Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło ebook

Mike McGrady

4 (7)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 290

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło - Mike McGrady

Legendarna aktorka porno Linda Lovelace opowiada historię swojego życia. Jej relacja zainspirowała twórców filmu fabularnego Lovelace, z Amandą Seyfried w roli tytułowej.

Linda Boreman miała zaledwie dwadzieścia jeden lat, kiedy poznała Chucka Traynora, mężczyznę, który odmienił jej życie. Niespełna dwa lata później dziewczyna, której podczas licealnych randek pozwalała sobie jedynie na pocałunki, błyskawicznie zyskała sławę, o jakiej nie marzyła w najśmielszych snach… czy raczej w nocnych koszmarach. Linda Boreman zmieniła się w Lindę Lovelace, międzynarodową gwiazdę filmów dla dorosłych. Bezprecedensowy sukces produkcji Głębokie gardło sprawił, że porno przeniknęło do głównego nurtu kinematografii, a nazwisko Lovelace stało się powszechnie rozpoznawalne. Nikt jednak, począwszy od najsłynniejszych gwiazd, które wychwalały film pod niebiosa, na ustawiającej się w długich kolejkach przed kinami publiczności skończywszy, nie znał prawdy o tym, co się działo poza zasięgiem obiektywu kamery.

Zniewolona przez mężczyznę, który ostatecznie przymusił ją do ślubu, aby mieć nad nią całkowitą kontrolę, Linda była okrutnie i regularnie bita, hipnotyzowana i gwałcona. Grożono jej oszpeceniem i śmiercią. Pistoletem i nożem zmuszano do prostytucji. Musiała się poddawać niewyobrażalnym perwersjom. Podczas kręcenia filmu Głębokie gardło była agresywnie terroryzowana.

Minęły lata, nim Linda zdołała wyjść z ukrycia i opisać swoją wersję historii będącej w istocie pełnym zdrad i przemocy horrorem. W efekcie świat pornografii zatrząsł się w posadach, a samej Lindzie zajrzała w oczy śmierć …

„Historia Lovelace nie jest szczęśliwa. Autorka została przemocą wciągnięta do przemysłu pornograficznego przez agresywnego męża, Chucka Traynora, który ją bił, gwałcił i zmuszał do prostytucji. Gdy w końcu napisała autobiografię, ujawniła światu swoje doświadczenia, a sama stała się zagorzałą orędowniczką walki z pornografią”.

Vogue

Opinie o ebooku Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło - Mike McGrady

Fragment ebooka Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło - Mike McGrady

Tytuł oryginału: Ordeal

Copyright © 1980 Mike McGrady and Linda Lovelace. All rights reserved.

Copyright for the Polish Edition © Burda Publishing Polska Sp. z o.o. Spółka Komandytowa 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redakcja: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Marianna Chałupczak Projekt okładki: Panna Cotta Zdjęcie na okładce: Fotolia Redakcja techniczna: Mariusz Teler Redaktor prowadząca: Agnieszka Koszałka

Skład i łamanie: Katka, Warszawa

ISBN: 978-83-7778-577-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Wiele imion i nazwisk osób, występujących w tej opowieści, zostało zmienionych dla dobra przypadkowych świadków. Prawdziwe są poniższe personalia: Chuck Traynor, Leonard Campagna (alias Lenny Camp), Philip J. Mandina, Xaviera Hollander, Bob Wolf, Gerard Damiano, Harry Reems, Lou Peraino (alias Lou Perry), Vinnie, Tony Peraino, Michelle, Al Goldstein, Jim Buckley, Sammy Davis Junior, Andrea True, Hugh Hefner, David Winters, Mel Mandel, Marilyn Chambers, Rex Harrison, Arthur Marks.

Wstęp

Minęło ponad trzydzieści lat od publikacji kontrowersyjnej książki, zatytułowanej Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmuGłębokie gardło, w 1980 roku. Dla Lindy Lovelace był to czas równie burzliwy jak poprzednie lata, a nadchodzący okres, zakończony jej tragiczną śmiercią w 2002 roku, w niczym nie odbiegał od minionego. Życie Lindy zatoczyło upiorne pełne koło.

W latach osiemdziesiątych XX wieku Linda, wówczas mężatka i matka dwójki dzieci, w imieniu ruchu feministycznego występowała przeciwko pornografii. Apogeum działalności Lindy przypadło na 1986 rok, kiedy to złożyła zeznania przed Komisją do spraw Pornografii, kierowaną przez prokuratora generalnego Meese’a. W tym samym roku ukazała się jej druga autobiografia, Out of Bondage, opatrzona wstępem przez Glorię Steinem. W tym okresie Linda poważnie zachorowała. Przeszła operację podwójnej mastektomii, koniecznej ze względu na komplikacje po wstrzyknięciu silikonu, do którego doszło dziesięć lat wcześniej. Podczas pobytu w szpitalu lekarze odkryli, że wątroba pacjentki jest całkowicie wyniszczona z powodu zapalenia typu C. Linda zaraziła się groźnym wirusem podczas transfuzji krwi po wypadku samochodowym, który miał miejsce w 1970 roku. Wprawdzie przeszczep wątroby zakończył się sukcesem, ale Linda musiała stale przyjmować drogie lekarstwa, zapobiegające odrzuceniu nowego organu.

Kolejne lata przyniosły jej jeszcze więcej cierpień i kłopotów. Mąż, Larry Marchiano, musiał zlikwidować nieprzynoszącą dochodu firmę i cała rodzina przeprowadziła się z Long Island w stanie Nowy Jork do Denver. Tam Linda podejmowała się rozmaitych zajęć, zanim skupiła się na działalności przeciwko pornografii. W połowie lat dziewięćdziesiątych Ron Howard kupił prawa do sfilmowania Niewolnicy pornobiznesu. W tamtym okresie Linda rozstała się z nadużywającym alkoholu Larrym Marchianem, twierdząc, że dręczył on fizycznie i psychicznie zarówno ją, jak i dzieci. Nowe tysiąclecie rozpoczęła od publikacji swoich pikantnych zdjęć w czasopiśmie dla dorosłych, „Leg Show”. Tłumaczyła się ze swojej decyzji, którą odebrano jako ideologiczną woltę, twierdząc, że „nie ma nic złego w seksownym wyglądzie, o ile nie przekracza się granic dobrego smaku”.

W 1998 roku Linda została babcią, a ostatnie lata przeżyła w samotności, podejmując się różnych zajęć. 3 kwietnia 2002 roku odniosła poważne obrażenia w wypadku samochodowym – jej auto dachowało. 22 kwietnia w obecności dzieci i Larry’ego Marchiana lekarze odłączyli Lindę od urządzeń podtrzymujących życie.

Dopełnieniem historii Lindy była przypadająca na 2005 rok emisja dokumentu W głębokim gardle, który opowiadał o powstaniu filmu Głębokie gardło i jego sukcesie. Szeroka publiczność mogła się dowiedzieć, do jakich skrajności dochodzi w branży pornograficznej, oraz, co najbardziej poruszające, poznać kobietę, która doświadczyła zła mającego źródło w pornografii.

1

Nie nazywam się Linda Lovelace, już nie. Linda Lovelace była znacznie młodsza ode mnie, nieporównanie bardziej ufna, naiwna i niewinna. Zniknęła dobre kilka lat temu. Gdyby to ode mnie zależało, jej imię i nazwisko przepadłyby wraz z nią, aby już nikt o niej nie usłyszał.

Świat jednak nie zostawi Lindy Lovelace w spokoju. Do dzisiaj nie mogę bez lęku iść do supermarketu, na przystanek autobusowy ani na szkolny mecz koszykówki – wciąż szepczą o mnie, wytykają palcami albo uciekają w popłochu.

Wprawdzie nie udało mi się uwolnić od Lindy Lovelace, ale zdołałam się z nią pogodzić. Zaakceptować Lindę i pojąć, dlaczego to ją spotkało. Napisałam tę książkę po to, by również inni to zrozumieli.

Szczególnie lękam się o mojego trzyletniego synka. Kiedyś z pewnością usłyszy, że dawniej jego matka była Lindą Lovelace, i pozna jej historię z ust wrogo nastawionych ludzi, którzy będą drwić i ordynarnie rechotać. Chcę, aby dowiedział się wszystkiego ode mnie, dlatego wyjaśnię wszelkie okoliczności. Oto, co wydarzyło się naprawdę.

Było nieznośnie upalne popołudnie na Florydzie. Jak co dzień wyciągnęłam się na leżaku przed domem rodziców, usytuowanym nieopodal Fort Lauderdale. Dochodziłam do siebie po paskudnym wypadku samochodowym. Betsy, moja przyjaciółka z liceum, zadzwoniła, aby uprzedzić, że przyjedzie z Miami w odwiedziny.

Włożyłam bikini, mimo że wstydziłam się rozległych świeżych blizn. Zapewne przysnęłam na słońcu, ale ocknęłam się, gdy po mojej twarzy przemknął cień. Otworzyłam oczy i ujrzałam Betsy. Moment później uświadomiłam sobie, że nie jest sama, towarzyszył jej młody mężczyzna. Zanim mu się przyjrzałam, błyskawicznie zakryłam się ręcznikiem.

– Linda, to Chuck Traynor, fotograf, o którym ci mówiłam – oznajmiła Betsy.

– Cześć – przywitałam się. – Dajcie mi chwilę, zaraz się ubiorę.

– Nie przejmuj się nami. Za parę minut znikamy, przed drugą musimy być w Miami – powiedział Chuck Traynor.

Przede wszystkim zauważyłam, że jest wysoki, i oceniłam, iż ma około metra osiemdziesięciu pięciu. Umawiałam się z facetami mojego wzrostu lub niższymi, ponieważ wydawało mi się, że ci wysocy i przystojni lubią wykorzystywać innych, są zadufani w sobie i zarozumiali.

Chuck Traynor był ubrany w dżinsy i rozchełstaną koszulę z podwiniętymi rękawami. Wielkie okulary przeciwsłoneczne, które wyglądały jak motocyklowe gogle, zasłaniały mu pół twarzy. Czy uznałam go za atrakcyjnego? Cóż, był wysokim, dwudziestosiedmioletnim, nieźle zbudowanym ciemnym blondynem – innymi słowy, spodobał mi się. W dodatku przyjechał samochodem, który zrobił na mnie wrażenie, nowym jaguarem XKE w kolorze burgunda, z czarną skórzaną tapicerką. Postawcie się w mojej sytuacji – niemal każdy chłopak, z którym się spotykałam, jeździł autem rodziców, a tu nagle zjawił się mężczyzna we własnym nowym jaguarze. Chuck Traynor okazał się sympatyczny, a poza tym miał sporo pieniędzy do wydania.

– Twoja przyjaciółka Betsy to dopiero dziewczyna – zauważył. – Po drodze chciałem się zatrzymać, aby kupić jej sukienkę, ale się nie zgodziła.

Weszłam do domu i skierowałam do swojego pokoju, żeby coś na siebie narzucić, a Betsy do mnie dołączyła. Zaprzyjaźniłyśmy się w liceum, a od niedawna mieszkałyśmy w sąsiedztwie i na nowo się do siebie zbliżyłyśmy. Obie miałyśmy po dwadzieścia jeden lat. Na razie nigdzie nie pracowałam, usiłując odzyskać zdrowie po wypadku samochodowym, ona zatrudniła się jako tancerka topless w Miami.

– Wspominałam ci o Chucku – powiedziała. – Chciał zrobić ze mnie modelkę. Od razu widać, że wpadłaś mu w oko.

– Modelkę? Jakiego rodzaju?

– Chodzi o ciuchy, o prezentowanie mody. Nic złego. Byłabyś zainteresowana?

– Jasne.

Czy byłabym zainteresowana? Zrobiłabym wszystko, byle tylko wyrwać się z domu rodziców.

Zeszłyśmy na parter i poczęstowałam oboje piwem.

– Nie pijesz? – zdziwił się Chuck.

– Nie mogę – odparłam z westchnieniem. – Lekarze zabronili mi pić alkohol przez dwa lata. Wątroba bardzo ucierpiała na skutek wypadku.

Niedopowiedzenie stulecia. Włączałam się do ruchu oplem cadetem w Taconic State Parkway w Nowym Jorku, ale nawet nie zdążyłam wrzucić trójki, gdy stary chrysler wpadł w poślizg na niewielkim wzniesieniu i wbił się we mnie bokiem. Uderzyłam czołem i twarzą o przednią szybę wozu. Część oka zawisła pod oczodołem, szczęka była pęknięta, a dolne siekacze przebiły się na wylot przez brodę. Kierownica połamała mi żebra, rozrywając śledzionę i wątrobę, doszło też do perforacji jelita i zapalenia otrzewnej.

W jednej chwili moje marzenia i plany diabli wzięli. Wcześniej pracowałam w butiku, żeby zaoszczędzić pieniądze na otwarcie własnego sklepu. Zamówiłam samochód i wybrałam sobie w katalogu mały dom, ale od podjęcia aktywnego życia dzieliło mnie wiele miesięcy rehabilitacji.

– Biedactwo – powiedział współczująco Chuck. – Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zapaliła?

Zastanowiłam się, lecz żadna wymówka nie przyszła mi do głowy. Chuck wyciągnął jointa, zapalił go i mi wręczył. W tym momencie zmroziła mnie myśl o tym, że zaciągnęłabym się choćby raz w domu rodziców. Kiedyś matka przyłapała mnie na paleniu trawy i od razu zadzwoniła po policję. Pewnie by mnie aresztowano, gdyby ojciec nie przerwał połączenia.

– Linda, wracamy do Miami – oświadczył Chuck. – Prowadzę bar i muszę być na miejscu o drugiej, bo przychodzi kolejna zmiana. Może zabierzesz się z nami?

Nie dałam się długo prosić i po chwili wsiedliśmy do jaguara. Chuck prowadził, Betsy usadowiła się obok niego, między fotelami kierowcy a moim – pasażera. Po drodze wspólnie wypaliliśmy skręta.

Trudno mi się do tego przyznać, ale rzeczywiście przy pierwszym spotkaniu Chuck zrobił na mnie spore wrażenie. Zauważyłam u niego tylko jeden feler – brak palca. Inna sprawa, że zupełnie się tym nie przejmował. Wyjaśnił mi, że podczas pracy pod wodą napotkał żółwia sępiego, który nieoczekiwanie zgłodniał. Zaimponował mi nawet tą opowiastką.

Tylu rzeczy dokonał! Był pilotem i pracował przy oprysku pól, przez pewien czas miał nawet własną linię lotniczą. Podczas służby w piechocie morskiej zdobył tytuł najlepszego strzelca i w nagrodę spotkał się z Natalie Wood, gwiazdą filmową. Poza tym latał, wykonywał akrobacyjne skoki powietrzne i nurkował bez akwalungu.

Vegas Inn, bar należący do Chucka, znajdował się w północnej części Miami, naprzeciwko posterunku policji i nieopodal lodziarni Carvela. Na pierwszy rzut oka nie wydawał się imponujący. Zwykły parterowy budynek z płaskim dachem, na planie prostokąta, niewiele większy od garażu na dwa samochody. Weszliśmy oślepieni ostrym słońcem i dopiero po dłuższej chwili moje oczy oswoiły się z półmrokiem, który rozjaśniało jedynie światło migających ultrafioletowych lamp, odbijające się od fluorescencyjnych farb dekoracji. Klientela rekrutowała się z robotników budowlanych, kierowców ciężarówek, mechaników samochodowych, słowem, przeciętnych ludzi, którzy mieli ochotę spędzić kilka godzin przy szafie grającej, bilardzie albo przy barze na pogawędkach z kelnerką.

– Fajnie – powiedziałam do Betsy.

– Fajnie? – zdziwiła się. – To nora.

– Fajnie się wyrwać – wyjaśniłam. – Nawet nie wiesz, jak okropnie jest tkwić w domu. Nie mam najmniejszej ochoty mieszkać z rodzicami. Nadal traktują mnie jak dziecko.

– Chyba twoja matka ani trochę się nie zmieniła.

– Jest jeszcze gorsza niż dawniej. Nie rozmawiajmy o niej.

Matka nie panowała nad emocjami i trzymała mnie krótko. Zaczęła mnie bić, gdy skończyłam cztery lata. Najpierw pasem, potem jego metalową sprzączką. Dostawało mi się za najdrobniejsze przewinienia. Pewnego razu – miałam wtedy jedenaście lat – posłała mnie do apteki po neosynephrine, krople do nosa. Wykonałam jej polecenie, ale przyniosłam inne krople. Oberwałam miotłą za tę drobną pomyłkę i usłyszałam, że kupiłabym właściwy medykament, gdybym nie myślała wyłącznie o chłopcach.

Wolne żarty. Rozmyślałam o tym i o owym, ale na pewno nie o chłopakach. W moim domu nie rozmawiało się o sprawach seksu. Dowiedziałam się jedynie, że seks jest zły. Pewnego dnia kilka szkolnych koleżanek rozgadało się o tym, jak ich rodzice chodzą razem do łóżka, żeby mieć dzieci. Próbowałam wyobrazić sobie moich przy tej czynności, jednak bezskutecznie. Jedna z dziewczyn użyła słowa „pieprzyć”, a żadna z nas nie miała pojęcia, co się za nim kryje. Powiedziałam im, że później zapytam o to mamę, i tak zrobiłam. „Co to znaczy pieprzyć?”. W odpowiedzi spoliczkowała mnie, kopnęła w tyłek i odesłała do pokoju.

Gdy nadeszła moja pierwsza miesiączka, byłam pewna, że to kara boska za jakiś grzech. W końcu powiedziałam o tym matce, a ona zaprowadziła mnie do łazienki i pokazała palcem pudełko podpasek.

– To przychodzi raz na miesiąc, trwa jakieś pięć dni i wtedy masz nosić coś takiego – oznajmiła.

Do tego sprowadziła się moja edukacja seksualna w dzieciństwie.

– Linda, co z tobą? – Betsy pociągnęła mnie za ramię.

– Nic takiego, zamyśliłam się – odparłam. – Lepiej opowiedz mi o swoim przyjacielu Chucku.

– O Chucku? Nie ma o czym. Do niczego między nami nie doszło.

– Serio?

– Poważnie – przytaknęła. – Miły facet, ale to tylko kumpel. Nocowałam u niego parę razy i nawet nie spróbował się do mnie przystawiać.

Dołączył do nas jeden z kolegów Chucka, Benny, na oko typowy prostak. Tymczasem ten zapalony wielbiciel muzyki country okazał się sympatyczny, spokojny i ani trochę nie wulgarny, a do tego przystojny i dobrze umięśniony od pracy na budowie. Nagle dotarło do mnie, że wyrwałam się z domu po raz pierwszy od wielu miesięcy. Odkryłam też, że dobrze mi z tym. Wypiliśmy colę, po czym przyjęłam zaproszenie Benny’ego.

Ostatni raz umówiłam się z facetem ponad rok temu, a wcześniej stroniłam od randek i dopiero pod koniec nauki w liceum to się zmieniło. Czasami spotykałam się z jakimś kolegą i nawet całowałam, ale to wszystko. Nie pozwalałam mu się do mnie dobierać. Nic więc dziwnego, że nazywano mnie „świętoszką”. Przez pewien czas zastanawiałam się nad tym, czy nie zostać zakonnicą. Jestem w stanie wymienić prawie każdego chłopaka, który się ze mną umówił, bo rzadko dochodziło do drugiej randki. Niemal wpadałam w zachwyt, jak udało mi się trafić na kogoś, kto się do mnie nie dobierał. Byłam jedną z dziewczyn, które lubią wspólne spacery brzegiem oceanu i trzymanie się za ręce. Nadal taka jestem.

Nie zamierzam udawać, że przez cały czas byłam świętoszką. Raz czy dwa się zakochałam. Straciłam dziewictwo w wieku dziewiętnastu lat, a mając dwadzieścia, urodziłam nieślubne dziecko, które moja matka oddała do adopcji.

Jak wspomniałam, od kilkunastu miesięcy nie byłam na randce i umówiłam się dopiero z Bennym. Przyjeżdżał po mnie i nasza czwórka kilka razy spotkała się u Chucka, żeby palić zioło i gadać. Przyjemnie było znowu prowadzić życie towarzyskie. Wiele razy, siedząc z Bennym przy barze, czułam na sobie spojrzenie Chucka. Patrzył na mnie otwarcie i się uśmiechał. Speszona, odwracałam wzrok, chociaż on od początku mnie zainteresował.

Benny nie okazał się jednak mężczyzną mojego życia. Pewnego dnia, po półtoramiesięcznej znajomości, weszłam do baru i usłyszałam, jak kelnerka o nim opowiada.

– Benny znowu pożarł się z żoną – oznajmiła. – Tym razem pogoniła go z pistoletem w dłoni.

Z żoną? Najwyraźniej Benny zapomniał mnie poinformować, że jest już żonaty. Nie mieściło mi się to w głowie. Odnosiłam się z szacunkiem do więzów małżeńskich i nigdy świadomie nie przyczyniłabym się do ich zerwania. Nie wzięłabym na siebie takiej odpowiedzialności. Po tej rewelacji rozmawiałam z Bennym tylko raz, może dwa. Usiłował mi wmówić, że między nim a żoną wszystko skończone i że lada moment się rozwiodą, ale zdało się to na nic.

W następnym tygodniu Chuck zaprosił mnie na randkę, a ja się zgodziłam.

2

Zaczęłam spotykać się z Chuckiem. W środku dnia pokonywał kawał drogi, żeby przyjechać po mnie do domu rodziców, skąd wyruszaliśmy dalej.

– Dokąd dzisiaj? – pytałam.

– Podobno niedawno otworzyli sklep niedaleko autostrady do Palmetto – mówił na przykład. – Chyba wybierzemy się tam sprawdzić, czy mają coś ładnego dla ciebie.

Byłam zachwycona. Zdarzało się, że faceci dawali mi prezenty na Gwiazdkę albo na urodziny, ale żaden z nich nie zabrał mnie do sklepu tylko po to, żebym kupiła sobie ładny strój. Nadal jednak krępowało mnie przyjmowanie podarunków, więc często odwracałam sytuację i podczas wspólnych zakupów wybierałam coś atrakcyjnego dla Chucka. Lubił luźne wzorzyste koszule, które można było kupić w sklepach z akcesoriami i gadżetami dla miłośników używek. Najwyraźniej pieniądze nie stanowiły dla niego problemu; Chuck szastał nimi i w ogóle się tym nie przejmował.

Traktował mnie jak prawdziwy dżentelmen. Podsuwał mi ogień, gdy chciałam zapalić, otwierał drzwi auta, uważnie słuchał, co mam do powiedzenia. W moim towarzystwie był łagodny, ale przy innych zachowywał się władczo. Nie zdarzało mu się stracić kontroli nad sytuacją i nie dawał sobą pomiatać. Nigdy nie zaproponował mi wspólnego seksu.

Najwięcej czasu spędzaliśmy w jego barze, podczas gdy liczył utarg i pilnował funkcjonowania lokalu. Wieczorami chodziliśmy do kina albo oglądaliśmy telewizję. Najbardziej podobały mu się filmy wojenne. Jednym z jego ulubionych był Tora! Tora! Tora!, dla mnie zbyt drastyczny i krwawy.

Matka dalej traktowała mnie jak dziecko i kiedy wychodziliśmy, nakazywała: „Koniecznie wróć do domu przed jedenastą”. W wieku dwudziestu jeden lat człowiek nie ma ochoty wysłuchiwać takich komend czy odpowiadać na pytania „Dokąd idziesz?”, „Z kim się spotykasz?”, jak również wykonywać poleceń w rodzaju „Koniecznie zadzwoń, jak będziesz na miejscu, żebym wiedziała, gdzie jesteś”.

Nasza rodzina była specyficzna. Oglądając programy telewizyjne, widywałam bliskich sobie ludzi, zebranych przy wspólnym stole i rozmawiających o różnych sprawach. Innymi słowy takich, którzy autentycznie ze sobą przebywają. W moim domu przy posiłku matka skarżyła się i narzekała – ten jej zrobił taką przykrość, tamten inną i tak w kółko. Ojciec od czasu do czasu wtrącał „No”, i do tego się ograniczał.

W dzieciństwie często słyszałam, jak ojciec późno wraca z pracy. Był policjantem i w drodze do domu wpadał do baru, gdzie się upijał. Pamiętam, że którejś nocy matka rzuciła się na niego z rzeźnickim nożem. Wrzeszczała przy tym, a potrafiła wrzeszczeć tak, że uszy pękały. Siedząc na szczycie schodów, przestraszona modliłam się w duchu, żeby awantury wreszcie się skończyły. Ani razu nie widziałam rodziców całujących się lub choćby trzymających za ręce.

Po przejściu na emeryturę ojciec został ochroniarzem w liniach lotniczych, a matka znalazła zajęcie jako kelnerka w pobliskim klubie golfowym. Gdy akurat nie pracowała, najczęściej martwiła się o to, czy na pewno wrócę do domu przed jedenastą. Traktowała tę kwestię śmiertelnie poważnie. Wystarczyło, że spóźniłam się o kwadrans, a stała w drzwiach i na powitanie waliła mnie na odlew w twarz albo tłukła kijem od miotły. W takich sytuacjach ojciec znikał; wolał niczego nie widzieć i się nie wtrącać. Pewnego razu wszedł do pokoju wtedy, gdy dostawałam lanie. Natychmiast zrobił w tył zwrot i bez słowa ruszył w stronę drzwi. Kiedy skończyłam szesnaście lat, powiedział mi, że musimy się pogodzić z zachowaniem matki.

– Przechodzi życiową zmianę – wyjaśnił.

Prawda jest taka, że „życiowa zmiana” stała się jej stylem życia.

Po wypadku znowu trafiłam pod ich dach. Nic się nie zmieniło poza adresem. Zamieszkali w osiedlu dla emerytów, około dwudziestu pięciu, trzydziestu kilometrów na zachód od Ford Lauderdale. Po przejeździe pod dwoma łukami trafiało się tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Na miejscu, poza licznymi domami po pięćdziesiąt tysięcy dolarów każdy, wybudowanych wokół pola golfowego, znajdowała się poczta i supermarket.

Jednego z ostatnich wieczorów matka przesadziła. Uznałam, że po raz ostatni mnie uderzyła, i obiecałam sobie, że więcej tego nie zrobi. Następnego dnia byłam milcząca i przybita. Chuck od razu się domyślił, w czym rzecz.

– Matki nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich małe córeczki dorastają – zauważył.

– Wiesz, co mnie dobija? – spytałam z westchnieniem i nie czekając na odpowiedź Chucka, wyznałam: – Oglądanie rodzin w serialach, na przykład w Father Knows Best. Czy takie rodziny istnieją?

– Tylko w serialach, ale nie musisz dłużej znosić starych i mieszkać z nimi. Jesteś dużą dziewczynką.

– Szkoda, że nie mam wyboru.

– Ależ masz – zaoponował Chuck. – Spakuj rzeczy i wprowadź się do mnie.

– Odpada – odparłam – ale rzeczywiście muszę się uwolnić od matki.

– Przemyśl moją propozycję, mówię serio.

Faktycznie nie rozmyślałam o niczym innym, gdy jechaliśmy na południe, w kierunku miasta Coral Gables. W sumie nic nie stało na przeszkodzie, żebym wprowadziła się do Chucka. Mogłabym uwolnić się od rodziców, chodzić, dokądkolwiek zechcę, i wracać, kiedy mi się spodoba.

Tyle że krótko znałam Chucka i niewiele o nim wiedziałam. Wówczas nie miałam pojęcia, że był notowany i że uznano go winnym napadu i pobicia, a także oskarżono o przemyt narkotyków do Stanów Zjednoczonych. Nie mogłam również wiedzieć, że był sutenerem i że któregoś dnia zacznie się przechwalać, ilu ludzi zabił. Byłam jednak zdecydowana wyrwać się od rodziców, a on mógł mi w tym pomóc.

Chuck zaparkował przed mieszkaniem Wortha Devore’a w Coral Gables, bo skończyła się trawa. Zawsze, gdy zaczynało mu jej brakować, wybierał się z wizytą do Wortha, pilota w prywatnej firmie, który latał po całym świecie. Miał piękne mieszkanie pełne kosztownych drobiazgów z Afryki, jeździł nowym camaro i generalnie spał na pieniądzach. Poza tym najwyraźniej nigdy nie brakowało mu kolumbijskiego zioła.

Obejrzeli jakieś tkaniny, które Worth właśnie przywiózł, po czym Chuck zwrócił się do mnie:

– Linda, zdecyduj się wreszcie. Wprowadź się do mnie choćby dziś wieczorem.

– Dobrze. Faktycznie nie mogę dłużej mieszkać z rodzicami – odparłam – ale słabo mi się robi na myśl, że musiałabym do nich zadzwonić. Co im powiem?

– Najlepiej nic – poradził Chuck. – Po co w ogóle zawracać sobie głowę telefonowaniem?

– Nie powinnam zniknąć bez słowa.

– Jednak dzisiaj nie dzwoń! – polecił ostrym tonem, którego wcześniej u niego nie słyszałam. – Przekonają cię, żebyś wróciła do domu, a przecież tego nie chcesz.

– Nie znasz mojej matki. Postawi na nogi całą policję w mieście i nie odpuści, dopóki mnie nie znajdzie.

– Będą cię szukać u mnie – zauważył – a my spędzimy noc tutaj, o ile Worth nie będzie miał nic przeciwko temu.

– Nic a nic – oświadczył Worth. – Możecie przenocować w mojej sypialni. Prześpię się na kanapie.

Po chwili przysiedliśmy na brzegu łóżka Wortha, a ja przez cały czas zastanawiałam się, czy powiadomić rodziców, czy dać sobie z tym spokój.

– Nie musisz do nich dzwonić – odezwał się Chuck, jakby czytał w moich myślach, i dodał łagodnie: – Jak zaczniesz z nimi gadać, to na własną prośbę zaognisz sytuację.

Zalałam się łzami, dając upust frustracji. Chuck pozwolił mi się wypłakać na swoim ramieniu. Jeszcze przez jakiś czas chlipałam, po czym ogarnęła mnie złość na matkę. Dlaczego wciąż liczę się z jej zdaniem? Czemu nadal ma wpływ na moje postępowanie?

Chuck zachowywał się bardzo czule. Chyba rozumiał, przez co przechodzę, i wiedział, jak zareagować. Odniosłam wrażenie, że zależy mu jedynie na tym, żebym była zadowolona. W sąsiednim pokoju Worth puścił Beethovena; muzyka zdawała się dobiegać z innego, spokojnego świata.

Po raz pierwszy w życiu zbuntowałam się przeciwko woli rodziców i otwarcie im sprzeciwiłam. Towarzyszyły temu mieszane odczucia – w jednej chwili wydawało mi się, że postępuję słusznie, w następnej, że wręcz przeciwnie. To byłam pewna swego, to opadałam z sił.

Chuck mnie pocieszał, głaskał po włosach i co jakiś czas częstował jointem.

– Nie wiem, jak powinnam postąpić – wyznałam.

– Ależ wiesz – zaoponował. – Najlepiej zrobisz, jak dziś nie odezwiesz się do starych.

Ostatecznie dylemat rozwiązał się sam, gdyż najpierw było za późno na powrót do domu, potem na telefonowanie do rodziców, a w końcu na porządkowanie myśli.

– Chodźmy spać – zaproponował Chuck.

Przyglądał się, jak zdejmuję ubranie i wieszam je na oparciu krzesła. W staniku i majtkach podeszłam do łóżka.

– Nie wiedziałam, że trafiła mi się dziewica – zauważył.

– Nie jestem dziewicą – odparłam, chociaż czułam się niewinna.

Wcześniej ani razu nie pomyślałam o uprawianiu seksu z Chuckiem, ten aspekt bycia razem nie wydawał mi się istotny. Tamtej nocy liczyło się jedno: nie spędzałam jej pod dachem rodziców. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale w porównaniu z tak dramatycznym przeżyciem jak wyprowadzka z domu, seks z Chuckiem wydawał się drobiazgiem.

Kochał się ze mną tamtej nocy. Nie wiedziałam, czego oczekiwać od mężczyzny, i nie miałam pojęcia, że coś nie jest w porządku. Później zdałam sobie sprawę z tego, że nie mógł osiągnąć pełnego wzwodu.

– O nic się nie martw – powiedział. – Odtąd ja będę o ciebie dbał.

Nie było mowy o miłości, podkreślił jednak, że o mnie zadba. A właśnie to chciałam usłyszeć: zapewnienie, że się mną zaopiekuje. Potem zaproponował coś, co mnie zaskoczyło.

– Linda, może mi obciągniesz?

– Nie umiem.

Wtedy spróbował czegoś innego. Nie wiedziałam, co usiłuje zrobić, ale na to też nie pozwoliłam. Po kilku minutach było po wszystkim.

Trzeba pamiętać, że w tamtych dniach nie byłam Lindą Lovelace, tylko Lindą Boreman, córką policjanta. Wychowałam się w Yonkers w stanie Nowy Jork i chodziłam do katolickich szkół – podstawowej imienia Świętego Jana Chrzciciela w Yonkers oraz liceum pod wezwaniem Maryi Królowej w Hartsdale. W podstawówce pragnęłam wstąpić do klasztoru. W dziewiątej klasie zostałam wiceprzewodniczącą i zapaloną miłośniczką koszykówki.

Kiedy byłam mała, czasami matka pytała mnie, czego chcę od życia. Nie musiałam zastanawiać się nad odpowiedzią. Byłam przekonana, że mając dwadzieścia jeden lat, wyjdę za mąż i założę rodzinę. Pragnęłam mieć dom z ogródkiem, w którym posadzę kwiatki. O niczym innym nie marzyłam, tylko o ślubie i szczęśliwym życiu rodzinnym.

Tymczasem znalazłam się w łóżku z mężczyzną, którego nie kochałam. Wcześniej kilka razy zdarzyło mi się uprawiać seks i za każdym razem odczuwałam zadowolenie. Teraz była we mnie pustka. Może dlatego, uznałam, że zabrakło uczucia, obustronnego zaangażowania. Później wracało do mnie pytanie: dlaczego mu na to pozwoliłam?

3

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

4

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

5

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

6

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

7

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

8

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

9

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

10

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

11

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

12

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

13

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

14

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

15

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

16

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

17

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

18

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

19

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

20

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

21

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

22

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Epilog

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.