Obrona lady Chatterley: seria Kochanek lady Chatterley - D.H.Lawrence - ebook + audiobook

Obrona lady Chatterley: seria Kochanek lady Chatterley ebook i audiobook

D H Lawrence

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Zapraszamy do odkrycia wyjątkowego uzupełnienia serialowej opowieści Kochanek Lady Chatterley – audiobooka Obrona Lady Chatterley, D. H. Lawrence, autora jednej z najbardziej kontrowersyjnych powieści XX wieku.

„Obrona Lady Chatterley” to fascynujące rozwinięcie i interpretacja historii znanej z powieści oraz jej ekranizacji – spojrzenie, które pozwala głębiej zrozumieć emocje, relacje i społeczne napięcia obecne w świecie Lady Chatterley.

🎙️ W wersji audio książkę interpretuje Jakub Jakubiec, prowadząc słuchacza przez refleksyjną i poruszającą opowieść, która stanowi doskonałe dopełnienie serialowego doświadczenia.

To propozycja dla tych, którzy chcą:
– wrócić do historii w nowej formie
– odkryć jej głębsze znaczenia
– poszerzyć odbiór serialu o dodatkową perspektywę

📌 Poznaj „Obronę Lady Chatterley” jako uzupełnienie audio serialu „Kochanek Lady Chatterley” i spojrzyj na tę historię z innej strony.

Serdecznie zapraszamy do słuchania lub lektury!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 92

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 42 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jakub Jakubiec

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



© 2026 4P Acoustic sp. z o.o.

Wszelkie prawa zastrzeżone.Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Żadna jej część nie może być powielana, reprodukowana, rozpowszechniana ani przetwarzana w jakiejkolwiek formie — elektronicznej, mechanicznej, kserograficznej, nagraniowej lub innej — bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

ISBN: 978-83-68669-52-7

Wydanie IWarszawa 2026

Wydanie elektroniczne (EPUB)

Wydawca: 4P Acoustic4P Acoustic sp. z o.o.

Tytuł: Obrona lady Chatterley

Autor: D.H.Lawrcence

Opracowanie redakcyjne: 4P Acoustic

Skład i opracowanie edytorskie: 4P Acoustic

Wszelkie znaki towarowe, nazwy własne i marki użyte w publikacji należą do ich prawnych właścicieli.

Obrona lady Chatterley

D.H.Lawrence

PORNOGRAFIA I NIEPRZYZWOITOŚĆ

Czym jest pornografia i nieprzyzwoitość – zależy to, jak zwykle, od jednostki. Co dla jednego jest pornografią, jest dla drugiego uśmiechem geniuszu. Sam ten wyraz oznacza, jak powiadają, ,,przynależne do nierządnic” – nierządne pismo.

Ale czymże jest dzisiaj nierządnica? Gdyby to miała być kobieta, która przyjmuje od mężczyzny pieniądze jako wynagrodzenie za to, że idzie z nim do łóżka, — zaprawdę, większość żon sprzedawała się już dotychczas, a wiele nierządnic, gdy miały taki kaprys, oddawało się darmo. Jeżeli kobieta nie ma w sobie małej odrobinki nierządnicy, przeważnie jest suchym strachem na wróble, prawdopodobnie zaś większość nierządnic posiadała jakiś rys kobiecej wspaniałomyślności. Poco więc przeprowadzać tak ostre granice.

Prawo jest rzeczą bardzo ponurą, a wyroki jego nie mają nic wspólnego z życiem. Tak samo jest ze słowem „obscenitas“, nieprzyzwoitość: nikt nie wie, co ono oznacza. Przypuśćmy, że wywodzi się od „obscena“ , czyli “to, czego nie można pokazywać na scenie,”. O ileż dalej się posunęliśmy? Ani o krok! Co jest nieprzyzwoite dla Pawła, nie jest nieprzyzwoite dla Ewy lub Piotra, i w rzeczywistości znaczenie jakiegoś wyrazu musi czekać na wyrok większości.

Jeżeli sztuka teatralna gorszy dziesięciu ludzi z pośród widzów, a pozostałych pięciuset nie, w takim razie jest nieprzyzwoita dla dziesięciu, a dla pięciuset nie; według większości więc sztuka ta nie jest nieprzyzwoita. Ale Hamlet gorszył wszystkich purytanów z epoki Cromwella. Dzisiaj zaś nie gorszy nikogo. Arystofanes zaś gorszy dziś w Anglii każdego, natomiast późnych Greków niewątpliwie zupełnie nie raził.

Człowiek jest zwierzęciem zmiennym, a słowa zmieniają znaczenie wraz z nim; rzeczy nie są tym, czym się wydają; co się za nimi kryje, to tylko złudzenie człowieka, a jeżeli sądzimy, iż wiemy, gdzie jesteśmy, to dzieje się tak dlatego tylko, że tak szybko popadamy gdzie indziej. Musimy to wszystko pozostawić większości, wszystko większości. Wszystko motłochowi, motłochowi, motłochowi! On wie, co jest nieprzyzwoite, a co nie, on wie! Jeżeli dolne dziesięć mil jonów nie wiedzą tego lepiej, niż górnych dziesięciu ludzi, to coś jest nie w porządku z matematyką. Głosujmy nad tym! Podnieśmy ręce i dowiedźmy przez zliczenie głosów!

Vox populi, vox Dei. Odi profanum vulgus! Profanum vulgus! Dochodzimy więc do takiego rezultatu: jeżeli mówisz do gminu, znaczenie twoich słów jest znaczeniem gminnym, o którym decyduje większość. Gmin wie o nieprzyzwoitości wszystko, co tylko wiedzieć można. Niewinne, maleńkie słówka, rymujące się do ,,zupa“ i do ,,grać“, stanowią szczyt nieprzyzwoitości. Przypuśćmy, że składacz w drukarni omylił się i w wyrazie ,,spać“ zamienił „p“ na „r“. Wówczas wielka publiczność wie, że człowiek ten dopuścił się nieprzyzwoitości, wszeteczeństwa, że czyn jego był plugawy; że jako składacz był on pornografem. Wielka publiczność angielska, amerykańska czy jakakolwiek inna, nie pozwala ze sobą żartować. Vox populi, vox Dei. Rozumiesz? Jeżeli nie, my ci to wytłumaczymy!

A jednocześnie ten głos Boży wyje z zachwytu nad filmami, książkami i sprawozdaniami gazeciarskimi, które naturze grzesznej, jak moja, wydają się zupełnie obmierzłe i nieprzyzwoite. Jako prawdziwy świętoszek i purytanin muszę się odwracać w drugą stronę. Kiedy nieprzyzwoitość staje się uczuciowa, co jest dla publiczności jedną z form możliwą do strawienia, i kiedy głos ludu to znaczy: głos Boga brzmi ochryple od sentymentalnego wszeteczeństwa, wówczas ja muszę uciekać jak faryzeusz, z obawy, aby się nie zarazić. Istnieje pewien rodzaj lepkiego, ogólnie rozpowszechnionego klajstru, którego wzbraniam się dotknąć.

Znowu więc sprawa sprowadza się do tego samego: albo akceptuje się większość, motłoch i jego decyzje, albo się tego nie czyni. Albo się ugina czoła przed vox populi — vox Dei, albo zatyka się uszy, aby nie słyszeć nieprzystojnego wrzasku. Albo wykonuje się swoje błazeńskie wyskoki, aby się spodobać wielkiej publiczności, owemu Deus ex machina, albo odmawia się zupełnie występowania przed publicznością. Chyba od czasu do czasu, aby ją poprowadzić za węszący, słoniowaty nos.

Jeżeli idzie o znaczenie jakiejś rzeczy, nawet najprostszego wyrazu, trzeba się wstrzymać i zastanowić. Bywają bowiem dwie wielkie kategorię znaczeń, które zawsze są od siebie oddzielone. Istnieje znaczenie masowe i znaczenie indywidualne.

Kiedy zaś wyraz przychodzi do nas w swoim indywidualnym charakterze i budzi w nas indywidualną odpowiedź, jest to dla nas wielka rozkosz. Specjaliści reklamy amerykańskiej odkryli to, i część najsprytniejszej literatury amerykańskiej odnaleźć można na przykład w ogłoszeniach “ługu mydlanego”. Ogłoszenia te są prawie poezjami, lecz pisane prozą. Nadają one wyrażeniu „ług mydlany“ pieniące się, połyskujące znaczenie indywidualne, mające niezmiernie poetyczny pozór, a może i w ogóle poetyczne dla kogoś, kto potrafi zapomnieć, że poezja ta jest przynętą na haczyku. Handel odkrywa z wolna indywidualne, dynamiczne znaczenie wyrazów, a sztuka poetycka zapomina go.

Poezja stara się coraz bardziej sięgać jak najdalej po znaczenia swoich wyrazów, a to prowadzi znowu do znaczeń masowych, które w poszczególnej jednostce wywołują tylko motłochową reakcję. Człowiek bowiem posiada, każdy w innym stosunku, „ja“ masowe i ,,ja“ indywidualne. Niektórzy ludzie są prawie wyłącznie motłochowem ,,ja“ i niezdolni są do jakiejkolwiek indywidualnej wyobraźni. Najgorsze okazy motłochowego ,,ja“ znaleźć można zazwyczaj pośród tak zwanych wolnych zawodów. Wśród adwokatów, profesorów, duchownych i tak dalej. Wzgardzony człowiek interesu posiada uporczywe zewnętrzne ,,ja“ tłumu i zastraszone, błąkające się po omacku, ale żywe jeszcze ,,ja“ indywidualne.

Publiczność, która jest tępa jak idiota, nigdy nie będzie zdolna ustrzec swoich reakcji indywidualnych przed podstępami wyzyskiwaczy. Publiczność jest stale wyzyskiwana i zawsze będzie wyzyskiwana. Zmieniają się tylko metody wyzyskiwania. W dzisiejszych czasach pobudza się publiczność do składania złotego jajka.

Słowem i siłą wyobraźni i indywidualnymi znaczeniami doprowadza się ją do tego, że wydaje wielkie gęganie aprobaty tłumu. Głos ludu jest głosem Boga. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Dlaczego? Ponieważ publiczność nie posiada dość sprytu, aby odróżniać znaczenia masowe od znaczeń indywidualnych. Masa jest zawsze wulgarna, nie potrafi bowiem odróżniać swoich pierwotnych uczuć od uczuć, jakie oszukańczo wzniecił w niej wyzyskiwacz. Publiczność jest zawsze profanem, gdyż opanowana jest z zewnątrz, przez kuglarza, a nie z wewnątrz, przez swoją własną szczerość.

Motłoch jest zawsze nieprzyzwoity, gdyż jest zawsze z drugiej ręki. I to prowadzi nas znowu do naszego przedmiotu pornografii i nieprzyzwoitości. Reakcja na jakiekolwiek słowo może być u jednostki albo reakcją masową, albo reakcją indywidualną.

Jednostka musi sobie zadać pytanie: czy reakcja moja jest indywidualna, czy też reaguję jedynie swoim masowym ,,ja“ ? Jeżeli idzie o tak zwane nieprzyzwoite wyrazy, twierdzę, że nie więcej niż jeden człowiek na milion potrafi ustrzec się przed reakcją masową. Pierwszym odruchem jest niemal na pewno reakcja motłochu, oburzenie motłochu, osąd motłochu. Dalej motłoch nie dochodzi. Ale prawdziwa jednostka zastanawia się i pyta siebie: ,,Czy jestem naprawdę zgorszony? Czy jestem naprawdę oburzony? I odpowiedź jednostki brzmi na pewno: „Nie, nie jestem zgorszony, nie jestem oburzony.

Znam ten wyraz i uważam go za to, czym jest. Nie pozwolę się podjudzić do tego aby robić z muchy słonia. Nie zmuszą mnie do tego wszystkie prawa świata!“ Jeśli więc używanie tak zwanych nieprzyzwoitych wyrazów wytrąci człowieka z jego motłochowych nawyknień i przywróci do stanu indywidualnego, to jest to tylko piękne i dobre. Zaś pruderia w stosunku do wyrazów jest tak rozpowszechniona nawykami motłochu, że czas już, aby nas z niej wytrącono.

Zajmowaliśmy się jednak dotychczas tylko nieprzyzwoitością; atoli problem pornografii sięga jeszcze głębiej. Jeśli nawet człowiek został sprowadzony z powrotem do swego indywidualnego ,,ja“, nie jest jeszcze może w stanie sam przez się odróżnić, czy Rabelais jest pornograficzny czy nie. Nad Aretinem zaś albo nawet Boccacciem będzie sobie daremnie łamał głowę, szarpany w tę i tamtą stronę przez najrozmaitsze uczucia.

Pewna rozprawa o pornografii dochodzi, jak sobie przypominam, do wniosku, że pornografia w sztuce jest tym, co obliczone jest na wywoływanie tak zwanego pożądania płciowego albo podniecenia płciowego. I przywiązuje się wagę do okoliczności, czy pisarz lub artysta zamierza wywoływać uczucia płciowe. Jest to stara, zawiła kwestia zamiaru, która dzisiaj stała się tak naiwna, ponieważ wiemy, jak silne i wpływowe są nasze nieświadome zamiary.

A dlaczego człowiek ma być uważany za winnego z powodu 'swoich świadomych zamiarów, a za niewinnego z powodu nieświadomych, tego naprawdę nie wiem, ponieważ każdy człowiek powodowany jest bardziej nieświadomymi, niż świadomymi zamiarami. Jestem, czym jestem, nie tylko tym, czym sądzę, że jestem. W każdym razie przypuszczam, iż zgodzimy się, że pornografia jest ostrzem niskim, czymś nieapetycznem. Słowem, nie lubimy jej. A dlaczego jej nie lubimy? Czy dlatego, że pobudza uczucia płciowe?

Nie sądzę. Bez względu na to, z jaką gorliwością staralibyśmy się obłudnie udawać coś przeciwnego, dla większości z nas umiarkowane podniecenie naszego popędu płciowego jest raczej miłe. Rozgrzewa nas ono, pobudza nas, jak blask słońca w pochmurny dzień. Po jednym czy dwóch stuleciach pruderii stosuje się to ciągle jeszcze do większości ludzi. I tylko motłochowe nawyknienie potępiania wszelkiej formy seksualizmu jest zbyt silne, aby nam pozwoliło przyznać się do tego otwarcie. I jest oczywiście wielu ludzi, którzy czują szczerą odrazę do najprostszych i najnaturalniejszych odruchów uczuć seksualnych. Ale ludzie ci są osobnikami perwersyjnymi, którzy ulegli nienawiści do swoich bliźnich: są to próżni, zawiedzeni, rozczarowani ludzie, jakich niestety jest w naszej cywilizacji tak wielu. I prawie zawsze oddają się oni potajemnie rozkoszy w jakiejś skomplikowanej, nienaturalnej formie podniecenia płciowego.

Bardzo nawet zaawansowani krytycy sztuki usiłują wmówić nam, że jakiś obraz lub książka, posiadające sex'apil, już przez to samo są złym obrazem lub złą książką. Jest to po prostu utajona obłuda. Połowa wszystkich wielkich poezji, obrazów, dzieł muzycznych i powieści na całym świecie jest wielka przez piękno ich sex'apilu. Tycjan czy Renoir, „Pieśń nad Pieśniami czy „Powinowactwa”,, Mozart czy „Trzy lilje, trzy lilje“ — piękno jest na wskroś przeniknięte sex'apilem, czy urokiem płciowym, czy jak to chcieć nazwać. Nawet Michał Anioł, który niemal nienawidził płci, nie może się powstrzymać od tego, aby corniicopiae swoich postaci wypełnić falicznymi żołędziami.

Płeć jest niezmiernie potężnym, dobroczynnym i potrzebnym bodźcem w życiu człowieka, i wszyscy czujemy wdzięczność, gdy przenika nas jej gorący, naturalny prąd, niby pewnego rodzaju blask słoneczny. Możemy więc odrzucić myśl, że sex'apil jest pornografią w sztuce. Może to się odnosić do szarego purytanina, ale szary purytanin jest człowiekiem chorym, chorym na ciele i duszy; po co więc mamy się troszczyć o jego halucynacje?

Sex'apil może być oczywiście bardzo rozmaity; istnieje nieskończenie wiele jego gatunków i nieskończenie wiele stopni każdego gatunku. Może możnaby twierdzić, że słaby stopień sex'apilu nie jest pornograficzny, silny natomiast tak. Ale to jest złudzenie. Boccaccio, tam, gdzie jest najzuchwalszy, wydaje mi się mniej pornograficzny, niż ,,Pamela“ albo „Clarissa Harlowe’a“ albo nawet „Jane Eyre“ lub całe mnóstwo współczesnych książek i filmów, które uchodzą przed okiem cenzury.

A jednocześnie ,,Tristan“ Wagnera wydaje mi się bardzo bliskim pornografii, podobnie jak nawet niektóre bardzo rozpowszechnione chrześcijańskie pieśni kościelne. Na czymże więc to polega?

Nie jest to tylko kwestia sex'apilu ani nawet kwestia świadomego zamiaru autora czy artysty w kierunku wywoływania podniecenia płciowego. Rabelais miał niekiedy świadomy zamiar, i miał go też, w inny sposób, Boccaccio. A jestem pewien, że biedna Charlotte Bronte albo autorka „Złotej Elżuni" nie miała świadomego zamiaru pobudzania w czytelniku uczuć płciowych, a jednak uważam, iż ,,Jane Eyre“ graniczy z pornografią. Boccaccio natomiast wydaje mi się rześki i zdrowy.

Dawny brytyjski minister spraw wewnętrznych, dumny z tego, iż jest bardzo szczerym purytaninem, szarym, szarym w każdym swoim dobrze, powiedział z oburzeniem i smutkiem w jednym ze swoich wybuchów na temat nieprzyzwoitych książek: „...i tych dwoje młodych, którzy dotychczas byli zupełnie czyści, po przeczytaniu tej książki poszli razem i mieli stosunek płciowy!!!“ Zapiszmy im to na dobro!