Odwaga. Radość z podejmowania ryzyka - Osho - ebook

Odwaga. Radość z podejmowania ryzyka ebook

Osho

4,7

Opis

Odwaga to nie brak strachu - mówi Osho

Książka tłumaczy jak krok po kroku pokonać strach, który towarzyszy naszemu życiu.

Ukazuje źródło naszych obaw, pomaga je zrozumieć i znaleźć odwagę by stawić im czoła.

Niepewność i obawy to wg. Osho powód do świętowania i pogłębiania wiedzy o nas samych i otaczającym świecie. Osho koncentruje się na rozwijaniu wewnętrznej odwagi, która pozwala żyć autentycznie i z satysfakcją.

W tej książce znajdziesz techniki medytacyjne, które pomogą radzić sobie z lękami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 226

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Przedmowa

Nie nazywaj tego niepewnością – nazwij to cudem. Nie nazywaj tego brakiem pewności siebie – nazwij to wolnością.

Nie jestem tu po to, aby narzucać wam dogmaty – dogmat daje pewność. Nie jestem tu, aby składać wam obietnice na wyrost – każda taka obietnica stwarza poczucie bezpieczeństwa. Jestem tu po prostu po to, aby obudzić w was czujność i świadomość, żebyście umieli być tu i teraz pomimo braku poczucia bezpieczeństwa, pomimo niepewności i wszystkich zagrożeń, które przynosi życie.

Wiem, że przybyliście tu w poszukiwaniu pewności, gotowych recept, jakichś „-izmów”, własnego miejsca, kogoś, na kim moglibyście polegać. Przyszliście tu, bo czujecie strach. Poszukujecie jakiejś pięknej niewoli – abyście nie musieli być cały czas czujni.

Chciałbym pogłębić wasz brak poczucia bezpieczeństwa, waszą niepewność – ponieważ takie jest życie, taki jest Bóg. Gdy pojawia się niepewność i niebezpieczeństwo, jedyne co powinniście zrobić, to zachować świadomość.

Są dwie możliwości. Możesz zamknąć oczy i popaść w dogmaty, stać się chrześcijaninem, hinduistą czy muzułmaninem… a w końcu przeistoczyć się w strusia. To nie przemienia życia, tylko zakrywa ci oczy, ogłupia, pozbawia inteligencji. Czujesz się bezpieczny w swojej niewiedzy – wszyscy idioci czują się bezpieczni. Właściwie tylko idioci czują się bezpiecznie. Człowiek, który żyje naprawdę, zawsze będzie czuł się niepewnie. Czy istnieje jakaś pewność?

Życie nie jest procesem mechanicznym, nie daje pewności. Jest nieprzewidywalną tajemnicą. Nikt nie wie, co wydarzy się za moment. Nawet Bóg, który – jak myślicie – mieszka gdzieś w siódmym niebie, nawet On – jeśli tam jest – nie wie, co się wydarzy! Jeśli wiedziałby, co się wydarzy, wtedy życie byłoby fałszywe, wszystko byłoby z góry zapisane i ukartowane.

Skąd Bóg mógłby wiedzieć, co się wydarzy, jeśli przyszłość jest otwarta? Gdyby wiedział – życie byłoby martwe, mechaniczne. Nie byłoby w nim wolności – a jak może istnieć życie bez wolności? Wtedy nie istniałby wybór: rozwijać się czy nie. Wszystko byłoby z góry ustalone, odarte z godności i piękna. Bylibyście tylko robotami.

Nie, nic nie jest bezpieczne. Takie jest moje przesłanie. Nic nie powinno być w pełni bezpieczne, bo bezpieczne życie jest gorsze od śmierci. Nic nie jest pewne. Życie jest pełne niepewności i niespodzianek – oto jego piękno! Nigdy nie nastaje chwila, w której możesz powiedzieć: „Teraz mam stuprocentową pewność”. Kiedy mówisz, że jesteś czegoś pewien, deklarujesz swoją śmierć; popełniasz samobójstwo.

Życie toczy się pośród tysiąca niepewności. Na tym polega jego wolność. Nie nazywaj tego brakiem poczucia bezpieczeństwa.

Rozumiem, dlaczego umysł uważa wolność za niebezpieczną. Czy spędziłeś kiedyś kilka miesięcy, a może lat, w więzieniu? Jeśli byłeś tam, to wiesz, że gdy nadchodzi dzień uwolnienia, więzień odczuwa brak pewności, jaka będzie jego przyszłość. W więzieniu wszystko było jasne. Wszystko opiera się na żelaznej rutynie. Zapewniają jedzenie, schronienie; nie ma obawy o to, że jutro nie będzie co jeść, że ktoś będzie głodny; nic z tych rzeczy, wszystko jest przewidywalne. A tu nagle po wielu latach strażnik przychodzi i oznajmia: „Teraz zostaniesz zwolniony”. Więzień zaczyna drżeć. Za murami znów pojawi się niepewność; znów trzeba będzie szukać, znów trzeba będzie żyć z poczuciem wolności.

Wolność budzi lęk. Ludzie rozprawiają o niej, ale się jej boją. A człowiek nie jest człowiekiem, jeśli boi się wolności.

Daję wam wolność, nie daję wam bezpieczeństwa. Daję wam zrozumienie, a nie wiedzę. Wiedza przynosi ze sobą pewność. Gdybym udzielał wam wskazówek, pewnych wskazówek o istnieniu Boga, Ducha Świętego, Jezusa – jedynego Syna Bożego, o piekle i niebie, o tym, co dobre, a co złe, o tym, że za popełnianie grzechów traficie do piekła, a za cnotliwe uczynki będziecie w niebie, to byłby koniec! – uzyskalibyście pewność. Właśnie dlatego tak wielu ludzi wybrało bycie chrześcijaninem, hinduistą, muzułmaninem, dżainistą – oni nie chcą wolności, chcą sztywnych zasad.

Umierał człowiek – nagle, w wypadku samochodowym. Nikt nie wiedział, że jest żydem, więc wezwano katolickiego księdza. Ten pochylił się nad mężczyzną, który był już w stanie agonalnym, i zapytał:

– Wierzysz w Trójcę Przenajświętszą, Boga Ojca, Syna Jego Jezusa i Ducha Świętego?

Mężczyzna otworzył oczy i powiedział:

– Patrzcie, ja umieram – a on zadaje zagadki!

Gdy śmierć zapuka do drzwi, okaże się, że cała twoja pewność to po prostu zagadki, że jest niemądra. Nie chwytaj się kurczowo pewności. Życie jest niepewne – niepewność to jego natura. Człowiek inteligentny zawsze pozostaje niepewny.

Właśnie ta gotowość pozostania niepewnym oznacza odwagę. Ta gotowość pozostania niepewnym oznacza zaufanie. Osoba inteligentna w każdej sytuacji pozostaje czujna – odpowiada na nią całym swoim sercem. Nie wie, co się wydarzy ani czy w ogóle coś się wydarzy. Życie to nie nauka; to nie łańcuch zdarzeń sprowokowany konkretną przyczyną. Podgrzej wodę do stu stopni, a wyparuje – to jest pewnik. Ale w prawdziwym życiu nic nie jest pewne.

Każdy człowiek ma w sobie potencjał wolności, nieznanej wolności. Przewidywanie, oczekiwanie spodziewanych rezultatów jest niemożliwe. Trzeba żyć z uwagą i zrozumieniem.

Przyszliście do mnie w poszukiwaniu wiedzy; chcecie ustalić reguły, abyście mogli się ich trzymać. Ale ja nie daję reguł. Powiem więcej: jeśli jakieś już macie – odbiorę je wam! Zniszczę waszą pewność, sprawię, że zaczniecie się wahać, że przestaniecie czuć się tak pewnie. To jest podstawowa zmiana, która musi się dokonać. To jedyna rzecz, którą musi zrobić mistrz – zostawić was w całkowitej wolności. W całkowitej wolności, z otwartymi możliwościami, bez jakichkolwiek pewników. Będziecie musieli być czujni, nic więcej.

To właśnie nazywam zrozumieniem. Jeśli to rozumiesz, niepewność staje się istotną częścią życia. I tak właśnie jest dobrze, ponieważ dzięki niepewności życie staje się nieustającą niespodzianką. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Utrzymuje cię to w stanie ciągłego zdziwienia. Nie nazywaj tego niepewnością – nazwij to cudem. Nie nazywaj tego brakiem pewności siebie – nazwij to wolnością.

1. Czym jest odwaga?

Na pozór nie ma dużej różnicy między tchórzem a człowiekiem odważnym. Różni ich jedynie to, że tchórz wsłuchuje się w swój strach i za nim podąża, a osoba odważna odsuwa strach na bok i idzie dalej, zapuszcza się w nieznane.

Odwaga jest podążaniem w nieznane wbrew obawom. Nie oznacza ona braku lęku. Strach znika, gdy stajemy się coraz odważniejsi. Ostatecznym doświadczeniem odwagi jest stan braku lęku, który – gdy odwaga jest całkowita – staje się jak aromat. Ale na początku człowiek tchórzliwy i odważny nie różnią się od siebie zanadto. Jedyną różnicą jest to, że tchórz wsłuchuje się w swój strach i za nim podąża, a osoba odważna odsuwa go na bok i idzie dalej, zapuszcza się w nieznane pomimo lęków. Odczuwa strach, strach jej towarzyszy.

Gdy tak jak Kolumb wypływasz na niezbadane morze, napotykasz strach, ogromny strach, ponieważ nie wiadomo, co może się wydarzyć. Opuszczasz bezpieczny brzeg. Do tej pory było ci dobrze, jednak brakowało ci jednego – przygody. Zapuszczanie się w nieznane wyzwala emocje. Serce znów zaczyna bić mocniej, ponownie zaczynasz czuć, że żyjesz pełnią życia. Każda twoja komórka żyje, ponieważ zdecydowałeś się przyjąć wyzwanie.

Nawet jeśli się boisz, przyjmując wyzwania od nieznanego, wykazujesz odwagę. Zawsze będą towarzyszyć temu obawy, ale jeśli się zdecydujesz – strach powoli zniknie. Radość z poznawania czegoś nowego, pojawiający się zachwyt wzmacniają cię, uczą uczciwości, wyostrzają inteligencję. Po raz pierwszy odczujesz, że życie nie jest nudą, lecz przygodą. Z czasem strach zanika; wtedy znów rozglądasz się w poszukiwaniu jakiejś przygody.

Generalnie, odwaga to rezygnacja z tego, co jest nam znane, na rzecz nieznanego; zamiana wygody na niewygodę. To mozolna pielgrzymka do nieznanego celu. Nigdy nie wiadomo, czy będziemy w stanie się na to zdobyć. Jest to jak hazard, lecz tylko ci, którzy podejmują ryzyko, wiedzą, czym naprawdę jest życie.

Tao odwagi

Życie nie przestrzega zasad logiki; nieprzerwanie podąża własną drogą. Musisz się w nie wsłuchać, bo życie nie posłucha twoich argumentów; są mu całkowicie obojętne.

Co widzisz, podążając drogą swojego życia? Nadciąga burza, padają ogromne drzewa. Według Darwina powinny przetrwać, bo są tak potężne i silne. Przyjrzyj się prastaremu drzewu, wysokiemu na dziesiątki metrów, mającemu trzy tysiące lat. Sama jego obecność stwarza wrażenie siły i mocy. Miliony korzeni zanurzyły się głęboko w ziemię, więc drzewo stoi stabilnie. Oczywiście będzie walczyć z burzą – nie chce skapitulować, poddać się, ale w końcu upada martwe, przestaje żyć, cała jego siła znika. Burza okazała się potężniejsza. Zawsze tak jest, ponieważ burza jest całością, a drzewo – jednostką.

Jednak istnieją także mniejsze rośliny, trawa. Gdy nadchodzi burza, trawa poddaje się, więc burza nie jest w stanie jej zaszkodzić. Co najwyżej może ją oczyścić, zmyć z niej kurz. Obmywa jak prysznic, a gdy odchodzi, niskie zarośla i trawy ponownie unoszą głowy. Trawa prawie nie ma korzeni, może ją wyrwać małe dziecko, ale pokonała burzę. Jak to możliwe?

Trawa żyje w zgodzie z tao – drogą wskazaną przez Lao Tsu, natomiast drzewo wybrało drogę Darwina. Drzewo zachowało logikę: próbowało się opierać, pokazać swoją siłę. Jeśli starasz się pokazać swoją siłę, zostaniesz pokonany. Wszyscy Hitlerowie, Napoleonowie, Aleksandrowie Wielcy są jak ogromne, silne drzewa. Wszyscy zostaną pokonani. Natomiast Lao Tsu są jak małe rośliny: nikt nie jest w stanie ich pokonać, ponieważ zawsze są gotowi ulec. Jak można pokonać kogoś, kto mówi: „Poddaję się. Ciesz się zwycięstwem, po co robić tyle hałasu? Jestem pokonany”. Nawet Aleksander poczuje się bezsilny wobec Lao Tsu; nie będzie w stanie niczego zrobić.

Opowiada o tym pewna anegdota. W czasach, gdy Aleksander Wielki dotarł do Indii, żył tam pewien mistyk, sannjasin o imieniu Dandamis. Przed wyprawą przyjaciele poprosili Aleksandra, żeby przywiózł ze sobą sannjasina, ponieważ ten unikalny kwiat można spotkać tylko w Indiach. Powiedzieli:

– Przywieziesz zapewne wiele rzeczy, ale nie zapomnij o sannjasinie. Chcielibyśmy ujrzeć go na własne oczy, dowiedzieć się, kto to tak naprawdę jest.

Aleksander, przejęty wojną, skupiony na walce, przypomniał sobie o tym dopiero, kiedy już wracał z podbojów, będąc tuż przy granicy Indii. Mijał ostatnią wioskę, więc rozkazał żołnierzom, aby udali się do niej i rozejrzeli za jakimś sannjasinem. Traf chciał, że nad rzeką nieopodal wioski przebywał akurat Dandamis.

Okoliczni mieszkańcy powiedzieli Aleksandrowi:

– Zjawiasz się w dobrym momencie. Żyje bowiem wielu sannjasinów, lecz spotkać prawdziwego to niezwykła rzadkość. Możesz udać się do niego w odwiedziny, a otrzymasz prawdziwy darszan.

Aleksander roześmiał się i odpowiedział:

– Nie przybyłem tu po to, by otrzymywać jakieś darszany. Moi żołnierze go pojmą. Zabiorę go ze sobą do stolicy mojego kraju.

Wieśniacy powiedzieli:

– To nie będzie tak proste…

Aleksander nie mógł w to uwierzyć. Zwyciężał imperatorów, królów, więc jaki problem mógł mieć z sannjasinem – żebrakiem i ascetą? Gdy żołnierze udali się do Dandamisa, ujrzeli go nagiego na brzegu rzeki.

Powiedzieli:

– Aleksander Wielki zaprasza cię, abyś towarzyszył mu w podróży do jego kraju. Zostanie ci zapewnione wszystko, czego potrzebujesz. Będziesz gościem króla.

Nagi fakir roześmiał się i rzekł:

– Idźcie i powiedzcie swojemu panu, że człowiek, który sam siebie nazywa „wielkim”, nie może być wielki. A dodajcie także, że nikt mnie stąd nie zabierze. Sannjasin przemieszcza się jak chmura, niczym nieskrępowany. Nie jestem niewolnikiem.

Odpowiedzieli mu:

– Musiałeś słyszeć o Aleksandrze! To gwałtowny człowiek. Jeśli mu odmówisz, nie posłucha, tylko utnie ci głowę.

Sannjasin rzekł:

– Lepiej przyprowadźcie tu swojego pana. Może zrozumie to, co mu powiem.

Aleksander zdecydował się pójść do Dandamisa osobiście, bowiem żołnierze zaczęli mu zdawać niesamowite relacje. Mówili:

– On jest kimś wyjątkowym, świetlistym. Unosi się wokół niego coś przedziwnego. Jest nagi, ale nie czuje się tego w jego obecności. Jest tak potężny, że w jego towarzystwie człowiek zapomina o całym świecie. Ma w sobie magnetyzm. Wokół panuje cisza, a całe otoczenie wydaje się cieszyć jego obecnością. Warto się z nim spotkać, ale jest pewien problem… Biedak upiera się, że nikt nigdzie go nie zabierze, że nie jest niczyim niewolnikiem.

Aleksander poszedł więc na spotkanie, trzymając w dłoni obnażony miecz. Dandamis roześmiał się i powiedział:

– Schowaj miecz, jest ci niepotrzebny. Odłóż go na miejsce; jest bezużyteczny. Mógłbyś nim pociąć jedynie moje ciało, które opuściłem już dawno temu. Miecz mnie nie zrani, nie bądź śmieszny.

Mówi się, że był to pierwszy raz, kiedy Aleksander posłuchał cudzego rozkazu. Z powodu obecności tego człowieka jakby zapomniał, kim jest. Schował miecz i rzekł:

– Nigdy nie spotkałem tak cudownego człowieka.

Gdy wrócił do obozu powiedział:

– Trudno jest zabić kogoś, kto jest gotów umrzeć. Zabicie go nie ma sensu. Można zabić kogoś, kto walczy. Wtedy ma to sens. Nie można tego zrobić, gdy ktoś jest gotów umrzeć i mówi: „Oto moja głowa, możesz ją śmiało odciąć”.

Dandamis rzeczywiście powiedział: „Oto moja głowa, możesz ją odciąć. Gdy osunie się, obaj zobaczymy, jak spada na piasek, ponieważ nie jestem swoim ciałem. Jestem świadkiem”. Aleksander po powrocie oznajmił przyjaciołom:

– Było wielu sannjasinów, których mogłem ze sobą przywieźć, ale nie byli prawdziwi. Później zaś spotkałem człowieka, który naprawdę był niezwykły. Dobrze słyszeliście: taki kwiat jest wyjątkowo rzadki. Lecz nikt nie zmusi go do niczego, ponieważ nie boi się on umrzeć. Jak można do czegokolwiek nakłonić kogoś, kto nie boi się śmierci?

To twój strach czyni z ciebie niewolnika. Przestajesz nim być, gdy przestajesz się bać. Twój strach zmusza cię także do robienia niewolników z innych, tak by nie próbowali zniewolić ciebie. Człowiek pozbawiony strachu nie boi się nikogo i nie wywołuje strachu u innych. Strach całkowicie znika.

Droga serca

Angielskie słowo courage (odwaga) jest bardzo interesujące. Pochodzi od łacińskiego cor – co oznacza „serce”. Skoro rdzeń słowa „odwaga” pochodzi od „serca”, to bycie odważnym oznacza przyjmowanie życia poprzez serce. Słabi i tylko słabi żyją, używając głowy. Ze strachu wznoszą wokół siebie mury logiki. Przepełnieni strachem, zamykają wszystkie drzwi – teologią, koncepcjami, słowami, teoriami – i chowają się za tymi zamkniętymi drzwiami.

Droga serca jest drogą odwagi. Oznacza życie w poczuciu niepewności, życie z miłością, zaufaniem, poruszanie się po nieznanym, pozostawienie przeszłości i pozwolenie na to, by spełniała się przyszłość. Odwaga jest poruszaniem się po niebezpiecznych ścieżkach.

Życie to niebezpieczeństwo i jedynie tchórze go unikają – jednocześnie stając się martwi. Osoba żywa, żyjąca naprawdę, zawsze wybierze nieznane. Zaryzykuje pomimo zagrożenia. Serce chętnie podejmuje ryzyko, jest graczem. Głowa jest jak biznesmen – kalkuluje i jest przebiegła. Serce tego nie robi.

Słowo courage jest piękne i ciekawe. Żyjąc sercem, człowiek odkrywa sens. Poeta żyje z sercem i sercem słucha odgłosów nieznanego. Głowa nie potrafi słuchać; jest daleko od tego, co nieznane. Jest wypełniona tym, co już znasz.

Serce chętnie podejmuje ryzyko, jest graczem. Głowa jest jak biznesmen – kalkuluje i jest przebiegła. Serce tego nie robi.

Czym jest twój umysł? Wszystkim tym, czego się do tej pory dowiedziałeś. A to jest przeszłość, coś, co umarło, odeszło. Umysł to jedynie wspomnienie. Serce jest przyszłością, serce jest nadzieją, zawsze wiąże się z tym, co będzie. Głowa myśli o przeszłości, serce marzy o przyszłości.

Przyszłość dopiero nadejdzie. Zawiera w sobie możliwość – nadejdzie, nadchodzi. W każdej chwili przyszłość staje się teraźniejszością, a teraźniejszość – przeszłością. Przeszłość nie daje wyboru, już się stała. Oddaliłeś się od niej – spełniła się, jest martwa jak grób. Przyszłość jest jak nasienie – budzi się, rozwija, by napotkać teraźniejszość.

Jesteś w ciągłym ruchu. Teraźniejszość jest jak most ku przyszłości. To krok, który właśnie stawiasz, a który zmierza w stronę przyszłości.

Każdy chce być sobą. Bycie sobą dostarcza tak dużo szczęścia i błogości, że nie ma powodu być fałszywym. Musisz mieć odwagę, by zajrzeć w głąb. Dlaczego się boisz? Co może zrobić ci świat? Jeśli nawet ludzie będą się z ciebie śmiać, to poprawi im nastrój – śmiech jest zawsze lekarstwem. Pomyślą, że oszalałeś… Ale fakt, iż tak pomyślą, nie sprawi, że staniesz się szalony. Jeśli twoja radość, łzy, taniec są prawdziwe – prędzej czy później znajdą cię ludzie, którzy będą cię rozumieć, którzy być może dołączą do twojej karawany.

Dlaczego się boisz? Co może zrobić ci świat? Jeśli nawet ludzie będą się z ciebie śmiać, to poprawi im nastrój – śmiech jest zawsze lekarstwem.

Ja też zaczynałem w pojedynkę, z czasem pojawili się inni ludzie i tak stworzyliśmy światową karawanę! Nikogo nie zapraszałem; robiłem po prostu to, co wypływało z mojego serca.

Jestem odpowiedzialny za swoje serce, nie innych ludzi. Ty również odpowiadasz tylko za swoje. Nie sprzeciwiaj się. Sprzeciw to samobójstwo, wyniszcza cię. I jaka z tego korzyść? Nawet gdy ludzie cię szanują, uważają za rozważnego, szacownego człowieka, to ich opinie cię nie wzbogacą. Nie dostarczą ci lepszego wglądu w życie i jego piękno.

Ile milionów ludzi żyło na Ziemi przed tobą? Nie znasz nawet ich imion; to, czy istnieli, czy nie, nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Byli wśród nich święci i grzesznicy, ludzie godni szacunku, ekscentrycy, szaleńcy – i wszyscy zniknęli, nawet najmniejszy ślad po nich nie został. Twoim głównym celem powinno być rozwijanie i ochrona tych jakości, które będziesz mógł zabrać ze sobą, gdy śmierć zniszczy twoje ciało i umysł, ponieważ tylko te jakości będą ci towarzyszyć. Są one jedynymi prawdziwymi wartościami. Tylko ci ludzie, którzy je osiągają, żyją naprawdę; inni po prostu udają.

Pewnej nocy KGB puka do drzwi Jasela Finkelsztajna. Jasel otwiera. Agent KGB pyta:

– Czy mieszka tu Jasel Finkelsztajn?

– Nie – odpowiada Jasel, stojąc na progu w swojej powycieranej piżamie.

– Nie? Więc jak się nazywasz?

– Jasel Finkelsztajn.

Agent powala go na ziemię i krzyczy:

– Dlaczego na moje pytanie odpowiedziałeś, że tu nie mieszkasz?

– Pan to nazywa mieszkaniem? – odpowiada Jasel.

Sama egzystencja to nie życie. Spójrz na swoje życie. Czy możesz nazwać je darem? Czy możesz je nazwać prezentem? Chciałbyś, aby dano ci to samo życie ponownie?

Nie słuchaj recept – słuchaj własnego serca. To jedyna recepta, którą daję: słuchaj uważnie, świadomie, a nigdy się nie pomylisz. Słuchając własnego serca, nie będziesz czuł się rozdarty. Zaczniesz poruszać się we właściwym kierunku, bez zastanawiania się, co jest właściwe, a co niewłaściwe.

Nowa sztuka życia dla ludzkości będzie zawierać się w tajemnicy uważnego, świadomego słuchania własnego serca. Podążaj za nim, idź, dokądkolwiek cię poprowadzi. Owszem, czasem wpadniesz w tarapaty – ale wtedy pamiętaj, to jest potrzebne, abyś mógł dojrzeć. Czasem zejdziesz na manowce – ale pamiętaj: i to jest etapem dorastania. Wiele razy upadniesz – i znów się podniesiesz, ponieważ w ten sposób zdobywa się siłę. W ten sposób się scalasz.

Nie przestrzegaj zasad narzuconych z zewnątrz. Żadna narzucona reguła nie może być słuszna, ponieważ zasady tworzone są przez ludzi, którzy chcą tobą kierować! Tak, czasami na świecie zdarzali się również wielcy, oświeceni ludzie – Budda, Jezus, Kryszna, Mahomet. Nie narzucali światu swoich reguł, dawali mu swą miłość. Ale prędzej czy później ich uczniowie zgromadzą się i stworzą zasady mówiące jak żyć. Kiedy mistrz odchodzi, znika jego światło. Ci, którzy zostali, pogrążeni w ciemności, zaczynają po omacku szukać zasad, których mogliby przestrzegać, bo bez światła niczego nie widzą. Teraz będą zmuszeni polegać na zasadach. To, co robił Jezus, było zgodne z głosem jego serca. To, co robią chrześcijanie, niekoniecznie zgadza się z głosami ich serc. Naśladują – a w momencie, gdy naśladujesz, obrażasz swoje człowieczeństwo, obrażasz swojego Boga.

Nigdy nie naśladuj. Zawsze bądź oryginalny. Nie stawaj się kopią. Niestety, cały świat pełen jest kopii. Jeśli jesteś oryginałem, życie jest jak taniec – a przecież zostałeś stworzony jako istota oryginalna, niepowtarzalna. Zauważ, jak wiele różni Buddę od Kryszny. Jeśli Kryszna naśladowałby Buddę, stracilibyśmy jednego z najpiękniejszych ludzi na Ziemi. A gdyby Budda podążał za Kryszną, byłby po prostu marnym falsyfikatem. Wyobraź sobie Buddę grającego na flecie! – zakłóciłby sen wielu ludzi, nie był flecistą. Wyobraź sobie tańczącego Buddę – to wygląda śmiesznie, absurdalnie.

Podobnie z Kryszną. Siedzi pod drzewem bez fletu, bez korony z pawich piór, bez bogatych szat – po prostu siedzi pod drzewem jak żebrak z zamkniętymi oczami, bez ludzi tańczących dookoła, bez muzyki, bez śpiewów – wyglądałby tak biednie, tak bezsilnie.

Budda to Budda, Kryszna to Kryszna, a ty to ty. Pod żadnym względem nie jesteś gorszy od innych. Szanuj siebie, szanuj swój wewnętrzny głos i podążaj za nim. Oczywiście musisz pamiętać, że nie gwarantuję, iż zawsze dobrze cię poprowadzi. Wiele razy poprowadzi cię na manowce, bo aby dojść do właściwych drzwi, trzeba wpierw zapukać do wielu niewłaściwych. Tak już jest. Jeśli przez przypadek od razu dobrze trafisz, nie będziesz umiał rozpoznać, że są to te właściwe drzwi.

Budda to Budda, Kryszna to Kryszna, a ty to ty. Pod żadnym względem nie jesteś gorszy od innych. Szanuj siebie, szanuj swój wewnętrzny głos i podążaj za nim.

Pamiętaj więc – w ostatecznym rozrachunku żaden wysiłek nie idzie na marne; wszystkie biorą udział w osiągnięciu kulminacyjnego punktu twojej dojrzałości.

Nie bądź niezdecydowany, nie martw się za bardzo o to, że zrobisz coś nie tak. To jeden z problemów: ludzi nauczono wystrzegać się błędów. Stają się niezdecydowani, pełni lęku, przerażeni tym, że mogliby zrobić coś źle, i tkwią w miejscu. Nie potrafią się ruszyć, bo coś złego może się wydarzyć. Stają się jak kamienie, tracą możliwość ruchu.

Popełniaj tyle błędów, ile to możliwe, pamiętając tylko o jednym: nie popełniaj dwa razy tego samego błędu. A będziesz wzrastać. Gubienie się jest częścią twojej wolności, sprzeciw – nawet wobec Boga – to część twojej godności. Sprzeciwianie się, nawet Bogu, jest niekiedy piękne. Właśnie w ten sposób wykształcisz kręgosłup; są całe miliony ludzi pozbawione kręgosłupa.

Popełniaj tyle błędów, ile to możliwe, pamiętając tylko o jednym: nie popełniaj dwa razy tego samego błędu. A będziesz wzrastać.

Zapomnij o wszystkim, co określano jako słuszne lub niesłuszne. Życie nie jest niezmienne. Coś, co jest dobre dzisiaj, może stać się błędem jutro; coś, co jest niesłuszne w tym momencie, w następnym może być właściwe. Życia nie można zaszufladkować; nie można przyczepić metek: „To jest prawidłowe, a to nieprawidłowe”. Życie to nie apteka, gdzie każda buteleczka ma swoją nalepkę, dzięki której wiesz, co zawiera. Życie jest tajemnicą: w jednym momencie wszystko pasuje i jest dobre; w następnym tyle wody upłynęło w Gangesie, że już nie pasuje i jest niesłuszne.

Jaka jest moja definicja tego, co słuszne? Słuszne jest to, co współgra z egzystencją, a to, co z nią nie współgra, jest niesłuszne. Zachowuj nieustanną czujność, ponieważ w każdej chwili musisz podejmować decyzje na nowo. Nie możesz polegać na gotowych odpowiedziach.

Tylko głupcy polegają na gotowych odpowiedziach, ponieważ do tego nie jest potrzebna inteligencja. Dobrze wiesz, co jest właściwe, a co niesłuszne; możesz to łatwo zapamiętać – lista nie jest długa. Dziesięć przykazań – proste! – wiesz, co jest dobre, a co złe. Ale życie ciągle się zmienia. Gdyby powrócił Mojżesz, nie sądzę, by podał ci te same przykazania – nie mógłby. Po upływie trzech tysięcy lat te same dziesięć przykazań? Musiałby dać coś nowego.

Moim zdaniem przykazania są źródłem nieporozumień, zanim bowiem dotrą do ludzi, już stają się przestarzałe. Życie mknie tak szybko; jest dynamiczne, nie – statyczne. Nie jest nieruchomym stawem. Jest Gangesem. Płynie. Nie jest takie samo w dwóch kolejnych momentach. Coś, co może być dobre w tym momencie, może nie być dobre w następnym.

Co robić? Jedyne, co można, to uczynić ludzi na tyle czujnymi, aby sami byli w stanie decydować, jak będą odpowiadać na zmiany zachodzące w życiu. Każdy, kto ma oczy, zauważy, że życie wciąż nas zaskakuje, a gotowe odpowiedzi nie mają żadnego zastosowania.

Droga inteligencji

Inteligencja to samo życie, spontaniczne, otwarte, bez zabezpieczeń. To bezstronność, odwaga, by funkcjonować bez podejmowania wcześniejszych decyzji. A dlaczego uważam, że inteligencja jest odwagą? Bowiem gdy działasz w sposób założony z góry, twoje decyzje chronią cię, dają poczucie bezpieczeństwa. Dobrze je znasz, dobrze wiesz, jak do nich dojść, z nimi jesteś bardzo skuteczny. Improwizacja w życiu to funkcjonowanie w niewinności. Nie ma bezpieczeństwa; możesz się pomylić, zboczyć na manowce.

Popełniając wiele błędów, dowiesz się, czym jest błąd i jak go już więcej nie popełniać. Wiedząc, czym jest błąd, przybliżasz się coraz bardziej do prawdy. Są to poszukiwania indywidualne; nikt nie może polegać na cudzych wnioskach.

Ten, kto jest gotów wyruszyć na poszukiwanie zwane prawdą, musi przygotować się na popełnianie błędów – musi być w stanie ryzykować. Może zejść na manowce, ale dzięki temu można dojść do celu. Gubiąc się wiele razy, nauczysz się, jak więcej nie zabłądzić. Popełniając wiele błędów, dowiesz się, czym jest błąd i jak go już więcej nie popełniać. Wiedząc, czym jest błąd, przybliżasz się coraz bardziej do prawdy. Są to poszukiwania indywidualne; nikt nie może polegać na cudzych wnioskach.

Urodziłeś się jako nie-umysł. Niech to wsiąknie głęboko w twoje serce, tak głęboko jak to tylko możliwe, ponieważ dzięki temu otworzą się drzwi. Jeśli urodziłeś się bez umysłu, to znaczy, że umysł jest produktem społecznym. Nie jest naturalny, jest kulturalny. Został wymyślony i narzucony ci. Głęboko wewnątrz wciąż jesteś wolny, możesz się wydostać. Nie możesz uciec od natury, ale jeśli tylko się na to zdecydujesz, możesz uciec od tego, co sztuczne.

Egzystencja poprzedza myślenie, nie jest więc stanem umysłu, jest czymś ponad. Być to znać podstawy, to nie znaczy: myśleć. Nauka to myślenie, filozofia to myślenie, teologia to myślenie. Religijność nie oznacza myślenia. Religijna bliskość, to bliskość bez myślenia. Jest bardziej intymna, doprowadza cię bliżej do rzeczywistości, odrzuca wszystko, co cię powstrzymywało, odblokowuje cię; zaczynasz płynąć przez życie. Nie myślisz, że jesteś oderwany, patrzysz. Nie myślisz, z rezerwą, że jesteś obserwatorem, kimś odległym. Spotykasz się, łączysz się i wnikasz w rzeczywistość.

Jest to inny rodzaj poznania. Nie może być nazwany „wiedzą”. Jest bardziej jak miłość niż jak wiedza. Jest to poznanie tak intymne, że słowo „wiedza” nie jest wystarczające, aby je wyrazić. Słowo „miłość” jest bardziej adekwatne, bardziej wyraziste.

W historii ludzkiej świadomości, pierwsza rozwinęła się magia. Stanowiła ona połączenie nauki i religii. Miała w sobie coś z umysłu i coś z nie-umysłu. Później z magii wyrosła filozofia. Z filozofii – nauka. Magia była zarówno nie-umysłem, jak i umysłem. Filozofia była tylko umysłem. Później umysł i eksperymentowanie stworzyły naukę. Religijność jest stanem nie-umysłu.

Religijność i nauka to dwa sposoby podejścia do rzeczywistości. Nauka zbliża się do niej za pośrednictwem swych wielu dziedzin, religijność – bezpośrednio. Nauka to podejście pośrednie; religijność to podejście natychmiastowe. Nauka kręci się po obrzeżach, religijność dociera wprost do serca rzeczywistości.

Jeszcze kilka uwag… Myślenie może wymyślać tylko to, co znane – może przeżuć to, co już było przeżute. Myślenie nigdy nie może być oryginalne. Jak można myśleć o nieznanym? Cokolwiek możesz wymyślić było znane ci już wcześniej. Możesz myśleć tylko dlatego, że już coś znasz. Myślenie może, co najwyżej, stworzyć nowe kombinacje. Możesz myśleć o koniu, który lata po niebie, który zrobiony jest ze złota, lecz nic tu nie jest nowe. Znasz ptaki latające po niebie, znasz złoto, znasz konie; łączysz te trzy elementy ze sobą. Myślenie może jedynie wyrazić nowe kombinacje, ale nie może poznać nieznanego. Nieznane pozostaje ponad nim. Więc myślenie kręci się w kółko, wciąż poznajesz to, co jest już ci znane, przeżuwasz to, co jest już przeżute. Myślenie nigdy nie jest oryginalne.

Wkraczanie w rzeczywistość oryginalnie, radykalnie, bez mediatorów – wkraczanie w rzeczywistość tak, jakbyś był pierwszą istniejącą osobą – to jest wyzwolenie. Ta świeżość wyzwala.

Prawda to doświadczenie, nie przekonanie. Prawda nigdy nie pojawia się wskutek jej studiowania; musisz się z nią zmierzyć, musisz stawić jej czoło. Osoba, która uczy się miłości, jest jak osoba, która zagłębia się w Himalaje, studiując mapy. Mapa to nie prawdziwe góry. A jeśli zaczniesz wierzyć w mapę, przegapisz góry. Jeśli będziesz obsesyjnie wgapiał się w mapę, to choćby góry były tuż pod twoim nosem, ty nie będziesz w stanie ich dostrzec.

I tak właśnie jest. Góry są tuż przed tobą, ale ty nie odrywasz oczu od map odwzorowujących te góry, stworzonych przez różnych badaczy. Ktoś wspiął się na szczyt od północy, ktoś inny od wschodu. Stworzyli oni różne mapy: Koran, Biblię, Gitę – różne mapy tej samej prawdy. A ty jesteś nimi obładowany, uginasz się pod ich ciężarem. Nie możesz poruszyć się nawet o centymetr. Nie możesz dostrzec gór przed sobą, ich dziewiczych wierzchołków pokrytych śniegiem, błyszczących jak złoto w porannym słońcu. Nie masz oczu, aby to dostrzec.

Tendencyjnie nastawione oko jest ślepe, serce pełne już podjętych decyzji jest martwe. Z powodu ocen wygłaszanych a priori, twoja inteligencja zaczyna tracić ostrość, piękno, siłę. Staje się nudna.

Nudna inteligencja to intelekt. Twoja tak zwana inteligencja nie jest naprawdę inteligentna, tylko intelektualna. Intelekt jest padliną. Możesz dekorować go, ozdabiać perłami, diamentami, szmaragdami – padlina pozostanie padliną. Bycie żywym oznacza zupełnie coś innego.

Tendencyjnie nastawione oko jest ślepe, serce pełne już podjętych decyzji jest martwe. Z powodu ocen wygłaszanych a priori, twoja inteligencja zaczyna tracić ostrość, piękno, siłę. Staje się nudna.

Nauka oznacza bycie stanowczym, całkowicie stanowczym na temat faktów. A jeśli jesteś stanowczy na temat faktów nie możesz czuć tego, co nieodgadnione – im bardziej jesteś konkretny, tym więcej tajemniczości wyparowuje. Tajemniczość potrzebuje braku precyzji; potrzebuje czegoś, co nie poddaje się definicjom, czegoś nieokreślonego. Nauka opiera się na faktach. Tajemnica ich nie potrzebuje; jest egzystencjalna.

Fakt jest jedynie elementem egzystencji, bardzo małą jej częścią. Nauka zajmuje się częściami, ponieważ dużo łatwiej się z nimi uporać. Są mniejsze, poddają się analizie; nie przytłaczają, można brać je do rąk. Można je prześwietlać, szufladkować je, mieć całkowitą pewność co do ich zalet, stanu, możliwości, ale przez ten proces tajemnica zostaje zabita. Nauka to morderstwo popełnione na tajemnicy. Jeśli chcesz doświadczyć nieznanego, będziesz musiał otworzyć inne drzwi, z całkowicie innego wymiaru. Sfera umysłu to sfera nauki, medytacja leży w sferze cudu, tajemnicy.

Medytacja zabiera cię w nieznane, w niezbadane. Zabiera cię powolutku w pewien rodzaj wzajemnego przenikania, gdzie obserwator i to, co obserwowane, stają się całością. W nauce byłoby to niemożliwe. Obserwator musi pozostać obserwatorem, a obserwowane musi pozostać obserwowanym, te dwie sprawy muszą być cały czas rozdzielne. W żadnym momencie nie możesz zapomnieć o sobie; to, co badasz, nie powinno cię ani przez chwilę interesować, przytłaczać, pasjonować, budzić twojej miłości ani poczucia wspólnoty. Musisz się oderwać, pozostać zimnym, całkowicie obojętnym. A obojętność zabija tajemnicę.

Nauka to morderstwo popełnione na tajemnicy. Jeśli chcesz doświadczyć nieznanego, będziesz musiał otworzyć inne drzwi, z całkowicie innego wymiaru.

Jeśli naprawdę chcesz doświadczyć tajemnicy, będziesz musiał otworzyć w sobie nowe drzwi. Nie mówię, że masz przestać być naukowcem. Nauka może pozostać w dalszym planie. Kiedy jesteś w laboratorium, bądź naukowcem, ale kiedy wychodzisz na zewnątrz, zapominaj o nauce. Słuchaj ptaków – ale nie w sposób naukowy! Patrz na kwiaty – ale nie w sposób naukowy. Kiedy patrzysz na różę w naukowy sposób, staje się ona zupełnie inną rzeczą niż ta, na którą patrzysz. To nie ta sama róża, której doświadcza poeta.

Doświadczenie nie zależy od przedmiotu, zależy od tego, kto je przeprowadza, od głębi odczuwania.

Patrząc na kwiat, sam stań się kwiatem; tańcz dokoła kwiatu, śpiewaj piosenkę. Wiatr jest chłodny i orzeźwiający, słońce jest ciepłe, a kwiat w pełnym rozkwicie. Tańczy na wietrze, cieszy się, śpiewa piosenkę, śpiewa alleluja. Współuczestnicz w tym! Porzuć obojętność, obiektywność, bezstronność. Porzuć naukową postawę. Stań się trochę bardziej płynny, roztop się, przekształć się. Pozwól kwiatu przemówić do twojego serca, pozwól mu dotrzeć do twojej Istoty. Zaproś go – jest gościem! A wtedy uchylisz rąbka tajemnicy.

To jest pierwszy krok w stronę nieznanego. Ostateczny krok jest następujący: jeśli potrafisz uczestniczyć przez chwilę, to znaczy, że poznałeś klucz, sekret. Zacznij więc uczestniczyć we wszystkim, co robisz. Idziesz, nie rób tego mechanicznie, nie obserwuj – bądź tym. Tańczysz, nie rób tego tylko technicznie; technika jest nieistotna. Możesz robić wszystko poprawnie technicznie, a wciąż będziesz tracił całą radość z robienia tego. Rozpłyń się w tańcu, stań się tańcem, zapomnij o tancerzu.

Gdy osiągniesz taką jedność w wielu przejawach twojego życia, kiedy wszystko wokół ciebie zacznie doświadczać cudownych chwil przenikania, lekkości, braku ego… gdy kwiat i ty staniecie się jednym, tęcza i ty staniecie się jednym… kiedy chmury będą wędrować po niebie, a jednocześnie i w tobie… gdy zapanuje w tobie całkowita cisza, nie będzie w tobie nikogo, jedynie czysta cisza, dziewicza cisza, niezmącona, niezakłócona przez logikę, myśl, emocje, uczucie – to właśnie będzie moment medytacji. Umysł odszedł, a gdy odchodzi umysł, pojawia się tajemnica.

Droga zaufania

Zaufanie to najwyższy rodzaj inteligencji. Dlaczego ludzie nie ufają innym? Ponieważ nie ufają swojej inteligencji. Boją się, obawiają się, że zostaną oszukani. Boją się; dlatego wątpią. Wątpliwość wynika ze strachu. Wątpliwość wynika z pewnego rodzaju niewiary we własną inteligencję. Nie jesteś przekonany, że umiesz ufać ani że chciałbyś ufać. Zaufanie wymaga ogromnej inteligencji, odwagi, uczciwości. Potrzebuje wielkiego serca, aby w nim zamieszkać.

Zaufanie to najwyższy rodzaj inteligencji. Dlaczego ludzie nie ufają innym? Ponieważ nie ufają swojej inteligencji. Boją się, obawiają się, że zostaną oszukani.

Jeśli nie masz wystarczająco dużo inteligencji, chronisz się poprzez wzbudzanie w sobie wątpliwości. Jeśli posiadasz inteligencję, jesteś gotów udać się w nieznane, ponieważ wiesz, że nawet jeśli cały znany ci świat zniknie, ty będziesz w stanie osiedlić się w nieznanym. Będziesz w stanie zbudować tam swój dom. Ufasz swojej inteligencji. Wątpliwość ciągle się pilnuje; inteligencja jest otwarta, ponieważ wie, że cokolwiek się stanie, będzie w stanie przyjąć wyzwanie, odpowiednio zareagować. Przeciętny umysł nie ufa sobie w ten sposób. Wiedza ma dość mierną wartość.

Pozostawanie w stanie niewiedzy to inteligencja, to przejaw czujności – i nie podlega kumulacji. Każdy moment, który przemija – znika, nie zostawia za sobą śladu, żadnego śladu egzystencjalnego. Człowiek wychodzi z niego ponownie czysty, ponownie niewinny, znów taki jak dziecko.

Nie próbuj zrozumieć życia. Żyj! Nie próbuj zrozumieć miłości. Wniknij w nią. Wtedy będziesz wiedział – a wiedza ta będzie wynikać z twojego doświadczania. Ona nigdy nie zniszczy tajemnicy, która mówi: im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania.

Życie nie jest problemem. Patrzenie na nie jak na problem, to fałszywy ruch. Ono jest tajemnicą, którą należy przeżyć, pokochać, doświadczać.

Umysł, który poszukuje wyjaśnień, to umysł, który się boi, ponieważ z powodu ogromnego strachu chce, aby wszystko było łatwe do zrozumienia. Nie potrafi zagłębić się w nic, co nie jest wyjaśnione. Dzięki wyjaśnieniom czuje, że terytorium jest znajome; teraz zna geografię, umie poruszać się z mapą, z przewodnikiem, z harmonogramem. Nigdy nie jest gotów poruszać się po nieznanym, niezbadanym bez mapy, bez przewodnika. Ale życie jest, jakie jest i nie można stworzyć jego mapy, bo ono ciągle się zmienia. Każdy kolejny moment dzieje się teraz. Nie ma nic starego pod słońcem, mówię ci – wszystko jest nowe. Jest potężną dynamiką, czystym ruchem. Jedynie zmiana jest zjawiskiem stałym; tylko to nigdy się nie zmienia.

Życie nie jest problemem. Patrzenie na nie jak na problem, to fałszywy ruch. Ono jest tajemnicą, którą należy przeżyć, pokochać, doświadczać.

Wszystko inne się zmienia, więc nie możesz mieć mapy; zanim mapa będzie gotowa, stanie się przestarzała. Zanim dostaniesz ją do rąk, już będzie bezużyteczna. Życie zmieniło swoje ścieżki. Zaczęło grać w nową grę. Nie poradzisz sobie z życiem, używając map, ponieważ nie można go zmierzyć. Nie poradzisz sobie z życiem, posługując się przewodnikami, ponieważ one są przydatne tylko dla rzeczy stałych. Życie nie jest stałe, jest dynamiczne, jest procesem. Nie możesz mieć jego mapy. Nie można go zmierzyć, ono jest niezmierzoną tajemnicą. Nie proś o wyjaśnienia.

A oto co nazywam dojrzałością umysłu: gdy ktoś dochodzi do stanu patrzenia na życie bez pytań, po prostu zanurza się w nim z odwagą, bez lęku.

Świat jest pełen pseudoreligijnych ludzi. Kościoły, świątynie, gurudwary, meczety pełne są ludzi, a jednocześnie, czy nie widzisz, że świat jest absolutnie niereligijny? Z tyloma religijnymi ludźmi świat jest niereligijny – jak to się dzieje? Każdy z osobna jest religijny, ale wszyscy razem – nie są. Religia jest fałszywa. Ludzie „hodowali” w sobie zaufanie. Stało się ono przekonaniem, nie doświadczeniem. Nauczono ich wierzyć, nie nauczono ich wiedzieć – oto błąd ludzkości.

A oto co nazywam dojrzałością umysłu: gdy ktoś dochodzi do stanu patrzenia na życie bez pytań, po prostu zanurza się w nim z odwagą, bez lęku.

Nigdy nie wierz. Jeśli nie potrafisz ufać lepiej, wątp, ponieważ mając wątpliwości, masz szansę, że kiedyś pojawi się zaufanie. Nie możesz żyć wiecznie w wątpliwości. Wątpliwość to cierpienie, choroba. Z nią nigdy nie poczujesz się spełniony; będziesz roztrzęsiony, pozostaniesz w cierpieniu, rozerwany i niezdecydowany. To będzie jak koszmar, więc pewnego dnia zaczniesz poszukiwać możliwości wydostania się z niego. Moim zdaniem lepiej być ateistą niż pseudowierzącym teistą.

Od dzieciństwa wpajano ci wiarę, umysł każdego był uwarunkowywany tak, aby wierzył: w boga, w duszę, w to i w tamto. Teraz wiara wsiąknęła w twoje kości i twoją krew, ale nadal pozostała przekonaniem – nie wiedzą. A jeśli nie wiesz, nie możesz się wyzwolić. Wiedza wyzwala, jedynie ona wyzwala. Wszystkie przekonania są pożyczone; dali ci je inni, nie rozkwitły dzięki tobie. A w jaki sposób coś pożyczonego może doprowadzić cię w stronę prawdy, absolutnej prawdy? Porzuć wszystko, co zabrałeś od innych. Lepiej być żebrakiem niż bogaczem, który zawdzięcza wszystko nie swoim własnym zarobkom, lecz kradzieżom; bogatym dzięki pożyczonym rzeczom, bogatym dzięki tradycji, dzięki dziedzictwu. Nie, lepiej być żebrakiem, ale samodzielnym. Taka bieda ma w sobie bogactwo, ponieważ jest prawdziwa. Bogactwo przekonań jest bardzo niewielkie. Te przekonania nigdy nie sięgną głęboko; pozostaną na powierzchni skóry. Wystarczy lekko zadrapać, a pojawią się wątpliwości.

Wszystkie przekonania są pożyczone; dali ci je inni, nie rozkwitły dzięki tobie. A w jaki sposób coś pożyczonego może doprowadzić cię w stronę prawdy.

Wierzysz w Boga; później twoja firma bankrutuje i nagle pojawia się niewiara. Mówisz: „Nie wierzę, nie umiem już wierzyć w Boga”. Wierzysz w Boga, umiera ktoś, kogo kochasz; pojawia się niewiara. Wierzysz w Boga i tylko z powodu śmierci umiłowanej osoby twoja wiara uległa zniszczeniu? Widać niewiele była warta. Zaufanie nigdy nie może zostać zniszczone – gdy się pojawi, nic go nie zniszczy. Nic, absolutnie nic.

Pamiętaj, że istnieje ogromna różnica pomiędzy zaufaniem a przekonaniem. Zaufanie to sprawa osobista; wiara – społeczna. Zaufanie musisz sam w sobie odnaleźć i rozwinąć. W wierze wystarczy po prostu pozostać, bez względu na to kim jesteś; została ci narzucona. Toteż odrzuć wiarę. Pojawi się strach. Jeśli bowiem porzucisz przekonania, zaczniesz się bać. Każde przekonanie zmusza wątpliwości, aby gdzieś się ukryły, tłumi je. Nie martw się tym; pozwól pojawić się wątpliwościom. Każdy musi przetrwać ciemną noc, zanim dotrwa do poranka. Każdy musi przejść przez wątpliwości. Podróż jest długa, noc ciemna. Ale kiedy po długiej podróży i po ciemnej nocy nadchodzi poranek, wtedy wiesz, że było warto. Zaufanie może zostać „wyhodowane” – nigdy nie próbuj tego robić; to właśnie zrobiła ludzkość. Wyhodowane zaufanie staje się przekonaniem. Odkryj je w sobie, nie próbuj go hodować. Zanurz się głębiej w siebie, do samego źródła.

Zaufanie to sprawa osobista; wiara – społeczna. Zaufanie musisz sam w sobie odnaleźć i rozwinąć. We wierze wystarczy po prostu pozostać, bez względu na to kim jesteś; została ci narzucona. Toteż odrzuć wiarę.

Pójście nową drogą będzie wymagało zaufania, ponieważ zagłębisz się w nieznane. Będzie wymagało ogromnego zaufania i odwagi, ponieważ będziesz przemieszczać się z dala od konwencji i tradycji, z dala od tłumu. Wypłyniesz w otwarte morze, nie wiedząc, czy drugi brzeg w ogóle istnieje.

Nie mógłbym proponować ci tej nowej drogi bez przygotowania cię do tego, żeby zaufać. Będzie to wyglądać jak sprzeczność, ale co mogę zrobić? Takie jest życie. Jedynie człowiek z ogromnym zaufaniem jest zdolny do wielkich wątpliwości, zadawania pytań.

Człowiek z małym zaufaniem może wątpić tylko odrobinę. Człowiek, który nie ufa w ogóle, może jedynie udawać, że wątpi. Nie umie szukać głęboko. Głębia pojawia się wraz z zaufaniem – i jest związana z ryzykiem.

Zanim wyślę cię na niezbadane morze, muszę przygotować cię do tej bezkresnej podróży. Będziesz musiał udać się w nią sam – ale ja mogę odprowadzić cię do łodzi. Najpierw musisz wiedzieć o pięknie zaufania, ekstazie drogi serca – żebyś, gdy udasz się na otwarty ocean rzeczywistości, miał wystarczająco dużo odwagi, by płynąć dalej. Cokolwiek się wydarzy, będziesz ufał samemu sobie.

Człowiek z małym zaufaniem, może wątpić tylko odrobinę. Człowiek, który nie ufa w ogóle, może jedynie udawać, że wątpi. Nie umie szukać głęboko. Głębia pojawia się wraz z zaufaniem – i jest związana z ryzykiem.

Pomyśl: jak mógłbyś zaufać komuś lub czemuś, jeśli nie ufasz sobie? To niemożliwe. Jeśli wątpisz w siebie – jak mógłbyś zaufać? Masz nabrać ufności, a nie ufasz sobie – jak zaufasz swojemu zaufaniu? Zanim intelekt będzie mógł być przemieniony w inteligencję najpierw koniecznie musisz otworzyć serce. Oto różnica pomiędzy intelektem a inteligencją.

Inteligencja to intelekt zestrojony z twoim sercem.

Serce wie, jak ufać.

Intelekt wie, jak szukać.

Jest taka wschodnia opowieść:

Dwóch żebraków mieszkało niedaleko wioski. Jeden z nich był ślepy, a drugi nie miał nóg. Pewnego dnia w lesie, gdzie obaj mieszkali, wybuchł pożar. Obaj oczywiście rywalizowali w tym samym zawodzie, żebrząc od tych samych ludzi – i byli stale źli jeden na drugiego. Byli wrogami, nie przyjaciółmi…

Ludzie w tej samej profesji nie mogą być przyjaciółmi. To byłoby bardzo trudne, ponieważ to sprawa rywalizacji, walki o tych samych klientów. Żebracy oznaczali swoich klientów: „pamiętaj on jest mój, nie zaczepiaj go”. Nie wiesz, do którego żebraka należysz, kim jest żebrak, który cię posiada, ale któryś z żebraków z ulicy ma do ciebie wyłączne prawo. Mógł walczyć o ciebie i wygrać bitwę, a teraz jesteś jego własnością…

Często widywałem żebraka w pobliżu uniwersytetu; pewnego dnia spotkałem go na bazarze. Wcześniej codziennie kręcił się koło uniwersytetu, ponieważ młodzi ludzie są bardziej hojni; starsi powoli stają się coraz smutniejsi, przerażeni. Śmierć się zbliża, pieniądze wydają się być jedyną rzeczą, która może pomóc. Jeśli mają pieniądze, to inni im pomogą; jeśli nie mają pieniędzy, nawet ich własne córki i synowie nie przejmą się ich losem. Ale młodzi ludzie potrafią być rozrzutni. Są młodzi, mogą zarabiać; mają przed sobą całe, długie życie.

Był bogatym żebrakiem dzięki studentom uczelni… W Indiach studenci pochodzą głównie z bogatych rodzin; dla biednych studia łączą się z ogromnym wysiłkiem. Garstce biednych udaje skończyć uczelnię, ale jest to bardzo trudne i uciążliwe. Ja również pochodzę z biednej rodziny. Całe noce pracowałem jako redaktor gazety, a w dzień chodziłem na uniwersytet. Przez wiele lat nie spałem więcej niż trzy, cztery godziny – kiedy tylko mogłem znaleźć na to czas – w dzień lub w nocy.

Ten żebrak był bardzo silny. Żaden inny nie mógł pojawić się na ulicy uniwersyteckiej, nawet wejście było zakazane. Wszyscy wiedzieli do kogo należy uczelnia – do żebraka! Pewnego dnia, zamiast staruszka, zobaczyłem młodego człowieka. Zapytałem go:

– Co się stało? Gdzie jest staruszek?

Odpowiedział:

– On jest moim teściem. Dał mi uniwersytet jako prezent ślubny, kiedy ożeniłem się z jego córką. Od dziś ta ulica i ten uniwersytet należą do mnie. Mój teść pokazał mi, kim są moi klienci.

Uniwersytet nie wiedział nawet, że zmienił się jego właściciel, że był nim teraz ktoś inny.

W Indiach, gdy ktoś poślubi czyjąś córkę, dostaje posag. Nie można tak po prostu ożenić się z dziewczyną. Twój teść musi, jeśli jest bogaty, dać ci samochód, mieszkanie. Jeśli nie jest bardzo bogaty, to przynajmniej musi dać ci skuter; jeśli ma mało pieniędzy to choć rower, ale coś dać musi – radio, telewizor, trochę gotówki. Jeśli jest bardzo bogaty, daje ci możliwość wyjechania za granicę, na studia, abyś zdobył wykształcenie, stał się doktorem, inżynierem – a on za to zapłaci. Córka żebraka wyszła za mąż i cały uniwersytet musiał być oddany jej mężowi jako posag.

Spotkałem staruszka na targu i powiedziałem:

– Cudownie! Świetnie zrobiłeś, oddając posag.

– Tak – odparł – mam tylko jedną córkę i chciałem coś zrobić dla mojego zięcia. Dałem mu najlepsze miejsce do żebrania. Teraz jestem tutaj, na targu, i znów próbuję zdobyć monopol. Jest to niesamowicie ciężka praca, ponieważ jest tu wielu starych żebraków, którzy już przypisali sobie klientów. Ale nie ma się czym martwić. Dam sobie radę; wyrzucę stąd kilku żebraków.

I tak właśnie zrobił.

…Kiedy więc las pogrążył się w pożarze obaj żebracy – ślepy i beznogi – pomyśleli przez chwilę. Byli wrogami, nie rozmawiali ze sobą, ale to była sytuacja krytyczna. Ślepiec powiedział do żebraka bez nóg:

– Jedyna możliwość ucieczki jest taka: ty usiądziesz mi na plecach; wykorzystasz moje nogi, a ja wykorzystam twoje oczy. Tylko w taki sposób zdołamy się uratować.

Natychmiast doszło do porozumienia. Nie było problemów. Człowiek bez nóg nie mógłby się wydostać; przejście przez las było dla niego niemożliwe – wszystko płonęło. Mógł się troszkę przemieścić, ale to nie zdałoby się na nic. Trzeba było uciekać i to szybko. Ślepiec również był pewny, że sam się nie wydostanie. Nie wiedział, gdzie jest ogień, gdzie jest droga i które drzewa płoną, a które nie. Był przecież ślepcem… Zgubiłby się. Lecz obaj byli inteligentni; odrzucili wrogość, zostali przyjaciółmi i ocalili swoje życie.

Jest to wschodnia bajka. Mówi o rozumie i sercu. Nie ma nic wspólnego z żebrakami, ma coś wspólnego z tobą. Nie ma nic wspólnego z płonącym lasem, ma coś wspólnego z tobą – ponieważ to ty płoniesz. W każdym momencie czujesz palący ból, cierpisz w smutku, udręce. W samotności twój intelekt jest ślepy. Ma nogi, może szybko biegać, szybko się poruszać, ale ponieważ jest ślepy, nie może wybrać kierunku, w którym powinien się udać. Przez to musi wciąż walczyć, upadać, odnosić rany, odczuwać, że życie nie ma sensu. I tak właśnie mówią intelektualiści na całym świecie: „Życie nie ma sensu”.

Wydaje im się, że życie nie ma sensu, bo ich ślepy intelekt bezskutecznie próbuje dostrzec światło. To niemożliwe.

Wewnątrz ciebie jest serce, które widzi, czuje, lecz nie ma nóg; nie może biegać. Pozostaje w miejscu, bijąc, czekając… Pewnego dnia intelekt zrozumie i będzie w stanie użyć oczu serca.

Gdy mówię o zaufaniu, mam na myśli oczy serca.

Gdy mówię o wątpliwości, myślę o nogach intelektu.

Razem są w stanie z łatwością wydostać się z pożaru. Ale pamiętaj, intelekt musi zaakceptować serce na swoich ramionach. Musi. Serce nie ma nóg, tylko oczy, a intelekt musi go słuchać i podążać za jego wskazówkami.

W dłoniach serca intelekt staje się inteligentny. Jest to transformacja, całkowita przemiana energii. Kiedy ona nastąpi, człowiek nie jest już intelektualistą; staje się po prostu mądry.

Mądrość powstaje z połączenia serca i intelektu. A teraz, kiedy dowiedziałeś się, jak zsynchronizować bicie serca z pracą intelektu, masz w dłoniach cały sekret, główny klucz do otwarcia wszystkich tajemnic.

W dłoniach serca intelekt staje się inteligentny. Jest to transformacja, całkowita przemiana energii. Kiedy ona nastąpi, człowiek nie jest już intelektualistą; staje się po prostu mądry.

Droga niewinności

Prawdziwy problem nie dotyczy odwagi. U jego podstaw leży fakt, że wszystko, co znane, jest umarłe, a co nieznane – żyje. Kurczowe trzymanie się tego, co znane, jest jak trzymanie się zwłok. Porzucenie ich nie wymaga odwagi; trwanie w tym objęciu wymaga ogromnego wysiłku. Musisz przyjrzeć się temu, jakie korzyści przyniosło ci wszystko, co znasz, co już przeżyłeś? Co osiągnąłeś? Czy nie czujesz się nadal pusty? Nie odczuwasz ogromnego niezadowolenia, głębokiej frustracji, braku poczucia sensu? Jakoś udaje ci się ukrywać tę prawdę, tworzyć iluzje. Wystarczy tylko się czymś zająć.

Oto wyzwanie: dostrzec wyraźnie, że to, co wiesz, należy do przeszłości, odeszło. Jest częścią cmentarza. Chcesz znaleźć się w grobie, czy chcesz nadal żyć? A to nie jest tylko problem dnia dzisiejszego; tym samym problemem będzie jutro, pojutrze, a także chwila, w której zaczerpniesz swego ostatniego oddechu.

Gromadzisz informacje, wiedzę, doświadczenie. W momencie, w którym to wszystko poznasz, powinieneś o tym zapomnieć. Dźwiganie pustych słów, tego martwego brzemienia, niszczy twoje życie, obciąża je, powstrzymuje cię przed zaznaniem radości istnienia, która wciąż jeszcze na ciebie czeka.

Dla człowieka, który to rozumie, każda przeszła chwila jest jak śmierć, a każda chwila nadchodząca jest jak narodziny. Jego teraźniejszością jest zawsze zmiana, ponowne narodzenie, zmartwychwstanie. Odwaga nie ma z tym wszystkim zbyt wiele wspólnego – to pierwsza rzecz, którą należy zrozumieć. To sprawa jasności widzenia, świadomości, co jest czym.

Dla człowieka, który to rozumie, każda przeszła chwila jest jak śmierć, a każda chwila nadchodząca jest jak narodziny. Jego teraźniejszością jest zawsze zmiana, ponowne narodzenie, zmartwychwstanie.

I po drugie, skoro już mowa o odwadze – nikt nie jest w stanie ci jej dać. To nie jest coś, co można dać jak podarunek. To jest coś, z czym się rodzisz, ale nie pozwalasz temu się rozwinąć, nie pozwalasz mu się umocnić.

Niewinność to odwaga w połączeniu z jasnością widzenia. Jeśli jesteś niewinny, niepotrzebna ci odwaga. Nie potrzebujesz także jasności widzenia, ponieważ nic nie może być już jaśniejsze, tak kryształowo jasne jak niewinność. Cała rzecz w tym, by ochronić swoją niewinność.

Niewinności nie można zdobyć, nie można się jej nauczyć. Nie jest czymś w rodzaju talentu: do malowania, do muzyki, do poezji, do rzeźbienia. Jest raczej jak oddychanie; przychodzisz z nią na świat. Niewinność jest naturą każdego. Wszyscy rodzimy się niewinni.

Jak ktoś mógłby nie urodzić się niewinnym? Narodziny oznaczają, że wkroczyłeś w świat jak tabula rasa, nic nie jest w tobie zapisane. Masz jedynie przyszłość bez przeszłości. To jest jedno ze znaczeń niewinności. Spróbujmy zrozumieć wszystkie jej znaczenia.

Pierwsze to: brak przeszłości, tylko przyszłość.

Przeszłość psuje, ponieważ rodzi wspomnienia, doświadczenia, oczekiwania. Wszystko to czyni cię sprytnym, ale nie czystym. Czyni cię przebiegłym, ale nie inteligentnym. Może pomóc ci odnieść sukces w świecie, ale poniesiesz klęskę we wnętrzu twojej Istoty. Wszystkie sukcesy świata nie znaczą nic, w porównaniu z klęską, z którą w końcu będziesz musiał się zmierzyć, ponieważ ostatecznie tylko twoje wewnętrzne „ja” zostanie z tobą. Wszystko inne przeminie: chwała, władza, twoje imię, twoja sława – wszystko zacznie znikać jak cienie. Na końcu pozostanie jedynie to, co miałeś ze sobą na samym początku. Możesz zabrać z tego świata tylko to, co ze sobą przyniosłeś.

Jeśli jesteś niewinny, niepotrzebna ci odwaga. Nie potrzebujesz także jasności widzenia, ponieważ nic nie może być już jaśniejsze, tak kryształowo jasne jak niewinność. Cała rzecz w tym, by ochronić swoją niewinność.

W Indiach wszyscy uważają, że świat jest jak poczekalnia na dworcu kolejowym; nie jest twoim domem. Nie pozostaniesz w poczekalni na zawsze. Nic tam nie należy do ciebie – ani meble, ani obrazy na ścianach… Używasz ich – oglądasz obrazy, siedzisz na krześle, odpoczywasz na łóżku – ale nic nie należy do ciebie. Jesteś tu tylko przez kilka minut albo co najwyżej kilka godzin, później odjedziesz.

Możesz stamtąd wynieść tylko to, co ze sobą przyniosłeś, to jest twoje. A świat z całą pewnością jest poczekalnią. Oczekiwanie może trwać nie sekundy, minuty, godziny czy dni, może trwać całe lata; ale jakie to ma znaczenie, czy czekasz siedem godzin, czy siedemdziesiąt lat?

Po siedemdziesięciu latach możesz zapomnieć, że jesteś tylko w poczekalni. Może ci się zacząć wydawać, że jesteś właścicielem, że to jest dom, który zbudowałeś. Możesz zacząć przyklejać w poczekalni tabliczki z własnym imieniem.

Na końcu pozostanie jedynie to, co miałeś ze sobą na samym początku. Możesz zabrać z tego świata tylko to, co ze sobą przyniosłeś.

Są ludzie – widziałem to, ponieważ bardzo dużo podróżowałem – piszący swoje imiona w toaletach poczekalni albo grawerujący swoje imiona na meblach w poczekalni. Wygląda to głupio, ale jest bardzo podobne do tego, co robią w życiu.

Znalazłem ważną opowieść w starożytnych księgach Jainizmu. W Indiach powiada się, że jeśli ktoś zostaje imperatorem całego świata, nazywany jest czakrawartin. To słowo oznacza po prostu… Czakra znaczy koło. W starożytnych Indiach tak właśnie unikano niepotrzebnych walk i przemocy: rydwan, złoty rydwan, drogocenny, z pięknymi i silnymi końmi, przemieszczał się od jednego królestwa do drugiego. Jeśli królestwo nie stawiało oporu i pozwalało rydwanowi przejechać, oznaczało to, że akceptowano właściciela rydwanu jako swojego zwierzchnika. Nie było potrzeby walczyć.

Rydwan przemieszczał się, a kiedy ktoś stawał mu na drodze, zaczynała się wojna. Jeśli rydwan nie został zatrzymany, wtedy, bez wojny, potwierdzało się zwierzchnictwo króla: stawał się czakrawartinem – tym, którego koła zjeździły okolicę i nikt nie był w stanie go zatrzymać. Takie było pragnienie każdego z władców – stać się czakrawartinem.

Aby móc to osiągnąć, potrzebna była zdecydowanie większa siła niż ta, którą posiadał Aleksander Wielki. Żeby wysłać rydwan… trzeba było mieć pewność, że nie zabraknie determinacji, aby kontynuować. Potrzebna była absolutna pewność, że jeśli rydwan zostanie zatrzymany, dojdzie do masowej rzezi. Oznacza to, że jeśli ten człowiek chce kogoś podbić, nikt nie będzie w stanie go przed tym powstrzymać.

Jest to symboliczny sposób, bardziej cywilizowany. Nie ma potrzeby atakować, nie ma potrzeby zaczynać zabijania; wystarczy wysłać symboliczną wiadomość. Jeśli inny król uzna, że nie ma sensu się opierać – walka oznaczałaby po prostu przegraną, sprowokowałaby niepotrzebną przemoc, spowodowała zniszczenia – wita rydwan, a w stolicy rzucają mu kwiaty na drogę.

Wydaje się, że jest to bardziej cywilizowany sposób niż ten, w jaki postępują państwa takie jak Związek Radziecki i Ameryka. Po prostu: wyślij rydwan – ale to oznacza, że jesteś absolutnie pewny swojej siły; i nie tylko ty. Potęga twojej siły powinna być oczywista także dla wszystkich innych. Tylko wtedy taki symbol może być pomocny.

Każdy król pragnie pewnego dnia zostać czakrawartinem.

Oto opowieść o jednym z ludzi, który stał się czakrawartinem. A pamiętajmy, że dzieje się tak tylko raz na tysiąc lat. Nawet Aleksander Wielki nie był zdobywcą świata; wiele zostało niezdobyte. Poza tym umarł bardzo młodo, w wieku trzydziestu trzech lat. Nie miał nawet wystarczająco dużo czasu, żeby podbić świat. Zresztą – nie cały świat był wtedy odkryty! Połowa świata była wtedy nieznana, a druga połowa, choć znana, nie była jeszcze podbita.

Ten człowiek, o którym wam opowiem, stał się czakrawartinem.

Mówi się, że kiedy czakrawartin umiera – ponieważ zdarza się to zaledwie raz na tysiąc lat – jest przyjmowany do nieba z ogromną radością i zostaje zabrany do specjalnego miejsca.

Według mitologii dżainizmu w niebie są góry tak wielkie jak Himalaje. Nazywają się Sumeru, co oznacza najwyższa góra – nic nie może być wyższe, nic nie może być wspanialsze. Himalaje powstały ze skał, ziemi i lodu. Sumeru jest z litego złota; zamiast kamieni są tam diamenty, rubiny i szmaragdy.

Kiedy czakrawartin umiera, jest prowadzony na Sumeru, aby mógł wyryć tam swoje imię. To rzadka okazja. Człowiek ten był więc ogromnie podekscytowany tym, że miał napisać swoje imię na Sumeru, dopisać się do listy wszystkich wielkich ludzi, którzy byli, a także którzy będą. Zostawał przyjęty do rodu nadludzi. Strażnik przy bramie dał mu narzędzie do wykucia imienia.

Ale cesarz zapragnął zabrać ze sobą kilka osób, które popełniły samobójstwo po jego śmierci – nie umiały bowiem wyobrazić sobie życia bez niego. Jego żona, premier, dowódca wojsk, wszyscy wielcy dostojnicy, którzy go otaczali, popełnili samobójstwo, więc przyszli z nim. Poprosił zatem strażnika, by i ich wpuścił, tak by mogli zobaczyć, jak uwiecznia swoje imię. Jaką radość sprawia pójście samemu i wykucie imienia, jeśli nie ma nikogo, kto by to zobaczył? Prawdziwa radość wynika z tego, że patrzy cały świat.

Strażnik powiedział jednak:

– Posłuchaj mojej rady. Mój ojciec był tu strażnikiem, jego ojciec był strażnikiem; przez wieki byliśmy strażnikami na górze Sumeru. Radzę ci, byś nie brał ich ze sobą, bo tego pożałujesz.

Cesarz nie rozumiał dlaczego, ale nie bardzo miał też powód, by nie posłuchać tej rady – jaki niecny interes mógł mieć ten człowiek w powstrzymaniu go?

Strażnik rzekł:

– Jeśli mimo wszystko chcesz, żeby zobaczyli, najpierw idź sam, wyryj swoje imię, a potem wróć i zabierz ich ze sobą. Nie mam nic przeciwko wpuszczeniu ich nawet teraz, ale w razie gdybyś zmienił zdanie, nie będziesz już miał możliwości odwrotu. Będą tam z tobą. Lepiej najpierw pójdź sam.

Była to rozsądna rada. Cesarz powiedział:

– W porządku. Pójdę sam, wyryję swe imię i wrócę po was wszystkich.

– Podjąłeś słuszną decyzję – powiedział strażnik.

Cesarz poszedł i ujrzał górę Sumeru lśniącą w tysiącu słońc. W niebie nie możesz być tak biedny, żeby mieć tylko jedno słońce. Tysiąc słońc i złota góra większa niż Himalaje – a Himalaje mają prawie trzy tysiące kilometrów długości! Przez moment nie był w stanie otworzyć oczu z powodu oślepiającego blasku. Później zaś zaczął szukać wolnego miejsca na swoje imię. Jakże był jednak zmieszany: nie było miejsca; całą górę pokrywały wyryte imiona. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Po raz pierwszy uświadomił sobie, kim jest. Do tej chwili wydawało mu się, że jest istotą wyjątkową, która trafia się raz na tysiąc lat. Ale przecież czas biegnie nieskończenie długo; nawet tysiąc lat to mało, więc wielu czakrawartinów trafiło tu przed nim. Na tej największej we wszechświecie górze nie było skrawka miejsca, na którym mógłby napisać swoje imię.

Wracając, zdał sobie sprawę z tego, że strażnik miał rację. Dobrze, że nie zabrał ze sobą żony, dowódcy, ministra i innych bliskich przyjaciół. Nie widzieli tego, więc wciąż mogli wierzyć, że ich cesarz jest kimś wyjątkowym. Odciągnął strażnika na bok i powiedział:

– Ale tam nie ma miejsca!

– To właśnie próbowałem ci powiedzieć – odparł strażnik. – Musisz wymazać kilka imion i napisać na ich miejscu swoje. Tak się robi; przez całe swoje życie to widziałem. Mój ojciec mówił, że tak robiono. Ojciec mojego ojca. Nikt z mojej rodziny nie widział nigdy, aby na Sumeru była choć odrobina wolnego miejsca. Kiedy przybywa nowy czakrawartin, musi wymazać kilka imion, aby zmieścić własne. Dlatego nie jest to cała historia czakrawartinów. Wiele razy wymazywano ją, wiele razy ponownie ryto. Zrób, co masz zrobić, a później, jeśli chcesz pokazać to przyjaciołom, możesz ich wprowadzić.

Cesarz odrzekł:

– Nie, nie chcę im tego pokazywać i nie chcę nawet napisać własnego imienia. Jaki sens by to miało? I tak pewnego dnia ktoś przyjdzie i je wymaże. Całe moje życie stało się całkowicie pozbawione znaczenia. To było moją jedyną nadzieją: na Sumeru, złotej górze w niebie, miało widnieć moje imię. Po to żyłem, temu podporządkowałem swój los, dla tego byłem gotów zabić cały świat. A okazuje się, że każdy może wymazać moje imię i napisać swoje. Jaki jest sens, abym je pisał? Nie napiszę.

Strażnik zaśmiał się.

– Dlaczego się śmiejesz? – zapytał cesarz.

– Również i to słyszałem od moich dziadków. Czakrawartini przybywali i ujrzawszy, zawracali; nie pisali swoich imion. Nie jesteś wyjątkiem. Każdy, posiadający choć odrobinę inteligencji, postąpiłby tak samo.

Co możesz zdobyć na tym świecie? Co możesz z niego ze sobą zabrać? Swoje nazwisko, swój prestiż, poważanie? Swoje pieniądze, władzę – co? Swoją wiedzę? Niczego nie możesz zabrać. Wszystko będziesz musiał porzucić. I w tym momencie zrozumiesz, że nic, co posiadałeś, nie było twoje; samo pojęcie posiadania było błędne. A ze względu na swoją własność stałeś się przekupny. Aby się wzbogacić – mieć więcej pieniędzy, większą władzę, podbić więcej krajów – robiłeś rzeczy, które nawet tobie samemu wydawały się niewłaściwe. Kłamałeś, byłeś nieuczciwy. Miałeś setki twarzy. Nawet przez krótką chwilę nie byłeś prawdziwym sobą – ani w stosunku do innych, ani w stosunku do siebie. Nie mogłeś. Musiałeś być fałszywy, nadęty, stwarzać pozory, ponieważ to pomaga odnieść sukces w świecie. Autentyczność ci nie pomoże. Szczerość ci nie pomoże. Prawdomówność ci nie pomoże. Kim jesteś bez swojej własności, sukcesów, sławy? Nie wiesz. Jesteś swoim nazwiskiem, swoją sławą, swoim prestiżem, posiadaną władzą. Ale oprócz tego kim jesteś? Ta chęć posiadania staje się twoją tożsamością. Daje ci fałszywe poczucie istnienia. To jest ego. Ego nie jest niczym tajemniczym. Jest zjawiskiem bardzo prostym. Nie wiesz, kim jesteś, a życie bez takiej wiedzy jest niemożliwe. Jeśli nie wiem, kim jestem, to co tu robię? Wtedy cokolwiek robię, staje się bez znaczenia.

Pierwszą i podstawową sprawą jest dowiedzenie się, kim jestem. Być może później będę mógł zrobić coś, co wypełni moją naturę, uczyni mnie zadowolonym, doprowadzi mnie do celu. Lecz jeśli nie wiem, kim jestem, a robię wiele rzeczy, jakże zdołam dotrzeć tam, dokąd prowadzi mnie moja natura? Biegałem w tę i z powrotem, ale nigdy nie zdarzył się moment, w którym mógłbym powiedzieć: „Nareszcie tu dotarłem, oto miejsce, którego szukałem”.

Nie wiesz, kim jesteś, więc w zamian potrzebna ci jest fałszywa tożsamość. To wszystko, co posiadasz, daje ci tę fałszywą tożsamość. Przyszedłeś na świat jako niewinny obserwator. Każdy przybywa w ten sam sposób, z taką samą świadomością. Ale zaczynasz wchodzić w układy ze światem dorosłych. Oni mają wiele rzeczy, które mogą ci dać. Ty masz tylko jedną, jest nią twoja czystość, twój szacunek do samego siebie. Nie masz wiele – jedną, prostą rzecz. Możesz ją różnie nazwać: niewinność, inteligencja, autentyczność. Masz tylko ją. Dziecko jest naturalnie zainteresowane wszystkim, co widzi dookoła siebie. Ciągle chce mieć to i tamto; należy to do ludzkiej natury. Jeśli spojrzysz na małe dziecko, nawet na noworodka, zauważysz, że wciąż czegoś szuka; jego rączki próbują coś znaleźć. Rozpoczęło wędrówkę. Zagubi się w podróży, ponieważ na tym świecie nie można niczego dostać, nie płacąc za to. A biedne dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że to, co oddaje, jest tak bardzo cenne. Nawet jeśli cały świat byłby po jednej stronie, a jego niewinność po drugiej, to i tak ona byłaby cenniejsza. Dziecko nie zdaje sobie jednak z tego sprawy. Ma po prostu to, co ma. Uważa to za oczywistość.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki