Odwróceni - Piotr Pytlakowski, Artur Kowalewski - ebook
Opis

Książka na podstawie scenariusza serialu TVN!

Ta książka wiedzie czytelnika drogą prowadzącą przez Reguły do Pruszkowa. Na mapie, tam gdzie kończą się Reguły, zaczyna się Pruszków. A w życiu, tam gdzie kończą się reguły, zaczyna się bezprawie.

Książka powstała na motywach scenariusza serialu „Odwróceni”, wyprodukowanego przez TVN. Oparta na faktach opowieść o przenikających się światach gangsterów i policjantów.

Mroczne zaułki, gdzie trwają nieustanne zmagania dobra ze złem. Przyjaźń i zdrada. Lojalność i niewierność. Życie i śmierć. Zasady, których nikt już nie przestrzega.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 441

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wstęp

Tytuł nie mógł być inny. Ta książka jest bowiem oparta na scenariuszu pierwszego sezonu serialu Odwróceni. Inspirowany rzeczywistymi wydarzeniami scenariusz, którego byliśmy autorami, powstał na zamówienie telewizji TVN, która wyprodukowała cykl fabularny pod tym właśnie tytułem.

Napisaliśmy tę opowieść, aby przypomnieć burzliwe czasy przełomu lat 90. i początków nowego wieku. W świecie gangsterskim trwała wtedy ostra wymiana strzałów i trup ścielił się gęsto. A równocześnie w świecie policyjnym z mniejszym i większym powodzeniem szykowano się do ostatecznej rozprawy z mafią.

Bohaterami tej historii uczyniliśmy gangsterów i policjantów. Wyposażyliśmy serialowe postacie w cechy i przymioty zaczerpnięte z życia. Fani cyklu Odwróceni na założonych przez siebie forach rozszyfrowywali, kto jest kim. Stwierdzili, że Blacha to niewątpliwie Jarosław Sokołowski, ps. Masa, Skalpel to Wojciech K., ps. Kiełbasa, a pierwowzorem Szybkiego był Andrzej K., ps. Pershing. Kowal przypominał im Janusza P., ps. Parasol, a Rysiek nieżyjącego już Ryszarda P., serdecznego przyjaciela Parasola. Ptasiek to odwzorowanie słynnego Henryka N., ps. Dziad. Komisarz Paweł Sikora natomiast to podinspektor Piotr Wróbel. Ten sam, który zwerbował Masę jako informatora, a potem pomówiony przez swojego agenta trafił do aresztu i dopiero po wielu latach oczyścił się z fałszywych zarzutów. Tylko do Cygi nie przypasowano nikogo z realnego świata. I słusznie, bo Cygę wymyśliliśmy od zera i nie kryje się za jego postacią żaden klucz.

Otóż fani Odwróconych mieli sporo racji, ale trzeba wiedzieć, że nie było w filmowych bohaterach i ich prawdziwych pierwowzorach proporcji jeden do jednego. Serialowy Blacha jest tylko trochę podobny do prawdziwego Masy, to w gruncie rzeczy osoba o innych cechach, motywacji i wyglądzie. Tak samo pozostali bohaterowie serialu, a teraz tej książki. Kowal to twardziel przypominający Parasola, ale przecież ktoś zupełnie inny. Ptasiek wzorem Dziada kochał gołębie i dbał o rodzinę, ale mówił innym językiem i inaczej myślał niż prawdziwy obrońca sąsiadów z Ząbek. Każda z serialowych postaci to suma cech zaczerpniętych z życia i tych nadanych mu przez autorów.

Kiedy ta książka znajdzie się w księgarniach, stacja TVN rozpocznie emisję drugiego sezonu Odwróconych – to już zupełnie inna historia, całkowicie fabularna, z postaciami stworzonymi wyłącznie w głowach scenarzystów. Uznaliśmy, że właśnie teraz warto przypomnieć pierwszy sezon za pomocą książki, aby wszyscy fani Odwróconych mogli poznać historię pokazaną w filmie, ale opowiedzianą zupełnie inaczej. To opis prawdziwego świata, w którym żyli gangsterzy, ich żony, kochanki i dzieci, a po drugiej stronie lustra policjanci i ich rodziny. Ich drogi biegły równolegle, ale czasem się przecinały i wtedy jedni odwracali drugich. Albo zabijali się nawzajem.

Ta opowieść toczy się w czasie teraźniejszym, aby czytelnik nabrał przekonania, że uczestniczy w wydarzeniach na bieżąco, tu i teraz. To na twoich oczach, szanowny czytelniku, Blacha zostaje policyjnym agentem, a komisarz Sikora walczy z mafią, spada na dno i się odradza. To na twoich oczach Szybki zostaje sprawcą, a potem ofiarą. Ptasiek wyprawia pogrzeby nawet swoim wrogom. Rysiek dowcipkuje. Skalpel ratuje przyjaciela, ale kiedy sam potrzebuje pomocy, przyjaciel zawodzi. To na twoich oczach trwa walka z mafią, która nigdy nie zostanie ostatecznie wygrana. Tak jak w życiu.

Spis ważniejszych postaci

Świat policyjny

Paweł Sikora, komisarz policji

Ma około 40 lat, jest oficerem specjalnego pionu Komendy Stołecznej do walki z mafią. Zajmuje się rozpracowywaniem stołecznych grup przestępczych.

Sikora jest szczupły, sprężysty, wysportowany, średniego wzrostu, muskularny, ale nie jest typem mięśniaka. Podoba się kobietom, chociaż nie jest klasycznym przystojniakiem. Inteligentny, czasem błyskotliwy. Małomówny, wypowiada się oszczędnie, ale ze swadą.

Typ pracoholika, którego celem nie jest osiąganie sukcesów po to, żeby zyskać uznanie przełożonych, ale własna satysfakcja zawodowa.

Doświadczony życiowo, ale wciąż dość naiwnie – zdaniem niektórych współpracowników – wierzy w sprawiedliwość, w tryumf dobra nad złem. Uczciwy. Bandytów traktuje prawie jak osobistych wrogów. Potrafi też bezwzględnie wykorzystywać jednych przeciwko drugim.

Trochę nadużywa alkoholu, ale nie pije sam. Wódka pomaga mu rozładowywać stresy. Upija się łagodnie.

Ubiera się w stylu luźnym, nie chodzi w garniturze, raczej sweter, bluza, dżinsy, krótka kurtka, a nie trencz. Trochę typ abnegata. Gdyby żona nie dbała o jego rzeczy, chodziłby dziesięć lat w tej samej kurtce. Prywatnie jeździ starą skodą felicią, z którą miewa kłopoty natury technicznej. Służbowo – granatowym nieoznakowanym passatem.

Ma ulubiony brelok w kształcie słonika (prezent od córki), do którego podpiął kluczyk od służbowej szafki. Często bezwiednie bawi się tym brelokiem, przekładając go w palcach. Pomaga mu to skupiać się nad problemami, które rozwiązuje. Zdarza się, że gubi gdzieś brelok, a kiedy to sobie uświadamia, jest zirytowany.

Jego hobby jest gra w darta. Osiągnął w tym sporcie perfekcję.

Ma mały krąg przyjaciół, ale w przyjaźni jest oddany i lojalny. Ta lojalność naraża go na kłopoty, ale ceni ją wyżej niż zimną kalkulację, co się bardziej opłaca.

Jest wciąż rozdarty między czasochłonną pracą a domem rodzinnym. Jego żona Joanna jest z wykształcenia psychologiem, ale nie pracuje, gdyż ich synek Piotruś choruje na mukowiscydozę, Sikora ubolewa nad tym, że ciężar opieki nad dzieckiem spoczywa głównie na żonie. Uważa, że za mało czasu poświęca też starszej córce Lidce – zbuntowanej szesnastolatce. Czasem stara się to nadrobić, ale zbyt gorączkowo i zaraz wzywają go obowiązki w pracy.

Jak na potrzeby bytowe zarabia za mało. Choroba synka dużo kosztuje, Sikora ma problem z opłacaniem tych kosztów.

Pod wpływem Joanny zaczyna traktować ściganych przez siebie bandytów jak ludzi, którzy niekoniecznie są na wskroś źli, ale zostali uwikłani w wydarzenia przez splot okoliczności. Broni się przed ogarniającym go poczuciem sympatii do Blachy, ale w końcu pozwala, aby ta sympatia zamieniła się w rodzaj przyjaźni.

Nawiązuje znajomość z sędzią Marecką, bardzo atrakcyjną kobietą, i przez pewien czas waha się, czy nie nawiązać z nią romansu (to ona coś takiego proponuje albo sugeruje). Zwycięża w nim jednak lojalność wobec Joanny i chociaż Marecka bardzo mu się podoba, spotyka się z nią wyłącznie jako przyjaciel, a nie kochanek.

Joanna Sikora, żona Pawła

Ma 38 lat, jest absolwentką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Angażują ją troska o dom, choroba syna i wychowanie córki. Łagodna, miłego usposobienia, zgrabna, o ładnej buzi. Ubiera się ze smakiem, ale w niedrogie ciuchy. Zadbana.

Typ ekstrawertyczki. Gadatliwa, ale to nie znaczy, że lubi bezsensowną paplaninę. Wobec męża bywa upierdliwa. Denerwuje go, że Joanna zawsze ma rację, ale jednocześnie wie, że to prawda.

Pochłonięta problemami rodzinnymi – chorym synkiem i wychowaniem dorastającej córki. To ona chodzi z małym do lekarzy i na wywiadówki obojga dzieci. Niekiedy zarzuca mężowi, że za mało angażuje się w sprawy domowe, ale jednocześnie rozumie potrzeby wynikające z jego pracy i akceptuje ten stan rzeczy. Jest dla słabostek Sikory wyrozumiała, chociaż nadużywanie przez niego alkoholu ją drażni.

Jest osobą bardzo energiczną, a jednocześnie potrafi niespodziewanie okazywać czułość. Przytula się wtedy do Sikory, a jego te chwile rozczulają.

Kiedy wpada w złość, robi się czupurna, a usta składa w charakterystyczny dzióbek. Sikorę to za każdym razem rozbraja. Kiedy on zaczyna się śmiać, jej złość szybko mija.

Lidka Sikora, córka Pawła i Joanny

Ma 16 lat, chodzi do liceum. Nauka przychodzi jej bez trudności. Trenuje piłkę ręczną.

Wysoka, zgrabna, wysportowana. Właśnie weszła w okres buntu, z trudnością akceptuje rodziców, urywa się z domu na imprezy, zaczyna się spotykać z chłopakami.

Ambitna, zależy jej na tym, żeby trener wystawiał ją w pierwszym składzie podczas meczów.

W gruncie rzeczy Lidka jest dziewczyną wrażliwą i bardzo przeżywa chorobę brata, scysje rodziców i kłopoty ojca w pracy.

Początkowo nastawiona wyłącznie na własne potrzeby. Uważa, że rodzice zbyt wiele uwagi poświęcają Piotrusiowi, a za mało jej. Choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jest zazdrosna o względy okazywane bratu przez rodziców. W miarę postępowania choroby brata zaczyna być wobec niego opiekuńcza. Najpierw jest chłodna w stosunku do rodziny, ale kiedy spiętrzają się kłopoty, zmienia się w kochającą i odpowiedzialną córkę przejmującą się problemami domowymi.

Na początku bardziej związana z ojcem, wobec matki zachowująca większy dystans, z upływem czasu coraz lepiej się z nią rozumie.

Trochę błądzi, trochę popada ze skrajności w skrajność, ale nigdy nie przekracza pewnych granic. Z chłopakiem może się pocałować, ale do łóżka z nim nie pójdzie. Zgadza się wziąć pastylkę ekstazy, ale nigdy już tego nie powtórzy, bo spróbowała i wie, że to nie dla niej.

Coraz rozsądniejsza, bardziej dojrzała. Budzi z upływem czasu coraz więcej zaufania.

Piotruś Sikora, zwany Pietruszką, syn Pawła i Joanny

Lat 12. Uczeń podstawówki. Drobny, jak na swój wiek niewysoki. Choruje na mukowiscydozę. Miewa ataki kaszlu, musi nieustannie chodzić ze specjalistycznym inhalatorem.

Interesuje się piłką nożną, ale wyłącznie jako kibic. Właśnie wyrasta z wieku, w którym marzył, aby w przyszłości zostać strażakiem, ale wciąż lubi się bawić wozami strażackimi.

Z chorobą zdaje się być pogodzony. Przez swoje dolegliwości patrzy na świat z dystansem i mądrością ponad swój wiek. Zachowuje się trochę jak wtajemniczony pacjent z powieści Manna. Zresztą czytał ją i utożsamił się trochę z Hansem Castorpem. Sanatorium w Rabce, w którym co jakiś czas musi przebywać, nazywa „Czarodziejską górą”.

Gdy poznajemy Piotrusia, jego stan właśnie się zaostrza. Pojawia się coraz większa niewydolność płuc. Potem będą u niego występować coraz częstsze choroby, a objawy (kaszel, gorączka, przyspieszony oddech) zaczną się nasilać, co będzie wymagało umieszczenia go w szpitalu.

Wskutek ciepła i dojrzałości Pietruszki jego starsza siostra zacznie zachowywać się rozważniej. Jego choroba sprawi, że rodzice zbliżą się do siebie nawzajem, a także pośrednio doprowadzi do tego, że Sikora wpadnie w poważne kłopoty zawodowe.

Robert Gazda, komisarz policji

Około 40 lat, policyjny partner Pawła Sikory i jego przyjaciel.

Kawaler, wesoły, używający życia, kobieciarz i lekkoduch. Kiedy go poznajemy, jest w związku ze studentką Jadwigą, o której mówi, że jest zamożną dziewczyną z dobrego domu.

Gazda prowadzi styl życia ponad stan. Drogie, markowe ubrania, nowy renault mégane. Zawsze ma przy sobie forsę i nie żałuje, kiedy trzeba płacić rachunki. Gazda, podobnie jak Sikora, prowadzi śledztwo w sprawie grupy pruszkowskiej.

Zadbany przystojniak, chociaż z lekką nadwagą. Elokwentny, pełen chłopięcego uroku. Podobnie jak Sikora lubi alkohol. Gazda ubiera się modnie i o wiele lepiej od Sikory. Sprawia wrażenie niepogodzonego z tym, że już stuknęła mu czterdziestka.

Gazda nosi w sobie tajemnicę, która w książce znajdzie swoje wyjaśnienie. Jest lojalnym przyjacielem Sikory.

Adam Potocki, generał, zastępca komendanta głównego policji

Lat 44, oficer legenda, to on zapoczątkował działalność Centralnego Biura Śledczego Policji, to on współtworzył program ochrony świadków koronnych. Wcześniej, jak wielu policjantów z jego pokolenia, pracował w Milicji Obywatelskiej.

Szpakowaty, niewysoki, o sprężystej sylwetce, zawsze wyprostowany jak na paradzie. Szczupła, nieustannie zatroskana twarz. Konkretny i profesjonalny, trochę choleryk, ale o urazach szybko zapomina. Znany z umiejętności szybkiego podejmowania decyzji. Ceni Sikorę, w razie potrzeby broni go przed zamachami grożącymi głównie ze strony naczelnika Feliniaka.

Posiada dużo niebezpiecznej dla wielu osób (w tym polityków z lewej i prawej strony) wiedzy. Wciąż musi w związku z tym zachowywać się bardzo dyplomatycznie. Wie, że jest zbyt niewygodny i dla koalicji, i dla opozycji, jak każdy, kto odkrył zbyt wiele brudów z życia znanych osób. Na razie broni go jego profesjonalizm, ale każda wpadka będzie oznaczać koniec kariery. Dlatego trzeba docenić odwagę, z jaką sprzyja niebanalnym metodom Sikory.

Początkowo stoi trochę z boku, wyłącznie akceptuje decyzje podwładnych albo się im sprzeciwia, ale kiedy nadchodzi pora radykalnych działań, przyjmuje na siebie pełną odpowiedzialność. Ma świadomość, że obrona Sikory, w jaką się zaangażował, będzie go kosztowała stanowisko, ale do końca jest uczciwy i lojalny. Można powiedzieć, że z pełnym przekonaniem i zdecydowaniem podąża swoją bezkompromisową drogą, na której końcu czeka go porażka.

Tadeusz Feliniak, zwany Felą, inspektor policji

Lat 52. Bezpośredni przełożony Sikory i Gazdy.

Służbista. Typ biurokraty i nudziarza. Denerwują go wszystkie wykraczające poza standard poczynania Pawła i jego rogata dusza. Najchętniej pozbyłby się go z wydziału, ale dobrze wie, że Paweł jest w bardzo dobrych układach z generałem Adamem Potockim. Typowy przykład awansu za wysługę lat, a nie za zasługi. Biurokrata, który marzy o jednym – doczekać emerytury, a wszelkie burzące porządek rzeczy inicjatywy podwładnych traktuje jak zamach na swój życiowy plan. Do pomysłów Sikory odnosi się zawsze z rezerwą, hołubi natomiast sprawiającego mniej problemów Gazdę.

Ubiera się bez gustu i staromodnie. Do tureckich swetrów nosi spodnie od garnituru.

Ulubione powiedzenie: „Przepis jest przepis!”.

W biurze ma zawsze przyniesione z domu kanapki i termos.

Jak ognia unika rozmów o czasach milicyjnych, coś go w tej sprawie niepokoi.

Marian Huba, komisarz policji

Lat 28, podwładny Sikory i Gazdy. Kawaler. Ambitny.

Zdolny młody śledczy. Zapatrzony w Sikorę jak w obraz. Naśladuje jego styl, sposób ubierania się i mówienia. Początkowo ubiera się jak przybysz z prowincji, potem nabiera luzu.

Chce w policji zrobić karierę i ma wszelkie cechy, które są do tego niezbędne. Szybko się uczy i nabiera doświadczenia. Lojalny wobec kolegów, nieprzekupny. Trochę idealista.

Pochodzi z Małopolski i wypowiada się z charakterystycznym akcentem – wtrąca czasem regionalne zwroty: „chodźże tu”, „przestańże”, „żeśmy byli”, „jestem na polu”, ale mówi „w podwórcu”, kiedy ma na myśli zaułek, w którym na kogoś czeka.

Szybko dojrzewa.

Jan Zagórski, policjant z wydziału kryminalnego Komendy Rejonowej Praga-Południe

Lat 30, aspirant policji zajmujący się grupą wołomińską. Sympatyczny, chętnie pomaga Sikorze i Gaździe w prowadzonych przez nich sprawach.

Świetnie zna tajemnice „Wołomina”.

Jadwiga, studentka Wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych

Lat 23, narzeczona Gazdy. Energiczna, wysportowana, stawia Gaździe bardzo wysokie wymagania. Uwielbia taniec, feng shui, egzotyczną kuchnię. Mimo młodego wieku wierzy, że uda jej się wychować Gazdę na godnego siebie partnera. Jest przebojowa i przekonana, że życie powinno być usłane różami.

Kocha Gazdę i imponuje jej jego praca. Szanuje jego przyjaciela Sikorę.

Świat gangsterski

Gang pruszkowski

Jan Blachowski, pseudonim Blacha, mafioso z grupy pruszkowskiej

Lat 42, członek zarządu „Pruszkowa”, chociaż sam o sobie mówi, że jest tylko kapitanem. Żonaty, jedno dziecko. Skończył zasadniczą budowlankę. Uwielbia mercedesy, a jeden z nich szczególnie – nazywa go Ślicznotką. Mieszka w willi w Komorowie.

Kiepskie wykształcenie nie oznacza, że Blacha jest prostakiem. Potrafi zachować się w towarzystwie, jest bystry, a Paweł Sikora upiera się, że także inteligentny.

Blacha chciałby być człowiekiem opanowanym, ale zdarzają mu się niekontrolowane wybuchy. Kiedy przytomnieje, przeprasza za swoje zachowanie.

Ma na twarzy kilka szram i złamany nos – to ślady z ulicznych bójek i ringu, bo jako chłopak trenował boks.

Ma głęboko ukryty kompleks ojca, który był znanym bokserem, a potem zawodowym podoficerem w wojsku, typem bezmyślnego trepa. Odszedł z domu, kiedy Blacha był mały. Mama Blachy (lat 64) jest emerytką, dorabia jako ekspedientka w sklepie spożywczym swojej znajomej. Blacha prawie nie utrzymuje z nią kontaktu.

Blacha kocha żonę i córeczkę. Dla małej jest gotów na największe poświęcenie, a żonę darzy szacunkiem i ufa jej opiniom.

Ma delikatną wadę wymowy. Zniekształca „r”. Kowal wyśmiewa tę jego słabostkę.

W odległej przeszłości jako nastolatek był krótko milicyjnym kapusiem, o czym wiedzą i czego nie mogą mu zapomnieć Kowal i Mnich.

Blacha zdaje sobie sprawę, że nie może dalej funkcjonować w świecie mafii z powodu gwałtu, którego jest świadkiem, coraz bardziej brutalnej wojny gangów i coraz większego zagrożenia dla jego rodziny. Zostaje głównie z własnego wyboru (ale też dzięki umiejętnym naciskom Sikory) konfidentem i teraz ma dylemat moralny ze względu na swojego bliskiego przyjaciela Skalpela, którego musi oszukiwać tak samo jak pozostałych gangsterów. Blacha wie, że gdy tylko jego kompani zdobędą dowód na to, że jest zdrajcą, zginie wraz z całą rodziną.

Gdy Blacha decyduje się na współpracę z policją, rozumie, że nie może być taki gwałtowny, jak był wcześniej. Z bezwzględnego bandyty musi stać się normalnym obywatelem – nie może nikogo skrzywdzić. Gdy zostaje zmuszony do postrzelenia dwóch bandytów, jest na nich wściekły właśnie dlatego, że musiał złamać tę zasadę.

Mira Blachowska, żona Blachy

Lat 36, wykształcenie średnie. Nie pracuje, zajmuje się domem i wychowaniem córeczki Kasi.

Ładna twarz, zgrabna sylwetka, zawsze zadbana. Ubiera się modnie. Uwielbia antyczne meble, kupuje je na bazarze na Kole.

Jest trochę apodyktyczna. Podczas sporów z Blachą to ona wygrywa, on przeważnie przyznaje jej rację, bierze na siebie winę, ale i tak robi swoje. Mira już pogodziła się z faktem, że jej mąż ma liczne romanse z kobietami. Drażni ją to, ale nie jest zazdrosna. W gruncie rzeczy prowadzi wygodne i dostatnie życie. Wie, że jest to możliwe tylko dzięki przestępczym działaniom Blachy. Jest więc nieco rozdarta, bo z jednej strony chciałaby, głównie z powodów bezpieczeństwa (boi się o siebie i córeczkę), aby mąż wycofał się z brudnych interesów, ale z drugiej ceni sobie osiągnięty standard życia.

Zrobiła maturę, chciała studiować, ale z powodu związku z Blachą plany wzięły w łeb. Zafascynował ją, kiedy była w maturalnej klasie.

Denerwują ją prymitywni – jak ich ocenia – koledzy męża. Uważa, że sama jest ulepiona z lepszej gliny i że przebywanie w świecie Blachy ją upokarza. Ma przecież ambicje intelektualne i artystyczne.

Wypowiada się w sposób charakterystyczny, próbuje budować zdania językiem literackim, nie używa kolokwializmów. Czasem brzmi to sztucznie.

Pozostaje pod silnym wpływem matki.

Trochę cierpi z powodu uwiązania w domu i przy dziecku, bo w gruncie rzeczy chciałaby bywać na salonach. W miarę rozwoju wydarzeń coraz bardziej boi się zagrożeń wynikających z wojny gangów. Obawia się o życie Kasi i męża.

Początkowo próbuje na mężu wymuszać określone zachowania poprzez ucieczkę do matki, ale potem udziela mu pomocy i stoi u jego boku. To ona namawia go do porzucenia świata gangsterskiego, chociaż wie, że będzie to oznaczać obniżenie standardu życia. Jest coraz dzielniejsza w zmaganiu się z problemami, coraz bardziej samodzielna. Jest także wobec Blachy lojalna.

Kasia, córeczka Blachy i Miry

Lat 11. Blacha jest w niej rozkochany, rozpieszcza małą, pozwala jej na wszystko. Dziewczynka, typ małej kokietki, jest rozkoszna, uwielbia się stroić i naśladować gwiazdy filmowe.

Elwira, matka Miry i teściowa Blachy

Lat 60, nie lubi Blachy, nie zgadzała się na związek córki z tym mężczyzną i nadal go nie toleruje. Mieszka w Łodzi. Nie pozwala przyjeżdżać mu do siebie, sama też nie bywa w domu córki. Mira traktuje mieszkanie mamy jak azyl, do którego ucieka zawsze, kiedy sytuacja tego wymaga.

Skalpel, czyli Władysław Różycki, członek zarządu grupy pruszkowskiej

Lat 42, przyjaciel Blachy od dziecka. Pochodzi z bogatego domu: ojciec inżynier, matka internistka (prowadzą pensjonat na Mazurach).

Ukończył liceum, ma spory zasób wiedzy, chociaż ogólnej, kąśliwe poczucie humoru. Imponuje tym Blasze.

Skalpel potrafi odnaleźć się w każdym towarzystwie, często się śmieje, ale bywa też nieokrzesany i gwałtowny. Kiedy wpada w szał, potrafiłby zabić.

Życie gangsterskie traktuje nieco jak przygodę. Nie myśli o przyszłości ani o konsekwencjach wynikających z przynależności do grupy przestępczej.

Imponuje mu bycie na szczycie bandyckiej hierarchii. Trochę odreagowuje w ten sposób błędy wychowawcze rodziców zajętych bardziej własnym dorabianiem się niż opieką nad jedynakiem.

Skalpel jest szczerze oddany Blasze, pomaga mu, nie wierzy, kiedy inni koledzy oskarżają Blachę o zdradę. Do końca przy nim stoi.

Ożenił się z piękną Laurą, finalistką konkursu Miss Polonia, kocha ją i jest jej wierny. Nie mają dzieci, bo oboje chcą maksymalnie korzystać z radości życia. Wydaje im się ono beztroskie, ale jak się okaże, to tylko pozory.

Skalpel nadużywa narkotyków, jest od nich uzależniony. Miewa z tego powodu kłopoty z życiem seksualnym – to jego głęboko ukryty kompleks. Dlatego wpada w szał, kiedy z gazety dowiaduje się, że ktoś nazywa go Penisem.

Kiedyś został postrzelony w nogę. Rana zabliźniła się, ale noga czasem go boli. W takich momentach lekko kuleje, ale ponieważ chciałby uchodzić za mocnego faceta bez żadnych słabości, stara się to ukryć.

Początkowo wyłącznie rozrywkowy facet. Im bardziej zauważa niebezpieczeństwa wynikające z wojny gangów, tym bardziej poważnieje.

Znajomość z dziennikarzem Ozgą traktuje wyłącznie przedmiotowo, chce reportera wykorzystać do swoich celów. Potem jednak zaczyna młodego dziennikarza lubić, już nie chce go skrzywdzić. Ale ta znajomość nie zdąży przerodzić się w przyjaźń.

Szybki, Roman Krauze, lider grupy pruszkowskiej

Lat 48, nałogowy hazardzista, a przy tym kobieciarz i birbant. Z żoną Haliną mieszka w eleganckiej willi z basenem, ale częściej widywany jest w warszawskich kasynach niż w domu. Ma ulubione powiedzonko: „Ale kto płaci”. Używa go w każdej sytuacji, podczas gry, konsumpcji, ale też podejmowania ważnych decyzji. Szybki lubi Blachę i mu ufa, nie przepada za Mnichem.

Mnich, Andrzej Basiak, członek zarządu grupy pruszkowskiej

Lat 44, ambitny i żądny władzy. Żona Magda jest zakochana w nim bez pamięci. Mnich swoją ksywkę zawdzięcza manifestacyjnie okazywanej religijności. Do kościoła chodzi regularnie, modli się żarliwie. Podczas spotkań towarzyskich używa znaku krzyża, jednych tym gestem namaszcza, innym przekazuje groźbę. Nieobliczalny, uważany za sadystycznego drania.

Kowal, Jarosław Kowalik, członek zarządu grupy pruszkowskiej

Lat 45, łysiejący, rubaszny olbrzym. Właściciel lokalu „U Kowala” w Brwinowie. Nienawidzi Blachy, nie ufa mu, podejrzewa o zdradę i dokonywanie oszustw na szkodę członków grupy.

Rysiek, Ryszard Nowak, członek zarządu grupy pruszkowskiej

Lat 46, przyjaciel Kowala, wesoły brat łata. Jedyny z grupy, który nie ma wrogów i z każdym żyje dobrze, ale do czasu, bo potrafi być bezwzględny, kiedy sytuacja tego wymaga.

Cyga, Arkadiusz Cyganik, kierowca i ochroniarz Blachy

Lat 24, wpatrzony w swego pryncypała jak w obraz. Próbuje Blachę naśladować, nawet ubiera się podobnie. Prymitywny mięśniak pozbawiony poczucia humoru. Spokojnie mógłby przyznać, że kłopoty to jego specjalność.

Edzio, zwany Kebabem, żołnierz grupy pruszkowskiej i zarazem policyjny informator

Lat 52, sprzedał się policji, aby nie trafić za kraty. Przydatny z punktu widzenia Sikory. Kręci się blisko pruszkowskich Starych, posiada dzięki temu sporo interesujących dla policji informacji.

Lewar, bandyta związany z „Pruszkowem”

Lat 38, bezkompromisowy, przebiegły i brutalny. Zabić człowieka to dla niego jak splunąć.

Michał, żołnierz Mnicha

Lat 24, były student, trochę lowelas i pożeracz serc kobiecych. Wykonuje polecenia Mnicha w sprawach delikatnej natury. Pewny siebie, ale mięknie, kiedy ma do czynienia z silniejszym.

Gang wołomiński

Ptasiek, Franciszek Żuk, szef gangu, hodowca gołębi

Lat 58, żonaty, dwóch synów, właściciel zakładu kamieniarskiego.

Na pozór łagodny i filozoficznie nastawiony do życia, zwłaszcza kiedy buja swoje gołębie – to temu hobby zawdzięcza pseudonim. Tak naprawdę Ptasiek jest mściwy, niezdolny do przebaczania innym błędów. Bardzo dba o rodzinę. Jego żonę natura wyposażyła w podobne cechy. Dobrze się ze sobą zgadzają. Mają dwóch synów, Starszego i Młodszego Gołębia.

Uważa się za patriotę lokalnego, rodzime Ząbki to dla niego mała ojczyzna, niechętnie z tego miasteczka wyjeżdża. Występuje na tym terenie jako obrońca ładu, który każdego sąsiada weźmie w obronę.

Z wyglądu typek prymitywny, najczęściej ubrany w przybrudzony dres i adidasy. Nie dba o wygląd. Łysieje. Ma zepsute zęby. Używa ubogiego słownictwa. Wypowiada się z cwaniackim, praskim zaśpiewem, na przykład zmiękcza „sz” i „cz”.

Mariola Żuk, żona Ptaśka

Lat 52, twarda, wiedząca czego chce i doświadczona życiowo niewiasta. To ona jest w tym małżeństwie typową „szyją, która głową kręci”. Ma w sobie upór, który determinuje postępowanie jej i męża. Nigdy nie wybacza.

Młodszy Gołąb, syn Ptaśka

Lat 21, ukochany synek Marioli i jej męża. Lubi się bawić, życie traktuje jednak poważnie. Uczy się fachu kamieniarskiego, a Ptasiek upatruje w nim swego następcę.

Starszy Gołąb, syn Ptaśka

Lat 25, trochę gamoniowaty, ale przydatny do ciężkiej pracy. Chociaż jest synem gangstera, sam w branży nie działa. Do czasu.

Gąsior, przyboczny Ptaśka

Lat 34 lata, typowy praski zabijaka, pozbawiony skrupułów, zdolny do zabicia człowieka bez powodu, a przy tym cwaniak i bystrzak.

Małpa, gangster z kręgu „Wołomina”, ale działający na własną rękę

Lat 34, ojciec porwanego chłopca. Przeżywa dramat, w wyniku szantażu przyznaje się do czynu, którego nie popełnił.

Zyguś, żołnierz Ptaśka

Lat 35, mięśniak do rozwiązań siłowych.

Inne osoby

Zdzisław Pokrzywa-Lewiński, senator

Lat 55, cwaniak, który najpierw pada ofiarą gangsterów, ale później stara się tę znajomość wykorzystać dla swoich interesów. To jednak nie on wykorzystuje gangsterów, ale oni jego.

Małgorzata Sarnecka

Lat 24, studentka resocjalizacji, która dorabia jako kelnerka w knajpie „U Kowala”. Zafascynowana światem gangu, uwodzi Blachę i namawia go, aby wspólnie z nią dokonał napadu. Kiedy on ją wyśmiewa, decyduje się na rabunek sama.

Beria, Janusz Ber

Lat 41, morderca, były policjant, dawny kolega Sikory. Zagadkowa postać, wolny strzelec na bandyckim rynku, wyrafinowany w działaniu.

Łukasz Ozga

Około 30 lat, dziennikarz, który pracuje w popularnej popołudniówce i opisuje świat przestępczy. Naiwny i jednocześnie spragniony sukcesu, co powoduje, że łatwo zostaje narzędziem w ręku Skalpela, pisze teksty na zlecenie, oddaje gangsterowi przysługi. Dość plugawy typek.

Krystyna Marecka, sędzia Sądu Okręgowego

Około 40 lat, uważana za gwiazdę stołecznej Temidy, lubiana przez media, chętnie wypowiada się w audycjach telewizyjnych. Bezkompromisowa i aż do bólu profesjonalna. Podczas prowadzonych przez siebie rozpraw często w brutalny sposób wytyka policjantom i prokuratorom brak kompetencji i błędy.

Jest samotna, nigdy nie była zamężna. Kiedyś zawiodła się na bliskim sobie mężczyźnie i potem nie chciała się już z nikim wiązać na stałe. Jest starą panną, ale nie znaczy to, że stroni od mężczyzn. Potrafi być kokieteryjna i uwodzicielska. Proporcjonalnie zbudowana zmysłowa brunetka, szczupła, ładne, długie nogi – przyciąga spojrzenia i wzbudza zainteresowanie płci przeciwnej.

Pali papierosy.

Jóźwiak, właściciel pubu

Lat 45, dorobkiewicz, który ma pecha, bo jego lokal upatrzył sobie Blacha i obłożył go haraczem. Jóźwiak jest uparty, nie lubi płacić za nic. Lawiruje, aby wyjść z tej opresji cało.

Rozdział I

Gwałt, czyli jak dopaść Blachę

Poranek w sam raz, ani ciepły, ani zimny, ale młody Cyga trzęsie się jak osika i podskakuje. Krąży wokół mercedesa, raz przystaje, raz przyspiesza. Przybiera postawę bokserską i wypuszcza w powietrze serie ciosów, to z lewej, to z prawej. Wygląda na człowieka, którego nagle dopadła nerwica natręctw.

Blacha przeciwnie. Stoi leniwie oparty o maskę samochodu i spokojnie obserwuje wylot ulicy prowadzącej do pobliskiej opustoszałej fabryczki. Mercedesa zaparkował obok ciągu starych murowanych garaży.

Pustkowie na końcu świata. Fabryczka splajtowała przed laty, a w garażach niczym w słojach z formaliną tkwią zakonserwowane stare łady, trabanty i maluchy, do których właściciele, emeryci z sąsiedniego blokowiska, zaglądają wyłącznie w niedzielę. To obowiązkowy rytuał. Otworzyć drzwi do garażu, wytrzeć szmatką karoserię. Zapuścić silnik, czasem wytoczyć się na uliczkę i zaraz wycofać się do garażu.

Na końcu ulicy pojawia się czarne audi. Blacha od razu je zauważa i spogląda na Cygę z niezadowoleniem.

– Jak będziesz się tak telepał, to cię wyczują – mówi. – Wyluzuj i zachowuj się.

Samochód zatrzymuje się obok mercedesa. Wysiadają Kowal i Mnich. Kowal wyjątkowo pasuje do tego obskurnego miejsca, zwalisty, nieogolony, w wytartej marynarce, pod którą nosi rozchełstane polo. Mnich natomiast jest wymuskany, pachnący, nosi okulary w metalowej oprawie, przypomina raczej profesora niż zwykłego gangusa, jakim przecież otwarcie jest. Duży złoty krzyż na łańcuchu zwieszonym na szyi sugeruje, że to człowiek pobożny. Fakt, modli się często i z uduchowieniem, ale kiedy dopada wroga, zapomina o Bogu.

Kowal i Mnich witają się z Blachą, ale ostentacyjnie pomijają Cygę. Tak jakby go nie zauważyli. Blacha postanawia ponarzekać.

– Już większego zadupia nie mogłeś znaleźć? – pyta Kowala.

– To zadupie pasuje do twojego przydupasa.

Dopiero teraz Kowal i Mnich uważnie przyglądają się Cydze.

– Co ty potrafisz? – pyta Kowal.

Cyga wzrusza ramionami.

– Wszystko.

– A modlić się potrafisz? – odzywa się Mnich.

Zaskoczony Cyga patrzy pytająco na Blachę. Ten przychodzi mu na ratunek:

– Dobra, do rzeczy. To mój człowiek. Pasuje wam?

– Spokojnie, Blacha. Mnich się grzecznie zapytał, nie? – odpowiada Kowal.

Sięga do schowka w samochodzie i wyjmuje owinięty w szmatę przedmiot. Wręcza go Cydze.

– Co to? – pyta chłopak.

Kowalowi przemyka po twarzy lekki uśmiech.

– Prezent.

Cyga bierze zawiniątko do ręki i odwija szmatę. Wyłania się pistolet. Cyga nie potrafi ukryć zachwytu.

– To dla mnie?

– Ostrożnie. Nabity – mówi Mnich, udając przestrach.

Kowal uśmiecha się pod nosem.

– Jest jeszcze niespodzianka. W pakiecie – cedzi przez zęby.

Blacha nie potrafi ukryć zaniepokojenia. Kowal podchodzi do jednego z garaży i zdejmuje kłódkę. Cyga, kompletnie nie rozumiejąc, co tu się w gruncie rzeczy odbywa, wypala z naiwnością dzieciaka, które liczy na worek prezentów:

– Fura?

Kowal otwiera drzwi garażu, ale wewnątrz nie ma samochodu. Wśród leżących tam porzuconych sprzętów klęczy związany mężczyzna. Usta ma zaklejone przylepcem. Kowal i Mnich z zimną ciekawością przyglądają się, jak zareagują Blacha i Cyga. Blacha rozpoznaje klęczącego mężczyznę. Cyga nie wie, o co chodzi. Głupio patrzy na pozostałych. Nie ogarnia sytuacji.

– Przecież to Łysy. Co to ma być? – pyta Blacha.

– Dał się odwrócić. To kapusta – oświadcza Mnich.

– Co ty pieprzysz?

– Ta gnida kablowała na nas w psiarni.

Mnich podchodzi do Cygi i wymownie patrzy na pistolet w jego dłoni.

– Rozwal go – rzuca twardo.

Związany mężczyzna miota się i pomimo plastra na ustach próbuje coś bełkotać. W jego oczach pojawiają się łzy. Cyga nie wie, jak się zachować. Spogląda pytająco na Blachę, ten jednak nie udziela mu wskazówki, bo sam nie bardzo wie, jak wybrnąć z tego ambarasu. Cyga wciąż czeka, ale Blacha ponad jego głową zwraca się wprost do Mnicha:

– Daj spokój. Chłopak jest świeży.

Mnich z nieprzeniknionym obliczem milczy. Zamiast niego odzywa się Kowal:

– To dobrze. Ma okazję się wykazać. Cyga, rozwal go, a klamka jest twoja. Wchodzisz?

Cyga podnosi pistolet. Patrzy na skowyczącego, wijącego się mężczyznę i wciąż nie wie, czy potrafi zabić człowieka. Ta walka z samym sobą trwa dobrą chwilę. Kowal i Mnich obserwują go jak treserzy przyglądający się szkolonemu owczarkowi. Wreszcie w Cydze bierze górę gorsza część jego duszy. Wycelowuje i nieruchomieje. Prawdopodobnie strzeliłby, gdyby nie Blacha, który nagle łapie go za nadgarstek.

– Cyga. Oddaj mi to, gówniarzu. Kumasz?

Cyga posłusznie oddaje pistolet Blasze, a ten podaje go Kowalowi i stawia sprawę jasno:

– Nie będziesz mu rozkazywał. To mój człowiek.

– No – mówi Kowal, co może oznaczać, że rozumie, ale równie dobrze, że się nie zgadza.

To zresztą nie ma znaczenia, bo Kowal nagle wyciąga przed siebie dłoń z pistoletem. Niczym automat wycelowuje w klęczącego, przerażonego mężczyznę. Nie spogląda nawet na niego. Pada strzał.

Mała uliczka we Włochach, dzieciaki grają w gumę, starsza pani podlewa grządkę z kwiatami. Przed odrapaną kamienicą z czerwonej cegły zatrzymuje się szara skoda. Wysiadają z niej dwaj policjanci po cywilnemu: Paweł Sikora i Robert Gazda. Od kilku lat stanowią tandem. Gazda jest ubrany w eleganckie markowe ciuchy. Sikora wygląda przy nim mizernie. Gazda, wysiadając, stęka. Jest nienaturalnie sztywny.

– A ty co się tak ruszasz, jakby cię pokręciło? – pyta Sikora.

– Aaa, nic takiego… Wieczorem byłem na imprezie.

– Rozumiem. Kac?

– Jaki kac? Z Jadzią byłem.

– No to czemu stękasz?

Gazda patrzy na kolegę wymownie.

– Stary, ja już nie wyrabiam – jęczy z teatralną przesadą. – Ona co wieczór chce się bawić. Ja lubię tańczyć, ale nie za bardzo. Krzyż mi wysiada.

– To po co tańczysz? Człowieku, masz swoje lata, posiedź trochę, porozmawiaj. Poczaruj. W tym jesteś dobry.

– Człowieku… – Gazda przedrzeźnia Sikorę.

Sikora się śmieje, bo jego partner ma zadatki na dobrego aktora komicznego. Ale Gazda nagle poważnieje.

– Ty już zapomniałeś, co to znaczy młoda dziewucha. Ona ma zupełnie inne potrzeby, rozumiesz. Po pierwsze: nie pije. Po drugie: kocha tańczyć i jak nie ja, to zaraz się znajdzie jakiś inny.

Sikora protekcjonalnie poklepuje Gazdę po plecach.

– Chciałeś młodej panienki, to się teraz staraj.

– Ty już się ustawiłeś. Żona, dzieci, te rzeczy. A ja co?

Przestają rozmawiać, bo dochodzą już do drzwi prowadzących do klatki schodowej w starej kamienicy. Sikora wyjmuje kartkę z kieszeni, sprawdza adres. Wciska przycisk domofonu.

Odzywa się męski głos:

– Kto?

– My do pokoju dziecinnego – odpowiada Sikora.

Słychać dźwięk elektronicznego zamka i drzwi już nie stawiają oporu. Obaj wdrapują się po krętych drewnianych schodach na drugie piętro. Gazda wciąż postękuje, a Sikora śmieje się z niego w duchu.

Wchodzą do mieszkania, w korytarzu mały chłopczyk głową wskazuje im drzwi do właściwego pokoju. Sikora uśmiecha się do niego, ale dzieciak nadal ma poważną minę.

Kiedy wchodzą, w niewielkim pokoiku robi się tłoczno. Gościa z wydziału obserwacji nie znają, ale drugiego mężczyznę już tak. To Marian Huba, sympatyczny chłopak. Dzisiaj wygląda inaczej niż zwykle, w szarym garniturze i nienagannie białej koszuli przypomina jakiegoś gogusia, a nie frontowego policjanta. Rzecz jasna nosi też krawat.

– A ty co żeś się tak wystroił, na wesele się wybierasz? – pyta Sikora i podchodzi do aparatu z teleobiektywem umieszczonego na statywie stojącym przy oknie.

Aparat wycelowano w okna budynku po drugiej stronie ulicy. Sikora przeprasza policjanta zajmującego się obserwacją i sam pochyla się nad aparatem. W tym czasie Gazda, nadal stękając, z ulgą sadowi się na malutkim dziecinnym krzesełku.

Marian Huba po chwili zwłoki odpowiada Sikorze, chociaż ten już zapomniał, o co pytał. Huba mówi z typowym krakowsko-góralskim akcentem:

– A idę dzisiaj do komendanta. Są mieszkania służbowe. Dałem podanie. Może przydzieli. I co? Poznajesz któregoś?

– Tylko Skalpel. Reszty nie znam – mówi Sikora, nie odrywając wzroku od aparatu.

Huba prosi go do małego dziecinnego biureczka. Rozkłada na nim fotografie. Gazda ledwo gramoli się z krzesła i także podchodzi.

– Patrzcie uważnie, chłopy – zaczyna Huba, zbliżając palec do fotografii. – To jest oczywiście Skalpel. To jest Zlew, szuka go Rzeszów. A to jest Antoś, za nim gania prokurator z Łodzi. A tego gościa, tego gościa nie znamy.

Sikora wzrusza ramionami, bo on tu przecież przyjechał w innej sprawie.

– A co mi Skalpela z kumplami pokazujesz? Po cholerę? Przecież miał być złapany na gorącym.

– To przyjrzyj się dobrze – prosi Huba, pokazując głową aparat i okno po drugiej stronie ulicy.

Sikora zauważa, że czterej mężczyźni w obserwowanym pokoju na pierwszym piętrze domku jednorodzinnego po przeciwnej stronie ulicy siedzą za stołem, a przed nimi leży duża kupka białego proszku. Obserwowani, Sikora jest tego pewien, ten proszek konfekcjonują, sugerują to wykonywane przez nich ruchy.

– To rozumiem… – rzuca Sikora, rozchmurzając się.

Patrzy przez chwilę, robi zdjęcie i nagle podejmuje decyzję. Mówi stanowczo do Huby:

– Zdejmujemy ich!

W pokoju hotelowym w „Westinie” w centrum Warszawy, chociaż jest południe, panuje półmrok. Kotary są szczelnie zasłonięte.

W łóżku mężczyzna i kobieta właśnie skończyli się kochać. On zapala lampkę nocną, bierze ze stolika dwa kieliszki z białym winem. Jeden podaje kobiecie, atrakcyjnej dwudziestoczteroletniej brunetce.

Mężczyzna to Jan Blachowski, wśród gangsterów i policjantów znany jako Blacha. Ona, Małgosia Sarnecka, jest studentką. Durzy się w Blasze i nie kryje swoich uczuć. Piją teraz wino, leżąc w łóżku, ale Blacha rzuca okiem na zegarek i zaczyna się ubierać. Podchodzi do okna, patrzy wymownie na dziewczynę, więc ona też wkłada figi, wciąga spodnie i koszulkę. Blacha przygląda jej się z przyjemnością, bo dziewczyna jest seksowna. Po chwili czar pryska, bo Blacha wraca do przerwanego wcześniej wątku, a to poważna sprawa.

– Małgośka, przecież to się kupy nie trzyma – mówi. – Kim ty chcesz być? Bandytą? To jest moja działka, nie twoja! Jeden bandyta w tym całym układzie wystarczy.

– To z nami jest tylko taki układ? – pyta, a może bardziej stwierdza dziewczyna.

Blacha obejmuje ją i mówi:

– Małgośka… Nie szukaj na siłę kłopotów. One i tak cię znajdą.

Dziewczyna wtula się w niego, zbliża usta do jego ust. Zaczynają namiętnie się całować. Być może wróciliby do łóżka, bo Blacha wyraźnie nabiera na to ochoty, ale dzwoni jego komórka. Blacha odbiera, słucha przez chwilę i daje znak Małgosi, że pora wychodzić z pokoju.

Idą hotelowym korytarzem, on przodem z telefonem przy uchu, ona kilka metrów z tyłu. Blacha mówi do telefonu:

– No, Słoneczko, przecież obiecałem ci, że pójdę. Oczywiście, no, umówiłem się, to pójdę dzisiaj.

Małgosia dogania go wreszcie, ale zajęty rozmową nie zwraca na nią uwagi. Małgosia domyśla się, że do Blachy dzwoni jego żona.

– No, kotek, kotek, no, błagam cię. Myślisz, że się dentysty boję?! Tak, odbiorę Kasię oczywiście. Za pół godziny przed szkołą… może być? Nie bój się, zdążę. Pa…

Blacha kręci głową zniecierpliwiony i chowa komórkę.

W bocznej uliczce we Włochach wewnątrz stojącego na poboczu dużego policyjnego volkswagena typu van Sikora kończy odprawę dla antyterrorystów. Poza atekami są też Huba i Gazda. Huba wkłada bluzę Sikory. Sikora przebiera się w garnitur Huby.

Dowódca antyterrorystów mówi do swoich ludzi:

– Jak będzie decyzja, wszyscy na bok, potem wpadamy. Sygnał daje Sikora.

Gazda ma ukryte pod marynarką policyjne radio, przez które co chwila słychać komunikaty.

– Dobra, my wchodzimy pierwsi – oświadcza Sikora. Następnie zwraca się do Gazdy: – Masz ich zagadać. Jak się podrapię po czole, to wtedy odpalacie ładunek. Dobra, i pamiętajcie, wchodzimy tam po narkotyki, które leżą na stole.

Gazda przygląda się Sikorze w garniturze.

– Wyglądasz jak prawdziwy świadek Jehowy.

– Zgaś to radio albo przycisz chociaż – odpowiada Sikora. – Idziemy.

Sikora i Gazda zmierzają w stronę obserwowanego domku. Podchodzą do furtki, żeby nacisnąć guzik domofonu. W tym samym czasie pod ścianami budynków przekrada się grupa ateków. Sikora staje tyłem do kamienicy, tak żeby nie został rozpoznany.

– Kto tam? – z domofonu dobiega męski głos.

– Dzień dobry. Chcielibyśmy z państwem porozmawiać przez chwilkę na bardzo poważny temat – mówi miękkim głosem Gazda.

– A o czym?

– My chodzimy od domu do domu. Rozmawiamy o sensie istnienia, o Bogu i o braku nadziei w naszych trudnych czasach.

Sikora z trudem powstrzymuje się od śmiechu.

– A paszoł mi won! – krzyczy gość po drugiej stronie domofonu.

– Zastanawiał się pan kiedyś, jaka nas wszystkich spotka kara za nasze złe uczynki? – ciągnie niezrażony Gazda.

– Jak wyjdę do ciebie, ty kociarzu jeden, to się nie pozbierasz! – grozi mężczyzna. Jest naprawdę wkurzony.

– Proszę bardzo, mamy dla pana pisma mówiące o… – szarżuje Gazda, ale urywa w pół zdania, bo zza jego pazuchy rozlega się głośny dźwięk: charakterystyczny trzask policyjnego radia.

Sikora spogląda na Gazdę i łapie się za głowę.

– Noż kurwa mać! – szepcze.

W tym momencie antyterroryści rozwalają drzwi i wbiegają do domu. Z wrzaskiem wdzierają się na parter. Mężczyźni na piętrze słyszą hałas, jeden z nich wyjmuje pistolet.

– Pogięło cię?! – krzyczy do niego Skalpel.

Bandyta rzuca broń na podłogę. Antyterroryści wbiegają na piętro. Skalpel chowa się w ubikacji, wyszarpuje baterię ze swojej komórki, wyjmuje kartę, łamie ją i wrzuca do klozetu. Zdąża jeszcze spuścić wodę, obraca się i wtedy dostaje prosto w twarz drzwiami wypchniętymi przez antyterrorystę. Policjanci wyciągają go na korytarz i podobnie jak trzech pozostałych rzucają na podłogę.

Sikora i Gazda stoją trochę z boku, obserwując rozwój wydarzeń. Kiedy bandyci już leżą na podłodze, Gazda wchodzi do kuchni.

– Paweł! Nie wierzę – mówi głośno.

Sikora wpada do kuchni. Widzi, że cały stół jest uwalany mąką, obok przygotowano jajka, a nieco dalej leży stos gotowych już pierogów.

Czarny mercedes zatrzymuje się przed szkołą. Siedzący za kierownicą Blacha wpatruje się w drzwi wejściowe do szkoły. Jednocześnie dzwoni z komórki. Słyszy tylko głos Skalpela nagrany jako komunikat poczty głosowej: „Chwilowo nie mogę odebrać telefonu. Nic się nie martw. Albo się wyczerpała bateria, albo mnie posadzili (śmiech). Zostaw wiadomość, to ci odpowiem”.

Po chwili drzwi szkoły otwierają się i na zewnątrz wybiegają dzieci. Wśród nich jest jedenastoletnia Kasia. Blacha obserwuje, jak dziewczynka żegna się z koleżankami. Kasia zauważa samochód i radośnie otwiera drzwi.

– Cześć, tatku!

– Cześć, króliczku.

– Mogę z przodu? – prosi Kasia.

Blacha udaje niezadowolenie.

– A chcesz, żeby tatuś zapłacił mandat?

– Tatku… – błaga Kasia.

– No, dobrze. Ale mamie ani mru-mru.

– To będzie nasza tajemnica.

Blacha całuje dziewczynkę. Kasia siada obok niego. Sprawnie zapina pas.

Gazda i Sikora siedzą przy stoliku w stołówce w komendzie. Na stole przed nimi społemowskie szklanki z parzoną po turecku kawą. Przy sąsiednich stolikach siedzi kilku policjantów.

– Wiesz, co mnie najbardziej wkurza? – pyta Sikora.

– No?

– To, że jak tam przyjdę, usiądę i spojrzymy sobie w oczy, on uśmiechnie się i powie: Gówno na mnie macie. I będzie miał rację… bo gówno na niego mamy.

Do stolika podchodzi bufetowa. Kładzie przed Sikorą talerz z pierogami. Sikora spogląda na nią zdziwiony. W odpowiedzi bufetowa wskazuje siedzących przy sąsiednim stoliku kolegów. Wszyscy wpatrzeni w Sikorę oczekują jego reakcji i dyskretnie się podśmiewają.

– Proszę. To od tych panów – informuje bufetowa.

Sikora z rozbrajającym uśmiechem dziękuje im kiwnięciem głowy i niespeszony zaczyna jeść pierogi. Kolegom rzedną miny.

– Ja nawaliłem. Ja go przesłucham – mówi markotnie Gazda.

Blacha siedzi zestresowany w fotelu stomatologicznym. Dentysta szykuje strzykawkę z lekiem znieczulającym. Blacha przygląda się nieufnie jego czynnościom.

– Co to jest? – pyta.

– Spokojnie. Obiecuję, że nie zaboli – mówi łagodnie dentysta.

Blacha wpada w panikę.

– No, bo jak zaboli, to ja nie wiem, co zrobię. Boję się dentystów od dziecka.

Dentysta wbija igłę w dziąsło pacjenta. Stara się zrobić zastrzyk najdelikatniej jak potrafi. Po wszystkim mówi:

– Proszę mi zaufać. No i po bólu. A poza tym czego tu się bać? Mnie się pan boi? Proszę spojrzeć. Niech pan się rozluźni.

Zaczyna przygotowywać maszynę do borowania. Blacha próbuje się zrelaksować, ale widać, że jest przerażony. Dentysta uruchamia maszynę, zbliża wiertło do szeroko otwartych ust Blachy i zaczyna borować. Pacjent poci się ze strachu i emocji.

– Już, już, spokojnie – mówi dentysta. Postanawia rozluźnić atmosferę i używa sprawdzonej metody, żeby odwrócić uwagę pacjenta: – Przypomniało mi się. Wczoraj przychodzi do mnie taka kobieta, wchodzi do gabinetu i mówi: Dzień dobry, przyszłam na koronację.

Nagle Blacha krzyczy, zrywa się z fotela i wali dentystę pięścią w twarz. Ten zamroczony pada na ziemię. Blacha trzyma się za szczękę i pochyla nad leżącym mężczyzną.

– Sorry. No, sorry. Mówiłem, że ma nie boleć!

Dentysta wciąż leży na podłodze i z przestrachem obserwuje Blachę. Ten znów się wkurza.

– Do jasnej cholery! Weź i nie wyleguj się tu człowieku, tylko zrób mi tego cholernego zęba, bo zwariuję zaraz.

Dentysta nie wie, czy nadal leżeć, czy też kontynuować borowanie. Zdaje sobie sprawę, że z tym pacjentem nie ma żartów. Zaczyna powoli gramolić się z podłogi.

– Dobrze już – mówi. – Tylko spokojnie. Zaraz wszystko zrobimy jak trzeba.

Sikora i jego szef Tadeusz Feliniak obserwują zza lustra weneckiego pokój przesłuchań. Gazda przesłuchuje Skalpela. W zasadzie tylko próbuje go przesłuchiwać. Skalpel z siniakiem na policzku – to skutek nagłego spotkania z drzwiami w łazience – siedzi niewzruszony z miną sfinksa. Gazda kładzie przed nim wykonane polaroidem zdjęcia broni.

– To twoja klamka? – pyta.

Skalpel nie odpowiada. Uśmiecha się. Jest pewny siebie.

– Zlew tą bronią zabił w Rzeszowie kantorowca. A może to nie on zabił? Może to ty zabiłeś? – kontynuuje Gazda. Rzuca na stół zdjęcia ofiary napadu. – Pamiętasz go? Zlew nie był sam. Dobra. Co robiłeś dwa lata temu 13 sierpnia o godzinie 19?

Skalpel milczy.

– No, widzisz, nawet alibi nie masz. Pójdziesz do paki za współudział. Na tej klamce są twoje odciski palców. A jeżeli ich jeszcze nie ma, to będą.

Skalpel patrzy na Gazdę i milczy. Gazda wzdycha i ciągnie swoje:

– Mamy metody. Ale wiesz co, możemy dać ci jeszcze raz szansę. Prokurator wystąpi o złagodzenie i po dwóch latach wyjdziesz.

Skalpel milczy.

– Wiesz, że możemy cię oczyścić. Wyjdziesz czysty. Wybór należy do ciebie.

Skalpel ożywia się. Patrzy Gaździe głęboko w oczy i mówi dobitnie:

– Chcecie mnie odwrócić? Łał! Tylko że gówno na mnie macie.

Za lustrem weneckim Sikora uśmiecha się pod nosem – dobrze wiedział, co powie Skalpel.

Skalpel patrzy w stronę szyby, bo wie doskonale, kto za nią stoi.

– To, że rozpieprzyliście mi nos, mogę wam wybaczyć. Jesteście psy i macie psią robotę. Ale że rozpieprzyliście mi pierogi, no, tego wybaczyć wam nie mogę. – Przenosi wzrok na Gazdę. – Wiesz, co jest dla ciebie najgorsze? Że za chwilę będziesz musiał mnie stąd wypuścić. A wiesz dlaczego? Posłuchaj. Dwa lata temu 13 sierpnia o 19 i pół roku wcześniej i, co więcej, pół roku później to ja byłem w waszym pierdlu w Sieradzu. W pierdlu siedziałem.

Gazda przygląda się leżącej na biurku stercie książek telefonicznych. Nagle chwyta jedną i wali z całej siły o kant biurka.

– Uuu… pojszczałem się ze strachu – mówi ironicznie Skalpel.

Śmieje się w głos. Gazda ukrywa twarz w dłoniach. Ma poczucie totalnej klęski. Zniecierpliwiony Feliniak mówi do Sikory:

– Dosyć tej szopki. Idziemy!

Na korytarzu dołącza do nich Gazda. W trójkę wchodzą do pokoju. Sikora siada za swoim biurkiem. Feliniak i Gazda stoją.

Sikora przygląda się wiszącej nad biurkiem tablicy ze zdjęciami. Patrzy na fotografie. Na zdjęciach pruszkowscy gangsterzy. Blacha z rodziną – uśmiechnięta Mira, radosna Kasia.

– I co to miało być? – pyta Feliniak.

– Z dragami nie wyszło, musieliśmy improwizować – wyjaśnia Gazda.

Feliniak, o czym wie każdy policjant z komendy, za Gazdą może nie przepada, ale Sikory wręcz nie znosi. Od dawna usilnie starał się udowodnić, że to słaby gliniarz. Teraz zachowuje się tak, jakby dostał wreszcie to, na co czekał.

– Czasy się zmieniły! – mówi ze złośliwą satysfakcją. – Mieliście ich dorwać, a nie improwizować! I co?

– Szefie, ale ta broń na pewno była użyta w Rzeszowie – oponuje Gazda.

– A ty wierzysz, że Skalpel był tak głupi, żeby ją dotykać. I po jaką cholerę tam leźliście? – Feliniak pastwi się nad podwładnym, nie ma litości.

W sukurs partnerowi przychodzi Sikora:

– Bo była podstawa, że mają na stole narkotyki. Przecież wiesz, że szukamy na niego haka.

– A ty się lepiej nie odzywaj – Feliniak odpiera odsiecz Sikory.

– Myśleliśmy, że na stole leżą narkotyki. No, szukamy na niego haka – broni się sam Gazda.

– Sam go typowałeś na uchola – przypomina Feliniakowi Sikora.

– Na razie gówno macie, a nie uchola. A „Pruszków” od lat robi nas w konia – ripostuje szef.

– Myśleliśmy, że Skalpel da się złamać – tłumaczy zażenowany Gazda.

Sikora przygląda się wiszącym na tablicy zdjęciom: Szybki, Mnich, Kowal, Rysiek…

– Tak? – pyta pogardliwie Feliniak. – A to on was złamał jak dzieci. Zrobił z was…

– Idiotów z nas zrobił. To chciałeś powiedzieć, tak? Zgadza się?

Sikora staje się zaczepny. Feliniak to dostrzega i jak zwykle, aby postawić na swoim, kończy dyskusję. Zmierza do drzwi i na odchodnym rzuca:

– Sikora, stoimy w miejscu. Na razie nie masz nic. I co teraz zrobisz? Który następny? Którego chcesz wyhaczyć?

Sikora milczy. Ogląda fotografie Blachy z rodziną. Coś zaczyna mu świtać, układać się w mglisty plan.

Jest późny wieczór. Nieźle zawiani Sikora i Gazda stoją przed drzwiami do mieszkania tego pierwszego. Gazda nerwowo przeskakuje z nogi na nogę. Sikora próbuje trafić kluczem w otwór zamka. Raz, drugi, ręka mu drży, ale się nie poddaje. Wreszcie próba udana, drzwi otwarte. Zza drzwi na Sikorę rzuca się duży rudy pies. Sikora wywraca się, a pies liże go po twarzy.

W pokoju Joanna, żona Sikory, w koszuli nocnej siedzi przy komputerze. Sikora ucisza psa, który szaleje z radości, jakby nie widział swego pana od miesiąca. Gazda wie, że sytuacja wymaga jakiegoś wytłumaczenia.

– Brywieczór – mówi niezbyt wyraźnie. – Ja tylko za potrzebą. Joasiu, ja się tylko wy… tego… i znikam, już mnie nie ma.

Idzie do łazienki, lekko się zataczając. Joanna nie odpowiada. Z sąsiedniego pomieszczenia wychodzi zaspany chłopiec. Ma na imię Piotr, ale rodzice zwą go Pietruszka. Podchodzi do ojca i przytula się do niego. Sikora obejmuje go z miłością i zagaduje:

– Syncio mój. Dlaczego ty jeszcze nie śpisz, chłopaku, co?

– Fuj, tato… piłeś – odpowiada z wyrzutem Pietruszka.

Sikorze jest głupio, patrzy na Joannę, ta kręci głową z politowaniem, ale nie ma w tym gniewu. Sikora głaszcze chłopca po głowie.

– No, idź szybciutko do łóżka – odzywa się wreszcie Joanna. – Jutro porozmawiasz z tatą, a ja zaraz przyjdę, dobrze? – Popycha Piotrusia do pokoju, z którego wyszedł.

– No, głupio wyszło, przepraszam cię… – usprawiedliwia się Sikora.

– No, widzę – ucina ze stoickim spokojem żona.

Gazda niezgrabnie wytacza się z ubikacji i od razu rusza do wyjścia. Już jest za drzwiami, ale wraca nagle i mówi do Sikory:

– Paweł… Paweł. Sorry za to radio.

– Za jakie radio?

– Za to, no, wiesz… kazałeś, kazałeś wyciszyć.

Sikora macha ręką.

– Ale daj spokój, radio. My zawaliliśmy, a nie radio. Cześć.

Gazda wychodzi na klatkę.

Sikora patrzy przepraszająco na Joannę.

– No, daliśmy w palnik, no, daliśmy w palnik, no bo wcześniej nieźle daliśmy dupy. Po prostu. Dlatego.

Joanna nie odpowiada. Sikora zdaje się tego nie zauważać. Idzie do kuchni. Nalewa wody do szklanki i gada sam do siebie, ale tak, że Joanna wszystko słyszy:

– Od trzech lat za nimi ganiam i nic. A jego już miałem na widelcu. Już był mój. Już był mój. Zawsze mają alibi, kasę na najlepszych adwokatów. No, nienawidzę bydlaków, nienawidzę!

– Ciszej. Pietruszka nie zaśnie – prosi Joanna.

Sikora delikatnie głaszcze jej ramię i wciąż się kaja:

– No, zawaliłem, przepraszam cię.

– No, zawaliłeś, zawaliłeś. A wiesz dlaczego? Zapomniałeś o własnym dziecku.

– O dziecku?

– O Pietruszce. Miałeś mu kupić wóz strażacki. Dobranoc.

Joanna wychodzi z kuchni. Sikora, samooskarżając się, z całej siły uderza dłonią w czoło.

– Kompletnie mi wypadło…

Mira Blachowska i Kasia siedzą przy śniadaniu w jadalni. Z okien widać zielony ogród. Mira pomaga pisać dziewczynce wypracowanie. Kasia zastanawia się, gryząc końcówkę długopisu.

– Mój tata jest…

Patrzy pytająco na mamę. Mira podsuwa jej bez wahania:

– Biznesmenem.

– To znaczy? – pyta dziewczynka.

– To znaczy, że tata robi interesy.

– A jakie?

Mira nie wie, co odpowiedzieć. Wchodzi zaspany Blacha w szlafroku. Całuje żonę na dzień dobry.

– Cześć, aniołki.

Mira przygląda się mężowi. Delikatnie dotyka dłonią jego twarzy w miejscu, w którym wcześniej bolał go ząb. Pyta:

– Kawusi?

Blacha ziewa.

– Kawusi, kawusi…

Siada obok Kasi. Tarmosi córkę czule po główce. Widzi, że Kasia mozoli się nad wypracowaniem i mówi ze współczuciem:

– Czego oni znowu męczą moją najukochańszą córunię tymi głupotami. Co?

Kasia, korzystając z okazji, rezolutnie pyta:

– Tata, co to znaczy, że jesteś biznesmenem?

Blacha bierze do ręki zeszyt.

– Co ty tu masz? „Moja mama ma na imię Mira i jest bardzo ładna. Pomaga tacie prowadzić nasz dom. Tata ma na imię Jan i jest biznesmenem”.

– Co to znaczy? Tatku? – Kasia ponawia pytanie.

Mira wyręcza męża:

– To znaczy, że tata ciężko pracuje, żeby córeczce i mamusi niczego nie brakowało.

Blacha całuje córeczkę w policzek. Oddaje jej zeszyt. Mira się uśmiecha. W jej mniemaniu tak powinna zachowywać się przy śniadaniu zgodna rodzina. Blacha sięga po talerz i zaciera ręce.

– No to co? Jemy?

Ale w tym momencie dzwoni jego komórka. Blacha odbiera.

– Blachowski, słucham? – Przez chwilę słucha, po czym głośno krzyczy: – Co ty pier…

Powstrzymuje przekleństwo, bo patrzy na niego Kasia. Mira jest zaniepokojona.

– Janek! Dziecko słucha…

Blacha przecież wie o tym, dlatego nie reaguje na słowa żony, skupia się na rozmowie telefonicznej.

– Dobra. Mów po kolei… Spokojnie, powoli. Dobra, zaraz będę. Nara.

Wyłącza telefon i staje przez lustrem. Zaraz, zaraz, przecież tego dziadostwa tutaj nie było.

– Mira! Co to jest?

Żona się uśmiecha.

– Lustro, nie widzisz? Kupiłam na Kole. Podoba ci się?

Blacha nie wie, czy wielkie lustro mu się podoba czy przeciwnie, ale co do targu na Kole ma ustalone zdanie – to targ staroci.

– Na Kole? To już nie stać nas na nowe rzeczy?

Mira tłumaczy mu pobłażliwie, jak niezbyt rozgarniętemu chłopcu:

– Jasiu, mówisz jak Laura. W ogóle się nie znasz.

– Dobra, nie mam czasu teraz – mówi Blacha. – Później o tym pogadamy.

– Janek? Stało się coś?

– Nic. Skalpel się znalazł.

Skalpel z rozbitym łukiem brwiowym i siniakiem na twarzy, w podartej koszulce, siedzi na krawężniku przed Komendą Stołeczną. Podchodzi do niego umundurowany policjant idący do pracy.

– Coś się stało? Napadli pana?

Skalpel nie zastanawia się nad odpowiedzią, od razu reaguje:

– Proszę pana, nie tylko mnie napadli, ale i pobili, związali, trzymali w ciemnościach, ręce mi tak skuli w kajdanki. Ale już jest wszystko dobrze.

Policjant myśli chwilę, o co tu chodzi, kto pobił tego faceta, i nagle olśnienie – gość wyszedł z dołka. Nie ma co dalej drążyć. Masz, bratku, co sam chciałeś.

Z piskiem opon hamuje przy krawężniku mercedes Blachowskiego. Blacha wystawia głowę przez otwartą szybę. Skalpel podnosi się z chodnika, klepie zdziwionego tą bezczelnością policjanta w ramię.

– Na razie – rzuca Skalpel do gliniarza jak do kolegi. Wsiada do bryki. – No co tak długo? – pyta.

Merc rusza z wizgiem opon, a policjant kręci głową i mówi półgłosem:

– Gnoje!

Pruszków. W dość obskurnym barze Blacha i Skalpel siedzą nad półmiskami pełnymi pierogów. Skalpel zajada z furią jak człowiek, który właśnie realizuje wieloletnie marzenie o pierogach. Blacha cierpliwie czeka, aż przyjaciel nasyci pierwszy głód i opowie w końcu, dlaczego gliny zagięły na niego parol. Skalpel wyczuwa to oczekiwanie i z buzią pełną pierogów z trudem wydusza z siebie:

– Jasiek! To są jacyś posrańcy. Wpadli, drzwi wykopali, wszystko rozwalili. No, zobacz, jak mnie urządzili.

Blacha zjada kilka pierogów, ale traci apetyt. Zastanawia się, o co tym psom chodziło. Wreszcie pyta:

– Zlewa szukali? Mówiłem ci, żebyś się z tym jełopą nie zadawał. Przecież to psychopata, morderca.

– Lej na Zlewa. Oni go wcale nie szukali, oni myśleli, że my w te pierogi amfę wpieprzamy! – Skalpel aż kraśnieje z uciechy.

– Co?! Amfa w pierogach? – dziwi się Blacha. Po chwili obaj już się głośno śmieją.

Skalpel spogląda na swój pusty już talerz. A na półmisku Blachy jeszcze dużo pierogów. Dochodzi do wniosku, że to niesprawiedliwe.

– Jasiek? – zagaduje. – Psy mi całą forsę zabrały. Dokup mi pierogów.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Text copyright © by Artur Kowalewski and Piotr Pytlakowski, 2019

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2018

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Krzysztof Tropiło

Projekt i opracowanie graficzne okładki: Zbigniew Mielnik

Fotografia na okładce

© Pascal Thier / EyeEm / Getty Images Poland

Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Odwróceni, wyd. I, Poznań 2019)

ISBN 978-83-8062-701-7

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer