Wydawca: Poligraf Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 96 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka O chłopcu, który uratował świat - Weronika Malengowska

Gdzieś daleko w baśniowej krainie żył Bazylian, 12-letni chłopiec wychowujący się bez rodziców. Mimo ciężkiego życia Bazylian był pogodnym chłopcem i łatwo się nie poddawał. Czasami jednak popadał w stan melancholijny i właśnie wtedy zastanawiał się, co w swoim życiu zmienić... Jego marzeniem było dokonanie czegoś wielkiego. Wszystko się zmieniło, gdy pewnego dnia w królestwie pojawił się smok...

Opinie o ebooku O chłopcu, który uratował świat - Weronika Malengowska

Fragment ebooka O chłopcu, który uratował świat - Weronika Malengowska

We­ro­ni­ka Ma­len­gow­ska

O CHŁOP­CU, KTÓ­RY URA­TO­WAŁ ŚWIAT

© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Po­li­graf, 2013

© Co­py­ri­ght by We­ro­ni­ka Ma­len­gow­ska

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ża­den frag­ment nie może być pu­bli­ko­wa­ny ani re­pro­du­ko­wa­ny bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy.

Pro­jekt okład­ki: Iza­be­la Sur­dy­kow­ska-Ju­rek, Mag­da­le­na Mu­szyń­ska

Ko­rek­ta: Klau­dia Dróżdż, Iwo­na Kar­wac­ka, Do­ro­ta Si­de­ro­pu­lu

Skład: Woj­ciech Ław­ski

Książ­ka wy­da­na w Sys­te­mie Wy­daw­ni­czym For­tu­net™

www.for­tu­net.eu

ISBN: 978-83-63506-19-3

Wy­daw­nic­two Po­li­graf

ul. Młyń­ska 38

55-093 Brze­zia Łąka

tel./fax (71) 344-56-35

www.Wy­daw­nic­two­Po­li­graf.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Dawno, daw­no temu, w pew­nej kra­inie za dwu­na­sto­ma gó­ra­mi, za wy­so­kim la­sem, za sze­ro­ką rze­ką żył chło­piec nie­zwy­kle miły, grzecz­ny, uczci­wy, uczyn­ny, a przy tym skrom­ny. Uwa­żał jed­nak, że nie robi nic nad­zwy­czaj­ne­go, po pro­stu wy­peł­nia swo­je co­dzien­ne obo­wiąz­ki. Lu­dzie do­oko­ła mó­wi­li: „jaki to nie­zwy­kle do­bry chło­piec i jaki pra­co­wi­ty”. Chło­piec nie miał ro­dzi­ców, więc mu­siał pra­co­wać, aby utrzy­mać sie­bie i w ja­kiś spo­sób za­ro­bić na chleb. Nie mu­siał aż tyle pra­co­wać, ale chciał, bo jak sam nie­raz mó­wił, że to jego je­dy­ne za­ję­cie i w do­dat­ku spra­wia mu przy­jem­ność, a przy tym spo­ro się na­uczy lub za­ro­bi, bo war­to to pod­kre­ślić, że cza­sa­mi pra­co­wał bez­in­te­re­sow­nie, tak z czy­stej życz­li­wo­ści, z do­bre­go ser­ca. Cza­sa­mi jed­nak Ba­zy­lian, bo tak wła­śnie miał na imię, ma­rzył w sa­mot­no­ści o do­ko­na­niu cze­goś nie­zwy­kłe­go, nie­po­wta­rzal­ne­go, co mo­gło­by spra­wić, że prze­sta­nie być po­strze­ga­ny przez miesz­kań­ców jako zwy­kły, do­bry i pra­co­wi­ty chło­piec. Pra­gnął do­ko­nać cze­goś, co przy­nio­sło­by mu sła­wę i to na cały kraj. A przy tym zro­bił­by coś wiel­kie­go dla lu­dzi, któ­rzy, kto wie, by­li­by mu wdzięcz­ni, a może na­wet na­pi­sa­li­by o nim w książ­kach. Och tak, to ma­rze­nie wie­lu lu­dzi, jed­nak tyl­ko nie­licz­nym uda­je się do­ko­nać na­praw­dę wiel­kich rze­czy. Czy uda się na­sze­mu ma­łe­mu Ba­zy­lia­no­wi? No cóż, cięż­ko po­wie­dzieć, jed­no wia­do­mo na pew­no, że nig­dy nie na­le­ży re­zy­gno­wać ze swo­ich ma­rzeń i trze­ba do nich za wszel­ką cenę dą­żyć, a przy tym być sil­nym i wy­trwa­łym. Czy taki wła­śnie jest Ba­zy­lian? Nie wia­do­mo, ale być może wszyst­ko sta­nie się ja­sne już nie­ba­wem.

Dziś Ba­zy­lian pil­nu­je sta­da owiec. Nie jest to ła­twa pra­ca, tym bar­dziej że po­dob­no w po­bli­żu żyją wil­ki, któ­re czy­ha­ją tyl­ko na to, by po­żreć owce. Na szczę­ście chło­piec nie jest sam, bo to­wa­rzy­szył mu wier­ny pies i praw­dzi­wy przy­ja­ciel Ku­bal, któ­re­go ma, od­kąd pa­mię­ta. Przy Ku­ba­lu Ba­zy­lian czu­je się pew­niej i bez­piecz­niej, bo wie, że w ra­zie ja­kie­go­kol­wiek za­gro­że­nia, jego kom­pan sta­nie w jego obro­nie. Mimo pra­cy chło­piec miał czas, aby roz­my­ślać, bo Ba­zy­lian to ty­po­wy przy­kład ma­rzy­cie­la i me­lan­cho­li­ka. Czę­sto wpa­dał w taki stan, co świad­czy­ło o jego nie­zwy­kłej uczu­cio­wo­ści i pięk­nie du­szy, wraż­li­wej na świat, ból i cier­pie­nie in­nych. Dla­te­go też czę­sto sta­rał się po­ma­gać tym, któ­rzy w jego oczach wy­glą­da­li na bied­nych, cho­rych, a przede wszyst­kim nie­szczę­śli­wych. Chło­piec ła­two do­strze­gał to, cze­go nie umie­li do­strzec inni. Wte­dy słu­żył bez­in­te­re­sow­ną po­mo­cą i był szczę­śli­wy, gdy ktoś wresz­cie po dłu­gim cza­sie się uśmiech­nął albo za­pro­sił go na cia­sto i her­ba­tę. Cie­szył się, gdy ko­muś po­mógł i oka­zał ser­ce, bo więk­szość lu­dzi my­śli o so­bie i o swo­ich bli­skich, a na ob­cych wła­ści­wie wca­le nie zwra­ca uwa­gi, a je­że­li na­wet coś ta­kie­go mia­ło miej­sce, wy­ni­ka­ło ra­czej z przy­pad­ku. Ba­zy­lian nie miał zbyt wie­lu przy­ja­ciół, gdyż nie był taki jak inni chłop­cy w jego wie­ku, po pro­stu do nich nie pa­so­wał. Był inny, ale inny to nie zna­czy gor­szy, o czym wie­dział i za bar­dzo się nie przej­mo­wał, nie uwa­żał bo­wiem swo­je­go cha­rak­te­ru za wadę, wręcz prze­ciw­nie, twier­dził, że to jed­na z naj­więk­szych za­let, jaką moż­na mieć. Był o tym świę­cie prze­ko­na­ny i nie­wie­le ro­bił so­bie z drwin in­nych. Jego naj­bliż­szym przy­ja­cie­lem, któ­re­go po­znał przed laty, był Her­bert, któ­re­mu mógł za­ufać i po­wie­rzyć naj­waż­niej­sze ta­jem­ni­ce. Chłop­cy ro­zu­mie­li się w lot; z pew­no­ścią byli po­krew­ny­mi du­sza­mi. Na ta­kich zgra­nych przy­ja­ciół przy­jem­nie jest pa­trzeć i miło jest mieć ta­kie­go przy­ja­cie­la, któ­re­mu moż­na po­wie­rzyć wszel­kie se­kre­ty, a co naj­waż­niej­sze – moż­na mu w peł­ni za­ufać, bo ma się pew­ność, że za two­imi ple­ca­mi wszyst­kie­go nie roz­po­wie. Tak, ta­kie­go przy­ja­cie­la z pew­no­ścią war­to mieć, py­ta­nie jed­nak, gdzie go szu­kać? Cięż­ko po­wie­dzieć. Może wy­star­czy odro­bi­na szczę­ścia albo cza­sem szczę­ściu trze­ba po­móc i do­brze po­szu­kać? Czę­sto też de­cy­du­je przy­pa­dek lub prze­zna­cze­nie, na któ­re nie mamy już ab­so­lut­nie żad­ne­go wpły­wu. Mały bo­ha­ter pod tym wzglę­dem miał szczę­ście, do­brze, że choć pod tym. Chło­pak nie miał ła­twe­go ży­cia, bo zo­stał zu­peł­nie sam na tym świe­cie. Wcze­śnie stra­cił ro­dzi­ców i do dziś nie wia­do­mo, co się z nimi sta­ło, prze­pa­dli bez wie­ści i wszel­ki ślad po nich za­gi­nął. Od tego cza­su mi­nę­ło ład­nych parę lat, a za­gad­ka ich ta­jem­ni­cze­go znik­nię­cia nie zo­sta­ła roz­wią­za­na. Praw­do­po­dob­nie ro­dzi­ce chłop­ca wy­ru­szy­li w da­le­ką po­dróż, z któ­rej nie po­wró­ci­li żywi. Krą­ży­ła rów­nież dru­ga, mniej sym­pa­tycz­na hi­sto­ria gło­szą­ca, że zo­stał przez ro­dzi­ców po­rzu­co­ny, gdyż byli zbyt mło­dzi, aby go wy­cho­wać, a do pra­cy zbyt­nio się nie gar­nę­li. Uciecz­ka i po­zo­sta­wie­nie nie­chcia­ne­go dziec­ka by­ło­by naj­lep­szym, a może na­wet je­dy­nym słusz­nym roz­wią­za­niem. Co na to chło­piec? No cóż, nie do­pusz­czał tych słów lu­dzi do my­śli, bo uwa­żał je za plot­ki. No tak, bo jak in­a­czej moż­na na­zwać nie­po­twier­dzo­ne in­for­ma­cje? In­sy­nu­owa­ne i róż­nie in­ter­pre­to­wa­ne. Jed­nak chy­ba naj­bar­dziej prze­ko­nu­ją­ca, a co naj­waż­niej­sze bar­dziej praw­do­po­dob­na, i oczy­wi­ście bar­dziej przy­chyl­na, to ta pierw­sza. Ba­zy­lian jed­nak nie pod­da­je się, sta­ra się w ogó­le o tym nie my­śleć, zresz­tą nie­wie­le pa­mię­ta, bo gdy to się wy­da­rzy­ło, miał nie­speł­na dwa lata. Po­tem był zda­ny wy­łącz­nie na sie­bie, gdyż nie miał żad­nej ro­dzi­ny, któ­ra mo­gła­by się nim za­jąć, a i są­sie­dzi nie oka­za­li mu ser­ca, bo przez pierw­sze pół roku nic nie wie­dzie­li. Na szczę­ście, po ty­go­dniu od tego tra­gicz­ne­go zda­rze­nia, za­ję­ła się nim mama Her­ber­ta, być może dla­te­go jest on naj­lep­szym przy­ja­cie­lem Ba­zy­lia­na. Mama Her­ber­ta wca­le go nie wy­ga­nia­ła, chcia­ła, by chło­piec zo­stał z nimi na sta­łe, przy­najm­niej do cza­su, kie­dy się usa­mo­dziel­ni. Chło­piec jed­nak nie chciał żyć na ła­sce do­brej ko­bie­ty, tym bar­dziej że wy­cho­wy­wa­ła sa­mot­nie syna, dla­te­go gdy skoń­czył dzie­sięć lat, wy­pro­wa­dził się i za­miesz­kał w od daw­na opusz­czo­nej cha­cie i za­czął za­ra­biać na chleb. Trwa to mniej wię­cej od dwóch lat, bo obec­nie chło­piec ma dwa­na­ście lat, po­dob­nie zresz­tą jak Her­bert, bo chłop­cy są rów­no­lat­ka­mi. No tak, trze­ba przy­znać, że chło­pak nie ma ła­twe­go ży­cia, bo nie może w peł­ni cie­szyć się dzie­ciń­stwem, ale i tak nie na­rze­ka, nie ma do ni­ko­go pre­ten­sji o swój los, bie­rze ży­cie ta­kim, ja­kie jest, z na­dzie­ją, że wszyst­ko się ja­koś uło­ży i być może wkrót­ce wy­da­rzy się coś nie­zwy­kłe­go, co raz na za­wsze od­mie­ni jego ży­cie…

Chło­piec, le­żąc na łące, uj­rzał Her­ber­ta, któ­ry do nie­go po­dą­żał.

– Wi­taj, Ba­zy­lia­nie, jak leci? – za­py­tał grzecz­nie przy­ja­cie­la.

– Cześć, Her­bert, jak za­wsze, wszyst­ko po sta­re­mu. Dziś pil­nu­ję owiec.

– Wła­śnie wi­dzę. I co, dłu­go już tu je­steś?

– Ja­kieś trzy go­dzi­ny.

– A dużo ci jesz­cze zo­sta­ło?

– No, … trzy, czte­ry go­dzi­ny. A co u cie­bie sły­chać?

– Nic nad­zwy­czaj­ne­go, mama pro­si­ła bym po­szedł do lasu na­zbie­rać ja­gód, bo ma za­miar upiec pla­cek.

– O rety! Pla­cek z ja­go­da­mi… mój ulu­bio­ny.

– Też tak my­śla­łem, dla­te­go wraz z mamą za­pra­sza­my cię, jak bę­dzie go­to­wy.

– Chęt­nie skosz­tu­ję, dzię­ku­ję za za­pro­sze­nie.

– Nie ma za co, wiesz, że je­steś dla mnie jak brat. No, a mama trak­tu­je cię jak syna.

– Tak, wiem, tyle razy mi to mó­wi­li­ście.

– Szko­da tyl­ko, że się wy­pro­wa­dzi­łeś.

– Daj spo­kój! Ile będę sie­dział wam na gło­wie i tak je­stem wam wdzięcz­ny za te wszyst­kie lata.

– No tak, ale prze­cież nadal je­steś dziec­kiem.

– Ale nie ma­łym. Poza tym do­sko­na­le daję so­bie radę.

– Tak, wiem, ale mimo wszyst­ko je­steś dziec­kiem.

– Co mam zro­bić? Gdy­bym miał ro­dzi­ców, by­ło­by in­a­czej.

– Wiem, no wiem, ogrom­nie ci współ­czu­ję.

– No do­brze, nie mów­my już o tym, po co mamy so­bie psuć hu­mor, zresz­tą los i tak nie za­le­ży od nas.

– Nie­praw­da, sami je­ste­śmy pa­na­mi swe­go losu, przy­najm­niej po czę­ści.

– Co przez to ro­zu­miesz?

– To praw­da, nie mia­łeś wpły­wu na to, że wcze­śnie stra­ci­łeś ro­dzi­ców, ale masz wpływ na obec­ne ży­cie, czy­li mu­sisz po­dej­mo­wać wła­ści­we de­cy­zje, aby było ono po two­jej my­śli – wy­ja­śnił Her­bert.

– Tak, jed­nak nie jest to ta­kie pro­ste, gdy ma się dwa­na­ście lat. Prze­cież sam po­wie­dzia­łeś, że je­stem tyl­ko dziec­kiem. Czę­sto do­ro­śli nie umie­ją po­ra­dzić so­bie z ży­ciem, a co do­pie­ro dzie­ci, zwłasz­cza wy­cho­wu­ją­ce się bez ro­dzi­ców. Poza tym my­ślę, że i tak do­brze so­bie ra­dzę, stra­ci­łem ro­dzi­ców, kie­dy mia­łem nie­ca­łe dwa lata, miesz­ka­łem z tobą i two­ją mamą i to aż przez osiem lat! Kie­dy skoń­czy­łem dzie­sięć, wy­pro­wa­dzi­łem się i usa­mo­dziel­ni­łem. Pra­cu­ję i wy­ko­nu­ję prze­róż­ne pra­ce, ja­kie tyl­ko wpad­ną mi w ręce, aby się utrzy­mać, a na­wet po­ma­gam bez­in­te­re­sow­nie wie­lu lu­dziom, bo lu­bię to ro­bić, lu­bię ko­muś usłu­żyć z wła­snej nie­przy­mu­szo­nej woli, dbam też o psa. Na­praw­dę się sta­ram, by ja­koś żyć. A ty su­ge­ru­jesz, że nie­wła­ści­wie żyję i nie­wie­le ro­bię, by moje ży­cie było wła­ści­we. A ja za­wsze my­śla­łem, że je­steś moim wier­nym, do­brze ży­czą­cym przy­ja­cie­lem, któ­ry jest za­do­wo­lo­ny z ko­le­gi, że mimo cięż­kie­go losu daje so­bie radę.

– Źle mnie zro­zu­mia­łeś. Prze­ciw­nie, uwa­żam, że da­jesz so­bie do­sko­na­le radę i nie tyl­ko je­stem z cie­bie za­do­wo­lo­ny – je­stem z cie­bie dum­ny. Je­stem two­im wier­nym przy­ja­cie­lem, prze­cież o tym wiesz. Cho­dzi­ło mi tyl­ko o to, że wca­le nie mu­sisz ogra­ni­czać ży­cia wy­łącz­nie do eg­zy­sten­cji, co ozna­cza, że ty rów­nież masz pra­wo do re­ali­za­cji ma­rzeń. A ty tyl­ko du­masz, za­miast coś z tym fak­tem zro­bić – wy­ja­śniał Her­bert.

– Chy­ba, że tak. W ta­kim ra­zie źle cię zro­zu­mia­łem.

– W po­rząd­ku.

– Wiesz jed­nak, że z re­ali­za­cją ma­rzeń nie jest tak ła­two, zwłasz­cza gdy je­steś po­strze­ga­ny jako zwy­kły do­bro­dusz­ny i pra­co­wi­ty chło­piec, cze­go nie uwa­żam za złe, ale chciał­bym choć tro­chę się od­róż­niać. Nie tyl­ko ze wzglę­du na do­bro, ale na uczy­nie­nie cze­goś na­praw­dę zna­czą­ce­go, cze­goś wy­jąt­ko­we­go, wiel­kie­go – tłu­ma­czył chło­piec.

– Wiem, wiem, ale cza­sa­mi war­to się po­sta­rać, by te ma­rze­nia się speł­ni­ły.

– Może war­to za­ufać lo­so­wi – po­wie­dział spo­koj­nie Ba­zy­lian.

– Może i tak, nie wiem. Rób jak uwa­żasz, nie będę się wtrą­cał, bo prze­cież to two­je ży­cie, a ja chcia­łem ci tyl­ko udzie­lić po­ra­dy – tłu­ma­czył się Her­bert.

– W po­rząd­ku, ale wiesz co, le­piej zo­staw­my ten te­mat, bo po co mamy się po­kłó­cić.

– No do­bra, fak­tycz­nie głu­pio by­ło­by się po­kłó­cić, więc zo­staw­my to już – przy­znał chło­piec.

I rze­czy­wi­ście prze­sta­li da­lej drą­żyć ten