Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 93

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Pamiętnik młodej sieroty - Paulina Krakowowa

Utwór wydany w 1839 roku, napisany w formie pamiętnika młodej dziewczyny ze szlacheckiego domu, która skrupulatnie notuje przypadki swojego życia. Paulina Krakowowa (1813–1882) była polską pisarką, publicystką i redaktorką, nauczycielką, działaczką społeczną i animatorką polskiego szkolnictwa. Założyła i prowadziła pensję dla dziewcząt. Na jej twórczość składały się powieści, dydaktyczno-wychowawcze powiastki dla dzieci oraz opowiadania. Jest również autorką opisu Warszawy połowy XIX wieku. Jej utwory, dobre stylowo i językowo, często obfitujące w motywy ze zwykłego, codziennego życia i elementy delikatnego humoru, mają obecnie walor jedynie historyczny. W kwestii emancypacji i praw kobiet poglądy autorki nie były zbyt daleko idące, za to jej działalność zawodowa i publiczna wcielała w życie postępowe hasła. W 1849 roku Krakowowa otworzyła pensję dla dziewcząt. Szkoła miała nowoczesny program nauczania oraz elitarną grupę wykładowców, wśród których byli Julian Bartoszewicz, Jerzy Aleksandrowicz i Kazimierz Ruszkiewicz. Pensja, którą prowadziła autorka, zapewniała wysoki poziom nauki i wychowania. Krakowowa uczyła w niej języka i literatury polskiej. Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Pamiętnik młodej sieroty - Paulina Krakowowa

Fragment ebooka Pamiętnik młodej sieroty - Paulina Krakowowa

Paulina Krakowowa

Pamiętniki młodej sieroty

Warszawa 2012

[Pamiętniki młodej sieroty]

1 listopada

Dopiero sześć tygodni minęło od czasu, w którym się żaliłam, że nie mam co zapisywać w dzienniku, a ileż już zdarzeń, kłopotów, nieszczęść przeszło przez ten czas i obiło się o mnie, zdaje mi się, żem teraz przynajmniej o trzy lata starsza i moja matka zapewne uważa tę zmianę, bo dziś po wieczerzy, kiedyśmy jak zwykle przed kominkiem zasiadły, rzekła do mnie:

– Moja Ido! młoda jeszcze jesteś, ale spodziewam się, że mnie zrozumieć potrafisz, będąc świadkiem wszystkiego, co w naszym domu od kilku miesięcy zaszło. Nie posiadamy już nic, nic zupełnie. Widziałaś tego człowieka, który tu przez trzy dni bawił? oglądał on naszą majętność, podobała mu się... i kupił ją.

Choć przygotowana na tę wiadomość, nie mogłam wstrzymać krzyku boleści i zadziwienia, matka wstała od kominka, przeszła się parę razy po pokoju, otarła oczy i wróciwszy na swoje miejsce, mówiła dalej:

– Tak, moje dziecię, sprzedałam naszą wioseczkę; ale za to spłaciłam ostatni dług, co na nas ciążył, i teraz nic już ludziom nie jesteśmy winni, nikt wskazując nas nie powie „to nasze nierzetelne dłużnice”... Teraz posłuchaj moich na przyszłość zamiarów.

Natężyłam uwagi; nigdy dotąd matka nie zdawała mi sprawy ze swoich czynności i zamiarów, uczułam się więc dumną i szczęśliwą jej zaufaniem, z natężoną słuchałam uwagą.

– Pozostało mi nieco pieniędzy po uiszczeniu się ostatniemu naszemu wierzycielowi, możemy pozostać w tym mieszkaniu jeszcze dwa miesiące, będę więc miała czas spieniężyć resztę sprzętów; wtedy przeniesiemy się do Rawy, najmiemy niewielkie mieszkanie i założymy szkółkę. Ułożyliśmy to już z naszą kochaną Podbielską, bo ta wierna przyjaciółka nie chce mnie w niedoli opuścić.

Przy tych słowach matka rzuciła się ze łzami na szyję Podbielskiej i długo, długo ściskały się obydwie, długo całowałam ich obydwóch ręce; taka przyjaźń, takie poświęcenie zdawało mi się mieć coś nadludzkiego. Prawda, że ja sobie uczucie przyjaźni tak zupełnie wystawiałam i nieraz gorąco prosiłam Boga, aby mi pozwolił znaleźć przyjaciółkę, co by tak jak ja myślała, co by dzieliła każde moje uczucie, co by mi pomagała do dobrego. O! dla takiej pewno bym bez namysłu wszystko poświęciła, najprzykrzejsza ofiara nie zdawałaby mi się trudną, bo w samej rzeczy za długie lata szczęścia z prawdziwej przyjaźni wynikającego czyż to za wiele przez jakiś czas wspólnie znieść cierpienie.

Po chwili moja matka znów mówić zaczęła.

– Powierzyłam ci nasz zamiar, ale Ido! od ciebie zależy wesprzeć go lub zniszczyć zupełnie. Niech cię te wyrazy nie dziwią; powtarzam, od ciebie zależy pomyślność naszego zakładu; bo wprawdzie znają nas z daleka obywatele Rawy, lecz kto by miał chęć powierzenia nam swoich dzieci, będzie uważał na ciebie jako na wzór wychowania, które jego córkom dać możemy; jeżeli więc w tobie dostrzegą wad, błędów, naturalnie, nie tobie, ale nam winę przypiszą, osądzą nas za niezdolne do przewodniczenia młodym panienkom i pomimo najszczerszych naszych chęci, cały zamiar spełznie na niczym.

Rzuciłam się matce na szyję, przyrzekłam jej być zawsze taką, jaką mi zalecała, lecz uroczyściej jeszcze przysięgłam przed Bogiem i sobą samą wszelkich starań dołożyć, aby się stać wzorem dla młodych panien. Nie próżność mnie do tego wiedzie, nie chęć pochwał, ale niechaj każda matka patrząc na mnie pomyśli: „bodajby i moja córka taką była”, niechaj każda z uszanowaniem spoglądając na tę, co tak młode serce ukształcić umiała, przyzna jej wyższość nad sobą i chętnie swoje dzieci jej dozorowi powierzy. A kiedy w nagrodę prac i trudów dobry byt zawita znowu w maleńkie mojej Matki mieszkanie, kiedy ją powszechne, własnym zasługom należne otoczy poszanowanie, kiedy sobie będę mogła powiedzieć, że i ja choć w drobnej części przyłożyłam się do tego, wtedy, wtedy zupełnie będę szczęśliwą!

Ale nie tylko pracować nad ulepszeniem i wykształceniem samej siebie umyśliłam; mam rok czternasty, w prawdzie nie umiem tyle, ile bym powinna, jednakże posiadam niektóre wiadomości, może mi moja matka pozwoli wyręczyć się czasem w udzielaniu małym panienkom początkowych nauk. Z jakąż bym radością objęła to nowe zatrudnienie!... Od jutra zacznę pilniej uważać, jak się nasza dobra, kochana Podbielska koło gospodarstwa krząta, żebym też czasem mogła i w tym względzie być w domu pomocą.

Mój Boże! widzisz szczere moje postanowienie stania się tak doskonałą, jaką tylko słaba mojego wieku dziewczyna być może; racz wesprzeć to postanowienie, pobłogosław dobre przedsięwzięcie, bo wszakże i najlepsze niczym jest bez Twojej pomocy!

2 listopada

Nie spałam całą noc z radości, myśląc, jak na przyszłość będę mogła być użyteczną, nie tylko mojej matce, ale całemu społeczeństwu. Jeżeli przy pracy i pomocy Boga stanę się taką, jaką prawdziwie zacna kobieta być powinna i wtedy wraz z matką będąc przewodniczką młodych jak ja dziś osób, będę je zachęcać do cnoty, do pracy, do łagodności, gdy te wszystkie przymioty zostając im na zawsze, zapewnią szczęście całego ich życia, jakże w ten czas słodko będzie powiedzieć sobie: to moje dzieło! Sama myśl o tym spać mi dziś nie dała.

Ale bo ja też za prędko sobie przyszłość maluję i to tak, jak bym ją widzieć życzyła. Ileż to jeszcze lat potrzeba, nim u tak pożądanego stanę celu! ile pracy z sobą samą ponieść należy, jak usilnie się starać o nabycie potrzebnych wiadomości. Jednakże mam nadzieję, że tego wszystkiego dokonam, byle tylko moja najlepsza matka wróciła do dawnego zdrowia... dziś tak jest blada, tak się cierpiącą być zdaje, ale na nasze pytania odpowiada, że ją radość osłabiła. Zdziwiona tymi słowy ośmieliłam się zapytać, jaka by tej radości była przyczyna?

– Ach moje dziecię! – rzekła – kiedym wczoraj wieczór pomyślała, że teraz zachowawszy imię męża od najlżejszego nawet zarzutu mam jeszcze szanowny ze wszech miar sposób wyżywienia i wychowania ciebie, rzuciłam się na kolana i zgłębi serca wzniosłam dzięki do Stwórcy, bo nigdy wierz mi, nawet w dniach największej pomyślności nie czułam się tak spokojną! im bardziej zmniejszają się dostatki, tym mocniej czujemy dobroć Boga, który wtedy nam jeszcze rękę podaje, kiedy się zdaje, żeśmy do największej doszli niedoli. Kochana moja matka! i ona pewnie układała sobie tej nocy zamiary na przyszłość; ona myślała o mnie, jak ja o niej, ona pewnie jak i ja nie spała. Może też noc spokojniejsza wróci jej siły.

4 listopada

Jedna i druga noc minęła, moja matka ciągle cierpiąca, siły jej nikną widocznie, jednakże jest wesołą, mówi wiele i najczęściej do mnie mowę zwraca, opowiada zdarzenia swojej młodości, swoją jeszcze od dzieciństwa trwającą przyjaźń z Podbielską, zaleca mi miłość i uszanowanie dla niej, czyż mi to zalecać potrzeba? czyż nie dość dla mnie widzieć jej przywiązanie do matki, jej troskliwość o moje ukształcenie, aby ją kochać z całej duszy? Żeby tylko matka nie zasłabła!... te kilka tygodni tak ją utrudziły! tak wycieńczyły jej siły! O Boże! Boże! od tego jednego tylko uchroń mnie strapienia, wróć jej siły, wróć jej zdrowie!

5 listopada

Moja matka nie wstała dziś z łóżka. Próżne więc były moje szczere prośby. Bóg nam jeszcze jedno dotkliwe zsyła strapienie. Ale Boże mój! daruj! czymże ja jestem, aby modły moje wzniósłszy się do Ciebie, mogły zmienić wolę Twoją świętą! może też to teraźniejsze cierpienie jest tylko próbą, którą w dobroci swojej zsyłasz na nas, chcąc doświadczyć, czy troski nie odwrócą serc naszych od Ciebie?

Ach nie! Czuję, o Boże, że im więcej cierpię, tym mocniej Cię kocham, tym większą czuję potrzebę rozmawiania z Tobą. Ty Stwórco wszechmocny widzisz moje serce, widzisz jak chętnie bym poświęciła moje zdrowie, moje życie za jedną łaskę; Boże! Boże! zdrowia dla mojej matki i...

7 listopada

Choroba się wzmogła, lekarz był wczoraj i dzisiaj, patrzy na chorą, dotyka pulsu, zapisuje lekarstwa i nic nie mówiąc odjeżdża. Podbielska nie je w dzień, nie śpi w nocy, siedzi ciągle przy łóżku matki, a kiedy myśli, że ona śpi, a ja nie patrzę ociera sobie raz po raz oczy. Boże mój, jakże to są wszystko smutne przepowiednie! czyżby zdrowie mojej matki w tak złym miało być stanie? czyby już i nadziei nie było, kiedy Podbielska tak płacze? ona zawsze tak odważna i ufna! Ale nie; pewnie tylko widok cierpień mojej matki łzy jej wyciska; tak źle jeszcze być nie może…

10 listopada

Nic się nie polepsza!... matka ciągle słaba, w oczach naszych niknie. Wszystkie lekarstwa pozostają bez skutku... Jednak pomimo zupełnego prawie wyniszczenia, najspokojniejszą jest z nas wszystkich, rozmawia często i długo z Podbielską, ale nie przy mnie; modli się, każe mi w głos czytać Pismo Święte, czytam teraz Księgi Joba. W rzeczy samej potrzeba wesprzeć umysł, zasilić serce nasze czytaniem i rozważaniem cierpień świętego męża i jego uległości woli Boga, aby cierpliwiej znieść trapiące nas nieszczęście. Ten mały zapas pieniężny, który moja droga matka myślała na założenie szkółki zachować, wyczerpał się już zupełnie; choroba tyle kosztuje!... sprzedajemy po trosze sprzęty, znikły już ze ścian obrazy, na które od dzieciństwa patrzeć przywykłam, znikł i ten staroświecki alabastrowy zegar, podług którego stosowałam moje zabawy i zatrudnienia, na którym pierwsza mojego życia godzina i tyle miłych chwil wybiło! przykro mi to, ale dlatego najwięcej, że się matka zmartwi, kiedy powstawszy z choroby, ujrzy puste ściany; a potem tak jest smutno rozstawać się z niemymi przedmiotami, przy których wzrośliśmy, które były świadkami pierwszych naszych kroków, jak gdyby się żyjących przyjaciół rzucało. Matka nic nie wie o tym, co się w kasie i w domu dzieje: pytała się niedawno, czemu nie słychać zegara? Odpowiedziałyśmy, iż go zatrzymano umyślnie, aby głośne jego uderzenia nie przerywały jej spoczynku. Mój Boże! jeszcze kłamać trzeba! ale Ty takie kłamstwo darujesz zapewne!

13 listopada

Nie ma już nadziei! taki jest wyrok lekarza, takie wprzód jeszcze było zdanie mojej matki, oh! i nie ma już dla mnie szczęścia na tej ziemi.

Kiedyśmy z Podbielską, siedząc przy łóżku chorej, wyglądały niecierpliwie lekarza, ona podnosząc się z uśmiechem rzekła:

– Nie czekajcie go! ja czuję, że to wszystko na próżno. Nie naprawi tego ręka ludzka, co ręka Boga dotknęła. Korzystajmy więc z tej chwili, w której się jeszcze dość silną czuję i pomówmy z sobą otwarcie.

Uklękłam przy nogach matki, chcąc ukryć łzy, które mi oczy zalały, bo widząc ją tak spokojną, tak cierpliwą, tak świętą prawie, nie śmiałam płakać w jej obecności; spostrzegła moje usiłowanie i rzekła:

– Płacz moje dziecię, płacz, ale nic rozpaczaj. Nadejdzie wkrótce godzina, w której nam się na czas jakiś rozłączyć przyjdzie; ciężko by mi było zostawić cię samą na tym świecie, ale Ido moja! nie będziesz sierotą!... oto twoja matka, kiedy mnie utracisz!...  – to mówiąc, wskazała Podbielską. Nie miałam siły do odpowiedzi, tylko z podwojonym płaczem i łkaniem ścisnęłam nogi matki... i jej się serce ścisnęło... łzy oczy zalały... Przytuliła mnie do piersi tak mocno jak nigdy jeszcze, pocałowała w czoło i kazała odejść. Nigdy, nigdy nie zapomnę tego uściśnięcia i pocałowania! dałby Bóg, oby to nie było ostatnim!

16 listopada

Dziś był nasz proboszcz u matki i opatrzył ją SS. Sakramentami; po ich przyjęciu stała się tak wesołą, jaką jej od dawnego nie widziałam czasu, ale była to wesołość nie tego świata, święta, pobożna, z natchnienia Bożego pochodząca. Mówiła wiele o przyszłym życiu, o szczęściu połączenia się w nim kiedyś z tymi, których się tu na jakiś czas zostawia; dawała mi przestrogi, które nigdy z mojej nie wyjdą pamięci, słowem gotowała się do śmierci z taką przytomnością i spokojnością, że to przejście z jednego życia do drugiego straciło w moich oczach całą swoją okropność i stało się tylko chwilą poważną, uroczystą, bolesną dla zostających, lecz szczęśliwą i pełną wesela dla tych, co odchodzą.

Matka ściskała i błogosławiła mnie kilkakrotnie, na koniec kazała mi się oddalić mówiąc, że chce spocząć i radząc mi toż samo uczynić. Odeszłam, ale siedzę tuż obok jej pokoju i słucham, śledzę każde jej odetchnienie. Zdaje się, że śpi... ale nie, oh nie! słyszę jęk i płacz Podbielskiej…

19 listopada