„Ogień”. Fałszywy mit - Paweł Dybicz - ebook

„Ogień”. Fałszywy mit ebook

Paweł Dybicz

0,0
29,90 zł

lub
Opis

"Ogień" Fałszywy mit

"Żołnierze wyklęci" są najważniejszym elementem polityki historycznej, a stosunek do nich jest głównym wyznacznikiem patriotyzmu. Taki jest przekaz polityków Prawa i Sprawiedliwości, mocno wspieranych przez historyków z Instytutu Pamięci Narodowej. Wystarczy posłuchać prezydenta Andrzeja Dudy czy liderów PiS, by dowiedzieć się, że każdy, kto już nie tylko kwestionuje wielkość "wyklętych", ale chce o nich uczciwie debatować czy prowadzić badania, ociera się o zdradę. Nie ma zgody na takie widzenie powojennej historii: z jednej strony prawdziwi patrioci, niepodległościowi partyzanci powojennego podziemia, słowem anioły z orzełkiem z koroną a z drugiej morderców z UB, zdrajcy, donosiciele i kolaboranci. Historycy IPN propagują na wszelki sposób "żołnierzy wyklętych". Mimo ogromnych nakładów finansowych pomnikowy obraz powojennego podziemia bardzo często zderza się z uczciwymi pracami badawczymi większości historyków, ale nade wszystko z pamięcią społeczną, z przekazywanymi z pokolenia na pokolenie historiami rodzinnymi, z doświadczeniami lokalnych społeczności. Jakże często w tych opowieściach i wspomnieniach postępowanie wielu "bohaterskich" bojowników było bardzo odległe od dzisiejszego mitu.

Nie wszyscy "żołnierze wyklęci" są godni pomników, bo wielu z nich jest splamionych krwią Polaków, Żydów, Białorusinów, Słowaków. Wielu dopuściło się okrutnych zbrodni, gwałtów, napadów, rabunków. Gloryfikacja wszystkich "wyklętych" nie uczyni patriotami tych, którzy zeszli na drogę bandytyzmu. Tej historycznej hipokryzji chcemy się przeciwstawić. Dlatego w ramach serii "Wyklęci nie święci" pokażemy prawdziwe oblicze wielu "wyklętych". Dziś wynoszonych niemal na ołtarze, a w rzeczywistości zwykłych zbrodniarzy, którzy byli inspiratorami mordów lub za nie odpowiadają. Jedną z takich postaci jest Józef Kuraś "Ogień", przez jednych – nie tylko na Podhalu – uznawany za bohatera, a przez drugich za bandytę. Kim był w rzeczywistości "Ogień"?

* * *

Na publikację składają się teksty i wypowiedzi kilku autorów: Tadeusza Byrdaka, Pawła Dybicza, Leszka Konarskiego, Juliana Kwieka, Jerzego S. Łątki, a także liczne fotografie oraz kserokopie oryginalnych dokumentów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 274

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Projekt okładki: IZA MIERZEJEWSKA
Redaktor prowadzący: PAWEŁ DYBICZ
Korekta: AGATA GOGOŁKIEWICZ
Opracowanie graficzne i łamanie: ANNA ROSIAK
Fotografie: Archiwum IPN oraz ze zbiorów Ludwika Borowskiego i Tadeusza Byrdaka
Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved
ISBN 978-83-64407-50-5
Wydawca Fundacja Oratio Recta ul. Inżynierska 3 lok. 7 03-410 Warszawawww.tygodnikprzeglad.plsklep.tygodnikprzeglad.pl e-mail: [email protected]

Wstęp

PAWEŁ DYBICZ

„Żołnierze wyklęci” są najważniejszym elementem polityki historycznej, a stosunek do nich jest głównym wyznacznikiem patriotyzmu. Taki jest przekaz polityków Prawa i Sprawiedliwości, mocno wspieranych przez historyków z Instytutu Pamięci Narodowej. Wystarczy posłuchać prezydenta Andrzeja Dudy czy liderów PiS, by dowiedzieć się, że każdy, kto już nie tyle kwestionuje wielkość „wyklętych”, ile chce o nich uczciwie debatować czy prowadzić badania, ociera się co najmniej o zdradę.

Nie ma zgody na takie widzenie powojennej przeszłości: z jednej strony prawdziwi patrioci, niepodległościowi partyzanci powojennego podziemia, a z drugiej zdrajcy, donosiciele i kolaboranci.

Przeszłość opowiadana przez historyków IPN jest w zasadzie dwubarwna – czarna lub biała. Dysponując ogromnymi kwotami pochodzącymi z budżetu państwa, propagują „żołnierzy wyklętych” w różnej formie – publikacji, programów telewizyjnych, filmów, wystaw, marszów. Mimo tych ogromnych wysiłków i nakładów finansowych pomnikowy obraz powojennego podziemia bardzo często zderza się z odmiennymi opiniami, pracami badawczymi większości historyków, głównie uniwersyteckich, ale nade wszystko z pamięcią społeczną, z przekazywanymi z pokolenia na pokolenie historiami rodzinnymi, z doświadczeniami lokalnych społeczności. Jakże często w tych opowieściach i wspomnieniach postępowanie wielu „bohaterskich” bojowników było bardzo odległe od żołnierskiego ideału, godziło nie tylko w honor, ale i nierzadko w zwykłe człowieczeństwo.

Apologeci „żołnierzy wyklętych” przedstawiają ich jako kontynuatorów Podziemnego Państwa Polskiego i Armii Krajowej, co oczywiście nie ma żadnego uzasadnienia w historii. Nie mówią, że zbrojne powojenne podziemie mijało się z oczekiwaniami ogromnej większości Polaków, dramatycznie doświadczonych w czasie II wojny światowej, stykających się na co dzień ze śmiercią, z obozami koncentracyjnymi, rozstrzeliwaniami, łapankami, wywózkami, aresztowaniami, łagrami... Nie chcą też przyjąć do wiadomości, że rozkaz gen. Leopolda Okulickiego z 19 stycznia 1945 r., rozwiązujący Armię Krajową, dał ogromną szansę młodym Polakom „na powrót na honorowych warunkach do jakiegoś w miarę normalnego życia. Stworzył szansę na wyjście z konspiracji”[1]. W tym rozkazie ostatni komendant główny AK dał młodym ludziom wyraźnie do zrozumienia, że są potrzebni ojczyźnie, że w takiej czy innej postaci Rzeczpospolita będzie trwała, że Polacy dosyć się już wykrwawili.

Mimo rozkazu gen. Okulickiego tysiące żołnierzy AK pozostało w lesie, a jeszcze więcej nadal działało w konspiracji. Podobnie było z członkami Narodowych Sił Zbrojnych.

Dlaczego wciąż tkwili w podziemiu? Powodów jest wiele. Liczyli na rychły wybuch trzeciej wojny światowej, na konflikt Zachodu z ZSRR, na to, że gdy do niego dojdzie, ich pozostające w lesie oddziały będą miały do odegrania znaczącą rolę w akcji sabotażowej skierowanej przeciwko Armii Czerwonej. Wielu „żołnierzy wyklętych” nie mogło ułożyć sobie życia w powojennej Polsce. Byli ścigani, aresztowani przez funkcjonariuszy UB. Do powojennego podziemia trafiło też wielu młodych Polaków, którzy z racji wieku nie „załapali się” do kon organizacji spiracyjnych i teraz, po wojnie, chcieli walczyć o wolną ojczyznę. Nie rozumieli, że zmieniła się sytuacja geopolityczna, że Zachód nie chce kolejnej wojny, że nie mają szans w starciu z podległymi polskim władzom siłami bezpieczeństwa i Wojska Polskiego, a tym bardziej z armią Stalina.

Nadal nie ma całościowego opracowania przedstawiającego skalę i zasięg wojny domowej w Polsce, ale nawet dotychczasowe ustalenia badaczy wskazują na tragiczny bilans bratobójczej walki. Ocenia się, że po obu stronach konfliktu wzięło w niej udział około 450 tys. ludzi. Jak dotąd najpełniejszy ilościowy obraz skali ówczesnych wydarzeń zawarty jest w Atlasie polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956[2]. Można w nim wyczytać, że w tym okresie przez powojenną konspirację przewinęło się 120-180 tys. ludzi, z czego niemal połowa wywodziła się z AK, tworząc głównie oddziały Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Z Narodowymi Siłami Zbrojnymi związanych było 30-40 tys. ludzi i tyle samo było w innych lokalnych, niezwiązanych z większą strukturą oddziałach. Redaktorzy Atlasu podają, że do 1950 r. przez „stałe oddziały leśne” przeszło ponad 20 tys. partyzantów.

Z każdym rokiem zmniejszała się jednak liczebność tych osób. Działo się tak przede wszystkim za sprawą dwóch amnestii, z 1945 i 1947 r. W 1945 r. było ich 13-17 tys., rok później już połowa, a po amnestii z lutego 1947 r. zbrojną walkę do 1950 r. kontynuowało około 1800 osób.

Po 1950 r. walkę z bronią w ręku kontynuowało 250-400 ludzi, tworząc dwu-, trzyosobowe oddziały. Do walki z podziemiem Państwowy Komitet Bezpieczeństwa skierował 150-180 tys. żołnierzy i milicjantów. Do liczby tej trzeba dodać członków ORMO w sile około 50 tys.

Ocenia się, że w wojnie domowej zabitych zostało 7672 „żołnierzy wyklętych” (Maria Turlejska podaje liczbę 8668). Jednocześnie szacuje się, że w latach 1944-1954 za przestępstwa polityczne skazano na karę śmierci około 5 tys. osób, z czego ponad połowę wyroków wykonano. Z rąk powojennego zbrojnego podziemia zginęło 4018 milicjantów, 495 ormowców, 1616 funkcjonariuszy UB oraz 3729 żołnierzy Wojska Polskiego, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza. Nie wolno zapominać o cywilnych ofiarach wojny domowej, było ich niewiele mniej: 5143 osoby, w tym 187 dzieci do lat 14. Łącznie życie straciło około 15 tys. osób. Bratobójcza wojna pochłonęła więc co najmniej 25 tys. ofiar, nie licząc trwale okaleczonych.

Każda wojna domowa ma brutalne oblicze. Do zachowań cechujących się okrucieństwem dochodzi po każdej zwalczającej się stronie. Nie ma więc zgody na taki opis przeszłości, że oto naprzeciwko morderców z UB stały anioły z orzełkiem z koroną. Nie wszyscy „żołnierze wyklęci” są godni pomników, bo wielu z nich jest splamionych krwią Polaków, Żydów, Białorusinów, Słowaków, wielu z nich dopuściło się zbrodni, nierzadko okrutnych, gwałtów, napadów, rabunków. Nie może też być tak, że w ramach heroizacji i mitologizacji „żołnierzy wyklętych” (nazywanymi coraz częściej niepokornymi) skrzętnie ukrywa się niewygodne fakty z ich życia i działalności.

Gloryfikacja wszystkich „wyklętych” nie uczyni patriotami tych, którzy zeszli na drogę bandytyzmu. Takiej historycznej hipokryzji chcemy się przeciwstawić. Dlatego też postanowiliśmy w ramach serii „Wyklęci nie święci” pokazać prawdziwe oblicze wielu „wyklętych”. Dziś wynoszonych niemal na ołtarze, a w rzeczywistości zwykłych zbrodniarzy, którzy byli inspiratorami mordów lub za nie odpowiadają. Jedną z takich postaci jest Józef Kuraś „Ogień”, przez jednych – nie tylko na Podhalu – uznawany za bohatera, a przez drugich za bandytę. Kim był w rzeczywistości „Ogień”?

Autorom zamieszczonych tekstów w niniejszej publikacji pragnę wielce podziękować za ich udostępnienie.

*

IPN skupił się na chwalbie powojennego podziemia. Zbrodnicze czyny „żołnierzy wyklętych” w zasadzie nie należą do jego zainteresowań, a jeżeli już pisze o ich sprawcach, to jako o likwidatorach komuchów, zdrajców i donosicieli. Instytut nie dokumentuje mordów „wyklętych” na cywilach, dlatego też zwracamy się z apelem do Czytelników. Nie pozwólmy zniknąć ich ofiarom – tysiącom niewinnych ludzi, w tym wielu kobietom i dzieciom. Opiszmy te zbrodnie, stwórzmy księgę zamordowanych, pokaleczonych i ograbionych. Stworzymy specjalną stronę internetową. Czekamy na informacje, relacje, ilustracje. Prosimy kierować je do redakcji tygodnika „Przegląd”: 03-410 Warszawa, ul. Inżynierska 3 lok. 7 lub mailowo: [email protected]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

[1] Jerzy Eisler, Dziedzictwo PRL. Co nam zostało z tamtych lat, Warszawa 2016.

[2]Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956, red. Rafał Wnuk, Sławomir Poleszak, Agnieszka Jaczyńska, Magdalena Śladecka, Warszawa-Lublin 2007.