Wydawca: Amber Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 262 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka One Love. One Direction - Barbara Beckam

Nareszcie lato! Słońce, morze. Tylko, że Megan zamiast na plaży spędza wakacje… w pralni. Wiele dziewczyn ma wakacyjne prace, ale ta jest wyjątkowo nieromantyczna. A Megan ciągle marzy… Och! Gdyby tak któryś chłopak z One Directi on wszedł przez te drzwi… Och! Gdyby to mogło zdarzyć się naprawdę… i odmienić życie nie tylko Megan.

Opinie o ebooku One Love. One Direction - Barbara Beckam

Fragment ebooka One Love. One Direction - Barbara Beckam

Redakcja stylistyczna

Dorota Kielczyk

Korekta

Halina Lisińska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© Christopher Polk/Staff/Getty Images

Tytuł oryginału

One Love. One Direction

Copyright © 2014 Sperling & Kupfer Editori S.p.A.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5276-6

Warszawa 2014. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Prolog

Jak to, kurczę, działa? Gdzie się wgrywa plik? Widzisz?

– Spróbuj kliknąć tutaj. – Megan wskazała ikonę po prawej.

– Nooo!!! Wreszcie się udało – krzyknęła przeszczęśliwa Mapy.

Na ekranie pojawiła się klepsydra. Megan i Mapy obserwowały ją w nabożnym skupieniu, podczas gdy system wgrywał plik.

20%

46%

63%

78%

89%

100%

„Twój plik został zapisany w naszym archiwum. Dziękujemy za udział i życzymy powodzenia!” Przyjaciółki się uścisnęły.

– Teraz możemy już tylko trzymać kciuki – powiedziała podekscytowana Mapy, z nadzieją w oczach i z marzeniem w sercu.

„Guardian”, z 30 września:

ROZPAD ONE DIRECTION. MILIONY FANEK WE ŁZACH

Londyn. To

Niecałe dwa miesiące wcześniej

Halo, Mapy. Słyszysz mnie? Mapy, odezwij się! Co to za hałasy?

– Ila. Aekaj!

– Co ty robisz?

– Aekaj! E oge eaz!

– Mapy! Co tam się dzieje? Gdzie jesteś? Mapy, odezwij się. – W słuchawce rozległ się jakiś straszny rumor. – Pospiesz się, muszę ci coś opowiedzieć. Aż mnie rozsadza. Muszę komuś o tym powiedzieć!

– Już jestem, Megan. Słyszysz mnie? Przepraszam, w zębach trzymałam trzepaczkę, w jednej ręce pojemnik z jajkami, a drugą próbowałam sobie włożyć słuchawkę do ucha i nie upuścić przy tym misek. Jestem w pracowni i zaraz oszaleję! Mama pojechała do pracy za miasto i wraca dopiero w przyszłym tygodniu, wujek John poszedł na ślub Billy’ego Five’a, a…

– Billy’ego Five’a? Tego prezentera z telewizji?

– Taaak. Żeni się dzisiaj, a my dostarczamy mu słodycze i tort weselny. Mówię ci, ale kicz! Państwo młodzi sami projektowali. Nigdy jeszcze nie widziałam czarno-biało-różowego tortu w panterkę.

– Dobra, później mi opiszesz, teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego! Nie wytrzymam! Nie mogę w to uwierzyć!

– Ja też nie mogę w to uwierzyć! Krem się przypala. Czekaj! – Mapy znów wyciągnęła słuchawkę i pobiegła ratować sytuację.

– Mapy? Mapy? – Megan usłyszała straszny łomot i przeklinającą przyjaciółkę.

Po paru minutach Mapy wróciła, żeby dokończyć rozmowę.

– Kurde, całkiem go spaliłam. Jestem strasznie spóźniona. Gdzie ten chłopak z agencji?

– O czym ty mówisz? Mapy, słuchasz mnie?

– Pamiętasz Nigela?

– Zastępca tego pracownika, który wyjechał do Ameryki? – spytała Megan.

– Właśnie. Ten sam. Akurat dostał uczulenia. Niezłe, co? Początkujący cukiernik z uczuleniem na jajka! Tylko mnie się to mogło przytrafić. A dzisiaj sobota, w sklepie pełno ludzi, a ja jestem sama i robię, co mogę, ale wszystko idzie nie tak. Krem się przypalił, słodki majonez się zsiadł, piekarnik wyczynia jakieś cuda, a bliźniaczki Wiston są jeszcze bardziej upierdliwe niż zwykle. Ciągle tu przyłażą i pytają: „A to gotowe? A tamto gotowe?”

Megan uśmiechnęła się, słysząc, jak przyjaciółka idealnie naśladuje nosowy głos „panien” Wiston, dwóch identycznych bliźniaczek w średnim wieku, które od przeszło dwudziestu lat pracowały w cukierni Sweet Cream należącej do rodziny Mapy.

– Brakuje tylko, żeby jeszcze przyszła Alana i zaczęła mi ględzić.

Alana była siostrzenicą panien Wiston, bardzo niesympatyczną siedemnastolatką o figurze modelki, która miała to szczęście, że nie przybierała na wadze nawet o gram, mimo że bez przerwy się obżerała, głównie słodyczami. Była naprawdę okropna. Zgryźliwa plotkara, która przy każdej okazji tryska na innych jadem. Kiedy wstępowała do cukierni przywitać się z ciotkami, zawsze przychodziła na zaplecze, żeby pogadać. A ściślej rzecz biorąc, to ona gadała. Mapy z kolei nie mogła się doczekać, aż Alana wreszcie sobie pójdzie; zwyczajowo na odchodne rzucała pytanie: „O, przytyłaś?”. Mapy nieustannie walczyła z wagą, nie mówiąc o trądziku, podczas gdy Alana, która objadała się słodyczami bez opamiętania, miała skórę jak jedwab i ciało bez grama tłuszczu. Ponieważ jednak sprawiedliwość istnieje, miała za to paskudny nos, którego nie mógł zamaskować żaden puder ani makijaż.

– Mam kiepski dzień, a nawet nie wiesz, co mi się wczoraj przydarzyło – narzekała Mapy.

– Nie. To ty nie wiesz, co mi się wczoraj przydarzyło. Próbowałam do ciebie dzwonić, ale ciągle włączała się poczta.

– Komórka mi padła. Była rocznica ślubu dziadków i wróciłam późno przez durnego faceta, który…

– Mapy!!! – krzyknęła Megan. – Przymknij się. Muszę ci opowiedzieć coś bardzo ważnego.

– Okej, okej. Zaczekaj chwilę, włożę tylko lepiej słuchawkę, żebym mogła pracować. Mam nadzieję, że ten nowy praktykant z agencji zaraz się zjawi, bo inaczej będę miała naprawdę przechlapane.

– Znowu zaczynasz? Dasz mi dojść do słowa? Co cię dziś napadło? Gadasz i gadasz.

– No fakt. Przepraszam. Mów.

Megan, która w wakacje pracowała na pół etatu w pralni, zaczęła opowiadać drżącym z emocji głosem. Poprzedniego dnia po zamknięciu skończyła liczyć utarg i szykowała się do wyjścia, gdy usłyszała natarczywe pukanie w szybę w drzwiach.

– Zwykle jestem bardzo miła dla klientów i wpuszczam ich nawet po zamknięciu, ale byłam sama i trochę się spieszyłam; umówiłam się do kina z Jessem White’em.

– Z Jessem? Jak to? W końcu cię zaprosił? – zdziwiła się Mapy.

Jess White był chłopakiem równie nieśmiałym co ślicznym, który, według Mapy, od dawna kochał się w Megan; jednak, być może, bojąc się odtrącenia przez jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole, nigdy nie wykonał żadnego ruchu, mimo że ewidentnie był w niej zadurzony.

– Wstąpił przez przypadek do pralni, zapytał, czy chcę iść do kina, i się zgodziłam.

– Taak, jasne, przez przypadek. Moim zdaniem cię śledził. A jak cię zaprosił? Pewnie zrobił się czerwony jak burak.

– No trochę się zarumienił… ale nie o nim chciałam ci opowiedzieć. Dasz mi dokończyć?

– Ach, nie? A o kim?

– O Niallu! I co ty na to? – Megan milczała przez parę sekund w oczekiwaniu na entuzjastyczną reakcję przyjaciółki.

– A co to za Niall? Skąd się wziął?

– Jak to: co to za Niall? – zawołała Megan rozpaczliwym tonem.

– Nie musisz krzyczeć. Zrozumiałam, że się nazywa Niall. Ale ja nie znam żadnego Nialla. To takie straszne?

– No proszę cię; nie znasz żadnego Nialla? Przecież bez przerwy ci o nim mówię.

– Megan? To ja, Mapy. Twoja podobno najlepsza przyjaciółka. Chyba jednak tak nie jest, skoro nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz. Co to za Niall?

– Naprawdę nie kapujesz? – Megan wydawała się zdumiona.

– No naprawdę! Co to za Niall? – upierała się Mapy.

– Trzymaj się mocno: to Niall Horan – oznajmiła entuzjastycznie Megan.

Cisza.

– No i co?

– Jak to: no i co? Mapy, czy ty mnie w ogóle słuchałaś przez ostatnie pół roku? – Megan wydawała się poirytowana.

– Czy ty prowadzisz podwójne życie? O kim ty mówisz? Kto to ten Horam?

– Horan, Niall Horan – poprawiła Megan. – Ten Niall Horan! – podkreśliła. Cisza. – Mapy! Niall Horan z O-n-e D-i-r-e-c-t-i-o-n!!! – obwieściła w końcu triumfalnie. Cisza. Megan od paru miesięcy miała fioła na punkcie tego zespołu, a w szczególności jednego z chłopaków, ślicznego blondyna, którego Mapy pamiętała jak przez mgłę. Nie podzielała tej obsesji przyjaciółki i nigdy nie miała ochoty oglądać zdjęć, klipów ani niczego, co wiązało się z tymi angielskimi piosenkarzami, którzy byli, zdaje się, bardzo znani. W gruncie rzeczy nigdy nie podążała za modą i zawsze zachowywała się nietypowo. Podczas gdy inne dziewczyny tańczyły w różowych sukienkach, ona wolała sztuki walki. Inne słuchały One Direction i Justina Biebera. Ona uwielbiała muzykę z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – jej rodzice zebrali całą kolekcję. Mapy zajmowała się tylko tym, co sprawiało jej przyjemność: uczyła się japońskiego, chodziła na kurs kroju i szycia, który określała jako dressing art, kochała sztukę, kolory, ale przede wszystkim uwielbiała piec ciastka. Jej rodzina od dziesięcioleci prowadziła najsłynniejszą cukiernię w hrabstwie i gdy Mapy tylko miała trochę wolnego czasu, rzucała się na jaja, mąkę i cukier i starała się zgłębić tajniki sztuki cukierniczej. Prawdę mówiąc, daleko jej było jeszcze do zawodowca, ale była na dobrej drodze.

– Halo? Mapy? Dotarło do ciebie? – dopytywała zbita z tropu Megan. Milczenie. – Mapy? Jesteś tam? Telefon ci nie działa?

– Telefon działa bardzo dobrze. Raczej twój mózg nie działa. Megan, nie mam czasu. Ja tu nie wiem, w co ręce włożyć, a ty mi zawracasz głowę takimi głupotami?

– Przysięgam! To wszystko prawda. Posłuchaj, wczoraj spędziłam wieczór z Niallem Horanem.

– Przecież umówiłaś się z Jessem. A w ogóle to przestań zmyślać. To nie jest normalne.

– Mapy!!! Proszę, musisz mi uwierzyć. Nie zmyślam. Byłam z Niallem.

– Taak, jasne. A ja byłam na kolacji z Robbiem Williamsem – odparowała.

– Oj weź, przestań się nabijać. Posłuchaj mnie przez chwilę. – Megan wydawała się rozdrażniona, a w jej głosie znów pojawiła się histeryczna nuta.

– No dobra, dawaj… – odezwała się Mapy protekcjonalnym tonem, chociaż tak naprawdę była zaniepokojona.

Megan gadała od rzeczy, a przecież nie była kłamczuchą; Mapy znała przyjaciółkę od zawsze i nigdy jej tak nie odbijało. Musiała dostać udaru słonecznego albo mieć halucynacje.

– No więc mówiłam ci: ktoś zapukał w szybę, ale spieszyło mi się, więc poszłam tylko powiedzieć, że już zamknięte. Przed drzwiami stał chłopak, niezbyt wysoki, szczupły, w beżowych biodrówkach i białym T-shircie. Miał potargane blond włosy i czarne okulary przeciwsłoneczne. Uśmiechnął się do mnie zniewalająco i wyglądał na tak zdesperowanego, że mu otworzyłam. A potem był taki miły! Wszedł i powiedział: „Dzięki, dzięki, sorry, wiem, że już zamknięte, ale mam nóż na gardle. Nagrabiłem sobie i jeśli mi nie pomożesz, to mnie zabiją. Dosłownie”. Powiedział to w taki sposób, że się uśmiechnęłam. I zauważyłam, że chociaż światła były zgaszone, to nie zdjął okularów przeciwsłonecznych. Musisz mi uwierzyć, Mapy. W pierwszej chwili nie załapałam, kto to jest, ale było w nim coś znajomego i jak tak na niego patrzyłam, to nie mogłam przestać się uśmiechać. On ciągle nawijał, opowiadał o jakimś żarcie, który się źle skończył, o zniszczonych ciuchach… i cały czas wyjmował coś z torby, ale ja nie mogłam oderwać od niego oczu. Taki słodziak, skąd ja go znam, myślałam, a on dalej coś tam opowiadał. Już nawet go nie słuchałam. Przysięgam ci, już nawet jak o tym wspominam, to mi się zbiera na płacz! – Głos jej się łamał, była wyraźnie wzruszona.

Naprawdę nieźle ją wzięło. Mapy przerwała pracę i zaczęła słuchać uważnie. Miała już całkowitą pewność, że przyjaciółka nie ściemnia.

– Bo zaraz dostaniesz zawału. Oddychaj głęboko, uspokój się i mów dalej – powiedziała.

– Jak wczoraj wieczorem nie dostałem zawału, to już nie dostanę. No dobra… więc on ciągle coś gadał… pamiętam tylko pojedyncze słowa: „dowcip”, „krew” czy „sos pomidorowy”, bo mój mózg przełączył się na autopilota. Cały czas się do kolesia szczerzyłam i kiwałam głową, chyba nawet śmiałam się z jego żartu, tak jakbym go słuchała, ale tak naprawdę to wpatrywałam się w każdy centymetr skóry, każdy detal i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To było niemożliwe. Totalny absurd. Ta sama jasna cera, ten sam pryszcz na brodzie, którego nie może się pozbyć, ten sam nos, te same usta, te same włosy, uszy, kształt twarzy… wszystko. Wyglądał identycznie jak Niall! Pomyślałam, że może to sobowtór, ktoś niesamowicie podobny do niego, kto specjalnie walnął sobie identyko fryzurę. W końcu są ludzie, którzy robią sobie nawet operacje plastyczne, żeby upodobnić się do swoich idoli. Cały czas sobie powtarzałam w głowie: to sobowtór, to sobowtór, dopóki ich nie zobaczyłam i, słowo daję, aż przestałam oddychać. Można odtworzyć fryzurę, kształt brwi, styl ubierania i chodzenia, można powiększyć sobie usta, zoperować kości policzkowe, ale nie możesz sobie zrobić pieprzyków tam, gdzie chcesz. Pieprzyki albo są, albo ich nie ma. A on miał identyczne trzy na szyi, w takim samym kształcie, w tym samym miejscu. Tak jak Niall. Więc to nie sobowtór. To on! To Niall! Niall Horan we własnej osobie stał przede mną! – Megan zrobiła przerwę, żeby nabrać tchu, potem ciągnęła dalej: – Aż mnie zamurowało. Poczułam ściskanie w żołądku, a serce waliło mi jak młotem… Mapy, zaczęłam się trząść, a uśmiech zniknął mi z twarzy. Byłam jak zahipnotyzowana. Musiałam koniecznie zdjąć mu okulary. On patrzył na mnie z ciekawością i przestał mówić. Zrobiłam krok do przodu i wyciągnęłam rękę do jego twarzy. Złapałam te okulary i je zdjęłam…

Cisza. Wciąż cisza. Potem szloch.

– Megan, Megan. Nie płacz, bo zaczynam się martwić.

– Po prostu… jestem taka… szczęśliwa… ciągle mi się wydaje… że to był sen…

– Rozumiem, ale już się opanuj… napij się wody. – Mapy starała się uspokoić przyjaciółkę, która w tym momencie totalnie się rozkleiła.

Adrenalina wzbierająca w Megan przez ostatnie godziny nagle przerwała tamę. To wszystko brzmiało tak bez sensu, ale Megan nie mogła wymyślić czegoś podobnego, nie mogłaby udawać takich emocji. To była prawda. Niewiarygodna, ale prawda. Ale co robiła światowa gwiazda muzyki w Sun Place? To spokojne nadmorskie miasteczko, przytulne, czyste, uporządkowane, ale nie ma nic do zaoferowania w porównaniu z popularnymi wśród turystów kurortami, oddalonymi zaledwie parę kilometrów. Więc to bardzo dziwne, że trafił tu taki słynny piosenkarz. Musiał być incognito; inaczej pan Bredford, szef lokalnej gazety „Sun Place News”, rozgłosiłby to wszem i wobec w niedzielnym wydaniu i na swoim blogu, który codziennie aktualizował. Ten facet wiedział wszystko o wszystkich. Był ciągle w ruchu, wiecznie spocony, w śmiesznym tupeciku na głowie, który wyglądał jak martwe zwierzę. Obserwował, szpiegował, wypytywał, we wszystko się wtrącał. Nie było w mieście rzeczy, wydarzenia czy plotki, o której by nie wiedział i w którą nie wetknąłby nosa. Jego niedzielne artykuły i wpisy na blogu obfitowały w takie wyrażenia jak: „wydaje się”, „podobno” czy „nieoficjalnie wiadomo”. Chodziło o zwykłe plotki, które on ubierał w słowa. Po prostu straszny plotkarz, a co gorsza spokrewniony z Alaną i bliźniaczkami Wiston – mieszanka wybuchowa… lepiej było ściszyć głos.

– Jak tylko zdjęłam mu okulary, byłam pewna. To on. Miałam przed sobą Nialla Horana. Patrzył na mnie i się uśmiechał. Pewnie myślał, że się na niego rzucę, zacznę krzyczeć, wyrywać sobie włosy z głowy, i wierz mi, Mapy, miałam na to ochotę… nie wiem, co mnie powstrzymało. Tak jakby jedna część mojego mózgu mówiła: To on. To on. Rzuć się na niego. Pocałuj go. Może już nigdy więcej go nie zobaczysz. Zrób mu zdjęcie. Poproś o autograf. Dotknij go. Przytul. Porwij. Zamknij na cały dzień w prasowalni, przywiąż do deski do prasowania i rób z nim, co chcesz. A druga upominała: Zachowaj spokój. Oddychaj. To twoja jedyna szansa. Nie zachowuj się jak idiotka. Nie bądź jak stuknięta fanka, bo zaraz ucieknie. Spokojnie, porozmawiaj z nim. Porozmawiaj! I w końcu, nie wiem, jakim cudem, wzięłam się w garść. Mapy! Serce ciągle biło mi jak szalone, miałam sucho w gardle i sztywny język, ale jakoś udało mi się powiedzieć w miarę naturalnie: „Ty jesteś Niall z One Direction, prawda?”, a on pokiwał głową. Chyba się zastanawiał, czy jestem wariatką, która zaraz zacznie go zasypywać najdziwniejszymi prośbami, czy normalną dziewczyną, tylko trochę zaskoczoną widokiem kogoś sławnego. Nagle mnie olśniło i otrząsnęłam się, tak jakbym się właśnie obudziła. „A więc w czym problem?”, spytałam profesjonalnym tonem. Wzięłam marynarki, które trzymał w rękach, i położyłam na ladzie, a on odetchnął z ulgą. Dopiero parę godzin później wyznał mi, że przez chwilę myślał, że jestem jedną z tych wariatek, które go ścigały.

– Megan, ale jesteś pewna, że to był on? Może jednak jakiś sobowtór, który chciał cię nabrać?

– Nie! On! Na bank! Miał nawet ten sam wisiorek z koniczyną, który zawsze nosi, i głos też miał taki sam! Oglądałam wszystkie filmy z nim na YouTubie, i znam jego głos. Uwierz mi. To był on.

– Wierzę ci, wierzę, ale jestem w szoku. To nie do wiary… ale co on robi w Sun Place?

– Jest tu z zespołem, nie w samym mieście, tylko w prywatnej willi na wybrzeżu, w jednym z tych luksusowych pałaców. Opowiadał mi, że kończyli nagrywać w Londynie nową płytę, ale przed studiem koczowało tyle fanek, że nie dało się wejść ani wyjść, więc ich producent znalazł tę niesamowitą willę z wypasionym studiem nagraniowym i przenieśli się tutaj. Już ponad miesiąc są tam praktycznie uwięzieni, chociaż dom jest ogromny, ma wielki ogród z basenem, stajnie i kort tenisowy.

– Zabrał cię tam? Poznałaś też innych?

– Nie. Siedzieliśmy do późna w pralni.

– Jak to: w pralni? I co robiliście? – Cisza. – Megan? – Szloch. – Megan? Przestań płakać.

– To ze szczęścia. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.

– Tak, tak, mówiłaś to już co najmniej z dziesięć razy. No i?

– W końcu zapytałam go, czego potrzebuje, a on pokazał mi trzy białe marynarki z czerwonymi plamami; to wyglądało na krew, ale tak naprawdę to był sos pomidorowy. Chciał zrobić kawał kolegom, nabrać ich, że jakiś świr zakradł się do willi i go zranił, no to poplamił kostiumy, które miały być użyte w przyszłym tygodniu do kręcenia teledysku. Tylko że zaraz potem producent powiedział im, że będą nagrywać klip w niedzielę rano, czyli jutro, no i wtedy zorientował się, że nie zdąży uprać kostiumów, bo w sobotę pralnie są zamknięte, więc wrzucił wszystko do torby i poszedł szukać kogoś, kto mógłby mu pomóc…

– …i znalazł ciebie…

– Taaak.

– I co potem? – ponagliła ją zaciekawiona już teraz Mapy.

– Błagał, żebym mu pomogła. Powiedział, że będzie mi wdzięczny do końca życia. Odpowiedziałam, że mogę zaraz uprać marynarki i za parę godzin będą jak nowe.

– A on?

– Przytulił mnie. Zaczął mi dziękować, ściskać mnie. „Dzięki, dzięki, ratujesz mi życie, proś, o co chcesz”, powtarzał w kółko, tak że miałam ochotę wypalić: „Ożeń się ze mną!”, ale odpowiedziałam: „Postaw mi chociaż pizzę. Możemy zjeść w tym czasie, jak marynarki będą w praniu”.

– Super! Świetnie zrobiłaś.

Megan była jak wezbrana rzeka, a szczęście i entuzjazm biły z każdego jej słowa. Zjedli kolację, pizzę z coca-colą, siedząc na podłodze za ladą pralni. Niall ułożył tam w kącie kołdry i poduszki, podczas gdy ona nastawiała pranie, wybierając oczywiście najdłuższy cykl.

– Mówię ci, czad. Siedzieliśmy tak co najmniej dwie godziny, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Opowiadał mi trochę o zespole, o swoim życiu, o tym, jak się zmieniło, o swoim bracie i rodzinie, o szkole… a potem zadawał mi mnóstwo pytań. Pierwsze było: „Masz chłopaka?”

Jak chłopak cię pyta, czy masz chłopaka, to dobry znak, każdy to wie, pomyślała Mapy.

– Naprawdę o to najpierw cię zapytał?

– Taaak. Jak tylko usiedliśmy na podłodze. Ale to nie wszystko; w pewnym momencie, a minęły już co najmniej dwie godziny, mówi do mnie: „Jak to możliwe, że nie masz chłopaka? Jesteś bardzo ładna”. Myślałam, że umrę! Zrobiłam się czerwona jak burak i odpowiedziałam: „Dzięki, ty też jesteś bardzo ładny”, i jeszcze bardziej zjarałam cegłę.

– Megan, ale do rzeczy: całowaliście się? – zapytała Mapy zniecierpliwiona.

Megan wybuchła śmiechem.

– Zaczekaj! Moment. Na czym skończyłam? A, tak. Marynarki już się uprały i trzeba je było tylko wyprasować; poszłam do prasowalni, a on za mną. Stanął naprzeciwko mnie i przyglądał mi się w milczeniu. Serce zaczęło mi walić jak szalone i chyba znowu się zaczerwieniłam. Podszedł bliżej, wyjął mi żelazko z ręki i mnie obrócił.

Cisza.

– …i co dalej?

– Pocałował mnie…

– Rany. Wielki Niall!

– To było fantastyczne, cudowne, niesamowite, jak z bajki. Spełniały się wszystkie moje marzenia i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Stałam jak sparaliżowana i nie mogłam wydusić z siebie słowa. On się cofnął na chwilę i powiedział: „Podobasz mi się”, a potem znowu zaczął mnie delikatnie całować. Myślałam, że zemdleję. W pewnej chwili z żelazka buchnęła para i ocknęliśmy się jakby ze snu. Popatrzyliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Niall też był zdenerwowany, na sto procent, widziałam to w jego oczach.

Megan skończyła potem prasować marynarki i pozamykała wszystko, szykując się do wyjścia. Przed drzwiami pralni podała Niallowi marynarki. Popatrzył na nią w ciemności, potem znów ją pocałował, a ona po raz pierwszy go przytuliła.

– Staliśmy tak jeszcze co najmniej z dziesięć minut i całowaliśmy się przed pralnią. Potem odwiózł mnie do domu. Zanim wysiadłam z samochodu, zaproponował: „Jak chcesz, możemy się umówić któregoś dnia”. Och! Nie wiem… muszę się zastanowić… mam tyle spraw…

– Chyba mu tak nie odpowiedziałaś?

– No pewnie, że nie! Powiedziałam: „Jasne, chętnie”, i dałam mu swój numer. Wysiadłam, ale ledwie uszłam dwa kroki, Niall mnie dogonił. „Nawet nie wiem, jak masz na imię”, powiedział. Ja mu na to: „Megan, bardzo mi miło”. Uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. „To był zaszczyt spędzić z panią wieczór. Mam nadzieję, że zechce pani się ze mną umówić… może jutro wieczorem?” Byłam taka szczęśliwa, że tylko pokiwałam głową, bo mnie normalnie zatkało. A potem odwróciłam się i poszłam. Krzyknął jeszcze: „Przyjadę po ciebie o ósmej”, wsiadł do samochodu i odjechał. To wszystko.

Cisza. A potem Megan i Mapy zaczęły wrzeszczeć.

– Aaaaaaaaaa! Super! Ekstra!

– Nooooo! Aaaaa! Muszę się wykrzyczeć, bo inaczej wybuchnę!

– Bardzo się cieszę, Megan, naprawdę. Ale w co się ubierzesz wieczorem?

– Nie wiem. Teraz muszę koniecznie iść do fryzjera i do kosmetyczki.

Rozmawiały o Niallu jeszcze dziesięć minut, potem Megan zapytała Mapy, jak było na rocznicy dziadków.

– Strasznie się spóźniłam przez jednego durnia. Pokłóciłam się z nim i straciłam kupę czasu… ale później ci opowiem. Teraz nie mogę, mam mnóstwo roboty.

– Pomogłabym ci, ale…

– Nawet tak nie żartuj. Idź do fryzjera i zrób się na bóstwo: wieczorem musisz wyglądać szałowo. Tak żeby Niallowi szczęka opadła. Pogadamy później.

– Mapy, proszę cię, tylko nikomu ani słowa, nawet Hugo – powiedziała Megan zaniepokojona.

– Spoko, będę milczeć jak grób.

Niall Horan… One Direction… To naprawdę jak sen, pomyślała Mapy, kręcąc głową. Miała nadzieję, że będzie trwał jak najdłużej, a przede wszystkim, że ten chłopak nie złamie jej przyjaciółce serca. Wzięła się do pracy, żeby nadrobić stracony czas, stracony nie tylko z powodu telefonu. Już dzień wcześniej wszystko zaczęło się chrzanić: najpierw uczulenie praktykanta; potem zajęty wujek, który przyprowadził ze sobą Marka, innego pracownika; matka za miastem; wreszcie koszmarny lukier na torcie i popołudniowe spotkanie, od którego wciąż na samą myśl kipiała ze złości.

Poprzedni dzień był zwariowany. Pracowała od rana bez chwili wytchnienia. O piątej postanowiła zrobić sobie przerwę i uciec na małą plażę, położoną trochę na uboczu. Padała ze zmęczenia i chciała odpocząć w samotności. Potrzebowała paru godzin na słońcu, nad morzem. Zaraz po zmierzchu miała wrócić do domu, żeby wziąć prysznic i przygotować się na imprezę dziadków. Czasu było niewiele, bo musiała być w restauracji na ósmą, ale powinna zdążyć. Z drugiej strony nie mogła sobie odmówić widoku zachodzącego słońca. Uwielbiała ten moment, kiedy niebo robiło się czerwone, a woda wyglądała jak płynne złoto. Razem z Megan często marzyły o romantycznym spotkaniu w takich okolicznościach z księciem z bajki, który pojawiłby się przed nimi w magiczny sposób i w którym natychmiast by się zakochały. Tak naprawdę Mapy sobie z tego żartowała, wydawało jej się to strasznie banalne i oklepane, ale lubiła słuchać przesłodzonych opowieści przyjaciółki, która wyobrażała sobie te sceny w zwolnionym tempie. Były w nich merdające ogonami psy i zwiewne suknie, wiatr targał włosy, a opaleni i umięśnieni chłopcy zjawiali się nie wiadomo skąd i zbliżali do nich z uśmiechem. Ta scena była powtarzana w setkach wariantów i Mapy też lubiła opowiadać swoją wersję… Przepiękny zachód słońca, wzburzone morze, ona idzie plażą w długiej sukni – koniecznie białej i własnoręcznie uszytej – jej długie czarne włosy opadają na ramiona, nieodłączny pies biega wokół niej, w uszach słuchawki, z których leci Baba O’Riley, lekko melancholijne spojrzenie utkwione w horyzoncie, fale rozbijają się u jej stóp, a biała piana moczy brzeg sukienki. Z daleka widać początkowo rozmytą, później coraz bardziej wyraźną postać. Mapy zaciekawiona zatrzymuje się, żeby popatrzeć: to wysoki chłopak w białych spodniach z podwiniętymi nogawkami, w rozpiętej białej lnianej koszuli, z półdługimi kasztanowymi włosami i pięknymi zielonymi oczami, które widać już z daleka. Chłopak jest śliczny i też bawi się z wesołym psiakiem, aż w końcu i on ją zauważa. Nagle zwalnia i zaczyna wpatrywać się w nią intensywnie, zauroczony jej jedwabistą bursztynową skórą, długimi czarnymi włosami – wiatr je rozwiewa i uwalnia lekki aromat drzewa sandałowego i cynamonu – jej twarzą w kształcie serca, z wysokim czołem i wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi, pełnymi czerwonymi ustami, a przede wszystkim jej dużymi czarnymi oczami w kształcie migdałów. Nieznajomy zbliża się do niej powoli, z takim wyrazem twarzy, jakby właśnie dostał najpiękniejszy prezent na świecie. Mapy dostrzega, że chłopak ma naprawdę cudne oczy i piękne usta; wpatruje się w niego jak urzeczona, gdy on uśmiecha się, ukazując nie tylko nieskazitelnie białe zęby, ale przede wszystkim dwa urocze dołeczki w policzkach – to sprawia, że dziewczyna z miejsca i bez reszty się w nim zakochuje. W tym momencie Mapy wplatała w swoją opowieść coś takiego, że jej przyjaciółka pękała ze śmiechu, na przykład: „Ona robi krok w jego stronę, potyka się i wywala” albo obdarzała nieznajomego cienkim, piskliwym głosikiem, lub też kazała któremuś z nich dwojga zrobić coś okropnie i śmiesznego, i głupiego. To były tylko marzenia. Dobrze wiedziała, że trudno spotkać idealnego chłopaka, a tym bardziej na opuszczonej plaży o zachodzie słońca.

Siedząc na piasku, Mapy zdała sobie sprawę, że już późno, ale chciała zobaczyć, jak ostatni skrawek słońca znika za horyzontem, podczas gdy w słuchawkach grała na cały regulator jej ulubiona piosenka. Plaża była pusta; ostatni kąpiący się – dwaj panowie w średnim wieku, którzy mieszkali niedaleko jej domu – poszli jakiś czas temu. Zresztą mało kto znał tę plażę, a prowadzącą do niej ścieżkę trudno było dostrzec z głównej ulicy. Mapy pozbierała swoje rzeczy i włożyła krótką białą sukienkę z delikatnej bawełny, którą sama uszyła. Wpatrując się w morze, kątem oka dostrzegła, że ktoś się zbliża od strony ścieżki. Odwróciła się zaciekawiona i zobaczyła wysokiego śniadego chłopaka – szedł ku niej raźnym krokiem. Zdaje się, że coś mówił, ale nie słyszała go przez głośną muzykę w uszach. Akurat w tej chwili dudniło Save a Prayer Duran Duran, bardzo romantyczna piosenka, i w jednej chwili Mapy przypomniała sobie wszystkie marzenia, które snuła wraz z Megan. To nie działo się naprawdę! To niemożliwe! A jednak wszystko się zgadzało: zachód słońca, lekko wzburzone morze, muzyka, bryza, która mierzwi włosy… nawet biała sukienka. Mapy uśmiechnęła się odruchowo, przyglądając uważniej chłopakowi. Nadal szedł w jej stronę. Czyżby to ona była w centrum jego uwagi? Rozejrzała się, ale wkoło nikogo. Zupełnie pusto.

Chłopak był wysoki i dobrze zbudowany, miał krótkie ciemne włosy z nieco dłuższą grzywką, która – pewnie z powodu soli – lekko sterczała. Bardzo opalony, gęste ciemne brwi i niemal czarny zarost. Miał na sobie dżinsowe szorty i kraciastą koszulę z krótkim rękawem. Mapy zauważyła też na jego prawym przedramieniu bardzo kolorowy tatuaż, jakby napis z komiksu, ale nie mogła go rozczytać. To było jakieś słowo w rodzaju „zupa”, „zad”, „żak”, i duży wykrzyknik. Dostrzegła jeszcze jeden na lewej nodze. Ten przedstawiał wilka. Jej wymarzony książę z bajki nie miał tatuaży i uśmiechał się łagodnie, idąc ku niej. Ten gość natomiast wcale się nie uśmiechał, tylko coś mówił, gestykulując groźnie. Mapy nie widziała jego oczu, bo miał okulary przeciwsłoneczne w grubej fioletowej oprawce. Kiedy był już blisko, zdjął je zdecydowanym ruchem, odsłaniając ciemne oczy o bardzo długich rzęsach. Był naprawdę przystojny, ale ona tego nie zarejestrowała. Przyglądała mu się, wciąż słuchając muzyki na cały regulator, on natomiast nawijał dalej, pokazując w kierunku ulicy. Wydawał się zły na nią, ale Mapy nigdy wcześniej kolesia nie widziała. Nagle się zatrzymał. Przechylił głowę z wyrazem niezadowolenia na twarzy.

– Możesz mi odpowiedzieć? – krzyknął.

Mapy