Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 489 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ostra Gra - Olivia Cunning

 

Sed, wokalista Sinnersów, każdej nocy przyciąga na koncerty tłumy fanek. Jego głos sprawia, że dziewczyny szaleją. Ale scena to jedyne miejsce, gdzie on sam odczuwa jakiekolwiek emocje, odkąd stracił Jessikę.

Jessica, piękna studentka prawa, jest przekonana, że postąpiła słusznie, kończąc ten burzliwy związek. Lecz równocześnie dobrze wie, że żaden facet nie może się równać z seksownym rockmanem…

Nieoczekiwanie znów mają szansę zacząć wszystko od nowa. Ale tym razem ryzyko jest większe: jeśli znów złamią sobie serca, to stanie się to na oczach milionów…

Opinie o ebooku Ostra Gra - Olivia Cunning

Fragment ebooka Ostra Gra - Olivia Cunning

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Redakcja stylistyczna

Izabella Sieńko-Holewa

Korekta

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© PhotoAlto/Alamy

Tytuł oryginału

Rock Hard

Copyright © 2011 by Olivia Cunning

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2013 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-4633-8

Warszawa 2013. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Publikację elektroniczną przygotował

Dedykacja

Pamięci Kurta Cobaina, którego talent i pomysłowość

zainspirowały pokolenie muzyków, dotykały dusz

i serc niezliczonych fanów, a mnie udowodniły,

że a mosquito, my libido to nadzwyczajne słowa.

Rozdział 1

Rozdział 1

Jessica była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Życie nie mogło być lepsze. Zaszła Seda od tyłu, objęła go za szyję i pocałowała w ucho.

— Kochanie, zgadnij, co się stało.

— Co? — spytał z roztargnieniem.

Zerknęła znad jego ramienia i zobaczyła stos rachunków, na które gniewnie łypał okiem.

— Dostałam się!

Teraz jego wzrok wyrażał raczej zdziwienie.

— Dostałaś się? Gdzie?

Wyjęła z tylnej kieszeni spodni list i rozłożyła przed nim. To na pewno zetrze wyraz niezadowolenia z jego boskiej twarzy.

Czytał, a ona wpatrywała się w pierścionek zaręczynowy, który niedawno dostała. Po wielu latach ciężkiej pracy w szkole jej marzenia wreszcie stawały się rzeczywistością. A wisienką na torcie była przystojna, wschodząca gwiazda rocka w roli narzeczonego.

— Studia prawnicze?

Tak mocno przytulała się do Seda, że wibracje jego głębokiego głosu czuła w swojej piersi.

— Tak! Cudownie, prawda? Nie mogę się doczekać. Musimy to jakoś uczcić. — Pocałowała go w skroń i uścisnęła. — Pójdę włożyć spódnicę. Pojedziemy zwiedzać miasto. Chcę się z tobą kochać na jakiejś zatłoczonej ulicy. Może na Rodeo Drive. Albo na Hollywood Boulevard. Co ty na to?

— Nie stać mnie na twoje studia prawnicze, Jess. Nie stać mnie nawet na naprawienie pieprzonej skrzyni biegów w autokarze. — Rzucił jej list na kupkę rachunków.

— Nie martw się. — Wyciągnęła drugi list. Z wykazem przewidzianych dla niej ulg finansowych. — Stypendia, granty, zwolnienia z opłat. Potrzebuję tylko trzech tysięcy dolarów w semestrze.

Sed odsunął krzesło od stołu i podszedł do poobijanej lodówki. Była pusta, więc zaraz ją zamknął.

— Nie mam nawet trzech tysięcy, Jessico.

Nie rozumiał. To było jej marzenie. On realizował swoje. Dlaczego nie miałaby zrobić tego samego?

— Nie oczekuję, że za to zapłacisz. Poradzę sobie. Chciałabym tylko, żebyś się ze mną cieszył. Pogratulował mi. Cokolwiek. To najważniejsze, co mi się w życiu przytrafiło!

Oparł się tyłem o kuchenny blat i skrzyżował ramiona na piersi. Oszołomiło ją na moment, jaki był przystojny. Szerokie ramiona, wyrzeźbione mięśnie, wąskie biodra. Czarne włosy, niebieskie oczy. Twarz prosto z ekranu kinowego. A potem się odezwał.

— Ja jestem najważniejszym, co ci się przytrafiło w życiu. Nigdzie nie pójdziesz.

— Jak to nie pójdę?

— Nie pójdziesz na studia. Będziesz zbyt zajęta zabawianiem mnie w sypialni. A jak nam się znudzi, pykniesz piątkę albo szóstkę dzieci i zajmiesz się nimi, gdy ja wyjadę w trasę, będę zarabiał i przynosił nam sławę.

Tak miało według niego wyglądać jej życie? Jaja sobie robił?

— Od dzieciństwa marzyłam o tym, że zostanę prawnikiem, Sedriku. Pójdę na studia. Nie będziesz mi mówił, jak mam żyć.

— Jeśli chcesz być moją żoną, nigdzie nie pójdziesz. Zabraniam.

Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.

— Musiałam się przesłyszeć.

— Nie.

— W takim razie nie chcę być twoją żoną.

Roześmiał się, rozbawiony.

— Nie mówisz poważnie.

Postawa macho, która tak jej się na początku podobała, teraz przyprawiała ją o zgrzytanie zębów. Ściągnęła z palca pierścionek i rzuciła. Trafiła w pierś. Sed złapał go, przyciskając ręką do ciała.

— Proszę! Sprzedaj to pozłacane gówno, napraw swój święty autobus i pracuj, żeby twoja grupa stała się sławna, ty dupku!

Gapił się z niedowierzaniem.

— Koniec z nami.

Szeroko otworzył błękitne oczy.

— Zrywasz ze mną? — Pierwszy raz od początku ich trwającej cztery miesiące znajomości Jessica zauważyła, że stracił pewność siebie. — Jeszcze nikt nigdy ze mną nie zerwał. Nigdy!

Niech go szlag, niczego nie zrozumiał.

— A czego się spodziewałeś? Że uszczęśliwi mnie bycie twoją zabawką?

Na jego twarz powrócił samczy uśmieszek.

— A nie jesteś szczęśliwa? W łóżku jakoś nie narzekasz.

Tak, w łóżku nie narzekała. Ich ciała były dla siebie stworzone. Ich seksualne apetyty zgrywały się w doskonałej harmonii. Nie grała cała reszta.

— Odchodzę, Sed.

Zawahała się. Miał ostatnią szansę, żeby wszystko naprawić. Wystarczyło przyznać, że postąpił źle, próbując kontrolować jej życie. Traktując ją jak przedmiot a nie jak osobę, którą podobno kochał na tyle, żeby się z nią ożenić.

Czekała. Pragnęła go. Boże, zawsze go pragnęła. Był apodyktyczny i arogancki, a jednak go chciała. Ale go nie potrzebowała.

— Nie sądzę — zaśmiał się. — Nie masz dość siły, żeby ode mnie odejść.

Jessica zgarnęła ze stołu swój list i pokazała mu, jak bardzo się myli.

Rozdział 2

Rozdział 2

Pewny siebie uśmiech zbladł na twarzy Jessiki, kiedy zobaczyła wypisaną na czerwono ocenę na swoim ostatnim egzaminie. F.

F?

Głośno przełknęła ślinę. F! Fiasko. Fatalne, finałowe fiasko.

Pod tą wstrząsającą oceną nabazgrany był komentarz: „Panno Chase, następnym razem proszę rozważyć przygotowanie pracy zgodnej z tematem”.

— Zobacz — powiedział koleś siedzący obok. Przysunął się zdecydowanie za blisko i postukał czubkami palców w swoją kartkę. — Królowa Śniegu postawiła mi A z minusem. Co ty dostałaś, geniuszu? Pulitzera za najlepszą pracę końcową w historii?

Jessica szybko wepchnęła swój oblany egzamin do skórzanej teczki. Oblany?!

— Za to nie dają Pulitzerów.

— Wiem, to był żart. Masz już dość olewania mnie?

Podniosła się z krzesła, kolana się jej trzęsły. F? Jak to możliwe?

No jak? To musi być pomyłka.

Ruszyła w kierunku katedry na przodzie sali, za którą stała doktor Ellington. Zawsze wyglądała doskonałe. Gładkie jasne włosy ostrzyżone miała na sięgającego uszu boba; lekko falowały, gdy pakowała papiery do teczki. Miała na sobie schludną granatową garsonkę, wartą więcej niż samochód Jessiki. Można by ją uważać za ładną, gdyby nie wydawała się taka przebiegła. I onieśmielająca.

Jessica mocniej ścisnęła teczkę.

Ktoś złapał ją za ramię. To chłopak, który dostał A — patrzył na nią z nadzieją. Był przystojny. Miał na sobie błękitną koszulkę polo i dockersy, a dłonią przeczesywał włosy w kolorze piasku.

— Pójdziemy razem na kawę?

— Nie, dziękuję.

— A do kina? Albo na kolację?

— Nie. — Zmarszczyła brwi. — Przypomnij mi, jak masz na imię?

Jego ładna chłopięca twarz posmutniała.

— Doug. Siedziałem obok ciebie przez cztery miesiące i nie wiesz, jak mam na imię?

No cóż, siedziało koło niej wielu facetów. Nie mogli oczekiwać, że będzie ich wszystkich pamiętała, szczególnie, że nie była nimi ani trochę zainteresowana.

— Wybacz, Doug, nie mogę teraz gadać. Muszę zapytać o coś ważnego doktor Ellington.

— Zaczekam.

— Nie jestem zainteresowana.

— Jasne, że nie. W ogóle nikim nie jesteś zainteresowana. Rozumiem, że umawiasz się tylko z dupkami?

Przemknęła jej przed oczami twarz byłego narzeczonego. Sedric Lionheart zdecydowanie kwalifikował się do tej kategorii, ale rozstali się dwa lata temu, więc już się nie umawiała z dupkiem. Zresztą nie umawiała się z nikim.

— Co to za pytanie?

— Miła, mądra i piękna. — Wyliczył, odhaczając na palcach. — To typ kobiety, która umawia się tylko z dupkami.

Jessica zmrużyła oczy.

— W takim razie dlaczego daję ci kosza?

Doug złapał się za serce.

— Auć. Piękność ma pazurki. — Zaśmiał się. — Zaczekam na ciebie na zewnątrz.

— Naprawdę Doug, to nie ma sensu.

— Zaczekam.

Strzepnęła jego dłoń z ramienia i podeszła do katedry. Kiedy stanęła przed doktor Ellington, ta uśmiechnęła się jak wąż umalowany brązową szminką.

— Mogę pani zająć chwilę? Chciałabym porozmawiać o mojej ocenie.

— Nie ma o czym rozmawiać.

— Nie rozumiem, jak pani mogła... — Jessica przełknęła ślinę i z trudem to wypowiedziała — oblać mnie. Moja praca jest dobra. — Wyprostowała się, starając się wyglądać na pewniejszą siebie, niż się czuła. — Jest świetna.

Doktor Ellington wzruszyła ramionami.

— Może i tak, ale wyraźnie powiedziałam, czego oczekuję, a pani nie posłuchała wskazówek.

To nie była prawda. Ani trochę.

— Przeanalizowałam dany przypadek. Zrecenzowałam wszystkie dokumenty sądowe i związaną ze sprawą literaturę. Zajęłam się postawą powoda i obrony. Oceniłam wyrok i wpływ, jaki może mieć na przyszłe procesy.

— Stwierdziła pani także, że obrona obrała złą taktykę i przeprowadziła pani sprawę raz jeszcze, usiłując buńczucznie udowodnić, że mogła ją pani wygrać.

Buńczucznie?! Jessica otworzyła usta. Zamknęła je. Głęboko zaczerpnęła tchu.

— Ale obrona przegrała, bo podeszli do problemu ze złej strony. Gdyby kierowali się moją strategią...

— Panno Chase, jest pani studentką drugiego roku. Naprawdę uważa pani, że mogłaby wygrać sprawę, z którą nie poradzili sobie zawodowi prawnicy?

— Tak, tak uważam. Gdyby zechciała pani zerknąć raz jeszcze...

Doktor Ellington uciszyła ją gestem.

— Ocena zostaje. Przyda się pani kubeł zimnej wody. — Uśmiechnęła się chłodno. — Życzę miłych wakacji.

Jessica złapała ją za rękę.

— Napiszę to od nowa. Usunę każde odwołanie do mojej alternatywnej taktyki.

— Trzeba było to zrobić za pierwszym razem. — Odrzuciła jej dłoń. — Czeka na panią wianuszek wielbicieli. — Skinęła w kierunku drzwi. — Może oni pomogą pani rozwiązać ten drobny problem.

Jessica zerknęła przez ramię i zobaczyła, że w progu stoi sześciu czy siedmiu chłopaków. Obserwowali ją. Co oni mieli z tym wspólnego? Złapała się za czoło, walczyła ze łzami.

— Nie płacz, śliczna Jessico — doktor odezwała się jak do dziecka. — Chyba nie chcesz dać mi tej satysfakcji? — Zgarnęła teczkę z podium i odwróciła się, ale musiała stanąć w miejscu, żeby nie wpaść na prorektora do spraw studenckich, doktora Taylora, który właśnie wszedł na salę.

Taylor wyglądał jak Perry Mason, tyle tylko że był, no cóż, stary.

— Czy moglibyśmy chwilę porozmawiać w moim biurze?

Ellington zesztywniała, schyliła głowę i przytaknęła.

Doktor Taylor popatrzył na Jessicę.

— Wyglądasz na przygnębioną, Jessico. Coś się stało?

Tak, mnóstwo złych rzeczy. Zerknęła na doktor Ellington, ale wiedziała, że nie byłoby w porządku naskarżyć na nią jej szefowi. Może zasłużyła, żeby oblać. Nie zrealizowała założeń pracy. Usiłowała zaimponować wykładowczyni swoją nadzwyczajną taktyką. I ewidentnie jej nie wyszło.

— Wszystko w porządku — wychrypiała.

— Gdyby miała pani ochotę o czymś ze mną porozmawiać na osobności, moje drzwi stoją otworem.

Miło z jego strony, pomyślała. Spojrzała na prorektora i okazało się, że ten wpatruje się w jej piersi. Oblizał wargi, podniósł wzrok na jej szyję, a potem z powrotem zerknął na biust.

— Tak, moje drzwi zawsze stoją dla pani otworem, Jessico.

Doktor Ellington złapała go za rękę.

— Mieliśmy porozmawiać.

Doktor Taylor się uśmiechnął.

— Ach tak, nasza rozmowa. — Dotknął policzka Jessiki. — Miłych wakacji.

Zanim zdążyła wzdrygnąć się pod jego dotykiem, odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi, a w ślad za nim poszła doktor Ellington.

Jessica wyszła z budynku, gdzieś za sobą słyszała rozmowy studentów. Pewnie w przyszłym roku będzie musiała ponownie uczęszczać na zajęcia doktor Ellington. Jako studentka trzeciego roku. Potworne upokorzenie dla najlepszej studentki. A raczej byłej najlepszej. Teraz znalazła się na dnie.

Wyszła na zewnątrz, popatrzyła na błękitne, mgliste południowokalifornijskie niebo. Słońce świeciło zupełnie nieświadome burzy, jaka zbierała się nad głową Jessiki.

— Jess! — Beth, współlokatorka, także studentka prawa, złapała ją energicznie w objęcia. — Ostatni dzień zajęć! Gotowa na imprezę?

Jedyna przyjaciółka Jessiki. Jedyna osoba, na której mogła polegać. Gdyby nie wsparcie Beth, Jess pewnie do dzisiaj co noc płakałaby za Sedem. Przylgnęła do niej, walcząc ze łzami. Przyjaciółka odsunęła ją i przyjrzała się uważnie, lekko dotykając dłonią jej policzka.

— O nie, coś się stało. Potrzeba nam lodów czekoladowych. Natychmiast!

Później, kiedy siedziały już na łóżku Jessiki i miały między sobą pudełko z lodami czekoladowymi, Beth podeszła do sytuacji z adekwatnym do roli przyjaciółki niedowierzaniem.

— Czytałam tę pracę. To była praca na A. Na A z plusem. Ellington coś do ciebie ma. Powinnaś iść do doktora Taylora. Powiedz mu, co się stało. Może będzie umiał pomóc.

Jessica wsunęła do ust kolejną porcję lodów, z każdą łyżką czuła się odrobinę lepiej.

— Jest obleśny. Nic, tylko gapi się na moje piersi.

— Każdy gapi się na twoje piersi, Jess.

— Jestem też jedyną studentką, której imię pamięta.

— Naprawdę tego nie rozumiesz, tak?

— Czego?

— Jesteś zjawiskowa. Faceci zabijają się, żeby być z tobą, a ty wszystkich odtrącasz. Kiedy ostatnio się z kimś kochałaś?

— Dobrze wiesz, że nie robiłam tego, odkąd...

— Odkąd zerwałaś z tym głupkiem, z którym byłaś zaręczona.

Jessica skinęła głową. Nie rozumiała, dlaczego Sed wciąż nie daje jej spokoju.

— Przebolejesz go kiedyś?

— Już przebolałam. — Nie znosiła go. Przede wszystkim za to, że tak za nim tęskniła.

— Niech ci będzie. Ale nie zapominaj, kto ocierał ci łzy co wieczór przez pół roku.

— Już za nim nie płaczę.

Beth spojrzała na nią z litością...

— Wiem. Przepraszam, że o nim wspomniałam. — Siorbnęła trochę lodów z łyżki. — Znalazłaś już pracę?

— Nie. — Kolejny koszmar. Nie wypaliły wszystkie opcje zarobienia pieniędzy przez lato. Miała do wyboru liczne bezpłatne staże, ale potrzebowała kasy, a rynek był okrutny. — Muszę przez wakacje zarobić co najmniej osiem tysięcy. Jedno z moich stypendiów obowiązywało tylko przez dwa lata. Muszę je jakoś zastąpić.

— Weź pożyczkę.

— Nie chcę długów. Widziałaś moją matkę. Na pewno nie powtórzę jej błędów. Nie będę zależna od mężczyzny. Ona nie ma szacunku do siebie. — Na myśl o matce Jessica włożyła do ust kilka łyżek lodów jedna po drugiej.

— Ale to nie to samo. Chcesz zapłacić za studia. A za co ona płaciła?

Jessica wywróciła oczami.

— Za implanty piersi. Korektę nosa. Solarium. Bandaże wyszczuplające. Bieliznę. Wszystko, co mogło zapewnić jej bogatego męża.

Beth parsknęła śmiechem:

— A wychodziła za nieudaczników.

— W sumie pięciu, jeśli policzysz aktualnego.

— No widzisz, nie macie ze sobą nic wspólnego. Weź kredyt i spędź lato na plaży.

— Kusisz, Beth. — Jessica się uśmiechnęła.

— Jedyny sposób, żeby zarobić taką kasę w trzy miesiące jest niezgodny z prawem. — Beth zamyśliła się. — Chyba że...

— Dlaczego nie podoba mi się ta pauza?

— Moja kuzynka, Aggie, pracuje w barze ze striptizem Paradise Found w Las Vegas.

— Bar ze striptizem? A co to ma wspólnego ze mną?

— Zarabia fortunę! Z twoją urodą i ciałem byłabyś zasypywana pieniędzmi!

— Po moim trupie, Beth.

— Dlaczego nie? Szło ci świetnie, kiedy chodziłyśmy na zajęcia z tańca na rurze. Instruktorka powiedziała, że powinnaś zostać zawodowcem. I przecież podobało ci się to. Dobrze się bawiłaś.

Taniec na rurze był świetny, lubiła to. Prawdę mówiąc, wręcz uwielbiała.

— A nie sądzisz, że taniec erotyczny może pokrzyżować mi plany? Trudno potem zostać szanowanym adwokatem.

— Nie. No co ty. Wymyśl sobie pseudonim i nikt się nie dowie.

— Można odtworzyć historię zatrudnienia, używając numeru ubezpieczenia.

— Nikt się nie będzie przejmował tym, że w czasie studiów pracowałaś w klubie ze striptizem. Nie szukaj wymówek. Sama przyznaj, że to dobry pomysł.

— Nie ma mowy. Zapomnij.

— Czyli wychodzi na to, że wakacje spędzisz z mamą i ojczymem. — Beth aż parsknęła. — Będzie wspaniale. Jak się ma Ed?

Jessica starała się nie myśleć o swoim ojczymie. Zawsze gapił się na nią świdrującymi oczkami. Przypadkiem dotykał jej albo ocierał się o nią. Psuł zamek w drzwiach łazienki, żeby przyłapać ją pod prysznicem. Patrzył, jak śpi. „Niechcący” używał jej szczoteczki do zębów. A raz przyłapała go, jak brandzlował się w jej garderobie, owinąwszy jej majtki wokół swojego żałosnego fiuta. Wzdrygnęła się. Sam Ed wystarczył, żeby unikać wizyty w domu, a jeszcze wieczne utyskiwanie matki: „To wina Jessiki, że mój najsłodszy mężulek jest pierdołą” — to już było zbyt wiele.

Jessicę zemdliło i złapała się za brzuch.

Tak naprawdę nie było nic złego w tańcu erotycznym. Legalne zajęcie. Świetna kasa. Potencjalnie inspirujące. Może już czas, żeby uroda zapewniła jej coś jeszcze poza niepewnością.

— Paradise Found, mówisz? Masz numer do Aggie?

Rozdział 3

Rozdział 3

W ledwie oświetlonej sypialni autobusu, którym Sinnersi jeździli w trasy, Sed przyglądał się olśniewającej blondynce. Przyciskała do jego ramienia nienaturalnie jędrne piersi, a na jej seksownych różowych ustach błąkał się lekki uśmieszek.

— Ale Sed, ten koncert jest już wyprzedany. — Swobodnym gestem położyła rękę na jego brzuchu. — Nie masz jakichś wolnych biletów? — Kiedy nie odpowiedział, jej ręka zjechała ku paskowi dżinsów.

Wszystkie laski były takie same.

— Może i mam. — Potarł dłonią szczękę. Musi się ogolić, zanim pójdzie do klubu na wieczór kawalerski swojego gitarzysty. Miał jeszcze kilka minut.

— Dasz mi?

— To zależy. Co dostanę w zamian?

Złapała go za pasek i przyciągnęła do siebie.

— Obciągnę ci.

Nigdy nie oferowały, że zrobią pranie.

Sed wyciągnął z kieszeni kilka kondomów i przyjrzał im się.

— Mam wiśniowy albo pina colada.

— Gumka? — Zmarszczyła nosek, zbyt idealny, żeby stworzył go Bóg. Była gorąca, ale sztuczna.

— Nie wiem, gdzie były wcześniej twoje usta.

Wzruszyła ramionami i wyjęła mu kondom z ręki.

— A zresztą.

Rozpięła mu rozporek i wydobyła na wierzch jego sztywnego kutasa. Zanim zdążyła naciągnąć na niego prezerwatywę, zrobił się twardy jak skała.

— Nie sądziłam, że będzie taki wielki — powiedziała zdumiona.

— Boisz się, że się nie zmieści? — Skrzywił się.

— Nie, ale chyba chciałabym, żebyś mnie zerżnął.

— Chyba...?

Chwyciła podstawę jego członka, a główkę otoczyła jasnoróżowymi ustami. Zbyt pełnymi. Jak się nazywa to, co w nie wstrzykują? Kolagen?

W takich chwilach tęsknił za Jessicą. Jessica była prawdziwa.

Klęcząca przed Sedem blondynka włożyła fiuta do ciepłych ust i delikatnie ssała. Zamknął oczy i wyobrażał sobie twarz Jessiki, a Plastic-is-Fantastic robiła mu loda. Położył dłoń na jej głowie i odkrył, że jej włosy są aż lepkie od lakieru. Nawet nie wiedział, jak ma na imię. Zaczepiła go przed autokarem ledwie dziesięć minut temu, kiedy odczepiał od przyczepy forda thunderbirda z 1957 roku, należącego do Myrny. Była kochana, że pożyczyła im swoje auto, żeby zabrali jej przyszłego męża do klubu ze striptizem. Każda inna panna młoda kazałaby im iść na piechotę.

Blondynka odsunęła się i kutas Seda wyskoczył z jej ust. Rozmyślał, co oznaczało, że nie udało jej się skupić na sobie jego uwagi. Niewiele kobiet to umiało. Otworzył oczy i zobaczył, że się na niego gapi.

— No dobra, teraz już wiem na pewno, że chcę, żebyś mnie zerżnął.

Zerknął na radio z budzikiem stojące przy podwójnym łóżku.

— Nie mam czasu. Chłopaki chcą ruszać za pół godziny.

— Pośpiech mi nie przeszkadza.

Podniosła się i ściągnęła podkoszulek przez głowę. Nie nosiła stanika. Nie był jej potrzebny. Cycki miała jędrniejsze niż melony, do których były podobne. Złapał je i ścisnął. Wyglądały świetnie, ale powinny być bardziej miękkie i przylegać do wnętrza dłoni. Przycisnął je do siebie, a potem puścił i obserwował, jak niezauważalnym niemal ruchem wracają na miejsce.

— Mam tylko pół godziny — powtórzył.

— Nie potrzebuję gry wstępnej.

Naprawdę nie sądził, że da radę dokończyć sprawę z tą laską. To mogło trwać godzinami.

— Zaczekaj. — Otworzył drzwi do sypialni — Eric! — krzyknął do perkusisty.

Eric wyjrzał z łazienki. Włosy miał już wymodelowane w kolce biegnące przez całą głowę, krótsze z jednej strony, dłuższe z drugiej. Pasmo, które spływało mu po szyi, było ufarbowane na karmazynową czerwień. Połowa szczupłej twarzy Erica była pokryta pianą, druga gładko ogolona. Był właściwie gotowy do wyjścia, co oznaczało, że Sed naprawdę musiał się śpieszyć. Chłopaki będą na niego czekać, a chciał, żeby ostatnia noc Briana jako kawalera była udana.

— Co? — spytał Eric.

— Są tu jakieś gruppies? Ta laska chce, żebym ją zerżnął.

— Koleś, ale za chwilę wychodzimy. Powiedz, że nie.

— Nie chcesz na nas popatrzeć?

— Nie mam czasu. — Eric postukał w zegarek trzonkiem maszynki do golenia. — Chodź. To nie pora na pieprzenie.

Blondynka oparła się o plecy Seda i oplotła go rękami w pasie. Dłonią objęła kutasa. Powinien jej odmówić, ale musiał się uporać z erekcją. Nie miało sensu walenie konia, kiedy pod ręką było gorące i chętne ciało.

— Dzięki za nic — rzucił do kumpla.

Eric wzruszył ramionami i zniknął w łazience. Sed wrócił do sypialni i zamknął drzwi. Kompromis. Odwrócił się do blondynki i zobaczył, że jest naga.

— Będę cię pieprzył przez piętnaście minut — zaczął — ale potem obciągniesz mi z odrobiną entuzjazmu.

— Nie dojdziesz w piętnaście minut?

— Z jedną panną? Nie. — Chyba, że byłaby to Jessica. Zanim ją spotkał, nie miał żadnych kłopotów z osiąganiem satysfakcji, ale odkąd odeszła...

— Dobra. Jeśli nie dojdziesz w piętnaście minut, zrobię ci laskę. Z entuzjazmem. — Wypowiadając słowo „entuzjazm”, zrobiła palcami znak cudzysłowu.

Zdjął spodnie i objął dłońmi jej szczupłą talię.

— Jesteś mokra?

Wyszczerzyła się do niego.

— I to jak.

Podniósł ją w górę, trzymając w pasie.

— Więc włóż go.

Oplotła go długimi nogami w biodrach i sięgnęła ręką, żeby wprowadzić w siebie jego kutasa. Przesunął dłonie na jej tyłek. Odchylił jej biodra i wsunął się w nią głębiej. Westchnęła i odgięła głowę.

— Ach, Sed.

Zrobił krok w stronę łóżka.

— Odchyl się.

Złapała go za ramiona i zrobiła to.

— Jeszcze bardziej — polecił.

— Upadnę.

— O to chodzi.

Odchylała się powoli, ewidentnie mu nie ufała. Straciła równowagę i wylądowała na łóżku, z wygiętymi plecami. Powędrował za nią i wprowadził kutasa jeszcze głębiej.

— O Boże! — krzyknęła. — Sed! Pieprz mnie mocno!

Przynajmniej nie była cicha.

Zacisnął ręce wokół jej bioder, żeby ją podtrzymywać, kiedy w nią wchodził. Wysunął się, zawarczał i naparł znowu. Laski uwielbiały, kiedy warczał. Robił to na scenie, więc przypominał im, kto je rżnie. Ta nie była wyjątkiem.

— Tak, Sed! Tak! Boże, masz taki seksowny głos! — Bawiła się swoimi brodawkami, głaskała je i szczypała, jęcząc przy tym z rozkoszy.

Sed naparł rękoma, żeby zachęcić ją do przekręcania bioder. Nurkował w niej mocno i głęboko. Krzyknęła, kiedy miała orgazm. Jej ciało zadrżało i napięło się pod nim, a spazmatycznie zaciskająca się cipka wsysała jego kutasa głębiej. Chwycił ją w talii i przesunął dalej na łóżko, żeby miała materac pod pośladkami. Rozluźniła się, najwyraźniej myślała, że już z nią skończył. Do końca jej piętnastu minut zostało jeszcze sporo czasu.

Odwrócił ją na bok, a sam ukląkł nad nią okrakiem na krawędzi łóżka i uniósł jedną jej nogę. Wziął ją z boku, wszedł w nią i przekręcał biodra tak, żeby stymulować jej łechtaczkę.

— Sed, jesteś po prostu boski!

Ona za to nudziła go. Zerknął na zegarek i zastanowił się, czy zauważyła, że okroił jej kwadrans. Może gdyby zamknął oczy i pomyślał o kimś innym...

Nic z tego. Jessica ruszała się, brała we wszystkim udział, wiedziała, jak sprawić mu przyjemność. To z jej powodu uzależnił się od seksu. Ta dziewczyna, jakkolwiek miała na imię, nawet nie starała się zrobić mu dobrze.

Kiedy krzyknęła, mając drugi orgazm, przewrócił ją na plecy i podciągnął wyżej na materacu. Niby dlaczego miał tak harować, żeby ją zaspokoić, kiedy ona tylko leżała?

Umiejscowił się między jej udami, wchodził w nią teraz gładko i rytmicznie. Pozycja misjonarska sprawiła, że znaleźli się ze sobą twarzą w twarz, ale tak mu było wygodniej. Spojrzała mu w oczy. Miała brązowe tęczówki, lśniące od przyjemności. Oczy Jessiki były zielone jak jadeit i okolone gęstymi rzęsami.

Plastic-is-Fantastic podniosła głowę, żeby go pocałować, ale Sed przycisnął czoło do jej ramienia, żeby nie pozwolić na spotkanie ich ust. Nie pocałował kobiety od dwóch lat. Nie chciał wchodzić w osobiste relacje z tą laską.

Przesunęła dłońmi po jego plecach. Zadrżał i zaczął szybciej oddychać. Odkryła jego najwrażliwszą strefę erogenną, ale albo nie zauważyła jego reakcji, albo miała to gdzieś. Przywarła do jego ramion i, jęcząc z głębi gardła, wyrażała rozkosz.

— Czas, żebyś possała. Niedługo muszę iść — powiedział po dłuższej chwili.

Westchnęła.

— No dobra. Możesz zdjąć gumkę?

— Nie. — Wyszedł z niej i położył się obok.

— Boję się, że wciągnę ją do gardła.

Zaśmiał się.

— Nie sądzę, żeby ci to groziło. — Westchnął, kiedy włożyła go głęboko do ust. Nie była taka zła. Tylko niepewna. — Ssij mocno — powiedział. — Mocniej. O, tak!

Zazwyczaj odwlekał orgazm jak mógł najdłużej, ale tym razem skupiał się, żeby dojść najszybciej jak się da. Kiedy skończył, nie czuł satysfakcji, ale przynajmniej było po wszystkim.

Uśmiechnęła się do niego.

— Jak było?

— Znośnie. — Wygramolił się z łóżka, zdjął kondom, zawiązał supełek na końcu i wrzucił do kosza.

— Dupek z ciebie.

Znalazł spodnie i je włożył.

— Tak. To jakiś problem?

Roześmiała się.

— Nie dla mnie. Dostanę moje bilety?

— Zobaczę, czy Jake ma jakiś. — Jake od dawna obsługiwał ich trasy i rozdawał bilety i wejściówki za kulisy kobietom, którymi mogli być zainteresowani członkowie zespołu. Miał nosa do dobrej cipki.

— Jeden? — spytała irytująco nadąsana.

— Tak, jeden.

— A mój chłopak?

Podniósł brew.

— Naprawdę myślisz, że będzie chciał przyjść na mój koncert, kiedy dowie się, jak zdobyłaś bilet dla niego?

— Jasne. Jest twoim fanem. Ucieszy się, jak będzie mógł zamoczyć tam, gdzie ty moczyłeś. — Przygładziła włosy, patrząc na siebie w lustrze wiszącym nad komodą. — Dwa?

Sed wciągnął przez głowę czarny podkoszulek i przesunął dłonią po miękkiej szczecinie krótkich włosów.

— Nie. Będziesz miała szczęście, jeśli dostaniesz jeden.

Kiedy wychodził z pokoju, ubierała się i marudziła.

Eric zaczepił go na korytarzu.

— Wszyscy na ciebie czekają.

— Tylko się ogolę. I powiedz Jake’owi, żeby dał tej dziewczynie bilet na jutro, wtedy sobie pójdzie.

— Chyba nic już nie ma. Jesteśmy supportem dla Exodus End, to nie nasz koncert.

— Więc poproś o bilet Dare’a. Podzieli się. — Dare grał na gitarze prowadzącej w Exodus End, był też starszym bratem chłopaka grającego u Seda na gitarze rytmicznej. Sed i Dare znali się od lat. W przybliżeniu. — No proszę cię, stary. Sam bym to zrobił, ale muszę się ogolić, a ty jesteś gotowy.

Eric westchnął głośno i ruszył ku wyjściu z autokaru, mamrocząc pod nosem coś o pieprzonym chłopcu na posyłki.

Sed golił się szybko. Już prawie kończył, kiedy w drzwiach stanęła Myrna, przyszła pani Brianowa Sinclair. Oparła się o framugę i patrzyła, jak ostrożnie przesuwa maszynką po podbródku. Miała na sobie zgrabną tweedową spódniczkę, purpurową koszulkę na ramiączkach i pięciocentymetrowe szpilki. Pasma kasztanowatych włosów wymykały się z luźnego koka, upiętego u nasady szyi i okalały jej śliczną buzię w kształcie serca. To była kobieta z klasą. Ktoś, kogo Sed mógłby szanować. Doskonale rozumiał, dlaczego Brian lądował z nią w łóżku co kilka godzin. Miała aurę jakości, która wygrywała ze zdrowym rozsądkiem każdego mężczyzny. Szkoda, że interesował ją tylko gitarzysta. Każda próba, którą Sed podejmował, żeby ją uwieść, kończyła się klęską.

— Obiecaj mi, Sed, że przyprowadzisz go cało do domu — powiedziała.

Uśmiechnął się do niej.

— Obiecuję. Może będzie zbyt pijany, żeby samemu iść, ale wróci bezpiecznie.

W drzwiach obok Myrny pojawił się Brian. Objął ją w talii i wtulił twarz w jej szyję.

— Chyba odpuszczę sobie wieczór kawalerski — wymruczał — i pożegnam ten stan z tobą w sypialni.

Sed wywrócił oczami.

— Nie możesz przecież spędzić wieczoru kawalerskiego z narzeczoną, debilu.

Para stojąca w progu patrzyła sobie w oczy tak, jakby byli jedynymi ludźmi na ziemi. Sed nie wiedział, czy powinien być zazdrosny, czy zniesmaczony.

— Kocham cię — mruknął Brian.

Myrna dotknęła jego szczęki.

— A ja ciebie.

— Na pewno?

— Na sto procent.

Brian uśmiechnął się jak szaleniec i pocałował ją.

— Kocham cię.

— Kocham cię — szepnęła i wsunęła palce w jego sięgające ramion czarne włosy. Ich usta dzieliły zaledwie centymetry, zatapiali się we wzajemnej bliskości, nastawieni wyłącznie na siebie.

— Ej, dajcie spokój — zażądał Sed. — Skacze mi poziom cukru.

— Jutro zacznę nazywać cię panią Sinclair — powiedział Brian do Myrny, zignorowawszy Seda.

— A jak ja będę nazywać ciebie?

— Swoim osobistym bogiem seksu.

Zaśmiała się.

— Na to nie muszę czekać do jutra.

Trey, najlepszy przyjaciel Briana, który grał na gitarze rytmicznej, wcisnął się między nich.

— Nie ma przypadkiem takiego zwyczaju, że narzeczeni nie mogą na siebie patrzeć przed ślubem? — Jedną ręką zasłonił oczy Myrnie, a drugą Brianowi. — Nie podglądajcie.

Brian walnął go w żebra.

Trey obiema rękami złapał się za brzuch.

— Widziałaś to, Myrna?

Zgarnęła Treyowi z twarzy czarne włosy i pocałowała go w czoło.

— Biedne maleństwo.

Trey objął Myrnę w talii i złożył jej głowę na ramieniu.

— Przytul mnie.

Łypnął na nią jednym szmaragdowym okiem, bo drugie zasłaniała długa czarna grzywka. Wszyscy wiedzieli, że ten jego niewinny wygląd to ściema, ale Myrnie to nie przeszkadzało. Otoczyła go ramieniem i pogłaskała po plecach.

— Odczep się. — Brian wypchnął Treya na korytarz.

— Idziemy? — spytał Jace, basista, jedyny blondyn w grupie. Udało mu się zapuścić kilkudniowy zarost, chciał wyglądać jak twardziel, ale te jego zimne, czekoladowobrązowe oczy powstrzymywały ludzi od traktowania go jak słodkiego aniołka.

— Czekamy na Seda — oświadczył Trey. — Dokąd poszedł Eric?

— Poluje na Jake’a — odparł Sed.

Brian przytulał Myrnę do siebie i całował ją tak, jakby miał zamiar na zawsze wtopić się w jej usta. Powoli podwijał jej grzeczną spódniczkę w górę ud, głaskał ją po pupie i zapierał się biodrami o jej biodra. Już teraz bawili się ze sobą lepiej niż Sed dziesięć minut temu. To niesprawiedliwe.

— Trey, zrób coś ze swoim kumplem — zażądał Sed.

Trey złapał Briana za ucho i wydostał go z objęć Myrny.

— Zachowaj siły na noc poślubną, ogierze.

Brian odchylił się, że złagodzić ból.

— Auć, auć, auć! No już dobrze! Plastic-is-Fantastic wyszła z sypialni już ubrana.

— Idziecie gdzieś, chłopaki? Mogę iść z wami?

— Nie — odparli chórem wszyscy czterej. Eric zatupał na schodkach autokaru.

— Masz — podał blondynce bilet. — Baw się dobrze.

Wcisnął się zręcznie miedzy kolegów z zespołu, żeby spojrzeć na Seda, który właśnie ścierał ręcznikiem ostatnie ślady po piance do golenia.

— Więcej mnie nie wysyłaj, żebym załatwiał twoje sprawy, Lionheart.

Sed parsknął śmiechem.

— Dobrze wiesz, że zrobisz, o co cię poproszę. Nikt inny nie będzie pobłażał twoim dziwacznym fetyszom.

Eric zerknął na pozostałych chłopaków.

— Mam dość oglądania, jak się pieprzycie. Trey i Brian zaczęli się śmiać.

— Jasne, Eric — powiedział Trey. — Sed, jesteś gotowy?

— Chodźmy.

Brian pocałował Myrnę na pożegnanie.

— Możesz iść z nami.

— Do baru ze striptizem? — Podniosła pytająco brwi. — Nie, dzięki. Jak was nie będzie, zajmę się moim projektem o gruppies. Baw się dobrze z chłopakami.

Zrobił krok w stronę drzwi.

— Kocham cię.

— Ja też cię kocham. Ale idź już. Odwrócił się z ociąganiem i poszedł za resztą.

— Nie martw się, Myrno. Będę miał na niego oko — zapewnił Sed.

— Dzięki. Mogłabym cię prosić o jeszcze jedną przysługę?

— Co tylko zechcesz.

Myrna wskazała głową Plastic-is-Fantastic, która wpatrywała się we wszystko, jakby oglądała to na płatnym kanale.

Sed złapał blondynkę pod łokieć i poprowadził w stronę wyjścia z autobusu.

— Chodźmy, czas na ciebie.

Rozległo się tępe uderzenie w bok autobusu.

— Kocham cię, Myrna! — wołał Brian z zewnątrz. Sed pokręcił głową.

— Chryste, nie wierzę, że on się tak zachowuje na trzeźwo.

Myrna się roześmiała.

— Uważajcie na siebie. Do którego baru idziecie? Na wypadek gdybym musiała was znaleźć.

Puścił łokieć blondynki i zrobił krok w stronę Myrny, a potem wyprostował się i naprężył, używając swoich rozmiarów, żeby ją onieśmielić.

— Czyżby zaczynała pani zrzędzić, profesor Sex?

Nie drgnęła i zirytowana uniosła brew.

— Do którego, Sed?

Zaśmiał się. Uwielbiał laski, których nie był w stanie onieśmielić.

— Paradise Found.

Rozdział 4

Rozdział 4

Sed przytrzymał przed Brianem otwarte chromowane drzwi wahadłowe, a potem klepnął go w plecy. Brian zamrugał, ale Sed nie był pewien, czy to z powodu uderzenia, czy dlatego, że zobaczył rozebraną kobietę. Nawet kelnerki występowały całkiem gołe od pasa w górę. Bardzo miło.

— Sed, serio. Wieczór kawalerski jest niepotrzebny. — Brian zatrzymał się w progu i przeczesał czarne włosy. Dzisiaj był uczesany jak na scenę, włosy miał lekko nażelowane i sterczące w różne strony. Całe szczęście, że nie użył guylinera. — Wolałbym wrócić do autokaru i spędzić ten czas z Myrną.

Sed wywrócił oczami i pokręcił głową.

— Stary, od jutra będziesz z nią związany na wieki. Wieki. To świetna dziewczyna i w ogóle, ale to jednak dość długo. Ciesz się z ostatniego wolnego wieczoru. Trey, zrób z nim coś. — Sed spojrzał za plecy Briana. Trey stał tu przed chwilą.

Nie było go, ale pojawił się basista, Jace.

— Gdzie Trey? Co to za wieczór kawalerski bez drużby?

Jace skinął ufarbowaną platynową głową w kierunku drzwi trzy lokale dalej.

Sed spojrzał na szyld nad drzwiami i potarł twarz ręką.

— Klub gejowski? Kiedy on się w końcu zdecyduje, czy woli fiutki czy cipki?

— Problem polega chyba na tym, że lubi i to, i to — odparł Eric.

— I to bardzo — dodał Brian.

— Jednakowo — dopowiedział Jace.

— Nie martw się — pocieszył go Eric. — Szybko znajdzie sobie jakąś dupę.

Sed westchnął. Martwił się o członków zespołu. Brian był najnormalniejszy z nich, a teraz, na dzień przed swoim ślubem, zachowywał się jak totalny frajer.

— No nic Brian, to twój czas.

— Dobrze, zostańmy. Ale obiecaj, że żadna nie zatańczy mi na kolanach.

— Ale stary, Myrna się nie dowie! Kto miałby jej powiedzieć?

— Jestem pewien, że Myrna by to zniosła. Po prostu nie jestem zainteresowany.

Eric złapał Briana za rękę i pociągnął w głąb klubu.

— Wyluzuj trochę, panie Spięte Poślady.

Sed poszedł za nimi do baru. Zamówił whiskey z lodem i przeskanował wzrokiem sceny, żeby znaleźć najatrakcyjniejszą striptizerkę. Na środkowym podeście jedną rurę zajmowały dwie blondynki, które pieściły się i całowały za każdym razem, kiedy spotykały się w tańcu.

— Są super — stwierdził Sed. Mogłyby zrobić kanapkę McSed. Zastanawiał się, czy zdołałby je namówić, żeby wspólnie obskoczyły jego rurę. Wypił whiskey i postawił na barze szklankę z lodem, prosząc o dolewkę.

— Ta jest lepsza. — Jace wskazał na scenę po lewej, na której czarnowłosa dziewczyna w skórze strzelała z bata. Jego ciało przenikał dreszcz podniecenia za każdym uderzeniem pejcza.

Brian wziął piwo i skierował się na prawo. Na najspokojniejszej z trzech scen tańczyła blondynka w białych jedwabiach, koronkach i piórkach. Szeroki jedwabny szalik zakrywał jej oczy i podkreślał kobiecość. Choć pewnie nie widziała, dokąd idzie, do perfekcji opanowała zmysłowy, fantazyjny taniec tak, żeby nie spaść przy okazji ze sceny. Wygląda na to, że Brian lubi na słodko. Sed nie miał nic przeciwko, miał słabość do blondynek. Jessica miała włosy w kolorze... Chryste, dlaczego wciąż nie mógł przestać o niej myśleć? Ta suka zostawiła go pieprzone dwa lata temu!

Wszystkie stoliki w pobliżu sceny były zajęte. Brian rozejrzał się po sali, ale Eric wziął go pod rękę i poprowadził do stolika tuż pod sceną. Sześciu młodych mężczyzn czuło się tam jak u siebie, ale Sed wiedział, że Eric nie przyjmie odmowy. Sącząc whiskey, ruszył za przyjaciółmi.

— Ej, chłopaki, mój kumpel jutro bierze ślub — rzucił Eric. — Co wy na to, że wy sobie pójdziecie, a my tu usiądziemy?

— Współczuję przyjacielowi, ale my byliśmy tu pierwsi — odparł jeden ze starannie ostrzyżonych chłopaków.

Sed spojrzał na dzieciaka z podziwem. Ani on, ani kumple z zespołu nie wyglądali na takich, z którymi warto by było zadzierać. Tatuaże. Kolczyki. Łańcuchy. Włosy czarne jak smoła, nie licząc Jace’a i jego tlenionego blondu. Dżins i skóra. Pewnie świetnie by się wpisali w towarzystwo w barze dla motocyklistów.

Sed był wysoki, umięśniony i najbardziej onieśmielający z nich wszystkich. Podszedł do Erica, żeby go wesprzeć. Wolałby, żeby chłopcy wystraszyli się i sami sobie poszli. Nie chciał się z nimi bić, a wiedział, że Ericowi niewiele trzeba, żeby wybuchnąć.

— Proponuję, żebyś przemyślał to jeszcze raz. — Spojrzał w dół, na siedzących przy stoliku chłopców.

Eric rozprostował długie palce i wyłamał sobie kostki.

— Chryste, Eric, bo znowu nas aresztują. — Brian pomasował się po czole, pozornie bardzo przejęty. — Nie możesz mieć na koncie tylu pobić ze skutkiem śmiertelnym, wsadzą cię, wiesz o tym?

Studenci z szeroko otwartymi oczami złapali swoje drinki i przenieśli się do stolika na końcu sali.

Sed uśmiechnął się do Briana.

— Sprytnie, mistrzu Sinclair.

Brian wzruszył ramionami i usiadł. Pociągnął łyk piwa. Sed usiadł po jego prawej stronie, a Eric po lewej. Jace gdzieś zniknął. Pewnie był po drugiej stronie sali i tracił kasę na tańczącą tam dominę. Sed przełknął resztkę whiskey i dał znak kelnerce, że prosi o dolewkę. Brian sączył piwo i podniósł wzrok na czołgającą się ku nim tancerkę. Zakrztusił się.

— O kurwa! — szepnął Eric, także wpatrzony w striptizerkę. — Czy to nie jest...

Sed popatrzył na kobietę, która leżała teraz na krawędzi sceny, zwieszając przez nią włosy. Plecy miała wygięte w idealny łuk, a nagie piersi strzelały w sufit.

— Jessica.

Skoczył na równe nogi. Ściągnął skórzaną kurtkę i okrył jej ciało. Jej nagie ciało. Jego Jessica była naga. Naga. Przed tymi wszystkimi facetami.

Kiedy ściągnął ją ze sceny, krzyknęła. Przycisnął ją do piersi, chroniąc od pożądliwych spojrzeń.

W jednej chwili otoczyła ich ściana ochroniarzy.

— Nie dotykamy tancerek — odezwała się góra mięsa.

Jessica usiłowała mu się wyrwać, ale nie zamierzał jej puścić. Nie pozwoli tym mężczyznom gapić się na jej ciało.

— Sed. — Brian złapał go za ramię. — Puść ją.

Jessice zaparło dech w piersi.

— Sed?

Otarła się o jego ramię, żeby ściągnąć jedwabny szalik z oczu. Zsunął jej się na nos i usta. Szeroko otworzyła oczy. Zielone oczy w odcieniu jadeitu. Te, które prześladowały go we dnie i w nocy. Jak to możliwe, że była jeszcze piękniejsza, niż kiedy widział ją po raz ostatni?

Schylił się, żeby ją pocałować, a serce biło mu tak mocno, że bał się, że się udusi. Nie miało znaczenia, że usta zakrywa jej szalik. Aż za dobrze pamiętał smak jej warg.

Masywne ramię owinęło się wokół gardła Seda i odciągnęło jego głowę w tył. Zaparł się nogami o podłogę, żeby nie polecieć na plecy.

Jessica ramieniem ściągnęła szalik jeszcze niżej, na szyję. Boże, jej usta. Tak pełne i kuszące. Musiał pocałować ją jeszcze raz. Nigdy nie przestać.

— Puść mnie, Sed.

Łagodny głos, taki jaki pamiętał. Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię, sprawił, że skurczyły mu się wnętrzności. Nie słyszał jej od tak dawna. Od zbyt dawna. Zagryzł wargę. Wyglądało na to, że ucisk ochroniarza, który usiłował wycisnąć mu serce przez gardło, spowodował jeszcze większy ból.

— Zostaw jego gardło, kretynie! — krzyknął Eric. — On jest zawodowym piosenkarzem!

— Mam w dupie, kim...

Eric uderzył ochroniarza, który trzymał Seda i ucisk zelżał. Wrócił chwilę później. Sed zamrugał. Kilku ochroniarzy złapało Erica i siłą odciągnęło go od sceny.

— Zabierajcie łapy! — protestował Eric.

— Uspokój się albo wezwiemy gliny. — Mimo dudniącej w klubie muzyki Sed usłyszał dźwięk pięści uderzających w ciało.

— Skurwysyny! — Czy to Jace? Jeszcze więcej odgłosów bijatyki. Trzaśnięcie drzwi.

Jessica wiła się w jego ramionach. Nie miał wątpliwości, że gdyby jej ręce były wolne, zrobiłaby z niego miazgę.

Brian, stojący przy jego boku, westchnął głośno.

— Wygląda na to, że teraz już muszę skopać parę tyłków. Nie zawiodę moich chłopców. — Zniknął z pola widzenia i ruszył do wyjścia.

Drzwi znów się otworzyły.

— Co się, kurwa, dzieje?! — wrzasnął Trey.

— Bellaway — krzyknęła Jessica do faceta stojącego za Sedem — Znam tego kolesia. Nic mi nie jest. Naprawdę, uważaj na jego gardło. — Potem spojrzała w oczy Seda. — Puść mnie. Natychmiast.

Sed próbował pokręcić głową, ale był unieruchomiony.

Po dłuższej chwili ramię wokół jego szyi się rozluźniło.

Ochroniarz odpuścił.

Sed przełknął ślinę. W gardle go paliło, ale nie miał zamiaru puścić Jessiki. Nie ma mowy.

— Co ty tu robisz? — zapytał ją z wściekłością, tyle że jego popisowy warkot wyszedł trochę skrzekliwie.

— Sed, puść mnie. — Nozdrza jej falowały, a to go zawsze podniecało. Nie było na świecie nic seksowniejszego niż ta kobieta, kiedy była wściekła. Na jego szczęście miała diabelski temperament.

— Odpowiedz mi na pytanie, wtedy cię puszczę.

— Czy to nie oczywiste? — Spojrzała na niego i uniosła brwi. — Tańczę.

— Myślałem, że studiujesz prawo? Nie takiej wymówki użyłaś, żeby mnie zostawić?

— Nie dlatego odeszłam, dobrze o tym wiesz. Poza tym szkoła nie jest darmowa. Muszę jakoś zarobić A teraz mnie puść! Odpowiedziałam na twoje pytanie.

— Jeśli potrzebowałaś pieniędzy, trzeba było powiedzieć. — Postawił ją na nogi i sięgnął po portfel. Wyjął z niego plik banknotów i podał jej. — Proszę. To parę tysięcy. Mogę dać ci więcej. Ile będziesz potrzebowała.

— Nie chcę twoich pieniędzy.

— Dlaczego? Dlatego, że po prostu ci je daję? W porządku, ile bierzesz za godzinę? Kilkaset dolców? Kupię cię na całą noc. Albo na tydzień.

Plask. Uderzyła go tak mocno, że poczuł smak krwi. Zamrugał i dotknął językiem rozcięcia po wewnętrznej stronie policzka.

— Nienawidzę cię — wycedziła, mrużąc niebezpiecznie oczy. Potem odeszła, rzucając jego kurtkę na podłogę. Jej doskonały nagi tyłek był ostatnim, co widział, kiedy odeszła z jego życia. Znowu.

Rozdział 5

Rozdział 5

Jessica wpadła do garderoby jak burza, zaskakując dziewczyny, które szykowały się do następnego występu. Opadła na krzesło przed swoim lustrem, ściągnęła jedwabny szalik z szyi i schowała twarz w dłoniach.

Ze wszystkich klubów ze striptizem na świecie Sed musiał pojawić się właśnie tutaj.

Nie pozwól mu się zranić, myślała. Masz to już za sobą. Pamiętasz?

Ktoś zarzucił jej na plecy szlafrok. Spojrzała w lustro i zobaczyła Agathę, kuzynkę Beth, czarnowłosą dominę, która zajmowała południową scenę.

— W porządku, kotku?

Jessica skinęła głową i grzbietem dłoni starła łzę.

— Tak. Po prostu nie spodziewałam się zobaczyć tu mężczyzny z przeszłości, nic więcej.

— To ten, który ściągnął cię ze sceny?

— Kiedyś byłam z nim zaręczona.

— Poprosił, żebym ci to przekazała. — Aggie rzuciła na toaletkę Jessiki gruby zwitek banknotów.

— Boże, co za dupek! Widzisz, dlaczego nie mogłam za niego wyjść? — Wzrokiem błagała Aggie o zrozumienie.

— Nie, w zasadzie nie. Facet jest gorętszy niż Phoenix w lipcu. Totalnie cudowny. To potężne, umięśnione ciało. Słodka, przystojna twarz, aura „mam gdzieś, co sobie pomyślisz”. I ten warkot. — Odsłoniła zęby, unosząc rubinowoczerwoną wargę.

Ekspresyjna mimika Aggie rozśmieszyła Jessicę. Przynajmniej trochę.

— Wszystko to zauważyłaś w czasie dwudziestosekundowej rozmowy?

— Jak się długo pracuje w tej branży, poznaje się facetów. Jeśli twój kochaś nosi przy sobie taką gotówkę, to znaczy, że jest bogaty. Czad! — Aggie zamachnęła się pięścią.

— Nie, nie czad. Jest nie tylko bogaty, ale i sławny, a to oznacza, że jego ego jest większe niż Alaska.

Aggie uniosła brwi jeszcze wyżej.

— Sławny?

— Jest wokalistą Sinnersów. Taki zespół.

— Chyba o nich słyszałam. Grają rocka?

— Hard rocka. No i nie wiesz jeszcze o jego największej zalecie — mówiąc to zrobiła palcami znak cudzysłowu. — Ma niezaspokojony apetyt na seks. Nie da się go wygonić z łóżka choćby na tyle długo, żeby z nim spokojnie pogadać.

Aggie roześmiała się, a w jej niebieskich oczach pojawiły się ogniki.

— Coraz bardziej mi się podoba, laleczko.

— Więc częstuj się.

Aggie spojrzała w sufit i się zamyśliła.

— Nie jestem pewna, czy fajnie byłoby go zdominować. Pewnie tylko bym go wkurzyła.

— Zapewne.

Jessica spojrzała na kpiące z niej plik dolarów, leżących na toaletce. Żeby tyle zarobić, musiałaby pracować kilka tygodni, a on wyciągnął je z kieszeni ot tak, jakby to była nic nie znacząca suma. Dla niego była. Drań. Obnosił się ze swoim bogactwem. Myślał, że to mu daje władzę.

Poirytowana Jessica pokręciła głową, poderwała się z krzesła i zgarnęła pieniądze z blatu. Wsunęła ręce w rękawy i wybiegła z garderoby. Przebiegła przez klub, powiewając połami szlafroka i wypadła przez drzwi wejściowe, rozglądając się za Sedrikiem Lionheartem. Ale najwidoczniej już sobie poszedł.

— Niech go szlag — wymamrotała pod nosem.

Będzie musiała go odszukać i cisnąć mu te pieniądze w twarz. To właśnie jej robił. Traktował ją tak, jakby sama nie potrafiła o siebie zadbać. Jakby potrzebowała pana Wielkie Ego do tego, by sobie poradzić. Nigdy się niczego nie nauczy, głupi dupek.

Ktoś musi dać mu nauczkę.

Rozdział 6

Rozdział 6

Sed wszedł do autokaru pierwszy, a zakrwawieni i posiniaczeni kumple z zespołu za nim. Myrna siedziała przy małym kwadratowym stoliku przed laptopem. Podniosła ładne brązowe oczy i otworzyła je szeroko, zaskoczona.

Sed pomasował się po głowie. Kurwa, co za noc. A na koniec musiał powiedzieć Myrnie, że złamał daną jej obietnicę i nie zadbał o bezpieczeństwo Briana.

— Co tu robicie tak wcześnie? — spytała. — Myślałam, że nie będzie was do rana.

Wydął policzki, szukając właściwych słów.

— Muszę cię przeprosić, Myrno.

Uniosła brwi, kiedy zobaczyła stojącego za Sedem Erica. Wytrzeszczyła oczy.

— O mój Boże! Eric, co się stało?

Zerwała się z ławki i odepchnęła Seda na bok. Posadziła Erica na kremowej skórzanej kanapie i obejrzała krwawe rozcięcie nad lewym okiem. Odwróciła się, szybko zmoczyła papierowy ręcznik w małym stalowym zlewie i zaczęła ścierać krew spływającą po silnej szczęce Erica. Zamrugał, ale uśmiechnął się z zadowolenia, że okazała mu troskę.

— Mieliście wypadek? Moment... — Spojrzała na Seda. — Dlaczego mnie przepraszasz? Nie rozbiłeś mojego auta, prawda?

Otworzył usta, żeby wyjaśnić, ale podniosła rękę, nie dopuszczając go do głosu.

— Wiesz co, to nie ma znaczenia. To tylko samochód. Najważniejsze, że nic wam nie jest. Gdzie Brian? — Spojrzała na Treya, który szukał lodu w zamrażarce. Potem na Jace’a, który opuchniętymi i zakrwawionymi rękami usiłował nastawić sobie szczękę, przesuwając ją to w lewo, to w prawo. — Gdzie jest Brian? — powtórzyła, a w jej głosie było już słychać panikę.

— Nic mu nie jest. Nie mieliśmy wypadku. — Sed odchrząknął. Kiedy mówił, bolało go gardło. Jak do diabła będzie jutro śpiewał?

— Więc co się stało? — Ruszyła do wejścia do autobusu, a na jej ślicznej twarzy malował się niepokój. — Brian?

Brian wyszedł zza rogu, ubrany w lustrzane okulary Seda.

— Cześć, kotku. Jak minął wieczór? Dużo zrobiłaś?

Sed zaśmiał się i pokręcił głową. Nie rozumiał, dlaczego Brian chciał pożyczyć jego okulary. Tak jakby Myrna mogła nie zauważyć jutro przed ołtarzem jego podbitych na czarno oczu.

Myrna padła w jego ramiona. Zamrugał z bólu, ale wtuliła się w jego szyję, więc nie widziała grymasu.

— Wystraszyłeś mnie — powiedziała. — Myślałam, że jesteś ranny.

Brian objął ją i pocałował w czubek głowy.

— Nic mi nie jest.

Sed zerknął na Treya, który przyciskał ręcznik z lodem do tyłu głowy.

— Musisz zadzwonić do brata. — Jutrzejszego wieczoru grają support dla jego zespołu. A przynajmniej powinni. Nie byli w formie do występu.

— Już dość dziś oberwałem, dziękuję ci bardzo — odparł Trey. — Ty do niego zadzwoń.

Myrna zdjęła okulary Briana i popatrzyła na niego. Unikał jej spojrzenia.

— Biliście się?

— Zaczekaj, wszystko wyjaśnię.

Walnęła go mocno w ramię.

— Czy ja wychodzę za gimnazjalistę? Nie wierzę!

Odwróciła się na pięcie i poszła do sypialni na tyłach autokaru.

— Myrno! — Brian ruszył za nią.

— Nie odzywaj się do mnie. — Odepchnęła Seda na bok. — Miałeś dopilnować, żeby wrócił do domu cało — rzuciła.

— Myrno — zaczął Sed, ale minęła go i weszła do sypialni. Trzaśnięcie drzwiami odbiło się echem po całym autokarze.

Brian podszedł do drzwi i zapukał.

— Myrno? Kochanie...

— Daj jej ochłonąć — poradził Sed.

— Odejdź! — krzyknęła ze środka.

Rozległ się huk, jakby coś uderzyło w drzwi od drugiej strony.

Brian otworzył je, minął but na szpilce, który spowodował ten hałas, a potem zamknął się w pokoju z rozjuszoną tygrysicą. Przez kilka minut słychać było wrzaski i cichszy głos Briana, spokojny i kojący. Reszta zespołu siedziała cicho i opatrywała rany.

— Co robimy z jutrzejszym koncertem? — spytał Eric. — Sed, możesz śpiewać?

Wzruszył ramionami.

— Nie wiem. Boli mnie gardło. Jeśli chcesz, Trey, zadzwonię do Dare’a.