Niki i Tesla. Efekty specjalne na miarę Oscara - „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith - ebook

Niki i Tesla. Efekty specjalne na miarę Oscara ebook

„Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

4,4

Opis

Po zamieszaniu, jakie wywołało pojawienie się Nikiego i Tesli i ich szalonego wujka Newta w X-tremalnymNaukorium, rodzeństwo miało nadzieję zrelaksować się na planie filmowym, na który dzieciaki zaprosiła ciocia ich kumpla DeMarca. Niestety i tym razem ważniejsza okazała się zagadka kryminalna, którą trzeba było rozwiązać, konstruując filmowe gadżety i wcielając się w rolę zomboida!
Książka odkrywa kinowe tajemnice i prezentuje triki, dzięki którym poczujesz się jak prawdziwy filmowiec!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 170

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (16 ocen)
10
3
3
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Niki i Tesla. Efekty specjalne na miarę Oscara

„Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith

Tłumaczenie: Michał Zacharzewski

Original title: Nick and Tesla’s Special Effects Spectacular

Text Copyright © 2015 by Quirk Productions, Inc. Illustrations by Scott Garrett All rights reserved.

First published in English by Quirk Books, Philadelphia, Pennsylvania. This Book was negotiated through Livia Stoia, Livia Stoia Agency.

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2018 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-937-2 ISBN 978-83-8151-086-8 (ePub) ISBN 978-83-8151-087-5 (mobi) ISBN 978-83-8151-088-2 (pdf)

Redaktor prowadzący: Irmina PęgierskaRedakcja: Agnieszka Trzebska-CwalinaKorekta: Anita RejchOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecIlustracje: Scott GarrettEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

Spis treści

Rozdział 1

SUPERSTABILNY OSPRZĘT STABILIZUJĄCY

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

NIESAMOWICIE OSZAŁAMIAJĄCA CHWYTNA ROBODŁOŃ ANIMATRONICZNA

Rozdział 7

Rozdział 8

DOMOWEJ ROBOTY NIEMAL LUDZKI MANEKIN-KASKADER

Rozdział 9

Rozdział 10

PRZERAŻAJĄCO UPIORNY MAKIJAŻ KOSMICZNEGO ZOMBOIDA

Rozdział 11

Rozdział 12

SUPERBOHATERSKA KOTWICZKA Z LINĄ ORAZ WYRZUTNIA NARĘCZNA

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

UWAGA!

Pro­jek­ty opi­sa­ne na stro­nach Niki i Te­sla kon­stru­ują wy­ko­rzy­stu­ją elek­trycz­ność, sub­stan­cje tok­sycz­ne i ła­two­pal­ne, znaj­du­ją­ce się cza­sa­mi pod ci­śnie­niem, a tak­że ostre na­rzę­dzia. Za­nim przy­stą­pisz do za­ba­wy, po­proś ko­goś do­ro­słe­go o do­kład­ne prze­stu­dio­wa­nie in­struk­cji. Nie­kie­dy mu­sisz po­pro­sić o po­moc ko­goś do­ro­słe­go tak­że przy przy­go­to­wa­niu opi­sa­nych eks­pe­ry­men­tów.

Choć wie­rzy­my, że są one bez­piecz­ne i przy­ja­zne dla ro­dzi­ny, ostrze­ga­my, że wy­pad­ki cho­dzą po lu­dziach. Ni­ko­mu nie mo­że­my za­gwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwa. Dla­te­go wła­śnie au­to­rzy i wy­daw­cy nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści za ja­kie­kol­wiek szko­dy wy­ni­ka­ją­ce z wy­ko­rzy­sty­wa­nia, wła­ści­we­go czy nie­wła­ści­we­go, in­for­ma­cji za­war­tych w tej książ­ce. Pa­mię­taj, że ist­nie­nie szcze­gó­ło­wych in­struk­cji nie zwal­nia cię z ko­rzy­sta­nia z ro­zu­mu!

Rozdział1

Usły­sze­li stłu­mio­ny huk, a po­tem cały dom uniósł się o parę cen­ty­me­trów i z ło­sko­tem opadł na zie­mię. Świa­tła za­mi­go­ta­ły, ale nie zga­sły.

Niki i Te­sla nad­sta­wi­li uszu. Po chwi­li z piw­ni­cy do­biegł ich dźwięk przy­po­mi­na­ją­cy ka­szel.

– Nic mi nie jest! – za­wo­łał wu­jek Newt. – Tym ra­zem na­praw­dę nie mu­si­cie dzwo­nić po straż po­żar­ną!

Męż­czy­zna był na­ukow­cem i wy­na­laz­cą. Nie­daw­no odło­żył na pół­kę swój uko­cha­ny pro­jekt, od­ku­rzacz za­si­la­ny kom­po­stem, aby roz­po­cząć pra­cę nad czymś, o czym na ra­zie nie chciał roz­ma­wiać.

– To ta nie­spo­dzian­ka! – krzyk­nął, po­ka­słu­jąc.

Tyl­ko tyle zdra­dził na te­mat swo­je­go no­we­go wy­na­laz­ku, mimo że ro­dzeń­stwo wie­le razy pró­bo­wa­ło do­wie­dzieć się cze­goś wię­cej.

– O nie­spo­dzian­ce mo­gli­by­śmy mó­wić, gdy­by to całe nie-wia­do­mo-co choć raz nie eks­plo­do­wa­ło – po­wie­dział Niki do sio­stry.

– Na­wet gdy­by wu­jek pra­co­wał nad no­wym sma­kiem lo­dów, to i tak na 99 pro­cent skoń­czy­ło­by się to po­ża­rem – od­par­ła Te­sla.

Dzie­ci po­zna­ły New­ta na po­cząt­ku lata. Ich ro­dzi­ce mu­sie­li wy­je­chać za gra­ni­cę i wy­sła­li je na wa­ka­cje do mia­stecz­ka Half Moon Bay. Ro­dzeń­stwo bar­dzo szyb­ko prze­ko­na­ło się, że wszyst­ko, nad czym pra­co­wał ich krew­ny, prę­dzej czy póź­niej wy­bu­cha­ło.

Niki sie­dział wła­śnie na pod­ło­dze w sy­pial­ni, któ­rą dzie­lił z bliź­niacz­ką, i wpa­try­wał się w po­obi­ja­ny, ale wciąż dzia­ła­ją­cy lap­top (któ­ry rów­nież z nią dzie­lił). Wzru­szył ra­mio­na­mi i znów spoj­rzał na ekran. Kie­dy klik­nął mysz­ką, po­ja­wi­ło się na nim czar­no-bia­łe zdję­cie męż­czy­zny o ciem­nych wło­sach i z cie­niut­kim wą­sem, ubra­ne­go w sta­ro­mod­ne ciu­chy. Te­sla od razu go roz­po­zna­ła.

To był Te­sla. Ni­ko­la Te­sla. Ge­nial­ny, choć eks­cen­trycz­ny na­uko­wiec, któ­re­mu za­wdzię­cza­ła imię, po­dob­nie zresz­tą jak jej brat (w do­ku­men­tach miał wpi­sa­ne „Ni­ko­la”). W su­mie jed­nak za­wdzię­cza­ła imię przede wszyst­kim ro­dzi­com, rów­nież na­ukow­com, któ­rzy – w od­róż­nie­niu od wuj­ka – ni­cze­go nie wy­sa­dza­li w po­wie­trze. A przy­naj­mniej ro­dzeń­stwo nic na ten te­mat nie wie­dzia­ło.

Niki prze­wi­nął stro­nę i na ekra­nie po­ja­wi­ło się inne zdję­cie: dłu­gi par­te­ro­wy bu­dy­nek ze wzno­szą­cą się nad nim wie­żą za­koń­czo­ną po­tęż­ną ko­pu­łą.

Te­sla roz­po­zna­ła rów­nież i to zdję­cie. Przed­sta­wia­ło wie­żę War­denc­lyf­fe, zwa­ną też nie­kie­dy wie­żą Te­sli. Na­uko­wiec wy­bu­do­wał ją po­nad wiek temu. Mia­ła prze­ka­zy­wać ener­gię za po­mo­cą fal przy­po­mi­na­ją­cych te ra­dio­we… tyle że ni­g­dy nie za­dzia­ła­ła.

Niki od wie­lu dni ob­se­syj­nie po­szu­ki­wał in­for­ma­cji na te­mat bez­prze­wo­do­wej trans­mi­sji elek­trycz­no­ści. Był prze­ko­na­ny, że ta tech­no­lo­gia ma coś wspól­ne­go ze znik­nię­ciem ich mamy i taty. Teo­re­tycz­nie ro­dzi­ce zo­sta­wi­li ich u wuj­ka, aby ba­dać iry­ga­cję upraw soi w Uz­be­ki­sta­nie. Tyle że słuch po nich za­gi­nął, a Ni­kie­go i Te­slę nie­ocze­ki­wa­nie za­czę­li prze­śla­do­wać szpie­dzy i agen­ci rzą­do­wi. Je­den z nich za­su­ge­ro­wał ro­dzeń­stwu, że prze­sy­ła­nie ener­gii na od­le­głość ma z tym wie­le wspól­ne­go. Czy­li wła­śnie to, nad czym pra­co­wał Te­sla.

– Wiesz co? – ode­zwał się chło­piec, od­ry­wa­jąc wzrok od lap­to­pa. – Ktoś z dzia­ła­ją­cą wie­żą mógł­by w cią­gu jed­nej nocy do­pro­wa­dzić do ban­kruc­twa wszyst­kie fir­my wy­do­by­wa­ją­ce ropę naf­to­wą i gaz ziem­ny. Może dla­te­go trzy­ma­ją ten wy­na­la­zek w ta­jem­ni­cy?

– A ktoś z dzia­ła­ją­cą ma­gicz­ną różdż­ką mógł­by za­mie­nić wiel­kie je­zio­ra w oce­any sy­ro­pu cze­ko­la­do­we­go i jego pro­du­cen­ta do­pro­wa­dzić do ban­kruc­twa. Co nie ozna­cza, że tak się sta­nie – od­po­wie­dzia­ła jego sio­stra.

– Tyle że je­ste­śmy bli­sko opra­co­wa­nia bez­prze­wo­do­wej trans­mi­sji prą­du, a ma­gicz­ne różdż­ki nie ist­nie­ją – od­parł pod­eks­cy­to­wa­ny chło­piec i spoj­rzał na Te­slę. Za­mie­rzał kon­ty­nu­ować dys­ku­sję. – Prze­cież zaj­mu­ją­ca się ener­gią sło­necz­ną fir­ma So­la­now stwo­rzy­ła już pro­to­typ emi­te­ra ener­gii, nie?[1] A ja­poń­ski rząd chce wy­bu­do­wać sieć jej ko­smicz­nych prze­kaź­ni­ków[2]. I…

– Cie­szę się, że wu­jek nie pra­cu­je nad ta­kim prze­kaź­ni­kiem. – Te­sla prze­rwa­ła bra­tu. – Gdy­by pra­co­wał, każ­de urzą­dze­nie elek­trycz­ne na za­chod­nim wy­brze­żu daw­no by już eks­plo­do­wa­ło!

– Ha! – Niki bąk­nął nie­zbyt we­so­ło i wró­cił do wpa­try­wa­nia się w ekran lap­to­pa.

– Hej! – po­wie­dzia­ła dziew­czyn­ka to­nem, któ­ry miał su­ge­ro­wać, że do­pie­ro te­raz wpa­dła na ten po­mysł. – A może zro­bisz so­bie prze­rwę i mi po­mo­żesz? Pró­bu­ję zmon­to­wać sta­bi­li­za­tor do ka­me­ry Si­la­sa. Coś, co uła­twi mu krę­ce­nie faj­nych nie­po­ru­szo­nych ujęć. Znów sie­dzi u De­Mar­ca. Ro­bią film o su­per­bo­ha­te­rze. No wiesz, Łysy Orzeł: Le­gen­da od­la­tu­je. Ża­łuj, że nie wi­dzia­łeś sio­stry De­Mar­ca, Ele­shy, ucha­rak­te­ry­zo­wa­nej na zie­lo­ną ko­smit­kę!

Te­sla mó­wi­ła o Si­la­sie Ku­skie i De­Mar­cu Da­vi­so­nie, je­dy­nych kum­plach, ja­kich uda­ło im się jak do­tąd zdo­być. Niki uwa­żał, że żad­ne nor­mal­ne dziec­ko nie bę­dzie mia­ło ocho­ty na kło­po­ty, w ja­kie za­zwy­czaj pa­ko­wa­li się z sio­strą. Tym­cza­sem De­Mar­co był uza­leż­nio­ny od ad­re­na­li­ny i za­wsze chęt­nie brał udział w eks­cy­tu­ją­cych i lek­ko nie­bez­piecz­nych mi­sjach. A Si­las… Cóż, przyj­mij­my po pro­stu, że nie na­le­żał do osób, któ­re z wy­prze­dze­niem my­śla­ły o ewen­tu­al­nych kło­po­tach. O ile w ogó­le o nich my­śla­ły. To nie było w jego sty­lu.

Choć Te­sla wciąż na­wi­ja­ła, Niki na­wet na nią nie spoj­rzał.

– Si­las na­grał już sce­ny ka­ska­der­skie. Wy­ko­rzy­stał ma­ne­ki­na prze­bra­ne­go za Ły­se­go Orła, ale ob­raz tak się trzę­sie, że po obej­rze­niu go Mo­ni­que (to była naj­młod­sza sio­stra De­Mar­ca) zwy­mio­to­wa­ła na traw­nik.

Niki wciąż stu­kał w kla­wia­tu­rę. Te­sla zmar­szczy­ła brwi. Była prze­ko­na­na, że bra­tu spodo­ba się wi­zja jed­nej z kosz­mar­nych sióstr ich kum­pla zwra­ca­ją­cej śnia­da­nie na po­dwór­ku. Dziew­czyn­ki do­ku­cza­ły swo­je­mu bra­tu od dnia, w któ­rym oka­za­ły się na tyle duże, aby móc rzu­cać w jego gło­wę wszyst­kim, co wpa­dło im w ręce.

– A więc Si­las po­trze­bu­je cze­goś w sty­lu Ste­adi­ca­mu – kon­ty­nu­owa­ła. – Wi­dzia­łeś te sys­te­my, nie?

Niki na­dal nie od­po­wia­dał.

– Ste­adi­cam to ta­kie urzą­dze­nie, któ­re kon­tro­lu­je punkt cięż­ko­ści ka­me­ry fil­mo­wej, wy­ko­rzy­stu­jąc za­sa­dę prze­ciw­wa­gi. To zna­czy umoż­li­wia ope­ro­wa­nie nią za po­mo­cą tak zwa­ne­go prze­gu­bu Car­da­na. – Te­sla nie prze­sta­wa­ła mó­wić, choć brat wy­raź­nie ją igno­ro­wał. – Tro­chę tak jak w ży­ro­sko­pach. Cho­dzi o to, żeby ob­raz był sta­bil­ny, za­miast pod­ska­ki­wać i drżeć. Uję­cia wy­cho­dzą dużo lep­sze.

– Wiem, co to Ste­adi­cam – od­po­wie­dział Niki.

– Cóż, praw­dzi­we­go ga­dże­tu ze skle­pu oczy­wi­ście nie zro­bi­my. Ale mam po­mysł, jak przy­go­to­wać jego uprosz­czo­ną wer­sję, któ­ra ob­słu­ży nie­wiel­ką ka­mer­kę Si­la­sa.

Na­gle do gło­wy przy­szedł jej pe­wien po­mysł.

– Na­zwie­my go Si­la­scam – oświad­czy­ła. – Nie, Te­sla­cam. Albo za­raz… jesz­cze le­piej Ni­kii­te­sla­cam. Praw­do­po­dob­nie mógł­by dzia­łać rów­nież z te­le­fo­nem ko­mór­ko­wym…

– Cu­dow­nie. Zrób go sama.

– Oczy­wi­ście, że mo­gła­bym sama go skon­stru­ować. Ale by­ło­by znacz­nie faj­niej, gdy­byś mi po­mógł! – wy­sy­cza­ła Te­sla.

Za­zwy­czaj ro­dzeń­stwo wspól­nie opra­co­wy­wa­ło wszyst­kie wy­na­laz­ki: „wul­ka­ny” z octu i my­dła w pły­nie, cu­kier­ki twar­de jak ska­ła, ro­bo­ty czy rę­ka­wi­ce su­per­cy­bor­gów. Za­le­d­wie ty­dzień temu stwo­rzy­li z pa­tycz­ków po lo­dach ani­ma­tro­nicz­ną rękę, któ­rą Si­las wy­ko­rzy­stał w swo­im fil­mie. Ro­dzeń­stwo po­mo­gło kum­plom za­pro­jek­to­wać rów­nież ma­ne­ki­na do scen ak­cji, po­nie­waż na­wet ko­cha­ją­cy ka­ska­der­stwo De­Mar­co nie miał ocho­ty spa­dać ze scho­dów, wy­ska­ki­wać przez okno stry­chu i ro­bić in­nych sza­lo­nych rze­czy, któ­re wy­my­ślał Si­las.

Te­sla wy­naj­do­wa­ła róż­ne za­ję­cia, żeby nie tę­sk­nić za ro­dzi­ca­mi. Jej brat nie za­mie­rzał o nich za­po­mi­nać. Wręcz prze­ciw­nie: pła­wił się w roz­wa­ża­niach na ich te­mat. Prze­cze­sy­wał In­ter­net w po­szu­ki­wa­niu wska­zó­wek i pró­bo­wał zna­leźć bra­ku­ją­ce od­po­wie­dzi.

Dziew­czyn­ka chcia­ła zbu­do­wać co­kol­wiek… byle wspól­nie z bra­tem.

Niki klik­nął w link i na ekra­nie otwo­rzy­ła się stro­na za­ty­tu­ło­wa­na: „SZO­KU­JĄ­CA praw­da o pro­mie­niach śmier­ci Te­sli”.

– Prze­pra­szam, ale je­stem za­ję­ty – po­wie­dział.

– Nie­praw­da. Masz ob­se­sję!

Chło­piec mil­czał, więc Te­sla po­sta­no­wi­ła po­su­nąć się do nie­czy­ste­go za­gra­nia.

– Wiesz co? Wczo­raj wie­czo­rem zna­la­złam w sie­ci coś na­praw­dę in­te­re­su­ją­ce­go – oświad­czy­ła. – Chcesz, to ci po­ka­żę.

Usia­dła obok bra­ta i trą­ci­ła go łok­ciem, prze­py­cha­jąc sprzed kla­wia­tu­ry.

– Hej! – za­wo­łał obu­rzo­ny.

– Daj mi se­kund­kę. Uwierz, bę­dziesz za­sko­czo­ny.

Otwo­rzy­ła je­den z fol­de­rów wi­docz­nych na pul­pi­cie i zna­la­zła w nim ikon­kę, któ­rej szu­ka­ła – nie­wiel­ki ob­ra­zek przed­sta­wia­ją­cy ko­rek ulicz­ny. Klik­nę­ła dwu­krot­nie.

– No i pro­szę. Zro­bio­ne – oświad­czy­ła.

Niki spoj­rzał na ekran.

– Nic nie wi­dzę.

– Wła­śnie. Włą­czy­łam Sto­pli­te.

– Co to jest Sto­pli­te?

– Pro­gram, któ­ry au­to­ma­tycz­nie blo­ku­je kom­pu­ter na sześć go­dzin. Dzię­ki temu nie tra­cisz ca­łe­go dnia na stu­ka­nie w kla­wia­tu­rę.

– Co? – Tym ra­zem to Niki ode­pchnął sio­strę na bok. Za­czął ude­rzać w kla­wia­tu­rę, jed­nak na ekra­nie nic się nie po­ja­wi­ło. – Po pro­stu go zre­star­tu­ję.

Przy­ci­snął od­po­wied­ni gu­zik, ale… nie za­dzia­łał.

– Sto­pli­te jest na­praw­dę do­bry – oświad­czy­ła Te­sla.

– Rany, to wca­le nie jest śmiesz­ne, Tes!

– Bo to wca­le nie mia­ło być śmiesz­ne. Mia­ło zmu­sić cię do ru­sze­nia tył­ka, zej­ścia na dół i udzie­le­nia mi po­mo­cy!

– Tak, ja­sne! Już lecę ci po­móc! Zwłasz­cza po tym nu­me­rze, któ­ry wła­śnie mi wy­krę­ci­łaś.

Niki za­ło­żył ręce na pier­siach i za­czął pa­trzeć w ścia­nę.

– Two­ja spra­wa – po­wie­dzia­ła jego sio­stra. – Idę do la­bo­ra­to­rium po czę­ści. I nie będę czuć się win­na, je­śli Si­las nie ukoń­czy swo­je­go ar­cy­dzie­ła i nie zo­sta­nie naj­słyn­niej­szym dwu­na­sto­let­nim re­ży­se­rem na świe­cie.

Pod­nio­sła się z pod­ło­gi i ru­szy­ła w stro­nę drzwi.

Jej brat na­wet nie drgnął.

– Po­wo­dze­nia w bu­do­wa­niu tego głu­pie­go cze­goś – mruk­nął. – Po­nie­waż na mnie nie mo­żesz li­czyć.

Wu­jek Newt po­zwo­lił Te­sli spę­dzić w la­bo­ra­to­rium w piw­ni­cy do­sta­tecz­nie dużo cza­su, aby zna­laz­ła wszyst­kie po­trzeb­ne jej na­rzę­dzia i ma­te­ria­ły.

– Sio stąd! Już! – za­wo­łał, wy­ma­chu­jąc rę­ka­mi, kie­dy znów ze­szła i się­gnę­ła po rur­ki PVC.

– Dziw­nie tu pach­nie, wuj­ku… Jak po­wie­trze po desz­czu – po­wie­dzia­ła.

– Idź so­bie! To ści­śle taj­ne – do­dał wu­jek, wciąż wy­ma­chu­jąc rę­ka­mi.

– A co wła­ści­wie ci się sta­ło?

Jego dłu­gie, nie­ucze­sa­ne wło­sy w ko­lo­rze siwy blond ster­cza­ły na wszyst­kie stro­ny. Za­ha­czał ich koń­ców­ka­mi o su­fit.

– Spły­waj! Zmy­waj się!

– Do­brze, do­brze, już idę. Rany!

Te­sla wdra­pa­ła się po scho­dach, a po­tem prze­szła przez kuch­nię do ja­dal­ni.

Niki już tam na nią cze­kał.

– No do­brze – wes­tchnął. – Więc co wła­ści­wie ro­bi­my?

Po­dej­rze­wam, że nie po­tra­fisz do­ce­nić ulot­no­ści swo­jej sy­tu­acji, Łysy Orle! – po­wie­dzia­ła lady Evi­li­ka. Po­kry­ta łu­ska­mi zie­lo­na ko­smit­ka wy­cią­gnę­ła ber­ło w stro­nę opie­rzo­ne­go su­per­bo­ha­te­ra sto­ją­ce­go na ga­łę­zi drze­wa tuż nad jej gło­wą. – Su­per­pod­much! – ryk­nę­ła.

Łysy Orzeł za­ko­ły­sał się i za­czął spa­dać, a jego dłu­ga kar­ma­zy­no­wa pe­le­ry­na za­ło­po­ta­ła na wie­trze. Ude­rzył cza­chą o zie­mię, jed­nak nie zło­żył się wpół. Za­miast tego oparł się ła­pa­mi o pień drze­wa i znie­ru­cho­miał. Ukry­ty w ka­sku łeb opadł na pod­ło­że, pod­czas gdy po­de­szwy jego bia­łych bu­tów ster­cza­ły sztyw­no ku nie­bu.

In­ny­mi sło­wy Łysy Orzeł stał na gło­wie.

– Cię­cie! – za­wo­łał re­ży­ser zna­ny też jako Si­las Ku­skie.

Nie mu­siał tego ro­bić, po­nie­waż był jed­no­cześ­nie ope­ra­to­rem, więc w su­mie krzy­czał do sie­bie.

Wy­łą­czył ka­me­rę i szyb­ko pod­szedł do bo­ha­te­ra, czy­li wy­pcha­nej ga­ze­ta­mi ku­kły opar­tej o drze­wo.

– Nie mo­żesz tak po pro­stu ze­pchnąć Mi­cha­ła! – krzyk­nął do nie­wy­so­kie­go umię­śnio­ne­go dwu­na­sto­lat­ka przy­cup­nię­te­go na ga­łę­zi (tak à pro­pos, Si­las na­zy­wał swo­je­go ma­ne­ki­na-ka­ska­de­ra Mi­cha­łem. Wy­brał to imię na pa­miąt­kę jed­ne­go z ulu­bio­nych re­ży­se­rów). – Mu­sisz go zrzu­cić – do­dał. – Na­praw­dę so­lid­nie go pchnąć! Łysy Orzeł pró­bu­je od­le­cieć, tym­cza­sem dzię­ki to­bie wy­glą­da, jak­by wła­śnie za­snął.

– Jak niby mam go pchnąć, sko­ro jed­no­cze­śnie trzy­mam się ga­łę­zi, żeby nie zle­cieć? – za­py­tał dwu­na­sto­la­tek na drze­wie, zna­ny też jako De­Mar­co.

– A skąd mam wie­dzieć?! – od­parł Si­las. – Ty je­steś ko­or­dy­na­to­rem ka­ska­de­rów!

Kie­dy Niki i Te­sla po­ja­wi­li się na pla­nie, dźwi­ga­jąc przed chwi­lą ukoń­czo­ny Ste­adi­cam (w ta­jem­ni­cy na­zwa­li go Ni­kii­te­sla­cam), Si­las wła­śnie spraw­dzał, czy Mi­chał nie od­niósł ob­ra­żeń.

– Prze­sa­dzi­li­ście z wy­py­cha­niem go – po­wie­dział, kie­dy zo­ba­czył zbli­ża­ją­ce się ro­dzeń­stwo. – Bra­ku­je mu luzu w koń­czy­nach. Wyj­mij­cie tro­chę tych ga­zet. Roz­luź­nij­cie go. Niech sta­nie się bar­dziej praw­dzi­wy – do­dał, po czym od­wró­cił ma­ne­ki­na do góry no­ga­mi i oparł o drze­wo. – Za­le­ży mi je­dy­nie na per­fek­cji. Czy na­praw­dę o tak wie­le pro­szę?

– Kie­dy on się za­mie­nił w ty­ra­na per­fek­cjo­ni­stę? – szep­nął Niki. Jego kum­pel znów za­czął po­krzy­ki­wać na De­Mar­ca. – A może za­cho­wu­je się w ten spo­sób, bo są­dzi, że każ­dy re­ży­ser po­wi­nien być ty­ra­nem per­fek­cjo­ni­stą?

Te­sla wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Może jed­no i dru­gie? – Unio­sła sta­bi­li­za­tor, któ­ry skon­stru­owa­ła z bra­tem. Przy­po­mi­nał splot ru­rek PVC za­wie­szo­nych na śru­bo­krę­cie. – Oto twój… e… Si­la­scam – do­da­ła.

Si­las spoj­rzał na urzą­dze­nie i za­mru­gał.

– Tu przy­cze­piasz ka­me­rę… Do tego bol­ca… – za­czął wy­ja­śniać Niki.

– To… to… to jest pięk­ne! – Si­las jęk­nął i nie­zwy­kle ostroż­nie się­gnął po wy­na­la­zek.

Te­sla i Niki (i De­Mar­co, któ­ry ze­sko­czył z drze­wa) ob­ser­wo­wa­li go w nie­mym po­dzi­wie. Si­las ni­g­dy ni­cze­go nie trak­to­wał ostroż­nie, z wy­jąt­kiem nie­zwy­kle cen­ne­go ko­mik­su Me­tal Man #2.

– Je­śli to za­dzia­ła, wspo­mnę o was w prze­mo­wie pod­czas roz­da­nia Osca­rów – do­dał.

– Um... W po­rząd­ku – zgo­dził się Niki.

– No do­brze. Bierz­my się do ro­bo­ty, lu­dzie! – wark­nął na­gle jego kum­pel. – Cof­nij­my wszyst­ko i na­graj­my tę sce­nę od nowa. Na miej­sca! Ru­chy!

Si­las-re­ży­ser po­wró­cił na plan.

Po­tem po­sęp­na lady Evi­li­ka – w rze­czy­wi­sto­ści sied­mio­let­nia sio­stra De­Mar­ca, Ele­sha, ucha­ra­kte­ry­zo­wa­na na zie­lo­ne­go ko­smi­tę i ubra­na w „ska­fan­der astro­nau­ty” zro­bio­ny ze sta­rej pi­ża­my ze stop­ka­mi i zwo­ju fo­lii alu­mi­nio­wej – po­de­szła do bra­ta.

– Je­śli jesz­cze raz usły­szę „ru­chy, ru­chy” – wark­nę­ła zło­wiesz­czo – to po­ka­żę wam moje ru­chy.

– Tak, tak, ona was roz­ru­sza – wtrą­ci­ła się „asy­stent­ka do spraw gar­de­ro­bia­nych i kie­row­nicz­ka sek­cji cha­rak­te­ry­za­cji”, czy­li jej młod­sza sio­stra Mo­ni­que.

Ra­zem mie­rzy­ły i wa­ży­ły nie­mal tyle samo co wy­so­ki i zwa­li­sty re­ży­ser. Nie­do­stat­ki wzro­stu i wagi nad­ra­bia­ły jed­nak siłą cha­rak­te­ru.

Si­las spoj­rzał na ich wy­krzy­wio­ne twa­rze i wy­cza­ro­wał na swo­jej ro­ze­dr­ga­ny uśmiech. Po­tem wska­zał przy­ja­ciół.

– „Ru­chy, ru­chy” to było do nich – oświad­czył. – Ty mo­żesz wró­cić na swo­je miej­sce, kie­dy tyl­ko chcesz, Ele­sha.

Sio­stry zmru­ży­ły oczy.

– Pro­szę – do­dał szyb­ko.

Ele­sha nie­spiesz­nie ru­szy­ła bez sło­wa w stro­nę miej­sca, od któ­re­go za­czy­na­ła sce­nę. Jej młod­sza sio­stra po­drep­ta­ła za nią, po dro­dze po­pra­wia­jąc jej zie­lo­ny ma­ki­jaż.

– Ostrze­ga­li­śmy cię, że­byś nie za­trud­niał mo­ich sióstr do fil­mu – po­wie­dział szep­tem De­Mar­co.

– Lady Evi­li­ka to nie­umar­ła ko­smicz­na kró­lo­wa-po­twór – od­po­wie­dział Si­las. – Ele­sha zo­sta­ła stwo­rzo­na, żeby za­grać tę rolę.

De­Mar­co miał wraz z Te­slą za­dbać o to, aby nie­ludz­ki bo­ha­ter Mi­chał wy­lą­do­wał z po­wro­tem na drze­wie. Ma­ne­kin na szczę­ście nie był cięż­ki, bo skła­dał się głów­nie z ta­śmy izo­la­cyj­nej oraz zmię­tych ga­zet. Tyle że strój pta­ka, któ­ry miał na so­bie – zmo­dy­fi­ko­wa­ny ko­stium sowy po­da­ro­wa­ny im przez lo­kal­ne mu­zeum – do­dał mu dzie­sięć ki­lo­gra­mów do jego wyj­ścio­wej wagi.

De­Mar­co pod­cią­gnął się na swo­je miej­sce na ni­sko ro­sną­cej ga­łę­zi.

– No do­bra, to pchnij go do mnie! – za­wo­łał w stro­nę kum­pe­li.

– A ty moc­no po­cią­gnij – od­po­wie­dzia­ła Te­sla.

Stęk­nę­li z wy­sił­ku.

– Je­śli chcesz coś zro­bić do­brze… – Si­las wes­tchnął i prze­sad­nie jęk­nął. Po­tem odło­żył ka­me­rę, zła­pał Mi­cha­ła obie­ma rę­ka­mi i pchnął w górę z taką siłą, że nie­mal zrzu­cił De­Mar­ca z ga­łę­zi. – Za­ło­żę się, że Cash Ash­ki­nos nie mu­siał wrzu­cać sztucz­nych ka­ska­de­rów na drze­wa – po­skar­żył się.

Po­tem się­gnął po ka­me­rę i przy­go­to­wał się do na­krę­ce­nia ko­lej­ne­go uję­cia.

– Praw­do­po­dob­nie miał czło­wie­ka od za­pa­sów z ma­ne­ki­na­mi – do­dał.

– Na­praw­dę? – Te­sla za­py­ta­ła sar­ka­stycz­nym to­nem. – A w ilu fil­mach Ca­sha po­ja­wia­ją się ma­ne­ki­ny na drze­wach?

– W trzech – od­po­wie­dział Si­las.

– Czte­rech – po­pra­wił go De­Mar­co.

– Trzech – po­wtó­rzył Si­las.

De­Mar­co po­krę­cił gło­wą.

– Czte­rech.

Si­las za­czął li­czyć na pal­cach.

– Roz­jem­ca 5, Ostre przy­wa­le­nie 3, Mor­fbo­ty 2…

– I Ulicz­ny po­ścig 6: Gaz do de­chy.

Si­las zmarsz­czył brwi.

– Nie pa­mię­tam ma­ne­ki­na na drze­wie w… – mruk­nął. – Ach, no tak! To wte­dy, gdy ten gość uży­wa sie­dze­nia wy­rzu­ca­ją­ce­go do zgnie­ce­nia ko­le­sia cza­ją­ce­go się na gi­gan­tycz­nej se­kwoi! – za­wo­łał i przez chwi­lę przy­glą­dał się swo­je­mu ma­ne­ki­no­wi. – Cash do­sko­na­le wie, jak je wy­ko­rzy­sty­wać. Dla­te­go wła­śnie jest moim ulu­bio­nym re­ży­se­rem. Za­sta­na­wiam się, na ja­kich drze­wach naj­chęt­niej je umiesz­cza…

– Prze­cież mo­żesz go o to za­py­tać. Dziś się z nim wi­dzi­my, za­po­mnia­łeś? – krzyk­nął z ga­łę­zi De­Mar­co.

Niki i Te­sla wy­mie­ni­li spoj­rze­nia, któ­re lu­dzie za­zwy­czaj wy­mie­nia­ją, kie­dy chcą po­krę­cić gło­wa­mi i wy­wró­cić ocza­mi, ale wolą, żeby nikt tego nie za­uwa­żył.

– Wi­dzia­łem! – za­wo­łał do nich De­Mar­co. – Ale uwierz­cie mi, dziś wresz­cie zo­ba­czy­my się z…

– Ak­cja! – wrza­snął Si­las.

– Po­dej­rze­wam, że nie po­tra­fisz do­ce­nić ulot­no­ści swo­jej sy­tu­acji, Łysy Orle! – roz­po­czę­ła swo­ją kwe­stię lady Evi­li­ka.

[1] Bo­ha­te­ro­wie do­wie­dzie­li się o tym pod­czas swo­jej po­przed­niej przy­go­dy opi­sa­nej w książ­ce Niki i Te­sla. Ma­gicz­na rę­ka­wi­ca su­per­cy­bor­ga (przyp. aut.).

[2] Tej in­for­ma­cji za­bra­kło w książ­ce Niki i Te­sla. Ma­gicz­na rę­ka­wi­ca su­per­cy­bor­ga. Ale to fakt! (przyp. aut.).

Niki i Tesla konstruują

SUPERSTABILNY OSPRZĘT STABILIZUJĄCY (czyli Silascam lub Nikiiteslacam)

Niezbędnik:

rur­ka PVC o dłu­go­ści 46 cen­ty­me­trów – mo­żesz użyć rur­ki oraz łącz­ni­ków o śred­ni­cy ¾ cala (oko­ło 2 cen­ty­me­trów) – na tyle sze­ro­ka, żeby zmie­ści­ła się w niej mo­ne­ta

2 rur­ki PVC o dłu­go­ści 18 cen­ty­me­trów

2 rur­ki PVC o dłu­go­ści 15 cen­ty­me­trów

rur­ka PVC o dłu­go­ści 4 cen­ty­me­trów

3 ko­lan­ka 90 stop­ni

2 łącz­ni­ki typu T (trój­nik)

ko­rek

śru­bo­kręt krzy­ża­ko­wy

gąb­ka ku­chen­na

ta­śma kle­ją­ca

no­życz­ki

dużo mo­net (mo­żesz ku­pić je w ban­ku)

Do ob­słu­gi te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go:

2 kla­mer­ki do bie­li­zny

kil­ka gu­mek re­cep­tu­rek

Do ob­słu­gi lek­kiej ka­me­ry wi­deo:

śru­ba ¼ cala lub inna pa­su­ją­ca do otwo­ru na sta­tyw w ka­me­rze i na­kręt­ka

wier­tar­ka

BUDOWA

1. Ustaw rur­ki, ko­lan­ka i łącz­ni­ki w spo­sób przed­sta­wio­ny na ry­sun­ku. Wsuń rur­ki w łącz­ni­ki, aż usły­szysz klik­nię­cie. W ra­zie po­trze­by sko­rzy­staj z młot­ka. Je­śli rur­ki wy­su­wa­ją się z łącz­ni­ków i ko­la­nek (mają luz), sklej je kle­jem do pla­sti­ku.

Uwa­ga! Je­śli za­mie­rzasz uży­wać sta­bi­li­za­to­ra z te­le­fo­nem ko­mór­ko­wym i pla­nu­jesz skle­ić ze sobą po­szcze­gól­ne ele­men­ty, ła­twiej bę­dzie ci naj­pierw za­mon­to­wać kla­mer­ki i gum­ki (patrz: Ostat­nie kro­ki, punkt 1), a do­pie­ro póź­niej przy­cze­pić ko­lan­ko do łącz­ni­ka typu T.

2. Wy­tnij z gąb­ki kwa­drat o boku 2,5 cen­ty­me­tra.

3. We­pchnij gąb­kę w ko­rek, tak aby nie wy­pa­dła, kie­dy od­wró­ci się go do góry no­ga­mi (je­śli wy­pad­nie, wy­tnij kwa­drat o nie­co dłuż­szym boku).

4. Przy­klej ko­rek ta­śmą (gąb­ką na ze­wnątrz) do koń­ca ko­lan­ka znaj­du­ją­ce­go się u góry urzą­dze­nia.

5. Zrób kul­ki z ka­wał­ka pa­pie­ru lub chu­s­tecz­ki. Na­stęp­nie ołów­kiem lub śru­bo­krę­tem we­pchnij je na ko­niec każ­dej rur­ki o dłu­go­ści 15 cen­ty­me­trów.

6. Wy­peł­nij rur­kę o dłu­go­ści 18 cen­ty­me­trów (znaj­du­ją­cą się po tej sa­mej stro­nie co ko­lan­ko z kor­kiem) mo­ne­ta­mi. Na­stęp­nie za­klej ją, żeby mo­ne­ty się nie wy­sy­pa­ły.

7. Umieść śru­bo­kręt po­środ­ku gąb­ki, tak jak przed­sta­wio­no na ry­sun­ku, i złap go za rącz­kę. Unieś sta­bi­li­za­tor. Dzię­ki gąb­ce śru­bo­kręt nie po­wi­nien się śli­zgać. Wsyp mo­ne­ty do dru­giej rur­ki o dłu­go­ści 18 cen­ty­me­trów, tak aby usta­bi­li­zo­wać urzą­dze­nie. Na­stęp­nie za­klej rur­kę ta­śmą, żeby mo­ne­ty się nie wy­sy­pa­ły.

OSTATNIE KROKI

1. Je­śli chcesz ko­rzy­stać z te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go, użyj gu­mek do umo­co­wa­nia kla­me­rek po obu stro­nach łącz­ni­ka T, tak jak po­ka­za­no na ry­sun­ku. Kla­mer­ki po­win­ny utrzy­mać te­le­fon (war­to sko­rzy­stać z osło­ny na ekran lub wsu­nąć ka­wał­ki gąb­ki po­mię­dzy ekran a boki kla­me­rek). Aby ob­raz był ide­al­ny, umieść te­le­fon tak, żeby so­czew­ka jego apa­ra­tu znaj­do­wa­ła się bli­sko ru­rek.

2. Je­śli chcesz ko­rzy­stać z lek­kiej ka­me­ry, po­proś ko­goś do­ro­słe­go, aby w gór­nej czę­ści ko­lan­ka wy­wier­cił otwór o śred­ni­cy oko­ło 8 mi­li­me­trów. Użyj śru­by, żeby za­mo­co­wać ka­me­rę. Za­bez­piecz ją od spodu na­kręt­ką.

3. Wresz­cie wy­glą­dasz jak za­wo­do­wy ope­ra­tor ka­me­ry z Hol­ly­wo­od! Pa­mię­taj: sta­bi­li­za­tor na­da­je się do współ­pra­cy tyl­ko z nie­wiel­ką i lek­ką ka­me­rą. No i mu­sisz tro­chę po­ćwi­czyć, za­nim na­uczysz się go ob­słu­gi­wać.

A oto kil­ka rad:

prze­miesz­cza­jąc się z ka­me­rą, sta­wiaj nie­du­że kro­ki;

uni­kaj gwał­tow­ne­go przy­spie­sza­nia i zwal­nia­nia;

ka­me­ra może się ko­ły­sać pod­czas ru­chu; użyj wol­nej ręki, aby de­li­kat­nie skie­ro­wać ją w od­po­wied­nią stro­nę;

cza­sa­mi kusi, żeby spoj­rzeć na ekran, ale skup wzrok na sta­bi­li­za­to­rze i pil­nuj, żeby był… sta­bil­ny!

Rozdział2

Rozdział3

Rozdział4

Rozdział5

Rozdział6

Niki i Tesla konstruują

NIESAMOWICIE OSZAŁAMIAJĄCA CHWYTNA ROBODŁOŃ ANIMATRONICZNA

Rozdział7

Rozdział8

Niki i Tesla konstruują

DOMOWEJ ROBOTY NIEMAL LUDZKI MANEKIN-KASKADER

Rozdział9

Rozdział10

Niki i Tesla konstruują

PRZERAŻAJĄCO UPIORNY MAKIJAŻ KOSMICZNEGO ZOMBOIDA

Rozdział11

Rozdział12

Niki i Tesla konstruują

SUPERBOHATERSKA KOTWICZKA Z LINĄ ORAZ WYRZUTNIA NARĘCZNA

Rozdział13

Rozdział14

Rozdział15

O autorach