Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 284 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Obrońcy miłości - Sandi Lynn

Dwoje młodych prawników.
Ona – załamana zdradą tych, którym ufała. Przytłoczona odkryciem, że całe jej życie było jednym wielkim kłamstwem.
On – seksowny i władczy, musi mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą.
Od pierwszego spotkania iskrzy między nimi. Jest namiętność, miłość i seks jak z marzeń. Ariana przeżywa uniesienia, jakich nie dał jej żaden mężczyzna. Ale Luke ma za sobą przeszłość i sekret, którego nie może jej zdradzić. Musi odejść. Lecz pewnej nocy wydarza się tragedia i teraz to Luke potrzebuje pomocy Ariany. Tej nocy to ona staje się jego obrońcą. I trzyma w rękach jego los…

Opinie o ebooku Obrońcy miłości - Sandi Lynn

Fragment ebooka Obrońcy miłości - Sandi Lynn

Korekta

Barbara Cywińska

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcia na okładce

© Sara Eirew Photographer

© Francois Roux/Fotolia

Tytuł oryginału

The Defense

The Defense

Copyright © 2017 by Sandi Lynn

Published by arrangement with Browne & Miller

Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6375-5

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Rozdział 1

ARIANA

Zdrada. Ból i gniew, które mnie pochłaniały, były nie do zniesienia. Źródłem bólu stało się moje doskonałe dotychczas życie. Odarta ze złudzeń z trudem wciągałam powietrze w płuca. Miałam wrażenie, że całe moje życie jest kłamstwem. A było moją jedyną prawdą. Pustka, płonąca w mojej piersi, zapoczątkowała armagedon. Ta zdrada zmieniła wszystko. W ułamku sekundy wywróciła całe moje życie do góry nogami. Zrujnowała poczucie bezpieczeństwa. Zdarła miękki koc, który otulał mnie przez całe życie, i zostawiła mnie odrętwiałą z zimna. Mówią, że czas leczy rany, ale żaden czas nie jest w stanie zagoić rany tak głębokiej.

Nie mieli żadnego usprawiedliwienia. Ludzie, którym powierzyłabym swoje życie, dopuścili się rzeczy niewyobrażalnej. Mogli powiedzieć prawdę wiele lat temu, ale nie powiedzieli. Dowiedziałam się z rozmowy, której miałam nie słyszeć. Nie wiedzieli, że jestem obok. To miał być najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Właśnie skończyłam studia prawnicze. Z najwyższą lokatą. Wygłosiłam mowę pożegnalną z radością, bo moja ciężka praca właśnie zaczęła przynosić owoce. Dostałam najwspanialszą możliwą nagrodę – stanowisko w jednej z wiodących kancelarii prawniczych w Bostonie, tej, w której byłam na stażu. Został mi jeszcze tylko egzamin adwokacki. Nie bałam się go. Czułam, że zdam i otworzy się przede mną wspaniała przyszłość.

Ale to wszystko zmieniło. Mgła, która spowiła mój umysł, nie podnosiła się. Od czasu, kiedy się dowiedziałam, minęło wiele godzin. Wszyscy wypowiedzieliśmy wiele słów. Moje były pełne gniewu, ich brzmiały przepraszająco. Płynęły łzy, nie widziałam dobrze. Nie byłam w stanie jasno myśleć ani stać tam i słuchać tych kłamliwych usprawiedliwień, które spływały z ich ust. Musiałam uciec, oddalić się, odzyskać jasność umysłu.

Przełknęłam z trudem, patrząc na ludzi, którzy mnie zdradzili. Miałam ochotę powiedzieć im wszystkim, żeby się pieprzyli, ale nie mogłam. Jeszcze nie. Potrzebowałam najpierw jakiegoś planu.

– Jestem w szoku, mówiąc delikatnie. Potrzebuję czasu, żeby ochłonąć i oswoić się z tym – powiedziałam spokojnie, choć głos mi drżał. – Idę do swojego pokoju, żeby pomyśleć, więc proszę, żebyście zostawili mnie w spokoju i dali mi czas.

– Rozumiemy, kochanie.

Powoli poszłam po schodach do swojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, usiadłam na łóżku i przez chwilę patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Długie brązowe włosy były zmierzwione, bo szarpałam je cały czas od chwili, kiedy moje życie legło w gruzach. Na policzkach miałam czarne ślady tuszu zmieszanego ze łzami. Nie użyłam wodoodpornego, bo nie przypuszczałam, że mógłby być potrzebny. To miał być dzień szczęśliwy i radosny. Wstałam i zdjęłam śliwkową sukienkę bez rękawów, którą tak starannie wybrałam na tę okazję. Ciągle cała się trzęsłam, serce biło mi bardzo szybko. Wiedziałam, co muszę zrobić. Nie mogłam dłużej tu mieszkać i z całą pewnością nie mogłam dłużej mieszkać w tym mieście. Podeszłam do szafy, wyjęłam walizkę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Za parę godzin, kiedy oni wszyscy będą spokojnie spali w swoich łóżkach, wyjdę stąd i już nigdy nie wrócę. Pojadę do jedynej osoby, jaka przyszła mi na myśl. Kolejnej osoby, która mnie zdradziła. Na samą myśl o tym przełknęłam z trudem ślinę. Nie będzie łatwo, ale alternatywą było pozostanie tutaj, a to nie wchodziło w grę. Zatrzymam się tam do czasu, aż wymyślę kolejny ruch.

Nie miałam jej numeru telefonu. Minęły lata, odkąd usunęłam ją ze swojego życia. Ich oboje. Otworzyłam laptop i poszukałam na Facebooku. I znalazłam ją. Na profilowym zdjęciu byli razem. Wrzuciła je dwa tygodnie temu. Wyglądali na szczęśliwych i ciągle mieszkali w Nowym Jorku. Napisałam wiadomość i kliknęłam „wyślij”.

„Olivia, potrzebuję cię”.

Odpowiedziała po kilku sekundach.

„Ariana? Boże, jak dobrze, że się odezwałaś. Wszystko w porządku?”

„Nie. Zaszły poważne zmiany. Wszystko wyjaśnię później. Jutro lecę do Nowego Jorku. Będę mogła się u Was zatrzymać?”

„Oczywiście. Odebrać cię z lotniska?”

„Nie. Wezmę taksówkę”.

„W porządku. Wyślę Ci zaraz adres, klucz będzie pod wycieraczką. Jutro oboje będziemy w pracy, ale powinnam wrócić koło szóstej”.

„Dziękuję. Doceniam to”.

„Bezpiecznej podróży i do zobaczenia jutro. Naprawdę się cieszę, że się odezwałaś, Ari. Brakowało mi Ciebie”.

„Mnie Ciebie też”.

Olivia Shallow i ja byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, odkąd skończyłyśmy pięć lat i poznałyśmy się w przedszkolu. Pierwszego dnia Olivia skuliła się na podłodze i płakała, bo tęskniła za mamą. Zrobiło mi się jej żal, więc usiadłam obok niej, objęłam ją ramieniem i powiedziałam, że wszystko będzie dobrze i że mama przyjdzie po nią, jak skończą się zajęcia. Powiedziałam, żeby usiadła ze mną przy stoliku, i od tej chwili byłyśmy nierozłączne. Aż do tamtego wieczora, cztery lata temu. Tego wieczora, kiedy ona i Harry wyznali mi, że się w sobie zakochali. Harry był moim chłopakiem. Spotykaliśmy się od roku. Olivia poszła razem ze mną na studia w Bostonie, a potem postanowiła przenieść się na Uniwersytet Nowojorski, bo chłopak, z którym spotykała się od dwóch lat, został zwerbowany do New York Giants. Ostrzegłam ją, że to kiepski pomysł, ale nie słuchała mnie i mimo wszystko pojechała. Dwa miesiące później zaczął ją zdradzać nie z jedną, ale z kilkoma dziewczynami, więc w końcu go rzuciła. Harry pojechał na wakacyjny staż do Nowego Jorku, do prestiżowej firmy działającej na rynku usług finansowych. Olivia pokazała mu miasto. A także, najwyraźniej, coś więcej. Spędzali ze sobą dużo czasu, bo żadne z nich właściwie nie znało tam nikogo innego. Ona była załamana, a on był pod ręką. Takie rzeczy się zdarzają, choć akurat ja nigdy bym nie przypuszczała, że najlepsza przyjaciółka odbije mi chłopaka. Wtedy zerwałam z nimi obojgiem kontakt, nie rozmawiałam od tego czasu z żadnym z nich. Ale po wszystkim, przez co razem przeszliśmy, to jej potrzebowałam teraz najbardziej.

Skończyłam się pakować, poszłam do łazienki i umyłam twarz. Patrząc w lustro, widziałam tylko małą zagubioną dziewczynkę. Efekt kłamstw i oszustw. Usłyszałam kroki na schodach, które zatrzymały się nagle. Zgasiłam światło, jakbym zamierzała iść spać. Drzwi ich sypialni zamknęły się, zaczekałam więc trochę, żeby zdążyli zasnąć. Godzinę później zobaczyłam z okna światła taksówki. Wzięłam walizkę i torbę podróżną, ostrożnie otworzyłam drzwi, zeszłam cicho po schodach i uchyliłam drzwi na patio.

Kiedy wsiadłam już do taksówki, spojrzałam na jasno oświetlony dom, w którym mieszkałam przez dwadzieścia pięć lat. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy kierowca ruszył, żeby zawieźć mnie do hotelu.

Rozdział 2

LUKE

Obudził mnie zapach tanich perfum. Otworzyłem oczy i spojrzałem na opasujące mnie ramię. Ostrożnie zsunąłem z siebie wczorajszą dziewczynę, wstałem z łóżka i wskoczyłem pod prysznic. W ustach ciągle miałem smak whiskey. Skończyłem i owinąłem się w pasie ręcznikiem, ale kiedy wróciłem do sypialni, łóżko było puste. Uśmiechnąłem się w duchu do siebie; dziewczyna wyszła, nie czekając, aż ją wykopię. Nic z tego. Zastałem ją w kuchni, wpatrzoną w dzbanek do kawy.

– Co robisz? – spytałem.

– Próbuję to uruchomić. Naprawdę muszę się napić kawy – powiedziała, stojąc naprzeciw mnie w mojej czarnej podkoszulce.

Przewróciłem oczami i westchnąłem. Poszedłem do sypialni, zebrałem jej ubrania z podłogi i podałem jej.

– Za rogiem jest Starbucks.

– Chcesz, żebym już poszła? – Zmarszczyła brwi.

– Tak. Muszę lecieć zaraz do biura. Już jestem bardzo spóźniony.

– Mogę zaczekać tu na ciebie, a potem moglibyśmy znowu spędzić razem trochę czasu. Świetnie się bawiłam wczoraj wieczorem. – Zagryzła dolną wargę i przesunęła palcami w dół mojej klatki piersiowej.

– Ja też, ale nie będzie następnego razu. A teraz się ubierz. – Wróciłem do sypialni i wyjąłem z portfela banknot dziesięciodolarowy. – Proszę. Dzisiaj ja stawiam ci poranną kawę. – Uśmiechnąłem się.

Wzięła go ode mnie i nawet nie podziękowała, a potem włożyła ubranie.

– Zawsze to robisz?

– Co?

– Wykorzystujesz kobiety, a potem wyrzucasz je jak śmieci?

– A ty zawsze to robisz? – Uniosłem jedną brew.

– Co?

– Idziesz do domu i pieprzysz się z facetami, których znasz od paru godzin?

– Wiesz co? Jesteś dupkiem.

Włożyła buty na wysokich obcasach i ruszyła do wyjścia.

– Niczym się ode mnie nie różnisz, skarbie. – Uśmiechnąłem się, kiedy trzasnęła drzwiami.

Szanuję kobiety i bardzo je lubię. Lubię ich towarzystwo, jeśli są inteligentne. Dziewczyna, z którą pieprzyłem się ubiegłej nocy, taka nie była. Zwykle jestem bardziej wybredny co do tego, kogo wpuszczam do swojego łóżka, ale od tygodnia nie uprawiałem seksu i zaczynało mi to doskwierać. Dziewczyna przysiadła się do mnie w barze, postawiłem jej parę drinków i sam nie wiem jak wylądowaliśmy u mnie. Miałem mnóstwo takich dziewczyn. I nigdy nie będzie innych. Jakkolwiek lubiłem towarzystwo silnych, inteligentnych kobiet, trzymałem je na dystans, nigdy ich do siebie nie dopuszczałem, nie pozwalałem, żeby pojawiła się między nami bliskość. Tak było lepiej – nie tylko dla mnie, ale także dla nich. Moje lęki, moje tajemnice należały tylko do mnie i tylko ja będę musiał żyć z nimi do końca moich dni.

– Dzień dobry, Olivio – uśmiechnąłem się. – Dokumenty gotowe?

– Dzień dobry, Luke. Tak, są tutaj. – Podała mi teczkę.

– Dziękuję. – Wszedłem do swojego biura.

– Chciałabym cię zapytać, czy mogę dzisiaj wyjść godzinę wcześniej.

– Dlaczego? Masz wizytę u lekarza czy coś w tym rodzaju? – spytałem, siadając za biurkiem.

– Nie. Przyjaciółka, której nie widziałam od czterech lat, przyjeżdża do Nowego Jorku i ma się u mnie zatrzymać.

Ciekawość zwyciężyła.

– Usiądź. – Wskazałem krzesło. – Mogę spytać, dlaczego nie widziałaś się z nią cztery lata?

Olivia przełknęła ślinę i spuściła wzrok. Ta sprawa absolutnie nie powinna mnie obchodzić, ale sądząc z jej reakcji, coś musiało się wydarzyć.

– Olivia?

Spojrzała na mnie i podrapała się po głowie.

– Możliwe, że odbiłam jej chłopaka.

Zmrużyłem jedno oko i uniosłem jedną brew.

– Mówisz o Harrym?

– Uhm. – Skinęła głową.

– I od tego czasu się z nią nie widziałaś?

– Tak. Zerwała z nami wszelkie kontakty.

– Powiedziałbym, że zanosi się na dość emocjonujące spotkanie po tylu latach. Możesz wyjść dzisiaj wcześniej, oczywiście, a skoro już o tym mowa, może przydałoby ci się najpierw kilka głębszych. – Uśmiechnąłem się pod nosem.

– Dzięki, Luke, doceniam to. – Olivia wstała i ruszyła do drzwi.

– Olivia?

– Tak?

– Postaraj się przyjść jutro godzinę wcześniej. – Puściłem do niej oko.

Odpowiedziała słabym, nieszczerym uśmiechem i wyszła.

Potrafiłem wyciągnąć z ludzi wszystko i dlatego właśnie byłem tak dobrym prawnikiem – prawdopodobnie najlepszym. Zawsze miałem nad wszystkim całkowitą kontrolę, nad każdym aspektem mojego życia, łącznie z tym, co działo się w mojej sypialni. Nie było nikogo ani niczego, czego nie byłbym w stanie kontrolować i ten fakt przynosił mi same korzyści. To dzięki temu znalazłem się tu, gdzie teraz jestem. Niektórzy uważają, że jestem bezwzględny, bo na sali sądowej nie zawsze gram czysto. Niektórzy uważają mnie za męską dziwkę, bo lubię sypiać z kobietami, ale odmawiam im czegokolwiek więcej, a jeszcze inni uważają mnie za drania, bo w ten czy inny sposób zawsze potrafię postawić na swoim. Czy mnie to obchodzi? Ani trochę. Mam trzydzieści lat i świat leży u moich stóp. Mam fantastyczną pracę, którą uwielbiam, luksusowy apartament przy Park Avenue i towarzystwo każdej pięknej kobiety, jakiej mógłbym kiedykolwiek zapragnąć.

Rozdział 3

ARIANA

O dziewiątej wymeldowałam się z hotelu, wsiadłam do taksówki i pojechałam do banku zamknąć konto. Nie spałam całą noc, rozmyślałam i planowałam swoje nowe życie. Zawsze lubiłam Nowy Jork, więc uznałam, że będzie to świetne miejsce na nowy początek, egzamin adwokacki i rozpoczęcie pracy licencjonowanego prawnika, no i – miejmy nadzieję – pracy w jakiejś renomowanej firmie prawniczej. Na razie będę musiała znaleźć jakieś tymczasowe źródło przychodu. Zarezerwowałam bilet z Bostonu do New Jersey, na wypadek gdyby mnie szukali. W New Jersey wezmę taksówkę do City.

Kiedy samolot ruszył pasem startowym, a potem wzniósł się w powietrze, spojrzałam w okno i łza spłynęła mi po policzku. W milczeniu żegnałam się ze wspomnieniami, które zamknę w sobie głęboko i już nigdy do nich nie wrócę. Upiłam łyk wina i spojrzałam na siedzących wokół mnie ludzi, zastanawiając się, czy ktoś z nich też zdradził ukochaną osobę tak, jak zrobiła to moja rodzina.

Weszłam do budynku numer 160 przy Dwudziestej Drugiej ulicy i pojechałam windą na górę, do mieszkania 20B. Podniosłam wycieraczkę i znalazłam klucz, który obiecała zostawić tam Olivia, po czym wsunęłam go do dziurki. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Ściany w chłodnym odcieniu beżu, czarne skórzane meble, szklany, kwadratowy stolik do kawy, mała kuchnia i okrągły stół z czterema krzesłami. Podeszłam do stolika z telewizorem i podniosłam zdjęcie w ramce – ja i Olivia, razem. Po lewej to zrobione w ostatnim dniu przedszkola, po prawej w dniu, kiedy ukończyłyśmy szkołę średnią. Był to najszczęśliwszy dzień naszego życia, a także, prawdopodobnie, dzień, w którym obie wypiłyśmy najwięcej. Odstawiłam zdjęcia na miejsce i w tej samej chwili usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Odwróciłam głowę, gdy Olivia już wchodziła do mieszkania. Przełknęłam z trudem ślinę, a ona odłożyła torebkę i wyciągnęła do mnie ramiona.

Stałam przez chwilę, zdenerwowana, i zastanawiałam się, czy decyzja o przyjeździe tu była słuszna. Ale zaraz przypomniała mi się rodzina i pomyślałam, że Olivia jest jedyną osobą, która mnie zrozumie.

– Tak się cieszę, że tu jesteś – powiedziała, kiedy się objęłyśmy.

– Tak dobrze cię widzieć. – Po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy.

Stałyśmy tak, objęte, przez chwilę, która wydawała się wiecznością, jakby żadna z nas nie chciała wypuścić drugiej z uścisku.

– Wróciłaś wcześniej – powiedziałam w końcu.

– Szef mnie wypuścił. Niech ci się przyjrzę. – Olivia odsunęła się lekko i ujęła moją głowę w dłonie. – Jesteś tak samo śliczna jak cztery lata temu.

– Ty też. Obcięłaś włosy – uśmiechnęłam się przez łzy.

– Tak. Chciałam wyglądać doroślej – roześmiała się.

Olivia była zawsze piękną dziewczyną. Jasne włosy, które kiedyś spływały jej na plecy, teraz sięgały zaledwie do ramion. Miała zielone oczy, była niewysoka i bardzo drobna. Ludzie zawsze sądzili, że jest znacznie młodsza, niż istotnie była, więc rozumiałam, że chciała to zmienić.

– Co się stało, Ari?

– Nigdy nie uwierzysz w to, co ci zaraz powiem.

– Usiądź na kanapie, a ja przyniosę wino z lodówki.

Tak dobrze było ją znowu widzieć. Mimo wszystkiego, co między nami zaszło, nigdy nie przestało mi jej brakować. Jakaś jedna moja część nienawidziła jej, ale inna ją kochała. Miałam cztery lata, by przeboleć fakt, że Harry wolał ją ode mnie, i przebolałam to. Może powinnam była odezwać się do niej wcześniej, ale dawno temu powiedziałam jej w emocjach kilka okropnych rzeczy. Rzeczy, których, jak sądziłam, nigdy mi nie wybaczy.

Olivia przyniosła butelkę wina, a ja opowiedziałam jej wszystko. Słuchała w osłupieniu.

– Ja… ja… po prostu nie wiem, co powiedzieć. Nie mogę w to uwierzyć, Ari. Mój Boże. – Sięgnęła i ujęła moje dłonie w swoje ręce. – Czy oni wiedzą, że wyjechałaś?

– Jestem pewna, że teraz już tak.

– Nie próbowali się z tobą skontaktować?

– Przed wylotem z Bostonu dokładnie wykasowałam swój telefon i wyrzuciłam go do śmieci w hotelu, w którym się wczoraj zatrzymałam. Właśnie miałam zamiar pójść kupić sobie nowy, kiedy przyszłaś.

– Masz już jakiś plan?

– W pewnym sensie. Na pewno chcę zostać w Nowym Jorku i tu chcę zdać egzamin adwokacki.

– Naprawdę? – Olivia uśmiechnęła się szeroko. – To wspaniale. Cóż, możesz tu zostać tak długo, jak będziesz potrzebowała.

– Dzięki. Jutro zacznę szukać pracy.

– Masz jakieś pieniądze? Bo mogę ci pożyczyć.

– Mam pieniądze. Przed wyjazdem zlikwidowałam konto. Ale jeśli chcę wynająć tu mieszkanie, muszę jak najszybciej znaleźć pracę.

– Cóż, najpierw to, co najważniejsze. Pokażę ci twój pokój, a potem pójdziemy kupić telefon, tu niedaleko jest sklep. – Olivia znowu mnie uścisnęła. – Naprawdę mi ciebie brakowało, Ariana.

– Mnie ciebie też.

– Cześć, Ari – powiedział z uśmiechem Harry, kiedy weszłam z Olivią do mieszkania.

– Cześć, Harry – odparłam, trochę zdenerwowana.

Tej chwili bałam się najbardziej. Chwili, kiedy zobaczę mężczyznę, który zamiast mnie wybrał moją najlepszą przyjaciółkę.

– Zostawię was, żebyście się poznali na nowo – powiedziała Olivia i poszła do sypialni.

Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Harry wydawał się równie skrępowany jak ja.

– Może jest ci to nie na rękę? – spytałam. – Bo mogę się zatrzymać gdzie indziej.

– Jeśli tobie to nie przeszkadza, to mnie na pewno też nie. Miło cię widzieć.

– Dzięki. – Przełknęłam z trudem.

Ciągle wyglądał tak samo, mimo że minęły cztery lata. Wysoki, jasnobrązowe włosy, brązowe oczy. Tyle że teraz miał krótką brodę, z którą wyglądał dojrzalej.

– Dobrze wyglądasz – zauważył.

– Ty też – odparłam, uśmiechając się lekko.

– Posłuchaj, Ari, ja…

– Bardzo przepraszam. Wiem. Minęły już cztery lata i miałam dość czasu, żeby to przeboleć. I wybaczyć ci. To, co się wydarzyło między tobą i Olivią, musiało się wydarzyć, Harry. Naprawdę w to wierzę. – Położyłam rękę na sercu.

– Dzięki. – Harry uśmiechnął się nieśmiało i spuścił oczy. – Chcesz pogadać o tym, co się wydarzyło u ciebie w domu?

– Olivia ci wszystko powie. To był długi dzień i naprawdę nie mam siły, żeby o tym rozmawiać. Jestem zmęczona, więc po prostu pójdę do łóżka i postaram się dobrze wyspać.

– W porządku. Więc dobrej nocy. – Położył mi rękę na ramieniu.

– Nawzajem.

Rozdział 4

LUKE

Zasnąłem dopiero koło wpół do trzeciej nad ranem, a jazgot budzika wyrwał mnie ze snu już o wpół do szóstej. Wyłączyłem go, położyłem się znowu i potarłem twarz dłońmi, ziewając szeroko. Może jednak nie powinienem był iść wczoraj na ten striptiz z Bradem i chłopakami. Ale były to urodziny mojego przyjaciela, a kimże ja byłem, żeby psuć mu zabawę? Westchnąłem głęboko i zabrałem swój wykończony tyłek do łazienki, żeby wziąć prysznic. Owinąłem się w pasie ręcznikiem, podszedłem do stolika nocnego, wziąłem do ręki telefon i zauważyłem, że mam wiadomość głosową od Lisy, mojej sekretarki.

„Luke, wczoraj w nocy zmarł mój ojciec, muszę polecieć do rodziny w Georgii. Nie wiem na jak długo, ale przynajmniej na miesiąc. Muszę zająć się matką, ma tylko mnie. Bardzo mi przykro, mam nadzieję, że zrozumiesz”.

Westchnąłem. To nie był dobry moment. Cholera. Odpisałem.

„Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Weź tyle wolnego, ile potrzebujesz”.

„Dziękuję. Doceniam to. Jeszcze raz, bardzo mi przykro”.

Poszedłem do biura, a potem prosto do Olivii. Nie tylko, żeby powiedzieć jej o ojcu Lisy, ale też żeby upewnić się, że istotnie przyszła godzinę wcześniej.

– Dobrze, że już jesteś.

– Powiedziałeś, żebym była wcześniej. – Uśmiechnęła się pod nosem.

– Ojciec Lisy zmarł wczoraj, nie będzie jej przez miesiąc, musi polecieć do matki. Wyświadcz mi przysługę i wyślij tam jakieś kwiaty od firmy.

– Już się do tego zabieram.

– Zadzwoń też do agencji pracy tymczasowej i załatw kogoś na jej miejsce, jak najszybciej.

– Zadzwonię, jak tylko zaczną pracę.

– Dzięki. Kawa gotowa?

– Tak. Zaparzyłam, jak tylko przyszłam.

– Jesteś bardzo dobrym pracownikiem. – Uśmiechnąłem się.

– Dostanę podwyżkę? – Ona też się uśmiechnęła.

– Nie przeciągaj struny.

Poszedłem do małego wspólnego pokoju, gdzie znajdowała się też mała kuchnia z dużą lodówką, ekspresem do kawy i mikrofalówką. Wziąłem swój kubek, nalałem sobie kawy i poszedłem do swojego gabinetu. Wcześnie rano zawsze dużo się działo i brak sekretarki trochę mnie irytował.

– Dzwoniłaś już do tej agencji, Olivia? – spytałem, podchodząc do jej biurka.

– Tak. Aż do drugiej nie mają nikogo wolnego.

– Szlag by trafił. – Pokręciłem głową. – Nie mogę nigdzie znaleźć akt sprawy Graysona. Widziałaś je może?

– Sprawdź na biurku Lisy. Powinny gdzieś tam być. Ona miała je ostatnia. Ja muszę lecieć na ksero.

– Leć. Poszukam – westchnąłem.

Usiadłem przy biurku Lisy i zacząłem przeglądać akta, ułożone równo w rogu. Nic. Dwa telefony zaczęły dzwonić jednocześnie, odwróciłem się i zobaczyłem, że nie ma nikogo, kto mógłby je odebrać, więc zrobiłem to sam i przełączyłem na tryb oczekiwania, po czym zacząłem przeszukiwać to, co leżało na bocznym stoliku.

– Przepraszam bardzo – usłyszałem cichy kobiecy głos.

Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą przede mną piękną kobietę.

– Szukam Olivii Shallow – powiedziała, zagryzając wargę.

Rany. Wysoka, smukła, długie brązowe włosy, podwijające się lekko na końcach i najpiękniejsze niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Nie ciemnoniebieskie, jak szafiry, bardziej błękitne, jak oczy dzieci. Jasne. Intrygujące. Hipnotyzujące. Podniecające. Przez cienki materiał bluzki widziałem zarys stanika. Krągłe piersi. Rozmiar C. Naturalne, bez wątpienia. Żadnego silikonu. Poczułem, że robię się twardy.

– Poszła coś skopiować. Wróci za parę minut. A ja mam przyjemność z…?

Spojrzała na mnie trochę dziwnie, a potem odparła:

– Ariana Williams.

Nagle wszystkie sześć linii zaczęło dzwonić jednocześnie. Sapnąłem z irytacją.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

– Russo, Greggs i Butler. Proszę czekać.

Przełączyłem ostatnią linię na tryb oczekiwania i podniosłem wzrok. Nasze oczy się spotkały.

– Masz pełne ręce roboty – uśmiechnęła się.

Jeśli w tej chwili chciałem mieć ręce pełne czegokolwiek, to tylko jej pięknego ciała. Piersi. Pośladków. Pachniała kwiatami. Liliami i różami.

– Taki dzień – powiedziałem.

– Cóż, szef na pewno docenia twoją pracę.

Zaśmiałem się w duchu. Wzięła mnie za asystenta. Zmrużyłem jedno oko, unosząc kąciki ust.

– Może przyniosę ci coś do picia?

– Nie, dziękuję. Przyszłam po nią, bo wybieramy się razem na lunch. Nie powinieneś przypadkiem odebrać tych telefonów?

– Nie. Mogą poczekać – uśmiechnąłem się. Nie byłem w stanie oderwać od niej oczu.

– A jeśli chodzi o coś ważnego?

– Oczywiście, że chodzi o coś ważnego. To firma prawnicza. Nigdy dotąd cię nie widziałem, a Olivia już długo tu pracuje.

– Wczoraj przyleciałam do Nowego Jorku.

A, więc to ta przyjaciółka. Ta, z powodu której Olivia wyszła wczoraj wcześniej. Ta, którą rzucił Harry.

– Witaj w mieście – powiedziałem. – Skąd pochodzisz?

– Z Bostonu. Myślę, że jednak powinieneś odebrać. Nie chciałabym, żebyś miał przeze mnie kłopoty.

– Boston to piękne miasto. Byłem tam parę razy. A jeśli chodzi o mojego szefa, to naprawdę świetny facet. – Uśmiechnąłem się lekko. – Na długo przyjechałaś do Nowego Jorku? Chętnie pokazałbym ci miasto.

– Właśnie się tu przeprowadziłam.

Uuu… Tak!

Spojrzała na telefon i znowu na mnie.

– Na wszystkich liniach ktoś czeka.

Wzruszyłem ramionami.

– Zadzwonią jeszcze raz. Wróćmy do zwiedzania.

– Dziękuję za propozycję, ale nie skorzystam.

Hm. Kobiety mi nie odmawiają. Co jest, do diabła?

– Dlaczego? – spytałem, unosząc jedną brew. – Twój chłopak byłby niezadowolony?

– Nie mam chłopaka.

– Mąż?

– Nie jestem mężatką – rzuciła z irytacją.

– Tym lepiej. W takim razie nie masz żadnej wymówki. Prawda?

– Pochlebia mi, że chcesz pokazać mi miasto, ale właśnie się tu przeprowadziłam i muszę znaleźć sobie jakieś miejsce…

Najlepiej w moim łóżku.

– Możesz mi powiedzieć, gdzie tu jest łazienka?

– W tym korytarzu. Pierwsze drzwi po prawej.

– Dziękuję. – Odchrząknęła i odeszła.

Patrzyłem na jej idealnie okrągły tyłek, aż znikła mi z oczu, po czym wróciłem do swojego biura. Właśnie znalazłem swoje kolejne wyzwanie i zamierzałem zwyciężyć.

Rozdział 5

ARIANA

Był obłędnie przystojny. Krótkie brązowe włosy, dobrze utrzymana krótka broda, dzięki której był nieodparcie seksowny. Mocno zarysowana żuchwa, pięknie wykrojone usta. Brązowe oczy; głębokie, ciemne, hipnotyzujące. Siedział, więc nie mogłam się zorientować, ile może mieć wzrostu. Mógł być dość niski. Czarny garnitur bez wątpienia pochodził z pracowni jakiegoś znanego projektanta. W takich garniturach chodzili w Bostonie prawnicy z kancelarii, w której byłam na stażu. Biała koszula, czarny krawat w drobne szare groszki. Mógł mieć jakieś trzydzieści lat. Dlaczego pracował jako asystent? Dziwne. Zmarszczyłam brwi, myjąc ręce. Chciał pokazać mi miasto. Pochlebiło mi to, ale nie mogłam się zgodzić. W tej chwili ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, było towarzystwo jakiegoś faceta. Całe moje życie właśnie wywróciło się do góry nogami. Było jednym wielkim bałaganem. Apokalipsą. On był asystentem, a ja już prawie prawniczką. To duża różnica. Czy powinna mieć jakiekolwiek znaczenie? Nie. Ale miała.

Wyszłam z łazienki i wróciłam do biurka, przy którym siedział, ale teraz już go tam nie było.

– O, jesteś! – zawołała z ożywieniem Olivia.

– Przepraszam. Musiałam skorzystać toalety.

– Możemy iść? – Chwyciła swoją torebkę.

– Tak. Umieram z głodu.

Olivia zabrała mnie do restauracji z ogródkiem dwie przecznice dalej i zjadłyśmy dobry lunch na tarasie. Nie wspomniałam nic o przystojnym asystencie, bo chciałam o nim zapomnieć. Poza tym to nie było nic ważnego, mimo że był seksowny jak wszyscy diabli.

– Możesz wstąpić ze mną jeszcze do biura? Chciałabym, żebyś poznała mojego szefa.

– Jasne.

Weszłyśmy do budynku i pojechałyśmy windą na dziesiąte piętro.

– Sprawdzę najpierw, czy jest – powiedziała Olivia z uśmiechem.

Zajrzała do gabinetu i przywołała mnie ręką. Weszłam za nią i poczułam, jak opada mi szczęka. Za biurkiem siedział znany mi już, seksowny jak wszyscy diabli mężczyzna.

– Luke, chciałabym, żebyś poznał Arianę, moją przyjaciółkę – powiedziała Olivia. – Ariana, to jest mój szef, Luke Russo.

Przełknęłam ślinę, podczas gdy on wstał, zapiął marynarkę i podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.

– Już się poznaliśmy. Miło znowu cię widzieć, Ariana.

– Mówiąc ściśle, to ty poznałeś mnie, ale się nie przedstawiłeś. Byłeś zbyt zajęty próbami umówienia się ze mną na zwiedzanie miasta.

– Cóż, w takim razie pozwól, że się poprawię. – Wyciągnął do mnie silną dłoń. – Jestem Luke Russo.

– Miło mi pana poznać, panie Russo. – Podałam mu rękę i drgnęłam, bo całe moje ciało przeszył nagle prąd.

– Hm… czyżby coś mi umknęło? – Olivia zmarszczyła brwi.

– Twój szef siedział przy biurku przed swoim gabinetem, kiedy tu weszłam, i udawał asystenta.

– Nie udawałem. Po prostu założyłaś, że jestem asystentem.

– Powiedziałeś, że masz świetnego szefa.

– Mówiłem prawdę – uśmiechnął się. – Ja nim jestem. Więc to było po prostu twoje założenie.

Zmrużyłem oczy i uśmiechnęłam się lekko.

– Miałeś okazję powiedzieć mi, że nie jesteś asystentem, ale robiłeś wszystko, żeby przypadkiem nie wyprowadzić mnie z błędu. Odbierałeś telefony, kazałeś ludziom czekać, powiedziałeś, że masz świetnego szefa i unikałeś odpowiedzi na moje pytania, bo chciałeś, żebym się zgodziła na wspólne zwiedzanie Nowego Jorku. Zauważyłam, że masz ręce pełne roboty więc miałeś okazję powiedzieć, że nie jesteś asystentem. Ale wtedy zorientowałeś się, że wzięłam cię za asystenta, i postanowiłeś się zabawić. Dlatego jest faktem, że udawałeś i wykorzystałeś moje założenie.

Przekrzywił głowę i uniósł jedną brew. Boże, był naprawdę seksowny.

– Byłaby pani świetnym prawnikiem, panno Williams – mruknął z uśmiechem.

– Dziękuję – uśmiechnęłam się szeroko.

Wziął z biurka kilka teczek z aktami i wsunął je do czarnej skórzanej teczki.

– Powtórzę: miło było cię poznać. Wybaczcie mi teraz, muszę jechać do sądu.

Zerknęłam na Olivię, która stała z ustami otwartymi ze zdumienia.

– Co? – spytałam.

– Chciał się z tobą umówić?

Pomachałam jej ręką przed twarzą.

– Chciał mi tylko pokazać Nowy Jork, bo powiedziałam, że właśnie się tu przeprowadziłam. Nie wspominałaś, że twój szef to taki przystojniak.

– Nie pomyślałam o tym. – Weszła do swojego biura. – Podoba ci się? – Odwróciła się i spojrzała na mnie.

– Nie. Po prostu uważam, że jest przystojny i ma ładne imię. No nic, muszę już iść. Ciągle szukam pracy.

– Sprawdziłaś egzamin adwokacki?

– Tak. – Posmutniałam. – Następny jest za dwa tygodnie i już dawno minął termin zapisów. Wygląda na to, że będę musiała zaczekać do listopada.

– To całe cztery miesiące. – Olivia wydęła wargi.

– Wiem, ale co mogę zrobić? Zobaczymy się w domu – dodałam z uśmiechem.