Pałac na pustyni - Maisey Yates - ebook
Opis

Szejk Tarek al-Khalij wychował się na pustyni. Nie spodziewał się, że przyjdzie mu objąć władzę w kraju po przedwczesnej śmierci brata. Wojownik z krwi i kości nie jest przygotowany do życia w pałacu. Poznaje Olivię, bogatą Amerykankę, która jest gotowa wprowadzić go w arkana polityki, w zamian jednak oczekuje, że Tarek zrobi też coś dla niej…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 146

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maisey Yates

Pałac na pustyni

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Była krucha i blada. Jej blond włosy ściągnięte były w ciasny i elegancki kok, a długie rękawy sukni i ciągnący się po podłodze tren miały prawdopodobnie chronić jej europejską skórę przed pełnym słońcem Taharu.

Wystarczy, że spędzi kilka chwil w otoczeniu, w którym on przebywał przez ostatnie dziesięć lat, a zginie. Doradca wyobrażający sobie, że mogłaby zostać odpowiednią żoną dla szejka Taharu, to najwyraźniej kolejna osoba, którą należało zwolnić.

– Zabierz mi ją sprzed oczu – powiedział Tarek.

Spojrzała w górę, uprzejmy wyraz jej twarzy momentalnie stał się twardy jak stal.

– Nie.

– Nie?

– Nie mogę stąd odejść.

– Oczywiście, że możesz. Tak samo jak tu przybyłaś.

To on nie mógł odejść. Wrócić i szukać ukojenia na pustyni.

On, który był trzymany w odosobnieniu przez większość życia, a który teraz musiał znaleźć sposób, by rządzić milionami obywateli.

Uniosła podbródek, dzięki czemu mógł dostrzec jej arystokratyczny profil. Uświadomił sobie, że nie zadał sobie trudu, by zapamiętać jej imię. Na pewno podano mu je, informując go dwa tygodnie temu, że przybędzie księżniczka z europejskiego królestwa, aby zaoferować mu swoją rękę. A jednak jego mózg nie przechował tej informacji.

– Nie rozumiesz, szejku – ciągnęła zrównoważonym głosem, odbijającym się echem w ogromnej sali tronowej.

Raczej lubił to pomieszczenie. Bardzo przypominało jaskinię.

– Nie? – zapytał, wciąż nieprzyzwyczajony do tego tytułu.

– Nie. Nie mogę wrócić do Alansund, zanim ta unia nie zostanie przypieczętowana. Właściwie najlepiej by było, gdybym w ogóle nie wracała.

– A dlaczegóż to?

– Nie ma tam dla mnie miejsca. Nie urodziłam się w rodzinie królewskiej. Nawet nie pochodzę z tego kraju.

– Nie?

– Jestem Amerykanką – powiedziała. – Poznałam mojego męża… mojego zmarłego męża, króla, jeszcze w szkole. Teraz on nie żyje. Jego miejsce zajął jego brat i zamierza się ożenić. Nie ze mną, dzięki Bogu. Ale uznał, że przydam się, zawierając dynastyczne małżeństwo za granicą. No i… oto jestem.

– Imię i nazwisko – powiedział, bo męczyło go to, że ich nie znał.

Zamrugała.

– Nie wiesz, jak się nazywam?

– Nie mam czasu na błahostki, a skoro cię nie zatrzymuję, twoje nazwisko nie wydawało mi się ważne. Jednak teraz będę musiał je poznać.

– Wybacz mi, wasza wysokość, ale w większości układów politycznych moje nazwisko nie jest błahostką. Jestem królową wdową Olivią z Alansund. I myślałam, że będziemy omawiać korzyści płynące z tego małżeństwa.

Tarek poprawił się na krześle, unosząc rękę i wygładzając brodę.

– Nie jestem do końca pewien, czy to małżeństwo przyniesie mi jakiekolwiek korzyści.

– Więc dlaczego tu jestem?

– Moi doradcy uważali, że byłoby korzystnie, gdybym z tobą porozmawiał. Ale ja nie jestem tego taki pewien.

– Czy wolisz jakąś inną kobietę?

Nie był pewien, jak odpowiedzieć na to pytanie. Kobiety nigdy nie były częścią jego życia. Jego wygnania.

– Nie. Dlaczego pytasz?

– Przypuszczam, że będziesz potrzebował spadkobiercy.

Nie myliła się. Był ostatnim z rodziny al-Khalij. Tym, co pozostało z niegdyś potężnego rodu. Jego przeklęty brat nie miał narzeczonej. Ani nie prokreował, kiedy miał na to szansę. Teraz to zadanie spadnie na Tareka, a on nie został na to przygotowany. Został wyszkolony, by odrzucić żądze ciała. Aby chronić swój kraj, musiał stać się czymś więcej niż tylko człowiekiem. Musiał stać się częścią skały wyrastającej z nieprzystępnej pustyni. Stanie się na powrót człowiekiem z krwi i kości było trudnym wyzwaniem.

– Tak, za jakiś czas.

– Z całym szacunkiem, szejku, zwlekanie z płodzeniem spadkobiercy spowodowało, że znaleźliśmy się tu dziś oboje. Ja i mój mąż zaniedbaliśmy starań o dziecko, podobnie jak twój brat. Dlatego zostałam odsunięta. A ty zasiadasz na tronie, podczas gdy prawdopodobnie to twój bratanek powinien zajmować tę pozycję. Odwlekanie prokreacji może być dość kosztownym błędem.

Tarek odchylił się w tył, bolały go mięśnie. Nie przyzwyczaił się jeszcze do nowoczesnych mebli, choć spędził w pałacu cały ubiegły miesiąc.

Oceniając tę królową, Olivię, uznał, że jest krucha. Zaczął się zastanawiać, czy nie dał się zwieść pozorom. Prosty błąd.

Człowiek, który spędził wiele lat na pustyni, jak on, nie powinien wierzyć wyłącznie oczom. Fatamorgany nie należały wyłącznie do legendy. Na pustyni było o wiele bardziej prawdopodobne znalezienie piasku niż jakiegokolwiek wytchnienia od upału. Mimo to, kiedy przywódca plemienia Beduinów przyniósł mu wiadomość o śmierci Malika, poczuł niechęć przed powrotem do pałacu.

Co mógłby zaoferować temu krajowi jako dyplomata? Temu krajowi, który był częścią jego duszy. Narodowi, który wyniszczyły prawa ustanowione przez jego brata i którego przysięgał strzec za wszelką cenę. Dla dobra kraju musiał wrócić i rządzić. I dlatego, choć było mu to nie w smak, musiał rozważyć sensowność znalezienia narzeczonej. Kogoś, kto wypełniłby jego braki.

– Słuszny argument. A jednak mam inne opcje. Przynajmniej pokazałem, że o wiele trudniej jest zabić mnie niż mojego brata.

– Czy ktoś czynnie stara się wykazać, że jest inaczej? Jeśli masz wrogów, nie zamierzam stawiać siebie ani ewentualnych dzieci w takiej sytuacji.

– Doceniam twoją zapobiegliwość. Jednak śmierć mojego brata była jedynie wypadkiem. Nie ma żadnych wrogów. Mój brat surowo rozprawiał się z każdym krytykiem, który się pojawiał. Żaden nie pozostał.

‒ Przy takim sposobie rządzenia w rzeczywistości musiało pozostać ich wielu. Tylko po prostu milczą. Miejmy nadzieję, że ty nie wzbudzisz ich gniewu.

– Nie jestem Malikiem. Nie mam zamiaru brać z niego przykładu.

Był daleki od tego. Zamierzał rządzić dla ludzi, a nie dla siebie. Malik sterroryzował tłumy. Zaniedbał gospodarkę. Odwracał wzrok, gdy lud głodował. Wydawał pieniądze na wystawne przyjęcia, biżuterię i luksusowe apartamenty dla kolejnych kurtyzan.

– Rozumiem. Jednak zmiana może też wiązać się z problemami.

– Mówisz tak, jakbyś miała doświadczenie w tej kwestii.

Jasnoróżowe usta lekko się wydęły. Była takim wyrafinowanym stworzeniem. Zupełnie mu obcym. Niewiele czasu spędził w towarzystwie kobiet, a jeszcze mniej – w towarzystwie kobiet takich jak ta.

– Mój mąż dokonał wielu zmian po objęciu tronu. Odpowiadał za sporo modernizacji. Alansund było jednym z bardziej przestarzałych krajów Skandynawii, a król Marcus zrobił niemało, by to zmienić. Zmiana jest zawsze bolesna.

– A twój kraj stoi teraz przed kolejną zmianą: będzie mieć nowego króla.

– Tak. Chociaż wierzę, że Anton zrobi dla kraju co w jego mocy. To dobry człowiek.

– Ale nie wystarczająco dobry, żebyś go poślubiła?

– Jest związany z inną i chce się z nią ożenić. Poza tym to trochę jak z Biblii: poślubić żonę zmarłego brata.

Tarek nie rozumiał, dlaczego wydawało jej się to niewłaściwe. Spróbował sobie wyobrazić, jak by to było, gdyby Malik miał żonę. Nie mógł pojąć, dlaczego taki sposób pozyskania szejkini miałby być gorszy niż inne metody. Nie miało dla niego znaczenia, czyją żoną była wcześniej ta kobieta. Ale wtedy musiał uznać swój brak wiedzy w kwestiach damsko-męskich. Być może była to jedna z tych rzeczy, które mu umykały ze względu na szczególny charakter jego egzystencji sprzed powrotu do pałacu.

– To twój szwagier cię tu przysłał?

– Tak. Uświadomił sobie, że możesz potrzebować królowej. A tak się złożyło, że my mieliśmy jedną w rezerwie.

Byłby się roześmiał, gdyby to leżało w jego zwyczaju.

– A nam jednej brakuje. Rozumiem, że takie rozwiązanie wydaje się logiczne. Ale niestety uważam, że to nie jest dla mnie dobry moment na składanie ślubów. Trafisz sama do wyjścia czy mam wezwać kogoś ze straży, żeby cię odprowadził?

Olivia nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz została odprawiona. Właściwie to mogła. Anton pośpiesznie oddalił ją do obcego kraju, by w ten sposób stanowiła kapitał Alansund. Ponieważ wraz ze śmiercią Marcusa przestała się liczyć. Nie było sensu mieć o to pretensji. W jej żyłach nie płynęła królewska krew. Nie urodziła potomka. Tak wyglądało życie w pałacu. To nie było nic osobistego.

W rzeczywistości to był drugi związek, który Anton próbował dla niej zaaranżować. Najpierw liczył, że zwiąże się z dyplomatą z Alansund, który miał zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. A że Olivia była Amerykanką z urodzenia, miałoby to sens, ale… Nic nie czuła do tego mężczyzny. A pomysł powrotu do Stanów wydawał jej się czymś w rodzaju kroku wstecz. Pragnęła czegoś nowego. Potem umarł Malik, a w Taharze nastał nowy szejk. Doskonała okazja, aby ukształtować sojusz z krajem znajdującym się od długiego czasu w izolacji, ale bogatym w ropę i inne zasoby.

Anton poprosił, a ona się zgodziła. Raz już go zawiodła; nie zrobi tego ponownie. Musiała jednak przyznać, że chociaż wiedziała, że szejk jest niekonwencjonalny i że dorastał głównie na pustyni, wyobrażała sobie… coś innego. Jego obecność wypełniała salę tronową zwierzęcą aurą. Nie był typem władcy, do jakiego była przyzwyczajona. Jej mąż i jej szwagier byli kulturalnymi mężczyznami, którzy w rozmowie starannie dobierali słowa i których prosta postawa mogłaby wywołać zazdrość nawet u najbardziej doświadczonych żołnierzy. Mężczyznami o arystokratycznej, zabójczej urodzie.

Szejk Tarek al-Khalij nie posiadał żadnej z tych cech. Był bardziej zwierzęciem niż człowiekiem, odchylającym się w tył na błyszczącym tronie, z jedną ręką na brodzie, drugą trzymając się mocno ozdobnego podłokietnika. Nogi miał szeroko rozłożone, jedną wyciągniętą, a drugą schowaną pod siedzeniem. Nie był przystojny. Daleko mu było do tego – w nijakiej tunice i lnianych spodniach, z długimi czarnymi włosami związanymi skórzanym paskiem i z ciemną brodą ukrywającą znaczną część jego twarzy. Ale był zniewalający. Jego oczy były jak onyks – nieskończone, gładkie. Badawcze. Spostrzegła, że trudno było odwrócić od nich wzrok.

Z wielu względów poczuła ulgę, że ją odrzucał. Nie na to się pisała. Widziała zdjęcia poprzedniego władcy. Był wykształcony, przystojny – bardzo przypominał w tym Marcusa. Nastawiła się na poślubienie drugiego takiego mężczyzny. Nie była przygotowana na Tareka. Wciąż nie miała pojęcia, co się z nią stanie, jeśli powróci do Alansund, nie spełniając swojej misji. Przypuszczała, że Anton nie wyprze się jej całkowicie. Ale nie było tam dla niej miejsca. Nie będzie tam z niej żadnego pożytku. Nie będzie miała nic do roboty poza kręceniem się po olbrzymim pałacu. To było zbyt podobne do tego, czego doświadczyła, dorastając. Zapomniane dziecko. Bo wszyscy musieli poświęcać Emily każdą, choćby najmniejszą cząstkę uwagi. Zajmowanie się nią wymagało stałej czujności. Stan jej zdrowia należało nieustannie monitorować.

Olivia zastanowiła się, czy to właśnie poczucie żalu ją ukształtowało, ale odepchnęła tę myśl. To nie miało znaczenia. Jej rodzice robili to, co powinni robić dobrzy rodzice. I ona robiła to, co powinna robić dobra siostra. Wciąż jednak miała awersję do bezczynności. Do niewidzialności.

– Chciałabym, żebyś to jeszcze przemyślał – powiedziała, zanim zdążyła się zastanowić nad tym, co mówi.

– Czy wiesz, jaka była moja poprzednia funkcja w tym kraju?

– Oświeć mnie. – Jej głos zabrzmiał jak hartowane szkło.

– Byłem sztyletem. Takim, który można schować w fałdach szaty. Pozostaje on ukryty, a tym samym jeszcze bardziej niebezpieczny. Nie dowodziłem armią. Przeciwnie, moje miejsce było na pustyni. Skupiałem się na tamtejszych plemionach, na zapewnianiu stabilności. Tłumiłem rebelie, zanim jeszcze miały szansę na dobre się zakorzenić. Byłem wrogiem wrogom mojego brata. Kimś, kogo istnienia ledwie się domyślali.

Jeśli zamierzał ją przestraszyć, już niemal mu się udało. Ale wzbudził też w niej ciekawość. I chwilowo zagłuszyła ona strach.

– Czy w jakiś sposób przygotowano cię do rządzenia? – spytała.

– Czy wiem, jak rozmawiać z zagranicznymi dygnitarzami, wygłaszać przemówienia i jeść, zachowując elementarne zasady zachowania przy stole? Nie.

– Rozumiem – powiedziała, robiąc krok w jego stronę. – Biorąc to pod uwagę, może mogłabym ci się przydać w inny sposób?

– W jaki sposób? Jeśli robisz aluzję do swojego ciała – wypowiadając to słowo, od niechcenia przesunął po niej wzrokiem – przekonasz się, że nie tak łatwo mnie poruszyć.

Zalała ją fala gorąca. Nie była pewna, czy to wstyd, czy raczej złość. I nie była pewna, dlaczego miałaby czuć jedno albo drugie. Nie znała tego człowieka. To, co myślał o jej ciele, nic dla niej nie znaczyło. Była dostatecznie pewna swojej atrakcyjności.

– Każda kobieta może ci oddać ciało – powiedziała lekceważąco. – Ale bardzo niewiele kobiet zostało przygotowanych do bycia królową. Ja pochodzę z zamożnej rodziny, ale nie z rodu królewskiego. Musiałam się wiele nauczyć, zanim byłam gotowa zostać królową. Mogę podzielić się z tobą swoją wiedzą.

Wyraz jego twarzy prawie się nie zmienił, jego oczy zabłysły niemal niezauważalnie.

– Myślisz, że może mi się to przydać?

– Myślę, że tak, chyba że chcesz, by kraj, na którego ochronie spędziłeś tak znaczną część życia, stanął w płomieniach. W polityce niezbędny jest zupełnie inny rodzaj siły. I musisz nad nią pracować, tak jak nad siłą fizyczną.

– Nie muszę się z tobą żenić, żeby skorzystać z twojego treningu.

– To prawda. Na dobry początek daj mi trochę czasu, bym mogła udowodnić swoją wartość. Małżeństwo to dość poważny krok dla dwojga nieznajomych.

Przechylił głowę na bok.

– Czy twój poprzedni mąż był nieznajomym?

– Nie, poznałam Marcusa na uniwersytecie.

– Małżeństwo z miłości? – zapytał, unosząc jedną brew.

– Tak. Także z tego powodu tak łatwo jest mi obstawać przy idei obopólnie korzystnego sojuszu. Nie zależy mi na małżeństwie, które wyglądałoby identycznie jak mój pierwszy związek.

– Mogę obiecać, że małżeństwo między nami w niczym by go nie przypominało.

– W porządku. Nie odsyłaj mnie z powrotem. Daj mi jeden miesiąc. Pomogę ci w bardziej złożonych kwestiach i możemy zaaranżować coś w rodzaju zalotów. Trochę dla mediów, trochę dla twojego narodu. Jeśli to się nie uda, nic w tym złego. Ale jeśli się uda… Cóż, to rozwiązuje kilka problemów.

Wstał nagle. Jego płynne ruchy przywodziły na myśl atak żmii.

– Królowo wdowo Olivio z Alansund, zawieramy porozumienie. Masz trzydzieści dni, aby przekonać mnie, że jesteś mi niezbędna. Jeśli ci się to uda, wezmę cię za żonę.

Tytuł oryginału: Bound to the Warrior King

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2015 by Maisey Yates

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2987-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.