Wydawca: Wydawnictwo Agape Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 320 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Od niewiary do pełni prawdy - ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Bóg przychodzi do nas i daje się odnaleźć każdemu, kto Go szuka. Łaska nawrócenia jest czasami wynikiem długich dociekań naukowych, a czasami zaskakującym doświadczeniem spotkania z innym światem. Miliony ludzi, niezależnie od wychowania, języka, kultury i wyznawanej religii, po spotkaniu z Jezusem Chrystusem doświadczają niesamowitej przemiany. Nie chcą już powracać do starego życia, rezygnują z grzechów i pragną tylko być z Jezusem i świadczyć o Nim, jak mówi św. Jan: „My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1J 4,14-16).

W książce zebrano kilkanaście porywających artykułów opowiadających o znanych osobistościach ze środowisk ateistów, masonów, żydów, muzułmanów, a także o przedstawicielach Kościołów protestanckich, którzy odkryli pełnię Prawdy w Kościele katolickim.

 

Opinie o ebooku Od niewiary do pełni prawdy - ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Fragment ebooka Od niewiary do pełni prawdy - ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Imprimatur:

Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

ks. Tomasz Sielicki TChr

Poznań, 12 X 2012 r.

Autor:

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Adiustacja stylistyczna i korekta:

Sebastian Bednarowicz, Małgorzata Radomska

Projekt okładki: Paweł Fiszer

Skład i łamanie: Magdalena Broniszewska

foto: archiwum „Miłujcie się!” a także: zasoby Internetu str.: 8,11;

wyd. „Biblioteka wiedzy” str.: 16; Wheaton College Archives str.: 31;

Ignatius Press str.: 57, 68; MDR str.: 166, 172, 177, 179;

ks. Dariusz Lewicki 180; Ap/East News str. 223

Druk: EDICA, Poznań

© Wydawnictwo Agape, Poznań 2012

ISBN ePUB: 978-83-63759-29-2

ISBN MOBI: 978-83-63759-28-5

Seria: Rok Wiary

ISBN serii: 978-83-63759-01-8

Redaktor serii: ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Wydawnictwo Agape

Dział handlowy:

ul. Panny Marii 4; 60-962 Poznań

e-mail: wydawnictwo@agape.org.pl

tel./fax (+48) 61 852 32 82

www.agape.org.pl, www.milujciesie.org.pl

e-mail: sklep@milujciesie.org.pl

Księgarnia internetowa:

Wiara i rozum

Błogosławiony Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio (Wiara i rozum) oraz w swoich katechezach demaskuje kłamliwą propagandę, która próbuje narzucić społeczeństwu przekonanie, że chrześcijańskiej wiary w Boga nie da się pogodzić z badaniami naukowymi i rozumem, że ateizm jest znakiem postępu, natomiast ludzie wierzący w Boga są ostoją fanatyzmu, ciemnogrodu i zabobonu.

Nawrócenie duchowego przywódcy światowego ateizmu

9 grudnia 2004 r. agencja informacyjna Associated Press podała szokującą wiadomość, że najbardziej znany w świecie ateista, filozof prof. Antony Flew, który od 1950 r. był symbolem i duchowym przywódcą światowego ateizmu, uwierzył w istnienie Boga. A. Flew publicznie wyznał swoją wiarę w Boga, podkreślając, że jest to pewność wynikająca z najnowszych odkryć w dziedzinie biologii, chemii i fizyki. W swojej książce There is God A. Flew napisał: „Teraz wierzę w istnienie Boga” i przyznał, że odkrycie prawdy o istnieniu Boga Stwórcy było uwieńczeniem jego długiej intelektualnej drogi, podczas której opierał się tylko na faktach naukowych oraz na swoim rozumie.

W kontekście tego nawrócenia widać, jak aktualne są teksty Pisma św. mówiące o tym, że każdy człowiek z obserwacji otaczającego go świata, za pomocą swojego rozumu, powinien poznać prawdę o istnieniu Boga Stwórcy. Czytamy w Księdze Mądrości: „Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy. (…) Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (13,1.5). A św. Paweł dodaje: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy” (Rz 1,19-20). Kto? Ci, „którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1,18). Grzechy tak zniewalają umysł i serce człowieka, tak wypaczają jego rozumowanie, że ma on trudności w zaakceptowaniu prawdy o istnieniu Boga. Święty Paweł stwierdza, że przez grzechy „znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi” (Rz 1,21-22). Błogosławiony Jan Paweł II wyjaśnia: „według Biblii tego rodzaju głupota niesie z sobą zagrożenie dla życia. Głupiec bowiem łudzi się, że posiada rozległą wiedzę, ale w rzeczywistości nie potrafi skupić uwagi na sprawach istotnych. Nie pozwala mu to zaprowadzić ładu we własnym umyśle (por. Prz 1,7), ani przyjąć właściwej postawy wobec samego siebie i najbliższego otoczenia. Gdy wreszcie posuwa się do stwierdzenia, że «Boga nie ma» (por. Ps 14[13],1), ujawnia z całkowitą jasnością, jak znikoma jest jego wiedza i jak daleko mu jeszcze do pełnej prawdy o rzeczach, o ich pochodzeniu i przeznaczeniu” (Fides et ratio, 18).

Znany naukowiec Fred Hoyle argumentuje, że wiara ateistów w to, że nie ma Boga, i w przypadkowe powstanie pierwszej żyjącej komórki, jest tak absurdalnie ślepa jak wiara w to, że przejście tornada przez składowisko złomu spowoduje powstanie gotowego do lotu boeinga.

Kościół katolicki jasno uczy, że „Boga będącego początkiem i kresem wszystkich rzeczy można poznać z pewnością za pomocą naturalnego światła rozumu ludzkiego z rzeczy stworzonych” (Dei verbum, 6). „Jeżeli człowiek mimo swej inteligencji nie potrafi rozpoznać Boga jako Stwórcę wszystkiego, to przyczyną jest nie tyle brak właściwych środków, ile raczej przeszkody wzniesione przez jego wolną wolę i grzech” – wyjaśnia bł. Jan Paweł II (Fides et ratio, 19).

Jednym z najbardziej przekonujących faktów naukowych, które wskazują na istnienie Boga Stwórcy, było dla A. Flewa odkrycie ludzkiego DNA. Wiemy, że DNA zawiera ogromną ilość informacji, które są zapisane w informatycznym kodzie. Nasuwa się zatem logiczny wniosek, że musi istnieć jakaś Inteligencja, która ten informatyczny kod (pewien rodzaj niezwykle skomplikowanego oprogramowania, w którym są zawarte najdrobniejsze szczegóły ludzkiego ciała, takie jak płeć, kolor oczu, włosów itd.) stworzyła i sprawiła, że te informacje tak pokierują procesami naturalnymi, iż powstaje konkretny, niezwykle złożony biologiczny organizm. Trzeba pamiętać, że informacje zawarte w molekule DNA są od niej odrębne, a ona jest tylko ich nośnikiem. Informacje te można określić jako skomplikowane oprogramowanie lub zapis myśli, a to wskazuje na istnienie osobowej Inteligencji. Części DNA, nazwane nukleotydami, tworzą logiczną całość i są połączone ze sobą, tak jak litery oraz wyrazy w tekście pisma. Zatem w DNA istnieje inteligencja, zaś zawarte w nim informacje, jak dowodzi prof. Michael J. Behe, nie są materią ani energią.

Poznając prawdę o ludzkim DNA, prof. A. Flew zrozumiał, że ateizm nie ma żadnych logicznych podstaw i jest niczym innym jak tylko irracjonalną, ślepą wiarą w przypadkowe powstanie życia i całego wszechświata, który jest harmonijną całością i funkcjonuje zgodnie z zasadami logiki. Flew nazwał „komicznym wysiłkiem” sposób, w jaki ateista Richard Dawkins wyjaśnia pochodzenie życia, twierdząc, że był to tylko przypadek – „szczęśliwa okazja”.

Na drodze do wiary w Boga wielką inspiracją dla A. Flewa był Albert Einstein, który pisał, że w prawach natury objawia się tak wielka Inteligencja, iż cała racjonalność ludzkiej myśli w konfrontacji z Nią jawi się jako Jej nic nie znaczące odbicie. Profesor Flew w swojej książce There is God cytuje Einsteina, mówiącego o pewności istnienia najwyższej, transcendentnej Inteligencji, która powołała wszechświat do istnienia i kieruje jego rozwojem: „Nie jestem ateistą – pisze Einstein – i myślę, że nie można mnie zdefiniować jako panteisty. Jesteśmy w sytuacji dziecka, które weszło do nieogarnionej biblioteki pełnej książek w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał je napisać. Lecz nie wie jak i nie zna języków, w których zostały one napisane. Dziecko niejasno podejrzewa, że istnieje tajemniczy porządek w dyspozycji tych ksiąg, ale nie wie, jaki on jest. Wydaje mi się, że obrazuje [to] sytuację człowieka, chociażby najbardziej inteligentnego, w jakiej on się znajduje przed Bogiem. Widzimy wszechświat cudownie zarządzany i kierowany przez pewne prawa, ale my bardzo słabo je rozumiemy.

Jan Matejko: Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem (1873)

Nasz ograniczony umysł jest jedynie zdolny do intuicji, że istnieje tajemnicza moc, która porusza konstelacje” (s. 99); „(…) Ktokolwiek na serio zaangażował się w pracę naukową, przekonuje się, że prawa natury objawiają istnienie Ducha nieskończenie większego od człowieka, i przed którym my, z naszymi skromnymi zdolnościami, powinniśmy być pokorni” (s. 102).

W swojej książce There is God Flew zacytował takie wyznanie Einsteina: „Moja religijność polega na pokornym podziwie Ducha nieskończenie nas przewyższającego, który objawia się w najmniejszych szczegółach, jakie jesteśmy w stanie zrozumieć naszą kruchą i słabą inteligencją. Fundamentem mojej wiary w Boga jest głębokie i wzruszające przekonanie o obecności najwyższej racjonalnej Mocy, która się objawia we wszechświecie” (s. 102-103). Trzeba pamiętać, że Einstein zdecydowanie odrzucał twierdzenie, że istnieje tylko to, co możemy zaobserwować i zbadać naszymi zmysłami; uważał, że jest ono z gruntu fałszywe i ograniczające nasze możliwości poznawcze.

Nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy rozumem i wiarą

Dojrzała wiara zawsze opiera się na rozumie, a równocześnie – jak pisał św. Augustyn – „wierzę, aby rozumieć”. Przez akt wiary przyjmujemy fakt objawiającego się Boga, otwieramy się na niewidzialną duchową rzeczywistość, której nie możemy poznać rozumem ani naszymi zmysłami. Tak więc rozum oświecony wiarą prowadzi człowieka drogą, na której poznaje on obiektywną prawdę o Bogu, o człowieku oraz o ostatecznym sensie ludzkiego życia, cierpienia i śmierci.

Na początku swojej encykliki Fides et ratio bł. Jan Paweł II pisze, że: „Wiara i rozum (fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek – poznając Go i miłując – mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie” (Fides et ratio, 1). Nie można się wznieść ku kontemplacji prawdy tylko jednym skrzydłem, są do tego konieczne dwa: rozum i wiara, które się wzajemnie wspomagają i uzupełniają. Wiara otwiera więc przed rozumem nieograniczone perspektywy i wolność poznawania. Natomiast wiara pozbawiona oparcia w rozumie narażona jest na wielkie niebezpieczeństwo, gdyż może ona wówczas ograniczyć się do uczuć oraz przeżyć i stać się przesądem lub mitem. Wiara powinna zawsze opierać się na rozumie, a rozum na wierze. Kościół katolicki naucza, że błędem jest opieranie się tylko na samym rozumie (potępia racjonalizm) i tak samo błędem jest całkowite odrzucenie rozumu i opieranie się wyłącznie na wierze (potępia fideizm).

Błogosławiony Jan Paweł II w katechezie wygłoszonej 17 lipca 1985 r. stwierdza, iż „wielu uczonych, zarówno obecnie, jak i w przeszłości, uważa, że rygory poszukiwań naukowych oraz szczere i radosne uznanie istnienia Boga nie tylko mogą iść w parze, ale także tworzyć doskonałą całość”. Papież przypomniał o sondażu, który objął 398 najwybitniejszych uczonych w świecie. Po zbadaniu jego wyników okazało się, „że tylko 16 spośród nich uważa się za niewierzących, 15 za agnostyków i 367 za wierzących” (por. A. Eymieu, La part des croyants dans les progrés de la science, s. 274).

Przygniatająca większość najwybitniejszych naukowców to są ludzie głęboko wierzący. Dla przykładu przypomnijmy tak wybitnych ludzi nauki, którzy byli głęboko wierzącymi katolikami, jak ks. Mikołaj Kopernik (astronomia), zakonnik Gregor Mendel (genetyka), Antoine Lavoisier (chemia), Enrico Fermi i Erwin Schrodinger (fizyka), Blaise Pascal (matematyka) czy John von Neumann (informatyka).

Jan Paweł II zacytował wypowiedź słynnego włoskiego naukowca Enrica Mediego, dając przykład, jak opierając się na naukowych badaniach, naukowcy dochodzą do logicznego wniosku o istnieniu Boga Stwórcy. Tak mówił prof. E. Medi podczas konferencji: „Mówię do młodego człowieka: spójrz, oto nowa gwiazda, galaktyka, gwiazda neutronowa, oddalona o 100 milionów lat świetlnych. A przecież tamte protony, elektrony, neutrony, mezony są identyczne z tymi, z których składa się ten mikrofon. Identyczność wyklucza prawdopodobieństwo. To, co jest identyczne, nie może być prawdopodobne. A więc istnieje przyczyna, poza przestrzenią, która owemu bytowi nadała właściwy mu kształt. Tą przyczyną jest Bóg. Mówię językiem nauki, że istnieje byt, który jest sprawcą identyczności rzeczy oddalonych. A ilość identycznych cząsteczek we wszechświecie wynosi 10 podniesione do 85 potęgi. (…) Czy podejmiemy zatem pieśń galaktyk? Gdybym był Franciszkiem z Asyżu, powiedziałbym: «O galaktyki bezkresnych przestworzy, wysławiajcie mojego Pana, bo jest wszechmocny i dobry. O atomy, protony, elektrony, o ptasie śpiewy, o szumie liści i powietrza, które znajdujecie się pod władzą człowieka, jak modlitwa, śpiewajcie hymn, który powraca do Boga!»” (17.07.1985).

Święta Siostra Faustyna Kowalska

Błogosławiony Jan Paweł II podkreśla fakt, że teksty Pisma św. pouczają nas, iż „człowiek zdolny jest do poznania Boga samym rozumem: zdolny jest do pewnej «wiedzy» o Bogu, chociaż nie jest to wiedza bezpośrednia. A zatem obok «wierzę» znajduje się jakieś «wiem». To «wiem» dotyczy istnienia Boga, a także do pewnego stopnia Jego istoty. (…) Według Kościoła, całe nasze myślenie o Bogu oparte na wierze posiada również charakter «rozumny» i «rozumowy»” (Jan Paweł II, 20 marca 1985 r.).

U ludzi czystego serca, którzy szczerze dążą do poznania prawdy, rozum i wiara wzajemnie się uzupełniają i tworzą harmonijną jedność. „Skoro zarówno światło wiary, jak i światło rozumu pochodzą od Boga – dowodził św. Tomasz z Akwinu – to nie mogą sobie wzajemnie zaprzeczać (…). Wiara zatem nie lęka się rozumu, ale szuka jego pomocy i pokłada w nim ufność. Jak łaska opiera się na naturze i pozwala jej osiągnąć pełnię, tak wiara opiera się na rozumie i go doskonali. Rozum oświecony przez wiarę zostaje uwolniony od ułomności i ograniczeń, których źródłem jest nieposłuszeństwo grzechu, i zyskuje potrzebną moc, by wznieść się ku poznaniu tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego”. Święty Tomasz argumentował, że wiara „jest w pewien sposób «czynnością myśli»; ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary; w każdym przypadku człowiek dochodzi do nich na mocy dobrowolnego i świadomego wyboru” (Fides et ratio, 43).

Również wszystkie rzetelne i uczciwe badania naukowe nigdy nie sprzeciwiają się wierze w Boga, ale do niej prowadzą. W konstytucji soborowej Gaudium et spes czytamy: „badanie metodyczne we wszelkich dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze, sprawy bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego samego Boga. Owszem, kto pokornie i wytrwale usiłuje zbadać tajniki rzeczy, prowadzony jest niejako, choć nieświadomie, ręką Boga, który wszystko utrzymując, sprawia, że rzeczy są tym, czym są” (n. 36).

Bogu objawiającemu należy okazać „posłuszeństwo wiary”

Człowiek, posługując się swoim rozumem, zdolny jest poznać fakt istnienia Boga Stwórcy. Jednak poznanie Boga, który objawia całą prawdę o sobie, dokonuje się tylko na płaszczyźnie wiary – poprzez nawiązanie z Nim osobistej relacji miłości. To sam Bóg objawił nam bezpośrednio, że jest jeden w trzech Osobach, że „przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury” (Dei verbum, 2), że zaprasza nas do zjednoczenia się z Nim w miłości. Te i inne prawdy, które objawił nam Bóg, poznaje się tylko na płaszczyźnie wiary wspomaganej rozumem, „wiary, która działa przez miłość” (Ga 5,6).

Błogosławiony Jan Paweł II wskazuje na fakt, że objawiając się, Bóg ofiarowuje człowiekowi odpowiedź na pytanie o ostateczny sens jego życia: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Poza tą perspektywą tajemnica osobowego istnienia pozostaje nierozwiązywalną zagadką. Gdzież indziej człowiek mógłby szukać odpowiedzi na dramatyczne pytania, jakie stawia sobie w obliczu bólu, cierpienia niewinnych i śmierci, jeśli nie w świetle promieniującym z tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa?” (Fides et ratio, 12). „Bogu objawiającemu należy okazać «posłuszeństwo wiary», przez które człowiek z wolnej woli cały powierza się Bogu, okazując «pełną uległość rozumu i woli wobec Boga objawiającego» (Vaticanum I) i dobrowolnie uznając objawienie przez Niego dane” (Dei verbum, 5).

Poprzez akt wiary – czyli przez akt całkowitego zawierzenia siebie Bogu – który jest miłością, człowiek najpełniej realizuje swoją osobową wolność. Błogosławiony Jan Paweł II podkreśla, że „to właśnie wiara pozwala każdemu jak najlepiej wyrazić swoją wolność. Innymi słowy, wolność nie wyraża się w dokonywaniu wyborów przeciw Bogu. Czyż można bowiem uznać, że autentycznym przejawem wolności jest odmowa przyjęcia tego, co pozwala na realizację samego siebie? Akt wiary jest najdonioślejszym wyborem w życiu człowieka; to w nim bowiem wolność dochodzi do pewności prawdy i postanawia w niej żyć” (Fides et ratio, 13).

Żyć wiarą w Boga to codziennie całkowicie zawierzać Mu siebie, to bezgranicznie Mu ufać oraz pełnić Jego wolę, wyrażoną w przykazaniach, prawie moralnym, w nauczaniu Kościoła, w tekstach Pisma św., w głosie prawego sumienia. Człowiek wierzący modli się codziennie, unika wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5,22), a kiedy upadnie w grzechu, to natychmiast przystępuje do sakramentu pokuty, w którym doświadcza cudu Bożego Miłosierdzia: przebaczenia wszystkich grzechów.

Największymi ekspertami na drogach wiary są święci. Święta Faustyna pisze, że na początku „potrzeba tylko odrobinę dobrej woli. Jeżeli Jezus spostrzeże w duszy tę odrobinę tej dobrej woli, to śpieszy się ze swoim oddaniem duszy i nic Go powstrzymać nie może, ani błędy, ani upadki, nic zgoła. Jezusowi jest pilno tej duszy dopomóc, a jeżeli dusza jest wierna tej łasce Bożej, to w bardzo krótkim czasie dusza może dojść do najwyższej świętości, do jakiej stworzenie tu na ziemi dojść może. Bóg jest bardzo hojny i nikomu łaski swojej nie odmawia, więcej daje, aniżeli my Go o to prosimy” (Dz. 291).

Módlmy się codziennie o dar żywej wiary, o całkowite, bezgraniczne, dziecięce zaufanie Bogu. Prośmy także Miłosiernego Boga o światło wiary dla niewierzących i o nawrócenie zatwardziałych grzeszników.

Skarb wiary

Alexis Carrel, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, zdecydował się odrzucić zniewalający go gorset ateizmu, gdy w Lourdes na własne oczy zobaczył cud uzdrowienia swojej pacjentki, która umierała na gruźlicę otrzewnej.

Alexis Carrel urodził się w 1873 r. w znanej i zamożnej rodzinie, w małej miejscowości Sainte-Foy koło Lyonu. Jego rodzice byli właścicielami fabryki włókienniczej. Kiedy Alexis miał pięć lat, umarł mu ojciec. Na barkach jego matki spoczęła wówczas odpowiedzialność za wychowanie trójki małych dzieci: najstarszego Alexisa, Józefa i Małgorzaty. Pani Carrel była osobą głęboko wierzącą i wychowywała swoje dzieci w tym duchu, ucząc ich prawd katolickiej wiary i moralności. W wieku 12 lat Alexis przystępuje do Pierwszej Komunii św., a w szkole prowadzonej przez jezuitów wykazuje wybitne zdolności w ścisłych przedmiotach.

Dramat utraty wiary

Po zakończeniu wstępnego roku studiów Alexis decyduje się podjąć specjalizację w zakresie chirurgii na Wydziale Medycznym uniwersytetu w Lyonie. Odznacza się wybitnymi zdolnościami, ma niezwykle bogatą wyobraźnię twórczą i pragnienie doskonalenia swoich umiejętności, poznawania i odkrywania tajemnic ludzkiego organizmu. Bardzo szybko zdobywa umiejętność przeprowadzania najtrudniejszych operacji chirurgicznych. Nieustannie doskonali swoją technikę operowania. W tym celu pobiera również lekcje haftu, by wkrótce osiągnąć taką wprawę, że jego ściegi były prawie niewidoczne. Jako pierwszy opracował metodę zszywania arterii.

Alexis Carrel, 1915 r.

W roku 1901, po zakończeniu specjalistycznych studiów na uniwersytetach w Dijon i Lyonie, Carrel otrzymał tytuł doktora medycyny i zaczął wykładać anatomię, a także publikować artykuły, wygłaszać odczyty i prowadzić badania. Opracowanie nowej metody operowania przez młodego Carrela nie spotkało się z życzliwym przyjęciem przez środowisko naukowe. Głównym tego powodem była zwykła zazdrość i ciasnota intelektualna.

W okresie studiów Carrel zafascynował się filozofią, która kwestionowała możliwość poznania istnienia Boga. Bóg stał się dla Alexisa wytworem ludzkiej świadomości, a nie realnym „samoistnym Istnieniem” i Stwórcą – jedynym źródłem istnienia całej rzeczywistości. Alexis po prostu uwierzył, że Boga nie ma, a człowiek sam może decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Wszystko, czego nie można było udowodnić na drodze doświadczenia i rozumowania, nie miało dla Carrela żadnej wartości. Nie uświadamiał sobie wtedy, że utrata wiary w Boga jest największym nieszczęściem i dramatem w ludzkim życiu.

Matka Alexisa bardzo cierpiała z powodu ateizmu swojego syna. Starała się go przekonać do wiary w Boga, opowiadając mu o objawieniach Matki Bożej w Lourdes i modląc się o jego nawrócenie. Był to czas, kiedy katolicka prasa wiele miejsca poświęcała cudownym uzdrowieniom w Lourdes. Carrel szczerze szukał prawdy i dlatego nie odrzucał z góry tych informacji, lecz pragnął osobiście je zbadać oraz ocenić ich wiarygodność. Po przeczytaniu książki Emila Zoli Lourdes Carrel ugruntował się w przekonaniu, że „cudowne” uzdrowienia są spowodowane przez autosugestię. Natknął się również na opinię przeciwną w książkach dra Gustawa Boissarie, odpowiedzialnego za Biuro Orzeczeń Lekarskich w Lourdes, gdzie gromadzona jest dokumentacja medyczna wszystkich naukowo niewytłumaczalnych uzdrowień, które się tam dokonały. Doktor Carrel przyznawał, że były tam opisane uzdrowienia, które zasługiwały na dokładne badania, ale był przekonany, że nauka będzie w stanie je wyjaśnić. Dlatego zapragnął pojechać do Lourdes i osobiście zbadać nadzwyczajne przypadki uzdrowień.

Podróż do Lourdes

W maju 1903 r. dr Alexis Carrel został poproszony, aby jako lekarz towarzyszył pielgrzymce chorych. Pociąg do Lourdes z około 300 pielgrzymami wyjechał z Lyonu 26 maja. Przed odjazdem dr Alexis zbadał najbardziej chorych, a wśród nich 21-letnią Marie Bailly (w ostatnim stadium gruźlicy otrzewnej), i wszystko skrupulatnie zanotował. Podczas podróży Carrel miał okazję długo rozmawiać z księdzem, który od 25 lat każdego roku organizował pielgrzymki do Lourdes i za każdym razem, według jego relacji, z grupy około 300 chorych blisko 60 doznawało łaski uzdrowienia. Natomiast pozostali chorzy wracali do domu umocnieni w wierze i radośni, z przekonaniem, że ich cierpienie staje się wielką łaską, gdy jest ofiarowane Chrystusowi. „Jeżeli chorzy jednoczą się z cierpiącym Chrystusem – wyjaśniał ksiądz – to wtedy dostępują łaski współuczestnictwa w cierpieniu Jezusa za zbawienie świata, a więc przyczyniają się do nawrócenia grzeszników i ateistów, ratując ich przed wiecznym potępieniem”. Carrelowi, który nie wierzył w Boga, a tym bardziej w możliwość zaistnienia cudu, świadectwo księdza wydawało się bardzo dziwne i niewiarygodne. Jednak Carrel szczerze szukał prawdy. Tak pisał w swoich notatkach: „Jeśli w Lourdes zachodzą jakieś zjawiska nadprzyrodzone, jak to nam podają pobożne kroniki, cóż łatwiejszego, jak zbadać je bezstronnie i bez uprzedzeń, podobnie jakby się badało chorego w szpitalu lub dokonywało doświadczeń laboratoryjnych”.

Na początku podróży poproszono dra Carrela, aby dał zastrzyk z morfiny ciężko chorej 21-letniej Marie Bailly, która znajdowała się w terminalnym stadium gruźlicy otrzewnej. Na tę samą chorobę zmarli jej rodzice i brat. Marie nie mogła usiąść, pluła krwią, często wymiotowała, jej brzuch był mocno spuchnięty. Bardzo cierpiała i dużo się modliła, szczególnie prosiła o nawrócenie swojego kuzyna, dziennikarza, który był ateistą. Marie miała przeświadczenie, że w Lourdes ona sama zostanie uzdrowiona, a jej kuzyn się nawróci. Lekarze i najbliżsi sprzeciwiali się jej wyjazdowi. Jednak w końcu ulegli, gdyż potraktowali jej prośbę jako ostatnie życzenie przed śmiercią. Carrel dał chorej zastrzyk z morfiny, aby złagodzić jej cierpienie. O trzeciej rano musiał dać jej kolejną dawkę na uśmierzenie bólu. Stwierdził wówczas, że Marie ma wysoką temperaturę, opuchnięte nogi oraz wzdęty brzuch, a koło pępka duży obrzęk wypełniony wodą. Były to typowe objawy zapalenia otrzewnej na tle gruźliczym. Carrel widział, że w każdej chwili Marie może umrzeć.

Do Lourdes pociąg dotarł około godz. 14. Swoją wielką radość z przybycia do celu pielgrzymi wyrazili modlitwą i gromkim śpiewem. Carrel był zdumiony żarliwą wiarą chorych. Pomimo wielkiego zmęczenia wszyscy byli radośni i pełni nadziei na uzdrowienie. Wśród pielgrzymów był kolega z ławy szkolnej Carrela, który jako wolontariusz ofiarnie usługiwał chorym. Alexis podziwiał jego prostą, dziecięcą wiarę, ale z politowaniem patrzył na ludzi wierzących. Był przekonany, że żyją oni w świecie urojonym. Jednak w głębi jego serca, pod skorupą ateizmu, tliło się cierpienie spowodowane niepewnością i niespełnionym pragnieniem miłości silniejszej niż śmierć. Kolega ze szkoły opowiadał Alexisowi o cudownych uzdrowieniach w Lourdes, które widział na własne oczy. Alexis tłumaczył, że te uzdrowienia spowodowane są siłą sugestii, która emanuje z rozmodlonego tłumu wiernych, i że są to uzdrowienia ze schorzeń urojonych, a nie organicznych.

Sanktuarium w Lourdes, 2004 r.

Wtedy kolega opowiedział mu o Piotrze de Rudderze, który został przygnieciony przez pień drzewa i doznał złamania ze zmiażdżeniem kości piszczelowej oraz strzałkowej uda. Przez osiem lat kość de Ruddera nie chciała się zrosnąć. Dolna część jego nogi zwisała jak strzęp. Utworzyła się ropiejąca rana, która odsłaniała złamanie. 7 kwietnia 1875 r. Piotr doznał łaski natychmiastowego, całkowitego uzdrowienia po modlitwie we flamandzkiej świątyni poświęconej Matce Bożej z Lourdes. Ten spektakularny cud zrośnięcia się kości został udokumentowany zdjęciami rentgenowskimi. Carrel przyznał, że to uzdrowienie jest tajemnicze, ale według niego również w tych wypadkach trzeba zachować sceptycyzm. „Gdyby istniał Bóg, to cuda są możliwe”, twierdził Carrel, „ale ponieważ Bóg nie istnieje, to naukowe badania w przyszłości wyjaśnią również tego rodzaju przypadki”. Carrel był pewny, że cud to absurd. Mówił, że pojechał do Lourdes, aby być dobrym przyrządem rejestracyjnym, a gdyby na własne oczy zobaczył nagłe uleczenie z choroby organicznej, odrośnięcie amputowanej nogi, zniknięcie raka, zabliźniającą się ranę, to wtedy uwierzyłby w cud i istnienie Boga. Wskazał na Marie Bailly, która umierała na gruźlicę otrzewnej, i powiedział: „Gdyby ta dziewczyna wyzdrowiała, byłby to prawdziwy cud. Uwierzyłbym wtedy we wszystko i zostałbym mnichem”.

Cudowne uzdrowienie

Jeszcze przed udaniem się z chorymi do Groty Objawień Carrel podszedł do łóżka Marie Bailly, aby ją zbadać. Dziewczyna była w stanie krytycznym: nie mogła mówić, oddychała z trudnością, jej serce słabło, tętno jej było szybkie i nierówne, a brzuch rozdęty. Klasyczny przypadek agonii spowodowanej gruźlicą otrzewnej. Carrel nie chciał się zgodzić, aby Marie była zawieziona do Groty Objawień. Jednak usilne prośby jej opiekunki przekonały go, że byłoby okrucieństwem odmówić spełnienia jej największego pragnienia. Doktor Carrel przez cały czas towarzyszył jej razem z dwoma lekarzami i kolegą ze szkoły. Nie zanurzono Marie w wodzie ze źródła, tylko ją pokropiono i położono przed Grotą Objawień. Jej wychudłe ciało było przykryte brunatnym kocem; widać było zsiniałą, trupio bladą twarz Marie, a spod koca jej mocno uwydatniony, opuchnięty brzuch. Patrząc na tę umierającą 21-letnią dziewczynę, Alexis wzruszył się i zaczął spontanicznie wypowiadać słowa: „O Panno Święta, jakże chciałbym wierzyć, jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to Źródło Cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ta dziewczyna wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć”.

Pielgrzymi w sanktuarium w Lourdes

Rozpoczęło się nabożeństwo. Prowadzący je ksiądz zachęcił wszystkich, aby w błagalnym geście wznieśli swoje ręce ku niebu i prosili o uzdrowienie z najbardziej niebezpiecznej choroby ducha, która prowadzi do utraty życia wiecznego, a jest nią odrzucenie Boga i upodobanie w grzechu. Ksiądz wzywał do modlitwy o uzdrowienie z różnych chorób ciała, apelując, aby całkowicie podporządkować się woli Bożej.

Doktor Carrel patrzył na leżącą na noszach Marie i zauważył, że z jej twarzy zaczęły zanikać sine plamy, a jej policzki stopniowo nabierały rumieńców. Nie dowierzał własnym oczom. Stwierdził, że puls i oddech Marie się uspokoiły. Czuł, że jest świadkiem nadzwyczajnego wydarzenia. Na jego oczach twarz dziewczyny nabierała życia, a jej opuchnięty brzuch wracał do normalnego stanu. Carrel z napięciem obserwował zachodzące zmiany u chorej i notował swoje spostrzeżenia. Serce Marie biło bardzo spokojnie, a oddech jej był normalny. Na pytanie „jak się czujesz?” odpowiedziała: „czuję, że jestem uzdrowiona”. Marie wypiła szklankę mleka i sama się podniosła. Carrel z wrażenia zaniemówił. Stało się coś niepojętego: oto był naocznym świadkiem natychmiastowego, cudownego uzdrowienia umierającej dziewczyny. Zaraz poszedł zgłosić ten przypadek w Biurze Medycznym, a potem niezwłocznie udał się do hotelu, aby badać uzdrowioną Marie. Kiedy szedł, widział wielu chorych, którzy nie zostali fizycznie uzdrowieni i którzy dalej cierpieli, zżerani przez raka i inne choroby, ale pomimo tego ich twarze promieniowały tajemniczym szczęściem. Carrel nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy, że to był znak ich duchowego uzdrowienia, pogodzenia się z wolą Bożą i ofiarowania swojego cierpienia Bogu za zbawienie świata.

Kiedy Carrel stanął przy łóżku Marie, osłupiał ze zdumienia. Zobaczył ją, jak siedzi uśmiechnięta i zdrowa: „Panie doktorze, jestem zupełnie uzdrowiona” – oznajmiła z radością dziewczyna. Carrel poddał ją szczegółowemu badaniu. Tętno miała regularne – 80 uderzeń na minutę, ciało białe i gładkie, brzuch płaski i opadnięty jak u młodej dziewczyny, nie było na nim żadnych śladów nabrzmienia i twardej masy, przepona brzuszna bardzo cienka i elastyczna. Całkowity powrót do zdrowia – z medycznego punktu widzenia był to bezsporny fakt. Badania Marie przeprowadzili również dwaj inni lekarze, którzy potwierdzili jej całkowite wyzdrowienie. Wszyscy nie mieli wątpliwości, że byli świadkami wielkiego cudu.

Nawrócenie

Cud, którego Carrel był świadkiem, stanowił dla niego duchowy i intelektualny wstrząs oraz uświadomił mu istnienie rzeczywistości, która wymyka się poznaniu zmysłowemu. Carrel zrozumiał, że metody nauk empirycznych ograniczają się tylko do badania rzeczywistości materialnej. Natomiast istnieje duchowy wymiar rzeczywistości, tak samo realny jak ten poznawalny zmysłami, którego można doświadczyć tylko na gruncie wiary. Carrel w wielkiej pokorze zaczął się modlić do Matki Najświętszej: „Na mój brak wiary odpowiedziałaś niezwykłym cudem. Nie potrafię zrozumieć tego, co się stało z chorą, i wyzbyć się zwątpienia. Ale największym moim pragnieniem jest uwierzyć bez żadnej dyskusji i krytyki”.

To, co Carrel uważał dotąd za absurd, stało się rzeczywistością; wszystkie jego dotychczasowe teorie rozsypały się w drobny mak. Była to dla niego wielka lekcja pokory. Już nie patrzył z politowaniem na modlących się pielgrzymów. Czyż ich modlitwa nie jest otwarciem się na działanie wszechmocy samego Boga? Natychmiastowe odrzucenie ateizmu przez Carrela nie było jednak takie proste. W jego sercu rozpętała się dramatyczna walka. Przychodziły mu myśli, że przecież mógł ulec złudzeniu i pomylić się w diagnozie. Odrzucał je, bo uzdrowienie dokonało się na jego oczach, było doświadczeniem laboratoryjnym. Kwestionowanie tego faktu byłoby skrajną nieuczciwością i kłamstwem. Nasunął mu się oczywisty wniosek: tego rodzaju uzdrowienie nie dokonało się siłami natury, lecz mocą Boga. Miał jednak zasadniczy problem: jak przyjąć rzeczywistość wiary, jak otworzyć się na tę nieogarnioną tajemnicę, niedostępną poznaniu naukowemu? „Nie ma żadnego dowodu, że Bóg nie istnieje – myślał Carrel – i że Najświętsza Panna jest tylko tworem naszej wyobraźni. Wydaje mi się trudną rzeczą udowodnić, że Bóg istnieje, ale również niemożliwe jest zaprzeczenie Jego istnienia. Jak to się dzieje, że niektórzy wybitni naukowcy, jak na przykład Pasteur, potrafią pogodzić wiarę w nieomylność nauki z wiarą w Boga?”.Carrel siedział przed Grotą Objawień i zmagał się ze sobą do godziny drugiej w nocy. W końcu zdecydował się wejść do kościoła przepełnionego modlącymi się pielgrzymami z kraju Basków. Ukląkł obok sędziwego wieśniaka i z głębi swojej zbolałej duszy zaczął prosić: „Panno Najświętsza, ucieczko nieszczęśliwych, na mój brak wiary odpowiedziałaś niezwykłym cudem. Nie umiem go pojąć i wyzbyć się zwątpienia. Największym moim pragnieniem i celem wszystkich dążeń jest wiara niezachwiana. Przyjmij mnie, grzesznika, znękanego pogonią za błędnymi światłami. Pod twardą opoką mojej pychy intelektualnej żyje najpiękniejszy ze wszystkich snów, choć niestety jeszcze tłumiony – by wierzyć w Ciebie i kochać Cię tak, jak kochają Cię zakonnicy o duszy nieskazitelnej”. Po tej modlitwie Carrel poczuł niesamowity pokój oraz pewność, że jest Bóg, który go bezwarunkowo kocha. Pisał: „Skoro dusza skłoni się ku Bogu, znajdzie spokój i zamieszka w Bogu, a Bóg zamieszka w niej. (…) Bóg jest poza wszelkim zrozumieniem i poznaniem. Ale tam, gdzie rozum nie ma dostępu, pragnienie i miłość są dopuszczone”.

To był moment przełomowy w jego życiu. Zrozumiał, że największym skarbem dla człowieka jest wiara w Boga, który w Jezusie Chrystusie stał się prawdziwym człowiekiem, oraz wiara w największy cud, jakim jest Zmartwychwstanie Chrystusa. O dar wiary trzeba się modlić codziennie. Carrel uwierzył w realną obecność Chrystusa w Eucharystii; uwierzył, że Jezus jest Bogiem, drugą Osobą Trójcy Świętej, że zmartwychwstał i jest obecny w katolickim Kościele, nauczając, uzdrawiając, uwalniając z niewoli grzechów tych wszystkich, którzy w sakramencie pokuty przyjmą dar Jego Miłosierdzia.

Znakiem każdego autentycznego nawrócenia jest całkowite posłuszeństwo Chrystusowi, który żyje, uzdrawia i naucza w Kościele. Alexis Carrel pisał: „Wierzę we wszystko, czego naucza Kościół katolicki, i nie jest to dla mnie żadną trudnością, gdyż nie znajduję żadnej sprzeczności pomiędzy faktami naukowymi i nauczaniem Kościoła”. Uznał swoją całkowitą zależność od Boga. W konsekwencji poddał Jego świętej woli swój rozum, swoją wolę i całe swoje postępowanie. W jego notatkach z tego okresu zachowała się następująca modlitwa: „Panie, pokieruj moim życiem, gdyż zagubiony jestem w ciemnościach. Boże mój, jakże żałuję, że nic nie zrozumiałem z życia, starając się rozumieć sprawy, które na próżno człowiek stara się zrozumieć. Życie nie polega na zrozumieniu, lecz na miłości, na niesieniu pomocy drugim, na modlitwie, na pracy. O spraw, mój Boże, by nie było jeszcze za późno!”. Przeglądając rejestry cudownych uzdrowień w lurdzkim Biurze Medycznym, Carrel widział nazwiska lekarzy, wielu swoich kolegów i przyjaciół, którzy bali się przyznać, że byli w Lourdes, aby nie potraktowano ich jako nawiedzonych głupców. Środki masowego przekazu lansowały wtedy opinię, że to, co się dzieje w Lourdes, jest wielkim oszustwem kleru. Również dla Carrela angażowanie się w sprawę Lourdes mogło się stać przeszkodą na drodze jego naukowej kariery, ale mimo to doktor nie uległ zastraszeniu; był zdeterminowany, aby świadczyć o poznanej prawdzie, bez względu na czekające go konsekwencje. Doktor Carrel z pełnym przekonaniem podpisał raport medyczny opisujący natychmiastowe, całkowite uzdrowienie umierającej 21-letniej Marie Bailly. Po powrocie do domu opublikował w miejscowej gazecie artykuły na ten temat. Zaraz po tych publikacjach został brutalnie zaatakowany w prasie przez antyklerykalnych polityków oraz przez środowisko uniwersyteckich profesorów. Bezpośredni przełożony dra Carrela oznajmił mu, że po publikacjach o cudzie nie ma dla niego miejsca na uniwersytecie, chyba że odwoła to wszystko, co napisał o Lourdes. Doktor Carrel był jednak bezkompromisowy, wolał przerwać swoją karierę naukową, aniżeli ulec temu szantażowi i sprzeniewierzyć się prawdzie.

Emigracja

Carrel został zwolniony z uniwersytetu. Kilka miesięcy później, w maju 1904 r., wyjechał do Kanady. W roku 1906 przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie w Instytucie Rockefellera bardzo szybko stał się jednym z najlepszych naukowców tamtejszego zespołu badawczego. Prowadził badania na zwierzętach, opracowując nowe techniki operacyjne, które zostały uwieńczone wielkim sukcesem. Zoperował naczynia krwionośne dziecka, ratując je od śmierci. Ten właśnie zabieg został odnotowany jako wyjątkowe wydarzenie w „Journal of the American Medical Association” (14.05.1910 r.). Carrel przeprowadzał doświadczenia transplantacji całych organów u zwierząt. Ze zwierzęcych embrionów uzyskał substancję, która pozwala na utrzymanie przy życiu tkanek lub organów poza organizmem. Udało mu się utrzymać przy życiu serce kury przez 20 lat. Dzięki tym eksperymentom nastąpił w medycynie wielki przełom, który dał podstawy do przeszczepów organów ludzkich, operacji serca i naczyń krwionośnych. Za te osiągnięcia Alexis Carrel otrzymał w 1912 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

Carrel, kiedy tylko mógł, odbywał pielgrzymki do Lourdes. Jeździł tam, aby się modlić i dziękować za dar wiary, ale jako naukowiec dalej badał tajemnicę cudownych uzdrowień. W 1910 r. podczas pobytu w Lourdes dr Carrel był świadkiem spektakularnego cudu odzyskania wzroku przez dziecko niewidome od urodzenia. Tego samego dnia wieczorem, idąc na modlitwę do Groty Objawień, poznał piękną młodą kobietę, wolontariuszkę, która opiekowała się owym cudownie uzdrowionym ze ślepoty dzieckiem. 35-letnia pani de la Meyrie pochodziła z arystokratycznej rodziny, a po śmierci męża poświęciła się pracy charytatywnej i wychowaniu kilkuletniego syna. Carrel nawiązał z nią znajomość, która szybko przerodziła się we wzajemną miłość i doprowadziła do zawarcia przez nich sakramentu małżeństwa.

Po wybuchu pierwszej wojny światowej w 1914 r. Carrel wraz z żoną wracają do Francji. Zostają przydzieleni do służby sanitarnej na froncie. Carrel był zszokowany barbarzyństwem, jakie tam zobaczył. Tak pisał w jednym ze swoich listów: „Trzeba, by państwa neutralne wiedziały, jaką to kulturę Niemcy niosą światu. Niemiecka armia dokonuje niewybaczalnych zbrodni. Jestem po prostu zdumiony, widząc, jak ten kraj, dla którego uczonych mam najgłębszy podziw, łączy olbrzymi rozwój intelektualny z moralnością godną prymitywnego barbarzyńcy” (6.06.1915 r.).

Carrel jest świadkiem wielkiej liczby zgonów spowodowanych przez gangrenę i różne zakaźne choroby. Pragnie temu zaradzić. Wspólnie z prof. chemii Dakinem wynajdują nowy roztwór antyseptyczny do zwalczania infekcji i leczenia ran. Wynalazek ten znacząco przyczynił się do zmniejszenia liczby amputacji. Tę metodę bardzo szybko zaczęto stosować na całym świecie.

Po wojnie Carrel wrócił do Instytutu Rockefellera, gdzie po pięciu latach pracy wspólnie z Karolem Lindberghiem (słynnym konstruktorem i pilotem, który przeleciał przez Atlantyk) w 1935 r. skonstruowali pierwsze sztuczne serce, które podczas operacji utrzymywało przy życiu organy oddzielone od organizmu. W tym czasie Carrel pisze książkę Człowiek istota nieznana, która stała się światowym bestsellerem.

Próg wieczności

Carrel był przekonany, że współczesna cywilizacja zagubiła wartości duchowe i dlatego nie przynosi ludziom szczęścia. Aby uchronić się przed samozagładą, ludzie powinni otworzyć się na „Istotę będącą źródłem wszystkiego, ku tej potędze i ośrodkowi siły, którą mistycy chrześcijańscy nazywają Bogiem”. Ostrzegał: „Niedorozwój moralny często idzie w parze z wysoką inteligencją, co sprawia, że moralnie niedorozwinięci są szczególnie niebezpiecznymi członkami społeczeństwa. (…) Moralność jest zbiorem zasad, których ludzie powinni przestrzegać, jeśli chcą przetrwać i jako jednostki, i jako gatunek. (…) Ludzie wierzący powinni postępować według zasad moralności chrześcijańskiej, niewierzący natomiast – winni być posłuszni podobnym zasadom, ponieważ zasady te są powinnością każdej istoty obdarzonej rozumem, zdolnej do zastanowienia się nad sposobem, w jaki świat jest zorganizowany”.

Ostatnią swoją książkę, napisaną przed śmiercią w 1944 r., Alexis Carrel poświęcił potędze modlitwy. Pisał, że przez modlitwę człowiek może nawiązać osobową relację miłości z Bogiem, „co staje się dla człowieka źródłem najpotężniejszej energii życiowej. Każdy, kto zdołał wyrobić w sobie zwyczaj regularnej, rzetelnej modlitwy, odczuwa niechybnie, że całe jego życie ulega ogromnej przemianie. Zwyczaj modlitwy wyciska trwałe piętno na całokształcie naszego działania i zachowania. Człowiek zaczyna widzieć samego siebie i błędy, w jarzmie których tkwi. Zaczyna odczuwać żenujący rozwój swego samolubstwa, pustotę swojej zarozumiałości, bezcelowość swoich zachcianek, małostkowość swych trosk i niepokojów. Rozwija się w nim poczucie moralnej odpowiedzialności i umysłowej pokory. Rozpoczyna się jego pielgrzymka do Źródła łaski”.

Całkowite oddanie się Bogu w życiu Carrela najpełniej było widoczne w jego codziennej wytrwałej modlitwie, w regularnej spowiedzi, w częstej Eucharystii oraz w ofiarnej służbie bliźnim. Przygotowywał się na spotkanie z Bogiem w chwili swojej śmierci. Zdawał sobie sprawę, że wtedy odbędzie się sąd i zadecyduje się wieczność w niebie lub piekle. Do siebie odnosił ostrzeżenia Pisma św.: „Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,7-8). Tak się modlił: „Panie, pokieruj moim życiem, gdyż gubię się w ciemnościach. Uczynię wszystko, czym wola Twoja mnie natchnie. (…) Boże, nim zamkniesz księgę mego życia, daj mi dostąpić tej łaski, bym wyczytał w niej to, czego jeszcze nie wiem. Życie moje było pustynią, albowiem Cię nie znałem. Spraw, by mimo jesieni pustynia ta zakwitła. Niech każda chwila tych dni, które mi jeszcze pozostały, Tobie zawsze będzie ofiarowana. O nic więcej dla siebie nie proszę jak tylko o Twą łaskę. Niech w rękach Twych stanę się jak dym niesiony wiatrem. Oświeć mnie, Panie, jak pomóc tym, których kocham. W Twoje ręce, Panie, oddaję bez reszty całą nicość moją”.