Opis

Iwona Majewska-Opiełka

jest psychologiem, specjalistą w zakresie kierowania ludźmi, mentorem, coachem i doradcą dla najwyższej kadry kierowniczej. Od 1990 roku w ramach własnej firmy prowadziła szkolenia i doradztwo w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Była współzałożycielką Akademii Sukcesu w Chicago. W 2000 roku założyła w Polsce Akademię skutecznego działania, która działa według unikatowego programu szkoleń opartych na świadomym wpływaniu na podświadomość, doskonaleniu własnego charakteru oraz kształtowania życia w zgodzie z życiowym posłannictwem i pryncypialnymi zasadami.

 

O swojej misji mówi: „Poszerzam wciąż własną świadomość i wspieram w tym innych. Przyczyniam się do dobrych zmian w ich sercach i umysłach. Z radością i wdzięcznością przeżywam kolejne chwile, a każdym działaniem dokładam do świata dobrą energię”.

Tę misję Iwona Majewska-Opiełka realizuje w swojej najnowszej książce O lepszym życiu. Rozmyślania z psychologią w tle. Opierając się często na własnych doświadczeniach, podpowiada czytelnikom, w jaki sposób mogą osiągnąć to, co ona sama uważa za najważniejsze wartości: miłość, spójność wewnętrzna, piękno, dobry wpływ i spokój.

 

W wypadku rozwoju osobistego, zmian i wszelkich zainspirowanych działań to właśnie serce i dusza mają decydujący głos. Niech te felietony działają tak, jak tego potrzebujesz: będą wskazówką, inspiracją do konkretnych działań albo niech po prostu wprowadzą Cię w lepszy nastrój. Wiem jedno, na pewno będzie Ci z tym wszystkim dobrze, bo w każdej z miniaturek jest cząstka mojej miłości do ludzi i wiary w to, że proponowane spojrzenie zwiększa szansę na odczuwanie szczęścia.

 

Iwona Majewska-Opiełka, O lepszym życiu. Rozważania z psychologią w tle

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 280

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 16 min

Lektor: Joanna Domańska

Popularność


Okładka

Strona tytułowa

Od autorki

Piszę różne książki: dłuższe i krótsze, lekkie i takie, które wymagają więcej uwagi, monotematyczne – starannie opisujące konkretny obszar psychicznego życia człowieka – albo dotyczące wszystkich jego aspektów. Zwykle są to książki składające się z wielu rozdziałów. Zauważyłam jednak, że ludzie bardzo lubią teksty krótkie i zwarte, a jednak wyjaśniające jakiś temat; dobre do porannej kawy, pociągu czy na wieczorny relaks. Pewno w dzisiejszym świecie, w którym mamy wiele możliwości spędzania czasu i tysiące ludzi chętnie go nam zagospodarują, znalezienie wolnych chwil na krótką, inspirującą lekturę jest łatwiejsze. Takie miniaturki od lat umieszczam na blogu. Wielu ludzi trafiło na moje książki dzięki tym tekstom. Zapragnęli czegoś więcej, a może polubili podejście, zrozumiały i pozytywny język oraz brane z życia przykłady. Ta książka to zbiór felietonów miniaturek poruszających różne tematy, które bardzo interesują współczesnych ludzi. Nie są ułożone w żadnym logicznym porządku, dlatego można je czytać, otwierając książkę w dowolnym miejscu – szukając wśród tytułów czegoś konkretnego – albo po kolei. Najlepiej zastosować oba te sposoby i wracać do tych tekstów wielokrotnie. Niestety, dość łatwo zapominamy nawet oczywiste rzeczy i trzeba wielu powtórzeń, aby pewne nowe treści pozwoliły nam zmienić przekonania czy – jeśli trafiają nam do serca od razu – wytworzyć nowy nawyk. Otóż to – trafiają do serca. Piszę te miniaturki nie dla rozumu, rozsądku i logiki, choć nie ma w nich niczego, co za sprawą tych ludzkich narzędzi intelektu dałoby się podważyć, ale dla duszy. W przypadku rozwoju osobistego, zmian i wszelkich zainspirowanych działań to właśnie serce i dusza mają decydujący głos. Niech te felietony działają tak, jak tego potrzebujesz: będą wskazówką, inspiracją do konkretnych działań albo po prostu wprowadzą Cię w lepszy nastrój. Wiem jedno, na pewno będzie Ci z tym wszystkim dobrze, bo w każdej z miniaturek jest cząstka mojej miłości do ludzi i wiary w to, że proponowane nastawienie zwiększa szansę na odczuwanie szczęścia. Ta książka jest też moim osobistym wyznaniem. Znana jestem z otwartego dzielenia się swoimi doświadczeniami, nawet tymi bardzo intymnymi, tutaj jednak jest tego więcej. Miejscami traktuję to pisanie jak szkice autobiograficzne. W tych swobodnych, płynących z serca słowach kryje się nie tylko moja wiedza psychologiczna, lecz także wieloletnie doświadczenie pracy ze sobą i z innymi, zarówno w czasie szkoleń, jak i indywidualnych spotkań. Każdy felieton jest rozwinięciem moich myśli zawartych w różnych książkach, które w czasie ich lektury poruszyły jedną z dwóch pań: Elżbietę Skwarę i Kornelię Pisarek-Błaczkowską. Każda z nich uznała za stosowne zapisać je, by lepiej zapamiętać. Potem podzieliły się ze mną tymi cytatami. Tak powstała mała książeczka Słowa na każdą okazję. Mogę śmiało powiedzieć, że to, co zaczynasz czytać, jest jej rozwinięciem. I jednak został zachowany porządek alfabetyczny. A miniaturek jest sto. Mogę zatem powiedzieć: Podaruj sobie sto dni i pozwól mi w tym czasie sobie towarzyszyć.

1

Moje pierwsze słowa do kobiety i mężczyzny

Aby być spełnioną kobietą żyjącą w zgodzie z własnym modelem wewnętrznym i realizującą się na swój własny sposób w każdym obszarze życia, trzeba mieć poczucie własnej wartości.

Mężczyzno, nie kończ czytania! Wszak na pewno zależy Ci na tym, aby Kobieta, którą codziennie wybierasz, była spełniona i szczęśliwa. Pewno wiesz, że wtedy i na Ciebie rozleje się jej szczęście. Może zatem możesz w jakiś sposób przyczynić się do Jej wzrastania, pomóc w odkryciu własnej wielkości i drogi? A poza tym te słowa są także dla Ciebie.

Są kobiety, są mężczyźni, ale przede wszystkim są ludzie. Więcej nas łączy, niż różni. I nic nie może dzielić.

Kobieto – Korono Stworzenia – masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz, aby wieść spełnione życie. Tylko nie patrz dookoła siebie, a raczej zwróć się w swoją stronę, do siebie… Tam szukaj. Szukamy drogi, patrząc na inne (a bywa, że i na innych), porównując się, starając się im dorównać albo wręcz wyprzedzić. Usiłujemy się dopasować do otoczenia, tak fizycznie, jak i w wymiarze psychologicznym. Jak pokazują badania Wayne’a Dyera, nasze główne wartości w poranku naszego życia to rodzina, poczucie niezależności, kariera zawodowa, pasowanie do reszty, do środowiska, i… bycie atrakcyjną. Ważne jest zatem dla nas tak naprawdę nie nasze wnętrze, ale odbicie w społecznym lustrze. Chęć niezależności jednak istnieje, jest zatem w nas właściwy głos, który u większości nie ucichł.

Poranek mija. W popołudniu życia wartością stają się zaś dla nas: własny rozwój, poczucie wartości, duchowość, szczęście i wybaczanie. Możliwe, że nie byłoby potrzeby wybaczenia, gdybyśmy wcześniej wejrzały w siebie i wybrały swoją drogę. To pięknie, że chcemy dbać o rodzinę czy karierę zawodową, ale nie może się to odbywać bez podłączenia do siebie, do swojego wnętrza, do tego głosu, który czeka, by podpowiedzieć nam najlepszy sposób na życie. Rodzina może mieć różny wymiar, praca – także.

Mężczyźni mniej zajmują się i mniej przejmują swoim poczuciem własnej wartości. Nie znaczy to, że i oni nie potrzebowaliby zajęcia się tą najistotniejszą cechą. Świat człowieka byłby lepszy, a historia świata łatwiejsza i spokojniejsza, gdyby nie działania niektórych mężczyzn, mające im dać poczucie wielkości. A dzisiaj może bardziej niż kiedykolwiek ta potrzeba jest widoczna.

Dlaczego dopiero w dojrzałości zaczynamy zajmować się sobą? Mądrzy, którzy robią to o poranku.

Dlatego wszystkich namawiam: Znajdź codziennie chwilę dla siebie, taką, która pozwoli Ci posłuchać własnego głosu, odkryj swoją indywidualną, niepowtarzalną wielkość, zrozum, że jesteś doskonały, że żaden człowiek nie jest pomyłką ani wybrakowanym egzemplarzem. To tylko nasze wzory i oczekiwania powodują takie widzenie. Gdyby od samego początku pozwolić sobie na własną drogę i takie myślenie, bylibyśmy szczęśliwsi i spełnieni.

Pochyl się dziś nad swoją wielkością i posłuchaj swojego głosu.

Zrób krok w stronę, którą Ci podpowiada.

2

Spójność wewnętrzna

Aby być systematycznym, trzeba wzmocnić wewnętrzną spójność.

Czasem słyszę: „To, co pani mówi, jest ciekawe i na pewno słuszne… Tylko, wie pani, ja nie mam silnej woli. A bez tego co tu można zrobić?!”.

Każdy człowiek ma wolę, to niejako element ludzkiego wyposażenia. Każdy z niej korzysta, rzecz w tym, że nie każdy robi to świadomie i nie każdy o nią świadomie dba. Prawdą jest też i to, że można ją wzmacniać lub osłabiać.

Wolę wzmacnia każda dotrzymana obietnica, każde dane słowo, które wprowadza się w czyn, ale także prawda naszego wnętrza, którą przekazujemy światu.

Spójność wewnętrzna to cecha charakteru, która pozwala zamienić potencjał woli w jej siłę. O spójności wewnętrznej można jednak mówić dopiero wtedy, kiedy ma się świadomość wartości, które są dla nas istotne, oraz reguł, praw czy pryncypiów, w zgodzie z którymi chcemy postępować w ciągu życia.

Tymczasem znaczna część ludzi w ogóle się nad tym nie zastanawia i przyswaja te wzory zachowania i wartości, które docierają do nich z zewnątrz, z najbliższego otoczenia. Najpierw to rodzice i opiekunowie (tak, tak, to bardzo ważne, jakimi wartościami kieruje się niania) określają nam zasady postępowania i pokazują, co jest istotne. Potem dołączają do nich nauczyciele, koleżanki i koledzy oraz przekaz z mediów. Aż wreszcie to my sami, dorośli i poniekąd niezależni ludzie, decydujemy o swoich wartościach i zasadach postępowania. Warto wiedzieć, że w zależności od tego, w jakiej grupie społecznej się obracamy, jakiego radia słuchamy, co czytamy, czy chodzimy do kościoła i jak długo oglądamy telewizję (i jakie programy), takie wartości mogą stać się naszym udziałem.

Kiedy działamy niejako według programów innych ludzi, nie jest nam łatwo o systematyczność. Łatwiej o nią wtedy, kiedy odnosimy się do swoich własnych pragnień, osobistych wartości i kiedy mamy wpojone pewne zasady postępowania. Słowa klucze to: własne, moje, świadomie wybrane… Chodzi o myślenie: Robię to nie dlatego, żeby zadowolić kogokolwiek, albo dlatego, że należy czy wypada tak postępować, czy to mieć, ale dlatego, że jest to moje pragnienie, moja chęć, moje zadanie w świecie. Jeżeli ktoś chce wstawać wcześnie tylko dlatego, żeby się pochwalić, czy dlatego, że ktoś inny, kto mu imponuje, wstaje tak rano, albo że po prostu dobrze jest wcześnie wstać i czymś się zająć, to łatwo mu nie będzie. Najważniejsza bowiem jest odpowiedź na pytanie: Czym się chcemy zająć? Jeżeli ktoś ma do zrobienia ważne dla niego rzeczy i do tego takie, które lubi, bo korespondują z jego talentami czy choćby zdolnościami, to na pewno wstanie rano. Może nawet nie móc się doczekać rana. Ktoś, kto naprawdę kocha życie, a nie jedynie jego wybrane fragmenty, nie będzie oddawał się długim godzinom snu. Wszak tak naprawdę trudno powiedzieć, że się wówczas żyje. Nie zawsze wstaje się od razu z uśmiechem na ustach. Czasem trzeba sobie pomóc, ale wtedy uruchamia się cały arsenał pomocy. Ja na przykład myślę o chwili, kiedy z kawą na biurku siądę do pisania albo wyobrażam sobie czekających na mnie ludzi – na szkoleniach albo gdzieś przy komputerze – i czuję tę cudowną możliwość wpływu. A ona motywuje mnie do działania. Wiem, że są tacy, których podnosi z łóżka myśl o porannym spacerze, a nawet o moim wpisie na Facebooku. Słyszałam też, że niektórym dobrze robi zwykłe uświadomienie sobie, że szkoda życia na zbyt długi sen albo traktowanie porannego wstawania jako ćwiczenia wychodzenia ze strefy komfortu. Podobnie rzecz ma się w innych sytuacjach, kiedy chodzi o systematyczność. To wszystko może nas wspierać.

Nie jest bowiem ważne, jakich środków użyjesz, aby zrobić to, co sobie (czy innym) obiecałeś.

Za każdym razem, kiedy spełnisz daną obietnicę, Twoja wola się wzmacnia, podobnie jak osłabia się, kiedy obiecasz coś i tego nie zrobisz.

Jeśli jakąś czynność powtarzać będziesz dostatecznie długo, wyrobisz sobie nawyk. A wtedy systematyczność stanie się oczywistością. Podobno średnio potrzeba na to sześćdziesiąt sześć dni, ale już osiemnaście dni czasem wystarcza, a trzydzieści – bardzo często.

Dziś zatem uważaj, co sobie i innym obiecujesz. I jeśli już to zrobisz, spełnij to. A w najbliższym czasie wstań wcześniej i pomyśl, najlepiej pisząc o tym, co jest dla CIEBIE tak naprawdę w życiu ważne: jakie są Twoje wartości. Ustal też kilka zasad, jakimi chciałbyś się w życiu kierować.

3

Proaktywna miłość

Aby kochać, trzeba mieć do siebie nawzajem proaktywny stosunek: myśleć tak, jak się chce, żeby było, tak mówić i postępować.

„Kochać” to czasownik, a ten zakłada akcję, ruch, działanie. Mówienie, a nawet myślenie to też rodzaj czynności. W znacznym stopniu wpływają one zarówno na zachowania w stosunku do partnera, jak i na same uczucia.

To nie jest tak, że miłość trwać będzie wiecznie, i w dodatku niezależnie od tego, co będziemy robić, a zwłaszcza, co myśleć i mówić.

To zabawne, że tak zwane filmy o miłości często kończą się ślubem. I co? Czy teraz – niczym w bajce – będą żyli długo i szczęśliwie? Tak naprawdę dopiero teraz zacznie się cała świadoma praca nad miłością. W fazie ostrego zakochania, kiedy to tak naprawdę feromony i hormony odpowiadają za stan naszych emocji, wszystko układa się po ich myśli… to znaczy zgodnie z programem biologicznym. Jednakże kiedy pierwsza fascynacja nieco opadnie, to czy nasz związek będzie szczęśliwy, w dużej mierze zależy od proaktywności partnerów, czyli od tego, co będą wybierać między bodźcem a reakcją, między tym, co do nich dochodzi, a tym, jak na to odpowiedzą, między zachowaniem partnera czy partnerki a jego interpretacją, między słowami, które wypowiadają a ich rozumieniem i objawianą na nie reakcją.

„Nikt nie jest mnie w stanie zranić bez mojego własnego udziału” – mówiła Eleonora Roosevelt i jest w tym wielka prawda. To od nas zależy, jak podejdziemy do usłyszanych słów, co z nimi zrobimy, jak dalej prowadzić będziemy rozmowę. Bardzo przestrzegam, aby nie używać słów ostatecznych, o których nie jest łatwo zapomnieć. Może bowiem zdarzyć się tak, jak w piosence Piotra Szczepanika – „Mogę później nie zapomnieć, co mi powiesz”. Oby tak nie było. Dużo również zależy od tego, jakie słowa wybieramy, aby mówić o kochanych osobach do innych i do… siebie. Tak, tak – do siebie – za każdym razem, kiedy o nich myślimy. Jeśli myślisz (i mówisz) o kimś „mój kochany” czy „moja kochana”, albo „skarb”, „słonko” czy „misiu”, to powstają inne uczucia niż wtedy, kiedy nazywasz go czy ją „stary” lub „stara”, nawet – „mąż” czy „żona”, albo – tak też słyszałam – „mój” i „moja”. Tak przy okazji warto sobie uświadomić, że choć istotnie mąż czy żona, choć może nawet i starzy, to nie „twój” i nie „twoja”, ale wolni ludzie. I dlatego codziennie swoim działaniem trzeba dawać kochanym osobom wolność, a jednocześnie wzbudzać w nich chęć do dalszego przebywania z nami.

Wiem doskonale, niestety również z autopsji, że słowami skutecznie można sobie pomóc nie tylko w odkochaniu się, lecz także wręcz w zbudowaniu niechęci do człowieka, który kiedyś był nam bliski. Niełatwo jest potem nie tylko być dla siebie miłym, lecz także przebywać pod wspólnym dachem. Dlatego chodzi tu o to, aby nie utrwalać w swoich myślach tego, co nie służy ciepłym uczuciom. Wiadomo, że koncentrowanie się na potknięciach czy słabościach naszych bliskich jest tym właśnie, czego nie powinniśmy robić. Taka postawa nie wyklucza oczywiście dobrej proaktywnej rozmowy z partnerem o tym, czego byśmy chcieli, a także co nas boli czy bardzo nam przeszkadza. Tyle tylko, że znowu trzeba proaktywnie dbać o to, by była to komunikacja uświadomiona i skuteczna, a nie jedynie reaktywna pretensja czy przypadkowe uwagi.

Jeśli się kogoś kocha, to dba się o niego, pomaga tam, gdzie to jest możliwe, robi drobne i większe przyjemności, czasem niespodzianki. Rób to zatem. Zaskakuj ukochaną czy ukochanego niespodziewanymi prezentami, przygotuj piękną kolację czy zaaranżuj wyjście z domu. Nie muszę chyba zaznaczać, że wcześniej na pewno powinno się wiedzieć, że są to rzeczy, które ucieszą naszych partnerów.

Kochać to ciągle wybierać właściwe myśli, słowa, gesty i uczynki. To sztuka zapanowania nad odruchową myślą czy słowem na rzecz tych wybranych, dobrych, przeznaczonych przecież dla kogoś, z kim wiele nas łączy.

Od rana zwracaj dziś uwagę na to, co myślisz o swoim ukochanym czy swojej ukochanej. Używaj dobrych słów, powiedz mu albo jej coś naprawdę miłego czy wyjątkowego. Powiedz o niej czy o nim coś dobrego – na pewno ktoś się znajdzie, by jej lub jemu o tym powiedzieć. Kup kwiatek albo książkę. Zrób jej smaczną przekąskę lub pyszną herbatę, kiedy ogląda serial, albo jemu – kiedy ogląda mecz.

4

Mój kochany, moja kochana

Agresywna wypowiedź zwiększa w nas, niejako rykoszetem, poziom podniecenia i wywołuje je u odbiorcy.

Czy słyszysz czasem, jak ktoś tłumaczy swoje agresywne, zbyt głośne czy zbyt dosadne, a nawet wulgarne wypowiedzi tym, że robi to, aby wyrzucić z siebie uczucie złości, gniewu czy frustracji? A może słyszałeś również, że takie wyładowanie emocji jest potrzebne? Może tłumaczył Ci ktoś, że kiedy czasem prowadząc samochód, ma w drodze do czynienia z bardzo nierozsądnym czy nieumiejętnym kierowcą, musi jakoś wyładować swoją złość? I nie mówił ci przypadkiem, że takie przekleństwo pod adresem kierowcy wydaje się całkiem dobrym sposobem?

Rzecz w tym, że choć często kierowca nawet tego nie słyszy, słyszy ten, kto to powiedział, a niedobra energia tego słowa wraca do niego. Może nawet faktycznie w danej chwili poczuje się nieco lżej (bo chyba nie lepiej?), jednak to negatywne ładowanie dotrze do podświadomości, zagnieździ się tam i będzie się panoszyć. Poczeka sobie i wyjdzie później w kolejnym akcie agresji. Jeśli będzie to sytuacja, w której można jej użyć, jest szansa, że okaże się silniejsza, a jeśli nie, to stłumiona urośnie jeszcze bardziej i może wybuchnąć bez naszej kontroli, a nawet bez winy tego, na kim się skupi. Tym razem może to być nasze dziecko albo inna bliska osoba.

Badania pokazują, że słowa o negatywnym zabarwieniu i agresywne zachowania nie osłabiają w nas agresji, ale przeciwnie – wzmacniają ją.

Ponadto dając sobie takie prawo raz, drugi, trzeci i kolejny, tworzymy – w sytuacji emocji, które najczęściej nazywamy gniewem lub złością – nawyk agresywnych zachowań. I może się potem zdarzyć, że nawet bez specjalnych przyczyn nasze zachowania będą bardziej agresywne, a sposób mówienia atakujący, osądzający, nawet wulgarny.

Nie warto tego robić, ponieważ jest to typowo reaktywne zachowanie, oddające innym kontrolę nad naszymi emocjami i sposobem, w jaki na nie reagujemy. Nie warto tego robić, bo przestajemy szanować, a czasem nawet lubić, ludzi, których tak traktujemy. Nie warto tego robić, bo i dla siebie samych tracimy szacunek. Nie warto tego robić również dlatego, że wprowadzamy do świata więcej negatywnej energii i rzadko zaspokajamy w ten sposób jakąś potrzebę. Wreszcie nie warto tego robić, ponieważ nie buduje to otwartych, bezpiecznych reakcji – zmienia ludzkie zachowania, często powstrzymuje od szczerości czy gotowości do dawania informacji zwrotnych albo podejmowania decyzji grożących nawet drobnym niepowodzeniem. Nie warto robić tego również dlatego, że nie służy to naszemu ciału. Resztki negatywnej energii zalegają w nas i oddziałują na komórki naszego ciała.

Wiem dobrze, co mówię, bo sama byłam niezłą złośnicą i bardzo często pozwalałam sobie na wyładowywanie na otoczeniu swoich negatywnych napięć, które to pochodziły głównie z frustracji. Dziś natomiast zdarza mi się to niezwykle rzadko.

Co zatem robić, żeby nie ulegać niepotrzebnemu gniewowi, a już na pewno nie reagować agresją werbalną?

Kiedy czujesz, że jakaś sytuacja Cię denerwuje, nazwij nie to, co się dzieje w Tobie, ale to, co się dzieje na zewnątrz, i zrób to w sposób, który osłabi tę reakcję.

To bardzo proste w wypadku kierowców jadących zbyt wolno czy niepewnie. „No skręcaj, skręcaj. Uwierz w siebie” – powiedział kierowca taksówki, którą jechałam, a moja koleżanka niepewnych kierowców z obcą rejestracją sympatycznie pyta: „Jak się panu/pani Warszawa podoba?”. Zanim krzykniesz na dziecko, pomyśl sobie: „Mój mały skarb, uczy się życia” albo: „Moja córeczka jeszcze sobie z tym nie radzi…” czy cokolwiek innego, co ustawi właściwie perspektywę Twojego spojrzenia na sprawę. Nie nakręcaj się, kiedy na kogoś czekasz, przecież możesz nie czekać. Nim zaczniesz rozmawiać z kimś, kto wydaje ci się winny jakichś niepożądanych działań, najpierw broń go i tłumacz w swoich myślach.

Zapewniam, że tak działając, będziesz się lepiej czuł, a wszelkie relacje na tym zyskają.

Dziś zwolnij, nie reaguj natychmiast, powiedz wcześniej do siebie coś, co Cię uspokoi i pozwoli lepiej widzieć daną sytuację. Zanim coś powiesz, pomyśl sobie: Mój kochany… Moja kochana…

5

Nie kocha się za coś

Ani na miłość, ani na przyjaźń nie trzeba zasługiwać rezygnacją z siebie i bezsensownym poświęcaniem się.

Kocha się za nic. To oczywiste! Nie zdążysz się jeszcze zasłużyć ukochanemu czy ukochanej, kiedy on albo ona czują już owe motyle w brzuchu. To oczywiście jeszcze nie miłość, ale dobry do niej wstęp, a najczęściej… bez zasług. Dlaczego zatem później przychodzi ludziom do głowy – zwłaszcza kobietom, ale i mężczyznom także – żeby rezygnować ze spotkań z koleżankami czy kolegami, z rysowania, tańca czy siatkówki raz w tygodniu tylko dlatego, że on czy ona nie podziela tych zainteresowań albo ich wręcz nie pochwala? Dlaczego niby w imię miłości (a naprawdę dla wyłącznego prowadzenia domu i zajmowania się dziećmi albo zarabiania pieniędzy) niektórzy rezygnują ze studiów czy z czegoś, co niegdyś nazywali pasją? Tak naprawdę nikt na tym nie zyskuje. Szczególnie dzieci. A związek może wręcz stracić na jakości. Nawet jeśli dodatkowy czas sprawia, że istotnie dba się lepiej o doczesne potrzeby innych i własne, to traci człowiek, który rezygnuje z siebie, ze swojej tożsamości. Często staje się to przyczynkiem do utraty poczucia własnej wartości czy przynajmniej do spadku samooceny. To zaś niekorzystnie wpływa na wzajemne relacje z tymi, dla których dokonało się tych poświęceń. Sporo jest takich aktów – większych i mniejszych – które niepostrzeżenie sprawiają, że życie traci blask, a czasem gubi się nawet poczucie jego sensu. Jako młoda kobieta miałam na tyle siły, że nie rezygnowałam z własnych marzeń. Przez całe studia towarzyszyła mi córeczka, którą urodziłam na pierwszym roku. Miałam też wsparcie rodziny, w tym męża. Zresztą on sam pielęgnował swoje pasje i podążał za marzeniem. Rodzicielstwo nie pozbawiło nas charakteru i tożsamości.

Niestety nie zawsze tak jest. A drobne akty rezygnacji czasem zmieniają się w pretensje czy żal, a bywa nawet, że osoba, która nawet nie wiedziała, że z czegoś się dla niej rezygnuje, zostaje obarczona winą za nieudane życie. „Przez ciebie nie mogłem robić kariery. Mamusia nie mogła skończyć studiów, bo ty się urodziłeś” – słyszałam to na własne uszy. A przecież nie cały żal się werbalizuje, wiele zachowań zmienia się pod wpływem tkwiącego w świadomości ciernia braku spełnienia. Co gorsza:

Rezygnując z miłości dla siebie, tak naprawdę zapomina się, jak się kocha.

Może właśnie dlatego, że gdzieś w podświadomości, a wręcz w jakiejś zbiorowej mądrości, mamy zakodowane, że na miłość trzeba sobie zasłużyć, tak wielu ludzi dokonuje tego rodzaju wyborów.

To już prędzej na przyjaźń trzeba sobie zasłużyć, ale chyba też nie poświęceniem swoich pasji i życia, ale życzliwą obecnością, gotowością do wysłuchania, dzielenia chwili, wsparcia…

Przyjaźń i miłość się pielęgnuje, a polega to na tym, że po prostu masz ochotę zrobić coś dobrego dla drugiej osoby i nawet jeśli będziesz musiał przy tym zrezygnować nieco z własnych korzyści, robisz to, bo większą wartością jest dla ciebie ta osoba. Nie robisz tego po to, aby na przyjaźń zasłużyć, ani nawet w imię przyjaźni, ale dlatego, że pragniesz dobra tej drugiej osoby. I rzadko są to akty poświęcenia, nie rezygnujesz wszak z siebie, swoich idei ani wartości, nie zatracasz w przyjaźni własnej tożsamości.

Do przyjaźni czy miłości wnosi się przede wszystkim siebie samego – pełnego, spełnionego człowieka, który szanuje i kocha siebie, a dzięki temu może rozlewać swoją miłość na innych.

Zarówno przyjaźń, jak i miłość raczej nas ubogaca i wzbogaca, powoduje, że możemy robić więcej, i pozwala na szereg obopólnych triumfów. Wzmacnia, nie osłabia. We dwoje, we dwóch czy we dwie – to więcej i piękniej.

Zadzwoń dziś do przyjaciela. Umówcie się na wyjątkowe spotkanie. A może warto odkurzyć jakąś zapomnianą relację?

6

Pozytywni ludzie

Bardzo ważne jest, jakich używamy słów i jak programujemy naszą podświadomość. Bądźmy pozytywni i przydatni. Generujmy dobrą energię. Niech wszyscy myślą, a niektórzy nawet głośno mówią: Jak dobrze, że (już) jesteś.

Znasz takich ludzi, przy których świat się ożywia, jakby bardziej chce się żyć i raptem spostrzegasz, że się bezwiednie uśmiechasz? Takie osoby są zwykle bardziej energetyczne, weselsze, pozytywnie nastawione do wszelkich codziennych wydarzeń, a kiedy podają rękę, czujesz ciepło i jakby… siłę. Nie ściskają ręki, nie potrząsają nią zamaszyście, a i tak czuje się ich dobrą energię i moc. Często się uśmiechają, nic zatem dziwnego, że – prawem mimikry – uśmiechasz się i Ty. Rozmowa z nimi podnosi na duchu, czasem uskrzydla albo w obojętnej tonacji faktów rozmawia się o tym, co mogłoby być lepiej. Zwykle w towarzystwie takich osób czas szybciej mija, a kiedy się rozstajemy, sami mamy więcej energii, przychylniej patrzymy na świat i przynajmniej przez jakiś czas wszystko przychodzi nam łatwiej.

Ja znam takich ludzi. Nawet sporo i to z różnych obszarów życia: nauczycielka polskiego, ksiądz Zygmunt, pani Józefa, Rex Maughan, Marianne Williamson, Bernie Siegel, Stephen R. Covey czy Wayne Dyer – to tylko niektórzy. To pod ich wpływem kiedyś postanowiłam, że sama będę takim człowiekiem. Ujęłam to nawet w swojej misji:

Z wdzięcznością przyjmuję dary codzienności.

Daję sobie i innym dowody mądrej miłości.

Działam w spójności z duszą.

Kreuję dobrostan i dobrobyt we własnym życiu.

Inspiruję do tego innych.

Kiedy jest się z innymi ludźmi, nie trzeba się starać, żeby to robić… to przychodzi samo. Trzeba natomiast starać się wtedy, kiedy jest się samemu, więcej, trzeba nawet specjalnie o siebie dbać.

Trzeba uważać, aby nie tylko wypowiadane słowa były pozytywne, miały taki zakres emocjonalny, lecz także dbać o to, by dobre były myśli. To ważne, co się ogląda, co czyta i z kim przebywa.

Pozytywny nastrój, widoczna chęć życia i działania nie rodzi się w próżni, to efekt właściwych programów wpisywanych do podświadomości.

Przede wszystkim trzeba też mądrze siebie kochać, co zaowocuje poczuciem własnej wartości i towarzyszącą mu wysoką, adekwatną samooceną. Nie jest łatwo być pełnym miłości i dobrych uczuć dla innych, kiedy nie ma się ich dla siebie. Jak można być pomocnym dla innych, jeżeli sobie pomóc się nie chce czy nie może? To dlatego w mojej misji znajduje się zdanie o miłości dla siebie i innych. Prawdziwa miłość jest wyłącznie mądra, ale dookoła tyle pozorów miłości, a jednak „miłością” nazywanych, że wprowadziłam to rozróżnienie.

Kiedy stajemy się takimi osobami, ludzie chętnie do nas podchodzą, chcą z nami rozmawiać, być blisko nas, czasem wręcz ogrzać się w naszym cieple. A kiedy jesteśmy częścią ich życia i na chwilę znikniemy, tęsknią. I witają nas radośnie, gdy wracamy… albo gdy oni wracają. To piękne uczucie, kiedy się słyszy: „Jak dobrze, że (już) jesteś”. To dowód, że wnosisz radość w życie innych, że je ubarwiasz.

Zadbaj dziś dobrze o siebie, tak aby łatwiej Ci było rozświetlić czyjeś życie. Postaraj się czyjeś rozświetlić.

7

Doskonała ja, doskonały Ty

Bądźmy sobą w sposób doskonały.

Chyba każdy zauważył, że pewne rzeczy przychodzą nam łatwiej, inne zaś wymagają czasem specjalnych starań. Jest też tak, że w jakichś rolach czujemy się, jakby były skrojone dokładnie na naszą miarę, a w innych musimy się napinać czy jakoś nadzwyczajnie starać. Podobnie jest z innymi osobami, choćby z własnymi bądź powierzonymi naszej opiece dziećmi, z partnerami, współpracownikami, nawet szefami. Pewno wiele osób, podobnie jak ja, zastanawiało się też, dlaczego tak jest. Jeśli o mnie chodzi, nie od razu to zrozumiałam i długo moje wnioski nie były do końca właściwe. W końcu jednak znalazłam na siebie najlepszy sposób. Na siebie! W tym wypadku, jak i wielu innych, nie ma bowiem wyjść uniwersalnych i pasujących do każdego. Tak jest zresztą z psychologią i wszelkimi radami: trzeba je dostosowywać do własnego wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju profilu.

Tak jak nie istnieje jedyna słuszna dieta, zapewniająca zdrowie i witalność, tak nie istnieje jedyny i najlepszy sposób na to, aby stać się najlepszą, najpełniejszą wersją siebie.

Choć jako ludzie podlegamy tym samym biologicznym i psychologicznym prawom, sposób na to, aby dobrze się odnaleźć wśród tych praw, każdy powinien znaleźć samodzielnie. Na pewno takim prawem – może raczej aksjomatem – jest stwierdzenie, że każdy z nas ma w sobie jakieś talenty, zdolności, mnóstwo wartościowych cech, które czekają na odkrycie i rozwinięcie. Osobiście skłaniam się do wiary, że człowiek na najgłębszym poziomie w ogóle jest dobry, kompletny i wystarczający. Rzecz w tym jednak, żeby to pokazać światu, niejako wyjąć na zewnątrz. Nie ma innej drogi niż dotarcie do środka i przyjrzenie się, co też tam jest. Trzeba siebie poznać, popatrzyć na własne zachowania, poznać odczucia w różnych sytuacjach i wyłapywać te momenty, w których czujemy się najlepiej, najpełniej, kiedy czujemy tę nadzwyczajną zgodność ze wszystkim dookoła. Trzeba siebie nieco zanalizować. Znakomicie nadaje się do tego pisanie dziennika czy poddanie się innej formie autorefleksji.

Czy przez większość świadomie przeżywanego czasu czujesz się spełniony? Czy często przeżywasz zjawisko, które Mihály Csíkszentmihályi nazwał przepływem (ang. flow), kiedy to niemal zatracasz się w tym, co robisz, a czas przestaje istnieć? Tak? To wspaniale, jesteś na właściwej drodze. Nie? Może zatem to, co robisz, to nie jest Twoja bajka? Może nie do tego zostałeś stworzony?

Jeśli mimo starań, mimo stosowania się do różnych wskazówek skuteczności nie odnosisz sukcesów, może jednak trzeba zająć się czymś innym.

Nie wiem, jak to jest w wypadku panów, ale wiem na pewno, że my, kobiety, kupujemy czasem jakąś sukienkę czy bluzkę po to tylko, aby jej nigdy nie założyć, albo założyć raz, podczas kiedy inne ciuchy nosimy na okrągło. A czy nie jest podobnie z przyjmowanymi rolami, ze sposobem, w jaki pełnimy różne funkcje? Nie udawaj nikogo! Bądź sobą, tylko sobą w najlepszym wydaniu, w doskonałej wersji siebie. Sprowadza się to do tego, aby w każdym momencie działać na najwyższym poziomie swoich aktualnych możliwości, nie pozwalać sobie na bylejakość i psychologiczne rozmemłanie, ale nie starać się być perfekcyjnym w każdej roli. To nie przyniesie dobrych efektów, bo standardy tej perfekcji zwykle nie są nasze własne i często nas na taką perfekcję nawet nie stać.

To tak jak z panią domu. Jest wiele odmian doskonałych pań domu, nie trzeba być perfekcyjną.

W czasie pisania tego tekstu nagle uświadomiłam sobie, że nie jestem najdoskonalszą możliwą wersją siebie w tym momencie. Od kilku dni niezbyt dobrze się czuję, pozwalałam sobie zatem na pewną taryfę ulgową. I to jest w porządku. Jednak dziś mogłam więcej, dlaczego zatem dalej działam na tym samym poziomie możliwości, co wczoraj? Przerwałam pisanie, wymodelowałam włosy, włożyłam ładną sukienkę i korale i wróciłam do tekstu. Natychmiast poczułam się lepiej… i we własnej skórze. Czytasz już wersję stworzoną na najwyższym poziomie moich dzisiejszych możliwości.

Spoglądaj dziś na siebie i na to, co robisz. Czy to Twoja bajka i Twoja skóra? I czy wszystko robisz na najwyższym poziomie swoich możliwości?

8

Lubić to znaczy…

Bez lubienia nie ma mowy o przyjaźni. Trzeba odczuwać przyjemność w kontaktach z przyjacielem, lubić jego sposób bycia, temperament, podzielać – przynajmniej częściowo – zainteresowania.

Jak to się dzieje, że kiedy rozstają się kiedyś zakochani w sobie ludzie, rzadko mają ochotę spotykać się ze sobą? Nawet wtedy, kiedy mają dzieci, które przecież podobno łączą? Przyczyn jest na pewno wiele, ale główna to chyba ta, że często fascynują nas erotycznie osoby zupełnie od nas różne, czasem nawet krańcowo. Takie poznawanie drugiego człowieka, kiedy w ciele hulają feromony, dostarcza wiele przyjemności, tym bardziej że najczęściej różowe okulary namiętności sprawiają, że ta inność nas zachwyca. Kiedy jednak poziom feromonów spadnie, a życie stanie się mniej romantyczne, a bardziej codzienne, okazuje się, że nie ma się czym wspólnie zająć, a czasem nawet nie ma o czym rozmawiać. Odkrywamy w tej drugiej osobie obszary, które nas irytują albo których nie lubimy, i zaczyna się usiłowanie zmienienia tej osoby, czyli dostosowanie do własnych… no niestety… potrzeb.

Lubi się za coś.

Mistrzyniami są tu kobiety, zwłaszcza one mniej lub bardziej świadomie nastawiają się na to zmienianie. Tak naprawdę kończy się wtedy związek partnerski. Cóż to bowiem za partnerstwo, kiedy jedna z osób przejmuje odpowiedzialność za rozwój drugiej, stara się ją zmienić, udoskonalić na własny sposób? Trzeba też spojrzeć w oczy prawdzie na temat związku: była namiętność, nie było intymności opartej na przyjaźni. Taki związek nie najlepiej rokuje. Robert Sternberg nazywa to „miłością niedorzeczną”.

W przyjaźni jest inaczej – zwykle zaprzyjaźniamy się z osobą, z którą coś nas łączy, z którą lubimy robić różne rzeczy, mamy o czym rozmawiać. Tutaj również się czasem uzupełniamy, ale to nas tylko wzbogaca. Przyjaciela czy przyjaciółkę lubimy. Lubimy wspólne chwile, rozmowy, nawet milczenie, ot – przebywanie ze sobą. A przecież nie serwowalibyśmy sobie tego, gdyby taka osoba robiła coś, co nas irytuje. Zresztą nie irytuje nas, bo na przyjaciół wybiera się właśnie takich ludzi, których sposób bycia akceptujemy. W przyjaźni jesteśmy otwarci, nie udajemy, nie zdobywamy. Lubienie tego nie wymaga, w miłości erotycznej jest różnie. Oczywiście przyjaźniąc się i lubiąc, możemy mieć różne zdania na jakiś temat, możemy dyskutować, ba, spierać się nawet, jeśli coś jest dla nas ważne. Tylko że… to także lubimy. W przyjaźni zdarzają się też próby, niełatwe chwile. Przetrwa taka przyjaźń, w której naprawdę lubi się osobę nazywaną przyjacielem. Z lubieniem jest inaczej – czasem rozwój powoduje, że już nie lubi się pewnych rzeczy. Obserwuję to u siebie. Wiele osób, które kiedyś lubiłam, dziś straciły dla mnie swoją atrakcyjność. To jest naturalne.

W moim życiu towarzyszą mi wciąż dwie osoby, które od dawna zajmowały w nim ważną pozycję. Wciąż lubię ojca swoich dzieci, choć w jakimś momencie okazało się oczywiste, że nasz związek raczej nie jest miłością i nie najlepiej służymy sobie nawzajem w rozwoju. Przyjaźni tu nie ma, bo nie ma i nie było intymności, jednak lubimy się. Mam też przyjaciółkę z czasów liceum, która jest dla mnie dziś tak samo miłym uzupełnieniem życia, jakim była jako nastolatka. I wciąż jest intymnie.

Naturalnie na miano przyjaciela czy przyjaciółki zasługuje się przez lata. Nie każdy sympatyczny kontakt zmienia się w przyjaźń. Lubimy wiele osób. Podoba nam się ich sposób bycia, ale nie łączy nas głębsza więź. Nie lubimy tej osoby aż tak, by chcieć z nią spędzać więcej czasu niż z innymi czy otwierać się przed nią. To, że ktoś nam się podoba, nie znaczy jeszcze, że go specjalnie lubimy.

Prawdziwa miłość opiera się także na lubieniu. To, że lubi się ukochaną czy ukochanego, pozwala wierzyć, że kiedyś związek ten będzie także przyjaźnią. Piękne są też związki, które wywiodły się z przyjaźni, kiedy to do przyjaźni dołączy erotyka. Intymność bowiem to element charakterystyczny zarówno dla przyjaźni, jak i miłości. Zaangażowanie w związek, zobowiązanie to również element obu związków. To, co je różni, to obecność lub brak namiętności, erotyzmu.

Jeśli ludzie naprawdę się lubią, mogą odbudować albo zbudować przyjaźń, intymność, a nawet obudzić czy rozbudzić namiętność.

Warto wiedzieć, że lubienie zaczyna się od szczerości i od poznawania. Trzeba chcieć poznać drugiego człowieka, ale mieć też gotowość do odsłonięcia siebie.

Kiedy ostatnio spotkałaś czy spotkałeś się z kimś, kogo naprawdę lubisz? Czy możesz zrobić coś, aby polubić kogoś, z kim jesteś blisko z racji sytuacji?

9

Źródło siły

Bez poczucia własnej wartości nie ma wiary w siebie, we własne siły.

Co pozwala nam wierzyć w siebie, oczekiwać powodzenia w różnych sytuacjach? Doświadczenie? Pamięć tego, że już wcześniej udało nam się coś podobnego, że w innych sytuacjach dawaliśmy sobie radę? Na pewno tak. To dość istotna wiedza, zwłaszcza jeśli samemu utrwala się ją przez podkreślanie własnego wkładu, a dodatkowo słyszy się pochwały innych. Świadomość wystarczalności, kompletności lepiej się wtedy utrwala w naszej podświadomości, co zwiększa wiarę w siebie. Dobrze to znamy i wiemy, że damy radę. A co z działaniami, do których dopiero się przymierzamy czy będziemy je przeżywać po raz pierwszy? Tutaj świadomość sukcesów w innych sytuacjach, choć wciąż istotna, pomoże nam w znacznie mniejszym stopniu. Potrzebne jest raczej uogólnione przekonanie, że poradzimy sobie w każdej sytuacji, ponieważ mamy wszystko, co jest nam potrzebne do osiągania sukcesów. Reszty dokona staranie, zaangażowanie i skupienie na tym, co jest do zrobienia, które załatwimy sobie po prostu – działając.

To jest właśnie prawdziwa wiara w siebie, oparta na poczuciu własnej wartości. Nie musisz wiedzieć, że to potrafisz, bo już kiedyś to robiłeś. Wierzysz, że dasz sobie radę, bo ogólnie znasz swoją siłę.

Codziennie obserwuję wspaniałych ludzi, którzy dokonują znakomitych rzeczy, a nie czują, by robili to naprawdę dobrze, a tym bardziej, aby było to coś istotnego. Za każdym też razem, kiedy stają przed czymś nowym, przeżywają lęki i napięcia. Niepotrzebnie porównują się wciąż do innych. A przecież jak się dobrze poszuka, zawsze może znaleźć się ktoś, kto robi to co my na – choćby odrobinę – wyższym poziomie. Można się od niego uczyć, należy go podziwiać, jednak nie zmienia to przecież faktu, że my również to robimy… I robimy wciąż dobrze. Z własnego doświadczenia wiem, jak zmienia się życie, kiedy naprawdę uwierzymy w siebie. Nie tylko lepiej się czujemy, ale jesteśmy w stanie robić pewne rzeczy na naprawdę wysokim poziomie, bez specjalnego wysiłku, bez niepotrzebnego spinania.

Kobiety częściej werbalizują brak wiary w siebie. Mówią niepotrzebnie, że nie poradzą sobie z czymś, że nie potrafią. Czasami jest to jedynie asekuracja, uprzedzanie świata, że może im nie wyjść, czasem szczere wyznanie, rzadziej – kokieteria. Te wyznania są niepotrzebne. Nie dodadzą siły, a zabrać ją mogą. Mężczyźni wprawdzie nie wyrażają głośno swojej niepewności, ale jeśli nie mają poczucia własnej wartości (a często nie mają), to wszelkie działanie znacznie więcej ich wówczas kosztuje. Jeśli w ich podświadomości nie ma wdrukowanej informacji o tym, że sobie poradzą, bo zawsze sobie (jakoś) radzą, stres towarzyszący działaniu może być znacznie wyższy, niż byłoby to uzasadnione daną sytuacją. Łączy się to nie tylko z negatywnym wpływem na zdrowie, co oczywiste, lecz także może osłabiać siłę niezbędną do wykonania danego zadania. I mimo że oni w końcu przecież jakoś sobie radzą, czasem nawet w sposób zadowalający, to negatywne konsekwencje odbijają się na jakości ich życia, na jego wszystkich obszarach.

Aby uwidocznić swoją siłę, która zmienia naszą moc – wewnętrzny potencjał – w działanie, potrzebna jest wiara w siebie. Wiara w siebie jest prostą konsekwencją poczucia własnej wartości.

Dlatego poczucie własnej wartości – czyli z jednej strony poczucie godności, ważności i świadomość wartościowej tożsamości, z drugiej zaś wdrukowane do podświadomości pozytywne informacje na własny temat – jest tak ważne. Z niego płyną wysoka i adekwatna samoocena oraz wiara w siebie. Warto nad tą cechą pracować: docierać do książek i ludzi, którzy mogą w tym pomóc, a już na pewno samemu wzmacniać ją każdym słowem, a nawet myślą.

Myśl dziś dobrze o sobie i mów również w taki sposób. Nie werbalizuj swoich wątpliwości na własny temat. Po prostu działaj i osiągaj dobre wyniki albo… ucz się.

Strona redakcyjna

Copyright for the Polish Edition © 2017 Edipresse Polska S.A.

Copyright for text © 2017 Iwona Majewska-Opiełka

Edipresse Polska S.A.

ul. Wiejska 19,

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51),

Beata Trochonowicz (tel. 22 584 25 73), Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Redakcja: Dorota Mejer

Korekta: Barbara Syczewska-Olszewska, Ewa Mościcka, Jolanta Kucharska

Projekt okładki i strony tytułowej: Magdalena Betlej/Studio KARANDASZ

Projekt makiety, skład i łamanie: Tomasz Pisarek | studio iks

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: [email protected]

tel.: 22 584 22 22

(pon.–pt. w godz. 8:00–17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

ISBN 978-83-7945-758-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.