Wydawca: AGORA SA Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 306 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Odważna - Rose McGowan

NAZYWAM SIĘ Rose McGowan I JESTEM Odważna.
TY TEŻ MOŻESZ BYĆ

Jako dziecko uciekła z sekty Dzieci Boga. Trafiła jednak do innej, bardziej niebezpiecznej: do Hollywood. Kariera McGowan zaczęła się jak w bajce: na czerwone dywany fabryki snów, jako nowy symbol seksu, trafiła wprost z ulicy. Wtedy bajka zmieniła się w koszmar. Jako początkująca aktorka Rose została zgwałcona przez wpływowego producenta filmowego Harvey’a Weinsteina. Publiczne wyjawienie prawdy zajęło jej 20 lat. „Hollywood działa jak mafia, jeśli chodzi o ochronę swoich ludzi” – tłumaczy wieloletnie milczenie. Rose jest jedną z pierwszych kobiet, które zdecydowały się oskarżyć Weinsteina o gwałt, kolejne to m.in. Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Heather Graham, Kate Beckinsale i Lea Seydoux.

„Ta książka jest także o mnie. Boleśnie i bardzo dosłownie. Ale nawet jeśli nigdy w życiu nie miałaś/eś nieszczęścia wpaść w łapy wybitnie inteligentnego drapieżnika z najwyższych sfer, ta książka jest też o Tobie. «Odważna» to opowieść o zwyciężaniu. Rose, moja siostro, dziękuję” – Paulina Młynarska

Opinie o ebooku Odważna - Rose McGowan

Fragment ebooka Odważna - Rose McGowan

Tytuł oryginału:BRAVE. Rose McGowan

Redakcja: Aneta Borowiec

Korekta: Łukasz Ochnik

Opracowanie graficzne: Beata Kamińska

Zdjęcie na okładce: © Josef Jasso Photography

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

Copyright © 2018 by Rose McGowan. All rights reserved.

Printed in the United States of America

© copyright for polish edition by Agora SA 2018

© copyright for polish translation by Krzysztof Kurek

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

ISBN: 978-83-268-2177-6 (epub), 978-83-268-2178-3 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Niektóre z imion w tej książce zmieniono w celu ochrony prywatności osób.

DEDYKOWANE WSZYSTKIM OCALAŁYM

WSTĘP OD REDAKCJI
SEKS PO HOLLYWOODZKU

Bomba wybuchła 5 października 2017 roku, gdy „New York Times” napisał, że Harvey Weinstein od blisko trzydziestu lat molestuje seksualnie kobiety. Weinstein to jedna z najpotężniejszych osób w Hollywood, producent filmów Quentina Tarantino, m.in. Pulp Fiction, ale też m.in. Zakochanego Szekspira, Angielskiego pacjenta, Buntownika z wyboru, Chicago, Jak zostać królem, Artysty czy Poradnika pozytywnego myślenia. Podczas ceremonii rozdania Oscarów dziękowano mu częściej niż Bogu – nic dziwnego, produkowane lub dystrybuowane przez niego filmy zdobyły aż 81 statuetek. Ofiarami Weinsteina padło wiele kobiet – pracownice jego firmy oraz aktorki, artykuł wymieniał m.in. Ashley Judd i Rose McGowan, autorkę tej książki. Weinstein zmuszał kobiety do seksu, obnażał się przy nich, masturbował.

Kilka dni później Weinstein został wyrzucony z firmy The Weinstein Company (TWC), którą założył ze swoim bratem Robertem. W oświadczeniu, które podpisał także Robert, napisano, że „w świetle nowych informacji o niewłaściwym zachowaniu” Harvey Weinstein został zwolniony „ze skutkiem natychmiastowym”.

Informacja, że znany producent hollywoodzki wykorzystuje kobiety, jest równie zaskakująca jak to, że słońce wschodzi na wschodzie. W osłupienie wprawia, że stracił pracę. Wielu jego poprzedników – setki? tysiące? – w ogóle się tego nie obawiało.

* * *

Już dekady temu o swoich traumatycznych doświadczeniach opowiadały aktorki, i to wielkie gwiazdy. Joan Collins wielokrotnie mówiła, że nie dostała roli w filmie Kleopatra z 1963 roku, bo nie chciała być „miła” dla szefa wytwórni Twentieth Century Fox („W latach 60. to był uroczy eufemizm na wiadomo co” – opowiadała aktorka). Przed „wilkami” w Hollywood ostrzegła ją Marilyn Monroe, która poznała ich świetnie w swojej wytwórni MGM. – Spotkałam ich wszystkich. Byli tak blisko, jak tylko mogli. Gdy usiadłaś z nimi, słuchając ich kłamstw, to widziałaś Hollywood ich oczami – jako zatłoczony burdel, karuzelę z łóżkami – mówiła najsłynniejsza blondynka Hollywood.

Shirley Temple w 1988 roku w swojej autobiografii opisała spotkanie z jednym z dyrektorów MGM (podała go z imienia i nazwiska), który opowiadał, jak zamierza zrobić z niej dorosłą gwiazdę, by chwilę potem rozpiąć rozporek. Dwunastoletnia Shirley zaczęła się nerwowo śmiać i została wyrzucona z biura. – Naiwność mnie uratowała – komentowała po latach.

Inna gwiazda MGM – Judy Garland – była wielokrotnie nękana przez Louisa B. Mayera, producenta i współzałożyciela studia (drugie „M” w nazwie studia – Metro-Goldwyn-Mayer). Sadzał ją sobie na kolanach, zachwycając się, jak śpiewa całym sercem, niezmiennie kładł rękę na jej lewej piersi. – Często myślałam, że mam szczęście, że nie śpiewam inną częścią mojej anatomii – wspominała Judy. Scenariusz był powtarzany wielokrotnie.

* * *

Historia seksualnego wykorzystywania kobiet w Hollywood jest stara jak... Hollywood. Zaczęło się jednak romantycznie – od miesiąca miodowego. To do południowej Kalifornii, w niewysokie góry Santa Monica, odnoszący ogromne sukcesy deweloper H.J. Whitley zabrał w 1886 roku swoją nowo poślubioną żonę Margaret. Może pan młody spędził tu wyjątkowe chwile i na ich pamiątkę postanowił nabyć 190 hektarów ziemi? Możemy także pomyśleć, że jako biznesmen korzystał z okazji, gdy ją widział. A widział piękną dolinę w okolicy znanej z niebieskiego nieba i śródziemnomorskiego klimatu.

Na rzecz drugiej teorii przemawia fakt, że postanowił tu założyć kolejne miasto. Kolejne, bo na swoim koncie miał ich już ponad sto. Inspiracją do nazwy miał być Chińczyk, którego Whitley zobaczył z wozem załadowanym drewnem. Zapytany, co robi, odparł: „I holly-wood”, co miało znaczyć „Hauling wood”, czyli „ciągnę drewno”.

Whitley miał opinię biznesowego geniusza, jego poczynania śledził tłum innych, którym wystarczała rola naśladowców. Z ich pomocą Hollywood rosło w oczach – w 1900 roku miało już ponad 100 tysięcy mieszkańców, pocztę i gazetę. W 1902 roku Whitley założył Hollywood Hotel – posiadłość z wielkim ogrodem przy Prospect Avenue – głównej ulicy na należącej do niego działce. Do Hollywood przybywało tylu nowych mieszkańców – choć okolica nie miała jeszcze nic wspólnego z przemysłem filmowym! – że już trzy lata później musiał rozbudować hotel o skrzydło z dodatkowymi 40 pokojami.

* * *

Jak Hollywood stało się stolicą amerykańskiego filmu? Przez skąpstwo. W 1910 roku reżyser D.W. Griffith w poszukiwaniu dobrego światła przyjechał kręcić film do Los Angeles. Pracował na pustym parkingu w centrum miasta, ale ktoś powiedział mu, że kilka mil na północ znajduje się wioska z dużo ładniejszym widokiem. Ludzie byli przyjaźni, a ekipa świetnie się czuła w lokalnym hotelu – i tak w Hollywood powstał pierwszy film In Old California. Griffith został tu kilka miesięcy i nakręcił kilka innych filmów (pierwsze produkcje były krótkie – In Old California trwała 17 minut), po czym wrócił do domu, do Nowego Jorku.

To w Fort Lee, przez rzekę od Manhattanu, mieściła się ówczesna stolica przemysłu filmowego, bo tu rezydował Thomas Edison, legendarny wynalazca i jeszcze sprawniejszy biznesmen. Swoje odkrycia – a nierzadko i cudze – szybko patentował i zarabiał na nich krocie. Miał ponad tysiąc patentów, w tym ten na pierwszą kamerę filmową. Nie wszyscy chcieli płacić Edisonowi, więc wynajęci przez niego agenci zabierali im kamery. Początki przemysłu filmowego to awantury i bijatyki.

Informacja o raju dla filmowców, który odkrył Griffith w Hollywood, rozeszła się migiem. Z dala od Edisona i jego agentów można było kręcić filmy bez dodatkowych kosztów. No i pogoda była lepsza. Do 1912 roku większość dużych wytwórni filmowych przeniosła produkcję do południowej Kalifornii.

Hotel Hollywood przy Hollywood Boulevard – jak od 1910 roku nazywa się Prospect Avenue – zapełniły gwiazdy filmowe. Należało tu bywać, a nad stołami pojawiły się gwiazdy z nazwiskami aktorów, którzy przy nich przesiadywali. Latami w pokoju 264 mieszkał Rudolf Valentino. Tu poznał swoje żony: Jean Acker i Natachę Rambovą.

Kto do tej pory nie wierzył w przemysł filmowy, w latach 20. przestał mieć wątpliwości. W Stanach Zjednoczonych powstawało 800 filmów rocznie, większość z nich w Hollywood. Filmy zaczęły przynosić krocie. Film Czterej jeźdźcy Apokalipsy z Rudolfem Valentino z 1921 roku był jednym z pierwszych, które zarobiły milion dolarów. W tym samym roku przebił go kolejny – Szejk. Valentino był symbolem seksu lat 20. – kobiety go kochały, mężczyźni naśladowali zaczesaną brylantyną fryzurę. W erze kina niemego idealnym amerykańskim kochankiem mógł być Włoch.

Właściciele wytwórni szybko zauważyli, że opłaca im się mieć gwiazdy. Tysiące fanów chciało wiedzieć, co się dzieje u ich idoli, a plotki z Hollywood śledziła cała Ameryka. Trudno więc było ukryć również skandale. To wtedy aktorzy stracili prawo do życia prywatnego.

* * *

Pierwszy wielki hollywoodzki skandal wybuchł tego samego roku, gdy Czterej jeźdźcy Apokalipsy i Szejk biły rekordy box office. 9 września 1921 roku, cztery dni po przyjęciu w domu komika Roscoe „Fatty’ego” Arbuckle’a – bijącego na głowę popularnością i zarobkami nawet Valentino – zmarła aktorka Virginia Rappe. Przyczyną śmierci był pęknięty pęcherz i zapalenie otrzewnej. Arbuckle został oskarżony o zgwałcenie Virginii – jego nadwaga miała być przyczyną obrażeń. Media, nieprzywykłe do czekania na fakty, prześcigały się w kolejnych spekulacjach – Rappe miała zostać zgwałcona butelką lodowatej coca-coli, a Arbuckle miał żerować na młodych dziewczętach.

Komik został uznany za winnego, zanim na dobre rozpoczął się pierwszy proces. Były trzy i ostatecznie aktor został oczyszczony z zarzutów – Rappe nie została zgwałcona, Arbuckle został wezwany do wijącej się z bólu kobiety i przykładał lód do jej brzucha. Świadek, na zeznaniach którego opierała się prokuratura, okazał się oszustem i szantażystą.

Zanim jednak doszło do uniewinnienia, kariera Arbuckle’a legła w gruzach. Z najlepiej zarabiającego aktora Hollywood stał się symbolem zepsucia Fabryki Snów – gazety, by zapełnić czas między procesami, donosiły o wymyślonych hollywoodzkich orgiach, morderstwach i zboczeniach seksualnych. Do dziś nie wiadomo, co było przyczyną śmierci Virginii Rappe – prawdopodobnie był to skutek dużej ilości złej jakości alkoholu (od 1919 roku obowiązywała w Stanach Zjednoczonych prohibicja), który podrażnił organy zniszczone chorobą weneryczną.

Hollywood trafiło na celowniki polityków i organizacji kościelnych, które były gotowe na wszystko, by walczyć z grzesznym środowiskiem filmowym. W konsekwencji hollywoodzkie produkcje zaczęły być cenzurowane – na liście rzeczy niedopuszczalnych w filmach znalazły się: nagość, choroby weneryczne, sceny porodu, wulgaryzmy, słowa: „Bóg”, „Jezus”, „Chrystus”, „piekło”.

Aby „ochronić” młode kobiety, które ściągały z całej Ameryki, by robić karierę w filmach, powstał Hollywood Studio Club – internat, który działał do 1975 roku i przez który przewinęło się około 10 tysięcy kobiet. Mieszkały tu m.in. Marilyn Monroe, Ayn Rand, Kim Novak, Maureen O᾽Sullivan, Rita Moreno i Sharon Tate. Internat był opłacany przez wytwórnie i miał pokazać Hollywood jako miejsce, gdzie dba się o kobiety, a nie je wykorzystuje. Kłopot polegał na tym, że zamknięcie owiec za ogrodzeniem nie sprawia, że z lasu znikną wilki.

Kobiety nie przestały być ofiarami, ale skandale nie były w interesie właścicieli wytwórni. Rozwiązanie było proste – do umów z aktorami i aktorkami wprowadzono klauzule moralności. Chciałaś zostać gwiazdą, musiałaś się zgodzić, by twoje życie osobiste stało się własnością studia. To wytwórnia tworzyła aktorkę: dawała jej imię i nazwisko, zmieniała wygląd, czasem nawet rasę. Ciemnowłosa Margarita Cansino stała się rudą Ritą Hayworth. Harlow Carpenter została Jean Harlow z platynowymi włosami, które musiała farbować co tydzień, aż zaczęły jej wypadać. Substancje rozjaśniające mogły przyczynić się do zapalenia nerek, na które umarła w wieku 26 lat.

To szefowie studia mówili, z kim aktorka ma się „spotykać”, a zainicjowane romanse były rozdmuchiwane dla promocji. Organizowano nawet śluby, często ceremonie odbywały się na terenie studia. Zdarzały się też aborcje na życzenie szefów.

* * *

Kim byli wszechpotężni szefowie wytwórni filmowych? William Fox urodził się jako Vilmos Fried na Węgrzech, jego rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdy miał dziewięć miesięcy. Urodzony w Mińsku Lazar Meir edukację zakończył w wieku dwunastu lat i stał się Louisem B. Mayerem. Jego partner z MGM, Samuel Goldwyn, urodził się jako Szmuel Gelbfisz w Warszawie. Adolph Zukor, założyciel Paramount Pictures, sierota z Węgier, do Stanów wyemigrował jako osiemnastolatek i zaczynał od pracy w sklepie tapicerskim. Ci imigranci z Europy Wschodniej, głównie żydowskiego pochodzenia, życia i biznesu uczyli się na ulicy.

Historyk i dziennikarz Neal Gabler napisał, że „uparcie powtarzającym się motywem historii filmu jest to, że wszyscy mężczyźni, którzy stworzyli przemysł filmowy, byli biednymi młodymi parweniuszami”. A wraz z nimi prawa ulicy trafiły do przemysłu filmowego. Mayer uważał się za króla Hollywood – kobietom, które nie zgadzały się spełniać jego seksualnych zachcianek, łamał kariery. Nie tylko im. Gdy jedna z aktorek, które mu odmówiły, wyszła za mąż za agenta, Mayer nie tylko zabronił mu wstępu do swojej wytwórni, ale też zabronił zatrudniania reprezentowanych przez niego aktorów.

* * *

Nie wiadomo, komu zawdzięczamy hasło „casting couch” – casting odbywający się na kanapie. O niechlubny tytuł bije się wielu z pionierów Hollywood.

Założyciel Columbia Pictures Corporation Harry Cohn – syn krawca z Niemiec – znany był z instalowania podsłuchu w garderobach aktorów i z urządzonego na biało gabinetu, gdzie podobno znajdowała się pierwsza kanapa, na której urządzał „castingi”. Podczas Wielkiego Kryzysu i drugiej wojny światowej półki w swoim biurze wypełniał jedwabnymi pończochami i drogimi perfumami – pracownice i aktorki wytwórni wiedziały, co muszą zrobić, by je zdobyć. Ofiarą Cohna była Rita Hayworth – w swojej biografii z 1990 roku napisała, że mścił się na niej, gdy nie chciała z nim uprawiać seksu. Nie zwolnił jej tylko dlatego, że zarabiała dla Columbii krocie. Podobne doświadczenia miały z nim Kim Novak i Joan Crawford (ta podobno powstrzymała go, mówiąc, że następnego dnia spotyka się na lunchu z jego żoną i synami).

A może pierwsza kanapa znajdowała się u Darryla F. Zanucka? Producent Fox Century i jeden z dinozaurów Hollywood przeszedł do legendy, ma nawet swoją gwiazdę na Hollywood Boulevard. Co dzień o godzinie 16:00 jego pracownicy zamykali biuro, bo w tym czasie ich szef prowadził „casting”. Aspirujące aktorki wprowadzane były podziemnym przejściem. „Wszyscy wiedzieli, co tam robi. Nie było to nic poważnego dla niego, traktował je jak miłą przerwę w codziennych obowiązkach, jak polo, lunch i żart od czasu do czasu” – jego historię opisała w 1991 roku Marlys. J Harris.

* * *

– Powiedział, że oczekuje, że będę uprawiać z nim seks, kiedy tylko zechce, i popatrzył na mnie, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie – opowiadała Tippi Hedren biografowi Alfreda Hitchcocka. Hedren zagrała w dwóch wybitnych filmach angielskiego reżysera – Ptakach i Marnie. Zaskoczyła wszystkich świetną grą, krytycy nie szczędzili pochwał, ale po Marnie Tippi odmówiła pracy z Hitchcockiem. W biografii reżysera, która ukazała się w 2009 roku, 29 lat po jego śmierci, Hedren opowiedziała, co przeżyła na planie – za odrzucanie zalotów Hitchcock znęcał się nad nią, izolował od reszty ekipy, w czasie zdjęć nie mogła się nawet widywać z córką.

– Choć to nie było naprawdę, płakałam naprawdę. Czułam się prawie zgwałcona – mówiła w 2007 roku Maria Schneider o scenie seksu analnego z filmu Ostatnie tango w Paryżu z 1972 roku. Nie było jej w scenariuszu, nie została o niej uprzedzona matka aktorki, a reżyser Bernardo Bertolucci z pomocą Marlona Brando zmanipulował 19-letnią Marię do jej zagrania, używając masła jako lubrykantu.

Lista sławnych molestujących jest długa. Alfred Hitchcock, Roman Polański, Woody Allen, Bill Cosby.

Lista molestowanych jeszcze dłuższa, ale niewiele gwiazd odważyło się przełamać upokorzenie i ujawnić, co je spotykało. Jasne gwiazdy spadały w ciemność. Judy Garland zmarła w 1969 roku w wieku 47 lat od przedawkowania leków nasennych. Karuzela uzależnienia zaczęła się, gdy została gwiazdą MGM. Nie była tak atrakcyjna jak inne gwiazdy wytwórni i szefowie nie pozwolili jej nigdy o tym zapomnieć. Poniżana, na ciągłej diecie, w pogoni za ideałem, któremu nie miała szansy sprostać – uciekła w narkotyki i alkohol. Aby utrzymać szaleńcze tempo pracy, dostawała – podobnie jak i inne młode gwiazdy z pełnym błogosławieństwem studia – recepty na amfetaminę. A potem leki nasenne, by mogła wieczorem spać. Przez całe życie walczyła z nałogiem.

Ile kobiet przeszło w Hollywood przez piekło, ale nie zostało gwiazdami i nie uzyskało prawa do opowiedzenia swojej historii biografom? Ile było takich kobiet jak Patricia Douglas? 20-letnia tancerka przeszła do historii przemysłu filmowego, bo została zgwałcona.

W 1937 roku MGM świętowało najlepszy rok w historii. Sprzedawcy zostali zaproszeni na lunch z gwiazdami wytwórni, a potem na przyjęcie, gdzie 120 dziewczyn tańczyło w skąpych strojach kowbojek. Kłopot polegał na tym, że dziewczęta – tancerki i aspirujące aktorki – przyszły na casting, i to zorganizowany zgodnie z zasadami przez kierownika obsady. O tym, że zostały oszukane, dowiedziały się po zmroku, gdy na przyjęcie wpadło 282 sprzedawców MGM.

Patricię Douglas upatrzył sobie David Ross. Z pomocą kolegi wlał jej do gardła alkohol, a potem zaciągnął do samochodu i zgwałcił. Douglas była dziewicą. Zgłosiła się na policję, ale MGM – bojąc się kolejnego skandalu na miarę Arbuckle’a – zrobiło wszystko, by uciszyć sprawę. Zniknął raport policyjny, pojawili się świadkowie zeznający, że Douglas sama upiła się na przyjęciu. Parkingowy, który widział, jak próbowała uciekać z samochodu Rossa, przed sądem skłamał, że nic takiego nie miało miejsca.

Szybko rozeszło się, że nikt nie ma szans wygrać z potężnymi mężczyznami zarządzającymi wytwórniami. Nikt, na pewno nie żadna kobieta. To uciszyło wiele ofiar Hollywood na lata.

„Zaledwie garstka osób uchodzących za symbole seksu opuszcza Hollywood bez uszczerbku na psychice, o ile w ogóle udaje się im pozostać przy życiu. Ulice Hollywood wybrukowane są ciałami wykorzystanych, okłamanych, zranionych. Wiem, bo niewiele brakowało, żebym została jedną z takich osób” – pisze Rose McGowan w tej książce.

* * *

W artykule „New York Timesa”, od którego wszystko się zaczęło, pojawiło się nazwisko McGowan. Dziennikarki dotarły do umowy, jaką Weinstein zawarł z 23-letnią aktorką w 1997 roku. Za milczenie o tym, co zdarzyło się za drzwiami jego pokoju hotelowego podczas festiwalu filmowego w Sundance, dostała 100 tysięcy dolarów. Pytana o to przez dziennikarki odmówiła komentarza.

Zareagowała pięć dni później, 10 października, gdy Ben Affleck wydał mocno wymijające oświadczenie, w którym napisał, że jest „zły” z powodu nadużyć Weinsteina i że: „zadaję sobie pytanie, co mogę zrobić, aby nie spotkało to innych osób”. Affleck zawdzięcza Weinsteinowi swój sukces – to on odkupił napisany przez Afflecka i jego przyjaciela Matta Damona scenariusz filmu Buntownik z wyboru i dał im pieniądze na jego realizację. Affleck i Damon zagrali główne role w filmie i dostali Oscara za scenariusz, co było bramą do dwóch wielkich karier.

„Ben Affleck fuck off” – napisała McGowan na Twitterze. I kwadrans później: „Do cholery! »Powiedziałem mu, żeby przestał to robić« – usłyszałam od ciebie na konferencji prasowej po tym, jak się to stało. Kłamiesz”. „Wiedziałeś! Wszyscy w Hollywood wiedzieliście!”

Dwa dni później publicznie przyznała, że Weinstein wykorzystał ją seksualnie. Może byłaby kolejną „okłamaną, zranioną” i natychmiast zapomnianą ofiarą Hollywood, gdyby nie to, co zdarzyło się chwilę później.

15 października, dziesięć dni po artykule w „New York Timesie” i trzy dni po wpisie McGowan, aktorka Alyssa Milano (grała z McGowan w Czarodziejkach) napisała na Twitterze: „Jeżeli wszystkie kobiety, które były molestowane, napiszą JA TEŻ – MeToo – pokażemy ludziom ogrom problemu”. Było to około południa, do końca dnia #MeToo zostało użyte więcej niż 200 tysięcy razy. Kolejnego dnia doszło następne 300 tysięcy tweetów. W ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin na Facebooku hasztagu użyło ponad 4,7 miliona osób w 12 milionach postów! Według serwisu 45 procent Amerykanów ma wśród znajomych kogoś, kto dopisał się do akcji #MeToo. Miliony zwyczajnych kobiet i wiele gwiazd, m.in. Patricia Arquette, Sheryl Crow, Ellen DeGeneres, Cara Delevingne, Laura Dern, Lady Gaga, Salma Hayek, Angelina Jolie, Ashley Judd, Jennifer Lawrence, Gwyneth Paltrow, Anna Paquin, Mira Sorvino, Uma Thurman.

Björk opowiedziała o doświadczeniach podczas pracy z „duńskim reżyserem”: „byłam upokarzana, czułam się jak obiekt seksualny... Jest przyjęte na planie, że reżyser może cię dotykać i prześladować, i przemysł filmowy na to pozwala” – przyznała. Piosenkarka zagrała tylko w jednym filmie duńskiego reżysera – Tańcząc w ciemnościach Larsa von Triera.

Reese Witherspoon, dziś nie tylko aktorka, ale i właścicielka własnej filmy producenckiej, ujawniła, że gdy miała szesnaście lat, została zaatakowana przez reżysera, a potem agenci i producenci „sprawili, że poczułam, że cisza jest warunkiem mojego zatrudnienia”.

* * *

Weinstein wynajął agencję byłych agentów Mossadu, aby szpiegowali McGowan i powstrzymali dziennikarzy „New York Timesa” i „New Yorkera” (pięć dni po „New York Timesie” magazyn opublikował artykuł Ronana Farrowa, który dotarł do trzynastu ofiar Weinsteina – efektu jego pracy przestraszyła się telewizja NBC, dla której pracował). Ale było za późno. Policje w Londynie, Los Angeles i Nowym Jorku rozpoczęły śledztwa. W sprawach o molestowanie seksualne przez Harveya Weinsteina zeznaje ponad osiemdziesiąt kobiet.

Tak powinno być, prawda? Czemu więc przez dekady on i wielu innych przed nim mogło bezkarnie robić, co im się podoba? Z powodu milczenia. Z powodu przekonania, że nikt nie ma szansy wygrać z kimś, komu na Oscarach dziękuje się częściej niż Bogu. Skoro nie mają szansy gwiazdy, to tym bardziej zwykła dziewczyna.

W październiku 2017 roku zdarzyło się coś niezwykłego – pojedyncze, nieśmiałe głosy zamieniły się w burzę. ME TOO. JA TEŻ. Głos jednej kobiety – Judy, Rity, Patricii, Rose – można zagłuszyć, ale dziesiątek, setek tysięcy już nie.

Ofiary wciąż ujawniają nazwiska kolejnych molestujących. Louis CK, Dustin Hoffman, Kevin Spacey (nagrodzony dwoma Oscarami aktor jest oskarżany o wykorzystywanie mężczyzn i nieletnich chłopców). #MeToo rozeszła się daleko poza przemysł filmowy. Sport, muzyka, finanse, kościół – ofiary, także mężczyźni, zyskały prawo głosu. Nie muszą być gwiazdami, by ktoś chciał je wysłuchać. Lawina ruszyła.

I to jest najbardziej zaskakujący efekt artykułu w „New York Timesie”.

PS

MeToo to hasło, którego od 2006 roku używa Tarana Burke, afroamerykańska aktywistka walcząca z wykorzystywaniem seksualnym czarnoskórych kobiet. Hasło powstało, gdy Burke słuchała zwierzeń trzynastoletniej dziewczynki molestowanej przez partnera matki. – Nie wiedziałam, co jej powiedzieć, potem żałowałam, że nie powiedziałam jej „Me Too. Ja też”. Nigdy potem jej już nie zobaczyłam – opowiada Burke.

NOTA OD AUTORKI

Moje życie zawsze było pełne skrajności. Książka Odważna wpisuje się w te doświadczenia – w trakcie pracy nad nią byłam prześladowana, szpiegowana, włamano się do mnie i skradziono mi jej fragmenty. Moje życie zostało prześwietlone przez izraelskich szpiegów, nękali mnie prawnicy. Źli ludzie uprzykrzali mi się na każdym kroku, podczas gdy ja wskrzeszałam duchy przeszłości.

Tylko ja wiem, jak stresujący był to czas. Spacerowałam po linie nad przepaścią. Nie miałam jednak wyjścia, prawda musiała wyjść na jaw.

I stało się. Jestem niezmiernie dumna, że przyłożyłam rękę do masowych rozrachunków i obalania potworów. Szczerze wierzę, że wygrana choćby jednej z nas to wygrana nas wszystkich.

Już kilka lat temu uświadomiłam sobie, że społeczeństwo musi usłyszeć prawdę. Zdecydowałam się na walkę z całą brudną machiną Hollywood – producentami legend i sprzedawcami marzeń, niezrównanymi manipulatorami, świętymi krowami. Zbyt długo pozostawali nietykalni, przestępstwa uchodziły im na sucho. Chciałam, aby nie można było już być obojętnym wobec tego, co robili. Postanowiłam publicznie podnieść głos sprzeciwu w imieniu wielu.

Akurat nadszedł czas wyborów w Stanach Zjednoczonych, seksizm stał się czymś niezaprzeczalnym. Utorowało to także drogę do ujawnienia paskudnej prawdy o Hollywood. Musieli się z nią zmierzyć także ci, którzy tak długo udawali, że niczego nie widzą.

Na początku 2017 roku, kiedy już od kilku miesięcy pracowałam nad tekstem Odważnej, nawiązałam kontakt z dwoma dziennikarzami śledczymi. To był kluczowy moment – rozpoczęła się ogólnoświatowa dyskusja. Jestem dumna, że mogłam osobiście przyczynić się do tego.

Od kiedy z tak wieloma innymi odważnymi kobietami zabrałyśmy głos, udało się doprowadzić do upadku niejednego potężnego i – jak wydawało się do tej pory – nietykalnego potwora. Dzieje się to w wielu branżach.

My, ocalałe, rośniemy w siłę.

My, ocalałe, zabrałyśmy głos na niespotykaną wcześniej skalę.

Nie możemy odpuścić i niezależnie od trudności musimy jeszcze śmielej zabierać głos. Każda z nas ma znaczenie. Każda się liczy.

W imię wolności, waszej i mojej.

Zacznijmy zionąć ogniem.

PRZEDMOWA

Czy ostatnio z kimś zerwałaś? – pytano mnie zewsząd. Strasznie mnie to irytowało, bo nigdy nie przeżyłam rozstania, które wywołałoby u mnie aż tak silną potrzebę zmian. Im jednak częściej padało to pytanie, tym częściej się nad tym zastanawiałam i uświadomiłam sobie, że jednak z kimś zerwałam.

Zerwałam ze sztucznym hollywoodzkim ideałem, w którego tworzeniu brałam udział. Z idealną wersją kobiety, jaka jest ci sprzedawana w każdej reklamie szamponu do włosów, w której aktorka wmawia ci: „Wiem, jak być pożądaną. Jak sprawić, by mężczyzna cię zapragnął”. Długie, lśniące włosy. To z nimi zerwałam.

Do decyzji o rozstaniu dorastałam latami, dużo czasu zajęło mi ocknięcie się z otępienia i uświadomienie sobie, jak bardzo wyprano mi mózg. Długie włosy zawsze wydawały mi się niewygodne. Sprawiały, że mężczyźni oglądali się za mną na ulicy, ale tak naprawdę byłam niewidzialna. Używałam włosów do zasłaniania swojej twarzy, aby zniknąć. Prawdziwa Rose znikła, podczas gdy fałszywa Rose wiodła dziwaczne życie, wcielając się w rolę kogoś, kto odgrywa role.

Przez większość mojego życia miałam krótkie włosy. Takie lubiłam najbardziej. Takie też nosiły gwiazdy kina czy punk rocka, które podziwiałam. Dwa okresy w moim życiu, kiedy miałam długie włosy, były dla mnie wyjątkowo ciężkie, byłam wówczas bardzo zagubiona – najpierw jako nastolatka cierpiąca z powodu uciążliwych zaburzeń odżywiania, a potem kiedy cierpiałam na zaburzenie psychiczne zwane Hollywood. Ta druga choroba trwała znacznie dłużej, ale oba te stany miały wspólny mianownik – nie byłam sobą. Wmawiano mi, że muszę mieć długie włosy, w przeciwnym razie faceci, którzy zatrudniają aktorki w Hollywood, nie będą chcieli mnie przelecieć, a jeśli nie będą chcieli mnie przelecieć, to mnie nie zatrudnią. Powiedziała mi o tym moja agentka, co jest złe i bardzo, bardzo smutne. Złe, ponieważ tę informację przekazała mi starsza ode mnie kobieta, występująca w roli rzeczniczki Hollywood. Smutne – ponieważ miała rację.

Taki komunikat dociera do wszystkich kobiet, dziewczyn i dziewczynek – wszystkie słyszymy, że długie włosy sprawią, iż staniemy się bardziej seksowne. Jeśli jesteś jak Jennifer Lawrence, kimś w typie amerykańskiej słodkiej ślicznotki, to powinnaś mieć proste blond włosy. Jeśli jesteś dziewczyną z charakterem – to masz kręcone i ciemne. Zawsze długie. Takie są zasady, nie ma od nich odstępstw.

Moje długie włosy były przepiękne, niczym z konkursów piękności. Fryzjerzy mówili, że byłam niczym żywe uosobienie lalki Barbie. Nie sądziłam jednak, że wyglądam jak Barbie. Raczej jak dmuchana lala z sex shopu, taka z otworem w miejscu ust. Hollywoodzka machina przemieniła mnie w wyszukaną sekszabawkę. Wszystkie te kobiety i wszyscy mężczyźni zatrudnieni do tego, żeby nadać mi wygląd dmuchanej lali, świetnie wykonywali swoją robotę. A ja w środku umierałam i wstydziłam się tego, jak wyglądam. Nie wiedziałam, jak zmienić to, co było złe w moim życiu, bo było tego za dużo. Nie wiedziałam, od czego zacząć.

Wciąż spotykam mnóstwo kobiet i dziewczyn, które ukrywają się za swoimi włosami. Opowiadają mi, co się za nimi kryje, i rozdziera mi to serce. Oczywiście powinnaś nosić długie włosy, jeśli masz na to ochotę, zastanów się jednak nad prawdziwymi powodami. Jaką rolę odgrywa społeczeństwo w kreowaniu twojego wizerunku? Jaką rolę odgrywają media w kreowaniu twojej osobowości? A jeśli zasłaniasz się włosami, zastanów się, przed czym się chowasz.

Zgolenie głowy na łyso było dla mnie jak okrzyk wojenny, ale dało mi także coś jeszcze ważniejszego. Znalazłam odpowiedź na pytanie, którego tak nienawidziłam: Czy ostatnio z kimś zerwałaś?

Tak, zerwałam ze światem.

Ty też możesz.

Nazywam się Rose McGowan i jestem odważna.

WPROWADZENIE

W Hollywood w latach 30. i 40. sukcesy odnosiła aktorka Frances Farmer, ale nienawidziła wszystkiego w swoim sztucznym życiu. Chciała być wolna. Próbowała uciec od sławy i ze zdominowanego przez mężczyzn toksycznego Hollywood, lecz studio filmowe ją powstrzymało. Zabrali Frances do ośrodka psychiatrycznego. Zamknęli ją, choć z jej umysłem wszystko było w porządku. Po prostu nie chciała być sławna. Unieruchomili ją, podłączyli do aparatury i razili jej mózg prądem. Wielokrotnie. Grube ryby z Hollywood chciały, aby Frances była posłuszną dziewczynką. Frances nigdy już nie była prawdziwą Frances. Została z niej jedynie pusta skorupa. Wszystko dlatego, że nie chciała, by sprzedawano ją dla rozrywki.

Zaledwie garstka osób uchodzących za symbole seksu opuszcza Hollywood bez uszczerbku na psychice, o ile w ogóle udaje się im pozostać przy życiu. Ulice Hollywood wybrukowane są ciałami wykorzystanych, okłamanych, zranionych. Wiem, bo niewiele brakowało, żebym została jedną z takich osób.

Zapewne myślicie, że to, co dzieje się w Fabryce Snów, nie dotyczy was. Jesteście w błędzie. Jak sądzicie, kto kształtuje waszą rzeczywistość? Kto pokazuje wam, czego macie pragnąć i kim się stać? Chcę szczerze porozmawiać o wewnętrznej chorobie, o jakiej decydują się mówić nieliczni: jak Hollywood tworzy popieprzoną rzeczywistość, w której przeglądamy się niczym w krzywym zwierciadle? Hollywood wywiera wpływ na nasze życie na wiele sposobów, których zapewne nawet nie jesteśmy świadomi.

Byłam sprzedawana niczym produkt, byłam częścią komunikatu przesyłanego do twojego umysłu. Podstępnie wślizgiwałam się w twoje myśli. Byłam używką, jak papieros. Byłam po drugiej stronie weneckiego lustra – podglądałam ciebie, studiowałam, analizowałam i podszywałam się pod ciebie. Spece od mediów i reklamy oraz my wszyscy w Hollywood właśnie tym się zajmujemy. I wiesz co? Jesteśmy w tym naprawdę świetni. Wiemy, jak najskuteczniej możemy ci się sprzedać. Jak zaszczepić w twojej głowie to, co chcemy. Jak dostać się do twojego portfela.

To działa. Wciskamy ci fałszywą rzeczywistość za naprawdę okazyjną cenę, zaledwie kilkunastu dolarów.

Ludzie, którzy uważali, że są moimi właścicielami, uważają się także za twoich właścicieli. Są ostatnimi na długiej liście handlarzy marzeń – nowocześni „twórcy kontentu” znajdują się na tej samej liście, na której są akwizytorzy wciskający ci Biblię. W większości to nadęci, egocentryczni i nadużywający władzy kanciarze. I nigdy wcześniej nie byli tak niebezpieczni.

Nie przypominam sobie osoby związanej z Hollywood, a na pewno nie znam żadnej aktorki, która zbuntowałaby się przeciwko temu. Jeśli chodzi o ochronę swoich ludzi i mienia, to Hollywood działa jak mafia. Szczególnie jeśli „swoim człowiekiem” jest majętny biały mężczyzna. To prawda, i to powszechnie znana. Swoją historią chcę rzucić trochę światła na to, co się dzieje.

Myślisz, że Hollywood jest głupim żartem? Nie jest. To śmiertelnie groźna machina biznesowa, która całą wygraną zgarnia dla siebie. Możesz myśleć, że dla ciebie jest to jedynie trochę pieniędzy na wieczorne wypady do kina czy opłacanie rachunków za kablówkę. Napisałam tę książkę, aby uświadomić ci, że płacisz znacznie wyższą cenę, niż ci się wydaje. Płacisz swoim umysłem, zachowaniami, przyzwyczajeniami. To są rzeczy, które nie powinny mieć metki z ceną, ale mają. Żyjemy w społeczeństwie, dla którego realne jest to, co obejrzane w telewizji. Od urodzenia cię to kształtowało i będzie cię wciąż kształtować. Nawet ci, którzy zdecydowali się świadomie odciąć od tej fałszywej rzeczywistości, muszą zachować czujność, aby pozostać wolnymi od kłamstw i przekazów, bo są one wszechobecne. I wyrządzają mnóstwo krzywd.

W trakcie mojego życia trafiłam z jednej sekty do kolejnej. I to do jednej z największych istniejących sekt: do Hollywood. Hollywood ma wielką siłę rażenia. Odważna to opowieść o tym, jak wyswobodziłam się z hollywoodzkiego zniewolenia i odzyskałam własne życie. Chciałabym pomóc ci uczynić to samo.

Możesz powiedzieć „nigdy więcej”.

Możesz uwolnić się od pułapki, którą na ciebie zastawiono.

Piszę tę książkę, ponieważ chcę nawiązać szczerą rozmowę z opinią publiczną, ale przede wszystkim z tobą. Jestem zaszczycona, że moje słowa dotrą do ciebie. To ogromna odpowiedzialność i traktuję to bardzo poważnie.

Hollywood to plugawa mieścina pełna zdradzieckich pułapek.

To najprawdziwsza prawda.

CZĘŚĆ PIERWSZA
DZIECKO BOGA

Sekty. Widzę je wszędzie. Jeśli z zaangażowaniem śledzisz życie Kardashianów – jesteś w sekcie. Jeśli oglądasz swój ulubiony program telewizyjny i omawiasz w internecie odcinek po odcinku z innymi fanami – jesteś w sekcie. Jeśli odwiedzasz, przeglądasz i pochłaniasz jeden wybrany internetowy serwis informacyjny, zwłaszcza jeśli uznajesz go za uczciwy i zrównoważony – jesteś w sekcie. Zamiast żyć własnym życiem, żyjesz życiem innych ludzi. Jeśli ślepo głosujesz na kogoś – jesteś w sekcie.

Rozejrzyj się wokół i zobacz, ile różnego rodzaju sekt jest dokoła. Są dosłownie wszędzie tam, gdzie występuje schemat myślenia zbiorowego i grupowa mentalność. Jesteś w sekcie. Jesteś w sekcie. I raz jeszcze: jesteś w sekcie.

Pierwszym krokiem do odzyskania wolności jest uświadomienie sobie, że należysz do jakiejś sekciarskiej grupy. Wiem coś o tym, ponieważ dwa razy w życiu uciekałam z sekt. Przerwałam pranie mózgu na wczesnym etapie życia i opuściłam jedną, by dopadła mnie kolejna – Hollywood. Moim zadaniem było oderwać cię na chwilę od codziennych trosk, abyś odczuł empatię, abyś poczuł cokolwiek. Brałam swoją pracę na serio. Tak jak w większości sekt, jako kobieta byłam postrzegana jako przedmiot, czyjaś własność. Zostałam sprzedana, żeby zapewnić publiczności przyjemność. Mężczyźni (i kobiety) zarabiali pieniądze, sprzedając moje piersi, skórę, włosy, zdrowie, emocje, całą mnie. Nie byłam ani szanowana, ani traktowana poważnie. Nie przez większość społeczeństwa, zdecydowanie nie przez sektę hollywoodzką.

Wyobraź sobie, że twoja wartość dla firmy, w której pracujesz, byłaby mierzona ilością spermy, jaką możesz wycisnąć z mężczyzn. Jeśli obcy facet masturbuje się przy filmach, w których grasz, to jesteś coś warta. Zupełnie jakbyś pracowała w pornobiznesie, co? Nie odbiega to zbyt daleko od rzeczywistości Hollywood.

Wyobraź sobie, że każde słowo, jakie wypowiadałaś w ciągu prawie siedemnastu lat, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu, scena po scenie, sylaba po sylabie, zostało napisane przez jakiegoś ograniczonego wąskimi poglądami faceta.

Wiele czasu zabrało mi dostrzeżenie, że jestem w sekcie, ponieważ byłam zbyt zajęta byciem kimś innym, nie sobą. Opowiadając moją historię, odzyskuję swoje życie. Ale zacznijmy od początku...

Przyszłam na świat w prowincjonalnym włoskim miasteczku Certaldo w kamiennej stodole z pomocą ślepej akuszerki. Tak mi w każdym razie opowiadano. Jest takie powiedzenie: „W stodole się urodziłeś? Zamknij drzwi!”. Może dlatego ja nigdy nie zamykam drzwi, jeśli tego nie chcę. Mam taki przywilej. Niektórzy ludzie od urodzenia są naznaczeni jakimś dziwactwem i ja należę właśnie do tego grona.

Stodoła znajdowała się w posiadłości księcia Zoagli, znanego jako Diuk Emanuele, który po przyłączeniu się do ruchu religijnego Dzieci Boga przekazał im cały swój majątek. Jego siostra, Rosa Arianna, także mieszkała na terenie posiadłości, lecz szczerze nienawidziła wszystkich żyjących tam członków sekty Dzieci Boga. Moi rodzice nadali mi imię po niej – Rosa Arianna. Moim zdaniem, żeby zaskarbić sobie jej sympatię. Nie zadziałało.

Wśród wzgórz okalających Florencję było niesamowicie pięknie: ciemnozielone cyprysy i srebrzystozielone gaje oliwne, winnice i sady, no i te olbrzymie stare donice z terakoty, w których rosły przepiękne czerwone pelargonie. Dla kogoś, kto jest zmuszony należeć do sekty, było to miejsce jak każde inne. Ale jednak nie, nawet w młodym wieku potrafiłam dostrzec piękno otaczającego mnie krajobrazu i zdawałam sobie sprawę, jaki jest niezwykły. Uciekałam w to naturalne piękno, aby odciąć się od ludzi, którzy mnie otaczali. Moją uwagę zawsze przykuwały kształty, kolory i gra świateł. Od tamtego czasu włoska prowincja wciąż mnie nawiedza, w dobrym tego słowa znaczeniu.

Wśród moich najwcześniejszych wspomnień jest wiele dotyczących jednego budzącego grozę starego człowieka – Davida Berga, znanego także jako Moses David lub po prostu „Mojżesz”. Był to apodyktyczny lider Dzieci Boga. Wydawał swoje rozkazy w formie kreskówkowych broszurek zatytułowanych Listy Mo. Wszystko, co napisał David „Mojżesz” Berg, było posłusznie wykonywane. Przez listy przemawiał, jakby był władcą wszechświata. Samozwańczy prorok David Berg okazał się również Królem Niegodziwców.

Pamiętam wiele par owłosionych nóg, męskich i damskich. Pamiętam śpiewy, modlitwy, klaskanie i pstrykanie. Tak, pstrykanie. Powiedziano mi, że muszę całymi dniami siedzieć na podłodze i uczyć się pstrykania palcami, w przeciwnym razie Bóg nie nauczy mnie kierowania samochodem, gdy skończę szesnaście lat. Nie rozumiałam, co to właściwie znaczy mieć szesnaście lat i co to jest kierowanie samochodem, ale nawet wtedy wiedziałam, że absurdem jest twierdzenie, iż pstrykanie palcami może być kluczem do czegokolwiek.

Pewnej nocy do mojego pokoju weszła kobieta ubrana w białe szaty. Wyglądała jak duch trzymający w dłoni świecę. Nie było prądu i na dworze szalała burza, pamiętam łomot drewnianych okiennic uderzających o ramę starego okna. Bałam się, że zbije się szyba, ale moja uwaga skupiła się na kobiecie. Usiadła u moich stóp. Podmuchy gwiżdżącego wiatru wdzierały się przez ubytki w kamiennych ścianach i ledwo mogłam zrozumieć, co do mnie mówi.

Patrząc prosto na mnie, zapytała:

– Czy wpuściłaś Boga do swojego serca?

Usiadłam, zastanowiłam się przez moment i pokręciłam głową.

Kobieta uszczypnęła mnie w stopę, wykręcając skórę. Nie rozpłakałam się, bo wiedziałam, że tego właśnie chciała. To była kara za moją odpowiedź. W naszej sekcie stosowano kary cielesne, klapsy i uderzenia, ponieważ „oszczędzając rózgę, psuje się dzieci”. Uszczypnęła mnie mocniej. Zagryzłam wargi, żeby się nie rozpłakać. Odwróciłam głowę w milczącym buncie.

Kobieta powtórzyła pytanie, tym razem po niemiecku:

– Hast du Gott in dein Herz gelassen?

Pomyślałam chwilę i odpowiedziałam:

– Nie. Nie dzisiaj. Spróbuję jutro.

Spoliczkowała mnie. Mocno.

Nawet w tak młodym wieku zdawałam sobie sprawę, że jeśli zaprosiłabym go do swojego serca, to wpuściłabym ich Boga. Nie był to mój Bóg. Ich Bóg był okrutny. Ich nauki nie miały dla mnie sensu, ich działania nie odpowiadały ich słowom. Nie chciałam tak żyć.

Później moja młodsza siostra Daisy nakłaniała mnie, żebym powiedziała „tak”. Tak byłoby dla mnie łatwiej. Ale ja nadal przyjmowałam kary. Byłam, jakoś tak adekwatnie do mojego imienia, najeżona kolcami. Moja siostra ze swoimi złotymi włosami emanowała słodką niewinnością. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że nie widzi tego, co się dzieje. To było przedziwne uczucie dorastać za murami i słuchać, że nie należę do świata zewnętrznego, gdy wiedziałam, że nie należę również do tego zamkniętego świata.

Kiedy ponownie zjawiała się kobieta w bieli albo jakaś inna – obcy ludzie powracali każdej kolejnej nocy – zawsze słyszała tę samą odpowiedź:

– Nie. Nie wpuściłam Boga do mojego serca.

Klaps.

Pewnej nocy usłyszałam kobiece szepty po niemiecku i ciche stąpanie. Wiedziałam, że znów zostanę skrzywdzona.

– Nie.

Klaps.

Kiedy wyszła, zauważyłam, że zostawiła swoją Biblię na mojej macie do spania – wszystkie dzieci spały na cienkim pomarańczowym lub niebieskim kawałku plastiku. Ukryłam Biblię za szafką. Każdego dnia wyrywałam jedną stronę, wkładałam kawałek do ust, przeżuwałam, dodawałam kolejny kawałek i wypluwałam, zamieniając je w małe kulki z papierowej papki. Formowałam z nich malutkie zwierzątka. Chowałam je za szafką i zaglądałam do nich, kiedy tylko udało mi się wykraść wolną chwilę. To były moje zabawki – zrobione z mojej śliny i Jezusa.

Pomyślałam, że jeśli połknę ich Boga, może będę w stanie wykrztusić „tak, wpuściłam Go”. Może wtedy przestaną mnie karać.

Klapsy i popychanki miały konkretny przekaz: nie wolno ci być niedoskonałą. Kiedy miałam około czterech lat, wyrosła mi kurzajka na kciuku. Dreptałam długim korytarzem i nagle otworzyły się jedne z drzwi. Pamiętam snop światła i tańczące w nim drobinki kurzu. Mężczyzna z bujnymi blond włosami podniósł mnie, spojrzał na moją dłoń i powiedział:

– Doskonałość we wszystkim.

Chwycił żyletkę i jednym ruchem przeciął moją rękę. Puścił do mnie oczko i wystawił mnie z powrotem za drzwi.

– Doskonałość we wszystkim – powtórzył, zanim zatrzasnął drzwi.

Nie płakałam. Krew lała mi się z rany i zabrudziłam czerwonymi plamami cały korytarz. Byłam odrętwiała. Wiedziałam, że nie powinnam reagować, ponieważ po pierwsze, właśnie tego ode mnie chcieli, a po drugie, pomyślałam, że może jest „coś” w tym całym mówieniu o perfekcji. Poszłam dalej.

Zdarzenie z korytarza zapoczątkowało narrację, która spieprzyła mój sposób myślenia na wiele kolejnych lat – uznałam perfekcję za samoobronę. Wmówiłam sobie, że jeśli tylko stanę się wystarczająco doskonała, wszystko będzie dobrze. Jeśli tylko stanę się wystarczająco doskonała, wszyscy zostawią mnie w spokoju i nikt mnie nie skrzywdzi.

Od tamtej pory chciałam być tak doskonała, jak to tylko możliwe, ponieważ byłam pewna, że posiadanie jakiejkolwiek niedoskonałości przyniesie mi zgubę. Musiałam zatem na początek określić wszystkie swoje wady. Wykształciłam więc w sobie nawyk bycia dla siebie ekstremalnie surową. Codziennie dokładnie oglądałam dłonie i stopy, aby upewnić się, że nic z nich nie wyrasta.

Nie pamiętam, żeby w pomieszczeniach należących do sekty były jakieś lustra. Kiedy później zjawiłam się w świecie skrajnie skupionym na fizyczności – w Ameryce, a następnie w Hollywood – miałam z tym wielki problem.

W skrajnej sprzeczności do tego, co sekta mówiła o doskonałości, mój ojciec wpajał mnie i mojemu rodzeństwu, żebyśmy nigdy i pod żadnym pozorem nie rozwijali własnego ego. Mieliśmy się koncentrować na rozwoju wewnętrznym, rozwoju naszych dusz i intelektów. Przypuszczam, że oczekiwano od nas doskonałości fizycznej, ale jednocześnie zachowania pokory wobec tej perfekcji. Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że nie powinnam myśleć o sobie dobrze, bo Bóg mnie ukarze za myślenie, że jestem wspaniała.

Kiedy dorastałam, nikt nigdy mi nie powiedział, że jestem inteligentna, mądra czy piękna. Nie wiem, jak to jest. Nigdy nie usłyszałam, że mogę zrobić wszystko, co tylko zechcę, i mogę zostać, kim tylko chcę, jeśli tylko skupię się na wyznaczonych celach. Wmawiano mi natomiast, że w oczach Boga jestem nic niewarta. Że stanę się dziwką, że jestem zbrukana. Choć wiedziałam, że nie mają racji, to te słowa utkwiły gdzieś głęboko we mnie.

Od najmłodszych lat wściekałam się, że nikt mnie nie słuchał, ponieważ byłam tylko dzieckiem. Wydawało mi się to takie niesprawiedliwe. Nie znosiłam być mała i bezsilna. Przyglądałam się innym osobom w gronie Dzieci Boga i myślałam sobie: Wszystkie problemy, o których rozprawiacie, rozwiązałabym w dwóch prostych krokach, gdybyście tylko wy, dorośli, wysłuchali tego, co mam do powiedzenia. Niestety, nikt nie słuchał małej dziewczynki. To wywarło wpływ na całe moje życie. Byłam odstępcą, i to wcale nie dlatego, że z zasady stawiałam się w opozycji do innych. Jeśli potrafisz ujrzeć rzeczy takimi, jakimi naprawdę są, umiesz zidentyfikować przyczynę problemu i znasz jego rozwiązanie, to dlaczego nie miałabyś tego naprawić? Ale nikt mnie nie słuchał. Sadzano mnie tak jak wszystkie inne dzieci przy małym stoliku dla maluchów. Nie inaczej działo się później w Hollywood. W końcu byłam tylko dziewczyną.

Jedynymi moimi przyjaciółmi podczas pobytu w sekcie Dzieci Boga był mój starszy brat Nat, oswojone jagnię Agnello oraz starszy siwowłosy rolnik przezywany Cuchnącym Fernando. Cuchnący Fernando nienawidził się kąpać. Jego zapach był tak gęsty, że można było go dosłownie dotknąć. W jego pobliżu zawsze musiałam oddychać ustami. Pewnego dnia usłyszałam jego wrzaski. Mój ojciec i kilku innych mężczyzn siłą wrzuciło go do rzeki. Ku wielkiemu zdziwieniu Cuchnącego Fernando jego skóra wcale się od tego nie rozpuściła.

Fernando zabierał mnie i mojego brata do starej stodoły, gdzie karmił nas kradzionymi kit-katami i pokazywał nam wyblakłe numery „Playboy’a”. To była dla nas wielka gratka. Kobiety, które oglądaliśmy w tych czasopismach, nie miały owłosionych nóg. To było dziwne. Uwielbiałam też przeterminowane kit-katy. Kochałam słodycze bardziej niż Boga.

[...]