Wydawca: Illuminatio Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2018

Odważne dusze. Odkryj prawdziwe znaczenie życia, które zaplanowałeś przed narodzinami ebook

Robert Schwartz  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 412 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Odważne dusze. Odkryj prawdziwe znaczenie życia, które zaplanowałeś przed narodzinami - Robert Schwartz

Nowa odsłona książki Roberta Schwartza, która pomoże ci odkryć sens swego życia!

Czy wiesz, kim są odważne dusze? Czy myślisz, że mógłbyś być jedną z nich? Opowiadane tu historie na zawsze zmienią to, co myślałeś o znaczeniu doświadczeń, które cię spotykają. Spojrzysz na wszystko z drugiej strony lustra i przejrzysz się w nim tak, jak zrobili to bohaterowie książki. Niekiedy prawda może być smutna, ale jest wyzwalająca.

Odważne dusze to ludzie, którzy odkryli sens tego, co ich spotkało. Przyjęli to, co dobre i zaakceptowali to, co mogło być trudne i bolesne. Rozpocznij duchową podróż i poznaj odpowiedzi na pytania, które zadajesz od dawna: „Dlaczego tak się stało?”; „Dlaczego ja?”; „Czym sobie na to zasłużyłem?”. Prawda będzie zaskakująca.

Ty sam jesteś autorem tego, co cię spotkało. Życie to część planu, który powzięła twoja dusza na długo przed narodzinami, aby wypełnić Twoje istnienie miłością i zrozumieniem. Niech ta uzdrawiająca wiedza pomoże oczyścić twój umysł i duszę.

__

Robert Schwartz – autor bestsellerowych książek „Odważne dusze” i „Dar duszy” o planowaniu przedurodzeniowym. Udowadnia w nich, że wszystko, co spotykasz na swej drodze, nie dzieje się przypadkiem i prowadzi do uzdrowienia. Zanim zajął się pisaniem książek, długo szukał sensu życia. W 2003 roku po raz pierwszy zdecydował się na konsultację z medium. Dzięki temu zaczął odkrywać zaskakującą uniwersalną prawdę o życiu, którą dzieli się z czytelnikami na całym świecie.

Opinie o ebooku Odważne dusze. Odkryj prawdziwe znaczenie życia, które zaplanowałeś przed narodzinami - Robert Schwartz

Fragment ebooka Odważne dusze. Odkryj prawdziwe znaczenie życia, które zaplanowałeś przed narodzinami - Robert Schwartz

Dedykuję tę książkę

Jonowi Doris Jennifer Penelopie Bobowi Sharon Patrykowi Valerie

Przy każdej zmianie paradygmatu niemożliwe pokazuje nam swe nieskazitelne potwierdzenie, a to, co nie do pomyślenia, staje się normą.*

Rabin Michael BergBecoming Like God

Gdyby osłonić kaniony od burz, nigdy byśmy nie zobaczyli ich piękna.**

Dr Elisabeth Kübler-Ross

Podziękowania

Najserdeczniejsze podziękowania kieruję najpierw do wszystkich osób, które podzieliły się ze mną swoimi historiami. Bez Was ta książka nie zaistniałaby. Potrzeba zarówno odwagi, jak i wielkiej szczodrości ducha, aby swoją historią podzielić się ze światem. Wasza chęć otwartego opowiedzenia o swych najtrudniejszych przeżyciach zainspirowała mnie i jestem Wam za to ogromnie wdzięczny.

Dziękuję Deb DeBari, Glennie Dietrich, Corbie Mitleid i Staci Wells za poświęcenie temu przedsięwzięciu czasu i energii oraz uznania godnych talentów. Szczerze – brak mi słów, by wyrazić swoją wdzięczność. Ponieważ Wasze współczucie i wrażliwość dotknęły życia tak wielu osób, z którymi rozmawialiśmy, w tym mojego, praca z Wami była dla mnie zarówno radością, jak i przywilejem.

Dziękuję dalej, Marilu Wilson Peńa, za Twe wspaniałe sesje channelingu, szczodrość i gorącą zachętę. Judy Goodman dziękuję za podzielenie się ze mną wiedzą oraz za głęboki wgląd we mnie.

Dziękuję Carol Bergmann – Twoja przyjaźń, ciepło i niespotykane wsparcie znaczą dla mnie więcej niż sądzisz. Dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję za opiekę.

Podobnie dziękuję Sue Mann za wspaniałe i szczegółowe sprawdzenie tekstu przed drukiem, Jaredowi McDanielowi – za Twój talent i stworzenie okładki, a Jill Ronsley – za piękny układ graficzny tekstu; Ednie Van Baulen natomiast dziękuję za zapisywanie sesji i za wspierający entuzjazm.

Jestem pełen uznania za pomoc i uprzejmość jeszcze wielu innych osób, wśród nich dziękuję Kathlyn Daniels, Marissie Milagro, Kathy Long, członkom The Ashland Writers Group (a szczególnie Beth Hyjek za poświęcenie dodatkowego czasu oraz za Twoje pomysły); dziękuję Ellen i Dougowi Falknerom.

Na koniec dziękuję przewodnikom, aniołom, mistrzom i innym duchowym istotom, które oświetlają moją ścieżkę, i ślę Wam wyrazy wdzięczności za Waszą mądrość. Jestem wdzięczny za Waszą wiedzę i miłość. Powstanie tej książki to wyraz prawdziwego partnerstwa oraz cudowna podróż. Dziękuję, że podróżowaliście ze mną.

Prolog

25 lutego 1969 roku Christina, dwudziestoletnia asystentka biurowa pracująca na wydziale nauk politycznych kalifornijskiego Pomona College w Claremont, zeszła do piwnicy, by odebrać korespondencję swojego pracodawcy ze skrzynki pocztowej. Kiedy dotknęła jednej z paczek, wybuchł ładunek. Christina przeleciała przez pokój. Pył i sadza wypełniły powietrze i dwumetrowe odłamki drewna wbiły się niczym strzały w ścianę za nią. Płomienie eksplozji osmaliły jej twarz, oślepiając ją na pewien czas. Wybuch oderwał jej dwa palce prawej ręki i zniszczył bębenki w uszach.

Christina zaplanowała to doświadczenie jeszcze przed swoimi narodzinami.

I wie dlaczego.

Wstęp

W maju 2003 roku wiodłem żywot niespełnionego i nieusatysfakcjonowanego właściciela prywatnej firmy – żywot konsultanta ds. marketingu i komunikacji. Choć moja praca dawała mi pewne częściowe zadowolenie, nie czułem żadnej głębszej satysfakcji z jej wykonywania. Wydawało mi się nawet, że gdybym zniknął z powierzchni Ziemi, moi klienci nawet by tego nie zauważyli – po prostu wynajęliby kogoś innego na moje miejsce i już. Co jednak ważniejsze, moje życie nie było wcale żadnym wyjątkowym wyrazem mojej duszy. Jako istota duchowa, choć nie religijna, tęskniłem za wniesieniem swego własnego wkładu w świat, wkładu w postaci „wyjątkowego mnie”, choć nie miałem zielonego pojęcia, na czym ten wkład miałby polegać.

Po przebyciu typowych dróg, które bada się, by odnaleźć sens i cel, czułem się zagubiony i wszystko mi się mieszało. Wtem do głowy wpadła mi pewna inspirująca myśl: a dlaczego by nie skonsultować się z medium? Chociaż bardzo mocno wierzę w Boga, nigdy do tej pory (o ile mi wiadomo) nie doświadczyłem bezpośrednio kontaktu metafizycznego. Czułem, że nie mam nic do stracenia. Zrobiłem wywiad na temat mediów i wybrałem kogoś, z kim czułem się komfortowo.

Moja sesja z medium odbyła się 7 maja 2003 r. Pamiętam tę datę dokładnie, ponieważ właśnie tego dnia moje życie uległo zmianie. Powiedziałem medium o sobie bardzo niewiele, opisując moją sytuację bardzo ogólnikowo. Osoba ta wyjaśniła mi, że każdy z nas ma duchowych przewodników1 – istoty niefizyczne, z którymi planujemy nasze życie jeszcze przed inkarnacją2. Za jej pośrednictwem mogłem rozmawiać z moimi. Wszystko o mnie wiedzieli – i to nie tylko o tym, co już zrobiłem, ale i o tym, co myślałem i czułem. Na przykład nawiązali do pewnej specyficznej modlitwy, jaką skierowałem do Boga jakieś pięć lat wcześniej, w czasie dla mnie szczególnie trudnym modliłem się: Boże, sam nie potrafię tego zrobić. Proszę, ześlij mi pomoc. Moi przewodnicy powiedzieli mi, że dostarczono mi dodatkową niefizyczną pomoc. Wysłuchano twojej modlitwy – powiedzieli, a ja byłem zaskoczony.

Paląc się, by zrozumieć doświadczone wcześniej cierpienia, zapytałem moich przewodników, jakie są główne życiowe wyzwania, przed jakimi stałem. Wyjaśnili mi, że zaplanowałem je przed narodzeniem – nie po to, by cierpieć, ale po to, by przeżywszy je, rozwinąć się. Ta informacja mną wstrząsnęła. Świadomie nie wiedziałem nic a nic o jakimś przedurodzeniowym planowaniu, ale intuicyjnie wyczułem w ich słowach prawdę.

Moja sesja z medium stała się iskrą mojego głębokiego duchowego przebudzenia, choć wówczas nie zdawałem sobie z tego sprawy. Później dopiero było mi dane zrozumieć, że owo przebudzenie było raczej przypomnieniem sobie, kim jestem jako wieczysta dusza, a dokładniej, co, jako dusza, zaplanowałem sobie tutaj, na Ziemi, robić.

Przez kilka następnych tygodni żyłem swym zwykłym trybem życia, choć informacje od moich przewodników wciąż kołatały mi się w głowie. Właściwie to nie wiedziałem, co z nimi począć. Pewnego popołudnia zrobiłem sobie przerwę w pracy i poszedłem się przejść – i wtedy doświadczyłem czegoś jeszcze głębszego niż moja sesja z medium. Nagle poczułem przemożną, bezwarunkową miłość do każdej osoby w zasięgu wzroku! Nie mam słów, którymi by można opisać moc tej miłości, ale takiej intensywności i głębi tego uczucia nie doświadczyłem nigdy wcześniej i nie sądziłem, iż są możliwe. Do każdego – matki pchającej dziecięcy wózeczek, taksówkarza czekającego na kurs, do dziecka bawiącego się na rogu ulicy, fryzjera pracującego za szybą swojego salonu – poczułem czystą, bezgraniczną miłość.

Chociaż nigdy wcześniej nie słyszałem o takim doświadczeniu, intuicja podpowiadała mi, co się stało: byłem w stanie wzmożonej bezpośredniej łączności ze swoją duszą. W wyniku tego moja dusza mówiła do mnie: Ta miłość to właśnie to, czym jesteś. Wierzę teraz, że moja dusza obdarzyła mnie tamtym przeżyciem, aby ułatwić mi pracę, którą miałem wkrótce rozpocząć.

Moją obsesją stała się lektura książek o tematyce związanej z duchowością oraz metafizyką. Czytając je, często myślałem o planowaniu przedurodzeniowym. Przez całe swoje dotychczasowe życie postrzegałem stające przede mną wyzwania wyłącznie jako pozbawione znaczenia cierpienie, a ich występowanie jako zdarzenia przypadkowe oraz nieuzasadnione. Gdybym wiedział, że wszystko wcześniej zaplanowałem, dostrzegałbym ich celowość. Już sama ta wiedza znacznie zmniejszyłaby moje cierpienie. Wiedząc też wówczas, dlaczego je zaplanowałem, mógłbym bardziej świadomie uczyć się lekcji, jakie mi niosły. Uczucie lęku, złości, urazy, winy i użalania się nad sobą zastąpiłbym ukierunkowaniem się na swój własny rozwój. Może mógłbym być za nie nawet wdzięczny.

W tym okresie intensywnych studiów oraz wewnętrznej eksploracji poznałem kobietę, która umiała kontaktować się ze swoją duszą metodą channelingu3. Zgodziła się, abym porozmawiał z jej duszą na temat moich planów sprzed przyjścia na świat. Nie posiadałem żadnej wiedzy na temat channelingu i byłem naprawdę zaskoczony, kiedy weszła w trans i kiedy inna świadomość, wyraźnie różna od jej własnej, zaczęła przemawiać za pośrednictwem tej kobiety. Rozmawiałem z jej duszą przez piętnaście godzin w trakcie pięciu spotkań.

Rozmowy te były ekscytujące. Zweryfikowały i uzupełniły moją lekturę i studia. Dusza tej kobiety opowiedziała mi szczegółowo o swych własnych planach, podjętych przed narodzinami: przedyskutowaliśmy różne rodzaje wyzwań oraz powody wyboru niektórych z nich. Otrzymałem w ten sposób bezpośrednie, wyjątkowe potwierdzenie zjawiska, którego bardzo niewielu ludzi jest świadomych. Ponieważ przeżyty do tej pory ból sprawił, że uwrażliwiłem się na cierpienie innych oraz znacznie wzrosła moja motywacja do niesienia im ulgi, ekscytowało mnie, jaki ogromny potencjał mogłaby dać ludziom świadomość planowania przedurodzeniowego. Wiedziałem, że odkryte przeze mnie informacje mogą ulżyć w ich cierpieniach i nadać ich życiowym wyzwaniom nowego znaczenia i celu. W rezultacie postanowiłem napisać na ten temat książkę i podzielić się jego znaczeniem z innymi ludźmi.

Mój entuzjazm wobec nowo poznanych ścieżek jednak nieco przygasł z braku własnej pewności, co do tego, czy chcę pozwolić odejść temu, co stare. Choć niedające mi poczucia spełnienia to, co stare, było co najmniej wygodne, no i, oczywiście, znane. Jednakowoż, karmiłem się myślą, która mnie wówczas napędzała, a była to myśl o ważności tej pracy oraz o okazji, by w końcu wyrazić siebie samego w sposób wyjątkowy, który jednocześnie służyłby światu. Była to też pewność, co do wiedzy, jaka płynęła z mojego bezpośredniego doświadczania kontaktu z własną duszą.

Początkowo sądziłem, że pomysł na tę książkę miał swe korzenie w moim obecnym wcieleniu. Prawda jednak była taka, że po prostu pamiętałem swoje własne plany sprzed momentu przyjścia na świat. Pracując z kilkoma utalentowanymi medium oraz medium channelingowymi odkryłem, że zaplanowałem nie tylko napisanie książki na ten temat, lecz także wywiad z co najmniej jednym człowiekiem, którego opowieść pojawi się na jej kartach. W sumie odbyłem kilkadziesiąt sesji z medium oraz medium channelingowymi, podczas których mogłem rozmawiać z wieloma mądrymi duchowymi istotami na temat moich wyzwań oraz ogólnie o planowaniu przedurodzeniowym. W tej książce znajdziesz wszystko, czego się od nich dowiedziałem.

Dziś już rozumiem, dlaczego zaplanowałem sobie pewne wyzwania: chciałem odbyć podróż, jaką może odbyć większość osób, które czytają tę książkę. Ja także miewałem chwile, w których czułem się ofiarą wszechświata i winiłem innych za „całe zło”, które mi się przytrafiło. Moje wyzwania postrzegałem wówczas jako bezcelowe, puste cierpienie i wątpiłem w swą własną wartość, jeśli nie udawało mi się ich realizować w zamierzony przez siebie sposób. Jednak z moją obecną wiedzą na temat planowania przedurodzeniowego uzmysławiam sobie możliwość przyjęcia całkowicie innej perspektywy postrzegania życiowych doświadczeń. Pisząc Odważne Dusze podjąłem się zadania nauczania tego, czego sam najbardziej potrzebowałem się nauczyć.

Trzeba wiele odwagi, aby żyć według swych własnych planów podjętych jeszcze przed naszym narodzeniem. Moim pragnieniem i najgorętszym życzeniem jest, abyście rozpoznali ogrom odwagi, jaki wykazujecie w każdym momencie każdego dnia waszego życia, kiedy to każdym oddechem ponownie potwierdzacie swą decyzję oraz wybór uczenia się na samodzielnie sobie zadanych lekcjach. Rozpoznawszy to, odnajdziecie swą własną duszę.

Wprowadzenie

Badając planowanie przedurodzeniowe ważnych życiowych wyzwań, współpracowałem z czterema niezwykle uzdolnionymi mediami oraz mediami channelingowymi. Wspólnie uzyskaliśmy informacje na temat planów przedurodzeniowych mnóstwa osób, z których dziesięć opowiada swoje historie na kartkach tej książki. W niniejszym wprowadzeniu objaśnię, w jaki sposób spotkałem te osoby, jak wspólnie z mediami badaliśmy ich planowanie przedurodzeniowe oraz na czym polega channeling i działanie mediów. Rozdział 1. omawia podstawy konceptualne planowania przedurodzeniowego, czyli powody, dla których my jako dusze decydujemy się na inkarnację i przeżywanie danych wyzwań.

Poszukiwanie osób do badań

Osoby badane zgłaszały się do mnie w odpowiedzi na ogłoszenia, które zamieszczałem w grupach i na forach dyskusyjnych w internecie. W niektórych przypadkach prosiłem o zgłaszanie się ludzi przekonanych o możliwości istnienia planowania przedurodzeniowego (lub przynajmniej otwartych na nią). W innych przypadkach wyrażałem zainteresowanie spotkaniem osób, które mogłyby opowiedzieć o swoich przeżyciach w kontekście metafizycznym. Czasami zaś po prostu prosiłem o zgłaszanie się ludzi chcących omówić duchowe znaczenie trudności, jakie napotkali w życiu. Poszukiwałem różnorodności i równowagi w zakresie przeżytych doświadczeń oraz pochodzenia badanych.

Ogólnie rzecz biorąc, badani twierdzili, że kieruje nimi chęć pomocy innym ludziom dotkniętym tym samym problemem. Spośród dziesięciu osób wybranych w końcu do opisania w niniejszej książce, troje wystąpiło pod pseudonimami. Wszystkie wyraziły chęć otrzymywania odpowiedzi od czytelników. Ich dane kontaktowe znajdziesz w Dodatku A.

Ośmioro badanych zaplanowało swoje wyzwania życiowe jako doświadczenie pierwszorzędne – co znaczy, że zmierzali do niego już od początkowych stadiów planowania przedurodzeniowego i byli świadomi faktu, że może ono się wydarzyć. Jedna osoba (Doris, rozdział 2.) planowała swoje doświadczenie jako drugorzędne, to znaczy jego wystąpienie zależało od jej reakcji na doświadczenie pierwszorzędne. Inna osoba (Bob, rozdział 4.) nie wybrała swojego wyzwania życiowego w początkowym okresie planowania przedurodzeniowego, lecz stworzyła sobie nową matrycę życiową na poziomie duszy po niespodziewanym zdarzeniu przy narodzinach. Spośród wielu planów przedurodzeniowych, które przebadałem, tylko w tych przypadkach wyzwanie nie zostało zaplanowane jako doświadczenie pierwszorzędne. Dołączyłem te historie jako ważne przykłady ilustrujące świadomość potencjalnych życiowych rozdroży istniejącą u dusz oraz wykorzystywanie ich przez nie na drodze rozwoju osobistego.

W miarę lektury prawdopodobnie zadasz sobie pytanie, czy sam zaplanowałeś swoje życiowe wyzwania. Moje badania wskazują na to, że ogromna większość życiowych wyzwań jest faktycznie wybierana. Ogólnie rzecz ujmując, im wyzwanie jest poważniejsze, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zostało ono wybrane przed narodzinami. Jeżeli konkretne wyzwanie jest dla ciebie na tyle ważne, byś zastanawiał się, czy je zaplanowałeś, prawdopodobnie właśnie tak było. Jeden ważny wyjątek to doświadczenia, przed którymi ostrzega nas nasza intuicja. Wyzwania nieplanowane mogą wystąpić, jeżeli ignorujemy podpowiedzi intuicji, a zatem musimy nasze wewnętrzne „sygnały alarmowe” zawsze brać pod uwagę i przestrzegać ich.

Nie jest jednak moim zamiarem sugerowanie, że wszelkie wyzwania życiowe zostały zaplanowane w postaci możliwości lub prawdopodobieństw. Kiedy inkarnujemy, posiadamy wolną wolę i posługujemy się tą wolą, aby tworzyć wyzwania, które nie stanowiły części naszego planu przedurodzeniowego. Pojęciem kluczowym jest tu tworzenie. Uważam, że jesteśmy twórcami wszystkiego, czego doświadczamy, a nieplanowane wyzwania pojawiają się, kiedy przyciągamy je do nas, ponieważ potrzebna nam jest wiedza, która może się z nich narodzić. (W takich przypadkach intuicja nie odwiodłaby nas od nauki, której potrzebujemy.) Nasz wzrost bierze się z doświadczeń samych w sobie, bez względu na to, czy zostały one zaplanowane. Tym samym niniejsza książka będzie najbardziej pomocna, jeśli skupisz się na tym, dlaczego mogłeś zaplanować konkretne wyzwanie życiowe, a nie na tym, czy to zrobiłeś.

Historie o planowaniu przedurodzeniowym innych osób pomogą ci zrozumieć, dlaczego dana rzecz się wydarzyła. W nich być może odnajdziesz echa swojego własnego planowania. Radzę, abyś nie poprzestał na przeczytaniu jedynie tych historii, które opowiadają o wyzwaniach, z którymi zmagasz się sam lub twoi bliscy, nawet jeśli jesteście w sytuacji kryzysowej. Wyzwania z pozoru bardzo różne od siebie mogą być zaplanowane w celu udzielenia takiej samej życiowej lekcji lub umożliwienia rozwoju w tym samym kierunku. Możesz odnaleźć motywacje swojej własnej duszy w historii osoby, która – przynajmniej powierzchownie – wcale nie przypomina twojej.

Historie

Każdą historię rozpoczyna wywiad z daną osobą, w którym skupiam się na konkretnym wyzwaniu życiowym. Należy te wywiady przeczytać z uwagą. Często zawierają szczegóły, które z początku wydawały się nie mieć związku z danym wyzwaniem, lecz w czasie sesji z medium okazały się być niezbędne dla pełnego ich zrozumienia. Nie przytaczam jednostkowych historii w całości, zatem może w nich brakować odniesień do pewnych okresów życia danej osoby.

Aby książka była jak najbardziej pomocna czytelnikom, skupiłem się na często pojawiających się wyzwaniach życiowych i uporządkowałem rozdziały według typu wyzwania. Pod pewnymi względami historie nakładały się na siebie i te opisane wcześniej dostarczą ci podstawowych informacji na temat metafizyki, która pomoże ci pełniej docenić kolejne. Zachęcam zatem do czytania ich po kolei.

Spośród wielu mediów oraz mediów channelingowych, z którymi pracowałem, czwórka opisana na kartkach tej książki – Deb DeBari, Glenna Dietrich, Corbie Mitleid i Staci Wells – to, moim zdaniem, jedne z najbardziej uzdolnionych. Każda z nich przeprowadziła w czasie swojej kariery tysiące odczytów. Ich dane kontaktowe podane zostały w Dodatku B. Ze wszystkimi odbyłem osobiste sesje i były one niezmiernie dokładne, co do informacji o moim życiu, których media nie mogły znać bez posiadania autentycznych umiejętności parapsychicznych, innych u każdej osoby. Jak wyjaśniła mi to Corbie, media i media channelingowe są niczym profesorowie na uniwersytecie: każdy posiada konkretną specjalność. Na uczelnianej imprezie nie zadamy profesorowi biologii pytania z dziedziny socjologii ani nie poprosimy anglisty o rozwiązanie równania matematycznego. Uszanujemy ich specjalizację i to, co każdy z nich reprezentuje.

Po każdym wywiadzie następuje jedna lub więcej sesji z mediami. Powiedziałem badanym, że chciałbym rozpocząć je, zadając medium pytanie „Czy to wyzwanie zostało zaplanowane przed narodzinami i jeśli tak, to dlaczego?”. Zgodzili się ze mną, że to rozsądny punkt wyjścia. Dalsze pytania wynikały z odpowiedzi na to pierwsze. W niektórych przypadkach pozwalali, abym to ja zadawał większość lub wszystkie pytania w czasie sesji.

Ogólnie rzecz biorąc, kiedy medium Staci Wells nie przeprowadzała wprowadzającego odczytu, prosiłem ją i jej duchowego przewodnika, aby dokonali dodatkowego. Odczyt spełniał trzy ważne funkcje. Po pierwsze, potwierdzał planowaną naturę danego wyzwania życiowego. Po drugie, dostarczał dodatkowych informacji o samym planowaniu. Po trzecie, ponieważ Staci ma rzadki dar wizualizowania i słuchania naszych sesji przedurodzeniowych, wszystkie jej odczyty – wprowadzające i dodatkowe – zawierały autentyczne rozmowy odbyte w ich trakcie. Te dialogi dostarczają niesamowitego wglądu w wymiar pozafizyczny, dzięki któremu wniknęliśmy w sekrety nadziei, uczuć i motywacji dusz. Jak się przekonasz, rozmowy te skupiały się wyłącznie na planowaniu życiowych wyzwań – nie dlatego że dusze nie planują innych aspektów swojego życia, lecz dlatego że Staci i ja poprosiliśmy jej przewodnika, aby dostarczył nam jedynie najbardziej adekwatne fragmenty rozmowy. Badani byli obecni przy wstępnych odczytach, lecz nie przy dodatkowych, choć dodatkowe zawsze odbywały się za zgodą osoby badanej. Przed każdym odczytem podawałem Staci nazwisko i datę urodzenia osoby, które potrzebne były jej duchowemu przewodnikowi do uzyskania informacji na jej temat.

W czasie sesji planowania przedurodzeniowego słyszanych przez Staci dusze przemawiają w pierwszej osobie. Jednak w dwóch przekazach przeprowadzonych nie przez Staci dusza odnosi się do siebie jako do „nas”. Przewodnik duchowy Staci wyjaśnia, że dusze mówiące o sobie „ja” skupiają się na pojedynczym życiu właśnie planowanym, natomiast dusze określające się jako „my” koncentrują się na swoich licznych przeszłych wcieleniach.

Po każdej z przytoczonych sesji z medium każdą historię podsumowuje mój komentarz. W komentarzach opieram się na moich badaniach planowania przedurodzeniowego i związanej z nimi metafizyce, w tym na wielu rozmowach, które odbyłem z bezcielesnymi istotami, jak przewodnicy i anioły, w celu rozwinięcia treści zawartych w danej sesji.

Zarówno wywiady, jak i odczyty z udziałem medium, zostały przeredagowane w celu uporządkowania ich, poprawiono stylistykę, by uczynić je czytelniejszymi.

Media i media channelingowe

Media i media channelingowe otrzymują informacje w bardzo różny sposób. Jeśli są jasnosłyszące, słyszą myśli istot bezcielesnych. (Używam określenia Duch w odniesieniu do takich istot, natomiast określenia duch do całej domeny pozacielesnej). Kiedy medium lub medium channelingowe „dostraja się” do świadomości bezcielesnej, przypomina to niejako poruszanie pokrętłem odbiornika radiowego. Każda stacja posiada swoją częstotliwość – podobnie każda istota, z którą rozmawia medium. W takich sytuacjach ma miejsce autentyczna komunikacja telepatyczna. Jeżeli medium lub medium channelingowe jest jasnoczujące, posiada zdolność do odczuwania emocji innych. Jasnowidzenie jest zdolnością wizualizowania rzeczy odległych, które wydarzyły się w przeszłości lub dopiero się wydarzą. Jasnowidzenie mentalne to wewnętrzna wiedza, często w formie uczucia. Media channelingowe wprawione są w „usuwaniu się”, tak aby inna świadomość mogła przemawiać bezpośrednio przez nie. Deb, Glenna, Corbie i Staci posiadają mieszankę tych wszystkich zdolności, co pozwoliło uzyskać wartościowe informacje o planowaniu przedurodzeniowym badanych osób.

Niektóre słowa w ustach mediów czy mediów channelingowych mają szczególne znaczenie. Kiedy mówią „otrzymuję”, „wyczuwam” lub „czuję”, mogą właśnie odbierać informacje dzięki któremuś ze swoich darów parapsychicznych. Ludzie często mówią „czuję”, wyrażając swoją opinię. Media i media channelingowe jednak używają tego słowa, aby wyrazić, co odbierają w sposób ponadzmysłowy.

Media oraz media channelingowe porozumiewają się z różnymi rodzajami bytów, w tym z przewodnikami duchowymi. Przewodnik duchowy jest to wysoko rozwinięta istota niefizyczna, która w większości przypadków (choć nie w każdym) przeszła przez wiele wcieleń fizycznych. Poprzez owe wcielenia przewodnicy zgromadzili wielką wiedzę, która pozwala im obecnie pełnić taką właśnie funkcję dla nas, żyjących w świecie fizycznym. Przewodnicy duchowi rozmawiają z nami w taki sam sposób jak nasze dusze: poprzez inspirację, uczucia, pojęcia i intuicję. Jeżeli mamy „wewnętrzne” przeczucie lub kiedy „po prostu wiemy”, jak się sprawy mają, często jest to przekaz od przewodników albo od naszych dusz (określanych także jako „wyższa jaźń”). Za przykład może posłużyć osoba decydująca się nie wsiadać do samolotu, ponieważ ma „złe przeczucie”, że coś się wydarzy i w ten sposób unika śmiertelnego wypadku. Przewodnicy duchowi są bardzo świadomi naszych planów życiowych i bez względu na to, czy biorą pod uwagę katastrofy samolotów, mogą powodować u nas takie przeczucia. Mówi się, że Duch szepcze do nas; medytacja to potężne narzędzie wyciszania umysłu tak, abyśmy mogli usłyszeć te wiadomości. Osoby zaawansowane w medytacji są zdolne do usłyszenia przypływu bezcielesnej energii do ciała, co opisuje się jako odgłos podobny do wiatru.

Plany dusz

Przed narodzinami prowadzimy głębokie rozmowy z naszymi przewodnikami duchowymi i innymi duszami, z którymi będziemy dzielić nasze wcielenie. Omawiamy lekcje, których mamy nadzieję nauczyć się oraz sposoby, w jakie je opanujemy. Kiedy Staci dostraja się do tych rozmów i miejsc, gdzie się odbywają, widzi pewne cechy wspólne: pokój, w którym inkarnujące dusze gromadzą się, by porozmawiać; mniejszy sąsiedni pokój, z którego przewodnicy monitorują planowanie i skąd wychodzą poproszeni o radę; czarno-białą „szachownicę” lub „schemat blokowy”, na którym wyznacza się scenariusze przyszłego życia. Kwadraty na szachownicy to stadia rozwoju jednostki.

Kiedy po raz pierwszy zaczęliśmy pracę ze Staci, założyłem błędnie, że te obrazy to metafory umieszczane w jej umyśle przez jej przewodnika duchowego w celu wyobrażenia procesów wykraczających poza ludzkie pojmowanie, lecz jej przewodnik później powiedział mi, że te rzeczy istnieją naprawdę. Wyjaśnił, że w świecie pozacielesnym myśl jest twórcza w dosłownym sensie. Wszyscy zainteresowani zgadzają się, co do tego, że planowanie przedurodzeniowe przeprowadzane jest w pewnym miejscu i wykorzystuje się do niego pewne narzędzia, takie jak szachownica. Ta ogólna zgoda, wyrażana w myśli, wytwarza przedmioty i miejsca, które widzi Staci.

Podczas jednej sesji Staci dostarczyła nam następujące informacje na temat miejsca, gdzie dusze odbywają planowanie przedurodzeniowe:

W tym konkretnym budynku jest osiem pięter i osiem pokojów planowania na każdym piętrze. [Duch] mówi mi, że jest tak, ponieważ osiem to liczba karmy i przeznaczenia. Ósma wibracja została zaplanowana dla tego budynku dlatego, aby mogła jak najlepiej służyć swemu celowi.

Budynek ten jest jednym z ośmiu, ułożonych w kręgu jak płatki kwiatu. Budynki są prostokątne. Każdy ma osiem pięter i osiem pokojów planowania na każdym piętrze. Mówią mi, że istnieje dwanaście takich grup budynków po drugiej stronie i w większości używa się ich do planowania życia na Ziemi. Mówią, że wiele dusz woli wracać do tego samego budynku, na to samo piętro i, jeśli to możliwe, do tego samego pokoju. Daje im to poczucie komfortu i stabilności i z tego miejsca lepiej mogą dostrzec swoją ewolucję w każdym wcieleniu oraz w czasie pomiędzy wcieleniami.

Kiedy przewodnik duchowy Staci przekazuje jej rozmowy z planowania przedurodzeniowego, czerpie z Kronik Akaszy, choć sam woli określenie „Księga Żywotów”. Jest to kompletny zapis wszystkich doświadczeń, działań, słów i myśli. Kiedy medium dostarcza klientowi informacje o jego przeszłych życiach, często sięga do Kronik Akaszy. Wielki jasnowidz amerykański Edgar Cayce używał tychże kronik w czasie tysięcy dokonywanych przez siebie odczytów.

Media spotykające się i rozmawiające z istotami duchowymi często opisują je jako albo męskie, albo żeńskie, choć dusze tak naprawdę stanowią mieszankę energii żeńskich i męskich. Jeśli Deb widzi czyjąś ukochaną „umarłą” osobę taką, jaką była za fizycznego życia, jest tak, dlatego że jej świadomość tak chciała. Kiedy Staci widzi duszę męską lub żeńską w czasie sesji planowania przedurodzeniowego, jest tak, ponieważ dusza ta tworzy – jakby przymierza – energię zbliżającego się wcielenia (które Staci i jej przewodnik określają jako „powłokę osobowości”). To samo dzieje się, kiedy przewodnik duchowy pojawia się w postaci męskiej lub żeńskiej. Przewodnicy posiadają energie zarówno męskie, jak i żeńskie, lecz mogą identyfikować się silniej z jedną lub z drugą, a tym samym wybierać taką właśnie formę.

W czasie sesji planowania byty bezcielesne używają wyraźnie współczesnych określeń. Po jednej z sesji ze Staci zapytałem ją, czy jej przewodnik użył określenia „samoocena”, czy był to tylko najbliższy odpowiednik w jej umyśle tego, co jej przekazał. Potwierdził, że użył tego terminu. Czasami przewodnicy duchowi i inne byty bezcielesne rozmawiały z nami, używając naszych własnych nawyków gramatycznych. Przewodnik Staci powiedział mi: Nie zawsze rozmawiamy w sposób, który uznalibyście za poprawny gramatycznie.

Królestwo ducha, gdzie planujemy swoje wcielenia i gdzie powracamy, kiedy się dopełnią, jest dla nas dostępne dzięki mediom i mediom channelingowym. Podobnie jak przewodnicy duchowi w ludzkiej postaci są oni pełnymi współczucia, wrażliwymi i przenikliwymi przewodnikami na drugą stronę.

Rozdział 1.

Planowanie przedurodzeniowe

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Rozdział 2.

Choroby ciała

AIDS jest jedną z chorób, których współczesny świat lęka się najbardziej. Gdy piszę te słowa, wirusem HIV zarażonych jest ponad milion Amerykanów, a zakażonych nim lub chorujących na AIDS jest na całym świecie ponad czterdzieści milionów. Codziennie na AIDS umiera blisko osiem tysięcy ludzi. Leczenie zbiera straszne fizyczne i emocjonalne żniwo, a stygmat choroby komplikuje i obciąża relacje z opiekunami i bliskimi. Czy to możliwe, by niektóre dusze pragnęły doświadczyć takiego właśnie życia?

Kiedy zdecydowałem się pisać książkę o planowaniu przedurodzeniowym, od razu wiedziałem, że jednym z życiowych wyzwań, któremu chcę się bliżej przyjrzeć, jest choroba ciała. Biorąc pod uwagę, że właściwie każdy człowiek mierzy się z problemami zdrowotnymi, wadze tego tematu nie dało się zaprzeczyć. Chciałem dowiedzieć się, czy dusze dokonują wyboru doświadczania choroby przed inkarnacją. Szczególnie jedno pytanie mnie nurtowało: czy dusze planują konkretną chorobę, a jeśli tak jest, to dlaczego?

Historia Jona Elmore'a

Jon dokładnie pamięta dzień, kiedy jego życie uległo zmianie: 23 stycznia 1997 r. Tego dnia stwierdzono u niego AIDS. „Nadano mi numer identyfikacyjny” – zwierzył się mi. Zastanawiałem się, jak to jest cierpieć na chorobę, która jest dla społeczeństwa na tyle wstydliwa, że pacjent otrzymuje numer identyfikacyjny. Później dopiero dowiedziałem się, że to właśnie wstyd był tematem przewodnim w życiu Jona.

Jon urodził się w Livingston, w stanie Alabama, dwuipółtysięcznym mieście, w roku 1956, w czasie społecznych zamieszek i rasowej nietolerancji na południu USA. Jako dziecko białych Jon oglądał relacje z marszów w Selmie, gdzie przeciwko pragnącym głosować Afroamerykanom użyto węży pożarniczych i owczarków niemieckich.

Jako młody mężczyzna Jon poinformował ojca o swojej orientacji seksualnej, pokazując mu artykuł w „Dear Abby”7, w której to Abby gratulowała jakiemuś mężczyźnie jego oświeconej postawy w stosunku do orientacji seksualnej swego dziecka.

– Co ty chcesz mi przez to powiedzieć – zapytał Jona ojciec.

– No… próbuję ci powiedzieć, że jestem gejem.

Ojciec się rozpłakał.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że nazywasz się Jon Elmor i że ród skończy się na tobie? Zabiorę cię za rzekę. Może poznasz kobietę i spędzisz miło czas.

Matce Jon spróbował przekazać tę wiadomość w inny sposób. Jedna z sieci telewizyjnych reklamowała wówczas specjalny program z wiadomościami i odcinek pokazujący rozmowę z homoseksualistą (Jest młody. Odnosi sukcesy. I jest gejem! Porozmawiamy z nim i jego rodzicami.) Jon poprosił matkę, by przypomniała mu o obejrzeniu tego programu.

Podczas gdy Jon oglądał telewizję, leżąc wygodnie na kanapie, matka siedziała nieco dalej, przy stole kuchennym.

– Robiła to, co zawsze, by dać upust nagromadzonemu stresowi – układała pasjansa – wspomina Jon. – Co cztery sekundy słyszałem dźwięk kładzionej karty. Kładła jedną kartę i wtedy słyszałem ten dźwięk. Plask. PLASK. Coraz głośniej – mówi ze śmiechem.

Wyobraziłem sobie wiszące w powietrzu napięcie i wyraz skoncentrowania na twarzy jego matki, gdy tak próbowała skupić się na kartach.

– Miałem nadzieję, że podejdzie do mnie i usiądzie przy mnie, ale na próżno – Jon stwierdził ze smutkiem.

W szkole koledzy Jona, którzy zdawali sobie sprawę z jego orientacji, ubliżali mu. Nazywali go „pedałem” i pomiatali nim. Pewnego razu jeden z nauczycieli wziął go na bok i powiedział:

– Jon, jesteś mężczyzną. Dlaczego nie zachowujesz się jak mężczyzna?

Jon powiedział mi, że klimat religijny, w którym dorastał, również nie popierał jego seksualności.

– W jakiej religii się wychowywałeś – zapytałem.

– U metodystów.

– Jak Kościół metodystów postrzega homoseksualizm?

– To grzech przeciw Bogu.

– A jakiego wyznania była większość mieszkańców w Livingston?

– Byli baptystami.

– A jak Kościół baptystów postrzega homoseksualizm?

– Będziesz się za to smażył w piekle – zaśmiał się Jon. – Baptyści są na ścieżce wojennej.

– Jon, to, co mnie uderza – powiedziałem – to fakt, że w twoim życiu prywatnym obecny był wstyd; począwszy od szkoły, rodziny, po religię oraz to, że wybrałeś odrodzenie się w miejscu, gdzie publicznie zawstydzana była pewna cała ludzka rasa.

Moje badanie jasno pokazało, że dusze wybierały sobie rodziców oraz czas i miejsce narodzin.

– Wstyd istniał w życiu prywatnym i publicznym – dodałem.

– U mnie nigdy nie zniknął. Pojawiłem się w rodzinie ogarniętej wstydem, w miejscu, gdzie się panoszył. W epoce wstydu.

Jon powiedział mi też, że często zawstydzały go ostre słowa więcej niż jednego intymnego partnera. Chociaż wówczas tego jeszcze nie wiedziałem, ten aspekt przeszłości Jona miał nabrać dużo większego znaczenia, gdy później uzyskaliśmy informację od Ducha o przedurodzeniowych planach Jona.

AIDS jest częścią tej układanki wstydu, której Jon był świadkiem na Południu i doświadczył osobiście. Kiedy usłyszał swoją diagnozę, poczuł – jak sam ponuro mówi – „że dostał to, na co zasługiwał”. Mimo poczucia, że zasługuje na to, co dostał, i tak czuł się oszołomiony.

– Wsiadłem do mojego wozu. Pamiętam, jak jechałem i przyglądałem się ludziom zajętym swoimi sprawami. Nigdy się tego nie widzi, ale ja widziałem tych ludzi. Wydawało się, jakby poruszali się w warstwie melasy. Przechodzili przez ulicę, wchodzili do aptek i sklepów spożywczych, rozmawiali idąc chodnikiem. Mijałem budynki straży pożarnej. Strażacy zajmowali się sprzętem pożarniczym. Miałem zamknięte okna. Zacząłem krzyczeć: Co! Nie wiecie, że cały świat właśnie się zmienił? Dla mnie wtedy świat zmienił się naprawdę.

Nadszedł moment, gdy Jon był krytycznie chory. W szpitalu był bliski śmierci.

– Widzę to jak przez mgłę – powiedział. – Ale pamiętam, jak leżałem na sali. Było ciemno. Otaczał mnie tłum ludzi. Wyglądało, jakbym uczestniczył w jakimś wielkim przyjęciu. Nie było hałasu ani rozmów, ale czułem, że otaczają mnie ludzie, którzy nie należeli do mojego świata. Czułem, że mogę się do nich przyłączyć, jeśli tylko zechcę. Dokładnie pamiętam, że wybrałem pozostać w swoim świecie. To była taka wewnętrzna decyzja. Coś w rodzaju: „Chcę tutaj zostać”.

Jon wybrał życie. Nie tyle jego fizyczną kontynuację, ale nowy rodzaj życia.

– Po tym, jak otrzesz się o Anioła Śmierci, zaczynasz bardziej doceniać miejsce, w którym się znalazłeś – dodał Jon. – Ja przestałem się wstydzić. Naprawdę. Odkryłem, że choć bardzo zbliżyłem się do śmierci, nie chciałem umierać.

– Jon – dopytywałem się. – Ale w jaki sposób konkretnie AIDS i taka bliskość momentu śmierci pomogły ci pozbyć się wstydu?

– A czy coś innego mogłoby mnie bardziej zawstydzić? – odpowiedział. – Najlepszym sposobem wyleczenia się z lęków jest pocałować je w nos, a same znikną. Będąc o krok od śmierci, zdałem sobie sprawę z tego, że Oni, przez duże „O”, nie mają już nade mną władzy. Wszyscy wiemy, że Oni istnieją. Sąsiedzi i nauczyciele oraz wszyscy ci ludzie, którzy od czasu do czasu wychodzą z domowych kątów i coś tam do mnie paplają. Oni już dla mnie nie istnieją. Wszystko, czego pragnę, to żyć oraz żyć w prawdzie – dodał.

– Co chciałbyś powiedzieć osobie, która doświadcza wstydu, Jon?

– Słowa, które mnie zawstydziły, pozostawiły na mym życiu niezatarte ślady. A cóż można zrobić z tym, co jest trwałe i niewzruszone? Można na tym budować.

Sesja Jona z Glenną Dietrich

Glenna Dietrich wchodzi w trans jako medium channelingowe, a świadomość innej osoby przemawia przez nią. Niektóre media są w pełni świadome każdego słowa wypowiadanego przez przywołany byt; inne nie bardzo zdają sobie sprawę z tego, o czym się mówi, bo nie przypominają sobie konkretnych słów. Glenna zupełnie nie pamięta takich rozmów. Po naszych sesjach była ciekawa, jak przebiegły i czego dotyczyły. Będąc osobą bardzo troskliwą, zawsze chciała wiedzieć, czy rozmowy na coś się przydały.

Wszystko staje się jasne, gdy Glenna zaczyna łączyć się z głosem. Jej głos nieco mięknie; intonacja, ton oraz dykcja wyraźnie się zmieniają. Czasami, tak jak podczas sesji z Jonem, więcej niż jedna bezcielesna istota jest obecna i przez nią przemawia.

– Przybyło nas troje na spotkanie z wami, podobnie jak was jest troje – zaczęła mówić przywołana istota. – Nie należymy do świata materialnego, ale duchowego – który wy uznajecie za świat ukryty za zasłoną. Dwoje z nas nigdy nie należało do świata ludzi, tak jak wy dziś. Należymy do świata aniołów. Pozostaniemy dla was bezimienni, ponieważ naszych imion nie da się wypowiedzieć waszą mową. Pojawiamy się tylko w waszych umysłach jako kolory w niewyraźnych kształtach, bardziej wyczuwane niż faktycznie istniejące.

Zdziwił mnie fakt, że rozmawiamy z aniołami. Przy pomocy Glenny odchyliliśmy zasłonę i dotknęliśmy niefizycznego świata. W głosie anioła można było wyczuć pewną słodycz, która działała kojąco. Jego powitalne słowa przypomniały mi, że postacie duchowe często komunikują się z nami przez doznania, a media często widzą kolory – zarówno barwy aury istot niefizycznych, jak i cielesnych.

Zwyczajowo bezcielesne istoty nie używały imion podczas takich sesji. Każdy byt, czy to fizyczny, czy niefizyczny, jest energią. Termin pole energetyczne8 oznacza, że każdą świadomość wyróżnia jej unikalna energia. Anioły były w stanie rozpoznać Jona, Glennę oraz mnie, jak i siebie nawzajem, poprzez charakter tej energii.

– Jedno z nas odradzało się wiele razy – kontynuował anioł. – I ten byt będzie się teraz z wami bezpośrednio komunikował.

– Tak, przybywałem do waszego świata 867 razy – powiedział drugi anioł. – Tyle właśnie razy przybierałem postać ludzką. Ileś razy wybrałem też istnienie w innej, niż ludzka, postaci. Teraz jestem jednym z twoich [Jona] przewodników, podczas twoich kolejnych inkarnacji. Wiele razy inkarnowaliśmy wcześniej razem. Byliśmy siostrami, matką i córką, wrogami, którzy zabijali siebie, oraz najlepszymi przyjaciółmi. Każdego razu wspólnie decydowaliśmy, gdzie się spotkamy i w jakich okolicznościach przekażemy sobie pewne możliwości, pozwalające nam na kolejne kroki wspaniałego rozwoju. Jesteśmy tym, co wy na Ziemi nazywacie pokrewnymi duszami. Dwie dusze o podobnej wibracji – częstotliwości o tym samym kolorze i brzmieniu. Chcę ci powiedzieć, że jestem dumny i cieszę się z postępu, jaki zrobiłeś w obecnym wcieleniu. Wiele udowodniłeś oraz wiele energii uwolniłeś. A ja byłem tuż obok ciebie. W pewnych momentach szedłem przed tobą, dodając zachęty, gdy pogrążałeś się w mroku. Tak, moja energia jest ci bliska. Chcę, byś pamiętał, mój drogi, o pięknie swojej duszy, o niezwykłym świetle, które może wnikać do twego serca. Trudno jest stać się tym promieniującym światłem, gdy wszyscy wokół pragną tylko ciemności. Ale to ona jest prawdziwym uzdrowicielem, prawdziwym mędrcem, który żyje pomiędzy nieprzebudzonymi. Działaj zgodnie z tym, co mówi ci serce, i bądź odważny.

Do mnie zaś anioł zwrócił się tak:

– Słyszeliśmy twoje pytania, ale chcemy, byś zadawał je nam po kolei.

– Dziękuję – zacząłem. – Chcę zapytać, czy Jon zaplanował przed urodzeniem zachorowanie na AIDS w obecnym życiu, a jeśli tak, to dlaczego?

Przed sesją Jon i ja zgodziliśmy się, że zaczniemy sesję właśnie od głównego pytania. Nie mogliśmy się doczekać odpowiedzi.

– Tak, oczywiście – odpowiedział anioł. – W tym [niefizycznym] świecie nie ma niskich energii, które by hamowały rozwój czy uniemożliwiały planowanie przyszłości. Okresy pomiędzy [wcieleniami] są po to, by dusza mogła ocenić i zaplanować następny krok, wybrać poziom lub płaszczyznę. Odpowiedź na to pytanie to tak. Tak naprawdę to, co przedyskutowaliśmy, było uwolnieniem genetycznego rodzica i systemu wierzeń z grupy duchowej, której Jon czuje się członkiem. (Jak się wkrótce przekonamy, anioł nawiązywał do przeszłości kogoś z grupy Jona. Osobowość odrodzona w tamtym życiu podjęła pewne kroki w oparciu o lęk. Spowodowały one całkowitą utratę pamięci co do pochodzenia dusz – czyli coś, czego żadna dusza w grupie Jona nigdy wcześniej nie doświadczyła.) Rzeczywiście, wszyscy członkowie tej grupy dusz zgodzili się, żeby Jon przyjął na siebie główny ciężar zadania i aby niezależnie od tak zwanych dekoncentrujących uwagę czynności oraz spraw tworzonych z iluzji zaczął jaśnieć tak, by stać się światłem, by dostrzec oraz zrozumieć prawdę o sobie samym.

–Te [dusze], które wcielają się razem, aby sobie nawzajem pomagać, kreują swoje osobowości i własny obraz Jona w sposób, powodujący trudności, jakie przyjdzie mu pokonać, pomagają mu dostrzec prawdę. (W dodatkowej wizji Staci Wells dla Jona anioł opowiedział o członkach jego grupy dusz, którzy przed jego narodzinami zgodzili się zawstydzać go w życiu, ponieważ miało to być częścią jego życiowych wyzwań.) To przypomina wyścig z przeszkodami. Im częściej napotykasz przeszkodę, tym łatwiej jest ci ją omijać, pełzać pod nią lub przeskoczyć, aż w końcu staje się to twoją drugą naturą. Kiedy Jon przestanie widzieć siebie jako osobę mniej ważną, mniej kochającą, mniej cudowną i świętą od innych, przeszkody znikną.

Tymi słowami anioł opisał nam główny cel życiowych wyzwań i pokazał, jak nasze myśli i uczucia kreują rzeczywistość. Wyzwania odzwierciedlają uczucia, jakie żywimy sami do siebie. W tym sensie są darami. Mądrość pozwala nam rozpoznać je takimi, jakimi są naprawdę.

– Rzeczywiście – wyjaśnił dalej anioł. – Ciało służy do tego, by tę świadomość wydobyć, by skierować światło tam, gdzie potrzebne jest uzdrowienie. A ponieważ uzdrowienie to ma wielki wpływ na jego duchową rodzinę i ten [niefizyczny] świat, to przejawia się w sposób niezwykle intensywny i pełen mocy po to, by wszyscy mogli skorzystać z odnalezionych prawd. Jeśli pojawiłaby się kolejna przeszkoda, zwycięstwo nie byłoby już tak wielkie.

Otrzymaliśmy potwierdzenie, że Jon w szczególny sposób zaplanował dla siebie doświadczenie z AIDS – nie tyle po to, by samemu się czegoś nauczyć, ale po to, by cała jego duchowa grupa doświadczyła rozwoju. Jak potwierdziły sesje z innymi rozmówcami, rozwój, jaki osiągamy na Ziemi, gwarantuje wzrost duchowy zarówno naszych indywidualnych dusz, jak i wspomaga każdą duszę-członkinię grupy, do której należymy.

– Czy możesz uściślić – zapytałem – jak AIDS pomaga Jonowi w rozwoju?

– Istnieje tu potrzeba zobaczenia siebie takim, jakim się jest naprawdę – odpowiedział anioł. – Oraz wiary we własną prawdę i tożsamość. To ma związek z wiarą, że zasługujemy na miłość, na miłość bezwarunkową. Jak twierdzi zaangażowana w to przeżycie grupa dusz, miłość uwarunkowana musi być doświadczona w szczególny sposób, czyli poprzez konformizm i tradycję. Brak konformizmu u Jona każe grupie wycofać swą miłość. W ten sposób formuje się wyobrażenie Jona o sobie samym, że nie zasługuje na miłość bezwarunkową, ale zasługuje na miłość, gdy zachowa się w określony sposób, gdy spełni oczekiwania innych i zasłuży na ich akceptację. Pojawia się niepewność, a osobowość małego dziecka zaczyna się rozpadać. Zachorowanie na AIDS jest wyrazem rozdźwięku pomiędzy pragnieniem miłości bezwarunkowej a wiarą, że się na nią nie zasługuje9. Dlatego następuje udane uleczenie, czyli moment, gdy dusza Jona przebija się swym światłem, a osobowość Jona dostrzega je i wierzy, że tym właśnie światłem jest…, że Jon jest Światłem.

Anioł pięknie ujął sedno rozwoju duchowego na Ziemi: miłość własna rozwija się wtedy, gdy przestajemy myśleć o sobie jak o kimś, kto ma ograniczoną i wadliwą osobowość, a zamiast tego pamiętamy, że jesteśmy istotami doskonałymi. By rozpoznać to wewnętrzne światło, musimy zmienić nasze wzorce myślowe, a co za tym idzie, naszą kondycję fizyczną.

– A jak dusza Jona zaplanowała moment rozbłysku tego światła? Skąd wiedziała, że to się stanie – zapytałem.

– Wszystkie wcielenia w waszym świecie – odpowiedział anioł – następują po to, by dusza mogła przekroczyć podstawowe poziomy ciemności. Istnieje wibracja nienawiści, wibracja oddzielenia się od Boga, wibracja braku akceptacji, lęku – wszystkie istnieją jako ukryte poziomy częstotliwości, które moglibyśmy porównać do dźwięku. Mają one wpływ na ludzkie ciało, ale wpływ ten jest nieświadomy, niewidzialny i niemierzalny. Będąc w tym świecie wierzycie, że to wy jesteście lękiem, nienawiścią lub brakiem akceptacji. Dlatego jesteście w stanie popełniać morderstwa, znieważać i wykorzystywać drugiego człowieka. Dlatego też działacie na niskich częstotliwościach. Kiedy dusza wstępuje w ciało, traci jasność sytuacji, a jako człowiek zaczyna wierzyć, że jest tylko ciałem. Zapomina, że nadal jest duszą. To jednak jest częścią jej planu: żeby zapomnieć o własnej boskości i przypomnieć sobie o prawdzie, trzeba przejść przez wiele prób, które zrodzą wielką siłę, ustalą przekonania oraz podniosą poziom jej wibracji.

(Jon powie później o tej uwadze: „To jest dokładnie ten rodzaj siły, którego szukałem. Poczyniłem zauważalne kroki, by dotrzeć do istoty, o której wiem, że jest we mnie. Choroba AIDS spowodowała, że wiem, iż moje ciało się boi, ale wiem też, że moja dusza, moja natura i świadomość nie znają strachu”.)

– Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie – spytał mnie anioł.

– Tak – odpowiedziałem, choć ciągle starałem się zrozumieć, skąd dusza Jona mogła wiedzieć lub dlaczego czuła, że życiowy plan Jona zagwarantuje mu rozwój w tym kierunku. – Czy w życiu Jona zaplanowane były jakieś specjalne wydarzenia, które pozwoliły jego duszy na oświecenie i akceptację przez jego osobowość?

– Wiele zdarzeń zasianych [przez jego duszę] i doświadczonych przez Jona, a które on sam może sobie przypomnieć, synchronizowało oraz angażowało się w proces budzenia świadomości nastąpienia tego oświecenia – odpowiedział anioł. – To proces stopniowy. Ludzkie ciało wibruje na bardzo niskich częstotliwościach. Objawienie prawdy następuje na częstotliwościach wyższych. Ciało nie jest w stanie ich przyjąć w zbyt szybkim tempie. Dlatego ludzie pozwalają sobie tylko zerkać na wyższe częstotliwości i w ten sposób przystosowują ciało do stopniowego wzrostu, pozwalającego komórkom gromadzić światło i sukcesywnie tworzyć wyższe częstotliwości.

Anioł pomagał mi zrozumieć, jak choroba fizyczna może stymulować duchowe uzdrowienie. Mimo to zastanawiałem się nadal, do czego takie uzdrawianie może być w ogóle potrzebne.

– Wstyd, który Jon próbuje uleczyć, oraz jego przekonanie, że nie zasługuje na bezwarunkową miłość. Skąd one pochodzą? Jak powstały – zapytałem.

– W linii krwi grupy dusz Jona ta wiara i to przekonanie powstały w osobowości, która należała do pewnej zorganizowanej grupy religijnej. Był to hierarcha religijny. Jego osobowość została wcześniej celowo nasycona brakiem równowagi, ale przejawiając się w ludzkim ciele stała się przyczyną lęków i choroby umysłowej. Działając pod wpływem tamtych lęków przodek zakodował te przekonania nie tylko w swym ciele, ale także w ciałach swych potomków.

Podczas innych sesji dowiedziałem się, że działanie na planie fizycznym konkretyzuje emocję i czyni ją częścią głębi naszego jestestwa. Z tej przyczyny kolejne wcielenia są często zaprojektowane w celach terapeutycznych. Schorzenie fizyczne ma na celu uleczyć wcielenie stworzone na płaszczyźnie fizycznej.

– To był świadomy skok w ciemność – mówił dalej anioł. – W wibrację tak powolną, że nikt z tej grupy dusz nie doświadczył jej nigdy wcześniej. W tym eksperymencie genetycznie, czyli poprzez DNA, przekazany został ów kod [energii lęku]. Objął on pozostałe wcielenia dusz tej grupy, które przyjmując go, uwierzyły w jego użyteczność w osiąganiu niższych częstotliwości.

Anioł nawiązał do pragnienia dusz, aby doświadczać kontrastu w celu osiągnięcia głębszego samopoznania:

– Im większa odległość od prawdy o własnym istnieniu, tym bardziej życie staje się mroczniejsze i obniża się jego wibracja. Kiedy grupa dusz wędruje przez wcielenia, niosąc tę ciemną i ciężką energię, energia ta się rozjaśnia. [Grupa dusz] zdaje sobie na nowo sprawę z istnienia światła i prawdy. Jej świadomość się stabilizuje. Uczestniczące w danej grupie istoty, gdy już opuszczą koło reinkarnacji10 i przeniosą się w inne światy, zabiorą ze sobą wiedzę o swym świetlistym pochodzeniu. Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie?

– Tak, dziękuję – odpowiedziałem. – Wygląda na to, że dusze w grupie duchowej Jona poprosiły go, a on się zgodził zachorować na AIDS, a one odrodziły się wokół, by go oceniać i odrzucać, zamiast dawać bezwarunkową miłość. Dobrze to rozumiem?

– Dobrze – odpowiedział anioł. – Plan wydaje się ryzykowny, ponieważ Jon może przyjąć przekonania otoczenia i dojść do wniosku, że faktycznie nie zasługuje na bezwarunkową miłość. Tak. To działo się w wielu jego wcieleniach. To część zdrowienia jego duszy.

– Czy grupa duchowa będzie korzystać z tego planu tak długo, aż dojdzie do takiego wcielenia, gdzie osobowość odkryje, iż jest warta miłości bezwarunkowej?

– Tak.

I w ten oto sposób doszliśmy do ponadczasowego tematu ludzkiego cierpienia. Nie chciałem, by anioł czuł się sprowokowany moim kolejnym pytaniem, ale cierpienie w moim życiu było czasem tak ogromne, że musiałem zrozumieć potrzebę jego przeżywania. W jakiś sposób moja chęć zrozumienia tejże potrzeby nakłoniła mnie do zorganizowania tej sesji.

– Dlaczego należy tak to robić – zapytałem. – Dlaczego nie zaprojektować dla siebie życia pełnego bezwarunkowej miłości? Czy tak nie byłoby nam łatwiej odkryć, że na nią zasługujemy?

– Równowagę zdobywa się doświadczając zarówno światła, jak i ciemności – odpowiedział anioł. – Wszyscy, którzy odradzają się w waszym świecie, doświadczają w różnych swych wcieleniach bycia światłem i ciemnością. Ktoś może wybrać bycie osobą, która wyniszczy całą ludzkość; ktoś inny wybierze molestowanie dzieci, ale wszystkie te wybory stworzą kolejny poziom nauki i wiedzy. To świat, w którym naprawdę istnieje biegunowość dobra i zła. Znalezienie równowagi pomiędzy światłem i ciemnością, dobrym i złym, wydobywa cię z tego świata, oddala cię od poczucia dualności i tworzy w tobie wiarę we Wszystko Co Jest – mówił anioł o boskiej naturze i jedności wszystkiego, co istnieje we wszechświecie.

– Czy to znaczy, że grupa dusz, do której należy Jon, leczy wstyd zarówno w trakcie inkarnacji przyjemnych i pełnych miłości, jak i podczas takich, które niosą większe wyzwania jak np. choroba AIDS?

– Tak właśnie jest – odpowiedział anioł, a ja poczułem ulgę, gdy usłyszałem o równowadze w procesie życiowego planowania.

– Wspomniałeś wcześniej o niskiej częstotliwości – powiedział Jon, zadając swoje pierwsze pytanie. – Jak można podnieść tę częstotliwość?

– Powiem to tak, Jon, że najwyższą wibracją we Wszechświecie jest wibracja miłości, zatem cała tajemnica leży w umiejętności zachowania jej częstotliwości tak długo, jak tylko to możliwe.

– Co powiedziałbyś komuś choremu na AIDS – zapytałem – kto próbuje znaleźć jakieś głębsze duchowe znaczenie swego stanu?

– Miej serce szeroko otwarte – powiedział miękko anioł. – Idź tylko za tym, co pochodzi z serca, a wtedy na wszystkich poziomach pojawi się wiele uzdrowień, które wykraczają poza rozum.

Jeszcze wiele razy podczas innych sesji usłyszeć miałem podobne słowa od Ducha. Kiedy zamykamy serce, blokujemy energie, a głównie energię miłości, które mogłyby nas uleczyć. Z tego powodu emocjonalna zatwardziałość serca prowadzi do jego fizycznej zatwardziałości.

– Dlaczego w grupie duchowej Jona – zapytałem – to on właśnie zachorował na AIDS?

– Bo nadeszła jego kolej – powiedział nam anioł.

– Po prostu nadeszła jego kolej?

– Tak.

– Co jeszcze jest ważne dla zrozumienia doświadczenia AIDS?

– To plaga waszych czasów – odpowiedział anioł. – Plaga, która wskazuje na istniejący w nim wzorzec nienawiści do siebie samego – punkt kulminacyjny wielowiekowego odchodzenia całych pokoleń od Ducha, od Światła i wiary w siebie jako istotę cielesną oraz odwrócenia się od Ducha, od Wszystkiego Co Jest.

– Czy można więc powiedzieć, że AIDS uzdrawia ludzkość?

– Tak, można tak powiedzieć – powiedział anioł.

* * *

Chociaż sesja Jona nie była pierwszą, w jakiej uczestniczyłem, i już wcześniej słyszałem, jak Duch potwierdza, że rozmówcy uczestniczący w sesji wybrali i zaplanowali swoje własne życiowe wyzwania, zadziwiło mnie to, co usłyszeliśmy. Jon wybrał AIDS – a my dowiedzieliśmy się dlaczego. Zastanawiałem się, ilu ludzi cierpiących na AIDS lub inne choroby postrzega swoje schorzenie jako karę od Boga lub wszechświata i widzi w nim tylko bezsensowne cierpienie. Rozmowa z aniołami wyjaśniła mi, że doświadczenie Jona, choć bolesne, ma bardzo głębokie znaczenie. Znaczeniem tym jest moc przemiany.

Jon opisał sesję jako przeżycie, które otworzyło mu oczy.

– Zdałem sobie sprawę, że jest we mnie więcej dobra niż sam przed sobą się przyznawałem. Teraz mam większe poczucie sensu życia niż lata temu.

Dodał też, że jego dusza prowokuje zmiany w osobowości w ten sam sposób, w jaki krawiec zmienia szyty właśnie garnitur:

– Ślady kredy znikają, a strój nabiera właściwych kształtów. Dusza jest najczystszą formą mnie.

Wizja Staci Wells dla Jona

Chociaż nazywam ją medium, Staci Wells, podobnie jak Glenna, ma zdolność bycia kanałem informacji. Czasami przemawia przez nią jej duchowy przewodnik, a ona zachowuje tylko pewną część świadomości tych wiadomości. Innym razem jej świadomość pozostaje na czele, a Staci powtarza to, co mówi jej przewodnik, lub opisuje obrazy albo doznania.

Jak wspomniałem we wstępie, Staci ma nieprawdopodobną umiejętność widzenia i słyszenia treści sesji planowania przedurodzeniowego. Dzięki niej często czułem, jak przenoszę się do innego świata i niemal dotykam dusz tam obecnych. Bycie świadkiem tych rozmów jest prawdziwym darem od Ducha. Staci i ja, a także ci, którzy czytają te słowa, mają możliwość wglądu w inny wymiar oraz uczestniczenia w intensywnie osobistym procesie. Dusze omawiały swoje najbardziej intymne nadzieje na własny rozwój, a czasami otwarcie przyznawały się do rozczarowania przeszłością. Przewodnik Staci nie mógł przekazać nam tej informacji bez pozwolenia uzyskanego od dusz zaangażowanych w omawiany proces. Dziękuję im za otwartość na uczynienie nas częścią tak intymnego doświadczenia.

Z czasem stało się jasne, że duchowy przewodnik Staci jest bardzo zaangażowany. To dla mnie zaszczyt móc z nim współpracować. Jako że ukazuje się on Staci w męskiej formie, używam męskich zaimków, gdy o nim piszę.

– Widzę przedurodzeniową rozmowę Jona z jego ojcem – zaczęła Staci. – Właśnie padają słowa wskazujące na wielką miłość. Widzę ich jako dusze, ale podobne do form cielesnych, jakie przybrali w obecnym życiu. Jego ojciec mówi mu, jak bardzo go kocha. Wiadomo już, że Jon zdecydował o swoim homoseksualizmie. Rozmawiają o doświadczeniu jakiejś strasznej choroby, która może prowadzić do śmierci. Już podjęto decyzje w sprawach, o których rozmawiają.

Chociaż już wcześniej pracowałem ze Staci, ponownie doznałem zdziwienia, gdy słowo po słowie powtarzała rozmowę:

Ojciec Jona: Nie, nie zawstydzę cię.

Jon: Ależ ja muszę tego [zawstydzających słów] doświadczyć. Muszę je usłyszeć od ciebie, by móc odnaleźć siebie. Wstyd wzmocni moją wolę i da mi odwagę, której potrzebuję, by zmierzyć się z moim przeznaczeniem.

Ojciec Jona: Dobrze więc, zgadzam się to zrobić, bo cię kocham. [Matka Jona stoi obok jego ojca. Ojciec wyciąga rękę i przygarnia ją]. Zgadzamy się ciebie wspierać.

Matka Jona: Zgadzam się kochać cię i opiekować się tobą, i szanować przez całe życie. Może się zdarzyć, że cię odtrącę. Będzie to dla mnie bardzo trudne; jakkolwiek, przyjmę to wyzwanie – dla ciebie.

– Poprzednie wcielenia [Jona] zawierają motywy prób stawania się emocjonalnie i finansowo niezależnym – mówiła Staci. – Przeżył on cztery kolejne życia w biedzie; jedno z nich w kraju Trzeciego Świata. W ustawicznym dążeniu, by stawić czoło wyzwaniu, by stać się kimś silnym i niosącym wsparcie, zawarł z rodzicami i innymi osobami układ – stworzenie relacji, w której miał być upokarzany psychicznie, aby móc odnaleźć w sobie moc i stworzyć swój własny charakter.

Staci właśnie opisała życiowy plan uczenia się przez przeciwieństwa. W tym planie, jeszcze przed urodzeniem, osoba wybiera doświadczyć braku tego, czego pragnie najbardziej, by to zrozumieć i docenić. Komentując później interpretację Staci, Jon powiedział mi:

– Wierzę, że wybrałem zupełne przeciwieństwo życia, jakiego naprawdę pragnę [teraz jako osobowość], po to, aby poznać, czym jest okazywanie innym współczucia.

Powiedział, że przez długi okres życia myślał, iż cierpienie było karą za to, że w poprzednich wcieleniach był okrutny wobec ludzi. Teraz wie, że to nie o to chodziło.

– Widzę jeszcze coś – powiedziała Staci. – Na to wcielenie Jon wybiera czas, który pozwoli mu doświadczyć rewolucji świadomości i rewolucji seksualnej. Chciał żyć w takim okresie, by jako członek swojego pokolenia doświadczyć ich obu. W poprzednich wcieleniach Jon nie potrafił odpowiednio korzystać z samokontroli w związkach uczuciowych i rodzinnych. Nadal pracuje nad tym swoim w obecnym życiu. Zaplanował zarazić się wirusem HIV od kogoś, z kim nie powinien był się zadawać, oraz poprzez ryzykowne zachowania; oba fakty mówią o braku dyscypliny wewnętrznej.

Jon później powiedział mi, że Staci miała rację, co do celu i że samokontrola oraz dyscyplina wewnętrzna są mu dość obce.

– Widzę, jak w sesji planowania przedurodzeniowego uczestniczy ktoś, kto będzie jednym z jego szkolnych nauczycieli – powiedziała Staci. – Uważa się za artystę. Jako nauczycielka Jona w jego obecnym wcieleniu pracowała nad wzmocnieniem agresywnych cech swojego charakteru, aby zrównoważyć artystyczny temperament. Rozwijała w sobie energię męską i pozwalała sobie na jej wyrażanie. Cokolwiek mu powiedziała [aby go zawstydzić], przechodzić miało przez jej własny filtr. Była wymarzoną osobą do zawarcia umowy. Jon znał ją z poprzednich wcieleń – bardzo dawno temu; z wcieleń, które miały miejsce w III bądź IV w. n.e.

Słowa Staci przypomniały mi, że dusza dąży do równowagi we wszystkim, w tym także do równowagi w wyrażeniu męskiej bądź żeńskiej energii. Niektórzy ludzie, z którymi rozmawiałem, mieli w poprzednich wcieleniach trudności w wyrażaniu męskiej lub żeńskiej energii. Planowali kolejne życia, by ćwiczyć tę umiejętność.

– Czy miały miejsce jeszcze rozmowy z innymi ludźmi, którzy zawstydzaliby Jona – zapytałem Staci.

– Otrzymuję informację, że koledzy z klasy Jona nie byli jego bratnimi duszami, to jest nie byli tymi, którzy mieliby zawrzeć z nim umowę na poziomie duchowym – odpowiedziała, powtarzając słowa przewodnika. – Działali jednak pod kierownictwem swoich przewodników, którzy dokonywali interpretacji [sytuacji] i pracowali w porozumieniu z Jonem. Przewodnicy podsuwali im wyrażenia i słowa, jakich należało użyć. Zapytałam, czy zawsze tak się działo, i usłyszałam w odpowiedzi: „Tak, zawsze, i prawdopodobnie nigdy tego nie pamiętali”.

Zdziwiła mnie ta informacja. Nie słyszałem jeszcze, żeby przewodnicy duchowi wpływali na ludzkie słowa. Mimo to, zgadzała się ona z wnioskami z innych sesji, w których dowiedziałem się, że nasi przewodnicy z uwagą pracują nad tym, by mieć pewność, iż doświadczamy tego, co zaplanowaliśmy przed urodzeniem, nawet jeśli doświadczenia te są bolesne. Choć z perspektywy osobowości koncepcja ta jest zapewne nieprzyjemna i trudna do zrozumienia, to nabiera ona zupełnie innego znaczenia, gdy rozpatrywana jest z punktu widzenia duszy. Jako dusze wiemy, że życie to sztuka, jaką gramy na ziemskiej scenie11 i że możemy doświadczać bólu, gdy jeden aktor rani drugiego słowami z jej scenariusza.

Zastanawiałem się, kto jeszcze w życiu Jona mógł zgodzić się, by go zawstydzać.

– A co z jego bliskimi partnerami – zapytałem.

Staci przerwała na chwilę dostrajanie się do kolejnej części sesji planowania przedurodzeniowego, którą miała być rozmowa pomiędzy Jonem a mężczyzną, który był kiedyś jego intymnym partnerem.

Mężczyzna: Nie chcę tego zrobić. Nie chcę cię tak traktować.

Jon: Ale ja tego chcę. Chcę, by zostały wypowiedziane pewne słowa. Chcę doświadczyć konkretnej postawy, która mnie zmotywuje. Chcę tego.

– Jon chce unieść się ponad te stwierdzenia, ponieważ mówią one o tym, czym sądził, że był w poprzednich wcieleniach – wyjaśniła Staci.

Jon: Tak bardzo cię kocham, że wybaczę ci. Nie zachowam tego w sercu, gdy powrócę z tamtego świata. Nie będę cię obwiniał i nie pojawi się nowa karma, która by wymagała od nas, byśmy stworzyli kolejny związek w następnym wcieleniu, w którym miałbym pracować nad wybaczeniem.

Mężczyzna: Twierdzić to i mieć takie nastawienie jest dziecinadą. [Przerywa, zastanawiając się nad prośbą Jona.] Zgodzę się na to, o co prosisz, ale musi istnieć między nami miłość. Musimy jej doświadczyć.

Jon powiedział mi potem: „I tak właśnie było – pokochaliśmy się”.

– Widzę, jak zmieniają się ludzie – kontynuowała Staci. – Ten mężczyzna odwraca się, by porozmawiać z innymi. Jestem świadkiem jego zgody na zakażenie się wirusem HIV. Rozmawia z grupą dusz, które zachorują podobnie. Mówią, że oprócz lekcji indywidualnych, jakie daje im to doświadczenie, zgadzają się na nie, by dawać starszym konkretną lekcję tolerancji i bezwarunkowej miłości. To wykracza poza sprawy osobiste i obejmuje sprawy większe – dotyczące tej konkretnej grupy dusz. Widzę, jak ten mężczyzna odwraca się do Jona.

Mężczyzna: Tu nie chodzi tylko o korzyści wynikające z zarażenia się chorobą. Chodzi o coś znacznie większego. Możemy uczyć starszych, szanować ich i dać im szansę na nowe doświadczenia, na naukę i rozwój.

Jon: Zgadzam się, ale ja potrzebuję tego doświadczenia jako części mojego oporu przeciwko zmianom i nauce korzystania z własnej inteligencji oraz mądrych i romantycznych zachowań.

Zdałem sobie sprawę z ogromu spraw, jakich podjęła się grupa duchowa Jona. Pracowali dla dobra ogółu. Zamierzali służyć ludzkości poprzez zwiększenie wibracji tolerancji na świecie. Brali na siebie ciężar społecznych osądów, aby ci, którzy osądzali, mogli zamiast owych sądów wybrać wyrażanie siebie i wiedzę o sobie uzyskaną z perspektywy miłości bezwarunkowej.

Staci i jej przewodnik dostarczyli nam jasnej odpowiedzi, dlaczego dusza planuje przed urodzeniem zarażenie się AIDS, ale co z tymi, którzy chorują na AIDS nie zaprojektowawszy tego wcześniej? Jaką rolę, jeśli w ogóle jakąś, gra dusza w takich przypadkach?

– Miałam przyjaciela, który zmarł na AIDS. Nie przyszedł na świat z takim planem – odpowiedziała Staci. – Ale takiego wyboru dokonał później.

– Czy wybór zapadł na poziomie duszy czy osobowości – zapytałem.

– Na poziomie duszy. Ale wybór miał miejsce wtedy, gdy osoba ta była już we wcieleniu ludzkim.

– Więc to dusza chciała wycofać swą energię z tej inkarnacji?

– Tak.

– Dlaczego?

– Ów przyjaciel od chwili narodzin nie czuł się kochany. Nie chciał popełniać samobójstwa w sensie fizycznego pozbawienia się życia. Chciał odejść tak, by zasłużyć na miłość i uwagę podczas choroby. Wyższa forma jego jestestwa [dusza] zgodziła się zrobić to, co czuła jego osobowość – wypełniona wielkim smutkiem, brakiem wybaczenia i wyrzutami sumienia. To była najprostsza droga, którą jego dusza mogła wydostać się z tego życia.

– W jaki sposób dusza podpowiada osobowości, by zachorować na AIDS – zapytałem.

– Już wcześniej miały miejsce zachowania, które tworzyły taką okazję, a niosło ją wielu partnerów – odpowiedziała Staci.

Ciągle nie mogłem zrozumieć, jak to się mogło stać.

– Ale wygląda na to, że dusza miała kontrolę nad osobowością i jej decyzją, czy zarazić się AIDS. Jak niby dusza mogła to kontrolować?

– Nocą, kiedy śpimy, wiele się dzieje na poziomie duchowym. To była decyzja, która się pojawiła, gdy on spał.

– Innymi słowy, osobowość wchodzi nocą w ciało świetliste, spotyka duszę i godzi się na zdarzenie, które pozwoli jej zarazić się AIDS, gdy już przebudzi się ze snu?

Termin ciało świetliste12 służy do opisu naszego wyglądu, kiedy przybieramy postać duchową. Jest to opis dosłowny: nasze świetliste ciała stworzone są ze światła.

– Tak – powiedziała.

– Staci, poza tym, co przedyskutowaliśmy z Jonem, jakie są główne powody, dla których dusze planują doświadczać tak wielkich chorób w swoim życiu?

Nagle sposób, w jaki mówiła Staci, stał się bardziej rozważny. Po raz pierwszy w czasie tej sesji przekazywała w sposób dosłowny słowa przewodnika duchowego. Działo się tak, jakby wiedział, że zbliżamy się do końca interpretacji i chciał zaoferować swoje własne uwagi końcowe.

– Jest ich wiele [powodów], w tym bezinteresowność i egoizm – powiedział. – Straszne i poważne choroby przydają się do przeprowadzenia zmian w sobie i swym systemie przekonań, wartości oraz sądów. Czasami jest to forma równoważenia karmy.

– Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy są chorzy lub opiekują się chorym oraz próbują zrozumieć głębsze, duchowe znaczenie choroby – spytałem.

– Należy mieć wiele miłości. Przypominam również twoim czytelnikom, że choć bycie chorym, a także opiekowanie się chorym zdaje się być wielkim obciążeniem, to są one krokami ku czemuś nowemu, szczeblami w drabinie rozwoju.

* * *

Jon stworzył wspaniały plan życiowy. Jak wszystkie dusze, mógł wybrać miejsce i czas swojej inkarnacji. Wybrał miejsce oraz czas w historii, w którym wstyd całego społeczeństwa odzwierciedlał istnienie wstydu w jego własnym sercu. Poprzez wybór południowej części USA w czasach szalejącej tam nietolerancji rasowej, Jon zaprojektował życie, które przyniesie mu narodziny głębokiego zrozumienia, a za tym głębokiego uzdrowienia wstydu.

Wstyd otaczający Jona odzwierciedlał też wstyd, jaki pojawiał się w jego prywatnych związkach. Bardziej ambitnych okoliczności Jon nie mógł już sobie zaplanować. Wybrał małe miasteczko, w którym nie było mowy o zachowaniu anonimowości. Wymagało to od niego ukrywania swojej orientacji seksualnej. Otoczył się wyznawcami religii, która nie akceptowała jego prawdziwej natury. Wybrał spośród członków swej grupy dusz rodziców, którzy aktywnie i z wielką mocą go osądzali. Do tych wyzwań dodał prawdopodobnie najbardziej wstydliwą chorobę naszych czasów: AIDS. Jon nie namalował obrazu swego życia kojącymi pastelami. Z odwagą wybrał same odważne, żywe, a nawet jaskrawe kolory do stworzenia obrazu dramatycznego, który jednak przywrócił mu pamięć o pięknie jego duszy.

Rodzice Jona są nie mniej piękni niż on. Niechętnie, ale jednak grali role, o które prosił i które zapisał w scenariuszu, a zmotywowała ich ku temu czysta miłość. Ta sama miłość doprowadziła byłego bliskiego partnera Jona do przyjęcia równie trudnej roli. Przyjął ją pod warunkiem, że tak on, jak i Jon, doświadczą miłości. Dusze nietolerancyjnego ojca Jona, jego oceniającej matki oraz zawstydzającego partnera są miłością. To dlatego ich rozmowy z Jonem w trakcie sesji planowania koncentrują się na miłości jako celu i przeżyciu. Kiedy Jon w końcu zjednoczy się z nimi duchowo, podziękuje im za role, które odegrali.

Duch jest miłością. Wszechświat jest miłością. My jesteśmy miłością. Kiedy spoglądamy poza naszą osobowość, w głąb naszej wiecznej duszy, przypominamy sobie, kim naprawdę jesteśmy. Tymczasowa utrata tej tożsamości oraz jej ponowne odkrycie, a także kontrast pomiędzy jej brakiem a odzyskaniem daje duszy głębszą wiedzę o sobie i możliwość głębszego uznania dla siebie. Dusza nie jest w stanie osiągnąć ani zrozumieć takiego jaskrawego kontrastu bez fizycznej inkarnacji. Dla osobowości ponowne odkrycie siebie jako miłości skutkuje uzdrowieniem fizycznym i emocjonalnym, które Jon zaczął rozumieć.

Cała grupa dusz odnosi korzyść z takiego doświadczenia. Po zakończeniu obecnego życia Jon powróci do niej z ogromną wiedzą na temat uczucia wstydu, a szczególnie tego, jak owo uczucie kontrastuje z wielkością duszy. Jon podzieli się swoją mądrością ze wszystkimi członkami grupy. Mądrość ta stanie się ich udziałem i razem będą się wznosić po spirali ewolucji. Cierpienie Jona na Ziemi jest przelotne, ale zdobytą w nim mądrość posiądzie wraz ze swoją duchową grupą już na zawsze.

Wybaczenie sobie jest sprawdzianem w procesie uzdrowienia Jona w obecnym życiu. Musi wybaczyć innym ich nietolerancję, ale jeszcze większe wyzwanie niesie wybaczenie sobie samemu wiary w to, co inni mu oraz o nim mówili. Kiedy Jon dowiedział się, że jest nosicielem wirusa HIV, poczuł, że zasłużył na tę chorobę. Tak wielki był wstyd, który odczuwał. Dopiero ocierając się o śmierć zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo chce żyć i że na to życie zasługuje. Przed tym doświadczeniem Jon oddalił się bardzo daleko od poczucia własnej wartości. Kontrast pomiędzy ciemnością a życiem, do którego powrócił, odświeżył mu pamięć. Jon przestał określać się surowymi słowami swego ojca, kolegów szkolnych czy oceną z ust nauczycieli, ani też nie zawstydzał sam siebie zachowaniem w stylu jego byłych kochanków. AIDS przestał być jego definicją. Uzdrawiająca podróż jest podróżą do pamięci. Jon przebudził się z konfliktu z życiem pozafizycznym dzięki wewnętrznej intuicyjnej pamięci o swej nieograniczonej wartości. Odważnie mierząc się z ciemnością, jesteśmy w stanie zrozumieć i w pełni docenić światło.

Wiele z tej ciemności, której doświadczamy na poziomie fizycznym, wynika z naszej wiary w odrębność. Wierzymy, że jesteśmy bytami odrębnymi i oddalonymi od innych istot oraz od Ducha. Wierzymy, jak powiedział anioł, że ludzie to ciała fizyczne. Siła przekonywania, jaką dysponuje ta iluzja, jest jednak w naszych fizycznych wcieleniach koniecznością i pozwala nam na przeżywanie cennych lekcji w drodze duchowego rozwoju. Gdybyśmy nie odczuwali oddzielenia, iluzji brakłoby mocy, by być naszym nauczycielem, a nam brakłoby motywacji do bycia jej uczniami.

Poprzez doświadczenie z AIDS, Jon daje nam wszystkim szansę na wydobycie na światło dzienne naszego prawdziwego ja. To, co dostajemy od osób, które nas najboleśniej osądzają, jest darem. Alkoholik, narkoman, chory na AIDS – każdy z nich daje ci szansę, by wyjść ponad osądy własnego ego, zacząć dawać wyraz tolerancji i współczucia. Jon i pozostali członkowie jego grupy dusz zaplanowali życiowe wyzwanie w postaci AIDS po części po to, by uczyć społeczeństwo boskich cnót. Zamiast potępiać, możemy dziękować innym, że są naszymi nauczycielami. Do świadczenie AIDS lub wszelkich innych życiowych trudności w celu uczenia innych jest gestem bezinteresowności. W niektórych przypadkach ta bezinteresowność może zrównoważyć egoizm wyniesiony z poprzednich wcieleń. We wszystkich przypadkach jest jednak tym samym wyrazem miłości.

Wyrażanie miłości, gdy – zgodnie z naszym planem – nasza prawdziwa natura jest przed nami ukryta, jest głównym zadaniem w życiu. Napotykamy na nie i budzimy się z zadanej sobie samemu amnezji, gdy tylko zdamy sobie sprawę, że dana osobowość jest naszym tymczasowym przebraniem. Jon to przebranie zdjął, by odkryć nieskończoną miłość, czyli ukrytą pod nim swą wieczną duszę.

Doświadczenie Doris, dramatyczna choroba, jaką jest rak piersi, ma podobny charakter. Chociaż choroba ta różni się od omawianej poprzednio, jej geneza i rola w rozwoju osobistym już nie różnią się wcale. Jak to zostanie omówione w dalszej części książki, rak Doris rozwinął się z jej myśli i uczuć wobec siebie samej, podobnie jak choroba Jona powstała z jego uczuć i przekonań. W ten właśnie sposób choroba ciała ujawniła te aspekty ich samych, które wymagały uzdrowienia.

Kiedy spisuję historię Doris, minęło zaledwie kilka dni od momentu, gdy moja bliska przyjaciółka powiedziała mi, że też choruje na raka piersi. Wiadomość powaliła mnie z nóg: moja przyjaciółka, jak sądziłem do tej pory, była okazem zdrowia. Chociaż rokowania są dobre, obecnie źle znosi chemioterapię. Nagle moje pragnienie zrozumienia, dlaczego takie rzeczy się zdarzają, stało się większe niż kiedykolwiek. Czy odkryję coś, cokolwiek, co pomoże mojej przyjaciółce i innym w podobnych okolicznościach? Dlaczego zarówno ona, jak i Doris, doświadczają takiego wyzwania? Dlaczego zarówno Doris, jak i Jon, wybrali przed urodzeniem doświadczanie strasznej choroby? Jeśli faktycznie sami wybrali, to dlaczego właśnie tak? Czy przedurodzeniowe planowanie Doris wyjaśni, dlaczego pojawił się u niej rak lub dlaczego, w jego rezultacie, Doris może się rozwinąć duchowo?

Historia Doris

– Potrafiła dotykać cię delikatnie, a potem, jak grom z nieba, uderzyć cię tak mocno, jakby chciała złamać ci kark – tak Doris opisała swoją matkę-alkoholiczkę.

Decydujący incydent z matką miał miejsce, gdy Doris miała 16 lat. Niedoświadczona i ciekawa Doris z przyjaciółkami kupiła paczkę prezerwatyw. Zabrały je do sypialni Doris, tam je oglądały i bawiły się nimi, a w końcu zostawiły paczkę w biurku Doris i zapomniały o niej.

Kilka dni później Doris wróciła ze szkoły do domu i odkryła, że jej pijana matka jest w jej pokoju.

– Wyrzuciła wszystkie ubrania z mojej szafy – powiedziała Doris. – Pięć z sześciu szuflad leżało na podłodze. Stała nad nimi w dramatycznej pozie z ręką opartą o ostatnią szufladę. Wyrzuciła i tę szufladę, złamała ją, a później wzięła paczkę prezerwatyw do ręki i zapytała: Co to jest, ty dziwko?!