Obrażenia - Urszula Jabłońska, Magdalena Kicińska, Kaja Puto - ebook

Opis

Polacy są narodem, który uwielbia się obrażać. Dlaczego? Autorzy znajdują przyczynę. Na imię jej „lęk”.

Michał Olszewski

Na co choruje Polska dusza? Skąd agresja na ulicach, w domach, w biurze, w internecie? Zespół stresu pourazowego? Zaburzenia tożsamości? A może problemy z komunikowaniem emocji?

Autorzy z grupy Rekolektyw (Szczerek, Rejmer, Wasielewski, Kicińska, Jabłońska, Wójcińska, Wlekły, Puto), wzięli na warsztat polskie „uczucia narodowe” i stworzyli zbiór reportaży składający się na portret kraju w stanie emocjonalnego rozchwiania.

Ziemowit Szczerek i Kaja Puto – z dystansem, ale i fascynacją etnografów – udokumentowali falę fejsbukowego hejtu.

Mirosław Wlekły przyjrzał się zjawisku, które hejtowi towarzyszy jak cień – gotowości do odczuwania zgorszenia. Polak okazuje się tak samo skory do internetowej szarży, jak do publicznej urazy:

– Jak to „korki na Hlonda”? A gdzie słowo „arcybiskupa”?

– „Wielka księga cipek”? Treści nie znam, ale inna religia nie pozwoliłaby sobie na taką obrazę.

Magdalena Kicińska opowiada historię przemocy domowej, tym bardziej przerażającą, im bardziej do bólu przewidywalną – bez zwrotów akcji i bez zagadki. Wszystko przebiega tu rutynowo według stałego scenariusza: od picia, przez bicie, po przeprosiny; od ucieczki, przez rezygnację, po śmierć; od obojętności sąsiadów, przez niebieską kartę, po wzruszenie ramion policjantki.

Katalogu ofiar polskich emocji dopełniają reportaże Urszuli Jabłońskiej – o tym, co czeka transseksualistę na polskiej wsi, Małgorzaty Rejmer – o mieszkańcach ośrodka dla uchodźców i ich sąsiadach z cichego polskiego miasteczka oraz Agnieszki Wójcińskiej – o Polakach o „niepolskich” rysach twarzy i kolorze skóry.

Książkę zamyka zaskakujący tekst Macieja Wasielewskiego. Pozornie prowadzi nas w zupełnie inną rzeczywistość – za kulisy warszawskiego Klubu Komediowego.

Reporterzy młodego pokolenia nie wierzą w podział na Polskę A, B i C, nie wierzą w jakichś „nas” i „onych”. Widzą jednak, z ilu warstw się ona składa. I jak trudno czasami je skleić.

Stowarzyszenie Reporterów Rekolektyw powstało w 2014 r. Zrzesza polskich autorów reportaży. Są wśród nich: laureat Paszportu Polityki, zdobywczyni Nagrody „Gryfia” i Nagrody im. Teresy Torańskiej, zwyciężczyni konkursu Grand Press, nominowani do najważniejszych nagród literackich autorzy i autorki dobrze przyjętych książek non-fiction.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 148

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




ZAMIAST WSTĘPU

Ze słownika języka polskiego:

Obrażenie:rzeczownik, rodzaj nijaki

– rzeczownik odczasownikowy od: obrazić (obrazić – obrażać)

1. «uchybić czyjejś godności osobistej słowem lub czynem»

2. «naruszyć słowem lub czynem jakieś normy, prawa lub wartości»

– uszkodzenie (tkanek lub narządów ciała, np. poprzez złamanie, zranienie, działanie promieniowania itp., poprzez działanie czynników wewnętrznych lub zewnętrznych)

Uwagi:

– rzadko występuje w liczbie pojedynczej.

BIOGRAMY AUTORÓW

Mirosław Wlekły (ur. 1978 r.) – reporter „Dużego Formatu”, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, autor książki All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem (2015), jego reportaże ukazywały się w zbiorach: Grzech jest kobietą (2013) i NieObcy (2015), współautor reportażu i spektaklu teatralnego Swarka (Teatr Polski w Bydgoszczy 2015), nominowany do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej i Nagrody im. Beaty Pawlak.

Małgorzata Rejmer (ur. 1985 r.) – pisarka, reporterka. Autorka powieści Toksymia  (nominacja do Nagrody Literackiej Gdynia) i reportażu Bukareszt. Kurz i krew (2013 Nagroda Newsweeka im. Teresy Torańskiej, Nagroda Literacka dla Autorki „Gryfia” i nominacja do Nagrody Literackiej Nike), Nominowana do Paszportów Polityki, laureatka Gwarancji Kultury.

Urszula Jabłońska (ur. 1980 r.) – absolwentka orientalistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Pracowała jako dziennikarka w „Gazecie Wyborczej”, potem jako wicenaczelna magazynu „Exklusiv”. Obecnie jest freelancerką, pisze reportaże do gazet i książek. Laureatka nagrody Grand Press 2012 w kategorii „Reportaż prasowy”, finalistka w konkursie o Stypendium dla Młodych Reporterów im. Ryszarda Kapuścińskiego w 2013 roku i stypendystka Ministra Kultury 2015. Członkini Stowarzyszenia Reporterów „Rekolektyw”.

Agnieszka Wójcińska (ur. 1976 r.) – reporterka, publikuje m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dużym Formacie”, „Polityce”, „Zwierciadle”, „Tygodniku Powszechnym” i kwartalniku „Dialog-Pheniben”. Autorka książek Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami (2011) i Perspektywa mrówki. Rozmowy z reporterami świata (2015) oraz reportaży w antologiach Pod jej redakcją ukazała się antologia reportaży Mur. 12 kawałków o Berlinie (2015).

Kaja Puto (ur. 1990 r.) – autorka tekstów publicystycznych i esejów, redaktorka i tłumaczka z języka niemieckiego, związana z Korporacją Ha!art. Publikowała m.in. w: „Ha!arcie”, „Polityce”, „Nowej Europie Wschodniej”. Redaktorka książki Literatura i kino. Polska po 1989 roku.

Ziemowit Szczerek – (ur. 1978 r.) – dziennikarz, pisarz, tłumacz, autor książek, m.in.: Przyjdzie Mordor i nas zje (2013), Rzeczpospolita zwycięska (2013) i Siódemka (2015). Współpracuje z Korporacją Ha!art, „Polityką”, „Nową Europą Wschodnią”. Laureat Paszportu „Polityki”, nominowany m.in. do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej Nike.

Magdalena Kicińska (ur. 1987 r.) – reporterka, współpracowniczka „Gazety Wyborczej”, autorka książki Pani Stefa (2015). Publikowała też m.in. w „Polityce”, „Tygodniku Powszechnym”. Nominowana do Nagrody im. Teresy Torańskiej.

Maciej Wasielewski (ur. w 1982 r.) – autor książek Jutro przypłynie królowa (2013), Bim, bam, bom, mogę wszystko! (2013), oraz współautor 81:1. Opowieści z Wysp Owczych (2011).

MIROSŁAW WLEKŁY ZGORSZENIE POLSKIE

W Pakistanie, Arabii Saudyjskiej czy Sudanie za bluźnierstwo grozi śmierć. Niemcy, Dania, Grecja, Włochy, Irlandia, Cypr i Malta to jedyne kraje Europy, w których można karać za obrazę uczuć religijnych, choć rzadko się to robi. W Polsce artykuł 196 Kodeksu karnego mówi, że: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej, podlega grzywnie albo karze pozbawienia wolności do dwóch lat”. A Polacy chętnie się do niego odwołują. Chcę się dowiedzieć dlaczego.

SPALENIE BOGA PERUNA

Obrażony: Adam Miauczyński z Nowego Sącza, rodzimowierca

W połowie lipca 2012 roku zdenerwowany Adam Miauczyński z Nowego Sącza pisze do prokuratury:

„Zgłaszam przestępstwo ścigane z artykułu 196 Kodeksu karnego. Na filmie pod linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=Y3gVAwOKtS4 jest palony posąg bóstwa czczonego przeze mnie i trzy formalnie zarejestrowane związki wyznaniowe w Polsce (Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara, Rodzimy Kościół Polski). To analogiczne, jak gdyby ktoś próbował «inscenizować» spalenie Biblii, krzyża czy figury przedstawiającej Jezusa”.

Oglądam nagranie: na filmie widać wojowników w dawnych słowiańskich strojach. Spacerują wokół spalanego w ognisku posągu i wykrzykują:

„Kto jeszcze nie wierzy?

Komu mało?

Nowa wiara!

W tym nasza przyszłość!”.

Atmosfera pikniku, wokół ludzie w letnich ubraniach robią sobie pamiątkowe zdjęcia, śmieją się dzieci. To ważne: gapie też zostaną oskarżeni o obrazę uczuć religijnych.

Film nakręcono 12 czerwca 2010 roku podczas VI Festiwalu Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Lądzie. Festiwal organizowany jest od 2005 roku. Pięć lat później odbył się pod hasłem „Misje, kościoły i klasztory”, a zapowiadano go tak: „W 966 roku Mieszko I przyjął chrzest, a w dwa lata później, w 968 roku, do państwa piastowskiego przybył biskup Jordan z zadaniem nawrócenia jego mieszkańców na wiarę chrystusową. Misja nie była łatwa; z jednej strony człowiek wychowany w kulturze zachodnioeuropejskiej, z drugiej zaś tłumy ludzi kultywujących tradycje swoich przodków i podejrzliwie spoglądających na obcą im religię...”.

W sobotę 12 czerwca 2010 roku o godzinie trzynastej trzydzieści w klasztorze w Lądzie rozpoczął się cykl wykładów. Wśród nich: „Jak nawrócić i ochrzcić Słowianina?” lub „Jak święty Wojciech bałwany pogańskie palił i co z tego wynikło”. O godzinie szesnastej na podgrodziu rozpoczęła się inscenizacja pod tytułem „Niech Bóg pokaże swoją siłę”, podczas której palono pogańskie posągi.

Dwa lata później Adam Miauczyński, lat 20, bezrobotny, kawaler, niekarany, zgłasza w tej sprawie ustne zawiadomienie do prokuratury. Na film w internecie natyka się przypadkiem. Nie jest jeszcze członkiem żadnego z rodzimowierczych związków, jednak zamierza do jednego z nich przystąpić.

Śledczym mówi: „Bóg Perun odpowiada ogólnie za burze i pioruny. Wierzę w to, że objawia się w postaci żywiołów. Z tego, co się orientuję, to w Polsce jest około tysiąca osób, które wyznają wiarę rodzimowierczą. Ja nie potrafię dużo powiedzieć na temat tej wiary, ponieważ stosunkowo niedawno zostałem rodzimowiercą, to znaczy kilka miesięcy temu [...]. Sądzę, że pomysłodawca tego palenia Peruna przyczynił się do tego, że moje uczucia religijne zostały obrażone. Pośrednio również osoby, które brały udział w inscenizacji, są winne obrazy moich uczuć religijnych, bo wcale nie musiały tego robić. Proszę sobie wyobrazić, jakby czuł się katolik, gdyby palony był krzyż. Ja to samo czuję, jak widzę, że palony jest posąg Peruna czy jakiegokolwiek innego bóstwa słowiańskiego”.

Z Adamem Miauczyńskim nie udaje mi się porozmawiać. O spalenie Peruna wypytuję jednak Stanisława Potrzebowskiego, naczelnika Rodzimej Wiary.

– To nie była mądra inscenizacja, gdyż spięcia między wyznawcami różnych religii w ten sposób się nasilają. Wojny religijne już dosyć złego narobiły – twierdzi. – Denerwuje mnie też, gdy katoliccy hierarchowie z okazji tysiąc pięćdziesiątej rocznicy chrztu Polski ogłaszają, że w 966 roku zaczęła się historia naszego kraju, bo właśnie wtedy zszedł z drogi bałwochwalstwa. Mnie to obraża. A gdybyśmy my podczas naszych świąt spalili portret jakiegoś chrześcijańskiego świętego? Już sobie wyobrażam, co by się wtedy działo.

Dziesiątego sierpnia 2012 roku Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie spalenia posągu Peruna wobec braku znamion czynu zabronionego.

CHRONIĆ TO, CO LUDZKIE

„Indywidualny przedmiot ochrony tego czynu zabronionego opisuje się również jako wolność od dyskomfortu psychicznego spowodowanego zachowaniami wyrażającymi brak szacunku dla wyznania pokrzywdzonego. Przedmiotem ochrony na żadnym poziomie ogólności nie jest cześć czy godność samego bóstwa [...], przedmiotem ochrony przepisu art. 196 Kodeksu karnego «nie jest to, co boskie, ale to, co ludzkie»”.

Magdalena Budyn-Kulik, Znieważanie uczuć religijnych – analiza dogmatyczna i praktyka ścigania, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości

PRZYSTANEK BARANIAKA

Obrażony: Michał Grześ z Poznania, radny miejski

Interpelacja do biura Rady Miasta Poznania wpływa 17 września 2014 roku i dotyczy: „szanowania uczuć religijnych osób wierzących przez Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne”.

Radny Prawa i Sprawiedliwości i wiceprzewodniczący rady miasta Michał Grześ pisze w niej tak:

„Pasażerowie komunikacji miejskiej – osoby, jak podkreślają, wierzące – zwracają uwagę na czytanie w pojazdach nazwy przystanku przy ulicy Arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Głos w pojazdach czyta «Baraniaka». Osoby, które się do mnie zwróciły w tej sprawie, proszą o pełne czytanie nazwy ulicy, uważają, z czym się zgadzam, że postać Arcybiskupa Antoniego Baraniaka jest wielce zasłużona dla Poznania. Proszę nie odpowiadać, że nazwa jest zbyt długa, bo przystanek Jana Nowaka-Jeziorańskiego jest czytany w całości. Proszę też o całościowe użycie nazwy na wyświetlaczach”.

Z Michałem Grzesiem, lat 51, nauczycielem informatyki i przedmiotów elektrycznych, radnym od sześciu kadencji, rozmawiam kilka miesięcy później.

– Zadzwonił jeden z dwóch obrażonych panów, żądał reakcji, a ja w ferworze nerwów napisałem tę interpelację. Zatytułowałem ją nieopatrznie, cytując tego pana. Przecież nie tylko takimi sprawami się zajmuję. Tyle ważnych interpelacji w życiu składałem, ale cała Polska zainteresowała się właśnie tą. Ten mój rozmówca zrobił mi taką awanturę, jakbym to ja był temu winien. Zadzwonię do niego, zapytam. Jeśli miał odwagę na mnie nakrzyczeć, to i z panem porozmawia.

Po tygodniu:

– Nie chce rozmawiać, chyba się wystraszył. Gdyby był pan z Radia Maryja albo Telewizji Trwam, to pewnie by się odważył. Znam go od dziecka. Od lat w kościele widuję. Mieszkamy na tym samym osiedlu. Musi być po osiemdziesiątce. Jego żona: taka pituchna kościelna. On: trochę mniej. Kiedyś głosowali na Ligę Polskich Rodzin, ale jak ta partia znikła, to przerzucili się na mnie. Na mnie, bo w Poznaniu nic już bardziej na prawo od mnie nie ma, no, może tylko radny Alexandrowicz.

Ale skoro ten pan nie chce rozmawiać, trudno. Sam opowiem panu, jak to było.

Zadzwonił i mówi, że ten przystanek to złośliwość nowego prezydenta, który nie lubi Kościoła. Starałem się wytłumaczyć, że poprzedni prezydent bardzo dobrze żył z Kościołem, a nazwa przystanku czytana była tak samo. Ale przyznać mu rację musiałem, bo arcybiskup wielce zasłużony. Znałem go osobiście, bo byłem ministrantem. Sprawdziłem też, że w Warszawie czy Katowicach czyta się nazwiska w całości. No bo jak niby to brzmi: „Maczka”? Czy nie lepiej choćby: „Generała Maczka”? Rozmawiałem też z dziennikarzami z telewizji z Poznania i powiedzieli mi, że kiedy podają, że są „korki na Hlonda”, to zaraz mają telefony z pytaniem: „A gdzie słowo «arcybiskupa»?”.

Po interpelacji zaczęła się lawina. Dziennikarze dzwonili. Oczywiście dostałem też maile: „Ty sługo czarnych, zgnijesz!”. I inne: że siebie i miasto ośmieszam. W szkole pracuję, więc jakieś tam przycinki od uczniów też dostałem.

A teraz myślę, że chodzi bardziej o szacunek, a nie obrażanie uczuć. Ale metodologię nazywania przystanków warto przedyskutować.

Z analizy Zarządu Transportu Miejskiego w Poznaniu wynika, że wprowadzenie odpowiednich zmian w nazewnictwie przystanków (nie tylko arcybiskupa Baraniaka, ale też kilkudziesięciu innych) kosztowałoby miasto 186 300 złotych.

PASKUDZTWA GROTOWSKIEGO

„W czasach prehistorycznych, w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, wystawiany był spektakl Apocalypsis cum figuris Jerzego Grotowskiego. Wtedy pojawił się protest biskupa Bronisława Dembowskiego, który powiedział, że to jest coś niegodnego, a prymas Stefan Wyszyński stwierdził, że to jakieś paskudztwa. Nie minęło dwadzieścia lat, a Jerzy Grotowski dostał wielką watykańską Nagrodę imienia Fra Angelico, którą wręczył mu prymas Józef Glemp. Między sztuką a religią musi następować wzajemne przenikanie. U Mickiewicza też znajdziemy elementy obrazoburcze, a dziś to kanon polskiej literatury”.

Tomasz Dostatni OP, dominikanin, w czasie debaty „Kultury Liberalnej” o ochronie uczuć religijnych, lipiec 2015

GŁOWA ELTONA JOHNA

Obrażony: Artur Paczyna z Bytomia, prezes Śląskiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej

Studiował historię, bankowość i prawo. Był komendantem straży miejskiej w Bytomiu (organizował dla swoich podwładnych msze, powiesił krzyż w komendzie, poświęcił sztandar).

W mailu pisze mi, że temat wystawy pod tytułem Bad News uważa za wyczerpany. Nie chce ze mną rozmawiać, więc czytam o nim w „Dużym Formacie”.

Paczyna mówi tam, że są dwa modele państwa: civitas terrena – państwo szatańskie oraz civitas Dei – państwo boże. Pragnąłby ulic bez świadków Jehowy (bo głoszą herezję i zakłócają spokój), skwerów i parków bez ściskających się homoseksualistów (bo z punktu widzenia Katechizmu Kościoła katolickiego dopuszczają się czynów wołających o pomstę do nieba) i szpitali bez oddziałów transplantologicznych (bo nie wolno wyrywać narządów z żywych). W portfelu nosi kartkę z informacją, że nie godzi się na pobranie narządów (ewentualnie dla rodziny).

Przewodniczy Śląskiemu (a wcześniej Bytomskiemu) Środowisku Wiernych Tradycji Łacińskiej. Tworzą je w 2006 roku katolicy z Bytomia, „wierni nauczaniu Papieży Kościoła Katolickiego, znanych z umiłowania tradycyjnej liturgii [...], pragnąc przywrócić należne miejsce – wydobywanemu ze skarbca Kościoła rzymskokatolickiego, odkrywanemu na nowo – dostojnemu, «staremu» rytowi mszy świętej według Mszału świętego Piusa V, w celu skuteczniejszej promocji tradycyjnych form pobożności oraz obrony wartości katolickich w życiu publicznym”.

Nie wszyscy papieże przypadają im do gustu.

W odpowiedzi na apel papieża Franciszka o przyjmowanie uchodźców piszą oświadczenie: „Ze smutkiem konstatujemy, że w tym kontekście niezrozumiałe jest dla nas prywatne – niemające charakteru nieomylności – stanowisko Ojca Świętego Franciszka, które oparte na fałszywie rozumianej miłości bliźniego, demobilizuje katolicką opinię publiczną i osłabia słuszny opór wobec niechcianych przybyszów”.

Niemal dekadę wcześniej, w maju 2006 roku, w imieniu Środowiska Artur Paczyna pisze do prokuratury, prezydenta Bytomia, galerii Kronika i redakcji „Życia Bytomskiego”:

„W związku z ohydną prowokacją, wymierzoną w katolików oraz w Namiestnika Chrystusa na Ziemi, której dopuszczono się w galerii Kronika w Bytomiu – w przeddzień wizyty Ojca Świętego Benedykta XVI w Polsce – Bytomskie Środowisko Wiernych Tradycji Łacińskiej składa swój stanowczy protest. W okresie wzmożonej antykatolickiej propagandy, obrazoburczej i pseudoartystycznej działalności bohomaz wystawiony na wystawie w galerii Kronika wpisuje się w nurt obrażania uczuć religijnych katolików oraz Ojca Świętego – głowy państwa Watykan. Nie mogąc przejść obojętnie wobec incydentu, do jakiego doszło w instytucji kulturalnej finansowanej przez katolicką w większości społeczność Bytomia, domagamy się – od kierownictwa galerii oraz od jej mecenasa, czyli władz miasta Bytomia – przeprosin. Jednocześnie, w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia czynu wypełniającego znamiona przestępstwa określanego w artykule 136 paragraf 3 Kodeksu karnego, zawiadamiamy niniejszym o nim organy ścigania i wnosimy o wszczęcie postępowania przygotowawczego w celu wykrycia i ukarania sprawców tego haniebnego czynu”.

Podczas przesłuchania Paczyna przyznaje, że nie był w galerii, a zdjęcie obraźliwego plakatu przysłał mu ktoś mailem. Twierdzi, że: „Papież nie jest mordercą ani prześladowcą homoseksualistów. Nie jest również sadystycznym oprawcą”.

Plakat towarzyszył koncertowi czeskiej anarchistycznej grupy Guma Guar na otwarcie wystawy Bad News w galerii Kronika. Fotomontaż przedstawiał papieża Benedykta XVI trzymającego w podniesionej ręce głowę homoseksualnego piosenkarza Eltona Johna. W galerii umieszczono tabliczki z informacją, że niektóre prace mogą być uznane za kontrowersyjne, nie wyrażają poglądów pracowników galerii, kuratorek, ich celem nie jest obrażanie uczuć religijnych i nie należy ich traktować dosłownie, lecz jako konwencję artystyczną.

Prokuratura Rejonowa w Bytomiu umorzyła zarówno śledztwo w sprawie obrazy uczuć religijnych, jak i w sprawie znieważenia głowy Państwa Watykańskiego. Także prokuratura w Pradze uznała, że w rozumieniu czeskiego Kodeksu karnego postępowanie grupy Guma Guar nie zawiera znamion przestępstwa, a Hanna Suchocka, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej, poinformowała, że w Watykanie nie obowiązuje zasada wzajemności regulująca przestępstwo znieważenia króla lub głowy innego państwa.

HISTORIA ZGORSZENIA

Ledwie znikła w III Rzeczypospolitej cenzura, a już pojawiły się spory o to, czy nie ograniczyć wolności wypowiedzi artystom. W 1997 roku aż sześćdziesiąt cztery zawiadomienia trafiły do prokuratur w sprawie plakatu z ukrzyżowanym aktorem reklamującym film Skandalista Larry Flynt. Wielka awantura wybuchła w 2000 roku, gdy włoski artysta Maurizio Cattelan przygniótł w Zachęcie rzeźbę Jana Pawła II meteorytem. Rok później artystka Dorota Nieznalska ukrzyżowanym penisem skomentowała cierpiących na siłowni mężczyzn. W 2007 roku lider zespołu Behemoth Adam Darski podarł w czasie koncertu Biblię. Nie zabrakło obrażonych, którzy zawiadamiali prokuraturę, w żadnej z tych spraw nie doszło jednak do skazania. Choć urażonych nie brakuje, prokuratura bardzo często odmawia w ogóle ścigania. Tak było, gdy bluesman Ryszard Riedel wyobrażał sobie w piosence, że „nie ma Boga”, gdy tygodnik „Wprost” opublikował na okładce Matkę Boską z Markiem Jurkiem jako Dzieciątkiem (1994), gdy „Rzeczpospolita” przedrukowała karykatury Mahometa (2006) lub gdy kilka osób ułożyło krzyż z puszek po piwach na Krakowskim Przedmieściu (2010).

ARCYBISKUP MICHALIK O PEDOFILII

Obrażona: Małgorzata Marenin z Kielc, feministka

Lat 33, wykształcenie wyższe (chemia z ochroną środowiska), rozwódka, matka ośmiolatka, twórczyni stowarzyszenia Stop Stereotypom, była członkini Ruchu Palikota (którym się rozczarowała), ateistka, feministka.

Zdenerwowały ją słowa arcybiskupa Józefa Michalika. W październiku 2013 roku, krótko po ujawnieniu księżowskich skandali pedofilskich na Dominikanie, w homilii w katedrze we Wrocławiu przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski grzmi:

„Wiele dziś mówi się – i słusznie – o karygodnych nadużyciach dorosłych wobec dzieci. Tego rodzaju zła nie wolno tolerować. Ale nikt nie pyta o przyczyny, żadna stacja telewizyjna nie walczy z pornografią, z promocją fałszywej, egoistycznej miłości między ludźmi. Nikt nie upomina się za dziećmi cierpiącymi przez brak miłości rozwodzących się rodziców, a to są rany bolesne i długotrwałe”.

Tydzień wcześniej, pytany przez dziennikarzy o problem pedofilii, arcybiskup dopowiada:

„Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo, i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.

– Też jestem po rozwodzie – mówi mi Małgorzata Marenin dwa lata później. – Mąż miał problemy z hazardem, był osobą skrajnie nieodpowiedzialną, decyzję o rozwodzie podjęłam dla dobra dziecka. Myślę, że jako odpowiedzialna matka nie mogłam postąpić inaczej. Ale według arcybiskupa ludzie rozwodzą się, bo mają takie widzimisię, nie z powodu poważnych problemów, nad którymi Kościół nie chce się pochylić. Troszczy się o rodziny pełne albo wielodzietne. Ale nie pochyla nad rodzinami rozbitymi. Bo przecież my, feministki czy rozwodnicy, tylko dobrze się bawimy, nie patrzymy na dobro dziecka i dlatego winni jesteśmy pedofilii. A już najbardziej szkaradne było potraktowanie tych dzieci: że lgną i szukają miłości, postrzeganie ich jak zła, które przynosi grzech. Czyli mój syn jako potencjalne zagrożenie dla niewinnych księży?

Jestem ateistką, ale pochodzę z wierzącej rodziny. Babcia jest religijna. Wiem, że rozmawiała ze znajomymi o moim pozwie i złego słowa mi nie powiedziała. Syn? Wytłumaczyłam mu ogólnie, o co w tym wszystkim chodzi. Sam wcześniej mnie zapytał, co to znaczy pedofilia. Osobiście nie spotkałam się z krytyką. Co ciekawe, odezwało się do mnie wielu samotnych ojców. Opowiadali, jak im trudno i że my, rozwiedzeni rodzice musimy bronić swojej godności. Przecież to, że rodzice się rozwodzą, nie musi oznaczać braku miłości do dziecka.

Przeprosin się nie doczekałam, ale czuję moralne zwycięstwo. Hierarchowie musieli tłumaczyć się ze swoich słów. Od tamtej pory podobne już nie padły.

Wciąż stoję na straży tej sprawy. Śledzę wypowiedzi. Nie zawaham się pozwu powtórzyć. Jeśli Kościół ma problem z pedofilią, musi sobie z nią poradzić. A nie zrzucać winę na dzieci.

Małgorzata Marenin nie powoływała się na artykuł 196 Kodeksu karnego, bo nie obowiązuje on ateistów. W imieniu syna domagała się odwołania słów arcybiskupa, przeprosin i zadośćuczynienia. Zarówno Sąd Rejonowy we Wrocławiu, jak i Sąd Okręgowy w Przemyślu uznały, że wypowiedź duchownego nie wyczerpuje znamion przestępstwa.

OBRAZA TWÓRCÓW BIBLII

Piosenkarka Doda jest jedną z niewielu skazanych za obrazę uczuć religijnych w III RP. Grzywnę pięciu tysięcy złotych musiała zapłacić za to, że w jednym z wywiadów stwierdziła, że autorzy Biblii to ludzie „napruci winem i palący jakieś zioła”.

Jej prawnicy poskarżyli się na ten wyrok Trybunałowi Konstytucyjnemu, twierdząc, że przepis ogranicza prawo osób niereligijnych do swobodnego wyrażania poglądów na temat przedmiotów czci religijnej i nie chroni na równi uczuć osób wierzących i niewierzących, czym narusza zasadę bezstronności państwa w sprawach sumienia i wyznania.

SMS-Y OD ŻONY

Obrażony: Roman Huskowski z Bytomia, świadek Jehowy

Ma 41 lat, pismo lekko pochylone w prawo, słowa dla niego ważne kreśli wersalikami.

27 grudnia 2013 roku:

„Zawiadamiam o popełnieniu na moją szkodę przestępstwa, określonego w artykule 196 Kodeksu karnego, polegającego na obrażaniu, wyszydzaniu moich uczuć religijnych przez wielokrotne rozmowy, także przy dziecku i obcych ludziach, przez kontakty telefoniczne, SMS-owe – dostarczam kilkanaście (dwanaście) SMS z przestrzeni kilku miesięcy, które podkreślają, jak obraża moje uczucia moja «jeszcze» żona. A także przez publiczne wyszydzanie, obrażanie moich uczuć, mojej religii, mojego Boga, moich przyjaciół [...], pomawia mnie o szemrane spotkania! O modły w jakiejś złej intencji! O to, że potrzebuję mojej córeczki (ma dziewięć lat) do jakichś nie wiadomo jakich celów! [...]. Mając powyższe na uwadze, wnoszę w tej sprawie o wszczęcie postępowania, ściganie i ukaranie sprawcy przestępstwa”.

W załączonych SMS-ach żona pisze do męża tak:

7 czerwca 2013: „To czekaj tam na mnie zboczencu religijny! Pogadamy razem nie zamacisz już dziecku i nie zabierzesz na 9 godz.”.

11 września 2013: „Nienawidze cie kocie i nie za to ze zdradziles rodzine dla jehuwki ale za kalumnie i klamstwa wobec mnie ty nie wiesz co to honor! Kit kat jest w promocji”.

2 grudnia 2013: „Znow dziecko zostawiles samo z kotami podalam adres ich beda mieli wizyte a jesc obiad dziecku u siebie zabroniles a koty oblesna pizze jej daja! Wstyd!”.

Żona Romana Huskowskiego podczas przesłuchania twierdzi, że powodem rozstania z mężem były jego „liczne zdrady oraz to, że nie pracował, całymi dniami siedział w domu i czytał Biblię”, a czasami „też podnosił na nas ręce”. Opowiada, że gdy ich córka wraca od niego, „to płacze, bo ojciec jej wiecznie czyta Biblię i każe nas nawracać, kochać Jahwe bardziej niż własną rodzinę”.

Roman Huskowski też żali się śledczym:

„[Żona] przedstawiała moją religię jako zarzewie zła. Wielokrotnie w różnych okolicznościach nazywała mnie kotem w związku z moją religią. Wyszydzała imię mojego Boga, przekręcając je w różne sposoby. Wszyscy moi znajomi świadkowie Jehowy to są [jej zdaniem] lumpy. Mówiła, że karmię się jakimiś obleśnymi rzeczami, zarzucała mi, że w związku z tym coś grozi mojej córce”.

Opowiada, że żona na ulicy ubliżała jego znajomym, nazywając ich kotami perskimi i syjamskimi, a gdy przechodził ze współwyznawcą pod oknem jej mieszkania, to miauczała. Podkreśla, że jego wyznanie żonie nie przeszkadzało, dopóki miał dobrze płatną pracę:

„Ja od dwudziestu dwóch lat jestem świadkiem Jehowy i byłem nim przed zawarciem związku małżeńskiego, my wzięliśmy jedynie ślub cywilny [...]. Od około dwóch lat przy okazji zmiany kolejnej pracy zarabiałem mniej, moja żona jakby nie mogła się z tym pogodzić. Zaczęła mieć do mnie pretensje, że angażuję się w sprawy duchowe, czytałem Biblię i tym podobne, w związku ze zmianą pracy miałem więcej czasu i żyłem bardziej duchowo”.

Prokuratura Rejonowa w Bytomiu odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie obrazy uczuć religijnych z powodu braku znamion czynu zabronionego, a tamtejszy Sąd Rejonowy nie uwzględnił zażalenia Romana Huskowskiego na to postanowienie.

STATYSTYKA

W latach 1999–2014 policja wszczynała średnio ponad 48 postępowań rocznie w sprawie obrażania uczuć religijnych.

SIKANIE POD CHÓREM

Obrażony: Tomasz Grzelski z Bydgoszczy, kościelny

Łucjan Trzeciakowski mocz oddaje między ławkami, pod lewym chórem, w obecności około piętnastu osób. W sobotę 1 maja 2010 roku na porannej mszy świętej w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na placu Piastowskim w Bydgoszczy.

Lat 24, kawaler, kilkakrotnie karany, z zawodu stolarz, bezrobotny, bezdomny, pomieszkujący na działce numer 53 ogródków działkowych przy ulicy Inowrocławskiej.

Do