Opowieści z dawnego Hongkongu - David T.K. Wong - ebook

Opowieści z dawnego Hongkongu ebook

David T.K. Wong

0,0
26,00 zł

lub
Opis

Masz w rękach zbiór opowiadań pokazujących obyczaje i zawiłe losy mieszkańców Hongkongu – miasta dwóch cywilizacji.

Opowiadania zawarte w tym zbiorze przenoszą nas do połowy XX wieku, czasów największej świetności i najszybszego rozwoju miasta, które było dumą Imperium Brytyjskiego.

Tragedie, konflikty, poszukiwania życiowych partnerów, życie elit i ciemna strona miasta stanowią unikatową mozaikę. Ten świat, choć obecnie wydaje się odległy w czasie i przestrzeni, te kulturowe odmienności, emanujące historią oraz egzotyką Dalekiego Wschodu, pokazują nam wielką prawdę o kulturach świata i naturze ludzkiej: Choć nasze obyczaje ukształtowały się w tak różnych kulturach, przeżywamy tragedie, rozwiązujemy konflikty i szukamy życiowych partnerów w sposób zadziwiająco podobny.

Autor tych opowieści, Dawid T.K. Wong, to wyjątkowy „obywatel świata” – urzędnik kolonialny, przedsiębiorca, pisarz oraz filantrop. Zrządzenia okoliczności sprawiły, że poznał tajniki umysłów ukształtowanych filozofią konfucjańską, jak i zachodnią. Przede wszystkim jednak zgłębił kulturę Hongkongu, która jest unikatową mieszaniną ich obu.

Urodził się w Hongkongu, a kształcił

w Chinach, Singapurze i Australii. Ukończył dziennikarstwo na uniwersytecie Stanford, a potem studiował ekonomię w Queen Elizabeth House w Oxfordzie.

Jego opowiadania ukazywały się w USA, Zjednoczonym Krolestwie, kilku krajach Azji. Były także emitowane w audycjach radiowych w samym Hongkongu, jak i w krajach europejskich: Irlandii, Holandii czy Belgii.

Jest fundatorem dorocznego stypendium „David T.K. Wong Fellowship” w twórczym pisaniu na Uniwersytecie Anglii Wschodniej w Wielkiej Brytanii. Stypendium jest przyznawane wybranemu kandydatowi na napisanie poważnego utworu literackiego, którego akcja rozgrywa się na Dalekim Wschodzie. Za swoje zasługi dla literatury otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Anglii Wschodniej.

Strona domowa autora: davidtkwong.com

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0



David T.K. Wong

Opowieści z dawnego Hongkongu

Przełożyła Karina Katzer

Wydawnictwo Chiron

Kraków 2022

Copyright by David T.K.Wong, 1996.Copyright for the Polish translation by Karina Katzer, 2022

Copyright for this edition by Wydawnictwo Chiron, 2022 © All rights reserved.

Pełny tytuł

Opowieści z dawnego Hongkongu.

Życie w mieście dwóch cywilizacji. Zbiór opowiadań

Tytuł oryginału

Collected Tales of Hong Kong

Przekład i redakcja

Karina Katzer

Fotografia na okładce

Lee Edinger, Special Collections, University of Bristol Library (www.hpcbristol.net)

Fotografie współczesne

Artur Dąbkowski

Fotografie historyczne

University of Bristol, zbiór „Historical Photographs of China” (patrz aneks, s. 383)

Wydawca

Wydawnictwo Chiron

Wydanie I

ISBN 978-83-924990-1-5 (oprawa miękka)

ISBN 978-83-924990-2-2 (e-book)

Informacja o dystrybucji

https://chiny.pl/ksiazki [email protected]

Spis treści

Hongkong, którego już nie ma. Wstęp

Koktajl

Katalog

Braterstwo krwi

Utracona rzeka

Panna Tsushima

Pewniak

Bunt

Julia

Czerwone, żółte, zielone

Bar „U Szeto”

Zakurzona droga

Wuj Tuck

Zew serca

Na zawsze obcy

Pieczęć z krwistego kamienia1

Hammer i Tong

Feralna niedziela

Rocznica

David T.K. Wong i jego twórczość

Punkty orientacyjne

Okładka

Hongkong, którego już nie ma

Wstęp

Po wschodniej stronie Zatoki Kantońskiej, wśród mrowia wysp i wysepek naprzeciwko Makau, znajdują się dwie wyraźnie większe od pozostałych. Pierwsza z nich to Lantao, która swoją obecnością blokuje łatwy dostęp do Rzeki Kantońskiej od wschodu. Kilka mil jeszcze dalej na wschód znajduje się druga, mniejsza z nich. Owalna, leżąca wzdłuż lądu stałego, długa na około piętnaście km, szeroka na pięć. Jest to wyspa Hongkong.

Hongkong (chiń. Pachnący Port) to prawie same strome wzgórza o wysokości do ok. 500 metrów, częściowo zerodowane i jałowe, częściowo porośnięte trawą i lasem. Między wyspą, a krańcem półwyspu Kowloon (chiń. Dziewięć Smoków) znajduje się wręcz idealnie chroniące przed potężnymi tajfunami kotwicowisko oraz reda dla statków i okrętów. Kiedy obcokrajowcy mówili o Hongkongu, mieli na myśli właśnie tę redę, a nie samą wyspę.

Widok na redę portu Hongkong, ok. roku 1900 (patrz symbol strzałki na mapie powyżej)

Pomiędzy dwoma cywilizacjami

Przez dziesięciolecia Hongkong był zwornikiem łączącym Chiny i świat zewnętrzny. Przez dziesięciolecia był przyczółkiem Imperium Brytyjskiego, dla którego miasto było centrum kontroli militarnej i ekonomicznej. Było też ośrodkiem propagowania wzorców kulturowych. Decydenci mandżurskiej dynastii Qing, Rząd Narodowy, który powstał w 1912 roku w rezultacie Rewolucji Xinhai, reżim komunistów pod wodzą Mao Zedonga… wszyscy oni prowadzili intensywne wysiłki nie nadgonienia Zachodu, a przekształcenia się kulturowego na jego wzór.

Dla Chińczyków, aż do czasów współczesnych, firmy i instytucje zachodnie były i są wzorcami do naśladowania i kopiowania. Instytucje takie jak małżeństwo monogamiczne, rządy prawa, struktury decyzyjne w korporacjach i armii… wszystko to były źródła siły Zachodu. Rozumieli to zarówno Japończycy, inicjując rewolucję Meiji w 1868 roku, Chińczycy, jak i Brytyjczycy i inne nacje europejskie nawiedzające Azję Wschodnią.

Ekonomia imperiów i wojny opiumowe

Miasto Hongkong, leżące u ujścia Rzeki Perłowej, zawsze miało potencjał stania się wielkim ośrodkiem handlu. W górę rzeki, zaledwie 150 kilometrów w linii prostej, leżał potężny Kanton, stolica całej prowincji. Herbata wypływała właśnie z Kantonu jeszcze przed rządami Brytyjczyków. Inaczej było z opium przypływającym z Indii –Hongkong był ostatnią bezpiecznym miejscem przeładunkowym. Pustka i odizolowanie obszaru oddalonego o czterdzieści mil od Makau sprzyjały handlowi opium.

Potężne siły kształtujące losy imperiów i narodów pchnęły Hongkong do bardzo specjalnej roli. Był wszystkim potrzebny jako miejsce przeładunku towarów, ścierania się idei i ideologii. Był miejscem gry i walki wywiadów i szpiegów wszelkiej maści. z pounktu widzenia świata zachodniego, był źródłem wzorców kulturowych importowanych do dalekiej Ameryki i Europy. Tak było m.in. ze słynnym mistrzem karate Brucem Lee, który urodził się w San Francisco a umarł w Hongkongu, będąc ikoną nie tylko sztuk walki i filmografii Hongkongu, ale kultury chińskiej ogólnie.

Hongkong to także siedziba słynnych Triad, chińskich organizacji przestępczych, które uciekły przed reżimem komunistycznym wraz ze swoimi interesami i powiązaniami. Filmy gangsterskie, napędzane tą nadreprezentatywną obecnością, są drugim ikonicznym symbolem Hongkongu.

U góry: Płw. Kowloon oraz schron przeciwtajfunowy Yau Ma Tei, Hong Kong, from the air. Fot. Air Vice-Marshal A.L. Fiddament, 1945.

U dołu: współczesna panorama wyspy Hongkong i (w tle) półwyspu Kowloon. Fot. Artur Dąbkowski.

Ludzie pomiędzy dwoma Chinami

Po tym, jak w 1949 roku siły Rządu Narodowego pod wodzą Czang Kaj-szeka ewakuowały się na Tajwan, Hongkong stał się punktem styku dwóch chińskich światów: m.in. miejscem przeładunku ludzi i towarów płynących pomiędzy „dwoma państwami ze słowem Chiny w nazwie”. Przepływ ludzi i produkcji osadzał się na mieście-pośredniku między dwoma światami. Miasto rosło i bogaciło się dzięki roli w praktyce jedynego okna na świat dla Chin. Jedynego okna na Chiny dla świata. Tysiące turystów odwiedzało Hongkong, by zakosztować niedostępnych Chin i spojrzeć na dum-nie pnące się ku niebu wieżowce. By zasmakować niedostępnych Chin i ich kultury i cywilizacji.

Pośród tych ciekawskich rzesz, dopalały się resztki ludzkich życiowych tragedii i ich wojennych perypetii. W jednym z najpiękniejszych filmów o ludzkich losach był obraz pokazujący przylot tajwańskiego mężczyzny, żonatego, z niemal dorosłymi dziećmi. Na początku lat osiemdziesiątych.

Przyjechał tam spotkać swoją pierwszą żonę, którą widział po raz ostatni trzydzieści lat wcześniej. Rozkochaną młodzieńczą, bezwarunkową miłością, tak jak i on. Chwilę przed tym, jak zawierucha wojny domowej cisnęła jego na Tajwan, a ją w nieznany świat niepewności, równie odcięty od tego pierwszego jak Korea Północna od Południowej, znacznie ściślej, niż Niemcy Zachodnie od Wschodnich.

Hongkong – miasto dwóch cywilizacji. Miasto dwóch światów. Dwa miasta. Jedno pełne turystów, bankierów i przedsiębiorców. Dumne, pyszne i pełne ruchu, bogactwa na pokaz elit i żmudnej harówki ludzi zwykłych. A to drugie, trochę bardziej ukryte, pełne jest opowieści o ludzkich losach. Tych prostych i tych zawiłych aż do granic wiarygodności.

Piotr Plebaniak

Tajpej, maj 2022

Riksze na zatłoczonej ulicy. Fot. James Dearden Holmes, 1926.

Koktajl

W Hongkongu, gdzie pieniądze rządzą wszystkim, koktajl to przyjęcie organizowane przy każdej okazji. Może być wykorzystany do świętowania zaręczyn, obchodzenia rocznic czy narodowego święta, do budowania własnego wizerunku lub okazania szacunku, do uczczenia wydarzenia biznesowego, podpisania kontraktu, czy też zapewnienia kredytodawców o swojej wiarygodności. Rytuał ten może być równie dobrze wykorzystany do zaskarbienia czyjejś życzliwości, jak i upokorzenia wroga, a nawet jako ratunek przed śmiercią towarzyską. Chińskie kadry komunistyczne przyjęły te zwyczaje natychmiastowo. Nawet świat przestępczy celebruje niektóre swoje przedsięwzięcia koktajlami.

Nikt nie jest lepiej obeznany z szerokim wachlarzem okazji do koktajli niż K. B. Woo, miliarder – znany wśród swoich sympatyków i wrogów, po prostu jako „K.B.”. Jako najbardziej rozpoznawalny rekin biznesu w mieście, które wręcz kipi od nieprawdopodobnie zamożnych biznesmenów (tajpanów) czy bogatych przemysłowców, jest także najbardziej pożądanym gościem na przyjęciach. Jest zapraszany przez wszystkich, którzy pretendują do bycia elitą miasta. Dlatego, nie jest czymś niezwykłym jego obecność podczas trzech lub nawet czterech koktajli jednego dnia. Robi to co prawda niechętnie, jednakże ma na względzie potrzeby swoich udziałowców, finansowych popleczników, legionów fotografów, dziennikarzy finansowych i towarzyskich, dzięki którym jego imię błyszczy we fleszach świadomości publicznej. Wie, że nieusprawiedliwiona nieobecność mogłaby stanowić wodę na młyn plotek.

W rzeczywistości K.B. uważa te spotkania za nieskończenie nudne. Inaczej myślał, kiedy był zaledwie biednym synem przydrożnego sprzedawcy zupy z makaronem i rybnymi klopsikami1. Wówczas wręcz łaknął nieznanego mu jeszcze wtedy splendoru takich okazji. Ale obecnie był prezesem Trans Universal Enterprises, słynnego koncernu międzynarodowego, który zbudował od początku. Tego typu przyjęcia stały się obciążeniem, odrywającym go od poważnego biznesu eksploatowania chciwości innych.

Tak naprawdę to nie życzy sobie niczego innego jak uwolnienia się od rytuałów kultu koktajlowego. Odczuwa niechęć do ich sztuczności i pretensjonalności. Już sam kontakt z przeciętnością i miernością jest wystarczająco przykry. Ale dodatkowa maskarada uśmiechów słanych do wdów przepełnionych próżnością, tak wyzywającą jak ich nadmiernie przypudrowane różem twarze, czy też zabawianie pasożytów biznesowych czyhających na okruchy informacji z pierwszej ręki lub też pozowanie do zdjęć z podstępną konkurencją pożądającą różnych części jego imperium, wydaje się być poniżej godności osoby, która już dawno dobrze opłaciła swoją drogę na szczyt.

Takie są myśli K.B. i teraz, kiedy przygotowuje się do wyjścia na koktajl organizowany przez Lulu z okazji otwarcia, finansowanego przez niego, jej butiku z modną odzieżą. Porządkując papiery, odczuwa niejasny niepokój, ale będąc pewnym prywatności w swoim biurze, pozwala sobie ponieść się emocjom. Brązowe oczy, skryte za okularami w złotych oprawkach, pokrywają się mgłą, zaś na wysokim, inteligentnym czole pojawia się zmarszczka. Usta zaciskają się w wąską, ostrą linię i równocześnie podbródek zaczyna drgać pod wpływem nietypowego napięcia. Nagle w jego rysach pojawia się pewna ordynarność czy też niedostatek doskonałości, a wówczas ani nieskazitelny garnitur pochodzący z Savile Row w Londynie, ani kosztowne dodatki nie są w stanie ukryć jego prostego pochodzenia.

Głęboko w duszy wie, że niezależnie od tego co zrobi i tak straci Lulu. Już mu to powiedziała. Ale on wciąż odrzuca od siebie tę myśl, nie mogąc pogodzić się z przyszłością. Spotkanie Lulu to jedyna miła rzecz, która wyniknęła dla niego z udziału w koktajlu. Miało to miejsce mniej więcej przed 5 laty, kiedy miał 45 lat i od tego czasu nic podobnie przyjemnego nie zdarzyło się ponownie.

Wspomnienie dreszczu emocji, wywołanego tym spotkaniem, nadal przyspiesza bicie jego serca. Właśnie wtedy nabył swój pierwszy bank i z tej okazji w jednym z najlepszych hoteli zorganizował małe przyjęcie koktajlowe, w którym uczestniczyli prawnicy, księgowi, bankierzy i inne osoby zaangażowane w inwestycję. Pod koniec spotkania Lulu podeszła do niego z rachunkiem, elegancko ukrytym w skórzanym etui.

Możliwe, że był wówczas nadmiernie podekscytowany swoim zakupem, a może wypił o kilka drinków za dużo, ale widok Lulu zaparł mu dech w piersiach. Musiała dopiero co ukończyć szkołę, gdyż nie mogła mieć więcej niż 20 lat. Jej twarz, zarówno wtedy jak i obecnie, była niewinna jak u dziecka i jednocześnie tajemnicza ze względu na orientalną urodę. Jej oczy były jasne i ufne, nos delikatny, usta przyjemnie okazałe w porównaniu do reszty twarzy, wskazując na nierozbudzoną jeszcze kobiecą seksualność. Długie,jedwabiste kruczoczarne włosy zmysłowo poruszały się na tle szkarłatnej, tradycyjnej chińskiej sukni. Pomimo, że strój ten nie był niczym więcej niż służbowym uniformem pracowników hotelu, prezentował się na niej prowokacyjnie, podkreślając miłe dla oka kontury jej ciała oraz odsłaniając, poprzez głębokie rozcięcia po bokach, hipnotyzujące fragmenty ud2. Emanowała taką niewinnością, bezbronnością i potrzebą bycia chronioną, że nagle odczuł miękkość w trzewiach i przypływ libido wręcz niewłaściwy dla osoby w jego wieku.

– Mam nadzieję, że wszystko wypadło dobrze i jest Pan zadowolony? – zapytała Lulu radosnym głosem, jako preludium do przedstawienia rachunku. Jednocześnie uśmiechnęła się szeroko, aż pojawiły się dołeczki na jej policzkach.

Zerknął na znaczek identyfikacyjny, przypięty do sukni, zauważając co było tam napisane: „Lulu. Praktykantka. Relacje z klientem”. Nigdy wcześniej nie czuł się tak pełen mocy i nie miał poczucia, że nie można mu się oprzeć,jak wówczas. Odsuwając zatem na bok podane etui zaproponował:

– Lulu, ty się tutaj marnujesz. Zjedz ze mną kolację w Paryżu w przyszłą niedzielę, a zaoferuję Ci świat.

– Oh, Panie Woo, Pan żartuje sobie ze mnie! Dlaczego mężczyzna z taką pozycją chciałby zjeść kolację z kimś takim jak ja? Muszę wydawać się panu dzieckiem, gdyż nie jestem starsza niż niektóre z pana dzieci.

– Czy znasz moje dzieci?

– Nie, ale widziałam je w restauracjach hotelowych.

– Przedstawię im Ciebie któregoś dnia. Bardzo interesuję się młodymi ludźmi. Przecież przyszłość należy do Was. Stąd moje zainteresowanie Tobą. Ten kawałek o oferowaniu Ci całego świata jest może małą przesadą, choć Paryż wiosną jest bardzo bliski bycia światem. A o kolacji myślałem bardzo poważnie.

– Jak mam się dostać do Paryża? Nigdy nie opuszczałam nawet Hongkongu!

– A dlaczego zwyczajnie nie powiesz „tak” i nie zoba-

czysz co się stanie?

– Czy zawsze Pan oferuje takie niezwykłe zaproszenia?

– Nie, ponieważ jesteś pierwszą osobą, która na takie zasłużyła.

– Nie mogę w to uwierzyć! Brzmi to tak niesamowicie, że muszę dowiedzieć się co zdarzy się dalej. A zatem zgoda, zjedzmy kolację w Paryżu!

Przed południem kolejnego dnia zdążył już kupić bilety lotnicze, zarezerwować hotel, a także zamówić róż dla Lulu. W ten sposób rozpoczęła się ich znajomość.

Po trzech dniach magicznego Paryża ich osobne pokoje stały się zbędne. Początkowo zamierzał zdobyć Lulu takim samymi metodami jak kupował sieć hoteli czy też zamawiał nowy tankowiec, ale wkrótce opanowało go dziwne uczucie, które było daleko głębsze od zwykłej radości z posiadania. Szybko ustalili warunki. On ze swojej strony zapewniał bezpieczeństwo finansowe i komfort życia dla Lulu, a ona – swoją przyjaźń i wdzięki. Układ miał obowiązywać dopóki, dopóty obie strony były zainteresowane i oczywiście musiał być utrzymywany w pełnej dyskrecji. Gdyby ulegał zakończeniu, miało to nastąpić w cywilizowany sposób, bez wzajemnych oskarżeń i nieuzasadnionych żądań.

Jeśli to wszystko zostało już dawno przewidziane i uzgodnione, to dlaczego teraz czuje dziwny ból w środku, to nieznośne wrażenie nieuchronnej straty?

Jego myśli błądzą właśnie między Lulu i jego żoną. Ale tutaj przecież nie ma żadnego porównania! Jego żona jest kobietą z poprzedniej epoki, ledwie umiejącą czytać i pisać; kimś wybranym dla niego przez ojca. Ledwie pasuje do towarzystwa, w którym aktualnie on się obraca. z drugiej strony, była wspaniałą matką dla dzieci i od samego początku akceptowała wszystkie jego wybryki, tak jakby status męża dawał mu pełne prawa do zachowywania się według własnych upodobań.

Lulu natomiast, jest pełna życia i przygody. Burzy w nim krew. Jak dziecko czekające na weekendową nagrodę z niecierpliwością wygląda ich regularnych piątkowych spotkań wieczorem. Często nawet był gotów, aby niespodziewanie przeorganizować swój plan dnia w pracy. Byle tylko wykraść godzinę czy dwie więcej z nią. Głęboko w sercu wie, że związek ten nie ma przyszłości i może jedynie sprawić, że oboje będą czuli się nieszczęśliwi. Ale jednocześnie przyszły ból wydaje się tak abstrakcyjny wobec przyjemności dnia dzisiejszego. W innych czasach rozwiązanie byłoby proste – wziąłby Lulu jako swoją konkubinę.

Niestety, Brytyjczycy zamknęli tę ścieżkę poprzez uznanie za niezgodną z prawem tak perfekcyjnie rozsądnej instytucji. Szlag by trafił ich zadowolenie z siebie i misjonarski cel! Dlaczego muszą narzucać swoje uprzedzenia innym? Mężczyzna ma różnorodne potrzeby. Jak jedna kobieta może je wszystkie zaspokoić? Wszystkie starożytne kultury to uznawały. Hindusi byli przyzwyczajeni do tego, że jedna kobieta była do rodzenia dzieci, druga do prowadzenia dyskursów filozoficznych, a trzecia dozabawiania swoim śpiewem. Muzułmanie od dawna mieli wiele żon, a Chińczycy – konkubiny. Ale gdziekolwiek Brytyjczycy nie dotarli, wszędzie – jak zarazę – musieli rozpowszechniać swoją obsesję monogamii!

K.B. poprawia swój krawat i wychodzi na przyjęcie. Podczas krótkiego spaceru z biura przypomina sobie rozmowę z Lulu sprzed paru tygodni.

– Kochanie, zawsze byłeś dla mnie taki dobry – powie-

działa – zawsze tak hojny. Jak kiedykolwiek będę w stanie odpłacić się tobie za twoją dobroć?

– Kochanie, zawsze byłeś dla mnie taki dobry – powiedziała Lulu – zawsze tak hojny. Jak ja kiedykolwiek będę w stanie odpłacić się tobie za twoją dobroć?

– Kochając mnie. Lub przynajmniej udając, że mnie kochasz – odpowiedział z żartobliwym chichotem.

– Bardzo mi na tobie zależy, naprawdę. Musisz to przecież wiedzieć. Spędziliśmy razem tyle wspaniałych chwil. Zobaczyłam tyle świata, podróżując z tobą niby jako twoja asystentka! Ale nie jestem coraz młodsza. Zawsze nadchodzi czas kiedy dziewczyna musi zacząć myśleć o swojej przyszłości.

– Twoja przyszłość jest raczej pewna i bezpieczna. Już przygotowałem wszystko, aby pieniądze dla Ciebie były odłożone.

– To nie chodzi tylko o pieniądze, K.B. To chodzi także o karierę i bycie kimś. Chodzi o moje własne miejsce w społeczeństwie. Nie chcę ciągle przemykać ukradkiem, aby nikt nas razem nie zauważył. Chodzi mi o małżeństwo i założenie rodziny.

– Ale uzgodniliśmy na początku naszej znajomości, że nie będzie mowy o ślubie. To nie jest tak, że nie chcę się z Tobą ożenić, tylko że nie mogę. Moja żona była dobrą żoną i matką. Dzieliła ze mną wszystkie moje wzloty i upadki, bez jednego słowa sprzeciwu. Nie mogę jej porzucić.

– Nie proszę cię, abyś ją porzucił! Ale też chcę czegoś więcej niż tylko piątkowe wieczory…

– Zawsze starałem się ze wszystkich sił, aby spędzać z Tobą więcej czasu. Jeździmy na wycieczki, a pozostały czas zawsze masz do swojej dyspozycji i możesz robić co tylko zechcesz. Możesz spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, grać w madżong3, robić zakupy czy też cokolwiek innego.

– I to jest właśnie część problemu. Moi przyjaciele mają regularną pracę i po kolei biorą śluby. Zaczynają myśleć, że coś jest ze mną nie tak, gdyż nie pracuję i nie spotykam się z młodymi mężczyznami.

– Jeśli chciałabyś zająć się czymś mogę założyć ci mały biznes, który będziesz prowadziła.

– To bardzo uprzejme z twojej strony, ale myślę że nasz czas dobiega końca K.B. Nauczyłeś mnie wielu rzeczy. Nauczyłeś mnie, że w życiu, tak jak i w interesach, jest czas na walkę i czas na wycofanie się. Nauczyłeś mnie także, że każdy powinien honorować umowy, nawet jeśli może to okazać się dla niego niekorzystne, ponieważ jeśli tak nie zrobi, to nikt więcej tej osobie powtórnie nie zaufa. Cóż, my mamy kontrakt. Zgodziliśmy się, że rozstaniemy się w cywilizowany sposób kiedy przyjdzie właściwy czas. Więc dlaczego tak nie zrobimy i nie rozejdziemy się jak przyjaciele?

– Żałuję, że nauczyłem ciebie tych wszystkich przeklętych rzeczy! Ale cieszę cię, że nie nauczyłaś się niczego złego. Większość kobiet w takiej sytuacji okazałaby się chciwa i podstępna. Tak spokojne podejście do tych spraw działa na Twoją korzyść. Oczywiście masz rację, jeśli chodzi o nas. Jesteś młoda i masz całe życie przed sobą. Ja po prostu próbuję być samolubny. Jakie są Twoje plany poza tym?

– Cóż, myślałam o otwarciu butiku. Odłożyłam wystarczająco pieniędzy. A zepsułeś mnie pokazując paryską modę.

– Dlaczego nie pozwolisz mi zrobić tego jako prezentu dla ciebie na pożegnanie? Urządź go i wyposaż tak jak chcesz, a następnie przyślij mi rachunek. Kiedy butik będzie gotowy pożegnamy się.

– Jesteś tak wspaniały i rozumiesz wszystko. Dziękuję ci, kochanie.

Kiedy K.B. zbliża się do miejsca przyjęcia czuje, jakby miał popiół w ustach. Butik jest już gotowy, a po koktajlu, związek który przyniósł mu tyle radości, zakończy się. Niezależnie od wszystkiego przybiera najlepszą minę ze swoich koktajlowych i raźno wchodzi do środka.

Po formalnym powitaniu przez Lulu, rozgląda się po pokoju i jego serce zamiera. Oprócz kilku celebrytów ze świata rozrywki, praktycznie nie ma nikogo znajomego. Cała sala wydaje się być zapełniona osobami o połowę od niego młodszymi. Niepocieszony przechadza się po niej z drinkiem w ręku, zgodnie z najlepszymi tradycjami koktajlu.

Nagle spostrzega stojącego samotnie w rogu Wilsona Changa, magnata nieruchomości z jego generacji. Manewruje zatem w tym kierunku i ciepło wita się z Changiem.

– Co tu porabiasz K.B.? – pyta Chang – To nie w Twoje podwórko.

– Lulu i moje dzieci są bliskimi znajomymi – odpowiada K.B. bez wahania – Mam spotkać się z nimi tutaj zanim pójdę na kolację. A co z Tobą? Nie polujesz chyba na jakąś suknię z Paryża dla jakiejś, słodkiej, młodej osóbki? To już prawie trzy lata od śmierci Twojej żony, czyż nie? Wiesz, to nie zdrowo dla mężczyzny, aby żył samotnie.

K.B. mruga i daje delikatnego, przyjacielskiego kuksańca łokciem Changowi. Chang śmieje się dobrodusznie. Nachyla się i obniża swój głos.

Zdradzę Ci sekret K.B. - Lulu i ja planujemy wziąć ślub. Od dwóch lat widywaliśmy się w środowe wieczory. Wiem, że jest tak młoda, ż mogłaby być moją córką, ale do diabła z tym! Zawsze utrzymywałeś, że jedyne kobiety warte zaangażowania się, to właśnie te młode, które mogłyby być twoimi córkami! Więc idę za Twoją radą. Ale proszę Cię, nie ujawniaj tej informacji dopóki nie będzie to ogłoszone.

K.B. blednie.

– Gratulacje! – wykrzykuje na tyle entuzjastycznie, na ile jest w stanie.

Kiedy to robi, ćmienie w środku zaostrza się nagle do ostrego bólu. Po krótkiej kurtuazyjnej wymianie zdań wycofuje się pod pretekstem, że zobaczył kogoś z kim musi porozmawiać. Ucieka z przyjęcia bocznymi drzwiami. Boi się, że gdyby musiał formalnie pożegnać się z Lulu straciłby nad sobą kontrolę.

Zmierzając w kierunku swojego następnego spotkania, miotany zazdrością i wściekłością, przegryza w sobie implikacje wynikające z informacji udzielonej w zaufaniu przez Changa. Ale niezależnie od wewnętrznego chaosu, zauważa także ironię sytuacji. Lulu, praktycznie bez podjęcia inicjatywy wykorzystała aurę przedsiębiorczości, gdzie biznesmeni odnoszący sukces – tacy jak on sam – zawsze uganiają się za młodymi. Nie można narzekać kiedy jest się wziętym za słowo, stwierdza gorzko. Cóż, człowiek popełnia błędy uczy się przez całe życie. A właśnie nauczył się, że granice przydatności przyjęć koktajlowych są nieskończone. ■

1 Tzw. fish balls and noodles – popularne jedzenie uliczne. Rosół z sojowym lub pszennym makaronem, szczypiorkiem i kuleczkami ze zmielonej ryby (lub jej resztek) z tapioką.

2Cheongsam lub inaczej quipao – to najpopularniejszy tradycyjny chiński ubiór kobiecy. Najczęściej jest szyty z jedwabiu, dość ciasno opina ciało nie podkreślając krągłości figury. Pod szyją jest charakterystyczna stójka. Suknia sięga do kostek z wysokimi rozcięciami po bokach, aczkolwiek współcześnie popularna jest również wersja mini.  Obecnie są przyjętym strojem dla damskiej obsługi luksusowych hoteli i restauracji.

3 Mahjong lub mah jong 麻將 – pochodząca z Chin gra dla czterech graczy. W grze wykorzystuje się specjalny komplet 144 kamieni podobnych nieco do stosowanych przy grze w domino, ale podzielonych na grupy w sposób podobny do kolorów w kartach i tworzące kilka innych grup – Wiatry, Smoki oraz Kwiaty i Pory Roku. Gra początkowo była zaplanowana jako hazardowa, gra się też towarzysko. Istnieją różne wersje zasad z mniejszym albo większym znaczeniem elementu losowego.

Katalog

Piao spojrzał w dół na Yin-yin, rozciągniętą na ich podwójnym łóżku. Jej błyszczące, czarne włosy były rozrzucone wokół jej głowy jak okrągły cień. Na twarzy zaś zastygł zaskakujący wyraz zdziwienia w szeroko otwartych oczach. Było coś klasycznego i pięknego w jej rysach, pomyślał Piao. Czysta linia brwi, wysoko ułożone kości policzkowe oraz delikatnie wystający podbródek odzwierciedlały to, co Chińczycy nazywają twarzą w kształcie pestki melona1. Ale w jej wyglądzie było także coś nieco zimnego i złośliwego. Takie wrażenie odnosiło się ze względu na pewną twardość spojrzenia i sposób w jaki kąciki ust układały się pogardliwie w dół.

Pogardzała nim nawet po śmierci, pomyślał Piao. Jego łagodne brązowe oczy zamrugały w niedowierzaniu zza okularów w rogowych oprawkach. Czyżby rzeczywiście ją zabił? – pytał siebie, odwracając się tyłem do ciała i siadając w nogach łóżka. Stopy jego żony zdawały się wskazywać na niego oskarżająco. Po raz pierwszy zauważył, że paznokcie u stóp miała pomalowane na jaskrawo czerwono. Wyglądały raczej atrakcyjnie i zastanawiał się, czy zostały pomalowane dopiero ostatnio, czy też dotychczas był tak ślepy, że tego nie dostrzegał.

Wokół jego własnych stóp leżało to, co pozostało z jego drogocennego katalogu bibliotecznego. Przez dwadzieścia lat, a może i więcej, trzymał swoje karty katalogowe ładnie posegregowane w kilku pudełkach po butach. Od ślubu znajdowały się pod łóżkiem, ku irytacji jego żony. Teraz pudełka żałośnie piętrzyły się w rogu pokoju, a ich zawartość była rozrzucona po całej podłodze.

– Muszą być strasznie pomieszane pod względem źródeł, chronologii i tematu – pomyślał w rozpaczy.

Schylił się i podniósł jedną z kart. Zawierała, napisany jego ładnym charakterem pisma, wyciąg z jednego z rozdziałów Dwudziestu Czterech Historii Dynastycznych2, dotyczących relacji z innymi krajami. Upuścił kartę z powrotem na podłogę i podniósł kolejną. Na tej mieścił się wypis z Geographia Universalis Sebastiana Munstera, opublikowanej w 1540 roku.Czy ocalenie takich wyciągów ze starożytnych dzieł, niezależnie od tego jak pracochłonne było ich zebranie, usprawiedliwia zabójstwo? – zastanawiał się wygładzając z miłością załamania w miejscach, gdzie karta została nadepnięta.

Piao w roztargnieniu przeczesał ręką swoje rzedniejące włosy. Nawet teraz czuł się lekko zaskoczony swoją zdolnością do popełnienia morderstwa. Odwrócił swoje dłonie i obejrzał je z uwagą. Nie wyglądały na ręce zabójcy. Były wątłe, małe i brakowało im siły. Były to jednak ręce, które właśnie odebrały życie jego żonie. A nigdy nie uważał siebie za gwałtownego mężczyznę. Raczej odwrotnie.

Całe życie unikał konfliktów. W rzeczywistości, jeśli tylko coś się działo gotowy był zaakceptować nawet znęcanie się nad nim - byleby tylko osiągnąć kompromis.

A zatem co sprawiło, że złamał utrwalone przez lata nawyki? Kiedyś gdzieś przeczytał, że im bardziej wykształcona osoba, tym bardziej ograniczony jest jej wachlarz agresywnych działań. Był nie tylko wykształcony, ale także – tak jak jego ojciec i pradziadek – był nauczycielem w szkole. Jeśli ta teoria była prawdziwa, to praktycznie nie powinien być zdolny do popełniania jakiegokolwiek gwałtu. Czy rzeczywiście w każdym człowieku więcej jest bestii niż wychowanie w moralności i wykształcenie mogłyby kiedykolwiek opanować?

Wszystko to stało się tak nagle. Ten niedzielny poranek rozpoczął się jak zwykle. Tak jak od lat, po śniadaniu odprowadził swoją dwunastoletnią córkę i dziesięcioletniego synka do szkółki niedzielnej. Nie był chrześcijaninem. Ani jego żona. Ale ochrzciła dzieci, aby ułatwić przyjęcie ich do ekskluzywnych szkół misyjnych, do których uczęszczały dzieci jej bogatych przyjaciół i krewnych.

Nie podobała mu się ta zmiana wiary ze względu na potrzebę chwili, ale nie oponował – spokój w rodzinie ponad wszystko! Nie miał także nic przeciwko cotygodniowemu prowadzaniu dzieci do i ze szkółki niedzielnej. Przynajmniej dzięki około półtorakilometrowemu spacerowi miał szansę wyrwać się z małego mieszkania i delektować tytoniem. Bardzo lubił swoją fajkę, ale normalnie palił ją tylko w szkole. Yin-yin nie zgadzała się, by robił to w mieszkaniu. Jeśli w domu odczuwał nagłą potrzebę sięgnięcia po fajkę, wychodził wówczas na spacer po okolicy, żeby ją zaspokoić.

Po odprowadzeniu dzieci do szkółki zastał Yin-yin w trakcie porządków w ich pokoju. Rozpacz odebrała mu mowę. Był w szoku widząc swoje karty rozrzucone wszędzie po podłodze i deptane przez żonę. W tej jednej, traumatycznej chwili zobaczył, że wszystko co drogie jego sercu jest bezczeszczone i bliskie zagłady.

Ale zanim nawet był w stanie pokazać jak go to zabolało, Yin-yin napadła na niego tym irytującym tonem głosu, do którego już się przyzwyczaił.

– Mam dość zagracania pokoju twoimi śmieciami! Dość! Dość! Dość! Czy słyszysz? Spaliłam już połowę tych przeklętych kart. Chcę, abyś wrzucił resztę do kuchennego pieca. Nie zamierzam mieć tutaj dłużej tych pudeł, żeby hodować w nich karaluchy.

Nagle ujrzał w niej dręczyciela, który pozbawił jego życie sensu. Kogoś reprezentującego wszystko co atawistyczne i nieoświecone w społeczeństwie. W jednym dzikim, niekontrolowanym przypływie gniewu – udusił ją.

Zastanawiając się nad swoim czynem Piao nie czuł ani żalu, ani niepokoju, tylko znużoną obojętność zmieszaną z lekkim poczuciem absurdu. Podczas procesu nigdy nie będzie w stanie wyjaśnić dlaczego zabił swoją żonę. Byłoby inaczej gdyby dokonał morderstwa ze względu na to, że zastał ją w łóżku z kochankiem. Wtedy byłoby to przestępstwo w afekcie. Zrozumiałe przez zwykłych śmiertelników. Jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia byłyby zbędne. Ale zabójstwo ze względu na zniszczenie części kart katalogowych? – będzie nie do pojęcia. W jaki sposób mógłby naświetlić wartość jaką miały dla niego? W jaki sposób sprawić, aby ludzie traktowali ich zbieranie, tak jak on – jako osobistą wyprawę w poszukiwaniu prawdy, wiedzy i spełnienia? Nigdy nie będzie w stanie wyjaśnić tego także swoim dzieciom. Pomyślą zapewne, że raczej jest szalony.

Zdecydował zatem, że nie będzie niczego wyjaśniał policji. Niech prokurator, podczas rozprawy, sam stworzy teorię na temat motywów czynu. On będzie milczał. Przy braku przekonywujących dowodów, może sąd oszczędziłby mu kary śmierci. Mogliby po prostu zamknąć go w więzieniu. W takim przypadku, w ciszy odosobnienia, nadal istniałaby możliwość odtworzenia katalogu. Takie rozwiązanie podniosło go na duchu.

Kompletowanie katalogu zaczął jeszcze będąc na uniwersytecie. Podczas studiów natknął się na informację odnoszącą się do Augusta Mocnego, Elekta Saksońskiego i Króla Polski, który przehandlował Królowi Prus cały regiment dragonów w zamian za zestaw waz wykonanych w słynnych piecach Ching-te Chen w okresie Kang Hsi. Fakt, że zagraniczny władca okazywał takie uznanie dla obcej sztuki spowodował, że Piao zajął się tematem dziwnych powiązań ludzkiego losu.

Zaczął zastanawiać się, czy ta wymiana miała jakikolwiek wymierny wpływ na los Polski lub Europy? Na pewno upodobanie Rzymian do chińskiego jedwabiu, szczególnie w czasach Hadriana i Antoniusza, zmieniło losy Cesarstwa Rzymskiego. Przyczyniło się znacząco do jego gospodarczego i moralnego upadku. Gdyby Chińczycy, od najwcześniejszych czasów, nie chronili tajemnicy produkcji jedwabiu i gdyby nie to, że jakakolwiek próba wykradzenia jedwabników lub ich jaj z Państwa Środka była karana śmiercią, cała historia zachodniej cywilizacji mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.

Przyszło mu wówczas na myśl, że tradycyjne podejście do historii jest w zasadzie niezadowalające. Historia podzie-lona na nieistotne okresy rządów i dynastii może przyczynićsię do zawężenia spojrzenia i gloryfikacji określonej rasy lub narodu. Ale takie podejście byłoby niewłaściwe do analizy szerokich przemian losu ludzkiego. Nie brałoby pod uwagę wszystkich brzemiennych w skutki zakrętów spowodowanych przez fundamentalne przełomy w sztuce, nauce czy myśli. Ani też ogromnych i nieprzewidywalnych konsekwencji czyjegoś spontanicznego i niewinnego pożądania, czy to jedwabiu, czy przypraw czy czegokolwiek innego.

Jak inny byłby świat gdyby nie wynaleziono czarnego prochu lub papieru albo gdyby nie powstała teoria względności Einsteina? Wyśledzenie źródeł każdego postępu ludzkości i dokonanie analizy ich wpływu na świat stworzyłoby olbrzymi problem dla nauki. Ale jeśli ktoś mógłby to zrobić, to jego imię zapisałoby się trwale w historii i byłoby bar-dziej znane niż Gibbon czy Sima Qian3.

Atrakcyjność takiej perspektywy stopniowo coraz bardziej w nim się zakorzeniała. W efekcie napisał wiele opracowań na temat nowego podejścia. Spotkały się one z akceptacją profesorów i stały się punktem startowym dla tworzenia kart katalogowych.

Ukryta ambicja, raz połechtana, urosła do obsesji, która trwała nie tylko zaraz po ukończeniu studiów, ale nawet w trakcie małżeństwa. Nigdy jednak nie rozmawiał o tym z Yin-yin w obawie przed wyśmianiem.

Wiedział, że nie była właściwą osobą, by rozumieć marzenia. Pochodziła z rodziny bankierów i jej podejście do życia było praktyczne aż do bólu. Nawet jeszcze przed ślubem sugerowała, aby rozpoczął karierę zawodową w handlu lub finansach. Powtarzała mu, że każdy musi maksymalnie wykorzystywać swoje koneksje. Ale pogoń za bogactwem nie przemawiała do niego. Zawsze miał skromne potrzeby materialne i wiedział, że żadna kariera w świecie handlu nie da mu tyle satysfakcji co prowadzenie badań historycznych. A zatem, nietypowo, oparł się naciskom Yin-yin i ku jej wielkiemu niezadowoleniu zdecydował się na bezpieczną, ale nisko płatną posadę nauczyciela historii.

Miał wiele dobrych chęci, aby wynagrodzić żonie to rozczarowanie, przede wszystkim poprzez bycie dobrym, opiekuńczym i miłym mężem. Ale filozoficznie należeli do zupełnie innych światów.

Śledzenie wpływu koni nizajskich4 z Azji Centralnej na losy imperiów było dla niego ekscytująca podróżą odkrywczą. Konie te były podobno tak silne, że szły na bitwę w pełni chronione własną kolczugą i jeszcze niosąc uzbrojonego wojownika. Dzięki nim Chiny były w stanie zapanowaćnad najazdem nomadów Hsiung-nu i właśnie pragnienie posiadania tych koni przyczyniło się do tego, że cesarz Wu zezwolił na utrzymywanie regularnych stosunków handlowych z Persją. Ze względu na to, że lucerna stanowiła podstawę diety koni, zaczęto ją uprawiać także w Chinach. Konie te były tak wspaniałe, że nawet Aleksander Wielki przerwał swoje działania, aby tylko je zobaczyć. A zatem związek przyczynowy sięgał daleko ze stepów Azji Centralnej i miał szeroki wpływ na sprawy narodów.

Niestety, takie rewelacje dotyczące zamierzchłych czasów i tak pieczołowicie zbierane, nie miały żadnego znaczenia dla Yin-yin. Bardziej ekscytowała się krojem nowego futra, czy też wzmianką w kolumnie towarzyskiej na temat udziału w jakiejś gali lub koktajlu. Ale jak z pensji nauczyciela można było udźwignąć koszty takich przyjemności? Wkrótce Piao odkrył, że miłość i dobre chęci nie są wystarczające, aby utrzymać małżeństwo. A zatem stopniowo coraz bardziej się od siebie oddalali i pojawiły się złośliwości.

Już na początku postanowił, że nie będzie na nie reagował. Trochę, żeby udobruchać żonę, a trochę, by kupić tym sposobem odrobinę ciszy. Ale Yin-yin potraktowała to jako oddanie pola i stała się jeszcze bardziej zrzędliwa.

Pewnego razu kiedy był zagłębiony w robienie wyciągu z książki wypożyczonej z biblioteki uniwersyteckiej, zaatakowała go z niezwykłą zaciętością:

– Spójrz na siebie! – natrząsała się – Przewodniczący Związku Studentów, który miał zamiar zawojować świat! Śmiechu warte! Czy nie potrafisz robić nic innego poza ryciem w książkach?

– Robię coś konstruktywnego. Próbuję osiągnąć lepsze zrozumienie historii – odpowiedział.

– To na pewno dużo da! A na razie nawet nie stać nas na służącą!

Innym razem, w pełnym zadziwieniu kolejnym wybuchem Yin-yin zapytał rozdrażniony:

– Czego ode mnie chcesz? Czy nie jestem dobrym mężem? Cały czas staram się utrzymywać rodzinę najlepiej jak tylko potrafię. Nigdy nie miałem żadnych tradycyjnych słabości. Nie piję, nie uprawiam hazardu, nie biorę narkotyków, ani nie uganiam się za kobietami. Nie przychodzę do domu w późnych godzinach nocnych, jak mężowie niektórych twoich koleżanek. Więc czego więcej chcesz? Wszystko o co proszę to spokój, abym mógł poczytać. Czy to tak dużo?

– O rany, jesteś taki bez wyrazu! Naprawdę znudziłam się Tobą. Nie wiem dlaczego wyszłam za Ciebie za mąż.

Dopiero wówczas zrozumiał, że bycie pospolitym stanowi swego rodzaju wadę w małżeństwie. Zaakceptował takie oskarżenie i stał się jeszcze bardziej małomówny niż dotychczas. Ale narzekanie trwało i narastało. Stopniowo przyzwyczaił się do bycia besztanym, mniej więcej w taki sposób jak przestajemy reagować na powtarzający się hałas. Kiedy dzieci podrosły znalazł pocieszenie w zabawianiu ich anegdotami historycznymi, takimi jak opowieść o iluzjonistach wysłanych przez króla Partów, Mitrydatesa II do Chin, czy też o bizantyjskim cesarzu Justynianie, który namówił mnichów nestoriańskich, aby w wydrążonych bambusowych kijach wywieźli z Chin jaja jedwabników.

Piao z cicha melancholią przypomniał sobie różne dziwne fragmenty wspólnego życia z Yin-yin. Ale narobili z tym wszystkim bałaganu! Nawet ich pożycie, ten ostatni element cementujący biedne małżeństwa, zmieniło się w potyczki, toczone przez suche lędźwia. Gdyby nie dzieci, lepiej dla obu stron byłoby uwolnić się od siebie nawzajem. Ale nigdy nie przypuszczał, że ta wolność przyjmie tak zaskakująca formę.

Nagle z zadumy wyrwał go głos Yin-yin, wołającej ostro z kuchni:

– Gdzie masz te przeklęte karty, które kazałam Ci przynieść? Wiesz przecież, że jeszcze muszę ugotować obiad. Nie mam na to całego dnia.

– Już idę kochanie –odpowiedział Piao. Zebrał czule stertę swoich kart i zaniósł do kuchni jak na ofiarę. ■

1Guazilian 瓜子臉 (ang. melon-seed face). Chińczycy wyróżniają m.in. te cztery typy kształtu twarzy: „pestka melona”, „gęsie jajo” – edanlian 鵝蛋臉, „twarz wiejska” –  guozilian 國字臉 i „płaski tort” – dabinglian . Dwie pierwsze uznawane są za klasyczny wzór piękna.

2 Historia Chin zebrana w 24 księgi, obejmująca okres od około roku 3000 przed naszą erą do Dynastii Ming w XVII wieku naszej ery.

3 Edward Gibbon – angielski historyk i pisarz, żyjący w XVIII w. Jedno z jego najsłynniejszych dzieł to Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego (ang. The Decline and the Fall of the Roman Empire); Sima Qian (Ssuma Ch’ien) – chiński historyk dynastii Han , żyjący w latach 145-86 BC, twórca historiografii chińskiej, autor dzieła obejmującego 2 tysiące lat historii kraju od zarania dziejów: Zapiski historyka (ang. Records of the Grand Historian) (przypis tłumacza).

4 Konie nizajskie – święte konie perskiego imperium Achemenidów (550 BC–330 BC) (przypis tłumacza)

Drinks on the veranda, Hong Kong. Fot. G. Warren Swire, 1940.

Aneks

David T.K. Wong i jego twórczość

Mieszkając kilka lat w Malezji, razem z mężem mieliśmy okazję poznać i zaprzyjaźnić się z chińskim pisarzem – Davidem T.K. Wongiem. Jest to osoba o bardzo bogatej przeszłości (urodzony Hongkongu, dorastający w Chinach, Singapurze i w Australii, mieszkający na czterech kontynentach, pierwszy chiński minister w kolonialnym rządzie Hongkongu, milioner, który rozdał swój majątek na akcje charytatywne). Jego talent do obserwacji otaczającego świata, w połączeniu ze zdolnością do przełożenia spostrzeżeń na papier, w efekcie zaowocowały zajmującymi powieściami i opowiadaniami, gdzie historie bohaterów mogą być tymi, które miały okazję zdarzyć się naprawdę.

W listopadzie 2016 r. został wydany rozszerzony zbiór „Collected Hong Kong Stories”, zawierający 18 krótkich opowiadań, publikowanych indywidualnie przez Wonga w latach wcześniejszych. David, którego jednym z celów jest wspieranie twórczości młodych pisarzy, jest założycielem fundacji i fundatorem stypendiów dla anglojęzycznych twórców, piszących o Azji.

Kosmopolityczny Hongkong jest nie tylko miejscem akcji opowiadań. Bohaterowie związani są z nim zarówno fizycznie (miejsce zamieszkania, pracy, aktywności towarzyskiej), jak i emocjonalnie (m.in. poprzez wspomnienia).

Każde z opowiadań, to historia ludzkich marzeń, pragnień, których spełnienie skorygowane zostało przez uwarunkowania, w których żyli, własne słabości, czy też wcześniejsze zobowiązania. Sukcesy i porażki, przedstawione przez autora z jednej strony z sympatią, z drugiej z pełną wyrazistością moralnych aspektów. Nieominięte w tym zakresie są także kwestie polityki kolonialnej Brytyjczyków.

Ale co takiego różni twórczość Wonga od innych?

Zaskakująco przewrotny humor i niespodziewane zakończenia. Za każdym razem przed czytelnikiem odkrywane są rozwiązania, które nawet trudno przewidzieć. Rozwiązania, które wywołują uśmiech na twarzy, ale także i takie, które prowokują do głębszego zastanowienia się nad sensem życia i jego wielowymiarowością. W zasadzie, w swoim uniwersalizmie, mogą dotyczyć każdego z nas.

Dodatkowy atut stanowi język. Wysublimowany i bogaty. Oszczędny i wyrazisty. Zgodnie z zasadą – mniej znaczy więcej.

Twórczość Davida T. K. Wonga była wielokrotnie wyróżniana i nagradzana, m. in. przez: British Council, University of Hong Kong, prestiżowy magazyn „The Peak”, In-Print Publishing w Londynie, PEN International w Londynie, Radio Television Hong Kong, South China Morning Post, University of East Anglia, Sunday Standard, The Observer, Discovery Magazine, Window Magazine, Short Story International. Opowiadania były czytane na antenie BBC Radio 4 i BBC Radio Drama w Wielkiej Brytanii, Radio Netherlands, a także wydawane w USA, W. Brytanii, Hongkongu i Singapurze.

Karina Katzer

Tytuły oryginalne i noty o pierwszych publikacjach

1. Opowiadanie Koktajl (The Cocktail Party)

wygrało pierwszą nagrodę w konkursie na krótkie opowiadania, organizowanym przez British Council i Uniwersytet Hongkongu. Od tamtego czasu ukazało się w czasopiśmie The Peak w Hongkongu oraz było prezentowane (czytane) w stacji BBC Radio 4 w Wielkiej Brytanii i Radio Netherlands w Holandii. Znalazło się także w Literary Companion to Southeast Asia, wydanym przez In Print Publishing w Wielkiej Brytanii oraz umieszczone w antologii City Voices: Contemporary Hong Kong Writing in English, wydanej przez Hong Kong University Press.

2. Opowiadanie Katalog (The Card Index)

wygrało pierwszą nagrodę w konkursie na krótkie opowiadania, organizowanym przez Radio Television Hong Kong oraz the „South China Morning Post”. Następnie opublikowane zostało w PEN International w Wielkiej Brytanii, czasopiśmie „The Peak” w Hongkongu oraz było nadawane przez Radio Television Hong Kong.

3. Opowiadanie Braterstwo krwi (Blood Debt)

zostało opublikowane w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

4. Opowiadanie Utracona rzeka (Lost River)

zostało opublikowane w czasopiśmie „Discovery” w Hongkongu oraz w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Było też nadawane przez stację BBC Radio 4 w Wielkiej Brytanii.

5. Opowiadanie Panna Tsushima (Miss Tsushima)

zostało opublikowane w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

6. Opowiadanie Pewniak (Dead Cert)

zostało opublikowane w czasopiśmie „The Peak” w Hongkongu, a także zostało włączone do podręcznika języka angielskiego dla uczniów liceów w Hongkongu, wydanego przez Star Publishing Limited of Hong Kong

7. Opowiadanie Bunt (The Revolt of Grass)

zostało opublikowane w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych.

8. Opowiadanie Julia (Julia)

zostało opublikowana w czasopiśmie „Peak” w Hongkongu.

9. Opowiadanie Czerwone, Żółte, Zielone (Red, Yellow, Green)

pojawiło się w Short Story International w Stanach Zjednoczonych i zostało umieszczone w antologii City Voices: Contemporary Hong Kong Writing in English, opublikowanej przez Hong Kong University Press.

10. Opowiadanie Bar „U Szeto” (Sheto’s Bar)

po raz pierwszy zaprezentowany został w zbiorze krótkich opowiadań, wydanych przez Asia 2000 w Hongkongu w 1990 roku.

11. Opowiadanie Zakurzona droga (A Dusty Road)

zostało opublikowane w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

12. Opowiadanie Wuj Tuck (Uncle Tuck)

po raz pierwszy opublikowano w zbiorze krótkich opowiadań wydanym przez Asia 2000 w Hongkongu w 1990.

13. Opowiadanie Zew Serca (Voices in the Heart)

pojawiło się w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych w 1994 i zostało włączone do antologii Exiled in Paradise, wydanej przez Skoob Books w Wielkiej Brytanii.

14. Opowiadanie Na zawsze obcy (Strangers When They Part)

zostało opublikowane w magazynie „The Peak” w Hongkongu.

15. Opowiadanie Pieczęć o nazwie „Kurza Krew” (Chicken Blood Seal)

opublikowana została w zbiorze „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych.

16. Opowiadanie Hammer i Tong (Hammer and Tong)

zostało opublikowane w „Short Story International” w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

17. Opowiadanie Feralna niedziela (Crippled Sunday)

zostało opublikowane w Short Story International Stanach Zjednoczonych.

18. Opowiadanie Rocznica (Anniversary)

zostało opublikowane w czasopiśmie „Regent” w Hongkongu.

Indeks fotografii historycznych

Fotografie historyczne pochodzą z kolekcji „Historical Photographs of China” zgromadzonej przez University of Bristol. Adres kolekcji: https://www.hpcbristol.net. Numery katalogowe fotografii podane są nawiasie za opisem.

Płw. Kowloon oraz schron przeciwtajfunowy Yau Ma Tei, Hong Kong, from the air. Fot. Air Vice-Marshal A.L. Fiddament, 1945. (

s. 10

Riksze na zatłoczonej ulicy. Fot. James Dearden Holmes, 1926.

s. 14

Drinks on the veranda, Hong Kong.

Fot. G. Warren Swire, 1940.

s. 35

Hong Kong widziany z W.A.D. Brook’s Air House

Fot. Arthur Fidament, 1945

s. 44

Stragan z mięsem. Kolekcja F. Hagger, 1933.

s. 64

The Happy Valley Racecourse.

Kolekcja F. Hagger, 1932.

s. 102

Bazar kwiatowy, kolekcja F. Hagger, 1932

s. 112

Zatrzymywanie autobusu na ulicy Des Voeux, Fot. David Evans, 1945.

s. 134

Tragarze i ich załadowany wózek. Kolekcja F. Hagger, 1933.

s. 148

Płw. Kowloon i ruch portowy, kolekcja F. Hagger 1933.

s. 232

Sklepiki i stragany na Upper Lascar Row (摩羅上街), znanej jako Cat Street. Kolekcja F. Hagger, 1932.

s. 266

Riksza, wózek i policjant na Nankin Rd. Kolekcja Billie Love Historical, 1905.

s. 282

Madeline with husband Jack Kai Au. .

Fot. King’s Studio, Hong Kong, 1947

s. 344