Wydawca: Wydawnictwo RM Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 169 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Niki i Tesla. Pojedynek tajnych agentów - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Po schwytaniu gangu porywaczy i pokonaniu armii robotów jedenastoletnie rodzeństwo – Niki i Tesla Holt – marzą o krótkim wypoczynku. Czeka ich jednak trzecia zagadka. Okazuje się bowiem, że w domu ich ukochanego (i nieco szalonego) wujka Newta pojawił się szpieg! Kto wie, może chce wykraść rodzinne tajemnice?! Czy jest nim nowy asystent pracujący w laboratorium? Tępiciel insektów? Sprzątaczka? A może ktoś zupełnie nieoczekiwany? Aby odkryć tożsamość tajnego agenta, Niki i Tesla będą musieli stworzyć niesamowite gadżety, od maszyn kodujących i proszku do badania odcisków palców po kamery szpiegowskie i alarmy przeciwwłamaniowe. Co najważniejsze, instrukcje dotyczące ich budowy dołączono do książki, więc i ty możesz je skonstruować.  

Niki i Tesla to seria książeczek o sympatycznym rodzeństwie, które ma talent do eksperymentów naukowych i pakowania się w wielkie kłopoty!

Opinie o ebooku Niki i Tesla. Pojedynek tajnych agentów - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Fragment ebooka Niki i Tesla. Pojedynek tajnych agentów - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Niki i Tesla. Pojedynek tajnych agentów

„Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Tłumaczenie: Michał Zacharzewski

Original title: Nick and Tesla’s Secret Agent Gadget Battle

Text Copyright © 2014 by Quirk Productions, Inc. Illustrations by Scott Garrett All rights reserved.

First published in English by Quirk Books, Philadelphia, Pennsylvania. This Book was negotiated through Livia Stoia, Livia Stoia Agency.

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-648-7 ISBN 978-83-7773-811-5 (ePub) ISBN 978-83-7773-812-2 (mobi) ISBN 978-83-7773-813-9 (pdf)

Redaktor prowadzący: Agnieszka Trzebska-CwalinaRedakcja: Anita RejchKorekta: Składnica LiterackaNadzór graficzny: Grażyna JędrzejecOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecIlustracje: Scott GarrettEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Proszek do odszukiwania odcisków palców oraz identyfikacji złoczyńców

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdzwoniony system demaskowania szpiegów

Rozdział 6

Rozdział 7

Aparat demaskujący szpiegów

Rozdział 8

Rozdział 9

AD CXGLTX maszyna kodująca

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Pułapka balonowa

Rozdział 15

Rozdział 16

UWAGA!

Pro­jek­ty opi­sa­ne na stro­nach Niki i Te­sla kon­stru­ują wy­ko­rzy­stu­ją elek­trycz­ność, sub­stan­cje tok­sycz­ne i ła­two­pal­ne, znaj­du­ją­ce się cza­sa­mi pod ci­śnie­niem, a tak­że ostre na­rzę­dzia. Za­nim przy­stą­pisz do za­ba­wy, po­proś ko­goś do­ro­słe­go o do­kład­ne prze­stu­dio­wa­nie in­struk­cji. Nie­kie­dy mu­sisz po­pro­sić o po­moc ko­goś do­ro­słe­go tak­że przy przy­go­to­wa­niu opi­sa­nych eks­pe­ry­men­tów.

Choć wie­rzy­my, że są one bez­piecz­ne i przy­ja­zne dla ro­dzi­ny, ostrze­ga­my, że wy­pad­ki cho­dzą po lu­dziach. Ni­ko­mu nie mo­że­my za­gwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwa. Dla­te­go wła­śnie au­to­rzy i wy­daw­cy nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści za ja­kie­kol­wiek szko­dy wy­ni­ka­ją­ce z wy­ko­rzy­sty­wa­nia, wła­ści­we­go czy nie­wła­ści­we­go, in­for­ma­cji za­war­tych w tej książ­ce. Pa­mię­taj, że ist­nie­nie szcze­gó­ło­wych in­struk­cji nie zwal­nia cię z ko­rzy­sta­nia z ro­zu­mu!

Rozdział1

To ona! – stwier­dził Niki. – Na pew­no jest szpie­giem.

– Kto? – zdzi­wi­ła się Te­sla i ro­zej­rza­ła do­oko­ła.

Sta­li z bra­tem na po­dwór­ku za do­mem wuj­ka i szy­ko­wa­li się do te­stu szy­bow­ca ob­rę­czo­we­go, nad któ­rym pra­co­wa­li od rana. W za­się­gu wzro­ku była tyl­ko jed­na oso­ba: na oko czter­dzie­sto­let­nia ko­bie­ta klę­czą­ca przy grząd­ce be­go­nii, ja­kieś dwa­dzie­ścia me­trów od nich. Ubra­na w zwy­kłe dżin­sy, ko­szul­kę z krót­kim rę­ka­wem oraz brud­ne rę­ka­wi­ce ogrod­ni­cze. Na gło­wie mia­ła prze­po­co­ną ban­dan­kę.

We­dług Te­sli nie wy­glą­da­ła na szpie­ga.

– Masz na my­śli Ju­lię Cas­ser­ly? – upew­ni­ła się.

Chło­piec kiw­nął gło­wą i zer­k­nął po­dejrz­li­wie na są­siad­kę.

– Prze­cież sta­le nas ob­ser­wu­je – przy­po­mniał. – Cią­gle zer­ka w na­szą stro­nę.

– Oczy­wi­ście, że zer­ka. A ty byś nie zer­kał, gdy­byś miesz­kał obok wuj­ka New­ta?

Wu­jek z pew­no­ścią był nie­zwy­kłym wy­na­laz­cą, czło­wie­kiem wy­bit­nym i po­my­sło­wym. Nie­ste­ty był rów­nież skle­ro­ty­kiem wiecz­nie po­grą­żo­nym w swo­ich my­ślach, w do­dat­ku ma­ją­cym nie­bez­piecz­ne kon­cep­cje. W cią­gu tych dwóch ty­go­dni, któ­re spę­dził z dzie­cia­ka­mi, jego sza­lo­ne wy­na­laz­ki nie raz nisz­czy­ły klom­by Ju­lii. Do tego zma­sa­kro­wa­ły jej kra­sna­la ogro­do­we­go, pod­pa­li­ły traw­nik oraz unu­rza­ły jej kota w pięt­na­stu ki­lo­gra­mach pap­ki ze zgni­łych ba­na­nów.

Męż­czy­zna był prze­ko­na­ny, że zdo­ła wy­bu­do­wać od­ku­rzacz wy­ko­rzy­stu­ją­cy sil­nik kom­po­sto­wy, jed­nak na ra­zie uda­ło mu się zło­żyć je­dy­nie cuch­ną­ce bom­by ze­ga­ro­we.

Być może Ju­lia zdo­ła­ła­by za­po­mnieć o swo­jej awer­sji do wy­na­laz­cy oraz po­lu­bić ro­dzeń­stwo, gdy­by byli zwy­kły­mi dzie­cia­ka­mi. Nie­ste­ty oni też ko­cha­li wy­na­laz­ki i zbyt czę­sto po­ja­wia­li się na po­dwór­ku, żeby prze­te­sto­wać nowe po­jaz­dy la­ta­ją­ce, ba­lo­ny ra­kie­to­we i ro­bo­ty.

No i szy­bow­ce ob­rę­czo­we, tak jak dziś.

– Co tam ma­cie? – za­wo­ła­ła są­siad­ka, wi­dząc, że dziew­czyn­ka przy­go­to­wu­je mo­del do prób­ne­go lotu. Po­tem unio­sła wzrok znad be­go­nii i po­sła­ła jej ostrze­gaw­cze spoj­rze­nie. – Zdal­nie ste­ro­wa­na włócz­nia?

Dziew­czyn­ka spoj­rza­ła na wy­na­la­zek. Skła­dał się z dwóch pa­pie­ro­wych ob­rę­czy wy­ko­na­nych ze sztyw­ne­go pa­pie­ru, mniej­szej z przo­du i więk­szej z tyłu, po­łą­czo­nych słom­ką.

– Nie – od­po­wie­dzia­ła.

– To elek­tro­nicz­ny oszczep? – Ko­bie­ta się nie pod­da­wa­ła.

– Nie.

– Sa­mo­wy­strze­li­wu­ją­ca strza­ła?

– Nie.

– Ro­dzaj po­ci­sku?

– Nie.

– To szy­bo­wiec – za­koń­czył za­ba­wę Niki.

Ju­lia zmru­ży­ła oczy.

– I co on niby robi?

– On… szy­bu­je! – wy­ja­śni­ła Te­sla.

Ko­bie­ta prze­chy­li­ła gło­wę i uśmiech­nę­ła się sar­ka­stycz­nie.

– Uwa­żaj, bo uwie­rzę! – rzu­ci­ła i pod­nio­sła się z ko­lan. Po­wo­li ru­szy­ła w stro­nę domu. – Za­nim go wy­strze­li­cie, po­zwól­cie mi się scho­wać. Nie chcę być tu­taj, kie­dy wasz „ga­dżet” wy­śle ko­goś do szpi­ta­la.

Po chwi­li znik­nę­ła za ro­giem bu­dyn­ku.

– Nie jest zbyt od­waż­na jak na szpie­ga – stwier­dzi­ła dziew­czyn­ka.

– Może to taka przy­kryw­ka – mruk­nął Niki. – W każ­dym ra­zie bierz­my się do ro­bo­ty. Prze­tes­tuj­my wresz­cie ten sa­mo­lot!

Te­sla unio­sła szy­bo­wiec i na wszel­ki wy­pa­dek usta­wi­ła się tak, aby nie wy­lą­do­wał w ogro­dzie Ju­lii. Na­stęp­nie wzię­ła za­mach i wy­pu­ści­ła go z rąk. Po­fru­nął przed sie­bie za­ska­ku­ją­co szyb­ko, uno­sząc się wy­so­ko po­nad traw­ni­kiem wuj­ka. Lek­ko skrę­cał w lewo.

– Łał! Zo­bacz, jak da­le­ko leci! – za­chwy­cił się chło­piec.

– Leci i leci! – przy­tak­nę­ła Te­sla.

Spo­dzie­wa­ła się, że sa­mo­lo­cik spad­nie po kil­ku me­trach. Tym­cza­sem prze­fru­nął kil­ka­na­ście met­rów i wciąż uno­sił się nad zie­mią. W do­dat­ku nie zwal­niał, lecz po­wo­li wzbi­jał się wy­żej, kie­ru­jąc się w stro­nę drzew ro­sną­cych po dru­giej stro­nie dział­ki. Ist­nia­ło ry­zy­ko, że opu­ści jej te­ren!

– Hej, dzie­cia­ki! – roz­legł się ra­do­sny głos. – Co sły­chać?

Dru­gi są­siad wy­na­laz­cy, pan Jo­nes, wła­śnie po­ja­wił się na pa­tio.

Brzu­cha­ty, si­wie­ją­cy męż­czy­zna pod­cho­dził do po­my­słów New­ta z na­le­ży­tą re­zer­wą – co było zro­zu­mia­łe – lecz mimo to za­wsze uśmie­chał się i przy­jaź­nie ma­chał ro­dzeń­stwu.

Nie­ste­ty wy­brał nie naj­lep­szy mo­ment na uśmie­cha­nie się i ma­cha­nie.

– Pa­nie Jo­nes! – za­wo­łał Niki. – Uwa­ga!

– Waga? Gdzie?

Męż­czy­zna ro­zej­rzał się do­oko­ła.

Szy­bo­wiec prze­fru­nął mię­dzy drze­wa­mi i ude­rzył go pro­sto w nos.

Star­szy pan za­to­czył się do tyłu. Ro­dzeń­stwo rzu­ci­ło mu się na po­moc, jed­nak zdo­łał wstać o wła­snych si­łach.

– Gdzie po­dzia­ła się ta waga? – za­py­tał oszo­ło­mio­ny.

Po­tem zo­ba­czył szy­bo­wiec le­żą­cy tuż obok drzwi.

– Ach, no tak! – wes­tchnął.

– Bar­dzo nam przy­kro, pa­nie Jo­nes – po­wie­dział Niki.

– Nie wie­dzie­li­śmy, że tak da­le­ko po­le­ci – do­da­ła Te­sla.

Męż­czy­zna po­tarł dło­nią swój ol­brzy­mi no­chal, któ­ry wy­dał się te­raz jesz­cze więk­szy i znacz­nie bar­dziej czer­wo­ny niż za­zwy­czaj.

– Nic się nie sta­ło – oświad­czył.

Nie za­brzmia­ło to jed­nak szcze­rze. Rów­nież uśmiech, któ­rym ob­da­rzył ro­dzeń­stwo, od­da­jąc szy­bo­wiec, wy­da­wał się wy­mu­szo­ny.

Po chwi­li pan Jo­nes za­trza­snął za sobą drzwi, wspo­mi­na­jąc coś o zim­nym okła­dzie.

– Cu­dow­nie – wes­tchnę­ła dziew­czyn­ka, kie­dy wró­ci­li na po­se­sję wuj­ka New­ta. – Je­dy­ne­go mi­łego są­sia­da, ja­kie­go mamy, tra­fia­my szy­bow­cem w nos…

– Prze­cież to był przy­pa­dek – przy­po­mniał jej Niki. – Poza tym kto po­wie­dział, że pan Jo­nes jest miły?

– Co?

Te­sla spoj­rza­ła na bra­ta. Uzna­ła, że żar­to­wał. Ale prze­cież ostat­nio rzad­ko to ro­bił. A już na pew­no nie w ta­kich spra­wach.

– To on – stwier­dził. – On jest szpie­giem.

– Pan Jo­nes? Prze­cież on ma, no ja wiem, z dwie­ście lat.

– Szpie­dzy sta­rze­ją się tak jak inni lu­dzie. – Chło­piec zer­k­nął po­dejrz­li­wie za sie­bie. – A ten gość cią­gle nas ob­ser­wu­je. I bez prze­rwy się uśmie­cha.

– Czy­li by­cie mi­łym czy­ni go po­dej­rza­nym?

– Być może. Pa­mię­tasz, co mama po­wie­dzia­ła?

Te­sla oczy­wi­ście pa­mię­ta­ła.

Wo­la­ła­by jed­nak za­po­mnieć.

Ro­dzeń­stwo mia­ło od­wie­dzić Di­sney­land. Mia­ło brać lek­cje te­ni­sa. Mia­ło tak­że oglą­dać fil­my skła­da­ją­ce się w 99 pro­cen­tach z efek­tów spe­cjal­nych oraz eks­plo­zji. Mia­ło pić zbyt wie­le Kool-Aid[*], cho­dzić nad staw po­pły­wać i co­dzien­nie spo­ty­kać się z przy­ja­ciół­mi.

Mia­ło cie­szyć się z nor­mal­nych wa­ka­cji.

Za­miast tego spę­dza­ło u wuj­ka naj­dziw­niej­sze lato swo­je­go ży­cia.

Ro­dzi­ce Ni­kie­go i Te­sli byli na­ukow­ca­mi, spe­cja­li­zo­wa­li się w rol­nic­twie i pra­co­wa­li dla rzą­du. Dwa dni po za­koń­cze­niu roku szkol­ne­go oświad­czy­li, że zo­sta­li nie­ocze­ki­wa­nie we­zwa­ni do Uz­be­ki­sta­nu, żeby przyj­rzeć się lo­kal­nym, nie­zwy­kle sku­tecz­nym me­to­dom upra­wia­nia soi. A przy­naj­mniej tak twier­dzi­li, kie­dy pa­ko­wa­li dzie­cia­ki do sa­mo­lo­tu le­cą­ce­go do Ka­li­for­nii. Za­fun­do­wa­li im bo­wiem po­byt u eks­cen­trycz­ne­go wuj­ka, któ­re­go ro­dzeń­stwo pra­wie nie zna­ło, a po­tem przez dwa ty­go­dnie się nie od­zy­wa­li.

Aż w koń­cu na­de­szła wia­do­mość. Na­gra­nie gło­so­we od ich mat­ki.

– Te­sla! Niki! Chcia­ła­bym wam tak wie­le po­wie­dzieć, ale nie ma na to cza­su! Wszyst­ko oka­za­ło się… bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne, niż my­śle­li­śmy! Wy­sła­li­śmy was do wuj­ka, bo są­dzi­li­śmy, że bę­dzie­cie tam bez­piecz­ni. Tak nie jest. Lu­dzie, przed któ­ry­mi chcie­li­śmy was ukryć, wpa­dli na wasz trop. Mogą być w po­bli­żu. Co­kol­wiek po­sta­no­wi­cie, nie ufaj­cie…

Po­tem usły­sze­li trzask, a na­stęp­nie jed­no­staj­ny sy­gnał. I ci­sza.

Ro­dzeń­stwo bez koń­ca od­twa­rza­ło tę wia­do­mość. A kie­dy ich wu­jek wró­cił do domu, spró­bo­wa­ło od­słu­chać ją jesz­cze raz.

Tym ra­zem jed­nak w słu­chaw­ce roz­le­gło się nie: „Te­sla! Niki! Chcia­ła­bym wam tak wie­le po­wie­dzieć…”, lecz me­cha­nicz­ny głos mó­wią­cy: „Nie ma no­wych wia­do­mo­ści”.

– Co? – jęk­nął chło­piec, pa­trząc na te­le­fon, jak­by ten go wła­śnie ugryzł.

– Pew­nie na­ci­sną­łeś nie­wła­ści­wy gu­zik – pod­po­wie­dzia­ła Te­sla.

– Nie ma mowy! Je­stem tego pew­ny!

Po­tem za­czął na­ci­skać ko­lej­ne gu­zi­ki, prze­glą­da­jąc licz­ne opcje pocz­ty gło­so­wej.

Wu­jek Newt ziew­nął. Zro­bi­ło się już póź­no i miał wiel­ką ocho­tę po­ło­żyć się do łóż­ka.

– Nie ma no­wych wia­do­mo­ści – oświad­czył po­now­nie me­cha­nicz­ny głos.

– Och, nie… Mu­sia­łeś ją ska­so­wać! – jęk­nę­ła dziew­czyn­ka.

– Na pew­no nie! – wark­nął.

– Może przy­pad­ko­wo…

– Nie!

– Więc co się z nią sta­ło?

Niki znie­ru­cho­miał na chwi­lę. Po­tem otwo­rzył sze­ro­ko oczy.

– No ja­sne! Ska­so­wał ją!

– On?

– Albo ona.

– Ona?

– Albo oni.

– Oni? O kim ty mó­wisz?

– A jak są­dzisz? O szpie­gach!

– Co? O kim? Że jak? – zdzi­wił się wu­jek i uniósł gło­wę znad sto­łu w ja­dal­ni.

Chciał dać od­po­cząć swo­im oczom, lecz po pro­stu za­snął. Nie spał dłu­go, a mimo to zdo­łał na­ba­wić się po­waż­nych kło­po­tów z fry­zu­rą (jak za­wsze po wsta­niu z łóż­ka). Jego si­wie­ją­ce wło­sy za­zwy­czaj ster­cza­ły we wszyst­kie stro­ny, ale te­raz wy­glą­da­ły, jak­by wło­żył pa­lec do kon­tak­tu.

– Nie mo­że­my od­two­rzyć wia­do­mo­ści – oświad­czy­ła Te­sla. – Ktoś ją ska­so­wał.

– Cie­ka­we, ja­kim cu­dem – do­dał zło­wróżb­nym to­nem Niki.

– Och, nie przej­muj­cie się tym – stwier­dził męż­czy­zna. – Prze­cież opo­wie­dzie­li­ście mi to, co naj­waż­niej­sze. „Mam wam tyle do po­wie­dze­nia”, „spra­wy się skom­pli­ko­wa­ły”, „nie roz­ma­wiaj­cie z ob­cy­mi”. Mat­ki za­wsze tak mó­wią.

– Co? – jęk­nął za­sko­czo­ny chło­piec.

– Oczy­wi­ście, że tak. Wa­sza bab­cia bez prze­rwy zo­sta­wia­ła mi po­dob­ne wia­do­mo­ści. „Nie za­po­mnij zjeść”. „Je­śli nie zro­bi­łeś pra­nia, kup so­bie przy­naj­mniej nową bie­li­znę”. „Może nie po­win­ni­śmy prze­cho­wy­wać tylu che­micz­nych od­pa­dów w piw­ni­cy?”. Bar­dzo się mar­twi­ła. Jak to mat­ki!

Nie­ocze­ki­wa­nie wu­jek wy­prę­żył się i prze­chy­lił gło­wę, jak­by zo­ba­czył coś nie­po­ko­ją­ce­go za oknem.

– Co się sta­ło? – za­py­tał Niki.

– Wła­śnie coś so­bie przy­po­mnia­łem! – stwier­dził wu­jek. – Mu­szę so­bie ku­pić nową bie­li­znę!

Wstał zza sto­łu i ru­szył w stro­nę scho­dów pro­wa­dzą­cych na pię­tro.

Naj­wy­raź­niej za­mie­rzał po­ło­żyć się spać.

– Ale mama była na­praw­dę zde­ner­wo­wa­na. I za­su­ge­ro­wa­ła, że gro­zi nam nie­bez­pie­czeń­stwo!

– Ona wca­le tego nie za­su­ge­ro­wa­ła – prze­rwał jej brat. – Ona ja­sno to po­wie­dzia­ła!

– No do­brze, już do­brze – wes­tchnął wu­jek i za­krę­cił się na pię­cie, ob­ra­ca­jąc się w stro­nę tyl­nej ścia­ny bu­dyn­ku. – Upew­nię się, czy wszyst­kie drzwi i okna są za­mknię­te. Uru­cho­mię też sys­tem an­tyw­ła­ma­nio­wy. Poza tym, je­śli ktoś we­drze się do środ­ka, na­ra­zi się na sza­leń­czy atak mo­je­go kota obron­ne­go.

– Je­eee. Su­per! – wes­tchnę­ła Te­sla.

„Sys­te­mem prze­ciw­wła­ma­nio­wym” była lamp­ka na gan­ku z tyłu domu (w tej z przo­du prze­pa­li­ła się ża­rów­ka). A za kota obron­ne­go ucho­dzi­ła Eu­re­ka, bez­wło­sy, po­marsz­czo­ny zwie­rzak, zdol­ny za­ata­ko­wać wy­łącz­nie je­dze­nie znaj­du­ją­ce się na ku­chen­nym bla­cie. Dziew­czyn­ka wi­dzia­ła kie­dyś, jak tuż przed jej no­sem prze­mknę­ła my­sia ro­dzi­na. Kot na­wet nie drgnął, bo był za­ję­ty po­że­ra­niem pącz­ka z na­dzie­niem owo­co­wym.

– Ko­lo­ro­wych snów – po­wie­dział wu­jek i za­czął się wspi­nać po scho­dach.

– Tia. Ja­sne – jęk­nął Niki.

Tej nocy chło­piec nie spał zbyt do­brze. Nie spał też nie­do­brze. Po pro­stu nie spał. Prze­wra­cał się z boku na bok i za­sta­na­wiał nad od­po­wie­dzią na jed­no je­dy­ne py­ta­nie: kto?

Prze­glą­dał w my­ślach li­stę po­dej­rza­nych – wy­jąt­ko­wo krót­ką, bo ra­zem z Te­slą zna­li może z tu­zin osób w mie­ście – i ba­wił się wi­sior­kiem w kształ­cie gwiazd­ki. Ro­dzi­ce po­da­ro­wa­li im po bły­skot­ce w dniu ich wy­lo­tu do Ka­li­for­nii. Niki po­dej­rze­wał, że wi­sior­ki były w rze­czy­wi­sto­ści urzą­dze­nia­mi na­mie­rza­ją­cy­mi. To ro­dzi­ło ko­lej­ne py­ta­nie: dla­cze­go? Para na­ukow­ców spe­cja­li­zu­ją­cych się w ro­śli­nach wy­jeż­dża na dru­gi ko­niec świa­ta, żeby przyj­rzeć się ho­dow­li soi, i przed wy­jaz­dem wci­ska „plu­skwy” swo­im dzie­ciom? Bez sen­su! Oczy­wi­ście pod wa­run­kiem, że to, co ro­dzeń­stwo wie­dzia­ło o ro­dzi­cach, było choć w czę­ści praw­dzi­we…

Te­sli nie­co le­piej po­szło od­po­czy­wa­nie i za­po­mi­na­nie o pro­ble­mach. Jako star­sza i bar­dziej do­świad­czo­na była po pro­stu od­waż­niej­sza.

Niki miał je­de­na­ście lat, pięć mie­się­cy, dwa ty­go­dnie, sześć dni, dwa­dzie­ścia go­dzin i pięt­na­ście mi­nut.

Jego sio­stra mia­ła na­to­miast je­de­na­ście lat, pięć mie­się­cy, dwa ty­go­dnie, sześć dni, dwa­dzie­ścia go­dzin i dwa­dzie­ścia sie­dem mi­nut.

Przez dwa­na­ście mi­nut była je­dy­nym dziec­kiem w ro­dzi­nie, a tego ro­dza­ju do­świad­cze­nie czy­ni czło­wie­ka sil­niej­szym.

Oczy­wi­ście dziew­czyn­ka wie­dzia­ła, co to strach. Tyl­ko głu­piec nie bał­by się, gdy­by do­stał po­dob­ną wia­do­mość od mat­ki (wu­jek był tu aku­rat wy­jąt­kiem). Cóż jed­nak ro­dzeń­stwo mo­gło zro­bić? Je­dy­nie za­cho­wać czuj­ność i smut­no zwie­sić gło­wę.

To lu­dzie, przed któ­ry­mi ro­dzi­ce sta­ra­li się ich ukryć, mu­sie­li wy­ko­nać pierw­szy ruch.

Te­sla gwał­tow­nie się prze­bu­dzi­ła. W po­nu­rym świe­tle po­ran­ka do­strze­gła wi­szą­cy nad sobą kształt.

Za­ci­snę­ła dłoń w pięść i przy­go­to­wa­ła się do wy­pro­wa­dze­nia cio­su.

– Sier­żant Fe­if­fer – po­wie­dział kształt gło­sem jej bra­ta. – To on jest szpie­giem!

– Rany, nie strasz mnie tak! – jęk­nę­ła dziew­czyn­ka, zwal­cza­jąc chęć wy­pró­bo­wa­nia pię­ści na Ni­kim. – Od jak daw­na tak nade mną ster­czysz?

– Ja­kieś pięć czy dzie­sięć mi­nut – wy­ja­śnił. – Czy wiesz, że chra­piesz, kie­dy śpisz na ple­cach?

– Nie, nie wiem, po­nie­waż wte­dy śpię. I na­dal chcia­ła­bym to ro­bić!

Od­wró­ci­ła się na bok i za­mknę­ła oczy.

Po paru se­kun­dach po­now­nie prze­wró­ci­ła się na ple­cy.

Niki wciąż nad nią stał.

– Po­wie­dzia­łeś, że sier­żant Fe­if­fer jest szpie­giem? – upew­ni­ła się.

Sier­żant Fe­if­fer był je­dy­nym po­li­cjan­tem w mie­ście. Wy­rę­czy­li go już dwu­krot­nie, roz­pra­wia­jąc się z po­ry­wa­cza­mi oraz miej­sco­wym zło­dzie­jem. Co praw­da na Te­sli nie zro­bił wra­że­nia czło­wie­ka kom­pe­tent­ne­go, ale rów­nież i zło­wiesz­cze­go.

Jej brat po­ki­wał gło­wą.

– To wła­śnie o nim mama mó­wi­ła, kie­dy po­pro­si­ła nas, że­by­śmy ni­ko­mu nie ufa­li – po­wie­dział. – Czu­ję to w trze­wiach.

– A masz ja­kiś do­wód?

– Nie. Ale chy­ba mia­ło­by to sens, nie są­dzisz? Prze­cież on re­pre­zen­tu­je miej­sco­we wła­dze. Gdy­by ci źli go ku­pi­li, by­li­by­śmy zda­ni na jego ła­skę.

– To, że coś ma sens, jesz­cze nie ozna­cza, że jest praw­dą – przy­po­mnia­ła Te­sla. – To zna­czy… tyle samo sen­su mia­ło­by twier­dze­nie, że li­sto­nosz jest szpie­giem. Prze­cież od­wie­dza nas prak­tycz­nie co­dzien­nie. Dzię­ki temu może mieć na nas oko!

– Jej, masz ra­cję! – stwier­dził za­sko­czo­ny Niki.

– To był tyl­ko przy­kład! Nie są­dzę, aby li­sto­nosz był szpie­giem!

– A je­śli jest? Za­wsze nam się przy­glą­dał, kie­dy przy­cho­dził z pocz­tą, a my ba­wi­li­śmy się na po­dwór­ku. Ma­chał do nas. Py­tał, jak się mamy.

– Bar­dzo po­dej­rza­ne…

Choć mó­wiąc to, Te­sla wy­wró­ci­ła ocza­mi, jej brat tego nie za­uwa­żył.

– Wiem – po­wie­dział. – A nie mó­wi­łem?

– Aaaagrr!

Dziew­czyn­ka ze­rwa­ła się z łóż­ka.

– Wiesz, co czu­ję w trze­wiach? – za­py­ta­ła, kro­cząc w stro­nę drzwi.

– Co?

– Nic!

I ze­szła na dół na śnia­da­nie.

Kie­dy po chwi­li Niki do­tarł do ja­dal­ni, go­to­wy był przy­znać, że za­cho­wał się głu­pio. Nikt o zdro­wych zmy­słach nie po­dej­rze­wał­by li­sto­no­sza, zwłasz­cza że, jak oświad­czył, szpie­giem była nowa przy­ja­ciół­ka New­ta, dok­tor Hi­ro­ko Sa­ku­rai.

Gdy­by grzan­ka Te­sli nie była taka smacz­na, rzu­ci­ła­by nią w bra­ta.

– Za­sta­nów się! – za­wo­łał, kie­dy zo­ba­czył jej minę. – Ja­kiś ty­dzień temu nie­spo­dzie­wa­nie po­ja­wi­ła się w mie­ście. W do­dat­ku bez prze­rwy krę­ci się przy na­szym wuj­ku!

Wska­zał dło­nią za­ku­rzo­ne sta­re kom­pu­te­ry pię­trzą­ce się w rogu po­ko­ju, daw­ny strój do nur­ko­wa­nia, te­le­skop oraz wy­pcha­ne­go bia­łe­go niedź­wie­dzia w ko­ry­ta­rzu, wresz­cie cho­in­kę o brą­zo­wych igłach, któ­ra świe­ci­ła się przez dwa­dzie­ścia czte­ry go­dzi­ny na dobę, choć było lato. Tu i ów­dzie ze ścian wy­sta­wa­ły ka­ble, pod­ło­ga usła­na była zaś po­rzu­co­ny­mi płyt­ka­mi dru­ko­wa­ny­mi, ser­wo­me­cha­ni­zma­mi, pra­są na­uko­wą oraz ba­na­na­mi opa­no­wa­ny­mi przez musz­ki (te owo­ce nie były jesz­cze dość zgni­łe, żeby wy­ko­rzy­stać je do na­pę­dza­nia sil­ni­ka od­ku­rza­cza).

– Spójrz­my praw­dzie w oczy – za­koń­czył Niki. – Nasz wu­jek nie jest ide­al­nym kan­dy­da­tem na chło­pa­ka.

– Ale to nie ozna­cza, że Hi­ro­ko jest szpie­giem.

– Ale nie ozna­cza też, że nim nie jest.

– Co za po­kręt­ne my­śle­nie!

– To my­śle­nie typu „wie­my, że ktoś na nas po­lu­je, ale po­nie­waż nie mamy po­ję­cia kto, ni­ko­mu nie ufa­my”.

Te­sla wes­tchnę­ła.

– Wiem, cze­go po­trze­bu­jesz – po­wie­dzia­ła.

– Ochro­nia­rzy?

– Nie. Ode­rwa­nia się.

Je­dy­nie pro­jek­to­wa­nie wy­na­laz­ków po­chła­nia­ło jej bra­ta bar­dziej niż mar­twie­nie się. Niki – po­dob­nie jak Te­sla – uwiel­biał kon­stru­ować od­lo­to­we ga­dże­ty o nie­sa­mo­wi­tych moż­li­wo­ściach. W efek­cie znaj­du­ją­ce się w piw­ni­cy la­bo­ra­to­rium wuj­ka za­gra­ca­ły nie tyl­ko wy­na­laz­ki na­ukow­ca. Ro­dzeń­stwo mia­ło swój wkład w zre­ali­zo­wa­ne tam po­my­sły.

Jak na ich moż­li­wo­ści szy­bo­wiec ob­rę­czo­wy nie na­le­żał do skom­pli­ko­wa­nych urzą­dzeń. Dla­te­go wła­śnie tak bar­dzo spodo­bał się Te­sli. Po­trze­bo­wa­ła ga­dże­tu, któ­ry da się skon­stru­ować na tyle szyb­ko, aby Niki nie przy­po­mniał so­bie o swo­jej ob­se­sji na punk­cie szpie­gów. Jed­no­cze­śnie mu­siał być na tyle atrak­cyj­ny, żeby wy­cią­gnąć chłop­ca z domu.

Dzień za­po­wia­dał się bo­wiem tak pięk­ny, jak tyl­ko pięk­ne po­tra­fią być dni w pół­noc­nej Ka­li­for­nii. Sło­necz­ny, lecz nie­zbyt go­rą­cy – głów­nie dzię­ki de­li­kat­nej bry­zie znad od­le­głe­go o ki­lo­metr oce­anu.

– Jest cu­dow­nie – oznaj­mi­ła, uśmie­cha­jąc się do bez­chmur­ne­go nie­ba.

– Czy to dron? – za­py­tał brat, spo­glą­da­jąc w stro­nę czar­nej krop­ki, któ­ra za­pew­ne była wro­ną.

Dziew­czyn­ka spoj­rza­ła na nie­go krzy­wo.

– Chodź­my stąd – po­wie­dzia­ła i po­cią­gnę­ła chłop­ca w stro­nę traw­ni­ka.

Mi­nu­tę póź­niej, po nie­zbyt przy­jem­nej roz­mo­wie z Ju­lią Cas­ser­ly, wy­pu­ści­ła szy­bo­wiec, któ­ry bły­ska­wicz­nie opu­ścił po­se­sję wuj­ka i ude­rzył pana Jo­ne­sa w nos.

– Za­ufaj mi – po­wtó­rzył chło­piec po dro­dze do domu. – Pan Jo­nes jest szpie­giem. Na­praw­dę czu­ję to te­raz w trze­wiach.

– Wiesz co? Za­mknij się ra­zem ze swo­imi głu­pi­mi trze­wia­mi! – wark­nę­ła dziew­czyn­ka. – Czy jest ktoś, kto we­dług cie­bie nie jest szpie­giem?

Przez traw­nik tuż przed nimi prze­bie­gła wie­wiór­ka.

Te­sla wska­za­ła ją pal­cem.

– Uwa­żaj, szpieg!

– Daj spo­kój, Tes. Aż tak źle ze mną nie jest.

W od­da­li za­trą­bił sa­mo­chód.

Dziew­czy­na przy­ło­ży­ła rękę do ucha.

– Kryj się! Szpieg!

– Okej, okej, ro­zu­miem. Tro­chę prze­sa­dzi­łem.

Te­sla wska­za­ła sie­bie.

– O rety! Szpieg. Tuż obok cie­bie!

– Rany, Tes. Po­wie­dzia­łem, że ro­zu­miem!

W koń­cu jego sio­stra roz­po­go­dzi­ła się.

– To do­brze. Wia­do­mość od ro­dzi­ców rze­czy­wi­ście była nie­po­ko­ją­ca, ale nie ma co wpa­dać w pa­ni­kę. Z pew­no­ścią sy­tu­acja nie jest taka zła, jak nam się wy­da­je. No bo jaki szpieg miał­by ocho­tę mar­no­wać czas na parę je­de­na­sto­lat­ków?

Niki zwie­sił gło­wę. Wca­le nie wy­glą­dał na prze­ko­na­ne­go.

Te­sla sama nie była prze­ko­na­na, ale nie za­mie­rza­ła tego oka­zy­wać.

– Zmień­my słom­kę w szy­bow­cu i prze­te­stuj­my go po­now­nie – za­pro­po­no­wa­ła. – I żad­nych ga­dek o szpie­gach. Umo­wa stoi?

– Stoi – wes­tchnął jej brat.

Prze­szli przez pa­tio i we­szli tyl­nym wej­ściem do domu.

Wy­so­ki męż­czy­zna w tren­czu i ka­pe­lu­szu typu fe­do­ra cze­kał już na nich w kuch­ni. W pra­wej ręce miał coś dłu­gie­go, błysz­czą­ce­go i bar­dzo ostre­go.

– Wresz­cie się spo­ty­ka­my – po­wie­dział głę­bo­kim gło­sem o dziw­nym ak­cen­cie. – Mam do was kil­ka py­tań. Dla jego do­bra udziel­cie pra­wi­dło­wych od­po­wie­dzi…

– Tes? – sap­nął Niki. – Zry­wam umo­wę!

[*] Kool-Aid – po­pu­lar­ny ame­ry­kań­ski słod­ki na­pój owo­co­wy.

Rozdział2

Rozdział3

Niki i Tesla konstruują

Proszek do odszukiwania odcisków palców oraz identyfikacji złoczyńców

Rozdział4

Rozdział5

Niki i TeslA konstruują

Rozdzwoniony system demaskowania szpiegów

Rozdział6

Rozdział7

Niki i Tesla konstruują

Aparat demaskujący szpiegów

Rozdział8

Rozdział9

Niki i Tesla konstruują

AD CXGLTX maszyna kodująca(część jej nazwy jest zaszyfrowana!)

Rozdział10

Rozdział11

Rozdział12

Rozdział13

Rozdział14

Niki i Tesla konstruują

Pułapka balonowa

Rozdział15

Rozdział16