Wydawca: Wydawnictwo RM Sp. z o.o. Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 188 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Niki i Tesla. Magiczna rękawica Supercyborga - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

UWAGA! W książce znajdziesz podpowiedzi, dzięki którym przygotujesz naszpikowaną gadżetami rękawicę superbohatera!

Po aferze szpiegowskiej w domu wujka Niki i Tesla Holt mają wreszcie okazję, aby się odprężyć i wziąć udział w otwarciu niezwykłej wystawy w X-tremalnym Naukorium. Niestety sprawy szybko się komplikują i kochające naukę, eksperymenty oraz kłopoty rodzeństwo musi wkroczyć do akcji i wymyślić coś EKSTRA!

Opinie o ebooku Niki i Tesla. Magiczna rękawica Supercyborga - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Fragment ebooka Niki i Tesla. Magiczna rękawica Supercyborga - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Niki i Tesla. Magiczna rękawica supercyborga

„Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Tłumaczenie: Michał Zacharzewski

Original title: Nick and Tesla’s Super-Cyborg Gadget Glove

Text Copyright © 2014 by Quirk Productions, Inc. Illustrations by Scott Garrett All rights reserved.

First published in English by Quirk Books, Philadelphia, Pennsylvania. This Book was negotiated through Livia Stoia, Livia Stoia Agency.

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2018 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-887-0 ISBN 978-83-7773-954-9 (ePub) ISBN 978-83-7773-955-6 (mobi) ISBN 978-83-7773-956-3 (pdf)

Redaktor prowadzący: Irmina Wala-PęgierskaRedakcja: Agnieszka Trzebska-CwalinaKorekta: Dorota WojciechowskaNadzór graficzny: Grażyna JędrzejecOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecIlustracje: Scott GarrettEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA Palec #1 (wskazujący): Sygnalizator Nikiego

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA Palec #2 (środkowy): Fałszywy alarm Tesli

Rozdział 8

Rozdział 9

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA Palec #3 (serdeczny): Poręczny naręczny mikrofon Nikiego

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA Palec #4 (mały): Nikiego i Tesli prawie niewidzialny tropiciel drani oraz sekretna mikstura pisząca

Rozdział 14

Rozdział 15

UWA­GA!

Pro­jek­ty opi­sa­ne na stro­nach Niki i Te­sla kon­stru­ują wy­ko­rzy­stu­ją elek­trycz­ność, sub­stan­cje tok­sycz­ne i ła­two­pal­ne, znaj­du­ją­ce się cza­sa­mi pod ci­śnie­niem, a tak­że ostre na­rzę­dzia. Za­nim przy­stą­pisz do za­ba­wy, po­proś ko­goś do­ro­słe­go o do­kład­ne prze­stu­dio­wa­nie in­struk­cji. Nie­kie­dy mu­sisz po­pro­sić o po­moc ko­goś do­ro­słe­go tak­że przy przy­go­to­wa­niu opi­sa­nych eks­pe­ry­men­tów.

Choć wie­rzy­my, że są one bez­piecz­ne i przy­ja­zne dla ro­dzi­ny, ostrze­ga­my, że wy­pad­ki cho­dzą po lu­dziach. Ni­ko­mu nie mo­że­my za­gwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwa. Dla­te­go wła­śnie au­to­rzy i wy­daw­cy nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści za ja­kie­kol­wiek szko­dy wy­ni­ka­ją­ce z wy­ko­rzy­sty­wa­nia, wła­ści­we­go czy nie­wła­ści­we­go, in­for­ma­cji za­war­tych w tej książ­ce. Pa­mię­taj, że ist­nie­nie szcze­gó­ło­wych in­struk­cji nie zwal­nia cię z ko­rzy­sta­nia z ro­zu­mu!

NIKI I TESLA KONSTRUUJĄ:

Rękawica Supercyborga

Rozdział1

Czy ktoś wi­dział gło­wę Te­sli? – ode­zwa­ła się Hi­ro­ko.

Niki Holt spoj­rzał w jej stro­nę.

– Nie ma­cie jej? – za­py­tał za­sko­czo­ny. – Przed chwi­lą wu­jek Newt trzy­mał ją w rę­kach!

Wu­jek chłop­ca po­chy­lał się wła­śnie nad dłoń­mi Te­sli le­żą­cy­mi tuż przed nim na prze­no­śnym sto­le ro­bo­czym.

– Mia­łem? – zdzi­wił się.

– Tak. I wsu­ną­łeś ją so­bie pod pa­chę, kie­dy sze­dłeś się na­pić – ode­zwa­ła się Te­sla Holt, bliź­niacz­ka Ni­kie­go. Wy­po­wie­dzia­ła te sło­wa usta­mi, któ­re znaj­do­wa­ły się na jej twa­rzy. Twarz była przy­cze­pio­na do gło­wy, a ta – do kar­ku dziew­czyn­ki.

Jej dło­nie znaj­do­wa­ły się na koń­cu rąk, w miej­scu, w któ­rym po­win­ny się znaj­do­wać.

To zaś ozna­cza­ło, że gło­wy i rąk bra­ko­wa­ło in­nej Te­sli. Ani­ma­tro­nicz­nej, za­pro­jek­to­wa­nej tak, aby przy­po­mi­nać słyn­ne­go na­ukow­ca Ni­ko­lę Te­slę. Oczy­wi­ście ma­szy­na bez gło­wy i rąk zu­peł­nie go nie przy­po­mi­na­ła.

– Uhu – stwier­dził Niki, któ­ry w rze­czy­wi­sto­ści na­zy­wał się Ni­ko­la Ko­per­nik Te­sla.

Po­dzie­lił się imie­niem i na­zwi­skiem ba­da­cza z sio­strą, co sta­no­wi­ło ro­dzin­ną tra­dy­cję Hol­tów, prze­ka­za­ną im przez ojca, Al­ber­ta Ein­ste­ina Hol­ta, a po­cho­dzą­cą od dziad­ka, To­ma­sza Edi­so­na Hol­ta.

– Dla­cze­go „uhu”? – za­py­tał wu­jek Newt, czy­li New­ton Ga­li­le­usz Holt.

Ro­dzeń­stwo nie od­po­wie­dzia­ło na jego py­ta­nie, po­nie­waż już bie­gło w stro­nę wyj­ścia. Mia­ło bo­wiem po­dej­rze­nie, gdzie mo­gła wy­lą­do­wać gło­wa Te­sli, i dla­cze­go na­le­ża­ło wy­cią­gnąć ją stam­tąd naj­szyb­ciej, jak to moż­li­we.

– Masz świa­do­mość, że dziś nie po­win­no nas tu być? – za­py­tał Niki sio­strę, kie­dy zbli­ża­li się do wyj­ścia z Sali Ge­niu­szy. Mi­nę­li Ma­rię Cu­rie-Skło­dow­ską sie­dzą­cą za kie­row­ni­cą jed­nej ze szpi­tal­nych cię­ża­ró­wek rent­ge­now­skich, któ­re za­pro­jek­to­wa­ła, aby po­ma­gać żoł­nie­rzom ran­nym na fron­cie pierw­szej woj­ny świa­to­wej. – Wu­jek Newt i Hi­ro­ko skoń­czy­li pra­cę dwa dni temu!

Tak rze­czy­wi­ście było. Wu­jek i jego w-pew­nym-sen­sie-dziew­czy­na Hi­ro­ko Sa­ku­rai byli eks­per­ta­mi w spra­wach ro­bo­tów. Za­trud­nio­no ich z na­dzie­ją, że ura­tu­ją wy­sta­wę (ich po­przed­nik za­wa­lił spra­wę na ca­łej li­nii). Przed­wczo­raj wy­da­wa­ło się na­wet, że wy­wią­za­li się z za­da­nia na czas.

– No cóż. – Te­sla wes­tchnę­ła. – Kto by się spo­dzie­wał, że dy­rek­tor­ka mu­zeum za­dzwo­ni rano z pre­ten­sja­mi, że gło­wa Te­sli się ob­lu­zo­wa­ła?

Para zwol­ni­ła koło Kar­te­zju­sza, któ­ry le­żał na łóż­ku i ob­ser­wo­wał mu­chę, co za­in­spi­ro­wa­ło go do stwo­rze­nia ukła­du współ­rzęd­nych kar­te­zjań­skich.

– Poza tym Ka­rol Dar­win prze­wró­cił się i zgniótł sta­do głup­ta­ków nie­bie­sko­no­gich – do­da­ła dziew­czyn­ka. Oczy­wi­ście mia­ła na my­śli mo­de­le pta­ków mor­skich cha­rak­te­ry­stycz­nych dla po­łu­dnio­we­go Pa­cy­fi­ku. – Dziś jest prze­cież wiel­kie otwar­cie mu­zeum! – przy­po­mi­na­ła.

Ro­dzeń­stwo skrę­ci­ło w pra­wo tuż obok Per­cy’ego Spen­ce­ra, któ­ry pa­trzył z po­dzi­wem na cze­ko­la­do­wą pap­kę – pierw­szą sub­stan­cję sto­pio­ną przy uży­ciu mi­kro­fal.

Ci wszy­scy sław­ni na­ukow­cy byli oczy­wi­ście ani­ma­tro­na­mi, ma­ne­ki­na­mi sto­ją­cy­mi obec­nie bez ru­chu i nie­wy­da­ją­cy­mi z sie­bie żad­nych dźwię­ków. Tej nocy jed­nak dzię­ki wbu­do­wa­nym w nie me­cha­ni­zmom kom­pu­te­ro­wym mie­li się po­ru­szać i mó­wić. A wszyst­ko dla­te­go, że wie­czo­rem po­now­nie otwie­ra­no Mu­zeum Na­uki, Prze­my­słu i Tech­ni­ki Pół­noc­nej Ka­li­for­nii, prze­mia­no­wa­ne z tej oka­zji na X-tre­mal­ne Na­uko­rium. Naj­więk­szą atrak­cją mia­ła być Sala Ge­niu­szy, w któ­rej zwie­dza­ją­cy mo­gli zo­ba­czyć i usły­szeć mó­wią­ce ro­bo­ty przy­po­mi­na­ją­ce naj­więk­szych wy­na­laz­ców w hi­sto­rii.

Oczy­wi­ście, je­śli ma­szy­ny za­dzia­ła­ją.

– Mia­łem na­dzie­ję, że zdo­ła­my im po­móc – od­po­wie­dział po­nu­ro Niki. Do­tarł do Al­ber­ta Ein­ste­ina, któ­ry stał z ka­wał­kiem kre­dy przy ta­bli­cy ze słyn­nym rów­na­niem E=mc2. Ro­dzeń­stwo uwiel­bia­ło na­ukę i kon­stru­owa­nie wy­na­laz­ków, jed­nak ani­ma­tro­ny były dla nich zde­cy­do­wa­nie za skom­pli­ko­wa­ne. – A je­dy­ne, co uda­ło nam się do tej pory zro­bić, to po­za­mia­tać pió­ra głup­ta­ków – do­dał, kie­dy mi­nę­li Ein­ste­ina.

Nie­ozna­czo­ne wyj­ście z sali znaj­do­wa­ło się bez­po­śred­nio za jego ta­bli­cą. Niki i Te­sla prze­szli przez ko­lej­ne drzwi.

– Prze­cież im po­ma­ga­my – stwier­dzi­ła Te­sla. – Dzię­ki nam nikt nie pad­nie na za­wał ser­ca.

Po chwi­li ro­dzeń­stwo zna­la­zło się w ja­sno oświe­tlo­nym la­bi­ryn­cie ko­ry­ta­rzy o bia­łych ścia­nach łą­czą­cych ko­lej­ne sale wy­sta­wo­we z biu­rem mu­zeum, warsz­ta­ta­mi i ma­ga­zy­na­mi.

Dziew­czyn­ka skrę­ci­ła w lewo, prze­bie­gła kil­ka me­trów, po czym ob­ró­ci­ła się na pię­cie i ru­szy­ła w prze­ciw­nym kie­run­ku.

– Tędy! – za­wo­ła­ła.

– Ummm… – jęk­nął Niki i ru­szył za nią.

Gdzieś za nimi roz­legł się gło­śny krzyk.

– Po raz pierw­szy się nie po­my­li­łaś – skwi­to­wał chło­piec.

Te­sla znów się ob­ró­ci­ła.

– No do­brze, to te­raz tędy – do­da­ła.

Kil­ka se­kund póź­niej, po ko­lej­nym skrę­cie w pra­wo, skrę­cie w lewo i za­wrot­ce w śle­pym ko­ry­ta­rzu, ro­dzeń­stwo w koń­cu do­tar­ło do celu: nie­wiel­kiej, wręcz cia­snej, sto­łów­ki pra­cow­ni­czej. Znaj­do­wa­ły się tam tyl­ko je­den sto­lik, jed­na lada, jed­na mi­kro­fa­lów­ka i jed­na otwar­ta lo­dów­ka.

Przed lo­dów­ką sta­ła ko­bie­ta i pa­trzy­ła na przed­miot umiesz­czo­ny po­mię­dzy sze­ścio­pa­kiem słod­kich na­po­jów w pusz­kach a pla­sti­ko­wy­mi pu­deł­ka­mi obia­do­wy­mi.

– Gło­wa Ni­ko­li Te­sli – wark­nę­ła, od­wra­ca­jąc się. – W mo­jej lo­dów­ce, tuż obok sa­łat­ki z kur­cza­ka z es­tra­go­nem!

– Łał, im­po­nu­ją­ce! Roz­po­zna­ła go pani! – Niki się uśmiech­nął.

Ko­bie­tą była El­len Whar­ton-Whe­eler, głów­ny ku­ra­tor mu­zeum. Kie­dy rano wu­jek przed­sta­wił jej ro­dzeń­stwo, zdo­ła­ła je­dy­nie od­po­wie­dzieć: „Mu­zeum to nie park roz­ryw­ki i nie ob­cho­dzi mnie, co nie­któ­rzy o tym są­dzą”.

– Nie jest zwo­len­nicz­ką Sali Ge­niu­szy – szep­nę­ła wów­czas Hi­ro­ko.

– Chy­ba nie jest też zwo­len­nicz­ką lu­dzi – od­po­wie­dział wte­dy Niki.

Te­raz jed­nak El­len Whar­ton-Whe­eler pa­trzy­ła na ro­dzeń­stwo i krzy­wi­ła się, jak­by nie wi­dzia­ła w nich lu­dzi. Praw­do­po­dob­nie uwa­ża­ła ich za od­mia­nę ka­ra­lu­chów – ma­łych, pa­skud­nych na­trę­tów ka­la­ją­cych jej ide­al­ny, nie­ska­zi­tel­ny świat.

– To ma być ja­kiś głu­pi żart? – za­py­ta­ła dzie­cia­ki. Była wy­so­ką, gder­li­wą, lecz na swój spo­sób in­try­gu­ją­cą ko­bie­tą. Sztucz­ną gło­wę Te­sli trzy­ma­ła w dło­niach tak, jak­by za­mie­rza­ła przy­wa­lić nią w ro­dzeń­stwo. Ni­czym pod­czas za­ba­wy w zbi­ja­ka!

– Och, nie! – za­pro­te­sto­wał Niki. – To przy­pa­dek.

– Nasz wu­jek za­brał ją ze sobą, kie­dy wy­brał się tu po coś do pi­cia – do­da­ła jego sio­stra. – No i… jest dość roz­trze­pa­ny… W ze­szłym ty­go­dniu… – Dziew­czyn­ka za­mie­rza­ła opo­wie­dzieć, jak wu­jek Newt nie­świa­do­mie za­mie­nił po­jem­nik z lo­da­mi na pu­deł­ko z kwa­sem siar­ko­wym i w efek­cie zna­leź­li póź­niej w lo­dów­ce roz­pusz­czo­ną tek­tu­rę oraz płyn­ne, skwier­czą­ce ziem­nia­ki. Za­nim jed­nak zdo­ła­ła się ode­zwać, do po­miesz­cze­nia wpa­dło dwóch chłop­ców. Je­den był ni­ski i szczu­pły, dru­gi znacz­nie wyż­szy i bar­dziej na­pa­ko­wa­ny.

– Za­czę­ło się? Za­czę­ło? – za­py­tał ten wyż­szy. Na­zy­wał się Si­las i był przy­ja­cie­lem Ni­kie­go i Te­sli.

Mniej­szy z chło­pa­ków – jego kum­pel De­Mar­co – wska­zał gło­wę znaj­du­ją­cą się w dło­niach pani ku­ra­tor.

– Łał! Mia­łeś ra­cję, Si­las! – za­wo­łał. – Już jed­ne­go za­bi­li!

– Mó­wi­łem ci, że to tyl­ko kwe­stia cza­su – od­po­wie­dział Si­las, po czym zer­k­nął przez ra­mię. – A inni?

– O czym on wła­ści­wie mówi? – zde­ner­wo­wa­ła się pani Whar­ton-Whe­eler. Spoj­rza­ła na ro­dzeń­stwo, jak­by na­gle prze­szło awans spo­łecz­ny. Może wciąż było ka­ra­lu­cha­mi, ale z pew­no­ścią nie wa­ria­ta­mi.

– Prze­pra­sza­my pa­nią. To wszyst­ko ja­kieś wiel­kie nie­po­ro­zu­mie­nie – stwier­dził Niki. Bar­dzo chciał wy­ja­śnić jej, co mie­li na my­śli jego ko­le­dzy.

Przez cały dzień Si­las upie­rał się, że me­cha­ni­zmy sto­ją­ce w Sali Ge­niu­szy były ro­bo­ta­mi. A to ozna­cza­ło, że prę­dzej czy póź­niej zro­bią to, co wszyst­kie ro­bo­ty: zor­ga­ni­zu­ją po­wsta­nie, za­bi­ją swo­ich ludz­kich pa­nów i przej­mą wła­dzę nad świa­tem.

Si­las czy­tał zbyt wie­le ko­mik­sów. Jego oj­ciec miał sklep z ko­mik­sa­mi.

– Pro­szę od­dać nam tę gło­wę – wtrą­ci­ła Te­sla. – Bę­dzie pani mia­ła ją z gło­wy…

Whar­ton-Whe­eler zmru­ży­ła oczy, jak­by za­sta­na­wia­ła się, czy dzie­cia­ki ją wkrę­ca­ją. Po bli­sko dzie­się­ciu se­kun­dach uzna­ła, że w su­mie nie ma to dla niej zna­cze­nia.

I po pro­stu rzu­ci­ła gło­wę w ich stro­nę.

– Ostroż­nie! To de­li­kat­ne! – wrza­snął Niki.

Na szczę­ście łeb Te­sli po­fru­nął w stro­nę wy­ciąg­nię­tych dło­ni dru­giej Te­sli i bez­piecz­nie w nich wy­lą­do­wał.

– No da­lej! – wark­nę­ła ko­bie­ta. – Od­daj­cie to coś wa­sze­mu wuj­ko­wi! Niech przy­naj­mniej Te­sla ma łeb na kar­ku, sko­ro nikt inny nie ma.

– Ma pani coś prze­ciw­ko na­sze­mu wuj­ko­wi? – za­py­ta­ła dziew­czyn­ka.

I choć Whar­ton-Whe­eler wciąż wy­da­wa­ła się oso­bą su­ro­wą, jej chłod­ne spoj­rze­nie sta­ło się cie­plej­sze.

– Nie mam nic prze­ciw­ko wa­sze­mu wuj­ko­wi – po­wie­dzia­ła. – Nie mia­ła­bym też nic prze­ciw­ko temu, co robi… gdy­by cho­dzi­ło o wiej­ski targ. On prze­cież pra­cu­je nad ja­kimś cyr­kiem! To kie­dyś było po­waż­ne, po­wszech­nie sza­no­wa­ne mu­zeum! Te­raz za­mie­nia się w pu­łap­kę na tu­ry­stów. Nie za­mie­rzam przy­glą­dać się w mil­cze­niu, jak ta nie­gdyś wspa­nia­ła in­sty­tu­cja…

Mó­wi­ła co­raz gło­śniej i gło­śniej (i jesz­cze głoś­niej), ale ucię­ła swo­je wy­stą­pie­nie w mo­men­cie, w któ­rym mu­sia­ła­by za­cząć krzy­czeć. Po­tem wzię­ła głę­bo­ki od­dech i po­pra­wi­ła krót­kie siwe wło­sy, choć te nie wy­ma­ga­ły po­pra­wek.

– No cóż – do­da­ła spo­koj­nym to­nem. – Przy­naj­mniej wy­sta­wa jest go­to­wa na czas. Co ozna­cza, że sko­ro nie mam ocho­ty, to nie mu­szę jeść tu­taj sa­łat­ki z kur­cza­kiem. Mogę wyjść na lunch!

Za­mknę­ła lo­dów­kę i tak szyb­ko ru­szy­ła w stro­nę drzwi, że Si­las i De­Mar­co od­sko­czy­li na bok. Bali się, że ich po­trą­ci i prze­wró­ci.

– Nie­zła da­mul­ka – stwier­dził ten dru­gi, kie­dy ko­bie­ta zni­kła im z oczu. – Przy­szła jej ocho­ta na zwie­rze­nia!

Jego kum­pel po­krę­cił gło­wą.

– Jak moż­na tak bar­dzo nie cier­pieć ro­bo­tów? Ow­szem, prę­dzej czy póź­niej ze­trą lu­dzi na proch, ale jak na ra­zie są nie­sa­mo­wi­cie faj­ne.

– Gdzie by­li­ście? – za­py­tał ich Niki. – Po­szli­ście do ła­zien­ki z pół go­dzi­ny temu!

De­Mar­co i Si­las od­po­wie­dzie­li nie­mal jed­no­cze­śnie.

– Zgu­bi­li­śmy się pod­czas zwie­dza­nia!

Niki uznał, że nie ściem­nia­ją. Pew­nie na­praw­dę się zgu­bi­li i wy­ko­rzy­sta­li oka­zję, by po­mysz­ko­wać po oko­li­cy. Chłop­cy nie byli aż tak za­in­te­re­so­wa­ni na­uką i ga­dże­ta­mi jak ro­dzeń­stwo. Je­śli coś ich pa­sjo­no­wa­ło, to nowe, in­no­wa­cyj­ne spo­so­by wy­strze­li­wa­nia fa­jer­wer­ków albo na­śla­do­wa­nie ry­zy­kow­nych tric­ków ka­ska­der­skich, któ­re moż­na by­ło obej­rzeć na YouTu­bie. Do mu­zeum wy­bra­li się tyl­ko dla­te­go, że młod­sze sio­stry De­Mar­ca strasz­nie im do­ku­cza­ły.

Poza tym Si­las chciał zo­ba­czyć z bli­ska – naj­le­piej z pierw­sze­go rzę­du – coś, co na­zy­wał robo­ge­do­nem. I choć chłop­cy spę­dzi­li kil­ka go­dzin w Sali Ge­niu­szy, re­wo­lu­cja ro­bo­tów nie na­de­szła. Nic dziw­ne­go, że byli bar­dzo, bar­dzo znu­dze­ni.

– Tyl­ko nie od­da­laj­cie się zno­wu – po­uczył ich Niki. – Wuj­ko­wi po­zwo­lo­no nas tu za­brać, ale pew­ne oso­by bar­dzo by się ucie­szy­ły, gdy­by­śmy stąd wy­le­cie­li.

– Na­praw­dę? Na przy­kład kto? – za­cie­ka­wił się Si­las.

Niki wska­zał kciu­kiem drzwi.

– Och, na przy­kład ko­bie­ta, któ­ra wła­śnie na­zwa­ła wy­sta­wę wuj­ka „cyr­kiem”.

– Ach, no tak. Ona. – Chło­piec wes­tchnął.

– Zbie­raj­my się stąd – zde­cy­do­wa­ła Te­sla i ob­ró­ci­ła się na pię­cie. – Mu­si­my do­star­czyć tę gło­wę do Sali Ge­niu­szy.

Wy­szła na ko­ry­tarz i skrę­ci­ła w lewo.

– Tędy – po­wie­dzia­ła.

– Noo… – ode­zwał się Niki.

Po paru kro­kach jego sio­stra za­wró­ci­ła.

– No tak – bąk­nę­ła. – Tam­tę­dy.

Chłop­cy ru­szy­li za nią. Te­sla po­pro­wa­dzi­ła ich do koń­ca ko­ry­ta­rza i skrę­ci­ła za róg, nie­mal­że wpa­da­jąc na ko­lej­ną oso­bę.

– Hej! – za­wo­ła­ła i sta­nę­ła. Z ca­łych sił ści­ska­ła gło­wę na­ukow­ca. Za nic nie chcia­ła jej upu­ścić. Za­trzy­ma­ła się jed­nak na tyle gwał­tow­nie, że Niki nie­mal­że na nią wpadł. Z ko­lei De­Mar­co nie­mal­że wpadł na nie­go. Na szczę­ście Si­las szedł na sa­mym koń­cu i nie spo­dzie­wał się, że wszy­scy znów gdzieś skrę­cą, więc nie było szans, aby wpadł na ko­go­kol­wiek.

Kie­dy przy­ja­cie­le od­zy­ska­li rów­no­wa­gę, zo­rien­to­wa­li się, że sto­ją na­prze­ciw­ko przy­sa­dzi­ste­go ciem­no­wło­se­go męż­czy­zny o sze­ro­kim tor­sie. Nie­zna­jo­my miał na so­bie luź­ną fio­le­to­wą ko­szul­kę bez rę­ka­wów i mar­mur­ko­we dżin­sy. Jego ra­mio­na i klat­ka pier­sio­wa skry­wa­ły ży­la­ste mię­śnie, tak duże, że upo­dab­nia­ły nie­zna­jo­me­go do prze­sad­nie na­pom­po­wa­ne­go ba­lo­nu.

Mu­zeum, a przy­naj­mniej te­ren wy­sta­wy na­uko­wej, było za­mknię­te dla pu­blicz­no­ści, po­nie­waż trwa­ły ostat­nie przy­go­to­wa­nia do wiel­kie­go otwar­cia. Dzie­cia­ki wi­dzia­ły tu za­le­d­wie kil­ka osób. Żad­na z nich nie wy­glą­da­ła tak jak ten czło­wiek.

Męż­czy­zna przez kil­ka se­kund wpa­try­wał się nie­do­wie­rza­ją­co w gło­wę Te­sli w dło­niach Te­sli. Jego za­sko­czo­ne spoj­rze­nie szyb­ko za­mie­ni­ło się w bło­go­stan.

– No do­bra, śmier­dzie­le – wark­nął i uśmiech­nął się szy­der­czo. – Od­da­wać gło­wę, a ni­ko­mu nic się nie sta­nie!

Rozdział2

Rozdział3

Rozdział4

NIKI I TESLA KONSTRUUJĄ

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA

Rozdział5

Rozdział6

Rozdział7

NIKI I TESLA KONSTRUUJĄ

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA

Rozdział8

Rozdział9

NIKI I TESLA KONSTRUUJĄ

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA

Rozdział10

Rozdział11

Rozdział12

Rozdział13

NIKI I TESLA KONSTRUUJĄ

SUPEROWA RĘKAWICA CYBORGA

Rozdział14

Rozdział15

O au­to­rach

„Scien­ce Bob” Pflug­fel­der do­stał wie­le wy­róż­nień za swo­ją pra­cę na­uczy­cie­la przy­ro­dy w szko­le pod­sta­wo­wej. Jego za­baw­ny, choć bar­dzo kon­kret­ny spo­sób pro­wa­dze­nia za­jęć po­zwo­lił mu na póź­niej­sze wy­stę­py w te­le­wi­zji, mię­dzy in­ny­mi w ka­na­le Hi­sto­ry Chan­nel i pro­gra­mie Ac­cess Hol­ly­wo­od. Jest też re­gu­lar­nym go­ściem w pro­gra­mach Jim­my Kim­mel Live, Dr. Oz Show czy Live with Kel­ly & Mi­cha­el. Ar­ty­ku­ły o jego eks­pe­ry­men­tach pu­bli­ko­wa­no w ma­ga­zy­nach „Pe­ople”, „Nic­ke­lo­de­on”, „Po­pu­lar Scien­ce”, „Di­sney’s Fa­mi­ly Fun” czy „Wi­red”. Na co dzień miesz­ka w Wa­ter­town w sta­nie Mas­sa­chu­setts.

Ste­ve Hoc­ken­smith jest au­to­rem se­rii opo­wie­ści de­tek­ty­wi­stycz­nych Hol­mes on the Ran­ge, no­mi­no­wa­nej do na­gro­dy Ed­ga­ra. Na­pi­sał rów­nież po­wieść Pri­de and Pre­ju­di­ce and Zom­bies: Dawn of Dre­ad­fuls, któ­ra tra­fi­ła na li­stę be­st­sel­le­rów „New York Ti­me­sa”, oraz zbiór opo­wia­dań za­ty­tu­ło­wa­ny Na­ugh­ty: Nine Ta­les of Chri­st­mas Cri­me. Od lat miesz­ka wraz z żoną i dwoj­giem dzie­ci w Ka­li­for­nii, ja­kieś czter­dzie­ści mi­nut dro­gi od Half Moon Bay.

Dzie­cię­ca Fi­zy­ka to por­tal de­dy­ko­wa­ny młod­szym i tro­chę star­szym mi­ło­śni­kom na­uki, któ­rzy pra­gną po­znać ota­cza­ją­cy świat, a przy oka­zji do­brze się ba­wić. Pre­zen­tu­je do­świad­cze­nia na­uko­we, któ­re dzie­ci w wie­ku przed­szkol­nym i szkol­nym mogą wy­ko­nać w domu, pod­czas lek­cji lub w świe­tli­cy. Przed­sta­wia na­ukę w uprosz­czo­ny spo­sób, tak aby na­wet naj­młod­si byli w sta­nie zro­zu­mieć zja­wi­ska przy­rod­ni­cze, za­po­znać się z pra­wa­mi obo­wią­zu­ją­cy­mi w fi­zy­ce, skon­stru­ować pro­ste urzą­dze­nie i prze­pro­wa­dzić do­sto­so­wa­ne do swo­ich moż­li­wo­ści po­znaw­czych eks­pe­ry­men­ty. Wszyst­ko to ma na celu roz­wi­nię­cie po­sta­wy na­uko­wej u dzie­ci i roz­bu­dze­nie ich cie­ka­wo­ści. Dzie­cię­ca fi­zy­ka przy­da się tak­że tym, któ­rzy dba­ją o do­bro swo­ich pod­opiecz­nych:

ro­dzi­com,

na­uczy­cie­lom (w przed­szko­lach, szko­łach i świe­tli­cach),

oso­bom pro­wa­dzą­cym klu­by mło­de­go od­kryw­cy, na­uko­we spo­tka­nia mło­dzie­żo­we i klu­by ma­łych ba­da­czy,

or­ga­ni­za­to­rom ko­lo­nii i zie­lo­nych szkół.

Au­to­rem stro­ny jest dr Jan Amos Je­li­nek, wy­kła­dow­ca Aka­de­mii Pe­da­go­gi­ki Spe­cjal­nej w War­sza­wie.