Ośla góra - Karol Pieńkowski - ebook
Opis

Utwór wydany pod pseudonimem Bolesław Sęk w 1865 roku. Karol Franciszek Pieńkowski (1836–1877) był dramatopisarzem, poetą, publicystą, tłumaczem. Obecne wydanie książki zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 80

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Karol Pieńkowski

Ośla Góra

Urywek z „Pamiętników wychodźcy”

Warszawa 2012

ROZDZIAŁ I

Kreutzberg – była to wieś w jednym z liberalnych krajów niemieckich, położona nad jeziorem, zajmująca niewielką przestrzeń doliny, piętrząca się górami, uwieńczona pięknym, małym laskiem. W dolinie i na górach pełno domów i domków, pola znakomicie uprawne, wysokości pokryte winem, a wszystko to pod niebem spokojnym, błękitnym, nad szerokim, szmaragdowym jeziorem. Kreutzberg – jak wszystkie osady niemieckie – podzielonym był na drobne własności. Mieszkańcy jego – ludzie prości – dzień cały pracowali w polu lub w warsztatach, wieczorem, obyczajem tamtejszym, opijali się kwaśnym winem lub mostem; żony i córki gotowały jeść, prały lub w sposób dość nieprzyjemny dla powonienia ludzkiego uprawiały łąki. W niedzielę kobiety szły do kościoła, mężczyźni zasiadali w gospodzie, grali w karty, pili, jedli lepszy obiad i powracali późno do siebie. Życie takie płynęło Bóg wie, jak dawno bez ważniejszych odmian lub wydarzeń; w pracy, pokoju, ciągłej za groszem gonitwie, w republikańskiej prostocie i moralności.

Wyżej nad wszystkie budowle Kreutzberga wznosił się dom jeden trzypiętrowy, z balkonem i flagą blaszaną na dachu, w narodowe pomalowaną kolory, ocieniony wokoło dużym ogrodem, z którego na gościniec przeglądało drzew kilka i udawało dosyć naiwnie zresztą park angielski, albowiem wnętrze pustym było prawie. Pasły się w nim krowy, głośnym dzwonka dźwiękiem dające znak o sobie, i gospodarował drób z wspaniałym kogutem na czele.

Ogród ten, rzec by można, istniał głównie dla gościńcowych przechodniów. Obok sztachet na sztucznym wzgórku stała altana cała złożona z brzozowego drzewa. W innym miejscu kilka świerków ocieniało krzyż drewniany, a nad głową Chrystusa bawił oko wyrżnięty herb z hrabiowską koroną. Nieco dalej – lecz zawsze na widoku – trzy wierzby płaczące opuszczonymi warkoczami zaglądały w studnię ciekawie, z drugiej strony domu strzelnica. Każdy z przechodniów, widząc tyle piękności naraz, przystawał ciekawie i zapytywał: jak się to miejsce nazywa?... Odpowiadano mu zwykle: Eselberg (Ośla Góra). Ośla, dlaczego Ośla Góra?

Zgodzicie się ze mną, że nazwa podobna mogła każdego zadziwić, tym bardziej, że właścicielem tego ogrodu i domu poniżej studni, i uherbowanego Chrystusa, i flagi blaszanej, krów w ogrodzie i dwóch koni w stajni – był... Polak i jaki Polak!...