Nowy początek - Sandi Lynn - ebook

16 osób właśnie czyta

Opis

Chase to trzydziestoletni miliarder, właściciel korporacji komputerowej i komputerowy geniusz. Kobiety go uwielbiają, ale on tylko się nimi bawi.
Dwudziestoczteroletnia Kinsley zawsze chciała się wyrwać ze swojego miasteczka i z domu, który nigdy nie był domem. Kiedy przyłapała chłopaka na zdradzie, nic jej już tam nie trzymało. Przyjechała do Kalifornii i zaczęła pracę w firmie Chase’a.
Chemia jest natychmiastowa, lecz oboje boją się uczucia. Tak jest bezpieczniej. To mniej boli. Jednak miłość jest silniejsza. Ale może okazać się balansowaniem nad przepaścią…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 262

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Barbara Cywińska

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© Viorel Sima/Shutterstock

Tytuł oryginału

Chase Calloway

Chase Calloway

Copyright © 2018 Sandi Lynn Romance, LLC

All rights reserved.

No part of this publication may be reproduced, distributed,

or transmitted in any form or by any means, including photocopying,

recording, or other electronic or mechanical methods

without the prior written permission of the publisher.

This is a work of fiction.

Names, characters, places and incidents are the products

of the author’s imagination or are used fictitiously.

Any resemblance to actual events, locales, or persons, living or dead,

is entirely coincidental.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2019 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-7022-7

Warszawa 2019. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Moja misja

Obdarowywanie

Rozdział 1

KINSLEY

Czy kiedykolwiek mieliście ochotę zostawić za sobą wszystko i zacząć nowe życie w miejscu, gdzie nikt was nie zna? Ani jedna osoba? W miejscu, gdzie moglibyście zacząć wszystko od nowa i wymyślić siebie na nowo? Swoje życie? Swoje marzenia? Ja myślałam o tym, odkąd byłam małą dziewczynką, a teraz wreszcie to zrobiłam.

Kiedy weszłam na pokład samolotu do Kalifornii i usiadłam w fotelu, poczułam, że ogarnia mnie niepokój. Musiałam znaleźć się tak daleko od Berkshire w Indianie, jak to tylko było możliwe. Serce mnie bolało, coś we mnie pękło. W tym momencie dokładnie czułam wszystkie ogarniające mnie emocje. Z westchnieniem przycisnęłam do piersi małą białą poduszeczkę i wbiłam wzrok w pas startowy za oknem, który miał być moją drogą ucieczki z tego nieszczęsnego miejsca. Powinnam to była zrobić, kiedy skończyłam dwadzieścia lat, jednak wtedy nie byłam na to gotowa finansowo. A kiedy wreszcie w wieku dwudziestu trzech lat uzbierałam wystarczającą sumkę, spotkałam Henry’ego, dla którego zdecydowałam się zostać. Powinnam była mieć więcej rozumu. Ale ta dziwna rzecz, którą wszyscy lubią nazywać miłością, powstrzymała mnie od tego, o czym marzyłam, odkąd byłam dzieckiem.

Osiem godzin wcześniej

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Dzisiaj urodziny mojego chłopaka, Henry’ego! Wzięłam sobie dzień wolnego w obskurnej restauracyjce, w której pracowałam, żeby zaplanować coś specjalnie dla niego. Zarezerwowałam stolik w Alpines, modnej restauracji à la carte specjalizującej się w stekach, do której się wybieraliśmy, odkąd została otwarta. Rezerwację zrobiłam ponad miesiąc temu, bo właśnie tyle czeka się tam na stolik. Wyskoczyłam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam do ulubionej piekarni Henry’ego, żeby kupić jego ulubione ciastka z ciasta francuskiego z wiśniami oraz kawę. Nie wiedział, że wzięłam sobie wolne. Chciałam mu zrobić niespodziankę, marzyło mi się, że to będą najlepsze urodziny w jego życiu.

Cichutko wsunęłam klucz w zamek i powoli otworzyłam drzwi do jego mieszkania, po czym na paluszkach poszłam do kuchni, gdzie położyłam na ladzie torbę z ciastkami i plastikowe kubki z kawą. Ładnie ułożyłam na talerzyku jedno ciastko i wetknęłam w sam środek świeczkę. Zapaliłam ją, ostrożnie podeszłam do sypialni i otworzyłam drzwi. Serce zaczęło mi bić jak szalone na widok Henry’ego trzymającego w ramionach inną kobietę. Na dodatek nie jakąś inną kobietę, ale moją najlepszą przyjaciółkę, Kristę.

– Co, do diabła…! – krzyknęła.

Henry zeskoczył z łóżka, a Krista usiadła, podciągając do góry kołdrę, żeby zakryć nagie ciało.

– Kinsley. Co ty tu robisz? – zapytał nerwowo Henry.

– Kinsley, mogę ci wszystko wytłumaczyć – powiedziała Krista, podnosząc dłoń.

Z trudem przełknęłam ślinę, a po policzkach popłynęły mi łzy. Poczułam, że robi mi się niedobrze.

– Kinsley. – Henry włożył szorty i ruszył w moją stronę.

Miałam tak dużo do powiedzenia, wykrzyczenia, wywrzeszczenia, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Podniosłam rękę na znak, żeby nie odważył się podejść bliżej.

– Nie – udało mi się wyartykułować trzęsącym się głosem.

Zatrzymał się gwałtownie.

– Kochanie, proszę cię. To nie tak, jak myślisz.

Pokręciłam z niedowierzaniem głową, stał przede mną i myślał, że tak po prostu uda mu się z tego wyłgać?

– To nie tak, jak myślę? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Wchodzę do twojej sypialni i znajduję cię w łóżku, gołego i trzymającego w objęciach moją najlepszą przyjaciółkę! Od kiedy to trwa?! – krzyknęłam, przenosząc wzrok na Kristę. – Powiedz mi! – wrzasnęłam.

– To było tylko kilka razy – wydusiła z siebie. – Przepraszam cię, Kinsley. Nie chciałam, żeby to się stało.

– No właśnie, kochanie. To się zdarzyło tylko kilka razy. Uwierz mi, proszę – powiedział Henry. – Poza tym to nie miało żadnego znaczenia. Przyrzekam, absolutnie żadnego.

– Jak mogliście oboje mi to zrobić? – zapytałam, a po policzkach nadal płynęły mi łzy. – Henry, jak mogłeś? – Powoli pokręciłam głową, wpatrując się w jego kłamliwe oczy.

– Kinsley, ja… – zaczął.

Spojrzałam na ciastko, zdmuchnęłam świeczkę, a następnie cisnęłam w niego talerzem. Zrobił unik, talerz roztrzaskał się o ścianę.

– Oboje jesteście dla mnie martwi. – Wycelowałam w nich palec. – Rozumiecie? Martwi! – Odwróciłam się na pięcie i jak burza wypadłam z sypialni.

– Kinsley, poczekaj! – zawołała Krista, ruszając za mną.

Chwyciłam torebkę, a kiedy szłam w stronę drzwi, Krista złapała mnie za rękę, próbując zatrzymać.

– Nie rób tego! Tak mi przykro. Nie chciałam, żeby to się stało – błagała, osuwając się na podłogę, cały czas trzymając w mocnym uścisku moją dłoń.

– Sypiasz z moim facetem, z mężczyzną, z którym spotykam się od ponad roku, i masz czelność mówić mi, żebym tego nie robiła! – krzyknęłam. – Posłuchaj, Krista! Możecie teraz mieć siebie nawzajem, a jeśli o mnie chodzi, możecie razem zgnić w piekle!

– Kinsley, kochanie, porozmawiajmy jak dorośli, ty i ja – odezwał się Henry. – To był błąd.

– Jak dorośli? – Obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem. – Ty nie jesteś mężczyzną. Jesteś pieprzonym tchórzem, daleko ci do dorosłości. Wszystkiego najlepszego, Henry! Mam nadzieję, że dostaniesz wszystko, czego pragniesz. Zresztą, z tego co widzę, już to masz.

Wyrwałam rękę z uścisku Kristy, wyleciałam przez drzwi, wskoczyłam do auta i odjechałam z piskiem opon. Po przejechaniu mniej więcej ośmiu kilometrów zatrzymałam się na poboczu. Głowa mi opadła, oparłam czoło o kierownicę, na której zaciśnięte były moje dłonie. Czułam się, jakbym miała atak paniki. Nie mogłam złapać tchu, a jednak dobrze wiedziałam, co muszę teraz zrobić. Wyjęłam telefon z torebki i wybrałam numer Jimmy’ego.

– Hej, Kinsley! Co tam?

– Nadal chcesz kupić mój wóz? – Nie owijałam w bawełnę.

– Pewnie. Zdecydowałaś się go sprzedać?

– Tak. W takim razie za kilka godzin będzie twój. Chcę czterech tysięcy w gotówce. Zdążysz skombinować kasę?

– Jasne, nie ma problemu. Zaraz podjadę do banku. A skąd ta nagła decyzja?

– Po prostu już go nie potrzebuję.

– Coś się stało? – chciał wiedzieć.

– Do zobaczenia wkrótce – zakończyłam rozmowę.

Pojechałam do banku, żeby zamknąć konto. Potem udałam się do domu, ledwo weszłam do środka, a już natknęłam się na nieprzytomną mamę leżącą na kanapie. Przewracając oczami, pobiegłam do swojego pokoju, wrzuciłam do walizki tyle rzeczy, ile się tam zmieściło, po czym wróciłam do salonu.

– Mamo? – Delikatnie nią potrząsnęłam.

– Nie teraz, Kinsley – jęknęła.

Kręcąc głową, poszłam do kuchni, wyjęłam z szuflady długopis i kartkę papieru i napisałam liścik:

Mamo, wyjeżdżam. Nie mogę dłużej tutaj zostać. Pragnę innego życia. Nie martw się o mnie! Naprawdę mam nadzieję, że w końcu uda Ci się wziąć w garść. Kinsley.

Położyłam liścik na stoliku przez kanapą, na której leżała nieprzytomna, i wyszłam z domu, ciągnąc za sobą walizkę. W drodze do garażu Jimmy’ego zadzwoniłam do Ubera, żeby samochód już tam na mnie czekał.

– Co się dzieje, Kinsley? – chciał wiedzieć Jimmy.

– Wyjeżdżam stąd. Nie mogę już tutaj zostać – wyjaśniłam, odbierając od niego pieniądze i podając mu kluczyki.

– A co z Henrym? Powiedziałaś mu?

– Henry pieprzy Kristę, więc raczej nie będzie się przejmował moim wyjazdem.

– Cholera, przykro mi. – Jimmy podrapał się po głowie. – Gdzie się wybierasz?

– Jeszcze nie wiem.

– A co z twoją mamą?

– Nic jej nie będzie. Pewnie minie kilka dni, zanim w ogóle zauważy, że mnie nie ma.

Akurat podjechał samochód Ubera, kierowca uchylił okno od strony pasażera.

– Pani jest Kinsley? – zapytał.

– Tak. – Skinęłam głową.

Podeszłam do swojego auta i wyjęłam z bagażnika walizkę.

– Dzięki, Jimmy.

– Nie ma sprawy, Kinsley. Powodzenia! I uważaj na siebie. – Uściskał mnie.

– Jasne – uśmiechnęłam się blado i włożyłam pieniądze, które mi dał, do portmonetki.

Kiedy siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu, mój telefon nie przestawał dzwonić, Henry desperacko próbował się do mnie dodzwonić i zasypywał mnie esemesami. Otworzyłam okno i wyrzuciłam telefon na samym środku autostrady.

– Dlaczego pani to zrobiła? – zainteresował się kierowca.

– Już go nie potrzebuję. Ten etap życia mam już za sobą.

Podrzucił mnie na lotnisko, a ja, ciągnąc za sobą walizkę, podeszłam pod stanowisko rezerwacji.

– W czym mogę pomóc? – zapytała sympatyczna brunetka.

– Poproszę bilet w jedną stronę do Kalifornii. Najbliższym lotem, jeśli to możliwe.

– Ma pani szczęście. Następny lot jest za dwie godziny i są jeszcze dwa wolne miejsca – uśmiechnęła się.

Rozdział 2

CHASE

Och, Chase – jęknęła Rachel. – Jesteś… niesamowity!

– Tak, skarbie. Wiem – uśmiechnąłem się do niej, zapinając koszulę.

– Musisz już iść? – zapytała.

– Niestety, rzeczywistość wzywa. Muszę jechać do firmy, inaczej ojciec urwie mi głowę.

– Zadzwonisz jeszcze do mnie…? – uśmiechnęła się uwodzicielsko.

– Oczywiście. – Puściłem do niej oko, wziąłem aktówkę i wyszedłem.

Wsiadłem do swojego czarnego kabrioletu aston martin i pomknąłem przed siebie, jakby świat należał do mnie. Właśnie z szerokim uśmiechem na twarzy podśpiewywałem do ulubionych piosenek, kiedy zadzwoniła do mnie na Facetimie Lexi, moja sekretarka.

– Dzień dobry, piękna – uśmiechnąłem się.

– Chase, gdzie ty się podziewasz? Ojciec cię szuka.

– Zaraz będę. Powiedz mu, że do bardzo późna pracowałem nad programowaniem tego nowego systemu komputerowego.

– Skończyłeś chociaż?

– Nie, serduszko, ale skończę, zanim mnie znajdzie – uśmiechnąłem się przebiegle. – Dopilnuj, żeby na biurku czekała już na mnie kawa, bo będę jej potrzebował.

– Wiesz, że nie cierpię go okłamywać. Mogę w ten sposób stracić pracę – wyszeptała, przybliżając twarz do telefonu.

– Nie stracisz pracy, skarbie. A poza tym wcale go nie okłamujesz. Przecież mówię, że oprogramowanie będzie gotowe, zanim mnie znajdzie. Do zobaczenia wkrótce. – Nacisnąłem guzik przerywający połączenie.

Wiatr owiewał mi twarz, kiedy dodałem gazu i podkręciłem radio na cały regulator. Skręciłem na parking Calloway Tech, zatrzymałem samochód na swoim miejscu parkingowym i wszedłem od tyłu do budynku. Wpadłem do swojego gabinetu, wyjąłem z kieszeni pendrive’a i wsunąłem do komputera.

– No dobra, jedziemy z tym – uśmiechnąłem się do siebie, uderzając palcami w klawiaturę. Piętnaście minut później byłem gotowy. Cały ja! Zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę. Wyjąłem pendrive’a, wyłączyłem komputer i ruszyłem w stronę gabinetu ojca.

– No no no, witam! – uśmiechnąłem się szeroko do pięknej brunetki, siedzącej przed jego gabinetem. – Nie jesteś Audrey. – Przysiadłem na brzegu jej biurka.

– Dzień dobry. – Przygryzła dolną wargę. – Jestem tu na zastępstwo. Audrey jest chora.

– Aaaa… Przykro mi to słyszeć, ale mamy szczęście, że mogłaś ją zastąpić! Jestem Chase Calloway. – Wyciągnąłem do niej dłoń.

– Isabella. – Z uśmiechem podała mi swoją wymanikiurowaną rączkę.

– Chase! – wrzasnął ojciec, otwierając drzwi gabinetu. – Chodź tu!

– Miło było cię poznać. Może skoczymy po pracy na drinka?

– Z miłą chęcią – pisnęła.

Wszedłem do gabinetu ojca, zamknąłem za sobą drzwi, wyjąłem z kieszeni pendrive’a i położyłem go na biurku.

– Proszę bardzo, tato. Mówiłem ci, że wszystko będzie gotowe na dzisiaj.

– I pracowałeś nad tym przez całą noc…? – Łypnął na mnie spod oka.

– Nie inaczej. – Włożyłem ręce do kieszeni.

– A to nie ten sam garnitur, który miałeś na sobie wczoraj? – zapytał podejrzliwie.

– Garnitur? – Spojrzałem w dół. – Oczywiście, że nie! Wiesz, ile mam garniturów?

– Doprawdy? – Obrzucił mnie gniewnym spojrzeniem, po czym odwrócił w moją stronę ekran swojego komputera. – Piszą tutaj, że ostro wczoraj imprezowałeś w klubie ze striptizem. To ty? Prawda? – Znacząco podniósł brew, wskazując na zdjęcie pokazujące mnie z drinkiem w jednej ręce i półnagą Rachel w drugiej.

– No to co? Musiałem się trochę odprężyć, zanim zająłem się dokończeniem programu. Jedyne co się liczy, to że program jest gotowy i hula. Tak? – Podniosłem ramiona.

– Wynoś się stąd. Na pewno potrzebujesz kawy – uśmiechnął się kwaśno.

– Dzięki, tato! Do zobaczenia później. – Ruszyłem w stronę drzwi.

– Chase?! – zawołał za mną.

– Tak?

– Trzymaj się z daleka od mojej sekretarki na zastępstwo.

– Hm, tatku… – uśmiechnąłem się szeroko. – Ty szczwany lisie! Czyżbyś chciał ją zatrzymać dla siebie…?

– Do cholery jasnej, synu! Wynoś mi się stąd i bierz się do pracy. – Pokręcił głową.

Wyszedłem z jego gabinetu, a przechodząc koło biurka Isabelli, puściłem do niej oko i uśmiechnąłem się. Uwielbiam piękne kobiety, a ta zdecydowanie do takich należała. Wszedłem do swojego gabinetu i rzuciłem aktówkę na krzesło.

– Widziałeś się z ojcem? – zapytała Lexi, wchodząc za mną do środka.

– Tak, Lexi, możesz się rozluźnić. Wszystko jest dobrze. No to, co tam mamy w terminarzu na dzisiaj? – zapytałem, podnosząc kubek z kawą i upijając łyk.

– O pierwszej masz spotkanie z agencją ochrony Lux. Chcą aktualizacji aplikacji swoich systemów.

– Cholera. Jeszcze jej nie mam. Ale nie bój nic, nie łącz ze mną nikogo i jakby ktoś chciał się ze mną zobaczyć, to mów, że jestem zajęty. Muszę się zająć tą aplikacją.

– Zrobi się, Chase. A tak przy okazji, dziś wieczorem przychodzi ten facet od zbierania funduszy.

– Jaki znowu facet? – Rzuciłem jej przelotne spojrzenie.

– Ten, do którego wysłał cię ojciec, żebyś w jego imieniu reprezentował firmę.

– A, tak. Zapomniałem o tym. Dzięki za przypomnienie.

Usiadłem za biurkiem, podniosłem słuchawkę telefonu i wybrałem numer do biura ojca.

– Dzień dobry, Calloway Tech, w czym mogę pomóc?

– Witaj, Isabella, mówi Chase Calloway. Może miałabyś ochotę przejść się dzisiaj ze mną na imprezę charytatywną? Będzie darmowe jedzenie i napoje, a także inne apetyczne rzeczy…

– Z przyjemnością się przejdę.

– Świetnie. Prześlij mi adres, podjadę po ciebie o siódmej.

– Już nie mogę się doczekać, panie Calloway…

Z uśmiechem zakończyłem rozmowę.

– Hej, brachu! Jak ci poszło wczoraj z Rachel? – Do gabinetu wszedł Steven i żartobliwie dał mi kuksańca w ramię.

– Nie mogę narzekać – uśmiechnąłem się znacząco. – A tak przy okazji, to przestań robić mi zdjęcia i wstawiać je na media społecznościowe! Ojciec je zobaczył i nie był z tego powodu zachwycony.

– Nie wygłupiaj się, Chase! – Parsknął śmiechem. – A myślisz, że niby komu zawdzięczasz, że obwołano cię najseksowniejszym kawalerem do wzięcia w Los Angeles? – uśmiechnął się od ucha do ucha.

Rozdział 3

KINSLEY

Kiedy tylko moje stopy dotknęły kalifornijskiej ziemi, przystanęłam i wbiłam wzrok w roztaczający się przed moimi oczami piękny widok. Palmy, góry, szum przetaczającego się koło mnie tłumu. Wzięłam głęboki wdech, w tym momencie podszedł do mnie jakiś mężczyzna.

– Potrzebuje pani taksówki? – zagadnął.

– Właściwie to tak.

– Zapraszam – uśmiechnął się.

Usadowiłam się na tylnym siedzeniu, a kierowca spojrzał na mnie pytająco w lusterku wstecznym.

– Gdzie jedziemy?

– W sumie to nie wiem… – Przygryzłam dolną wargę.

Ze zmarszczonym czołem odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć.

– Była pani już kiedyś w Kalifornii? – zapytał.

– Nie. Dzisiaj rano podjęłam decyzję, że się tu przeprowadzam.

– Wow. Okej. Rozumiem, że nie ma pani planu?

– Nie. To była raczej spontaniczna decyzja. Choć tak naprawdę marzyłam o tym, odkąd byłam dzieckiem.

– Ach, coś lub ktoś musiało panią zmusić to podjęcia tej decyzji, zanim miała pani czas spokojnie się nad tym zastanowić?

– Tak, można tak powiedzieć. Przyjechałam tutaj, żeby wymyślić się na nowo. Zacząć nowe życie.

– Hm, w takim razie witamy w Mieście Aniołów – uśmiechnął się. – Tak przy okazji, jestem Reece. – Wyciągnął do mnie rękę.

– A ja Kinsley.

– Miło mi cię poznać, Kinsley. Mam pomysł. Moja kuzynka prowadzi Coral Sands Motel w Hollywood. Zawiozę cię do niej i dopilnuję, żeby znalazł się dla ciebie pokój. Ceny ma rozsądne. Możesz się na początek tam zatrzymać i spokojnie rozglądnąć za czymś na stałe.

– Dzięki, Reece. To miło z twojej strony – uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością.

Podwiózł mnie prosto pod motel Coral Sands. Zapłaciłam mu za przejazd, a on wyjął z bagażnika moją walizkę i wszedł za mną do środka.

– Reece! – zawołała radośnie starsza kobieta w recepcji. – Co cię tutaj sprowadza? – uśmiechnęła się i serdecznie go objęła.

– Madeline, to jest Kinsley. Kinsley, to moja kuzynka Madeline.

– Miło cię poznać. – Wyciągnęłam w jej stronę rękę.

– Kinsley właśnie się tutaj sprowadziła, to była raczej spontaniczna akcja. Potrzebuje pokoju.

– Ach, rozumiem – uśmiechnęła się Madeline. – W tej sprawie zdecydowanie możesz na mnie liczyć.

– Zostawiam cię w dobrych rękach, Kinsley – odezwał się Reece. – To moja wizytówka. Jeśli będziesz potrzebowała, żeby cię gdzieś podwieźć, dzwoń.

– Dziękuję, Reece. Będę dzwonić. – Wzięłam wizytówkę.

– Powodzenia! Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy!

Wręczyłam Madeline prawo jazdy i kartę kredytową.

– Opłata wynosi dziewięćdziesiąt dolarów za dobę, będziesz mieszkać w pokoju numer 24, który znajduje się na drugim piętrze. Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować.

– Dziękuję. Wiesz może, gdzie tu w okolicy jest najbliższy sklep z telefonami? Najlepiej, żebym mogła tam się dostać na nogach.

– Hm, jest jeden sklep zaledwie dwie przecznice stąd, ale obawiam się, że już zamknięty. Otwierają jutro o dziesiątej.

– W porządku. Dziękuję.

Ciągnąc za sobą walizkę, wyszłam na podwórko, po czym po schodach weszłam na drugie piętro i odszukałam pokój numer 24. Kiedy już byłam w środku, postawiłam walizkę i rozejrzałam się dokoła. Byłam przyjemnie zaskoczona, że pokój jest taki ładny i czysty. Ściany były żółte, po obu stronach podwójnego łóżka stały stoliki nocne, a na każdym z nich znajdowała się wysoka lampka. Oprócz tego na wyposażeniu pokoju były dwa krzesła, telewizor, mikrofala i mała lodówka w kącie. Zasunęłam żaluzje i poszłam do łazienki, żeby wziąć kąpiel. Byłam wykończona, potrzebowałam się zrelaksować i pomyśleć nad swoim następnym krokiem.

Leżałam w gorącej wodzie i myślałam nad wydarzeniami minionego dnia. Oczy miałam pełne łez, bo mój mózg w kółko odtwarzał scenę z Kristą i Henrym. Jeśli przeprowadziłabym się tutaj rok temu, tak jak chciałam, to teraz czułabym się już tu jak w domu. Tyle że w moim życiu musiał się pojawić cholerny Henry! Jednak powtarzałam sobie, że w życiu wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. To była moja mantra, odkąd skończyłam szesnaście lat i rozpoczęłam pracę w sklepie z antykami pani Buckley. To ona mi to powiedziała.

– Kinsley, w życiu wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Nie istnieje coś takiego jak przypadek. Nigdy o tym nie zapomnij. Każde wydarzenie i każda sytuacja mają cię wzmocnić, żebyś była w stanie stawić czoło następnemu wyzwaniu.

I miała rację. Byłam silniejsza dzięki swojemu dzieciństwu i wszystkiemu, co przeszłam w życiu. A pani Buckley była dla mnie jak matka. Ta słodka, krucha siedemdziesięciolatka, której całym życiem był ten sklep z antykami. Jej mąż umarł, kiedy miała pięćdziesiąt pięć lat, nie mieli dzieci. Pracowałam dla niej przez sześć lat i odkładałam każdego centa, którego zarobiłam z myślą o tym dniu. Nie zarabiałam dużo, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo pani Buckley była dla mnie jak rodzina, a ja uwielbiałam dla niej pracować. Kiedy umarła, miałam już zaoszczędzoną wystarczającą sumkę, żeby opuścić Indianę, ale właśnie wtedy spotkałam Henry’ego i dosłownie jakby piorun we mnie strzelił. Pomyślałam, że może dzięki niemu moje życie w Berkshire będzie lepsze. A skoro już zdecydowałam się zostać, to w końcu zatrudniłam się w garkuchni Freddy’ego. Przepracowałam w tej zatłuszczonej norze rok jako kelnerka, traktowana jak gówno oraz bezczelnie podrywana przez dupków, którzy regularnie tu jadali. Jednak potrafiłam sobie dać z nimi radę.

Może to, że odkryłam romans Kristy i Henry’ego, było naprawdę szczęściem w nieszczęściu? Kto to wie, czas pokaże. Teraz jestem tutaj, dziś zaczęło się moje nowe życie i już nigdy nie pozwolę żadnemu mężczyźnie powstrzymać mnie przed realizacją swoich planów. Właściwie to przez długi czas mam zamiar trzymać się z daleka od mężczyzn.

Po kąpieli wskoczyłam w piżamę, wzięłam laptop i usadowiłam się wygodnie w łóżku. Przede wszystkim jak najszybciej musiałam znaleźć pracę. Co prawda miałam uzbieraną pewną sumkę, ale bez stałego dochodu moje zasoby szybko stopnieją, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę kalifornijskie ceny. Po godzinie poszukiwań zakończonych zgłoszeniem się do agencji tymczasowej pracy postanowiłam rozglądnąć się również za mieszkaniem do wynajęcia. Gdzie chciałam mieszkać? Sama nie wiedziałam. W końcu nic nie wiedziałam o Kalifornii. Oczy same mi się zamykały, więc wyłączyłam laptop i położyłam się spać.

Rozdział 4

CHASE

Ostre światło słońca przedarło się przez żaluzje, a ja powoli otwarłem oczy.

– Auć. – Zasłoniłem oczy przedramieniem i odwróciłem głowę.

– Dzień dobry, przystojniaku. – Isabella uśmiechnęła się, gładząc mnie po piersi. – Wczoraj w nocy byłeś niesamowity…

– Hm, dziękuję. Ty też byłaś całkiem niezła…

Wstałem z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki.

– Możesz się już ubrać i iść! – krzyknąłem do niej z łazienki. – Na pewno masz na dzisiaj jakieś plany.

– Właściwie to nie mam – odparła.

– A ja owszem. – Z uśmiechem wyszedłem z łazienki. – Idę posurfować z kumplami.

– Ale super! Mogę dołączyć? – zapytała swoim o wiele zbyt piskliwym głosikiem.

– Przykro mi, kotku. To męska impreza. – Puściłem do niej oko, pozbierałem z podłogi jej ciuchy i rzuciłem w jej stronę.

– Kiedy znowu się zobaczymy, Chase?

– Hm, na pewno się zobaczymy w poniedziałek w pracy.

Wyszedłem z sypialni i udałem się do kuchni, żeby zrobić sobie kawę.

– Ale wtedy oboje będziemy w pracy. Chodziło mi o to, kiedy znowu razem gdzieś wyjdziemy?

– Och. – Odwróciłem się i spojrzałem na nią. – Nie jestem pewien. W weekend jestem zajęty. Będziemy w kontakcie.

Stała na środku mojej kuchni, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Na miłość boską…!

– Dlaczego płaczesz, Isabello?

– Bo mam przeczucie, że już się nie zobaczymy, a ja naprawdę cię lubię.

Przewracając oczami, podszedłem do niej i położyłem jej ręce na ramionach.

– Znasz mnie dopiero od dwudziestu czterech godzin. To za krótko, żeby stwierdzić, czy kogoś lubisz.

– Chcesz mi powiedzieć, że ty mnie nie lubisz…? – Teraz łzy lały się naprawdę obfitym strumieniem.

– Nie. Nie. Tego nie powiedziałem. Chodzi o to, że jestem bardzo zajętym człowiekiem i spotykam się z różnymi kobietami. Mam wrażenie, że taka dziewczyna jak ty szuka raczej czegoś w rodzaju związku.

– No i…?

Westchnąłem.

– A ja nie jestem typem faceta zainteresowanego związkami. Zabawiliśmy się i w ogóle, a teraz czas, żeby nasze drogi się rozeszły.

Boże, jak ja nienawidziłem udzielać kobietom takich wyjaśnień…!

– Czyli mnie wykorzystałeś? – W jej pełnych łez oczach zalśnił gniew.

– Kochanie, wykorzystaliśmy siebie nawzajem. To była tylko zabawa.

– Ale ja myślałam, że naprawdę mnie lubisz.

– Bo cię lubię, ale nie szukam niczego na poważnie. Napijesz się przed wyjściem kawy?

– Przestań… Jesteś takim samym dupkiem jak wszyscy inni faceci na świecie! – wykrzyczała mi w twarz, po czym obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi.

– A ja uważam, że jestem jedyny w swoim rodzaju! – krzyknąłem za nią, ale odpowiedziało mi tylko wściekłe trzaśnięcie drzwiami.

Kręcąc głową, podniosłem do ust kubek z kawą i upiłem łyk. Następnie zażyłem dwie aspiryny, popijając je szkocką, wziąłem prysznic, sięgnąłem po deskę surfingową i poszedłem w stronę plaży.

– Co tak późno, brachu? – chciał wiedzieć Steven.

– No właśnie, zaczynaliśmy się martwić, czy coś ci się nie przydarzyło – dodał Alex.

– Musiałem sobie poradzić z niewielkim problemem o imieniu Isabella.

– Czy to przypadkiem nie jest tymczasowa sekretarka twojego taty?

– Owszem.

Wszyscy trrzej zanurzyliśmy deski w wodzie.

– Stary, to naprawdę gorąca sztuka! W czym problem?

– Nie chciała wyjść, a poza tym dopytywała, kiedy znowu się spotkamy.

Alex parsknął śmiechem:

– Najwyraźniej niewiele wie na temat Chase’a Callowaya!

– Teraz już wie. Wyszła, zalewając się łzami. Nienawidzę, kiedy to robią!

– Jeszcze jedno złamane serduszko w oceanie zostawionych przez Chase’a Callowaya – uśmiechnął się Alex.

– Nic jej nie będzie, szybko o mnie zapomni – powiedziałem.

Steven i Alex byli moim najlepszymi przyjaciółmi. Moimi braćmi. Pokrewnymi duszami. Przyjaźniliśmy się od pierwszej klasy szkoły średniej. Wszyscy trzej pochodziliśmy z bogatych rodzin, wszyscy zdecydowaliśmy się na studia na Stanford University. Steven i ja zrobiliśmy magisterkę z informatyki, a Alex studiował inżynierię biochemiczną, a teraz pracował w firmie farmaceutycznej ojca. W czasie studiów wspólnie wynajmowaliśmy znajdujący się poza kampusem luksusowy apartament z trzema sypialniami. Między zajęciami imprezowaliśmy, jakby świat miał się jutro skończyć. Do diabła, w sumie nadal to robimy! Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Ale nie Alex. Spotkał Lindsey i się w niej po uszy zakochał. Zmienił się przy niej, a Stevenowi i mnie wcale się to nie podobało.

Byliśmy na otwartym morzu, właśnie poradziliśmy sobie z ostatnią falą. Właśnie trzęsąc się z zimna, siedzieliśmy z deskami w wodzie, czekając na kolejną falę, kiedy Alex oznajmił, że ma nam coś do powiedzenia.

– Zamierzam poprosić Lindsey o rękę. Chciałem, żebyście dowiedzieli się o tym pierwsi – powiedział.

– Stary, na pewno tego chcesz? – zapytał Steven.

– Oczywiście, że tego chcę. Kocham ją.

– Przecież już razem mieszkacie. Po co jeszcze się żenić? – chciałem wiedzieć.

– Ponieważ to następny krok w naszym związku. Kocham ją bardziej niż cokolwiek innego na tym świecie i chcę, żeby została moją żoną. Dlaczego tak trudno jest wam to zrozumieć?

– Ponieważ to wbrew naturze. Dobrze o tym wiesz, że małżeństwa kończą się rozwodami – przypomniałem. – A poza tym, kto by chciał przez resztę życia być uwiązanym do jednej cipki?

– Ja chcę. A wiesz dlaczego? Ponieważ, powtarzam wam to chyba po raz setny, kocham ją i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ale wy dwaj nie jesteście w stanie tego pojąć, ponieważ dla was liczy się tylko, żeby się napieprzyć i każdej cholernej nocy przerżnąć inną kobietę.

– No i…? Co w tym złego? Nie zapominaj, że też taki byłeś! – Wycelowałem w niego palec.

– No właśnie, stary – poparł mnie Steven. – Byłeś dokładnie tak niegrzeczny jak my.

– Kluczowym słowem jest tutaj „byłem”. Jednak to wszystko się zmieniło, kiedy spotkałem Lindsey. Zresztą nieważne… Wy dwaj nigdy tego nie zrozumiecie. – Machnął ręką. – Myślałem, że będziecie się cieszyć moim szczęściem. Jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi.

– Przepraszam, stary – powiedziałem. – Cieszymy się twoim szczęściem. Wiemy, że jest ci dobrze z Lindsey i że to wspaniała dziewczyna. Po prostu nie chcemy, żeby cię zraniła.

– Nie zrani mnie. Kocham ją, a ona kocha mnie.

– Miłość przemija, brachu – zauważył Steven.

Odwróciłem się i ochlapałem go wodą.

– Nie nasza. Dziś wieczorem poproszę ją o rękę. W sumie to już się muszę zbierać. Chcę, żeby wszystko było idealnie – powiedział Alex.

– Mnie też już wystarczy na dzisiaj – zgodziłem się. – Zbierasz się z nami, Steven?

– A mam inny wybór? – Westchnął z rezygnacją.

– Koleś popełnia błąd – zauważyłem, napełniając dwie szklaneczki szkocką.

– No co ty powiesz? – Steven wziął z moich rąk jedną z nich.

– Dlaczego, do diabła, ktoś miałby na całe życie wiązać się z jedną osobą? Przecież wszyscy wiedzą, że to nie ma szans. Ludzie wmawiają sobie, że jest inaczej, żeby przez chwilę poczuć szczęście. Doskonałym tego przykładem jest mój ojciec.

– Nie mam pojęcia, stary. – Steven pokręcił głową. – Najwyraźniej Lindsey rzuciła na niego urok.

– Pewnie tak. – Podniosłem szklaneczkę. – Ze mną żadnej kobiecie się to nie uda. Nie zgadzam się i nigdy nie zgodzę się na to, żeby ktoś miał nade mną taką władzę. Do kurwy nędzy, nie!

– Dokładnie, brachu! Do kurwy nędzy, nie! – Steven z uśmiechem stuknął szklaneczką w moje szkło.

– Muszę wyrwać jakąś dupę i się upić – powiedziałem, dopijając szkocką.

– Ja też.

– Skoczymy dziś do Skybar? – uśmiechnąłem się szeroko.

– Boże, uwielbiam kobiety ze Skybaru! Ale najpierw zahaczę o chatę i trochę się zdrzemnę.

– Słodkich snów, braciszku. Podjadę po ciebie około ósmej – powiedziałem.

Rozdział 5

KINSLEY

Po raz pierwszy w życiu obudziłam się z poczuciem, że jestem absolutnie wolna. Wolna od więzów, które mnie trzymały w Berkshire. Leżałam w łóżku, a mój umysł obudził się i zaczął świrować na samą myśl o tym, ile rzeczy musi zrobić. Wyjęłam z szuflady szafki nocnej podstawkę z kartkami i długopis i zaczęłam spisywać swoje cele i zadania. Zawsze wydawało mi się, że kiedy spiszę krążące w mojej głowie myśli, to będę w stanie z łatwością i bez stresu załatwić każdą sprawę.

1. Iść do banku i otworzyć konto.

2. Iść do sklepu i kupić telefon.

3. Rozejrzeć się za mieszkaniem.

4. Rozejrzeć się za pracą.

5. Rozejrzeć się za samochodem.

6. Iść na plażę i pozwolić falom obmyć swoje stopy.

Oderwałam kartkę od podstawki i włożyłam ją do torebki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, po czym odsłoniłam żaluzje, żeby wpuścić do pokoju trochę pięknego, kalifornijskiego słońca. Stałam tak, gapiąc się na pełne wdzięku palmy, które wyglądały, jakby tańczyły, poruszane lekkim wietrzykiem, radośnie się uśmiechając.

Wyszłam z pokoju i udałam się do kawiarenki naprzeciwko, gdzie kupiłam sobie kawę i drożdżówkę na dobry początek dnia. Następnie przemierzyłam na piechotę kilka przecznic, znalazłam sklep z telefonami i wkrótce stałam się szczęśliwą posiadaczką nowiutkiego iPhone’a i nowego numeru. Jako nowa klientka w sieci komórkowej zapłaciłam tylko czterdzieści dolarów za telefon. Chyba szczęście wreszcie zaczynało się do mnie uśmiechać! Wyjęłam z torebki wizytówkę Reece’a i wybrałam jego numer.

– Tutaj Reece – odebrał.

– Cześć Reece, tu Kinsley!

– Kinsley, moje słoneczko! Jak minęła pierwsza noc w Kalifornii?

– Dobrze, dziękuję. Mówiłeś, żeby dzwonić, kiedy będę potrzebować taksówki. No i właśnie potrzebuję taksówki. Jesteś wolny?

– Właśnie kończę kurs. Jesteś w motelu?

– Tak.

– Będę za mniej więcej dwadzieścia minut. Czekaj cierpliwie.

– Dzięki, Reece.

Zakończyłam połączenie, wróciłam do motelu i czekając na niego, wypiłam kawę i zjadłam drożdżówkę. Dwadzieścia minut później, co do sekundy, zatrzymał się przed motelem.

– Gdzie jedziemy, Kinsley? – uśmiechnął się.

– Hm, potrzebuję kupić samochód. Czy salony samochodowe są otwarte w sobotę?

– Tak. W sobotę zamykają o drugiej, więc masz mnóstwo czasu. Niedaleko jest punkt sprzedaży samochodów używanych. Chcesz tam zajrzeć?

– Tak, chętnie. – Kiwnęłam głową.

Zerknęłam na deskę rozdzielczą i zobaczyłam zdjęcie przedstawiające piękną kobietę z długimi ciemnymi włosami oraz trójkę dzieci, samych chłopców. Wczoraj nie zauważyłam tej fotografii.

– Czy to twoja rodzina? – zapytałam, wskazując na zdjęcie.

– A jakże! – uśmiechnął się z dumą. – To moja żona, Nadia, oraz nasi chłopcy, Samuel, Jakub i Łukasz.

– Biblijne imiona – uśmiechnęłam się.

– Tak. Świata za nimi nie widzę. Samuel ma dziesięć lat, Jakub – osiem, a Łukasz – cztery. Po Jakubie uznaliśmy, że dwójka dzieci nam wystarczy, ale Bóg miał wobec nas inne plany.

– Są piękni.

– Dzięki. A ty? Masz rodzinę? – chciał wiedzieć.

– Właściwie to nie. W Indianie zostawiłam mamę. I to by było tyle.

Reece wyczuł głęboki smutek w moim głosie, więc choć pewnie umierał z ciekawości, żeby się dowiedzieć, dlaczego pewnego dnia postanowiłam wskoczyć do samolotu i przeprowadzić się tutaj, zamilkł. Był miłym facetem. Czterdzieści kilka lat, krótkie czarne włosy, brązowe oczy, bił od niego optymizm.

– Posłuchaj, Reece… Mogę cię o coś zapytać?

– Jasne, Kinsley. Pytaj, o co chcesz!

– Dlaczego jesteś taksówkarzem?

Parsknął krótkim śmiechem i spojrzał na mnie w lusterku wstecznym.

– Jeżdżę taksówką, ponieważ mam to we krwi. Mam swoją firmę. Przejąłem ją po ojcu, który przeszedł na emeryturę. A poza tym kocham ludzi! Każdy ma do opowiedzenia inną historię, ale w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami.

– Fajnie – uśmiechnęłam się.

Zatrzymał się przed komisem samochodowym i razem przechadzaliśmy się między używanymi autami, wypatrując czegoś, co mogłoby mnie zainteresować.