Nowe wyzwania. Interview: Nowy Jork, Los Angeles - Sandi Lynn - ebook

11 osób właśnie czyta

Opis

Młoda dziennikarka przeprowadzała wywiady z dwoma trzydziestoletnimi milionerami w Nowym Jorku i Los Angeles. Miała dowiedzieć się, dlaczego są wciąż singlami. Obaj bardzo strzegli swojej prywatności.
Dziewczyna musiała zastosować różne chwyty, by zdobyć wymarzony wywiad. Nie przeczuwała jednak, jak bolesne historie odkryje.
Ani że znajdzie przyjaźń i gorącą miłość.

Bratnia dusza – jest.
Zaręczyny – są.
Wymarzona praca – jest.
Idealne życie – jest.

„Nazywam się Laurel Holloway, mam dwadzieścia osiem lat i jestem dziennikarką. Kiedy rok temu przystępowałam do przeprowadzania wywiadów z dwoma seksownymi kawalerami-milionerami w Los Angeles i w Nowym Jorku, nie miałam pojęcia, jak obaj zmienią moje życie.
Z jednym z nich znalazłam swoje »długo i szczęśliwie«. Nigdy nie sądziłam, że będę potrafiła kogoś pokochać tak jak jego i że ktoś pokocha mnie tak jak on. Moje życie było doskonałe, a w przerwach od pracy i upajania się miłością, planowaliśmy z Wyattem ślub. Nie śmiałabym prosić o nic więcej i niczego więcej nie chciałam.
I wtedy los wywrócił moją bajkę do góry nogami, a nasz związek został poddany niewyobrażalnej próbie...
Oto druga część mojej historii”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 202

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Renata Kuk

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© StepStock/Shutterstock

Tytuł oryginału

The Interview: New York & Los Angeles. Part 2

The Interview: New York & Los Angeles. Part 2

Copyright © 2018 Sandi Lynn Romance, LLC

All rights reserved.

No part of this publication may be reproduced, distributed,

or transmitted in any form or by any means, including photocopying,

recording, or other electronic or mechanical methods

without the prior written permission of the publisher.

This is a work of fiction.

Names, characters, places and incidents are the products of the author’s imagination or are used fictitiously.

Any resemblance to actual events, locales, or persons, living or dead,

is entirely coincidental.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2019 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6964-1

Warszawa 2019. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

LAUREL

Nie mogłam przestać się wpatrywać w zjawiskowy pierścionek na lewej dłoni. Był doskonały, jak Wyatt. Wprawdzie powiedziałam rodzicom, że nikt nie jest idealny, nawet on, ale w moich oczach taki właśnie był.

– Będę na niego patrzeć bez końca, jest cudowny – powiedziałam i się uśmiechnęłam.

– Dobrze, o to chodziło. Masz patrzeć i pamiętać, jak bardzo cię kocham. Nawet gdy mnie nie będzie obok – oznajmił poważnie.

– Ja też cię kocham. – Pocałowałam go w usta. Cały czas staliśmy nad brzegiem oceanu. – Będę musiała zmienić nazwisko? – Uniosłam pytająco brew.

Uśmiechnął się lekko.

– Oczywiście, że tak.

– A jeśli nie będę chciała?

– Dlaczego miałabyś nie chcieć? Nie podoba ci się nazwisko Coleman?

– Podoba. Ale Holloway lepiej brzmi.

Zmrużył oczy.

– Przykro mi, ale będziesz się nazywała Coleman.

– Co ty powiesz? Może jeszcze będę musiała dodać do tekstu przysięgi małżeńskiej obietnicę posłuszeństwa?

Zaśmiał się.

– Nie obraziłbym się, ale wiem, że nie ma cudów.

– Tak naprawdę – zaczęłam i objęłam go za szyję – nie mogę się doczekać, aż będę mogła się podpisywać jako Laurel Coleman.

– Czyli tylko się ze mną droczyłaś?

– Jasne! Lubię cię od czasu do czasu powkurzać.

Musnął ustami moje wargi.

– Bardzo zabawne. Już się szykowałem na wojnę.

– Wojny też będą, żebyś się nauczył, kto zawsze wygrywa.

– Nie bądź taka pewna siebie, skarbie. – Uśmiechnął się szeroko.

– Tego akurat jestem pewna. W końcu szczęśliwa żona to szczęśliwy dom! – Nie mogłam powstrzymać pełnego satysfakcji uśmieszku.

– W co ja się pakuję? – westchnął.

– W życie pełne miłości i szczęścia! – oznajmiłam triumfalnie i pocałowałam jego miękkie wargi. – Idziemy powiedzieć naszym świeżo poślubionym przyjaciołom?

– Oczywiście! Cały świat musi się dowiedzieć, że się zgodziłaś! – Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

Trzymając się za ręce, wróciliśmy do pięknie udekorowanego białego namiotu i rozejrzeliśmy się za Craigiem i Maddy, ale nigdzie ich nie było. Poszliśmy więc do baru napić się drinka.

– Doktor Finn? – zaczepiłam stojącego tam mężczyznę.

– Laurel Holloway! – Pocałował mnie w policzek. – Jak się masz?

– Świetnie. To mój… – Zerknęłam na Wyatta i uśmiechnęłam się radośnie. – Narzeczony, Wyatt Coleman. Wyatt, poznaj doktora Jamiesona Finna. Kilka lat temu pisałam o nim artykuł.

– Miło mi. – Wyatt też się uśmiechnął i wymienili uścis­ki dłoni. – Jest pan lekarzem jakiej specjalizacji?

– Neurochirurgiem.

– Skąd znasz Craiga i Maddy? – dociekałam.

– Od dawna znam ją i jej rodzinę. Pracowałem z jej ojcem w szpitalu. A tak w ogóle, widziałaś gdzieś młodych? Dopiero wpadłem, operacja się przedłużyła.

– My też ich szukaliśmy. Pewnie robią gdzieś zdjęcia.

– A ty skąd ich znasz? – spytał, popijając drinka.

– Robiłam z Craigiem wywiad dla czasopisma, dla którego pracuję. Przy okazji się zaprzyjaźniliśmy. W zasadzie – tu uśmiechnęłam się triumfalnie – to ja wyswatałam go z Maddy.

– Serio? Dobra robota! Czyli nie pracujesz już w „Seattle Times”?

– Nie! – wtrącił się dumnie Wyatt. – Odkupiłem magazyn od „Seattle Times” i ściągnąłem ją do Nowego Jorku.

– Niech zgadnę. – Jamieson uśmiechnął się domyślnie. – Z tobą też robiła wywiad?

– Tak. I nie mogłem jej wypuścić.

– I teraz się zaręczyliście?

– Tak! – Z zachwytem wyciągnęłam rękę. – Oświadczył się dosłownie pół godziny temu.

– Wow! Gratuluję! – powiedział Jamieson. – To też temat na niezły reportaż! – Wskazał na nas.

Rozległy się dźwięki wolnej melodii i Wyatt wziął mnie za rękę.

– Przepraszam, doktorze, ale muszę zatańczyć z narzeczoną.

– Oczywiście. – Jamieson się uśmiechnął i skinął głową.

Wyatt poprowadził mnie na parkiet i objął.

– Spałaś z nim? – spytał.

– A co? Jesteś zazdrosny?

– Nie. Tylko ciekawy. Jest przystojny i chyba cię lubi.

– Fakt, jest smakowity. I czy można mnie nie lubić? – droczyłam się z nim. – Ale ma dużo problemów z sobą. Jeśli myślisz, że my jesteśmy potrzaskani, to nie znasz jego historii. Ale to geniusz, dosłownie. Zdobył mnóstwo nagród.

– Jakich?

– A jakich nie? Kiedy robiłam z nim wywiad, jako najmłodszy lekarz w historii objął duży oddział w Cedars-Sinai oraz został wybrany do National Academy of Sciences’ Institute of Medicine. Zdał na uniwersytet Harvarda jako piętnastolatek i z wyróżnieniem zakończył studia w college'u i szkole medycznej.

– Rany.

– Właśnie. Geniusz, mówiłam. – Pocałowałam Wyatta w usta.

– Ile ma lat? Nie wygląda na więcej niż trzydzieści parę.

– Poczekaj, jak robiłam z nim wywiad, miał trzydzieści jeden, więc teraz musi mieć trzydzieści trzy.

– I nie spałaś z nim?

– Nie. Ale nawet gdyby, nie masz nic do gadania, bo wtedy cię jeszcze nie znałam. Skończyłeś przesłuchanie? – Uśmiechnęłam się lekko.

– Tak. Spójrz, wrócili Craig i Maddy.

Skończyliśmy tańczyć i podeszliśmy do nich i do Finna.

– Poznajcie się! – zawołałam radośnie i wyciągnęłam rękę.

– O mój Boże! – pisnęła Maddy i przytuliła mnie. – Gratuluję!

– Dziękuję. – Odwzajemniłam uścisk.

Craig pogratulował Wyattowi i szybko się objęli, a potem popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął.

– Tak się cieszę! – On też mnie mocno przytulił. – Już to mówiłem, ale popatrz, ile się zmieniło! – szepnął mi do ucha.

– Dzięki.

– Przy okazji chciałbym wam przedstawić…

– Już się znamy – przerwałam z uśmiechem. – Parę lat temu robiłam z nim wywiad.

– O rany! Jaki świat jest mały! – stwierdziła Maddy.

Do hotelu wróciliśmy dopiero o północy. Ledwie zdołaliśmy przejść przez próg. Zostawiliśmy za sobą ślad rozrzuconych ubrań i zniknęliśmy w sypialni, żeby porządnie uczcić zaręczyny.

Rozdział 2

LAUREL

Byłam przeszczęśliwa. Już wcześniej myślałam, że moje życie jest cudowne, ale teraz naprawdę było idealnie. Wróciliśmy do Nowego Jorku wczoraj w nocy, ale jeszcze nie powiedziałam Ericowi, George’owi i Veronice o zaręczynach. Nie mogłam usiedzieć na miejscu z emocji, ale nie chciałam mówić przez telefon, więc zaprosiłam ich na kolację. Opierałam się właśnie o kuchenną wyspę i popijałam kawę, myśląc przy okazji, jak bardzo zmieniło się moje życie i poglądy.

– Nad czym tak dumasz? – Wyatt zaszedł mnie od tyłu i objął.

– Myślałam o tym, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.

– A ja najszczęśliwszym facetem. – Pocałował mnie w tył głowy. – O której przyjdą?

– O siódmej.

– Będę koło szóstej – obiecał i nalał sobie kawy. – A wymyśliłaś już, kiedy powiemy twoim rodzicom?

– Tak. Weźmiemy ślub i nie powiemy im nigdy – wypaliłam z szerokim uśmiechem.

– To by było niemiłe.

– Ale wiesz, jakie cudowne? – Przewróciłam oczami i upiłam łyk kawy.

– Zadzwoń do mamy i powiedz, że w weekend przylecimy do Bostonu. Wyruszymy w piątek, wrócimy w niedzielę.

Zaśmiałam się cicho.

– Naprawdę tego chcesz? I do tego nocować w domu? Oszalałeś?

Odstawił filiżankę i chwycił mnie za biodra.

– Skarbie, teraz wszystko się zmieniło. Twoi rodzice pracują nad swoim związkiem i z każdym dniem zbliżacie się do siebie.

– Alfie nie odezwał się do mnie od czasu przyjęcia. Nie odpowiedział nawet na wiadomość, którą mu nagrałam po tym, jak Charlotte straciła dziecko.

– Może musicie porozmawiać osobiście. – Wyatt sięg­nął po moją komórkę. – Zadzwoń do niej.

– Zdajesz sobie sprawę, w co się pakujesz? Zapewniam cię, że kiedy Hollowayowie zbierają się w jednym miejscu, nie ma chwili spokoju.

– Dzwoń. – Pocałował mnie w czoło.

– Dobrze. – Wybrałam numer mamy i modliłam się w myślach, żeby nie odebrała.

– Cześć, Laurel! Miałam do ciebie dzwonić, ale nie byłam pewna, czy już wróciliście.

Cholera.

– Cześć, mamo. Wróciliśmy wczoraj nocy. Co się stało? Czemu chciałaś dzwonić?

– Miałam nadzieję, że moglibyście wpaść w weekend z wizytą.

– Zaczekaj momencik, Wyatt jest obok, spytam go. – Zmrużyłam groźnie oczy, bo widziałam, jak na mnie patrzy. – Mówi, że weekend może być. A co planujecie?

– Pomyśleliśmy z ojcem, że miło będzie spotkać się całą rodziną. Przyjeżdża Bella no i oczywiście Alfie.

– Powiedziałaś mu, że nas zapraszasz? Jak wiesz, nie jestem ostatnio jego ulubioną siostrą.

– Da radę, nie martw się. Możemy się was spodziewać w piątek wieczorem?

– Jasne.

– Wspaniale! Pascal ugotuje coś pysznego.

– Brzmi świetnie.

– A tak w ogóle, czemu zadzwoniłaś?

– Ach. Chciałam tylko dać znać, że już wróciliśmy.

– To bardzo miłe z twojej strony! Idealnie się złożyło. Muszę teraz lecieć. Mam spotkanie w sprawie przyjęcia, w którym biorę udział.

– Jasne, mamo. To do piątku.

Rozłączyłam się i głęboko westchnęłam.

– Jestem z ciebie bardzo dumny. – Wyatt się uśmiechnął i mnie pocałował.

Przygotowywałam właśnie kolację z Big Tomem, gdy usłyszałam, że otwierają się drzwi windy.

– Cholera. Zaczekaj! Nie idź nigdzie i bądź cicho – zawołałam i odwróciłam iPada tyłem do góry. – Cześć skarbie! – przywitałam Wyatta, objęłam go za szyję i musnęłam ustami jego wargi. – Co robisz w domu tak wcześnie?

– Tęskniłem za tobą. Rozmawiałaś z kimś?

– Kto? Ja? – Wskazałam na siebie palcem. – Nie! A co?

– Mógłbym przysiąc, że słyszałem twój głos.

– Bo śpiewałam – zapewniłam z uśmiechem.

– Obłędnie pachnie. Zrobiłaś to sama?

– Oczywiście! Sugerujesz, że nie umiem gotować?

– Nie, skąd. Po prostu odkąd cię znam, nie ugotowałaś nic takiego. Naprawdę nikt ci nie pomagał? – Zmrużył oczy.

Zaczęłam powoli masować się po karku.

– Nie.

Ale zobaczył już iPada na blacie i podniósł go.

– Cześć, Tom!

– Cześć, Wyatt. Miło znów cię widzieć.

Przewróciłam oczami i wyrwałam Wyattowi tablet.

– Jezu, dobrze! Może Tom trochę mi pomógł.

Wyatt się zaśmiał.

– Wiedziałem, że nie zrobiłaś tego sama. Miło było cię widzieć, Tom!

– Ciebie też, Wyatt.

– A teraz przepraszam, ale pójdę wziąć prysznic. Możecie kontynuować lekcję gotowania – rzucił złośliwie.

Pokazałam mu język, a on się roześmiał.

Punktualnie o dziewiętnastej przyjechali Eric, George i Veronica. Wyatt wziął się do szykowania drinków, a ja objęłam Erica.

– Witaj w domu! – Pocałował mnie w policzek.

– Dzięki – odparłam z uśmiechem.

– Jak ślub? – spytał George, który przyszedł za mną do kuchni.

– Obłędny. Po prostu cudowny! Craig i Maddy są przeszczęśliwi i wyglądali zjawiskowo. I nigdy nie uwierzysz, kogo spotkałam!

– Kogo?

– Doktora Jamiesona Finna.

– Tego gościa, z którym robiłaś wywiad? I z którym się bzyknęłaś?

– Tak, ale cicho! Wyatt nie może się dowiedzieć. Pytał, czy z nim spałam, a ja powiedziałam, że nie.

– Nieźle. A co on tam robił?

– Zna Maddy i jej rodzinę.

– Świat jest mały.

Podałam mu koszyk z bułeczkami i kazałam zanieść do jadalni. Gdy wszyscy siedzieli już przy stole, pobiegłam na górę i założyłam pierścionek zaręczynowy. Schowałam rękę za plecami, a kieliszek z winem uniosłam prawą.

– Bardzo dziękuję, że przyszliście. Zaprosiliśmy was, bo chcieliśmy coś wspólnie uczcić. – Wyciągnęłam lewą rękę. – Wyatt mi się oświadczył! – krzyknęłam, bo nie mogłam dłużej wytrzymać.

– O mój Boże! – Veronica poderwała się z krzesła i objęła mnie.

– Gratuluję! – Eric uścisnął Wyattowi rękę, a potem mocno mnie przytulił.

George siedział na drugim końcu stołu. Uśmiechał się, a w oczach szkliły mu się łzy.

– Ani mi się waż! – Oskarżycielsko wycelowałam w niego palec.

Podszedł i mnie objął.

– Gratuluję, kochanie. Jestem bardzo szczęśliwy

– Dzięki. Byłam załamana, że nie mogłam ci powiedzieć od razu, ale nie chciałam przez telefon.

– Nie ma sprawy. Nie chciałbym się dowiedzieć telefonicznie.

Podszedł do Wyatta i jego też mocno uścisnął. Potem jedliśmy, piliśmy i dobrze się bawiliśmy. Kiedy już sprzątnęliśmy z Wyattem stół, wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.

– Wydaje mi się, że możemy jeszcze trochę poświętować – uśmiechnął się szeroko.

Rozdział 3

LAUREL

Jesteś absolutnie pewien, że chcesz nocować w domu moich rodziców? – spytałam Wyatta, gdy zasiedliśmy na tylnym fotelu limuzyny, którą przysłał po nas ojciec.

– Będzie wspaniale – wyszczerzył zęby.

– Pamiętasz, jak się skończyło, kiedy ostatnio tam byłeś? – Uniosłam brwi.

– Oczywiście. Jak mógłbym zapomnieć, do diabła! Czemu tak dopytujesz? Masz jakiegoś sekretnego oblubieńca, którego przedstawisz przy kolacji?

– Nie. – Zmarszczyłam czoło.

– Więc wszystko będzie dobrze. – Cmoknął mnie w policzek. – Przestań się zamartwiać.

Zdjęłam pierścionek i schowałam do torebki.

– Czemu to robisz?

– Musimy zaczekać na odpowiedni moment, żeby ich zaatakować – uśmiechnęłam się pod nosem. – Nie mogę wejść w pierścionku, bo od razu go zauważą.

Limuzyna zajechała pod wielką posiadłość, a ja odetchnęłam powoli i głęboko. Jedyne, co mnie niepokoiło, to spotkanie z Alfiem. Wzięłam Wyatta pod rękę i poszliśmy do drzwi. Położyłam dłoń na klamce i lekko pchnęłam.

– Laurel, skarbie! – Matka się uśmiechnęła i pocałowała mnie w policzek. – Wyatt! Przystojny jak zawsze!

– Cześć, mamo – rzuciłam.

– Czarująca jak zawsze! – Wyatt odwzajemnił komplement.

Ojciec mnie przytulił i uścisnął Wyattowi dłoń.

Weszliśmy do salonu, a ze schodów sfrunęła Bella.

– Ale się cieszę, że jesteście! – pisnęła.

Alfie wkroczył do pokoju z drinkiem w dłoni, podszedł do Wyatta i przywitali się.

– Miło znów cię widzieć – powiedział.

– Wzajemnie.

– Laurel – odezwał się lodowato i skinął mi głową.

– Jak się masz, Alfie? – spytałam, żeby przełamać impas.

– Dobrze. – To powiedziawszy, odwrócił się i odszedł.

Wyatt na mnie zerknął, a ja przewróciłam oczami.

– Kolacja gotowa! Zapraszam do stołu – zawołała matka.

Przeszliśmy do jadalni i zajęliśmy miejsca. Alfie usiadł ode mnie tak daleko, jak to było możliwe.

– Nie gryzę – przypomniałam mu.

– Tak? Wszystkie suki gryzą – rzucił.

– Alfie, daj spokój – odezwała się Bella. – Czas, żebyście się pogodzili.

– Nigdy. Zrujnowała mi życie.

– Ja?! – wybuchnęłam śmiechem. – Nie, braciszku, sam sobie zrujnowałeś życie, bo nie umiesz utrzymać fiuta za rozporkiem.

– Laurel, proszę cię – mruknął Wyatt.

Ale kłótnia między mną a bratem dopiero nabierała rozpędu.

– Czy to moja wina, że Charlotte zaszła w ciążę? To ona wparowała na przyjęcie, nie ja!

– Może, ale to ty powiedziałaś te straszne rzeczy przed wszystkimi. Zawstydziłaś rodziców. Zawstydziłaś całą pieprzoną rodzinę tą swoją rozkoszną tyradą! Biedna, mała Laurel! Rodzice jej nie kochali, bo była ado­ptowana! Mogłaś się zamknąć, ale nie, musiałaś w to wszystko wciągnąć mnie! Powiedzieć, że nie jestem święty i zachowuję się jak tata. Plotki się rozchodzą, Laurel, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę. O tym, że jestem wiarołomnym fiutem. Ty sobie uciekłaś i nie musiałaś tego słuchać, ale ja zostałem i ponosiłem konsekwencje.

– Błagam cię, dupku, masz taką opinię, jaką masz, bo zrobiłeś dziecko innej kobiecie niż własna narzeczona, którą niby tak bardzo kochasz! Ale nie czujesz się jak ostatni fiut, kiedy obwiniasz o wszystko mnie, to proszę bardzo obwiniaj.

– Dość tego! – Ojciec uderzył pięścią w stół.

– Wasz ojciec i ja bierzemy rozwód – rzuciła matka od niechcenia i nabiła zieloną fasolkę na widelec.

Zapadła cisza i oczy wszystkich zwróciły się na nich.

– Co? Myślałam, że zaczynacie od nowa! Przecież chodzicie na terapię, na litość boską! – krzyknęłam.

– Mamo, tato, nie! – Bella zaczęła płakać.

– To nasza wspólna decyzja – zapewnił ojciec. – Doszliśmy z waszą matką do wniosku, że będzie lepiej, jeśli dalsze życie będziemy prowadzić oddzielnie.

– Mamo? – Alfie pytająco przekrzywił głowę.

– Dlatego zaprosiliśmy was na weekend. Chcieliśmy powiedzieć wszystkim naraz. Kochamy się z waszym ojcem, ale nie jesteśmy już w sobie zakochani. Rozmawialiśmy o tym jak dojrzali ludzie i zgodziliśmy się, że tak będzie najlepiej. A ponieważ wy też jesteście dorośli, liczymy, że zrozumiecie.

Nie byłam ani trochę zdziwiona. Zanosiło się na to od lat. Jak się igra z ogniem, to wcześniej czy później człowiek się poparzy. Oni właśnie to robili.

– Załatwiamy formalności, a ojciec się w ten weekend wyprowadzi. Zgodził się, żebym zatrzymała dom, a ja oddałam mu letni domek w Hamptons. Resztę podzielimy na pół.

– Gdzie będziesz mieszkał? – spytałam ojca.

– Kupiłem ładny penthouse niedaleko biura, skarbie.

Bella siedziała przy stole i płakała, a Alfie ział ogniem. Nagle wstał, z hukiem odstawił krzesło i wyszedł. Matka zaczęła się podnosić, ale ojciec położył jej dłoń na ramieniu

– Niech idzie. Musi to sobie poukładać.

– Może ja z nim porozmawiam? – zaoferował Wyatt,

– Nie, dajmy mu spokój. Tata ma rację

Sięgnęłam do torebki po pierścionek i założyłam na palec.

– Wyatt i ja bierzemy ślub – wypaliłam i pokazałam wszystkim dłoń.

– Cudowna wiadomość! – Matka się uśmiechnęła. – Najwyższy czas!

– Gratulacje! – Ojciec też się uśmiechał.

– Bardzo się cieszę! – Bella zdołała osuszyć łzy i nachyliła się, żeby mnie przytulić.

– Ustaliliście już datę?

– Jeszcze nie. Najpierw chcieliśmy wszystkich poinformować.

– Czyli jednak będzie ślub u Hollowayów! – promieniała matka. – Muszę się zabrać do organizacji przyjęcia! Rany boskie, ile mam do zrobienia!

– Mamo, my nie chcemy przyjęcia.

– Co? Dlaczego nie? Przecież taką nowinę należy uczcić!

– Wiesz, że to nie moje klimaty. Wyatta też nie.

– Och. – Wyraźnie oklapła.

– Poza tym wszyscy nasi przyjaciele są w Nowym Jorku.

Nie odezwała się więcej i kolację zjedliśmy w potwornie niezręcznej ciszy.

Rozdział 4

WYATT

Wróciliśmy z Bostonu w niedzielę po południu i zaraz po przekroczeniu progu Laurel poszła na górę się przebrać. To był wyczerpujący weekend, zupełnie inny, niż planowałem. Laurel miała rację, gdy się zbierają Hollowayowie, nie ma szans na nudę.

Poszedłem do gabinetu, sprawdziłem pocztę i wykonałem kilka telefonów. Potem zerknąłem na zegarek i okazało się, że minęła godzina, a Laurel nie zeszła. Zamknąłem laptop i ruszyłem do sypialni, sprawdzić, co robi. Leżała na łóżku zwinięta w kłębek i głęboko spała. Zdjąłem z oparcia fotela pod oknem koc i nakryłem ją ostrożnie, a potem pocałowałem w głowę. Przekonywała raz za razem, że rozwód rodziców nie robi na niej wrażenia, ale zdaje się, że jednak ją to dotknęło.

Zeszła na dół dopiero po trzech godzinach. Znalazła mnie w biurze.

– Obudziłaś się wreszcie! – powitałem ją z uśmiechem.

Podeszła i usiadła mi na kolanach.

– Czemu pozwoliłeś mi tak długo spać?

– Widocznie tego potrzebowałaś. Lepiej się czujesz?

– Tak.

Musnąłem jej wargi ustami.

– Co powiesz, żebyśmy poszli gdzieś na kolację i porozmawiali o dacie ślubu?

– Cudowny pomysł. Gdzie chciałbyś zjeść?

– Może w Marei?

– Wiesz, że to moja ulubiona restauracja! – Uśmiechnęła się szeroko.

– Wiem! – Nie mogłem się powstrzymać przed ucałowaniem jej ślicznych ust.

Zadzwoniłem do restauracji i zarezerwowałem stolik w ustronnym boksie. Przebraliśmy się i wezwaliśmy taksówkę, bo Ryan miał akurat wolne.

– Myślałaś już o jakimś konkretnym dniu? – spytałem i upiłem trochę szkockiej.

– Tak. O ósmym czerwca.

– To urodziny mojej mamy.

– Wiem. A do tego sobota.

Nie sądziłem, że mogę się w niej zakochać jeszcze bardziej, ale w tej chwili okazało się to możliwe.

– Ósmy czerwca to piękny dzień na ślub.

Wyciągnąłem rękę i lekko pogłaskałem kciukiem jej miękką skórę.

– Więc ustalone. Ósmego czerwca zostanę panią Coleman. Zostało tylko dziewięć miesięcy, więc musimy się brać do organizacji. Chcę, żebyś się angażował w każdą decyzję!

– Powiedz tylko, czego chcesz, a ja to załatwię. Koszty nie grają roli.

– Czyli, gdybym chciała ślub za milion dolarów, to bym taki miała? – Uśmiechnęła się ironicznie, ale oczy jej błyszczały.

– Możesz mieć ślub za dwa miliony. Ma być idealnie! – Lekko uścisnąłem jej dłoń.

– Bo my jesteśmy idealni? – spytała.

– Właśnie.

– Kończmy kolację i spadajmy do domu. Jeśli wiesz, co mam na myśli. – Wymownie uniosła brew.

Spojrzałem w jej piękne oczy i poczułem, że mój fiut ożywa. Zatrzymałem kelnera i poprosiłem o zapakowanie porcji na wynos oraz o rachunek.

Gdy tylko wsiedliśmy do naszej windy, złapałem ją w ramiona i pocałowałem namiętnie. Drzwi się otworzyły i zaniosłem ją na górę do sypialni, a ona po drodze zrzuciła ze stóp szpilki. Położyłem ją na łóżku, schyliłem się, zdjąłem jej majtki i przycisnąłem usta do jej najczulszego miejsca. Jęknęła, wygięła plecy i zaczęła na mnie napierać jeszcze mocniej. Przesuwałem językiem po wilgotnej, jedwabistej skórze, a potem wsunąłem w nią palec, zmierzając prosto do miejsca, które prowadziło ją do orgazmu. Mój fiut pulsował i wiedziałem, że muszę szybko się w niej znaleźć. Doprowadziłem ją do rozkoszy, a potem wstałem i szybko się rozebrałem. Buty i ciuchy rzuciłem na podłogę. Laurel też się podniosła, zdjęła sukienkę i stanik i z seksownym uśmiechem cisnęła na drugi koniec pokoju. Boże, była piękna. Zanim zdołałem się na niej położyć i zerżnąć ją tak, jak na to zasługiwała, przesunęła się na skraj łóżka.

Oblizała usta i wzięła mojego twardego fiuta do ręki. Objęła i kilka razy przesunęła w górę i w dół, zanim wzięła mnie do ust. Zamknąłem oczy i jęknąłem. Dłonie położyłem po obu stronach jej głowy. Potem wysunąłem się z jej ust, bo nie chciałem jeszcze dochodzić, a byłem naprawdę blisko.

Położyła się na plecach i rozłożyła nogi, błagając, żebym dał jej to, czego chciała. Nachyliłam się, wziąłem do ust twardą brodawkę, a potem ssałem i drażniłem ją językiem. Później przeniosłem się wyżej, do jej warg i w tej samej chwili w nią wszedłem. Równocześnie złapaliśmy powietrze. Otuliło mnie ciepło i mój fiut zaczął pulsować w jej wnętrzu. Poruszyłem się kilka razy, gdy położyła mi dłoń na piersi.

– Moja kolej – powiedziała z uśmiechem.

– Jestem do dyspozycji. Rób, co ci się podoba. – Wyszczerzyłem zęby i przeturlałem się na plecy, a ona przerzuciła nade mną nogę i powoli usiadła na moim fiucie.

Kołysała się tam i z powrotem, a ja poruszałem biodrami. Jej piersi podskakiwały i w końcu wziąłem je do rąk, żeby pieścić kciukami twarde brodawki. Jęczała namiętnie, a ja podkuliłem palce u stóp i stanęliśmy na granicy orgazmu.

– Kurwa, Laurel – jęknąłem, gotowy do wybuchu.

Wystarczyła jej ciasna cipka zaciskająca się na mnie i wysoki krzyk: „Tak, tak!”, żebym w niej eksplodował, jednocześnie przyciskając do siebie jej biodra.

Opadła na mnie, ale wcześniej odnalazła moje usta. Objąłem ją mocno, przytrzymałem i nigdy nie chciałem puścić. Leżeliśmy tak, ciasno spleceni, aż nasze oddechy się uspokoiły, a serca wróciły do spokojnego rytmu. Uniosła głowę i się uśmiechnęła.

– Kocham cię.

– Ja ciebie też, skarbie.

Założyłem jej włosy za ucho i delikatnie pocałowałem.

Rozdział 5

LAUREL

Laurel, zapraszam! – wrzasnął Eric, gdy mijałam jego gabinet.

Stanęłam jak wryta, a potem powoli cofnęłam się do jego drzwi.

– Mogę w czymś pomóc? – Uniosłam znacząco brew.

– Zamknij i siadaj – rzucił wyraźnie poirytowany.

– Kto ci nastąpił na odcisk? – spytałam i usiadłam przy biurku naprzeciwko niego.

– A tam. – Machnął ręką – Byłem na randce.

– Proszę, proszę, Eric, cicha woda! Czemu nie powiedziałeś? – Oparłam się wygodnie.

– Nie wiem. Nikomu nie mówiłem.

– Domyślam się, że nie poszło najlepiej?

– Myślałem, że było świetnie! Jest piękna, mądra, zabawna i naprawdę dobrze się bawiliśmy!

– Więc w czym problem?

– Tego samego wieczoru wysłałem jej esemes. Napisałem, że cudownie spędziłem czas i spytałem, czy chciałaby to powtórzyć. Ale nie odpisała. Chyba dostałem kosza.

– Ile czasu minęło? Dwa dni?

– Tak. Powinna była odpisać od razu, a najpóźniej wczoraj.

– Naprawdę ją polubiłeś, co? – zaśmiałam się.

– Tak. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułem z kimś taką więź.

– Jestem w stanie to zrozumieć – uśmiechnęłam się. – Ale nie zakładaj od razu, że cię nie polubiła albo źle się bawiła. Pewnie jest zajęta albo coś jej wypadło. Napisz jeszcze raz. Ale tylko raz! Jeśli znów nie odpisze, to możesz bezpiecznie zakładać, że cię spławiła.

– Nie chcę być namolny.

– Wysłanie ostatniego esemesa nie jest namolnością. No już. – Wskazałam na jego telefon.

– Co? Że teraz?

– Tak, teraz!

Westchnął i sięgnął po komórkę.

– Co mam napisać?

– Że masz nadzieję, że ma dobry dzień i myślisz o niej.