Wydawca: E-bookowo Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
15,01 15,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 81 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Opowieści Starego Dębu - Mercedes Morales

Od Autorki

Nasza przygoda z baśniami zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy moja bratanica Laura musiała napisać opowiadanie do szkoły pod tytułem „Historia mojej rodziny w postaci baśni”.
Tak powstała baśń Laury „Mój prapradziadek Maciej”.

Żeby Nikolka nie czuła się pokrzywdzona, dla niej napisałam baśń pod tytułem „Zagubiony Łoś”.

Mam nadzieję, że czytanie baśni przyniesie Wam tyle samo radości, ile mnie dało wymyślanie ich specjalnie dla Was.

"Opowieści Starego Dębu" to pięknie ilustrowana książka, która zachwyci niejednego młodego czytelnika.

Opinie o ebooku Opowieści Starego Dębu - Mercedes Morales

Fragment ebooka Opowieści Starego Dębu - Mercedes Morales

Mercedes Morales

Opowieści Starego Dębu

Cz. 1

Dla Laury (11 lat), Nikoli (6 lat)

© Copyright by Mercedes Morales & e-bookowo

Grafika i projekt okładki: Joanna Pasek

ISBN 978-83-7859-060-6

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Nasza przygoda z baśniami zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy moja bratanica Laura musiała napisać opowiadanie do szkoły pod tytułem „Historia mojej rodziny w postaci baśni”.

Tak powstała baśń Laury „Mój prapradziadek Maciej”.

Żeby Nikolka nie czuła się pokrzywdzona, dla niej napisałam baśń pod tytułem „Zagubiony Łoś”.

Mam nadzieję, że czytanie baśni przyniesie Wam tyle samo radości, ile mnie dało wymyślanie ich specjalnie dla Was.

Mój prapradziadek Maciej

Nazywam się Laura, mam 10 lat i chodzę do IV klasy. Jestem uczennicą taką, jak miliony dzieci w całej Polsce, ale mam wyjątkową historię rodzinną.

Jest ona niezwykle ciekawa i fascynująca. Chociaż minęły tysiące lat, wszystkich członków mojej rodziny łączy jedno: MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT I PRZYRODY.

Dawno, dawno temu mój prapradziadek był łowczym na dworze króla. Do jego obowiązków należała ochrona królewskich lasów i zwierzyny przed kradzieżami.

Zbliżała się jesień, król planował zorganizowanie wielkiego jesiennego balu. Zażądał od mojego prapradziadka, aby dostarczył mu na pieczeń najpiękniejsze zwierzę, jakie spotka w lesie.

Maciej, bo tak miał na imię mój prapradziadek, wybrał się na polowanie. Nie chciał rozczarować i rozgniewać króla, który znany był ze swego okrucieństwa.

Tego dnia las wyglądał wyjątkowo pięknie, liście migotały bajkowymi kolorami.

Coś oślepiło Macieja. Początkowo myślał, że to słońce, które prześwituje między drzewami. Kiedy jednak dokładnie się przyjrzał, jego oczom ukazało się coś niesamowitego. Po polanie biegał przepiękny jednorożec. Maciejowi zabłyszczały oczy, podniósł strzelbę i już chciał zabić zwierzę, kiedy dopadły go wątpliwości.

— Czy królewska pochwała warta jest tego, aby zabić tak cudowne stworzenie, z którego na dworze zrobią pieczeń? Z pewnością nie! — podjął szybką decyzję, przewiesił broń przez ramię i podkradł się bliżej, aby podziwiać z ukrycia jednorożca.

Nagle na polanę wbiegły dwa kolejne jednorożce. Tym razem jeszcze dzieci. Widok zapierał dech w piersiach. Maciej ze zgrozą zauważył, że oto po drugiej stronie polany na drzewie siedzi królewski syn i mierzy w jednorożca.

Nie zastanawiając się długo, strzelił w drzewo, na którym siedział książę, a ten spadł z wielkim hukiem na ziemię.

Wystraszone jednorożce dopiero teraz zauważyły, co się wokół nich dzieje. Największy podbiegł do Macieja i odezwał się ludzkim głosem:

— Dziękuję, uratowałeś nam życie. Gdyby nie ty, już byśmy nie żyły. Uciekaj, król ci tego nie daruje. Wędruj na północ w kierunku czarodziejskiego lasu. Za nim znajduje się spokojna dolina, tam będziesz bezpieczny. Zbuduj w tym miejscu swój dom. Jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy, zawołaj: „Przyjacielu, jednorożcu, przybywaj z pomocą”.

Po czym skłonił się w dziękczynnym geście i zniknął.

Maciej siedziałby nadal jak skamieniały, zszokowany tym, że jednorożec przemówił do niego ludzkim głosem, gdyby nie okrzyki ludzi królewicza. Pomogli mu się podnieść z ziemi i wtedy książę krzyknął:

— Zabić tego zdrajcę! Nie pozwolić mu uciec!

Maciej zeskoczył z drzewa i zaczął biec przed siebie, co sił w nogach. Był przerażony, królewscy ludzie z psami tropili go jak zwierzę. Na szczęście nikt nie znał lasu tak dobrze, jak on.

Zbliżał się wieczór, kiedy wyczerpany z ulgą zauważył, że okrzyki ludzi i ujadanie psów ustały.

Wokół zapanowała cisza, znalazł się w ciemnym lesie, którego nie znał. Im głębiej w niego wchodził, tym bardziej wydawał mu się tajemniczy. Maciej uspokoił się, wiedział, że już mu nic nie grozi.

Rozglądał się z zaciekawieniem po nieznanym lesie. Poczuł głód. Przypomniało mu się, że ma jeszcze trochę ciasta i butelkę wina. Usiadł wygodnie pod drzewem i już chciał zacząć jeść, kiedy usłyszał krzyk.

Zerknął i zobaczył staruszkę, która biegała z rozwścieczoną miną i siekierą w dłoniach – krzycząc:

— Powycinam was wszystkie, paskudne, stare drzewa.

Maciej podbiegł do niej i wyrwał jej z dłoni siekierę.

— Co robisz, człowiecze? – wrzasnęła staruszka.

— Chcę cię powstrzymać przed zrobieniem głupoty. — odpowiedział Maciej.

— Jakiej głupoty?! Oddawaj mi tę siekierkę i to natychmiast!

— Nie oddam, bo pościnasz te piękne drzewa.

— Oddawaj, i tak je zetnę bez wyjątku, są stare, paskudne! — krzyczała coraz głośniej staruszka.

— Mam pomysł, usiądź ze mną i porozmawiajmy. — powiedział spokojnym głosem Maciej.

Staruszka zgodziła się z udawaną niechęcią, ale jej serce się radowało. Zobaczyła, że młody łowca ma dobre serce.

— Masz coś do jedzenia? — spytała marudnym głosem staruszka.

— Tak, mam jeszcze trochę wina i ciasta, które upiekła moja matka. Nie jest tego dużo, ale chętnie się z tobą podzielę — powiedział Maciej.

Siedzieli tak pod drzewami i jedząc rozmawiali.

Maciej tłumaczył staruszce, że nie powinna robić drzewom krzywdy, bo są piękne, dają cień, mają duszę jak ludzie i trzeba je traktować z szacunkiem. Staruszka skończyła jeść, wstała biorąc siekierę w dłonie.

Maciej zerwał się i krzyknął:

— Błagam, odstaw ją, zostaw drzewa w spokoju!

— Nie bój się, młody człowieku, nie zrobię im krzywdy, też je bardzo kocham.

Błysnęło i staruszka zmieniła się w piękną czarodziejkę z magiczną różdżką w dłoniach. Była to królowa czarodziejskiego lasu, która chciała sprawdzić, czy Maciej traktuje przyrodę z szacunkiem.

— Zdałeś test na szóstkę, możesz bez strachu wędrować przez mój las — powiedziała wróżka. — Uratowałeś moje jednorożce, nikt ci w tym lesie krzywdy nie zrobi. Jest już późno, a ty jesteś bardzo zmęczony, nie ma sensu, abyś już teraz ruszał w dalszą drogę. Przenocujesz tu, w grocie u Leona, a rano pojawią się żółte motyle. One będą ci wskazywać najkrótszą drogę do doliny, w której zamieszkasz.

Po tych słowach królowa lasu zaklaskała w dłonie i z gąszczu wyszedł olbrzymi niebieski niedźwiedź, który przemówił ludzkim głosem:

— Wzywałaś mnie, pani?

— Tak, mój drogi Leonie, to jest Maciej, twój dzisiejszy gość, zadbaj o niego, ugość go w swojej grocie tej nocy. Ja niestety nie mam dzisiaj czasu, wzywają mnie moje obowiązki.

— Oczywiście, zatroszczę się o niego, jak należy — powiedział Leon i błysnął olbrzymimi zębami.

Maciej stał, obserwując tych dwoje, i trząsł się ze strachu. Przez głowę przelatywały mu różne myśli, czy oni chcą mu na pewno pomóc, może ma być kolacją Leona? Królowa lasu, widząc minę Macieja, wybuchnęła śmiechem.

— Nie bój się, Leon lubi prezentować swoją siłę i władzę, ale serduszko ma dobre. Nic ci się nie stanie u jego boku.

Po tych słowach pożegnała się i zniknęła. Grota Leona była wygodniejsza, niż myślał. Spał tak dobrze, jak nigdy.

Rano obudziło go łaskotanie twarzy. Kiedy otworzył oczy, nad jego głową latały piękne żółte motyle.

Wiedział, że musi ruszyć w dalszą drogę. Pożegnał się z Leonem, którego bardzo polubił za jego żartobliwy sposób bycia. Obiecali się odwiedzać. Olbrzym przytulił go i z błyskiem w oczach powiedział:

— Następnym razem, kiedy się spotkamy, zjem cię.

Wybuchnęli śmiechem, po czym młody łowczy ruszył w dalszą drogę.

Las był prześliczny, pełno w nim było czarodziejskich zwierząt, których nigdy wcześniej nie widział. Wędrował, podziwiając piękną przyrodę, kiedy poczuł, że burczy mu w brzuchu. Usiadł pod drzewem i zastanawiał się, co by tu zjeść. Niestety, wszystko tu było inne niż w jego lesie, nawet jagody i maliny miały oczy i twarze jak ludzie.

Zrezygnowany, westchnął:

— Ależ jestem głodny.

Nagle spod liści wyskoczyły trzy małe skrzaty.

— Kim jesteś? Czego chcesz? Mów szybko, bo nie mamy czasu! — zawołały skrzaty.

— Niczego od was nie chcę. Nie wiem nawet, kim jesteście — odparł Maciej.

— Nie denerwuj nas, zawracasz nam głowę, wołasz nas, więc mów, czego chcesz, bo musimy znikać. Zawołałeś: „Ależ jestem głodny”, a my jesteśmy skrzatami leśnymi. Ja jestem Ależ, a to moi bracia, mają na imię Jestem i Głodny.

Maciej wybuchnął śmiechem.

— Naprawdę tak się nazywacie? Nie do wiary.

— No, niestety, nasi rodzice nas tak nazwali. Teraz musimy spełnić jedno twoje życzenie, więc decyduj się szybko, bo nie mamy czasu.

— Skoro tak, to dajcie mi, proszę, coś do jedzenia — odparł uradowany Maciej.

Skrzaty zakręciły się i wyczarowały dużo różnych potraw, napojów, deserów, po czym zniknęły.

Od tej pory, kiedy tylko Maciejowi zaczynało burczeć w brzuchu, wzdychał: „Ależ jestem głodny” i leśne skrzaty przynosiły mu jedzenie.

Wędrował już wiele tygodni drogą, którą wskazywały mu motyle, pomagał zwierzętom, które bardzo go polubiły za jego dobre serce.

Pewnego dnia zmęczony usnął na trawie. Coś zbudziło go łaskocząc po twarzy. Kiedy otworzył oczy, zobaczył nad sobą śliczną buźkę małego borsuka.

— Ej, mały, kim jesteś? — zapytał Maciej, biorąc zwierzątko na ręce.

— Jestem borsuk Nils, a ty jesteś łowczy Maciej, musisz mnie ze sobą zabrać, tak powiedziała królowa lasu.