Oczyszczenie pamięci. Jan Paweł II i uzdrowienie międzypokoleniowe - Andrzej Budziński - ebook

Oczyszczenie pamięci. Jan Paweł II i uzdrowienie międzypokoleniowe ebook

Andrzej Budzinski

0,0
18,78 zł

lub
Opis

"(…) w świetle wiedzy uzyskanej dzięki wnikliwemu rozeznaniu historycznemu i teologicznemu. Istotnie, ze względu na więź, która w Ciele Mistycznym łączy nas z innymi, my wszyscy, choć nie ponosimy osobistej odpowiedzialności i nie pragniemy zastępować sądu Boga, który sam tylko zna ludzkie serca, dźwigamy ciężar błędów i win tych, którzy byli przed nami".

Jan Paweł II

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 289

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Andrzej Budziński

UUID: abe6ef6e-305d-11e9-b137-17532927e555
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Wprowadzenie

Tytuł trochę prowokujący: „Oczyszczenie pamięci. Jan Paweł II i uzdrowienie międzypokoleniowe”. To już moja druga książka, która dotyka problemu modlitwy o uzdrowienie drzewa genologicznego. Mogę śmiało powiedzieć, że to drugie wydanie trochę zmienione i poprawione. Nowością tego drugiego wydania jest przytoczone świadectwo św. Jana Pawła II o modlitwie „oczyszczenia pamięci”, które w rzeczywistości oznacza modlitwę o uzdrowienie z wpływów grzechu międzypokoleniowego albo uzdrowienie międzypokoleniowe w Kościele.

Pierwsza moja książka pod tytułem: „Nie zakazowi Episkopatu Polski modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe”, która jest próbą refleksji i zarazem wyrażeniem mojego „sprzeciwu” wobec zakazowi Episkopatu Polski modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe wyrażone w: Uchwała 15/370/2015 Konferencji Episkopatu Polskiz dnia 6 października 2015 roku w sprawie tzw. grzechu międzypokoleniowego i uzdrowienia międzypokoleniowego [1].

Od razu po wydaniu mojej pierwszej książki spotkałem się ze „wściekłym” atakiem osób, które starały się w różne sposoby uzasadnić absurdalność modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, z drugiej strony jednak, większości czytelników była przyjęta z entuzjazmem dziękując mi za odwagę w podjęciu dyskusji na tak kontrowersyjny temat.

Mam nadzieje, że nie będę na indeksie książek zakazanych [2], dlatego że w niej nie dotykam tylko problemu modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe ale także przywołuję na świadka papieża polaka, który jest nie tylko wielkim przykładem wiary ale jest także polakiem. Oczywiście żartuję, co do indeksu książek zakazanych, bo jak czytamy w przypisie ta lista już nie istnieje. Jestem pewny, że nie będę prześladowany także przez inkwizycję [3], z bardzo prostej przyczyny, dlatego, że także ona już nie istnieje. Upewniony, ze nie grozi mi żadne niebezpieczeństwo mogę spokojnie kontynuować pisanie mojej książki, wiedząc, że istnieje wolność słowa.

Papież Polak świadczy w sposób jasny przeciw decyzji Episkopatu Polski. Jako jego świadectwo przywołuję to co zrobił w pierwszą niedziele Wielkiego Postu 12 marca 2000 w roku Wielkiego Jubileuszu: „W tej perspektywie akty dokonane przez Papieża i akty, o które prosi, w odniesieniu do win przeszłości nabierają wartości wzorcowej i profetycznej zarówno dla religii, rządów i narodów, jak również dla Kościoła katolickiego (ja dodałbym dla każdego człowieka), któremu w ten sposób pomoże się w skuteczniejszym przeżywaniu wielkiego Jubileuszu wcielenia jako wydarzenia łaski i pojednania dla wszystkich” [4].

Dzisiaj nie jest żadną tajemnicą, że w przeszłości i teraźniejszości historii Kościoła zdarzyły się i zdarzają rzeczy absurdalne ze strony ludzi w Kościele, którzy nie mają nic wspólnego z ludźmi Kościoła [5],którzy nie promieniowali i nie promieniują zapachem Chrystusowego Kościoła, lecz fanatyzmem i siarką: „Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana” [6].

Jeden z nich to teoria, że słońce krąży wokół ziemi. Naukowiec, który się z nią nie zgadzał to Galileusz [7]: „Jest 22 czerwca 1633 roku. Drżący starzec klęczy przed trybunałem rzymskiej inkwizycji. Ów człowiek to jeden z najsłynniejszych uczonych tego okresu. Swoje teorie poparł wynikami wieloletnich badań. Dlatego jest całkowicie pewien słuszności swych poglądów. Jeśli jednak chce ocalić życie, musi się ich wyrzec” [8]. Wyrzekł się prawdy, ze strachu, by uratować swoje życie. Galileuszowi zakazano nauczania o heliocentryzmie [9]. Trybunał Rzymskiej Inkwizycji stosunkiem głosów 7 do 3, który początkowo skazał 69-letniego wówczas uczonego na dożywotni areszt domowy, jednak ostatecznie wyrok złagodzono do 3 lat więzienia.

Kto miał rację? Dzisiaj wiemy, że Galileusz. Kto miał jednak „rację”? Kto miał władzę, ludzie w Kościele [10].

Dlaczego to piszę? Bo mam wątpliwości. Kto wie może w przypadku zakazu celebrowania Mszy świętych i wszelkich nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie z grzechów pokoleniowych czy o uzdrowienie międzypokoleniowe, powtarza się błąd zaistniały w procesie Galileusza?

Ludzie w Kościele nie wzięli pod uwagę doświadczenie wiedzy, która w czasach Galileusza nie była rozwinięta tak jak dzisiaj. Dlatego decyzja ludzi w Kościele siedemnastego wieku może być w jakiś sposób usprawiedliwiona. Ale dzisiaj? Przy wiedzy jaką posiadamy, wydaje się, że Episkopat Polski nie wziął pod uwagę doświadczenie psychologi i psychiatrii [11].

Aby zapoznać się głębiej z tym problemem, proponuję przeczytać książkę Ancelin Schutzenberger Anne [12]:„Tajemnice przodków. Ukryty przekaz rodzinny”, Virgo, 2016. Oto cytat tej książki: „Niniejsza książka, została sprzedana we Francji w 500 tysiącach egzemplarzy, miała tam dotąd osiemnaście wydań i osiągnęła status bestsellera. Polecają ją sobie kolejni czytelnicy. Przetłumaczona została na wiele języków, wielokrotnie była wznawiana i stała się punktem odniesienia w swojej dziedzinie. Dzięki niej psychogenealogia i transgeneracyjność przyjęły się w psychoterapii. Jest niezmiennie aktualna – dla wszystkich, którzy chcą

zrozumieć tajemnice swojego rodu, wyleczyć i opatrzyć rany po traumatycznych przeżyciach osobistych i członków swojej rodziny. Nieodbyta żałoba po przeszłych traumach, które z powodu licznych dramatycznych wydarzeń przeorały nie tylko historię danego kraju ale i jego „psycho - historię”, jest często przyczyną różnych lęków, koszmarów, trudności w życiu i problemów pogarszających jakość egzystencji. Dlatego jest tak ważne, by osobistą historię danej osoby czy rodziny zobaczyć w szerszym kontekście, by mogli oni odbyć, w razie potrzeby żałobę, osobistą, rodzinną czy też narodową. To jednak już zupełnie inna historia, którą ktoś może kiedyś opowie”.

Pożyteczne by było przeczytać również artykuł dr. Alessandro Gambugiati: „Psychosynteza drzewa genealogicznego”, gdzie w zakończeniu napisał: „Na życie każdego członka rodziny może wpływać „niewidzialna lojalność”, która może mieć rzeczywisty wpływ na los podmiotu i jego drzewa genealogicznego poza czasem (syndrom rocznicy) i przestrzeni (koncepcja „tele”) , wszystkie zjawiska, które psychologia i statystyki badają metodą naukową. Chociaż sposób przekazywania tych losów nie jest jeszcze jasny, wiemy na pewno, że to zjawisko ma miejsce i wpływa na nasze życie, nawet jeśli chodzi o życie i śmierć (np. Syndrom rocznicowy)” [13]. Znów znajdujemy w konflikcie między nauką a wiarą? Zgodnie z decyzją Episkopatu Polski wydaje się, że nauka nie ma racji.

Jestem pewien, że Episkopat Polski miał uzasadnione powody, aby opublikować Uchwałę 15/370/2015 z dnia 6 października 2015 roku, jednak nie biorąc pod uwagę tak bardzo ważnych faktów historycznych, które się wydarzyły przed wydaniem wyżej wymienionej Uchwały Episkopatu, jak ten papieża w czasie Wielkiego Jubileuszu z 12 marca 2000 roku w pierwszą Niedzielę Wielkiego Postu, oraz bardzo ważny dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej „Pamięć i pojednanie. Kościół i winy przeszłości”, przytoczony na końcu książki uzasadniający akt św. Jana Pawła II. Moim skromnym zdaniem Uchwała Episkopatu jest zbyt pochopna, powierzchowna i nie przemyślana do końca. W sposób naturalny pytanie pojawia się samo: Episkopat Polski nie wziął tych dwóch faktów pod uwagę, bo ich nie znał albo ich zapomniał? W co nie wierzę. Albo po prostu nie chciał ich wziąć pod uwagę, bo były niewygodne.

Decyzja Konferencji Episkopatu wzbudziła we mnie ciekawość poszukiwań. Moja intuicja mnie nie oszukała. Także Francuska Konferencja Episkopatu, jeszcze przed polską, opublikowała dokument z 19 stycznia 2007: „Sur la guérison des racines familiales par l’Eucharistie” [14], na trzy lata przed Wielkim Jubileuszem 2010 roku, co oznacza, że nie mogli znać ani dokumentu Międzynarodowej Komisji Teologicznej, ani tego, miał dokonać Jan Paweł II.Także ten dokument na zakończenie potwierdza: „Lecz, że dusze zmarłych, które wciąż są w czyśćcu, mogą w sposób aktualny i decydujący zaszkodzić duchowemu zdrowiu ich potomków i że uwolniwszy jednego, możemy również uzdrawiać innych, wydaje się to nową prawdą w Kościele katolickim, który nie znajduje żadnych śladów w Tradycji, dlatego też nie należałby je uznać ani praktykować”.

W Polsce istnieje przysłowie: „Nie wylewaj dziecka z woda”. Myślę, że to przysłowie może być użyte w przypadku modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe albo lepiej powiedzieć od następstw, które prowokują grzechy międzypokoleniowe. Ta modlitwa, jak to podkreśla Episkopat Polski i Francuski nie ma podstaw w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła, przez co nie może być uznana przez Kościół i nie może być praktykowana. W konsekwencji została zabroniona.

Chciałbym podkreślić, że intencją mojej książki nie jest wykazać, że Episkopaty Polski i Francuski nie mają racji, lecz pomóc w refleksji w dyskusji ukazując opinię nie tyle przeciwną, ale te, która pobudza do refleksji. Nie ukrywam, że osobiście jestem zwolennikiem modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, lecz to nie znaczy, że za wszelką cenę chcę ją promować. Mnie interesuje prawda, bo prawda czyni nas wolnymi (por. J 8,32).

Wielu katolików, wśród nich także i kapłani są przekonani, opierając się na doświadczeniu własnym i innych, że modlitwa o uzdrowienie z konsekwencji grzechów międzypokoleniowych jest skuteczna. Nie jest ona też przeciwna ani Pismu Świętemu ani Tradycji Kościoła, co postaram się wykazać w dalszej części książki.

Uwaga! Jednak nie zawsze tam, gdzie człowiek otrzyma pomoc albo uzdrowienie oznacza, że to działanie pochodzi od Boga, co podkreśla słusznie bp Andrzej Siemieniewski [15]: „Fakt znalezienia źródeł modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe w niekatolickich formach pobożności (do tego powstałych całkiem niedawno) oczywiście nie dyskwalifikuje samej modlitwy, ale na pewno zachęca do roztropnego zbadania jej zasadności. O. prof. Aleksander Posacki SJ twierdzi, że we wspomnianej książce DeGrandis zwodzi ludzi, odwołując się do ezoterycznych hipotez, do ideologii, do wizualizacji (RoseMary, Nie krocz za mną /konsultacja teologiczna Aleksander Posacki SJ/, Warszawa 2013). O. Posacki zauważa, że autorzy, z których korzysta DeGrandis, z aprobatą odnoszą się do gnozy i wielu teorii okultystycznych, co grozi uwikłaniem w gnostycki sposób myślenia. I rzeczywiście tak jest: sam DeGrandis zachęca do snucia szczegółowych wizualizacji w modlitewnej wyobraźni, co ma spowodować łańcuch uzdrowień przepływający przez minione pokolenia. DeGrandis zaprasza też do stosowania okultystycznych kategorii Carla Junga (przed jungowskimi wtrętami do chrześcijańskiej pobożności przestrzegał w 2003 roku watykański dokument o New Age Jezus Chrystus dawcą wody żywej). Dotyczy to zwłaszcza idei nieświadomości kolektywnej (należącej do metody o. DeGrandisa), która wprowadza gnostyckie wątki New Age do katolickiej pobożności. Trzeba też dodać z naciskiem, że sam Kenneth McAll, tworząc metodę pomagania udręczonym ludziom przez badanie drzewa genealogicznego i przez modlitwę o uzdrowienie międzypokoleniowe, stosował ją jako psychiatra” [16]. Inna wypowiedź bp. Siemieniewskiego, którą popieram w stu procentach: „Paradygmat apostolski mówi: Poznacie Prawdę i Prawda was wyzwoli. Paradygmat New Age mówi: Cóż to jest prawda? Jeśli coś ci pomaga, to jest to prawdą, niezależnie od tego, czy wyraża poprawną naukę Ewangelii, czy nie! Paradygmat New Age'owski ujęty jest w watykańskim dokumencie Jezus Chrystus dawca wody żywej tak: Zasadniczą kwestią jest znalezienie swojej własnej prawdy zgodnej z dobrym samopoczuciem: ocena religii jest zależna od czyichś uczuć i doświadczeń” [17]. Paradygmat New Age jest zawarty w dokumencie Papieskiej Rada Kultury i Papieskiej Rady do Spraw Dialogu Międzyreligijnego, która na pytanie: Czy stwarzamy prawdę, czy też ją przyjmujemy, odpowiada w ten sposób: „Prawda New Age dotyczy dobrych wibracji, kosmicznych odpowiedniości, harmonii i ekstazy, związanych z reguły z przyjemnymi doświadczeniami. Zasadniczą kwestią jest znalezienie swojej własnej prawdy zgodnej z „dobrym samopoczuciem”. Ocena religii i pytania dotyczące etyki są w takim przypadku oczywiście zależne od czyichś uczuć i doświadczeń. Jezus Chrystus w chrześcijańskim nauczaniu jest przedstawiany jako „Droga, Prawda i Życie” (J 14,6). Ci, którzy chcą iść za Nim, proszeni są o otwarcie swojego całego życia na Niego i na wartości, które On proponuje, a inaczej mówiąc na obiektywny zbiór wymagań, które są częścią obiektywnej rzeczywistości możliwej do poznania przez wszystkich” [18].

Według nauczania Pisma Świętego: „15 Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. 16 Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? 17 Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. 18 Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. 19 Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. 20 A więc: poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,15-20).

Papież Benedykt XVI w homilii w czasie konsekracji biskupów tak się wypowiedział: „Drugą cechą, której Jezus wymaga od sługi, jest roztropność. Musimy od razu wyjaśnić pewne nieporozumienie. Roztropność jest czymś innym niż przebiegłość. W greckiej tradycji filozoficznej roztropność jest pierwszą z cnót kardynalnych; ustanawia ona prymat prawdy, która dzięki roztropności staje się kryterium naszego działania. Roztropność wymaga, by umysł był pokorny, zdyscyplinowany i czujny; nie pozwalał, by zaślepiały go uprzedzenia; nie osądzał pod wpływem pragnień i namiętności, ale szukał prawdy - również prawdy niewygodnej. Roztropność oznacza, że szuka się prawdy i zgodnie z nią postępuje. Sługa roztropny jest przede wszystkim człowiekiem prawdy i człowiekiem szczerego umysłu” [19]. Natomiast św. Paweł Apostoł narodów tak naucza: „19 Ducha nie gaście [20], 20 proroctwa nie lekceważcie! 21 Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! 22 Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1Tes, 5,19-22).

„Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła”. Nauczanie św. Pawła można rozumieć w dwojaki sposób:

Z punktu widzenia Episkopatu Polskiego, modlitwa uzdrowienia od efektów grzechów międzypokoleniowych ma pozór zła, więc nie należy jej praktykować.

Z punktu widzenia osób, którzy ją popierają, decyzja Episkopatu ma pozór zła, a więc należałoby ją rozpatrzyć na nowo.

Kto ma rację? Dialog między dwoma opiniami nie ma na celu wykazania własnej racji, władzy czy wyższości, ale przede wszystkim prawdy.

Chciałbym na koniec przytoczyć jeszcze jeden głos, który według mnie może być ubogaceniem w zrozumieniu modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowej: „Ks. Płusa zauważa, że nie można do jednego worka wrzucać „grzechu międzypokoleniowego” i „uzdrowienia międzypokoleniowego”. Komisja Doktrynalna Międzynarodowych Służb Odnowy w Duchu Świętym stwierdziła, że „idea uzdrowienia międzypokoleniowego nie jest sama w sobie niezgodna z katolickim nauczaniem” – ripostuje. Zwraca także uwagę, że choć chrzest gładzi grzechy, to w ochrzczonym pozostają skłonności do grzechu. Cenna jest także jedna z konkluzji ks. Płusy: O ile sformułowanie uzdrowienie międzypokoleniowe rodzi zbyt dużo niepotrzebnych i fałszywych skojarzeń dotyczących podważania wartości sakramentu chrztu i pokuty, to praktyka dobrze rozumianej modlitwy za przodków w ich relacji do osób żyjących nie budzi zastrzeżeń” [21].

Moja rada jest, aby w tym momencie przeczytać dogłębnie dokument numer 1: Uchwała 15/370/2015 Konferencji Episkopatu Polski z dnia 6 października 2015 roku w sprawie tzw. grzechu międzypokoleniowego i uzdrowienia międzypokoleniowego który się znajduje na końcu książki.

Złamana ręka

Chciałbym rozpocząć moje rozważanie wydarzeniem, które wydarzyło się w mojej rodzinie i miało wielki wpływ w refleksji nad problemem „Uzdrowienia międzypokoleniowego” i cierpienia z powodu winy grzechów przodków.

Moja mama opowiadała mi, że kiedy jeszcze mieszkała na Mazurach (przed Drugą Wojną Światową), w jej mieście był pewien chłopiec ze sparaliżowanym ramieniem. Inne dzieci, między nimi także ona, wyśmiewały się z niego. Spróbujcie sobie wyobrazić, nie wiem, czy to był tylko zbieg okoliczności lub nie, oceńcie to sami. Dla mnie osobiście nie był to tylko zbieg okoliczności. Kiedy miałem mniej więcej 12 lat, złamałem lewą rękę, spadając na ziemię z trzepaka. Było to ciężkie złamanie, w czterech miejscach. Przez długi czas musiałem nosić gips. Po jakimś czasie zorientowałem się, że nie mogę poruszać palcami. Ręka była prawie bezwładna, sparaliżowana. Lekarze podczas konsultacji wyrazili opinię, że nie wiedzą co robić i w swojej bezsilności skazali mnie na kalectwo. Pamiętam, że moja mama rozpaczliwie płakała. Obwiniała się, łącząc grożące mi kalectwo z historią chłopca ze sparaliżowaną ręką z którego się wyśmiewała. Obwiniała się, mówiła, że to jej wina, że została ukarana, że cierpię z jej powodu.

Czy tak naprawdę było? Moje cierpienie było wynikiem grzechu mojej mamy? Może tak, a może nie, szczerze mówiąc nie wiem co o tym myśleć. Jedna rzecz pewna, że całe to zdarzenie pozostawiło mi wiele pytań i wątpliwości. Czy to był tylko zbieg okoliczności?

Spróbujmy postawić hipotezę! To nie był przypadek. W tej sytuacji oznaczałoby, że moje cierpienie miało swoje korzenie w grzechu mojej mamy. Byłem ofiarą! Moje cierpienie było niezasłużone i niewinne! Ona zgrzeszyła, a ja jej syn, który nie zawiniłem, płaciłem za jej grzech niesprawiedliwie. Cierpiałem z powodu tego, że byłem jej synem a ona była moją mamą. Niesprawiedliwość! Uwierzcie mi, myśląc o tym po tak wielu latach, moja mama już nie żyje, przychodzi mi wiele myśli, które nie zostawiają mnie w spokoju. Myśląc i zastanawiając się nad tym, automatycznie przychodzi mi na myśl kolejne pytanie dotyczące skutków grzechu pokoleniowego. Czy istnieje grzech pokoleniowy? Niewinne cierpienie, które swoje źródło ma w grzechu przodków?

Wiem, że kwestia i problem grzechu pokoleniowego wywołuje kontrowersje. Najlepszy przykład to reakcja Episkopatu Polski i Francji zakazu praktykowania modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe. Osobiście uważam jednak, że powinniśmy ten problem potraktować bardzo poważnie. Roztropność mi mówi, że lepiej byłoby pozostawić tę kwestię otwartą. Opinie Episkopatu Polskiego już znamy. Uwierzcie mi, nieustannie zakazu problem tej modlitwy nie został rozwiązany, bo nie wszystko się da rozwiązać poprzez zakazy czy nakazy. Można powiedzieć, że jest to problem wyjęty spod prawa i otwarty specjalnie w relacji do tego, co uczynił papież Polak i święty, Jan Paweł II, 12 marca 2000 roku w czasie Wielkiego Jubileuszu.

Problem bardzo poważny, który dotyka nie tylko nas, ale wszystkich ludzi na ziemi, który dotyka nie tylko naszych rodzin, ale wszystkich rodzin na ziemi. Dotyka naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dlatego warto zatrzymać się i zastanowić nad nim. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że istnieje ścisły związek między przeszłością i przyszłością, i że ona w jakiś sposób ją określa, oczywiście bez pozbawienia nas wolności decydowania. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że przeszłość buduje fundamenty dla przyszłości. Nie istnieje teraźniejszość i przyszłość bez przeszłości. Dlatego zakaz modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe może niestety zadać wielką szkodę naszemu zdrowiu psychicznemu, fizycznemu i duchowemu pozbawiając nas potężnego środka w uzdrowieniu osobistym, rodzinnym i społecznym.

Spróbujcie sobie wyobrazić, jeżeli modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe jest zgodna z wolą Bożą i jest osądzona źle przez Episkopat Polski, to zakaz jej jest wielkim błędem. W konsekwencji może się okazać, że wiele osób zostanie pozbawione pomocy w ich cierpieniu. Oto moje wątpliwości, które nie pozwalają mi milczeć, lecz mnie pobudzają do poszukiwania odpowiedzi i pobudzania też i innych w tych poszukiwaniach.

W dalszej części tej książki postaram się wytłumaczyć zasadność tej modlitwy popartej cytatami Pisma Świętego, których Dokument Episkopatu nie bierze pod uwagę. Nie wiem czy pominął je bo nie zna Pisma Świętego [22], w co nie wierzę, albo po prostu nie chciał ich przytoczyć, bo były niewygodne. Jeżeli chodzi o praktyczne wskazówki co możemy zrobić, by złamać negatywne skutki grzechów międzypokoleniowych to nie muszę się wysilać by je znaleźć, daje nam je Jan Paweł II. Myślę, że trudno jest znaleźć lepszy przykład.

Przepraszam ale oddaliłem się troszeczkę od mojej myśli przewodniej. Wracam od razu. Otóż oczekiwał mnie długi okres leczenia. Prawie przez pół roku przebywałem w Klinice Ortopedycznej we Wrocławiu, około dwieście kilometrów od domu i z dala od rodziny. Rodzice odwiedzali mnie raz w tygodniu. Ten dzień był dla mnie wielkim świętem. Przez cały tydzień czekałem na niedzielę i pamiętam, jak dziś, od rana byłem przylepiony do okna, oczekując ich przyjazdu. Tak było przez sześć miesięcy. Długich sześć miesięcy.

Pamiętam jak wczoraj. Na Boże Narodzenie przyjechałem do domu na przepustkę. Była to ogromna radość dla mnie i dla całej rodziny. Ciekawe, że prawie nic nie pamiętam z tego okresu. Pamiętam jednak bardzo dobrze jedną rzecz. Codziennie moja mama mi masowała sparaliżowane ramię i płakała, modląc się do Boga, aby mnie uzdrowił. Ostatniego dnia pobytu w domu zacząłem poruszać palcami. Wyobraźcie sobie radość nas wszystkich, szczególnie mojej mamy. Był to znak od Boga, że konsekwencje grzechu mojej mamy, które mnie dotykały zostały przełamane?

Aby lepiej zrozumieć, że dzieci mogą cierpieć z winy rodziców lub że rodzice, którzy zgrzeszyli, są karani przez cierpienie swoich dzieci, proponuję przeczytać historię króla Dawida: „1 Pan posłał do Dawida [proroka] Natana. Ten przybył do niego i powiedział: W pewnym mieście było dwóch ludzi,jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. 2 Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła, 3 biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył. On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka. 4 Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał. Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego. 5 Dawid oburzył się bardzo na tego człowieka i powiedział do Natana: Na życie Pana, człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci. 6 Nagrodzi on za owieczkę w czwórnasób, gdyż dopuścił się czynu bez miłosierdzia. 7 Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula. 8 Dałem ci dom twojego pana, a żony twego pana na twoje łono, oddałem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego było za mało, dodałbym ci jeszcze więcej. 9 Czemu zlekceważyłeś słowo Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach? Zabiłeś mieczem Chetytę Uriasza, a jego żonę wziąłeś sobie za małżonkę. Zamordowałeś go mieczem Ammonitów. 10 Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. 11 To mówi Pan: Oto Ja wywiodę przeciwko tobie nieszczęście z własnego twego domu, żony zaś twoje zabiorę sprzed oczu twoich, a oddam je twojemu współzawodnikowi, który będzie obcował z twoimi żonami - wobec tego słońca. 12 Uczyniłeś to wprawdzie w ukryciu, jednak Ja obwieszczę tę rzecz wobec całego Izraela i wobec słońca. 13 Dawid rzekł do Natana: Zgrzeszyłem wobec Pana. Natan odrzekł Dawidowi: Pan odpuszcza ci też twój grzech - nie umrzesz, 14 lecz dlatego, że przez ten czyn odważyłeś się wzgardzić Panem, syn, który ci się urodzi, na pewno umrze. 15 Natan udał się potem do swego domu. Pan dotknął dziecko, które urodziła Dawidowi żona Uriasza, tak iż ciężko zachorowało”(2Sm 12,1-15).

Król Dawid zgrzeszył, a jego syn musiał umrzeć. Jego syn zmarł z jego winy. Jednocześnie śmierć syna była karą dla Dawida. Rozumiem, ukarać Dawida, ale dlaczego w ten sposób? Syn był niewinny! Według naszej ludzkiej logiki wydaje się to niesprawiedliwe. Dlaczego dzieci mają cierpieć przez grzechy rodziców? Powrócę do tego tekstu w dalszej części książki.

Świadectwa

Chciałbym podkreślić, że te świadectwa pochodzą z mojego osobistego doświadczenia. Pracowałem wiele lat jako konsultant psychologiczny w centrach pomocy dla osób o różnych problemach psychicznych i duchowych. Prawie trzydzieści lat pracuje jako nauczyciel religii katolickiej. Służyłem przez wiele lat modlitwą wstawienniczą współpracując z wieloma egzorcystami asystując w czasie egzorcyzmów.

Oczywiście mógłbym przytoczyć wiele przykładów, które osobiście spotkałem w czasie mojej posługi. Przyjmowałem więcej niż tysiąc osób na rok. Widziałem wiele rzeczy, które przekraczają nasze ludzkie wyobrażenia. To może potwierdzić każdy kto służy modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie.

Pierwsze świadectwo „złamana ręka”, już przeczytaliście. Pochodzi ono z doświadczenia mojej rodziny. Mogę powiedzieć, że to doświadczenie było dla mnie bodźcem w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie: Czy grzechy, albo lepiej powiedzieć konsekwencje grzechów przodków, wpływają na przyszłe pokolenia?

1. Przebaczenie i bezsenność.

Przychodziła do mnie młoda dziewczyna, która od ponad trzech lat prawie nie spała. Nie dlatego, że nie czuła potrzeby snu. Nie mogła spać. Coś je nie pozwalało. Szukała pomocy u wielu lekarzy. Brała przeróżne tabletki. Poddawała się przeróżnym terapiom. Dziwne. Nic jej nie pomagało. Pamiętam, że na pierwszym naszym spotkaniu poświęciłem prawie cały czas na modlitwę wstawienniczą. Zaskakujące. Po tej modlitwie, po raz pierwszy od długiego czasu dziewczyna zaczęła spać lepiej. Dla mnie było to jasnym znakiem, że jej choroba nie była fizyczna ale duchowa. W czasie drugiego spotkania dziewczyna mi opowiedziała historię swojego życia. Między innymi opowiedziała mi, że cztery lata wcześniej opuścił ich ojciec dla innej kobiety. Czuła nienawiść do niego i nie umiała mu przebaczyć. Mówiła mi, że często go widzi, bo mieszka w tym samym mieście. Gdy go widzi przeklina go, przechodzi na drugą stronę ulicy i robi wszystko, by ojciec jej nie zauważył. Zrozumiałem, że powinna mu przebaczyć. Nie potrafiła i nie chciała. Gdy ją zapytałem od kiedy miała problemy ze snem. Odpowiedziała, że po odejściu ojca. Dziwne. Zrozumiałem, że przyczyną jej bezsenności jest grzech ojca. Opuszczenie rodziny to był grzech ojca, który pobudzał w jego córce jej grzechy osobiste – nienawiść, chęć zemsty, nieprzebaczenie i przekleństwo. Powodowało to w niej bezsenność. Powiedziałem jej, że żeby przerwać przekleństwo grzechu ojca w jej życiu, musi mu przebaczyć. Nie potrafiła, czuła bowiem zbyt wielki ból. Przychodziła do mnie przez jakiś czas. Modliliśmy się. Pewnego dnia przyszła do mnie pełna radości i mi powiedziała: Wczoraj spotkałam mojego ojca na ulicy i w pierwszej chwili chciałam uciec. Jednak nie zrobiłam tego, podeszłam do niego, przytuliłam go i mu przebaczyłam. Nie wiem, co się stało, ale w tym momencie czułam, że cały ciężar bólu spływał ze mnie. Przespałam całą noc po raz pierwszy od czerech lat. Po tym wydarzeniu przyszła do mnie jeszcze kilka razy. Bezsenność odeszła razem z przebaczeniem. Ktoś może powiedzieć: ale jej ojciec jeszcze żył. Oczywiste jest, że postępowania ojca ma wpływ na zachowanie dzieci. Właśnie i to jest ważne: „ postępowania ojca ma wpływ na zachowanie dzieci”. Dziewczyna cierpiała fizycznie, psychicznie i duchowo z powodu grzechu ojca. Co więcej, jego grzech pobudzał ją do jej grzechu osobistego: nienawiść, nieprzebaczenie, zemsta, złorzeczenie, przekleństwo.

2. Zemsta po 120 latach.

W 1997 roku pracowałem w Albanii. W tym kraju bardzo rozprzestrzeniona jest tak zwane prawo zemsty, Gjakmarrja [23], tzn. zemsta krwi. Znamy ją ze Starego Testamentu: „oko za oko i ząb za ząb”.

To zdarzenie, o którym chcę wam opowiedzieć pobudziło mnie do głębokiej refleksji nad konsekwencjami grzechu międzypokoleniowego.

Otóż wydarzyło się to miej więcej 120 wcześniej. Jeden z członków rodziny zamordował członka innej rodziny. Cała rodzina zabójcy, by uniknąć Gjakmarrja uciekła z Albanii do Ameryki. Wyobraźcie sobie, że w rodzinie zabitego mężczyzny przez 120 lat kultywowano nienawiść i zemstę przekazując ją przez miej więcej trzy pokolenia. Aż w końcu po 120 latach nadarzyła się wspaniała okazja. Do Albanii wrócił prapraprawnuk mordercy. W rodzinie zamordowanego, wendetą został obarczony prapraprawnuk zabitego. Wyobraźcie sobie, że wendeta została spełniona, potomek mordercy sprzed 120 laty został zabity. Na tym przykładzie widać jasno, że w grzech pokoleniowy zostały wciągnięte dwie rodziny, mordercy i zamordowanego. Gjakmarrja była kultywowana wytwarzając historię albo genetykę grzechu. Możemy powiedzieć absurd, jednak absurd realny. Gjakmarrja nie skończyła się na tym, bo rodzina zamordowanego prapraprawnuka chciała się zemścić. W ten sposób zemsta mogłaby się ciągnąć aż do skończenia świata. Rodziny wciągnięte w ten absurdalny rozlew krwi nie chciały słyszeć o pokoju. Po długich negocjacjach i modlitwie o złamanie skutków grzechu międzypokoleniowego udało się doprowadzić obydwie rodziny do wzajemnego przebaczenia.

3. Przekleństwo prababci.

Przychodziła do mnie pewna kobieta. Miała około 50 lat. Cierpiała na wszystkie choroby świata. Próbowała się leczyć u różnych lekarzy, lecz bez pozytywnych efektów. Wydaje się, że nic jej nie pomagało. Na koniec swoich poszukiwań, jak to niestety często bywa: „jak trwoga to do Boga”, trafiła do naszego centrum pomocy. Jej działanie było logiczne. Skoro nie znajduję pomocy w medycynie znaczy to, że może to być problem duchowy. Jak to się mówi - trafiła w dziesiątkę. Jak to miałem w zwyczaju, w czasie pierwszego spotkania nie wgłębiałem się w historię życia osoby, lecz modliłem się aby Bóg, który zna całe życie dotykał wszystko to, co powinno być dotknięte Jego uzdrowieniem. Od razu stał się cud. Kobieta ta miał wysokie ciśnienie, którego przez wiele lat nie mogła ustabilizować, po modlitwie ciśnienie się ustabilizowało. Kobieta była zadziwiona. Dla mnie był to dowód, że pod jej chorobami ukrywał si zły duch. Gdy przeanalizowaliśmy jej życie i jej przodków, wyszła na wierzch bardzo interesująca rzecz. Jej prababka przeklęła jej babkę. Opowiadała mi, że jej babka cierpiała na dziwne choroby. Podobnie także jej mama. Teraz cierpi ona. Mówiła mi, lekarze podejrzewali choroby genetyczne w rodzinie. To, co opowiedziała mi ta kobieta było dla mnie wyraźnym znakiem, że jej choroby wypływały z przekleństwa prababki. Byłem pewny, że była to choroba genetyczna, która jednak wypływała nie z genetyki ciała, lecz z „genetyki grzechu”. Modliliśmy się o złamanie wszystkich skutków tego przekleństwa. Wyobraźcie sobie, że po każdym naszym spotkaniu ustępowała jedna choroba. Miała ona też cukrzycę i bolesne rany w różnych częściach ciała, które po jednej modlitwie, miej więcej po tygodniu zagoiły się wszystkie. Co o tym myśleć? Przypadek?

4. Wędrowny duch wróżb.

Nie muszę przekonywać, że wróżenie to grzech zabroniony przez Pismo Święte: „26 Nie będziecie jeść niczego z krwią. Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów. 27 Nie będziecie obcinać w kółko włosów na głowie. Nie będziesz golił włosów po bokach brody. 28 Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować. Ja jestem Pan! 29 Nie wydawaj swej córki na hańbę, czyniąc ją nierządnicą, aby kraj nie uległ nierządowi i nie był pełen rozpusty. 30 Będziecie zachowywać moje szabaty i szanować mój święty przybytek. Ja jestem Pan! 31 Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz! (Kpł 19, 26-31) [24]”; „26 Nie będziecie jeść niczego z krwią. Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów. 27 Nie będziecie obcinać w kółko włosów na głowie. Nie będziesz golił włosów po bokach brody. 28 Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować. Ja jestem Pan! 29 Nie wydawaj swej córki na hańbę, czyniąc ją nierządnicą, aby kraj nie uległ nierządowi i nie był pełen rozpusty. 30 Będziecie zachowywać moje szabaty i szanować mój święty przybytek. Ja jestem Pan! 31 Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,26-31). Praktyki wróżbiarstwa w konsekwencji są zabronione przez Kościół: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu” [25]. Jest to grzech ciężki przeciwko pierwszemu Przykazaniu Bożemu, z którego należy się spowiadać.

Przychodziła do mnie kobieta, która wróżyła z kart. Chciała się z tego wyzwolić, bo czuła się prześladowana przez złego ducha, który w różny sposób się manifestował w jej życiu. Czuła się przez niego zniewolona. Już w czasie naszego pierwszego spotkania podczas modlitwy objawiła się obecność złego ducha poprzez manifestacje. Dla mnie było to potwierdzeniem, że była zniewolona. Ciekawe jest, że kiedy opowiedziała mi historię swojego życia i jej rodziny wyszedł na jaw jeden element, który tłumaczył jej stan. Wróżyła jej babka (prawdopodobnie także jej prababka czego nie mogliśmy się dowiedzieć), jej mama i w końcu także i ona. Zrozumiałem, że w tej rodzinie był obecny od pokoleń duch wróżb, który „wędrował” z pokolenia na pokolenie. Nie chcę teraz rozpisywać się o szczegółach modlitwy nad tą osobą. Istotne jednak jest, że po wielu modlitwach (także egzorcyzmach), konsekwencje pokoleniowego grzechu wróżbiarstwa wraz z duchem wróżb „zniknęli” z życia tej kobiety. Została wyzwolona z obciążenie pokoleniowego.

5. Lekarz rodzinny.

Oto świadectwo pewnej osoby, którą znam osobiście. Jest ona lekarzem, która w swojej rodzinie a także w swojej praktyce lekarskiej spotkała się z chorobami pokoleniowymi nie tylko dotyczącymi ciała, lecz także psychiki i ducha. Oto jej świadectwo:„Jestem od około dwudziestu lat związana z Odnową w Duchu Świętym, ze wspólnotą Jeruzalem z Leśnej. Temat uzdrowienia międzypokoleniowego jest dla mnie tematem bardzo ważnym, gdyż dotyczy mnie bardzo osobiście. Z doświadczeniem uzdrowienia międzypokoleniowego w moim życiu zetknęłam się po raz pierwszy wtedy, gdy jeszcze nie znałam tego terminu, a tym bardziej książki ojca DeGrandisa, od której w tym miejscu stanowczo się odcinam. Uważam, że nie powinna ona zostać wydana ze względu na treści, które zawiera. Zgadzam się z tym, co pisze na ten temat ksiądz Siemieniewski. Nie o książce jednakże w tym miejscu będę pisać.

Pragnę zaznaczyć, że nie przedstawiam poglądów ani Odnowy, ani mojej wspólnoty, w imieniu której tworzę stronę, a na której toczy się dyskusja. Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie, a właściwie teoria, którą pragnę poddać pod dyskusję. Nie jestem teologiem i biorę pod uwagę to, że może być ona błędna.

W ostatnim czasie spotkałam się z głosami przeciwnym tej praktyce, a nawet ze stwierdzeniem, że uzdrowienie międzypokoleniowe to coś, co wykracza poza naukę Kościoła. Jest to dosyć poważny zarzut, tym bardziej, że wielu ludzi w Polsce jest dzisiaj zaangażowanych w taką modlitwę. Uważam, że należy sprawę wyjaśnić.

Bardzo zależy mi na tym zależy, nie ukrywam, że przede wszystkim z powodów osobistych ale także i zawodowych. Jestem lekarzem rodzinnym, w związku z czym bardzo często moi pacjenci przychodzą z problemami, które ciągną się u nich w rodzinie od pokoleń. Najłatwiej zobaczyć to można na przykładzie alkoholizmu. Jeśli ktoś w rodzinie jest alkoholikiem, to zawsze choruje cała rodzina. To się nawet fachowo nazywa choroba koalkoholowa. Skutki alkoholizmu jednej osoby ranią wszystkich dookoła. Są nawet badania naukowe na ten temat, że dzieci takich rodziców bardzo łatwo wpadają w alkoholizm. Wpływ alkoholizmu na inne osoby da się jednak wytłumaczyć również wpływami środowiskowymi. Dzieci patrząc na swojego rodzica, uczą się pewnych zachowań, które potem powielają w życiu, choć ich wcześniej nie akceptowały. Często nie mają siły zerwać z czymś, czego nie chcą.

Ale zauważam też inny problem – pracuję w środowisku, które znam od lat i widzę takie fakty, których nie potrafię wytłumaczyć na drodze wpływów środowiskowych. Bywa, że spotykam się na przykład z grzechem aborcji. Widzę, jak ten grzech popełnia najpierw matka, a potem córka, choć wiem, że córka o grzechu matki nic nie wie. Tego nie potrafię już tak prosto wyjaśnić.

Mam pacjentkę (znam ją od dzieciństwa, razem chodziłyśmy do szkoły), która zawsze była przez wszystkich odrzucana. Już w szkole miała ogromną nerwicę, nikt się z nią nie bawił, nikt się do niej nie odzywał, chyba że po to, by ją wyśmiać, dzisiaj jest podobnie. Wychowana była w bardzo porządnej, katolickiej rodzinie, ale obecnie została już sama. Dzisiaj jest bardzo schorowana (nie mogę pisać szczegółów, ale powiem, że jej choroby nie są „normalne” z punktu widzenia medycyny), samotna, odrzucona przez wszystkich. Niedawno dowiedziała się, że była adoptowana. Była więc także odrzucona przez swoich rodziców. Nie miała żadnego powodu ze strony rodziny tej, która ją wychowała, do osiągnięcia takiego stanu, w jakim się obecnie znajduje.

Nasuwają mi się tu słowa z Mądrości Syracha 3,9 „Albowiem błogosławieństwo ojca podpiera domy dzieci, a przekleństwo matki wywraca fundamenty”. Nie wiem, czy było tu przekleństwo matki, ale było na pewno odrzucenie przez matkę.

Widziałam wiele chorób, z którymi nie umiałam poradzić sobie jako lekarz, czasem były to choroby ciągnące się właśnie od poprzedniego pokolenia – np. depresje, powtarzające się samobójstwa (tyle mogłam zaobserwować). Mówiłam tym osobom o Bogu, czasem doprowadzałam ich do modlitwy wstawienniczej, czasem następowała ewidentna poprawa zdrowia, bywało, że także fizycznego, ale zawsze psychicznego.

Nigdy nie prowadziłam w kierunku wpływów pokoleniowych jakichś dokładniejszych obserwacji, są to tylko moje luźne spostrzeżenia. Zdaję sobie sprawę, że nie muszą one przemawiać za faktem uzdrowienia międzypokoleniowego, aczkolwiek, jako lekarz, stwierdzam, że wpływy pokoleniowe w rodzinie widać bardzo wyraźnie, choć nie wypowiadam się w tym miejscu, na jakiej drodze one zachodzą.

Z doświadczeniem tzw. uzdrowienia międzypokoleniowego, choć może nazwa jest tu też bardzo niefortunna, (może lepsza by była uzdrowienie rodziny?) zetknęłam się także w odniesieniu do mojej rodziny, było to kilka lat temu, wtedy gdy jeszcze nie wiedziałam, że taką ono nosi nazwę. Próbowałam sobie jakoś wytłumaczyć fakty, z którymi stykałam się w swoim życiu, zastanawiałam się na przykład w tym miejscu nad rolą sakramentów i wymyśliłam sobie na swój własny użytek następującą teorię: Odpowiedzialność za grzech jest na pewno osobista. Każdy odpowie przed Bogiem za swój własny grzech. Niemniej jednak wydaje mi się, że każdy grzech pociąga za sobą jakieś skutki, które ranią i osobę, która zgrzeszyła, i innych, i cały Kościół. Tak to właśnie rozumiem, że nie przechodzi na mnie grzech mojego przodka, bo to niemożliwe, ale ranią mnie konsekwencje jego grzechu. Wydaje mi się, że takie bardzo widoczny skutek grzechu, to np. strach przed pijanym ojcem [26].