Niewinna żona - Amy Lloyd - ebook

29 osób właśnie czyta

Opis

Kochasz go. Ufasz mu. Dlaczego więc się boisz?

Dwadzieścia lat temu Dennis Danson został aresztowany i trafił do więzienia za brutalne morderstwo. Jego historia stała się tematem filmu dokumentalnego, który rozpętał burzę w sieci. Internauci dążą do prawdy i uwolnienia niesłusznie skazanego człowieka.

Mieszkająca w Anglii Samantha ma obsesję na punkcie sprawy Dennisa. Zaczyna korespondować z nim, dając się zwieść jego urokowi i pozornej życzliwości. Wkrótce potem postanawia porzucić dotychczasowe życie, by wyjść za niego za mąż i walczyć o to, by wyszedł na wolność.

Kiedy działania przynoszą zamierzony skutek, Samantha zaczyna odkrywać nowe szczegóły z jego życia, które stawiają niewinność jej męża pod znakiem zapytania.

Jednak jak skonfrontować swoje podejrzenia, jak porozmawiać o tym z mężem, skoro nie chce się poznać prawdy?

„Z wielką przyjemnością przeczytałam tę książkę! Mroczna, frapująca i pełna zwrotów akcji fabuła wciągnęła mnie totalnie i nieustannie zaskakiwała! Daję pięć gwiazdek”.

C. J. Tudor, autorka Kredziarza

Amy Lloyd studiowała język angielski i kreatywne pisanie na Cardiff Metropolitan University. Jej debiutancka powieść Niewinna żona, zdobyła główną nagrodę w konkursie Daily Mail Bestseller Competition i tuż po wydaniu trafiła na listę bestsellerów „Sunday Times”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 349

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Prolog

DZIEWCZYNĘ ZNALEZIONO siedemdziesiąt sześć godzin po zgłoszeniu jej zaginięcia.

Koniuszki palców usunięto nożycami do kabli z zamiarem ukrycia DNA sprawcy, którego tkanki znalazły się pod paznokciami ofiary, gdy przeciągnęła nimi po jego skórze. Ciało zostało przeniesione tuż po śmierci; miejsce, gdzie ją zabito, musiało być na tyle odosobnione, żeby spokojnie można było dokonać brutalnego ataku, a następnie okaleczyć zwłoki.

Ciało Holly Michaels porzucono w ciemnych wodach rzeki w północnej części hrabstwa Red River na Florydzie, piętnaście kilometrów od jej domu.

Na zdjęciach z miejsca zbrodni leżała twarzą do ziemi. Dzięki temu Samancie łatwiej było znieść ten widok, kiedy pierwszy raz je przeglądała, siedząc samotnie w nieoświetlonym salonie w jednym z szeregowców w Bristolu. Z początku uznała te zdjęcia za nieprzyzwoite. Nie tyle raził ją widok rozlanej krwi, farbującej delikatne blond włosy Holly, ile fakt, że dziewczyna była naga od pasa w dół. Miała ochotę nakryć ją kocem, by chronić jej intymność.

Z czasem przestała wzdrygać się na jej widok. Im częściej przeglądała fora internetowe, na których pojawiało się to zdjęcie, tym mniej zwracała uwagę na ciało, woskowatą bladą skórę i ciemne plamy krwi, a bardziej na znajdujące się wokół niego szczegóły. Teraz jej wzrok skupiał się na brzegach zdjęcia, na kawałku ziemi zakreślonym czerwoną linią. Samantha zmrużyła oczy. Tam był odcisk czyjejś stopy. Jednak z dyskusji na forum wynikało, że w aktach sprawy nie było żadnej wzmianki o śladach stóp ani ich zabezpieczeniu. Czy ten ślad został celowo pominięty podczas śledztwa? Przeoczono go? A może to zdeformowany odcisk stopy któregoś z policjantów Red River, który naruszył miejsce zbrodni? Debatowano do późna w nocy. Samantha nie wiedziała, w co ma wierzyć. Jednego była pewna: cokolwiek się stało, prawdziwy sprawca przebywa na wolności.

Jej obsesja zaczęła się osiemnaście lat po ukazaniu się pierwszego filmu dokumentalnego.

– Słuchaj, wiem, że to nie w twoim guście, ale spodoba ci się. To coś niewiarygodnego. Oszalejesz, gdy to zobaczysz – powiedział jej chłopak, Mark, patrząc w ekran monitora.

Samantha siedziała na łóżku obok niego w pokoju, w domu rodziców, z którymi wciąż mieszkał. W miarę rozwoju historii na ekranie wszystko wokół zaczęło się rozmywać. Całą jej uwagę skupił chłopiec w zbyt dużym garniturze siedzący przed kamerą. Zmieszany mrugał błękitnymi oczami – wyglądał na samotnego i przestraszonego. Jego widok sprawiał jej ból – tak piękny młodzieniec w tak obskurnej sali, z oświetloną ostrym światłem twarzą, z której bił wielki smutek. Dennis Danson, niespełna osiemnastoletni chłopiec, sam w celi śmierci.

Kiedy film się skończył, czuła niedosyt – chciała więcej, pragnęła odpowiedzi.

– A nie mówiłem – rzekł Mark. – Wiedziałem, że oszalejesz.

Wkrótce Dennis zajmował jej myśli za dnia, a nocą nawiedzał ją w snach, zawsze zbyt daleko, by mogła z nim pomówić, objąć go, wymykał się jej palcom.

Dołączyła więc do grup internetowych, oddanych fanów, którzy analizowali każde zdjęcie, zeznanie świadka, protokół sądowy, raport śledczego i alibi. Debatowali nad drobnymi szczegółami, aż Samantha czuła się tym wszystkim zmęczona. Mimo to nie mogła przestać i szukała prawdy, która mogłaby wynagrodzić wszystkie jego krzywdy.

Istniały podgrupy, które zawzięcie broniły swoich teorii.

Wśród podejrzanych byli ojczym Holly oraz przestępcy seksualni mieszkający na placu kempingowym na obrzeżach miasta. Łączono tę sprawę z innymi niewyjaśnionymi morderstwami w Stanach, co podsuwało obraz złego wędrowca, kierowcy ciężarówki, którym kierowały mroczne fantazje, mężczyzny prowadzącego nocne życie i zabijającego w pojedynkę. Była też grupa wierząca w teorię spiskową. Jej przedstawiciele uważali, że cała policja z Red River kryje klikę miejscowych pedofilów, którzy mają na gliniarzy jakiegoś haka.

Samantha uważała, że sprawa jest o wiele prostsza. Na tydzień przed morderstwem pod szkołą kręcił się jakiś niski mężczyzna. Zatrzymywał przechodzące dzieci, pytając je o godzinę. Mówił, że zgubił zegarek i prosił, by pomogły mu go poszukać, obiecując w zamian nagrodę. Jakaś matka, która odbierała swoich synów, podeszła do niego i później powiedziała policji, że gość wydał jej się podejrzany: podczas rozmowy zachowywał się dziwnie i unikał jej wzroku. Nikt z miejscowych go nie znał, a gdy wezwano policję, facet zniknął bez śladu.

Pojawienie się tego mężczyzny sprawiło, że rodzice poczuli się zaniepokojeni, a nauczyciele każdego ranka i popołudnia pełnili dodatkowe dyżury przy wejściu do szkoły. Ponieważ nic wielkiego się nie stało, policja sporządziła raport i schowała go do szuflady. Nie popełniono żadnego przestępstwa, a mężczyzna więcej nie pojawił się przy szkole. Tydzień później zgłoszono zaginięcie Holly.

Na forach mówiono o nim „Niski Mężczyzna”. Policja ponownie przesłuchała matki i sporządziła szkic Niskiego Mężczyzny, który opublikowano w gazecie i rozwieszono na mieście. Jednak poszukiwanie nie przyniosło żadnych skutków – nie było podejrzanych ani poszlak. W końcu policja całkowicie zamknęła ten wątek śledztwa i najwyraźniej będąc pod presją, by kogoś aresztować, skupiła się na innych plotkach.

Mimo to fora podążały za teorią Niskiego Mężczyzny, porównując zdjęcia przestępców seksualnych niedawno aresztowanych ze szkicem sporządzonym przez policję. Samantha obsesyjnie czytała te wątki, podziwiając umiejętności śledcze forumowiczów, to, jak potrafili dostrzec wskazówki przeoczone przez policję i na ich podstawie stworzyć historie, które wydawały się tak prawdziwe i wiarygodne, że wręcz oczywiste. Były też inne fora, dotyczące innych spraw, innych ofiar. Były inne filmy dokumentalne, podcasty i programy telewizyjne, ale film Fałszowanie prawdy: Morderstwo Holly Michaels był jedynym, który przemawiał do tak szerokiego grona, przyciągnął uwagę wielu ludzi i wrył im się w pamięć. Samantha czytała wszystko, co znalazła w internecie, podpisywała petycje żądające dopuszczenia nowych dowodów w sądzie (odcisk stopy, zeznanie członka rodziny w sprawie alibi ojczyma), no i znalazła fora, które teraz obsesyjnie przeglądała. Ich użytkownicy pragnęli prawdy, kierowała nimi chęć uwolnienia człowieka, który padł ofiarą poważnej pomyłki sądowej. Fani czuli głęboką więź z Dennisem. Po części dlatego, że od czasu, gdy został aresztowany, przez te wszystkie lata w więzieniu z zagubionego osiemnastolatka zmienił się w mężczyznę. W jasnym, białym kombinezonie wyglądał niemal jak święty. Łagodny jak mnich, z rękami i stopami zakutymi w łańcuchy, jakby odbywał jakąś pokutę. Choć nigdy nie przyjął wyroku i niezmiennie podkreślał swoją niewinność, był spokojny. „Nie chcę myśleć o tym w kategoriach walki” – mówił pod koniec dokumentu. „Walka wykańcza, walka doprowadza do ruiny. Radzę sobie z tym i dopnę swego”. Kiedy jego postać zniknęła z ekranu, Samantha poczuła ucisk w dole brzucha. Obezwładniona bezradnością, poczuła, jak przygniata ją niesprawiedliwość całego świata, i zaczęła szlochać.

Odnosiła wrażenie, że rozumieją ją jedynie ludzie z forów internetowych. Oni też poczuli tę samą niemoc, gdy wiele lat temu pierwszy raz obejrzeli Fałszowanie prawdy, i przyjęli Samanthę do swojej społeczności. Niektórzy pytali sarkastycznie: „A ty skąd się urwałaś? Witamy w 1993 roku”. Jednak ogólnie rzecz biorąc, czuła się tam dobrze i udzielała się na forum, na tablicy z wątkami ogólnymi dzieliła przemyśleniami i uczuciami, nie tylko w sprawie Dennisa, ale też w kwestiach dotyczących swojego życia osobistego. To właśnie do tych ludzi się zwróciła, gdy odszedł Mark. Któregoś dnia po powrocie do domu nie znalazła jego rzeczy, żadnego listu, tylko szczoteczkę do zębów obok jej własnej w kubku na umywalce. Jedna obok drugiej.

Członkowie forum pocieszali ją, podawali jej swoje namiary na Skypie, gdyby chciała pogadać, powtarzali, że na to nie zasłużyła. Miała tylko ich.

Większość członków grupy to byli Amerykanie, ale nie brakowało też Brytyjczyków, którzy czasami organizowali różne spotkania i wydarzenia. Ale to głównie Amerykanie inicjowali dyskusje i organizowali protesty. Dennisowi dwukrotnie wyznaczono datę egzekucji i za każdym razem członkowie tych forów gromadzili się przed sądem okręgowym w Red River i więzieniem w Altoona, protestując i rozmawiając z przedstawicielami mediów, by zwiększyć świadomość społeczeństwa. Koczowali w namiotach, rozdawali ulotki informacyjne i zbierali podpisy pod petycjami, dopóki na ulicach nie zebrała się inna grupa, z transparentami głoszącymi: „MORDERCA” i „GDZIE UKRYŁEŚ CIAŁA?”. Obie grupy przekrzykiwały się, aż przy krawężnikach po obu stronach ulicy postawiono barierki, by je oddzielić. Pośrodku stali policjanci z neutralnym, obojętnym wyrazem twarzy.

Gdy zawieszono wykonanie wyroku, media krajowe opublikowały zdjęcia płaczących i obejmujących się członków grupy. Samantha przeglądała posty na blogach oraz wątki dotyczące protestów i pisała do Brytyjczyków na ich prywatnych forach o tym, jak bardzo chciałaby być częścią czegoś równie niesamowitego, dodając przy tym, że trudno byłoby jej żyć tak daleko od domu.

„Oni tak naprawdę nic nie zrobili” – odpisał jej jeden z członków. „Tak działa system w Stanach. Ludzie spędzają w celi śmierci czterdzieści lat, a do egzekucji nigdy nie dochodzi. Tak więc czy oni naprawdę mu pomogli? Nie sądzę”.

Samantha odnosiła wrażenie, że brytyjscy członkowie forów traktowali sprawę mniej poważnie niż ich amerykańscy odpowiednicy. Że dla nich to było coś w rodzaju hobby. Podczas jednego ze zlotów odwiedzili muzeum London Dungeon, pełne krwawych figur woskowych wykrzywionych w bólu i wiecznych mękach, pordzewiałych średniowiecznych narzędzi tortur, gdzie z głośników wydobywa się zapętlone nagranie przeraźliwych krzyków. Gdy piszczeli ze strachu i śmiali się, poczuła, że do nich nie pasuje. Miała wrażenie, że bardziej interesuje ich patologiczny charakter tej sprawy niż czynnik ludzki. Uznała, że dla nich Dennis nie jest nawet realną postacią. Nie wzbudzał w nich takiego cierpienia jak w niej. Mieli w sobie ten brytyjski cynizm, obrzydliwy brak emocjonalnego zaangażowania, który sprawiał, że Samantha miała ochotę się od nich zdystansować. Czuła się lepiej, gdy otaczali ją ludzie, którzy łączyli się z nią w bólu i odczuwali potrzebę, żeby coś zrobić.

Amerykańscy członkowie forum byli jej najbliższymi przyjaciółmi od lat. By móc z nimi pogadać, przesiadywała do późna w nocy w łóżku z laptopem na kolanach. Wielu z nich korespondowało z Dennisem i zamieszczało w internecie jego odpowiedzi. Samancie ta zażyłość wciąż wydawała się dziwna. Minęło wiele miesięcy, zanim sama napisała do niego list, i dodatkowych kilka tygodni, zanim zdecydowała się go wysłać.

29 stycznia

Drogi Dennisie,

mam na imię Samantha. Jestem trzydziestojednoletnią nauczycielką z Anglii i wiem, że jesteś niewinny. Czuję się dziwnie, pisząc do Ciebie. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nigdy nie pisałam do kogoś, kogo nie znam osobiście. Zdaję sobie sprawę, że ludzie ciągle do Ciebie piszą te same słowa w stylu „Twoja historia naprawdę mną wstrząsnęła” czy „Nie mogę przestać o tym myśleć”, ale Twoja historia naprawdę mnie poruszyła i naprawdę nie mogę przestać o niej myśleć. Jest tyle osób, które pragną Ci pomóc, Dennisie. Wszyscy tu ciężko pracują nad tym, by dowieść Twojej niewinności. Chciałabym jakoś pomóc, ale nie wiem jak. Jeśli jest coś, co mogłabym dla Ciebie zrobić, proszę, daj mi znać. Nawet jeśli to coś małego; zrobię, co w mojej mocy.

To dziwne uczucie wiedzieć tyle na Twój temat, kiedy ty nie wiesz nic o mnie. Pozwól więc, że powiem Ci kilka słów o sobie, by choć trochę wyrównać proporcje. Mieszkam sama; moja babcia zmarła trzy lata temu i zostawiła mi w spadku swój dom, więc teraz moja matka nienawidzi mnie jeszcze bardziej (jeśli to w ogóle możliwe).

Podobnie jak Ty, jestem swego rodzaju czarną owcą w rodzinie. Mam nadzieję, że to nie zabrzmiało źle. Chodzi mi o to, że ludzie nas nie rozumieją, bo się od nich różnimy, a nie dlatego, że zrobiliśmy coś złego. Babcia zawsze mnie rozumiała, tak naprawdę była dla mnie jak matka i jeszcze nie pogodziłam się z jej odejściem. Może właśnie dlatego Twoja historia tak bardzo do mnie przemawia. Od niedawna znów jestem singielką (po nieprzyjemnym rozstaniu) i nienawidzę swojej pracy. Czasami budzę się wcześnie rano i nie mogę się ruszyć. Po prostu leżę, marząc o tym, by przez cały dzień niebo miało ten sam atramentowy kolor. Pewnie uznasz, że jestem zbyt wylewna, ale cieszę się, że w końcu mogłam to komuś opowiedzieć.

Zrozumiem, jeśli nie odpiszesz na mój list. Pewnie dostajesz ich wiele. Ja tylko chciałam Ci powiedzieć, że my tutaj wszyscy myślimy o Tobie. Z niecierpliwością czekamy na ten nowy film dokumentalny: może to głupio zabrzmi, ale jak tylko o nim usłyszałam, znów poczułam nowy przypływ nadziei, niemal pewność, że tym razem uda się ponownie rozpatrzeć Twoją sprawę. A Ty się cieszysz? (Wybacz, jeśli to głupie pytanie).

Mam nadzieję, że się odezwiesz. Twoje listy do innych są zawsze pełne troskliwości (ludzie publikują je w internecie, gdyż chcemy wiedzieć, że mimo wszystko jakoś sobie radzisz). Jeśli chcesz, znowu do Ciebie napiszę.

Pozdrawiam

Samantha

Nie wspomniała o tym nikomu, na wypadek gdyby nigdy nie dostała odpowiedzi. A kiedy wreszcie odpisał, nie pochwaliła się na forum, bo nie miała pewności, czy ten list wydał jej się inny tylko dlatego, że był do niej, czy rzeczywiście różnił się od tych wszystkich, które czytała w sieci.

14 kwietnia

Droga Samantho,

przepraszam, że tak późno odpisuję. Masz rację, dostaję mnóstwo listów i przeczytanie ich trochę mi zajmuje. Ale choć mam dużo czasu, nie odpisuję każdemu. Twój list w pewien sposób się wyróżniał. Przykro mi słyszeć, że jesteś samotna. Mnie też doskwiera to uczucie. Carrie opowiada mi o wsparciu ludzi w internecie i jest to dla mnie wielkim pocieszeniem. Czasem trudno jest mi to pojąć.

Kiedy chodziłem do szkoły, na lekcjach informatyki wpisywaliśmy do komputera współrzędne i to powodowało, że robot poruszał się po klasie. Robił to bardzo wolno. Chyba miał udawać żółwia. Pewnego dnia wróciliśmy do klasy po przerwie, a on był zepsuty. Nauczycielka nawet nie spytała, czyja to sprawka. Od razu wywołała moje imię. Nie zrobiłem tego, ale wszyscy tak myśleli.

Widzisz, a jednak jest coś, czego o mnie nie wiedziałaś. Nikomu o tym nie pisałem. Dziwnie się czuję, mając świadomość, że wszyscy tak dobrze mnie znają. Chyba wiedzą o mnie więcej niż ja sam.

Dzięki za propozycję, ale w sensie finansowym niczego nie potrzebuję. Carrie – wciąż o niej wspominam, ale nie jestem pewien, czy wiesz, o kim mowa; jest współproducentką i reżyserką tego dokumentu, a przy okazji dobrą przyjaciółką – odwiedza mnie tutaj i zaopatruje. Jestem szczęściarzem, mając kogoś takiego. Niektórzy osadzeni nie mają nikogo. Odpowiadając na Twoje pytanie, cieszę się na ten nowy materiał filmowy, ale już kiedyś miałem wielkie nadzieje, a później doznałem wielkiego rozczarowania. Tak więc próbuję zachować spokój i opanowanie.

Chciałbym, żebyś jeszcze się do mnie odezwała. Podoba mi się, jak piszesz. To takie urocze. Niektóre listy bywają dziwne. Pewnie wiesz, o co mi chodzi. Chciałbym dowiedzieć się o Tobie więcej. Proszę, pisz, jeśli masz ochotę. Poleć mi jakieś książki do czytania – to zawsze pomaga. Nie musisz mi ich wysyłać. Mogę je sobie zorganizować.

Mam nadzieję, że wkrótce otrzymam od Ciebie jakąś wiadomość, Samantho. List od Ciebie sprawił, że ten ponury dzień stał się jaśniejszy.

Wszystkiego dobrego

Dennis

Przeczytała ten list jeszcze raz. Wyznał jej coś, czego nigdy nikomu nie mówił. To było tak, jakby dał jej kawałek siebie. Nosiła ten list ze sobą wszędzie. Za każdym razem gdy poczuła się samotna, wyjmowała go i czytała. Z każdym następnym listem samotność coraz bardziej ustępowała. To było jak zakochanie, bardziej intensywne niż kiedykolwiek wcześniej. Żadnego udawania, że nie miało się czasu na odpowiedź, silenia się na powściągliwość ani zastanawiania się, czy liczba całusów na końcu wiadomości jest właściwa. W tej relacji czuła się naturalnie, po prostu dobrze.

9 października

Drogi Dennisie,

teraz czuję podekscytowanie za każdym razem, gdy słyszę dźwięk otwieranej skrzynki na listy albo gdy po powrocie do domu znajduję kopertę na wycieraczce. Czy to nie żałosne? Ja wprost uwielbiam czytać listy od Ciebie. Mimo to wiem, że starasz się być dla mnie miły. Tamto moje zdjęcie nie jest jakieś super, ale to najbardziej aktualne, jakie mam, spośród tych, na których w miarę przyzwoicie wyglądam. Wielu ludzi uwielbia się fotografować (to się nazywa „selfie”, fuj), ale ja wprost nienawidzę. Kiedyś tak nie było. Nie chodzi o to, że dawniej uważałam się za jakąś piękność czy coś w tym rodzaju, ale mój były chłopak sprawił, że teraz mam na ich punkcie jakąś paranoję. Nawet nie wiedziałam, że tylu rzeczy w sobie nie znoszę, dopóki mi ich nie wytknął.

Znowu to robię – użalam się nad sobą! Już przestaję. Po raz kolejny przesunęli termin zdjęć? Pewnie Cię to frustruje. Niech wreszcie się do tego wezmą. Im szybciej, tym lepiej. Wiem, że podchodzisz do tego ostrożnie, ale ja tak nie muszę, ja mogę podejść do tego z pełną wiarą za nas oboje.

Noce tutaj stają się coraz dłuższe. Dawniej o tej porze roku najtrudniej było być samej, ale teraz nie czuję się już taka samotna, wiedząc, że jesteś, i czekając na Twoje listy. Tak dobrze mieć kogoś, z kim mogę być szczera. Kiedy jestem w szkole, muszę cały czas udawać, że jestem silna, bo inaczej dzieciaki zachowują się jak zdziczałe psy. To takie męczące. Nie mam za dobrych kontaktów z innymi nauczycielami. Każdy ma rodzinę, dzieci i patrzy na mnie, jakby coś ze mną było nie tak, bo jestem inna niż oni. Nie mogłam im powiedzieć, że ze sobą korespondujemy, bo i tak by tego nie zrozumieli. Jednego dnia zauważyłam, że któreś z nich czyta tę książkę o Tobie i Twojej sprawie – Kiedy rzeka robi się czerwona, autorstwa Eileen Turner – i o mały włos nie wypaliłam: „Znam Dennisa Dansona! Pisujemy do siebie co tydzień!”, ale wiedziałam, że zaczną plotkować na ten temat.

Poza tym to nawet fajnie, że ludzie nie wiedzą.

Ściskam

Samantha

25 października

Samantho,

Twój były chłopak to chyba idiota. Jesteś piękna. Gdybym był Twoim chłopakiem, nie byłbym na tyle głupi, by pozwolić Ci odejść. Powiesiłem Twoje zdjęcie na ścianie. Tak pięknie się uśmiechasz. Kiedy na Ciebie patrzę, trudno mi samemu się nie uśmiechnąć.

Przeczytałem Kiedy rzeka robi się czerwona. Eileen wciąż do mnie pisze. Dziwnie było tak czytać o sobie. Nie widziałem Fałszowania prawdy, ale z tego, co mówi Carrie, film podchodzi do sprawy dość wszechstronnie, podczas gdy książka Eileen ma charakter bardziej sensacyjny. Czasami nie rozpoznawałem w niej siebie. Brzmiałem w niej jakoś dziwnie.

Tak, frustruje mnie ta sprawa z nowym serialem, ale Carrie twierdzi, że to wszystko dla mojego dobra. Zanim zaczniemy kręcić, trzeba pokonać jakieś przeszkody prawne, no ale jestem już po spotkaniach z nowymi prawnikami, które pozwalają mi mieć nadzieję, że moja sprawa zostanie ponownie rozpatrzona w ciągu następnych dwunastu miesięcy. Wszystko toczy się tak wolno. Każdy dzień tutaj jest jak tydzień. Dziś z powodu deszczu nie mogłem wyjść na zewnątrz i znowu boli mnie głowa. Czytałem Twoje listy wielokrotnie, a kiedy je czytam, czuję się mniej samotny, jakbyś była tuż obok.

Przyznaję, że zaczynam Cię lubić. Jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką, Samantho. Nic na to nie poradzę. Też z niecierpliwością wypatruję Twoich listów. Każdego tygodnia szukam Twojego wśród wszystkich, które mi dostarczają, a kiedy go znajduję, serce zaczyna mi mocniej bić. Chyba nie powinienem Ci tego mówić. Martwię się, że będę dla Ciebie jedynie ciężarem, Samantho. Że to zobowiązanie, by co tydzień do mnie pisać, to zbyt wiele. Że nasza przyjaźń sprawia, iż stałaś się bardziej samotna albo tajemnicza. Jestem jednak zbyt samolubny, by przestać. Dzięki Tobie wszystko staje się łatwiejsze do zniesienia. Nie mogę Ci niczego obiecać. Zasługujesz na kogoś lepszego. Boję się, że wkrótce to do Ciebie dotrze i o mnie zapomnisz.

Ściskam

Dennis

13 stycznia

Dennisie,

nie mów tak. Nigdy. Kocham cię. Jesteś wszystkim, czego pragnę. To, że w tej chwili jesteśmy daleko od siebie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jestem szczęśliwa. Myślałam jednak nad tym, żeby Cię odwiedzić, jeśli oczywiście zechcesz mnie przyjąć. Mam jeszcze sporo pieniędzy z tego, co odziedziczyłam po babci, a tutaj nic mnie nie trzyma. Oszczędzałam te pieniądze na coś wyjątkowego, a teraz nic bardziej się dla mnie nie liczy niż Ty. Nadeszła pora, bym wreszcie przestała marnować życie na snucie marzeń i przeszła do działania. Wiem, że się ze mną nie zgodzisz, ale nie przyjmuję tego do wiadomości. Wiem, co jest dla mnie najlepsze. Już podjęłam decyzję, mogę wyjechać nawet w przyszłym miesiącu. Powiedz tylko słowo.

Z wyrazami miłości

Twoja Samantha

24 stycznia

Samantho,

na samą myśl, że mógłbym Cię zobaczyć, zaczynam się uśmiechać. Nie mogę usiedzieć na miejscu. Drepczę tam i z powrotem. Na spacerniaku biegałem w kółko, aż się za mną kurzyło. Strażnicy śmiali się i wszyscy uznali, że musisz być wyjątkowa. Nikt dotąd nie widział mnie w takim stanie. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale podałem Carrie Twoje nazwisko i adres. Będzie kręcić film w okolicach Red River gdzieś z początkiem kwietnia i byłoby fajnie, gdybyście się spotkały. Przynajmniej ona się Tobą zaopiekuje, skoro ja nie mogę.

Oczywiście, że rozkocham się w Tobie, gdy Cię zobaczę. Martwi mnie, że to Ty mnie nie pokochasz. Zmieniłem się. Zaniedbałem. Ale pracuję nad tym – dla Ciebie. Postarzałem się. Ludzie chyba o tym zapominają. Niektórzy wciąż piszą do osiemnastolatka, którym kiedyś byłem. Piszą listy miłosne. Możesz sobie wyobrazić? No i nie chcę, żebyś doznała szoku na widok mnie zakutego w łańcuchy. Każą nam je nosić, gdy opuszczamy cele. Twierdzą, że to ze względów bezpieczeństwa, ale, no cóż, to upokarzające.

Nie będę naciskał. Przyjedź, gdy będziesz gotowa. Przyjedź, gdy będzie tu Carrie. Ale przyjedź. Ja też Cię potrzebuję. Kocham Cię.

Z wyrazami miłości

Twój na zawsze

Dennis

Temat: Dennis!

Samantho!

Tutaj Carrie, przyjaciółka Dennisa. Dennis podał mi Twój adres, ale uznałam, że łatwej będzie Cię namierzyć online. Fajne te nagie fotki! Żartowałam, niczego dziwnego nie znalazłam. Tak czy inaczej, Dennis CIĄGLE o Tobie gada. Już mam dosyć słuchania na Twój temat! Nieee! Szczerze? Od lat nie widziałam go w takim stanie. Dzięki Tobie i temu serialowi jest teraz całkowicie innym człowiekiem.

Mówił mi, że przyjeżdżasz z wizytą i że chce, żebym to JA była Twoim przewodnikiem! Będzie mi bardzo miło towarzyszyć Ci podczas pobytu w Stanach. Przez większość dni będę wprawdzie na planie filmowym, ale pomyślałam, że możesz do nas dołączyć, jeśli masz ochotę. Będziemy w okolicach Red River nagrywać wywiady, podążać za tropami, świadkami i takie tam. Słyszałam, że jesteś wielką fanką naszego filmu dokumentalnego (dzięki!), więc może chciałabyś się zaangażować.

Daj mi znać. Przyjaciele Dennisa są moimi przyjaciółmi. Jeśli potrzebujesz rady w sprawie tego, gdzie zanocować, gdzie się stołować i czego unikać jak ognia – wal jak w dym.

Do zobaczenia wkrótce!

Carrie

Zabukowała lot, nie czekając, aż zmieni zdanie. Kiedy wyjechała, nikt nawet nie zauważył jej zniknięcia.

ALTOONA

Rozdział 1

WIĘZIENIE BYŁO PRZEPASTNYM OHYDNYM budynkiem zbudowanym z szarego betonu, ogrodzonym siatką z drutu ostrzowego. Po drodze Sam minęła tablicę wbudowaną w duży kamień z napisem „Departament Więziennictwa, Zakład Karny w Altoonie”. Z kolei pod sklepieniem jak z czołówki filmów Disneya widniał napis z plastikowych liter: ZAKŁAD KARNY W ALTOONIE. Kilka palm rosnących na terenie kompleksu sprawiało, że miejsce bardziej przypominało plan filmowy niż prawdziwe więzienie.

Gdy otworzyła drzwi wypożyczonego SUV-a, poczuła na skórze gorące i wilgotne powietrze. Okulary jej zaparowały, a ona zwymiotowała na żwirową drogę. Za każdym razem gdy opuszczała rześkie klimatyzowane wnętrze samochodu, miała poczucie, że się dusi, tonie, a włosy kleiły się do jej skóry, przywierając do szyi jak macki.

Tak naprawdę nie miała czym zwymiotować. Nic nie jadła, odkąd wyleciała z Heathrow poprzedniego dnia, nie licząc batonika zbożowego, który kupiła w motelowym automacie w środku bezsennej nocy, gdy poczuła ssanie i ucisk w żołądku. Teraz na treść żołądkową składała się jedynie mieszanka żółci i kawy. Miała przy sobie miętówki, które zabrzęczały w pudełku, gdy wzięła je do ręki. Jeszcze raz przejrzała się w lusterku. „Może jestem jedną z tych osób, które uważają się za brzydkie, a w rzeczywistości są piękne, tylko tego nie dostrzegają” – pomyślała. Z powrotem uniosła osłonkę przeciwsłoneczną i powiedziała do siebie: „Dysmorfia. Chciałabyś!”. Po czym pokręciła głową, żeby odpędzić te złe myśli.

Zaparkowała i ruszyła w kierunku strzeżonego wejścia. Na moment przystanęła, myśląc, czyby nie zawrócić. W ciągu ostatniej doby zmieniała zdanie jakieś milion razy. Wszystko wydawało się nierealne do momentu, kiedy za drzwiami terminalu lotniska uderzyła ją masa gorącego powietrza. To był błąd, powtarzała sobie, straszny i kosztowny błąd. Ich listy były jedynie czymś w rodzaju wspólnego szaleństwa – dwoje ludzi tak bardzo liczących na coś lepszego, niż sobie wyobrażali.

Przekroczywszy próg zakładu, wręczyła strażnikowi przepustkę i dokument tożsamości. Przechodząc przez wykrywacz metalu, patrzyła, jak skaner prześwietla jej torebkę. Przez krótką chwilę znów miała ją w ręku, ale jakiś mężczyzna zabrał ją, w zamian ofiarując bilecik z numerkiem, jakby była w teatrze i oddawała płaszcz do szatni. Jakaś strażniczka zrobiła jej rewizję osobistą; inna przykleiła jej numerek na piersi. Delikatnie popychając i nie mówiąc do niej więcej niż słowo czy dwa, skierowano ją do podłużnego dusznego pomieszczenia, w którym cichutko szumiał wentylator. Do podłogi przytwierdzone były zielone plastikowe krzesła; Samantha zajęła pierwsze wolne z brzegu. Przed sobą miała szybę z grubego szkła z dziurkami na wysokości ust, mały blat przypominający biurko i parawany po obu stronach. Odwiedzający – niemal wyłącznie płci żeńskiej – nie rozmawiali ze sobą ani nawet na siebie nie patrzyli. Spojrzała przez plastikowe okienko; po drugiej stronie było pusto, nie licząc strażnika stojącego pod ścianą, który wpatrywał się we własne buty.

Po prawej stronie znajdowały się drzwi, a nad nimi lampka oprawiona w kratę. Przez sekundę zastanawiała się po co, ale zaraz przypomniała sobie, gdzie się znajduje i jaka przemoc związana jest z tym miejscem. Ludzie są tu tak niebezpieczni, że nawet lampy trzeba chować w klatkach, krzesła mocować do podłogi, a szkło musi być kuloodporne.

Gdy odezwał się brzęczyk, lampka zapaliła się na czerwono, a strażnik poderwał się z miejsca; rzucił okiem na Samanthę, a ona posłała mu uśmiech, którego nie odwzajemnił. Przypomniała sobie koncert zespołu Take That, na którym była jako nastolatka, gdy z koleżanką, trzymając się za ręce, przeżywały – „Oddychamy tym samym powietrzem co Robbie!”. Powietrze, gdzieś poza zasięgiem jej wzroku, wypełniło się obecnością Dennisa. Do sali zaczęli wchodzić osadzeni, z kajdanami na rękach i nogach, zgodnie z tym, jak Dennis opisywał w liście. Ciarki jej przeszły po plecach; odnosiła wrażenie, jakby wszystko odpływało. Pomyślała, że ucieknie, i spojrzała za siebie na ciężkie metalowe drzwi, którymi weszła – były zamknięte. Zrozumiała, że jest w pułapce i że aby stąd wyjść, musi przez to wszystko przejść. Wkrótce będzie po wszystkim, dodawała sobie otuchy, patrząc na mężczyzn wchodzących do sali jeden po drugim.

I nagle go ujrzała. Wyglądał inaczej niż pozostali, jakoś tak łagodniej. Zauważyła, że przybrał na wadze, co na chwilę sprawiło, że poczuła się lepiej. Odwrócił głowę, a ona ujrzała jego profil, rysy twarzy i kości policzkowe. Miał okulary w pozłacanych oprawkach, z przyciemnionymi szkłami, tak że gdy odbijało się w nich światło, nie mogła dostrzec jego oczu. Gdy ją zobaczył, uśmiechnął się, a ona pomachała mu niezgrabnie wiotką ręką i od razu tego pożałowała.

Wcisnęła dłonie między kolana. Jego kostki zakute były w łańcuchy, więc posuwał się małymi kroczkami, jak ktoś, kto porusza się w kompletnym mroku.

Stanąwszy przy okienku, zatrzymał się i wzruszył ramionami.

– To uwłaczające – stwierdził.

– Przepraszam?

– Za co?

– Nie dosłyszałam – wyjaśniła Sam, odgarniając włosy z twarzy.

– Powiedziałem, że to upokarzające – powtórzył, siadając, a łańcuchy pobrzękiwały, gdy kładł dłonie na stole. – Uwiązany jak pies.

– Och. Daj spokój. Nie wierzę, że to naprawdę…

– Wiem.

Siedzieli w ciszy.

– Dziwne, co nie? – zagadnęła Sam.

– Co?

– No to.

– Taaa.

Spojrzała na niego i doznała wrażenia, że ma przed sobą kogoś obcego, kogoś, kogo nie zna. Poczuła się naga, oblał ją zimny pot i miała ochotę odwrócić się i uciec. Jednak po chwili uczucie to minęło i tylko dzwoniło jej w uszach, jakby właśnie dostała od kogoś w twarz. Dennis uśmiechnął się, a ona odwzajemniając uśmiech, zakryła usta i chrząknęła.

– Przepraszam. Nieczęsto umawiam się na randki – powiedział.

Sam roześmiała się z wdzięcznością.

– Prawdę mówiąc, ja też nie.

– Kiedy przyleciałaś?

– Wczoraj – odparła, przypominając sobie pierwszy łyk powietrza na lotnisku na Florydzie. Chwilę, kiedy to wszystko nagle stało się aż nazbyt realne.

– Jak podróż?

– W porządku. Ciągle cię karmią, żebyś nie umarł z nudów.

– To tak jak tutaj.

To ciepło, które biło z jego listów, jakby prysło. Samantha winiła za to siebie.

– Kiedy spotykasz się z Carrie? – spytał.

– Jutro – odrzekła, myśląc o tym, jak Carrie nalegała, by dołączyła do ekipy podczas kręcenia nowego filmu. Nie chciała przeszkadzać, wchodzić im w drogę, ale kiedy Carrie drążyła temat i spytała o to, jak zamierza spędzać czas wolny, Samantha nie umiała odpowiedzieć.

– Będziesz nią zachwycona.

Poczuła ukłucie zazdrości i już wiedziała, że wciąż to czuje, że wciąż go kocha.

– Wydaje się bardzo miła. – Wykrzywiła usta w uśmiechu, nie odkrywając zębów, które jej zdaniem były za małe. A może to dziąsła były za duże?

– Bo taka jest. Wiesz, niewiele osób mnie odwiedza. Carrie stara się przyjeżdżać jak najczęściej, ale mieszka tak daleko i… – Dennis przerwał i po tym niedokończonym zdaniu na chwilę zapadła cisza, po czym Samantha poczuła, jak słowa same wychodzą jej z ust.

– To moja wina. Jestem nieśmiała, w głowie mam kompletną pustkę i nie wiem, o czym rozmawiać, bo wszystko wydaje się nieważne. Czuję się jak skończona idiotka. Tu jest tak gorąco, jestem zmęczona po podróży samolotem. To nie chodzi o ciebie. To wszystko przeze mnie, przepraszam.

Dennis spojrzał na nią zdumiony i zaskoczony.

– Nie jesteś idiotką. I wiesz, że cię kocham. Przecież wiesz o tym.

W tym momencie poczuła, jak nagle coś w niej pękło.

– Ja też cię kocham.

– Masz tu coś – powiedział, pokazując na swój prawy policzek. – O tu. – Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i odprężyła się.

– Dziękuję.

Atmosfera trochę się rozluźniła. Dennis z ekscytacją opowiadał o dodatkowych wizytach, jakie ostatnio mu złożono, o nowych prawnikach w garniturach szytych na zamówienie i ich zindywidualizowanych strategiach. O nowym serialu, Chłopak z Red River, i o Netflixie, który dla niego był jedynie abstrakcją. O nowym reżyserze, Jacksonie Andersonie, autorze hitowej trylogii kinowej, który o wypuszczeniu Dennisa na wolność mówił z taką pewnością, jakby to było coś oczywistego i nieuniknionego. Opowiadał jej o Carrie, o tym, że chce dla filmu jak najlepiej, ale on widzi, że po latach ma dość grania drugich skrzypiec u boku mężczyzny. Jego zdaniem to ona bez wątpienia była zawsze za wszystko odpowiedzialna. Dennis się roześmiał.

– Wkurza ją to, ale wie, że Jackson może doprowadzić ten projekt dalej. Tu liczą się pieniądze i ona ma tego świadomość. Ona i tak jak zwykle wykona całą czarną robotę.

To Jackson sprawił, że nowy serial nabrał większego rozgłosu. Celebryci na Twitterze okazywali swoje wsparcie, ich fani ściągali pierwszy film i zainteresowanie serialem lawinowo wzrastało. Nagle na forach pojawiło się mnóstwo nowych członków. Angelina Jolie nosiła koszulkę ze zdjęciem policyjnym Dennisa i podpisem: #UwolnićDennisaDansona. Było o nim głośno na Twitterze. Nie dowiedziałby się o tym, gdyby nie nagły przypływ listów, których nigdy nie otrzymywał aż tylu. Nie był w stanie ich wszystkich przeczytać.

– Zaczynam myśleć, że to może się udać – wyznał Samancie. – To może być to.

– Ja też w to wierzę – przyznała. – Teraz wie już cały świat. Wszyscy są po twojej stronie. – Zastanawiało ją, jak jeden sędzia mógłby oprzeć się całemu światu. Musiano by wznowić proces.

Zadźwięczał sygnał; ludzie wokół niej zaczęli pochylać się ku sobie i żegnać. Niektórzy przyciskali usta do brudnej szyby, chuchając do swych ukochanych po drugiej stronie. Strażnicy podnieśli głowy.

– Muszę już iść – powiedział.

– Wiem.

– Zobaczymy się w przyszłym tygodniu?

– Oczywiście, Den. Kocham cię.

– Ja ciebie też, Samantho.

Gdy odchodził, mrugała powiekami, powstrzymując napływające do oczu łzy. Cieszyła się, że mogła usłyszeć jego głos, a jednocześnie żal jej było patrzeć, jak odchodzi. Przygładziła sukienkę. Kiedy czekała, aż minie ją tłum wychodzących osób i będzie mogła ustawić się na końcu kolejki, jakaś stojąca za nią kobieta szepnęła jej do ucha:

– Kręcą cię mordercy dzieci, co?

– Słucham? – Samantha odwróciła się z uśmiechem na twarzy, pewna, że się przesłyszała.

– Masz słabość do facetów, którzy zabijają młode dziewczęta. Widziałam, z kim rozmawiałaś.

Kobieta miała kręcone rude włosy, sztywne od lakieru, i koszulkę na tyle luźną, że odsłaniała ramiączko biustonosza. Samantha rozejrzała się za strażnikiem, ale wszyscy byli czymś zajęci.

– Mam rodzinę w Red River i oni wiedzą, co on zrobił. Wiedzą, kim jest, wiedzą więcej, niż dowiesz się z jakiegoś tam filmu. – Kobieta przemawiała tak łagodnym tonem, że nikt nie zwracał na nie uwagi.

– Nie mam zamiaru się z panią kłócić. Chcę po prostu stąd wyjść. – W głosie Samanthy słychać było drżenie, nad którym nie potrafiła zapanować.

– Zdradził ci, gdzie są ich ciała? Tylko tyle chcemy wiedzieć. Niech spoczną w pokoju, niech ich rodziny zaznają ulgi.

Teraz w sali były już tylko one dwie.

– Czy to cię podnieca? O to chodzi?

– Wychodzimy. Czas minął. – Strażnik położył dłoń na jej plecach i delikatnie ją popchnął.

– Suka – rzuciła w końcu kobieta.

Strażnik zabrał dłoń z pleców Samanthy i chwycił kobietę za nadgarstek, po czym z ironicznym uśmiechem na twarzy wyprowadził je obie na zewnątrz.

Rozdział 2

Fragment książki Eileen Turner Kiedy rzeka robi się czerwona

Rodzina Dansonów mieszkała na peryferiach hrabstwa, gdzie resztki cywilizacji ustępowały miejsca terenom porośniętym lasem pierwotnym i bezkresom nieużytków. To był ten rodzaj lądu, który zapadał się po burzy, bagienny teren przy brzegach porosły namorzynami, których korzenie plątały się w wodzie tak czarnej, że pod jej powierzchnią nie można było nic zobaczyć. Dansonowie mieszkali dwie mile od miasteczka, na końcu polnej drogi, która po długotrwałych opadach stawała się niedostępna. Jako mały chłopiec Dennis musiał iść ponad milę każdego dnia, by dotrzeć na przystanek szkolnego autobusu, do którego często wsiadał przemoczony i ubłocony.

Nawet według standardów panujących w Red River Dennis był uważany za biednego, a nauczyciele dość wcześnie zorientowali się, że jest zaniedbany. Choć inteligentny, w szkole często sprawiał wrażenie zmęczonego, miał brudne ubrania albo nie mógł znaleźć książek. Zawiadomiono opiekę społeczną i sprawdzono warunki w domu chłopca. Według pracowników socjalnych „nie nadawał się on do zamieszkania”1. Dennis został powierzony rodzinie zastępczej do czasu, aż jego rodzice wysprzątają i odremontują dom. Jego ojciec, Lionel Danson, dostał zalecenie, żeby przejść odwykowy program dwunastu kroków, a matce, Kim, podano leki na depresję.

Dennis wrócił do domu po sześciu miesiącach i został objęty opieką pracownika socjalnego, który odwiedzał go dwa razy w tygodniu, by sprawdzić co i jak. Wizyty te trwały kilka miesięcy, ale po jakimś czasie stały się rzadsze, aż wreszcie się skończyły. Opiekun społeczny przypisany rodzinie Dansonów uznał, że cotygodniowe dojazdy tam i z powrotem są zbyt czasochłonne, a skoro rodzina coraz lepiej daje sobie radę, postanowił, że wystarczy sprawdzić telefonicznie, jak się miewają2.

Nie minęło wiele czasu, a dom znowu zaczął wyglądać nędznie, ojciec powrócił do picia.

Ten przewrót w życiu Dennisa wywarł wpływ na jego zachowanie; dawniej cichy i nieśmiały, Dennis zaczął źle zachowywać się w klasie, zdarzały mu się nagłe wybuchy agresji, potrafił raptownie wstać i przewrócić ławkę albo wydrzeć się podczas sprawdzianu, jakby cisza i bezruch panujące w pomieszczeniu były dla niego czymś nie do zniesienia. Nauczyciele, którzy dawniej go bronili, gdy dostrzegali nieśmiałość tego blondynka o niebieskich oczach, teraz go odtrącali, zawieszając w prawach ucznia, wysyłając za karę na korytarz albo do dyrektora, koncentrując swoją uwagę na dzieciach, które ich zdaniem czekała jakaś przyszłość.

Dennis wiódł życie w osamotnieniu. Przez całą szkołę podstawową i gimnazjum przychodził do szkoły sam, w czasie lekcji był odseparowany od pozostałych uczniów, a do domu też wracał w pojedynkę. Dopiero w szkole średniej stał się bardziej intrygujący dla swoich rówieśników, nie tyle jako wyrzutek, ile jako dziwak i samotnik. Podobał się dziewczętom, choć rzadko się z nimi umawiał, no i zaczął grać w drużynie futbolowej na pozycji biegacza. Szkolna drużyna z Red River grała dobrze, ale była niedofinansowana, a jej zawodnikom brakowało prawdziwego zaangażowania. Podczas procesu trener zeznawał w obronie Dennisa, nazywając go „samotnym wilkiem”, ale też „dobrym dzieciakiem”3, któremu po prostu zabrakło w życiu dyscypliny. Trener Bush był istotnym świadkiem w sprawie. Jako szanowany członek społeczności mógł potwierdzić, że Dennis był razem z nim w szkole między szesnastą a siedemnastą w dniu, kiedy zaginęła Holly. Ostatni raz widziano ją, gdy jechała na rowerze z dala od domu około szesnastej trzydzieści. To oznaczało, że Dennis nie mógł jej porwać, te ramy czasowe wskazywały, że wina Dennisa wcale nie jest oczywista. Gdy jednak poproszono trenera o listę obecności z tego treningu, nie był w stanie jej dostarczyć, mimo że trzymał wszystkie listy do roku wstecz. Prokurator wezwał innego zawodnika z drużyny, który też nie mógł sobie przypomnieć, czy Dennis był tego dnia na zbiórce, czy nie.

Kilku chłopców pamiętało, że był obecny na zajęciach, ale inni twierdzili, że wyszedł z treningu wcześniej. Zazwyczaj wychodził wcześniej, mówili, bo nie należał do tych, co po treningu albo po meczu pójdą się jeszcze powłóczyć. Był lubiany, ale nie utrzymywał bliskich kontaktów z żadnym z zawodników.

Za to spędzał większość czasu z innymi odmieńcami ze szkoły, zwłaszcza z Howardem Harriesem, synem policjanta, Erica Harriesa, i Lindsay Durst. To było coś, czego chłopaki z drużyny i koledzy z klasy nie mogli zrozumieć: dlaczego tak go ciągnęło do samych „nieudaczników”. To jednak, zdaniem psychologa sądowego, było klasycznym zachowaniem dziecka z rodziny dysfunkcyjnej.

„[Dennis] obawiał się kompromitacji w oczach rówieśników i ich krytyki […], tego, że zobaczą, jak wygląda jego dom i życie rodzinne”4.

Dennis nie mógł się pozbyć uczucia, że jest ofiarą losu, nawet jeśli na zewnątrz tak go nie postrzegano.

Życie w domu stawało się coraz trudniejsze. Dennis dwukrotnie znalazł matkę nieprzytomną po nieudanym przedawkowaniu leków. Ojciec awanturował się po pijaku. Gdy nie było go w domu, Dennis mógł się odprężyć. Ale kiedy wracał, bił Dennisa za byle co, za najmniejsze naruszenie zasad. Pamięta, jak któregoś dnia jadł coś przed telewizorem, siedząc po turecku na podłodze, kiedy nagle ojciec pojawił się tuż za nim i uderzył go pięścią w tył głowy. Dennis wypluł zawartość ust na podłogę, a kiedy odwrócił się i spytał, o co chodzi, ojciec przywalił mu w twarz, kopnął go w brzuch, zdjął pas i spuścił mu lanie. „Za głośno mlaskałeś” – powiedział w końcu, dysząc i wkładając pasek w szlufki5.

Żeby na siebie zarobić, Dennis podjął pracę w domu spokojnej starości, gdzie sprzątał pokoje i robił pranie. Z czasem pensjonariusze polubili jego towarzystwo. Ich zdaniem był zabawny i sprawnie szła mu robota. Nigdy nie mówił z wyższością i zawsze miał czas ich wysłuchać. Pomagał w organizowaniu zajęć i imprez, roznosił jedzenie i rozmawiał z tymi, których mało kto odwiedzał. Niektórzy pokazywali mu swoje pamiątki.

Widział ich zdjęcia, medale i futra. Pokazywali mu swą biżuterię. Gdy sprzątał, pod łóżkiem znajdował pudełka po butach, w których pensjonariusze nieufający bankom trzymali oszczędności. Na początku tu i tam podebrał kilka setek, by je odłożyć na bilet lotniczy, miesięczny czynsz w Nowym Jorku lub Los Angeles i na jedzenie. Potem wziął biżuterię, którą zaniósł do lombardu i sprzedał za parę dolarów. Potem córka którejś z pensjonariuszek przyjechała z wizytą, by pożyczyć na ślub zabytkową broszkę swej matki. Broszkę namierzono w miasteczku u właścicieli lombardu, którzy od razu powiedzieli policji, że Dennis Danson im to sprzedał.

– Nie myślałem trzeźwo. Musiałem się stamtąd wyrwać. Wydawało mi się wtedy, że nikt na tym nie ucierpi. Te rzeczy tam tylko leżały, czekając na śmierć swych właścicieli i na to, aż ich zasrane rodziny przyjdą je sprzedać. – Dennis westchnął. – Gdybym wiedział, że wszystko, co zrobiłem w życiu, będzie kiedyś analizowane w ten sposób, że wszystko zostanie wykorzystane, by udowodnić, że mogę być potworem, chyba postąpiłbym inaczej.

Rozdział 3

– NO I? – SPYTAŁA CARRIE, nie odrywając oczu od jezdni. – Jak się udała wasza pierwsza randka?

Samantha roześmiała się; od wczorajszej wizyty uśmiech niemal nie znikał jej z twarzy. Po raz pierwszy od kilku dni porządnie się wyspała, a kiedy Carrie przyjechała po nią do motelu, by zabrać ją do Red River, czekała na zewnątrz, gotowa o wszystkim jej opowiedzieć.

– Dobrze, było fajnie. – Powstrzymywała się przed pytaniem, czy Dennis coś o niej mówił, czując, że powinna udawać powściągliwą, choć przecież przyleciała na drugi koniec świata, by się z nim spotkać.

– I tyle? Nie wyjawię ci, co mi powiedział, dopóki nie zdradzisz mi czegoś więcej.

– No dobra. Na początku było dziwnie i to chyba z mojej winy, naprawdę, byłam jakby nieco… oszołomiona tym wszystkim. Ale on jest taki uroczy.

– Prawda?

– Absolutnie. – Samantha dobrze dogadywała się z Carrie, niską kobietą o gęstych brązowych włosach, sięgających prawie do ramion, które nawet gdy przeczesywała je ręką, i tak sterczały na wszystkie strony. – No i wiesz, do tego oczywiście jest przystojny i w ogóle.

– No pewnie.

– Byłam tak rozczarowana, że muszę już wyjść. Dopiero co zaczęliśmy się poznawać na żywo. – Nie wspomniała o scysji z tamtą kobietą. Zapadła cisza.

– No i? – Carrie drażniła się z nią.

– Przestań! O mój Boże. – Samantha zalała się rumieńcem. Jej uczucie do Dennisa było tak inne od tego, które towarzyszyło jej, gdy ostatni raz wchodziła w nowy związek i podczas firmowej imprezy gwiazdkowej potajemnie obściskiwała się z Markiem, a on wyznał jej cicho, że nie szuka niczego poważnego i nie chce żadnych zobowiązań. Ona oczywiście na to przystała, bo cóż innego miała powiedzieć. Jego dłonie już błądziły po jej ciele – kulminacja miesięcy tęsknoty i nieśmiałych spojrzeń. Jego palce wślizgnęły się w nią zbyt szybko, zadając ból, a ciało zesztywniało, gdy starała się powstrzymać płacz. „Wszystko okej?” – spytał. A ona na to, że tak, bo tak należało. Okej, że ją pieprzy, ale nie pragnie. Okej, że jest dla niego nagrodą pocieszenia. Okej, że jest okej.

– No więc on oczywiście uważa, że jesteś absolutnie seksowna – oznajmiła Carrie.

– Tak powiedział?

– Dokładnie brzmiało to tak: „Samantha jest mega seksowna”.

– Poważnie?

– No i bardzo mu się podoba twój akcent. Jemu też było smutno, że to spotkanie tak szybko się skończyło, ale bardzo się cieszy, że odwiedzisz go w przyszłym tygodniu. To takie urocze. Ledwo to do mnie dociera. Mój mały Dennis wreszcie umawia się na randki.

Samantha starała się zapamiętać te słowa, wyobrażała sobie, jak on je wypowiada, niezbyt uważnie słuchając Carrie, która opowiadała, jak przerażającym doświadczeniem była dla niej pierwsza wizyta w więzieniu u Dennisa. Opowiadała, jak grożono jej śmiercią, i o pełnych hejtu mailach, jakie dostawała, jak trudno było znaleźć pieniądze na ten pierwszy dokument i jak wraz ze swoim koproducentem Patrickiem pracowali po nocach, by go stworzyć.

– Zawstydzasz mnie – rzekła Samantha.

– To było totalnie samolubne z mojej strony. Uznałam to za historię wartą opowiedzenia, więc zrobiliśmy film. To znaczy, zawsze zależało mi na Dennisie, od chwili kiedy Patrick po raz pierwszy mi o nim opowiedział. Oczywiście wszyscy sądzą, że się w nim kocham. – Przewróciła oczami. – Bo w innym wypadku kobieta nie nakręciłaby przecież filmu dokumentalnego o mężczyźnie, co nie? To, że jestem homoseksualna, wydaje się nie mieć znaczenia. Cały czas to słyszę. To była po prostu sprawa, która wydawała się tak nie fair, bo dzieciak rzecz jasna tego nie zrobił. Nie mogłam przestać o tym myśleć.

Samantha pomyślała o więzi, jaka łączy Dennisa i Carrie, o tym, jak Dennis o niej mówi.

– Trudno mi to wszystko ogarnąć. Nie mogę uwierzyć, że znalazłam się tutaj i tylko zwiedzam okolicę. Mam wrażenie, że jestem na jakichś dziwnych wakacjach.

– To, co robisz, ma ogromne znaczenie! Zanim Dennis cię poznał, był gotów się poddać. To niesamowite, że tu przyleciałaś. Nie myśl o sobie w ten sposób. Jesteś silną kobietą.

Samantha oblała się rumieńcem.

– Chociaż sama nienawidzę tego określenia. Silna kobieta. Co to w ogóle znaczy? Że co, że silny mężczyzna to taki, co uciągnie ciężarówkę wraz z przyczepą przywiązane do jąder, a silna kobieta to taka, która… – Carrie strzeliła palcami, szukając właściwych słów.

– Matka, która składa petycję, by postawili nowy znak ostrzegawczy na drodze, gdzie jakiś pirat drogowy śmiertelnie potrącił jej syna.

– Właśnie!

– Może to nie takie głupie.

– No tak, kiedy się to powie głośno i wyraźnie. Ale wiesz, o co mi chodzi. O te bzdury, które ludzie czasem wygadują. Mnie chodziło o to, że jesteś odważna.

Samantha otworzyła usta, by zaprotestować, ale przypomniała sobie, jak Mark mówił, że ona nigdy nie potrafi przyjąć komplementu, co doprowadzało go do szału.

Numer trzynaście na liście powodów, dla których nie był w stanie jej pokochać.

Spojrzała na Carrie i powiedziała:

– Dziękuję.

Domy w Red River nie były zbudowane według jednolitego standardu jak te z basenami w kształcie nerki przypominającymi naczynia chirurgiczne i z dachami z terakoty, które Samantha ujrzała, gdy samolot podchodził do lądowania. Te tutaj wyglądały, jakby każdy został zbudowany osobno przez ludzi, którzy znaleźli się tu przypadkowo. Ulice były szerokie, a budynki stały porozrzucane daleko od siebie. Mijały samochodem porzucone sofy i szczekające, uwiązane na łańcuchach psy. W centrum stał ratusz, biały i skromny, oraz biegła główna ulica, przy której znajdowały się niewielki sklep całodobowy, sklep z narzędziami i tania restauracja. Większość lokali była zamknięta, a ich okna zabito deskami.

Dalej było nieco ładniej. Przy uliczkach stały wielkie, dające cień drzewa, a domy miały kolory pastelowe. Na gankach stały dwuosobowe kanapy, a na podjazdach wielkie błyszczące SUV-y. Zatrzymały się przed jasnożółtym domem, mniejszym niż pozostałe. Farba na białych ramach okiennych zaczynała się łuszczyć. Na skrzynce na listy widniały nazwisko „Harries” i numer domu 142. Według tego, co mówiła Carrie, gdy w 1993 roku kręcili pierwszy dokument, policjant Eric Harries za każdym razem odmawiał udzielenia wywiadu. Tym razem sam skontaktował się z Patrickiem, gdy ogłoszono, że Jackson Anderson zajmie się produkcją nowego serialu dokumentalnego na ten temat.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Notatki sporządzone przez pracownika opieki społecznej, 1981. [wróć]

Zeznanie pracownika socjalnego podczas śledztwa. [wróć]

Źródło: protokół sądowy, maj 1993. [wróć]

Protokół sądowy. [wróć]

Fałszowanie prawdy. Carrie Atwood, Patrick Garrity, VHS, Floryda 1993. [wróć]