19 osób interesuje się tą książką

Opis

Sandi Lynn wspaniale pisze o uczuciach, przezwyciężeniu największych nieszczęść dzięki pięknej i trudnej miłości.
Tym razem bohaterami są młodzi ludzie, którzy ratują ludzkie życie i dla których praca jest wszystkim. Są chirurgami i twierdzą, że nie chcą miłości…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 333

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Barbara Cywińska

Małgorzata Denys

Projekt graficzny okładki

Renata Ulanowska

Zdjęcia na okładce

© kiuikson/Shutterstock

© Mega Pixel/Shutterstock

Tytuł oryginału

Jamieson Finn

Jamieson Finn

Copyright © 2018 Sandi Lynn Romance, LLC

All rights reserved.

No part of this publication may be reproduced, distributed, or transmitted

in any form or by any means, including photocopying, recording,

or other electronic or mechanical methods without the prior written

permission of the publisher.

This is a work of fiction. Names, characters, places and incidents

are the products of the author’s imagination or are used fictitiously.

Any resemblance to actual events, locales, or persons, living or dead,

is entirely coincidental.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2019 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-7131-6

Warszawa 2019. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Moja misja

Obdarowywanie

Rozdział 1

JAMIESON

Siedziałem przy barze ze szklaneczką szkockiej w ręku i myślałem o locie powrotnym do Los Angeles nazajutrz rano. Po powrocie miałem milion rzeczy do zrobienia, włączając w to kraniotomię szesnastolatki z glejakiem. W barze było całkiem tłoczno jak na środowy wieczór. Koło mnie z jednej strony siedział facet, który właśnie pokłócił się z żoną. Niestety, uparł się, żeby ze szczegółami mi o tym opowiedzieć. Z drugiej strony siedziała zalana w trupa kobieta, która właśnie straciła pracę. Również jej historii musiałem wysłuchać. Próbowałem ich nie słuchać i zamiast tego skupić się na miękkich, subtelnych tonach bluesa, które rozbrzmiewały w tle.

– Jeszcze raz to samo – powiedziałem do barmana, podnosząc szklankę.

Jeszcze jeden drink, a potem będę się zbierać do hotelu, żeby się trochę przespać przed poranną podróżą do domu, bo bardzo tego potrzebowałem. Wreszcie siedzący obok facet wstał i wyszedł, a kobieta siedząca z drugiej strony oparła głowę o blat i wyglądała, jakby urwał jej się film. Z westchnieniem podniosłem się z barowego stołka, pomogłem jej wstać i wpakowałem ją do taksówki. Kiedy wróciłem do baru, zauważyłem, że moje miejsce zajęła długowłosa blondynka.

– Przepraszam, ale ja tu siedziałem – odezwałem się.

– Och, przepraszam. Widziałam, jak wychodzisz z tamtą kobietą – odparła, wpatrując się we mnie błękitnymi jak niebo oczami.

– Pomagałem jej tylko wsiąść do taksówki. Trochę za dużo wypiła.

Blondynka chciała wstać z miejsca, ale ją powstrzymałem.

– Nie trzeba. Usiądę tutaj – powiedziałem, zajmując miejsce obok niej.

– Więc to nie jest twoja znajoma? – zagadnęła mnie.

– Nie. – Sięgnąłem po swoją szkocką.

– Prawdziwie chrześcijański uczynek. – Uśmiechnęła się szeroko.

– Niemniej jednak na co dzień nie jestem taki święty. – Jednym haustem dokończyłem drinka. – Co pijesz?

– Dżin z tonikiem – rzuciła.

– Mogę ci postawić następnego drinka?

– Jasne. – Uśmiechnęła się. – Skoro mi kupujesz drinka, powinnam się przedstawić. Jestem Grace. – Podała mi szczupłą dłoń.

– Miło mi cię poznać, Grace. Jestem Jamieson. – Lekko potrząsnąłem jej dłonią. – Panie barman, jeszcze jeden dżin z tonikiem dla Grace!

– Już się robi.

– Jestem ciekawy, dlaczego taka piękna kobieta jak ty siedzi sama przy barze? – spytałem podstępnie.

– To moja prywatna impreza pożegnalna. Jutro zaczynam nowe życie.

– Nowe życie? Interesujące. A co jest nie tak z twoim starym życiem?

– Wiele. – Podniosła drinka i upiła łyk. – A ty? Dlaczego taki przystojniak siedzi sam przy barze?

– To moja ostatnia noc w Nowym Jorku. Jestem tutaj w interesach.

Była piękna, mój penis najwyraźniej też to zauważył i już zaczął się podnosić. Ostatnio panowała u mnie posucha, przez jakieś sześć tygodni nie uprawiałem seksu. O sześć tygodni za dużo, jeśli interesuje was moje zdanie.

– Przepraszam, muszę iść do toalety. Przypilnujesz mi miejsca? – poprosiła.

– Oczywiście.

Patrzyłem, jak przechodzi przez bar i znika w korytarzu, gdzie znajdowały się toalety. Krótka czarna sukienka, czarne szpilki, figura w kształcie klepsydry i długie, szczupłe nogi. Moja wyobraźnia zaczęła szaleć, stawiając mi przed oczami obrazy tego, co mogło się kryć pod tą seksowną sukienką. Jeśli szczęście mi dopisze, wkrótce się tego dowiem… Po chwili wróciła i z uśmiechem usiadła obok mnie.

– Dzięki za przypilnowanie miejsca.

– Przecież obiecałem, że to zrobię. Twoje towarzystwo odpowiada mi o wiele bardziej niż dwóch poprzednich osób, które tu siedziały przed tobą. – Uśmiechnąłem się przekornie.

– Dziękuję. – Uniosła w moją stronę szklankę. – Za twoją ostatnią noc w Nowym Jorku!

– Oraz za ostatnią noc twojego starego życia! – Stuknąłem szklaneczką o jej szkło.

Uważnie się jej przyjrzałem. Jej spojrzenie, mowa ciała… Wahałem się tylko przez moment.

– Chcesz stąd wyjść? – zapytałem.

– Znasz jakieś lepsze miejsce? – Kąciki jej ust powędrowały ku górze.

– Zaraz za rogiem jest mój hotel.

– Jesteś żonaty? – chciała wiedzieć.

– Nie.

– Masz dziewczynę?

– Też nie. – Pokręciłem głową.

– W takim razie chętnie. Prowadź.

Zostawiłem na barze kilka banknotów i ruszyliśmy w stronę hotelu.

GRACE

Czemu, do cholery, nie? Był niewiarygodnie pociągający ze swoimi krótkimi brązowymi włosami, mocną męską szczęką z seksownym popołudniowym zarostem oraz szarymi oczami, w których migotały błękitne promyczki. Że nie wspomnę o jego mierzącym jakieś sto dziewięćdziesiąt centymetrów, muskularnym ciele. To miała być moja ostatnia noc w Nowym Jorku, nazajutrz miałam wyruszyć do nowego miasta i zostawić za sobą stare życie. Równie dobrze mogłam sobie pozwolić na pożegnalny, nowojorski romansik…

Skręciliśmy za róg i znaleźliśmy się przed hotelem Mandarin.

– Imponujące – powiedziałam, idąc przez hol w stronę wind.

– Poczekaj, aż zobaczysz pokój. – Puścił do mnie oko.

Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi windy, Jamieson położył mi rękę na policzku i zbliżył usta do moich ust.

– Od jakiegoś czasu pragnąłem to zrobić – odezwał się.

– A ja pragnęłam, żebyś to zrobił. – Uśmiechnęłam się szeroko.

Winda zatrzymała się na trzydziestym ósmym piętrze. Znaleźliśmy się na luksusowym korytarzu, a Jamieson wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego apartamentu.

– Czym dokładnie się zajmujesz? – spytałam, rozglądając się po pokoju.

– A czy to ważne? Przecież i tak nigdy więcej się nie zobaczymy. Ja wracam do domu, a ty zaczynasz nowe życie. Zostawmy to tak, jak jest – stwierdził, biorąc w ręce moją twarz.

– W porządku.

Nasze usta zderzyły się ze sobą, języki po raz pierwszy się spotkały. Ten facet niebezpiecznie mnie podniecał, czego najlepszym dowodem były moje przemoczone majteczki. Sięgnął do tyłu i rozpiął mi sukienkę. Opadła na podłogę, obnażając moje nagie piersi. Moje sutki stwardniały pod jego gorącym spojrzeniem, wyciągnął rękę i delikatnie musnął je palcami. Objął mnie jedną ręką, żeby mnie przytrzymać, a drugą wsunął za moje majteczki, kierując się w stronę wilgotnego, wrażliwego miejsca.

– Podoba mi się, że jesteś taka mokra – wyszeptał, pieszcząc językiem moją szyję.

– Podniecasz mnie. Cóż mogę powiedzieć? Moje ciało tak właśnie na ciebie reaguje.

– Znam sposób, żeby jeszcze bardziej cię podniecić.

Wsunął we mnie palec, a mnie na moment zabrakło tchu. Rozkosz, którą mnie obdarzał, przyprawiała o zawrót głowy i pozwalała mi zapomnieć o bólu, który odczuwałam od miesiąca. Zatopiłam paznokcie w jego bawełnianej koszuli, a on odkrywał moje ciało, pieszcząc punkt G i wysyłając mnie w kosmos w najwspanialszym z orgazmów. Wygięłam się do tyłu – na tyle, na ile mogłam, bo znajdowałam się w jego ciasnych objęciach – odrzuciłam głowę i przez chwilę miałam wrażenie, że właśnie umarłam i znalazłam się w niebie. Cholera. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam! Co się właśnie stało?

– Cholera, to było niesamowite. – Uśmiechnął się.

Serce waliło mi, jakby chciało wyrwać się z piersi, kiedy lekko popchnął mnie z powrotem na łóżko. Zrobił krok do tyłu, szybko rozpiął koszulę i rzucił ją na podłogę. Gdy wpatrywałam się w jego muskularne ramiona, klatę oraz pięknie wyrzeźbiony sześciopak, poczułam wibracje tam na dole. Nie mogłam się doczekać, kiedy skończy, a on powoli zdjął spodnie i został w czarnych bokserkach.

– Chodź tu – powiedziałam.

Podszedł do mnie, siedzącej na skraju łóżka. Zahaczyłam palce za gumkę jego bokserek i powoli je zsunęłam, uwalniając wielkiego, twardego penisa. Głośno przełknęłam ślinę, bo to, co miałam przed oczami, zakrawało na jakieś szaleństwo.

Dziękuję, wyszeptałam w myślach.

Objęłam palcami to, czym natura tak hojnie go obdarzyła, i poruszyłam ręką w górę i w dół. Z jego ust wyrwało się westchnienie rozkoszy, włożył palce w moje włosy. Wzięłam go do ust i ssałam, jakby to był lizak. Mocniej zacisnął palce na moich włosach i pchnął moją głowę w dół, tak że mogłam wziąć go do ust prawie w całości.

– Kurwa – jęknął. – O Boże…

Podniósł moją głowę i wyszedł z moich ust.

– Nie chcę jeszcze dojść. – Ciężko oddychając, pchnął mnie na łóżku.

Pochylił się nade mną, jego język powędrował w górę wewnętrzną stroną mojego uda. Z łatwością zdjął ze mnie majteczki. Podniecenie ogarnęło całe moje ciało, wilgoć dosłownie ze mnie ściekała. Owszem, facet miał magiczne palce, ale jego język w niczym im nie ustępował i już po chwili podarował mi kolejny kosmiczny orgazm.

Wstał, podniósł z podłogi spodnie i wyjął z portfela prezerwatywę. Zębami rozerwał opakowanie i nałożył gumkę na swojego imponującego penisa. I o to chodzi… Przygotowywał się na wejście we mnie, a ja nie mogłabym być bardziej gotowa. Pochylił się nade mną, jego usta dotknęły moich, po czym jednym pchnięciem we mnie wszedł, szybko, ale z łatwością.

JAMIESON

Zalała mnie fala wszechogarniającego gorąca, mój penis płonął uwięziony pomiędzy jej rozgrzanymi do białości ścianami. Rozkosz, siła i wolność, które odczuwałem, były nie do opisania. W jakiś sposób różniła się od pozostałych kobiet, które pieprzyłem, ale nie potrafiłem wychwycić, na czym ta różnica polegała. Przecież była tylko nieznajomą. Piękną nieznajomą, która zamknęła mnie w swoich ramionach, a ja kolejnymi pchnięciami wchodziłem w nią coraz głębiej. Jej zmysłowe pojękiwania wypełniały pokój i wprawiały mnie w stan jeszcze intensywniejszego podniecenia, choć myślałem, że nie jest to możliwe. Ciało miała idealne, dokładnie tak, jak wyobrażałem sobie w barze. Jeszcze kilka pchnięć, po czym wyszedłem z niej i przewróciłem ją na brzuch. Podniosłem się do pozycji siedzącej, wszedłem w nią od tyłu, po czym objąłem rękami jej jędrny tyłeczek, podczas gdy mój penis rozkoszował się jej wnętrzem. Byłem pewien, że ludzie mieszkający obok słyszą nasze głośne jęki, ale nic mnie to nie obchodziło. To był najlepszy seks od bardzo dawna i nie chciałem, żeby się już skończył.

Wyszedłem z niej, przewróciłem ją na plecy i wziąłem do ust jej naturalne piersi w idealnym rozmiarze C, przez cały czas nie przestając pieprzyć jej długimi, posuwistymi ruchami. Pomogłem jej usiąść i wziąłem ją w ramiona, podczas gdy jej nogi zacisnęły się wokół moich bioder. Nasze ruchy były idealnie zsynchronizowane, powolne i swobodne. Tak samo mocno jak ja pragnęła, żeby to trwało i trwało.

– Chodź ze mną – wyszeptałem, odsuwając ją od siebie.

– Gdzie?

Uśmiechnąłem się tylko, po czym wziąłem ją za rękę, pomogłem jej wstać z łóżka i poprowadziłem ją w stronę ogromnego okna, za którym rozciągał się widok na jasno oświetlone miasto.

– Jamieson.

– Nie martw się. Nikt nas tutaj nie zobaczy.

Pchnąłem ją w stronę okna, przyciskając jej ręce do szyby. Przylgnąłem do niej ciałem, a mój penis szybko odnalazł drogę w głąb niej. Wpatrywałem się w nasze odbicie w oknie, nie przestając jej pieprzyć. Kiedy poczułem, jak zaciska się wokół mnie, oblała mnie fala gorąca; splotłem palce z jej palcami. Pieprzyłem ją gwałtownie, jak zwierzę, podniecenie rosło, a wreszcie mój penis eksplodował, pozostawiając mnie bez tchu, z bijącym jak szalone z sercem. Oparłem głowę na jej ramieniu i próbowałem odzyskać oddech. Uwolniła jedną rękę i przeniosła ją na mój kark, miękko głaszcząc mnie swoimi delikatnymi palcami.

Wyszedłem z niej i poszedłem prosto do łazienki, żeby się pozbyć kondoma.

– Jesteś pewien, że nikt nas nie widział? – zapytała, wkładając majteczki.

– A nawet jeśli…? – Uśmiechnąłem się przekornie.

Podniosła sukienkę, wśliznęła się w nią i poprosiła, żebym zapiął jej zamek.

– Nie musisz jeszcze wychodzić – zauważyłem.

– Czas na mnie. Jest dwudziesta trzecia czterdzieści pięć. Za piętnaście minut zacznie się kolejny dzień, a wraz z nim początek mojego nowego życia. Nie chcę rozpoczynać go w pokoju hotelowym z nieznajomym.

– No pewnie. – Nie ukrywałem rozczarowania, bo miałem nadzieję na jeszcze jedną rundkę, zanim sobie pójdzie. – Powodzenia w nowym życiu!

– Dziękuję. – Uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. – Bezpiecznego lotu do domu! – Położyła rękę na mojej nagiej piersi.

– Dzięki.

Wzięła torebkę ze stolika i ruszyła w stronę drzwi.

– Wiesz co, myśl, co chcesz, ale naprawdę wyczuwam, że masz zadatki na świętego.

Parsknąłem śmiechem, a ona otworzyła drzwi i wyszła.

Rozdział 2

GRACE

Wyszłam z jego apartamentu, wsiadłam do windy, a kiedy drzwi się za mną zamknęły, odetchnęłam głęboko. Co się, u diabła, właśnie stało? Jakieś szaleństwo, tylko tak można to podsumować. Seksowne, gorące szaleństwo, wszystko na raz. Tam na dole ciągle czułam te wibracje. Trzeba przyznać, że moje stare życie skończyło się z hukiem! Pokręciłam głową, żeby wrócić do rzeczywistości, po czym zatrzymałam taksówkę i podałam kierowcy swój adres. W domu otworzyłam drzwi, włączyłam światło i wpatrzyłam się w pustą przestrzeń przede mną. W mieszkaniu były tylko dwie walizki, bagaż podręczny, poduszka i koc. Wzięłam koc, usiadłam na podłodze i podciągnęłam kolana do piersi. Wspomnienia związane z tym miejscem wypełniły mi głowę, moje serce było złamane. Wzięłam głęboki oddech, próbując powstrzymać łzy i przełknąć gulę, która mnie dusiła. To tutaj miała miejsce zdrada. Najstraszniejsza ze zdrad. Jedyne, co mi pozostało, to uciec z tego miasta. Musiałam rozpocząć coś nowego, powoli odbudować swoje życie, dzień za dniem.

Po wylądowaniu w Los Angeles wezwałam Ubera i pojechałam prosto do salonu samochodowego, żeby odebrać swoje nowe auto. Wszystko załatwiłam przez Internet, łącząc się przez Facetime’a z Howardem, sprzedawcą, który pokazał mi samochód.

– Miło wreszcie się z panią spotkać, panno Harper. – Uśmiechnął się, potrząsając moją ręką.

– Proszę mówić do mnie Grace.

– No więc, niezła zmiana, najpierw Nowy Jork, teraz Los Angeles. Z tego co wiem, to dwa zupełnie różne światy.

– Już tu kiedyś mieszkałam – wyjaśniłam. – Ale to było wiele lat temu.

– A, chyba że tak! W takim razie witaj w domu. – Uśmiechnął się do mnie szeroko.

Odpowiedziałam uśmiechem, po czym podpisałam papiery, które położył przede mną.

– Znakomicie. Proszę za mną, pokażę ci twój nowy samochód.

Wstałam z miejsca i poszłam za nim na parking, gdzie już czekał na mnie biały kabriolet volkswagen beetle.

– Oto i on. – Otworzył drzwi.

Z uśmiechem na twarzy wsiadłam do środka. Był to dokładnie taki samochód, o jakim zawsze marzyłam.

– Idealny. – Położyłam ręce na kierownicy. – Moje dwie walizki powinny się zmieścić, prawda? – zapytałam z niepokojem.

– Na pewno. Przekonajmy się.

Howard podniósł moje walizki i upchnął je na tylnym siedzeniu.

– Nie opuszczaj dachu, dopóki ich nie wypakujesz – ostrzegł, podając mi bagaż podręczny.

Wzięłam go od niego, położyłam na przednim siedzeniu i podziękowałam.

– Dziękuję ci za cierpliwość, Howardzie. – Uśmiechnęłam się.

– Miło mi, że mogłem pomóc, Grace. Powodzenia w Los Angeles!

– Dzięki. – Pomachałam mu na do widzenia i wyjechałam z parkingu.

Wjechałam na parking apartamentowca, w którym miałam mieszkać, znalazłam swoje miejsce i udałam się do biura wynajmu.

– W czym mogę pomóc? – Wysoka, rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do mnie.

– Cześć, jestem Grace Harper. Mam się wprowadzić do apartamentu 3C.

– A, tak! Witaj. Proszę, to twoje klucze. – Zakołysała nimi przede mną.

– Czy moje meble już dotarły? – chciałam wiedzieć.

– Tak, dziś rano. Wszystko już jest w twoim apartamencie.

– Dziękuję. – Uśmiechnęłam się.

– Nie ma za co. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, będziesz mieć jakieś pytania albo problemy, daj mi znać.

Wróciłam do samochodu po walizki i bagaż podręczny i pojechałam windą na trzecie piętro. Włożyłam klucz do zamka, pchnęłam drzwi, wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Wszędzie stały pudła, a ja nie mogłam się doczekać, aż zacznę się rozpakowywać i poukładam wszystko na swoim miejscu. Musiałam zająć się tym jeszcze dzisiaj, ponieważ nazajutrz miałam zacząć nową pracę, co oznaczało, że kiedy rzucę się w jej wir, absolutnie nie będę mieć na nic czasu. Kiedy odpakowywałam sprzęty kuchenne, odezwał się mój telefon. Dzwoniła ciotka Cora.

– Halo – odebrałam.

– Halo. Mówi twoja ulubiona ciocia, kochanie.

– Jesteś moją jedyną ciocią. – Roześmiałam się.

– Chciałam tylko sprawdzić, czy dotarłaś do Los Angeles cała i zdrowa.

– Owszem. Właśnie się rozpakowuję.

– Wszystko w porządku? – dopytywała z troską w głosie.

– Tak. Oczywiście, że tak.

– Nie pytam o niego, Grace. Pytam o to, jak się czujesz w Los Angeles.

– Wiem, ciociu. Nic mi nie jest. W końcu minęło dwadzieścia lat.

– To dobrze. Oczekuję, że co drugi dzień będziesz się do mnie odzywać – powiedziała. – Jeśli będziesz czegoś potrzebować, natychmiast się tam zjawię.

– Dzięki, ciociu! Będę się starała dzwonić co drugi dzień, ale sama wiesz, jak jest z moim grafikiem w pracy…

– Wiem, Grace. Kocham cię.

– Ja też cię kocham. Do usłyszenia wkrótce!

Zakończyłam połączenie, wróciłam do rozpakowywania, a kiedy wszystko było już na swoim miejscu, poszłam do sklepu za rogiem, żeby kupić coś do jedzenia.

Zadzwonił budzik. Wyłączyłam alarm, po czym z westchnieniem przewróciłam się na drugi bok i wtuliłam w poduszkę, żeby dać sobie jeszcze kilka chwil, zanim wstanę i wskoczę pod prysznic. Dziś był mój pierwszy dzień w nowej pracy i muszę przyznać, że byłam trochę zdenerwowana. Nie samą pracą, ale miejscem. Głęboko odetchnęłam, wzięłam kubek z kawą oraz torebkę i wyszłam z mieszkania. Kiedy tylko winda zatrzymała się na poziomie parkingu i jej drzwi się otworzyły, z zewnątrz dobiegły mnie krzyki. Wiedziałam, co to musi oznaczać, więc przebiegłam parking i szybko dotarłam na drugą stronę ulicy, gdzie wokół leżącej na chodniku młodej kobiety zgromadziła się grupka gapiów.

– Jestem lekarzem. Co się stało?! – krzyknęłam, klękając.

– Została postrzelona – wyjaśnił ktoś z tłumu. – Zadzwoniłem po pogotowie, już tu jadą.

– Jak masz na imię? – zwróciłam się do rannej, podnosząc jej bluzkę i przyglądając się ranie postrzałowej.

– Carla – wyszeptała słabym głosem.

– Wszystko będzie dobrze, Carlo. Zostań ze mną. Ile masz lat?

– Trzydzieści pięć. – Z trudem artykułowała słowa.

– Wiesz, kto ci to zrobił?

– Mój mąż. – Jej głos był ledwo słyszalny.

– Hej ty, podejdź tutaj! – Wskazałam palcem mężczyznę, który zadzwonił po pogotowie. – Potrzebuję, żebyś ucisnął ranę. Przyciśnij z całej siły. Musimy powstrzymać krwawienie.

Ukląkł obok mnie i zrobił to, o co go prosiłam. Ja w tym czasie sięgnęłam do torebki po stetoskop i zajęłam się osłuchiwaniem serca oraz płuc. Kiedy usłyszałam, że nadjeżdża ambulans, zmieniłam mężczyznę i sama zaczęłam uciskać ranę brzucha.

– Proszę, nie pozwól, żebym umarła – zaszlochała Carla.

– Nie umrzesz. Nie dzisiaj i nie na moim dyżurze. – Uśmiechnęłam się.

– Co się dzieje? – zapytał jeden z ratowników.

– Rana postrzałowa brzucha. Tętno słabe, straciła dużo krwi. Musi jak najszybciej znaleźć się w szpitalu.

Ratownicy przenieśli Carlę do karetki, podłączyli do kroplówki i podali jej tlen, podczas gdy ja nadal uciskałam ranę, żeby zatamować krwawienie.

Rozdział 3

GRACE

Trzydziestopięcioletnia kobieta z raną postrzałową brzucha. Potrzebuję tomografu komputerowego brzucha, morfologii, kreatyniny, elektrolitów, wapnia, kwasu mlekowego i gazometrii. Dzwońcie na blok operacyjny, żeby dać im znać, że zaraz będziemy.

– Przepraszam, ale kim pani właściwie jest? – chciała wiedzieć stojąca przy drzwiach kobieta z krótkimi czarnymi włosami ubrana w bordowy strój chirurga.

– Jestem nowym chirurgiem urazowym. Jeszcze jakieś pytania, zanim pacjentka wykrwawi nam się na śmierć? – Przechyliłam głowę.

– Yyyy. Nie. Już dzwonię na blok operacyjny.

– Nie chcę operacji. – Carla chwyciła mnie za ramię.

– Nie mamy wyboru. Muszę powstrzymać krwawienie w twoim brzuchu, bo inaczej umrzesz.

– Moja głowa – wymamrotała, po czym zaczęła tracić przytomność.

– Traci przytomność. Dajcie jej dziesięć miligramów diazepamu. Podajcie mi przenośną głowicę tomografu oraz wezwijcie neurochirurga.

Podali mi tomograf, spojrzałam na ekran, kiedy tylko obraz się załadował.

– A gdzie neurochirurg?! – krzyknęłam.

– Dlaczego mamy…? – Zatrzymał się w pół kroku, wchodząc do pokoju, i spojrzał na mnie z zaszokowanym wyrazem twarzy.

Znieruchomiałam na sekundę, kiedy nasze oczy się spotkały, nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Ale to nie był dobry czas na emocjonalne reagowanie na faceta, który właśnie przede mną stał.

– Rana postrzałowa brzucha i krwotok śródczaszkowy. – Wskazałam na ekran tomografu.

– Bierzemy ją na blok operacyjny. Dam ci znać, jak się miewa – powiedział.

– Słucham? Muszę wydobyć pocisk z jej brzucha, zatrzymać krwawienie i zająć się urazami wewnętrznymi. Straciła już dużo krwi.

– Jesteś chirurgiem? – Był wyraźnie zaszokowany.

– Chirurgiem urazowym. A ty jesteś neurochirurgiem? – Zmarszczyłam czoło.

– Taaa… – Uśmiechnął się. – Chodźmy. Ty się zajmiesz brzuchem, a ja głową.

W tym momencie moim absolutnym priorytetem była pacjentka, nie miałam czasu zastanawiać się nad faktem, że Jamieson – mężczyzna, z którym przespałam się ostatniej nocy w Nowym Jorku – był neurochirurgiem w szpitalu, w którym teraz pracowałam, a na dodatek zaraz będę z nim operować. O mój Boże, to nie dzieje się naprawdę!

Nie spuszczał ze mnie wzroku, kiedy szorowaliśmy ręce.

– Nic nie powiesz? – zapytał wreszcie.

– A co tu jest do powiedzenia? Myślę, że jestem tak samo zaskoczona jak ty.

– Owszem, jesteś w szoku. Wczoraj w nocy zapomniałaś wspomnieć, że przenosisz się do Los Angeles i że jesteś lekarzem.

– Ja? Przecież pytałam cię, czym się zajmujesz, a ty powiedziałeś, że to nieistotne. Pamiętasz? – Uniosłam brwi. – Poza tym, czemu miałabym ci mówić, że się przeprowadzam do Los Angeles? Z tego co pamiętam, niewiele rozmawialiśmy.

– Pogadamy o tym później, teraz ratujmy życie tej kobiety – odezwał się polubownie.

Weszłam na salę operacyjną, a on zaraz za mną. Zajął się czaszką Carli, podczas gdy ja otworzyłam jej brzuch.

– Muszę zszyć jelito cienkie, poza tym wątroba jest pęknięta. Potrzebuję zdjęcia rentgenowskiego, żeby zlokalizować nabój.

– Jesteś pewna, że nie ma rany wylotowej? – zapytał Jamieson, nie przestając operować jej mózgu.

– Jestem stuprocentowo pewna. – Rzuciłam mu spojrzenie spod zmrużonych powiek.

– Pierwszy dzień w pracy? – chciał wiedzieć.

– Tak, i pierwsza pacjentka. Byłam na parkingu apartamentowca, w którym mieszkam, kiedy usłyszałam krzyki dochodzące z drugiej strony ulicy.

– A gdzie dokładnie znajduje się twój apartamentowiec?

– W zachodnim Hollywood.

– To wiele wyjaśnia – skwitował.

Z westchnieniem skończyłam zaszywać jelito cienkie i zajęłam się wątrobą.

– Naczynia zespolone, krwawienie ustało – zakomunikował.

Próbowałam właśnie uratować wątrobę Carli, kiedy Jamieson, zamknąwszy głowę Carli, stanął obok mnie.

– Dobra robota.

– Dzięki.

– Widzisz to, co ja? – spytał, wpatrując się w zdjęcie rentgenowskie.

– Jeśli masz na myśli pocisk w pobliżu tętnicy nerkowej, to tak, widzę to.

– Wydobycie go będzie bardzo ryzykowne. Możesz zrobić dużą krzywdę tej kobiecie.

– Jestem tego świadoma. Co byś zrobił na moim miejscu? – Zerknęłam na niego.

Przez chwilę przypatrywał mi się w milczeniu.

– Wydobyłbym go.

– Świetnie. Dobrze wiedzieć, że jesteśmy takiego samego zdania. – Uśmiechnęłam się lekko.

– Potrzebujesz pomocy? – zapytał.

– Nie. Wydaje ci się, że nie panuję nad sytuacją?

– Tego nie powiedziałem. Z tego co widzę, świetnie sobie radzisz. Proponowałem ci tylko asystę.

– Doceniam to, doktorze. – Rzuciłam mu szybkie spojrzenie.

– Finn – powiedział.

– Jak już mówiłam, doceniam chęć pomocy, doktorze Finn, ale daję radę.

– W porządku. Jeśli nie masz nic przeciwko, zostanę tutaj i popatrzę.

– Jak sobie życzysz.

Ostrożnie, pewnymi rękami chwyciłam pocisk, bardzo uważając, żeby nie naruszyć tętnicy nerkowej. Wrzuciłam pocisk do stalowej miski i z ulgą wypuściłam powietrze z płuc.

– Pocisk wydobyty. Nic jej nie będzie – oznajmiłam, zaczynając ją zamykać. – Dziękuję wszystkim za pomoc i asystowanie mnie oraz doktorowi Finnowi. Świetnie się spisaliście!

Wyszliśmy z Jamiesonem z sali operacyjnej i zabraliśmy się do mycia rąk.

– Nadal nie wiem, jak masz na nazwisko – odezwał się.

– Harper. Nazywam się Grace Harper. – Oddaliłam się z uśmiechem.

Wzięłam głęboki oddech, weszłam do windy i pojechałam na piąte piętro. Położyłam ręce na brzuchu, próbując uspokoić harcujące tam motyle. Cholera. Nie było dobrze. Wcale nie było dobrze. Drzwi windy się otworzyły, a ja szybkim krokiem pokonałam korytarz i weszłam do gabinetu Renaty Sinclair, szefowej personelu i dyrektora medycznego szpitala.

– Doktor Harper, jak tam twoja pacjentka? – zapytała. – Zeszłam na SOR, a Jackie mi powiedziała, że już działasz na sali operacyjnej.

– Nic jej nie będzie. Miło znowu cię zobaczyć, Renato. – Uśmiechnęłam się, po czym serdecznie się objęłyśmy.

– Witaj w Cedars-Sinai, Grace! Trzeba przyznać, że z przytupem rozpoczęłaś swój pierwszy dzień w pracy. Słyszałam, że operowałaś z szefem neurochirurgii, doktorem Finnem.

– Owszem.

– I…? – Uśmiechnęła się wyczekująco.

– I co?

– Żadnego omdlewania, przewracania się o własne stopy na jego widok, palpitacji serca, oblewania się potem…?

– Wydaje się miły. – Uśmiechnęłam się szeroko.

– Jest arogancki, bezczelny, a poza tym to kobieciarz. Niemniej jednak to najlepszy neurochirurg w kraju i cenny nabytek dla tego szpitala. Nie pozwól mu zawrócić sobie w głowie i nie bierz nic do siebie. Jeśli będziesz pamiętała o tych dwóch rzeczach, nic ci nie będzie.

– Potrafię sobie radzić z mężczyznami takimi jak doktor Finn – zauważyłam z wyższością.

– Wiem, że potrafisz. Bardzo ucieszyłem się, kiedy do mnie zadzwoniłaś. Nie sądziłam, że zdecydujesz się zostawić Nowy Jork.

– Nadszedł czas na zmiany.

– Wydawało mi się, że jesteś zadowolona z pracy w tamtejszym szpitalu?

– Byłam. Chodziło mi o zmianę w życiu osobistym – wyjaśniłam.

– Cóż, cieszę się, że tu jesteś. – Uśmiechnęła się. – Ty też jesteś cennym nabytkiem dla tego szpitala, moja droga.

Rozdział 4

JAMIESON

Gwałtownie nabrałem powietrza w płuca, przyglądając się, jak odchodzi. To niewiarygodne! Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że jeszcze kiedyś ją zobaczę, a już na pewno – że będę z nią pracować. Niech to! Była nowym asystentem na urazówce, co oznaczało, że będę ją widywał praktycznie codziennie. Nie mogłem przestać myśleć o jej słowach, że zaczyna nowe życie. Wczoraj, kiedy się poznaliśmy, nie miałem pojęcia, że to nowe życie oznaczało zamieszkanie w Los Angeles i rozpoczęcie pracy w moim szpitalu. A to wszystko mogło oznaczać dla mnie problemy.

Udałem się prosto do gabinetu Renaty, lekko zastukałem do drzwi i wszedłem do środka.

– Och, przepraszam. Nie wiedziałem, że masz gościa – powiedziałem, wpatrując się w Grace.

– Doktor Finn. – Renata uśmiechnęła się. – Poznałeś już doktor Grace Harper?

– Tak. Właśnie wspólnie uratowaliśmy życie pewnej kobiety.

– Słyszałam. Dobra robota. Usiądź, proszę. Właśnie kończyłyśmy rozmowę.

Z trudem przełykając ślinę, zająłem jedno z miejsc naprzeciwko jej biurka. Grace wyszła z gabinetu, a Renata usiadła za biurkiem i skrzyżowała ramiona na piersiach.

– Widziałam, jak na nią patrzysz, Jamieson. Zostaw ją w spokoju. Zrozumiano?

– Co? – Bezradnie rozłożyłem ręce. – Przecież nic nie zrobiłem.

– Jeszcze nie. A jej i bez tego będzie tutaj ciężko.

– Dlaczego? – Pytająco zmrużyłem oczy.

– Nie twoja sprawa. – Wycelowała we mnie palec. – Chciałam z tobą porozmawiać, ponieważ rano zadzwoniła Mary i powiedziała, że odchodzi. Nawet się nie pofatygowała, żeby wręczyć wypowiedzenie z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Wiesz coś o tym? – Oskarżycielsko uniosła brwi.

Odchrząknąłem i poprawiłem się na krześle.

– Nie. Nic mi na ten temat nie wiadomo.

– Tak właśnie myślałam – skwitowała sarkastycznie.

– To wszystko, Renato? Jestem już spóźniony na konsultację z pacjentem.

– To wszystko, doktorze Finn. – Zacisnęła usta. – Pamiętaj, co ci powiedziałam o doktor Harper. I jeszcze jedno… Jeśli odejdzie jeszcze jedna osoba, to choćbyś naprawdę był najlepszym neurochirurgiem w kraju, odpowiesz za to.

Podniosłem do góry rękę.

– Nic się nie martw. Będę grzeczny jak aniołek. – Uśmiechnąłem się przebiegle.

– Nie mam zamiaru się martwić, ponieważ będę mieć cię na oku.

Z westchnieniem wywróciłem oczami, po czym wyszedłem. Dlaczego, do cholery, pobyt tutaj miałby być trudny dla Grace? A jeśli już tak było, to zacznijmy od tego, po co w ogóle przyjeżdżała do Los Angeles? Odniosłem wrażenie, że Renata ją zna. Grace Harper była tajemniczą kobietą wczorajszej nocy, kiedy ją poznałem, ale teraz wydawała mi się jeszcze bardziej tajemnicza. Wolałbym, żeby mnie to nie obchodziło, nie chciałem się angażować, ale nie ukrywam, że to wszystko pobudziło moją ciekawość. Postanowiłem znaleźć sposób, żeby poznać jej historię.

– Witam, panie Bind! Jestem doktor Finn. – Wyciągnąłem do niego rękę.

– Miło mi pana poznać, doktorze Finn. To moja żona, Athena.

– Miło mi państwa poznać. – Uśmiechnąłem się, lekko potrząsając jej ręką, po czym zająłem miejsce za swoim biurkiem i spojrzałem do jego karty.

– Jest tu napisane, że ma pan trudności z chodzeniem i odczuwa ból pleców.

– Tak. Byłem już u dwóch lekarzy, ale żaden z nich nie potrafił stwierdzić, co mi jest. Uznali, że to tylko naciągnięty mięsień na plecach. Tymczasem ból staje się coraz dotkliwszy.

– Czy coś jeszcze panu dolega? – zapytałem.

– Powiedz mu, Jeff – odezwała się jego żona.

– Atheno… – Rzucił jej groźne spojrzenie spod zmarszczonych brwi.

Spojrzałem na niego, marszcząc czoło.

– O co chodzi?

– Ostatnio mam problemy z nietrzymaniem moczu – powiedział, wyraźnie zawstydzony.

– Rozumiem. Coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć?

– Skarży się, że lewa noga ciągle mu drętwieje, a wczoraj dwa razy się przewrócił – odparła Athena.

– Dziękuję. Cóż, mogę obiecać, że dowiem się, co panu dolega. Wyślę pana na rezonans magnetyczny i będę chciał, żeby badanie zrobiono jeszcze dzisiaj. Proszę chwilę poczekać, porozmawiam z pielęgniarką i spróbuję znaleźć dla pana terminu.

– Dziękuję, doktorze Finn – powiedział Jeff Bind.

– Proszę bardzo. – Z uśmiechem wstałem zza biurka, wyszedłem z gabinetu i poszedłem na koniec korytarza, gdzie urzędowała Yvonne.

– Doktor Finn. Niech zgadnę, potrzebuje pan termin na dzisiaj na rezonans magnetyczny. – Pytająco uniosła brwi, kiedy wkroczyłem do jej pokoiku.

– Czyżbyś czytała w moich myślach, Yvonne? – Uśmiechnąłem się szelmowsko.

– Nie, po prostu tylko w tej sprawie tutaj zaglądasz.

– Mam pacjenta, który natychmiast potrzebuje rezonansu. Którą godzinę masz wolną?

– Mamy komplet, doktorze Finn.

– Yvonne. – Uśmiechnąłem się czarująco. – Nie bądź taka…

– Piętnasta. – Zacisnęła usta, posyłając mi wymowne spojrzenie.

Zerknąłem na zegarek. Była trzynasta.

– Idealnie. Pacjent nazywa się Jeffery Bind. Pójdę mu powiedzieć. Dzięki, Yvonne. – Puściłem do niej oko. Wróciłem do gabinetu i ponownie zasiadłem za biurkiem. – Będzie pan miał rezonans o piętnastej, więc teraz mogą państwo podejść do kafeterii na lunch. Widzimy się o czternastej trzydzieści. Ma pan klaustrofobię? – zapytałem.

– Nie.

– To dobrze. W takim razie do zobaczenia w pracowni rezonansu magnetycznego. – Z uśmiechem wstałem i podałem mu rękę. – Przepraszam, ale potrzebują mnie na SOR-ze – dodałem, zerkając na pager.

– Ktoś mnie wzywał? – zapytałem Jackie, przełożonej pielęgniarek na ostrym dyżurze.

– Doktor Harper. Jest w sali numer 5.

– Wzywałaś mnie? – zapytałem, wchodząc do sali. Na łóżku leżało dziecko, mogło mieć ze dwa lata.

– Tak. Muszę z tobą porozmawiać. – Gestem wskazała, żebyśmy wyszli na korytarz.

– Co się dzieje? – chciałem wiedzieć.

– Dwuletni chłopiec, ma na imię Charlie. Rodzice przywieźli go z objawami grypy. W zeszłym tygodniu wzięli go do lekarza rodzinnego, ale objawy nie ustępują. Chłopiec całe dni przesypia, wymiotuje oraz narzeka na ból głowy.

– Na moje oko to grypa – powiedziałem.

– Też tak sądziłam, ale kiedy z nim rozmawiałam, zauważyłam asymetryczne ruchy gałek ocznych. Jego rodzice mówią, że upada za każdym razem, kiedy próbuje wstać.

– Myślisz, że to guz mózgu? – zapytałem.

– Konkretnie AT/RT, atypowy nowotwór teratoidny.

– Spokojnie, Grace! Chyba wyciągasz zbyt pochopne wnioski.

– Chciałabym się mylić, ale nie sądzę, żeby tak było. Widywałam już takie objawy.

Przez chwilę przyglądałem jej się zmrużonymi oczami, po czym powoli pokręciłem głową.

– No dobrze. Wyślę go na rezonans magnetyczny. Podaj mu środek uspokajający, a potem przyślij go na górę – zarządziłem. – Mam nadzieję, że się mylisz.

– Ja też – powiedziała miękko, wchodząc z powrotem do sali.

Rozdział 5

GRACE

Zrobiłam sobie przerwę i udałam się na taras na dachu, gdzie znajdowało się stanowisko do robienia kawy, a niewielką przestrzeń wypełniało kilka małych stolików i krzeseł. Zrobiłam sobie kawę, której rozpaczliwie potrzebowałam, stanęłam z gorącym kubkiem przy barierkach i spoglądałam na malującą się przed moimi oczami panoramę Los Angeles. Nie wierzyłam, że znowu tu jestem. Nie tylko w tym mieście, ale i w tym szpitalu. W miejscu, z którym wiązały się moje najbardziej traumatyczne wspomnienia; w miejscu, w którym został przesądzony mój los.

Jakie to popieprzone, że chciałam zostawić za sobą stare życie, a teraz musiałam mieć kontakt z facetem, z którym przespałam się w Nowym Jorku. Z nieznajomym, którego miałam już nigdy nie spotkać. Czy w ten sposób wszechświat próbował mi spłatać paskudnego figla? A może to kara za coś? Na domiar złego facet był tak cholernie seksowny, że za każdym razem gdy go widziałam, przez całą noc nie mogłam przestać o nim myśleć.

– Widzę, że odkryłaś kawiarenkę na dachu. – Zza pleców dobiegł mnie głos Jamiesona.

Powoli odwróciłam się i patrzyłam, jak nalewa sobie kawę.

– Jackie mi o niej powiedziała.

– Najlepsze miejsce w całym szpitalu. Szczególnie w nocy, kiedy miasto jest oświetlone – powiedział, zbliżając się i stając obok mnie przy balustradzie. – Myślę, że powinniśmy porozmawiać. Grace.

– O czym? – Zerknęłam w jego stronę.

– O tamtej nocy w Nowym Jorku.

– A dokładnie?

– O tym, że uprawialiśmy seks, a teraz razem pracujemy. Po prostu nie chcę, żebyś coś źle zrozumiała.

– Ach… Nie chcesz, żebym myślała, że coś między nami może być, bo uprawialiśmy seks.

– Coś w ten deseń. – Upił łyk kawy.

– Czy zwykle tak się dzieje, kiedy idziesz do łóżka z kobietą?

– Niestety – odparł z uśmieszkiem.

– W takim razie nie jestem jak kobiety, z którymi spałeś. Nie martw się, doktorze Finn. Między nami nie ma absolutnie nic. Uważałam tak wtedy, nadal tak uważam i nigdy nie zmienię zdania. Umówiliśmy się, że to będzie tylko jedna noc. Noc bez żadnego znaczenia. Zresztą w moim nowym życiu nie ma miejsca na związek ani nawet na myśl o związku.

– To dobrze. W moim też nie. Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy – powiedział.

Nasze pagery jednocześnie zawibrowały. Zerknęłam na ekran swojego i podniosłam wzrok na Jamiesona.

– Są już wyniki rezonansu magnetycznego Charliego – powiedziałam.

– Chodźmy się temu przyjrzeć. – Z westchnieniem wyrzucił kubek po kawie do kosza.

Zjechaliśmy na dół do pracowni rezonansu magnetycznego, gdzie technik wyświetlił nam skany mózgu Charliego na ekranie komputerowym.

– Niech to – odezwał się Jamieson. – W okolicach dołu czaszki tylnego jest guz. – Wskazał palcem. – Miałaś rację. – Westchnął ciężko, posyłając mi spojrzenie i potarł ręką kark. – Właśnie w takich chwilach nienawidzę tej pracy – stwierdził.

– A tak przy okazji, w jaki sposób trafiłaś na tego pacjenta? Myślałem, że zajmujesz się urazówką…?

– Na ostrym dyżurze brakuje rąk do pracy, ciągle mnie tam wzywają – wyjaśniłam.

– Witaj w Cedars-Sinai, doktor Harper. Proponuję, żebyśmy razem porozmawiali z rodzicami Charliego.

– Dobrze. – Westchnęłam.

Wróciliśmy na ostry dyżur, rodzice Charliego nadal siedzieli przy jego łóżku. Wzięłam głęboki oddech, próbując się przygotować na czekające mnie trudne zadanie. Oprócz śmierci pacjenta to właśnie była najtrudniejsza część mojej pracy, nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam.

– Proszę państwa, są już wyniki rezonansu magnetycznego Charliego. Obawiam się, że nie mamy dobrych wieści – zaczęłam. – Charlie ma guza mózgu zwanego AT/RT, atypowy nowotwór teratoidny w okolicach dołu czaszki tylnego.

– Niedaleko pnia mózgu – uzupełnił Jamieson.

– O mój Boże. – Pani Canfield zaczęła drżeć, jej oczy wypełniły się łzami.

– Chcecie powiedzieć, że nasz syn ma raka mózgu? – zapytał nerwowo pan Canfield.

– Tak, niestety – powiedział Jamieson. – W tym momencie sprawą najwyższej wagi jest, żeby natychmiast przeprowadzić operację i usunąć tak dużą część guza, jak to możliwe. Po operacji skonsultujemy się z onkologiem dziecięcym, żeby przedyskutować włączenie chemioterapii albo naświetlań.

Pani Canfield całkowicie się załamała, jej mąż starał się jakoś trzymać. Z trudem przełknęłam ślinę.

– Tak mi przykro – powiedziałam, a moje oczy również wypełniły się łzami.

– Czy pan jest neurochirurgiem dziecięcym? – Pan Canfield zwrócił się do Jamiesona.

– Nie, nie jestem. Ale jestem najlepszym neurochirurgiem w kraju. Operowałem wiele dzieci i mogę pana zapewnić, że Charlie jest w dobrych rękach. Będę potrzebował państwa zgody na przeprowadzenie operacji.

– Oczywiście. – Pan Canfield powoli skinął głową, ocierając łzy z oczu.

– Przygotuj go, a ja wezwę anestezjologa – zarządził Jamieson, lekko poklepując mnie po ramieniu.

Rozmawiałam z Jackie w dyżurce lekarskiej na SOR-ze, kiedy dołączył do nas Jamieson.

– Jak poszło? – zapytałam.

– Jego stan jest stabilny. Udało mi się usunąć osiemdziesiąt pięć procent guza. Reszta jest w rękach onkologa dziecięcego. Jackie, mogłabyś, proszę, zostawić mnie na moment sam na sam z doktor Harper?

– Jasne. – Zmarszczyła czoło, po czym wyszła z dyżurki.

– Co robisz po dyżurze?

– Idę do domu. Dlaczego pytasz?

– Pomyślałem, że moglibyśmy skoczyć razem na kolację. W końcu jestem jedyną osobą, jaką znasz w Los Angeles, więc byłoby całkiem na miejscu, gdybym elegancko cię tu powitał.

– Czyżby? – Spojrzałam na niego zmrużonymi oczami. – Szczerze mówiąc, to wcale cię nie znam.

– Uprawialiśmy seks, Grace. Myślę, że to oznacza, że się znamy, przynajmniej trochę. – Uśmiechnął się przebiegle. – Nie jestem nieznajomym.

– Kończę o ósmej. – Uśmiechnęłam się.

– Super. Podejdę po ciebie tutaj.

– W porządku. – Skinęłam głową, lekko się do niego uśmiechając.

Wyszliśmy z dyżurki, a ja odetchnęłam głęboko. Miał rację; nie licząc Renaty, był jedyną osobą, jaką znałam w Los Angeles. Nie miałam ochoty sama przed sobą się do tego przyznać, ale kolacja z nim była raczej przyjemną perspektywą. Moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Czemu nie? Nie sposób nie zauważyć ironii tej sytuacji. Był moim ostatnim kochankiem w Nowym Jorku, w jego ramionach żegnałam się ze starym życiem, a teraz miał być moim nowym przyjacielem w Los Angeles, gdzie zaczynałam nowe życie. Podeszłam do dyżurki pielęgniarek, gdzie przy komputerze siedziała Jackie. Obrzuciła mnie podejrzliwym spojrzeniem.

– No co? – Uśmiechnęłam się.

– Co jest między tobą a doktorem Finnem?

– Nic. Planujemy skoczyć na jakieś jedzonko po pracy.

– Lubię cię, Grace. Znam cię dopiero od kilku godzin, ale już widzę, że będziemy przyjaciółkami. I właśnie jako przyjaciółka czuję się w obowiązku ostrzec cię przed nim.

– Naprawdę nie musisz, Jackie.

– Owszem, muszę! Facet jest najprzystojniejszym przedstawicielem gatunku męskiego, jaki kiedykolwiek chodził po tej ziemi, doskonale o tym wie i potrafi to wykorzystać w kontaktach z kobietami. Złamał już niejedno serce, unika związków jak ognia, a na dodatek pieprzy się na lewo i prawo. Po prostu nie chcę, żebyś się dała nabrać na te jego słodkie oczy.

Lubiłam Jackie, podobało mi się, że nie owija w bawełnę. Była kobietą grubo po trzydziestce, miała mniej więcej metr sześćdziesiąt pięć wzrostu, długie, brązowe, faliste włosy, brązowe oczy i oliwkową skórę. Na pierwszy rzut oka było widać, że dziewczyna nie daje sobie w kaszę dmuchać. Tego akurat byłam pewna.

– Uwierz mi, nie ze mną takie numery. Znam facetów takich jak doktor Finn i jestem w pełni świadoma niebezpieczeństw związanych z przebywaniem w ich towarzystwie. – Uśmiechnęłam się. – A poza tym w tym momencie nie jestem zainteresowana jakimikolwiek związkami. Przyjechałam do Los Angeles, żeby rozpocząć nowe życie, a w tym nowym życiu nie ma miejsca na doktora Jamiesona Finna.

– Tak trzymać, laska. – Na jej ustach zagościł szeroki uśmiech, kiedy przybijałyśmy sobie piątkę. – Być może jesteś jedyną kobietą na świecie, która mu odmówi.

Boże, gdyby tylko wiedziała…

Rozdział 6

JAMIESON

C