Obrazy namalowane rymami - Katarzyna "Owca" Krysiak - ebook

Obrazy namalowane rymami ebook

Katarzyna "Owca" Krysiak

0,0
9,90 zł

lub
Opis


Większość z wierszy opowiada o patriotyzmie, poświęceniu i żołnierzach wyklętych. Poetka pisząc je, starała się utożsamić z bohaterami. Zastanawiała się nad ich życiem, głównie nad chwilą w której dowiedzieli się, że ich walka się skończyła. O chwili, gdy usłyszeli wyrok śmierci i momencie jego wykonania. O tym co wtedy czuli, o czym myśleli. Wiersze powstają po to, by heroiczna walka żołnierzy nie poszła w zapomnienie. Utwory tworzone zostały w różnych okolicznościach. Raz ktoś poprosił o napisanie wiersza na rocznicę śmierci. Następny, kiedy autorka zobaczyła plakat z wilkiem a obok niego bilbord z Witoldem Pileckim. Kolejnym opisanym wyklętym o którym napisała był Łupaszko. Będąc na jego pogrzebie i przechadzając się między grupami rekonstrukcyjnymi zrozumiała, że wszyscy jesteśmy tam z tego samego powodu. Wszyscy chcemy oddać hołd człowiekowi który zginął za Polskę. Kiedy ktoś pyta Katarzynę Krysiak dlaczego pisze wiersze o wyklętych odpowiada, że wyklęci mają już swojego barda, rapera, reżysera i aktora, czas, żeby mieli też swój głos wśród poetów.

Wiersze poetki nie mówią tylko o wyklętych. Jednym z pierwszych, który powstał jest krótki utwór „Polegli” napisany w wieku 9 lat. Opowiada o ludziach zamordowanych w nocy z 15 na 16 stycznia przez Nazistów, w rodzinnej miejscowości pani Katarzyny, w Płońsku. Z pod pióra autorki wychodzą też wiersze mówiące o uczuciach, o Bogu, ale też bajki i legendy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 18




Katarzyna "Owca" Krysiak
Obrazy namalowane rymami

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Katarzyna "Owca" Krysiak „Obrazy namalowane rymami”

Copyright © by Katarzyna "Owca" Krysiak, 2018

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki: Kamil Skitek

Zdjęcie na okładce: Katarzyna Krysiak

Korekta: Katarzyna Krysiak

Skład epub, mobi oraz pdf: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-299-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Anielskie wojsko

Dawno temu na ziemię spłynęły

I plan taki powzięły,

Że wiele się nauczą

Zanim do nieba powrócą.

Takie plany mając anioły

Poszły do ludzkiej stodoły,

Gdzie zobaczyły pracującego

Męża bardzo strudzonego

I kobietę w bólach rodzącą

O wytchnienie błagającą.

I pomyślały anioły

„Dosyć mamy tej stodoły.

Wolimy pilnować człowieka,

Bo nagroda nas za to czeka.

Boga oglądać możemy,

Więc pracować nie chcemy.”

I poszły dalej anioły

Zaszły do podstawowej szkoły,

Gdzie dzieci ucząc się w trudzie

Myślały o jakimś cudzie,

Żeby nie uczyć się, a bawić

I swoje czyste dusze zbawić.

Więc znów pomyślały aniołki

„My nie chcemy takiej szkółki.

My wolimy człowieka pilnować

I Boga w niebie oglądać.”

Więc poszły anioły dalej w świat

I doszły gdzie brata zabijał brat.

Przyglądały się chwilę temu

Jeden drugiego pytając „czemu?”

Szły sobie dalej anioły

I doszły gdzie dwa kościoły.

Akurat na komunię trafiły

I się bardzo zdziwiły,

Że ludzie Boga w chlebie przyjmują,

A potem się tak zachowują.

I pomyślały anioły

Dosyć już naszej roli.

My wolimy Boga do serca przyjmować

Niż go twarzą w twarz oglądać.

Z tego morał płynie taki,

Że lepiej mają ludzie niż anielskie orszaki.

Ballada o Księciu nocy

Książę nocy co przede mną chowasz twarz

Ty mnie przecież bardzo dobrze znasz

Ty Książę nocy jesteś taki zmienny

A człowiek trwa na trym padole dennym

Książę nocy masz taką piękną twarz

Ale ty nocny Księciu jesteś nie nasz

Ja nie mam takiej mocy

Żebyś mój się stał Książę nocy

Kiedy czas nam przez palce ucieka

On wiecznie na nas czeka

Człowiek się taki kruchy zrodził

A Ty nas wiecznie będziesz wodził

Po ścieżkach ku wieczności wiodących

Nas ludzi wiecznie Cię szanujących

Barwy jesieni

Jesienny wiatr

Rozwiewa moje włosy,

A w sercu żar

Płonącej namiętności.

Jesienny liść

Właśnie z drzewa spadł,

A ja idę wciąż

Idę przez świat

Dwa Światy

Jak dwie gwiazdy na niebie 

Dobro i zło się splata 

Jak dwie ręce u Ciebie

Miłość i nienawiść

Mrok i dzień 

Radość i cień 

Różnimy się od wieków

I podobni jesteśmy do siebie

Jak Adam i Ewa

Jak Ja i Ty

Jak noce i dni

Bartek

Niby ramię z mieczem w ręku

Jakie ma syrenka

Lecz tak kłuje ludzi w oko

Jak prawdziwa męka

To że jestem narodowcem

Ich kłuje najbardziej

Niczym węgle rozpalone

Na stosach cierpienia

Moim losem śmierć męczeńska

Od miecza i w walce

Ich zaś losem śmierć błazeńska

I powrót bez tarczy

O mnie będą uczyć w szkole

Ładne strofy pisać

Razem choć z trudem 

To zwyciężał wszystkie przeciwności

Jam jest zwykły prosty człowiek

Do poświęceń zdolny

Oni w bohaterskiej chwale kroczą

Lecz sami w to nie wierzą

Ja nie boję się przegrywać

W nocy Boga prosząc

By rodzinę mą zachował

Od kpiny wroga

Ja się po to narodziłem

By za prawdę zginąć

By w Jej jasnych dróg otchłani

Móc życie odnaleźć 

I przeżyję choć nie cały

To jednak nie zginę

Ma ofiara będzie trwała

W Was po kres życia

Bom ja walczył za Ojczyznę

I poświęcał się zbyt młodo

Żeby Wasze pokolenia

Znów wolnością żyły

Wierzę w Kraj ten naznaczony

Krwią tylu pokoleń

Że zwycięstwo Mu przyniesie

No i chwałę na niebiesiech

Każdy syn tego Narodu

Walczący o życie

Bazyliszek

Dawno temu w kamienicy

Gdzieś w Warszawie przy ulicy

Chyba Prostej, tak to było,

Dziwne monstrum się zjawiło.

Ni to lew- ni to smok

Tak wyliczać można rok.

Ważne, że to było brzydkie

Krępe, wiotkie, tylko szybkie.

Jak się jakiś człek tam zjawiał

Już nie wracał. Każdy się więc obawiał,

Że nadejdzie jego kolej

Do piwnicy zejść wieczorem.

Lecz kiedyś zjawił się śmiałek

Niski, blady młodzianek,

Który dzieci z piwnicy uratować chciał,

Bo sąsiad jego je tam po wino posłał.

Chodził i szukał pomysłu jakiegoś,

Żeby zabić stwora tego.

Wiedział, że bestia wzrokiem zabija

I nie ma na nią żadnego kija.

Lecz szybko ideę znalazł sobie,

Gdy czesał włosy na swej głowie.

W lustra się oblekł cały

I nie dla żadnej chwały

Poszedł z poczwarą wojować

I życie się swym nie przejmować.

Potwora na niego spojrzała

I natychmiast skamieniała.

A dzieci wyszły zza beczki.

Ot i koniec bajeczki.

Coś lekkiego

Jak piórko lekkie

Jak obłoczek delikatne

Takie dziecko jest

Pachnące jak kwiatek

Kruche jak porcelana

A jednak silne

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok