Wydawca: Psychoskok Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 153 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pamiętnik byłego komunisty - Ludwik Kowalski

Książka "Pamiętnik byłego komunisty" jest autobiografią Ludwika Kowalskiego, polskiego fizyka jądrowego, w latach 1947 - 1963 członka ZWM, ZMP i PZPR, a później aktywnego... antykomunisty. Powstała w oparciu o dzienniki prowadzone w Polsce, Francji i Stanach Zjednoczonych, które obecnie są przechowywane w amerykańskim archiwum historycznym. Kilka lat temu ukazało się angielskie wydanie pamiętnika.

Książka godna polecenia każdemu, kogo zajmuje współczesna historia Europy. W tej fascynującej autobiografii fragmenty cytowane z dziennika autora dostarczają udokumentowanego świadectwa wydarzeń. Książkę pochłania się kartka po kartce. Na szczególną uwagę zasługuje przemiana Ludwika, który z oddanego komunisty stał się wrogiem tego systemu.

Wynagrodzenie autorskie ze sprzedaży "Pamiętnika byłego komunisty", zgodnie z wolą autora, przekazywane będzie na rzecz Fundacji "Lustro Marzeń" wspierającej Dom Dziecka nr 1 w Warszawie.

Opinie o ebooku Pamiętnik byłego komunisty - Ludwik Kowalski

Fragment ebooka Pamiętnik byłego komunisty - Ludwik Kowalski

Ludwik Kowalski "Pamiętnik byłego komunisty"

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, 2014 Copyright © by Ludwik Kowalski, 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Arkadiusz Woźniak Przekład z języka angielskiego: Dorota TukajProjekt okładki: Ludwik Kowalski

ISBN: 978-83-7900-185-9

Wydawnictwo Psychoskok ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin tel. (63) 242

Ludwik Kowalski
Pamiętnik byłego
komunisty
Wydawnictwo

Wprowadzenie. Dwa listy z Syberii.

Oto “księga mojego życia”, oparta na treści moich dzienników, prowadzonych od czasu, gdy jako chłopiec mieszkałem w ZSRR i w Polsce, i kontynuowanych, gdy byłem już dorosłym człowiekiem, wędrującym między Polską, Francją i USA. Pozwala ona prześledzić moją ewolucję od oddanego stalinisty do czynnego antykomunisty, nie pomijając spraw uczuciowych i innych kwestii, które mnie wówczas zajmowały.

Zapisane zeszyty spoczywały w starej żelaznej skrzyni. W roku 2009, w wieku 78 lat, zdecydowałem się w końcu ją otworzyć. Wcześniej nigdy nie czytałem powtórnie swoich zapisków. Gdy zabrałem się do nich, stało się dla mnie jasne, że tłumaczenie całości nie miałoby sensu, biorąc pod uwagę kiepską kompozycję, liczne powtórzenia i zbyt wiele szczegółów. Jednak czytając, ujrzałem moje życie w wyraźniejszym świetle i uznałem, że jest w nich dość treści, by mogły zainteresować innych. Oczywiście to tylko fragment dużo większego obrazu, przedstawiającego tysiące ludzi zmiatanych z powierzchni ziemi przez dwudziestowieczne ideologie.

Oto ja z zieloną skrzynią, 26 kwietnia 2010

Na szczęście moja żona Linda pomogła mi w redakcji angielskiej wersji przetłumaczonych fragmentów. Nim zabraliśmy się do tego, spytałem ją: “Czy nie będziesz zakłopotana, czytając opisy moich przygód miłosnych?”. Odpowiedź brzmiała: “Jesteśmy już dojrzałymi ludźmi." Być może historia mojego niezwykłego życia zrodzi więcej pytań, niż byłbym w stanie udzielić odpowiedzi.

Oto ona, opowiedziana w kilku słowach. Urodziłem się w roku 1931 w Polsce, lecz prawie całe dzieciństwo – do 15 roku życia – spędziłem w Związku Radzieckim. Wtedy to mój ojciec-idealista padł ofiarą stalinowskiego reżimu; jak miliony innych obywateli, został aresztowany i zesłany na pewną śmierć do syberyjskiego łagru.

Po wojnie matka wróciła ze mną do Polski, gdzie ukończyłem szkołę średnią i studia. W roku 1957 wyjechałem na studia podyplomowe do Francji. Gdy powróciłem stamtąd w roku 1963 z doktoratem z fizyki jądrowej, otrzymałem zaproszenie na konferencję naukową w Stanach Zjednoczonych i pozostałem tam, stając się członkiem zespołu badawczego Uniwersytetu Columbia, a później – od roku 1969 – wykładowcą w Montclair State University.

Dłuższe podsumowanie mego życia znajduje się w rozdziale 1, zaś szczegóły – zawarte w cytatach z dzienników i w dodanych później komentarzach – zajmują pozostałe 16 rozdziałów.

Kilka szczegółów

Niniejsza autobiografia, powstała w roku 2010, i druga moja książka napisana rok wcześniej, mają jeden wspólny element: oparte są na zawartości moich dzienników. Zasadnicza różnica między nimi jest taka, że ta wcześniejsza (“Od tyranii do wolności: dziennik byłego stalinisty”) została wydana drukiem w USA, nowsza zaś do tej pory istniała tylko w wersji online. Pisząc ją, miałem na uwadze komentarze recenzentów poprzedniej wersji.

By chronić prywatność osób trzecich, większość imion i nazwisk występujących w dziennikach zastąpiłem inicjałami, jak. L., K. czy R. Nie zachowałem przy tym pełnej konsekwencji, co może prowadzić do zmylenia czytelnika. Jednakże osoby ukryte pod inicjałami są postaciami drugoplanowymi. Ci zaś, którzy odegrali w moim życiu ważną rolę, jak Ania, Joliot-Curie, Pawłowski, Radvanyi, czy Russak, wspominani są pod prawdziwymi imionami/ nazwiskami. Nie dało się pójść na lepszy kompromis pomiędzy ochroną prywatności a zachowaniem autentyczności.

Kursywą wyodrębniłem wyjątki z listów i dzienników. Większość z nich nie jest opatrzona datą, lecz ich rozmieszczenie w tekście jest zgodne z chronologią. Wielokropki w kwadratowych nawiasach oznaczają fragmenty pominięte, czasem jedno zdanie, czasem dziesięć i więcej stron. W pierwszej części tego rozdziału spisałem krótką historię mojego życia. Większość zdarzeń z najwcześniejszych jego lat przywołałem z pamięci i z tego, co później opowiadała mi matka. Wyjątki z dzienników pojawią się w następnych rozdziałach; dla odróżnienia od późniejszych wyjaśnień i komentarzy zaznaczyłem je kursywą. Zacznę od dwóch listów ojca z Syberii. Ale czytelnik, jeżeli zechce, może je pominąć, lub wrócić do nich później, po zakończeniu lektury całości.

Dwa listy od ojca.

Poniżej przytaczam dwa listy, przysłane przez mego ojca w roku 1939 z łagru na Kołymie. W oryginale napisane były po rosyjsku; przetłumaczyłem je na angielski w roku 1978. Adres zwrotny na kopercie brzmiał: “Udarnik, DWK, Kołyma, Berelech, Zatoka Nagajewa”. Nie wiem, co oznacza skrót DWK[1], ale Udarnik to najpewniej nazwa obozu; Berelech to osada na wschód od Magadanu, a Zatoka Nagajewa to prymitywny port, do którego przybijały statki wiozące więźniów. Nieludzkie warunki, w jakich transportowani byli więźniowie, opisano w wielu książkach, między innymi w mojej wydanej w roku 2008[2].

List 1 (rozpoczęty 11 września 1939 roku):

Najdrożsi i ukochani Helu i Ludwisiu, pewnie już dostaliście mój pierwszy list, wysłany 9 września pocztą lotniczą. Nie znam jeszcze Waszego nowego adresu – mam tylko dwa adresy poste-restante, jeden z telegramu z 9 czerwca – Moskwa 45 – i drugi z pocztówki z 11 lipca – Moskwa 92 [...].

Skoro się już odnaleźliśmy, najważniejsze, byśmy utrzymali kontakt listowny, a do tego musimy znać swoje adresy. Wasz telegram, najdrożsi, szedł do mnie dwa miesiące zamiast 10 dni, a pocztówka 2 miesiące zamiast miesiąc. Także paczki idą bardzo wolno, zwykle 2-3miesiące, a czasem i dziewięć. Więc gdybyście chcieli mi jakoś pomóc, wysyłajcie przede wszystkim pieniądze przekazem pocztowym. Ostatniej zimy za gotówkę można było dostać trochę masła i cukru.

Ale nie wiem, w jakich warunkach teraz żyjecie; jeśli jest Wam ciężko, wspierajmy się przynajmniej moralnie. A więc przede wszystkim piszcie, systematycznie i częściej niż zwykle, bo listy idą bardzo wolno, a zimą robi się zupełny korek i niektóre wcale nie dochodzą. Byłbym bezgranicznie szczęśliwy, gdybym mógł dostać Wasze zdjęcia. Teraz kilka razy na dzień wyjmuję z kieszeni Wasz list i telegram, i choć umiem je już na pamięć, czytam je w kółko...

Teraz napiszę o mojej sprawie. Byłoby dobrze, gdybyś mogła znaleźć jakiegoś dobrego adwokata i razem z nim sporządzić wniosek o zwolnienie. Z początkiem września wysłałem zażalenie do Prezydium Rady Najwyższej ZSRR. Gdyby udało Ci się je odnaleźć, poznałabyś wszystkie szczegóły. Nie wiem jednak, ile masz czasu, bo uzyskanie posłuchania może trwać długo. A Ty, moja biedna Helu, masz pewnie mnóstwo zajęcia w pracy i w domu, i przy naszym Ludwisiu, i teraz jeszcze do tego z tą moją sprawą. Wyobrażam sobie, jak Ci ciężko samej... Jeśli mnie w końcu wypuszczą, będziemy musieli coś zrobić, żebyś chociaż raz w życiu mogła odpocząć jak należy.

Ludwisiu, mój najdroższy, jedyny synu! Dostałeś mój list. Gdyby był dla Ciebie za trudny, poproś mamę, żeby Ci go przeczytała. I koniecznie odpisz. Słuchaj! Bądź dobry dla mamy. Pomóż jej. Jest jej bardzo ciężko samej. Ty jesteś już duży i wiele rozumiesz. Może już niedługo wrócę do Was i będziemy żyli jak dawniej. Dobrze? Będę z Tobą chodził na spacery, opowiadał Ci różne historie, a Ty też mi opowiesz o swoich sprawach i będziemy znów jak przyjaciele. Dobrze? Proszę więc, pisz do mnie, i ja też będę pisał do Ciebie. Wyślij mi jakieś zdjęcie, na którym jesteś razem z mamą. Napisz mi o swoich kolegach. O swoich zabawkach i książkach. O szkole. Pytaj o to, czego nie rozumiesz, a ja Ci odpowiem.

Ciąg dalszy tego samego listu, 23 września 1939:

Najdrożsi i ukochani, minął miesiąc, jak wysłałem do Was telegram, i do tej pory nie mam odpowiedzi. Zatem adres “Moskwa 45” jest zły. Toteż wysyłam ten list na adres “Moskwa 92”. Mój pierwszy list, wysłany 10 września, szedł poleconym, ale nie pocztą lotniczą, więc pewnie dojdzie do Was dopiero za parę miesięcy. Jedynym sposobem na utrzymanie kontaktu jest pisać i pisać, nie czekając na odpowiedź. Myślę, że drugi list znowu wyślę na adres “Moskwa 92”. Tymczasem, najdrożsi, do zobaczenia. Róbcie tak jak ja – piszcie i piszcie. Całuję i ściskam Was mocno,

Wasz Marek

Nasza rodzina w 1936, i w 1940, roku śmierci ojca.

List 2, 21 października 1939

Najdrożsi i ukochani Helu i Ludwisiu,

wczoraj dostałem dwa telegramy od Was, jeden, który wysłaliście do obozów w Chabarowsku 19 sierpnia, chyba jeszcze przed otrzymaniem odpowiedzi na Wasz list z 9 czerwca i pocztówkę z 11 lipca, a drugi z 3 października, w którym zapytujecie, kiedy i do kogo wysłałem pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie mojej sprawy. Stąd wnoszę, że jeszcze nie dostaliście moich listów, posłanych 10 i 15 września na adres poste-restante “Moskwa 92”, bo w tych listach napisałem, że złożyłem zażalenie do Prezydium Rady Najwyższej ZSRR, które stąd zostało wysłane 20 września.

Helu, jeśli dasz radę odnaleźć to pismo, będziesz mogła się dowiedzieć wszystkich szczegółów i poczynić starania o moje zwolnienie i powrót do domu (może z pomocą adwokata). Ale nie wiem, kiedy moje zażalenie dotrze; często trwa to długo (cztery miesiące lub więcej). Wysłałem do Was także telegram 5 października, na adres “Moskwa 45”, którego, jak mi się zdaje, też jeszcze nie dostaliście. W telegramie od Was podajesz mi wreszcie Wasz obecny adres: Ulica Rad 58, Turist, Rejon Dymitrowski, Obwód Moskiewski. Nie mam pojęcia, gdzie to jest. Co to za “Turist”? W jakim charakterze Ty tam pracujesz?

[Ten adres był poprawny. “Turist” była to nazwa stacji kolejowej w osadzie Diedieniewo, gdzie zamieszkaliśmy. Mój ojciec był najpewniej jednym z wielu, którzy złożyli formalne skargi w sprawie swego aresztowania. Czy te papiery w ogóle wysłano do Moskwy, czy zniszczono je na Kołymie? Podejrzewam, że to drugie...]

Kochana moja, naprawdę nie wiem, gdzie teraz mieszkacie i dlaczego nie piszecie do mnie. Może stamtąd, gdzie jesteście, dacie radę wysłać list pocztą lotniczą. Pomyśl, że oprócz telegramów i paru słów na pocztówce, nie miałem od Was żadnej wiadomości i nie mam pojęcia, jak przetrwaliście te dwa lata rozłąki... i jak teraz żyjecie, a to jest dla mnie rzecz najważniejsza. Jeżeli o mnie chodzi, napisałem wszystko, z tyloma szczegółami, ile tylko było możliwe, w dwóch wspomnianych listach, które może w końcu do Was dojdą. Tylko jedno się zmieniło od tego czasu. Chwilowo jestem zwolniony z pracy z powodu wrzodu na ramieniu.

Najdroższy i ukochany Ludwisiu. Najpierw składam Ci serdeczne życzenia z powodu Twoich ósmych urodzin. Gdziekolwiek będę i cokolwiek się ze mną będzie działo, nigdy nie zapomnę tej daty – 24 października 1931 roku. I nawet godziny – 2 po południu. Głównie dzięki opiece Twojej Mamy, która od urodzenia z ogromnym poświęceniem zajmowała się Tobą w najtrudniejszych nawet warunkach – przetrwałeś – cały i zdrowy – do ósmych urodzin! To już poważny wiek – początek młodości, innych myśli i innych sposobów myślenia.

Ileż bym dał za to, by teraz móc z Tobą porozmawiać o Twoich marzeniach, i jak kiedyś, spacerować z tobą po ulicach Moskwy, opowiadać Ci historie, które tak bardzo lubiłeś, o Janku Muzykancie, o podróżach Guliwera i inne. A potem pójść do sklepu i kupić Twoje ulubione cukierki – “grzybki”. Myślę, że wkrótce nadejdzie czas, gdy znów będziemy razem, a w międzyczasie bądź mądrym i dzielnym chłopcem. Pomagaj mamie w tych ciężkich czasach, w których sama musi zastępować Ci oboje rodziców. Ucz się. I najważniejsze, dbaj o zdrowie i kondycję, żeby starczyło Ci na długie i bogate życie. Poproś mamę, żeby dała zrobić zdjęcie Wam obojgu. Przyślij mi je. Koniecznie napisz coś do mnie w każdym liście. Twój prezent urodzinowy nie przepadnie; będę pamiętał.

Helu, moja najdroższa i ukochana! Możesz być dumna z syna. Niedługo zacznie Ci pomagać. I z nadmiarem odwdzięczy Ci się za opiekę, którą go przez tyle lat otaczałaś. To bardzo mądry i dobry chłopiec. Och, jakże niecierpliwie czekam na jakiś list od Was, z którego w końcu dowiem się czegoś o tym, jak teraz żyjecie. Bądźcie dzielni oboje. Zostańcie w pokoju i walczcie z przeciwnościami życia, zewnętrznymi i wewnętrznymi, które są częścią Waszych uczuć... Całuję Was i ściskam mocno, bardzo mocno.

Marek

Bardzo dobrze pamiętam te czasy; zwłaszcza długie kolejki na moskiewskich pocztach. Rozpaczliwie czekaliśmy na wiadomość od niego, a on rozpaczliwie czekał na wiadomość od nas. Wysyłaliśmy też paczki z jedzeniem. Ale z jakiegoś powodu nie można tego było zrobić w Moskwie; trzeba było jechać na pocztę gdzieś dalej. Jeszcze teraz mnie porusza sposób, w jaki ojciec pisał o nadziei, że będziemy znów razem; pamiętam, jak bardzo tego chciałem. Czytając dzisiaj te listy, myślę o cenzurze; gdyby ojciec nie musiał się nią przejmować, treść ich byłaby pewnie inna...

Rozdział 1 Krótka historia mojego życia.

1.1 Jak budowano nowy ład.

Urodziłem się w Polsce, 8 lat przed wybuchem II wojny światowej. Wielu zachodnich intelektualistów uważało wówczas za swój obowiązek pomóc w budowaniu nowego niekapitalistycznego porządku społecznego. I tak moi rodzice, polscy komuniści, wyemigrowali do Związku Radzieckiego, zabierając ze sobą maleńkie dziecko – mnie. Zaślepieni idealizmem, jak tylu innych, nie zdawali sobie sprawy z gwałtu i brutalności, z jakimi Stalin rządził sowieckim społeczeństwem. Cena, jaką płacili za tę naiwność, była bardzo wysoka. Wielu ochotników z zagranicy, wpierw serdecznie witanych, zostało następnie okrzykniętych “wrogami ludu” i skazanych na śmierć lub uwięzionych. Jak to pojąć?

Z matką w Płocku, 1931.

Przybywszy do ZSRR w roku 1932, zamieszkaliśmy w wielorodzinnym bloku mieszkaniowym. Większość naszych sąsiadów z bloku również stanowili idealiści-emigranci z różnych krajów zachodnich, m.in. z Niemiec, Węgier, a nawet z USA. Nasze dwupokojowe mieszkanie dzieliliśmy z węgierską rodziną – my zajmowaliśmy jeden pokój, oni drugi. Kuchnia i jadalnia zarazem była tak mała, że obie rodziny nie mogły z niej korzystać równocześnie. Podobnie ciasna była i wspólna łazienka. Ojciec mój był inżynierem, zaś matka pielęgniarką w 39 Poliklinice Moskiewskiej.

Przy stole w przedszkolu. Ja po lewej, z widelcem w ręce. Uśmiechnięta Irma, z lewą ręką na serwetce, po prawej.

Oto jedno z moich najwcześniejszym wspomnień. Mam cztery czy pięć lat i chodzę do moskiewskiego przedszkola. Doskonale pamiętam moją koleżankę Irmę, która pozwoliła mi sprawdzić, czym różnią się chłopcy od dziewczynek. Pamiętam też wielki portret Stalina, trzymającego w ramionach małą dziewczynkę. Mówiono nam: “to nasz wielki wódz, ojciec wszystkich radzieckich dzieci. Kochamy go i on kocha nas.”

W roku 1938, gdy miałem siedem lat, mój ojciec został aresztowany jako domniemany “wróg ludu”. Zabrali go w nocy, gdy spałem. Nigdy go już więcej nie zobaczyliśmy. Nasze mieszkanie zapieczętowano i zostaliśmy bez dachu nad głową, nie wiedząc, gdzie się podziać. Możliwości powrotu do Polski nie było; granice były wówczas szczelnie zamknięte. Dziś, patrząc wstecz, widzę jasno, że gdybyśmy wtedy jakimś cudem dostali się do kraju, pochłonąłby nas Holocaust, jak większość pozostałych tam krewnych.

1.2. Bez dachu nad głową

Przez jakiś czas “mieszkaliśmy” w poliklinice; w dzień matka pracowała, a ja bawiłem się w poczekalni, nocą zaś spaliśmy na leżankach w gabinetach lekarskich. Po przeciwnej stronie ulicy urzędowało NKWD. Pamiętam, jak chodziliśmy tam z matką, która próbowała się dowiedzieć cokolwiek o losie ojca. Pamiętam też czekanie w długiej kolejce pod więzieniem; nie mam jednak pojęcia, które to więzienie było. Później znaleźliśmy się w osadzie Diedieniewo, jakieś 50 kilometrów na północ od Moskwy. Tam matka dostała pracę w domu opieki, ja zaś zacząłem uczęszczać do miejscowej szkoły podstawowej i wstąpiłem do pionierów. Do dziś pamiętam słowa składanej przysięgi: “wiernie służyć sprawie Lenina i Stalina”.

Matka tłumaczyła mi, że aresztowanie ojca było błędem, który zostanie naprawiony. “Tato wkrótce wróci”, powtarzała. I wierzyłem w to przez długi, długi czas. Dostaliśmy kilka listów ze stemplem pocztowym Magadanu (północno-wschodnia Syberia). W jednym z nich ojciec wyrażał nadzieję, że Moskwa wkrótce ponownie przeanalizuje jego akta. Żyliśmy nadzieją. Ale nic nam to nie dało. Ojciec zmarł w syberyjskim łagrze po dwóch latach od aresztowania.

Pewien czytelnik zapytał: “Czy doznał pan wówczas traumy?”. Moja odpowiedź brzmiała: “nie”. Jak to wyjaśnić? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiałem. Czy to możliwe, że trauma zaistniała, lecz uległa wyparciu? Gdybym był psychologiem, może kusiłoby mnie zagłębianie się w takie spekulacje, lecz czy to byłoby właściwe?

Moim zadaniem jest opisanie, co zaszło, a nie rozważanie odpowiedzi na pytania rodzące się w głowach czytelników. Sądzę, że wspomnienia, tak jak i samo życie, powinny stanowić bodziec do stawiania pytań, powinny być pożywką dla myśli. Moim celem jest jednak przede wszystkim przekształcenie sterty zapisanych zeszytów w coś nadającego się do czytania. Nie jestem psychologiem. I nie znam odpowiedzi na pytanie, dlaczego Stalin mordował cudzoziemskich idealistów, którzy przybyli mu z pomocą. Część tej odpowiedzi może kryje się gdzieś w sowieckich archiwach, lecz główna przyczyna zapewne tkwiła w jego charakterze i jego własnych motywacjach.

Pod koniec lat 30 nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki zawarli sojusz polityczny, który zakończył się w czerwcu 1941, gdy Niemcy zaatakowali ZSRR. Miałem wówczas prawie dziesięć lat. Pięć miesięcy od początku wojny znaleźliśmy się między młotem a kowadłem: Armia Czerwona wycofała się z Diedieniewa (po wysadzeniu mostu kolejowego nad kanałem), a Niemcy do niego nie weszli, zatrzymując się parę kilometrów dalej w Jachromie. Ich samoloty ciągle krążyły nad osadą, zrzucając bomby. Większość pensjonariuszy domu opieki pomarła z zimna, gdy od wybuchów powylatywały szyby z okien. Niektórych udało się mojej matce donieść do pobliskiego szpitala na własnych plecach. Potem pracowała w tym szpitalu, położonym naprzeciw ruin prawosławnego kościoła zburzonego podczas rewolucji, gdzie znaleźliśmy tymczasowe schronienie. Gnieździło się tam około setki ludzi, siedząc na workach marchwi i ziemniaków – bowiem piwnice zrujnowanej budowli służyły za magazyn warzyw, zwożonych z okolicznych kołchozów.

1.3 Między dwiema armiami

Pamiętam pewien dramatyczny moment: w przerwie między bombardowaniami matka przybiegła do kościelnej piwnicy, mówiąc, żebym lepiej poszedł z nią do szpitala. Gdy szykowaliśmy się do wyjścia, znów spadły bomby. Jedna z nich trafiła w drewniany budynek szpitala, grzebiąc pod gruzami około setki ludzi. Chwilę później wybuchł pożar i ci, co nie zginęli od bomby, płonęli żywcem. Słyszeliśmy krzyki wzywających pomocy, ale cóż można było zrobić?

W Diedieniewie, 1942.

Pierwsze zwycięstwo Rosjan, po którym front przesunął się na zachód od Moskwy, uwolniło od Niemców i nasze okolice. Tydzień później poszedłem do Jachromy i wdrapałem się na porzucony niemiecki czołg. Nieustający huk dział coraz bardziej się oddalał.

Zaczęło się dla nas życie bezpieczniejsze, ale też bardzo ciężkie ze względu na niedostatek żywności. Mieszkaliśmy w baraku; każda rodzina zajmowała tylko jeden mały pokój. Polowa naszego pokoju była składem kartofli, zebranych na przeznaczonej nam działce. Tylko część tego skromnego urodzaju była stopniowo spożywana w ciągu zimy; reszta ziemniaków używana była do wiosennego sadzenia.

Zimy były bardzo mroźne; bardzo nam się przydała moja umiejętność pozyskiwania materiału na opał – czasem chrustu nazbieranego w lesie, a czasem i odpadków z miejscowego tartaku. Wiosną wybierałem jaja z ptasich gniazd i gotowałem zupy z pokrzyw. Latem jadaliśmy szczaw, jagody i grzyby, czasem udawało mi się też złapać jakiegoś ptaka albo złowić rybę; byłem wtedy dumny, że mogę matce pomóc w zdobywaniu żywności. Ale i tak prawie przez cały czas chodziliśmy głodni.

1.4 Powrót do Polski

W