Ojciec wrót - Orson Scott Card - ebook
Opis

Danny North jest pierwszym magiem wrót urodzonym na Ziemi od prawie dwóch tysięcy lat. A przynajmniej pierwszym, któremu udało się przeżyć dość długo, by posiąść swoją moc.

Zesłane na Ziemię Rodziny Westiliańskie długo toczyły między sobą mordercze wojny. Kiedy zrozumiały, że stoją w obliczu zagłady, zawarły układ pokojowy, w którego wyniku każdy, kogo podejrzewano o uprawianie magii wrót, musiał zginąć. Mag wrót zdolny stworzyć Wielkie Wrota prowadzące na Westil zapewniłby swojej Rodzinie ogromną przewagę nad pozostałymi, a wówczas konflikt rozpętałby się na nowo; dlatego nikt obdarzony taką mocą nie mógł pozostać przy życiu. A jeśli nie zabiłyby go Rodziny, zrobiłby to Złodziej Wrót – tajemniczy mag, który od wieków niszczył wszystkie Wielkie Wrota i wszystkich magów wrót, żeby nie dopuścić do otwarcia przejścia między Ziemią a Westilem.

Danny jednak przetrwał. Stoczył walkę ze Złodziejem Wrót i zwyciężył.

Orson Scott Card - jest autorem światowych bestsellerów "Cień olbrzyma", "Teatr Cieni", "Cień Hegemona" i "Cień Endera", rozchwytywanego klasyka science fiction "Gra Endera" oraz cenionego cyklu fantasy "Opowieści o Alvinie Stwórcy". Mieszka w Greensboro w Karolinie Północnej.

"Ojciec wrót" to trzeci tom cyklu Magowie Mitheru.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 484

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


w

POŻOGA

W PRZEDEDNIU

GRA ENDERA

MÓWCA UMARŁYCH

KSENOCYD

DZIECI UMYSŁU

ENDER NA WYGNANIU

CIEŃ ENDERA

CIEŃ HEGEMONA

TEATR CIENI

CIEŃ OLBRZYMA

PAMIĘĆ ZIEMI

WEZWANIE ZIEMI

STATKI ZIEMI

ODRODZENIE ZIEMI

DZIECI ZIEMI

TROPICIEL

RUINY

GOŚCIE

ZAGINIONE WROTA

ZŁODZIEJ WRÓT

Tytuł oryginału

GATEFATHER

Copyright © 2015 by Orson Scott Card

All rights reserved

Projekt okładki:

Dark Crayon

Redaktor prowadzący

Joanna Maciuk

Redakcja

Lucyna Łuczyńska

Korekta

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8123-423-8

Warszawa 2017

Wydawca

Kyle’owi Rankinowi:

kompanowi w śnieniu najwspanialszych snów,

poświęcającemu życie ich urzeczywistnieniu

Rozdział 1

To Pat zwołała spotkanie przyjaciół Danny’ego. „Od razu po szkole, wiecie gdzie”, powiedziała im. I natychmiast zmieniła temat, nie dopuszczając do żadnych pytań. Liceum imienia Parry’ego McCluera nie było miejscem na takie rozmowy. Nie mogli sobie pozwolić, żeby ktoś ich podsłuchał.

Urwała się z ostatniej lekcji, więc była już na małej leśnej polanie z widokiem na szkołę, kiedy pozostali dochodzili. Jak przewidywała, wszyscy zmaterializowali się w zwykłym miejscu. Najpierw Laurette i Sin, bo ostatnią lekcję miały razem. Potem ukazała się Xena, coś mówiła, jakby użyła swoich wrót w trakcie rozmowy z kimś.

Odwzajemniła gniewne spojrzenie Pat.

– Rozmawiałam z Wheelerem – oświadczyła. – Za szkołą, z dala od wszystkich. Nie jestem idiotką.

– Ale Wheeler jest – stwierdziła Laurette.

– Wheeler jest kim? – odezwał się Wheeler, który zjawił się, wycierając dłonie w siedzenie spodni. Pat przemknęło przez myśl, że przybył parę chwil po Xenie, by mieć czas podłubać w nosie i wytrzeć palec w ubranie. Cóż, dobrze o nim świadczy, że zrobił to, kiedy nikt nie patrzył.

– Mniejsza z tym – rzuciła Xena. – Teraz już tutaj jesteś.

– A gdzie Hal? – spytała Pat.

– Robi jakiś eksperyment komputerowy czy coś – odparł Wheeler. – W sumie możemy zacząć bez niego.

– W sumie nie. – Pokręciła głową.

– Po co się spotkaliśmy? – chciała wiedzieć Laurette.

– Zaczekam z tym na Hala – ucięła Pat.

– Jak tajemniczo. – Sin przewróciła oczami.

– Przecież lubisz tajemniczość – zauważyła Xena. – Jak Z Archiwum X, normalnie.

– Co to ma być, znowu jakaś interwencja? – napomknął Wheeler.

– A widzisz gdzieś taki napis? – odparowała Laurette.

Pat wróciła pamięcią do dnia, kiedy pragnąc zmusić Danny’ego, żeby powiedział im prawdę o sobie, zaprosili go na imprezę urodzinową, która w rzeczywistości była interwencją. Tyle że Danny prawdy im nie powiedział. Przyjął ich ultimatum – albo nam powiesz, kim lub czym naprawdę jesteś, albo koniec z naszą przyjaźnią – i dokonał złego wyboru. Potem pojechali za nim do jego domu i to grecka Przyjaciółka Zamków, Hermia, ostatecznie wyjawiła im, że Danny North jest kimś w rodzaju nordyckiego boga. Magiem wrót, który potrafi stwarzać przejścia pozwalające błyskawicznie przemieszczać się z miejsca na miejsce.

Przekonała ich też, żeby zostali sługami Danny’ego. Mówiła o tym oschle, bez ogródek. Nie są Danny’emu równi, więc jeśli chcą być jego przyjaciółmi, nie pozostaje im nic innego, jak tylko mu się podporządkować. Wszyscy się zgodzili, choć wtedy tak naprawdę nie mieli pojęcia, co się z tym wiąże. Początkowo było całkiem fajnie – amulety, które im zrobił, przenoszące na tę leśną polanę; wyprawy w różne miejsca na świecie. To, jak kiedyś poprosił Hala i Wheelera, żeby pomogli mu odkopać wejście do prastarej groty w Egipcie. Jak kazał im wszystkim wykuć na pamięć napisane przez siebie przesłanie, a potem wysłał ich wrotami do wielkich Rodzin, by przekazali im jego słowa. To wszystko przerosło ich najśmielsze wyobrażenia.

Laurette i Sin od razu zaczęły flirtować z Dannym jak nigdy przedtem, natomiast Xena dość otwarcie promowała się na matkę jego dziecka. Danny odrzucił jej awanse, uprzejmie, ale stanowczo stwierdzając, że nie chce mieć dzieci z nikim. Nie dała za wygraną – ubzdurała sobie, że ponieważ Danny nie jest dla niej okrutny, to znak, że skrycie ją kocha.

Pat patrzyła na to wszystko po trosze z rozbawieniem, po trosze ze wstrętem. Jej obawy budziła tylko jedna dziewczyna: grecka magini wrót, Hermia. Była magiem jak Danny, tylko słabszym – nie stwarzała wrót, potrafiła jedynie je odnajdować, otwierać i zamykać – spędzał z nią dużo czasu. Pat jednak dostrzegała w Hermii coś, co Danny’emu umykało – to, że go wykorzystuje, że nie można jej ufać. Nie czuła z nim silnej więzi. Nie była jego.

I kiedy pewnego późnego wieczoru Pat poszła do Danny’ego, żeby przestrzec go przed Hermią, coś się wydarzyło. Wyznała mu coś, czego do tamtej chwili nie była świadoma: że go kocha – w przeciwieństwie do innych dziewczyn prawdziwie. A Danny w odpowiedzi pocałował ją i powiedział, że też ją kocha. Tak silne zawładnęły nią wtedy emocje, że gdyby zechciał, oddałaby mu się od razu.

On jednak odmówił. Nie chciał tego. Postanowił nie uprawiać z nikim seksu, dopóki nie będzie gotów związać się z kobietą na całe życie. Wziąć ślubu. Koniec, kropka. Bez wyjątków, nawet gdyby ją naprawdę kochał.

Po wyjściu od niego Pat była oszołomiona i upokorzona swoją zuchwałością. Ośmieliła się pójść sama do jego małego dwupokojowego domku i mówiąc wprost, rzuciła się na chłopaka. Czuła się głupia i nachalna jak Xena.

Tyle tylko, że Danny jej pragnął. Kochał ją. Nie powinna czuć się głupio. Ta mantra podtrzymywała Pat na duchu.

Potem Danny przeniósł ich Wielkimi Wrotami na świat o nazwie Westil. Zdrada Hermii zmusiła go do stworzenia tych wrót; cel był taki, żeby przerzucić nimi Rodziny magów Mitheru na Westil, a potem sprowadzić wszystkich z powrotem na Ziemię, czyli Mittlegard. W wyniku przejścia Wielkimi Wrotami każdy mag osiągał szczyt swoich magicznych możliwości. Danny liczył, że jeśli któryś z jego przyjaciół, nieuprawiających magii suszłaków, miał jednak uśpione magiczne zdolności, ujawnią się one po skorzystaniu z Wielkich Wrót.

Nikt z ich grona nie zgłosił, że coś się w nim zmieniło. To jednak niczego nie przesądzało, bo w Pat przebudziła się nowa moc, a ona nikomu o tym nie powiedziała. Choć trudno sobie wyobrazić, by jej przyjaciele mogli utrzymać coś takiego w tajemnicy. No, może Hal. Inni jednak albo by się wygadali, albo przechwalali, albo byliby tak przerażeni, że koniecznie musieliby się komuś zwierzyć.

Pat nie miała takiej potrzeby. Zrozumiała, co się dzieje, w chwili, kiedy poczuła muskające jej skórę powietrze Westilu. I uczucie to nie przeminęło, gdy zaraz potem wróciła na Ziemię. Nie powietrze Westilu stało się dla niej ważne po przejściu przez Wielkie Wrota – tylko powietrze jako takie. Powietrze w ruchu. Zawierające w sobie moc.

Zawsze kochała wiatr, od najlżejszego podmuchu po wicher. Nie była zaskoczona, że to właśnie do niego miała dar, i od tej pory potrafiła puszczać w ruch małe trąby powietrzne, wzbudzać wietrzyk, a nawet silny wiatr. Kilka razy, schodząc samotnie ze stromego wzgórza, wywołała podmuch, który poderwał ją z ziemi i przeniósł o kilka metrów w wybranym przez nią kierunku.

Umiem latać, pomyślała wtedy. Nikomu jednak o tym nie powiedziała, nawet Danny’emu. Chciała powiedzieć, ale jakoś nie było okazji. Zresztą, bała się, że widząc jej nowe umiejętności, zapytałby: „To wszystko?”.

Nie. Danny nigdy w życiu nie okazałby rozczarowania. Na pewno starałby się ją podbudować. Widziałaby jednak w jego oczach, że mu nie zaimponowała.

Zachowała to więc dla siebie i ćwiczyła magię wiatru na osobności, żeby mieć coś wartego zademonstrowania, kiedy wreszcie mu powie.

Dziś jednak wydarzyło się coś, co sprawiło, że jej żałosna magia straciła wszelkie znaczenie. Pat miała bowiem powód, by sądzić, że Danny jest w poważnym niebezpieczeństwie.

Właściwie nie w niebezpieczeństwie. Miała powód sądzić, że już spotkało go najgorsze.

– O czym więc chcesz pogadać, Pat? – Hal się niecierpliwił.

Musiał przyjść, kiedy była pogrążona w zadumie.

– To chyba nie jest dobre miejsce na spotkanie – stwierdziła.

Wszyscy się zirytowali.

– Więc po co nas tu ściągnęłaś? – rzucił Wheeler.

– Bo tutaj są wrota ewakuacyjne – odparła. – Chcę powiedzieć to, co mam wam do powiedzenia, w obecności przyjaciela Danny’ego z Waszyngtonu. Stone’a.

– Dlaczego? – zdziwił się Hal. – Nawet go nie znamy.

– Ale zna go Danny. A Stone zna się na magii. Może nam powiedzieć, co powinniśmy zrobić, a czego nie.

– W związku z czym? – dociekała Sin. – Nie dość, że się szarogęsisz, to jeszcze nas straszysz.

– W związku z Dannym – uściśliła Pat.

Nie mogła patrzeć na wszystkich jednocześnie, ale miała wrażenie, iż na jej słowa, że powinni coś zrobić w związku z Dannym, pozostałe dziewczyny albo się wzdrygnęły, albo zesztywniały, albo uciekły wzrokiem.

Podniosła się i podeszła do drzewa, gdzie były małe wrota prowadzące do Waszyngtonu. Dotknęła punktu pod konarem i nie czując nic oprócz nagłej zmiany powietrza, znalazła się na ciemnym strychu.

W ukośnych promieniach światła wpadającego przez żaluzje na wschodnim oknie wieżyczki zobaczyła niski stolik, na nim leżał stos jednocentówek. To był arsenał stworzony przez Danny’ego; każda moneta miała wrota po obu stronach. Gdyby jakiś wróg dostał się tutaj, na strych, mieli rzucać w niego jednocentówkami, pamiętając, żeby trzymać je za sam brzeg. Wrota na monetach przeniosą intruza w jakieś odległe, nie­dogodne miejsce, w miarę możliwości położone w zasięgu wzroku policji albo wojska.

Tym razem jednak śladami Pat podążali jej przyjaciele, odsunęła się więc od wrót, żeby wychodząc, nie wpadali na nią. Danny opowiedział im kiedyś, że pewnego razu przeniósł się wrotami w miejsce zajęte przez dłoń trenera Liedera, wskutek czego palce Liedera zmieniły się w obwisłe woreczki skóry wypełnione kawałkami roztrzaskanych kości. Pat nie chciała, żeby coś podobnego stało się z całym jej ciałem.

Zerknąwszy w bok, zobaczyła, że to Laurette przyszła pierwsza po niej.

– Odsuń się od wrót – poleciła Pat – i każ reszcie tu zaczekać. Idę po Stone’a.

– Mogę zapalić światło? – spytała Laurette.

Pat już była za drzwiami i schodziła po schodach na dół.

Znalazła Stone’a w kuchni. Rozprawiał o czymś z dwoma mężczyznami w garniturach. W pierwszej chwili pomyślała: Zdradził nas, rozmawia z wrogiem. Potem jednak dotarło do niej, że wróg, jakiego miała na myśli, raczej garniturów nie nosi, i że istniało tysiąc innych, całkowicie niewinnych powodów, dla których Stone mógł prowadzić taką rozmowę.

– Miło cię widzieć – powiedział Stone wesoło. Odwrócił się do mężczyzn. – Strasznie mi przykro, ale wygląda, że nasz czas się skończył. Muszę się zająć gośćmi.

– Co ty, hotel tutaj prowadzisz? – zażartował jeden z mężczyzn.

– Gościnny dom. – Stone się uśmiechnął. – Pewnego dnia sam się przekonasz.

– Oby nie – odezwał się drugi mężczyzna. – Jest niezmiernie uciążliwym gościem.

Stone mocno chwycił Pat za rękę, wyprowadził ją z kuchni i pociągnął za sobą na górę. Wspinał się po schodach zadziwiająco szybko i zwinnie jak na kogoś, z wyglądu, w średnim wieku. No ale przecież przeszedł przez Wielkie Wrota. Był w doskonałym zdrowiu.

Za podestem drugiego piętra przemówił do niej cicho.

– Jakim magiem jesteś?

– Magiem?

– Nie wiem, do czego masz dar, ale jest silny. Przerażająco silny. Myślałem, że przyjaciele Danny’ego to sami suszłacy.

– Dlatego przeprowadził nas przez wrota w Maine przed wszystkimi – odpowiedziała Pat. – Nikt nie zna prawdy o mnie.

– Dochowam twojej tajemnicy. – Zawahał się chwilę. – Założę się, że wiatru.

– Wygrałeś.

– Ilu was przyjdzie? Ktoś was ściga?

– My wszyscy – odparła Pat – i nie.

– To co tutaj robicie? Jeśli urządziliście sobie wycieczkę do stolicy kraju, nie pochwalam tego. Przecież są autobusy i pociągi.

– Coś jest nie tak z Dannym i chcę, żebyś dowiedział się o tym razem ze wszystkimi.

O nic więcej nie pytał. Większość dorosłych zażądałaby, żeby Pat wyjawiła im wszystko tu i teraz. On jednak ze spokojem przyjął jej życzenie, by wysłuchał, co miała do powiedzenia, razem z pozostałymi. Uszanował decyzję Pat i bez żadnych zastrzeżeń przystał na jej plan. Jaki inny dorosły zdobyłby się na to?

Wszyscy siedzieli na łóżku polowym i rozchwierutanych starych krzesłach, oprócz Sin, ta siedziała na podłodze.

– Dzień dobry, panie Stone – powiedziała Laurette.

– Daruj sobie „pana”. Wystarczy „Stone”.

– Matka by mnie zabiła. Rodzice nauczyli mnie dobrych manier.

– Dobre maniery rzecz chwalebna – odparł Stone. Delikatnie zepchnął Wheelera z najbardziej stabilnego krzesła i sam je zajął. A zatem nie wszystkich nastolatków darzył szacunkiem. Może tylko magów.

Chłopak nie zaprotestował. Po prostu zsunął się na podłogę i usiadł w takiej pozycji, że Pat wiedziała, iż za kilka minut będzie cały obolały.

Jednak to ona zwołała spotkanie i musi je poprowadzić.

– Danny bardzo się zmienił – zaczęła. – Obawiam się, że już jest opętany przez Seta. Boga Bela.

Wszyscy słuchali uważnie.

– To zabrzmi głupio i zarozumiale – ciągnęła – ale uważam, że to ważne.

– Zamiast omawiać charakter „tego” – powiedział Stone – po prostu powiedz wprost, czym „to” jest.

Zrozumiała, że on ma rację; krążyła wokół tematu, bojąc się, że naje się wstydu. Ale jej godność osobista nie miała znaczenia, jeśli z Dannym działo się coś złego.

– My wszystkie, znaczy dziewczyny, próbowałyśmy poderwać Danny’ego – mówiła, choć wszystko się w niej buntowało przeciwko porównywaniu jej zachowania z flirtowaniem i mizdrzeniem się koleżanek. – I dał nam kosza.

– Niepojęte. – Stone uniósł brwi. Pat była ciekawa, czy ktokolwiek oprócz niej wyczuł ironię w jego głosie.

– Podaję fakt i tyle – odparła. – Wytłumaczył nam, że jest zainteresowany, lubi dziewczyny, ale nie zamierza spłodzić żadnych bękartów ani być jednym z tych bogów, którzy na lewo i prawo sypiają z… suszłakami.

Stone skinął głową.

– To mądra zasada i nie dziwię się, że Danny miał dość siły, żeby jej przestrzegać.

– Nie dziwisz się, bo uważasz, że nie jesteśmy atrakcyjne? – spytała Xena, zawsze wyczulona na wszelkie możliwe zniewagi.

– Nie odchodź od tematu, Xeno – upomniała Pat.

– Nie wiem, jaki jest temat, nie powiedziałaś nam – odparowała Xena.

– Już mówię. Nicki Lieder, córka trenera… zaczepiła mnie dziś na długiej przerwie i powiedziała, bardzo dyskretnie, że jest w ciąży i że ojcem może być tylko Danny.

– Ta szara myszka? – prychnęła Laurette.

– Myszka? – zdziwił się Hal. – Widziałaś ją od czasu, kiedy znowu zaczęła chodzić do szkoły?

– Ciekawe, co ma w sobie takiego, czego my nie mamy? – powiedziała z przekąsem Xena.

Sądząc po minie Wheelera, gotów był sporządzić dla niej całą listę, więc Pat nie dała mu dojść do głosu.

– O to właśnie chodzi – mówiła. – Dlaczego wybrał ją, a nie którąś z nas?

– Zgwałciła go – stwierdził Hal.

– Ha, ha. – Sin ledwie powstrzymywała śmiech.

– Powiedziała o tym mnie – ciągnęła Pat – bo jego nie było dzisiaj w szkole, a chciała, żeby wiedział. Po południu powie swojemu ojcu.

– Trener Lieder zabije Danny’ego. – Hal pokiwał głową.

– Wątpliwe – rzucił Stone.

– Chciała uprzedzić Danny’ego – wyjaśniła Pat – bo zaraz następnego dnia rano zgłosiła to, co się stało, na policję. Powiedziała, że została zgwałcona.

– Oskarżyła Danny’ego? – upewniła się Xena.

– Nie. Nie podała nazwiska napastnika, zeznała, że nie widziała jego twarzy i nawet nie może określić, jakiej był rasy, jakiego wzrostu i tak dalej. Że nie wie, kto ją zgwałcił.

– Uf, to dobrze. – Sin odetchnęła głęboko. – Nie będę musiała jej zabić.

– Sęk w tym, że policja ma DNA Danny’ego i uważa, że to DNA gwałciciela – uściśliła Pat. – Nie sądzę, żeby DNA Danny’ego było w jakiejkolwiek bazie danych, ale jeśli kiedyś zatrzymają go za coś innego…

– Fuj. – Laurette się wzdrygnęła. – Zostawił to w niej.

– Myślałam, że kiedy zgłaszasz na policji gwałt, potem coś z tym można zrobić – powiedziała Xena. – To znaczy, z ciążą.

– Nicki nie pozwoliła – wyjaśniła Pat. – Oświadczyła im, że ze względów religijnych jest przeciwna aborcji.

– Chciała mieć z nim dziecko – podsumowała Xena.

– Ty też – zauważył Wheeler.

– Ja przynajmniej nie nakłamałabym, że mnie zgwałcił.

– Jasne, ty byś się tym chwaliła – odparł Hal. – Ona zgłosiła gwałt, żeby w razie, gdyby zaszła w ciążę, mogła pokazać ojcu raport policyjny i mieć wytłumaczenie, dlaczego nie wie, kto jej zrobił dziecko.

– Mądra dziewczyna – orzekł Stone. – Chroni Danny’ego.

– Nie powiedziałam wam jeszcze tego, co najważniejsze – kontynuowała Pat.

Zamilkli.

– Nicki mówiła, że to się stało u Danny’ego. Poszła do niego w środku nocy. Tej samej nocy, kiedy zrobił wrota w… wiecie gdzie. Pamiętacie, jaki wtedy był zmęczony?

– Nie – wtrąciła Laurette. – Z tego wynika, że też byłaś u niego tamtej nocy i mu się narzucałaś.

– Tak – przyznała.

Dziewczyny udały, że to je zszokowało.

Pat spojrzała Stone’owi prosto w oczy.

– Ja i Danny jesteśmy w sobie zakochani – mówiła. – Chciałam spędzić z nim noc. Nawet się do niego wprowadzić, gdybym mogła. On powiedział… i pokazał… że jest chętny. Bardzo. A jednak nie chciał tego zrobić. Z takiego samego powodu jak zawsze. Powiedział, że nie będzie typowym bogiem.

– I tak samo dał kosza nam wszystkim – dodała Xena.

– Nicki twierdzi, że tej nocy była u niego o drugiej nad ranem, ot, po prostu otworzyła drzwi, weszła i zastała go prawie gołego w łóżku, i… powiedziała, że był gotowy na nią. Seksualnie. – Pat zaczerwieniła się, bo wiedziała, dlaczego Danny „był gotowy”, a potem zezłościła się na siebie, że się czerwieni, i zaczerwieniła jeszcze mocniej. Dzięki Bogu, że strych tonął w ciemności.

– Czyli Nicki jest tym, no, sukubem – stwierdził Wheeler.

– Mówi się „suką” – poprawiła Xena.

– Sukub to demon w postaci kobiety, przychodzi nocą i uprawia z tobą seks – wyjaśnił Hal. – Według starych legend. Męski odpowiednik to „inkub”.

– Pewnie tak w średniowieczu tłumaczyli mokre sny. – Whee­ler pokiwał głową.

– I dzieci samotnych dziewczyn – dorzucił Hal.

– Cóż, ona nie jest mitycznym stworem – zauważyła Pat. – Rozebrała go całkiem i rzuciła się na niego, zanim się obudził.

– Jeszcze więcej ci powiedziała? – spytał Stone. – Chciała w ten sposób sprawić ci ból?

– Nie. Przepraszała. Tłumaczyła się. Bo tak naprawdę nie ona to wszystko robiła.

Oniemieli.

– To dlaczego jest w ciąży? – odezwała się Laurette.

Stone wiedział. Patrzył w podłogę zamiast na Pat.

– Nie ona podejmowała decyzje – wyjaśniła Pat. – I to właśnie jest powodem naszego spotkania. Nicki nie słyszała, jak Danny opowiadał o bogu Belu, o tym, że opętuje ludzi, przenosi się z jednego człowieka do drugiego, żyje wiecznie i tak dalej. A mimo to powiedziała mi ni z tego, ni z owego, że była pod czyjąś kontrolą, że obca siła panowała nad jej ciałem. Siła, która czasem przemawiała do niej jej własnym głosem. I zmuszała ją, żeby robiła różne rzeczy, dziwne, głupie rzeczy. A potem to oddawała jej na kilka godzin władzę nad ciałem, to znów zmuszała ją do zrobienia czegoś dziwacznego.

– Wheeler ciągle robi dziwne rzeczy i nie jest opętany – przypomniała Xena.

Stone uciszył ją zniecierpliwionym gestem.

– A potem, w tej samej chwili, kiedy Danny… zapłodnił Nicki…

– Miał orgazm. Doznał wytrysku – przerwała jej Laurette. – Nie krępuj się, wszyscy mieliśmy wychowanie seksualne.

Pat wzdrygnęła się, jak wtedy, gdy Nicki jej o tym opowiadała.

– Ta obca siła opuściła ją i wniknęła w jego ciało. A potem przemówiła do niej jego głosem. Chociaż nie, mówię nie po kolei. Chwilę przed… przejściem… powiedziała do Danny’ego ustami Nicki „Chcesz mnie w sobie”.

– A on powiedział „tak” – szepnął Stone. Jego twarz była obrazem rozpaczy.

– Zgadza się – potwierdziła Pat. – Tyle że Nicki nie bardzo to rozumiała, bo przecież nie ona była w nim, tylko odwrotnie. Te słowa nabierają sensu, tylko jeśli przyjmiemy, że to bóg Bel namawiał Danny’ego, żeby go wpuścił. Zaprosił do siebie.

– A on to zrobił – rzekł Stone.

– Czyli to prawda? – upewnił się Hal. – Myślałem, że to taka bajeczka, którą Nicki opowiada, żeby mieć wytłumaczenie, dlaczego zaliczyła wpadkę.

– Nie można tego wykluczyć – stwierdził Stone – chociaż dziewczyna zna dużo szczegółów, których znać nie powinna.

– To samo pomyślałam – podjęła Pat. – I dlatego uznałam, że to ważne. Bo od tamtej nocy Danny się zmienił. Nie jest sobą.

– W jakim sensie? – Stone skierował pytanie do Pat, ale przesunął spojrzeniem po wszystkich, jakby szukał u nich potwierdzenia.

– Podrywał mnie. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie robił tego tak dziwnie. Zaszedł mnie od tyłu i złapał za tyłek. Przy mojej szafce, na oczach ludzi.

– Co się przejmujesz? – prychnęła Xena. – Podobno jesteście w sobie zakochani.

– Jesteśmy. A właściwie byliśmy. Ale on wie, że nie lubię, kiedy ludzie mnie ot, tak… dotykają. Znienacka. Wie o tym. No i mówił zupełnie jak nie on. Nazywał mnie „małą”. Brzydzę się facetami, którzy tak mówią.

– Ja też – dołączył się Wheeler.

Stone jednak kręcił głową.

– To nie w stylu Danny’ego.

– Danny dobrze wie, że nie może tak mnie traktować, tak się do mnie odzywać. Zachowywał się jak prostak. Jakby tylko seks był mu w głowie. Jakby uważał mnie za swoją własność. Jasne, niektóre dziewczyny są w siódmym niebie, kiedy faceci tak się do nich odnoszą, ale ja nie, i Danny wie o tym. A przynajmniej wiedział.

– Jak zareagowałaś? – spytał Stone.

– Odsunęłam się od niego. I powiedziałam, żeby wybił to sobie z głowy. Jeszcze próbował się do mnie dobierać, ale po chwili lekko mnie odepchnął, klepnął w policzek i powiedział „Nie wiesz, co tracisz, mała”. Na tym się skończyło. Poszedł sobie.

Laurette westchnęła.

– Spławiłaś go? Co innego miał zrobić?

– Danny nie napraszałby się o to. Nie tak. Nie, jakby to mu się należało. Nie był sobą i wszyscy musicie o tym wiedzieć.

– Jak masz na imię? – Stone zmarszczył czoło.

Powiedziała mu.

– Pat, postąpiłaś słusznie, nie mówiąc mu, co o tym wszystkim sądzisz.

– Jeśli mag Bel rzeczywiście ma władzę nad Dannym, nie wiadomo, co zrobiłby, gdybym zdradziła, że o tym wiem.

– Bardzo roztropnie – pochwalił. – A wy co? Ktoś z was zauważył w nim jakąś zmianę?

– Tak – odezwał się Hal. – Właściwie przestał się odzywać do mnie i Wheelera. Chodzi po szkole, uśmiecha się do wszystkich naokoło i mówi im „cześć”.

– Jest przyjazny – powiedziała Laurette.

– Zwłaszcza dla dziewczyn – dodał Wheeler.

– Nie zauważyłem, że zwłaszcza dla dziewczyn. – Hal wzruszył ramionami.

– Ale taka jest prawda.

– Nie mówię, że nie. Po prostu ja tego nie zauważyłem. Danny tak jakby daje nam odczuć, że jeśli chcemy, możemy się z nim dalej kumplować, ale jemu właściwie jest to obojętne, może nawet czasem trochę go irytuje, że się koło niego pętamy.

– Może? – Wheeler uniósł brwi. – Pamiętasz, jak kazał nam spływać, kiedy rozmawiał z Rosann?

– Rosann?

– No wiesz, Rosann, królową wszechświata…

– Wiem, kto to jest Rosann. Ale nie pamiętam, żeby Danny z nią rozmawiał i…

– No tak. To było po długiej przerwie, kiedy się zmyłeś i poszedłeś do…

Stone im przerwał.

– Ktoś z was widział, żeby Danny korzystał z wrót?

– Na okrągło – powiedziała Xena.

– Wcale nie – obruszyła się Pat. – Ostatnio prawie w ogóle z nich nie korzysta. Nie chce zagracić świata wrotami, pamiętacie?

– Chodzi mi o to, czy korzystał z nich po tym, gdy przeniósł was Wielkimi Wrotami na Westil – uściślił Stone. – To było ponad miesiąc temu. Czy od tego czasu choć raz używał wrót?

Milczeli.

– Nie bardzo da się odpowiedzieć na takie pytanie – stwierdziła Sin. – Jak możemy pamiętać, co się nie wydarzyło od jakiegoś dnia?

– Od dnia, kiedy przeszliśmy wrotami na inną planetę? – dodała Pat. – Nie, Stone, od tego czasu nie używał przy mnie wrót. Nawet po to, żeby przyjść do naszej kryjówki.

– Kryjówki? – Spojrzał na nią pytająco.

– Miejsca, gdzie mamy wrota ewakuacyjne – wyjaśnił Wheeler.

– Czy ktoś z pozostałych widział, żeby Danny w tym czasie używał wrót? – spytał Stone.

Jeśli nawet, nikt sobie tego nie przypominał.

– Pytam dlatego, że Danny, jako Ojciec Wrót, wie, kiedy ludzie korzystają z jego wrót. Wyczuwa to. Wie, że spotkaliście się w waszej kryjówce i przeszliście tutaj.

Pat zrozumiała.

– Więc dlaczego go tutaj nie ma?

– Otóż to – powiedział Stone. – Jego przyjaciele urządzają spotkanie w miejscu, w które przeszli jego wrotami. Spotkanie ze mną. Czy nie powinno go to zaciekawić? A jeśli tak, czemu nie przyjdzie sprawdzić, co się dzieje?

– Twoim zdaniem, to mag Bel nie pozwala mu przyjść? – zapytała Xena.

– Mag Bel byłby jeszcze bardziej ciekawy, dlaczego się tu zebraliśmy – odparł Stone. – Trudno przypuszczać, że nie przyszedłby sprawdzić, czy stanowimy dla niego zagrożenie.

– Czyli to dobrze, że Danny’ego tutaj nie ma?

– Być może. Niewykluczone, że jest czymś zajęty albo chce uszanować waszą prywatność. Możliwych powodów jest wiele. Ale rzeczywiście, może to też znaczyć, że Danny nie daje magowi dostępu do swoich wrót.

– Myślałam, że kiedy mag Bel dopadnie człowieka, to po herbacie – zdziwiła się Sin. – Jest opętany. Należy do niego.

– No właśnie – powiedział Stone. – A jeśli Danny znalazł sposób, żeby nie dopuścić maga Bela do swoich wrót…

– Znaczy, że zwycięża diabła – wtrącił Wheeler. – Fajnie.

– Trochę fajnie, fakt – stwierdził Stone. – W przeciwnym razie mag Bel mógłby po prostu stworzyć nowe Wielkie Wrota i przejść na Westil, a wtedy po sprawie, zabiera ze sobą wszystkich swoich popleczników, Sutahitów, i Westil jest zgubiony. Zanim się połapią, co się dzieje, już będzie po nich.

– A my byśmy się połapali? – dopytywała Laurette.

– Ludzkość przynajmniej wie, co to jest opętanie – odparł. – Inaczej nie powstałyby takie filmy jak Egzorcysta.

– To działa? – spytał Wheeler. – Znaczy, egzorcyzm? Czy mamy pójść po księdza i…

– Nie – uciął Stone.

– Ale skąd możesz to wiedzieć? – dociekał Wheeler. – Może niektórzy egzorcyści naprawdę znają się na rzeczy, jak Buffy Postrach Wampirów, tylko zwalczają demony, nie wampiry.

– Przymknij się – syknął Hal.

– Skoro egzorcyzmy nic nie dają, po co są egzorcyści? – Wheeler nie ustępował.

– Upuszczanie krwi nic nie daje, a mimo to lekarze całymi wiekami nosili ze sobą pijawki – powiedział Hal. – On wie i już.

– Dziękuję – powiedział Stone. – Egzorcyzmy ewentualnie mogłyby być skuteczne przeciwko pomniejszym magom Bela, Sutahitom. Ale my mówimy o najważniejszym z nich. Secie we własnej osobie. I jest tylko jeden sposób, żeby wypędzić go z człowieka.

– Zróbmy więc, co trzeba zrobić – rzucił Wheeler.

– Lepiej nie. – Pat była innego zdania.

– Jeśli Danny jest we władzy tego maga Bela czy jak mu tam, na pewno chce się go pozbyć – przekonywał Wheeler.

– Wheeler – Sin się zirytowała – rusz głową. Wypędzić Seta można tylko, zabijając gospodarza.

– Stone’a? – Wheeler zrobił wielkie oczy.

– Nie gospodarza tej imprezy… na której nawet nie podano przekąsek – powiedziała Xena. – Ciało, w którym Set żyje.

– Nie zabijemy Danny’ego – oświadczyła Laurette stanowczo.

– Danny nieraz nam mówił – rzekł Stone – że gdyby został opętany, powinniśmy go bez skrupułów zabić, jeśli tylko tak można będzie powstrzymać Seta przed wejściem w Wielkie Wrota.

– Nigdy w życiu. – Hal był wstrząśnięty.

– Czyli co, lepiej, żeby na zawsze pozostał w niewoli? – spytała Laurette.

– Tu chodzi o ocalenie świata – zaznaczyła Pat.

– Chyba mówiłaś, że go kochasz – przypomniała Xena.

– Nawet gdyby to było konieczne – tłumaczył Stone – i tak nie dalibyśmy rady tego zrobić. Każdego maga wrót trudno zabić, a Ojca Wrót szczególnie. Nie sposób go unieruchomić na dość długo, żeby umarł.

– A we śnie? – spytał Hal. – Jeśli Nicki mogła go rozebrać bez jego…

– Danny niewątpliwie był wtedy pod wpływem Sutahitów – mówił Stone. – Oni potrafią kształtować treść snów. Wywoływać sny, które wyjaśniają to, co się dzieje z ciałem człowieka. Dlatego gdyby ktoś podstępem podał Danny’emu środek usypiający, może dałoby się go zabić we śnie. Nie myślicie jednak logicznie. Jeśli mielibyśmy zabić Danny’ego, to tylko po to, żeby ocalić świat. Światy. Ale skoro Danny w jakiś sposób nie dopuszcza maga Bela do swoich wrót, to znaczy, że nawet gdyby to było łatwe, nie ma potrzeby go zabijać, bo mag Bel jest niegroźny.

– Przestańmy więc, proszę, mówić o zabijaniu Danny’ego – powiedziała Pat.

– Nie. – Stone się sprzeciwił. – Bo jeśli Set nie ma dostępu do wrót Danny’ego, jest wściekły. Nie na żarty. Wiecie, to nie jest miły gość. Nie uchodziłby za szatana, diabła i kogo tam jeszcze, gdyby był wielkoduszny i litościwy.

– Myślisz, że ukarze Danny’ego? – zaniepokoiła się Pat.

– Niby jak? – zdziwił się Hal. – Przecież siedzi w jego ciele. Jeśli coś się Danny’emu stanie, sam na tym ucierpi.

– Dopóki z niego nie wyjdzie – stwierdził Stone.

– Czyli mógłby na przykład zmusić Danny’ego, żeby poderżnął sobie gardło – zastanawiał się głośno Wheeler – i zanim Danny się wykrwawi, porzucić go i przenieść się w inne ciało?

– Kiedy Set wyjdzie z Danny’ego – wyjaśnił Stone – nie będzie się z nim cackać. Jeśli jest na niego zły, postara się zadać mu jak największy ból. Ale masz rację, Set czuje wszystko, co czuje ciało Danny’ego. Dlatego prawdopodobnie zamiast Danny’ego zabić, zrobiłby coś dużo gorszego.

– Co może być jeszcze gorsze? – zdumiał się Wheeler.

Stone ukazał szerokim gestem wszystkich przyjaciół Danny’ego.

– Cholera – mruknął Hal.

– O tym właśnie mówię – rzekł Stone.

– O czym? – zagadnęła Xena. – Co takiego rozumiecie, czego ja nie rozumiem?

– Jak zwykle, wszystko – odparł Hal. – Przypuśćmy, że Bel chce pokarać Danny’ego. Zmusza go więc, żeby zamordował jedno z nas w miejscu publicznym, przy świadkach, a sam przeskakuje w inne ciało i odchodzi w siną dal.

– Nie udałoby im się aresztować Danny’ego – zauważył Wheeler. – Uciekłby wrotami.

– Ale ten z nas, kogo by zabił, pozostałby martwy – uzupełnił Hal.

– Zapewne padłoby na Pat – powiedział Stone. – I prawdopodobnie zmusiłby go, żeby zabił ją gołymi rękami. Danny do końca życia pamiętałby, że popełnił to morderstwo. Dlatego owszem, istnieje taka możliwość. Set mógłby też jednak sprawić, by Danny obciął komuś dłoń. Nie wiem, czy przejście przez wrota może wyleczyć taki uraz. Albo zrobiłby z Danny’ego seryjnego mordercę, zmusiłby go, żeby powystrzelał dzieci w przedszkolu czy zrobił jeszcze coś równie okropnego. A może i to, i to. Nie lekceważcie pomysłowości i perfidii czystego zła.

– Znaczy, że powinniśmy trzymać się z dala od Danny’ego? – chciała się upewnić Xena.

– Nie wiem, co powinniście robić.

– To po co tutaj jesteśmy? – zirytowała się Laurette.

– Ja was nie zapraszałem. Sami przyszliście. Ale to dobrze. Bo teraz będę mógł porozmawiać z pewnymi ludźmi, którzy być może będą wiedzieli, co należy zrobić.

– Danny prędzej dałby się zabić – odezwała się Pat – niż pozwoliłby, żeby jego ciało posłużyło do wyrządzania krzywdy innym.

– Ile razy słyszę gadanie o tym, czego ktoś nieobecny „by chciał” – Hal się skrzywił – zazwyczaj chodzi o coś dokładnie przeciwnego niż to, czego ta osoba chciałaby naprawdę.

– Jesteś spostrzegawczym młodym człowiekiem – powiedział Stone – ale w tym przypadku Pat ma trochę racji. Danny North jest dobrym człowiekiem. Nie nieskazitelnym ideałem, bo wszyscy magowie wrót są psotnikami i rozwydrzonymi bachorami, ale na pewno nie chciałby, żeby jego ciało posłużyło do krzywdzenia innych ludzi. I w tym właśnie pokładam nadzieję. Jeśli Danny wciąż ma dość władzy nad sobą, by nie dopuścić maga Bela do swoich wrót, może zdoła powstrzymać go także przed robieniem innych rzeczy.

Pat zauważyła reakcję pozostałych dziewczyn na jego słowa. Laurette lekko skinęła głową, Sin wsparła brodę na dłoniach, Xena patrzyła pustym wzrokiem przed siebie, jakby coś sobie przypomniała. Jakby sugestia, że Danny nie dopuści, by mag Bel posługiwał się jego ciałem do czynienia zła, coś dla każdej z nich znaczyła.

Nie doszukuj się zbyt wiele w mowie ciała, nakazała sobie Pat. Twoja specjalność to wiatr, nie czytanie w myślach.

Ale może Stone też to zauważył. Może to rzeczywiście coś znaczy.

– Myślę, że Xena zadała dobre pytanie – odezwał się Hal. – Czy mamy unikać Danny’ego? Czy też w taki sposób tylko pokazalibyśmy magowi, że go przejrzeliśmy, i narazilibyśmy Danny’ego na jeszcze większe niebezpieczeństwo?

– Sądzisz, że ten, jak go zwał, Set mógłby opętać kogoś z nas? – zapytała Sin.

– Wolałby maga – powiedział Stone.

Pat była wdzięczna, że mówiąc to, nie patrzył na nią.

– Ale z braku laku każde ciało się nada. Mógłby nawet wstąpić w psa, konia lub…

– Świnie – dorzuciła Sin. – Jak te gadareńskie.

– Każdy, kto zbliży się do Danny’ego, jest potencjalnym celem – oświadczył Stone.

– Jak bardzo się zbliży? – chciał wiedzieć Wheeler. – Na tyle, żeby go dotykać? Bo Nicki przecież, to znaczy…

– Wiemy, co Nicki robiła – uciął Stone. – I nie, nie musi dojść do kontaktu fizycznego. Chociaż niektórzy ludzie mają większą odporność niż inni. Myślę, że Danny jest wyjątkowo silny, i dlatego mag Bel nie mógł tak po prostu w niego wstąpić, musiał najpierw podstępem uzyskać jego zaproszenie. Dało mu to znacznie większy dostęp do Danny’ego, niż gdyby znienacka go opętał. Są opowieści, które mówią, że demonom niekiedy potrzeba sporo czasu, żeby wniknąć w ludzkie ciało, w pełni nad nim zapanować. Od naszej pierwszej rozmowy na ten temat Veevee wnikliwie bada sprawę, próbuje sporządzić swoistą biografię Seta. Chociaż nie jest łatwo odróżnić robotę samego Seta od działań Sutahitów.

– Więc tak naprawdę nie ma większego znaczenia, czy będziemy blisko niego, czy nie – podsumował Hal.

– Jeśli upatrzy sobie kogoś z was, znajdzie sposób, żeby się do niego zbliżyć.

– Mamy zachowywać się tak, jakby nic się nie zmieniło? – spytała Xena.

– Na razie – uściślił Stone.

– Ale Danny wyczuł, że tu przyszliśmy – zauważyła – i wie, że coś knujemy w tajemnicy przed nim, i zapyta nas, o co chodzi.

– Zrobiliśmy sobie wycieczkę do stolicy? – zasugerowała Sin.

– A jakże – żachnął się Wheeler.

– To był żart – odparła Sin.

– Najlepiej powiedzcie mu, że szukacie prezentu dla niego na Boże Narodzenie – podsunął Stone. – Ale nie mówcie o tym sami z siebie. Niech to z was wyciągnie.

– A gdyby drążył temat, powiedzcie, że nic nie wymyśliliśmy – dorzuciła Pat.

– No ba – prychnęła Xena. – Co tu kupić komuś, kto może ukraść wszystko, co zechce, bez obawy, że go złapią?

– Danny nie kradnie – zapewniła Pat.

– Chyba że musi – dodał Stone. – Nie narzucajcie Danny’emu swoich zasad moralnych. Próbuje to przezwyciężyć, ale wychował się w jednej z Rodzin, a dla nich okradanie suszłaków to właściwie nie kradzież. Raczej coś jak podjadanie między posiłkami.

– Aha – mruknęła Xena. Podjadanie potrafiła zrozumieć.

– Danny zdaje się w tej chwili przeżywać piekło – stwierdził Hal – a my w żaden sposób nie możemy mu pomóc. Mamy po prostu udawać, że wszystko jest cacy? Dobrzy kumple tak nie postępują.

– Przynajmniej dopóki nie naradzę się z pozostałymi – odparł Stone.

– To znaczy z kim? – rzuciła Pat.

– Pozostałymi – powtórzył. – Marionem i Leslie. Veevee.

Pat czekała.

– Ach, rozumiem. Nie, nie z Hermią. Zdradziecka mała… Nie, z nią nie. Ani z rodziną Danny’ego. Nikt nie może się dowiedzieć, że Danny jest pod czyjąś kontrolą. Połowa Rodzin próbowałaby go zabić, druga połowa chciałaby się dogadać z bogiem Belem, żeby zdobyć przewagę nad resztą.

– Nawet rodzina Danny’ego? – spytała ze smutkiem Laurette.

– Gra idzie o władzę – podjął Stone. – Większość ludzi, stając w obliczu cudzej mocy, próbuje nią zawładnąć, wykorzystać do własnych celów. A jeśli pozostaje dla nich nieosiągalna, usiłują ją zniszczyć.

– Im więcej mówisz o podłości Rodzin – zauważył Hal – tym bardziej przypominają normalnych ludzi.

Stone parsknął śmiechem, ale nie zaprzeczył.

– Rozumiem, że możecie wrócić do domów przy użyciu swoich amuletów?

– Przynajmniej do naszej kryjówki.

– To lepiej wracajcie, zanim rodziny zaczną się o was niepokoić. I w razie, gdyby ktoś z was wpadł na pomysł, żeby zaofiarować się magowi Belowi za Danny’ego, wybijcie to sobie z głowy. Bo wtedy i tak nie wstąpiłby w was osobiście, tylko wyręczyłby się jednym ze swoich popleczników.

– Przecież byśmy się im oparli – stwierdził Wheeler butnie.

– Danny na pewno – odparł Stone.

– A my nie? Myślisz, że jesteśmy tacy słabi?

– Proszę, nie uważaj tego za wyzwanie – ostrzegł chłopaka. – Opętanie przez diabła to nie lekki narkotyk. To utrata wszystkiego.

– To tak, jakby cię zamordowali – dodał Hal – tyle tylko, że musisz zostać i patrzeć.

– No właśnie – powiedział Stone. – I tak – zwrócił się do Wheelera – uważam, że jesteście słabi. Bo jesteście słabi. Danny, jak się zdaje, stawia opór tej istocie, a i to ledwo, ledwo. Wy zaś nie macie nawet ułamka jego siły. Zrozumiano?

– Zrozumiano – mruknął Wheeler.

– Idźcie – rzucił Stone.

– Powinieneś był powiedzieć „To dobrze”.

– To nie jest Nadworny błazen, chłopcze – uciął Stone. – No już, wynocha.

Wyjęli amulety i wyszli wrotami. Została tylko Pat.

– Proszę, daj znać, gdybyś coś ustalił, Stone. Nie trzymaj nas w niewiedzy tylko dlatego, że jesteśmy suszłakami.

– Zostaw mi swój numer telefonu. Kiedy przychodzicie tutaj tak jak dzisiaj, Danny to wyczuwa, ale nie zorientuje się, jeśli wyślę ci esemesa lub zadzwonię.

Zapisała swój numer.

– Ale o tym, czego się dowiem, powiem tylko tobie – zastrzegł.

– Halowi można ufać. Nie wygada się – zapewniła Pat.

– Pomyśl – powiedział Stone.

Pomyślała.

– Aha. Nie jestem suszłakiem.

– Żegnaj, magini wiatru. Dzięki, że mi powiedziałaś, co się stało. Myślę, że pod każdym względem postąpiłaś słusznie.

– Nawet nie wiemy, co jest słuszne – stwierdziła Pat.

– Grunt, że nie zachowałaś tego dla siebie, by uniknąć wstydu w razie, gdybyś się pomyliła. Że nie próbowałaś samodzielnie rozwiązać problemu ani porozmawiać wprost z Dannym. Nie popełniłaś wielu błędów, które mogłaś popełnić.

– Tak, zawsze to jakaś pociecha, że mogłabym być głupsza, niż jestem.

Parsknął śmiechem.

– Nikt nigdy nie nazwie cię głupią, dziecko. Widziałem, że zauważyłaś reakcję twoich koleżanek na moje słowa o tym, że Danny mógł przeszkodzić magowi Belowi nie tylko w stwarzaniu wrót.

– Ale nie wiem, co z tego wynika.

– Może nic. Ważne, że zauważyłaś, co się dzieje. Teraz będziesz to stale miała w tyle głowy i może pewnego dnia wydarzy się coś, co się okaże wyjaśnieniem. Albo i nie, bo może to rzeczywiście nic nie znaczyło.

Pat sądziła, że coś jednak znaczyło, ale Stone w sumie miał rację. Wystarczy trochę poczekać i sprawa się wyklaruje. Albo nie.

– Tymczasem, Pat, ćwicz swoją magię – zachęcał. – Zapanuj nad nią najlepiej, jak potrafisz. Zrób z niej swój oręż.

– Po co? – zdziwiła się. – Nie chcę nikomu robić krzywdy.

– Kiedy próbują zniszczyć człowieka, którego kochasz, nawet pacyfista pragnie mieć pistolet. – Znów zachichotał. – Albo wyrzutnię rakietową.

Wyraźnie robił do czegoś aluzję, ale Pat nie wiedziała, do czego. Później sprawdzi „wyrzutnię rakietową” na Google’u. Chociaż pewnie nie miało to większego znaczenia – inaczej Stone wytłumaczyłby, o co chodzi.

Dotknęła swojego amuletu i znalazła się z powrotem na polanie. Pozostali już się rozeszli, chociaż słyszała donośne głosy Wheelera i Hala dobiegające z dołu zbocza.

Usiadła na swoim zwykłym miejscu. Dotąd właściwie nie zdawała sobie sprawy, że ma „zwykłe miejsce”, ale tak, wszyscy w jej paczce takie mieli. Jak w pierwszej klasie podstawówki, kiedy pani ich rozsadziła na początku roku. Tyle że tym razem nikt im miejsc nie wyznaczył.

Dlaczego wybrałam właśnie to miejsce? Nie jest jakoś szczególnie wygodne. A przecież nie siadałam ostatnia, nie było tak, że wszystkie lepsze były zajęte.

Danny siedzi tam. Czyli nie chciałam być jak najbliżej niego. Ale i nie mam go dokładnie na wprost siebie.

Usiadłam tak, żeby zawsze go widzieć, ale żeby on nie musiał ciągle patrzeć na mnie. Z boku. Trochę na zewnątrz kręgu.

Usłyszała kroki.

Jeszcze zanim spojrzała, domyśliła się, że to Danny. Wiedząc, że tu byli, musiał ustalić dlaczego. On albo mag Bel. I to logiczne, że czekał, aż ktoś z nich zostanie sam. Najlepiej ona. Jeśli mag Bel wiedział, co dla Danny’ego znaczyła.

O ile się nie myliła, to rzeczywiście był mag Bel. Może Danny zachowywał się jak palant tylko po to, żeby się w nim odkochała. Może zrobił Nicki dziecko, bo bardziej mu się podobała.

Podszedł do niej od tyłu i zaczął się bawić jej włosami. Mimo wszystko Pat przeszedł lekki dreszcz.

Potem ukląkł przy niej, położył jedną dłoń na jej ramieniu, a drugą wsunął pod bluzkę.

Rzuciła się w bok, uciekając od jego dotyku.

– Co ty robisz! – powiedziała.

– Wtedy, w nocy, nie miałaś nic przeciwko.

– Wtedy, w nocy, nie obłapiałeś mnie, jakbyś uważał, że możesz, bo to ci się należy – odparowała. – Zapomniałeś, o czym rozmawialiśmy?

– Przede wszystkim pamiętam – powiedział – że wreszcie przestaliśmy rozmawiać. – I posłał jej ten lekki, łobuzerski uśmieszek, który normalnie miał na twarzy tylko po spłataniu komuś figla.

Tyle że tym razem to nie Danny próbował ją nabrać, tylko mag Bel. Jest zadowolony z siebie, swojej przebiegłości, i to właśnie wyraża twarz Danny’ego, ale nawet nie zdaje sobie sprawy, jak mało przekonująca to maska dla kogoś, kto Dan­ny’ego naprawdę zna, kto całymi tygodniami analizował wszystko, co Danny mówił i robił.

Tamtej nocy maga Bela jeszcze w Dannym nie było, pomyślała Pat. Nie wie, o czym wtedy rozmawialiśmy. Czy to dlatego, że sam Danny tego nie pamięta, bo rozmowa tak mało dla niego znaczyła? Czy może dlatego, że mag Bel ma dostęp tylko do fizycznych wspomnień Danny’ego? Pamięta, że Danny i Pat się obściskiwali, ale nie rozmowę, która to poprzedziła.

– Danny. – Pat była świadoma, że rozmawia z magiem Belem, ale mimo to pełna nadziei, że jej słowa dotrą do prawdziwego Danny’ego, który na pewno bardzo uważnie słuchał. – Kocham cię. To się nie zmieni. Ale jak sam powiedziałeś, nie jesteśmy małżeństwem, więc nic z tego nie będzie. Wtedy czułam się urażona, teraz jednak się z tobą zgadzam. I chciałabym, żebyś sobie przypomniał, co ja powiedziałam o przestrzeni osobistej i ludziach, którzy mnie dotykają wbrew mojej woli.

– Oczywiście – odparł. – Przepraszam.

W głosie nie było jednak śladu skruchy. Puste słowa i tyle. Prawdziwy Danny przeprosiłby szczerze. Mało tego, prawdziwy Danny nigdy nie posunąłby się do tego, by ją na chama obmacywać.

– Dopóki sytuacja nie ułoży się tak, żebyśmy mogli przekuć to w coś prawdziwego – powiedziała Pat – to znaczy, nasze uczucia do siebie, fizycznie pozostaniemy tylko przyjaciółmi. Tego chciałeś, prawda?

– Tego chciałem wtedy – odpowiedziały usta Danny’ego.

– A teraz co, szedłeś sobie przez las i nagle na mój widok zapałałeś żądzą? – Zaśmiała się.

Po chwili – zbyt długiej chwili – też się roześmiał.

Mag Bel może i miał wiele okazji, żeby to ćwiczyć – naśladowanie człowieka, którego opętał, tak by nikt nie zauważył zaszłej w nim zmiany – ale jeszcze nie wychodziło mu to najlepiej.

– Skoro wiedziałeś, że tu byliśmy, dlaczego nie przyszedłeś?

– Bo nie zostaliście tutaj.

Pat chciało się śmiać z głupoty maga Bela. Danny North nie musiałby liczyć, że zaczekają na polanie, aż się do nich wdrapie po zboczu wzgórza. Po prostu przeniósłby się wrotami do nich – albo w miejsce, w które stąd przeszli.

– Cóż, dobrze, że się nie zjawiłeś, bo tylko byś wszystko zepsuł.

– Co bym zepsuł?

– Trudno znaleźć dobry prezent na Boże Narodzenie dla kogoś, kto może się wszędzie dostać i wziąć wszystko, co chce – mówiła. – Nie planujemy jakiegoś głupiego dużego zbiorowego prezentu, po prostu chcieliśmy wymienić się pomysłami, upewnić się, że nie dostaniesz tego samego od nas wszystkich.

– Niektóre rzeczy za każdym razem są tak samo przyjemne – odparł Danny z obleśnym uśmiechem, niezbyt pasującym do jego twarzy.

– Ale to byłoby mało oryginalne – stwierdziła.

– Więc zróbcie to grupowo. Albo nagrajcie się na wideo. – Znów ten szeroki uśmiech.

– Chciałbyś.

Pat wstała i ruszyła w dół wzgórza. Pomimo ich starań, by przychodząc i wracając, nie wydeptać ścieżki, na którą mogliby się natknąć inni, ukształtowanie terenu zmuszało do wyboru jednej z paru tras, przez co ścieżki siłą rzeczy zaczynały się tworzyć. Przypadkowy spacerowicz mógł znaleźć ich polanę i zobaczyć, jak któreś z nich wyłania się z wrót. Z drugiej strony, gdyby na okrągło używali amuletów, żeby nie zostawiać śladów na ziemi, prędzej czy później ktoś zauważyłby, jak jedno z nich nagle znika.

Nie zawołał jej. Nie poszedł za nią.

Danny by tak zrobił. Jednak mag Bel, który miał ich związek gdzieś i najwyraźniej uważał, że „nie” znaczyło „nie”, nie zadał sobie takiej fatygi.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI