Wydawca: GWP dla dzieci Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów ebook

Elżbieta Zubrzycka

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów - Elżbieta Zubrzycka

Zajączek Filip urodził się mały i strachliwy. A że był wolniejszy niż inni, wyśmiewali się z niego przyjaciele i rodzeństwo. Niezdara czuł się osamotniony aż do dnia, w którym poznał miłą Pusię - łabędzie dziecko mieszkające na jeziorze. Wspólnym zabawom przyjaciół nie było końca, aż pewnego mroźnego dnia wydarzyło się coś przerażającego, na zawsze odmieniając życie zajączka... Oto pełna akcji opowieść o wielkim strachu, przyjaźni, odwadze i zrozumieniu. Z tej książeczki dzieci dowiedzą się, że warto biegać, ćwiczyć i nie bać się, nawet jeśli strach wydaje się nie do pokonania. To także pouczająca historia o urokach odkrywania wielkiego świata i o tym, że trzeba słuchać mądrych rodziców, a przede wszystkim - wierzyć w siebie.

Opinie o ebooku O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów - Elżbieta Zubrzycka

Fragment ebooka O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów - Elżbieta Zubrzycka

Ty­tuł: O za­jącz­ku Fi­li­pie, któ­ry ze stra­chu do­ko­nał wiel­kich czy­nów

Tekst © Elż­bie­ta Zu­brzyc­ka

Ilu­stra­cje © Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne

Fo­to­gra­fie © Elż­bie­ta Zu­brzyc­ka

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Książ­ka ani żad­na jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wa­na ani w ża­den inny spo­sób re­pro­du­ko­wa­na czy po­wie­la­na me­cha­nicz­nie, fo­to­gra­ficz­nie, elek­tro­nicz­nie lub ma­gne­tycz­nie, ani od­czy­ty­wa­na w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu bez pi­sem­nej zgo­dy Gdań­skie­go Wy­daw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­ne­go.

Wy­da­nie pierw­sze

Re­dak­cja i ko­rek­ta: Jo­lan­ta Świe­tli­kow­ska, Mi­chał Pru­ski, Alek­san­dra Kis­siel

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: Kla­ra Wi­cen­ty

Skład: Mi­ro­sław Toj­za

ISBN 978-83-60577-83-7

Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne

ul. Bema 41/A, 81-753 So­pot, tel. (0 58) 551 11 01, fax (058) 551 61 04

e-mail:gwp@gwp.pl

Wię­cej o wszyst­kich książ­kach GWP na stro­nie: www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Filip pojawia się na świecie

Fi­lip był jed­nym z czte­rech za­jącz­ków, któ­re uro­dzi­ły się w no­rze pod la­sem. Nora była wy­god­na i duża, a wej­ście do niej pro­wa­dzi­ło przez wą­ski tu­nel. Nikt nie wie­dział, kto się uro­dził pierw­szy, a kto dru­gi. Pew­ne było tyl­ko to, że Fi­lip jest naj­mniej­szy z ca­łe­go ro­dzeń­stwa.

Ma­lu­chy szyb­ko ro­sły. Star­sze, sil­niej­sze za­jącz­ki co­raz bar­dziej za­sła­nia­ły Fi­li­po­wi świa­tło do­cie­ra­ją­ce przez tu­nel pro­wa­dzą­cy… Do­kąd? Za­ją­czek bar­dzo był cie­kaw, co znaj­du­je się tam, po dru­giej stro­nie ja­sno­ści. Mama i tato na zmia­nę zni­ka­li w niej, po czym za­do­wo­le­ni wra­ca­li, wno­sząc nie­zwy­kłe wo­nie i za­pa­chy. Wkrót­ce bra­cia i sio­stra byli na tyle duzi, że od­wa­ży­li się wyjść z nory, naj­pierw na krót­ko, a po­tem opusz­cza­li ją na całe dnie. Tym­cza­sem naj­mniej­sze z ro­dzeń­stwa nie mia­ło jesz­cze dość siły, żeby sta­nąć pew­nie na łap­kach. Za to, kie­dy sil­niej­sze za­jącz­ki ba­rasz­ko­wa­ły na tra­wie, całe mle­ko mamy na­le­ża­ło do Fi­li­pa. Z dnia na dzień rósł i sta­wał się moc­niej­szy, aż pew­ne­go ran­ka do­czoł­gał się do wyj­ścia z nory. Wy­sta­wił głów­kę i ro­zej­rzał się ostroż­nie.

Nora zo­sta­ła wy­ko­pa­na na dość stro­mej skar­pie. Po­ni­żej roz­po­ście­ra­ło się je­zio­ro oto­czo­ne gę­stym la­sem. Z pra­wej stro­ny zie­lo­na łąka peł­na pach­ną­cych kwiat­ków nę­ci­ła smacz­ną, świe­żą tra­wą. Po le­wej szu­miał las, a na­grza­ne słoń­cem pnie so­sen wy­dzie­la­ły wspa­nia­ły za­pach ży­wi­cy.

– Co za pięk­ny wi­dok! – za­wo­łał Fi­lip. Prze­stał się dzi­wić, że jego ro­dzeń­stwo nie­chęt­nie wra­ca wie­czo­rem do nory.

Le­żał przy wyj­ściu i roz­glą­dał się z ra­do­ścią. Wi­dział naj­róż­niej­sze ko­lo­ry, czuł za­pa­chy i na­resz­cie wy­raź­nie sły­szał dźwię­ki.

– Ja­kie pięk­ne miej­sce zna­leź­li ro­dzi­ce na na­sze miesz­ka­nie – po­my­ślał ma­lec. Na­gle po­czuł nie­po­kój. Coś było nie tak. Do jego uszu do­dar­ły obce dźwię­ki i dziw­ne za­pa­chy.

Zo­ba­czył coś, co po­psu­ło mu do­bry na­strój i bar­dzo prze­stra­szy­ło. Cof­nął się w głąb nory.

– To dom czło­wie­ka! – wy­krzyk­nął. – Na­sze­go wiel­kie­go wro­ga!

Na koń­cu łąki, ukry­ty za drze­wa­mi i krza­ka­mi, stał dom. Duży, ciem­ny, ze spa­dzi­stym da­chem. Wy­da­wał się ta­jem­ni­czy i prze­ra­ża­ją­cy. To stam­tąd do­cho­dzi­ły głu­che dźwię­ki rą­ba­nia drew­na sie­kie­rą, a tak­że draż­nią­cy wiel­kie uszy od­głos szcze­ka­nia psa i gło­sy ba­wią­cych się dzie­ci.

– Cze­mu tu­taj miesz­ka­my? Nie mo­gli­ście wy­ko­pać nory da­lej od czło­wie­ka?

– za­py­tał gło­si­kiem bar­dziej przy­po­mi­na­ją­cym pisk, bo wy­do­by­wa­ją­cym się ze ści­śnię­te­go stra­chem gar­dzioł­ka.

– Nie martw się sy­necz­ku – po­wie­dzia­ła mama. – Miesz­ka­my do­sta­tecz­nie da­le­ko. Kie­dy bę­dziesz star­szy zro­zu­miesz, że bli­skość czło­wie­ka ma też swo­je do­bre stro­ny.

Spo­koj­ny głos mamy po­dzia­łał na Fi­li­pa uspo­ka­ja­ją­co.

Po­wo­li pod­czoł­gał się zno­wu do brze­gu nor­ki i za­cie­ka­wio­ny wy­sta­wił na ze­wnątrz całą gło­wę. Ileż cie­ka­wych rze­czy spo­strzegł do­oko­ła!

Nę­ci­ła go pach­ną­ca łąka i za­cie­ka­wił bia­ło-żół­ty kwia­tek wy­ła­nia­ją­cy się spo­śród zie­lo­nych źdźbeł tra­wy. Na­brał ocho­ty, żeby na­pić się prze­zro­czy­stej, świe­żej wody, chlu­po­czą­cej dwa me­try od nie­go. Chęt­nie też po­wą­chał­by sma­ko­wi­cie wy­glą­da­ją­ce­go brą­zo­we­go grzyb­ka, któ­ry rósł tuż obok nor­ki. Na chwi­lę za­po­mniał, że jest sła­by i nie­do­łęż­ny, więc – ru­szył w kie­run­ku łąki.

– Mamo, ja umiem cho­dzić! – za­wo­łał za­sko­czo­ny i szczę­śli­wy.

Ki­ca­jąc spraw­nie, szyb­ko po­ko­nał od­le­głość dzie­lą­cą go od ko­lo­ro­we­go kwiat­ka. Zbli­żył do nie­go no­sek, po­wą­chał i… kich­nął z ca­łych sił.

– Mamo, co to za kwia­tek? Jesz­cze nig­dy nie wą­cha­łem cze­goś pach­ną­ce­go tak moc­no i pięk­nie!

– To róża, nie­zwy­kły kwiat. Bądź ostroż­ny! Wy­glą­da pięk­nie, ślicz­nie pach­nie i sma­ku­je wy­bor­nie, ale ma ostre kol­ce. Tak to już jest, nie ma róży bez kol­ców – po­wie­dzia­ła mama fi­lo­zo­ficz­nie.

– A te kwia­ty obok? Też mają kol­ce?

– Nie, to bar­dzo smacz­ne na­giet­ki. Roz­sia­ły się z ogro­du czło­wie­ka. Wi­dzisz, ja­kie to wy­god­ne, że mo­że­my uczto­wać obok na­sze­go domu i nie na­ra­żać się na nie­bez­pie­czeń­stwo, ja­kie gro­zi nam, gdy się wy­pra­wia­my na grząd­ki do jego za­gro­dy. Le­piej trzy­mać się od niej z dala, bo lu­dzie bar­dzo so­bie ce­nią pasz­tet z za­ją­ca.

Mama zmru­ży­ła oko i uśmiech­nę­ła się do Fi­li­pa. Tato stał pod drze­wem z za­ło­żo­ny­mi na pier­siach łap­ka­mi i pę­kał z dumy, że naj­mniej­szy jego sy­nek zde­cy­do­wał się na opusz­cze­nie nory i tak do­brze so­bie ra­dzi.

Samotny, niezdarny zajączek

Fi­lip nie wie­dział, co to jest pasz­tet. Przede wszyst­kim jed­nak nie miał cza­su, żeby się nad tym za­sta­na­wiać. Za­nu­rzył pysz­czek w słod­kiej, zie­lo­nej tra­wie. Wcią­gnął za­pach zie­mi i mu­ra­wy. Był szczę­śli­wy.

Tym­cza­sem jego ro­dzeń­stwo bie­ga­ło do­oko­ła drzew i go­ni­ło się na­wza­jem. Do­pie­ro po chwi­li roz­ba­wio­ne dzie­ci za­uwa­ży­ły bra­ta.

– Na­resz­cie wy­la­złeś z nory, sła­be­uszu! – za­wo­łał naj­sil­niej­szy za­ją­czek.

– Nie­moż­li­we – za­śmiał się dru­gi z bra­ci – Fajt­ła­pa na­uczył się cho­dzić.

– Goń mnie, zo­ba­czy­my, czy do­go­nisz! – krzyk­nę­ła do Fi­li­pa sio­stra, od ma­łe­go na­zy­wa­na Wiel­ką Buź­ką, z po­wo­du ostre­go ję­zycz­ka. Za­czę­ła ucie­kać w stro­nę lasu.

Las mie­nił się już je­sien­ny­mi ko­lo­ra­mi. Naj­pierw za­czer­wie­ni­ły się klo­ny. Nie­któ­re ga­łę­zie wy­glą­da­ły tak, jak­by pło­nę­ły w świe­tle słoń­ca.

Fi­li­po­wi zro­bi­ło się bar­dzo przy­kro.

– Je­stem do ni­cze­go – po­my­ślał – Le­piej już wró­cę do nory, żeby mi wię­cej nie do­ku­cza­li.

Nic nie po­mo­gły na­po­mnie­nia mamy, żeby więk­sze dzie­ci nie na­śmie­wa­ły się z naj­słab­sze­go za­jącz­ka. Kie­dy tyl­ko się od­wró­ci­ła, ro­dzeń­stwo do­gry­za­ło Fi­li­po­wi. Sta­rał się nie po­ka­zy­wać po so­bie, jak wiel­ką spra­wia­ją mu przy­krość. Nie chciał na­ra­żać się na jesz­cze wię­cej do­cin­ków. Na­uczył się więc trzy­mać z da­le­ka od sio­stry i bra­ci.

Trój­ka ro­dzeń­stwa ba­wi­ła się ra­zem, a Fi­lip zo­stał sam.

Był bar­dzo nie­śmia­ły. Bał się, że każ­dy, z kim za­cznie roz­mo­wę, bę­dzie się z nie­go śmiał, prze­zy­wał go i wy­ty­kał, że jest taki po­wol­ny i nie­zgrab­ny.

Nie po­ma­ga­ły uwa­gi mamy, że po pierw­sze, tyl­ko wy­da­je mu się, że jest nie­zgrab­ny, a po dru­gie, z cza­sem uro­śnie i sta­nie się rów­nie szyb­ki i moc­ny jak jego ró­wie­śni­cy.

– Nie­któ­rzy ro­sną szyb­ciej i wcze­śniej, a inni wol­niej i póź­niej. W koń­cu wszy­scy do­ra­sta­ją i do­brze dają so­bie radę w ży­ciu. Ty je­steś ta­kim je­sien­nym kwiat­kiem, któ­ry za­kwi­ta póź­niej. Naj­pięk­niej­szy jest je­sie­nią. Za­pa­mię­taj i weź so­bie do ser­ca to, że wszyst­kie kwiat­ki są jed­na­ko­wo po­trzeb­ne na świe­cie – wio­sen­ne, let­nie i je­sien­ne. Każ­de mają waż­ną rolę do speł­nie­nia.

Na nie­wie­le zda­ły się mą­dre uwa­gi mamy. Fi­lip nie był już prze­cież taki ma­lut­ki i nie chciał być po­rów­ny­wa­ny do kwiat­ków. Nie był prze­cież dziew­czyn­ką! Wie­dział, że inne za­jącz­ki bie­ga­ły szyb­ciej i spraw­niej. W do­dat­ku na­śmie­wa­ły się z nie­go. To spra­wia­ło, że czuł się gor­szy od in­nych.

Zaczarowany świat

Pew­ne­go ran­ka Fi­lip obu­dził się wcze­śniej niż resz­ta ro­dzi­ny. Do jego no­ska do­la­ty­wał dziw­ny, nowy za­pach. Pod­czoł­gał się do wyj­ścia, a tam po­wi­tał go chłod­ny po­wiew. Za­cie­ka­wio­ny wy­sta­wił gło­wę na ze­wnątrz.