roku) nie ukazała się jednak w wydaniu książkowym. Zbigniew z Tadeuszem świętowali publikację i wypłacenie honorarium w łódzkiej kawiarni Honoratka, opisanej po latach w Panu Samochodziku i zagadkach Fromborka.

Młody Nowicki, wraz z nadejściem nowego ustroju, przejął się ideami komunistycznymi. Już w 1945 roku zapisał się do Związku Młodzieży Wiejskiej, w którym był działaczem do 1948 roku. Należał do pokolenia urodzonego pod koniec lat 20., które w dużej części postanowiło po wojnie poprzeć nowy ustrój. Byli w tej grupie Wiktor Woroszylski, Tadeusz Konwicki, Andrzej Wajda i inni.

Tuż przed maturą, wraz z Tadeuszem Gierymskim, porzucił szkołę i pojechał w Bory Tucholskie, by w odosobnieniu napisać wspólnie powieść na miarę Wojny i pokoju Tołstoja. Nowicki miał tam krewnego, który był leśnikiem. Zbigniew powiedział mu, że zajęć w szkole nie ma. Po tygodniu Tadeusz zwątpił w swój geniusz i postanowił wrócić do Łodzi. Zbigniew pozostał nieugięty. W ten sposób kolega był w stanie zdać maturę, a on do egzaminu nie przystąpił. Gdy sięgniemy do pierwszej powieści opublikowanej w 1957 roku, do Uroczyska, przeczytamy, że narrator oblał maturę.

W wywiadach prasowych i ankietach Zbigniew Nienacki podawał, że zdał maturę i ma wykształcenie średnie. Niestety, bardzo często jego słowa należy traktować z dużą ostrożnością. Być może zdał zaocznie jakiś kurs traktowany w latach 50. jak matura, ale nie mamy na ten temat informacji. Prawdopodobnie w latach 40. i 50. uważał, że wykształcenie nie jest mu potrzebne jako przyszłemu pisarzowi, że – jak się wówczas mawiało w tych środowiskach – „nie matura, lecz chęć szczera...” jest ważna, że zaangażowanie po stronie zwycięskiej w wojnie z ruchami i partiami opozycyjnymi PPR będzie nagrodzone.

W późniejszych powieściach Pan Samochodzik, czyli alter ego pisarza ma wyższe wykształcenie, jest historykiem sztuki, fachowcem dumnym ze swojej wiedzy.

Jak podaje słownik Współcześni polscy pisarze i badacze literatury (t. VI, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1999), Zbigniew Nowicki maturę zdał w 1948 roku (być może otrzymał jedynie świadectwo ukończenia szkoły) i następnie poszedł do pracy. Wyjechał do Szklarskiej Poręby. Pracował tam krótko jako wychowawca w Domu Dziecka TPD. Okazało się jednak, że do tej pracy się nie nadaje. Był chory na płuca, toteż nie mógł stykać się z dziećmi. Zainteresowanie problemami młodzieży przydało się pisarzowi przy pisaniu powieści przygodowych, natomiast analizę swojej choroby oraz człowieka chorego i egocentrycznego dał w późniejszej książce dla dorosłych Z głębokości.

Przyszły autor powieści Worek Judaszów i Liście dębu twierdził, że w latach 40. walczył z przeciwnikami ustroju komunistycznego, narzuconego Polsce przez Armię Radziecką. Walczył z bronią w ręku. W roku 1982 roku wspominał swój udział w utrwalaniu władzy komunistycznej: Była to walka z prawdziwym wrogiem i orężna, i polityczna. Za swą działalność w ZWM wkrótce otrzymał odznaczenie. Zaangażowanie Nowickiego w utrwalanie władzy komunistycznej spowodowało, że – jak sam twierdził – wydano na niego wyrok śmierci. Nie wiadomo, kto wydał ten wyrok (być może jakiś oddział Narodowych Sił Zbrojnych), w każdym razie do końca życia pisarzowi został lęk przed obcymi, chęć odseparowywania się od innych. Jego dom w Jerzwałdzie był niemal twierdzą, w oknach zainstalowane zostały kraty. W roku 1978 na łamach „Warmii i Mazur” ukazał się tekst Nienackiego Sam na sam ze sobą, w którym pisarz przyznał się do odczuwania przez ponad 30 lat od tamtych wydarzeń uczucia zagrożenia. Dlatego nosił broń i postawił wysoki płot przy domu, a duży pies miał bronić swego pana.

Jak było naprawdę z działalnością Nowickiego w walce z podziemiem – nie wiemy. Reminiscencje pojawiają się we wspomnianych powieściach – pisanych wyraźnie na zamówienie władz przeciw organizacjom niepodległościowym. Ślady walk KBW z tak zwanymi bandami znajdujemy także w powieści dla młodzieży, w Wyspie Złoczyńców.

Pisarz w roku 1978 wspominał: We wczesnej młodości byłem [...] „ortodoksyjnym komunistą” ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, to znaczy w żaden sposób nie potrafiłem zaakceptować tzw. „kultu jednostki”. Nie ukrywałem tego. Tymczasem późne lata 40. i 50. w PRL to okres stalinizmu, w którym dużą rolę odgrywał kult Stalina, oficjalnie zadekretowany przez władze, posługujące się jednocześnie propagandą (prasa, radio, kroniki filmowe, pochody uliczne) i bezwzględnym terrorem. Czy rzeczywiście młody ideowiec odrzucał kult jednostki? Tego nie możemy wiedzieć na pewno.

W 1948 roku Zbigniew Nowicki opublikował kilka wierszy w komunistycznej „Kuźnicy”, która stała się dla niego Biblią w tygodniowych odcinkach – jak sam kiedyś powiedział. Jako jeden z tak zwanych „pryszczatych” (chociaż nie lubił tego określenia), którzy stopniowo zdobywali coraz większą pozycję w miarę zaostrzania totalitarnych metod zarządzania kulturą, Nowicki mógłby wywierać wpływ na życie literackie końca lat 40. i początku lat 50.

Tadeusz Gierymski w swoich wspomnieniach (fragment Władca masowej wyobraźni opublikowany został przez kwartalnik „Aleje 3”) napisał, że dostał się do łódzkiej szkoły filmowej na scenopisarstwo i po miesiącu studiów został wytypowany na staż w Moskwie. Miało tam pojechać pięciu studentów. Ojciec Tadeusza, stary pepeesowiec, bojąc się sytuacji politycznej w stalinowskim ZSRR i ewentualnych represji, zakazał synowi wyjazdu. Tadeusz poszedł do rektora Toeplitza i przedstawił kandydata na zastępstwo. Nie był nim żaden ze stu studentów szkoły filmowej, a... Zbigniew Nowicki. Toeplitz po rozmowie z Nowickim przyjął go do szkoły i następnie zgodził się na jego wyjazd do Moskwy. I tak przyszły autor „Samochodzików” wszedł do szkoły wyższej, szkoły filmowej, mimo że nie miał matury – tak swą sytuację edukacyjną przedstawi kilka lat później w Uroczysku.

W stolicy ówczesnego ZSRR szalał stalinizm, który od 1949 roku także w Polsce pokazywał swoje najgorsze oblicze. Według pewnych relacji Nowicki, mimo sympatii dla komunizmu, uznany został podobno za antystalinowca i musiał opuścić uczelnię.

Inną wersję podaje Wiesław Niesiobędzki (Tu żył, tu pracował „Nowy Kurier Iławski” 2004, nr 40 z 22 września): Nienacki miał opowiedzieć Niesiobędzkiemu, że przerażony panującymi w Moskwie warunkami przerwał naukę i wrócił do kraju. W 1979 roku pisarz zwierzył mu się: Tam w Moskwie był taki zwyczaj, że co jakiś czas każdy ze studentów zagranicznych był wzywany na rozmowę z opiekującym się nami oficerem KGB. No i gdy zostałem powiadomiony, że teraz przyszła na mnie kolej, spakowałem się i wyjechałem z Moskwy. Bałem się tej rozmowy i jej skutków, gdyż zazwyczaj bywało tak, że co innego było tematem rozmowy studenta z oficerem służb specjalnych, a co innego zostawało w protokołach KGB, trafiających do naszej ambasady. Jaka była atmosfera w ówczesnej Moskwie, wiedzieli inni studenci tamtejszej szkoły filmowej, między innymi Jerzy Hoffman. Moje wątpliwości co do tej relacji Nowickiego budzi fakt, że młody student scenopisarstwa bez problemów wyjechał z ZSRR.

Jeszcze inaczej sprawę opisał przyjaciel Nowickiego, Tadeusz Gierymski: Zbyszek w Moskwie zakochał się w dziewczynie, o kilka lat starszej. Była urzędniczką w ambasadzie włoskiej, pochodziła z Turynu. Włóczyli się po sowieckiej stolicy... Oczywiście służby radzieckie śledziły pracownicę ambasady włoskiej, a być może i studenta z Polski. W rezultacie Zbyszka odesłano z tzw. wilczym biletem do Polski. [...] Wszystkie szkoły w kraju były przed nim zamknięte.

Powrócił do Łodzi i dzięki poparciu urzędniczki z działu kadr oraz pewnego dygnitarza partyjnego rozpoczął pracę w „Głosie Robotniczym”, organie łódzkiego komitetu PZPR.

Miał nadal ambicje literackie. Razem z przyjacielem składał wizyty różnym pisarzom i artystom. Nowicki był w tym czasie człowiekiem pewnym siebie, głośno przedstawiającym swoje poglądy. Nie miał w sobie nic z nieśmiałego debiutanta. Kiedyś w mieszkaniu poety Mieczysława Jastruna zaczął czytać swoje wiersze bez spytania o zgodę. Obok Jastruna siedzieli Paweł Hertz i... Julian Tuwim. Poeci powiedzieli kilka zdawkowych słów i życzyli Nowickiemu pisarskiego sukcesu.

W 1950 roku Nowicki złożył w Czytelniku maszynopis swojej pierwszej powieści. Nie wiemy, czy chodzi o Związek Poszukiwaczy Skarbów czy o Święty relikwiarz (wydany później jako Uroczysko). Wydawnictwo nie zdecydowało się na druk. W roku 1994 pisarz miał nadal pretensję do redaktorki Czytelnika, że w 1952 roku zatrzymała druk jego pierwszej książki.

Z jakiegoś powodu Nowicki popadł w konflikt ze środowiskiem „pryszczatych”. Być może chodziło o sprawę moskiewską. Redakcja „Nowej Kultury”, pisma stalinowców, powstałego w 1950 roku z połączenia „Odrodzenia” i „Kuźnicy”, a redagowanego przez Stefana Żółkiewskiego i Pawła Hoffmana (współpracowali z nim między innymi Wiktor Woroszylski, Tadeusz Konwicki, Kazimierz i Marian Brandysowie, Wilhelm Mach, Andrzej Braun), zaprosiła Nowickiego na spotkanie. Młody pisarz dowiedział się tam, że nigdy niczego w Polsce nie opublikuje i może najwyżej pracować na budowie. Takie były w latach stalinowskich sądy kapturowe!

Autor próbował się odwoływać u partyjnego dygnitarza, Jerzego Putramenta. Poradził on Nowickiemu, by pisał pod pseudonimem. Tak narodził się Zbigniew Nienacki. Można zauważyć podobieństwo pseudonimu do nazwiska bohatera powieści Żeromskiego Walka z szatanem – Nienaskiego.

Usunięty z ZWM przez stalinowców pozostał jednak przy lewicowych poglądach. Do swoich przeciwników zachował przez lata żal. W 1982 roku wspominał: Byłem i jestem zwolennikiem pluralizmu politycznego, dyskusji, wzajemnego zrozumienia swoich racji. „Pryszczaci” wyrzucili go, mimo że Nowicki wiernie przestrzegał reguł komunizmu. Komunizm pod koniec życia Stalina ewoluował w stronę coraz bardziej totalitarną. Nowicki nie nadążał za ciągłymi meandrami politycznymi. Jednego dnia Tito był w porządku, następnego okazało się, że to zdrajca. Później podobnie było z komunistycznymi Chinami, które najpierw były sojusznikiem, a wkrótce wrogiem.

Nowickiemu nie odpowiadał podobno trockistowski fanatyzm kolegów z „Nowej Kultury”. Po latach stali się oni przeciwnikami ustroju PRL, należeli do opozycji politycznej (wielu z nich działało w Komitecie Obrony Robotników, a następnie w Solidarności). Stopniowo odrzucali reguły państwa totalitarnego, odeszli z PZPR, protestowali przeciw łamaniu swobód obywatelskich i cenzurze, zmianom w konstytucji PRL. Nienacki w latach 70. nazywał ich z przekąsem „sumieniem narodu”. Paradoksalnie, po wprowadzeniu stanu wojennego przeciwnikami Nienackiego byli ci sami ludzie, dawni stalinowcy. Oni uznali, że konieczna jest demokratyzacja i większy udział społeczeństwa (na przykład w formie związku Solidarność), on pozostał takim samym komunistą jak z lat 40., poparł stan wojenny, wzywał do ostrej rozprawy z ludźmi Solidarności, co sytuowało go wśród tak zwanego partyjnego „betonu” w rodzaju Albina Siwaka czy Waldemara Świrgonia.

Nowicki był na początku swej kariery dziennikarskiej reporterem. Pracował w dziale rolnym (nawet odbył kurs rolniczy) „Głosu robotniczego”. Teresa Frudko, autorka biogramu Nienackiego (Współcześni pisarze województwa olsztyńskiego z 1972 roku) podała, iż jako dziennikarz podjął pracę w 1949 roku w „Głosie Robotniczym”. Tak samo nazwał tę gazetę Stefan Niesiobędzki. Z kolei informator Wydawnictwa Interpress, czerpiący wiadomości od samych zainteresowanych, podał, że Nienacki pracował w „Gazecie Robotniczej” (nie „Głosie...”!) i w latach 1952–1959. Wiadomo jednak, że w latach 50. publikował w „Głosie Robotniczym”.

Nowicki całe dnie spędzał w rozjazdach po wsiach i miasteczkach województwa łódzkiego, co później przydało mu się przy pisaniu powieści (zwłaszcza Uroczyska i Niesamowitego dworu oraz pierwszych powieści dla dorosłych, zwłaszcza w Worku Judaszów i Podniesieniu). Jako dziennikarz zbierał materiały i pisał o sukcesach polskich spółdzielni produkcyjnych. Interesował się także sprawą likwidacji oddziałów AK i WiN w województwie łódzkim. Pisząc o podziemiu nazywał ludzi z AK bandytami.

W związku z tym, że ciągłe wyjazdy w każdą pogodę podkopały stan zdrowia Nowickiego, młody dziennikarz przeniósł się do łódzkiego tygodnika „Odgłosy”. Informator Interpressu podawał, że w „Odgłosach” Nienacki pracował w latach 1959-1963. Teresa Frudko napisała błędnie następujące daty współpracy pisarza z tygodnikiem „Odgłosy”: 1951–1962.

W 1987 roku, z okazji trzydziestolecia pracy literackiej Nienackiego, napisano („Odgłosy”), że rzemiosło dziennikarskie opanował perfekcyjnie. Był tytanem pracy. Wszedł do redakcji tygodnika „Odgłosy” i kierował tu działem reportażu. Jego pokój redakcyjny mieścił się na trzecim piętrze. Jego namiętnością była historia. W ogóle miał szerokie zainteresowania. Każdego lata jeździł z ekspedycjami archeologicznymi. To one stały się inspiracją tematyki pierwszych powieści pisarza (Uroczyska, Skarbu Atanaryka i Wyspy Złoczyńców).

W pierwszym okresie działalności dziennikarskiej Nowicki napisał powieść Chłopcy, będącą próbą literackiego wyzyskania zebranego w Szklarskiej Porębie doświadczenia. Została ponownie odrzucona przez wydawcę. W latach 1950–1951 drukował wiersze w „Szpilkach” pod własnym nazwiskiem.

Jak pisali w „Życiu...” (2004, nr 261 z 20–21 listopada) Wojciech Dudkiewicz i Aleksandra Pakulska, przyszły autor Pana Samochodzika w kwietniu 1957 roku opublikował cykl reportaży pod tytułem Warszyc! pod pseudonimem Ewy Połanieckiej. Nowicki przeczytał odpowiednio wyselekcjonowane akta autentycznego dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Stanisława Sojczyńskiego, pseudonim „Warszyc” i jego podkomendnego Henryka Glapińskiego, „Klingi”, których schwytało UB. Opisał rzekome zbrodnie „Warszyca”, codzienne życie w ugrupowaniu, czyli – jak się wówczas pisało – bandzie, picie wódki. Przywódca ugrupowania antykomunistycznego w powiecie radomskim został złapany przez grupę pracownika UB C-25 (faktycznie pracownik Informacji Wojskowej miał kryptonim Z-24). „Warszyc” został rozstrzelany. Słusznie rozstrzelany – twierdził Nowicki. Po latach wróci do tych samych wydarzeń w powieści Worek Judaszów, ale zmieni nieco fabułę. Ponownie wydarzenia te staną się przedmiotem zainteresowania Nienackiego, gdy na początku lat 70. będzie pisał scenariusz do filmu Akcja „Brutus” (w reżyserii Jerzego Passendorffera, późniejszego twórcy „Janosika”).

Początek lat 50. przyniósł ważne wydarzenie. Młody dziennikarz poznał swoją przyszłą żonę, Helenę Dąbską. Poznaliśmy się we „Fraszce” – wspominała Helena Nowicka („Dziennik Łódzki” 2002 z 10 sierpnia). Spotykali się w znanej kawiarni Honoratka. W 1952 roku Nowicki się ożenił. Rok później młodemu małżeństwu urodził się syn, Marek, przyszły lekarz-anestezjolog, zmarły w 1999 roku.

Z materiałów dotyczących filmu polskiego można się dowiedzieć, że Helena Nowicka pracowała w Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi w dziale produkcji. Brała udział w realizacji filmów w latach 1961–1977, na przykład: Jana Rybkowskiego Dziś w nocy umrze miasto z 1961, Stanisława Różewicza Głos z tamtego świata z 1962, Aleksandra Ścibora-Rylskiego Ich dzień powszedni z 1963, a także przy Popiołach Andrzeja Wajdy z 1965 i przy Panu Wołodyjowskim Jerzego Hoffmana z 1968 roku. Od 1971 roku była kierownikiem produkcji. Pracowała między innymi przy realizacji serialu według scenariusza jej męża Samochodzik i templariusze. W 1975 była kierownikiem produkcji Dziejów grzechu Waleriana Borowczyka. Najwięcej razy współpracowała ze Stanisławem Różewiczem (między innymi Piekło i niebo, Westerplatte, Romantyczni).

W połowie lat 50. Nowicki za namową Jerzego Putramenta zaczął używać pseudonimu Zbigniew Nienacki. Napisał wtedy powieść o odnalezieniu relikwiarza w Tumie pod Łęczycą i wykopaliskach archeologicznych. Powieść nie mogła ukazać się wtedy pod tytułem Święty relikwiarz. Zmieniono więc tytuł na Uroczysko. Gdy powieść się ukazała w Naszej Księgarni w roku 1957, był to faktyczny debiut pisarski (w wieku 28 lat) Zbigniewa Nienackiego.

O swoim debiucie wspominał w roku 1977 w wywiadzie dla „Nowych Książek”: Otóż, gdy przed 20 laty rozpocząłem swoją karierę literacką, zdawałem sobie sprawę, że do osiągnięcia sukcesu nie wystarczy odrobina talentu czy posiadanie jednego lub dwóch przyjaciół krytyków. Zdawałem sobie sprawę, że muszę mieć i znajomość rzemiosła literackiego, i świadomość trendów, i podskórnych tendencji drążących rynek czytelniczy.

Przeczytał klasykę powieści przygodowej: od Maya i Verne’a po literaturę polską. Nienacki mówił w latach 70., że w połowie lat 50. istniała duża konkurencja wśród pisarzy dla młodzieży: Alfred Szklarski, Edmund Niziurski, Hanna Ożogowska, Adam Bahdaj i inni. Wtedy, gdy pisał Uroczysko, Bahdaj nie był jeszcze liczącym się twórcą książek dla młodzieży. Taką pozycję zajął dopiero w 1962 roku dzięki Wakacjom z duchami. Niziurski, wówczas autor komunistycznej Księgi urwisów (w której wychwalano spółdzielnie produkcyjne i szukano dywersanta), najlepszą powieść napisał dwa lata po Uroczysku, a następne dobre książki stworzył w latach 60. i 70. Najsilniejszą pozycję spośród wymienionych miała Hanna Ożogowska, autorka między innymi Złotej kuli i Tajemnicy zielonej pieczęci.

Zbigniew Nienacki postanowił oprzeć się na dawnych wzorcach światowej literatury popularnej i dostosować je do współczesności i istniejących warunków społecznych. Od dawnych mistrzów wziął na przykład dorosłego bohatera, będącego wzorcem idoli kultury masowej z dawnych lat (Holmes, Zorro, Winnetou, Tarzan, kapitan Nemo, Sherlock Holmes). Odrzucił dogmat, że bohaterami literatury dla młodzieży muszą być rówieśnicy czytelników. W tej zaś konwencji pisali na przykład Makuszyński, Niziurski, Bahdaj czy Ożogowska.

Nienacki stworzył odrębny gatunek literatury dla młodzieży: edukacyjną powieść sensacyjno-przygodową z dorosłym bohaterem. Siłą rzeczy taki bohater miał autorytet, stawał się wzorem, a zarazem był postacią serio. Gdy detektywami były dzieci lub młodzież, to często pisarze musieli fabułę jakoś dostosowywać do możliwości młodego bohatera. Nierzadko w rezultacie ich „śledztw”, poszukiwany skarb okazywał się na przykład zbiorem dzieł sztuki, a domniemani przestępcy poczciwymi naukowcami (Wakacje z duchami Bahdaja).

W wywiadzie, którego Nienacki udzielił Alinie Grabowskiej w „Głosie Robotniczym” (1958, nr 166 z 15 lipca) oświadczył: Detektyw amator, który chroni własność prywatną jest w naszych warunkach czymś trochę wydumanym, nieprawdziwym. Czyżby więc powieść kryminalna „skończyła się”? [...] Detektyw musi być naukowcem. Na każdym kroku – w przemyśle, w ekonomice, a szczególnie w nauce spotykamy zagadki. Stąd problemy starej kolegiaty są tematem „Uroczyska”, a zagadnienia związane z historią Gotów – „Skarbu Atanaryka”. Są to powieści sensacyjne, ale rozwiązujące autentyczne zagadki, a nie sztuczne, wymyślone problemy. A więc bohater ich musi wiele wiedzieć, wiele poznać i wiele umieć.

W pierwszych powieściach bohater nie był jednak naukowcem, a dziennikarzem, redaktorem „Sztandaru Robotniczego” (Uroczysko) lub nieokreślonej gazety w Skarbie Atanaryka. Później pisarz stworzy postać Pana Samochodzika, wyposażonego w osobliwy i budzący drwiny wehikuł-amfibię.

Uroczysko ukazało się w listopadzie 1957 roku nakładem Naszej Księgarni w liczbie dziesięciu tysięcy egzemplarzy, podobno dopiero dzięki osobistej interwencji Leona Kruczkowskiego. Książkę witano na ogół życzliwie. W „Dzienniku Łódzkim” (1958, nr 3) pisano o interesującym debiucie łódzkiego dziennikarza. W tymże 1958 roku na łamach „Twórczości” bardzo przychylnie napisał o powieści Paweł Jasienica. Padły tu słowa, że jest to debiut pisarski dobrze wróżący autorowi. Jasienicy podobało się pokazanie pracy historyka i archeologa jako podobnej z metody do pracy detektywa: Zbigniew Nienacki wykazał kulturę i umiar. Popisał się też sprawnością w operowaniu aż trzema sensacyjnymi wątkami. Czytelnika jego powieści czekają niespodzianki z dziedziny kryminalistyki, historii i archeologii. Postacie są żywe, w dodatku autor potrafił je w pomysłowy sposób uplastycznić, posługując się nie nazwiskami i imionami, które wprawdzie znamy, lecz przezwiskami nadanymi przez narratora...

Od Pawła Jasienicy wiemy też, że Nienacki w 1958 roku przygotowywał drugą powieść o wykopaliskach na Kaszubach, a w sierpniu tego roku szykował się do wyjazdu do ZSRR w celu zdobycia wiadomości o Czernihowskim, władcy państwa na Syberii. Tekst szkicu Jasienicy pod tytułem Wśród starożytności został ogłoszony w wersji książkowej w 1962 roku (Tylko o historii, Iskry). Tekst nie został zmieniony o informacje o nowych powieściach, a przecież w tym czasie ukazały się Skarb Atanaryka (1960) i Pozwolenie na przywóz lwa (1961), które Jasienica w „Twórczości” zapowiadał.

Jedynie na łamach miesięcznika „Ziemia Łęczycka” (styczeń 1959 roku) Jan Bury ogłosił miażdżącą krytykę Uroczyska. Krytyk napisał, że powieść Nienackiego do historii literatury nie przejdzie i że warto ją przeczytać jedynie po to, by dowiedzieć się, jak nie należy pisać.

W 1958 roku Nienacki ogłosił w „Głosie Robotniczym” (numery 256–306) sensacyjną powieść w pięćdziesięciu odcinkach Olbracht Łaski wojewoda sieradzki, napisaną na podstawie monografii Aleksandra Kraushara, z którego dzieł (między innymi Czary na dworze Batorego) będzie korzystał przy pisaniu Pana Samochodzika i tajemnicy tajemnic. Utrzymana w stylu dumasowskim opowieść dotyczyła czasów Henryka Walezego i Stefana Batorego. Liczyła dwadzieścia dwa krótkie rozdziały i była bardzo słaba stylistycznie. Z tego powodu autor nie podpisywał się pod odcinkami (jedynie w notce od redakcji napisano, że opowieść jest dziełem Nienackiego).

W „Odgłosach” ogłaszał artykuły, a także większe utwory, między innymi Zabójstwo Herakliusza Pronobis czy – później – cykl felietonów Z dziennika. Pierwszy z tych utworów stał się po trzydziestu pięciu latach podstawą powieści Pan Samochodzik i testament rycerza Jędrzeja, którą pisarz zaczął, lecz nie ukończył przed śmiercią. Postać Nataniela, rozkochanej w Tomaszu Panienki z Wydawnictwa, opis opactwa sulejowskiego – to wszystko było już w wersji z czasopisma. W „Odgłosach” pałac mieścił się w Borowie, a w powieści – w Nieborowie. Na początku lat 90. ponownie sięgnął do fabuły z tygodnika, lecz w powieść przekształcił ją dopiero redaktor z wydawnictwa Warmia piszący pod pseudonimem Jerzy Szumski (właściwie Jerzy Ignaciuk), wprowadzając między innymi postać Pawła Dańca, niekonsekwentnie uwspółcześniając akcję i likwidując słynny wehikuł Pana Samochodzika. Ale to późniejsze dzieje.

Od 1960 roku Nienacki niemal co roku wydawał nową powieść. Pisał też sztuki teatralne, słuchowiska, później scenariusze seriali telewizyjnych. Tak wspominał swoje pierwsze książki: Specjalizowałem się w literaturze przygodowej, gdyż wydawało mi się, że mam talent fabularzysty. Napisałem trzy książki, które zarówno co do warsztatu, jak i psychologii bohaterów oraz dramatyzmu wydawały mi się świetne. A przecież nie miały wielkiego powodzenia, powiedziałbym, że powodzenie ich było mierne.

Powodzenie przyszło dopiero po wprowadzeniu postaci Pana Samochodzika, właściciela niezwykłego wehikułu. Archeologia i prace wykopaliskowe były wówczas pasją pisarza. Często – jak w przypadku Skarbu Atanaryka Nienacki opisywał prawdziwą ekspedycję. W roku 1962 w wywiadzie dla „Odgłosów” (1962, nr 4) wyznał: Co roku biorę udział w jakiejś ekspedycji wykopaliskowej. Od rzeczywistego naukowca, Jerzego Kmiecińskiego, dowiedział się o Gotach i o hipotezie o współżyciu Gotów i Słowian, którą przedstawił w Skarbie Atanaryka.

Na razie pisarz przerzucił się na literaturę dla dorosłych. W 1961 roku ukazała się jego powieść Worek Judaszów o powojennych walkach komunistów z podziemiem w okolicach Radomska. Jak autor napisał we wstępie, akcja powieści została oparta na autentycznych wydarzeniach z lat 1946–1947, rozgrywających się w powiecie R. Nienacki zapoznał się z aktami UB o kryptonimach „Kryształowe zwierciadło” i „Dunaj” i na nich podstawie wysnuł fabułę. Okoliczności schwytania dowództwa bandy były w rzeczywistości o wiele bardziej sensacyjne niż to opisałem – pisał Nienacki w swej książce. W rzeczywistości też „Warszyc” i „Klinga” zostali rozstrzelani przez pluton egzekucyjny łódzkiego UB w lutym 1947 roku. Jak pisał Wojciech Duda-Dudkiewicz (Kultowy Peerel, Warszawa 2004) stało się to w trybie przyśpieszonym, na trzy dni przed amnestią.

Fabuła powieści Nienackiego jest następująca: Bezpieka znajduje koło klasztoru angielski spadochron. Do miasteczka w środkowej Polsce, w powiecie R. przyjeżdża major UB „Albert” i zamieszkuje w pensjonacie. Podszywa się pod kogoś innego, a mianowicie udaje nauczyciela historii. Ujawnia znajomość języka angielskiego. Dowódca AK „Rokita”, walczący z komunistami, bierze „Alberta” za brytyjskiego spadochroniarza. Gdy oddział „Rokity” znajduje się w pułapce, „Rokita” prosi o pomoc „Alberta”. Ten doprowadza bandę do zasadzki UB.

Początkowo Nienacki złożył swą książkę w wydawnictwie MON. Powieść została jednak negatywnie oceniona przez Wandę Leopold, toteż pisarz przeniósł maszynopis do Czytelnika. Tu znowu wewnętrzną recenzję napisała Wanda Leopold i znowu wnioskowała o odrzucenie książki. Mimo „właściwej” wymowy politycznej, powieść Nienackiego nie mogła się ukazać i dopiero interwencja Jerzego Putramenta spowodowała publikację.

Nienacki w „Odgłosach” (1963, nr 47) wyznał: Sięgnąłem w niej do swej biografii. Zamierzał kontynuować temat i pokazać losy polskich komunistów, którym kazano przejść przez niebo i piekło wzlotów i upadków, a którzy mimo wszystko pozostali wierni Partii.

W 1962 roku Andrzej Werner porównał bohatera Worka Judaszów, oficera UB, z... Konradem Wallenrodem („Twórczość” 1962, nr 12). Z kolei Helena Zaworska („Nowe Książki” 1966, nr 7) napisała, że była to powieść polityczna o rewolucji społecznej na polskiej wsi w pierwszym okresie powojennym. Tak naprawdę była to propagandowa książka napisana na zlecenie służb bezpieczeństwa PRL w celu zohydzenia niepodległościowego podziemia, działającego aż do 1952 roku.

Na podstawie powieści w 1971 roku Jerzy Passendorfer nakręcił wspomniany film Akcja „Brutus” z Zygmuntem Hübnerem w roli głównej.

W 1963 roku wyszła książka Nienackiego Podniesienie o okresie po II wojnie światowej i parcelacji majątku we wsi Brzostówska. Jan Brudnicki dostrzegł związek tej powieści ze strukturą utworów Kafki, Becketta czy Ionesco („Twórczość” 1964, nr 9). Możemy raczej zauważyć pewne związki z inną książką Nienackiego w Niesamowitym dworze mowa jest o parcelacji i o reformie rolnej u progu PRL.