O kocie, który sam chadzał na przechadzkę. The Cat that Walked by Himself - Rudyard Kipling - ebook

O kocie, który sam chadzał na przechadzkę. The Cat that Walked by Himself ebook

Rudyard Kipling

0,0
5,00 zł

lub
Opis

Stało się to i wydarzyło w owych czasach, gdy swojskie zwierzęta żyły jeszcze dziko. Pies był dziki i koń był dziki, i krowa była dzika, i świnia była dzika – tak dzika, jak tylko zwierzę może być dzikie – i wałęsały się swymi własnymi dzikimi drogami po wilgotnych, dzikich lasach. Ale najdzikszy ze wszystkich dzikich zwierząt był kot. Sam chadzał na przechadzkę, a gdzie? – o to wcale nie dbał. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. Tak zaczyna się historia „Kota, który sam chadzał na przechadzkę”, jednej z wielu opowieści, które Kipling stworzył, by bawić własne dzieci i przyjaciół, wymyślając genialne wyjaśnienia dla takich zagadek, jak np. „Dlaczego wielbłąd ma garb?”. A dual Polish-English language edition.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 37




 

Rudyard Kipling

 

 

O kocie, który sam chadzał na przechadzkę

The Cat that Walked by Himself

 

 

Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

A dual Polish-English language edition.

  

 

na język polski przełożył Stanisław Wegner

 

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Kotka Brunia, fot. Elżbieta Sarwa

 

 

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-771-9

 

 

 

 

O kocie, który sam chadzał na przechadzkę

 

Posłuchaj, a uważaj pilnie, bo to, moje kochanie, było, stało się i wydarzyło w owe czasy, gdy swojskie zwierzęta żyły jeszcze dziko. Pies był dziki i koń był dziki, i krowa była dzika, i świnia była dzika – tak dzika, jak tylko zwierzę może być dzikie – i wałęsały się swymiwłasnymidzikimi drogami po wilgotnych, dzikich lasach.

 Ale najdzikszy ze wszystkich dzikich zwierząt był kot. Sam chadzał na przechadzkę, a gdzie? – o to wcale nie dbał.

 Człowiek oczywiście był także dziki. Był strasznie dziki! I nie pierwej oswoił się, aż spotkał kobietę, która mu powiedziała, że nie ma ochoty żyć tak dziko, jak on. Wyszukała ona piękną, suchą jaskinię, w której mieli sypiać, zamiast na kupie wilgotnych liści; dno jej posypała czystym piaskiem i zapaliła w głębi jaskini ogień, a u wejścia do jaskini zawiesiła ogonem na dół wysuszoną skórę z dzikiego konia, a potem rzekła:

 – Wycieraj nogi, mój kochany, gdy wracasz do domu; a teraz możemy rozpocząć gospodarstwo.

 Wieczorem – kochanie, jedli dziką baraninę, pieczoną na gorących kamieniach, a zaprawioną dzikim czosnkiem i dzikim pieprzem; tudzież dzikie kaczki, nadziewane dzikim ryżem, dzikim majerankiem i dzikim anyżem; i jedli szpik z kości z dzikiego wołu, oraz dzikie czereśnie i dzikie jabłka granatowe. Potem mężczyzna układał się do snu przy ogniu i bywał ogromnie wesół; ale kobieta nie ruszyła się z miejsca i czesała swe włosy. Brała do ręki wielką, płaską kość łopatkową z barana, wpatrywała się w wyrzezane na niej dziwne znaki i dorzucała drew do ognia, a potem czyniła czary.

 Czyniła pierwszy na świecie czar śpiewu.

 Opodal, w wilgotnych, dzikich lasach zbierały się wszystkie dzikie zwierzęta w takiem miejscu, skąd można było widzieć światło ognia, i dziwiły się, co to znaczy.

 Wtem dziki koń tupnął swym dzikiem kopytem i rzekł:

 – O, moi przyjaciele i o, moi wrogowie, dlaczego mąż i niewiasta rozniecili wielkie światło w wielkiej jaskini i co złego nam ono wyrządzi?

 Dziki pies podniósł w górę swój dziki nos, wietrzył i zwietrzył pieczoną baraninę, a potem rzekł:

 – Pójdę, zajrzę, popatrzę i powiem, bo mnie się zdaje, że to jest coś dobrego. Kocie, chodź, ze mną!

 – Nie, nie! - odparł kot. – Jam jest kot, który sam chadza na przechadzkę i wcale o to nie dba, gdzie? Nie pójdę z tobą!

 – Dobrze. Ale odtąd już nigdy nie będziemy przyjaciółmi – odpowiedział dziki pies i podreptał ku jaskini.

 Atoli dziki kot rzekł po chwili do siebie samego:

 – Mnie wszędzie jednako. Dlaczego nie mam też pójść i zajrzeć, i popatrzeć, i znów odejść, gdy mi się tak podoba?

 Więc chyłkiem podążył za dzikim psem i skrył się w miejscu, skąd mógł wszystko słyszeć.

 Dziki pies, stanąwszy u wejścia do jaskini, uniósł w górę swym nosem wysuszoną skórę końską i węszył cudowny zapach pieczonego barana; a kobieta, która właśnie wpatrywała się w łopatkę, zobaczyła go, roześmiała się i rzekła:

 – Oto jest pierwszy. Dziki zwierzu z dzikich lasów, czego chcesz?

 Dziki pies odezwał się:

 – O, mój wrogu i małżonko wroga mojego, co to jest, co tak wspaniale pachnie w dzikich lasach?

 Wtedy kobieta podniosła z ziemi łopatkę z pieczonego barana, rzuciła ją dzikiemu psu i powiedziała:

 – Dziki zwierzu z dzikich lasów, skosztuj i popróbuj.

 Dziki pies gryzł kość, która była smaczniejsza od wszystkiego, co dotychczas jadał, i odezwał się:

 – O, mój wrogu i małżonko wroga mojego, daj mi jeszcze jedną.

 A kobieta rzekła:

 – Dziki zwierzu z dzikich lasów, pomagaj za dnia memu małżonkowi w łowach i strzeż nocą jego jaskini, a będę ci dawała tyle kości, ile ci potrzeba.

 – Ach! - rzekł kot, nadsłuchując – to roztropna niewiasta, ale nie tak roztropna, jak ja.

 Dziki pies wpełzł do jaskini i położył swą głowę na kolanach niewiasty, i rzekł:

 – O, mój przyjacielu i małżonko przyjaciela mojego, będę za dnia pomagał twemu małżonkowi w łowach, a nocą będę strzegł waszej jaskini.

 – Ach! – rzekł kot, nadsłuchując – ten pies jest głupi.

 I znów odszedł w wilgotne, dzikie lasy, wymachiwał swym dzikim ogonem i przechadzał się po swych dzikich drogach. Atoli nie rzekł nikomu ani słowa.

 Mężczyzna, obudziwszy się, rzekł:

 – Czego chce od nas ten dziki zwierz?

 A kobieta odparła:

 – Jego miano już nie jest dziki pies; jego miano jest odtąd Pierwszy Przyjaciel, i będzie on naszym przyjacielem po wszystkie, wszystkie czasy. Zabieraj go z sobą na łowy.

 Następnego wieczora