Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 364 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka O dwa słowa za dużo - Sara Fawkes

W życiu dziewczyny ze złamanym przez miliardera sercem pojawia się drugi mężczyzna. I wciąga ją w wir niebezpiecznej gry wielkich korporacji, ryzykownych interesów i rodzinnej zemsty…

Opinie o ebooku O dwa słowa za dużo - Sara Fawkes

Cytaty z ebooka O dwa słowa za dużo - Sara Fawkes

zniknął z horyzontu? Cofnęłam się, a kiedy Ronny się roześmiał, coś we mnie pękło. Za długo uciekałam, miałam dość bezradności. Jego słowa odpowiedziały mi na pytanie – wiedział o zniknięciu Jeremiaha, ale myślał, że to śmieszne. Niczego
w dłonie i przyciągnęłam, żeby go pocałować. Pragnienie i pożądanie, jakie na niej dostrzegłam, sprawiły, że ogień w moim brzuchu zapłonął jeszcze mocniej, a od czułości rozpłynęłam się ze szczęścia. – Kocham cię – wyszeptał, przesuwając

Fragment ebooka O dwa słowa za dużo - Sara Fawkes

Redakcja stylistyczna

Izabella Sieńko-Holewa

Korekta

Renata Kuk

Hanna Szamalin

Zdjęcie i projekt graficzny okładki

© Wydawnictwo Amber

Tytuł oryginału

Anything He Wants: Castaway

Copyright © by Sara Fawkes 2013

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2013 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-4920-9

Warszawa 2013. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Rozdział 1

Naprzeciwko mnie siedział mały mężczyzna. Z jego czoła ściekał pot. Przez pobliski otwór wentylacyjny wlatywało zimne powietrze, ale i tak cienka warstwa zaczesanych włosów przylegała do jego czoła. Mocno ściskał walizkę i nie patrzył na żadnego ze stojących wokół stołu mężczyzn. Jego wzrok wciąż wędrował ku wyjściu, jakby jedyne, na co miał ochotę, to rzucić się do ucieczki; czmychnąć przed napięciem, które powoli narastało w ciemnym pokoju.

Świetnie go rozumiałam.

– Nie będziemy tu stać cały dzień – mruknął ciemnowłosy Szkot opierający się o ścianę naprzeciwko, ale został uciszony ponurym spojrzeniem stojącego obok niego blondyna.

Wzdrygnęłam się, czując nagły dotyk czyichś rąk na ramionach.

– Zaczynajmy – usłyszałam za sobą pogodny głos. Moje ukryte pod stołem dłonie zacisnęły się w pięści. – Skoro jesteśmy już w komplecie, możemy zaczynać. Kto chce być pierwszy?

Nikt nie podzielał entuzjazmu. Chudy mężczyzna naprzeciw mnie wzdragał się przy każdym słowie, i wyglądał, jakby chciał się rozpuścić i zniknąć. Kiedy pokój ponownie pogrążył się w ciszy, nerwowo przełykałam ślinę. Wreszcie postawny gość, który opierał się o pobliską ścianę, odepchnął się od niej i stanął prosto. Wszyscy pozostali odrobinę zesztywnieli, nieświadomie poddając się jego przywództwu.

– Loki, to nie jest dobry czas na twoje gierki – burknął. Silny rosyjski akcent dodawał wagi jego słowom.

– Jeśli nie teraz, Wasilij, to kiedy?

Zauważyłam, że ta riposta sprawiła, iż paru zebranych w pokoju zazgrzytało zębami ze złości. Wasilij odchrząknął, a potem spojrzał na stół naprzeciwko mnie.

– Doktorze Marchand, proszę przedstawić swoją prośbę – wymamrotał wielki Rosjanin.

Chudy mężczyzna gwałtownie podniósł głowę i popatrzył tępo na Rosjanina. Ręce na moich ramionach zacisnęły się wystarczająco mocno, żeby zwrócić moją uwagę.

– Twoja kolej.

Moja kolej? Odwróciłam się do osoby, która stała za mną.

– Na co?

Zdenerwowałam się, kiedy paru mężczyzn skierowało na mnie wzrok.

– Na tłumaczenie, moja droga. Doktor Marchand jest Francuzem.

Spojrzałam uważnie na handlarza bronią, który stał za mną. Gdyby to była inna sytuacja, mogłabym się rozzłościć na Lucasa Hamiltona. Urodziłam się w Kanadzie i mówiłam płynnie po francusku, ale nie lubiłam, kiedy ktoś mnie do czegoś zmuszał. Stojący za mną brunet uśmiechnął się łagodnie, lekko unosząc brwi. Rzucił szybkie spojrzenie na innych mężczyzn, a później znowu zerknął na mnie – tak jakbym potrzebowała przypomnienia.

Nie wiedziałam nawet, gdzie jestem ani dlaczego się tam znalazłam. To były pierwsze słowa skierowane do mnie od chwili, gdy weszliśmy do pokoju. Przedtem kazano mi usiąść, a panowie toczyli po sobie wściekłym wzrokiem, wyraźnie próbując ustalić, kto ma największe… No cóż… Ściągając usta, spojrzałam na Francuza.

– Chcą, żebyś przedstawił swoją prośbę – przetłumaczyłam obojętnym głosem. Z całej siły wbijałam sobie paznokcie w skórę i jedynie ból w zaciśniętych dłoniach pozwolił mi zachować spokój.

Marchand spojrzał na mnie wytrzeszczonymi oczami, a później oblizał wargi. Przez chwilę niemo poruszał ustami, jakby szukał w sobie odwagi.

– Potrzebuję pomocy w przemycie leków – wymamrotał w końcu.

– Będą potrzebowali więcej szczegółów, doktorze – odpowiedziałam, ignorując padające na mnie spojrzenia.

Wciąż czułam na ramieniu szczupłą dłoń mojego towarzysza, ale w tamtej chwili on też był moim wrogiem, tak jak cała reszta.

– Gdzie mają trafić te leki?

Przez krótką chwilę w oczach Francuza błyszczał opór, ale gdy rozejrzał się po pokoju, szybko skapitulował.

– Do Afryki. Mój szpital potrzebuje tej dostawy.

Zmarszczyłam brwi. Czyżby uczciwy człowiek? Co więc tutaj robił? Prawdopodobnie to samo co ja – ta myśl była jak gorzka pigułka. Nie mam innego wyboru.

– Chce przemycić jakieś leki do Afryki – wyjaśniłam zebranym w pokoju.

– Jakie leki?

– Przeciwko AIDS – odparłam po krótkiej przerwie, tłumacząc niechętnie udzieloną odpowiedź Francuza.

– Afryka może być trudna – mruknął Lucas. – Wręczenie łapówek wszystkim odpowiednim ludziom może być kosztownym przedsięwzięciem.

– Jeśli możecie wywieźć te lekarstwa na Karaiby, on zajmie się resztą.

Gdy słyszałam sama siebie, aż mi bulgotało w żołądku, ale zmusiłam się, żeby uspokoić oddech. Z trudem powstrzymałam atak paniki, byłam o krok od hiperwentylacji. Zerknęłam w górę i napotkałam skierowane na mnie spojrzenia. Ponownie skupiłam swoją uwagę na stole.

Jasnowłosy mężczyzna, który stał przy przeciwnej ścianie, zagwizdał.

– To są drogie rzeczy – powiedział z szorstkim, australijskim akcentem. – Sporo warte również na czarnym rynku.

Gdy to przetłumaczyłam, Francuz wpadł w szał.

– Twierdzi, że to dla jego wioski i okolic. – Doktor wciąż gwałtownie gestykulował. – Nie zamierza tego sprzedawać dla zysku.

– Szkoda. – Śmiech Australijczyka zabrzmiał wyjątkowo nieprzyjemnie – Dostałby za to kupę kasy, zwłaszcza w Afryce.

Wydawało się, że doktor Marchand rozumie sens rozmowy, ponieważ zaczerwienił się na twarzy z nieco przesadnego oburzenia. Ale siedział cicho. Obrzucił mnie oskarżycielskim spojrzeniem tak, jakbym to ja była osobą, która podsunęła im ten pomysł. Odpowiedziałam równie wściekłym wzrokiem. Chciałam mu powiedzieć, że jestem tu ofiarą tak samo, jeśli nie bardziej niż on, ale wątpiłam, czy doktor w to uwierzy. Nie prosiłam o tę pracę, pomyślałam, próbując strząsnąć z ramion ręce mojego towarzysza. To sprawka kłamliwego węża, który stoi za mną.

Dowodzący wielki Rosjanin odwrócił się do stojącego za mną mężczyzny.

– Możesz to zrobić, Loki?

– Oczywiście.

Lucas stanął u mojego boku, ale jedną rękę wciąż trzymał na moim ramieniu. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że przygląda się wszystkim pozostałym w pokoju. Jego twarz pokrywały blizny.

– Jednakże – dodał, podnosząc brwi – chyba nie omówiliśmy wszystkich szczegółów umowy. Mam rację, panowie?

– Całkowitą, kolego.

Jasnowłosy Australijczyk wysunął się naprzód.

– Chcielibyśmy dołożyć własny ładunek, skoro i tak chcesz płynąć tą drogą.

Doktor popatrzył na Australijczyka, a później skierował wzrok na mnie.

– Co oni mówią? – zapytał po francusku.

Podniosłam palec, po cichu prosząc go o cierpliwość. Oni w tym czasie kontynuowali rozmowę.

– Co chcecie przewozić? – zapytał Loki.

– To co zwykle. – Niall uśmiechnął się szeroko. – Podczas tej małej wycieczki możemy upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Lucas spojrzał na blondyna.

– Zdajesz sobie sprawę, że podrzucimy ci towar nie dalej jak na Karaiby, tak?

– Owszem. Muszę tylko wywieźć całość z kraju. Potem dystrybucja będzie łatwiejsza.

Loki kiwnął głową, jakby to wszystko wyjaśniało.

– Będę potrzebował pełnej listy.

Australijczyk pstryknął palcami i podał przez stół kartkę. Doktor Marchand przyglądał się wymianie, marszcząc ciemne brwi. Loki przeczytał i zagwizdał.

– Imponujące. I sporo warte.

– Co to jest? – syknął doktor, pochylając się w moją stronę. – O czym oni rozmawiają?

Wbiłam w niego wzrok, nie mając pojęcia, co odpowiedzieć. Z pewnością wiedział, z jakim rodzajem ludzi miał do czynienia.

– Jak pan poznał tych ludzi?

– Kiedy nie zdołałem legalnie zdobyć wystarczającej ilości leków, poprosiłem jednego z moich dobroczyńców o pomoc. Zaaranżował spotkanie, ale tych mężczyzn spotkałem dopiero dzisiaj. – Szczupły mężczyzna trzasnął ręką o stół, nieumyślnie zwracając na siebie uwagę. – O czym oni mówią?

– O broni – odpowiedziałam. Męczyły mnie mdłości. – Prawie na pewno chodzi o karabiny. Zostaną dołożone do twojego ładunku.

– Nie! – Marchand uderzył pięściami o stół i zerwał się na nogi. – Powiedz im, że to nie do przyjęcia – nalegał, gestykulując gwałtownie. Machał walizką jak pałką. – To miało ratować zdrowie… Nie mogę im na to pozwolić…

Kilku mężczyzn wyjęło pistolety. Francuz zaczął się jąkać i wreszcie zamilkł. Wytrzeszczył oczy. Ja również poczułam ścisk w sercu, kiedy zebrani wycelowali broń w doktora.

– Nie, czekajcie! – krzyknęłam, wstając. Mężczyzna, który ściskał mnie za ramię, natychmiast pchnął mnie z powrotem na siedzenie. – Źle coś zrozumiałam. – Odwróciłam się do Marchanda. – Proszę, niech pan pomyśli o swoich pacjentach. Jeśli pan teraz zginie, na pewno im pan nie pomoże – tłumaczyłam.

– Jeśli na to pozwolę, będę odpowiedzialny za tych, którzy przyjdą do mojej kliniki z powodu tej broni – odpowiedział doktor wysokim i przerażonym głosem.

Przebiegł wzrokiem po mężczyznach, którzy celowali do niego.

Jego słowa były jak niespodziewany cios w brzuch.

– Panie Marchand, proszę usiąść – błagałam. – To i tak się stanie. Nie ma pan na to żadnego wpływu. Jedyna rzecz, która pozostaje w pana zasięgu, to zrobić z tego jak najlepszy użytek.

Doktor przeniósł wzrok z mężczyzn na moją twarz, a potem – wciąż trzymając ręce na wysokości głowy – powoli osunął się na siedzenie. Porażka, którą miał wypisaną na twarzy, rozdzierała mi serce. Przycisnął walizkę do piersi i po spojrzeniu, którym mnie obrzucił, poznałam, że teraz stanowczo zaliczył mnie do kategorii „złych ludzi”.

I tak się właśnie czułam.

– Co on powiedział? – zapytał Australijczyk, uważnie mnie obserwując.

– No… ehm, on nie wiedział o dodatku do ładunku.

Ktoś prychnął.

– Oczywiście, że nie wiedział, kochanie. W przeciwnym razie nigdy nie zgodziłby się zapłacić. To się nie może powtórzyć.

– Obiecuję, że już tego nie zrobi. – Spojrzałam na doktora. Chudy mężczyzna przygwoździł mnie wzrokiem do siedzenia, modliłam się tylko, żeby się już nie odzywał.

Na czyjś bezgłośny rozkaz Szkot wysunął się naprzód i wyrwał walizkę z rąk francuskiego doktora. Położył ją na stole. Odemknął zamek, po czym otworzył walizkę. Straciłam oddech. Nigdy jeszcze nie widziałam tylu pieniędzy w jednym miejscu.

– To powinno pokryć pierwsze koszty – kontynuował Australijczyk. – Chociaż jestem skłonny do negocjacji.

W głosie mężczyzny dawało się wyczuć nutkę samozadowolenia i kiedy spojrzałam w górę, uświadomiłam sobie, że przygląda mi się lubieżnie. Wbił wzrok w moje piersi, uśmiechnął się szeroko, a później wybuchnął śmiechem kiedy poprawiłam bluzkę.

– Podoba mi się ta twoja mała tłumaczka– powiedział, zerkając na Lucasa. – Daj mi ją na dobę, a dostaniesz dziesięć procent zysku.

Zmroziło mnie, przeszyły mnie odłamki lodu. Wbiłam sobie palce w uda, tak mocno, że złamałam paznokieć. Ból przeszył mnie na wskroś, a stojący za mną mężczyzna mocniej zacisnął mi dłoń na ramieniu.

– Dziesięć procent? To sporo.

Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć, czy Lucas rzeczywiście mówi poważnie, ale nie patrzył na mnie. Przyglądał się Australijczykowi, który z kolei utkwił wzrok we mnie. Blondyn pochylił się w moją stronę, jego orzechowe oczy szukały moich. Z tej odległości nawet w bardzo słabym świetle widziałam, że ślady po walkach i wiek starły z jego twarzy wszelkie subtelniejsze rysy. Miał krzywy nos, na policzku i czole dostrzegłam białe linie blizn, a chrząstka jednego ucha była zupełnie zdeformowana, jak u boksera. Mimo to i tak mógłby uchodzić za przystojnego brutala, gdyby nie to, że w jego oczach błyszczało zło, co dodatkowo szpeciło i tak mocno zrujnowane oblicze. Natychmiast spuściłam wzrok i usłyszałam, jak chrząka z aprobatą.

– Do twarzy jej ze strachem.

Stojący za mną Lucas przesunął się.

– A ja myślałem, że jesteś żonaty – powiedział z dezaprobatą w głosie.

– Moja żona zna swoje miejsce i wie, że jeśli czegoś chcę, nie powinna mi się przeciwstawiać. To, że mam kogoś na boku, nie jest jej sprawą.

– Aha. A więc nie miałbyś nic przeciwko wymianie?

Blondyn zamrugał, z jego twarzy zniknął szyderczy uśmieszek. Zostawił mnie i przyjrzał się uważnie Lucasowi. Cień zazdrości przemknął przez twarz Australijczyka.

– Co masz na myśli? – warknął.

– Twoja żona za moją małą tłumaczkę. – Kiedy drugi mężczyzna zapałał gniewem, Lucas uśmiechnął się.

– Boisz się, co twoja żona może pomyśleć o prawdziwym mężczyźnie?

– Ty sukin…

Australijczyk chwycił za broń przy biodrze, ale olbrzymi Rosjanin już wkroczył do akcji.

– Wystarczy – stwierdził Wasilij i skrzyżował ręce na piersiach, eksponując olbrzymie mięśnie. Nachylił się do blondyna. – Niall – burknął, zwracając się do Australijczyka. – Umowa stoi?

Niall popatrzył wściekle na Lucasa, a później przeniósł wzrok na mnie. Lucas nieznacznie zacisnął dłoń, którą trzymał na moim ramieniu. Tylko po tym można było poznać napięcie, jakie wywołała w nim sprzeczka. Australijczyk złagodniał.

– Stoi – powiedział gorzko.

Nie mówiąc już nic więcej, dał znak swoim ludziom. Szkot pociągnął do góry francuskiego doktora, po czym wyprowadził go z pokoju wraz z pozostałymi.

Opadłam na krzesło i z ulgą zwiesiłam głowę do tyłu. Dopóki Lucas się nie poruszył i nie zdjął ręki z mojego ramienia, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że opieram się o jego biodro. Dopiero gdy się odsunął, uświadomiłam sobie, jak bardzo jego obecność podnosiła mnie na duchu. Przełknęłam ślinę, ścisnęłam kolana. Cieszyłam się, że odszedł, ale – o ironio! – brakowało mi jego siły.

– To nie było takie straszne, prawda?

Wasilij zignorował go i przez chwilę przypatrywał się mnie. Kamienny wzrok, jaki utkwił we mnie Rosjanin, nie był tak przerażający jak lubieżne spojrzenia Australijczyka, ale i tak budził we mnie lęk.

– Gdzie jest Anya? – zapytał wreszcie, z rosyjska wyostrzając spółgłoski w imieniu kobiety.

Pełne emocji wspomnienie piękności, która umierała na ziemi, ponownie stanęło mi przed oczami. Pochyliłam głowę. Uśmiech Lucasa zaczął się załamywać i wreszcie zniknął z jego ust.

– Potrzebowałem nowego tłumacza.

Wasilij przerwał, a potem skinął głową.

– Szkoda – burknął wielki mężczyzna, nie zmieniając wyrazu twarzy. – Lubiłem ją. – Machnął ręką w stronę drzwi. – Możesz wyjść. Dam znać, kiedy wszystko będzie gotowe.

Lucas odsunął moje krzesło. Wstałam i już zrywałam się do ucieczki, gdy poczułam jego rękę w okolicach pośladków. Mocno przyciągnął mnie do siebie i w tym samym czasie zalały nas niskie, dudniące dźwięki. Zeszliśmy ze schodów. Mężczyzna w koszulce bramkarza otworzył nam drzwi, po czym wkroczyliśmy w chaos wypełniony muzyką i ciałami.

Nigdy wcześniej nie byłam w klubie ze striptizem. Dwie platformy łączyły obie strony pomieszczenia. Na każdym końcu kobiety wspinały się po wysokich rurach. Dodatkowe słupy znajdowały się wokół pokoju, ale większość akcji działa się poza sceną. Po całym pomieszczeniu porozrzucane były kanapy, na których siedzieli mężczyźni zabawiani przez półnagie kobiety. Powoli krążyliśmy po tylnych partiach klubu. Lucas cały czas prowadził mnie przed sobą. Po prawej stronie zauważyłam dwie kobiety, które zabrały starszego biznesmena za kotary. Żadna z nich się nie uśmiechała, ale to nie przeszkadzało mężczyźnie, którego wzrok z pewnością nie był skupiony na ich twarzach.

Wszystkie kobiety były piękne, ale żadna nie wydawała się zadowolona. W ogóle nie zwracały na mnie uwagi, a ja czułam się spięta aż do momentu wyjścia na zewnątrz.

Wielki szofer Lucasa czekał na nas w aucie przy drzwiach. Po tak długim pobycie w ciemnościach jasne światło słoneczne na chwilę mnie oślepiło. Zasłoniłam oczy ręką, a Lucas zaprowadził mnie do samochodu. Pierwsza weszłam do limuzyny i przesunęłam się w sam koniec, podczas gdy Lucas zajął swoje zwykłe miejsce blisko drzwi. Umyślnie go ignorowałam i wyglądałam przez okno.

– Dobrze się spisałaś – powiedział po chwili.

– Nie miałam specjalnego wyboru – powiedziałam gorzko, patrząc, jak opuszczamy okolicę.

Nie wiedziałam nawet, gdzie jesteśmy. Budynki wyrastały wokół mnie, zasłaniając wszystkie punkty orientacyjne, które pozwoliłyby mi ustalić, gdzie się znajdowałam. Mieszkałam krótko w Nowym Jorku i jego sąsiedztwie, ale nie znalazłam czasu na zwiedzanie miasta. Dlatego znaki uliczne prawie nic mi nie mówiły.

– Zawsze można dokonać wyboru – odpowiedział Lucas spokojnym głosem. – Czasami tylko nie ma dobrej opcji.

Obróciłam się, żeby spojrzeć na człowieka, który mnie porwał, ale on gapił się przez okno na mijane miasto. Lucas był ponury, jeszcze nie widziałam, by miał taki wyraz twarzy. Zwykle uśmiechał się szyderczo, wyzłośliwiał albo wygłaszał jakieś sarkastyczne uwagi. Ten rodzaj spokojnej introspekcji był u niego czymś nowym. Zmiana zirytowała mnie i przypomniała o człowieku, do którego Lucas tak bardzo był podobny.

Na myśl o Jeremiahu ścisnęło mi się serce i spuściłam głowę. Zastanawiałam się, czy mnie szuka. Jeszcze cztery godziny temu tuliłam się w łóżku do mężczyzny, którego kochałam, a moje życie nie mogło być wspanialsze.

A teraz byłam tutaj.

– Dlaczego mnie porwałeś? – spytałam nagle, szukając czegoś, co odwróci moje myśli od dojmującej samotności.

Cień uśmiechu zatańczył na ustach Lucasa.

– Uwierzyłabyś, gdybym powiedział, że zrobiłem to, ponieważ lubię twoje towarzystwo? – Prychnęłam. Wzruszył ramionami. – Myślę, że nie.

– Jeśli potrzebowałeś tłumacza, mogłeś poprosić. Najlepiej kogoś innego – dodałam cicho, krzyżując ręce.

Popatrzył na mnie.

– Co byś odpowiedziała, gdybym zapytał?

– Odmówiłabym.

Usta Lucasa ozdobił prawdziwy uśmiech. Nawet siedząc po drugiej stronie samochodu, zwróciłam uwagę, jak znajomo wyglądają te niebieskozielone oczy na posępnej twarzy. Był tak bardzo podobny do swojego brata.

Poza wyglądem braci nie łączyło nic. Blizna, która rozcinała twarz mężczyzny przede mną, była tylko jedną z widocznych różnic. Lucas był szczupły i nie miał tak szerokich barów jak jego brat, który kiedyś służył w wojsku. W roztargnieniu zauważyłam, że jego ręce różniły się całkowicie od rąk Jeremiaha. Milioner miał twarde, spracowane dłonie, podczas gdy ręce Lucasa były gładkie i zadbane. Moim zdaniem nigdy nie musiał parać się prawdziwą pracą.

– Czego chcesz, Lucasie? – zapytałam, nagle odczuwając śmiertelne zmęczenie.

– A czego życzy sobie panna Delacourt? – odparł zamyślony, przyglądając mi się uważnie.

– Chcę jechać do domu.

– Ja też.

Na końcu języka miałam kąśliwą uwagę, ale widząc ponure spojrzenie Lucasa, powstrzymałam się przed jej wypowiedzeniem. Znowu przestałam zwracać na niego uwagę i wyglądałam przez okno.

– Mogłeś mnie przynajmniej uprzedzić, co jest grane.

Nie odpowiedział i zapanowała cisza. Oglądałam mijane przez nas miasto, ale naprawdę nie widziałam niczego, dopóki wreszcie nie zwolniliśmy w jakiejś alei i nie wjechaliśmy do ogrodzonego garażu. Kiedy przejechaliśmy przez kolejną, wewnętrzną bramę i zaparkowaliśmy przy windzie, ogarnął mnie niepokój.

– Ach, wreszcie – rzucił Lucas, znów lekkim tonem. Kiedy drzwi limuzyny zostały otwarte, wygramolił się z siedzenia i wysiadł. – Idziesz? – dodał chwilę później, wsadzając głowę do samochodu.

Wolałabym zostać na swoim miejscu – nasz ostatni przystanek okazał się przykrą niespodzianką. Ale po krótkim zastanowieniu przecisnęłam się zgarbiona do drzwi. Zignorowałam rękę Lucasa i o własnych siłach wyszłam na zimne powietrze, ale ten okropny mężczyzna zamiast wycofać się i dać mi trochę miejsca, cały czas trzymał się blisko mnie.

Nie mogłam się odsunąć, więc rozdrażniona jego bliskością odwróciłam głowę. Lucas wtedy musnął mnie palcem po twarzy. Jego ręka znalazła się pod moim podbródkiem. Przechylił mi głowę i spojrzał prosto w oczy.

– Gniew, a nie strach – wymamrotał, a później uśmiechnął się z satysfakcją. – To dobry początek.

Odsunął się i zostawił mi trochę przestrzeni. Odetchnęłam z ulgą. Kierowca zamknął drzwi i odjechał, a ja z niechęcią podążyłam do windy za ciemnowłosym mężczyzną. Lucas włożył czerwoną kartę do szczeliny, wstukał jakiś kod, a później usłyszałam, jak urządzenie zaczęło zjeżdżać.

– Gdzie teraz jesteśmy? – zapytałam, a Lucas przytrzymał dla mnie drzwi. Przeszłam na przeciwległy koniec kabiny, ale Lucas na szczęście nie próbował znów zawładnąć moją przestrzenią. – Jakieś nowe spotkanie, podczas którego mogę zostać zastrzelona?

– Raczej nie.

Winda wciąż jechała do góry, a ja zastanawiałam się, jak wysoki był ten budynek. Na tablicy widniał tylko jeden guzik z napisem „apartament” i zdałam sobie sprawę, że ta winda jeździ tylko na ostatnie piętro. Wreszcie zwolniła, a później rozległ się dzwonek i jednocześnie otworzyły się drzwi, które prowadziły bezpośrednio do jasnego, nowocześnie urządzonego salonu.

Hm… Tego się raczej nie spodziewałam.

– Ty pierwsza – powiedział Lucas.

Wyszłam z windy i rozejrzałam się po przestronnym pokoju. Z wysokiego sufitu zwisały lampy, utrzymywane cienkimi kablami tuż nad poziomem głowy. Dwa świetliki wpuszczały do środka strumień światła słonecznego, ale w pokoju znajdowały się okna, które oferowały widok na panoramę Nowego Jorku. Meble były jasnokremowe, niemal białe – wszystkie zostały wykonane ze skóry, z nielicznymi kolorowymi akcentami. Mieszkanie z pewnością nie wyglądało jak typowa siedziba kawalera.

Drzwi zamknęły się za mną i usłyszałam słabe pstryknięcie tablicy, która znajdowała się koło windy. Zauważyłam, że zaświeciło się czerwone światło i domyśliłam się, że przez pewien czas nie będę mogła się stąd wydostać. Starałam się utrzymać nerwy na wodzy i powoli ruszyłam za Lucasem, który poszedł w głąb pokoju, po czym na chwilę zniknął za rogiem. Zrobiłam kilka kroków naprzód, rozejrzałam się i stwierdziłam, że kuchnia była prawie takiej samej wielkości jak salon. Usłyszałam stuknięcie szkła.

– Wina? – zawołał Lucas.

– Hm… – Zachowywał się tak, jakbym była gościem, a nie więźniem. To zbiło mnie z tropu. – Poproszę szklankę wody.

– Już podaję.

Podczas gdy się krzątał, ruszyłam w głąb salonu. Apartament był nowoczesny, wąskie schody obok kuchni prowadziły na kolejne piętro. Przez ostatnie kilka tygodni mieszkałam w olbrzymim domu w Hamptons i chociaż to mieszkanie nie było aż tak luksusowe i wielkie jak tamto, czułam się w nim bardzo podobnie.

– To twoje mieszkanie? – zapytałam.

– Jedno z nich.

Nie miałam pewności, czego można się spodziewać po domu handlarza bronią, ale tego nie oczekiwałam. Z tego, co zauważyłam, Lucas Hamilton był sarkastyczną, barwną osobowością. Myślałam, że jego mieszkanie odzwierciedla pozerskie usposobienie. Ale to poddasze przypominało bardziej Ikeę niż Cirque de Soleil.

– Dlaczego mnie tutaj przywiozłeś?

Pytanie wymsknęło mi się z ust. Za tą prostą frazą kryła się cała moja frustracja.

Lucas wręczył mi butelkę wody.

– Ponieważ oboje mamy coś do udowodnienia mojemu bratu.

– Mogę wyjść?

– Nie.

– Proszę?

Lucas westchnął.

– Chciałabyś zobaczyć mieszkanie?

– Nie, chciałabym pojechać do domu.

– Do tego małego apartamentu w Jersey City czy do mojego brata, który cię odtrącił?

Żałuję, że mu to powiedziałam. Zrobiłam to przez przypadek, ale i tak wyrządziłam sobie krzywdę. Wspomnienie dalej mnie kłuło. Miałam suche usta i przełknęłam ślinę.

– On mnie nie odtrącił – burknęłam, ale moje kłamstwo nie było przekonywające.

Lucas wziął mnie pod ramię i poprowadził w stronę skórzanej kanapy.

– Usiądź – powiedział, a sam opadł na fotel od kompletu, który stał naprzeciwko mnie. – To, czy cię odtrącił, nie jest istotne. Musi nauczyć się, jak cię doceniać, a ja potrzebuję twoich umiejętności językowych. Jeśli możemy sobie pomóc, to w czym problem?

Gapiłam się na niego z niedowierzaniem.

– Na jakim świecie żyjesz, skoro sądzisz, że możesz porywać ludzi, a następnie zmuszać ich, żeby ci pomagali?

– W moim świecie.

Otworzyłam butelkę wody. Wypiłam spory łyk, żałując, że nie poprosiłam o nic mocniejszego.

– Jak na kogoś, kto twierdzi, że chce jechać do domu, masz duże problemy z wybraniem właściwej drogi – stwierdziłam gorzko.

Lucas nie odpowiedział i kiedy wreszcie spojrzałam w górę, odkryłam, że przygląda mi uważnie. Odwróciłam wzrok, ponieważ nie chciałam, żeby zobaczył, jak bardzo pragnęłam uciec. Nie tylko od niego, ale od wszystkiego.

– To był długi dzień – rzucił po chwili, wstając. – Pierwsza sypialnia po prawej stronie na piętrze jest dla ciebie. Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować.

Nie zatrzymałam się, żeby się zastanowić nad znaczeniem tej dziwnej wypowiedzi. Podniosłam się szybko, nie chcąc rozmyślać nad nią zbyt długo. Już prawie weszłam na schody, gdy usłyszałam, że zawołał mnie po imieniu. Obróciłam się w jego stronę.

Lucas przyglądał mi się przez chwilę.

– Wiesz, że nigdy nie oddałbym cię Niallowi – powiedział w końcu.

Przełknęłam ślinę, marząc jedynie o odejściu.

– Wiem – mruknęłam delikatnie.

Nawet gdy siedziałam na krześle w obecności tych dziwnych ludzi, wiedziałam, że ten pokryty bliznami mężczyzna dba o moje bezpieczeństwo. Chociaż absolutnie nie zasługiwał na zaufanie, wierzyłam mu, przynajmniej troszeczkę. Nie chciałam dalej rozmawiać, więc pognałam na górę i zamknęłam się w sypialni. W pokoju zastałam pościelone łóżko i pozamykane okiennice. Nie zadałam sobie trudu oglądania swojego nowego lokum, weszłam do łóżka i okryłam się kołdrą.

Kokon koców nie stanowił najlepszej tarczy przeciwko przerażającemu światu, w który zostałam wrzucona, ale w tamtej chwili musiał wystarczyć.

Chyba udało mi się zasnąć, bo gdy wreszcie zdołałam zrzucić z siebie kołdrę, dostrzegłam, że na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Zimą słońce zachodziło wcześnie. Nie czułam, żebym spała zbyt długo, ale w pokoju nie było zegarka, więc nie mogłam ustalić godziny. Z ulgą odkryłam, że do sypialni przylega łazienka, ponieważ w najbliższym czasie nie miałam ochoty opuszczać swojego pokoju.

Wydawało mi się, że usłyszałam głosy na dole, ale zignorowałam je i obejrzałam rzeczy zostawione na granitowych blatach. Lucas przygotował się na mój przyjazd. W łazience znalazłam szczotki do włosów, lokówki oraz w pełni wyposażoną apteczkę. Podniosłam szczotkę, przyjrzałam się jej z bliska i zauważyłam kosmyk jasnych włosów, który zawinął się wokół rączki. Włosy nie były jaśniejsze od moich. Kiedy uświadomiłam sobie, do kogo należały i czyj pokój zajęłam, szybko odłożyłam szczotkę.

Krótki rzut oka na zawartość szafki potwierdził moje podejrzenia. O wiele na mnie za małe suknie, sukienki, koszule i spodnie wisiały w schludnych rzędach, posegregowane według koloru i typu. Mimo słabego światła udało mi nawet dostrzec efekciarską sukienkę Anyi Petrowski, którą miała na sobie podczas naszego pierwszego spotkania.

No dobra, to jest dziwne.

Ktoś zapukał do drzwi i szybko się obróciłam, jakbym została przyłapana na szpiegowaniu. Nie bądź śmieszna, Lucy – zganiłam się w myślach, ale i tak zamknęłam za sobą szafę. To on cię tutaj sprowadził. Z pewnością wziął pod uwagę, że się rozejrzysz. Ale przeglądanie rzeczy zmarłej kobiety nie było całkowicie w porządku. W tych krótkich momentach, w których stykałam się z Anyą, nie darzyłam jej sympatią. Jednak teraz, ilekroć o niej myślałam, widziałam tylko jej bladą, pokrytą łzami twarz, leżącą w kałuży krwi.

– Puk, puk – zawołał Lucas, wyrywając mnie z zadumy.

Po chwili wahania otworzyłam drzwi i wyjrzałam na zewnątrz. Lucas stał w korytarzu, swobodnie opierając się o framugę drzwi. W jednej ręce trzymał opróżnioną do połowy butelkę wina, w drugiej dwie szklanki.

– Mogę wejść?

Miałam usilną chęć powiedzieć: „Nie. To jest zły pomysł”. Pomyślałam to nawet, ale odsunęłam się na bok i pozwoliłam mu wejść do środka.

– Przyszedłeś mnie uwolnić? – spytałam, krzyżując ręce.

– Nie, tylko porozmawiać.

Na chwilę pogrążył się w myślach, rozglądając się po pokoju. Nie widziałam jego twarzy, więc nie mogłam przeniknąć myśli. Fakt, że sięgnął po to samo zdjęcie Anyi, któremu się wcześniej przyglądałam, stanowił jednak wskazówkę. Przypomniałam sobie, że zza zapłakanej twarzy młodej Rosjanki wyglądała twarz Lucasa, pełna desperacji i moje serce owładnęło współczucie. Próbował ją uratować, ale nie miał na to żadnych szans i Anya umarła w jego ramionach.

Gdy odłożył zdjęcie, wyciągnęłam rękę w stronę jego ramienia, ale kiedy się odwrócił, szybko ją cofnęłam.

– Napijesz się? – zapytał, trzymając w ręce szklanki.

Kiedy odmówiłam, wzruszył ramionami.

– W takim razie więcej dla mnie.

– Jesteś pijany – zauważyłam, utrzymując dystans pomiędzy nami.

Lucas podniósł palec.

– Nie pijany, ale podchmielony. – Potknął się, ale oparł o pobliski kredens. – No dobra, może troszeczkę pijany.

Butelka, którą trzymał w ręce, była prawie pusta. Popatrzyłam na nią z dezaprobatą.

– To dla ciebie normalka?

Lucas zaprzeczył, zastanowił się przez chwilę nad pytaniem i ponownie pokręcił głową.

Wywróciłam oczami, straciłam do niego resztki sympatii.

– W ten sposób nie zdobędziesz moich względów – powiedziałam, ale wbrew mojej woli na moich zdradzieckich ustach pojawił się lekki uśmiech.

– Jestem ciekaw, co takiego zobaczył w tobie mój brat.

Uśmiech zniknął z mojej twarzy, a wraz z nim resztki cierpliwości do tego faceta.

– Bądź łaskaw wyjść. – Przeszłam przez pokój i otworzyłam drzwi. – Chciałabym…

Obróciłam się, zobaczyłam, że znalazł się zaledwie o kilka centymetrów ode mnie i zamilkłam. Nie słyszałam nawet, kiedy się poruszył. Cofnęłam się o krok i z wypiekami na twarzy oparłam się o ścianę, która znajdowała się między łazienką i drzwiami sypialni. Lucas zbliżył się do mnie, co wprawiło w mnie zakłopotanie. Położyłam rękę na jego piersi, aby utrzymać dystans między nami.

To dziwne uczucie, gdy jest się tak blisko atrakcyjnej osoby. Chociaż nie przepadałam za tym facetem, nie ulegało wątpliwości, że był przystojny, a jego bliskość sprawiła, że czułam skurcze w żołądku. Blizna, która przebiegała przez nos i policzek, tylko podkreślała rysy jego twarzy. Zapach drogiego wina był jak dyskretny aromat wody kolońskiej, chociaż spodziewałam się alkoholowego odoru. Pod palcami czułam taniec mięśni pod ciepłą skórą i jedwab. Przełknęłam ślinę.

Odsunął z mojej twarzy kosmyk włosów i dotknął brwi. Zadrżałam. Przywarłam do ściany, ale podążył za mną, na drodze stała mu tylko moja ręka.

– Jesteś piękna – wyszeptał, przybliżając głowę do mojej skroni. Na policzku poczułam ciepły oddech. – I mądra. I nieustraszona. Czy to właśnie zobaczył w tobie mój brat?

Chociaż spodziewałam się, że mnie obrazi, zamiast tego namieszał mi w głowie. Uporczywie wbijałam wzrok w ramię Lucasa, nie chcąc napotkać jego spojrzenia. Podniósł drugą rękę i zaczął mnie głaskać po ramieniu. Jego dotyk mnie rozpalał, zostawiał gorące ślady na mojej skórze. Ręka, którą odpychałam go od siebie, słabła z każdą chwilą, pozwalałam mu zbliżać się coraz bardziej i bardziej.

Może gdyby próbował mnie pocałować albo dotknąć w sposób, który można by uznać za niestosowny, znalazłabym w sobie chęć, żeby go odepchnąć. Ale jemu wystarczało, że mógł stać tak blisko. Z pewnością właśnie to sprawiało, że zupełnie nie wiedziałam, jak zareagować. Kiedy przesunął rękę po mojej szyi i ramieniu, zadygotałam i poczułam skurcz w żołądku.

Pamiętaj o Anyi, wyszeptała jakaś cząstka mnie. Jednak w tamtym momencie miałam trudności z przypomnieniem sobie własnego imienia, nie mówiąc już o imieniu poprzedniej mieszkanki sypialni. Oparłam głowę o ścianę, a Lucas delikatnie musnął moje plecy. Podniecona, przymknęłam oczy, i poddałam się subtelnemu dotykowi.

Dopóki nie poznałam Jeremiaha, nie zdawałam sobie, jak rozpaczliwie pragnęłam kontaktu. Moja rodzina odeszła, byłam sama na świecie. Przez trzy lata starałam się zatrzymać spadek i zepchnęłam wszystko inne na bok. W końcu straciłam rodzinny dom na rzecz wierzycieli. Potem walczyłam już tylko o przeżycie i niewiele brakowało, żebym znalazła się na ulicy. Jeremiah Hamilton wyciągnął mnie z tej przepaści. Jego dotyk sprawił, że poczułam w sobie więcej życia niż w poprzednich latach. Teraz odszedł, ale palące pragnienie kontaktu z ludźmi zachowało żywotność. Nie mogłam zatamować tego strumienia.

Lucas pochylił głowę i gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że nasze usta dzieli odległość zaledwie kilku centymetrów. Podniosłam głowę, spojrzałam w jego niebieskozielone oczy obramowane ciemnymi rzęsami, które jeszcze bardziej uwydatniały ich kolor. Poczułam, że się rozpływam.

– Jesteś taka piękna – szepnął ponownie, przechylając głowę, żeby popatrzyć mi w oczy.

Potem pochylił się jeszcze bardziej i jego ciepłe wargi przywarły do moich ust.

Nie domagał się pocałunku, więc nie reagowałam. Ssał moją dolną wargę, muskając zębami delikatne ciało. Nie odwzajemniałam pocałunku, zesztywniałam, niezdecydowana, ale Lucas nie zwracał na to uwagi. Ale kiedy poczułam pierwsze ruchy jego języka, otworzyłam usta jakby wbrew własnej woli i pozwoliłam mu wtargnąć do środka. Dłoń, którą trzymałam na jego piersi i którą tyle czasu starałam się go odepchnąć, teraz zacisnęłam mocno na ciemnym jedwabiu. Przyciągnęłam Lucasa do siebie.

Sądziłam, że ma ochotę jedynie na delikatną grę wstępną, dlatego zaskoczył mnie nagły przypływ pożądania. Przycisnął mnie mocno do ściany, a jego usta paliły moje wargi. Lekko westchnęłam. Zsunął dłoń do nasady moich pleców i zagarnął mnie całą, jednocześnie coraz głębiej wpychając język w moje usta. Całując, prowokował mnie, zachęcał do większej śmiałości. I osiągnął swój cel. Objęłam go za szyję, stanęłam na palcach, otworzyłam usta i otworzyłam się przed nim, zarazem odpowiadając na żarliwe pieszczoty dłoni. Zanurzyłam palce w jego długich włosach, dłuższych nawet niż moje i wydałam z siebie jęk. Moje palce tańczyły wokół jego uszu i ocierały się o zarost.

– Boże, jesteś taka seksowna – szepnął mi prosto w usta. Zjechał rękoma poniżej linii majtek, aby chwycić mnie za biodra. Rozkoszowałam się tym dotykiem, nagle byłam zdecydowana na wszystko, chciałam…

Jeremiah!

W sercu poczułam ukłucie winy – jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł lodowatej wody. Wzdychając, przestałam go całować. Lucas nie zauważył zmiany, zjechał ustami niżej, by delikatnie wyrysowywać zębami kuszące wzorki na mojej szyi. Poczułam przypływ palącego pożądania. Moje ciało chciało więcej, ale umysł błagał, żebym to skończyła. Przechyliłam głowę i zauważyłam jasnowłosą Rosjankę, patrzącą na mnie ze zdjęcia w ramce.

– Czy to właśnie robiłeś z Anyą?

Reakcja na moje pytanie była natychmiastowa. Lucas przestał mnie dotykać, a potem zatoczył się i przez chwilę wpatrywał się we mnie w milczeniu. Podmuch zimna, który poczułam, gdy się odsunął, przyprawił mnie o dreszcze. Nagle pomyślałam, że nie uda mi się nad sobą zapanować i że się rozpłaczę. On również zerknął na zdjęcie, które stało za nami. Wykrzywił twarz z emocji.

– Tak – wymamrotał, patrząc na mnie obojętnie. – Właśnie to robiłem.

Zachwiał się, szarpnięciem otworzył drzwi, po czym zniknął. Trzasnęłam za nim drzwiami, zasunęłam zasuwkę i wskoczyłam do łóżka. Bolało mnie serce. Po twarzy spływało mi tyle łez, jak gdybym próbowała utopić cały świat. Jeremiah! – pomyślałam znów, wyobrażając sobie jego twarz i otulające mnie potężne ramiona. Powinnam była dać mu szansę na wyjaśnienie… Ale co miał mi wyjaśnić? W przypływie szczerości szeptem wyznałam mu miłość, a on wybiegł z domu, jakby goniły go pszczoły.

Z dołu dochodziły stłumione uderzenia i trzaski, ale byłam za bardzo pogrążona w swoim nieszczęściu, żeby zwracać na to uwagę. Jak to się wszystko stało? – zastanawiałam się. Przez moją głowę przetaczały się obrazy wydarzeń z tamtego dnia.

W co ja się wplątałam?

Rozdział 2

Wysoki, przenikliwy odgłos wyrwał mnie z niespokojnego snu.

Nagle obudzona, strząsnęłam z siebie pościel, po omacku szukając brzegu łóżka. Podłoga była niżej, niż się spodziewałam, więc potknęłam się przy wstawaniu, ale biegnąc do drzwi, odzyskałam równowagę. Otworzyłam je gwałtownie i natychmiast poczułam dym. Zbiegłam po schodach, nie wiedząc, czego się spodziewać.

Lucas przyglądał mi się z kuchni. Na oczach miał okulary przeciwsłoneczne, ale obdarzył mnie promiennym uśmiechem.

– Dzień dobry, słoneczko. Robię śniadanie. Masz na coś ochotę?

W jednej ręce trzymał widelec, a pod pachą miał niepodłączony do kontaktu toster, który prawdopodobnie uruchomił alarm pożarowy. Odłożył urządzenie na blat i ruszył w stronę lodówki.

– Może jajka?

Obserwowałam go. Ciągle jeszcze byłam ogłuszona niespodziewanym alarmem. Lucas krzątał się po dużej kuchni. Wyjmując jajka z lodówki, gwizdał wesołą melodię. Pokręciłam głową, spojrzałam w stronę salonu i zszokowana zrobiłam wielkie oczy.

– Co się stało? – krzyknęłam, schodząc powoli ze schodów.

– A, to? Zrobiłem przemeblowanie.

Pokój wyglądał, jakby w nocy przeszło tam tornado. Krzesło leżało na boku, kilka obrazów zostało zerwanych ze ściany, a drewniany stolik do kawy leżał do góry nogami. Chyba nic nie zostało uszkodzone. Bałagan był potworny, ale wszystko dało się posprzątać i poustawiać. Przyjrzałam się temu sceptycznie, ale nie powiedziałam nic więcej i, unikając wejścia do pokoju, zajęłam miejsce na taborecie w kuchni.

Siedząc przy granitowym blacie, starałam się utrzymać dystans pomiędzy mną i moim podejrzanie energicznym porywaczem. Przyciągnęłam do siebie toster i zajrzałam do środka. Marszcząc brwi, chwyciłam widelec, po czym wyłowiłam z urządzenia dwie najczarniejsze grzanki, jakie kiedykolwiek widziałam.

– Nie gotujesz zbyt często, prawda? – powiedziałam z rozbawieniem i popchnęłam grzanki w jego stronę.

– Nie bądź śmieszna. – Lucas położył patelnię na kuchence, uruchomił wysoki płomień, a potem zaczął rozbijać jajka. – Widziałem wszystkie programy kulinarne. To nie jest takie trudne.

Patrzyłam w milczeniu. Uniosłam brwi, kiedy uświadomiłam sobie, że Lucas nie ma ani oleju, ani masła, żeby natłuścić patelnię.

– Aha – powiedziałam, z rezygnacją oczekując na kolejny alarm pożarowy. Opuściły mnie resztki senności. – A więc co się teraz wydarzy? – zapytałam, kładąc łokcie na granitowej powierzchni.

– Co masz na myśli?

– Mogę wrócić do domu?

Z tej perspektywy nie potrafiłam dokładnie rozszyfrować wyrazu jego twarzy. Wydawało się, że skupił się na jajkach, chociaż w rzeczywistości nawet ich nie zamieszał.

– To nie jest takie proste – powiedział po chwili.

– Wypuść mnie – poprosiłam, zapominając o dumie. – Byłam tłumaczką w tym małym, brudnym pokoju, co prawdopodobnie w jakimś stopniu czyni ze mnie przestępcę. – Gdy o tym pomyślałam, zatrząsł mi się podbródek. – Proszę cię, Lucas. Wypuść mnie. Nie chcę stać się taka jak Anya.

Powiedziałam to. Ostatniej nocy przyszło mi na myśl, że śmierć tej kobiety, a prawdopodobnie też jej życie, było dla Lucasa jak niezabliźniona rana. Jego reakcja potwierdziła moje podejrzenia. Dłoń, którą trzymał łopatkę, zbielała. Lucas westchnął.

– No dobra – burknął w końcu, ale podniósł palec, zanim zaczęłam się cieszyć. – Pod jednym warunkiem. Musisz wziąć udział w jeszcze jednym spotkaniu.

– Co tam się będzie działo?