Nigdy! Nigdy nie poddam się! - Helena Waszniewska - ebook
Opis

„Udomowiona” opowiada dzieje zwykłej kobiety zaplątanej w życiowe pułapki. Jest ujęty w klamrę jej próby samobójczej, wewnątrz której odkrywamy kobietę dojrzałą, odpowiedzialną i twardą. Innym znów razem widzimy jej skrajnie przeciwne zachowania.Co jest ich przyczyną? Czy ma wpływ na swoje życie? Na swej trudnej życiowej ścieżce spotyka mężczyznę, który wprowadzi wiele zamieszania w jej bycie. Jak to na nią wpłynie? Jak to wpłynie na jej przyszłość?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 657

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Helena Waszniewska

Nigdy! Nigdy nie poddam się!

TOM I UDOMOWIONA

© Helena Waszniewska, 2016

„Udomowiona” opowiada dzieje zwykłej kobiety zaplątanej w życiowe pułapki. Jest ujęty w klamrę jej próby samobójczej, wewnątrz której odkrywamy kobietę dojrzałą, odpowiedzialną i twardą. Innym znów razem widzimy jej skrajnie przeciwne zachowania.Co jest ich przyczyną? Czy ma wpływ na swoje życie? Na swej trudnej życiowej ścieżce spotyka mężczyznę, który wprowadzi wiele zamieszania w jej bycie. Jak to na nią wpłynie? Jak to wpłynie na jej przyszłość?

ISBN 978-83-8104-199-7

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

PROLOG

Łukasz rozłożył papiery na stole w kuchni i pogrążył się w swoim samokształceniu. Dziewczynki, po otrzymaniu od niego zgody, poszły na górę do koleżanki. Tomek siadł przed telewizorem i wtopił się w świat fantazji.

Alicja nie mogła już tego znieść. Czuła się jak powietrze. Równie dobrze mogłaby w tej chwili przestać istnieć i nikt by tego nie zauważył. Po co dzieciom taka matka? Po co Łukaszowi taka żona? Nikt mnie nie zauważa poza chwilami, kiedy czegoś ode mnie potrzebuje! Rozmyślała.

Próbowała zwrócić na siebie uwagę męża. Krzątała się po kuchni specjalnie hałasując, ale bezskutecznie. Miała ochotę czymś w niego rzucić, ale nie potrafiła. Wzięła do ręki tabletki w szklanej buteleczce, które dwa miesiące wcześniej dostała od psychiatry i grzechocząc nimi wyjęła szklankę, którą wypełniła wodą. Z całych sił chciała poruszyć mężem! Do głębi! Do bólu! Takiego, jaki sama odczuwała! Pragnęła, aby ją zauważył. Aby coś powiedział. Cokolwiek. Chociażby zwrócił jej uwagę, aby była cicho. NIC! ZERO REAKCJI!!!

Wyszła, więc z kuchni i poszła do pokoju Tomka. Łóżko stało na wprost drzwi w odległości około pół metra. Położyła się na nim i zaczęła połykać po jednej tabletce. Nie była pewna co robi. Wiedziała tylko, że MUSI COŚ ZROBIĆ!!! Albo nim wstrząsnę. Albo zginę. A wtedy on znajdzie lepszą żonę i jednocześnie matkę dla dzieci. Jej siły już dawno gdzieś zostały pogrzebane. Serce pękało powolutku, ale systematycznie. Nienawidziła siebie gdyż z braku innych środków, czy może bezsilności, wyładowywała swą niemoc na dzieciach czy mężu. Krzyczała wtedy na nich nawet bez powodu. Krótko potem przepraszała dzieci, bo zdawała sobie sprawę, że to nie ich wina. To ona nie potrafiła dogadać się z Łukaszem. Wyczerpała już wszystkie znane jej sposoby reanimacji ich związku. Niestety bez powodzenia. Prosiła o pomoc Martę, którą uważała za swoją najlepszą przyjaciółkę. W odpowiedzi usłyszała:

— To po prostu przemęczenie przedświąteczne. — Rozmawiały przed świętami Bożego Narodzenia.

Rozmowa z ojcem też nic nie dała. Chodziła do psycholożki, która wiedziała o samopoczuciu Alicji, ale również nic nie zrobiła. Psychiatra zaś, obcesowa i pobieżna, wypisała tabletki nasenne, które teraz Alicja trzymała w ręku. Nigdy wcześniej ich nie brała. Nie chciała zasnąć tylko uporać się z patową sytuacją. Teraz poczuła się tak bardzo samotna, opuszczona, niepotrzebna a wręcz przeszkadzająca, że w końcu sięgnęła po psychotropy. Nareszcie się przydadzą. Pomyślała.

Czas płynął a nikt się nią nie interesował, więc zaczęła brać po dwie tabletki, żeby coś zaczęło się dziać. Usłyszała, że zbliża się mąż. Poznała go po sposobie chodzenia. Zupełnie inaczej stawiał kroki niż dzieci. Zamknęła oczy. Obok niej stała szklanka z wodą i buteleczka z lekami, a w dłoni trzymała tabletki. Teraz już wszystko się zmieni. Łukasz zareaguje. Wystraszy się i będzie już tylko lepiej. Ta naiwna myśl przeszyła jej umysł niczym strzała. Słyszała jak wszedł… Chwilę postał i… WYSZEDŁ!!! TAK PO PROSTU???!!!… Wyszedł?! Była zdruzgotana! Przecież widział! Musiał widzieć, że mam tabletki! Nic go to nie obchodzi?!… To nie ma sensu! Muszę wrócić! Trzeba się ratować! Co będzie z Tomkiem???… On go odda!!! Boże! Co ja zrobiłam???!!! Błagam ratuj! Wybacz!!! Pomóż!!!! Panika wypełniła jej umysł i serce. Ale życie ulatywało stopniowo z jej osłabionego ciała. Z wysiłkiem, chwiejnym krokiem poszła do kuchni. Wzięła słuchawkę i wolno wróciła do pokoju. Wykręciła numer Marty.

— Cześć, … wzięłam tabletki… nasenne… — Z trudem wypowiadała każde słowo. Miała wrażenie, że odpływa.

— Alicja? Co??? CO ZROBIŁAŚ???!!! — Przyjaciółka nie dosłyszała. A może nie wierzyła w to, CO usłyszała?

— Wzię-łam… dwa-dzieś-cia… kil-ka… ta-ble-tek… na-sennych — Mówiła wolno i niewyraźnie. Obrazy przed oczami rozpływały się. Nogi zamieniły się w watę tracąc możliwość utrzymania jej ciała.

— Jest tam Łukasz?! — Usłyszała krzyk w słuchawce. — Coś ty zrobiła?! Daj mi go natychmiast!

Zbierając resztki sił przesuwała się z wolna w stronę kuchni. Bez słowa oddała słuchawkę mężowi. Mimo pewnej odległości od niego wyraźnie słyszała krzyk koleżanki. Wszystko było już jej obojętne. Oddała swój los w ich ręce… i Boga. Nie potrafiła znaleźć lepszego rozwiązania. Zresztą nie miała w planach samobójstwa. Chyba… To wszystko wyszło samo, jak impuls… Może musiało do tego dojść? Żeby wszyscy wreszcie zrozumieli, że NAPRAWDĘ JUŻ NIE MOŻE TAK ŻYĆ?!

— Coś ty zrobiła? Zwariowałaś?! Idiotka!!! Idź do ubikacji i wyrzygaj to wszystko!!! — Mąż wrzeszczał na nią. Był wściekły. Jeszcze nigdy go takim nie widziała. Nie tego oczekiwała. Teraz już tylko chciała spokoju!

— Nie mogę… nie dam… rady…

Niewiele do niej docierało z tego, co się wokół działo. Wszystko istniało jakby w innym, równoległym świecie. Jak we mgle pamięta powrót dziewczynek i krótkie zdanie Łukasza do dzieci:

— Mama jest chora. Może umrzeć!

Słaniając się na nogach i wspierając płynnych ścian, dotarła do ubikacji. Padła przy muszli i próbowała zwymiotować, ale bezskutecznie. Pojawił się przy niej Tomek. Bełkoczącą mową poprosiła go, aby zaprowadził ją do pokoju. Chłopiec miał piętnaście lat i dość obojętne podejście do otoczenia. Być może był to jego nieświadomy pancerz przed niszczącym jego uczucia światem zewnętrznym? W pokoju pomógł jej usiąść na łóżku.

— Tomku… chodź tu… to już… koniec… — Miała nadzieję, że rozumie jej bełkot. Czasu było coraz mniej gdyż ktoś, czy coś, unosiło ją ku górze… Dławiło ją pragnienie przytulenia dzieci… Jednocześnie modliła się: Boże wybacz…! Pomóż!!! Siły ją opuszczały. Wszystko wokół spowijała gęsta mgła. Alicja poczuła się wyobcowana, niemal ujęta w margines życia. Jakby otoczona bańką powietrzną, która unosiła ją w górę i chroniła od niszczących żywiołów. Jednocześnie chciała odpłynąć i pogrążyć się w nicości a zarazem zostać i otoczyć opieką swoje dzieci. Tak bardzo było jej żal… Żal dzieci, siebie, małżeństwa… Nie dokończyłam… Pomyślała.

Tomek podszedł do niej, ale chwilę potem tuż obok pojawił się jakiś wielki mężczyzna i kobieta. Prawdopodobnie lekarka, która zrobiła jej zastrzyk mówiąc:

— Co pani narobiła?! Ma pani dzieci! — Jej głos był daleki i obcy. Nieprzyjazny. Wręcz wrogi. Mówiła coś jeszcze, ale niewiele do Alicji docierało. W tym czasie lekarka uparcie powtarzała:

— Nie wolno pani spać! Proszę nie zamykać oczu! — Ukłucie nie zrobiło na Alicji żadnego, jakby już straciła ciało i wszelkie czucie w koniuszkach nerwowych. Mężczyzna, szybkim i zdecydowanym gestem, chwycił ją mocno pod pachy i zaprowadził do łazienki. Nie była w stanie iść sama, nogi ciągnęły się za nią niczym bezwładne dwa kikuty.

— Niech pani to wypije do dna. — Podsunął jej szklankę mętnej wody do ust gdy zatrzymali się nad umywalką. Ohyda! Prawie sama sól! Zdołała zarejestrować przebłyskiem świadomości. Wlewał w nią płyn na siłę. Potem stanął za nią. Mocno i energicznie ścisnął za brzuch. Niewiele to dało. Wypluła zaledwie jedną tabletkę.

Jak z oddali docierały do niej jakieś głosy, krzątanina, zamęt… Ona chciała tylko spać.

— Nie wolno pani spać! Proszę otworzyć oczy! Nie wolno spać! — Brzmiało jej w głowie czyjeś słowa, niczym refren piosenki.

Pamięta jak ktoś założył jej z trudem buty i narzucił płaszcz na ramiona. Zimne powietrze. Czyjeś ramiona prowadzące ją do samochodu. Pasy krępujące jej bezwładne ciało i czyjeś ręce podtrzymujące chwiejące się ciało. Długa jazda. Przeraźliwe wycie syreny i znów droga jak przez mgłę… Wszystko tak długo trwa. Dlaczego nie pozwolą mi spać? Nareszcie CHCĘ spać… — Te myśli były jednocześnie jej i nie jej. Dziwne uczucie, jakby stała obok siebie i oglądała film.

Nareszcie leży. Wokół jakieś aparaty. Pełno kabli podłączonych do jej ciała. Nagle przy jej łóżku siada Marta. Ma łzy w oczach, zatroskany wyraz twarzy i niemal szepcze do niej ciepłe słowa:

— Kochanie, jak się czujesz? … — Coś mówi. Słowa, słowa, słowa, wiele słów… Ale docierają do niej tylko ich strzępy. Coś bełkocze, sama niewiele rozumiejąc tego, co mówi. Marzy tylko o śnie… A tu z kolei pojawia się mąż.

— Przyniosłem ci kilka niezbędnych rzeczy.

Nic już więcej nie pamięta. Mamrocze, aby ją zostawili. Chce odpocząć.

TOM I UDOMOWIONA

I NOWY ZNAJOMY

Znajdujesz to czego szukasz umyka ci to co zaniedbujesz.

Sokrates

SIEDEM LAT WCZEŚNIEJ

Witaj Alicjo!Mam na imię Łukasz i piszę do Ciebie z Wrocławia. Zapisałem się do biura „Spełnione marzenia” i szczerze mówiąc Twoja oferta spodobała mi się najbardziej ze wszystkich. Marzę o tym, żeby spotkać właśnie taką osobę jak Ty. Bardzo lubię dzieci i bardzo chcę je mieć. Przedstawię się skrótowo: kawaler, 175/68, szczupły, sympatyczny, już niestety z „wysokim czołem” i „oszronionymi włosami” (ciemny blond). Wykształcenie średnie. Niepalący, niepijący. Charakter bardzo spokojny, wyrozumiały, ugodowy, wrażliwy (za bardzo), czuły, odpowiedzialny, bardzo zdecydowany na założenie szczęśliwej, kochającej się rodziny

Pracuję we własnej 1-osobowej firmie usługowej o dobrych perspektywach i sporych dochodach. Pracy mam pod dostatkiem i jestem absolutnie spokojny o przyszłość finansową czy mieszkaniową.

Bardzo bym się cieszył gdybyś odpisała na mój list, mógłbym napisać więcej o sobie, przesłać fotografię. Gdybyś jednak nie była zainteresowana, to bardzo proszę Cię, nie odpisuj — takie listy odmowne są bardzo przykre.

Bardzo gorąco i serdecznie pozdrawiam Ciebie Alicjo i Twoje dziecko i czekam z nadzieją na Twój list.

Łukasz

Był to jeden wśród wielu listów, które Alicja dostawała z biur matrymonialnych, a do których pisała za namową matki. Początkowo wymyślała różne historyjki: że wysyła oferty, że się zapisała itd. Jednak matka nie wierzyła jej. Chciała widzieć dowody: dokumenty z biur, propozycje, listy. Dla córki było to poniżające. Czuła się jak towar wystawiany na sprzedaż. Od razu przypominała sobie serial, który oglądała dawno temu o losach pięknej Andżeliki. W tamtych czasach nie było zbyt wielkiego wyboru w telewizji. Dla nastolatki opowieści te były swego rodzaju odskocznią od szarej rzeczywistości: kolorowe, z przygodami, pięknymi pejzażami, strojami. Wówczas pachniały one świeżością, przestrzenią i, dość paradoksalnie, wolnością. Dziś już taki film nie przykułby jej uwagi. W jednym z odcinków śliczną bohaterkę sprzedawano na targu (czasy handlarzy niewolników). Alicja także czuła się jak taki żywy towar. Zmieniły się tylko trochę formy sprzedaży. Zasada została ta sama. Nie interesowały ją pobudki i odczucia mężczyzn biorących w tym udział. Uważała, że mimo wszystko towarem w tym biznesie były przede wszystkim kobiety, ale nie zastanawiała się nad powodem takiego osądu. Nie wyobrażała sobie wiązać się z mężczyzną z rozsądku. Chciała kochać i być kochaną! Czy można pokochać kogoś z obowiązku? Kiedyś odebrano jej możliwość kochania, teraz stopniowo malały jej szanse i nadzieje na taki związek. Chciała poświęcić się dziecku, które bardzo kochała. Chciała być dla niego ojcem i matką. I mimo fizycznego braku ojca, dać mu tyle miłości, ciepła rodzinnego i troski, aby nigdy nie czuł się skrzywdzony przez los. Ale… brakowało jej doświadczenia w tej kwestii i może, dlatego wierzyła, że jej marzenia, mimo wszystko, są realne. Czas pozwolił jej poznać wszelkimi zmysłami jak bardzo się myliła. Ale… nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Wróćmy do błogiej niewiedzy.

Z czasem matrymonialnej korespondencji, matka nabrała apetytu na obcokrajowców. W nich upatrywała szczęście młodej kobiety. Sama zapisała córkę do takiego biura i sama wybierała jej mężczyzn. Problem tkwił przede wszystkim w języku. Alicja uczyła się angielskiego. Jednak więcej rozumiała z listów niż odważyłaby się z kimś rozmawiać. Na szczęście takie kontakty opierały się przede wszystkim na korespondencji. Sama więc tłumaczyła z angielskiego na polski i odwrotnie. Często właśnie w tym upatrywała swój ratunek tłumacząc mamie listy tak, jak było jej to wygodne. Nie mogła jednak odrzucać wszystkich propozycji. Wybierała więc te, które dawały jej szansę poznania świata i ludzi a niekoniecznie nawiązania bliższej znajomości. Wiele ukrywała przed matką i przed mężczyznami. Po prostu lawirowała między przymusem a własnym wyborem. W końcu muszę się jakoś bronić przed narzuconym małżeństwem! Myślała, wierząc w słuszność swoich poczynań. Będąc w nieciekawej sytuacji, nie miała wielkiego wyboru. Zajmowała pokój, razem z synem, w mieszkaniu rodziców. Bardzo jej to ciążyło. Rodzicom, z pewnością, jeszcze bardziej. Dlatego, dla świętego spokoju, słuchała matki. Przynajmniej w tej trudnej sprawie. Sama dla siebie chciała tylko dobrej pracy i niewielkiego mieszkanka. Nie pragnęła mężczyzny, przestała wierzyć w swoje szczęście w tej dziedzinie. Owszem, jej odwieczne marzenie to własna, pełna i szczęśliwa rodzina, której fundamentem miała być miłość i partnerskie stosunki między małżonkami, a bezpieczeństwem — dobra praca dla obojga i izolacja od najbliższych, czyli oddzielne mieszkanie. Zawsze też marzyła o domku gdzieś na peryferiach miasta. Oby z dala od centrum, bliżej przyrody, ale i nie za daleko większej aglomeracji.

Była właśnie przed podjęciem decyzji czy wyjść za mąż za Holendra szukającego żony Polki, która pomogłaby mu również w prowadzeniu niewielkiej własnej firmy? Bardzo mało wiedziała na jego temat, nie znała go nawet ze zdjęcia! Rozmawiała przede wszystkim z Polką, która w podobny sposób zawarła związek małżeński i mieszkała po sąsiedzku z owym zainteresowanym. A przy tym bardzo nakłaniała Alicję na ten związek. Opowiadała jej świetlaną przyszłość i bezpieczeństwo u boku tak statecznego, był dużo starszy od Alicji, i dobrego Holendra. Może miała w tym swój własny interes? Alicja wietrzyła w tym jakiś podstęp, dlatego szukała polskiej alternatywy dla cudownej propozycji, do której matka zapałała szczególną sympatią. Córka natomiast, płakała po nocach, tuliła syna i modliła się o inne rozwiązanie niż wyjazd do zupełnie obcego kraju. I właśnie wówczas przyszedł ten list. Poczytała to za zrządzenie losu. Mimo wszystko, wolała wyjechać z miasta niż z kraju! Dlatego też odpisała na niego, mimo ostrego sprzeciwu matki, której nie udało się temu zapobiec, np. porwać list. Jednak wcześniej zadzwoniła do kandydata, widząc w tym pewną asekurację dla swych działań przed ewentualną ingerencją matki. I tak do niejakiego Łukasza wysłała list zachęcający do dalszego kontaktu. Głównie chciała uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania:

„(…) jak wyobraża sobie Pan swoją rodzinę? jaka powinna być Pana żona (w pańskich oczach)? czy lubi Pan dzieci? co Pana najbardziej interesuje (hobby)? co robi Pan w wolnym czasie?”

W niespełna tydzień przyszła odpowiedź. Otwierając ją Alicja była trochę zdenerwowana.

Witaj Alicjo!Bardzo dziękuję Ci za lis. Jak widzisz, uporczywie zwracam się do Ciebie per „TY”. Przepraszam, jeżeli Cię to razi, ale myślę, że tak jest lepiej, jakoś bliżej. Nie jesteśmy sobie już tak zupełnie obcy. Coś nas łączy — chociażby to, że oboje poszukujemy tej drugiej osoby do pary. Byłoby mi bardzo miło, gdybyś chciała zwracać się do mnie po imieniu

Postaram się odpowiedzieć na Twoje pytania (czy wątpliwości). Oczywiście będzie to skrótowo, bo niektóre odpowiedzi są na wiele długich rozmów i żaden, nawet najdłuższy list nie zastąpi jednego spotkania i rozmowy „w cztery oczy”.

Nie czułem się „niepocieszony”, gdy zadzwoniłaś. Na pewno zaskoczony — nie spodziewałem się tak szybkiej odpowiedzi, a raczej czekałem na list. Może trochę zaspany. A w ogóle — tak szczerze mówiąc — niezbyt lubię rozmawiać przez telefon. Zawsze mogą pojawić się jakieś niedomówienia, jakieś niewłaściwe słowo itp. W liście zresztą też. Najlepsza jest bezpośrednia rozmowa. Można wówczas przepytać, skorygować jakieś wątpliwości.

Oczywiście bardzo chciałbym spotkać się z Tobą i z Twoim synkiem (czy możesz napisać ile ma lat i jak ma na imię?). Chętnie przyjadę do Ciebie, najlepiej w niedzielę, raczej pociągiem.

Nie gniewaj się, ale najpierw chciałbym też trochę dowiedzieć się o Tobie (ja już drugi list piszę o sobie). Przede wszystkim, jaki masz charakter? Bo to, co w środku, jest dla mnie najważniejsze. Szukam osoby niekonfliktowej, zgodnej, cieplej, czułej, serdecznej. Ponieważ jestem człowiekiem wrażliwym, ciężko byłoby mi z osobą kłótliwą, ciągle narzekającą na wszystko. Jestem optymistą o pogodnym usposobieniu. Staram się patrzeć na ludzi „z sercem”, widząc przede wszystkim ich dobre strony. Każdy przecież ma jakieś wady (wyłączając świętych).

Nie mam zbyt dużych wymagań od przyszłej żony. Chciałbym żeby miała dobre serce i odwzajemniała moje uczucie. Jestem bardzo ugodowy i nie chciałbym niczego narzucać. Wszystkie sprawy przyszłego związku chciałbym uzgadniać z partnerką: miejsce zamieszkania, praca, wychowanie dzieci, spędzanie wolnego czasu. Myślę, że moje wyobrażenia na temat przyszłej rodziny są bardzo podobne jak zdecydowanej większości ludzi, którzy się pobierają. Jeżeli masz jakieś obawy w tej kwestii, to może zadaj konkretne pytania.

Jedna ważna sprawa — zawsze chciałem mieć dzieci. Zrezygnowałem nawet z kontaktów z kobietami, które pragnęły jedynie mężczyzny. Małżeństwo bez dzieci jest niepełne i jakby smutne. Pragnę mieć ich dwoje i w związku z tym mam do Ciebie ważne pytanie: czy w tej chwili wykluczasz możliwość posiadania w przyszłości jeszcze jednego dziecka? Oczywiście w sytuacji gdybyś uznała, że są ku temu warunki i czujesz się bezpieczna?

Wolny czas, to jest akurat coś, czego mam bardzo mało, ale z wyboru. Mogę sobie zrobić wolne, kiedy chcę, ale muszę trochę popracować, żeby zarobić na samochód, a później na większe mieszkanie. Chętnie spędzałbym czas z żoną i dziećmi. Najbardziej lubię aktywny wypoczynek na łonie przyrody — las, woda, słońce. Lubię pływać, grać w piłkę (chciałbym z synem). W domu lubię czytać książki psychologiczne. Fascynuje mnie moja praca, a w niej najbardziej interesują mnie anteny satelitarne, którymi zająłem się dopiero pół roku temu. Wysyłam Ci zdjęcie. Co prawda nie prosiłaś o nie.

Czy może również dla Ciebie najważniejsze jest wnętrze człowieka? Bardzo Cię proszę, Alicjo, napisz coś o sobie.

Serdecznie i gorąco pozdrawiam Ciebie i Twojego synka.

Łukasz

List wydał się jej optymistyczny, przyjazny i ciepły. Wiedziała, że pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i często decydujące. Mimo to pamiętała o rozsądku. Postanowiła więc, że spotka się z nim i dopiero wówczas będzie mogła mieć jakąś bardziej rzeczywistą opinię. Lecz najpierw konieczna była informacja zwrotna do mężczyzny.

Witaj Łukaszu,

Dziękuję Ci za list i telefon. Nie wiem czy któraś kobieta mówiła Ci, że masz bardzo ciepły głos, a listy, które piszesz są… równie miłe i przyjazne. Ciężko mi jest zacząć. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli napiszę Ci o czymś, co mnie męczy już od kilku godzin. Jedną z moich wad jest fakt, że często najpierw działam lub mówię, a dopiero później myślę, czy było to słuszne. Podobnie było z zaproszeniem Ciebie do mojego miasta. Mam jednak nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe. Chodzi o to, że mieszkam z moją rodziną, a szczerze mówiąc, to ja mieszkam kątem u nich. Lokal jest bardzo mały. Nie chciałabym robić z naszego spotkania, i to pierwszego!, wielkiego wydarzenia. Obawiam się niepożądanych złudzeń, nadziei itd. Podobnie jak Ty, miałam już swoje doświadczenia z różnymi uczuciami i reakcjami. Doświadczyłam też kilku bardzo nieprzyjemnych sytuacji. W związku z powyższym mam nadzieję, że równie miło możemy spędzić te kilka godzin gdzieś w kawiarni. Oczywiście pójdziemy na obiad i na spacer z moim urwisem. Jest to 6-letni chłopiec o imieniu Tomek. Jest bardzo sympatyczny, inteligentny, ale równocześnie bardzo żywiołowy i odważny. Zdaję sobie sprawę, że coraz bardziej potrzebuje ojca. Jak na razie mam z nim trochę kłopotów, głównie z dyscypliną. Wiem, że przyczyną jest między innymi wspólne mieszkanie z rodziną. Kiedy mieszkaliśmy tylko sami, przez okres dwóch lat w hotelu pracowniczym, było zupełnie inaczej. Wówczas byłam dla niego autorytetem. Przykro mi o tym pisać, ale czuję, że powinnam. Mam nadzieję, że Ciebie nie przestraszyłam. Prawdę mówiąc, z rozrzewnieniem i nutką nadziei czytałam, że lubisz grać w piłkę i chciałbyś to robić z synem. Jestem pewna, że Tomek również bardzo by tego chciał. Wiem, że on mnie bardzo kocha, ale kończy się w jego wieku czas, kiedy wystarcza mu miłość i troska matki. Bardzo staram się zastąpić mu ojca i… jest mi coraz trudniej. Tym bardziej, że ja sama potrzebuję wsparcia, szczerej rozmowy z przyjacielem czy po prostu przytulenia się do kogoś, kto mi dobrze życzy. Mam fantastycznych przyjaciół, rodzinę, ale to nie to samo… Myślę, że wiesz, co mam na myśli

Pisałeś, że jesteś wrażliwy (za bardzo). Obawiam się, że nie rozumiem tego zdania. Ale zanim mi to wyjaśnisz napiszę, zgodnie z obietnicą, trochę o sobie.

Jestem szczera, czuła, również wrażliwa i bardzo kobieca. Moje zainteresowania to: sztuka, przyroda, muzyka, literatura. Dzięki książkom psychologicznym i pozytywnego myślenia lepiej rozumiem świat i siebie. Wiele nauczyłam się z nich jak radzić sobie w szczególnie trudnych sytuacjach oraz jaki wpływ ma dzieciństwo (m.in. wychowanie) na kształtowanie osobowości. Pozwoliły mi również przewartościować moje życie. Oczywiście popełniam jeszcze wiele błędów, chyba jak każdy, ale nie są one już tak niezbite i wciąż staram się pracować nad sobą. Bardzo lubię ten okres mojego życia: był wysoce kruchy i trudny, ale, jak zapewne wiesz… „W ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu w ogniu utrapienia”.

Skończyłam szkołę artystyczną i techniczną, i umiem robić intarsję — trudną, piękną i chyba już zanikającą sztukę malowania w drewnie. Zawsze marzyłam, że będę malarką albo pisarką, ale zabrakło mi… pieniędzy i warunków na dalszą naukę. Mimo to wciąż tli się we mnie iskierka nadziei. Kocham ludzi a jednocześnie boję się ich. Strach odczuwam głównie wobec… mężczyzn. Jednak mam wrażenie, że Tobie mogę zaufać. W końcu komuś muszę… i chcę!

Chętnie zajmuję się zajęciami domowymi: gotowanie, sprzątanie, szycie, wychowywanie synka. Uwielbiam piec ciasta. Wbrew pozorom nie jestem odludkiem, dlatego też chętnie przebywam w towarzystwie, ale nie garnę się do nich na siłę. Środowisko, w którym chętnie przebywam starannie dobieram i unikam otoczenia, gdzie nie jestem lubiana czy rozumiana.

Chciałabym bardzo tworzyć wspólnie z partnerem, ciepły, przyjazny dla wszystkich dom. Jest to dla mnie tym cenniejsze, że jedynie dwa razy w życiu doświadczyłam takiej atmosfery. Mimo, że bywałam w bardzo wielu różnorodnych środowiskach. Dlatego też zdaję sobie sprawę jak cenna jest taka właśnie rodzina. Jest to naprawdę wyjątkowa atmosfera, która przyciąga ludzi jak magnes, a jego ciepło rozgrzewa nawet w największy mroź najbardziej zmarzniętych uczuciowo samotników. Nie wiem czy potrafiłabym to zrobić, ale mam nadzieję, że tak i bardzo tego pragnę!

Pytałeś mnie o dzieci. Moim ideałem zawsze była rodzina dwa+dwa, chociaż wiem, że nigdy nie usunęłabym dziecka ponad w/w wzór. Chcę mieć jeszcze dziecko, mimo że moja pani ginekolog powiedziała mi, że to już za późno! Moje pragnienie wypływa z faktu, iż niedane mi było cieszyć się pierwszymi miesiącami (ciąża) i latami macierzyństwa tak jak o tym marzyłam. Nie mogłam bowiem dzielić się radością „tworzenia nowej istotki” z bliską sercu osobą. Poza tym mój Tomek też upomina się o rodzeństwo! Chce mieć braciszka albo siostrzyczkę. I jeszcze jedno za. Zawsze sądziłam, że jest to piękna forma obdarowania szczęściem swojego partnera. Jeśli więc będzie mi dane podarować Tobie owoc naszego związku — to będzie to również dla mnie wielkim szczęściem. Zdaję sobie sprawę, że sprawy, które poruszam są bardzo na wyrost ale, w zasadzie, przecież w tym celu korespondujemy.

Zajrzałam do Twojego listu i dostrzegłam teks o Twoim optymizmie. To mnie bardzo cieszy, bo i ja przybrałam taką postawę i takiej osoby zawsze szukałam.

Mogłabym jeszcze wiele pisać, ale nie chcę Cię zanudzać. Wolałabym odpowiadać na pytania lub oczywiście porozmawiać osobiście. Nie wiem, co tak naprawdę chciałbyś wiedzieć o mnie. Mam nadzieję, że już mnie lepiej poznałeś i że nie odstraszyłam Cię tym listem. Jeśli jednak jest coś, co sprawiłoby, że nie chcesz kontynuować naszej znajomości — to powiedz mi to przez telefon, nie czekaj niepotrzebnie i nie rób mi złudnych nadziei. Kończąc pozdrawiam Cię serdecznie i z niecierpliwością oczekuję naszego spotkania.

Alicja

MAMA

Pisząc do niego, trochę obawiała się, że zbyt odsłoniła się już na początku znajomości. Zawsze była do bólu szczera, nie koloryzowała i sądziła, że taka postawa daje najlepsze perspektywy. Również tego samego oczekiwała od innych. Po zaklejeniu koperty obracała ją w rękach zastanawiając się nad jej zawartością a właściwie nad tym jak zostanie przyjęty przez odbiorcę. Postanowiła zaryzykować i sprawdzić jego reakcję. Musiała poczekać na nią jeszcze około tygodnia, może trochę dłużej. Uznała jednak, że warto, zważywszy, że zbliżał się termin rozmowy z Polką z Holandii.

Bezowocne poszukiwanie pracy już od przeszło roku, coraz częstsze awantury w domu i mozolne wydeptywanie ścieżek w sprawie mieszkania odbierało Alicji wszelkie nadzieje na lepszą przyszłość. Matka męczyła ją, żeby dała sobie spokój z Łukaszem i wyjechała do Holandii.

— Tam będziesz żyła jak pani. Bogaty mąż, mieszkanie. Tomek też będzie miał lepsze warunki. Nie wiesz jeszcze, co to znaczy męczyć się w tym kraju z rodziną. Przecież tu nawet nie masz pracy i mieszkania. — Przekonywała ją matka.

— Bogaty! Bogaty! Tobie tylko kasa w głowie! Na pewno jeszcze będę musiała wysyłać ci pieniądze! A on akurat na to pozwoli! Już to widzę!

— Sama nie płacisz za wszystko, to wydaje ci się, że to takie proste. Pieniądze są bardzo ważne!

— Wiem, że są ważne, ale nie najważniejsze! Mamo! Ja chcę być z kimś, kogo znam, chociaż trochę i choć trochę lubię! Skąd wiesz, co to za pryk? Starszy ode mnie o ponad dziesięć lat! Nawet nie wiem jak wygląda, jaki ma charakter! Może zrobi ze mnie swoją służącą?! Może wyrzuci Tomka…? — Alicja była bliska płaczu. Już widziała w wyobraźni najgorsze obrazy w miejscu, w którym nigdy nie była. Co ją tam czeka? Do kogo się zwróci? A jeśli to wszystko, to jakaś ułuda?! Już kiedyś próbowano ją wywieźć do Agencji Towarzyskiej w Holandii…!!!! W ostatniej chwili pomogli jej uciec! Teraz, dobrowolnie ma się tam pchać??? Nigdy w życiu!!! Strach znów zajrzał jej w oczy, a brak zrozumienia u matki i troska o syna jeszcze bardziej ją dołowały!!!!

— Tobie się wydaje, że teraz masz czas jeszcze na miłość. Już się dość nakochałaś! I co ci z tego przyszło?! Wykorzystał cię i rzucił! Kim teraz jesteś?! Zwykłą kur…! — Matka już wpadła w szał wulgaryzmów! Nie dość, że wciąż przypominała jej najsmutniejsze wypadki z jej życia to jeszcze ją poniżała. Odbierała chęć życia!!! Gdyby nie Tomek….!!!!

— Przestań! Nie chcę tego słuchać! — Alicja próbowała wyjść z pokoju, ale matka wepchnęła się między nią i drzwi, i próbowała posadzić ją na stojącym obok krześle. Zaczęły się szarpać.

— Właśnie, że wysłuchasz! Zasłużyłaś sobie! Co mi zrobiłaś? Tylko wieczna męka z tobą! Wpędzisz mnie do grobu! I ten twój bękart!

Twarz matki wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia. Krzyczała coraz głośniej. Alicji serce zaczęło bić jak oszalałe a myśli oscylowały na zmianę wokół syna, Samuela, Holandii… Synek! Gdzie moje dziecko? Boże! Spraw, żeby niczego nie słyszał i niczego nie pamiętał! Błagam Cię! Mnie możesz zniszczyć, ale nie Jego! Proszę Cię! Ocal moje dziecko! Czuła, że zaczyna panikować i przekonywała samą siebie do opanowania. Matka tymczasem kontynuowała swój monolog.

— Jesteś zakałą naszej rodziny! Szkoda, że nie wysłałam cię do wariatkowa, gdy była okazja! Tam jest twoje miejsce. Po co cię broniłam jak ojciec cię bił? Lepiej by było gdyby cię zabił! Nie byłoby teraz tych wszystkich problemów! Teraz bym spokojnie żyła! A tego bękarta to powinnaś oddać do domu dziecka! Słyszysz mnie?! Masz natychmiast dzwonić do tej babki w Holandii i powiedzieć, że tam pojedziesz! Nawet jutro!

— Wypuść mnie i przestań wyzywać moje dziecko. Ono niczemu nie jest winne!

Kobietą szarpały uczucia rezygnacji, bólu i bezsilności. Z uwagi na synka starała się załagodzić sytuację, więc musiała być posłuszna woli matki. Chciała wybuchnąć, a musiała zachować spokój! Wewnętrzna walka zdawała się rozszarpywać jej ciało i duszę na strzępy.

— Nie jest winne! Co mnie to obchodzi? Jest winne tego, że się urodziło. Powinno zgnić w tobie!

Alicja nie wytrzymała. Nieproszone łzy popłynęły. A przecież obiecała sobie, że nie okaże smutku, że nie pokaże mamie łez! Podświadomie sądziła, że zewnętrzny wyraz jej bólu da satysfakcję rodzicielce. A córka chciała pokazać, że jest twarda, że nic jej nie zniszczy! Musiała być twarda — dla dziecka! A teraz chciała tylko stąd pójść.

— Wypuść mnie! Już powiedziałaś, co chciałaś. — Była już zupełnie zrezygnowana. Pragnęła tylko stąd wyjść. Wiedziała, że matka wyrzuciła już z siebie swoją największą gorycz, to teraz może da jej spokój?

— Idź, wynoś się z tego domu! Pamiętaj! Masz zadzwonić do tej babki! — Matka rzucała sprzeczne rozkazy. Córka spuściła głowę i już naciskała na klamkę, gdy rodzicielka przytrzymała ją za rękę:

— Słyszałaś?! Masz to zrobić!!! Dziś!!! — Jej twarz przypominała Alicji wściekłego psa. Jak można tak nienawidzić?! Widocznie strasznie ją skrzywdziłam! Będąc na jej miejscu może też bym siebie nienawidziła?

— Słyszałam. Zadzwonię. — Teraz mogła już pójść do swojego pokoju. Umyślnie nie mówiła, co powie przez telefon, ale teraz była już pewna, że tam nie wyjedzie! Tomek siedział grzecznie nad książką o dinozaurach — jego ulubiony temat. Aż dziw, że był taki spokojny. On zawsze ma aż nadto energii, a teraz?

— Cemu babcia na ciebie ksycy? Co zlobiłas źle? — Chłopiec miał problemy logopedyczne. Alicja chodziła z nim na specjalne zajęcia i wykonywała różne zalecone ćwiczenia. Starała się zawsze korygować jego błędy, ale to było trudne. Mozolne ćwiczenia przed lustrem ślimaczków, cukierków, wężyków i innych skomplikowanych ruchów narządów mowy, nie było wielką atrakcją dla dynamicznego chłopca. A w tej chwili — było to zupełnie nierealne. Alicja starała się jak mogła ukryć przed synkiem swój ból.

— Babcia jest zdenerwowana. A my pójdziemy na spacer. To nam dobrze zrobi. Chodź kochanie, ubierzemy się.

Szykując się do wyjścia Alicja zauważyła list od Łukasza, który wcześniej położyła na stole. Wzięła go ze sobą z zamiarem przeczytania go poza domem. Nie była pewna czy mama nie zechciałaby go zniszczyć. Poszła z synkiem do parku, gdzie mógł się trochę wyszaleć a sama spokojnie poczytać. Wierzyła, że ten list da jej pewne ukojenie w stosunku do rzeczywistości, której dopiero co doświadczyła. Ze wszystkich sił starała się nie pamiętać słów matki. Było to bardzo trudne. Serce jeszcze jej trzepotało jak przepiórce, ale wiedziała już, że to przetrzyma. Dla synka! Jemu jest teraz bardzo potrzebna! Powtarzała, więc swoje motto jak mantrę, która miała ją zaczarować w szczęśliwą matkę i kobietę: JESTEM KOBIETĄ! NIGDY!!! NIGDY!!! NIE PODDAM SIĘ!!! DAM RADĘ!!!Wszystkie z tych słów mocno akcentowała w swych myślach, gdyż każde miało bardzo ważne dla niej a zarazem odrębne znaczenie. Pierwsze z nich podkreślało jej moc równą potędze mężczyzn w niesprawiedliwym, jej zdaniem, podziale praw i obowiązków. Kolejne utwierdzało w przeświadczeniu, że wytrwa mimo wszelkich przeciwności! A całość — zapewniała, że podoła wszystkiemu, mimo braku wsparcia ze strony mężczyzny.

Chwilę głęboko oddychała i rozglądała się po parku w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny. Za wcześnie, niestety! Park był jej ostoją, a budząca się do życia przyroda i świergot ptaków uspokajały, wzmacniały i pozwalały istnieć w świecie samotności. Kiedy wyrównała oddech, a myśli przestały wracać do raniących wspomnień, wyjęła kopertę z torebki i niemal z namaszczeniem zaczęła wyjmować zapisaną kartkę. Robiła to z pełną świadomością, jakby upatrywała w nim, jeszcze nieznanym Łukaszu, swoją nadzieję na wyrwanie się z dotychczasowego piekła. Teraz niemal każdy mężczyzna w Polsce zdawał się największym dobrem, gdyż tak bardzo obawiała się wyjazdu z kraju. Czytając słowa Łukasza miała wrażenie, że zeszło z niej powietrze. Jak z balonika. Przez te kilka dni oczekiwania obawiała się co przeczyta. A teraz… Potrzebowała tych słów. Jakże innych od tych, które tak często słyszy w domu, i którymi nasycone jest jej serce. Ono wyrywało się do ciepła i bliskości, do akceptacji jej osoby, do czułego dotyku, spokojnego i bezpiecznego życia. Istnieje takie miejsce? Gdzie ludzie są sobie bliscy? Gdzie brat na siostrę, matka na córkę, mąż na żonę nie patrzą z nienawiścią? Świat, w którym ludzie nie bluzgają na siebie, nie biją drugich, nie poniżają? Zastanawiała się. Niejednokrotnie obawiała się, że jeśli nawet gdzieś tak jest, to nie będzie cieszyć się swoją w nim obecnością… Starała się to zaakceptować. Przyzwyczaić się do takiego świata, do jakiego przywykła, w jakim dane jej było żyć. Jednocześnie łudziła się, że może jednak… I teraz chciała, żeby zdarzyło się w jej życiu właśnie to „jednak”… Że ów list otwiera jej drzwi do własnego, bezpiecznego kącika w szalejącym świecie nienawiści.

Witaj Alicjo!Bardzo dziękuję Ci za wspaniały, cudowny list. Sprawił mi wiele przyjemności. Nareszcie coś o Tobie wiem. Za pierwszym razem wydałaś mi się jakaś „sztywna” (może przez to „pan” prawie w każdym zdaniu) i już trochę straciłem nadzieję (a naprawdę Twoja oferta wśród ponad dwustu innych najbardziej mi się spodobała). I już myślałem, że zawiodło mnie przeczucie. Ale teraz moje nadzieje ożyły i jawisz mi się właśnie tak, jak odebrałem to po przeczytaniu Twojego anonsu i przyjrzeniu się Twojej fotografii. Cieszę się, że jesteś wrażliwa, że przyznajesz się do swoich lęków, że mimo niepowodzeń bardzo pragniesz mieć szczęśliwą, partnerską rodzinę. Książki motywacyjne, pozytywnego myślenia, psychologii sukcesu — są moją pasją. Mam ich sporo i chciałbym mieć kiedyś więcej czasu na ich czytanie. Również dużo mi one pomogły w zmianie postawy życiowej na bardziej pozytywną, optymistyczną, otwartą. Kiedyś, (gdy można było łatwiej znaleźć przyjaciółkę czy żonę) miałem niskie poczucie własnej wartości, byłem nadwrażliwy, nieśmiały, nawet zakompleksiony, nie wierzyłem w siebie. Będąc w ogólniaku miałem nawet takie myśli, że może lepiej byłoby być głupszym, bardziej prymitywnym człowiekiem, bo głupi tyle nie myśli, nie analizuje, nie przejmuje się byle czym, nie jest tak wrażliwy (jak ja wówczas byłem). W tym czasie niestety paliłem i piłem. Chociaż złym człowiekiem nigdy nie byłem. Uciekałem z tego świata również w krainę książek S-F. Byłem raczej samotny, uważałem się za gorszego od innych. Zazdrościłem kolegom, że mają dziewczyny, że potrafią tańczyć, że czują się swobodnie w towarzystwie (nie obawiają się odezwać, aby się nie ośmieszyć). Nie był to przyjemny okres w moim życiu i nie wiem skąd się to wzięło, ale rozwijało się stopniowo od końca podstawówki (okres dojrzewania?). Na szczęście to już przeszłość. Zostało doświadczenie. Nie palę od kilkunastu lat, nie piję zupełnie od ośmiu, potrafię bawić się i być szczęśliwym bez alkoholu. Jeżeli czytam książki, to psychologiczne. Szkoda mi cennego czasu na ucieczkę w video (kiedyś nazbierałem 1000 kaset!) czy TV. Z pesymisty stałem się optymistą. Uzyskałem dużo wiary w siebie. Byłem blisko z trzema kobietami (z pierwszą mając 37 lat!), chociaż wolałbym z jedną i na stałe. Dziękuję Bogu za większą świadomość życia, za możliwość wyjścia z marazmu, monotonii, beznadziei i niewiary, („bo tak już jest i tak musi być”). Okazuje się, że można się zmienić. Wierzę, że w każdym człowieku tkwią ogromne ukryte możliwości kreowania swojego życia. Trzeba tylko uwierzyć. A do wiary można dojść stopniowo: otworzyć swój umysł, czytać książki motywacyjne, kontaktować się z ludźmi o pozytywnym nastawieniu do życia, kontrolować swoje myślenie, unikać kontaktu z pesymistami

Pisząc takie niezbyt przyjemne rzeczy o mojej przeszłości może ryzykuję, że mnie odrzucisz, ale może też właśnie warto o trudnych sprawach rozmawiać na początku, żeby niepotrzebnie nie rozbudzać w sobie nadziei, a później cierpieć (to jest między innymi moja zbytnia wrażliwość) przy rozstaniu?

Bardzo chciałbym poznać Tomka, ale czy będziemy mogli swobodnie, otwarcie i szczerze przy nim rozmawiać? Dzieci wszystko chłoną, słuchają, a później przekazują. Czy mógłbym na przykład przy nim powiedzieć to wszystko, co napisałem Ci w tym liście? Czy będziesz mogła powiedzieć coś o sobie, itp.? Jak zrobisz, tak będzie dobrze. Możemy przy tym spotkaniu na przykład nie rozmawiać o sprawach poważnych, chociaż takie mnie interesują. Wiem, że pomyślisz o tym. Bardzo zależy mi na spotkaniu z Tobą, Alicjo. Cieszę się, że mam szansę poznać tak inteligentną, wrażliwą i ciepłą istotkę jak Ty. Czuję, że z Tobą mógłbym znaleźć „wspólny język”, rozmawiać o wielu sprawach.

List ten wysyłam w środę. Powinien dojść przed niedzielą.

Serdecznie pozdrawiam Ciebie Alicjo i Tomka, i bardzo oczekuję naszych spotkań.

Łukasz

Mimo, że nie mogła przeczytać listu od razu, wciąż przerywała kontrolując chłopca, to jednak płakała nad nim jakby wyrządzał jej krzywdę. A przecież absolutnie tak nie było! Płacz był fizyczną oznaką ukojenia. Łukasz, nie świadom, w jakim momencie zastanie ją jego list, sprawił, że czuła się jakby ją tulił. Być może jego słowa były zwyczajne, nie zawierały nośnika tak emocjonalnego, jaki pojawił się w niej, gdy go czytała. Jednak sprawił, że kobieta po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła się coś warta. Nareszcie ktoś nie krzyczał na nią, nareszcie powiedział jej tyle ciepłych słów:

„…cudowny list, wiele przyjemności (…) Twoja oferta wśród ponad dwustu(…)najbardziej mi się spodobała(…) moje nadzieje ożyły (…)Cieszę się, że jesteś wrażliwa, że przyznajesz się do swoich lęków, że mimo niepowodzeń bardzo pragniesz mieć szczęśliwą, partnerską rodzinę (…)”

Budująca była jego wiara w przyszłość. Tym bardziej, że ona podzielała jego marzenia. Trochę się ich obawiała, szczególnie, gdy wspomniał o wspólnych dzieciach. Uświadomiła sobie, bowiem, że planują współżycie, co jest oczywiste przy tego rodzaju planach. Jednak kolejny raz napawało ją to lękiem: czy jej nie skrzywdzi? Nie zawiedzie się nią? Jaki będzie, jako mąż, kochanek, partner? Jaką żoną, kochanką i partnerką — okaże się ona? Jako matka sprawdza siebie co dnia. Tego się nie boi i lubi, choć często nie jest łatwo, a czasami po prostu bardzo trudno. Ale ona nie lęka się trudów życia. Obawia się jedynie przemocy, poniżenia, wykorzystania, samotności…

MIESZKANIE I CODZIENNE TROSKI

Przez kilka miesięcy, raz w tygodniu, Alicja razem z synkiem wyruszała do pani wiceprezydent miasta, aby starać się o mieszkanie zastępcze. Dopiero niedawno dotarła do niej informacja, że jest taka opcja. Oczywiście nikt nie kazał jej chodzić tam co tydzień! To była tylko jej decyzja. Również sama zdecydowała, że w odwiedziny zawsze będzie ze sobą zabierać syna. Chłopiec, mimo sześciu lat i problemów z wymową, zachowywał się dość osobliwie jak na dziecko w swoim wieku. Alicja przypisywała to wpływowi dziadka. Otóż, gdy matka z dzieckiem wchodziły np. do sklepu, maluch głośno mówił: dzeń dobly! Zawsze znajdował pretekst do rozmowy z ekspedientkami, potrafił powiedzieć komplement a wychodząc życzył miłego dnia i z uśmiechem się żegnał. Takim zachowaniem, wszędzie wzbudzał zainteresowanie. A że przy tym wszystkim był urodziwy, ciemna oprawa oczu: wyraźne, regularne brwi i czarne, podwinięte rzęsy; prosty, nieduży nos, niskie czoło i wesołe oczy, więc bez trudu zdobywał serca wszystkich kobiet. W ostatnim czasie do wspomnianych zachowań dodał całowanie kobiet w rękę! Trudno więc dziwić się, że jego wyszukane maniery, jak na taki wiek, wzbudzały poruszenie i ogólny aplauz. Alicja skrycie liczyła na podbicie serca pani wiceprezydent a tym samym większe powodzenie w załatwieniu mieszkania. Nigdy nie ustawiała chłopca, co ma mówić czy jak się zachowywać. Prosiła tylko, aby był grzeczny. W odpowiedzi słyszała:

— Tak mamusiu. — I szli na podbój swojego małego świata.

Niemal każda wizyta wyglądała podobnie. Na korytarzu zawsze było pełno ludzi i czekanie niejednokrotnie wydłużało się do godziny a nawet dłużej. W sekretariacie byli już znani gdyż dziecko tak samo witało się z paniami niższej rangi. Nie sposób wyobrazić sobie radości każdej z nich, gdy wchodzili do pokoju. W gabinecie urzędniczki chłopiec nie czuł żadnego skrępowania, bynajmniej tak się zachowywał.

— Dzeń dobly miłej pani. — Z czasem zaczął wyprzedzać matkę tym swoim radosnym powitaniem. Dzięki temu z pozoru sucha i obcesowa decydentka przerodziła się w dobrą znajomą, niemalże ciocię chłopca.

— Witaj młody człowieku! — Uśmiech rozjaśnił jej twarz już przy jego sepleniącym „dzeń”.

— Jak pani samopocucie? Wkuzył panią ktoś? — Chłopiec nie miał żadnych oporów w rozmowie z dorosłym, za to salonowe zachowanie i oryginalne słownictwo zniewalało poważną kobietę.

— Tomuś, pozwól, że mama porozmawia. Pani nie ma czasu na pogaduchy z tobą. — Matka nie chciała zajmować zbyt dużo czasu kobiecie, a jedynie zasygnalizować o swoim istnieniu, a przede wszystkim mieszkaniu. Pragnęła tylko przejść na wyższą pozycję na liście oczekujących na lokal.

— Tomeczek nie zajmuje mi czasu, droga pani. Zawsze będzie miłym gościem. Proszę spocząć.

— Więc jak? Ktoś panią wkuzył? — Przy swoich zaletach, dziecko zawsze chciało otrzymać odpowiedź na zadane pytanie. Matka zastanawiała się, czy syn jest świadom, o co pyta. Z lekkim uśmiechem przycupnęła na krześle, a chłopiec rozmawiając z urzędniczką przechadzał się po pokoju rozglądając się uważnie. Był dzieckiem bardzo ruchliwym, więc trudno mu było usiedzieć w miejscu. Mimo to miał niesamowitą podzielność uwagi. Doskonale słyszał co ktoś mówi i lepiej koncentrował się na czymś będąc w ruchu. Matka zauważyła, że kobiecie wcale to nie przeszkadza. Podczas gdy podobne zachowanie u dorosłego każdego by irytowało, Tomkowi uchodziło to na sucho!

— Nawet, jeśli ktoś zdążył mi napsuć krwi, to twoja wizyta wymazuje wszystkie smutki. — Urzędniczka uśmiechała się szczerze.

— To swietnie. Widzis mamo, to była dobla myśl pzyjsc tutaj. A jak pani chola paplotka? Wyzdlowiała! — W jego głosie słychać było wyraźne zadowolenie.

— Dziękuję. Już ma się lepiej. Przestawiłam ją w inne miejsce, chyba nie lubiła tamtego ciemnego kąta.

— No pewnie, ja tez bym nie lubił.

— Tomuś, pozwól, że ja teraz chwilę porozmawiam, dobrze?

— Ok. A pani pozwoli?

— Ależ oczywiście. Usiądź tutaj, bliżej mnie, to nie zapomnę, że mam ci później coś dać, jeśli teraz grzecznie zaczekasz.

— A mogę pospacelować? Nie będę pzeskadzać. Obiecuję! Wie pani, ja jestem zywe sleblo, więc musę chodzić. — Kobieta roześmiała się.

— Dobrze, jeśli musisz, to ja się dostosuję. — I zwróciła się do Alicji. — Nie mogę pani jeszcze obiecać, na sto procent, że uda się coś przyspieszyć z pani mieszkaniem. Jednak sprawa posuwa się dość szybko. Są duże szanse, że jeszcze w tym roku dostanie pani decyzję. Proszę uzbroić się w cierpliwość.

— Jestem pani bardzo wdzięczna. Nawet nie wyobraża pani sobie, jaka to radosna wiadomość dla nas.

— Być może niewielkie, ale mam trochę wyobrażenia o pani sytuacji. — Uśmiechnęła się przepraszająco.

— Jeśli tak, to nie będziemy już pani zajmować cennego czasu. Pojawimy się za tydzień, może znów coś pójdzie do przodu?

— Co prawda nie ma takiej potrzeby, ale zawsze miło mi państwa widzieć, a szczególnie tego szarmanckiego młodego mężczyznę. — Zwróciła się do Tomka jednocześnie wyjmując coś z szuflady.

— O mnie pani mówi? Dzenkuję. To wsystko pani pzecytała? — Chłopiec zatrzymał się teraz przed biblioteczką pełną różnych dokumentów.

— Prawie wszystko. Mój zawód tego wymaga.

— Widzs mamo? Ty nie wymagas ode mnie, a ja uwielbiam książki. — Obie kobiety roześmiały się.

— To bardzo dobrze, że lubisz książki. A jakie najbardziej?

— O dinozaulach. Wie pani, to są takie plehistolycne smoki.

— Wiem, wiem. Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Prawda?

— Nie wiem, co to znacy, ale na pewno ma pani lację. — Kobieta sprawiała wrażenie odprężonej, dzięki temu Alicja nie czuła się u niej intruzem. Zdawała sobie jednak sprawę, że jest to przede wszystkim zasługa jej syna. Uwielbiała, gdy tak rozbrajał obce kobiety. A co będzie kiedyś. Gdy dorośnie? Też będzie taki czaruś? Wtedy, nie będzie mnie to już tak zachwycać. Chyba! Tymczasem kobieta wstała z uśmiechem na ustach, podeszła do chłopca i podając mu coś w dłoni powiedziała:

— Za tę radość, jaką mi sprawiasz w każdy poniedziałek masz tu małą nagrodę. Mam nadzieję, że je lubisz. — I podała mu małe czekoladowe cukierki.

— Uwieeelbiam cekoladę, choć mama mówi, ze nie powinienem jej jeść. Potem jestem klokodylem. — Urzędniczka wybuchnęła śmiechem.

— Co takiego?! Jakim cudem? — I tu wtrąciła się Alicja:

— Synek ma uczulenie na kakao. Jak przeholuje, wówczas skóra robi się twarda, kostropata, sucha i łuszczy się. Wygląda wtedy prawie jak skóra krokodyla, przynajmniej tak mu to kiedyś wyjaśniłam, a on przyjął to za pewnik. Muszę go wtedy smarować specjalnymi maściami. Prościej, chociaż nie dla niego, jest ograniczyć czekoladę.

— Nie jestem tylko zielony, jak klokodyl. — Wtrącił się chłopiec.

— Teraz rozumiem. W takim razie pozwól, że dam czekoladki mamie, a ona zdecyduje, kiedy ci je podać. Dobrze?

— Moze być. — Wzruszył ramionami chłopiec i dodał: — Nie będziemy pani zabielać więcej casu. Do miłego zobacenia za tydzeń. — Maluch podał rękę kobiecie i zdecydowanym gestem pocałował jej dłoń. Na co urzędniczka rozbawiona odpowiedziała:

— Do widzenia mój chłopcze. Do widzenia pani. Oczekuję Was za tydzień.

W następnym tygodniu chłopiec otrzymał od miłej urzędniczki książkę o dinozaurach, która go bardzo ucieszyła. Tym razem również jego mama była zadowolona, bo nie obawiała się już o skórę alergicznego chłopca. W niespełna miesiąc później Alicja otrzymała decyzję o przydziale mieszkania zastępczego! Uwierzyła w pozytywne myślenie i nabrała chęci do życia. Nareszcie mój los się do mnie uśmiecha! Ucieszyła się. Wystarczy tylko uśmiechać się do niego mimo największych trudności!Bardzo szybko pojechała zobaczyć swoje (!) nowe lokum. Było ono dość daleko od mieszkania rodziców. Z jednej strony cieszyła się z tego. Mama już nie będzie jej ciosać kołków na głowie ani kontrolować jej poczynań na każdym kroku.

Było to rozkładowe mieszkanko na pierwszym piętrze w starym budownictwie. Jeden pokój, kuchnia, łazienka, przedpokój i piwnica. Ta ostatnia była niezbędna, gdyż w mieszkaniu znajdował się piec kaflowy, w którym trzeba było palić węglem. W piwnicy było go trochę. W wielkich bryłach, które trzeba było rozbić na mniejsze kawałki. Wzięła się ostro do roboty. U znajomego szewca, Piotrka, wyprosiła pomoc w przeprowadzce. Poznała go przez buty! Zakład znajdował się najbliżej ich mieszkania a szewc najszybciej, najtaniej i najlepiej naprawiał obuwie. Alicja była, więc jego częstym klientem. Któregoś dnia nie wytrzymał i zapytał:

— Co pani robi, że tak często naprawia pani obuwie?

— Ja???… Chodzę. — Wzruszyła ramionami ze zdziwieniem. Co za głupie pytanie. — Pomyślała.

— Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tak szybko zużywać obcasy.

— Może ludzie niewiele chodzą, albo mają więcej butów na zmianę? Nie wiem. Ale jeśli to dla pana problem, to może poszukam innego szewca? — A w duchu modliła się, żeby się nie zgodził. Jego usługi były dla niej bezcenne.

— Ależ nie! W żadnym wypadku! — Mężczyzna zorientował się, że śliczna klientka niewłaściwie zrozumiała jego pytanie. Kobieta natomiast z ulgą odetchnęła.

— Jest pani zawsze bardzo mile widziana. Zastanowiło mnie tylko, dlaczego tak często pani przychodzi? To wszystko są tylko pani buty?

— Niestety tak. Ja naprawdę bardzo dużo chodzę. Może jestem za ciężka? Albo pan robi za słabe obcasy? Nie wiem. — Cholerka! Czy ja musze najpierw klepać a potem dopiero myśleć? — Wystraszyła się.

— Teraz posądzi mnie pani, że jestem złym szewcem. — Zaśmiał się rozmówca i nie wydawał się urażony.

— Ależ skąd! Tylko głośno zastanawiam się nad pana pytaniem.

— No proszę. Jedno pytanie, a taka długa rozmowa. — Alicji wydało się, że mężczyzna ją po prostu podrywa i zrobiło jej się głupio. Nie szukała rozrywek. Na pewno jest żonaty a flirtuje z klientkami. — Pomyślała. Nie lubiła takich amantów. Facet wydawał się jej sympatyczny, ale ta myśl o podrywaniu wyostrzała jej wrażliwość na takich typków.

— Proszę się nie obrażać. Wie pani, mam takie milczące zajęcie. Tylko z butami. Z nimi nie pogadam, a pani zdaje się sympatyczna i jest już pani stałą klientką. Co więc w tym złego, że po prostu porozmawiamy?

— Ma pan rację. Nie ma w tym nic złego. A teraz proszę mi powiedzieć, kiedy mam przyjść po naprawione buty?

— Śpieszy się pani?

— Mi się zawsze śpieszy. — Uśmiechnęła się do niego promiennie mówiąc szczerą prawdę i chcąc jednocześnie wpłynąć jak najkorzystniej na przyśpieszenie terminu naprawy.

— A więc specjalnie dla pani — proszę przyjść za trzy dni. Pasuje?

— Oczywiście! — Odetchnęła. — Jest pan cudowny! Będę na pewno! — Jednocześnie przez myśl jej przemknęło: Nie zaczyna się zdania od „a więc” mój drogi! Ale ty chyba niewiele o tym wiesz. Zresztą, co mnie to obchodzi! Ważne, że świetnie, szybko i tanio wykonujesz swoje zadanie! Drogi panie!

— Jeszcze gdybym usłyszał taką odpowiedź, gdy zaproszę panią na kawę… to też byłbym taki szczęśliwy jak pani w tej chwili! — Mrugnął do niej z szelmowskim uśmiechem.

— Taaak??!! — W pierwszej chwili nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zupełnie zbił ją z tropu. Tymczasem szybki Bil, jak go nazwała w chwilowym przebłysku myśli, ciągnął dalej:

— To na kiedy mogę panią zaprosić na kawę?

— Nie daje pan czasu do zastanowienia. Jestem strasznie zajęta, więc trudno mi ot tak, niczym z rękawa, wykrzesać czas i miejsce.

— Miejsce proszę zostawić mnie, a trzy dni chyba starczą pani na podjęcie decyzji, co do czasu?

— Tak. Ma pan rację. Pomyślę nad tym przez te kilka dni. — Czy on mówi poważnie? Nie chcę się z nim spotykać! Nie chcę się z NIKIM spotykać!!! Po co? Nie widzę w tym żadnego racjonalnego celu! Później pomyślę nad wybrnięciem z tej głupiej sytuacji. Teraz trzeba go szybko „zmyć” i zrywać stąd jak najprędzej, póki nie wymyśli czegoś nowego.— Niestety, ja naprawdę się śpieszę, więc pożegnam już pana. Do widzenia.

— Do miłego zobaczenia. — Mężczyzna uśmiechnął się do niej szeroko ukazując rząd zaskakująco białych zębów. Odpowiedziała również uśmiechem i już jej nie było.

— Czego ja się czepiam? Przecież był zupełnie sympatyczny i nic złego nie zrobił.

— Tak, na razie! — Podpowiadał jej wewnętrzny głos rozsądku.

— Czy ja jestem zbyt ostrożna? A może po prostu nie potrafię uchronić się przed niebezpiecznymi facetami? Ale skąd mogę wiedzieć czy on jest dla mnie bezpieczny, czy też nie? Cholera, Cholera, Cholera!!!! Zawsze muszę się pakować w coś dziwnego??!! Nie mam ochoty na nowe związki.

— A skąd, do cholery, wiesz, że to będzie jakiś związek?!

— Tak, to niby prawda. Ale tak tylko mi się powiedziało.

— Przestań się zamartwiać i żyj chwilą!

— Tak, chwilą!!! — Drwiła z samej siebie. — Już żyłam swego czasu chwilą! I dokąd mnie to zaprowadziło?! Na manowce! Teraz jestem samotną matką i kuleję życiowo, kątem w mieszkaniu rodziców!!! Faktycznie, świetna rada!!! Tylko tak dalej!!!

Wiedziała, że takie wewnętrzne dyskusje nic nie zmienią w jej życiu, ale… miło było pogadać czasami z kimś inteligentnym. Trzy dni później, gdy zjawiła się po buty nie było jej rozmówcy, co ją z jednej strony ucieszyło, ale też, zasmuciło. I za Chiny Ludowe nie wiedziała, dlaczego? Jednak pozwoliło to uśpić jej czujność i gdy kolejny raz poszła do szewca, nowy znajomy tym razem ją zaskoczył:

— Dzień dobry miłej klientce. — Przywitał ją już w progu szczerząc do niej zęby.

— Witam. — Nie była szczęśliwa spotykając go, gdyż wisiał nad nią topór niezrealizowanej kawy.

— Zdaje się, że nie ma pani dziś najlepszego humoru. Boję się, więc zapytać o obiecaną kawę.

I słusznie. Pomyślała — bo wcale nie mam na nią ochoty. Właśnie, dlatego powinnaś się umówić. Przecież wiesz, że to, czego nie chcesz najlepiej ci wychodzi. Podpowiadała jej podświadomość. Fakt, była świadoma tej anomalii. Jeśli bardzo nie chciała iść na jakąś zabawę, ale jednak poszła, to wówczas się świetnie bawiła! I odwrotnie. Dlatego też, z nieco pogodniejszą miną, odpowiedziała:

— Nie ma to związku z panem. Przepraszam, jeśli sprawiam tym panu przykrość. Niestety w najbliższym czasie jestem bardzo zajęta, ale pamiętam o tym i na pewno podam panu termin, jak wykaraskam się z natłoku obecnych obowiązków.

— Na pewno? Nie zwodzi mnie pani? — To ją chwilę zastanowiło. Czyta w moich myślach? A może ma jakieś trzecie oko? Czy coś w tym stylu? Cholera, muszę uważać!

— Na pewno. Już niedługo znajdę chwilę czasu. — Uśmiechnęła się przepraszająco.

— Trzymam panią za słowo.

— A ja dotrzymuję słowa. — Chyba na własne nieszczęście! Jestem w tym temacie reliktem, niestety. Kto teraz dotrzymuje słowa?!

— Kto teraz dotrzymuje słowa?! Ale to mi się podoba i to właśnie dlatego, że teraz to rzadkość u ludzi.

— Co pan powie?! Niesamowite.

Cholerka!, Jak mam z nim gadać?! On za dużo o mnie wie, a może czyta w moich myślach? Co mam począć z tym fantem? Głupia jesteś? Ty się panicznie boisz ludzi! A na dodatek dopowiadasz sobie jakieś złe zakończenie, niezdrowe intencje itd.! Kompletna paranoja! Poszerzasz horyzonty poznając innych! Tak najlepiej poznasz nowych przyjaciół. Może znajdziesz świetną pracę? Albo super partnera? Strach na pewno ci w tym nie pomoże. Fakt. Być może tak jest. Jednak ja naprawdę boję się, i to głównie facetów. Jak to opanować, do diaska?! To proste — zrobić to, czego się boisz najbardziej! Przecież o tym wiesz. Alicja dyskutowała w myślach ze swoim alter ego i w pełni się z nim zgadzała, tylko strach niemal ją paraliżował. Od razu wyobrażała sobie niecne zamiary rozmówców. Pod płaszczykiem uśmiechów, miłych słów oraz różnych przyjaznych gestów spodziewała się jedynie bólu oraz krzywdy swojej i synka.

— Pani sobie ze mnie żartuje? — Mężczyzna poczuł się niepewnie. Podobała mu się ta niewielka kobietka i czuł, że łączą ich jakieś wspólne prądy, których nie umiał nazwać. Wiedział tylko, że fajnie się z nią rozmawia. Chciał to tylko przedłużyć i to nie tak oficjalnie. Nie czuł się komfortowo w tych roboczych warunkach. Ale ona jest jakaś… ciężko przestraszona. Nie umiał tego określić.

— Przepraszam, jeśli uraziłam pana. — Tym razem ona poczuła się niezręcznie.

— Chyba powinniśmy coś sobie wyjaśnić. Moja propozycja nie ma w sobie żadnego drugiego dna. Nie mam nic złego na myśli. Po prostu rzadko mogę z kimś pogadać, a z panią świetnie mi się rozmawia. Jeśli nie chce pani się ze mną umówić na kawę, to proszę mi powiedzieć o tym szczerze.

— Ma pan rację. Jestem przewrażliwiona. Ale umówię się z panem. Tylko nie dziś. Dobrze?

Chwilę wpatrywał się w jej oczy jakby chciał zbadać czy mówi prawdę.

— Dobrze. — Zastanowił się chwilę nim dodał: — Zaufam pani, chociaż niewiele się znamy.

Dlaczego ten facet używa tak starych i magicznych słów: zaufa, zwodzi, trzymać za słowo? Co jeszcze ma w zanadrzu?

— Dziękuję i do zobaczenia.

— Do miłego. — Pożegnał ją trochę smutnym uśmiechem, co wprawiło ją w melancholię. Miała żal do samej siebie za te dziwne rozmowy z, bądź co bądź, obcym facetem.

Dopiero po kilku tygodniach wyskrobała czas na spotkanie z nim. Nie miała pojęcia, co ma powiedzieć w domu. Zawsze wiedzieli gdzie jest: w pracy, w sklepie, u lekarza, czy też u którejś koleżanki. Ale do znajomych zawsze zabierała ze sobą syna. A teraz nie mogła z nim wyjść. Nie lubiła takich sytuacji, bo nie lubiła kłamać, więc musiała coś wymyśleć w miarę wiarygodnego. I właśnie to zajęło jej najwięcej czasu. Gdyby powiedziała prawdę matce, ta zaczęłaby ją dusić pytaniami, kto, po co i dlaczego. Zaraz dorabiałaby do wszystkiego swoją teorię, która nijak miałaby się do rzeczywistości. A Alicja nie miała ochoty na szarpaninę słowną z matką. Chciała po prostu wyjść bez żadnych tłumaczeń i zwyczajnie spotkać się ze znajomym na kawie. Bez żadnych złych domysłów. Tak przynajmniej zamierzała. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze w pizzerii. Zjedli pyszną pizzę, po czym, popijając kawę długo rozmawiali. Piotrek, który już przed posiłkiem zaproponował swobodną relację elegancko się przedstawiając, okazał się bardzo wesołym i wyluzowanym mężczyzną. Trochę z nią flirtował, ale nie był nachalny. Opowiadał jej o własnych zamiłowaniach, w czym górowało wędkarstwo. Dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy o łowieniu oraz o samych rybach, rakach i innych ciekawostkach. Zauważyła, że lubi gawędzić, a ona zawsze była świetnym słuchaczem, więc czas mijał im sympatycznie i nad wyraz szybko.

— Dlaczego nic nie mówisz? — Zapytał w pewnej chwili łapiąc się na tym, że już mu zasycha w gardle a ona jeszcze go nie powstrzymała w jego słownym potoku.

— Bo słucham ciebie.

— Czy to znaczy, że nie nudzę cię?

— Gdyby tak było, to bym ci powiedziała.

— Wątpię. Jesteś zbyt miła, żeby komuś to powiedzieć. — Zaśmiał się.

— Chyba masz rację. Może nie ujęłabym tego tak obcesowo, ale na pewno nie czułabym się tak swobodnie. Ale skąd przyszła ci do głowy taka bzdura?

— No wiesz… — Zająknął się. — W domu raczej wszyscy mi przerywają, gdy zaczynam swoje opowieści.

— Może znają je już na pamięć?

— Nie, to nie dlatego. Ty jesteś inna niż oni. Umiesz słuchać. — Mężczyzna zastanowił się. — Rzadko mam do czynienia z takimi ludźmi.

— Jestem takim ewenementem, czy też ty tak mało udzielasz się towarzysko?

— Znam bardzo dużo ludzi. W tym również kobiet, ale ty masz w sobie coś innego. Coś bardzo rzadkiego.

— Nie rozumiem. Nie czuję się jakaś wyjątkowa. Przerażasz mnie! Coś ze mną nie tak? — Kobieta zaśmiała się nerwowo. Co on bredzi? Naprawdę nie wiem, o co mu chodzi? To źle, że go słucham? Co w tym dziwnego? Nie dopuszczała myśli, że ktoś może czuć się wyjątkowo w jej towarzystwie. Chociaż… no tak… w domu też jestem postrzegana jak wyjątkowa… wariatka! Nie umiałaby, co prawda, wytłumaczyć dlaczego tak jest. Wiedziała tylko, że jest głupia, bo jest… inna. A inna, bo… Nie wiedziała, dlaczego. Bo… postrzegała świat w odmienny sposób niż pozostali? Inaczej niż jej rodzeństwo czy rodzice? Bo rozczulała się nad każdym zwierzątkiem, nad więdnącym kwiatkiem, które w dzieciństwie nagminnie zrywała robiąc bukiety dla ukochanej babci, a teraz nie pozwala ich tknąć, bo inaczej umrą…? A może, dlatego, że płacze oglądając wzruszający film lub nad przejechanym kotkiem czy ptakiem…

— Nie! Nie zrozumiałaś mnie. Po prostu bardzo mile mnie zaskoczyłaś! To naprawdę cudowne uczucie, gdy ktoś cię słucha nie przerywając. A jeszcze, gdy zadajesz pytania, bo akurat czegoś nie zrozumiałaś, to dowodzi, że słuchasz uważnie i interesuje cię to. Ale dla mnie jest to po prostu coś nowego.

— To, co mówisz ma sens. Ale nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ja tylko lubię ciekawe opowieści. — Uśmiechnęła się do niego nareszcie pojmując jego tok rozumowania.

— Ciekawe… Czy ty mnie czasem nie podrywasz? — Roześmieli się oboje. — Wiesz, czuje się tak swobodnie, jakbym znał cię od wielu lat.

— To fakt, a ja czuję się… — Zamilkła jakby się oparzyła własnym językiem. Zdała sobie nagle sprawę, że chciała powiedzieć słowo, które mogło mu się wydać, co najmniej dziwne.

— Co chciałaś powiedzieć? — Nie miał pojęcia jak rozumieć to milczenie. Spojrzała mu w oczy, aby się przekonać czy może mu to wyjawić.

— Bezpiecznie. — Zaryzykowała wyczekując jego reakcji.

— Dziękuję. To wspaniały komplement w stosunku do mężczyzny. Ale, szczerze mówiąc, tak naprawdę, to mi się podobasz.

— Nie przeginaj. — Rzekła z pełną powagą i zmierzyła go srogim spojrzeniem.

— Ok. Ok. Żartowałem! Nie! Nie żartowałem. — Roześmiał się, a ona spojrzała pytająco i niepewnie. — Podobasz mi się, ale możesz się przy mnie czuć bezpieczna. Nie zamierzam tego wykorzystać.

— Uuuff! Ale mi ulżyło! Już mi się włos zjeżył. Ale nie żartuj na przyszłość w ten sposób. — Była pewna, że nie traci tego czasu na marne. Coś w głębi zapewniało ją, że może mu ufać. Rozluźniła się i nigdy by nie przypuszczała, że zwykła konwersacja może ją tak niesamowicie zrelaksować.

— Super. Jesteś po prostu fantastyczna!

— O co znów chodzi? Co takiego powiedziałam?

— Dajesz nam przyszłość! — Uśmiechnął się szczerze.

— Piotrek! Przy tobie muszę uważać na każde wypowiedziane słówko! — Próbowała nadać słowom bardzo poważne brzmienie, ale wiedziała, że jej nie wychodzi.

— Ok. Chwila powagi. — Zaczerpnął oddech chcąc nadać słowom doniosłe brzmienie. — Dlaczego reakcja na twoje zachowanie tak cię dziwi? Musiałaś mieć jakieś przykre doświadczenia.

Chwilę milczała ważąc jego wypowiedź. Mało się znali. Czasami, co prawda, lepiej wyznać najstraszniejszą prawdę obcej osobie, ale…Ale… Nie była pewna ani osoby, ani okoliczności…

— Musisz znać odpowiedź?

— Oczywiście, że nie. I masz rację. Za mało się znamy, ale czasem warto zwierzyć się obcej osobie, niż najlepiej znanej. — Czy on ma zamiar czytać w moich myślach?! Nie jestem pewna czy mi się to podoba. Zastanawiała się a na głos powiedziała:

— Potrzebuję czasu. To jest dla mnie nowa sytuacja i nie wiem czy mam ochotę rozmawiać z tobą na ten temat. — Nie była pewna jego reakcji, ale też wiedziała, że może mu tak odpowiedzieć, choć nie rozumiała, dlaczego.

— Rozumiem i nie zamierzam naciskać. Wiedz jednak, że jeśli będziesz miała problem zawsze możesz do mnie przyjść. Chętnie ci pomogę. — Mówił zupełnie szczerze. Krótko się znali a on miał wrażenie, że znają się całe wieki. Teraz, po tych prawie dwóch spędzonych wspólnie godzinach poznał ją od innej strony. Jej gesty, słowa, zachowanie podczas uważnego słuchania go a także zadawane pytania — to wszystko budowało w nim obraz delikatnej, kruchej i pięknej kobiety. Jej milcząca postawa, piękny i czasami smutny uśmiech oraz szczere spojrzenie składało się na aurę samotnej osoby. W tym momencie pożałował, że był żonaty. Natychmiast jednak odrzucił te niechciane myśli, gdyż kochał swoją żonę i nie zamierzał robić jej przykrości. Mimo to, w tej drobnej, pięknej istotce wyczuwał potrzebę opieki, troski, wręcz ochrony… A on chciałby opiekować się nią. Te nagłe i niestosowne myśli przerwała mu zaskakując pytaniem:

— Czy po mnie tak bardzo to widać?

— Co?

— Że nie mam, komu powierzyć swoich trosk. Że brak mi męskiej opieki? — Ostatnie zdanie powiedziała dość niepewnie, jakby obawiała się, że powie za dużo. Zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią.

— Nie. Chyba nie. Mówię to z własnego punktu widzenia. A przyszło mi to do głowy dopiero tutaj i to już po dłuższym czasie a nie tak od razu. Więc na pewno nie rzuca się to w oczy. To wymaga czasu i bacznej obserwacji. — Alicja nagle spojrzała na zegarek przestraszona.

— Rety! Nie wiedziałam, że już tak późno. Muszę uciekać. Nie gniewaj się, ale nie zostanę dłużej.

— Nie ma sprawy, Kopciuszku. — Piotrek zaśmiał się.

— Kopciuszku?!

— Tak jakoś mi się skojarzyło.

Po tamtym spotkaniu widywali się często w jego pracowni, ale nie wracali do poważnych rozmów. Jednak teraz już, gdy Alicja do niego przychodziła zawsze chwilę dyskutowali o różnych sprawach. Czasami wchodziła na zaplecze na kawę czy herbatę, gdy było bardzo zimno. Dopiero sytuacja z mieszkaniem niejako zmusiła Alicję do skorzystania z jego pomocy. Bardzo ją lubił, więc nie miała z tym najmniejszego problemu. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Tak zorganizował całą operację, że nawet się nie obejrzała, jak całość była przewieziona, wniesiona i ustawiona. Potem, razem z synem wzięła się do sprzątania, rozpakowywania i urządzania swojego lokalu. Była z niego bardzo dumna i wdzięczna również swojemu synkowi. Ten z kolei cieszył się, że może rozbijać duże kawałki węgla na mniejsze. Chętnie pomagał jej we wszystkich pracach, które ona nazywała męskimi. Może czuł się głową rodziny? Każdego wieczoru, przed snem Alicja czytała chłopcu bajki, albo coś opowiadała. Oboje uwielbiali ten wspólny czas. Zdarzało się, że gdy była zmęczona zasypiała w trakcie opowieści.

Któregoś wieczoru opowiadała mu o swoim dzieciństwie. Oboje uwielbiali takie historie.

— W naszej rodzinie wszyscy mieli jakieś obowiązki domowe, również dzieci. Co roku cała rodzina przygotowywała się do zimy robiąc zapasy.

— To tak jak zwiezęta. Plawda?

— Tak kochanie, zwierzęta też szykują się do zimy. Robią to latem i jesienią, gdy wokół przyroda ma nam wiele do zaoferowania. Podobnie u nas. Latem jeździliśmy do prababci na wieś, która miała ogródek i sad. Dzieci pomagały zbierać warzywa i owoce, a później wspólnie robiliśmy z tego kompoty, dżemy i przetwory warzywne. Na przykład pikle — pyszne ogóreczki w kwaśnej zalewie. Ja najbardziej lubiłam leczo, sałatkę z ogórków albo marynowane buraczki.

— A co to jest leco? — Kobieta chwilę zastanawiała się nad dziwnym słowem nim zrozumiała, o co dziecko pyta.

— Acha! Chodzi ci o leczo.

— No psecies powiedziałem leco.

— No tak. To posłuchaj. Najpierw szykuje się różne warzywa. Może być papryka, pomidory, cebula, czasami dodawaliśmy cukinię. Wszystko trzeba było umyć i obrać. Jeśli była potrzeba, to usunąć nasionka, na przykład z papryki. Potem całość kroiło się w talarki lub w paski. Na koniec, w dużym garze, mieszało się i dusiło na piecu z dodatkiem różnych przypraw. Jak już było gotowe, to pakowało się do słoików. Można było używać ich jako dodatek do różnych mięs. Ale dla mnie najpyszniejsze były dżemy z czarnych porzeczek, truskawek lub ze śliwek. Ciekawszym zajęciem było kiszenie kapusty w domu dziadka. Najpierw trwały długie przygotowania lisa, który wyszczerzył kły i wbił je w tyłek Grzesia. Wtedy ciocia Gosia ugryzła go w ucho, a dziadek zdzielił go szatkownicą. — Początkowo chłopiec uważnie słuchał, jednak nagle zaczął ją tarmosić.

— Hi, hi, hi… Mama! Mama! Co ty gadas? Nic nie lozumiem! — Wtedy Alicja rozbudzona przez dziecko zorientowała się, że miesza jej się sen z jawą i chyba czas iść spać. Ale synek był nieprzejednany, bo opowieść była za krótka a teraz jeszcze wydała mu się najciekawsza. Ale matka nie skończyła barwnej i sensacyjnej opowieści. Próbowała jeszcze coś przeczytać, ale wszystko kończyło się tak samo. Oczy zamykały się same, a z jej ust wypływały niedorzeczne słowa. Nie chcąc syna wystraszyć jakimiś koszmarnymi związkami frazeologicznymi przekonała go w końcu do snu.

Po krzepiącym liście Łukasza, Alicja chętnie mu odpowiedziała.

Witam serdecznie!Bardzo Ci dziękuję za miły i szczery list. Prawdę mówiąc bardzo się obawiałam Twojej reakcji na moją pisaninę. Obawy te podyktowane były czysto materialną niepewnością. Mam tu na myśli przede wszystkim moją sytuację mieszkaniową. Ty jednak skupiłeś się na sprawach emocjonalnych. Przyznaję, że uspokoiło mnie to, ucieszyło i… wlało we mnie morze nadziei… Ufam, że rozumiesz mnie, chociaż, być może, jestem zbyt zagadkowa. Wiem, że moje słowa nie są zrozumiałe dla każdego. Chyba, dlatego, że piszę głównie o swoich emocjach, a nie o sprawach stricte materialnych

Nie wiem na czym się skoncentrować? Chciałabym przekazać wiele spraw. Jednocześnie wolałabym abyś otrzymał go jeszcze przed naszym spotkaniem. Twój list, chyba na Twoje specjalne życzenie, szedł zaledwie jeden dzień! Dla poczty polskiej jest to nie lada sukces!

Pisząc do mnie, poruszyłeś bardzo wiele spraw. Jestem Ci wdzięczna, że napisałeś o swoich doświadczeniach, choć na pewno nie było Ci łatwo zdobyć się na to. Może Cię tym zaskoczę, ale są one bardzo bliskie moim przeżyciom. Co prawda nie paliłam zbyt dużo. Właściwie tylko popalałam i miałam w tym rożne natężenia. Miewałam też okresy zafascynowania napojami alkoholowymi, ale głównie na imprezach… Wszystko to wiązało się z niewłaściwym środowiskiem, nieznajomości samej siebie, braku poczucia własnej wartości, różnymi kompleksami i ogromnej wrażliwości, a co za tym idzie silnym pragnieniem odwzajemnionej miłości, której upatrywałam jedynie w legalnym związku. Niestety do tej pory miałam pecha trafiania na mężczyzn, którzy wykorzystywali tak naiwne i głodne uczuciowo kobiety jak ja. Myślę, że każde doświadczenie jest wielkim wzbogaceniem człowieka, jeśli (!) umie on wyciągać z tego właściwe wnioski! Sądzę, że zbyt późno zrozumiałam sens własnych przeżyć, chociaż… lepiej późno niż wcale. I właśnie dlatego teraz nie chcę tracić żadnej cennej chwili życia. Nie chcę przeoczyć ciekawej znajomości, wartościowego człowieka.

Podobnie jak Ty, patrzę na ludzi sercem. Wiem, że daleko mi do ideału, ale cieszę się, że udało mi się dokonać w swoim wnętrzu i nastawieniu do życia i ludzi, tak wielkich i pozytywnych zmian.

Łukaszu, bardzo lubię Twoje listy. Czytam je po kilka razy. I za każdym razem wywołują we mnie uczucia ciepła, nadziei, bezpieczeństwa, spokoju… Jednocześnie trafiają w inną sferę emocjonalną moich marzeń i wspomnień. Dzisiaj akurat, nie wiem, czemu, poruszyły głęboko moją miłość macierzyńską. Przypomniałam sobie, co czułam, gdy byłam przy nadziei — sama i samotna. Wbrew pozorom te uczucia nie są tożsame. Chyba tylko moja bliska przyjaciółka wie, że… Wybacz, jednak nie mogę teraz o tym pisać… Myślę, że kiedyś zdradzę Ci tę wielką tajemnicę, której nie mogę sobie wybaczyć. Przepraszam!

Cieszę się, że chcesz poznać Tomka i rozumiem Twoje obiekcje co do naszego pierwszego spotkania w jego towarzystwie. Czasami Tomek sprawia wrażenie, że nie słucha rozmowy starszych lub filmu. Natomiast po jakimś czasie wtrąca rozsądną uwagę na ten temat. Jego dygresje są zawsze adekwatne do sytuacji, ale nie do osoby. Są wielkim zaskoczeniem, bo nie pasują do jego wieku. Zdarzają się sytuacje, kiedy szokuje otoczenie swoim słownictwem czy punktem widzenia dziecięcej dojrzałości.

Podobnie jak Ty, cieszę się, że mogłam Cię poznać. Jednak czuję pewne obawy przed naszym pierwszym spotkaniem. Może uda nam się pogodzić spotkanie zarówno w trójkę jak i sam na sam. Mam też nadzieję, że mój list dotrze do Ciebie w takim samym tempie jak Twój do mnie.

Serdecznie Cię pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na nasze pierwsze spotkanie.

Alicja

Z nowym mieszkaniem wiązało się wiele przeżyć. Jedno z nich utkwiło w pamięci syna wbijając się niczym ostra drzazga w palec. Był to okres, kiedy w Polsce nie było zbyt wielu ładnych zabawek, a jeśli były to bardzo drogie. Chłopiec nie cieszył się więc ich nadmiarem. W tym czasie brat Alicji, Grzesiek, jeździł do pracy w Niemczech. Zatrudnił się w stadninie koni. Uwielbiał te zwierzęta, pięknie je rysował i podobno chętnie się nimi zajmował. Nie był jednak osobą wylewną, więc w zasadzie nic nie opowiadał, a już w ogóle nie zwierzał się ze swoich uczuć. Był też chrzestnym ojcem Tomka i któregoś razu przywiózł chrześniakowi pięknego misia. Przytulanka była mięciutką repliką niedźwiedzia polarnego chwiejącego się na czterech łapach. Sympatyczna mordka, białe futerko i taki miękki, że można go było ścisnąć jak poduszeczkę. Tak też chłopiec go traktował. Nigdzie się bez niego nie ruszał. Pewnego dnia wracał razem z mamą od rodziców autobusem, do nowego mieszkania. Alicja była obładowana zakupami, a chłopiec zmęczony i zaspany. Większą część drogi przespał na ulubionym misiu. Gdy wysiedli z autobusu, który już odjechał, chłopiec poprosił mamę o jego misia… Niestety! Nie było go w żadnych pakunkach. Został w autobusie! Dziecko do dziś, mimo że to już dojrzały mężczyzna, ze smutkiem to wspomina! To była jego jedyna, ulubiona zabawka, po której zostało tylko jedno pamiątkowe zdjęcie. Siedząc na kanapie, z dumą trzyma maskotkę na swojej głowie.

Wieczory w nowym lokum były dla Alicji niemal czarodziejskie. Działo się tak głównie z uwagi na niesamowitą ciszę wokół, gdyż budynek znajdował się daleko od głównej drogi. Dawniej miejsce to było zwane chińską dzielnicą i było tam bardzo niebezpiecznie. Kobieta miała mgliste pojęcie na temat związku między tymi terminami. Za to łudziła się, że te czasy już minęły. Nie mieszkała tam długo, ale nigdy nie spotkało ją tam żadne nieszczęście. Drugim powodem niesamowitej aury był fakt, że nareszcie jest tylko ze swoim synkiem i dzięki temu sama o wszystkim decydowała. Wiązało się to ściśle z okolicznościami zasypiania, kiedy to mogła stworzyć warunki najbardziej zbliżone do swoich wymarzonych wieczorków rodzinnych. Przy codziennych czynnościach higienicznych i kolacji matka pilnowała określonego i niezmiennego porządku. Było to niezwykle ważne przy nadmiernej żywiołowości syna. Tuz przed zaśnięciem zapalała przygaszone światło za szafą, która oddzielała część dzienną od nocnej pokoju, i tonęła z dzieckiem w świecie wyobraźni. Tomek uwielbiał różne opowieści i nie miało dla niego znaczenia czy są one prawdziwe, czy wymyślone. Ważne było, żeby opowiadała je mama i była blisko niego.

— Czego chcesz dzisiaj posłuchać?

— Cy miałaś jakieś zecy do zlobienia jak byłaś mała?

— Och! I to ile.

— A dlacego?