Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie. 35 historii o tym, jak pielęgnować poczucie własnej wartości - Alex Rovira, Francesc Miralles - ebook

Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie. 35 historii o tym, jak pielęgnować poczucie własnej wartości ebook

Alex Rovira, Francesc Miralles

4,7

20 osób interesuje się tą książką

Opis

Poczucie wartości to potężne narzędzie pozwalające spokojnie iść przez życie.

Oto 35 inspirujących opowiadań, które stanowią drogowskaz pokazujący dzieciom, jak być pewnymi siebie, niezależnymi i pełnymi szacunku dla siebie i innych. Historie uczą, jak pielęgnować poczucie wartości w sobie od najmłodszych lat. Dodatkowo pobudzają wyobraźnię i poczucie humoru, zwiększają wytrzymałość, miłość i akceptację dla samego siebie – takim, jakim się jest.

Książka skierowana jest do dziewczynek i chłopców w każdym wieku. Dzięki niej staną się osobami, które umieją kochać innych, dlatego że nauczyły się kochać samych siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 98

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




DLA­CZEGO POWSTAŁA TA KSIĄŻKA?

Jest wiele dobrych ksią­żek mają­cych na celu wpo­je­nie dzie­ciom war­to­ści od naj­młod­szych lat. Bra­ko­wało nam jed­nak takiej, która wspie­ra­łaby je w budo­wie samo­oceny dzięki pobu­dza­ją­cym wyobraź­nię i peł­nym humoru opo­wia­da­niom poma­ga­ją­cym poko­chać sie­bie i innych ludzi.

Pro­fe­sor Antoni Bolin­ches twier­dzi, że dzieci wycho­wane w niskim poczu­ciu wła­snej war­to­ści w doro­słym życiu będą pró­bo­wały kupić miłość, tkwiąc w nie­sy­me­trycz­nych, czę­sto tok­sycz­nych związ­kach. Uza­leż­nione od cudzej opi­nii, będą sta­rały się zado­wo­lić wszyst­kich wokół, co jest pro­stą receptą na nie­szczę­śliwe życie.

Zna­ko­mity muzyk Pau Casals uwa­żał, że w każ­dym pozba­wio­nym pew­no­ści sie­bie doro­słym drze­mie dziecko, któ­rego nie nauczono, jak ważna jest odpo­wied­nia samo­ocena, akcep­ta­cja samego sie­bie i zdol­ność poka­za­nia światu swo­jej wyjąt­ko­wo­ści.

Jak mawiała afro­ame­ry­kań­ska pisarka Toni Mor­ri­son, jeśli książka, którą chciał­byś prze­czy­tać, jesz­cze nie ist­nieje, musisz napi­sać ją sam.

Dla­tego też posta­no­wi­li­śmy stwo­rzyć tę książkę po to, by rodzice mogli wspól­nie ze swo­imi dziećmi poczy­tać histo­rie, które pozwolą im zasta­no­wić się nad swoją war­to­ścią i pra­wem do szczę­ścia: na wła­snych, a nie cudzych zasa­dach.

Każda z zawar­tych w tej książce trzy­dzie­stu pię­ciu histo­rii nie tylko dostar­czy roz­rywki dziew­czyn­kom i chłop­com w róż­nym wieku, lecz także zobra­zuje wybrane zagad­nie­nie w spo­sób, który pomoże im iść przez życie z pod­nie­sioną głową. Opo­wia­da­nia mają słu­żyć dzie­ciom za dro­go­wskazy, jak stać się pewną sie­bie, nie­za­leżną, pełną sza­cunku – dla sie­bie i innych – osobą, która umie kochać, bo nauczyła się kochać samą sie­bie.

Dzię­ku­jemy, że poma­ga­cie nam pie­lę­gno­wać ziarna, z któ­rych wyro­śnie pięk­niej­szy, bar­dziej ludzki i odpo­wie­dzialny świat.

Álex Rovira & Fran­cesc Miral­les

1

Orzeł, który nie chciał latać

Kiedy nie masz wyj­ścia i musisz sko­czyć

Dawno, dawno temu żył sobie potężny król, który bar­dzo lubił ptaki. Ba, uwiel­biał je!

W swoim pałacu miał ogromny ogród, a w nim miesz­kały tysiące pta­ków: nie­które w zło­tych klat­kach, a inne, bar­dziej udo­mo­wione, żyły na wol­no­ści. Jedne miały prze­śliczne kolory, a inne prze­pięk­nie śpie­wały. Jedne były wiel­ko­ści czło­wieka, a inne tak małe, że pre­mier mógł zmie­ścić je w kie­szeni. Jedne miały mię­ciut­kie pióra, a inne mówiły, zupeł­nie tak jak ty.

Kiedy król nie zaj­mo­wał się rzą­dze­niem, całymi godzi­nami prze­sia­dy­wał w swoim skrzy­dla­tym raju. Wszyst­kie ptaki dawały mu dużo szczę­ścia.

Wszyst­kie? No cóż, pra­wie…

Jeden z nich nie umiał ani śpie­wać, ani mówić. Miał szorst­kie pióra w kolo­rze brud­nego brązu. Cały czas sie­dział bez ruchu na gałęzi i nic nie robił. Był to orzeł.

– Po co go tu trzy­ma­cie, Wasza Wyso­kość, skoro nie ma z niego pożytku? – spy­tał któ­re­goś dnia naj­młod­szy ze słu­żą­cych.

– Suł­tan ze Wschodu poda­ro­wał mi tego orła, kiedy był on jesz­cze pisklę­ciem… Zapew­nił mnie, że ni­gdy wcze­śniej ani ni­gdy póź­niej nie zoba­czę ptaka, który będzie tak wysoko latać. Jed­nak minął już ponad rok, a on ani razu nie ruszył się z tej gałęzi, ani w dzień, ani w nocy. Nie rozu­miem tego!

Przez cały ten czas służba dawała pta­kowi naj­lep­sze jedze­nie i chro­niła go przed burzami pod spe­cjal­nym dachem. Zaj­mo­wał się nim wykwa­li­fi­ko­wany wete­ry­narz. Słu­żący mówili do niego z czu­ło­ścią, a pała­cowi muzycy grali tylko dla niego.

Wszystko na nic. Poda­ro­wany przez suł­tana ptak nie chciał latać, więc król posłał po naj­lep­szych tre­se­rów ze wszyst­kich zakąt­ków świata.

Pierw­szy z nich powie­dział kró­lowi: „Orzeł jest cały i zdrowy. Bra­kuje mu tylko innego, star­szego ptaka, który nauczyłby go latać”. Władca spro­wa­dził więc najstar­szego orła w całym kró­le­stwie. Młody ptak patrzył spo­koj­nie, jak tam­ten raz po raz wzbi­jał się z gałęzi, aż w końcu stary orzeł zmę­czył się i odle­ciał.

Drugi tre­ser powie­dział: „Sam nauczę go latać”. Wspiął się więc na drzewo, przy­wią­zał się do gałęzi sznur­kami i sko­czył. Raz, drugi, trzeci… Pew­nego poranka sznurki nie wytrzy­mały i tre­ser upadł na zie­mię, łamiąc obie ręce i nogę. Orzeł nawet nie drgnął. Kolejni instruk­to­rzy, zachę­ceni ofe­ro­waną przez króla sowitą zapłatą, zjeż­dżali do kró­le­stwa z naj­dal­szych zakąt­ków Ziemi. Nikomu jed­nak nie udało się spra­wić, by orzeł zaczął latać.

Władca stra­cił już nadzieję oraz dużo pie­nię­dzy.

– Będę musiał go zabić – powie­dział pew­nego ranka mło­demu słu­żą­cemu. – Daje zły przy­kład pozo­sta­łym pta­kom!

Słu­żący, który zżył się z pta­kiem, popro­sił króla, by dał mu ostat­nią szansę. Ten zgo­dził się, pewien, że i tak nic z tego nie będzie. Chło­pak był dobry i pra­co­wity, więc władca nie chciał spra­wić mu przy­kro­ści.

W połu­dnie król został wezwany do ogrodu.

Oczy pra­wie wyszły mu z orbit! Nie mógł uwie­rzyć w to, co widział… Jego orzeł kró­lo­wał na nie­bie. Leciał pośród chmur, a skrzy­dłami nie­mal doty­kał słońca.

– Jak tego doko­na­łeś? Nikomu się nie udało!

– To było pro­ste, Wasza Wyso­kość… – odpo­wie­dział chło­piec z uśmie­chem. – Ucią­łem gałąź.

Od tam­tej pory orzeł lata tak wysoko, że – jak mówią mędrcy – widać go nawet z dale­kich krain.

PRZE­MYŚL TO!

Strefa kom­fortu

Tak eks­perci nazy­wają miej­sce, w któ­rym jest nam wygod­nie. I nie cho­dzi tu o fotel! Twoją strefą kom­fortu mogą być:

Przy­ja­ciele, któ­rzy zawsze roz­ma­wiają o tym samym.

Gra, którą znasz na pamięć.

Rze­czy, które zawsze robisz, bo są dla cie­bie pro­ste.

Albo po pro­stu nic­nie­ro­bie­nie, które jest prze­cież naj­wy­god­niej­sze.

Jeśli chcesz pode­rwać się do lotu, tak jak młody orzeł, który zasie­dział się na gałęzi, musisz spró­bo­wać nowych rze­czy: nauczyć się gry na jakimś instru­men­cie albo nowego języka, który pozwoli ci poznać całą masę ludzi z naj­dal­szych zakąt­ków świata. Racjo­nal­nie i z roz­sąd­kiem sta­wić czoła temu, co cię prze­raża, abyś mógł pozna­wać nowe rze­czy, które tylko cze­kają, byś je odkrył i stał się lep­szy.

Na początku możesz się czuć nie­pew­nie, ale póź­niej będziesz dumny z tego, że udało ci się posze­rzyć hory­zonty.

Strach przed utratą spra­wia, że wiele tra­cimy. Odwaga i chęć roz­woju dodają skrzy­deł zarówno nam, jak i tym, któ­rych kochamy.

W ciągu całego życia musimy sko­czyć z wielu gałęzi, jeśli chcemy być szczę­śliwi i żyć z god­no­ścią. I kiedy to robimy, poka­zu­jemy innym, jak piękna i potrzebna jest odwaga do skoku.

2

Dwaj włó­czę­dzy w nie­bez­pie­czeń­stwie

Prze­ciw­no­ści łączą ludzi

W pew­nym lesie nie­opo­dal wiel­kiego mia­sta żyło sobie dwóch włó­czę­gów, każdy w swoim wła­snym sza­ła­sie. Jeden był ślepy, a drugi kulawy.

Mimo że byli sąsia­dami, nie roz­ma­wiali ze sobą od tak dawna, że żaden z nich nie pamię­tał już dla­czego. Być może pokłó­cili się o resztki jedze­nia, a może o jakiś pie­nią­żek lub stary koc. A może po pro­stu odda­lili się od sie­bie bez powodu.

Pew­nej nocy roz­pę­tała się okropna burza, a jeden z pio­ru­nów ude­rzył w drzewo, które natych­miast zajęło się ogniem. W jed­nej chwili pożar prze­szedł na dru­gie drzewo, a potem na kolejne i jesz­cze następne… W krót­kim cza­sie las zamie­nił się w wiel­kie ogni­sko. Wszystko się paliło!

Kulawy włó­częga zro­zu­miał, że nie da rady uciec, bo ogień jest dużo szyb­szy od niego. Nie mógł biec na tyle prędko, by się ura­to­wać! Ślepy zaś wie­dział, że choć nogi ma szyb­kie, nie jest w sta­nie zoba­czyć ścieżki.

Śmierć była coraz bli­żej, obaj czuli ją na swych ple­cach. W obli­czu stra­chu zaczęli gorącz­kowo myśleć. Czę­sto zda­rza się to wtedy, gdy znaj­du­jemy się w tak poważ­nej sytu­acji.

Wtedy kulawy męż­czy­zna wpadł na pomysł i zaczął krzy­czeć i nawo­ły­wać sąsiada. Ślepy włó­częga szedł za jego gło­sem i wnet poja­wił się w drzwiach jego sza­łasu, pyta­jąc, czego chce.

– Ty możesz biec, a ja mam dobry wzrok. Wspól­nie możemy się ura­to­wać!

I tak wła­śnie zro­bili: kulawy włó­częga wspiął się na plecy śle­pego sąsiada, który miał mocne nogi, i pokie­ro­wał go poprzez dym i pło­mie­nie. Bie­gli i bie­gli, aż w końcu wybie­gli z lasu i zosta­wili ogień daleko w tyle.

Jakiś czas póź­niej, kiedy byli już cali i zdrowi w mie­ście, cie­szyli się ze swo­jego szczę­ścia i z nowej przy­jaźni, która naro­dziła się tam­tej nocy. Odtąd wszę­dzie cho­dzili razem, śmiali się i roz­ma­wiali jak sta­rzy zna­jomi.

Połą­czył ich strach przed śmier­cią.

PRZE­MYŚL TO!

Warto łączyć siły, by iść do przodu

Japoń­czycy zwy­kli mówić: nikt nie jest tak silny, jak my wszy­scy razem. Kiedy znaj­dziesz się w tara­pa­tach, możesz czuć się słaby lub bez­bronny. Pomyśl jed­nak, że inni też się cze­goś boją i mają swoje ogra­ni­cze­nia.

Dla­tego musisz sku­pić się na swo­ich moc­nych stro­nach, zupeł­nie jak kaleka i śle­piec.

Jeśli wiesz, w czym jesteś dobry, i potra­fisz dostrzec zalety innych osób, razem może­cie doko­nać wiel­kich rze­czy.

Pamię­taj, że twoje nasta­wie­nie może dodać ci skrzy­deł albo zupeł­nie cię pogrą­żyć.

Są osoby, które rodzą się z wiel­kim talen­tem i nic z nim nie robią. Są też tacy, któ­rym na pozór cze­goś bra­kuje, a doko­nują wiel­kich rze­czy, bo mocno wie­rzą, że im się uda. Bez wąt­pie­nia ten, który chce, zrobi wię­cej niż ten, który może. Szcze­gól­nie jeśli robi to z tymi, któ­rych naprawdę kocha.

3

Wielki mały łucz­nik

Wszystko jest kwe­stią wyobraźni

Jaś był chłop­cem, któ­remu bar­dzo nie chciało się cho­dzić do szkoły. Cza­sem spę­dzał poranki w lesie: uwiel­biał wspi­nać się na drzewa, lubił też gonić zające. Dzia­dek poda­ro­wał mu więc łuk, aby mógł nauczyć się na nie polo­wać.

Chło­piec miesz­kał nie­opo­dal zamku księ­cia Augu­sta, który bar­dzo lubił jeź­dzić na polo­wa­nia. Zawsze prze­chwa­lał się upo­lo­wa­nymi przez sie­bie jele­niami, lisami i niedź­wie­dziami i uwa­żał się za naj­lep­szego myśli­wego w oko­licy.

Zda­rzyło się jed­nak pew­nego poranka, gdy wyru­szył na polo­wa­nie z bar­dzo waż­nymi gośćmi, że nie upo­lo­wał żad­nego z licz­nych zwie­rząt, jakie napo­tkał w lesie.

Nie mógł uwie­rzyć w swo­jego pecha! Co się stało z jego legen­darną cel­no­ścią? Żadna z jego kul nie dosię­gła watahy dzi­ków, za którą nie­stru­dze­nie podą­żał. W dro­dze powrot­nej książę i jego przy­ja­ciele byli w bar­dzo złym humo­rze. Wtedy wła­śnie spo­tkali małego Jasia z łukiem.

Jakież było ich zdu­mie­nie, gdy zoba­czyli, że na sze­ściu drze­wach w pobliżu miej­sca, gdzie stał chło­piec, nama­lo­wane były białe okręgi. Dokład­nie pośrodku każ­dego z nich tkwiła wbita strzała.

August od razu zszedł z konia.

– Gdzie jest twój ojciec? – spy­tał Jasia, który prze­stra­szył się, że wpadł w nie lada tara­paty. Wszak drzewa nale­żały do księ­cia!

– On nic o tym nie wie, panie, pra­cuje od bla­dego świtu. To wszystko wyłącz­nie moja wina!

Książę August nic nie odpo­wie­dział. Pod­szedł bli­żej i przyj­rzał się uważ­nie każ­dej z tkwią­cych w drze­wach strzał. „Bez wąt­pie­nia”, pomy­ślał, „ten dzie­ciak jest wyjąt­kowy”.

– Pro­szę o wyba­cze­nie, panie. Obie­cuję, że poniosę każdą karę za to, że strze­la­łem do pań­skich drzew. Chcia­łem tylko poćwi­czyć…

– To ty do nich strze­la­łeś? – spy­tał chłopca książę.

– Tak… Uka­rzesz mnie, panie?

– Dla­czego miał­bym cię karać? Gra­tu­luję, chłop­cze! Nawet ja nie umiał­bym tra­fić w sam śro­dek tych okrę­gów. – Uśmiech­nął się. – Kto nauczył cię strze­lać z łuku? Chcę poznać two­jego mistrza!

Jaś odpo­wie­dział, że nauczył go dzia­dek. Ale tak naprawdę wcale nie szło mu dobrze i dla­tego wymknął się rano, żeby poćwi­czyć. Zupeł­nie nie miał wprawy.

– Nie gadaj głu­pot, chłop­cze – powie­dział książę. – Tylko naj­lepsi łucz­nicy strze­lają tak jak ty.

– Ale panie, ja naj­pierw strze­lam, a dopiero potem maluję okręgi. To zachęca mnie do dal­szych ćwi­czeń, bo wiem, że w końcu, któ­re­goś dnia, moje strzały będą tra­fiać w sam śro­dek tar­czy za pierw­szym podej­ściem.

Książę August zaczął się śmiać jak sza­lony. Jego przy­ja­ciele oraz świta szybko mu zawtó­ro­wali.

Tam­tego poranka wielki łowca nauczył się, że wyobraź­nia bywa naszą naj­po­tęż­niej­szą bro­nią.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki