Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 602 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Obrońcy skarbów - Robert M. Edsel

Poznaj bestsellerowy pierwowzór głośnego filmu! Kiedy wojska hitlerowskie stopniowo podporządkowywały sobie coraz nowsze kraje Europy, jednym z ich zadań było wyszukiwanie i przywłaszczanie sobie najciekawszych europejskich dzieł sztuki. Hitler planował część z nich umieścić w swojej prywatnej kolekcji lub muzeum swojego imienia, a inne, te według niego "zdegenerowane" – po prostu zniszczyć, wymazując tym samym wybrane karty z dziedzictwa kulturowego ludzkości.

By temu zapobiec, współpracujące rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii powołały specjalną grupę operacyjną nazwaną Monuments Men. Złożona z ekspertów, koneserów i historyków sztuki jednostka stanęła przed niełatwym zadaniem ochrony długiej tradycji światowej sztuki przed barbarzyństwem Führera.

Książka Edsela, której akcja toczy się na przestrzeni jedenastu miesięcy dzielących Lądowanie w Normandii i koniec wojny, opisuje sensacyjne losy specjalnej jednostki całkowicie oddanej swojej misji i walczącej po żołniersku głównie przy użyciu inteligencji, sprytu i odwagi.

Opinie o ebooku Obrońcy skarbów - Robert M. Edsel

Fragment ebooka Obrońcy skarbów - Robert M. Edsel

Ro­bert M. Ed­sel i Bret Wit­ter

OBROŃ­CY SKAR­BÓW

Alian­ci na tro­pie skra­dzio­nych ar­cy­dzieł

Prze­ło­żył Pa­weł Kruk

Ty­tuł ory­gi­na­łu: The Mo­nu­ments Men: Al­lied He­ro­es, Nazi Thie­ves and the Gre­atest Tre­asu­re Hunt in Hi­sto­ry

Co­py­ri­ght © 2009 by Ro­bert M. Ed­sel. By ar­ran­ge­ment with the au­thor.

All ri­ghts re­se­rved.

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIV

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Pa­weł Kruk, MMXIV

Wy­da­nie II

War­sza­wa

Mo­jej mat­ce Nor­mie, ciot­ce Ma­ri­lyn i sy­no­wi Die­go

Pa­mię­ci mo­je­go ojca i wuja, A. Raya Ed­se­la i Rona B. Wri­gh­ta, we­te­ra­nów i obroń­ców za­byt­ków, a tak­że pa­mię­ci męż­czyzn i ko­biet po­dej­mu­ją­cych he­ro­icz­ne wy­sił­ki, aby ura­to­wać jak naj­wię­cej pięk­na, któ­re dzię­ki nim mo­że­my obec­nie po­dzi­wiać

Co­kol­wiek zna­czy­ły te ob­ra­zy dla lu­dzi z po­przed­nie­go po­ko­le­nia, obec­nie są one czymś wię­cej niż tyl­ko dzie­ła­mi sztu­ki. Dzi­siaj sym­bo­li­zu­ją ludz­kie­go du­cha i świat przez nie­go stwo­rzo­ny […]. Ak­cep­tu­jąc spu­ści­znę ar­ty­stycz­ną, po­twier­dza­my dą­że­nie ame­ry­kań­skie­go na­ro­du do tego, by wol­ność ludz­kie­go du­cha i umy­słu, dzię­ki któ­rym po­wsta­ły wiel­kie dzie­ła sztu­ki i cała na­uka, nie zo­sta­ły cał­kiem zdu­szo­ne.

Pre­zy­dent Fran­klin D. Ro­ose­velt, ce­re­mo­nia otwar­cia Na­tio­nal Gal­le­ry of Art, 17 mar­ca 1941

Kie­dyś na­zy­wa­no to gra­bie­żą. Dzi­siaj jed­nak wszyst­ko przy­bra­ło bar­dziej oględ­ne for­my. Mimo to za­mie­rzam gra­bić, i to gra­bić sys­te­ma­tycz­nie.

Mar­sza­łek Rze­szy Her­mann Göring, prze­mó­wie­nie na kon­fe­ren­cji ko­mi­sa­rzy oku­po­wa­nych te­ry­to­riów i do­wód­ców woj­sko­wych, Ber­lin, 6 sierp­nia 1942

SŁOWO OD AUTORA

Więk­szość z nas jest świa­do­ma fak­tu, że II woj­na świa­to­wa była naj­bar­dziej nisz­czy­ciel­ską woj­ną w hi­sto­rii ludz­ko­ści. Wie­my, ile ludz­kich ist­nień po­chło­nę­ła, wi­dzie­li­śmy znisz­czo­ne mia­sta Eu­ro­py. Ale ilu z nas prze­mie­rza­ło wspa­nia­łe mu­zea, ta­kie jak Luwr, na­pa­wa­ło się ci­szą ka­te­dry w Char­tres lub po­dzi­wia­ło za­chwy­ca­ją­cą Ostat­nią Wie­cze­rzę Le­onar­da da Vin­ci, za­sta­na­wia­jąc się jed­no­cze­śnie: „W jaki spo­sób tyle za­byt­ków i wiel­kich dzieł sztu­ki prze­trwa­ło woj­nę? Kim byli lu­dzie, któ­rzy je ura­to­wa­li?”.

Waż­niej­sze wy­da­rze­nia II woj­ny świa­to­wej – atak na Pe­arl Har­bor, D-Day, bi­twa o Ar­de­ny – utrwa­li­ły się w na­szej zbio­ro­wej świa­do­mo­ści w rów­nym stop­niu jak ty­tu­ły ksią­żek czy fil­mów – Kom­pa­nia Bra­ci, The Gre­atest Ge­ne­ra­tion, Sze­re­go­wiec Ryan, Li­sta Schin­dle­ra – albo na­zwi­ska au­to­rów, re­ży­se­rów i ak­to­rów – Am­bro­se, Bro­kaw, Spiel­berg, Hanks, któ­rzy oży­wi­li dla nas epic­kie wy­da­rze­nia i he­ro­izm tam­tych cza­sów.

A gdy­bym wam po­wie­dział, że ist­nie­je pew­na hi­sto­ria do­ty­czą­ca II woj­ny świa­to­wej, któ­rej jesz­cze nie na­pi­sa­no, opo­wieść dzie­ją­ca się w sa­mym ser­cu wo­jen­nej za­wie­ru­chy, a jej bo­ha­te­ra­mi są lu­dzie zu­peł­nie wam nie­zna­ni? A gdy­bym wam po­wie­dział, że pew­na gru­pa lu­dzi dzia­ła­ją­cych na li­niach fron­tu do­słow­nie ura­to­wa­ła świat, w ja­kim obec­nie ży­je­my; lu­dzi, któ­rzy nie mie­li ka­ra­bi­nów, nie pro­wa­dzi­li czoł­gów, nie byli też mę­ża­mi sta­nu; lu­dzi, któ­rzy nie tyl­ko po­tra­fi­li wy­obra­zić so­bie po­twor­ne za­gro­że­nie dla naj­więk­szych kul­tu­ro­wych i ar­ty­stycz­nych osią­gnięć na­szej cy­wi­li­za­cji, ale i wy­szli na li­nie fron­tu, by temu za­po­biec?

Tych bez­i­mien­nych bo­ha­te­rów na­zy­wa­no obroń­ca­mi za­byt­ków; ci żoł­nie­rze bra­li udział w ope­ra­cjach sprzy­mie­rzo­nych sił za­chod­nich od 1943 do 1951 roku. Po­cząt­ko­wo ich za­da­niem było zmniej­sze­nie roz­mia­rów znisz­czeń, głów­nie de­wa­sta­cji ko­ścio­łów, mu­ze­ów i in­nych waż­nych za­byt­ków. Kie­dy w mia­rę po­stę­pu walk prze­rwa­no gra­ni­cę nie­miec­ką, za­ję­li się oni przede wszyst­kim lo­ka­li­za­cją ar­cy­dzieł i wszel­kich przed­mio­tów kul­tu­ry skra­dzio­nych lub po­zo­sta­ją­cych w nie­zna­nym miej­scu. Pod­czas oku­pa­cji Eu­ro­py Hi­tler i na­zi­ści do­ko­na­li „naj­więk­szej kra­dzie­ży w hi­sto­rii”, za­gra­bia­jąc i wy­wo­żąc do III Rze­szy po­nad pięć mi­lio­nów dzieł sztu­ki.

Wy­si­łek za­chod­nich alian­tów, uak­tyw­nio­ny przez obroń­ców za­byt­ków, przy­brał po­stać „naj­więk­szych w dzie­jach po­szu­ki­wań skar­bów”, o czym świad­czą licz­ne nie­wy­obra­żal­ne i nie­sa­mo­wi­te hi­sto­rie, ja­kie mogą się zda­rzyć tyl­ko pod­czas woj­ny. Była to też wal­ka z cza­sem. Dzie­siąt­ki ty­się­cy naj­więk­szych świa­to­wych dzieł sztu­ki skra­dzio­nych przez na­zi­stów – jak choć­by bez­cen­ne ob­ra­zy Le­onar­da da Vin­ci, Jana Ver­me­era i Rem­brand­ta czy rzeź­by Mi­cha­ła Anio­ła i Do­na­tel­la – ukry­to w naj­bar­dziej nie­praw­do­po­dob­nych miej­scach. Sta­ło się to in­spi­ra­cją po­wsta­nia współ­cze­snych zna­nych ikon, ta­kich jak Pa­łac Śpią­cej Kró­lew­ny w Di­sney­lan­dzie czy film Dźwię­ki mu­zy­ki. Nie­któ­rzy z na­zi­stow­skich fa­na­ty­ków bę­dą­cy w po­sia­da­niu za­gra­bio­nych cen­nych przed­mio­tów wy­zna­wa­li po­gląd, że je­śli III Rze­sza ich nie zdo­bę­dzie, to resz­ta świa­ta też ich nie do­sta­nie.

Osta­tecz­nie oko­ło 350 męż­czyzn i ko­biet z dwu­na­stu kra­jów za­cią­gnę­ło się do służ­by w Sek­cji Za­byt­ków, Dzieł Sztu­ki i Ar­chi­wów (MFAA) – jak­że nie­wiel­ka była to licz­ba w sto­sun­ku do mi­lio­nów wal­czą­cych żoł­nie­rzy. W ostat­nich dniach woj­ny (8 maja 1945 roku) je­dy­nie oko­ło sześć­dzie­się­ciu z nich słu­ży­ło w Eu­ro­pie, byli to głów­nie Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czy­cy. W ob­fi­tu­ją­cych w za­byt­ki Wło­szech dzia­ła­ło dwu­dzie­stu dwóch ofi­ce­rów sek­cji ochro­ny za­byt­ków. W cią­gu pierw­szych mie­się­cy po D-Day (6 czerw­ca 1944 roku) w Nor­man­dii znaj­do­wa­ło się ich, nie­ste­ty, tyl­ko kil­ku. Przed koń­cem ba­ta­lii do­sy­ła­no stop­nio­wo ko­lej­nych dwu­dzie­stu pię­ciu ochot­ni­ków. Na bar­kach tych lu­dzi spo­czy­wa­ła ogrom­na od­po­wie­dzial­ność, mie­li za­jąć się ochro­ną za­byt­ków pół­noc­nej Eu­ro­py. Za­da­niem po­zor­nie nie­moż­li­wym do wy­ko­na­nia.

Po­cząt­ko­wo chcia­łem opo­wie­dzieć hi­sto­rię dzia­łal­no­ści obroń­ców za­byt­ków w ca­łej Eu­ro­pie, sku­pia­jąc się na wy­da­rze­niach mię­dzy czerw­cem 1944 a ma­jem 1945 roku i uka­zu­jąc losy ośmiu ofi­ce­rów słu­żą­cych na fron­cie oraz dwóch po­sta­ci klu­czo­wych, w tym jed­nej ko­bie­ty, wy­ko­rzy­stu­jąc ich dzien­ni­ki po­lo­we, pa­mięt­ni­ki, ra­por­ty wo­jen­ne, a tak­że li­sty pi­sa­ne z li­nii fron­tu do żon, dzie­ci i człon­ków ro­dzi­ny. Jed­nak ze wzglę­du na ogrom ma­te­ria­łu i de­ter­mi­na­cję, by su­mien­nie prze­ka­zać całą hi­sto­rię, rę­ko­pis na­brał ta­kich roz­mia­rów, że z ża­lem mu­sia­łem wy­od­ręb­nić z nie­go część do­ty­czą­cą dzia­łal­no­ści obroń­ców za­byt­ków we Wło­szech. Tak więc pół­noc­na Eu­ro­pa – głów­nie Fran­cja, Ho­lan­dia, Niem­cy i Au­stria – jest w mo­jej opo­wie­ści po­li­go­nem, któ­ry po­zwa­la zro­zu­mieć wy­sił­ki tych lu­dzi.

Ofi­ce­ro­wie z sek­cji ochro­ny za­byt­ków De­ane Kel­ler i Fre­de­rick Hartt – Ame­ry­ka­nie, oraz John Bry­an Ward-Per­kins – Bry­tyj­czyk, jak i inni, do­świad­czy­li nie­wia­ry­god­nych przy­gód pod­czas trud­nej pra­cy we Wło­szech. Pro­wa­dząc po­szu­ki­wa­nia, na­tra­fi­li­śmy na ogrom­nie wzru­sza­ją­ce i od­kryw­cze li­sty, jed­no­znacz­nie uka­zu­ją­ce, ja­kim cię­ża­rem była dla ich au­to­rów od­po­wie­dzial­ność za obro­nę tej nie­po­wta­rzal­nej ko­leb­ki cy­wi­li­za­cji. O wy­jąt­ko­wych do­świad­cze­niach bo­ha­te­rów we Wło­szech, cy­tu­jąc ich sło­wa, na­pi­szę w ko­lej­nej książ­ce.

Po­zwo­li­łem so­bie wpro­wa­dzić dia­log dla za­cho­wa­nia cią­gło­ści nar­ra­cji, ale w ża­den spo­sób nie obej­mu­je on spraw istot­nych i za­wsze jest opar­ty na ob­szer­nej do­ku­men­ta­cji. Przez cały czas sta­ra­łem się nie tyl­ko zro­zu­mieć i prze­ka­zać fak­ty, lecz tak­że za­pre­zen­to­wać oso­bo­wo­ści i punkt wi­dze­nia bo­ha­te­rów, jak rów­nież ich do­świad­cze­nia. Ana­li­zo­wa­łem tę sy­tu­ację post fac­tum i ist­nie­je praw­do­po­do­bień­stwo róż­ni­cy opi­nii, co jest jed­nym z wiel­kich wy­zwań hi­sto­rii. Za wszel­kie błę­dy w osą­dzie wy­łącz­nie ja po­no­szę od­po­wie­dzial­ność.

W isto­cie książ­ka Obroń­cy skar­bów jest hi­sto­rią po­je­dyn­czych jed­no­stek: opo­wie­ścią o lu­dziach. Po­zwól­cie, że przed­sta­wię wam hi­sto­rię jed­nej z tych osób. 1 paź­dzier­ni­ka 2006 roku po­le­cia­łem do Wil­liam­stown w sta­nie Mas­sa­chu­setts, by prze­pro­wa­dzić wy­wiad z obroń­cą za­byt­ków S. La­nem Fa­iso­nem Ju­nio­rem, któ­ry słu­żył też w Biu­rze Służb Stra­te­gicz­nych, bę­dą­cym pre­kur­so­rem CIA (Cen­tral­nej Agen­cji Wy­wia­dow­czej). Lane przy­był do Nie­miec la­tem 1945 roku i udał się szyb­ko do Al­taus­see w Au­strii, gdzie asy­sto­wał przy prze­słu­cha­niach naj­waż­niej­szych wy­so­kich urzęd­ni­ków na­zi­stow­skich za­trzy­ma­nych przez za­chod­nich alian­tów. Przede wszyst­kim miał się do­wie­dzieć jak naj­wię­cej o ko­lek­cji dzieł sztu­ki Hi­tle­ra i pla­nach do­ty­czą­cych jego mu­zeum. Po woj­nie przez pra­wie trzy­dzie­ści lat Lane uczył hi­sto­rii sztu­ki w Wil­liams Col­le­ge, prze­ka­zu­jąc uczniom wie­dzę i dzie­ląc się z nimi zna­jo­mo­ścią te­ma­tu w tej dzie­dzi­nie, bez wzglę­du na ich za­pał do na­uki. Wy­cho­wan­ko­wie sta­li się be­ne­fi­cjen­ta­mi jego za­wo­do­wej spu­ści­zny, do­ty­czy to zwłasz­cza osób kie­ru­ją­cych czo­ło­wy­mi ame­ry­kań­ski­mi mu­ze­ami, na­le­żą do nich: Tho­mas Krens (So­lo­mon R. Gug­gen­he­im Fo­un­da­tion, 1988–2008), Ja­mes Wood (J. Paul Get­ty Trust, 2004 – do chwi­li obec­nej), Mi­cha­el Go­van (Los An­ge­les Co­un­ty Mu­seum of Art, 2006 – do chwi­li obec­nej), Jack Lane (Dal­las Mu­seum of Art, 1999–2007), Earl A. „Ru­sty” Po­well III (Na­tio­nal Gal­le­ry of Art, Wa­shing­ton, D.C., 1992 – do chwi­li obec­nej) i le­gen­dar­ny Kirk Var­ne­doe (Mu­seum of Mo­dern Art, 1986–2001).

Po­mi­mo swo­ich 98 lat Lane wy­da­wał się w do­brej kon­dy­cji. Jed­nak Gor­don, je­den z jego czte­rech sy­nów, ostrzegł mnie, że „tata po­zo­sta­je na ja­wie nie dłu­żej niż pół go­dzi­ny, dla­te­go nie bądź za­sko­czo­ny, je­śli nie do­wiesz się zbyt wie­le od nie­go”. Co to była za roz­mo­wa! Trwa­ła pra­wie trzy go­dzi­ny, pod­czas któ­rych Lane kart­ko­wał moją pierw­szą książ­kę Re­scu­ing Da Vin­ci, fo­to­gra­ficz­ny hołd dla wy­sił­ków obroń­ców za­byt­ków. Co ja­kiś czas wpa­try­wał się in­ten­syw­nie w ilu­stra­cje, któ­re zda­wa­ły się prze­no­sić go w prze­szłość. Pod wpły­wem roz­bu­dzo­nej pa­mię­ci co i rusz w jego oczach po­ja­wiał się błysk i ge­sty­ku­lu­jąc żywo, opo­wia­dał mi ko­lej­ne zdu­mie­wa­ją­ce hi­sto­rie, aż wresz­cie obaj uzna­li­śmy, że po­trze­bu­je­my od­po­czyn­ku. Gor­don nie wie­rzył wła­snym oczom, po­dob­nie jak póź­niej jego bra­cia.

Już go­to­wy do wyj­ścia, pod­sze­dłem do fo­te­la z pod­nóż­kiem i wy­cią­gną­łem rękę, by mu po­dzię­ko­wać. Lane uści­snął ją moc­no obie­ma dłoń­mi i przy­cią­gnął mnie do sie­bie. „Całe ży­cie cze­ka­łem na spo­tka­nie z tobą” – po­wie­dział mi. Dzie­sięć dni póź­niej, na ty­dzień przed swo­imi dzie­więć­dzie­sią­ty­mi dzie­wią­ty­mi uro­dzi­na­mi zmarł. W Dzień We­te­ra­na.

GŁÓWNE POSTACI

Ma­jor Ro­nald Ed­mund Bal­fo­ur, ka­na­dyj­ska 1. Ar­mia. Wiek w 1944 roku: 40. Uro­dzo­ny: Oxford­shi­re, Wiel­ka Bry­ta­nia; Bal­fo­ur, hi­sto­ryk z Cam­brid­ge Uni­ver­si­ty, był, jak mó­wią Bry­tyj­czy­cy, „dżen­tel­me­nem na­ukow­cem”: ka­wa­ler od­da­ny ży­ciu in­te­lek­tu­al­ne­mu bez am­bi­cji zdo­by­cia wy­róż­nień czy po­zy­cji. Bę­dąc gor­li­wym pro­te­stan­tem, za­czął pra­cę jako na­uko­wiec zaj­mu­ją­cy się hi­sto­rią, by po­tem po­świę­cić się stu­diom ko­ściel­nym. Naj­więk­szym skar­bem była jego ogrom­na bi­blio­te­ka.

Sze­re­go­wy Har­ry Et­tlin­ger, ame­ry­kań­ska 7. Ar­mia. Wiek: 18. Uro­dzo­ny: Karls­ru­he, Niem­cy (imi­gro­wał do Ne­wark, stan New Jer­sey). Jako nie­miec­ki Żyd Et­tlin­ger, ra­zem z ro­dzi­ną, uciekł przed na­zi­stow­ski­mi prze­śla­do­wa­nia­mi w 1938 roku. W roku 1944 po ukoń­cze­niu szko­ły śred­niej w Ne­wark zo­stał wcie­lo­ny do woj­ska. Znacz­ną część służ­by spę­dził, zaj­mu­jąc się woj­sko­wą biu­ro­kra­cją, za­nim pod ko­niec maja 1945 roku zna­lazł swo­ją ni­szę.

Ka­pi­tan Wal­ker Han­cock, ame­ry­kań­ska 1. Ar­mia. Wiek: 43. Uro­dzo­ny: St. Lo­uis, stan Mis­so­uri, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Zna­ny rzeź­biarz, któ­ry przed woj­ną otrzy­mał pre­sti­żo­wą na­gro­dę Prix de Rome i w 1942 roku za­pro­jek­to­wał Army Air Me­dal. Ser­decz­ny i pe­łen opty­mi­zmu, pi­sał czę­sto do swo­jej wiel­kiej mi­ło­ści, Sa­imy Nat­ti, któ­rą po­ślu­bił za­le­d­wie dwa ty­go­dnie przed roz­po­czę­ciem służ­by w Eu­ro­pie. W pra­cy za­wsze pe­łen cie­pła, ma­rzył o domu z pra­cow­nią w Glo­uce­ster, w Mas­sa­chu­setts, w któ­rym mo­gli­by miesz­kać i pra­co­wać.

Ka­pi­tan Wal­ter Huch­thau­sen – „Hutch”, ame­ry­kań­ska 9. Ar­mia. Wiek: 40. Uro­dzo­ny: Per­ry, stan Okla­ho­ma, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Przy­stoj­ny ka­wa­ler o chło­pię­cej uro­dzie, był czyn­nym ar­chi­tek­tem i pro­fe­so­rem pro­jek­to­wa­nia na Uni­ver­si­ty of Min­ne­so­ta. Sta­cjo­no­wał głów­nie w nie­miec­kim Aachen i był od­po­wie­dzial­ny za znacz­ną część pół­noc­no-wschod­nich Nie­miec.

Ja­cqu­es Jau­jard, dy­rek­tor Fran­cu­skich Mu­ze­ów Na­ro­do­wych. Wiek: 49. Uro­dzo­ny: Asni­ères, Fran­cja. Jako dy­rek­tor Fran­cu­skich Mu­ze­ów Na­ro­do­wych Jau­jard od­po­wia­dał za bez­pie­czeń­stwo na­ro­do­wej ko­lek­cji dzieł sztu­ki pod­czas na­zi­stow­skiej oku­pa­cji od 1940 do 1944 roku. Był sze­fem, men­to­rem i po­wier­ni­kiem Rose Val­land, wiel­kiej bo­ha­ter­ki fran­cu­skie­go kul­tu­ro­we­go es­ta­bli­sh­men­tu.

Star­szy sze­re­go­wy Lin­coln Kir­ste­in, ame­ry­kań­ska 3. Ar­mia. Wiek: 37. Uro­dzo­ny: Ro­che­ster, stan Nowy Jork, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Kir­ste­in był im­pre­sa­riem kul­tu­ry i pa­tro­nem sztu­ki. Czło­wiek wy­bit­ny, lecz po­dat­ny na zmia­ny na­stro­ju i de­pre­sję, za­ło­ży­ciel le­gen­dar­ne­go Ba­le­tu No­wo­jor­skie­go, uwa­ża­ny za waż­ną po­stać w świe­cie kul­tu­ry swo­jej epo­ki. Jed­nak, bę­dąc jed­nym z naj­niż­szych stop­niem człon­ków MFAA, peł­nił funk­cję asy­sten­ta – bar­dzo kom­pe­tent­ne­go – ka­pi­ta­na Ro­ber­ta Po­seya.

Ka­pi­tan Ro­bert Po­sey, ame­ry­kań­ska 3. Ar­mia. Wiek: 40. Uro­dzo­ny: Mor­ris, stan Ala­ba­ma, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Wy­cho­wa­ny w bie­dzie na far­mie, Po­sey ukoń­czył Au­burn Uni­ver­si­ty na Wy­dzia­le Ar­chi­tek­tu­ry dzię­ki sty­pen­dium szko­ły ofi­ce­rów re­zer­wy. On je­den wśród człon­ków MFAA był bar­dzo dum­ny z 3. Ar­mii i z jej le­gen­dar­ne­go do­wód­cy, ge­ne­ra­ła Geo­r­ge’a S. Pat­to­na Ju­nio­ra. Pi­sał czę­sto do swo­jej żony Ali­ce oraz zbie­rał pocz­tów­ki i pa­miąt­ki dla syn­ka Den­ni­sa, któ­re­go na­zy­wał „Wo­ogie”.

Pod­po­rucz­nik Ja­mes J. Ro­ri­mer, stre­fa łącz­no­ści i ame­ry­kań­ska 7. Ar­mia. Wiek: 39. Uro­dzo­ny: Cle­ve­land, stan Ohio, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Ro­ri­mer był cu­dow­nym dziec­kiem mu­ze­al­ne­go świa­ta i już w mło­dym wie­ku ob­jął funk­cję ku­sto­sza w Me­tro­po­li­tan Mu­seum of Art. Spe­cja­li­zo­wał się w sztu­ce śre­dnio­wie­cza i znacz­nie przy­czy­nił do za­ło­że­nia Clo­isters, od­dzia­łu Met, w któ­rym zgro­ma­dzo­no ko­lek­cję dzieł śre­dnio­wiecz­nych przy udzia­le wiel­kie­go pa­tro­na, Joh­na D. Roc­ke­fel­le­ra Ju­nio­ra. Od­de­le­go­wa­ny do Pa­ry­ża, ogrom­ną de­ter­mi­na­cją, chę­cią wal­ki z sys­te­mem i mi­ło­ścią do wszyst­kie­go, co fran­cu­skie, zjed­nał so­bie sym­pa­tię Rose Val­land. Do suk­ce­sów w od­na­le­zie­niu ukry­tych przez na­zi­stów skar­bów w du­żym stop­niu przy­czy­ni­ły się ich wza­jem­ne re­la­cje. Żona, Ka­the­ri­ne, tak­że pra­co­wa­ła w Me­tro­po­li­tan Mu­seum, a jego cór­ka Anne uro­dzi­ła się w cza­sie, gdy od­by­wał służ­bę, a więc nie wi­dział jej przez po­nad dwa lata.

Po­rucz­nik Geo­r­ge Sto­ut, ame­ry­kań­ska 1. i 12. Ar­mia. Wiek: 47. Uro­dzo­ny: Win­ter­set, stan Iowa, Sta­ny Zjed­no­czo­ne Ame­ry­ki. Wy­róż­nia­ją­ca się po­stać wśród nie­licz­nych kon­ser­wa­to­rów dzieł sztu­ki. Jako je­den z pierw­szych w Ame­ry­ce zro­zu­miał, jak bar­dzo na­zi­stow­ski atak za­gra­ża kul­tu­ro­we­mu dzie­dzic­twu Eu­ro­py, i na­kło­nił spo­łecz­ność pra­cow­ni­ków mu­ze­ów wraz z do­wódz­twem ar­mii do utwo­rze­nia sek­cji kon­ser­wa­cji dzieł sztu­ki. Jako ofi­cer szta­bo­wy słu­żył radą i za­chę­tą po­zo­sta­łym obroń­com za­byt­ków w pół­noc­nej Eu­ro­pie, bę­dąc dla nich przy­kła­dem i przy­ja­cie­lem. Ele­ganc­ki, o nie­na­gan­nych ma­nie­rach, zna­ny był ze skru­pu­lat­no­ści i do­kład­no­ści. We­te­ran I woj­ny świa­to­wej. Po­zo­sta­wił żonę Mar­gie i ma­łe­go syna. Jego naj­star­szy syn słu­żył w ame­ry­kań­skiej ma­ry­nar­ce wo­jen­nej.

Rose Val­land, tym­cza­so­wy ku­stosz mu­zeum Jeu de Pau­me. Wiek: 46. Uro­dzo­na: Sa­int-Etien­ne-de-Sa­int-Geo­irs, Fran­cja. Rose Val­land, ko­bie­ta wy­cho­wa­na w skrom­nych wa­run­kach na fran­cu­skiej pro­win­cji, sta­ła się wiel­ką bo­ha­ter­ką fran­cu­skie­go świa­ta kul­tu­ry. Gdy na­zi­ści za­ję­li Pa­ryż, od daw­na pra­co­wa­ła już jako wo­lon­ta­riusz­ka w przy­le­głym do Luw­ru mu­zeum Jeu de Pau­me. Bę­dąc ko­bie­tą skrom­ną, lecz sta­now­czą, nie­rzu­ca­ją­cą się w oczy stro­jem ani za­cho­wa­niem, wkra­dła się w ła­ski na­zi­stów w Jeu de Pau­me, dzię­ki cze­mu mo­gła ich szpie­go­wać przez czte­ry lata oku­pa­cji. Po uwol­nie­niu Pa­ry­ża zdo­by­te przez nią in­for­ma­cje oka­za­ły się klu­czo­we dla od­szu­ka­nia zra­bo­wa­nych we Fran­cji dzieł sztu­ki.

CZĘŚĆ PIERWSZA1MISJA 1938–1944

Przed nami dłu­ga dro­ga. To, że znaj­dzie­my od­po­wied­nich lu­dzi, jest tak samo pew­ne jak to, że słoń­ce wscho­dzi. Fał­szy­wa re­pu­ta­cja, gład­ka mowa, ład­ne słów­ka i atrak­cyj­na otocz­ka, wszyst­ko to od­kry­je­my i po­zbę­dzie­my się tego. Moc­ne, zdro­we przy­wódz­two […] i że­la­zna de­ter­mi­na­cja w ob­li­czu znie­chę­ce­nia, ry­zy­ka i na­wa­łu obo­wiąz­ków za­wsze będą cha­rak­te­ry­zo­wać czło­wie­ka, któ­ry do­wo­dzi świet­ną jed­nost­ką. Do tego po­trze­bu­je pie­kiel­nie du­żej wy­obraź­ni – nie­ustan­nie zdu­mie­wa mnie brak twór­cze­go my­śle­nia […]. I wresz­cie ktoś taki musi umieć za­po­mnieć o so­bie i o wła­snej ka­rie­rze. Nie­daw­no zwol­ni­łem dwóch star­szych stop­niem ofi­ce­rów, bo za­czę­li się za­mar­twiać „nie­spra­wie­dli­wo­ścią”, „nie­uczci­wo­ścią”, „pre­sti­żem” i czym tam jesz­cze!

Na­czel­ny do­wód­ca ge­ne­rał Dwi­ght Da­vid Eisen­ho­wer w li­ście do ge­ne­ra­ła Ver­no­na Pri­char­da, 27 sierp­nia 1942

My­ślę, że na­szy­mi atu­ta­mi było to, iż by­li­śmy nie­zna­ni i nikt nam nie za­wra­cał gło­wy – no i nie mie­li­śmy pie­nię­dzy.

John Get­tens, dział kon­ser­wa­cji w Fogg Mu­seum, o osią­gnię­ciach na­uko­wych do­ko­na­nych ra­zem z Geo­r­ge’em Sto­utem, 1927–1932

OBROŃCY ZABYTKÓW

Obroń­cy za­byt­ków sta­no­wi­li gru­pę ko­biet i męż­czyzn z trzy­na­stu kra­jów. Więk­szość z nich zgło­si­ła się na ochot­ni­ka do nowo po­wsta­łej Sek­cji Za­byt­ków, Dzieł Sztu­ki i Ar­chi­wów (MFAA). Wie­lu z pierw­szych ochot­ni­ków po­sia­da­ło fa­cho­wą wie­dzę, bę­dąc dy­rek­to­ra­mi mu­ze­ów, ku­sto­sza­mi, na­ukow­ca­mi, na­uczy­cie­la­mi, ar­ty­sta­mi, ar­chi­tek­ta­mi czy ar­chi­wi­sta­mi. Za­kres ich obo­wiąz­ków był ja­sno okre­ślo­ny: ura­to­wać jak naj­więk­szą część kul­tu­ro­we­go dzie­dzic­twa Eu­ro­py pod­czas dzia­łań wo­jen­nych.

Utwo­rze­nie sek­cji MFAA było god­nym uwa­gi eks­pe­ry­men­tem. Po raz pierw­szy ar­mia pro­wa­dzą­ca woj­nę sta­ra­ła się zmniej­szyć znisz­cze­nia dóbr kul­tu­ry, nie po­sia­da­jąc od­po­wied­nie­go trans­por­tu, za­opa­trze­nia, per­so­ne­lu czy do­świad­cze­nia. Na pierw­szy rzut oka lu­dzie, któ­rym po­wie­rzo­no tę mi­sję, nie wy­glą­da­li na kan­dy­da­tów na bo­ha­te­rów. Wśród pierw­szych sześć­dzie­się­ciu, któ­rzy słu­ży­li na po­lach wal­ki w Afry­ce Pół­noc­nej i w Eu­ro­pie do maja 1945 roku (okres ob­ję­ty na­szą opo­wie­ścią), więk­szość sta­no­wi­li lu­dzie w śred­nim wie­ku, oko­ło czter­dzie­stu lat. Naj­star­szy czło­nek sek­cji li­czył sześć­dzie­siąt sześć lat, „sta­ry i nie­znisz­czal­ny”2 we­te­ran I woj­ny świa­to­wej; tyl­ko pię­cio­ro nie ukoń­czy­ło jesz­cze trzy­dziest­ki. Wie­lu mia­ło ro­dzi­nę i usta­lo­ną po­zy­cję za­wo­do­wą. Mimo to wszy­scy do­bro­wol­nieI wstą­pi­li do Sek­cji Obro­ny Za­byt­ków, Dzieł Sztu­ki i Ar­chi­wów i jak je­den mąż go­to­wi byli wal­czyć i zgi­nąć za to, w co wie­rzy­li. Je­stem dum­ny, że mogę ich wam przed­sta­wić i – naj­le­piej jak po­tra­fię – opo­wie­dzieć ich hi­sto­rie.

1 WYJAZD Z NIEMIEC

Karls­ru­he, Niem­cy 1715–1938

Mia­sto Karls­ru­he w po­łu­dnio­wo-za­chod­nich Niem­czech zo­sta­ło za­ło­żo­ne w 1715 roku przez mar­gra­bie­go Kar­la Wil­hel­ma von Ba­den-Dur­la­cha. Miej­sco­wa le­gen­da gło­si, że Karl Wil­helm, wę­dru­jąc przez las, za­snął i przy­śnił mu się pa­łac oto­czo­ny mia­stem. Mar­gra­bia opu­ścił po­przed­nią re­zy­den­cję w Dur­lach w wy­ni­ku kon­flik­tów z miej­sco­wą lud­no­ścią. Na­sta­wio­ny opty­mi­stycz­nie do ży­cia, wy­bu­do­wał po­sia­dłość, od któ­rej ni­czym szpry­chy od­cho­dzi­ły trzy­dzie­ści dwie dro­gi. I tak jak w jego śnie, nie­ba­wem wo­kół no­wej re­zy­den­cji wy­ro­sło mia­sto.

Pra­gnąc, by nowe miej­sce szyb­ko sta­ło się sil­nym ośrod­kiem wła­dzy, Karl Wil­helm za­pra­szał do osie­dle­nia się tam każ­de­go, kto wy­ra­ził na to chęć, bez wzglę­du na na­ro­do­wość czy wy­zna­nie. Sta­no­wi­ło to rzad­ki luk­sus, szcze­gól­nie dla Ży­dów, któ­rzy w znacz­nej czę­ści wschod­niej Eu­ro­py byli zmu­sza­ni do osie­dla­nia się w wy­zna­czo­nych tyl­ko dla nich dziel­ni­cach. Do 1718 roku w Kar­sl­ru­he po­wsta­ła gmi­na ży­dow­ska. W roku 1725 ży­dow­ski ku­piec o na­zwi­sku Se­lig­mann przy­był z Et­tlin­gen, mia­stecz­ka po­ło­żo­ne­go nie­opo­dal, w któ­rym jego ro­dzi­na miesz­ka­ła od 1600 roku. Se­lig­man­no­wi w Karls­ru­he bar­dzo do­brze się po­wo­dzi­ło. Do­pie­ro w 1752 roku, gdy mia­sto sta­ło się sil­nym ośrod­kiem wła­dzy, za­czę­to tam wpro­wa­dzać pra­wa an­ty­ży­dow­skie. Oko­ło roku 1800, kie­dy ży­dow­scy miesz­kań­cy Nie­miec zo­sta­li zo­bli­go­wa­ni do przy­ję­cia nie­miec­kich na­zwisk, po­tom­ko­wie Se­lig­man­na przy­ję­li na­zwi­sko Et­tlin­ger od mia­sta po­cho­dze­nia.

Głów­na uli­ca w Karls­ru­he nosi na­zwę Ka­iser­stras­se i tam wła­śnie w 1850 roku Et­tlin­ge­ro­wie otwo­rzy­li sklep z odzie­żą dam­ską – Ge­brüder Et­tlin­ger. Ży­dzi nie mie­li już wów­czas pra­wa po­sia­da­nia zie­mi. Wol­ne za­wo­dy, pra­wo, me­dy­cy­na czy służ­ba pań­stwo­wa były dla nich for­mal­nie do­stęp­ne, ale wy­raź­nie ich dys­kry­mi­no­wa­no. Ży­dów tak­że nie przyj­mo­wa­ły ce­chy rze­mieśl­ni­cze, jak choć­by związ­ki hy­drau­li­ków czy sto­la­rzy. W re­zul­ta­cie wie­le ro­dzin ży­dow­skich za­ję­ło się han­dlem de­ta­licz­nym. Ge­brüder Et­tlin­ger znaj­do­wał się tyl­ko dwie prze­czni­ce od pa­ła­cu, więc pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych dzie­więt­na­ste­go wie­ku, dzię­ki pa­tro­na­to­wi po­tom­ki­ni Kar­la Wil­hel­ma, wiel­kiej księż­nej Hil­dy von Ba­den, żony Fry­de­ry­ka II von Ba­de­na, sklep stał się jed­nym z naj­mod­niej­szych w oko­li­cy. Na po­cząt­ku dwu­dzie­ste­go wie­ku był to już czte­ro­pię­tro­wy sa­lon odzie­żo­wy za­trud­nia­ją­cy czter­dzie­stu pra­cow­ni­ków. Co praw­da księż­na utra­ci­ła swo­ją po­zy­cję w 1918 roku po klę­sce Nie­miec w I woj­nie świa­to­wej, lecz nie wpły­nę­ło to ne­ga­tyw­nie na losy ro­dzi­ny Et­tlin­ge­rów.

W 1925 roku Max Et­tlin­ger po­ślu­bił Suse Op­pen­he­imer, któ­rej oj­ciec był tek­styl­nym hur­tow­ni­kiem w le­żą­cym nie­opo­dal mia­stecz­ku Bruch­sal. Głów­nie zaj­mo­wał się sprze­da­żą ma­te­ria­łu na mun­du­ry dla pra­cow­ni­ków rzą­do­wych, ta­kich jak po­li­cjan­ci czy urzęd­ni­cy cel­ni. Ży­dow­ski ród Op­pen­he­ime­rów, któ­ry re­zy­do­wał tam od 1450 roku, zna­ny był ze swo­jej in­te­gral­no­ści, uprzej­mo­ści i fi­lan­tro­pii. Mat­ka Suse, oprócz wie­lu in­nych za­jęć, spra­wo­wa­ła też funk­cję prze­wod­ni­czą­cej miej­sco­we­go koła Czer­wo­ne­go Krzy­ża. Gdy w 1926 roku uro­dził się pierw­szy syn Mak­sa i Suse, He­inz Lu­dwig Cha­im Et­tlin­ger, zwa­ny Har­rym, jego ro­dzi­na na­le­ża­ła do gro­na za­sob­nych i cie­szą­cych się po­wa­ża­niem miesz­kań­ców Karls­ru­he.

Dzie­ci wy­ra­sta­ły w za­mknię­tym świe­cie, więc Har­ry za­kła­dał, że ży­cie, ja­kie znał, bę­dzie trwa­ło wiecz­nie. Przy­jaź­nił się wy­łącz­nie z Ży­da­mi, po­dob­nie jak jego ro­dzi­ce, dla­te­go uwa­żał to za rzecz nor­mal­ną. Spo­ty­kał nie-Ży­dów w szko­le i w par­kach i na­wet ich lu­bił, lecz gdzieś w jego pod­świa­do­mo­ści po­zo­sta­wa­ło prze­ko­na­nie, że z nie­okre­ślo­ne­go po­wo­du jest out­si­de­rem. Nie miał po­ję­cia, że świat po­grą­ża się w eko­no­micz­nej de­pre­sji ani że cięż­kie cza­sy nio­są wza­jem­ne ob­wi­nia­nie się i po­tę­pie­nie. Jed­nak ro­dzi­ce Har­ry’ego mar­twi­li się nie tyle za­ła­ma­niem eko­no­micz­nym, ile ro­sną­cą falą na­cjo­na­li­zmu i an­ty­se­mi­ty­zmu. Har­ry za­uwa­żył tyl­ko, że li­nia od­dzie­la­ją­ca jego świat od świa­ta ze­wnętrz­ne­go Karls­ru­he sta­je się co­raz wy­raź­niej­sza i co­raz trud­niej­sza do prze­kro­cze­nia.

Aż wresz­cie w 1933 roku sied­mio­let­ni Har­ry zo­stał wy­klu­czo­ny z miej­sco­wej or­ga­ni­za­cji spor­to­wej. La­tem 1935 roku jego ciot­ka opu­ści­ła Karls­ru­he i wy­je­cha­ła do Szwaj­ca­rii. Gdy kil­ka mie­się­cy póź­niej chło­piec za­czął pią­tą kla­sę, oka­za­ło się, że wśród czter­dzie­stu pię­ciu uczniów jest jed­nym z dwóch dzie­cia­ków po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. Ze wzglę­du na fakt, że oj­ciec Har­ry’ego – zo­stał ran­ny w oko­li­cach Met­zu we Fran­cji – był od­zna­czo­nym me­da­lem we­te­ra­nem I woj­ny świa­to­wej, wy­ję­to go tym­cza­so­wo spod ogra­ni­czeń ustaw no­rym­ber­skich ogło­szo­nych w 1935 roku, któ­re po­zba­wia­ły Ży­dów nie­miec­kie­go oby­wa­tel­stwa, a tak­że więk­szo­ści ich praw. Ode­sła­ny do ostat­nie­go rzę­du Har­ry za­czął otrzy­my­wać co­raz gor­sze stop­nie. Przy­czy­ną tego nie był ostra­cyzm czy na­pięt­no­wa­nie – choć mia­ły one miej­sce, nig­dy nie do­szło do fi­zycz­nej prze­mo­cy czy za­stra­sza­nia Har­ry’ego. Cho­dzi­ło o uprze­dze­nia na­uczy­cie­li.

Dwa lata póź­niej, w 1937 roku, Har­ry prze­niósł się do szko­ły ży­dow­skiej. Nie­dłu­go po­tem on i jego bra­cia otrzy­ma­li pre­zen­ty nie­spo­dzian­ki: ro­we­ry. Ge­brüder Et­tlin­ger zban­kru­to­wa­ła już wcze­śniej z po­wo­du boj­ko­tu ży­dow­skich firm i te­raz jego oj­ciec pra­co­wał u dziad­ka Op­pen­he­ime­ra, któ­ry pro­wa­dził fir­mę tek­styl­ną. Har­ry na­uczył się jeź­dzić na ro­we­rze, by móc po­ru­szać się swo­bod­nie w Ho­lan­dii, do­kąd mie­li na­dzie­ję wy­je­chać. Ro­dzi­na jego naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la pró­bo­wa­ła wy­emi­gro­wać do Pa­le­sty­ny. Pra­wie wszy­scy zna­jo­mi za­mie­rza­li opu­ścić Niem­cy. Na­de­szły wie­ści, że wnio­sek Et­tlin­ge­rów zo­stał od­rzu­co­ny. Nie mo­gli wy­je­chać. Nie­dłu­go po­tem, gdy Har­ry miał wy­pa­dek ro­we­ro­wy, od­mó­wio­no przy­ję­cia go do miej­sco­we­go szpi­ta­la.

W Karls­ru­he były dwie sy­na­go­gi, a Et­tlin­ge­ro­wie, nie tak bar­dzo prze­strze­ga­ją­cy świąt ży­dow­skich, uczęsz­cza­li do tej mniej or­to­dok­syj­nej. Sy­na­go­ga przy Kro­nen­stras­se mie­ści­ła się w ogrom­nym, pięk­nie zdo­bio­nym stu­let­nim bu­dyn­ku. W środ­ko­wej czę­ści wzno­si­ła się na wy­so­kość czte­rech pię­ter, za­da­szo­na ozdob­ny­mi ko­pu­ła­mi – nie wol­no było bu­do­wać wy­żej niż na czte­ry pię­tra, gdyż ża­den bu­dy­nek w Karls­ru­he nie mógł wzno­sić się po­nad wie­żę pa­ła­cu Kar­la Wil­hel­ma. Męż­czyź­ni, ubra­ni w czar­ne gar­ni­tu­ry i czar­ne cy­lin­dry, sie­dzie­li na dole w dłu­gich ław­kach. Ko­bie­ty zaś zaj­mo­wa­ły miej­sca na gór­nych bal­ko­nach. Całe wnę­trze wy­peł­nia­ło świa­tło sło­necz­ne wle­wa­ją­ce się przez duże okna.

W piąt­ko­we wie­czo­ry i so­bot­nie po­ran­ki Har­ry spo­glą­dał na całą kon­gre­ga­cję ze swo­je­go miej­sca na ga­le­rii dla chó­ru. Zna­ni mu lu­dzie zni­ka­li, zmu­sze­ni do wy­jaz­du z po­wo­du bie­dy, dys­kry­mi­na­cji, za­gro­że­nia prze­mo­cą i po­li­ty­ką rzą­du, któ­ry do­ra­dzał emi­gra­cję jako naj­lep­sze „roz­wią­za­nie” za­rów­no dla Ży­dów, jak i dla pań­stwa nie­miec­kie­go. Mimo to sy­na­go­ga w dal­szym cią­gu była peł­na. W mia­rę jak świat się kur­czył – eko­no­micz­nie, kul­tu­ro­wo i spo­łecz­nie – sy­na­go­ga wciąż przy­cią­ga­ła Ży­dów z obrze­ży ży­dow­skiej spo­łecz­no­ści, bę­dąc ostat­nim miej­scem wy­tchnie­nia. Nie było nic nie­zwy­kłe­go w tym, że spo­tka­ło się 500 osób, któ­re śpie­wa­ły ra­zem i mo­dli­ły się o po­kój.

W mar­cu 1938 roku na­zi­ści za­anek­to­wa­li Au­strię. Pu­blicz­ne przy­zwo­le­nie wzmoc­ni­ło wła­dzę Hi­tle­ra i jego ide­olo­gię Deutsch­land über al­les – Niem­cy po­nad wszyst­ko. Hi­tler two­rzył „Niem­cy po­nad wszyst­ko”. For­mo­wał, jak twier­dził, nowe nie­miec­kie im­pe­rium, któ­re prze­trwa ty­siąc lat. Nie­miec­kie im­pe­rium? Niem­cy po­nad wszyst­ko? Ży­dzi z Karls­ru­he wie­rzy­li, że woj­na jest nie­unik­nio­na. I nie my­śle­li o woj­nie prze­ciw­ko nim, ale o woj­nie prze­ciw­ko ca­łej Eu­ro­pie. Mie­siąc póź­niej, 28 kwiet­nia 1938 roku, Max i Suse Et­tlin­ge­ro­wie wsie­dli do po­cią­gu i po­je­cha­li 80 ki­lo­me­trów do kon­su­la­tu Sta­nów Zjed­no­czo­nych w Stut­t­gar­cie. Od lat ubie­ga­li się o wy­jazd do Szwaj­ca­rii, Wiel­kiej Bry­ta­nii, Fran­cji i Sta­nów Zjed­no­czo­nych, lecz ich ko­lej­ne wnio­ski o wizę zo­sta­ły od­rzu­co­ne. Tym ra­zem nie cho­dzi­ło o wizę, ale o od­po­wiedź na kil­ka py­tań, lecz w kon­su­la­cie pa­no­wał strasz­ny ścisk i ba­ła­gan. Prze­pę­dza­no ich z po­ko­ju do po­ko­ju, a oni nie wie­dzie­li, do­kąd zmie­rza­ją ani dla­cze­go. Za­da­wa­no im set­ki py­tań i ka­za­no wy­peł­niać mnó­stwo for­mu­la­rzy. Kil­ka dni póź­niej otrzy­ma­li list. Ich po­da­nie o wy­jazd do Sta­nów Zjed­no­czo­nych było roz­pa­try­wa­ne. Oka­za­ło się, że 28 kwiet­nia był ostat­nim dniem skła­da­nia wnio­sków o wy­jazd do Sta­nów Zjed­no­czo­nych; ich proś­ba przedar­ła się przez ta­jem­ni­czą ma­chi­nę biu­ro­kra­cji. Et­tlin­ge­ro­wie mo­gli wy­je­chać.

Naj­pierw jed­nak Har­ry’ego cze­ka­ła uro­czy­stość bar mi­cwy. Za­pla­no­wa­no ją na sty­czeń 1939 roku, a po­tem cała ro­dzi­na mia­ła opu­ścić kraj. Przez lato Har­ry uczył się he­braj­skie­go i an­giel­skie­go, a w tym sa­mym cza­sie do­bra ro­dzin­ne się kur­czy­ły. Nie­któ­re zo­sta­ły wy­sła­ne do przy­ja­ciół i krew­nych, lecz więk­szość oso­bi­stych przed­mio­tów spa­ko­wa­no i przy­go­to­wa­no do wy­sył­ki do Ame­ry­ki. Ży­dom nie wol­no było wy­wo­zić pie­nię­dzy z kra­ju – co sta­no­wi­ło stu­pro­cen­to­wy po­da­tek pła­co­ny na rzecz par­tii na­zi­stow­skiej za wy­wo­że­nie rze­czy nie­ma­ją­cych żad­nej war­to­ści – ale wciąż mo­gli za­cho­wać kil­ka oso­bi­stych przed­mio­tów, choć tyl­ko do koń­ca roku.

W lip­cu ce­re­mo­nię bar mi­cwy prze­nie­sio­no na paź­dzier­nik 1938 roku. Ośmie­lo­ny suk­ce­sem w Au­strii, Hi­tler oznaj­mił, że je­śli Kraj Su­de­tów, ka­wa­łek Cze­cho­sło­wa­cji wy­od­ręb­nio­ny po I woj­nie świa­to­wej, nie zo­sta­nie od­da­ny Niem­com, to jego kraj sta­nie do woj­ny. Na­de­szły po­nu­re chwi­le. Wy­da­wa­ło się, że woj­na roz­pocz­nie się lada mo­ment. W sy­na­go­dze co­raz czę­ściej i co­raz gor­li­wiej mo­dlo­no się o po­kój. W sierp­niu Et­tlin­ge­ro­wie prze­su­nę­li datę uro­czy­sto­ści syna, jak i sam wy­jazd z Nie­miec, o ko­lej­ne trzy ty­go­dnie. We wrze­śniu dwu­na­sto­let­ni Har­ry i jego dwaj bra­cia po­je­cha­li po­cią­giem 25 ki­lo­me­trów do Bruch­sa­lu z ostat­nią wi­zy­tą do dziad­ków. Fir­ma tek­styl­na zban­kru­to­wa­ła i jego dziad­ko­wie prze­no­si­li się do po­bli­skie­go mia­stecz­ka Ba­den-Ba­den. Bab­cia Op­pen­he­imer przy­go­to­wa­ła chłop­com pro­sty lunch. Dzia­dek Op­pen­he­imer po­ka­zał im po raz ostat­ni kil­ka wy­bra­nych ry­cin. Jako czło­wiek wy­kształ­co­ny był me­ce­na­sem sztu­ki. Jego ko­lek­cja za­wie­ra­ła pra­wie 2 ty­sią­ce szty­chów, głów­nie eks­li­bri­sów i prac mniej zna­nych nie­miec­kich im­pre­sjo­ni­stów z koń­ca dzie­więt­na­ste­go i po­cząt­ku dwu­dzie­ste­go wie­ku. Jed­nym z naj­cen­niej­szych eks­po­na­tów była re­pro­duk­cja au­tor­stwa jed­ne­go z miej­sco­wych ar­ty­stów – au­to­por­tret Rem­brand­ta, któ­ry wi­siał w mu­zeum w Kar­sl­ru­he. Był to klej­not mu­ze­al­nej ko­lek­cji. Dzia­dek Op­pen­he­imer po­dzi­wiał go czę­sto, gdy od­wie­dzał mu­zeum, uda­jąc się tam na ze­bra­nia czy wy­kła­dy, ale te­raz nie wi­dział ob­ra­zu już od pię­ciu lat. Har­ry nig­dy go nie wi­dział, mimo że miesz­kał za­le­d­wie kil­ka prze­cznic od mu­zeum. W 1933 roku za­ka­za­no Ży­dom wstę­pu do mu­ze­ów.

Gdy wresz­cie dzia­dek Op­pen­he­imer odło­żył re­pro­duk­cje, od­wró­cił się w stro­nę glo­bu­sa. „Bę­dzie­cie, chłop­cy, Ame­ry­ka­na­mi – po­wie­dział ze smut­kiem – a wa­szym wro­giem będą – ob­ró­cił glo­bus i po­ło­żył pa­lec nie na Ber­li­nie, lecz na To­kio – Ja­poń­czy­cy”3.

Ty­dzień póź­niej, 24 wrze­śnia 1938 roku, Har­ry Et­tlin­ger ob­cho­dził bar mi­cwę w oka­za­łej sy­na­go­dze przy Kro­nen­stras­se w Karls­ru­he. Ce­re­mo­nia trwa­ła trzy go­dzi­ny, a Har­ry od­czy­tał frag­ment Tory w ję­zy­ku he­braj­skim, tak jak czy­nio­no to od ty­siąc­le­ci. Sy­na­go­ga była peł­na. Uro­czy­stość ta wpro­wa­dza­ła go w wiek do­ro­sły, była jego szan­są na przy­szłość, lecz wie­lu in­nych stra­ci­ło już na­dzie­ję na ży­cie w Karls­ru­he. Stra­ci­li pra­cę; Ży­dów uni­ka­no albo gnę­bio­no, a Hi­tler rzu­cał wy­zwa­nie za­chod­nim mo­car­stwom, by sta­wi­ły mu czo­ła. Po ce­re­mo­nii ra­bin wziął ro­dzi­ców Har­ry’ego na bok, ra­dząc im, żeby nie zwle­ka­li i wy­je­cha­li jesz­cze tego sa­me­go dnia, po­cią­giem o 13.00 do Szwaj­ca­rii. Ro­dzi­ców zdu­mia­ły sło­wa ra­bi­na. Bo na­ma­wiał ich na po­dróż w sza­bat, dzień od­po­czyn­ku. Była to rzecz nie­sły­cha­na.

Dro­ga do domu wy­da­wa­ła się bar­dzo dłu­ga. W pu­stym miesz­ka­niu zje­dli w mil­cze­niu uro­czy­sty po­si­łek skła­da­ją­cy się głów­nie z ka­na­pek. Je­dy­ny­mi go­ść­mi byli bab­cia i dzia­dek Op­pen­he­ime­ro­wie i dru­ga bab­ka Har­ry’ego – Jen­nie, ze swo­ją sio­strą, ciot­ką Rosą; obie wpro­wa­dzi­ły się do nich po ban­kruc­twie Ge­brüder Et­tlin­ger. Kie­dy mat­ka Har­ry’ego po­wie­dzia­ła dziad­ko­wi, co im po­ra­dził ra­bin, we­te­ran nie­miec­kiej ar­mii pod­szedł do okna i wyj­rzał na Ka­iser­stras­se, gdzie aż ro­iło się od żoł­nie­rzy.

„Gdy­by woj­na mia­ła za­cząć się dzi­siaj – rzekł roz­waż­ny we­te­ran – to żoł­nie­rze sie­dzie­li­by w ko­sza­rach. Dzi­siaj się nie za­cznie”4.

Oj­ciec Har­ry’ego, tak­że dum­ny we­te­ran ar­mii nie­miec­kiej, przy­znał mu ra­cję. Ro­dzi­na wy­je­cha­ła ran­kiem na­stęp­ne­go dnia i uda­ła się pierw­szym po­cią­giem do Szwaj­ca­rii. 9 paź­dzier­ni­ka 1938 roku przy­by­li do por­tu w No­wym Jor­ku. Do­kład­nie mie­siąc póź­niej, 9 li­sto­pa­da, na­zi­ści roz­po­czę­li kru­cja­tę prze­ciw­ko nie­miec­kim Ży­dom, wy­ko­rzy­stu­jąc mor­der­stwo dy­plo­ma­ty. Pod­czas Kri­stal­l­nacht (nocy krysz­ta­ło­wej) znisz­czo­no po­nad 7 ty­się­cy ży­dow­skich skle­pów i 200 sy­na­gog. Męż­czyzn Ży­dów z Karls­ru­he, tak­że dziad­ka Op­pen­he­ime­ra, za­mknię­to w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym w po­bli­skim Da­chau. Wspa­nia­ła sy­na­go­ga przy Kro­nen­stras­se, w któ­rej tak nie­daw­no He­inz Lu­dwig Cha­im Et­tlin­ger świę­to­wał swo­ją bar mi­cwę, zo­sta­ła spa­lo­na.

Ale nie jest to opo­wieść o sy­na­go­dze czy o obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym, ani na­wet o Ho­lo­kau­ście. Ta hi­sto­ria opo­wia­da o in­nym ak­cie wy­własz­cze­nia i agre­sji, ja­kie­go do­pu­ścił się Hi­tler na lu­dziach i na­ro­dach Eu­ro­py: o woj­nie z ich kul­tu­rą. Bo gdy sze­re­go­wy Har­ry Et­tlin­ger, żoł­nierz ar­mii ame­ry­kań­skiej, po­wró­cił wresz­cie do Karls­ru­he, nie przy­był tam po to, by od­szu­kać za­gi­nio­nych krew­nych czy po­zo­sta­ło­ści swo­jej wspól­no­ty. Jego za­da­niem było usta­le­nie losu in­nej czę­ści dzie­dzic­twa, z któ­re­go ogra­bił ich re­żim nie­miec­ki: uko­cha­nej ko­lek­cji dzieł sztu­ki dziad­ka. Póź­niej miał od­kryć skarb, scho­wa­ny pra­wie 200 me­trów pod zie­mią, o któ­re­go ist­nie­niu za­wsze wie­dział, choć nie wie­rzył, by miał go kie­dyś zo­ba­czyć: Rem­brand­ta z Karls­ru­he.

2MARZENIE HITLERA

Flo­ren­cja, Wło­chy maj 1938

Na po­cząt­ku maja, kil­ka dni po tym, jak ro­dzi­ce Har­ry’ego Et­tlin­ge­ra przy­pad­kiem pod­pi­sa­li wnio­sek emi­gra­cyj­ny, Adolf Hi­tler od­był jed­ną z pierw­szych po­dró­ży poza gra­ni­ce Nie­miec i Au­strii. Udał się z ofi­cjal­ną wi­zy­tą do Włoch, by spo­tkać się ze swo­im fa­szy­stow­skim sprzy­mie­rzeń­cem, Be­ni­to Mus­so­li­nim.

Rzym, ogrom­ny, mo­nu­men­tal­ny, przy­po­mi­na­ją­cy wszech­obec­ny­mi ru­ina­mi o im­pe­rial­nej prze­szło­ści, nie­mal na pew­no upo­ko­rzył Hi­tle­ra. Splen­dor mia­sta – nie jego współ­cze­sna świet­ność, ale od­bi­cie sta­ro­żyt­ne­go Rzy­mu – spra­wiał, że Ber­lin wy­da­wał się przy nim pro­win­cjo­nal­ną dziu­rą. Hi­tler pra­gnął, by jego nie­miec­ka sto­li­ca upodob­ni­ła się do Rzy­mu. Od lat przy­go­to­wy­wał się do pod­bo­ju Eu­ro­py – Rzym pod­su­nął mu po­mysł stwo­rze­nia im­pe­rium. Od 1936 roku pro­wa­dził roz­mo­wy z ar­chi­tek­tem Al­ber­tem Spe­erem na te­mat re­kon­struk­cji ca­łe­go Ber­li­na. Po wi­zy­cie w Rzy­mie po­wie­dział Spe­ero­wi, że trze­ba bu­do­wać nie dla obec­nych, lecz przy­szłych po­ko­leń. Pra­gnął stwo­rzyć obiek­ty, z któ­rych po wie­kach zo­sta­ną ele­ganc­kie ru­iny, tak by w ty­siąc­le­cie ist­nie­nia Rze­szy ludz­kość mo­gła wciąż po­dzi­wiać sym­bo­le jego wła­dzy.

Rów­nie in­spi­ru­ją­ca była Flo­ren­cja, mniej­sza wpraw­dzie od Rzy­mu, lecz sta­no­wią­ca kul­tu­ral­ną sto­li­cę Włoch. Tu­taj, w za­ci­szu stło­czo­nych bu­dyn­ków, wśród któ­rych na­ro­dził się wło­ski re­ne­sans, biło kul­tu­ral­ne ser­ce Eu­ro­py. Po­wie­wa­ły na­zi­stow­skie fla­gi, miesz­kań­cy wi­wa­to­wa­li, lecz Hi­tle­ra urze­kła sztu­ka. Po­nad trzy go­dzi­ny spę­dził w Ga­le­rii Uf­fi­zi, po­dzi­wia­jąc przed­sta­wio­ne tam dzie­ła. Sto­ją­cy za nim Mus­so­li­ni, któ­ry nig­dy z wła­snej woli nie wszedł do mu­zeum5, mruk­nął zde­spe­ro­wa­ny: „Tut­ti qu­esti qu­adri…” (wszyst­kie te ob­ra­zy)6. Lecz Adolf Hi­tler nie ru­szył się z miej­sca.

W mło­do­ści ma­rzył o tym, by zo­stać ar­ty­stą i ar­chi­tek­tem. Ma­rze­nia roz­wia­ły się, gdy po­da­nie zło­żo­ne w Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Wied­niu zo­sta­ło od­rzu­co­ne przez ko­mi­sję tak zwa­nych eks­per­tów, w jego mnie­ma­niu – Ży­dów. Przez ko­lej­ną de­ka­dę błą­dził bez celu, ży­jąc w skraj­nej nę­dzy, do­słow­nie na uli­cy. Ale wresz­cie do­strzegł swo­je praw­dzi­we po­słan­nic­two. Nie dane mu było two­rzyć, ale prze­ra­biać. Oczysz­czać, a po­tem od­bu­do­wy­wać. To prze­zna­cze­nie na­ka­zy­wa­ło mu uczy­nić z Nie­miec im­pe­rium – naj­więk­sze, ja­kie oglą­dał świat. Naj­sil­niej­sze, naj­bar­dziej zdy­scy­pli­no­wa­ne, naj­czyst­sze ra­so­wo. Po­sta­no­wił, że Ber­lin bę­dzie dru­gim Rzy­mem, lecz praw­dzi­wy ce­sarz ar­ty­sta po­trze­bo­wał swo­jej Flo­ren­cji. Wie­dział, gdzie ją zbu­do­wać.

Nie­ca­łe dwa mie­sią­ce wcze­śniej, w so­bo­tę 13 mar­ca 1938 roku Adolf Hi­tler zło­żył wie­niec na gro­bie ro­dzi­ców w przy­bra­nym mie­ście ro­dzin­nym Linz w Au­strii. Po­przed­nie­go dnia, 12 mar­ca, za­spo­ko­ił jed­ną z naj­więk­szych ży­cio­wych am­bi­cji. Bo oto on, nie­gdyś od­rzu­co­ny i zi­gno­ro­wa­ny, przy­był te­raz z rzą­dzo­nych przez sie­bie Nie­miec do ro­dzin­nej Au­strii, przy­łą­czo­nej wła­śnie do Rze­szy. W każ­dym mia­stecz­ku ocze­ki­wa­ły na nie­go wi­wa­tu­ją­ce tłu­my. Mat­ki pła­ka­ły z ra­do­ści, a dzie­ci ob­sy­py­wa­ły zwy­cięz­cę kwia­ta­mi, wy­ra­ża­jąc gło­śno uwiel­bie­nie. W Lin­zu zo­stał przy­wi­ta­ny jak bo­ha­ter­ski zdo­byw­ca, wy­ba­wi­ciel swo­je­go kra­ju i rasy.

Na­stęp­ne­go dnia zmu­szo­ny był za­trzy­mać się w Lin­zu na dłu­żej. W to­wa­rzy­szą­cym mu kon­wo­ju ze­psu­ło się tyle cię­ża­ró­wek i czoł­gów, że dro­ga do Wied­nia zo­sta­ła cał­ko­wi­cie za­blo­ko­wa­na. Przez cały ra­nek prze­kli­nał do­wód­ców, że ze­psu­li mu tę chwi­lę, po­sta­wi­li go w kło­po­tli­wej sy­tu­acji wo­bec jego lu­dzi i ca­łe­go świa­ta. Ale po po­łu­dniu, gdy zna­lazł się sam na cmen­ta­rzu, po­dzi­wia­ny przez żoł­nie­rzy i ga­piów z od­po­wied­niej od­le­gło­ści, po raz ko­lej­ny do­znał olśnie­nia, któ­re spa­dło na nie­go nie­ocze­ki­wa­nie.

Do­piął swe­go. Nie był tyl­ko po­grą­żo­nym w smut­ku sy­nem klę­czą­cym przed że­la­znym krzy­żem na gro­bie mat­ki. Był Füh­re­rem. Ce­sa­rzem Au­strii. Nie mu­siał się wsty­dzić nie­po­rad­nie za­bu­do­wa­ne­go na­brze­ża rze­ki; on je prze­bu­du­je. Da pie­nią­dze i to prze­my­sło­we mia­stecz­ko zdo­bę­dzie pre­stiż i przy­ćmi trą­cą­cy ży­do­stwem (jed­no­cze­śnie tak ja­do­wi­cie an­ty­se­mic­ki) Wie­deń, mia­sto, któ­re­go nie­na­wi­dził.

Może wów­czas po­my­ślał też o Aachen (Akwi­zgra­nie). Przez je­de­na­ście wie­ków to mia­sto, miej­sce po­chów­ku Ka­ro­la Wiel­kie­go, za­ło­ży­cie­la I Rze­szy Nie­miec­kiej w 800 roku, było po­mni­kiem chwa­ły ce­sa­rza im­pe­rium rzym­skie­go. Na sta­ro­żyt­nych fun­da­men­tach Ka­rol Wiel­ki zbu­do­wał trwa­ły ośro­dek wła­dzy sku­pio­ny wo­kół akwi­zgrań­skiej ka­te­dry. Adolf Hi­tler od­bu­du­je Ber­lin na pla­nie Rzy­mu. Od­bu­du­je też Linz, ten za­ścia­nek pe­łen dymu i fa­bryk, od­bu­du­je go we­dług wła­sne­go za­my­słu. To nie był tyl­ko sen, bo te­raz miał moc, by udo­wod­nić swo­je wiel­kie przy­wódz­two i za­spo­ko­ić ar­ty­stycz­ną du­szę. Dwa mie­sią­ce póź­niej, zna­la­zł­szy się w Ga­le­rii Uf­fi­zi we Flo­ren­cji, uj­rzał wy­raź­nie prze­zna­cze­nie Lin­zu: mia­sto mia­ło stać się kul­tu­ral­ną sto­li­cą Eu­ro­py.

W kwiet­niu 1938 roku Hi­tler za­czął roz­wa­żać po­mysł zbu­do­wa­nia mu­zeum sztu­ki w Lin­zu, w któ­rym mógł­by umie­ścić oso­bi­stą ko­lek­cję gro­ma­dzo­ną od lat dwu­dzie­stych. Wi­zy­ta w jed­nym z głów­nych cen­trów za­chod­niej sztu­ki uzmy­sło­wi­ła mu, że my­śli zbyt cia­sno. Mu­zeum w Lin­zu to za mało. Prze­bu­du­je część mia­sta wzdłuż brze­gów Du­na­ju i za­mie­ni je w dziel­ni­cę kul­tu­ry na wzór Flo­ren­cji, ale będą tam sze­ro­kie ale­je, ścież­ki i par­ki, a każ­dy punkt wi­do­ko­wy zo­sta­nie do­kład­nie roz­pla­no­wa­ny. Zbu­du­je ope­rę, salę kon­cer­to­wą, kino, bi­blio­te­kę i oczy­wi­ście ogrom­ne mau­zo­leum, w któ­rym znaj­dzie się jego gro­bo­wiec. A nie­opo­dal w sa­mym cen­trum sta­nie Mu­zeum Hi­tle­ra, jego ka­te­dra akwi­zgrań­ska, naj­więk­sze, naj­bar­dziej oka­za­łe, naj­wspa­nial­sze mu­zeum sztu­ki na świe­cie.

Mu­zeum Hi­tle­ra bę­dzie ar­ty­stycz­ną spu­ści­zną. Zre­kom­pen­su­je mu od­mo­wę przy­ję­cia do Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Wied­niu. Nada for­mę i sens oczysz­cza­niu „zde­ge­ne­ro­wa­nej sztu­ki” z dzieł ar­ty­stów ży­dow­skich i współ­cze­snych. Tę zmia­nę Niem­cy za­wdzię­czać będą jego no­wym mu­ze­om, jak choć­by Do­mo­wi Sztu­ki Nie­miec­kiej w Mo­na­chium, pierw­sze­mu pu­blicz­ne­mu pro­jek­to­wi fi­nan­so­wa­ne­mu przez rząd; jego wiel­kim co­rocz­nym wy­sta­wom sztu­ki słu­żą­cym oświe­ce­niu nie­miec­kie­go na­ro­du; jego za­chę­tom ko­lek­cjo­no­wa­nia dzieł sztu­ki pod­su­wa­nym na­zi­stow­skim eli­tom; jego dzie­się­cio­let­nim wy­sił­kom to­wa­rzy­szą­cym two­rze­niu świa­to­wej kla­sy pry­wat­nej ko­lek­cji. Całe ży­cie dą­żył do ar­ty­stycz­nej czy­sto­ści i per­fek­cji. Mu­zeum Füh­re­ra, naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ne w hi­sto­rii mu­zeum sztu­ki, zbu­do­wa­ne z bo­gactw ca­łe­go świa­ta, nada wy­sił­kom Hi­tle­ra ra­cjo­nal­ne uza­sad­nie­nie.

Pod­wa­li­ny pod pro­jekt zo­sta­ły już po­ło­żo­ne. Do roku 1938 Hi­tler oczy­ścił nie­miec­ki kul­tu­ro­wy es­ta­bli­sh­ment. Zmie­nia­jąc pra­wo, po­zba­wił nie­miec­kich Ży­dów oby­wa­tel­stwa i skon­fi­sko­wał ich ko­lek­cje dzieł sztu­ki, me­ble, a tak­że sre­bra sto­ło­we i zdję­cia ro­dzin­ne. Na­wet w chwi­li, gdy klę­czał przed gro­bem mat­ki w dru­gim dniu spra­wo­wa­nia wła­dzy w Au­strii, na­zi­stow­skie woj­ska SS do­wo­dzo­ne przez He­in­ri­cha Him­m­le­ra, na mocy no­we­go pra­wa, aresz­to­wa­ły ży­dow­ski pa­triar­chat Wied­nia i przej­mo­wa­ły jego wła­sność na rzecz Rze­szy. Żoł­nie­rze SS wie­dzie­li, gdzie są ukry­te dzie­ła sztu­ki. Mie­li kom­plet­ny re­jestr cen­nych przed­mio­tów. Już wcze­śniej nie­miec­cy ucze­ni od­wie­dza­li pań­stwa eu­ro­pej­skie, spo­rzą­dza­jąc po­ta­jem­nie li­sty, tak by agen­ci Hi­tle­ra, gdy dany kraj zo­sta­nie pod­bi­ty – och, tak, już wte­dy przy­go­to­wy­wał się do pod­bo­ju – mo­gli od­na­leźć wszyst­kie eks­po­na­ty, któ­re po­sia­da­ją war­tość ar­ty­stycz­ną i kul­tu­ro­wą.

W póź­niej­szych la­tach, w mia­rę jak ro­sła jego wła­dza i po­sze­rza­ły się zdo­by­te te­ry­to­ria, agen­ci pe­ne­tro­wa­li nowe te­re­ny. Wdzie­ra­li się do każ­de­go mu­zeum, ukry­te­go bun­kra, za­mknię­tej wie­ży czy sa­lo­nu, by ku­po­wać, wy­mie­niać, kon­fi­sko­wać albo wy­mu­szać. Kon­fi­ska­ty mie­nia na tle ra­so­wym prze­pro­wa­dza­ne przez na­zi­stow­skie­go przy­wód­cę Al­fre­da Ro­sen­ber­ga za­mie­ni­ły się w gra­bież dzieł sztu­ki; nie­na­sy­co­na am­bi­cja mar­szał­ka Rze­szy Her­man­na Görin­ga przy­bra­ła po­stać ma­chi­ny wy­zy­sku. Hi­tler wy­ko­rzy­sty­wał nowe pra­wa – swo­je pra­wa – do gro­ma­dze­nia wy­bit­nych dzieł sztu­ki z ca­łej Eu­ro­py, któ­re wy­sy­łał do oj­czy­zny. Tam upy­chał cen­ne przed­mio­ty we wszel­kich moż­li­wych ma­ga­zy­nach, by kie­dyś móc je za­pre­zen­to­wać w naj­wspa­nial­szym mu­zeum świa­ta. Do tej pory za­gra­bio­ne eks­po­na­ty mia­ły być spi­sy­wa­ne w ogrom­nych ka­ta­lo­gach, by może w nie tak od­le­głej przy­szło­ści, po cięż­kim dniu rzą­dze­nia świa­tem dyk­ta­tor mógł od­po­cząć w domu z wier­nym psem przy no­gach i czaj­nicz­kiem peł­nym go­rą­cej her­ba­ty, a tak­że wy­brać z naj­więk­szej na świe­cie ko­lek­cji dzieł sztu­ki – z jego ko­lek­cji – kil­ka eks­po­na­tów dla po­pra­wie­nia hu­mo­ru. W ko­lej­nych la­tach Hi­tler wciąż po­wra­cał do tej wi­zji. Nie­ustan­nie ją kon­tem­plo­wał, aż wresz­cie przy udzia­le ar­chi­tek­tów, Al­ber­ta Spe­era, Her­man­na Gie­sle­ra i in­nych, Mu­zeum Füh­re­ra i dziel­ni­ca kul­tu­ral­na w Lin­zu – sym­bo­le jego ar­ty­stycz­nej du­szy – uzy­ska­ły swo­ją po­stać, naj­pierw na pa­pie­rze, a po­tem po­wsta­ła trój­wy­mia­ro­wa ma­kie­ta, tak duża, że wy­peł­ni­ła cały po­kój, dzię­ki cze­mu przed­sta­wio­no każ­dy bu­dy­nek, każ­dy most i drze­wo, któ­re mia­ło ro­snąć pie­lę­gno­wa­ne jego po­tęż­ną ręką.

26 czerw­ca 1939

List Hi­tle­ra, w któ­rym zle­ca dok­to­ro­wi Han­so­wi Po­sse nad­zór nad bu­do­wą Mu­zeum Füh­re­ra w Lin­zu7

Po­le­cam dok­to­ro­wi Han­so­wi Po­sse, dy­rek­to­ro­wi mu­zeum drez­deń­skie­go, wy­bu­do­wać nowe mu­zeum dla Lin­zu Do­nau. Wszyst­kie służ­by par­tyj­ne i pań­stwo­we zo­bo­wią­za­ne są do po­mo­cy przy re­ali­za­cji jego mi­sji.

pod­pi­sa­no: Adolf Hi­tler

3MOBILIZACJA

Nowy Jork, gru­dzień 1941

W No­wym Jor­ku w po­ło­wie grud­nia 1941 roku bo­żo­na­ro­dze­nio­we świa­teł­ka mi­go­ta­ły prze­kor­nie. Okna wy­sta­wo­we cen­trów han­dlo­wych Saks i Macy’s spo­glą­da­ły groź­nie na świat ty­sią­cem czuj­nych oczu. W cen­trum obro­ny żoł­nie­rze przy­ci­na­li cho­in­ki, pod­czas gdy miesz­kań­cy mia­sta czy­ni­li zaś przy­go­to­wa­nia, by na­kar­mić 40 ty­się­cy po­bo­ro­wych na naj­więk­szej uczcie, jaką wi­dział Nowy Jork. 7 grud­nia Ja­poń­czy­cy zbom­bar­do­wa­li Pe­arl Har­bor, czym zszo­ko­wa­li ame­ry­kań­ski na­ród i skło­ni­li go do woj­ny. Pod­czas gdy wie­lu Ame­ry­ka­nów od­da­ło się go­rącz­ce za­ku­pów, uznaw­szy, że po raz pierw­szy od lat spę­dzą kil­ka dni z ro­dzi­ną – li­nie au­to­bu­so­we i ko­le­jo­we usta­no­wi­ły re­kord tam­te­go roku – ob­ser­wa­to­rzy na obu wy­brze­żach czuj­nie wy­pa­try­wa­li na nie­bie nie­przy­ja­ciel­skich bom­bow­ców.

Wie­le się zmie­ni­ło od anek­sji Au­strii przez Hi­tle­ra w 1938 roku. Przed koń­cem tam­te­go roku ska­pi­tu­lo­wa­ła Cze­cho­sło­wa­cja. 24 sierp­nia 1939 roku Niem­cy i Zwią­zek Ra­dziec­ki pod­pi­sa­ły pakt o nie­agre­sji. Ty­dzień póź­niej, 1 wrze­śnia, Niem­cy na­je­cha­ły na Pol­skę. W maju 1940 roku na­zi­stow­ski Blitz­krieg (woj­na bły­ska­wicz­na) skie­ro­wał się w kie­run­ku za­chod­nim i Niem­cy po­ko­na­ły po­łą­czo­ne siły bry­tyj­sko-fran­cu­skie, a po­tem zdo­by­ły Bel­gię i Ho­lan­dię. Do czerw­ca zo­stał za­ję­ty Pa­ryż, za­ska­ku­jąc Fran­cu­zów w środ­ku ewa­ku­acji. Bi­twa o An­glię mia­ła swój po­czą­tek w lip­cu, a we wrze­śniu za­czę­ło się trwa­ją­ce pięć­dzie­siąt sie­dem dni bom­bar­do­wa­nie Lon­dy­nu zna­ne jako „Blitz”. Do koń­ca maja 1941 roku nie­miec­kie po­ci­ski za­bi­ły dzie­siąt­ki ty­się­cy bry­tyj­skich cy­wi­lów i znisz­czy­ły po­nad mi­lion bu­dyn­ków. 22 czerw­ca Hi­tler prze­ko­na­ny, że Eu­ro­pa Za­chod­nia zo­sta­ła po­ko­na­na, zwró­cił się w stro­nę Sta­li­na. We­hr­macht (nie­miec­kie siły zbroj­ne) prze­szedł przez za­chod­nią Ro­sję, kie­ru­jąc się na Le­nin­grad (obec­nie Pe­ters­burg). Za­czę­ła się blo­ka­da mia­sta, któ­ra mia­ła trwać pra­wie 900 dni.

W re­zul­ta­cie wśród ofi­cjal­nie neu­tral­nych Ame­ry­ka­nów wy­czu­wa­ło się po­wo­li ro­sną­ce na­pię­cie, jak­by nie spo­sób już było opa­no­wać tłu­mio­nych przez trzy lata ogrom­nych po­kła­dów emo­cji. W spo­łecz­no­ści ame­ry­kań­skich mu­ze­al­ni­ków, po­dob­nie jak w in­nych śro­do­wi­skach, wrza­ło. Dys­ku­sje sku­pia­ły się na pla­nach obro­ny, roz­pra­wia­no też o moż­li­wo­ściach ewa­ku­acji i o stwo­rze­niu pod­ziem­nych ogrze­wa­nych i kli­ma­ty­zo­wa­nych po­miesz­czeń. Kie­dy na­zi­ści za­ję­li Pa­ryż, dy­rek­tor To­le­do Mu­seum of Art na­pi­sał do Da­vi­da Fin­leya, dy­rek­to­ra nie­otwar­tej jesz­cze Na­tio­nal Gal­le­ry of Art w Wa­szyng­to­nie, by za­chę­cić go do utwo­rze­nia na­ro­do­we­go pla­nu: „Wiem [że ewen­tu­al­ność in­wa­zji] jest od­le­gła, ale we Fran­cji my­śla­no po­dob­nie”8. Bry­tyj­czy­kom za­ję­ło rok zmo­der­ni­zo­wa­nie ogrom­nej ko­pal­ni w Ma­nod w Wa­lii, gdzie mo­gli gro­ma­dzić ewa­ku­owa­ne dzie­ła sztu­ki. Czy ame­ry­kań­ska spo­łecz­ność lu­dzi kul­tu­ry na­praw­dę mia­ła jesz­cze rok?

W na­stęp­stwie ata­ku na Pe­arl Har­bor, naj­gor­sze­go prze­pro­wa­dzo­ne­go na ame­ry­kań­skiej zie­mi, na­pię­cie prze­szło w na­brzmia­łą de­spe­ra­cją po­trze­bę dzia­ła­nia. Na­lot po­wietrz­ny na któ­reś z więk­szych miast Ame­ry­ki wy­da­wał się praw­do­po­dob­ny, nie moż­na też było wy­klu­czyć in­wa­zji wojsk ja­poń­skich i nie­miec­kich. W Mu­seum of Fine Arts w Bo­sto­nie za­mknię­to ga­le­rię ze sztu­ką ja­poń­ską w oba­wie przed roz­gnie­wa­nym tłu­mem. W Wal­ters Gal­le­ry w Bal­ti­mo­re nie­du­że zło­te i wy­sa­dza­ne dro­gi­mi ka­mie­nia­mi przed­mio­ty zo­sta­ły usu­nię­te z ga­blot, by nie ku­sić uzbro­jo­nych w to­po­ry stra­ża­ków we­zwa­nych w sy­tu­acji za­gro­że­nia. W No­wym Jor­ku Me­tro­po­li­tan Mu­seum of Art za­my­ka­no o zmierz­chu z oba­wy, by zwie­dza­ją­cy nie wpa­da­li na eks­po­na­ty albo nie pró­bo­wa­li kraść ob­ra­zów, gdy wy­łą­cza­no prąd. W Mu­seum of Mo­dern Art (MoMA) każ­dej nocy wy­no­szo­no z sal ob­ra­zy do po­miesz­czeń za­bez­pie­czo­nych wor­ka­mi z pia­skiem, a rano wie­sza­no je z po­wro­tem. Ga­le­ria The Frick Col­lec­tion za­sła­nia­ła okna i świe­tli­ki, by nie­przy­ja­ciel­skie bom­bow­ce nie wy­pa­trzy­ły ich w sa­mym środ­ku Man­hat­ta­nu.

Wszyst­kie te spra­wy nie da­wa­ły spo­ko­ju waż­nym oso­bi­sto­ściom ame­ry­kań­skiej kul­tu­ry. W zim­ny po­ra­nek 20 grud­nia 1941 roku przed­sta­wi­cie­le świa­ta sztu­ki wy­sie­dli z tak­só­wek i wspię­li się po scho­dach do wej­ścia Me­tro­po­li­tan Mu­seum of Art. Wszy­scy zo­sta­li we­zwa­ni te­le­gra­ficz­nie przez Fran­ci­sa Hen­ry’ego Tay­lo­ra, dy­rek­to­ra te­goż przy­byt­ku sztu­ki. Czter­dzie­ści czte­rej męż­czyź­ni i czte­ry ko­bie­ty, któ­rzy się wów­czas po­ja­wi­li, byli w znacz­nej mie­rze dy­rek­to­ra­mi mu­ze­ów, re­pre­zen­tu­ją­cy­mi więk­szość zna­nych ame­ry­kań­skich in­sty­tu­cji mu­ze­al­nych, le­żą­cych na wschód od Gór Ska­li­stych: Frick, Car­ne­gie, Met, MoMA, Whit­ney, Na­tio­nal Gal­le­ry, Smi­th­so­nian i więk­sze mu­zea z Bal­ti­mo­re, Bo­sto­nu, De­tro­it, Chi­ca­go, St. Lo­uis i Min­ne­apo­lis. Zna­la­zły się tam też waż­ne oso­by z bran­ży, jak Jere Ab­bott, Wil­liam Va­len­ti­ner, Al­fred Barr, Char­les Sa­wy­er i John Wal­ker.

Po­śród nich kro­czył Paul Sachs, za­stęp­ca dy­rek­to­ra Fogg Art Mu­seum uni­wer­sy­te­tu Ha­rvar­da. Mu­zeum, choć nie­zbyt duże, po­zwo­li­ło Sach­so­wi wy­bić się ze wspól­no­ty mu­ze­al­nej. Był sy­nem jed­ne­go z pierw­szych part­ne­rów fir­my in­we­sty­cyj­nej Gold­man Sachs (za­ło­żył ją Mar­cus Gold­man, dzia­dek Sach­sa ze stro­ny mat­ki), a tak­że głów­nym źró­dłem kon­tak­tów spo­łecz­no­ści z za­moż­ny­mi ży­dow­ski­mi ban­kow­ca­mi z No­we­go Jor­ku. Co wię­cej, Sachs zna­ny był jako po­pu­la­ry­za­tor wie­dzy mu­ze­al­nej. W 1921 roku za­ini­cjo­wał kurs pod na­zwą: „Pro­ble­my mu­ze­ów i pra­cy mu­ze­al­nej”, pierw­szy aka­de­mic­ki pro­gram przy­go­to­wu­ją­cy teo­re­tycz­nie i prak­tycz­nie oso­by, któ­re chcia­ły­by zo­stać dy­rek­to­ra­mi lub ku­sto­sza­mi mu­ze­ów. Oprócz wie­dzy na te­mat sztu­ki kurs mu­ze­al­ny przed­sta­wiał fi­nan­so­we i ad­mi­ni­stra­cyj­ne aspek­ty zwią­za­ne z za­rzą­dza­niem mu­zeum, sku­pia­jąc się na spo­so­bach po­zy­ski­wa­nia do­na­cji. Stu­den­ci spo­ty­ka­li się re­gu­lar­nie ze zna­ny­mi ko­lek­cjo­ne­ra­mi dzieł, ban­kie­ra­mi i spo­łecz­ną eli­tą, czę­sto pod­czas obia­dów, kie­dy to wy­ma­ga­no od go­ści for­mal­ne­go stro­ju i za­po­zna­wa­nia się z ety­kie­tą wy­so­kiej kul­tu­ry. Do 1941 roku wy­cho­wan­ko­wie Sach­sa za­czę­li co­raz czę­ściej zaj­mo­wać pro­mi­nent­ne sta­no­wi­ska w spo­łecz­no­ści mu­ze­al­ni­ków, a w okre­sie po­wo­jen­nym cał­ko­wi­cie ją zdo­mi­no­wa­li.

Jak da­le­ko się­ga­ły wpły­wy Pau­la Sach­sa? Po­nie­waż nie był wy­so­kim męż­czy­zną, mie­rzył oko­ło 155 cen­ty­me­trów, wie­szał ob­ra­zy ni­sko na ścia­nach. Kie­dy po woj­nie ame­ry­kań­skie mu­zea zy­ska­ły sła­wę, wie­lu ich dy­rek­to­rów rów­nież wie­sza­ło swo­je ob­ra­zy na mniej­szej wy­so­ko­ści ani­że­li w mu­ze­ach eu­ro­pej­skich. Po pro­stu stu­den­ci Sach­sa przy­ję­li to za nor­mę, a po­zo­sta­łe mu­zea po­szły w ich śla­dy.

Sachs, za­chę­ca­ny przez Geo­r­ge’a Sto­uta, dziar­skie­go dy­rek­to­ra roz­wi­ja­ją­ce­go się Dzia­łu Kon­ser­wa­cji i Ba­dań Tech­nicz­nych, zba­dał kon­dy­cję śro­do­wi­ska mu­ze­al­ni­ków w Eu­ro­pie. Obaj, przy po­mo­cy in­nych pra­cow­ni­ków z Fogg, przy­go­to­wa­li krót­ką pro­jek­cję slaj­dów, by na­świe­tlić pro­blem. Tam­te­go po­po­łu­dnia, gdy zga­sły świa­tła, a na ścia­nie po­ja­wi­ły się prze­zro­cza Sach­sa, dy­rek­to­rzy naj­więk­szych ame­ry­kań­skich mu­ze­ów uj­rze­li strasz­ne sce­ny, któ­re mia­ły im uzmy­sło­wić, ja­kie ar­ty­stycz­ne za­gro­że­nie nie­sie ze sobą atak na­zi­stów. Opu­sto­sza­ła lon­dyń­ska Na­tio­nal Gal­le­ry, po­nie­waż jej eks­po­na­ty scho­wa­no głę­bo­ko w ko­pal­ni Ma­nod. Tate Gal­le­ry peł­na szkla­nych okru­chów. Nawa ka­te­dry w Can­ter­bu­ry wy­peł­nio­na zie­mią, by stłu­mić siłę wstrzą­su wy­bu­chów. Slaj­dy z Rijk­smu­seum w Am­ster­da­mie, naj­słyn­niej­szym mu­zeum na­ro­do­wym w Ho­lan­dii, przed­sta­wia­ły ob­ra­zy mi­strzów ho­len­der­skich usta­wio­ne pod ścia­ną jak skła­da­ne krze­sła. A chy­ba naj­słyn­niej­sze dzie­ło mu­zeum, mo­nu­men­tal­ny ob­raz Rem­brand­ta za­ty­tu­ło­wa­ny Straż noc­na, zo­stał zwi­nię­ty i za­pa­ko­wa­ny do skrzy­ni, któ­ra w nie­przy­jem­ny spo­sób przy­po­mi­na­ła trum­nę. W Pa­ry­żu Gran­de Ga­le­rie w Luw­rze, swo­imi roz­mia­ra­mi i wspa­nia­ło­ścią ko­ja­rzą­ca się z dwor­cem ko­le­jo­wym z epo­ki zło­te­go wie­ku, pre­zen­to­wa­ła je­dy­nie pu­ste ramy.

Przed­sta­wio­ne sce­ny na­su­wa­ły też inne my­śli do­ty­czą­ce ar­cy­dzieł skra­dzio­nych w Pol­sce, któ­rych nie wi­dzia­no od lat, a tak­że roz­wa­ża­nia na te­mat znisz­czo­ne­go cen­trum w Rot­ter­da­mie, zrów­na­ne­go z zie­mią przez Luft­waf­fe tyl­ko dla­te­go, że na­zi­ści uzna­li, iż ne­go­cja­cje po­ko­jo­we z Ho­len­dra­mi prze­bie­ga­ją zbyt wol­no. Wie­lu pa­triar­chów Wied­nia było prze­trzy­my­wa­nych w wię­zie­niu i uwol­nio­nych do­pie­ro wów­czas, gdy zrze­kli się wła­snych ko­lek­cji dzieł sztu­ki na rzecz Nie­miec. Ro­dzi­ły się py­ta­nia o Da­wi­da Mi­cha­ła Anio­ła za­mu­ro­wa­ne­go przez za­nie­po­ko­jo­nych wło­skich dy­gni­ta­rzy, mimo że znaj­do­wał się on w świa­to­wej sła­wy mu­zeum w cen­trum Flo­ren­cji. Nie spo­sób było nie po­my­śleć o Er­mi­ta­żu – Pań­stwo­wym Mu­zeum w Ro­sji. Jego ku­sto­szom uda­ło się wy­wieźć na Sy­be­rię 1,2 mi­lio­na dzieł z po­nad­dwu­mi­lio­no­wej ko­lek­cji, za­nim We­hr­macht prze­ciął li­nie ko­le­jo­we, unie­moż­li­wia­jąc wy­jazd z Le­nin­gra­du. Mó­wi­ło się, że ku­sto­sze miesz­ka­li w piw­ni­cach, w któ­rych zgro­ma­dzo­no po­zo­sta­łe dzie­ła sztu­ki, i ży­wi­li się zwie­rzę­cym kle­jem, a na­wet świecz­ka­mi, żeby nie umrzeć z gło­du.

Pre­zen­ta­cja Pau­la Sach­sa wy­wo­ła­ła za­mie­rzo­ny efekt: zo­gni­sko­wa­ła wy­sił­ki spo­łecz­no­ści mu­ze­al­nej. Jesz­cze tego sa­me­go dnia wszy­scy zgo­dzi­li się, że mu­zea po­zo­sta­ną otwar­te tak dłu­go, jak bę­dzie to moż­li­we. De­fe­tyzm nie był żad­nym roz­wią­za­niem, po­dob­nie jak sa­mo­za­do­wo­le­nie. Przez na­stęp­ne dwa dni ze­bra­ni, peł­ni ner­wo­wej we­rwy, dys­ku­to­wa­li nad prak­tycz­ny­mi i stra­te­gicz­ny­mi aspek­ta­mi dzia­ła­nia w cza­sie woj­ny: Czy na­le­ży otwie­rać drzwi mu­ze­ów, by dać schro­nie­nie oby­wa­te­lom pod­czas na­lo­tów? Czy po­win­no się ukryć naj­cen­niej­sze eks­po­na­ty i za­stą­pić je mniej war­to­ścio­wy­mi? Czy w dal­szym cią­gu or­ga­ni­zo­wać spe­cjal­ne wy­sta­wy i po­ka­zy, na­wet je­śli będą przy­cią­gać dużą licz­bę go­ści, co utrud­ni ewa­ku­ację? Czy eks­po­na­ty z mu­ze­ów na wy­brze­żu po­win­ny zo­stać prze­trans­por­to­wa­ne do pla­có­wek w głę­bi kra­ju, gdzie za­gro­że­nie było mniej­sze? A po­ci­ski za­pa­la­ją­ce? Za­ciem­nie­nia? Po­tłu­czo­ne szkło?

W wy­ni­ku dys­ku­sji Paul Sachs na­stęp­ne­go dnia ogło­sił mo­bi­li­za­cję:

Je­śli na­sze mu­zea i ga­le­rie sztu­ki są waż­ne dla spo­łe­czeń­stwa w cza­sie po­ko­ju, to tym cen­niej­sze sta­ją się w cza­sie woj­ny. Tak więc, gdy od­rzu­ci­my rze­czy małe, try­wial­ne i sta­nie­my wo­bec war­to­ści trwa­łych oraz osta­tecz­nych […], mu­si­my zmo­bi­li­zo­wać do obro­ny całą na­szą in­te­lek­tu­al­ną i du­cho­wą siłę. Mu­si­my pil­nie strzec dzie­dzic­twa gro­ma­dzo­ne­go od bar­dzo daw­na, tego, co po­tra­fi­my stwo­rzyć w uciąż­li­wej te­raź­niej­szo­ści oraz wszyst­kie­go, co za­mie­rza­my za­cho­wać w prze­wi­dy­wal­nej przy­szło­ści. Sztu­ka jest nie­znisz­czal­nym i dy­na­micz­nym wy­ra­zem przed­sta­wio­nych ce­lów. Jest i za­wsze była wi­docz­nym do­wo­dem ak­tyw­no­ści wol­nych umy­słów […]. Dla­te­go też po­sta­na­wia się, co na­stę­pu­je:

1. Pod­czas obec­ne­go kon­flik­tu ame­ry­kań­skie mu­zea zro­bią wszyst­ko, by słu­żyć oby­wa­te­lom.

2. Ich drzwi po­zo­sta­ną otwar­te dla wszyst­kich, któ­rzy szu­ka­ją stra­wy dla du­cha.

3. Ko­rzy­sta­jąc z nie­usta­ją­cej po­mo­cy spo­łecz­no­ści, roz­sze­rzą za­kres dzia­ła­nia.

4. Po­zo­sta­ną źró­dłem in­spi­ra­cji oświe­tla­ją­cej prze­szłość i oży­wia­ją­cej te­raź­niej­szość oraz umoc­nią du­cha, od któ­re­go za­le­ży zwy­cię­stwo.9

Mimo tych gór­no­lot­nych oświad­czeń mu­zea ze wschod­nie­go wy­brze­ża w więk­szo­ści kon­ty­nu­owa­ły przy­go­to­wa­nia do woj­ny. Me­tro­po­li­tan po ci­chu za­mknę­ło mniej waż­ne ga­le­rie, a w miej­sce per­so­ne­lu mu­ze­al­ne­go pod­sta­wi­ło stra­ża­ków. W noc syl­we­stro­wą pra­cow­ni­cy Na­tio­nal Gal­le­ry za­ła­do­wa­li sie­dem­dzie­siąt pięć naj­cen­niej­szych eks­po­na­tów i po­ta­jem­nie wy­wieź­li je z Wa­szyng­to­nu. Gdy otwo­rzo­no mu­zeum w 1942 roku, na ich miej­scu wi­sia­ły mniej war­to­ścio­we dzie­ła. 12 stycz­nia bez­cen­ne przed­mio­ty przy­by­ły do Bilt­mo­re, ogrom­nej po­sia­dło­ści Van­der­bil­tów po­ło­żo­nej w gó­rach Ka­ro­li­ny Pół­noc­nej, gdzie po­zo­sta­ły bez­piecz­ne do 1944 roku.

Ale nie cała ener­gia zgro­ma­dzo­na pod­czas tam­te­go gru­dnio­we­go spo­tka­nia zo­sta­ła zu­ży­ta na wy­wo­że­nie dzieł sztu­ki. Wi­dząc swo­ją szan­sę, Paul Sachs i jego ener­gicz­ny kon­ser­wa­tor Geo­r­ge Sto­ut za­pro­si­li dy­rek­to­rów mu­ze­ów do Fogg Mu­seum na se­rię se­mi­na­riów po­świę­co­nych bez­pie­czeń­stwu ich pla­có­wek. Sto­ut, któ­ry wcze­śniej po­zo­sta­wał w ści­słym kon­tak­cie z czo­ło­wy­mi kon­ser­wa­to­ra­mi Eu­ro­py, in­for­mo­wał licz­nie zgro­ma­dzo­nych go­ści o trud­no­ściach, ja­kie na­po­tka­ją. Mó­wił o ple­śni i grzy­bie, o za­le­tach siat­ki i nisz­czą­cym dzia­ła­niu wy­so­kiej tem­pe­ra­tu­ry. Wy­ja­śniał, dla­cze­go po wy­bu­chach bomb wy­pa­da­ją szy­by i w jaki spo­sób naj­le­piej za­pa­ko­wać w skrzy­nie ob­ra­zy, by nie uszko­dzi­ły ich odłam­ki szkła. Na gru­dnio­we spo­tka­nie w Met przy­go­to­wał ar­ty­kuł po­świę­co­ny za­po­bie­ga­niu skut­kom bom­bar­do­wań. Wio­sną 1942 roku za­mie­ścił jego roz­sze­rzo­ną wer­sję w cza­so­pi­śmie bran­żo­wym „Tech­ni­cal Is­su­es”, pre­zen­tu­jąc pierw­szy sys­te­ma­tycz­ny wy­kład na te­mat ochro­ny dzieł sztu­ki w wa­run­kach wo­jen­nych.

Sto­ut jed­no­cze­śnie za­bie­gał o za­kro­jo­ny na sze­ro­ką ska­lę od­zew. W kwiet­niu 1942 roku na­świe­tlił pro­ble­my kon­ser­wa­cji za­byt­ków w wa­run­kach wo­jen­nych w ar­ty­ku­le wy­sła­nym do Fran­ci­sa Hen­ry’ego Tay­lo­ra, czło­wie­ka, któ­ry przy­czy­nił się do zor­ga­ni­zo­wa­nia spo­tka­nia w grud­niu 1941 roku. Ame­ry­kań­skie mu­zea, su­ge­ro­wał Sto­ut, nie są przy­go­to­wa­ne do sy­tu­acji kry­zy­so­wej, po­nie­waż „nie ist­nie­je ze­bra­na wie­dza; nie ist­nie­ją usta­lo­ne stan­dar­dy dzia­łań. [Mu­zea] mu­szą wy­ra­zić go­to­wość dzie­le­nia się do­świad­cze­niem, dzie­le­nia się zdo­by­cza­mi, ale i stra­ta­mi. Mu­szą chcieć wy­ra­żać swo­je wąt­pli­wo­ści i prze­ko­na­nia oraz utrzy­my­wać re­gu­lar­ną współ­pra­cę […]. Do­bro wszyst­kich na­le­ży ab­so­lut­nie roz­pa­try­wać jako do­bro każ­de­go z osob­na”10.

Sto­ut pro­po­no­wał, by oprócz dzie­le­nia się in­for­ma­cja­mi jak naj­szyb­ciej wy­szko­lić nową dużą gru­pę kon­ser­wa­to­rów, „spe­cjal­nych pra­cow­ni­ków”, któ­rzy będą w sta­nie sta­wić czo­ła naj­więk­sze­mu i naj­bar­dziej nie­bez­piecz­ne­mu za­gro­że­niu dla za­chod­niej spu­ści­zny ar­ty­stycz­nej. Po­mi­mo kry­zy­su, w ja­kim zna­lazł się świat sztu­ki, su­ge­ro­wał pię­cio­let­nie szko­le­nie. Wów­czas w Eu­ro­pie usu­nię­to już po­nad 2 mi­lio­ny dzieł z na­leż­nych im miejsc w mu­ze­ach i prze­su­nię­to do tym­cza­so­wych, pro­wi­zo­rycz­nych po­miesz­czeń, czę­sto trans­por­tu­jąc je po wy­bo­istych dro­gach albo prze­no­sząc pod­czas bom­bar­do­wań. A były to tyl­ko ofi­cjal­nie po­da­wa­ne licz­by. Nikt nie po­tra­fił po­wie­dzieć, ile bez­cen­nych skar­bów za­gra­bi­li na­zi­ści. Tyl­ko dzię­ki nie­zwy­kłe­mu wy­sił­ko­wi i in­te­li­gen­cji świat sztu­ki mógł wró­cić do nor­mal­no­ści. A prze­cież nie wol­no było za­po­mi­nać, że nie da się unik­nąć po­wietrz­nych i na­ziem­nych ata­ków pod­czas wy­zwa­la­nia Eu­ro­py.

La­tem 1942 roku, w bro­szur­ce za­ty­tu­ło­wa­nej Ochro­na za­byt­ków: Pro­po­zy­cja do roz­wa­że­nia pod­czas woj­ny i w cza­sie od­no­wy, Sto­ut zde­fi­nio­wał ja­sno wy­zwa­nia:

[…] po­nie­waż żoł­nie­rze Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych wal­czą w kra­jach zdo­by­tych i oku­po­wa­nych przez wro­ga, rzą­dy Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych na­po­tka­ją licz­ne pro­ble­my […]. Na ob­sza­rach znisz­czo­nych bom­bar­do­wa­niem i po­ża­ra­mi znaj­du­ją się za­byt­ki po­dzi­wia­ne przez miesz­kań­ców wsi i mia­ste­czek: ko­ścio­ły, ka­plicz­ki, po­mni­ki, ob­ra­zy i wie­le in­nych dzieł. Część z nich może ulec cał­ko­wi­te­mu znisz­cze­niu, inne uszko­dze­niu. Cały ten ob­szar jest na­ra­żo­ny na dal­sze de­wa­sta­cje i gra­bie­że.

Ochro­na wy­mie­nio­nych obiek­tów nie wpły­nie na losy bi­tew, ale po­pra­wi re­la­cje wkra­cza­ją­cej ar­mii z tam­tej­szy­mi miesz­kań­ca­mi oraz ich rzą­da­mi. Bę­dzie też wy­ra­zem sza­cun­ku dla wia­ry i zwy­cza­jów wszyst­kich lu­dzi i za­świad­czy, że chro­nio­ne do­bra są wła­sno­ścią nie tyl­ko lo­kal­nej spo­łecz­no­ści, lecz tak­że ele­men­tem dzie­dzic­twa ludz­ko­ści. Spra­wo­wa­nie opie­ki nad tymi obiek­ta­mi wpi­su­je się w od­po­wie­dzial­ność rzą­dów państw na­le­żą­cych do Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych. Wszyst­kie oca­la­łe za­byt­ki są nie tyl­ko ład­ny­mi rze­cza­mi, war­to­ścio­wy­mi wy­two­ra­mi ludz­kiej wy­obraź­ni – sta­no­wią tak­że wy­raz wia­ry, dą­że­nia czło­wie­ka do za­cho­wa­nia prze­szło­ści i do łącz­no­ści z jego Bo­giem. Prze­ko­na­ni, że ochro­na za­byt­ków jest ele­men­tem dzia­łań wo­jen­nych i na­dziei na po­kój, pra­gnie­my zwró­cić uwa­gę rzą­du Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ry­ki na wy­mie­nio­ne pro­ble­my i za­chę­cić do przyj­rze­nia się im.11

Kto miał się za­jąć tą ochro­ną? Oczy­wi­ście do­brze przy­go­to­wa­ny od­dział „spe­cjal­nych pra­cow­ni­ków”, o któ­rym Sto­ut wspo­mi­nał wcze­śniej.

17 wrze­śnia 1940

Roz­kaz feld­mar­szał­ka Ke­itla do­ty­czą­cy prze­ję­cia wła­sno­ści kul­tu­ro­wej12

ko­pia

Szef Na­czel­ne­go Do­wódz­twa Sił Zbroj­nych

Ber­lin W 35, Tir­pit 72-76, 17 wrze­śnia 1940

Tel: 21 81 91

2 f 28.1.4 W. Z. Nr. 3812/40 g

Do Woj­sko­we­go Gu­ber­na­to­ra oku­po­wa­nej Fran­cji

W uzu­peł­nie­niu do roz­ka­zu Füh­re­ra wy­da­ne­go w sto­sow­nym cza­sie, a do­ty­czą­cym prze­szu­ki­wa­nia sie­dzib dy­rek­cji, bi­blio­tek i ar­chi­wów na te­ry­to­riach oku­po­wa­nych Za­cho­du w celu po­zy­ska­nia ma­te­ria­łów cen­nych dla Nie­miec i za­bez­pie­cze­nia tych­że przez Ge­sta­po, Füh­rer po­sta­no­wił:

Pra­wo wła­sno­ści sprzed woj­ny we Fran­cji, po­prze­dza­ją­ce de­kla­ra­cję wy­po­wie­dze­nia woj­ny z 1 wrze­śnia 1939 roku, bę­dzie sta­no­wi­ło kry­te­rium.

Ja­kie­kol­wiek przy­własz­cze­nia na rzecz pań­stwa fran­cu­skie­go lub inne do­ko­na­ne po tej da­cie będą nie­waż­ne i po­zba­wio­ne mocy praw­nej (na przy­kład pol­ska i sło­wac­ka bi­blio­te­ka w Pa­ry­żu, do­bra z Pa­la­is Ro­th­schild lub po­zo­sta­łe do­bra nie­ma­ją­ce wła­ści­cie­li, a po­zo­sta­ją­ce w rę­kach ży­dow­skich). Z wy­żej wy­mie­nio­nych po­wo­dów nie będą uzna­wa­ne re­zer­wa­cje do­ty­czą­ce po­szu­ki­wań, prze­ję­cia i trans­por­tu do Nie­miec.

Re­ich­sle­iter Ro­sen­berg i/lub jego za­stęp­ca Re­ich­shaupt­stel­len­le­iter Eber otrzy­ma­li ja­sne in­struk­cje od Füh­re­ra, by oso­bi­ście do­pil­no­wać prze­ję­cia; jest on upo­waż­nio­ny do prze­wie­zie­nia do Nie­miec i za­bez­pie­cze­nia tam dóbr kul­tu­ral­nych, któ­re uzna za war­to­ścio­we. Füh­rer oso­bi­ście po­dej­mie de­cy­zję do­ty­czą­cą ich wy­ko­rzy­sta­nia.

Rze­czo­ne służ­by mają zo­stać po­in­for­mo­wa­ne.

Pod­pi­sa­no: Ke­itel

Do wia­do­mo­ści: Bacz­ność: Re­ich­sle­iter Ro­sen­berg

4SZARY, PUSTY ŚWIAT

Ha­rvard i Ma­ry­land, zima 1942–1943

Geor­ge Sto­ut nie był ty­po­wym mu­ze­al­ni­kiem. W prze­ci­wień­stwie do wie­lu in­nych lu­dzi z bran­ży, wy­wo­dzą­cych się ze wschod­nich elit, był dzie­cia­kiem z ro­bot­ni­czej ro­dzi­ny miesz­ka­ją­cej w Win­ter­set w sta­nie Iowa (tam też uro­dził się ak­tor John Way­ne). Z ro­dzin­ne­go mia­stecz­ka Sto­ut po­szedł pro­sto do woj­ska, a pod­czas I woj­ny świa­to­wej słu­żył w stop­niu sze­re­go­we­go w od­dzia­le szpi­tal­nym. Po po­wro­cie z woj­ny po­sta­no­wił, że bę­dzie stu­dio­wał ry­su­nek. Ukoń­czył Uni­ver­si­ty of Iowa, a po­tem przez pięć lat imał się róż­nych za­jęć, zbie­ra­jąc pie­nią­dze na ob­jazd eu­ro­pej­skich cen­trów kul­tu­ry. Taka po­dróż była nie­pi­sa­nym wy­mo­giem dla każ­de­go, kto chciał zaj­mo­wać się sztu­ką. W chwi­li przy­by­cia do Ha­rvar­du na stu­dia po­dy­plo­mo­we w 1926 roku (w tym sa­mym roku w Karls­ru­he w Niem­czech uro­dził się Har­ry Et­tlin­ger) Sto­ut miał dwa­dzie­ścia osiem lat, był żo­na­ty, a jego żona spo­dzie­wa­ła się dziec­ka. Jako sty­pen­dy­sta Car­ne­gie Fel­low­ship otrzy­my­wał 1200 do­la­rów rocz­nie (39 do­la­rów wy­no­sił czynsz), co po­zwa­la­ło mło­dej ro­dzi­nie na ży­cie „tyl­ko tro­chę po­wy­żej gło­dów­ki”13.

W 1928 roku do­łą­czył do ma­łe­go dzia­łu kon­ser­wa­cji dzieł sztu­ki w Fogg Art Mu­seum w cha­rak­te­rze pra­cu­ją­ce­go za dar­mo asy­sten­ta. Kon­ser­wa­cja, sztu­ka za­bez­pie­cza­nia sta­rych lub znisz­czo­nych dzieł, na­le­ża­ła do naj­mniej po­pu­lar­nych dzie­dzin Wy­dzia­łu Hi­sto­rii Sztu­ki, a Sto­ut był praw­do­po­dob­nie naj­pil­niej­szym i naj­skrom­niej­szym uczniem. W rze­czy­wi­sto­ści w dzia­le, w któ­rym kró­lo­wa­ły prze­chwał­ki, a suk­ces stu­den­ta za­le­żał czę­sto od pry­wat­nych ko­nek­sji z pro­fe­sor­ski­mi gwiaz­da­mi, ta­ki­mi jak Paul Sachs, Sto­ut po­zo­stał chy­ba naj­bar­dziej ano­ni­mo­wym stu­den­tem. I strasz­nym pe­dan­tem, o czym świad­czył cho­ciaż­by jego wy­gląd: sta­ran­nie za­cze­sa­ne do tyłu wło­sy, gar­ni­tur z weł­ny cze­san­ko­wej i wą­sik w sty­lu Er­ro­la Flyn­na – fil­mo­wej gwiaz­dy tam­tych cza­sów. Geo­r­ge Sto­ut był przy­stoj­nym, ele­ganc­kim męż­czy­zną po­tra­fią­cym za­cho­wać pew­ność sie­bie. Owa atrak­cyj­na po­wierz­chow­ność skry­wa­ła wspa­nia­ły i nie­spo­koj­ny umysł, nie­zwy­kle chłon­ny i zdol­ny do roz­ta­cza­nia da­le­ko­sięż­nych wi­zji. Sto­ut po­sia­dał jesz­cze jed­ną bar­dzo waż­ną ce­chę: był nie­wia­ry­god­nie cier­pli­wy.

Nie­dłu­go po tym, jak roz­po­czął pra­cę w dzia­le kon­ser­wa­cji, od­krył po­rzu­co­ny ka­ta­log fisz­ko­wy z uni­wer­sy­tec­kiej bi­blio­te­ki. Ma­lut­kie szu­flad­ki pod­su­nę­ły mu pe­wien po­mysł. W tym miej­scu znaj­do­wa­ło się mnó­stwo su­row­ców ma­lar­skich: pig­men­ty, ka­mie­nie, su­szo­ne far­by, far­by olej­ne, ży­wi­ce, kau­czu­ki, kle­je i bal­sa­my. Przy po­mo­cy zna­jo­me­go che­mi­ka po­umiesz­czał prób­ki w szu­flad­kach, a po­tem do­dał do nich róż­ne che­mi­ka­lia i ob­ser­wo­wał, co się dzie­je. No­to­wał i da­lej ob­ser­wo­wał. I cze­kał. Całe lata. Pięć lat póź­niej, ma­jąc je­dy­nie stos resz­tek i po­rzu­co­ny ka­ta­log, Sto­ut i Get­tens dali po­czą­tek trzem no­wym dzie­dzi­nom kon­ser­wa­cji dzieł sztu­ki jako na­uki: pod­sta­wie (na­uka o su­row­cach), de­gra­da­cji (przy­czy­ny nisz­cze­nia) i na­pra­wie (me­to­dzie po­wstrzy­my­wa­nia nisz­cze­nia i na­pra­wia­nia szkód).

„My­ślę, że już na sa­mym po­cząt­ku by­li­śmy do przo­du – po­wie­dział Get­tens na krót­ko przed śmier­cią w 1974 roku – po­nie­waż nikt nas nie znał, nikt nam nie za­wra­cał gło­wy […] i nie mie­li­śmy pie­nię­dzy”14.

Prze­łom ten po­zwo­lił Sto­uto­wi – wciąż zna­ne­mu tyl­ko grup­ce lu­dzi z bran­ży – roz­po­cząć nową mi­sję. Przez wie­ki kon­ser­wa­cję dzieł trak­to­wa­no jako sztu­kę, do­me­nę re­no­wa­to­rów wy­szko­lo­nych przez mi­strzów w tech­ni­kach od­ma­lo­wy­wa­nia. Sko­ro więc te­raz mia­ła stać się na­uką, jak su­ge­ro­wa­ły eks­pe­ry­men­ty Sto­uta, na­le­ża­ło zgro­ma­dzić wie­dzę me­ry­to­rycz­ną. Przez lata trzy­dzie­ste Sto­ut pro­wa­dził re­gu­lar­ną ko­re­spon­den­cję z czo­ło­wy­mi kon­ser­wa­to­ra­mi tam­tych cza­sów, z któ­ry­mi dzie­lił się wie­dzą, zbie­ra­jąc jed­no­cze­śnie na­uko­we za­sa­dy ewa­lu­acji i kon­ser­wa­cji ob­ra­zów oraz in­nych dzieł sztu­ki.

Wszyst­ko za­czę­ło się zmie­niać, gdy w lip­cu 1936 roku hisz­pań­scy fa­szy­ści, uzbro­je­ni i wy­szko­le­ni przez Niem­ców, do­pro­wa­dzi­li swój kraj do woj­ny do­mo­wej. Nim mi­nął paź­dzier­nik, w po­bli­żu Esco­ria­lu, kom­plek­su pa­ła­co­wo-klasz­tor­no-bi­blio­tecz­ne­go po­ło­żo­ne­go 45 ki­lo­me­trów na pół­noc­ny za­chód od Ma­dry­tu, za­czę­ły spa­dać po­ci­ski za­pa­la­ją­ce. Dwa ty­go­dnie póź­niej wy­le­cia­ły okna w Pra­do, hisz­pań­skim mu­zeum na­ro­do­wym. Wio­sną 1937 roku do kon­flik­tu przy­łą­czy­ły się Niem­cy, któ­re po raz pierw­szy uży­ły czoł­gów i sa­mo­lo­tów, sto­su­jąc w prak­ty­ce dok­try­nę „woj­ny bły­ska­wicz­nej”.

Świat sztu­ki zro­zu­miał, że po­tęż­na broń Nie­miec, a zwłasz­cza tak­ty­ka zma­so­wa­ne­go ata­ku po­wietrz­ne­go, sta­no­wi wiel­kie za­gro­że­nie dla ogrom­nej licz­by eu­ro­pej­skich ar­cy­dzieł. Eu­ro­pej­czy­cy i Ame­ry­ka­nie po­spiesz­nie przy­go­to­wy­wa­li pla­ny ochro­ny i ewa­ku­acji, a Geo­r­ge Sto­ut w ko­lej­nych li­stach za­czął po­wo­li bu­do­wać ma­ga­zyn wie­dzy dla świa­ta po­grą­żo­ne­go w woj­nie. Na spo­tka­nie w Me­tro­po­li­tan Mu­seum w grud­niu 1941 roku przy­go­to­wał ar­ty­kuł o tech­ni­kach na­lo­tów. Tekst dłu­go­ści za­le­d­wie kil­ku stron za­wie­rał wie­dzę gro­ma­dzo­ną przez de­ka­dę. Cały Geo­r­ge Sto­ut: dba­ją­cy o szcze­gó­ły, dzia­ła­ją­cy w od­po­wied­nim cza­sie i za­cho­wu­ją­cy po­wścią­gli­wość. Czło­wiek, któ­ry nig­dy nie po­dej­mo­wał de­cy­zji w po­śpie­chu. Ostroż­ny. Punk­tu­al­ny. Do­kład­ny. „Eks­pert i per­fek­cjo­ni­sta naj­pierw prze­pro­wa­dza ana­li­zę – ma­wiał – a po­tem po­dej­mu­je de­cy­zję”15.

Przez na­stęp­ne pół­to­ra roku szko­lił ku­sto­szy i dą­żył do utwo­rze­nia na­ro­do­we­go pla­nu kon­ser­wa­cji za­byt­ków. Jed­nak nic z tego nie wy­szło i je­sie­nią 1942 roku nie­tra­cą­cy do­tąd pew­no­ści sie­bie Geo­r­ge Sto­ut po­czuł się znie­chę­co­ny. Całe do­tych­cza­so­we ży­cie za­wo­do­we po­świę­cił gro­ma­dze­niu wie­dzy fa­cho­wej, aby uzu­peł­nić sła­bo roz­wi­nię­ty dział hi­sto­rii kul­tu­ry, i oto nie­spo­dzie­wa­nie za spra­wą wy­da­rzeń świa­to­wych wie­dza ta sta­ła się ogrom­nie waż­na. To był od­po­wied­ni mo­ment dla kon­ser­wa­cji dzieł sztu­ki; na­le­ża­ło dzia­łać, je­śli my­śla­no o tym, by za­cho­wać kul­tu­ro­we dzie­dzic­two świa­ta, tym­cza­sem nikt go nie słu­chał. Co wię­cej, ruch kon­ser­wa­cji za­byt­ków w wa­run­kach wo­jen­nych po­zo­sta­wał pod kon­tro­lą dy­rek­to­rów mu­ze­ów, „sa­hi­bów” świa­ta sztu­ki – jak ich na­zy­wał Sto­ut. On sam był ro­bot­ni­kiem, któ­ry pra­cu­je w wy­ko­pach w po­cie czo­ła. Jako czło­wiek prak­tycz­ny od­czu­wał nie­chęć wo­bec świa­ta eli­ty peł­ne­go spo­tkań, roz­mów i ura­bia­nia klien­tów.

„Mia­łem już ser­decz­nie dość tego oso­bi­ste­go punk­tu wi­dze­nia, któ­ry do­mi­no­wał w mu­ze­al­nej ad­mi­ni­stra­cji przez dłu­gi czas – pi­sał do przy­ja­cie­la z Fogg Art Mu­seum. – Pró­bo­wa­łem to zmie­nić, ale wszyst­ko na nic […]. Po­trze­ba by pew­nie ze dwa­dzie­ścia lat. To nie jest za­baw­ne i mam dość tych uśmiesz­ków, stro­je­nia się dla bo­ga­czy, ro­bie­nia z po­li­ty­ki za­sad pa­pie­ro­wych la­lek, by­le­by tyl­ko ich za­do­wo­lić”16.

Sto­ut był prze­ko­na­ny, że je­dy­nie kor­pus „spe­cjal­nych pra­cow­ni­ków” wy­po­sa­żo­nych w wie­dzę o kon­ser­wa­cji za­byt­ków i współ­dzia­ła­ją­cych z ar­mią może stwo­rzyć gwa­ran­cję oca­le­nia dzieł sztu­ki w cza­sie zbli­ża­ją­cej się woj­ny. W jego opi­nii dy­rek­to­rzy mu­ze­ów uśmie­cha­li się i płasz­czy­li, pró­bu­jąc uzy­skać po­par­cie pre­zy­den­ta Ro­ose­vel­ta w spra­wie utwo­rze­nia ko­mi­te­tu ma­ją­ce­go do­ra­dzać ar­mii, skła­da­ją­ce­go się z elit lu­dzi kul­tu­ry, w któ­rym za­sie­dli­by bez wąt­pie­nia sami dy­rek­to­rzy.

Na po­cząt­ku 1943 roku, nie zna­la­zł­szy zro­zu­mie­nia w kra­ju, Sto­ut i W.G. Con­sta­ble, kon­ser­wa­tor za­byt­ków z Mu­seum of Fine Arts w Bo­sto­nie, zwró­ci­li się do Bry­tyj­czy­ków. W li­ście do Ken­ne­tha Clar­ka, dy­rek­to­ra Na­tio­nal Gal­le­ry w Lon­dy­nie, przed­sta­wi­li plan utwo­rze­nia ze­spo­łu kon­ser­wa­to­rów za­byt­ków. Clark uznał ten po­mysł za ab­sur­dal­ny. „Nie wie­rzę – od­pi­sał im – że moż­na by stwo­rzyć ja­ką­kol­wiek struk­tu­rę, któ­ra umoż­li­wi­ła­by wpro­wa­dze­nie w ży­cie przed­sta­wio­nych przez was su­ge­stii. Za­kła­da­jąc na­wet, że po­zwo­lo­no by ar­che­olo­go­wi to­wa­rzy­szyć od­dzia­łom sztur­mo­wym, to ra­czej wąt­pię, by uda­ło mu się od­wieść do­wód­cę od ostrze­la­nia waż­ne­go obiek­tu woj­sko­we­go mocą ar­gu­men­tu, że znaj­du­ją się tam waż­ne za­byt­ki”17.

Moż­li­we, że Sto­ut nig­dy nie prze­czy­tał tej od­po­wie­dzi. W stycz­niu 1943 roku, gdy kraj pro­wa­dził woj­nę i po­trze­bo­wał lu­dzi, po­rzu­cił pra­ce nad pro­gra­mem kon­ser­wa­cji za­byt­ków i zgło­sił się do ma­ry­nar­ki wo­jen­nej, w któ­rej był re­zer­wi­stą od koń­ca I woj­ny świa­to­wej. „W ostat­nich mie­sią­cach – przy­znał w li­ście pi­sa­nym do domu po przy­by­ciu do bazy lot­nic­twa sił mor­skich nad rze­ką Pa­tu­xent w sta­nie Ma­ry­land – nie czu­łem się war­to­ścio­wym czło­wie­kiem. Od­no­si­łem wra­że­nie, że nie ro­bię tego, co w ta­kiej chwi­li po­wi­nien ro­bić męż­czy­zna. Pra­cę prze­ję­li już inni, a poza tym mia­ła ona dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie. Te­raz nada­rza się oka­zja zro­bie­nia tego, co trze­ba, a je­stem w sta­nie zro­bić wię­cej niż inni”18.

Choć z po­wo­du woj­sko­wej cen­zu­ry nie mógł po­wie­dzieć żo­nie, czym się zaj­mo­wał – te­sto­wał far­bę ma­sku­ją­cą, któ­rą ma­lo­wa­no sa­mo­lo­ty – za­pew­nił ją, że jest szczę­śli­wy. „[Pra­ca] nie­sie ze sobą tyle od­po­wie­dzial­no­ści, że boję się, ale i je­stem szczę­śli­wy. Je­śli uda nam się do­ko­nać tego, co za­mie­rza­my choć­by w znacz­nej czę­ści, to uwie­rzę w zna­cze­nie słów »wnieść swój wkład«”19.

Nie­dłu­go po­tem jego przy­ja­ciel Con­sta­ble na­pi­sał, że puł­kow­nik Ja­mes Sho­ema­ker, szef Wy­dzia­łu Rzą­du Woj­sko­we­go, nie­ocze­ki­wa­nie oka­zał za­in­te­re­so­wa­nie pra­cą Sto­uta, do­ma­ga­jąc się wszel­kiej wie­dzy na te­mat za­byt­ków i ich kon­ser­wa­cji. Con­sta­ble ostrze­gał przy­ja­cie­la, że „choć wszyst­kie zna­ki na nie­bie wska­zu­ją, że w gło­wach woj­sko­wych po­wstał po­mysł stwo­rze­nia cze­goś w ro­dza­ju kor­pu­su kon­ser­wa­tor­skie­go, to nie mam naj­mniej­sze­go po­ję­cia, czy ta idea się już wy­kry­sta­li­zo­wa­ła i czy w ogó­le to kie­dyś na­stą­pi”20.

Od­po­wiedź Sto­uta za­wie­ra­ła uwa­gi: „ruch w kie­run­ku nada­nia kon­kret­ne­go kształ­tu tej mgli­stej idei rę­ka­mi woj­sko­wych jest wiel­ce za­do­wa­la­ją­cy […]. Fran­cis Tay­lor te­le­fo­no­wał do mnie nie­daw­no. Od­był ko­lej­ną po­dróż, by roz­po­cząć re­ali­za­cję swo­je­go wiel­kie­go pla­nu. Ale wy­da­wał się mar­kot­ny i zre­zy­gno­wa­ny, jak­by nie po­szło mu naj­le­piej. Może więc sku­tecz­niej­szy efekt przy­nio­są nie­zbyt na­tar­czy­we re­gu­lar­ne wy­sił­ki”21.

Sto­ut od­pi­sał Con­sta­ble’owi, że kwa­te­ra w ba­zie woj­sko­wej „bar­dzo mi od­po­wia­da” i że nie ma za­mia­ru jej opusz­czać. „Po­mo­gę w mia­rę moż­li­wo­ści – pi­sał – ale trud­no mi so­bie wy­obra­zić, co bym mógł zro­bić ani kie­dy znaj­dę na to czas”22. Mimo wszyst­ko wciąż my­ślał o tym, że wstą­pił do ma­ry­nar­ki wo­jen­nej, lecz nie cho­dzi­ło o pro­gram kon­ser­wa­tor­ski (to uznał za prze­gra­ną spra­wę), lecz o utrzy­ma­nie ro­dzi­ny. Sto­ut miał czter­dzie­ści pięć lat, był żo­na­ty i miał dwóch sy­nów. Owszem, otrzy­mał le­piej płat­ny sto­pień po­rucz­ni­ka, ale wie­dział, że skrom­ny żołd nie za­pew­ni jego bli­skim do­stat­ku, mimo że przy­wy­kli oni do skrom­ne­go ży­cia po la­tach jego udrę­ki w mało zna­nej i ni­sko płat­nej spe­cjal­no­ści. Był czło­wie­kiem swo­ich cza­sów i choć Mar­gie pra­co­wa­ła jako na­uczy­ciel­ka, Sto­ut uwa­żał, że to on po­wi­nien za­pew­nić ro­dzi­nie byt. Czuł się bar­dzo nie­szczę­śli­wy, że mu­siał się z nią roz­stać.

„Po wspa­nia­łych chwi­lach spę­dzo­nych w domu ten świat tu­taj wy­da­je się nud­ny i pu­sty – pi­sał do żony po krót­kim urlo­pie, jaki otrzy­mał w lip­cu 1943 roku. – Ty i Tom [jego sied­mio­let­ni syn] głę­bo­ko mnie wzru­szy­li­ście swo­im mę­stwem i nie­po­ję­tą mi­ło­ścią. Nie za­słu­gu­ję na nią, ale po­sta­ram się od­wza­jem­nić uczu­cie i przy­się­gam, że zro­bię wszyst­ko, żeby na nie za­słu­żyć. Mu­szę wciąż so­bie po­wta­rzać […], że po­stą­pi­łem słusz­nie i nie zo­sta­wi­łem was w tak trud­nej sy­tu­acji, go­niąc za ro­man­tycz­ną mrzon­ką”23.

5 li­sto­pa­da 1940

Roz­kaz mar­szał­ka Rze­szy Her­man­na Görin­ga do­ty­czą­cy roz­dzia­łu ży­dow­skich dzieł sztu­ki24

W związ­ku z już pod­ję­ty­mi dzia­ła­nia­mi do­ty­czą­cy­mi za­bez­pie­cze­nia ży­dow­skich dzieł sztu­ki przez woj­sko­we­go gu­ber­na­to­ra w Pa­ry­żu i Ein­satz­stab Ro­sen­berg (Szef OKW. 2 f 28.14. W. Z. Nr 3812/40 g)usta­la się na­stę­pu­ją­ce ka­te­go­rie dzieł sztu­ki prze­nie­sio­nych do Luw­ru:

1) przed­mio­ty sztu­ki bę­dą­ce do dys­po­zy­cji Füh­re­ra;

2) przed­mio­ty sztu­ki prze­zna­czo­ne do ko­lek­cji mar­szał­ka Rze­szy;

3) przed­mio­ty sztu­ki i ma­te­ria­ły bi­blio­tecz­ne przy­dat­ne do stwo­rze­nia Hohe Schu­le i wy­peł­nie­nia za­da­nia Re­ich­sle­ite­ra Ro­sen­ber­ga;

4) przed­mio­ty sztu­ki na­da­ją­ce się do prze­nie­sie­nia do nie­miec­kich mu­ze­ów; zo­sta­ną nie­zwłocz­nie wcią­gnię­te do in­wen­ta­rza, spa­ko­wa­ne i prze­trans­por­to­wa­ne do Nie­miec przez Ein­satz­stab przy za­cho­wa­niu na­le­ży­tej ostroż­no­ści i po­mo­cy Luft­waf­fe;

5) przed­mio­ty sztu­ki na­da­ją­ce się do fran­cu­skich mu­ze­ów i mo­gą­ce być przed­mio­tem wy­mia­ny fran­cu­sko-nie­miec­kiej będą sprze­da­ne na au­kcji,któ­rej data zo­sta­nie wy­zna­czo­na; do­chód z niej prze­ka­że się pań­stwu fran­cu­skie­mu z prze­zna­cze­niem dla ofiar woj­ny po­zo­sta­ją­cych na jego utrzy­ma­niu;

6) dal­sze przej­mo­wa­nie przed­mio­tów sztu­ki z rąk Ży­dów we Fran­cji bę­dzie prze­bie­ga­ło tak jak do­tych­czas przy sku­tecz­nej po­mo­cy Ein­satz­stab Ro­sen­berg i przy współ­pra­cy woj­sko­we­go gu­ber­na­to­ra w Pa­ry­żu.

Pa­ryż, 5 li­sto­pa­da 1940

Przed­ło­żę tę su­ge­stię Füh­re­ro­wi, któ­ry po­dej­mie de­cy­zję, do tego cza­su będą obo­wią­zy­wać obec­ne pro­ce­du­ry.

Pod­pi­sa­no: Göring

5LEPTIS MAGNA

Afry­ka Pół­noc­na, sty­czeń 1943

Pod­czas gdy Ame­ry­ka­nie za­mar­twia­li się i pla­no­wa­li, Bry­tyj­czy­cy pro­wa­dzi­li ko­lej­ne ope­ra­cje prze­ciw­ko pań­stwom Osi. W Eu­ro­pie alianc­ka ma­chi­na wo­jen­na skła­da­ła się głów­nie z pro­wa­dzą­cych pod­ziem­ną wal­kę sa­bo­ta­ży­stów i dziel­nych pi­lo­tów, któ­rzy sta­wia­li czo­ła nie­miec­kiej Luft­waf­fe nad ka­na­łem La Man­che. W ZSRR Ar­mia Czer­wo­na, moc­no oko­pa­na, bro­ni­ła się przed na­zi­stow­ską ofen­sy­wą, za to za Mo­rzem Śród­ziem­nym losy walk pro­wa­dzo­nych na wiel­kiej pu­sty­ni Afry­ki Pół­noc­nej prze­chy­la­ły się to na jed­ną, to na dru­gą stro­nę. Bry­tyj­czy­cy utrzy­ma­li Egipt, z ko­lei na za­cho­dzie siły nie­miec­ko-wło­skie za­ję­ły Li­bię i Al­gie­rię. Przez dwa lata, po­cząw­szy od ata­ku Wło­chów na Egipt w 1940 roku, losy woj­ny wciąż się zmie­nia­ły. Do­pie­ro w paź­dzier­ni­ku 1942 roku, kie­dy to siły nie­miec­ko-wło­skie zo­sta­ły po­ko­na­ne w dru­giej bi­twie pod El-Ala­mejn, Bry­tyj­czy­cy w koń­cu prze­ła­ma­li opór prze­ciw­ni­ka i za­czę­li przeć ku Try­po­li­so­wi, sto­li­cy Li­bii.